Cykl Skolian Empire

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Cykl Skolian Empire

Post autor: hlukaszuk »

WIELKA INWERSJA

Obrazek

Tytuł oryginału:Primary Inversion
Autor: Catherine Asaro
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 5 września 2011
ISBN-13: 978-83-7574-580-1
Oprawa: miękka
Wymiary: 125x195 mm

Opis z okładki

Jestem czymś więcej niż tylko Twoją śmiercią. Jestem Jugernautem. Jestem żywą bronią.

Sztuka wojenna osiągnęła poziom wykluczający udział ludzi w bitwach. Superinteligentne statki nie dają pilotom najmniejszych szans. Przeżyją tylko zabójcy symbiotycznie związani ze swoimi myśliwcami.

Nigdy nie zabijamy bez skrupułów. To niemożliwe. Jesteśmy empatami. Wiemy co czują nasze ofiary.

Nie masz przede mną sekretów. Słyszę Twoje myśli i czuję Twój lęk. Moduł wszczepiony w kręgosłup napina mentalną smycz... Nie zabijaj - cedzi wprost w umysł. Maszyna poskramia duszę.

Nie zabiję Cię. Jeszcze nie teraz... Ale pamiętaj, że ja już Cię znam. Lepiej niż rodzona matka, lepiej niż najlepsza kochanka. I wiem kiedy umrzesz z mojej ręki...

Moje wrażenia

Patrząc na okładkę i opis raczej bym nie sięgnęła po tę książkę. Ale cóż stało się. I przeżyłam wielkie zaskoczenie. Owszem typowa fantastyka s-f z elementami romansowymi, psychologicznymi i solidną wstawką fantastyki militarnej. Wcale nie była o morderczych krwiożerczych robotach. Stary, dobrze sprawdzony klasyczny wątek miłosny, jak zresztą sama autorka podkreśla pod koniec książki, Capuleti i Montecchi. Muszę jednak przyznać że dobrze i szybko się czyta. Książka składa się z trzech części: dwie są obszerne a ostania dość krótka. Pierwsza i trzecia zapiera dech, dynamiczne sceny walki aż akcja osiąga wielką inwersję. Druga to zupełne przeciwieństwo pierwszej i trzeciej. Sceny emocjonalnych uniesień (odrobina seksu), interesujące fragmenty psychologicznej, pogłębionej analizy jednostki poddanej stanom skrajnym i nieleczonej traumie.

Dobra to były plusy a teraz to co mi się nie podobało:

1)Po przeczytaniu jakiś 100 stron pomyślałam sobie, że tej książki nie mógł napisać laik w dziedzinie fizyki. Nawet gdyby konsultował to z fachowcem. Zaczęłam uważnie oglądać i okładkę szukając czegoś na temat autora. I wszystko jasne. Autorka nie tylko zrobiła magistra z fizyki ale i doktorat na Harwardzie. Te skomplikowane opisy procesów fizycznych są nie na moją głowę. Nawet jak się mocno skupiałam to byłam w stanie przyswoić tylko te krótkie. Te długie zaczynały mnie nużyć. Nanotechnologia panoszy się po książce wszędzie. Jak dla mnie jest jej trochę za dużo. Pewnie dlatego, że nie potrafię i tak zrozumieć tych procesów.

2) W pewnym momencie zajechało Gwiezdnymi Wrotami (kiedyś spędzałam wiele czasu na ich oglądaniu). Ale tu autorka dała plamę. Jednym zdaniem skwitowała rozwój dwóch odrębnych cywilizacji na ziemi i na innych planetach. Jacyś kosmici setki tysięcy lat temu przenieśli (porwali) ludzi z ziemi i przenieśli na inna planetę. Kto i dlaczego nie miało dla niej znaczenia. To trochę dziwne przez setki tysięcy lat nie napotkali swoich porywaczy w kosmosie.

3) Dobrze, że nazwa pojazdów Jagernautów pojawiła się dopiero na 153 stronie - Jagi. Gdyby te słowo pojawiło się od razu na początku zabrzmiałoby śmiesznie. Dla mnie Jaga to Jaga: zdrobnienie różnych imion dziewczyn lub Baby Jagi a i jeszcze klub piłkarski w Białym. Ale po 153 stronach słowo nabrało innego znaczenia. Teraz zawsze czytając o kochanych wiedźmach (staruszkach) od razu będę myślała o pojazdach kosmicznych. :-P

4) Nazwy poszczególnych Jagów to nic oryginalnego. A szkoda bo to nie są zwykłe statki kosmiczne. Autorka trochę pojechała po Gwiezdnych wojnach.

