Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kroniki Królobójcy
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2011-12-28, 13:35   Kroniki Królobójcy


Tytuł: Imię wiatru
Autor: Patrick Rothfuss

Seria: Kroniki królobójcy
Tom: I
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Ilość stron: 873
Rok wydania: 2008
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Jan Karłowski

Opis:
Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca namówiony przez Kronikarza wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.
Niezwykle żywo i naturalnie snuta opowieść na homerycką skalę. Intrygująca i poruszająca odyseja Kvothe'a doskonale harmonizuje z nienachalnym klimatem fantasy.
Ten debiut literacki zdobył kilka prestiżowych nagród, m.in. Quill Award oraz Onion AV Club. Prawa do wydania sprzedano już do ponad 20 krajów.

Komentarz:
Naprawdę trudno opisać mi tę książkę, wyrazić wszystkich jej zalet. "Imię wiatru" mnie zachwyciło. Jest z całą pewność jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Począwszy od świetnych opisów, które oddziałują na wyobraźnię, dają doskonały obraz tego, o czym jest mowa (z drugiej strony niektórzy mogą się poczuć nimi przytłoczeni). To nie są żadne proste określenia, pojedyncze słowa, ale całe akapity służące opisaniu danej rzeczy, danego uczucia. I do tego bardzo trafne. Autor mimo iż nadmiernie nie rozwodzi się nad beznadziejnością sytuacji, pisze emocjonalnie. Wielokrotnie się wzruszyłam, nie ukrywam.
Bohaterowie świetnie dobrani i wykreowani. Dzięki dokładnym opisom, można sobie ich dobrze wyobrazić. Moim zdaniem pasują do siebie idealnie. Historia Kvothe’a mnie zaciekawiła i urzekła. Może i jest ciut naciągana po bokach - chodzi o głównie "od zera do bohatera", ale ładnie wyjaśnił to na koniec Bast (cytat:
Spoiler:

"Ludzie widzieli w nim bohatera, więc grał swoją rolę. Bohaterstwo nosił jak maskę, aż w końcu uwierzył w nie. I tym sposobem maska stała się prawdziwym obliczem" - jak dla mnie to co nieco wyjaśnia tę bohaterską postawę).

Poza Kvothe'em zaintrygowały mnie jeszcze Denna i Auri, obu ich nie mogę rozgryźć. Są bardzo ciekawymi postaciami, w dodatku tajemniczymi i chyba przez to tak świetnymi.
Wspaniały styl, wszystkie niedopowiedzenia, tajemnice, które dopiero po chwili są ujawniane, ciekawy pomysł (choć może niezbyt oryginalny) - to sprawia, że trudno się oderwać. Podoba mi się też sposób, w jaki prowadzona jest historia - jako opowieść karczmarza o jego legendzie, z wszystkimi przerwami będącymi chwilowym powrotem do jego teraźniejszości.
Prawdą jest, że w "Imieniu wiatru" nie ma nieustannej, dynamicznej akcji. Ale to nie jest wada. Na taką objętość (dziewięćset stron) nieustająca akcja mogłaby się kazać męcząca. Dozowanie wydarzeń wydaje mi się odpowiedniejszym środkiem.
Mam całkowitą świadomość, że to co zostało ukazane w "Imielnu wiatru" jest tylko wstępem, zapowiedzią wydarzeń. Ich tłem. Przedsmakiem przyszłych zdarzeń. W końcu tylko rozpoczął opowieść, ujawnił dopiero swoje początki. Po lekturze pozostały pytania, dużo pytań bez odpowiedzi.
Spoiler:

Kim jest Bast? Co się stało Kvothe’mu? Czemu takie przykre są dla niego niektóre tematy? Dlaczego zaprzestał używania sympatii? Kim był najemnik? Czego chciał? Co dalej z Denną? Czemu jest taka? Co zrobił Ambrose? Wreszcie dlaczego seria nazywa się "Kroniki Królobójcy"?

To tylko niektóre pytania, które zrodziło "Imię wiatru". Mam nadzieję poznać odpowiedzi na nie w kolejnych tomach, które z całą pewnością znajda się na mojej półce.

Ocena: 10/10



Tytuł: Strach Mędrca. Część I
Autor: Patrick Rothfuss

Seria: Kroniki Królobójcy
Tom: II, część 1
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Stron: 676
Premiera: 2011
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Mirosław Jabłoński

Opis:
Mędrzec obawia się tylko trzech rzeczy: morza w czasie sztormu, nocy bez księżyca i furii człowieka łagodnego.
Oto ciąg dalszy epickich przygód Kvothe’a, który w zaciszu gospody mierzy się ze swoją legendą. Opowieść o jego wczesnej młodości, wstąpieniu do Akademii i stawianiu tam pierwszych kroków – powoli zaczyna nabierać głębszych barw. Zdecydowany nauczyć się magii imion bohater próbuje przekonać do siebie mistrza Elodina. Sukces rodzi jednak zazdrość, a jego wrogowie, przede wszystkim Ambrose, nie śpią. Goniąc za Chandrianami, w pragnieniu zemsty, Kvothe gubi gdzieś niewinność.
Przed wami odsłona druga Kronik Królobójcy.


