Seria Kroniki Nekromantki

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Oksa pisze:O co w książce z tym chodziło, bo już dokładnie nie pamiętam?
O posługiwanie się krys-nożem. Taki rodzaj broni. To święta broń Fremenów. Klasyka z Diuny. Nie powinna tego słowa zapożyczaj od Herberta. Ten krys-nóż to mit i legenda Fremenów a nie kogoś innego.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

To sobie przeczytałam w wikipedii, ale chciałam, żebyć mi przypomniała, w jaki sposób zapożyczyła go autorka, bo nie pamiętam tego wątku.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Najemnicy go używali, albo Adam albo jego towarzyszka, Nie pamiętam dokładnie, które z nich.

WereWolf: Następny taki post zostanie usunięty.


Ależ proszę bardzo nie krępuj się. Nie mam zamiaru na siłę tworzyć więcej słów, skoro tyle wystarczy na odpowiedz ze wcześniejszego posta.
Ponadto tylko przez przypadek to zobaczyłam, bo nie czytam wcześniejszych swoich postów.
Ostatnio zmieniony 11 lut 2012, 17:21 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Zgadzam sie z Hlu odnośnie tego krys-noża. Nalezy tylko do Diuny i już. Ale może to nie autorka go zapożyczyła tylko tłumaczka - nie wiedząc jaka to profanacja . Nie mam oryginału, więc nie sprawdzę. Jeśli chodzi o nastepną książkę, która ma dziać się w ojczystym mieśći Isyllt, to nie zgodzę się z Tobą Oksa. Ona tam sie nie uczyła, Miejsce gdzie się uczyła, to jak zrozumiałam jej przybrana ojczyzna.
Więc akcja bedzie sie działa w jej kraju przybranym. Przynajmniej ja tak zrozumiałam.
Sama książka dość mi się podobała. Minusem jak dla mnie, była za duża ilość nazw i imion, trudnych do zapamiętania. Co chwila musiałam sprawdzać, czy to na pewno odpowiednię osoby kojarzę. Poza tym, postać Isyllt jako na głównej bohaterki była za mało podkreślona. właściwie, do końca książki, gdyby nie tytuł to nie wiedziałabym, która jest ważniejsza - Isyllt, Zhirin czy Xinai. Ale z drugiej strony książka była dzieki temu ciekawsza. Nie ma to jak dobrzenakreślone postacie - i pierwszo i drugoplanowe.
Jeśli chodzi o akcję, to książka szpiegowska osadzona w świecie przesyconym magią to niezły pomysł. Zgodzę się jednak z Hlu - za mało objaśnien dotyczących tej magii było. Ale może autorka zrobiła to celowo, żeby czytelnik bardziej się skupił na wątku szpiegowsko-przygodowym.
[spoiler]Samo zakończenie mnie rozczarowało - wolałabym lepsze - lecz niestety , było dość życiowe, nie zawsze dobro może zwyciężyć bez ofiar. Tylko tych ofiar bardzo szkoda.[/spoiler]
Natomiast umiejscowienie bardziej mi się kojarzy z mokrą Azją - porą deszczową, dżunglą, polami ryzowymi. Ponadto to właśnie tam autorka kilka lat spędziła i na tamte klimaty się zapatrzyła.
W każdym razie - jeśli będzie następny tom, to chętnie go przeczytam, choć podobno mają w nim być wampiry (na szczęście nie pełne erotyzmu).

Awatar użytkownika
kara663
Trzy Ćwierci Do Śmierci
Posty: 457
Rejestracja: 30 maja 2010, 01:03

Post autor: kara663 »

Widzę, że nie tylko mnie przeszkadzało nazewnictwo w tej książce :-P Na szczęście jest to jedyny minus jaki mogę przedstawić. Książka podobała mi się strasznie, autorka stworzyła ciekawy świat, oraz ciekawie rozbudowała fabułę. Nawet (po raz pierwszy) nie przeszkadzało mi to przeskakiwanie narracji z bohatera na bohatera :-D
Co do zakończenia [spoiler]bardzo mi sie spodobało to, że bohaterom nie udało się jednak uratować tych wszystkich ludzi, oraz to poświęcenie Zhirin :-D To jest bardziej realne i lepiej kończy książkę. Autorka również świetnie wymyśliła tę historię Jinna, oraz jego relacje z Isyllt. Nic dodać, nic ująć ;-)[/spoiler]
Czarownica pisze:Zgodzę się jednak z Hlu - za mało objaśnien dotyczących tej magii było. Ale może autorka zrobiła to celowo, żeby czytelnik bardziej się skupił na wątku szpiegowsko-przygodowym.
Też tak sądze. Gdyby autorka wszystko objaśniła, to akcja zeszłaby troche na drugi plan. Jednak mnie nawet to tak bardzo nie przeszkadzało, w miarę czytania dowiedzieliśmy się wszystkiego co niezbędne, a reszta może kiedyś sie wyjaśni ;-)
- Wyglądasz, jakby palił ci się dom – zaobserwowała Rene.
- Po prostu myślę o tym, że kiedy Wszechświat decyduje dać ci w zęby, to nigdy nie
poprzestaje na tym – kopie cię jeszcze kilka razy w żebra i zrzuca ci błoto na głowę.
- Jeżeli masz szczęście to jest to błoto.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