5) Zastanowiło mnie też
[spoiler] W jaki sposób Soz zdołała ukryć przed Aristo, który ją porwał, że jest Jagernautą? Nie chodzi mi o jej zdolności, ale o widoczne ślady na ciele a przede wszystkim na nadgarstkach tzw. gniazdka. Jedynym wyjaśnieniem może być to iż nie tylko Jagernauci robią sobie gniazdka, ale mogą je robić sobie inni. Ale po co komu oprócz Skolian były by potrzebne? [/spoiler]

A teraz jeszcze miłe rzeczy.

Bardzo podobał mi się ojciec Soz. Nie chodzi mi o to że jej pomógł. Ale o to w jaki sposób poruszał się po sieci Keyla. Taki pomysł w świecie gdzie każdy zna komputer bardzo mi przypadł do gustu.
Ponadto zastanawia mnie jak wygląda takie gniazdko. Wyobrażam je sobie jak w Matriksie. Widocznie moja wyobraźnia ma ograniczenia bo nic innego nie przychodzi mi do głowy. Jedynie może to, że mogły być mniejsze, bardziej finezyjne, bo przecież na nadgarstku wiele się nie zmieści.
A Aristo kojarzy mi się z nazwiskiem autorki Asaro (jakby coś przekręconego).
W ogóle to wszystkie imiona były takie, że można było na nich połamać język (z małymi wyjątkami). Ciekawe z jakiego języka autorka je wyciągnęła - Atlantydów?.
Ostatnio zmieniony 26 paź 2011, 17:33 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 251
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

hlukaszuk pisze:Patrząc na okładkę i opis raczej bym nie sięgnęła po tę książkę.
Mnie również opis z okładki zniechęcił na tyle, że nawet nie przekartkowałem ani nie zajrzałem do środka książki. Musi w nim być coś odrzucającego, bo lubię twardą s-f :-/. Pomyśleć, że wydawcy, chcąc przyciągnąć czytelnika wychodzą ze skóry redagując takie notki, a tu efekt odwrotny do zamierzonego :-P.
W każdym bądź razie, nie pozostaje mi nic innego jak nadrobić to niedopatrzenie :-).

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Opis z okładki po prostu w ogóle nie oddaje tego, o czym jest - a raczej jaka jest ta książka, bo gdyby miałyby być to słowa, dajmy na to Soz, to są nieadekwatne do tego, w jaki sposób ona myśli. Nie to, żeby ten opis był nieprawdziwy, tylko mija się z charakterem tej powieści.

W ogóle to seria podpada pod gatunek space opery, jeśli dobrze zrozumiałam? Za to prawie kompletnie niezrozumiała była już dla mnie większość technicznych, technologicznych, chemicznych, fizycznych i innych -icznych opisów. Jestem takim laikiem, że aż głowa mała, a raczej robiła się nieprzyjemnie duża od tych wszystkich podstaw i teorii. A jednak... czytało mi się dobrze :) Może to też zaleta przekładu, bo mimo wszystko przebrnęłam gładko przez te opisy i nie odrzucały mnie one. Co dziwne, wręcz zachęcały do czytania dalej i próby zrozumienia. Jest to niewątpliwa zaleta języka tej powieści. I to nie tylko w tych fragmentach, ale w ogóle.

Zgadzam się z hlu, że książkę można podzielić na 3 części. Owszem, w drugiej akcja mocno zwalnia na rzecz zagłębienia się w psychologię postaci, ale czytelnik ma też okazję nieco odetchnąć, zwolnić, zastanowić się, spróbować zrozumieć i wczuć w sytuację bohaterów. Sauscony (wiem, że można połamać sobie język, ale strasznie spodobało mi się to imię i jego wydźwięk ;-) ) to kawał świetnej protagonistki, naprawdę nie miałam się do czego w jej charakterystyce przyczepić. Nie była ani za pyskata, za inteligentna, za idealna - po prostu nie była "za". Wszystko w niej było wyważone i nie przesadzone. Naprawdę mi się spobobała i dobrze czytało się książkę w jej narracji.
Bardzo mnie zaintrygował za to Kurj - brat Soz. Jest tak cholernie tajemniczy i niejednoznaczny, taki niby strasznie zimny i brutalny, ale siedzi w nim też jakieś drugie dno, na pewno. Nie twierdzę, że tkwią w nim ukryte pokłady czułości i sentymentu, ale jest w nim coś więcej, niż sądzi o nim Soz. Tak czuję. I strasznie mnie to ciekawi :-)

