Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Nastŕpny temat
Poezja ulubiona
Autor WiadomoŠ
Sasanka 
Weteran
Alpha Pack Member


Wiek: 39
Do│▒czy│a: 14 Wrz 2009
Posty: 850
Sk▒d: Festung Breslau
Wys│any: 2010-05-24, 15:13   

Ja powiem szczerze nawet nie ┬?miem krytykowa??.
Dla mnie zrymowanie 2 wyraz??w jest juz trudne a co dopiero poezja ... uuu wyzszy stopie?? ┬?wiadomo┬?ci.
Poza tym podziwiam ludzi, kt??rzy pisa?? potrafi┬?.
Powiem kr??tko : Pisz dalej i zamieszczaj swoja tw??rczo┬???.


A tak mnie nasz┬?o co do wierszy ... jednym z moich ulubionych jest "┬?al"
Antoniego S┬?onimskiego :

Gdy ci?? spotka┬?em raz pierwszy,
Mokre pachnia┬?y kasztany,
Zbyt d┬?ugo mi w oczy patrzy┬?a┬? -
Ogromnie by┬?em zmieszany.

Pod mokre p┬?aty ga┬???zi
Szed┬?em za tob┬? w krok.
Serce me trzyma┬? w uwi??zi
Tw??j fio┬?kowy wzrok.

Dawno zu┬?yte s┬?owa
Wr??ci┬?y do mnie zn??w
I zrozumia┬?em od nowa
Znaczenie prostych s┬???w.

I tak si?? jako┬? sta┬?o,
┬?e bez pachnia┬? - jak bez,
I s┬?owo "pachnie??" pachnia┬?o,
I ┬?zy by┬?y pe┬?ne ┬?ez.

T??sknota, s┬?owo zu┬?yte,
Otwar┬?o mi swoj┬? dal...
Jak r??┬?ne s┬? rzeczy ukryte
W kr??ciutkim wyrazie: ┬?al.
_________________

 
 
     
Gobur
[Usuniŕty]

Wys│any: 2010-05-24, 16:32   

Nie przepadam jako┬? za poezj┬?, jest tylko jeden wyj┬?tek - poezja Rudyarda Kiplinga, szczeg??lnie dwa wiersze:

Hymn Before Action

The earth is full of anger,
The seas are dark with wrath,
The Nations in their harness
Go up against our path:
Ere yet we loose the legions --
Ere yet we draw the blade,
Jehovah of the Thunders,
Lord God of Battles, aid!

High lust and froward bearing,
Proud heart, rebellious brow --
Deaf ear and soul uncaring,
We seek Thy mercy now!
The sinner that forswore Thee,
The fool that passed Thee by,
Our times are known before Thee --
Lord, grant us strength to die!

For those who kneel beside us
At altars not Thine own,
Who lack the lights that guide us,
Lord, let their faith atone!
If wrong we did to call them,
By honour bound they came;
Let not Thy Wrath befall them,
But deal to us the blame.

From panic, pride, and terror
Revenge that knows no rein --
Light haste and lawless error,
Protect us yet again,
Cloke Thou our undeserving,
Make firm the shuddering breath,
In silence and unswerving
To taste Thy lesser death.

Ah, Mary pierced with sorrow,
Remember, reach and save
The soul that comes to-morrow
Before the God that gave!
Since each was born of woman,
For each at utter need --
True comrade and true foeman --
Madonna, intercede!

E'en now their vanguard gathers,
E'en now we face the fray --
As Thou didst help our fathers,
Help Thou our host to-day.
Fulfilled of signs and wonders,
In life, in death made clear --
Jehovah of the Thunders,
Lord God of Battles, hear!

Hymn przed wojn┬?

I

Ziemia z w┬?ciek┬?o┬?ci rz??zi,
Morzami miota sza┬?!
Zerwa┬? si?? lud z uwi??zi
Przeciwko Anglii wsta┬?!
Nim legia w boju stanie,
Nim wionie miecza ┬?wist,
Dopom??┬?, grom??w Panie,
Jehowo, Bo┬?e bitw!

II

Mimo swych ┬?┬?dz i pychy
Z┬?e serce, z┬?y ??cz blask,
Og┬?uch┬?y s┬?uch, duch lichy
Pragn┬? dzi┬? Twoich ┬?ask.
Grzeszni gardzili Tob┬?,
G┬?upi si?? zapar┬? by┬?,
Lecz nadyszmy przed Tob┬?;
Umrze?? dodawaj si┬?.

III

Opodal tu kl??cz┬?cych
( O gdzie┬? o┬?tarzy szych? )
Kt??rym brak gwiazd wiod┬?cych
Zbaw, Panie, wiar┬? ich.
Je┬?li z┬?ym by┬?o czynem
Wezwanie ich w ten czas,
Nie na nich z┬???┬? przewin??
I ukarz raczej nas!

IV

Od pychy, uciekania,
Pomsty, plami┬?cej bro??,
Po┬?piechu i zb┬?┬?kania,
Ty nas, o Panie, chro??.
Najs┬?abszych wspieraj w boju,
Dr┬?┬?cy dech wzmocnij im,
By milcz┬?c i w spokoju
Szli na ┬?mier?? ┬?ladem Twym.

V

Mario przeszyta b??lem,
Dusz??, co stanie ju┬?
Przed ┬?yciodajnym Kr??lem,
Uratuj, w raju z┬???┬?.
Wszak ka┬?dy z matki wyszed┬?:
W ostatniej z ludzkich spraw
Za wrogiem towarzyszem
O Matko, Ty si?? wstaw!

VI

Gniew pu┬?ki ju┬? pozbiera┬?,
Zbli┬?a si?? krwawy czas,
Jake┬? praojc??w wspiera┬?,
Wesprzyj dzi┬?, Panie nas.
Znaki ukazuj┬?cy
┬?ycia i ┬?mierci mit,
O Panie, gromem grzmi┬?cy,
Us┬?ysz nas, Bo┬?e bitw!

prze┬?o┬?y┬? J??zef Czechowicz


Oraz oczywi┬?cie The Law of the Jungle:

Now this is the Law of the Jungle -- as old and as true as the sky;
And the Wolf that shall keep it may prosper, but the Wolf that shall break it must die.
As the creeper that girdles the tree-trunk the Law runneth forward and back --
For the strength of the Pack is the Wolf, and the strength of the Wolf is the Pack.
Wash daily from nose-tip to tail-tip; drink deeply, but never too deep;
And remember the night is for hunting, and forget not the day is for sleep.
The Jackal may follow the Tiger, but, Cub, when thy whiskers are grown,
Remember the Wolf is a Hunter -- go forth and get food of thine own.
Keep peace withe Lords of the Jungle -- the Tiger, the Panther, and Bear.
And trouble not Hathi the Silent, and mock not the Boar in his lair.
When Pack meets with Pack in the Jungle, and neither will go from the trail,
Lie down till the leaders have spoken -- it may be fair words shall prevail.
When ye fight with a Wolf of the Pack, ye must fight him alone and afar,
Lest others take part in the quarrel, and the Pack be diminished by war.
The Lair of the Wolf is his refuge, and where he has made him his home,
Not even the Head Wolf may enter, not even the Council may come.
The Lair of the Wolf is his refuge, but where he has digged it too plain,
The Council shall send him a message, and so he shall change it again.
If ye kill before midnight, be silent, and wake not the woods with your bay,
Lest ye frighten the deer from the crop, and your brothers go empty away.
Ye may kill for yourselves, and your mates, and your cubs as they need, and ye can;
But kill not for pleasure of killing, and seven times never kill Man!
If ye plunder his Kill from a weaker, devour not all in thy pride;
Pack-Right is the right of the meanest; so leave him the head and the hide.
The Kill of the Pack is the meat of the Pack. Ye must eat where it lies;
And no one may carry away of that meat to his lair, or he dies.
The Kill of the Wolf is the meat of the Wolf. He may do what he will;
But, till he has given permission, the Pack may not eat of that Kill.
Cub-Right is the right of the Yearling. From all of his Pack he may claim
Full-gorge when the killer has eaten; and none may refuse him the same.
Lair-Right is the right of the Mother. From all of her year she may claim
One haunch of each kill for her litter, and none may deny her the same.
Cave-Right is the right of the Father -- to hunt by himself for his own:
He is freed of all calls to the Pack; he is judged by the Council alone.
Because of his age and his cunning, because of his gripe and his paw,
In all that the Law leaveth open, the word of your Head Wolf is Law.
Now these are the Laws of the Jungle, and many and mighty are they;
But the head and the hoof of the Law and the haunch and the hump is -- Obey!

