Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Seria Fever
Autor Wiadomość
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-09-26, 14:42   

Oksa napisał/a:
Tylko co z tymi słabszymi, wolniejszymi, głupszymi? Jesteśmy ludźmi i w ludzkiej naturze leży również litowanie się i ochrona tych słabszych od nas. Chyba wolę jednak żyć w takim świecie, gdzie ta zasada jeszcze przynajmniej w wielu umysłach istnieje.


Spoiler:

Ryodan, jak zaznaczyłaś, nie jest człowiekiem więc gardzi słabszymi. Chcesz być z nim, chcesz być kimś w jego oczach, postępuj zgodnie ze wskazówkami. W przeciwnym razie jesteś tylko pyłem na jego butach, nie wartym uwagi.

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-09-26, 15:33   

hlu, walisz jak zwykle spoilerami bez ich ukrywania :roll:

Ten cytat to moja opinia, naturalnie, że nie Ryodana.
Widzę już, że będę z nim miała podobnie jak z Barronsem. Wiele z jego opinii wzbudza mój szacunek za odwagę do ich wypowiedzenia, najlepiej w szorstkiej wersji, bo taka najszybciej trafia do naszej wyobraźni. Z drugiej strony odzywa się też mnie łagodniejsza natura i pewien protest wobec niektórych stwierdzeń. Coś na zasadzie "Wiem, że ludzie tacy są, ale chciałabym wierzyć, że nie wszyscy, oraz że we mnie jest coś co zadaje kłam tej bezlitosnej tezie".
A może mam miękkie serce?
Nie, to raczej nie to :-P
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-10-01, 14:36   

Oksa, dzięki za tłumaczenie - świetne. ;-) Naprawdę, naprawę lubię Ryodana.

Przeczytałam Fever Moon i nie ukrywam, że jestem zawiedziona – pod względem graficznym nie mam oczywiście nic do zarzucenia (miedzy innymi dlatego, że się na tym nie znam), jednak pod względem przedstawionej historii mam sporo ale. Przede wszystkim akcja wydawała się być umieszczona w różnych momentach powieści (i nie mam na myśli retrospekcji) oraz, jak mi się wydaje, zostały pomieszane fakty z różnych tomów, przemieszane ze sobą jaby bez pomyślunku. Akcja rozciąga się na kilka dni, a informacje są zbiórką z różnych momentów i bywają nielogiczne, nie wspominając już o tym, że zwyczajnie nie pasuje mi czas, w jakim została umieszczona – mogłaby spokojnie zostać osadzona po Shadowfever, jednak wcześniejsze umieszczenie moim zdaniem zaburza serię. M.in. w powieści graficznej pojawiała się znajomość, która we właściwej serii została wspomniana już w końcowych fragmentach. Ponadto bohaterowie byli inni niż opisani w Fever, a w szczególności jeden – Barrons. Kto to widział żeby Jericho kłaniał się wróżce/elfowi? Miałam wrażenie, jakby autorka albo nie miała nic do powiedzenia, albo miała gdzieś, czy to co zostało przedstawiane, jest zgodne z serią. Wielokrotnie zauważyłam cytaty z właściwego cyklu, co jest wadą oczywiście – skoro ma być to historia nieprzedstawiona w serii, to na co pakować tam cytaty (czyżby bohaterowie cały czas zasypywali się tym, co już powiedzieli?). Można przymknąć oko na nieliczne powtórzenia, ale tutaj było ich stanowczo za dużo. Jeśli chodzi o stronę graficzną – jest świetnie. Rysunki niekoniecznie odzwierciedlają moje wyobrażenia, dobrze było jednak w jakimś stopniu poznać wyobrażenia autorki.
Zauważyłam też pewien błąd -
Spoiler:

Fear Dorcha po stracie kapelusza – oraz po powrocie ofiar do życia – winien stracić twarz (które jakby nie było wróciły do właścicieli), a tak się nie stało. Dalej świecił kradzionym pyskiem.


Warto jednak to przeczytać, chociażby dla rysunków.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-10-04, 12:11   

Sophie napisał/a:
Naprawdę, naprawę lubię Ryodana.

Naprawdę, naprawdę też to czuję :-D
Cytat:
Kto to to widział żeby Jericho kłaniał się wróżce/elfowi?

Zapomniałam o tym wspomnieć, w sumie, gdy czytam Twoją wypowiedź, to widzę, że zapomniałam jeszcze o paru innych rzeczach, ale to też mnie ukłuło. Nawet gdyby Barrons miał w ten sposób wyśmiać któregoś z Fae, w życiu by mu się ukłonił. Koniec kropka.

Powtarzalność tekstów... taa, też to odczułam. I zastanawiałam się, w jakim celu ten zabieg. Wątpię, żeby zabrakło pomysłu na dialog. Miałam wrażenie, że Karen chciała stworzyć odczucie swojskości, "spójrz, to Ci sami bohaterowie". Skutek nieco odwrotny od zamierzonego.