Tytuł: Strach mędrca. Część 2
Autor: Patrick Rothfuss

Seria: Kroniki Królobójcy
Tom: II, cz. 2
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Mirosław Piotr Jabłoński
Data wydania: 17 stycznia 2012
Liczba stron: 640

Opis:
Drugi tom długo wyczekiwanej kontynuacji Kronik Królobójcy.
Dzień drugi chyli się ku zachodowi. Kvothe powoli ujawnia, jak rodziła się jego legenda. Czy możliwe jest, by rozmawiał z istotą, która dzięki swojemu jasnowidzeniu doprowadza ludzi do obłędu? Ile zaś prawdy może być w tym, że w tak młodym wieku spędził wiele nocy z Felurianą, której sztuka miłosna pozbawiła już życia rzesze mężczyzn?
Utalentowany arkanista i bard nie ustaje w staraniach pozyskania mecenasa, którego opieka pozwoliłaby mu na dostatnie życie. Przy tym bez wytchnienia poszukuje śladów Chandrian, choć w powodzenie tego zadania wątpi coraz bardziej. Jego ostatnią nadzieją okazuje się przemierzenie odległych ziem Ademre. Pomocne w podróży okazują się lekceważone dotychczas zajęcia z Elodinem, dzięki którym rozbudził uśpioną dotąd część swojego umysłu.
Podczas gdy bohater dzieli się z Kronikarzem swoją przeszłością, ponura przyszłość nabiera kształtu tuż za drzwiami jego karczmy.
„Kroniki królobójcy”, akt drugi, scena druga!
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2011-12-28, 17:41   

Sophie napisał/a:
Prawdą jest, że w "Imieniu wiatru" nie ma nieustannej, dynamicznej akcji. Ale to nie jest wada. Na taką objętość (dziewięćset stron) nieustająca akcja mogłaby się kazać męcząca. Dozowanie wydarzeń wydaje mi się odpowiedniejszym środkiem
Moim zdaniem po prostu Kroniki Królobójcy nie są dla wszystkich. Rzeczywiście akcja momentami jest senna i nieco poetycka, ale przez to lepiej smakuje kiedy przyspiesza. W ogóle cała seria przeznaczona jest dla czytelników oczekujących czegoś więcej od fantasy. Na jej temat z chęcią wypowiem się dłużej jak założysz osobny wątek, który się powieści bez wątpienia należy.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2011-12-28, 17:49   

Dobrze, że założyłaś oddzielny temat. Powieść jest świetna, właśnie wyszła jej kontynuacja i następną część też zapowiadają. Musze przyznać, że kiedy jakiś czas temu wpadło mi w ręce Imię wiatru, to nie mogłam się doczekać kontynuacji. Trochę poczekałam. ale jak już przeczytałam Strach mędrca, to nie żałuje, że rozzłoszczona długim oczekiwaniem nie odłożyłam książki ad acta. Majster ma rację - to nie jest książka dla każdego, ale dla mnie akurat jest. Podoba mi się i basta.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2011-12-28, 19:10   

Ja cenię tę historię przede wszystkim za klimat, który jest po prostu magiczny. Za postacie, które mają zarówno wady i zalety, są dopracowane pod względem charakterologicznym i emocjonalnym. Za wirtuozerię słowa (swoją drogą - wielki podziw dla tłumacza), niezwykle przemyślaną strukturę, kunsztowne żonglowanie emocjami, zdarzeniami itp. Po prostu mi się podoba :-P
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-01-06, 17:30   