Oto jest zbi??r Praw D┬?ungli — jak niebo wieczysty, niemylny.
Ginie wilk, co je ┬?amie; wilk, co ich s┬?ucha, jest szcz??┬?liwy i silny.
Jak pn┬?cza, co pie?? opasuj┬?, tak prawo wko┬?o nas si?? winie:
Bo wilk jest si┬?┬? dru┬?yny, a wilka si┬?a — w dru┬?ynie.
Pij do syta, lecz w miar??. K┬?p si?? codziennie od kity do g┬?owy,
A pomnij, ┬?e dzie?? jest od spania, a noc przeznaczona na ┬?owy.
Niechaj szakal si?? ┬?asi tygrysom! Lecz ty, gdy wyro┬?niesz, o szczeni??,
Pami??taj, ┬?e wilk jest ┬?owc┬? — i sam ma zdobywa?? jedzenie.
Nie k┬????? si?? z kniei w┬?adcami: Tygrysem, Nied┬?wiedziem, Lampartem,
Nie dra┬?nij Hathiego, gdy milczy, a dzika w komyszy nie obra┬? z┬?ym ┬?artem!
Gdy si?? spotkaj┬? dwa stada i nie chc┬? sobie ust┬?pi?? uprzejmie,
Le┬? spokojnie — bo mo┬?e starszyzna bezkrwawo sp??r ten rozejmie.
Gdy zwa┬?nisz si?? z wilkiem z dru┬?yny, sam na sam si?? bijcie we dw??jk??,
By z┬?ego przyk┬?adu nie dawa?? i nie os┬?abia?? dru┬?yny przez b??jk??.
Nora jest wilka schronieniem, a gdzie on sw??j dom ustanowi,
Nie wolno tam wej┬??? ani Radzie, nawet Dru┬?yny Hersztowi.
Nora jest wilka schronieniem, lecz gdy j┬? wykopa┬? nazbyt widocznie,
Rada mu przy┬?le przestrog??, a┬?eby si?? przeni??s┬? niezw┬?ocznie.
Gdy┬? zacz┬?┬? ┬???w przed p??┬?noc┬?, milcz — nie bud┬? lasu szczekaniem,
Bo sp┬?oszysz nam wszystk┬? zwierzyn?? i my bez ┬?upu zostaniem.
Poluj dla siebie, dla szczeni┬?t, dla druh??w. Krew taka nie brudzi!
Lecz bez potrzeby nie poluj! — Po siedemkro?? wara polowa?? na ludzi
Gdy porwiesz zdobycz s┬?abszemu, nie po┬?rej wszystkiego w pr??┬?no┬?ci.
N??dzarz jest w Prawa opiece — wi??c zostaw mu sk??r?? i ko┬?ci!
Zdobycz dru┬?yny ma s┬?u┬?y?? za jad┬?o ca┬?ej dru┬?ynie,
A kto by t?? zdobycz chcia┬? unie┬??? do w┬?asnej nory — niech zginie!
Zdobycz wilka jest jego w┬?asno┬?ci┬?. On rz┬?dzi ni┬? prawem wszelakiem;
Lecz p??ki sam wilk nie pozwoli, dru┬?yna musi obywa?? si?? smakiem.
Szczeni??, nim rok uko??czy, powinno si?? suto od┬?ywia??,
Gdy ono jad┬?a od kogo za┬?┬?da, nie wolno si?? jemu sprzeciwia??.
Wilczyca ma prawo do le┬?a. Gdy samcom powiod┬? si?? ┬?owy,
Wolno jej ┬?┬?da?? dziesi??cin dla wilcz┬?t — i nigdy nie dozna odmowy!
Wilk-ojciec jest panem w swej norze. To wolny my┬?liwiec-w┬???cz??ga!
S┬?dzi go jeno Rada, a w┬?adza dru┬?yny go nie dosi??ga.
Gdy Prawo jest w czym┬? niedok┬?adne, szukajcie pomocy w swym Herszcie:
On starszy, mocniejszy i m??drszy — wi??c jego przepis??w si?? dzier┬?cie!
Takie s┬? Prawa Puszcza??skie. Wyliczy?? je — niepodobie??stwo!
Lecz sercem Prawa i g┬?ow┬?, i ko┬???cem jest... pos┬?usze??stwo!
  
 
     
Sasanka 
Weteran
Alpha Pack Member


Wiek: 39
Do│▒czy│a: 14 Wrz 2009
Posty: 850
Sk▒d: Festung Breslau
Wys│any: 2010-05-25, 13:23   

Faktycznie troche tu na┬?miecili┬?my - a Lamia ma dobry pomys┬?.
Mod(t)ki kochane powycinajcie posty i zr??bcie z tego nowy temat :) bo ja mam jeszcze pare fajnych wierszy :)


William Yeats : He Wishes for the Cloths of Heaven


Had I the heavens' embroidered cloths,
Enwrought with golden and silver light,
The blue and the dim and the dark cloths
Of night and light and the half-light,
I would spread the cloths under your feet:
But I, being poor, have only my dreams;
I have spread my dreams under your feet;
Tread softly because you tread on my dreams.


I dwie wersje po Polsku:

Gdybym mia┬? niebios wyszywan┬? szate
Z nici z┬?otego i srebrnego ┬?wiat┬?a,
Ciemn┬? i blad┬?, i b┬???kitn┬? szat??
Ze ┬?wiat┬?a, mroku, p??┬?mroku, p??┬?┬?wiat┬?a,
Rozpostar┬?bym ci t?? szat?? pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wi??c ci rzuci┬?em marzenia pod stopy;
St┬?paj ostro┬?nie, st┬?pasz po marzeniach.

*

Gdybym mia┬? niebios haftowane szaty,
Z┬?otym i srebrnym przetykane ┬?wiat┬?em,
B┬???kitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i ┬?wiat┬?a, i p??┬?┬?wiat┬?a,
Rozpostar┬?bym je pod twoje stopy.
Lecz jestem biedny, mam tylko sny,
Moje sny ┬?ciel?? pod twoje stopy,
St┬?paj wi??c lekko, bo st┬?pasz po snach.
_________________

 
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Cia│o Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Do│▒czy│a: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Sk▒d: z Kosmosu
Wys│any: 2010-05-25, 16:07   

Macie temat i si?? cieszcie :P

M??wi┬?am, ┬?e ja tu za cieicia robi?? - przynie┬?, podaj, pozamiataj... >.>


Sasanka napisa│/a:
Mod(t)ki kochane powycinajcie posty i zr??bcie z tego nowy temat


Sas, nie chce ci nic m??wi??, ale ty TE┬? masz uprawnienia moderatorskie. Na wszystkich dzia┬?ach :roll:
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To s▒ w│aÂnie rzeczy
jakie przychodz▒ mi do g│owy
kiedy siedzŕ w domu podczas burzy,
czekaj▒c na telefon od kuratora s▒dowego
 
 
     
Sasanka 
Weteran
Alpha Pack Member


Wiek: 39
Do│▒czy│a: 14 Wrz 2009
Posty: 850
Sk▒d: Festung Breslau
Wys│any: 2010-05-25, 21:44   

Kometa napisa│/a:
Sas, nie chce ci nic m??wi??, ale ty TE┬? masz uprawnienia moderatorskie. Na wszystkich dzia┬?ach :roll:

Zalewasz ...
Serio ?? :-o
a to ci suprajs :shock:


To jeszcze jeden wstawiam :

Ruffer J??zef
Na poca┬?unki mi┬?ej

K??dy┬? si??, moja mi┬?a, poca┬?unk??w uczy┬?a?
I┬? takie s┬? upojne, wonne i syc┬?ce...
Zali ci mistrzem by┬?o p┬?omienne lata s┬?o??ce?
Za┬? kr┬?┬?y w nich i gore s┬?oneczna moc opita?...

Po┬?ywam z ust twych, mi┬?a, pij?? z warg twych, mi┬?a,
A oto spichrz s┬? wieczny i ┬?r??d┬?o bez ko??ca...
K??dy┬? si??, moja mi┬?a, poca┬?unk??w uczy┬?a,
I┬? takie s┬? upojne, wonne i syc┬?ce...