Ja widziałam jeszcze jeden błąd, otóż w jednej scenie Mac jedzie do baru w zielonej sukience, a po pewnych wydarzeniach siedzi w barze w obcisłej czerwonej :-?

Rozczarował mnie też miecz Dani, bo wyglądał jak żywcem wyjęty z Gwiezdnych Wojen.

Przyznaję, że i mnie całość trochę rozczarowała, a jednak nie żałuję ani zakupu, ani czasu poświęconego na przeczytanie :-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-10-04, 17:53   

Oksa napisał/a:

Ja widziałam jeszcze jeden błąd, otóż w jednej scenie Mac jedzie do baru w zielonej sukience, a po pewnych wydarzeniach siedzi w barze w obcisłej czerwonej :-?
Też na to zwróciłam uwagę, ale stwierdziłam, że musiała się gdzieś w między czasie przebrać i najprawdopodobniej zajechała na chwilę do księgarni.
Cytat:
Rozczarował mnie też miecz Dani, bo wyglądał jak żywcem wyjęty z Gwiezdnych Wojen.
Miałam dokładnie takie samo skojarzenie - kropka w kropkę.

A i z tego co pamiętam to
Spoiler:

fae, te ustawione wyżej w hierarchii, mogą znikać, a Velvet mimo że był kłuty w plecy włócznią, jakoś nie kwapił się, aby zniknąć.



Oksa napisał/a:
Przyznaję, że i mnie całość trochę rozczarowała, a jednak nie żałuję ani zakupu, ani czasu poświęconego na przeczytanie :-)
Ja również nie żałuję, że przeczytałam. ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-10-08, 11:04   

z forum Maga:

Pytanie:
Kod:
3.)A Karen Marie Moning i jej seria o Mac O’Connor? W 2 kwartale miała się ukazać DREAMFEVER i były nieśmiałe nadzieje, że w tym roku ukaże się też SHADOWFEVER i zamkniecie ten cykl. Czy nic z tego?

Na marginesie czy jej nowa trylogia dziejąca się w świecie Fever i opowiadająca o Dani O’Malley jest w kręgu waszych zainteresowań?Nie pamiętam czy było to pytanie. Czy dążycie do zamknięcia cyklu i dopiero się zastanowicie?


Odpowiedź:
Kod:
"Wszystkie powyższe serie są deficytowe, dlatego książki wychodzą nieregularnie. W tej chwili wygląda to mniej więcej tak:

Moning - skończymy serię w następnym roku i na tym koniec, jeśli chodzi o tę autorkę."


źródło: http://www.paranormalroma...0-45.html#57762

Nie ma więc szans na serię o Dani w Polsce. :-( :evil:
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-10-29, 17:25   

Tak czułam, że nic z tego nie będzie, dlatego już się nastawiłam na zakup Iced po angielsku. A premiera tuż, tuż, bo 30 października :-D

Na zachętę dwa linki, fragment z prologu http://www.karenmoning.com/kmm/iced/excerpt.html
oraz do ściągnięcia - i to jest najlepsze - pierwszych 27 stron książki :) http://pl.scribd.com/doc/...en-Marie-Moning

EDIT teaserki, teaserki z ICED! Nie mogę się doczekać :-D

Spoiler:

She squints at me suspiciously. “Dude, what are you? Unseelie or human? What happened to you?”

“Mac happened to me.” She flinches when I say it, and I wonder why. I blame Jericho Barrons, too. If I survive what I’m turning into, I’ll kill them both. Hate ripples through me, dense and black and suffocating.”

Mruży oczy, patrząc na mnie podejrzliwie. – Koleś, czym ty jesteś? Unseelie czy człowiekiem? Co ci się stało?
- Mac mi się stała. – Wzdryga się, kiedy wypowiadam te słowa, a ja zastanawiam się, z jakiego powodu. Właściwie to obwiniam również Jericho Barronsa. Jeśli przeżyję to, w cokolwiek się zmieniam, mam zamiar zabić ich obydwoje. Nienawiść zaczyna pulsować w moim wnętrzu, gęsta, czarna i dusząca.



Spoiler:

“Were you /trying/ to become Dublin’s most wanted?”
“Not like you weren’t for a while, and you survived.”
“I had Barrons at my back. You pissed off your potential version of Barrons.”
I’m deliberately obtuse.
“Christian MacKeltar? He’s not pissed at me.”
“Ryodan.”
“Ryodan isn’t Barrons and never will be!”
“Agreed. But he could have your back, if you’d let him. Instead, you not only blatantly antagonized him, you put him in a position where he has to punish you. You defied him in front of the entire city. Dani, Dani.”