O ile „Imię wiatru” przyjęłam całkowicie gładko, nie zwracając uwagi na wady, to część pierwsza „Strachu mędrca” już mniej mnie zachwyciła. Co nie znaczy absolutnie, że mi się nie podobało. Nadal polecam każdemu tę serię, ponieważ to kawał świetnej literatury. Ale tak jak pisałam, w drugim tomie jest kilka rzeczy, do których można się przyczepić. I ja się przyczepię. Po pierwsze szkoda, że autor pominął przygody Kvothe’a w czasie jego podróży do Severen. Ten fragment opowieści mógłby być naprawdę interesujący. Z drugiej strony rozumiem też dlaczego to pomiął. Po drugie, mam wielki, ogromny żal do wydawnictwa za zmianę tłumacza. Poprzedni był dużo lepszy, w jego tłumaczeniu nie trąciło od tekstu „angielszczyzną”. Tutaj zbyt często pojawiały się zdania, które aż raziły swoim angielskim oryginałem, a także zdarzały się takie, których w ogóle nie mogłam zrozumieć i które nie zgadzały mi się całkowicie z kontekstem (na szczęście tych drugich nie było wiele). I niestety drugą część tomu drugiego tłumaczy ten sam tłumacz. No po prostu Janek Karłowski był tak zajebisty, że żaden tłumacz mu nie dorówna. To tyle ode mnie na ten temat.
Fabuła oczywiście interesująca. Choć przyznam, że ostatnie kilka rozdziałów, było jak na mój gust zbyt idealne. Aczkolwiek jest to prawdopodobnie wina tego, że jest to sam środek książki. Ogólnie rzecz biorąc, podobnie do poprzedniej części. Nie zaskakiwało mnie zwrotami akcji, spodziewałam się wielu zdarzeń. Ale tak jak poprzednio – nie przeszkadzało mi to. I jest to bardzo dziwne, ponieważ zwykle przewidywalne wydarzenia wprawiają mnie w głęboką irytację. Akcja toczyła się leniwie, powoli, ale była bardzo ciekawie opisana. Uwielbiam Rothfussa za opisy, tworzy dzięki nim kompletny obraz rzeczywistości. W dodatku bohaterowie są pełni uroku, intrygują. Choć muszę przyznać, że Denna zaczęła mnie deczko irytować (głównie mam na myśli ostatnie jakieś 60 stron). Jak dla mnie zbyt duże natężenie niewiedzy i niezrozumienia jej zachowań (czyli jakby nie patrzeć owej niewiedzy). Żałuję, że tak mało było o Auri. Jej rozmowy z Kvothe’m są po prostu cudowne. I ona sama również jest świetnie stworzona. Tak samo jak Kukieł.
Tak sobie ponarzekałam, ale i tak uwielbiam tę serię i czekam z niecierpliwością na część drugą tomu drugiego. Na szczęście premiera już 17 stycznia. :mrgreen:
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-01-24, 07:22   

Imię wiatru to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam w swoim życiu. Została napisana stylem, z jakim dawno się nie zetknęłam. Nazwałabym ją obyczajową Fantazy. Przypomina mi książki w starym, dobrym gatunku, kiedy z wyjątkiem Tolkena nie przeczytałam jeszcze żadnej sf . Każde słowo w książce jest na wagę złota. Nic nie jest zbędne w tym tomiszczu. Ma tyle wspólnego i tyle samo różnic, co ubóstwiany przez mnie Medicus. Bardzo podobne losy bohaterów, ale przede wszystkim główny bohater jest tak samo zdeterminowany, żeby osiągnąć wytyczony cel. Nauczyć się jak najwięcej oraz przeżyć wbrew wszystkiemu. Zasadniczą jednak kwestią jest to, że kiedy czytamy książkę mamy wrażenie, że czytamy historię o człowieku, który żył naprawdę. Gdyby nie osadzenie fabuły w realiach innego świata oraz sympatia jako nauka, historia byłaby bardzo realna. Dlatego tak bardzo przypomina mi historię Medicusa, która również została wymyślona, ale osadzenie jej w w realnym świecie na tle prawdziwych wydarzeń historycznych powoduje, że chcę w nią wierzyć. Osadzenie Imienia Wiatru w fantastycznym świecie zatraca realizm, ale mimo to wywołuje uczucie prawdziwości przeżywanych przez bohatera wydarzeń (oczywiście z wyjątkiem magicznych zdarzeń :-P ). Aż się boje, czy Strach Mędrca sprosta Imieniu Wiatru. W przypadku Noah Gordona tak było. Szaman sprostał Medicusowi. Bohater musiał tylko pokonać inne bariery (fizyczna ułomność), żeby osiągnąć cel i nie musiał się w tym celu udawać na drugi koniec świata.
Wiele książek wywołuje skrajne emocje u czytelnika. Chcemy, żeby postąpił inaczej, albo nie możemy sobie darować, że akcja potoczyła się w ten czy inny sposób. W Imieniu wiatru tego niema. Odnoszę wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu, tak jak powinno być. Inna wersja wydarzeń po prostu nie wchodzi w grę. A naprawdę o niewielu książkach można to powiedzieć.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1459
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2012-01-26, 19:36   