Znad jakiej-┬?e┬? to wody, rodz┬?cej sny, przyby┬?a?
Na jakiej, ┬?r??d uroczysk u┬?pionej, kwiat??w ┬?┬?ce
Zebra┬?a┬? wo??, od kt??rej do dna si?? sza┬?em m┬?c??...
Sk┬?d┬?e, m??w, ust twych s┬?odki, przemo┬?ny czar, sk┬?d si┬?a?...
K??dy┬? si??, moja mi┬?a, poca┬?unk??w uczy┬?a?
_________________

 
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Do│▒czy│a: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Sk▒d: a cholera go wie
Wys│any: 2010-05-25, 22:22   

A ja mam s┬?abo┬??? do bardzo wielu wierszy ks. Jana Twardowskiego, a mi??dzy innymi:

bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu s┬? tacy kt??rzy si?? kochaj┬?
i musz┬? si?? spotyka?? aby si?? omin┬???
bliscy i oddaleni Jakby stali w lustrze
pisz┬? do siebie listy gor┬?ce i zimne
rozchodz┬? si?? jak w ┬?miechu porzucone kwiaty
by nie wiedzie?? do ko??ca czemu tak si?? sta┬?o
s┬? inni co si?? nawet po ciemku odnajd┬?
lecz przejd┬? obok siebie bo nie ┬?mi┬? si?? spotka??
tak czy┬?ci i spokojni jakby ┬?nieg si?? zacz┬?┬?
byliby doskonali lecz wad im zabrak┬?o
bliscy boj┬? si?? by?? blisko ┬?eby nie by?? dalej
niekt??rzy umieraj┬? - to znaczy ju┬? wiedz┬?
mi┬?o┬?ci si?? nie szuka jest albo Jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
s┬? i tacy co si?? na zawsze kochaj┬?
i dopiero dlatego nie mog┬? by?? razem
jak ba┬?anty co nigdy nie chodz┬? parami
mo┬?na nawet zab┬?┬?dzi?? lecz po drugiej stronie
nasze drogi poci??te schodz┬? si?? z powrotem


A ten... porusza mnie jako katoliczk??, kt??ra chcia┬?aby, aby ksi??┬?a mieli taki stosunek do religii:

Wyja┬?nienie

Nie przyszed┬?em pana nawraca??
zreszt┬? wylecia┬?y mi z g┬?owy wszystkie m┬?dre kazania
jestem od dawna obdarty z b┬?yszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie b??d?? panu wierci?? dziury w brzuchu
pytaj┬?c co pan s┬?dzi o Mertonie
nie b??d?? podskakiwa┬? w dyskusji jak indor
z czerwon┬? kapk┬? na nosie
nie wypi??kniej?? jak kaczor w pa┬?dzierniku
nie podyktuj?? ┬?ez, kt??re si?? do wszystkiego przyznaj┬?
nie zaczn?? panu wlewa?? do ucha ┬?wi??tej teologii ┬?y┬?eczk┬?

po prostu usi┬?d?? przy panu
i zwierz?? sw??j sekret
┬?e ja, ksi┬?dz,
wierz?? Panu Bogu jak dziecko
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Smile_ 
Wielbiciel CiemnoÂci


Do│▒czy│a: 15 Wrz 2009
Posty: 82
Sk▒d: Z daleka :)
Wys│any: 2010-05-26, 21:39   

Ja og??lnie rzecz bior┬?c za poezj┬? nie przepadam, ale kiedy┬? (bardzo dawno temu) ten oto wiersz mnie urzek┬?:

Ka┬?u┬?a

Dobrze z dzieci??stwa pami??tam ten l??k.
Omija┬?am ka┬?u┬?e,
zw┬?aszcza te ┬?wie┬?e, po deszczu.
Kt??ra┬? z nich przecie┬? mog┬?a nie mie?? dna,
cho?? wygl┬?da┬?a jak inne.

St┬?pn?? i nagle zapadn?? si?? ca┬?a,
zaczn?? wzlatywa?? w d??┬?
i jeszcze g┬???biej w d??┬?,
w kierunku chmur odbitych
a mo┬?e i dalej.

Potem ka┬?u┬?a wyschnie,
zamknie si?? nade mn┬?,
a ja na zawsze zatrza┬?ni??ta gdzie
z niedoniesionym na powierzchni?? krzykiem.

Dopiero p??┬?niej przysz┬?o zrozumienie:
nie wszystkie z┬?e przygody
mieszcz┬? si?? w regu┬?ach ┬?wiata
i nawet gdyby chcia┬?y,
nie mog┬? si?? zdarzy??.

Mo┬?ecie m??wi??, ┬?e jest dziecinny ale mnie przekona┬?a do niego szczeg??lnie ostatnia strofa.
_________________
"Je?li jest co?, co nie jest wykonalne
trzeba znale?? kogo? kto o tym nie wie i to zrobi."

"We are such stuff as dreams are made on. "
 
 
     
Sylwia 
Wielbiciel CiemnoÂci

Do│▒czy│a: 28 Gru 2009
Posty: 12
Wys│any: 2010-05-28, 03:55   

Rozpanosze si?? i zamieszcze kilka przyk┬?ad??w, ale mam s┬?abo┬??? do niekt??rych poet??w. I nie mog?? si?? powstrzyma??. Co mam nadziej?? zostanie mi wybaczone ;-)

R??┬?ewicz "Ocalony"

Mam dwadzie┬?cia cztery lata
ocala┬?em
prowadzony na rze┬?.

To s┬? nazwy puste i jednoznaczne:
cz┬?owiek i zwierz??
mi┬?o┬??? i nienawi┬???
wr??g i przyjaciel
ciemno┬??? i ┬?wiat┬?o.

Cz┬?owieka tak si?? zabija jak zwierz??
widzia┬?em:
furgony por┬?banych ludzi
kt??rzy nie zostan┬? zbawieni.

Poj??cia s┬? tylko wyrazami:
cnota i wyst??pek
prawda i k┬?amstwo
pi??kno i brzydota
m??stwo i tch??rzostwo.

Jednako wa┬?y cnota i wyst??pek
widzia┬?em:
cz┬?owieka kt??ry by┬? jeden
wyst??pny i cnotliwy.

Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywr??ci mi wzrok s┬?uch i mow??
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i poj??cia
niech oddzieli ┬?wiat┬?o id ciemno┬?ci

Mam dwadzie┬?cia cztery lata
ocala┬?em
prowadzony na rze┬?.


S. Bara??czak "Sp??jrzmy prawdzie w oczy"

Sp??jrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne
oczy potr┬?conego przypadkowo
przechodnia z podniesionym ko┬?nierzem; w st??┬?a┬?e
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
dalekobie┬?nych poci┬?g??w; w kr??tkowzroczne
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit;
w oczy po┬?piesznie obmywane rankiem
z niepos┬?usznego snu, po┬?piesznie ocierane
za dnia z ┬?ez niepos┬?usznych, po┬?piesznie
zakrywane monetami, bo ┬?mier?? tak┬?e jest
niepos┬?uszna, zbyt ┬?piesznie gna w ┬?lepy zau┬?ek
oczodo┬???w; wi??c dajmy z siebie wszystko
na w┬?asno┬??? tym spojrzeniom, sta??my na wysoko┬?ci
oczu, jak napis kred┬? na murze, odwa┬?my si?? spojrze??
prawdzie w te szare oczy, kt??rych z nas nie spuszcza,
kt??re s┬? wsz??dzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
a cho??by si?? pod nami nigdy me ugi??┬?y
nogi, to jedno b??dzie nas umia┬?o rzuci??
na kolana.

W.Szymborska "Nic dwa razy"
Nic dwa razy si?? nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodzili┬?my si?? bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Cho??by┬?my uczniami byli
najt??pszymi w szkole ┬?wiata,
nie b??dziemy repetowa??
┬?adnej zimy ani lata.

┬?aden dzie?? si?? nie powt??rzy,
nie ma dw??ch podobnych nocy,
dw??ch tych samych poca┬?unk??w,
dw??ch jednakich spojrze?? w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imi??
kto┬? wym??wi┬? przy mnie g┬?o┬?no,
tak mi by┬?o, jakby r??┬?a
przez otwarte wpad┬?a okno.

Dzi┬?, kiedy jeste┬?my razem,
odwr??ci┬?am twarz ku ┬?cianie.
R??┬?a? Jak wygl┬?da r??┬?a?
Czy to kwiat? A mo┬?e kamie???

Czemu ty si??, z┬?a godzino,
z niepotrzebnym mieszasz l??kiem?
Jeste┬? - a wi??c musisz min┬???.
Miniesz - a wi??c to jest pi??kne.

U┬?miechni??ci, wsp??┬?obj??ci
spr??bujemy szuka?? zgody,
cho?? r??┬?nimy si?? od siebie
jak dwie krople czystej wody.