- Czy ty starasz się zostać najbardziej poszukiwaną osobą w Dublinie?
- Nie to, żebyś sama nie była kiedyś na tej pozycji, a przeżyłaś.
- Ja miałam Barronsa za swoimi plecami. Ty zaś wkurzyłaś swoją potencjalną jego wersję.
Celowo udaję tępotę.
- Christian MacKeltar? Nie jest na mnie wkurzony.
- Ryodan.
- Ryodan nie jest Barronsem i nigdy nim nie będzie!
- Zgadzam się. Ale mógłby kryć twoje tyły, gdybyś mu na to pozwoliła. Zamiast tego, nie tylko jawnie mu się sprzeciwiłaś, ale postawiłaś go też w sytuacji, w której musi cię ukarać. Przeciwstawiłaś mu się w obecności całego miasta. Dani, Dani.



Spoiler:

“I’ll never hurt you, lass.”
“Says the Unseelie prince.” But I lower my sword, prop it against my leg. I wasn’t sure how much longer I was going to be able to hold it up anyway.
The muscles in his face ripple, like they’re competing to shape an expression, and rage is looking like the victor, and I get the feeling calling him an Unseelie prince might just have been a tiny error of judgment on my part. Been making a few of those lately.
“Say my name, lass
.”
I cover my ears and look at him like what the feck? His voice just came out as big as a house.
“Say my fucking name!” Thunder rolls in the sky. I wrap my arms around my head to mute his voice. Times like this, I hate my superhearing. I look up. There’s no storm moving in. It’s him. Influencing the weather, just like Fae royalty. I look back down. A veneer of ice coats the sidewalk around him, a shimmer of crystals dusts his black boots and frosts halfway up his jeans.
“Christian,” I say.
He inhales sharp, like something hurts in him somewhere just from me saying his name, and closes his eyes.

- Nigdy bym cię nie skrzywdził, dziewczyno.
- Przemówił książę Unseelie. – Obniżam jednak miecz i opieram go o nogę. I tak nie jestem pewna, jak długo byłabym w stanie trzymać go uniesionym.
Mięśnie na jego twarzy marszczą się, jakby walczyły o wyrażenie konkretnego uczucia i zdaje się, że gniew zaczyna wygrywać, przez co ja zaczynam się zastanawiać, czy nazywanie go księciem Unseelie nie jest aby z mojej strony tycim błędem w ocenie. Co ostatnio w sumie zdarza mi się dość często.
- Powiedz, jak brzmi moje imię, dziewczyno.
Zakrywam sobie uszy i rzucam mu spojrzenie z typu „co do diaska?” Wydobywający się z niego głos jest wielki jak dom.
- Powiedz, jak brzmi moje pieprzone imię! – Po niebie przetacza się piorun. Obejmuję głowę rękami, żeby wyciszyć jego głos. W takich chwilach nie cierpię swojego supersłuchu. Spoglądam w górę. Ani śladu zbliżającej się burzy. To przez niego. Wpływa na pogodę, tak jak królewskie Fae. Ponownie kierują wzroku ku dołowi. Chodnik wokół niego pokrywa fornir utworzony z lodu, krystaliczny połysk prószy jego czarne buty i pokrywa szronem połowę jego dżinsów.
- Christian. – mówię.
Wciąga gwałtownie powietrze, tak jakby coś go w środku zabolało przez samo wypowiedzenie przez mnie jego imienia, po czym zamyka swoje oczy.



Spoiler:

"She thinks he’s not an animal like Barrons. That he’s more civilized. She’s right, he is more polished. But it only makes him more dangerous. With Barrons you expect to get fucked up royally. With Ryodan you don’t see it coming."

Uważa, że on nie jest takim zwierzęciem, jak Barrons. Że jest bardziej ucywilizowany. I ma rację, jest bardziej wypolerowany. Ale to właśnie czyni go niebezpieczniejszym. Przy Barronsie spodziewasz się, że będziesz miał totalnie przejebane. Z Ryodanem nie masz nawet szans, żeby być na to przygotowanym.



Spoiler:

“You could do that? Make my bruises and cuts go away?” I’m always beat up and my muscles are constantly strained from overuse. Sometimes I burn through my shoes and scrape the skin right off my feet. It gets old.
“I can make you feel better than you’ve ever felt in your life.”
“How?”
“There are some secrets, Dani O’Malley, that you learn only by participating.”