Mimo początkowej awersji ( do dziś nie jestem pewna z czego wynikała), sięgnęłam po "Imię wiatru". Nie od początku zaczęłam się zachwycać. Sądzę, że musiałam troszkę posmakować tej powieści. W miarę coraz to większej liczby przewróconych stron, czułam jak powieść wciąga. Nie potrafię opisać tego uczucia. Historia Kvoth'a w pewnym momencie zbiła mnie z nóg i sprawiła, że nie potrafiłam odłożyć książki ani na sekundkę. Najpierw musiałam dokończyć zdanie, później stronę, potem rozdział... Nagle okazało się, że skończyłam książkę i czegoś mi brakuje. Czułam podobne uzależnienie, które dopada mnie na widok czekolady. Nie potrafiłam poskąpić sobie na następną część. Obydwa tomy "Strachu Mędrca" przeczytałam jeden po drugim, bez żadnych widocznych przerw, więc nie doświadczyłam uczucia, że w pierwszym czegoś brakowało. Niemniej uważam, że "Strach Mędrca" różni się od "Imienia wiatru". Można zauważyć subtelne różnice w zachowaniu głównego bohatera. Autor próbuje nam przekazać, że Kvothe się rozwija. Nie jest już przestraszonym dzieckiem, walczącym o przetrwanie ani krnąbrnym i momentami naiwnym studentem. On tak jakby... gubi niewinność. Zmiana ta była w ten sposób opisana na okładce, a ja nie potrafię inaczej tego nazwać.
Już nie mogę się doczekać trzeciej i jednocześnie ostatniej części. Jestem leciutko zaniepokojona wizją zakończenia swojej przygody z Kvothe'm, a jednocześnie przestraszona wynikiem tego końca. Jak to się stało, że główny bohater, którego znamy z opowieści stał się Legendą? Jak został oberżystą? Dlaczego stracił pewne umiejętności? Jak poznał Basta?
Ta seria po prostu mnie intryguje. Jestem już po drugiej części trylogii i muszę powtórzyć pytanie Sophii - Dlaczego cykl nazywa się "Kronikami Królobójcy"?

W tym momencie na rynku jest wysyp książek fantasy. Jedne są gorsze, drugie lepsze. Czasem się wkurzam, ponieważ fantastyka to nie tylko wieczna miłość, wampiry i wilkołaki. Niestety nie wszyscy to rozumieją, a szkoda. Niewiele jest książek, które mogłabym nazwać naprawdę dobrymi. Takimi, które zapadają w pamięć, coś sobą reprezentują. Trylogia "Kronik Królobójcy" pokazuje klasę. Chciałabym, żeby to własnie z podobnymi książkami kojarzono ten gatunek literacki. Na dzień dzisiejszy jak pójdziesz do księgarni i poprosisz o jakąś "fantastyczną" książkę, dostaniesz "Zmierzch". :roll:


Czy ktoś już wie kiedy będzie premiera trzeciego tomu po angielsku? Mam nadzieję, że nie trzeba będzie czekać na tę książkę tak długo jak na "Strach Mędrca"... :roll:
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-01-26, 19:49   

Blair napisał/a:
Czy ktoś już wie kiedy będzie premiera trzeciego tomu po angielsku? Mam nadzieję, że nie trzeba będzie czekać na tę książkę tak długo jak na "Strach Mędrca"... :roll:
Strach Mędrca wyszedł w Stanach dopiero w marcu 2011, czyli cztery lata po premierze Imienia Wiatru. Po polsku książka ukaże się pewnie parę miesięcy po amerykańskiej premierze, ale to i tak będzie przynajmniej za rok. Konkretów co do daty jeszcze nie ma, nawet roku. Ale mam nadzieję że The Doors of Stone trafią w moje łapki jak najszybciej.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1714
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2012-01-26, 20:01   

Gdzieś w sieci chodzą słuchy, że ma to być 1 maja 2013. Trochę długo.

A ja czekam aż w bibliotece zwolni się "Strach Mędrca". :-/


Sophie: Gdzie to znalazłaś?
_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-01-27, 06:52   

Przeczytałam tylko pierwszą część Strachu Mędrca i muszę stwierdzić, że się nie zawiodłam. Może jest w niej mniej traumatycznych przeżyć Kvoth'a, który co by tu nie mówić dorośleje. Nadal jest jednak bardzo młody, co odbija się na jego charakterze i postępowaniu.
Może się wydawać, że I część Strach Mędrca jest lekko "gorsza" od Imienia Wiatru, ale jest to stwierdzenie bardzo, bardzo ulotne. Gorsza to nie adekwatne słowo, dlatego ujęłam je w cudzysłów. Po prostu w Imieniu Wiatru nie znałam jeszcze świata, w którym przyszło żyć "mojemu" bohaterowi ani jego samego. Wszystko było dla mnie nowe jak i sam bohater. W Strachu Mędrca wiedziałam czego mogę się spodziewać. Na początku "urlop" Kvota wydał mi się nie na miejscu, ale później okazał się miłą odmianą. Cieszę się, że autor wpadł na taki świetny pomysł.

Bardzo ciekawa jest też nauka jakiej udzieli Kvothe Kronikarzowi. Pokazał jak się tworzy legenda. Kronikarz przekonał się o tym na własnej skórze.