Mi┬?osz "Kt??ry skrzywdzi┬?e┬?"

Kt??ry skrzywdzi┬?e┬? cz┬?owieka prostego
┬?miechem nad krzywd┬? jego wybuchaj┬?c,
Gromad?? b┬?azn??w ko┬?o siebie maj┬?c
Na pomieszanie dobrego i z┬?ego,

Cho??by przed tob┬? wszyscy si?? sk┬?onili
Cnot?? i m┬?dro┬??? tobie przypisuj┬?c,
Z┬?ote medale na twoj┬? cze┬??? kuj┬?c,
Radzi ┬?e jeszcze jeden dzie?? prze┬?yli,

Nie b┬?d┬? bezpieczny. Poeta pami??ta
Mo┬?esz go zabi?? - narodzi si?? nowy.
Spisane b??d┬? czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie by┬?by ┬?wit zimowy
I sznur i ga┬?┬?┬? pod ci??┬?arem zgi??ta.

To jest tylko u┬?amek moich preferencji poetyckich, ale nie jestem w ko??cu na forum po┬?wi??conym poezji ) A i tak si?? nieco zagalopowa┬?am.
 
     
oleczka
[Usuniŕty]

Wys│any: 2010-05-28, 16:34   

Boles┬?aw Le┬?mian "Dziewczyna"

Dwunastu braci, wierz┬?c w sny, zbada┬?o mur od marze?? strony,

A poza murem p┬?aka┬? g┬?os, dziewcz??cy g┬?os zaprzepaszczony.

I pokochali g┬?osu d┬?wi??k i ch??tny domys┬? o Dziewczynie,

I zgadywali kszta┬?ty ust po tym, jak ┬?piew od ┬?alu ginie...

M??wili o niej: "┬?ka, wi??c jest!" - I nic innego nie m??wili,

I prze┬?egnali ca┬?y ┬?wiat - i ┬?wiat zaduma┬? si?? w tej chwili...

Porwali m┬?oty w tward┬? d┬?o?? i j??li w mury t┬?uc z ┬?oskotem!

I nie wiedzia┬?a ┬?lepa noc, kto jest cz┬?owiekiem, a kto m┬?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny g┬?az, nim ┬?mier?? Dziewczyn?? rdz┬? powlecze!" -

Tak, wal┬?c w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

Ale daremny by┬? ich trud, daremny ramion sprz??g i usi┬?!

Oddali cia┬?a swe na strwon owemu snowi, co ich kusi┬?!

┬?ami┬? si?? piersi, trzeszczy ko┬???, pr??chniej┬? d┬?onie, twarze bledn┬?...

I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczyst┬? mieli jedn┬?!

Lecz cienie zmar┬?ych - Bo┬?e m??j! - nie wypu┬?ci┬?y m┬?ot??w z d┬?oni!

I tylko inny p┬?ynie czas - i tylko m┬?ot inaczej dzwoni...

I dzwoni w prz??d! I dzwoni wspak! I wzwy┬? za ka┬?dym grzmi nawrotem!

I nie wiedzia┬?a ┬?lepa noc, kto tu jest cieniem, a kto m┬?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny g┬?az, nim ┬?mier?? Dziewczyn?? rdz┬? powlecze!" -

Tak, wal┬?c w mur, dwunasty cie?? do jedenastu innych rzecze.

Lecz cieniom zbrak┬?o nagle si┬?, a cie?? si?? mrokom nie opiera!

I powymar┬?y jeszcze raz, bo nigdy do┬??? si?? nie umiera...

I nigdy do┬???, i nigdy tak, jak pragnie tego ??w, co kona!...

I znik┬?a tre┬??? - i zgin┬?┬? ┬?lad - i powie┬??? o nich ju┬? sko??czona!

Lecz dzielne m┬?oty - Bo┬?e m??j - md┬?ej nie podda┬?y si?? ┬?a┬?obie!

I same przez si?? bi┬?y w mur, hucza┬?y ┬?pi┬?em same w sobie!

Hucza┬?y w mrok, hucza┬?y w blask i ocieka┬?y ludzkim potem!

I nie wiedzia┬?a ┬?lepa noc, czym bywa m┬?ot, gdy nie jest m┬?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny g┬?az, nim ┬?mier?? Dziewczyn?? rdz┬? powlecze!" -

Tak, wal┬?c w mur, dwunasty m┬?ot do jedenastu innych rzecze.

I run┬?┬? mur, tysi┬?cem ech wstrz┬?saj┬?c wzg??rza i doliny!

Lecz poza murem - nic i nic! Ni ┬?ywej duszy, ni Dziewczyny!

Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!

Bo to by┬? g┬?os i tylko - g┬?os, i nic nie by┬?o opr??cz g┬?osu!

Nic - tylko p┬?acz i ┬?al i mrok i niewiadomo┬??? i zatrata!

Taki┬? to ┬?wiat! Niedobry ┬?wiat! Czemu┬? innego nie ma ┬?wiata?

Wobec k┬?amliwych jawnie sn??w, wobec zmarnia┬?ych w nico┬??? cud??w,

Pot??┬?ne m┬?oty leg┬?y w rz┬?d, na znak spe┬?nionych godnie trud??w.

I by┬?a zgroza nag┬?ych cisz. I by┬?a pr??┬?nia w ca┬?ym niebie!

A ty z tej pr??┬?ni czemu drwisz, kiedy ta pr??┬?nia nie drwi z ciebie?

Cyprian Norwid " Moja Piosnka"

Do kraju tego, gdzie kruszyn?? chleba

Podnosz┬? z ziemi przez uszanowanie

Dla dar??w Nieba....

T??skno mi, Panie...



Do kraju tego, gdzie win┬? jest du┬?┬?

Popsowa?? gniazdo na gruszy bocianie,

Bo wszystkim s┬?u┬?┬?...

T??skno mi, Panie...



Do kraju tego, gdzie pierwsze uk┬?ony

S┬?, jak odwieczne Chrystusa wyznanie,

"B┬?d┬? pochwalony!"

T??skno mi, Panie...



T??skno mi jeszcze i do rzeczy innej,

Kt??rej ju┬? nie wiem, gdzie le┬?y mieszkanie,

R??wnie niewinnej...

T??skno mi, Panie...


Do bez-t??sknoty i do bez-my┬?lenia,

Do tych, co maj┬? tak za tak - nie za nie,

Bez ┬?wiat┬?o-cienia...

T??skno mi, Panie...


T??skno mi owdzie, gdzie kt??┬? o mnie stoi?

I tak by?? musi, cho?? si?? tak nie stanie

Przyja┬?ni moj?ęj...

T??skno mi, Panie...

PS. Jest tego du┬?o wi??cej, lecz te najbardziej zapad┬?y mi w pami???? :mrgreen:
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piek│a...


Wiek: 33
Do│▒czy│a: 25 Pa╝ 2009
Posty: 1715
Sk▒d: sprzed monitora
Wys│any: 2010-05-28, 17:28   

Czes┬?aw Mi┬?osz "Koniec ┬?wiata"

W dzie?? ko??ca ┬?wiata
Pszczo┬?a kr┬?┬?y nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia b┬?yszcz┬?c┬? sie??.
Skacz┬? w morzu weso┬?e delfiny,
M┬?ode wr??ble czepiaj┬? si?? rynny
I w┬?┬? ma z┬?ot┬? sk??r??, jak powinien mie??.
W dzie?? ko??ca ┬?wiata
Kobiety id┬? polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawo┬?uj┬? na ulicy sprzedawcy warzywa
I ┬???dka z ┬???┬?tym ┬?aglem do wyspy podp┬?ywa,
D┬?wi??k skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwia┬?dzist┬? odmyka.
A kt??rzy czekali b┬?yskawic i grom??w,
S┬? zawiedzeni.
A kt??rzy czekali znak??w i archanielskich tr┬?b,
Nie wierz┬?, ┬?e staje si?? ju┬?.
Dop??ki s┬?o??ce i ksi??┬?yc s┬? w g??rze,
Dop??ki trzmiel nawiedza r??┬???,
Dop??ki dzieci r??┬?owe si?? rodz┬?,
Nikt nie wierzy, ┬?e staje si?? ju┬?.
Tylko siwy staruszek, kt??ry by┬?by prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zaj??cie,
Powiada przewi┬?zuj┬?c pomidory:
Innego ko??ca ┬?wiata nie b??dzie,
Innego ko??ca ┬?wiata nie b??dzie.
_________________
 
     
Gobur
[Usuniŕty]

Wys│any: 2010-05-31, 20:48   

Raven

Once upon a midnight dreary, while I pondered, weak and weary,
Over many a quaint and curious volume of forgotten lore,
While I nodded, nearly napping, suddenly there came a tapping,
As of some one gently rapping, rapping at my chamber door.
"'Tis some visitor," I muttered, "tapping at my chamber door —
Only this, and nothing more."