- Możesz to zrobić? Sprawić, że moje siniaki i rany znikną? - Uczucie zdezelowania towarzyszy mi non stop, a mięśnie są nieustannie nadwyrężone przez ich nadużycie. Czasami stopy palą mi się przez podeszwy, co kończy się ściąganiem z nich skóry. To zaczyna się już robić nudne.
- Mogę sprawić, że będziesz się czuć lepiej, niż kiedykolwiek w życiu.
- Jak?
- Istnieją pewne sekrety, Dani O’Malley, które możesz poznać jedynie poprzez uczestnictwo.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-11-07, 16:40   

Jejku, jejku, nie mogę się już doczekać, żeby wreszcie to przeczytać. :mrgreen: Pierwsze strony, wypuszczone jako promocja, zapowiadają całkiem niezłą zabawę, mam więc nadzieję, że w miarę szybko uda mi się to przeczytać. Tym bardziej, że Oksa kusi w sb, pisząc ile to już przeczytała i jaki to zajebisty jest Lor (który nawiasem pisząc, zajebisty był w Fever, nawet mimo iż pojawił się tylko kilka razy). ;-)

A i dziękuję za tłumaczenia fragmentów. :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-11-07, 17:40   

Iced przeczytane :-D

Zaczynając od kwestii technicznych i ciekawostek, tytuł każdego rozdziału to słowa wzięte z piosenek przeróżnych autorów, od Rihanny po Simona & Garfunkel. Moning udało się nawet przemycić swoje ukochane Linkin Park pod koniec książki i to nie w tytule rozdziału :-)

Od razu zaznaczam, że jeśli ktoś będzie czytał po angielsku, to niech się przygotuje na masę „dude’ów” i „feck’ów” w przeróżnej kombinacji. Dobry przekład trochę Wam to złagodzi w formie: kurde, kurna, kuźwa, chrzanić itp., czyli w to, co mi akurat się zdarza dodawać w zdaniach dość często. Dani uwielbia – jak to nastolatka - tworzyć nowe, przedziwne słowa, które przyznam, że nie raz, nie dwa były dla mnie wyzwaniem w przetłumaczeniu. Na szczęście jej narracja złagodniała, nie jest tak ciężka i zindywidualizowana, jak to było w DF czy SF. A jednak, jak to określił w pewnym momencie Ryodan, jeszcze nigdy nie słyszał, żeby ktoś kaleczył język angielski tak bardzo, jak robi to Dani :-D

Owszem, narracja głównie należy do Dani, ale w Iced dzieli ten przywilej razem z Christianem oraz Kat, jedną z sidhe-seer. Po przeczytaniu całości nie do końca jestem przekonana, czy to dobry pomysł. Nawet jeśli dostajemy odpowiedzi, skromne – ale zawsze, na pewne pytania, to zabiera to całą tajemniczość i radość z odkrywania kart.
Jeśli chodzi o narrację Kat, to jeszcze jestem w stanie to docenić (o tym za chwilę), ale to, co siedziało w głowie Christiana, było chyba najmniej interesującym mnie elementem w książce. Nigdy go nie lubiłam, ale w tej chwili stoi u mnie na szczycie listy najbardziej pochrzanionych i żyjących we własnej iluzji postaci. Ludzie, zatęskniłam za V’lanem! Ja!
Spoiler:

Ok, rozumiem, koleś zmienia się w Unseelie, i to księcia, nie jest łatwo opanować te wszystkie dziwne i obezwładniające uczucia, które zaczyna odczuwać, ale mimo wszystko. Nienawidzi Mac i Barrons za to, co się z nim dzieje. Tak, jakby Barrons był jego opiekunką, odpowiedzialną za niego i zobowiązaną do udzielenia mu pomocy. Uwielbiam Barronsa, ale ludzie, nawet ja zdaję sobie sprawę, że to nie ten typ charakteru. Mając do wyboru ratowanie Mac, a poszukiwanie Christiana, bez wahania wybiera pierwszą opcję. Proste? Proste. Dla niego. Nie będąc w gronie bliskich mu osób raczej nie spodziewałabym się po nim niczego innego.

Jeśli chodzi o Mac, to dziewczyna bez wahania idzie za nim przez lustra, a kiedy umiera, wybiera mniejsze zło i podaje mu ciało Unseelie. W jakim dziwnym świecie miałaby niby przewidzieć, że zacznie się przez to zmieniać akurat w księcia Unseelie?! A propo tego tematu, czemu tak się dzieje, to nie wiem do dzisiaj. Koleś jest sfiksowany. Koniec, kropka.

A teraz upatrzył sobie kolejne swoje najjaśniejsze słońce w osobie Dani, planuje sobie z nią wieczne życie, nazywa księżniczką, nie może opanować swoich morderczych i pożądliwych instynktów, ale upiera się, żeby młoda dziewczyna z nim została. Początkowo, brzmi jak Cruce, ale nie ma nawet ¼ jego inteligencji. Nawet ja to muszę przyznać. I jeszcze ta pompatyczna Fae gadka. Ratunku!

A więc, uratował Dani, poświęcił własne życie oddając się tej szydełkującej wiedźmie i przechodzi chyba najgorszą zmianę w swoim życiu. Wiem to, zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Ale jego myśli, plany, zamiary i cała jego osoba są po prostu chore.