Ja zauważyłam jeszcze jedną nieścisłość [spoiler]otóż Soz dowiaduje się o śmierci swojego braciszka ze ściany upamiętniającej śmierć żołnierzy, a przynajmniej tak mi się wydawało. A później, gdy odwiedza ją matka wspomina, że widziała się z nią (czy z innym członkiem rodziny, nie pamiętam dokładnie) rok temu na pogrzebie tego samego brata.
Co do gniazd, to było coś na pewno, że mogą je sobie zrobić nie tylko Jagernauci, ale muszę zerknąć do książki i to potwierdzić.
Kolejna rzecz mi nie pasuje z polem ochronnym, bardzo niebezpiecznym do wszczepienia do mózgu, który miał zarówno Kurj, jak i Jaibriol. Przy samym końcu Soz mówi, że też je ma, a mi się wydawało, że wspominała, że nie robiła sobie tej operacji - kolejna rzecz, którą muszę sprawdzić[/spoiler]

Ta książka to świetny wstęp do serii, mam nadzieję, że Fabryka nie będzie się ociągać w wydawaniu kolejnych i, że będą one równie dobre. Bardzo podobało mi się zakończenie, nie spodziewałam się go, ale ujęło mnie za moje romantyczne i kobiece serce :-P

Może ten wątek z początkiem cywilizacji, o którym pisała hlu też zostanie podjęty i lepiej rozwinięty. "Wielka Inwersja" to przecież pierwsza część, różne rzeczy mogą jeszcze wyjść po drodze ;-)

Polecam jak najbardziej.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
WereWolf
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1724
Rejestracja: 25 paź 2009, 20:04

Post autor: WereWolf »

Oksa pisze: Za to prawie kompletnie niezrozumiała była już dla mnie większość technicznych, technologicznych, chemicznych, fizycznych i innych -icznych opisów.
Uff a już myślałam, że tylko ze mną jest tak źle :-P
Oksa pisze:Ta książka to świetny wstęp do serii, mam nadzieję, że Fabryka nie będzie się ociągać w wydawaniu kolejnych i, że będą one równie dobre.
Biorąc pod uwagę fakt, iż w oryginale tego jest już coś koło 10 części to na Fabrykę raczej nie ma co liczyć. Z krótszymi seriami mają problem, a co dopiero taka ilość. Nierealne.
Oksa pisze:Bardzo podobało mi się zakończenie, nie spodziewałam się go, ale ujęło mnie za moje romantyczne i kobiece serce :-P
Ehhh... Z moim serduszkiem chyba coś nie tak. A nie wróć! Ja go nie mam! Ale cały ten romansowy wątek to była dla mnie teksańska masakra piłą mechaniczną. Rozumiem pokrewne umysły, ale bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

[spoiler]
Oksa pisze:otóż Soz dowiaduje się o śmierci swojego braciszka ze ściany upamiętniającej śmierć żołnierzy, a przynajmniej tak mi się wydawało. A później, gdy odwiedza ją matka wspomina, że widziała się z nią (czy z innym członkiem rodziny, nie pamiętam dokładnie) rok temu na pogrzebie tego samego brata.
Z tego co pamiętam to ona się tam nie dowiaduje o jego śmierci, tylko po prostu gdy zobaczyła tam imię i nazwisko ukochanego brata, było to kroplą, która przepełniła czarę.[/spoiler]
Obrazek

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2621
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

WereWolf pisze:Za to prawie kompletnie niezrozumiała była już dla mnie większość technicznych, technologicznych, chemicznych, fizycznych i innych -icznych opisów.