Ah, distinctly I remember it was in the bleak December,
And each separate dying ember wrought its ghost upon the floor.
Eagerly I wished the morrow; — vainly I had sought to borrow
From my books surcease of sorrow — sorrow for the lost Lenore —
For the rare and radiant maiden whom the angels name Lenore —
Nameless here for evermore.

And the silken sad uncertain rustling of each purple curtain
Thrilled me — filled me with fantastic terrors never felt before;
So that now, to still the beating of my heart, I stood repeating,
"'Tis some visitor entreating entrance at my chamber door —
Some late visitor entreating entrance at my chamber door; —
This it is, and nothing more."

Presently my soul grew stronger; hesitating then no longer,
"Sir," said I, "or Madam, truly your forgiveness I implore;
But the fact is I was napping, and so gently you came rapping,
And so faintly you came tapping, tapping at my chamber door,
That I scarce was sure I heard you"— here I opened wide the door; —
Darkness there, and nothing more.

Deep into that darkness peering, long I stood there wondering, fearing,
Doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before;
But the silence was unbroken, and the stillness gave no token,
And the only word there spoken was the whispered word, "Lenore?"
This I whispered, and an echo murmured back the word, "Lenore!" —
Merely this, and nothing more.

Back into the chamber turning, all my soul within me burning,
Soon again I heard a tapping somewhat louder than before.
"Surely," said I, "surely that is something at my window lattice:
Let me see, then, what thereat is, and this mystery explore —
Let my heart be still a moment and this mystery explore; —
'Tis the wind and nothing more."

Open here I flung the shutter, when, with many a flirt and flutter,
In there stepped a stately raven of the saintly days of yore;
Not the least obeisance made he; not a minute stopped or stayed he;
But, with mien of lord or lady, perched above my chamber door —
Perched upon a bust of Pallas just above my chamber door —
Perched, and sat, and nothing more.

Then this ebony bird beguiling my sad fancy into smiling,
By the grave and stern decorum of the countenance it wore.
"Though thy crest be shorn and shaven, thou," I said, "art sure no craven,
Ghastly grim and ancient raven wandering from the Nightly shore —
Tell me what thy lordly name is on the Night's Plutonian shore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

Much I marveled this ungainly fowl to hear discourse so plainly,
Though its answer little meaning— little relevancy bore;
For we cannot help agreeing that no living human being
Ever yet was blest with seeing bird above his chamber door —
Bird or beast upon the sculptured bust above his chamber door,
With such name as "Nevermore."

But the raven, sitting lonely on the placid bust, spoke only
That one word, as if his soul in that one word he did outpour.
Nothing further then he uttered— not a feather then he fluttered —
Till I scarcely more than muttered, "other friends have flown before —
On the morrow he will leave me, as my hopes have flown before."
Then the bird said, "Nevermore."

Startled at the stillness broken by reply so aptly spoken,
"Doubtless," said I, "what it utters is its only stock and store,
Caught from some unhappy master whom unmerciful Disaster
Followed fast and followed faster till his songs one burden bore —
Till the dirges of his Hope that melancholy burden bore
Of 'Never — nevermore'."

But the Raven still beguiling all my sad soul into smiling,
Straight I wheeled a cushioned seat in front of bird, and bust and door;
Then upon the velvet sinking, I betook myself to linking
Fancy unto fancy, thinking what this ominous bird of yore —
What this grim, ungainly, ghastly, gaunt and ominous bird of yore
Meant in croaking "Nevermore."

This I sat engaged in guessing, but no syllable expressing
To the fowl whose fiery eyes now burned into my bosom's core;
This and more I sat divining, with my head at ease reclining
On the cushion's velvet lining that the lamplight gloated o'er,
But whose velvet violet lining with the lamplight gloating o'er,
She shall press, ah, nevermore!

Then methought the air grew denser, perfumed from an unseen censer
Swung by Seraphim whose footfalls tinkled on the tufted floor.
"Wretch," I cried, "thy God hath lent thee — by these angels he hath sent thee
Respite — respite and nepenthe, from thy memories of Lenore
Quaff, oh quaff this kind nepenthe and forget this lost Lenore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Prophet!" said I, "thing of evil! — prophet still, if bird or devil! —
Whether Tempter sent, or whether tempest tossed thee here ashore,
Desolate yet all undaunted, on this desert land enchanted —
On this home by horror haunted— tell me truly, I implore —
Is there — is there balm in Gilead? — tell me — tell me, I implore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Prophet!" said I, "thing of evil — prophet still, if bird or devil!
By that Heaven that bends above us — by that God we both adore -
Tell this soul with sorrow laden if, within the distant Aidenn,
It shall clasp a sainted maiden whom the angels name Lenore -
Clasp a rare and radiant maiden whom the angels name Lenore."
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Be that word our sign in parting, bird or fiend," I shrieked, upstarting —
"Get thee back into the tempest and the Night's Plutonian shore!
Leave no black plume as a token of that lie thy soul hath spoken!
Leave my loneliness unbroken!— quit the bust above my door!
Take thy beak from out my heart, and take thy form from off my door!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

And the Raven, never flitting, still is sitting, still is sitting
On the pallid bust of Pallas just above my chamber door;
And his eyes have all the seeming of a demon's that is dreaming,
And the lamplight o'er him streaming throws his shadow on the floor;
And my soul from out that shadow that lies floating on the floor
Shall be lifted — nevermore!
—Edgar Allan Poe

Kruk

W g┬?uch┬? p??┬?noc, w sn??w tumanie, gdy znu┬?y┬?o mnie dumanie
Nad ksi??gami zapomnianej magii, znanej w dawnych dniach,
Chyl┬?c g┬?ow?? nad folia┬?em, niespodzianie us┬?ysza┬?em
Chrobot, jakby kto┬? nie┬?mia┬?ym palcem skroba┬? znak na drzwiach.
Go┬???, mrukn┬?┬?em, tym sygna┬?em daje zna??, ┬?e stanie w drzwiach:
Sk┬?d ten zimny pot i strach?

Och, pami??tam: wl??k┬? si?? ┬?mudnie grudzie??, jak to zwykle grudnie,
Po pod┬?odze pe┬?ga┬? z┬?udnie ┬?ar, co gas┬? ju┬? w siwych drwach.
I pragn┬?┬?em, by nieskory ┬?wit prze┬?wietli┬? wreszcie story,
By oderwa┬? od Lenory my┬?l zb┬?┬?kan┬? w niebios mg┬?ach,
Od Lenory, kt??rej imi?? do tej pory ┬?piewa w mg┬?ach
Ch??r anio┬???w w moich snach.

L??kiem si?? o serce otar┬? szelest purpurowych kotar,
Gro┬?┬?c cieniem, mro┬?┬?c dr┬?eniem, kt??re nios┬?o si?? przez gmach;
By nad t??tnem rozszala┬?em zapanowa??, powtarza┬?em:
To go┬??? jaki┬? tym sygna┬?em daje zna??, ┬?e stanie w drzwiach;
Tak, to p??┬?ny go┬??? – szepta┬?em – stanie wnet w otwartych drzwiach;
Po c??┬? ten dziecinny strach?

Czuj┬?c, ┬?e zn??w g┬?os mi s┬?u┬?y, nie waha┬?em si?? ju┬? d┬?u┬?ej:
Panie – rzek┬?em – czy te┬? Pani – go┬?ciu, kt??ry┬? pod m??j dach
Zb┬?┬?dzi┬? – dowiedz si??, m??j panie, ┬?e to nocne chrobotanie,
Gdy zabrzmia┬?o niespodzianie, w ┬?cianie jakby lub przy drzwiach,
Wzi┬?┬?em zrazu za szmer myszy – tu otwar┬?em drzwi; lecz w drzwiach
Mrok sta┬? tylko, mrok i strach.

Ca┬?┬? trwo┬?n┬? moc┬? wzroku wpatrywa┬?em si?? w g┬?┬?b mroku,
Jakbym stan┬?┬? nad otch┬?ani┬? nie widzian┬? w ludzkich snach;
Ale ciemno┬??? trwa┬?a niema, ┬?wiadcz┬?c, ┬?e za drzwiami nie ma
┬?ywej duszy; tylko trzema sylabami poprzez gmach
Szept Lenora! ni??s┬? si?? z moich ust i echem poprzez gmach
Wraca┬?, dr┬?┬?c w okiennych szk┬?ach.