Jeśli chodzi o Kat, to jej fragmenty też nie są jakieś porywające, dziewczyna ma nieco nudnawą osobowość i poetycki sposób wyrażania się o przeróżnych rzeczach.
Spoiler:

Ale kto wie, może mamy do czynienia z narodzinami największej przewodniczącej sidhe-seer, może autorka chce, aby była jeszcze jedną osobą, którą obejrzymy sobie dokładniej i prześledzimy ścieżkę zmian w jej charakterze. Których na pewno potrzebuje, jeśli ma zamiar pozostać na stanowisku. Dziewczyna potrafi jednak myśleć trzeźwo, jest odpowiednio podejrzliwa i to mi się w niej podoba. A później, zobaczymy, co będzie się działo dalej.



A poza tym Lor jest zajebisty :-P Ma zabawną relację z Dani i widać go jeszcze więcej, niż w SF.

No i przechodzimy do głównych graczy :-) Ależ ja polubiłam Dancera. Chłopak wymiata! Nie dość, że inteligentny jak cholera, to jeszcze bez wahania potrafi przygadać Ryodanowi, a nawet wydawać mu rozkazy, he he. Nie jest absolutnie głupio-mądry, tylko zwyczajnie bystry. Świetnie nakreślona postać, ale musi być coś w związku z nim więcej, czuję to.

Lubiłam Dani wcześniej, choć czasem mnie irytowała, i tu jest tak samo. Podoba mi się w niej strasznie to, że jest taka pełna życia i wolna od żalu czy biadolenia. Jej motto, to brać od życia jak najwięcej i iść do przodu, później może przyjdzie czas na rozpaczanie, ale w danej chwili wszystko się sprowadza do działania. Dziewczyna ma niezły instynkt, jest mądra i nie daje sobą pomiatać. Jak również bardzo wysokie poczucie własnej wartości, co obfituje nieraz w nazbyt przechwalcze i przerysowane mniemanie o samej sobie. To te irytujące momenty, o których pisałam. Ma problem ze słuchaniem starszych od siebie (ech, która nastolatka nie ma?) i problem z wykonywaniem rozkazów. Zdarzy jej się podjąć w tej części sporo głupich i nieprzemyślanych decyzji, z których - jest nadzieja - bo zdaje sobie też sprawę, że były idiotyczne. I kolejna rzecz – jest świetnym obserwatorem ludzkich charakterów, nawet jeśli nie wszystko rozumie, to i tak miewa przeczucia o nieprawidłowościach w czyimś zachowaniu.
Ryodan mógłby stanowić dla niej niesamowitą pomoc, ale jednocześnie wymaga od niej dreptania jak na smyczy. Każdy, z silnie rozwiniętym poczuciem niezależności, protestowałby wobec tego. Nie ufa mu, co popieram, oraz myślę, że całkiem nieźle udaje jej się ocenić jego charakter. Jestem pewna, że to co jej pokazał, nie jest jego jedyną twarzą i jest bardziej złożoną postacią, ale wszystko przed Dani.
Spoiler:

I ta cała sprawa z romansem Jo i Ryodana… cholera, wiedziałam po SF, że to się wydarzy :-D Przypomina mi trochę Fionę, widzi w Ryodanie sam seks oraz siłę, a także potencjał, ale nie dostrzega jego wszystkich twarzy, czyli jakim jest naprawdę. Generalnie też jestem zdania, że to romans na jakiś czas, choćby po tym, że ufa bardziej ocenie sytuacji Dani-czternastolatki i pozwala jej na więcej pyskowania, niż Jo.

Poza tym, sama Jo - masakra, zero kręgosłupa, oczy ciągle wpatrzone w boskość Ryodana i ogólna lelijowatość. Nie, dziękuję. Zmarnowana postać.



Jeśli chodzi o Ryodana, to mam zagwozdkę. Ciągle czytam fragmenty z opisami jego ucywilizowanego zachowania oraz manipulanckiej i cierpliwej natury, a odnoszę wrażenie, że Barrons miał całe pokłady większej ilości anielskiej cierpliwości wobec Mac, niż on wobec Dani. Może to wina jej charakteru. Dziewucha jest jak tajfun i chyba każda osoba chcąca ją nieco utemperować, straciłaby w końcu panowanie nad sobą.
Spoiler:

Scena w klubie, gdy ją „nieco” pokiereszował, była dla mnie zastanawiająca. Z jednej strony wszystko się we mnie buntowało, ale z drugiej, nie oszukujmy się, Dani potrzebuje silnej ręki, jest jeszcze dzieckiem i nadszedł czas, żeby bardziej zdawała sobie sprawę z konsekwencji swoich działań. Bardzo dobrze określił to Lor, że potrzebuje treningu, by dać ujście swojej energii. A prawda jest taka, że nigdzie indziej, niż u Ryodana, tego nie uzyska. Gdyby straciła ponownie miecz, to jest tak naprawdę bezsilna w obliczu przenikania przez Fae. Czy ktokolwiek w opactwie byłby w stanie ją opanować albo nauczyć prawdziwej walki z Fae? Nigdy w życiu. Według mnie Ryodan to jej najlepsza opcja.
Nie zapomniałam o tym, że najprawdopodobniej chce ją też trzymać blisko siebie i ukształtować, by w przyszłości być z nią. Albo po prostu traktuje ją jako coś w rodzaju swojego dzieła, którego wspaniały końcowy efekt będzie jego zasługą. Trudno powiedzieć. Ma do niej słabość, to na pewno :-P



Ogólnie Ryodan i Dani dostali sporo scen razem, kilka naprawdę świetnych dzięki temu, że dziewczyna nie boi mu się postawić i mówi, co myśli. Do niektórych fragmentów na pewno chętnie później wrócę :-)

No i dochodzimy do końca. Spokojnie, sama jestem trochę znudzona już własnymi wypocinami, za dużo treści chcę przekazać :-P Fabuła była bardzo ciekawa, akcja szybka, chociaż niejednokrotnie też zwalniała. Szczególnie, gdy narrację przejmowała Kat.
A jednak, nie dorasta pierwszemu Fever do pięt. Nie jest to tak do końca wina fabuły książki, ponieważ po 1) mamy do czynienia zaledwie z początkiem nowej serii oraz po 2) wchodzimy do świata, który już znamy, z bohaterami, na których temat mamy już w pewnym stopniu wyrobioną opinię. W Darkfever, jeśli ktoś nie miał do czynienia z innymi książkami autorki, to nie wiedział tak naprawdę nic. Co to za świat, kim są bohaterowie i o co, do cholery, w tym wszystkim chodzi. W Iced spora dawka tajemniczości zanika, nie wszystkie karty zostają odkryte naturalnie, a jednak autorka musi się już więcej nawyginać, żeby nas zaskoczyć. Na szczęście zaskakuje. Np. tym, ile Dani dowiaduje się o Ryodanie już w tej części. Aż zacieram ręce, co będzie dalej, bo przecież Moning musi mieć jakiegoś asa w rękawie, prawda?
Kolejna sprawa, Dani to fajna postać, ale to nadal 14-latka. Jeśli czytam UF, albo spodziewam się, że może być mhroczniej lub niebezpieczniej, to wolę narrację od strony raczej dorosłej osoby. Jest spostrzegawcza, ale niestety umyka jej pewna część niuansów ludzkiej natury, którą może zrozumieć tylko bardziej dojrzała postać. Wiem, że to dopiero początek, Mac zaczynała od kompletnie zielonej, a jednocześnie różowej dziewuszki, która wpadła do świata, o którym nic nie wiedziała. Podobał mi się jednak jej sposób myślenia i zdolność do szybkiego przegrupowania myśli oraz sposobu zachowania na taki, by przetrwać. Jasne, myślała dużo o ciuchach i ładnym wyglądzie, a jednocześnie miała świetnie perspektywiczne podejście do wszystkiego, co mi imponowało. Dani to wciąż dzieciak. I na to musicie się nastawić. Całkiem dorośle myślący, ale wciąż dzieciak, mówiący głosem nastolatki.
Nie wiem, w jakim kierunku pójdzie jej charakter, ale liczę na to, że Moning ponownie zaserwuje nam bohaterkę z bardzo ładnie przedstawioną ewolucją postaci.

A książkę? Polecam, a cóż innego ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Ronni 
Nawiedzony Praktykant Grabarza


Wiek: 32
Dołączyła: 15 Mar 2010
Posty: 189
Skąd: Z krainy marzeń
Wysłany: 2012-11-08, 17:52   

Oksa napisał/a:
Dani to wciąż dzieciak. I na to musicie się nastawić. Całkiem dorośle myślący, ale wciąż dzieciak, mówiący głosem nastolatki.


Oj nie:( a miałam taką dużą nadzieję, że nie będę tego odczuwała podczas czytania książki. Łudziłam się, że w ogóle to nie będzie istotne, ale po twojej recenzji widzę że nie da się tego nie zauważyć ;-) Lecę szukać e-booka:)
_________________
W niebie jest dobry klimat, ale w piekle lepsze towarzystwo...
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-11-29, 19:18   

Wiesz, jeśli główna bohaterka ma 14 lat z hakiem, to naprawdę nie ma bata, żeby tego nie odczuć. Uważam też, że nie może być ona zbyt idealna i dorosła, bo po prostu wypadnie to strasznie nierealnie. Moning wykreowała postać Dani naprawdę w rzeczywisty sposób, nie mogę jej tego odmówić.