Uff a już myślałam, że tylko ze mną jest tak źle
To widać wszystkie jesteśmy na tym tle upośledzone.
WereWolf pisze:Ehhh... Z moim serduszkiem chyba coś nie tak. A nie wróć! Ja go nie mam! Ale cały ten romansowy wątek to była dla mnie teksańska masakra piłą mechaniczną. Rozumiem pokrewne umysły, ale bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
Were, ale ja się z tobą zgadzam! Jeszcze ich pierwsze zetknięcie miało w sobie jakiś czar, ale potem... los masakros.
Oksa pisze:Bardzo mnie zaintrygował za to Kurj - brat Soz. Jest tak cholernie tajemniczy i niejednoznaczny, taki niby strasznie zimny i brutalny, ale siedzi w nim też jakieś drugie dno, na pewno.
Tu się zgodzę. I powiem więcej - to jedyna postać w tej książce która zrobiła na mnie jakieś wrażenie. Nie powiem że dobre, ale moje myśli krążyły długo wokół tej postaci. Natomiast Soz jest mi obojętna, przy czym przy jej psychicznych problemach byłam skłonna ją znielubić. Natomiast "amant" tej powieści szybko i skutecznie został sprowadzony do poziomu obiektu do wzdychań. W ogóle zmierziła mnie ta cała akcja ala Romeo i Julia. Chętnie bym jeszcze przeczytała historie osadzoną w tym uniwersum, ale już nie o Soz. A już na pewno nie o jej mimozie-wybranku. Mam wrażenie że w ten sposób poprowadzony wątek miłosny pasuje do tej futurystyczno-technicznej opowieści jak wół do karety. Podobał mi się zamysł, narracja była przyjemna i nawet te techniczne zawiłe niuanse nie przeszkadzały, Jagernauci - super sprawa. Ale kluczowa dwójka głównie mnie drażniła, nie mogłam pozbyć się wrażenia że wepchnięto mi w środek książki spory kawał obyczajówki o traumie pewnej panny z tasiemcowatego serialu, a na koniec doklejono Romea i Julię. Najbardziej z tego całego twora podobała mi się pierwsza część, uważam ją za najlepszą, a potem zaczęło się to wszystko staczać w dół, żeby na koniec osiągnąć dno dna. Z tak rewelacyjnym początkiem zrobić tak koszmarny koniec... aż się serce kraja.

Dlatego też jestem tak rozdarta względem tej książki. Były momenty kiedy tak strasznie mi się podobało, ale były tez momenty, które doprowadziły mnie do szału. Nie potrafię jednoznacznie określić jaka była ta książka. Rewelacyjna. Tragiczna. Super. Masakra. Cisną mi się na klawiaturę zupełnie skrajne określenia.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

No cóż, akurat tutaj damska część związku była zdecydowanie kobietą z jajami, co tu dużo mówić :-) Jaibriol ani mnie nie mierził, ani nie rzucił na kolana - był w porządku, ale bez szału. Hmm, chyba nawet obojętny. Wiem, że będzie o nim dużo w przyszłych tomach, więc nie liczmy na to, że go unikniemy :-P może nawet wywoła większe emocje, zobaczymy. Widziałam też opisy z tego cyklu o innych bohaterach, z czego też jestem zadowolona.

Wiem, że fabryczni się ociągają i jest już dużo tych części, ale co tam, warto sobie pomarzyć, nie? Jak zaczęli, to niech to na miłość boską jakoś porządnie pociągną.
Kometa pisze:To widać wszystkie jesteśmy na tym tle upośledzone.

He he nie da się ukryć :twisted:

[spoiler]Co do pola magnetycznego to Soz jednak mówi na początku, że też ma ten mechanizm wszczepiony. Przeczytałam też fragment o śmierci jej brata i w sumie można go zinterpretować tak, że albo nie wiedziała o jego śmierci, albo nieubłaganie kierowała się do ostatniej płyty, gdzie było nazwisko. Później właśnie wspomina, że była na jego pogrzebie, więc można rzeczywiście przyjąć jak pisze Were. Przypominam, mam kryzys czytaniowy i nawet ze świetnymi pozycjami schodzi mi się, a schodzi :-P No i wszystko już miesza :-P
Nie udało mi się znaleźć fragmentu wyjaśniającego dokładnie "gniazd" Jagernautów, ale jestem prawie pewna, że nie tylko oni je mieli. Wystarczyło jeśli ta osoba była... no i nie pamiętam - telopem (może się poruszać w siecie Kyle'a), po prostu empatą czy też psionem. Ale nie jest to zarezerwowane tylko dla żołnierzy.
Sauscony ma za to świetne bariery zabezpieczające ją przed innymi, Tarque nie traktując jej za nikogo innego niż zwykłą dostarczycielkę mógł w ogóle nie zwrócić uwagi na jej niezwykłość. Tylko czy pod wpływem takich tortur Soz też była w stanie zachować swoje blokady i nie ujawnić, jak potężną jest empatką? I sam Tarque nie zauważył w niej nic niezwykłego? Jagernaucie w chwili zagrożenia życia automatycznie "włącza się" gotowość bojowa do obrony tego życia, więc jak to zadziało w tej sytuacji?[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Anne
Żarłoczny Ghul
Posty: 781
Rejestracja: 30 paź 2009, 00:07

Post autor: Anne »

Oksa pisze:
Kometa pisze:To widać wszystkie jesteśmy na tym tle upośledzone.

He he nie da się ukryć :twisted:
W takim razie jestem odmieńcem ponieważ ja uwielbiam taki naukowy bełkot a ten opisany w Wielkiej Inwersji jest wyjątkowo prosty i zrozumiały :mrgreen: przynajmniej dla mnie.

Co do tych gniazd jakie Soz miała na sobie to w książce była mowa, że mógł mieć je każdy byle tylko miał odpowiednie zdolności. Oczywiście najwięcej było przedstawicieli Skolian ponieważ oni mieli naturalne uwarunkowania do tego. Jednak jeśli ktoś pożądane zdolności to spokojnie mógł mieć wmontowane gniazda.

Co do spojlera Oksy, to:
[spoiler]Jeśli chodzi o tortury to wydaje mi się, Soz po prostu nie mogła włączyć blokady. Trzeba pamiętać, że jest ona empatką i to dosyć potężną empatką która odbiera wszystko bardziej intensywniej. Podczas tortur odczuwała emocje swojego oprawcy a sam fakt, że doświadczyła takiej traumy przemawia za tym, że mogła nie być w stanie włączyć swojej blokady. [/spoiler]


Ja mam nadzieję, że Fabryka wyda cały i nie będzie się aż tak ociągać (taaa... jasne) ponieważ są to książki warte uwagi. Nie są one typowym SF gdzie postawione jest tylko na przedstawienie natury ludzkiej itd.
Ostatnio zmieniony 05 sty 2012, 11:25 przez Anne, łącznie zmieniany 1 raz.
Nothing is true. Everything is permitted.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2621
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

[spoiler] Co do Tarque to pamiętam że sporo tam baboli było. Przede wszystkim już same gniazda powinny mu dać do myślenia. Wspomniana wcześniej gotowość bojowa. To że Soz może tak swobodnie poruszać się po sieci - jej rodzina powinna od razu stanąć na baczność, jaką mogli mieć pewność że ktoś jej nie zwyczajnie nie poznał, że nie porwano jej właśnie ze względu na to kim jest. Śmierdziało mi to strasznie niespójnością. I czemu tak długo pozwoliła się dręczyć? Do posiadłości Jaibriola wpadła jak tornado, nikt nie był dla niej większą przeszkodą, nie wierzę że nie mogła od razu nawiać od Tarque.[/spoiler]
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

[spoiler]Właśnie też mi mimo wszystko z tym Tarquiem sporo rzeczy nie pasuje. Gdyby nie włączyła w ogóle blokady przez tortury, to on mógłby z całą pewnością poznać jak potężną jest empatką i to powinno dać mu do myślenia, że może mieć do czynienia z przedstawicielką Rhonów. Chyba, że jest kompletnym debilem. No i ta gotowość bojowa... Wiadomo, że po całym wydarzeniu miała nad nią trochę mniejszą kontrolę (choćby sytuację z napastującym ja Hiltem), a jednak czemu jej wtedy nie użyła? Nie pozwoliła swojej naturze i wyszkoleniu zadziałać? Jedyne co można przypuszczać to, że był to dla niej tak wielki szok psychiczny i fizyczny, z jakim nie spotkała się wcześniej i to ją nieco sparaliżowało. Może było zupełnie inną osobą wtedy, świetnym żołnierzem, a jednak nie takim jak obecnie. Chociaż, jak dobrze pamiętam miała już stopień primana, więc teoretycznie powinna w jakiś sposób dać sobie radę. Czy niechęć przed odkryciem jej tożsamości aż tak zdominowała jej myśli, że wolała tyle czasu cierpieć? :-?[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Anne
Żarłoczny Ghul
Posty: 781
Rejestracja: 30 paź 2009, 00:07