Zawr??ci┬?em wi??c od proga, czuj┬?c, jaka mi po┬?oga
Dusz?? niszczy, jak si?? iskrzy g┬?ownia serca w gniewnych skrach.
I zn??w chrobot przerwa┬? cisz??: Pewnie – rzek┬?em – wiatr ko┬?ysze
Okiennic??, albo s┬?ysz?? zgrzyt obluzowanych blach
Jakiej┬? rynny; ten niewinny chrobot przerdzewia┬?ych blach
To nie pow??d, by czu?? strach.

Pchn┬?┬?em okno. I z ┬?opotem skrzyde┬?, z czarnych pi??r furkotem
Wdar┬? si?? przez nie szumnym lotem kruk, ptak ┬?wi??ty w dawnych dniach.
Musia┬? zna?? sw┬? przesz┬?o┬??? – zatem, jakby gardzi┬? ludzkim ┬?wiatem,
Z wielkopa??skim majestatem zasiad┬? w ciszy tu┬? przy drzwiach,
Na Atenie marmurowej tkwi┬?cej w niszy tu┬? przy drzwiach:
Siad┬?, a mnie ogarn┬?┬? strach.

Lecz przemog┬?em trwogi w┬?adz??: komizm jaki┬? by┬? w powadze
Ptaka-starca, odzianego w zdartych pi??r ┬?a┬?obny ┬?ach.
A to z wa┬?ci kawa┬? mruka! – rzek┬?em kpi┬?co. – Do kaduka,
Tak wylenia┬?ego kruka nie ma i na piekie┬? dnach!
Zdrad┬? mi, jakie nosisz imi?? na Hadesu mrocznych dnach?
Kruk zakraka┬?: Kres i krach.

Os┬?upia┬?em; czy to wszystko sen? jak mog┬?o si?? ptaszysko
Tak odezwa??, jak orator, co na wylot zna sw??j fach?
Cho?? w tym sensu by┬?o ma┬?o, przecie┬? s┬?usznie si?? zdawa┬?o
Rzecz┬? ca┬?kiem niebywa┬?┬?, ┬?e ptak, siedz┬?c przy mych drzwiach,
Na popiersiu marmurowym, bielej┬?cym tu┬? przy drzwiach,
Kracze schryple: Kres i krach.

G??st┬? czerni┬? na bogini?? cie?? rzucaj┬?c, kruk jedynie
Par?? s┬???w wykraka┬?, jakby skaka┬? w nich po kruchych krach.
Potem milcza┬? d┬?u┬?sz┬? chwil?? – wida?? chcia┬? rzec w┬?a┬?nie tyle .
Lecz gdym rzek┬?: Czy si?? nie myl??? czy zb┬?┬?dzi┬?e┬? pod m??j dach,
By mi zdradzi??, jakie szcz??┬?cie znajdzie drog?? pod m??j dach? .
Kruk zakraka┬?: Kres i krach.

S┬?ysz┬?c zn??w tych s┬???w d┬?wi??k nagi, wi??cej w nich znalaz┬?em wagi:
Brzemi?? wr??┬?by spad┬?o na mnie, jak na trumn?? spada piach.
Pewnie – spr??bowa┬?em zatem – te dwa s┬?owa s┬? cytatem
Z wieszcza, znu┬?onego ┬?wiatem, wci┬?┬? sk┬?panym w krwi i ┬?zach,
Z mistrza, kt??ry swoj┬? lutni?? stroi┬? smutnie, ca┬?y w ┬?zach,
Na dwa tony: .Kres i krach.?

Lecz wci┬?┬? mia┬? nade mn┬? w┬?adz?? komizm tkwi┬?cy w tej powadze,
Przeto w k┬?t, gdzie biela┬? marmur i gdzie czernia┬? ptak przy drzwiach,
Pchn┬?┬?em m??j obity sk??r┬? fotel, by w nim wszcz┬??? ponur┬?
Medytacj?? nad natur┬? s┬???w zrodzonych w zmierzch┬?ych dniach,
Zg┬???bia?? g┬?uch┬? wr??┬?b??, kt??r┬? ??w ptak, w dawnych czczony dniach,
Zawar┬? w kr??tkim: Kres i krach.

Gdym brn┬?┬? przez hipotez list??, kruk ┬?renice swe ogniste
Utkwi┬? we mnie, jak szachista, gdy szyderczo syczy: Szach!;
Trwa┬?o to milcz┬?ce starcie; spogl┬?da┬?em na?? uparcie,
G┬?ow?? wspar┬?szy o oparcie: sk??ra, p??kaj┬?ca w szwach
Lecz wci┬?┬? g┬?adka, odbija┬?a ┬?wiat┬?o ┬?wiec, a w czaszki szwach
Hucza┬? pog┬?os: Kres i krach.

I poj┬?┬?em w owej chwili: ju┬? si?? nigdy nie odchyli
Na poduszki droga g┬?owa, z iskr┬? ┬?wiat┬?a w z┬?otych brwiach...
I za┬?ka┬?em: Tak, niestety! B??g ci?? skrapia wod┬? z Lety,
Aby obraz tej kobiety nie nawiedza┬? ci?? ju┬? w snach!
Tak, spal wszystkie jej portrety – wtedy ujrzysz w przysz┬?ych snach...
Kruk doko??czy┬?: Kres i krach!.

Z┬?y proroku! – zakrzykn┬?┬?em – czartem jeste┬?, nie anio┬?em,
Czy Kusiciel ci?? tu przys┬?a┬?, czy sztorm cisn┬?┬? ci?? na piach
Mojej duszy, na wybrze┬?e, gdzie Samotno┬??? pustki strze┬?e .
Zanim ┬?yciu sens odbierze Rozpacz, u┬?mierz w sercu strach:
Jest┬?e balsam w Galaadzie? Powiedz, bo mnie dr??czy strach!
Kruk zakraka┬?: Kres i krach.

Z┬?y proroku! – zakrzykn┬?┬?em – czartem jeste┬?, nie anio┬?em,
Na to niebo ponad nami – na ten Boga wznios┬?y gmach –
Zdrad┬? mej duszy, kt??r┬? pali b??l: co czeka na ni┬? w dali?
O, gdyby┬?my si?? spotkali z m┬? Lenor┬? w nieba mg┬?ach!
Co mnie czeka, co ocali – czy Lenora w rajskich mg┬?ach?
Kruk zakraka┬?: Kres i krach.

Zgrzyt tych s┬???w niech nam si?? stanie po┬?egnaniem, z┬?y szatanie! .
Poderwa┬?em si??. – Le?? w zamie??, w zam??t, zgi?? na piekie┬? dnach!
Nie wa┬? si?? uroni?? pi??ra – niechaj czarna twa natura
Scze┬?nie, wroga i ponura; nie chc?? widzie?? ci?? w tych drzwiach
Nigdy wi??cej! Wyrwij z serca dzi??b – i precz, bo stoi w drzwiach...
Kruk doko??czy┬?: Kres i krach.

I wci┬?┬? jego czer?? skrzydlata nie drgnie, jakby chcia┬?a lata
Sp??dzi?? nad Pallady bladym czo┬?em, w niszy tu┬? przy drzwiach;
I wci┬?┬? w oczach mu si?? ┬?arzy demoniczny blask lichtarzy,
A cie?? kruka trwa na stra┬?y mojej duszy, kt??ra w snach
Miota si??, lecz nie powstanie, bo wci┬?┬? jawi si?? w jej snach
Krecha krwawa – kres i krach!

t┬?umaczenie Stanis┬?aw Bara??czak
  
 
     
Sasanka 
Weteran
Alpha Pack Member


Wiek: 39
Do│▒czy│a: 14 Wrz 2009
Posty: 850
Sk▒d: Festung Breslau
Wys│any: 2010-06-01, 15:46   

The Lady of Shalott"
Alfred Tennyson

On either side the river lie
Long fields of barley and of rye,
That clothe the wold and meet the sky;
And through the field the road run by
To many-tower'd Camelot;
And up and down the people go,
Gazing where the lilies blow
Round an island there below,
The island of Shalott.

Willows whiten, aspens quiver,
Little breezes dusk and shiver
Through the wave that runs for ever
By the island in the river
Flowing down to Camelot.
Four grey walls, and four grey towers,
Overlook a space of flowers,
And the silent isle imbowers
The Lady of Shalott.