Ponadto dwa miejsca mnie rozczarowały, a raczej poczułam ogromny niedosyt. Tak się przyzwyczaiłam, że autor pokazuje mi dzień po dniu z życia bohatera, że kiedy powiedział, że sprawozdania z procesu nie będzie zdawał, bo można je przeczytać w sądzie, to myślałam, że zwątpię. Przez tyle stron było jak to Kvothe nauczył się się w jeden dzień thema, a potem nie dano mi o tym przeczytać.
Tak samo było z podróżą na "urlop". Tyle tam się działo a tylko jedno zdanie.
Rozumiem, jednak, że wtedy musiał by powstać jeszcze jeden tom :-P , ale jaki musiałby być ciekawy.

Złapałam też autora na pewnej nieścisłości. Kiedy jego mentor zapytał go skąd wie, że Auri to Auri. Odpowiedział sobie w myślach, że gdzieś widział to imię w Arkanach. A to przecież nie prawda. Wtedy jeszcze nie miał pozwolenia by tam przebywać a jego tajemne przejście do Arkan nie było mu znane dopóki "nie oswoił" Auri.

Blair napisał/a:
Dlaczego cykl nazywa się "Kronikami Królobójcy"?


Nie wiem, ale cały czas mi się zdaje, że Kvothe sam, albo jak to u niego bywa, został wplątany w śmierć króla. Jednak to jak reaguje, tzn. uważa, że to wszystko przez niego, tj. śmierć króla i ta cała wojna, może świadczyć o tym, że nie został w to wrobiony, ale ciąg niefortunnych zdarzeń (szalonych pomysłów Kvoth'a), które z pozoru wcale nie dotyczyły wielkiej katastrofy, doprowadził w końcu do śmierci króla. Po prostu takie założenie przewija się między wierszami, czy jednak dobrze je interpretuję nie wiem. Śmierć Króla to koniec historii o Kvothe, potem jest upozorowanie śmierci i zmiana profilu życia i imienia. Śmierć króla przekreśliła dalsze życie bohatera pod własnym imieniem, dlatego może Kroniki Królobójcy - ostatnia i najstraszniejsza rzecz z życia legendy (człowieka owianego legendą).

Seria urzekała mnie na tyle, iż na pewno znajdzie się w mojej biblioteczce.

Z niecierpliwością też czekam, aż jakaś dobra dusza pożyczy mi tom drugi Strachu Mędrca, który nie został przewidziany w moich planach na luty, bo kiedy je robiłam nie znałam jeszcze tej serii.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-03, 12:10   

Ubóstwiam Rothfussa. Całkowicie, nieodwołalnie, całym sercem. Jest moim idolem, bożyszczem, ideałem, mistrzem.
Jeśli napisałam jakiekolwiek złe słowo o pierwszej części Strachu Mędrca, odszczekuję każde z nich. Otóż jeśli takie się pojawiły jest to wina podziału książki na dwa tomy. Książka jest złożoną całość i podział zaburzył delikatnie jej równowagę. Po przeczytaniu drugiej części jestem w pełni usatysfakcjonowana. Wszystko złożyło się w doskonale skrojoną powieść, mającą wszystko to co potrzeba.
Rothfuss jest mistrzem opisów (ah, gdyby tylko miał w bardziej kompetentnego polskiego tłumacza, chociażby takiego Jana Karłowskiego :-P ). Tworzy kompletny, doskonale przedstawiony obraz świata. Odmienne kultury, subtelności i rażące różnice między nimi. Pomysły na to są zaskakujące i intrygujące.
No dobra, teraz moje głębsze odczucia, z których prawdopodobnie będziecie się śmiać. Ale proszę tylko - nie za głośno. ;-)
Żadna inna książka wcześniej nie wzbudziła we mnie takich emocji, tak gwałtownych i przejmujących jak ta właśnie seria. I mam wrażenie, że szybko nie znajdę nic bardziej emocjonalnego. O ile w ogóle. Cała historia mimo że ma fragmenty, które mogą wydawać się miłe, przyjemne, radosne, w rzeczywistości są osnute przygnębieniem. Taki nieustannie obecny smutek, który zagłuszany jest tylko miejscami. W gruncie rzeczy jest to bardzo subtelne odczucie. Kvothe powiedział do Kronikarza: "Wiem jaką historię opowiadam. To nie jest komedia." I to jest prawda - z wierzchu może się wydawać szczęśliwie, ale podświadomie wie się, że akcja zbliża się do bliżej nieokreślonej tragedii. To jest kolejna rzecz przyciągająca do tej serii. Wiemy jak wygląda obecne życie Kote (nawiasem wybrał sobie ciekawe imię, kote znaczy kłopoty):
Spoiler:

stracił swoje umiejętności. Nie może już posługiwać się sympatią, a walka sprawia mu trudności. I tu człowieka zjadają pytania: co się wydarzyło? dlaczego stał się taki? Dlaczego postanowił osiąść gdzieś na uboczu i otworzyć karczmę? A odpowiedzi brak, czekamy na kolejny tom. Niewiedza jest frustrująca.