Ostatni chat z autorką trochę ostudził moje emocje co do kilku bohaterów, jak np. Christiana
Spoiler:

cz Jo (daję jej imię w spoiler, bo tak to każdy szybko by się domyślił, w jakim to charakterze zaczęła tu występować :-P )



Bardzo mnie zdegustował kierunek rozwoju ich charakterów, ale mam zamiar również zaufać Karen i uwierzę jej na słowo, że to nie jest jej ostatnie zdanie na ten temat, a pod koniec trylogii znów nie będziemy w stanie jednoznacznie kogoś potępić lub wystawić na piedestał. I tego na chwilę obecną się trzymam ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
mikjam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-06-03, 13:37   

Zgodnie z waszymi zachętami zabrałam się za serie "Fever" i akurat kończę drugą część. Mam dosyć mieszane uczucia co do książek. Na pewno wciągająca, ciekawa fabuła i kolejne tajemnice sprawiają, że trudno się oderwać od kolejnych rozdziałów, z nadzieją, że może co zostanie rozwiązane na następnych stronach. Niemniej do ulubionych moich ulubionych książek Fever raczej należeć nie będzie. Denerwuje mnie troszkę styl pisania autorki - przerywa scenę w połowie i zaczyna nagle pisać o wydarzeniach następnego dnia. Dopiero z kontekstu dowiadujemy się, co się wydarzyło. Przez to czytając książkę miałam wrażenie, ze jest troszkę "rwana" i niespójna. Nie mogę się też przekonać do głównej bohaterki - dziewczyna z południa, uwielbiająca róż i malowanie paznokci, bez ambicji, jakoś nijak nie pasuje mi do tych mrocznych klimatów, do zabijania unseelie. Wiem, że się zmienia i ta ewolucja jest dosyć ciekawa, niemniej nie jestem w stanie przywiązać się do tej bohaterki, tak jak. np. Do Kate Daniels czy Cat Crawfield. One też ewoluowały, ale ta ewolucja była spójna. W Fever mam wrażenie czasami, że główna bohaterka ma rozdwojenie jaźni. No i dużym minusem serii jest dla mnie Vlane - postać wprowadzona chyba tylko po to, żeby głównej bohaterce twardniały sutki i przeżywała orgazmy. Pomysł księcia Fae władającego sexem jako bronią zalatuje mi tanim porno, a nie dobrą UF.
Poza tymi minusami, muszę przyznać że książkę czyta się dosyć przyjemnie. Piętrzące się tajemnice sprawiają, że trudno się od książki oderwać. Kończę część 2 i sięgam pomału po 3. Mam nadzieję, że Mac z czasem coraz mniej będzie mnie denerwować.

_______________________________________________________________


Przeczytałam piątą książkę... No i seria awansowała dla mnie do grona moich ulubionych. Naprawdę jestem zaskoczona tymi książkami. Trzecia była już naprawdę dobra, ale czwartą i piątą pożarłam jednym ciągiem. Nie mogłam się od nich oderwać. Byłam zaskoczona ewolucją postaci, rozwiązaniem wszystkich wątków, w ogóle końcówka kompletnie mnie zaskoczyła i to pozytywnie. Fakt, że nie można się było tego domyślić czytając książkę, ale naprawdę przeczytałam już tyle książek, że mało co jestem mnie w stanie zaskoczyć. A Pani Moning się to udało - szacun. Mac na samym końcu naprawdę polubiłam, zamieniła się w świetną postać. Bardzo dziękuję więc za wskazanie mi tej serii. Naprawdę się cieszę, że się zdecydowałam przeczytać :D
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-06-12, 16:12   

A właśnie miałam skomentować Twoje wątpliwości odnośnie tej serii ;-) Cieszę się, że tak Ci się spodobała, bo naprawdę uważam ją za jedną z lepszych. Jakkolwiek zawsze denerwował mnie V'lane, to byłam zadowolona, że jego rola nie została ograniczona do wywoływania w bohaterce multiorgazmów, a do jednej z najważniejszych postaci w serii. Co do gorących scen, ja to widziałam w ten sposób, że Moning ukazuje świat Fae, które nie są słodkimi elfami (czy też wróżkami), ale śmiertelnie niebezpiecznymi istotami. A V'lane? Koleś może zabić poprzez seks, na litość boską, nie oczekujmy w takim razie scen z trzymaniem za rączkę i delikatnym pocałunkiem. ;-) Na początku uznałam, że trochę mi to przeszkadza, ta intensywność, a jednak ma ona swoje uzasadnienie. Nie jestem pewna, czy dobrze wyraziłam, o co mi chodzi. Może bredzę dzisiaj jak Sophie :-P