By the margin, willow veil'd,
Slide the heavy barges trail'd
By slow horses; and unhail'd
The shallop flitteth silken-sail'd
Skimming down to Camelot:
But who hath seen her wave her hand?
Or at the casement seen her stand?
Or is she known in all the land,
The Lady of Shalott?

Only reapers, reaping early,
In among the bearded barley
Hear a song that echoes cheerly
From the river winding clearly;
Down to tower'd Camelot;
And by the moon the reaper weary,
Piling sheaves in uplands airy,
Listening, whispers, " 'Tis the fairy
The Lady of Shalott."

There she weaves by night and day
A magic web with colours gay.
She has heard a whisper say,
A curse is on her if she stay
To look down to Camelot.
She knows not what the curse may be,
And so she weaveth steadily,
And little other care hath she,
The Lady of Shalott.

And moving through a mirror clear
That hangs before her all the year,
Shadows of the world appear.
There she sees the highway near
Winding down to Camelot;
There the river eddy whirls,
And there the surly village churls,
And the red cloaks of market girls
Pass onward from Shalott.

Sometimes a troop of damsels glad,
An abbot on an ambling pad,
Sometimes a curly shepherd lad,
Or long-hair'd page in crimson clad
Goes by to tower'd Camelot;
And sometimes through the mirror blue
The knights come riding two and two.
She hath no loyal Knight and true,
The Lady of Shalott.

But in her web she still delights
To weave the mirror's magic sights,
For often through the silent nights
A funeral, with plumes and lights
And music, went to Camelot;
Or when the Moon was overhead,
Came two young lovers lately wed.
"I am half sick of shadows," said
The Lady of Shalott.

A bow-shot from her bower-eaves,
He rode between the barley sheaves,
The sun came dazzling thro' the leaves,
And flamed upon the brazen greaves
Of bold Sir Lancelot.
A red-cross knight for ever kneel'd
To a lady in his shield,
That sparkled on the yellow field,
Beside remote Shalott.

The gemmy bridle glitter'd free,
Like to some branch of stars we see
Hung in the golden Galaxy.
The bridle bells rang merrily
As he rode down to Camelot:
And from his blazon'd baldric slung
A mighty silver bugle hung,
And as he rode his armor rung
Beside remote Shalott.

All in the blue unclouded weather
Thick-jewell'd shone the saddle-leather,
The helmet and the helmet-feather
Burn'd like one burning flame together,
As he rode down to Camelot.
As often thro' the purple night,
Below the starry clusters bright,
Some bearded meteor, burning bright,
Moves over still Shalott.

His broad clear brow in sunlight glow'd;
On burnish'd hooves his war-horse trode;
From underneath his helmet flow'd
His coal-black curls as on he rode,
As he rode down to Camelot.
From the bank and from the river
He flashed into the crystal mirror,
"Tirra lirra," by the river
Sang Sir Lancelot.

She left the web, she left the loom,
She made three paces through the room,
She saw the water-lily bloom,
She saw the helmet and the plume,
She look'd down to Camelot.
Out flew the web and floated wide;
The mirror crack'd from side to side;
"The curse is come upon me," cried
The Lady of Shalott.

In the stormy east-wind straining,
The pale yellow woods were waning,
The broad stream in his banks complaining.
Heavily the low sky raining
Over tower'd Camelot;
Down she came and found a boat
Beneath a willow left afloat,
And around about the prow she wrote
The Lady of Shalott.

And down the river's dim expanse
Like some bold seer in a trance,
Seeing all his own mischance --
With a glassy countenance
Did she look to Camelot.
And at the closing of the day
She loosed the chain, and down she lay;
The broad stream bore her far away,
The Lady of Shalott.

Lying, robed in snowy white
That loosely flew to left and right --
The leaves upon her falling light --
Thro' the noises of the night,
She floated down to Camelot:
And as the boat-head wound along
The willowy hills and fields among,
They heard her singing her last song,
The Lady of Shalott.

Heard a carol, mournful, holy,
Chanted loudly, chanted lowly,
Till her blood was frozen slowly,
And her eyes were darkened wholly,
Turn'd to tower'd Camelot.
For ere she reach'd upon the tide
The first house by the water-side,
Singing in her song she died,
The Lady of Shalott.

Under tower and balcony,
By garden-wall and gallery,
A gleaming shape she floated by,
Dead-pale between the houses high,
Silent into Camelot.
Out upon the wharfs they came,
Knight and Burgher, Lord and Dame,
And around the prow they read her name,
The Lady of Shalott.

Who is this? And what is here?
And in the lighted palace near
Died the sound of royal cheer;
And they crossed themselves for fear,
All the Knights at Camelot;
But Lancelot mused a little space
He said, "She has a lovely face;
God in his mercy lend her grace,
The Lady of Shalott."

i po polsku:

Po zmroku rzuca snop skonana
d┬?o??, a ┬?niwiarka zas┬?uchana
szepcze: ,,Oto zaczarowana
Pani na Shalott

Osika dr┬?y, wierzba gnie,
Lekki wiatr nad wzg??rzami tchnie,
Fala jak zawsze chy┬?o mknie,
Rzek┬? wzd┬?u┬? wyspy bia┬?ej, gdzie
Szlak wiedzie w dal do Camelot.

Czterech baszt szaro┬??? mur??w strze┬?e,
Pod nim ┬?┬?ka w kwiatach le┬?y,
A na samotnej wyspie, w wie┬?y
Pani na Shalott.

Mia┬? rycerz czo┬?o g┬?adkie, jasne
Czer?? lok??w okry┬? he┬?m kaskiem.
Rumak ol┬?niewa┬? podk??w blaskiem,
Gdy jecha┬? z pierwszym s┬?o??ca brzaskiem
Drog┬? do zamku Camelot.

Lustro przeszy┬?a niczym strza┬?a
Wizja postaci l┬?ni┬?cej z dala.
B┬?ysk s┬?o??ca w li┬?ciach drzew ujrza┬?a,
Zbroja w┬?r??d p??l zamigota┬?a,
Jecha┬? przez las sir Lancelot.

Niebo bez chmur b┬???kitem dr┬?y,
U siod┬?a wielki klejnot l┬?ni,
He┬?m, a w nim pi??ro dziarsko tkwi,
Jak p┬?omie?? ognia zbroja skrzy.
Rycerz mknie w stron?? Camelot.

Krosno rzuci┬?a, trud przerwa┬?a,
Z sali wybieg┬?a wreszcie ┬?mia┬?a,
Kwiat nenufaru zerwa?? chcia┬?a,
He┬?m z pi??rem w dali wnet ujrza┬?a.
Spojrza┬?a w stron?? Camelot.

Dzie?? czy noc magii tka materi??,
Rado┬??? i kolor snuje wiernie.
Kl┬?twa jej ka┬?e trwa?? tam biernie
Serce przebija, szepcz┬?, cierniem,
Gdy spojrzy, cho?? na Camelot.

Nie wie, w czym kl┬?twy tkwi z┬?a tre┬???,
Wi??c ni?? sw┬? r??wno mo┬?e ple┬???
I ┬?ycie bez trosk mo┬?e wie┬???
Pani na Shalott.

Cz??sto za┬? noc┬? purpurow┬?
W┬?r??d skupisk jasnych gwiazd nad g┬?ow┬?
Meteor brod?? ci┬?gnie p┬?ow┬?
Ponad u┬?pionym Shalott.

Lecz swym arrasem wci┬?┬? si?? cieszy,
Wplata?? magiczne sceny spieszy,
Bo w noc samotn┬? nieraz s┬?yszy:
Z ognia, w ┬?a┬?obie id┬? piesi
Z muzyk┬? hen, do Camelot.

Tafla si?? mieni rycerzami,
Jada samotnie lub dw??jkami.
Wiernego serca brak czasami
Pani na Shalott.

Tam rzeka snuje si?? wirami,
Kmie?? chodzi obok p??l bruzdami,
Wie┬?niaczek p┬?aszcze z kapturami,
Czerwieni┬? wzg??rza Camelot.

Przez ca┬?y rok w jej lustrze, na dnie,
Co ┬?wiat odbija, wszystko snadnie
Cieniami si?? na tafl?? k┬?adnie.
Czasami wzrok na trakt ten padnie,
Co wiedzie a┬? do Camelot.

Gdy ksi??┬?yc ┬?wieci┬? noc┬? b┬?og┬?,
Kochank??w para sz┬?a t┬? drog┬?,
,,Tych cieni oczy znie┬??? nie mog┬?";
Westchn??┬?a Pani z Shalott.