kara pisze:[spoiler]bardzo mi sie spodobało to, że bohaterom nie udało się jednak uratować tych wszystkich ludzi, oraz to poświęcenie Zhirin To jest bardziej realne i lepiej kończy książkę. Autorka również świetnie wymyśliła tę historię Jinna, oraz jego relacje z Isyllt. Nic dodać, nic ująć ;-)[/spoiler]
[spoiler]No w końcu na kimś to też wywarło wrażenie i się podobało! ;-) Ja miałam tak, że Zhirin traktowałam trochę protekcjonalnie, ot, zakochane dziewczę, szukające wrażeń. Później zamiast mnie irytować, to coraz bardziej podobały mi się i interesowały mnie problemy, z którymi się borykała oraz niepewność, po której stronie ma obstawać. Wszystko zrobiło się jakby poważniejsze, a ta zagubiona "dziewczynka" w końcu zaczęła pokazywać dojrzałe zachowanie i zdawać sobie też sprawę z tego, jak dużo w jej życiu znaczy dla niej jej magia oraz jak mocno jest z nią związana. A to poświęcenie... To był jeden z elementów, który mocno wrył mi się w pamięć. Złożona przez Zhirin obietnica i takie jej spełnienie przez śmierć, to połączenie z żywiołem i modlitwa do niego, a także swego rodzaju pewność, że oto tu i teraz jest jej miejsce, to działania i poświęcenie. Nie ukrywam, że zaskoczyło mnie to, bo nie taką przyszłość jej wróżyłam. A to dlatego, że oceniałam to po pozorach.
Historia Jinna również była jednym z lepszych i ciekawszych elementów. Myślę, że autorka jeszcze do niego wróci i nawet jeśli między nim a Issylt zacznie coś iskrzyć, to liczę na porządny wątek miłosny. W sensie porządnie poprowadzony.[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
kara663
Trzy Ćwierci Do Śmierci
Posty: 457
Rejestracja: 30 maja 2010, 01:03

Post autor: kara663 »

[spoiler]Też mam nadzieje na porządny wątek miłosny ;-) Co jak co, ale autorka umie zaskakiwać, nigdy bym sie nie domysliła, że to demon :-D Na początku Zhirin, może troszkę mnie irytowała, ale nie brałam jej na poważnie. Później bardzo mi się spodobało, że nie pchała się tam gdzie jej nie potrzebowali, ale wiedziała kiedy siedzieć cicho a kiedy zacząć działać. Jeszcze to wsparcie ze strony matki i oświadczyny Jabbora. Nie było tam tego tru loffa, ale prawdziwe życie, Jabbor przecież przyznał, że trochę ją wykorzystywał i zachowywał dystans. Ogólnie świetnie wykreowana bohaterka ;-)[/spoiler]
- Wyglądasz, jakby palił ci się dom – zaobserwowała Rene.
- Po prostu myślę o tym, że kiedy Wszechświat decyduje dać ci w zęby, to nigdy nie
poprzestaje na tym – kopie cię jeszcze kilka razy w żebra i zrzuca ci błoto na głowę.
- Jeżeli masz szczęście to jest to błoto.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Zgadzam się z wami (Kara i Oksa), że autorka Tonącego Miasta świetnie wykreowała bohaterów. I to nie tylko postacie pierwszoplanowe, ale również te na drugim czy trzecim panie. Nawet matka Zhirin potrafiła mnie zaskoczyć swoją końcową postawą. Ciekawe co by powiedziała widząc co zrobiła jej córka na ostatnich stronach książki. Jaka matka taka córka.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1468
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Na początku czytało mi się bardzo trudno. Nie potrafiłam "wgryźć się" w tą powieść. Akcja była dla mnie zbyt wolna, można by powiedzieć - przegadana. Nie mogłam zgarnąć tego wszystkiego w całość. Mam na myśli czas, bohaterów, miejsce akcji... coś mi nie grało, przez co do książki miałam dość obojętny stosunek, aż do 200 strony!

Narracja była dla mnie pewnym zaskoczeniem. Zwykle nie mam problemów, gdy autor przeskakuje od postaci do postaci, ale tutaj musiałam dać sobie więcej czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Być może dlatego, że od początku nastawiałam się na Isyllt - kobietę szpiega, a większość pierwszej części bardziej pertraktowała o polityce i sytuacji, która miała miejsce w świecie przedstawionym.

Kolejnym minusem w książce, było dla mnie za mało konkretów. Autorka skupiła się na relacji bohaterów i państw, które istniały w świecie, który stworzyła, a było bardzo mało chwil, kiedy można było "złapać" coś na temat sztuki nekromancji, czy czarowników. Przyłapywałam się na tym, że czytając powieść, szukam właśnie fragmentów pertraktujących o tym i było to uczucie co najmniej frustrujące, ponieważ psuło mi przyjemność spędzania czasu sam na sam z książką :-)

Podobali mi się natomiast bohaterowie. Nie byli sztuczni czy przerysowani. Poznawanie ich kolejnych tajemnic, boleści, czy słabości, było dla mnie prawdziwym wyzwaniem i przyjemnością. W pewien sposób postaci nadawały kształt książce. Przyspieszały bieg akcji, co witałam z prawdziwą radością i wprowadzały nowe komplikacje, które momentami się przydawały.

Do sięgnięcia po kontynuację "Tonącego Miasta", przekonała mnie sama końcówka powieści. Była lekko wstrząsająca, ale przede wszystkim zadziwiająca. Troszkę żałuję, że całość nie była napisana właśnie w takim klimacie. Groza przedstawiona w ostatnich rozdziałach nagle mnie ożywiła. Sprawiła, że baczniej i z większą intensywnością zaczęłam błądzić wzrokiem po linijkach tekstu.

Podsumowując, plusy w pewien sposób wyrównują u mnie minusy, ale cały czas się waham, czy poleciłabym lekturę tej książki komuś innemu, jednakże całego cyklu nie spisuję na straty. Pilnie nie wyczekuję także następnej części, jednocześnie dodając, że gdy ta już się pojawi, zapewne po nią sięgnę 8-)
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”