Zachęcam do przeczytania książki o Dani, aczkolwiek z żalem stwierdzam, że poziomem absolutnie nie dorasta do Fever.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2013-06-13, 09:03   

Napiszę trochę o wadach: 4 i 5 część czytałem tłumaczoną nieoficjalnie (wcześniejsze części chyba tłumaczenia oficjalne), i to odbierało mi radość czytania. Przełożenie a amerykańskiego biliona(10^9) na europejski bilion(10^12) to tylko jeden z mniejszych błędów, a świadczy o rozgarnięciu tłumacza bo chodziło o globalną populację. Takich kwiatków było dużo, korekty nie było chyba wcale. Zaangażowanie i wyczucie klimatu tłumaczki (chyba) nie zrekompensowało braku warsztatu. Gdy autorka wprowadziła narrację z punktu widzenia kilku osób, czasami ciężko było zorientować się którego "oczami patrzymy" - to zastrzeżenie do korekty.
Co do meritum,
Spoiler:

przeszkadzał mi w rozwiązaniu całej fabuły sposób użycia króla Fae, - odbierał sens wszystkim wcześniejszym działaniom i wysiłkom Mac, Vlana i innych bohaterów, bo co by nie zrobili i jak się nie starali to nie miało to znaczenia. Wystarczy, że odpowiednia osoba ładnie poprosi i stoliczek się nakryje


Nie podobało mi się też rozwiązanie śmierci siostry Mac, co prawda zaskakujące i jakoś tam umocowane w fabule, ale coś mi tam nie pasowało. Po pierwszych tomach jakoś tak kojarzyłem Lorda Mastera jako króla Fae, później wyrósł z niego Darroc, ale nie wiem czy to nie mój błąd, miałem przerwę pomiędzy tomami. Nie pasowało mi też zrobienia z Dani jednej z głównych bohaterek, chyba, że ze względów marketingowych ;-) . W pierwszych tomach Mac polowała na Sinsar Dubh, w międzyczasie się upolowały, później Sinsar Dubh polowała na Mac - odwrócenie tej sytuacji nastąpiło bez żadnego sensu, a to był przecież jeden z głównych wątków. Autorka, zdaje się, pierwotnie miała tylko luźno zarysowaną fabułę której później nie trzymała się zbyt rygorystycznie. W wyniku tego dostaliśmy żywą, pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji książkę kosztem zgrzytów w ciągłości intrygi. I chociaż momentami nie mogłem się oderwać od lektury, to pewne rozbieżności były dla mnie największą jej wadą.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-08-08, 07:43   

Oksa napisał/a:
Spoiler:

A więc, uratował Dani, poświęcił własne życie oddając się tej szydełkującej wiedźmie (...)


Spoiler:

Cóż pozwolę się z tobą w tym przypadku nie zgodzić. To nie w jego stylu. Okaże się później, że użył na niej swej sex mocy i przeżył, albo coś w tym rodzaju.



Oksa napisał/a:
No i przechodzimy do głównych graczy :-) Ależ ja polubiłam Dancera. Chłopak wymiata! Nie dość, że inteligentny jak cholera, to jeszcze bez wahania potrafi przygadać Ryodanowi, a nawet wydawać mu rozkazy, he he. Nie jest absolutnie głupio-mądry, tylko zwyczajnie bystry. Świetnie nakreślona postać, ale musi być coś w związku z nim więcej, czuję to.




Tu się zgadzam całkowicie.
Spoiler:

Intryguje mnie zdanie jakie ma o nim Kat. Za pomocą swojej mocy stwierdza, że Dencer "nosi sekrety tak mroczne i głębokie, że nawet moje dary nie mogą ich dosięgnąć". Myślę, że Autorka zaskoczy nas tą postacią jeszcze wiele razy.



Moje wrażenia po przeczytaniu są takie same jak w trakcie czytania. :mrgreen: Nie zmieniły się. Książka mnie rozbawiła. Dokładnie rozbawiła i nic więcej. Miałam wrażenie, że oglądam komedię angielską. Bohaterowie wypowiadają swoje kwestie bardzo poważnym tonem, święcie w nie wierząc, ale dla widza ala czytelnika są pełne patosu i absurdu. Dlatego cały czas czułam się rozbawiona każdą sytuacją z udziałem Dani. Kreskówki wyprały jej mózg. Nic straconego. Wyrośnie z tego. Ogólnie podobało mi się. Nigdy nie czułam się tak rozbawiona przy żadnej innej książce. Czasem miałam wrażenie, że to pastiż na superbohaterów. Każdy myśli, że jest "najzajebistszy" na świecie i nie ma od niego lepszego, pomnożona do potęgi entej. :mrgreen: Rozbawienie nie ma nic wspólnego z ubawem po pachy. To taki uśmiech na zimno - "zamrożony". :-P .
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org