Na jego tarczy rycerz kl??ka
Przed dama, z krwawym krzy┬?em w r??kach.
I wierno┬??? serca jej przysi??ga.
Lancelot polem jedzie st??pa,
Mijaj┬?c senne Shalott.

Zerwana ni?? jak cienki w┬?os,
Zwierciad┬?o p??ka w od┬?amk??w stos,
,,Kl┬?twa nade mn┬?, wo┬?a w g┬?os
Pani na Shalott.

Patrzy wzd┬?u┬? brzeg??w rzeki Pani,
Wzrok jej ┬?wiat barwi nieszcz??┬?ciami
Jak jasnowidza spojrzeniami.
Tak, z zasnutymi mg┬?┬? oczami,
Patrzy┬?a w stron?? Camelot.

Zesz┬?a, do ┬?odzi si?? dosta┬?a,
Co gdzie┬? pod wierzb┬? chybota┬?a
I na jej dziobie napisa┬?a:
Pani na Shalott.

A gdy si?? wreszcie ko??czy┬? dzie??,
Zepchn??┬?a ┬???d┬? i leg┬?a we??.
Szeroki strumie?? poni??s┬? hen
Pani┬? na Shalott.

Suknia jej lu┬?na, ┬?nie┬?nobia┬?a
Mi??kko wzd┬?u┬? ┬?odzi burt le┬?a┬?a.
Pod li┬???mi ┬?wieca zamiera┬?a
Mroczna noc z wolna zapada┬?a
I ogarnia┬?a Camelot.

Nuty melodii smutnej trwa┬?y
Coraz to cichsze, zamiera┬?y.
Krwi puls i skarga ustawa┬?y,
Oczy przymkni??te pociemnia┬?y,
Zwr??cone wci┬?┬? ku Camelot.

Bo nim do miasta ┬???d┬? dotar┬?a
Na fali, co z przyp┬?ywem par┬?a.
┬?piewaj┬?c swoj┬? pie┬???, umar┬?a
Pani na Shalott.

Burzliwie wion┬? wschodni wiatr,
W wichrze las ┬???┬?ty nagle zblad┬?,
Szeroki strumie?? w brzegach s┬?ab┬?,
Ci??┬?ko z chmur niskich deszcz si?? k┬?ad┬?
Na wie┬?e Camelot.

Popod wie┬?ami, balkonami
Ogrod??w murem, galeriami
Blada jak ┬?mier?? sz┬?a w d??┬? z falami.
Cicha ┬???d┬? mkn??┬?a pod domami
A┬? do samego Camelot.

Dzi??b ┬?odzi drog?? znalaz┬? ju┬?
Obok p??l i wierzbowych wzg??rz.
Ostatni┬? pie┬??? s┬?yszano tu┬?
Pani na Shalott.

Przy ┬?odzi wnet na brzegu stali
Rycerze, damy, ludzie mali,
Na dziobie imi?? odczytali:
Pani na Shalott.

Kt??┬? to? Po c??┬? j┬? tu przys┬?ali?
I w pe┬?nej ┬?wiec zamkowej sali
Umilk┬?y d┬?wi??ki dworskich gali.
I wnet si?? z l??kiem po┬?egnali
Wszyscy rycerze Camelot.

Lancelot duma┬?: By?? nie mo┬?e
Pi??kniejszej twarzy na tym dworze.
Zmi┬?uj si?? w swej lito┬?ci, Bo┬?e,
Nad Pani┬? na Shalott.

A tu jeszcze ciekawostka : http://www.youtube.com/watch?v=Vw_cZGrVFqw
_________________

 
 
     
pyczunia
[Usuniŕty]

Wys│any: 2010-06-01, 19:42   

a ja lubi??:

Adam Asnyk

Mi??dzy nami nic nie by┬?o!
┬?adnych zwierze??, wyzna?? ┬?adnych,
Nic nas z sob┬? nie ┬?┬?czy┬?o
Pr??cz wiosennych marze?? zdradnych;

Pr??cz tych woni, barw i blask??w
Unosz┬?cych si?? w przestrzeni,
Pr??cz szumi┬?cych ┬?piewem lask??w
I tej ┬?wie┬?ej ┬?┬?k zieleni;

Pr??cz tych kaskad i potok??w
Zraszaj┬?cych ka┬?dy par??w,
Pr??cz girlandy t??cz, ob┬?ok??w,
Pr??cz natury s┬?odkich czar??w;

Pr??cz tych wsp??lnych, jasnych zdroj??w,
Z kt??rych serce zachwyt pi┬?o,
Pr??cz pierwiosnk??w i powoj??w
Mi??dzy nami nic nie by┬?o!

+ bonus http://w953.wrzuta.pl/aud...lo_-_asnyk_adam



Leopold Staff


Kocha?? i traci??, pragn┬??? i ┬?a┬?owa??
pada?? bole┬?nie i zn??w si?? podnosi??
krzycze?? t??sknocie: precz! i b┬?aga??: prowad┬?!
oto jest ┬?ycie: nic, a jak┬?e dosy??


Zbiega?? za jednym klejnotem
pustynie i┬??? w to?? za per┬?┬? o cudu urodzie
a┬?eby po nas zosta┬?y jedynie
┬?lady na piasku i kr??gi na wodzie

do tego jeszcze "Nic dwa razy" Szymborskiej, ale skoro zosta┬?a ju┬? wymieniona to nie b??de wkleja?? drugi raz
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Do│▒czy│a: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Sk▒d: a cholera go wie
Wys│any: 2010-06-01, 22:20   

Och ja ten wiersz Leopolda Staff tak dawno czyta┬?am, ┬?e o nim zapomnia┬?am kompletnie. Dzi??ki za dodanie, bo jest pi??kny ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Anthien
[Usuniŕty]

Wys│any: 2010-06-12, 16:40   

"Zasady ┬?ycia" - nie znam autora

Wyruszy?? z nimi cho?? raz...
W podr??┬? nie ko??cz┬?c┬? si?? nigdy...
I ┬?y?? tak zawsze...
Wyznacza?? sobie nowe cele...
I zawsze i┬??? pod pr┬?d...
Niczego si?? nie l??ka??...
Nigdy... nie zostawia?? przyjaciela w potrzebie...
Razem upada?? i wstawa??...
Razem przegrywa?? i zwyci??┬?a??...
Opiekowa?? si?? sob┬? nawzajem...
┬?y?? pe┬?ni┬? ┬?ycia...
Cieszy?? si?? z najmniejszych rzeczy...
Nie s┬?ucha?? nikogo...
Nie by?? zwyk┬?ym pionkiem w grze!
By?? kim┬?!
Walczy?? do ko??ca...
I nigdy nie ucieka??!
Kocha?? bez granic...
Kocha?? na zawsze...
Szale?? bez wytchnienia...
Docenia?? ┬?ycie, jakie si?? dosta┬?o...
Wilcze regu┬?y - To jest ┬?ycie!

"Kowal" - Leopold Staff

Ca┬?┬? bezkszta┬?tn┬? mas?? kruszc??w drogocennych,
Kt??re zaleg┬?y piersi mej g┬?┬?b nieodgad┬?┬?,
Jak wulkan z swych otch┬?ani wyrzucam bezdennych
I ciskam j┬? na twarde, stalowe kowad┬?o.

Grzmotem m┬?ota w ni┬? wal?? w radosnej otusze,
Bo wykona?? mi trzeba dzie┬?o wielkie, pilne,
Bo z tych kruszc??w dla siebie serce wyku?? musz??,
Serce hartowne, m??┬?ne, serce dumne, silne.

Lecz gdy ulegniesz, serce, pod m┬?ota ┬?elazem,
Gdy p??kniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:
W py┬? ci?? rozbij┬? pi??┬?ci mej gromy potworne!

Bo lepiej gi??, zmia┬?d┬?one cyklopowym razem,
Ni┬?by┬? ┬?y?? mia┬?o w┬?asn┬? s┬?abo┬?ci┬? przekl??te,
Rys┬? chorej niemocy ska┬?one, p??kni??te.
 
     
WyÂwietl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie mo┐esz pisaŠ nowych tematˇw
Nie mo┐esz odpowiadaŠ w tematach
Nie mo┐esz zmieniaŠ swoich postˇw
Nie mo┐esz usuwaŠ swoich postˇw
Nie mo┐esz g│osowaŠ w ankietach
Nie mo┐esz za│▒czaŠ plikˇw na tym forum
Mo┐esz Âci▒gaŠ za│▒czniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org