Autor świetnie dawkuje informacje i ujawnia je w odpowiednich momentach. Dowiadujemy się po trochu - nie na tyle mało by czuć się niedoinformowanym, ale i nie na tyle dużo, by wiedzieć co się stanie i co z tego wyniknie. Jednym słowem: zaciekawia.
Bohaterowie są cudowni, realni, doskonale stworzeni. I przyciągają. Tak strasznie mi szkoda, że w drugiej części Strachu było tak mało Auri (i tu znów wina podziału, bo gdyby to była jedna książka nie odczuwałabym braku dziewczyny). Ona jest... ujmująca. I intrygująca. Dodatkowo Bast, na którego zwróciła mi uwagę Were. Też jest świetną postacią, tajemniczą, interesującą. Wiemy kim lub czym jest, ale pojawiają się nowe pytania: jak oni się spotkali, dlaczego mu tak zależy na Kvocie?
To wszystko i jeszcze więcej sprawia, że tę książkę tak jak i serię się wchłania. Szybko, przyjemnie, nie mogąc się oderwać.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-02-06, 10:37   

Nareszcie przeczytałam Strach Mędrca II. Nie zawiodłam się. Autor cały czas utrzymuję poziom. Każda historia jest przemyślana i opowiedziana w konkretnym celu. Tempo akcji wciąż gna do przodu. Kvothe staje się młodym mężczyzną. Zastanawiam się wiele razy, jak będzie wyglądała jego inicjacja seksualna. Kto to będzie? Ktoś kogo znam czy ktoś przypadkowy, stworzony na ta jedną chwilę. Na początku to, w jaki sposób do tego doszło, wydawało mi się nie na miejscu. Tak jak bym czytała baję w bajce. Nie wiem czy mnie rozumiecie. Sama opowieść, którą Kvothe się dzieli z Kronikarzem i Bastem a także z czytlnikiem, jest dla mnie wspaniałą bajką, ale spotkanie tej osoby w takim miejscu jest właśnie dla mnie bają w bajce. Kiedy bajka dobiega końca zaczyna do mnie przemawiać, że pierwszą kobietą Kvothe’a nie mogłaby być zwyczajna dziewczyna, którą spotkał na swojej drodze. Nie będę zdradzać kim jest ta osoba, ani jak ma na imię. Autor wymyślił, (a raczej postawił na drodze Kvothe'a) wspaniałą postać, dzięki której ujawnił się pewien fatalizm historii bohatera. Wszystko zostało przepowiedziane. Kvothe jest tego nieświadomy, dopóki Bast mu tego nie wyjaśnia. Bast jest przerażony istotą, którą spotkał Kvothe w bajce i nie mam tu na myśli kobiety.

W Kvothe podoba mi się najbardziej to, że mówi zawsze całą prawdę o sobie w ważnych momentach. Wie, że może mu to przysporzyć wrogów, ale jednak to robi. Jest dumny z tego kim jest czyli jednym z Edema Ruh. Jeśli ktoś dowiadując się kim jest, zmienia o nim zdanie to tylko świadczy źle o tym kimś. O Kvothe świadczą jego czyny i słowa.

Denna znów mnie zadziwia. Skąd zna język supełkowy, a może tylko to jedno słowo. Ciekawi mnie mecenas dziewczyny. Mam co do niego swoje podejrzenia. Myślę, że jest to „stary znajomy” Kvotha.
Spoiler:

Popiół



W II części Strachu Mędrca poznajemy też odpowiedź w jaki sposób Chendrianie namierzają ludzi, którzy za dużo o nich mówią.

Sophie napisał/a:

Spoiler:



stracił swoje umiejętności. Nie może już posługiwać się sympatią, a walka sprawia mu trudności. I tu człowieka zjadają pytania: co się wydarzyło? dlaczego stał się taki? Dlaczego postanowił osiąść gdzieś na uboczu i otworzyć karczmę? A odpowiedzi brak, czekamy na kolejny tom. Niewiedza jest frustrująca.



Moja odpowiedź:

Spoiler:

Myślę Sophie, że ich nie stracił. To coś co się dzieje z umysłem człowieka. Coś jak dziele umysłu na różne osobowości, coś jak dzielenie umysłu. Kvote stara się teraz być karczmarzem, a karczmarz nie powinien umieć tego co Kvothe. Zaczął tak uważać i tak w końcu się stało. Ale jeśli tylko będzie musiał zmienić osobowość sympatia znów powróci. Pytanie czy wcześniej depresja go nie zje od środka jak rak.