Post autor: Anne »

[spoiler]Teoria z paraliżem przez sytuację w jakiej się znalazła jest jak najbardziej sensowna. W takich sytuacjach czasami racjonalne myślenie nie przychodzi łatwo, nawet pomimo faktu, że ktoś może być w danej dziedzinie świetnie wyszkolony. Poza tym Soz nie była przedstawiona jako maszynka która bez jakiegokolwiek zastanowienia wyłączała swoje emocje i ludzkie odruchy. Zapewne miała być taką maszyną jednak nie chciała tego. [/spoiler]
Nothing is true. Everything is permitted.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Przyznam, że brałam tę książke do rręki z ostrożnością. Różne opinie o niej słyszałam. Ale na szczęście, juz po parudziesięciu stronach książka mnie wciągnęła. I nie żałuję jej przeczytania. Sam pomysł struktury społecznej panującej we wszechświecie jest bardzo interesujący. Podoba mi się też podkreślenie zdolności głównych bohaterów - co prawda z takimi już się spotykałam, ale są tu ładnie przedstawione. Książka trochę przypominała mi powieść akcji, trochę romans, trochę było też rozważań filozoficznych i etycznych (ale tak w sam raz, żeby nie zanudzić czytelnika). A tak ogólnie - to po prostu niezła fantastyka, z tymi wszystkimi elementami.
Warto ją przeczytać.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1468
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Może jestem troszkę inna, ale to właśnie opis z okładki mnie przyciągnął. Miałam nadzieję na akcję, której za bardzo nie przysłoni jakiś cukierkowy romans i jeśli czytaliście książkę, to sami wiecie jak mi wyszło.
WereWolf pisze:Ehhh... Z moim serduszkiem chyba coś nie tak. A nie wróć! Ja go nie mam! Ale cały ten romansowy wątek to była dla mnie teksańska masakra piłą mechaniczną. Rozumiem pokrewne umysły, ale bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
- Nie mam więcej do dodania :-/

Ogólnie książkę czytało mi się szybko, jednak teraz będąc po lekturze, całkowicie nie mam pojęcia jaki werdykt wydać. Czasami naprawdę potrafiłam czytać jednym tchem, a następnie zgrzytać zębami. Przez większość czasu wydawało mi się, że powieść jest tylko i wyłącznie o życiu miłosnym bohaterki. Od razu naszło mnie skojarzenie do "Tonącego miasta", które miałam przyjemność przeczytać dzięki Oksie. Tutaj właśnie też były takie polityczne gierki, miłosne zawirowania i troszkę za dużo opisów.

Muszę się jednak przyznać, że "Wielka Inwersja" spodobała mi się bardziej niż "Tonące miasto". Może dlatego, że przy tej drugiej pozycji wydawało mi się, że książka jest w większości przegadana, a tutaj bohaterowie byli bardziej żywi?

Miałam też nadzieję na rozwinięcie tego hasła z okładki o panującym Lucyferze, ale za bardzo nie wyszło. Teraz pisząc to wszytko to w ogóle mam wrażenie, że przeczytałam jakiś romans z wątkiem fantastycznym i tyle :-x
Kometa pisze:WereWolf napisał/a:
Za to prawie kompletnie niezrozumiała była już dla mnie większość technicznych, technologicznych, chemicznych, fizycznych i innych -icznych opisów.


Uff a już myślałam, że tylko ze mną jest tak źle


To widać wszystkie jesteśmy na tym tle upośledzone.
Też tak myślałam - do momentu kiedy nie złapałam za "Stan wstrzymania" Stross'a. Przy tej powieści "Inwersja..." To pikuś. Z resztą ja tak mam, że jeśli coś mi nie pasuje to zwykle jeżeli tego nie ogarnę, to w późniejszym czasie staram się nie przywiązywać do tego zbyt wielkiej wagi :-D
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”