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-06, 15:48   

Jak krótko wyrazić to, co czuję po przeczytaniu pierwszego tomu Kronik Królobójcy? Da się w dwóch słowach: jestem zachwycona.

Naprawdę dobre książki wciągam za jednym zamachem, gnam przez strony na złamanie karku, byle wiedzieć, co dalej, później będzie czas na zastanawianie się, dlaczego bohaterowie postępują tak, a nie inaczej.

Arcydzieła czytam powoli.

Imię wiatru jest arcydziełem. Sunęłam przez kolejne rozdziały żółwim tempem, odkładałam książkę na bok, zajmowała się swoimi sprawami. Dlaczego? Postępowałam zgodnie z zasadą „co za dużo, to niezdrowo”, a i tak przegięłam, bo wiara w moje domniemane umiejętności pisarskie ostatecznie upadła i trwam obecnie w twórczej depresji. Dlaczego? Bo dotarło do mnie, że choćbym nie wiem jak się starała, w życiu nie osiągnę podobnego poziomu, ba!, nie zbliżę się do niego na kilometr.

Znalazłam mój literacki absolut.

W czym tkwi jego doskonałość? W stylu, w prawdziwych, żywych dialogach, opisach, które wizualizują daną sytuację czy zdarzenie lepiej, niż gdybym oglądała ja na własne oczy. W bohaterach, obdarzonych taką głębią charakterów, że życia by nie starczyło, by ich poznać. W nietuzinkowej, choć smutnej historii Kvothe'a, kłodach, jakie rzuca mu pod nogi los. W tajemnicach, które nienachalnie się gromadzą, buzując tuż pod powierzchnią opowieści. W dziwnej, nieprzerwanej atmosferze lęku, napięcia, bo choćbym miała podczas czytania na twarzy uśmiech, ta opowieść nie jest i nie będzie szczęśliwa. W poczuciu oczekiwania na coś strasznego, które towarzyszy przy każdej stronie. W łzach, jakie ciekły po mojej twarzy, kiedy zapoznawałam się ze smutkami głównego bohatera. W strachu, jaki odczuwałam, kiedy bałam się wraz z nim. W furii, jaka mnie dusiła, kiedy razem z Kvothem chciałam zabić winowajców.

Po prostu - Imię wiatru przekroczyło swym kunsztem wszystko, co dotychczas przeczytałam.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2012-02-06, 17:54   

Ej, nie stresuj się. "Imię wiatru" autor pisał lat 10 - to chyba sporo czasu na przemyśliwanie, poprawianie i dokładanie. Dlatego z jednej książki mu się zrobiła trylogia. Dodatkowo, gość jest psychologiem, co, jak sądzę, raczej mu nie przeszkodziło przy konstruowaniu postaci 8-)
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2015-02-03, 19:02   


Tytuł: Muzyka milczącego świata
Tytuł oryginału: Slow Regard of Silent Things, The
Autor: Patrick Rothfuss
Data wydania: 3 lutego 2015
Wydawnictwo: Rebis
Tłumaczenie: Mirosław Piotr Jabłoński
ISBN: 9788378186649
Ilość stron: 160
Cena: 25,90 zł

Opis:
Głęboko pod Uniwersytetem istnieje ciemne miejsce. Mało kto o nim wie; to sieć potrzaskanych starożytnych korytarzy i opuszczonych pomieszczeń. W sercu tej zapomnianej przestrzeni mieszka młoda kobieta, która usunęła się w głąb rozległych tuneli Podspodzia. Ma na imię Auri i jest pełna tajemnic.
Muzyka milczącego świata to krótki, słodko-gorzki epizod z życia Auri, jej niewielka przygoda. Jednocześnie radosna i osaczająca, opowieść ofiarowuje szansę ujrzenia świata oczami bohaterki. Daje czytelnikowi okazję poznania spraw, o jakich wie tylko ona.

Komentarz:

„Muzyka milczącego świata” to opowiadanie o Auri, znanej już dobrze z „Kronik Królobójcy”, a prywatnie mojej ulubionej postaci. Książeczka dość cienka, ale kryjąca w sobie skarb w postaci Auri.

Auri jest postacią bardzo trudną do zdefiniowania. Jest eteryczna, ulotna, tajemnicza i nieuchwytna. Odpowiada zagadkami, myśli zagadkami, a jej narracja w niczym nie przypomina banalnych wzorców. Jest to opowieść niedomówień, pominięć, a przede wszystkim przenośni i nieuchwytnych terminów, które trudno zrozumieć w całości, a jedynie można starać się je pojąc w sposób mniej konkretny, a bardziej intuicyjny.

Auri jest specyficzna, zdecydowanie nie każdy ją zrozumie, ale jeśli kogoś zafascynowała w „Imieniu wiatru”, nie powinien się zawieść, bo już tam można było się domyślać, że będzie to osobistość nietypowa i trudna do zdefiniowania. Zdecydowanie też trzeba trzymać się rady autora – „Muzyka milczącego świata” jest opowiadaniem tylko i wyłącznie dla osób, które miały już styczność z tym uniwersum, które miały w swych dłoniach przynajmniej „Imię wiatru”, pozwalające choć trochę poznać świat, a przede wszystkim Auri. Jestem pewna, że bez znajomości tegoż Czytelnik nie będzie usatysfakcjonowany, ponieważ autor nie bawi się w przypominajki i objaśnienia. Dostajemy wszystko w stanie „jak jest”, bez tłumaczeń i wyjaśnień, przekazane w sposób ulotny i niesprecyzowany.

„Muzyka milczącego świata” jest książką nietypową również ze względu na fabułę, która to płynie, nie dążąc do konkretnego celu. Powieści ogólnie zazwyczaj mają to do siebie, że bohaterowie chcą osiągnąć jakiś konkretny cel, dążą do czegoś, chcą pokonać wroga, znaleźć skarb, dotrzeć do jakiegoś miejsca. Historia Auri jest opowieścią o paru dniach, pokazującą zdarzenia dla dziewczyny normalne, codzienne. Dla Czytelnika jednak jest to nowość, możliwość poznania Podspodzia, pociągająca za sobą konieczność dopowiadania sobie faktów. Bohaterka odczuwa wszystko inaczej, co dla wielu może być niezrozumiałe – Auri definiuje rzeczy przez fakt, czy należą, czy też nie, do danego miejsca. Jest skrajnie wrażliwa na równowagę, a jej spojrzenie na świat jest bardzo delikatne, nienatrętne, unikatowe. Wystarczy tu sobie przypomnieć jej rozmowy z Kvothe z „Imienia wiatru”… Jestem pod wielkim wrażeniem, że pomysł na taką postać w ogóle pojawił się w autorskiej głowie. Choć Rothfuss prywatnie wydaje się dupkiem, trzeba mu przyznać, że tworzy wspaniałe rzeczy i bohaterów.

Jeśli ktoś oczekuje, iż dowie się z tej książki o przeszłości Auri, jak trafiła do Podspodzia, co sprawiło, że stała się taka, jaka jest, zawiedzie się. To dobrze. Ja się cieszę z takiego rozwiązania. Nie byłoby chyba nic gorszego niż obnażyć tę dziewczynę z jej tajemnic. To byłoby sprofanowanie tak idealnej postaci. Nie dowiemy się o niej wiele nowego, choć uważny Czytelnik wychwyci elementy, które mogą potem posłużyć do jej opisu. Auri jest niesamowita, jest chyba najbardziej nieziemską postacią, z jaką miałam styczność , a ta opowieść za sprawą swojej niekonwencjonalności idealnie do niej pasuje. Nie wchodzi się z zabłoconymi buciorami do pięknej willi – autor o tym wiedział i przedstawił całość w sposób dziwny, dla wielu zapewne niepojęty, inny, a przez to absolutnie czarujący, i nie odebrał Auri jej aury tajemniczości. :-)

Książka ta została pięknie wydana, podobnie jak seria „Kronik...”. Jest jednak pewna rzecz, która odróżnia to opowiadanie – mianowicie zawiera ono ilustracje. Nienatrętne, ładnie wkomponowane, niepokazujące zbyt wiele, ale ładnie uzupełniające wyobrażenie. Choć nie jestem fanką rysunków w książkach, te wyjątkowo mi dobrze pasują do całości.

To nie jest książka dla każdego. Widząc oceny na portalach czytelniczych, mówię otwarcie: ta książka może niektórym się nie spodobać. Niektórzy mogą jej nie zrozumieć, mogą się przy niej nudzić. Tak zapewne zareagują osoby, które są nastawione na akcję. Ale ta opowieść wymyka się regułom. Warto o tym wiedzieć, zanim się po nią sięgnie. „Muzyka milczącego świata” jest odmienna, nie zawiera elementów zwykłej literatury, a jest jednoosobową sztuką, choć grają w niej też pomieszczenia i rzeczy. Osobiście jestem zachwycona, oniemiała i już tęsknie za Auri, choć dopiero tę książkę odłożyłam. Polecam ją, absolutnie.
Trzeciego tomu serii jeszcze ni widu, ni słychu (liczę po cichu na ten 2016), a opowiadanko zaostrza apetyt.

Poza tym dzięki tej książce dowiedziałam się o istnieniu opowiadania o drugiej mojej ulubionej postaci, Baście. Nazywa się „The Lightning Tree” i jest częścią antologii „Rogues”, która w Polsce jeszcze się nie ukazała, ale liczę na to, że wkrótce to się zmieni. :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org