Poezja ulubiona

Dział poświęcony autorom naszych ulubionych powieści, cyklów i serii.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Sasanka
Wystrzyżona Strzyga
Posty: 850
Rejestracja: 14 wrz 2009, 14:40

Post autor: Sasanka »

Ja powiem szczerze nawet nie Â?miem krytykowa??.
Dla mnie zrymowanie 2 wyraz??w jest juz trudne a co dopiero poezja ... uuu wyzszy stopie?? Â?wiadomoÂ?ci.
Poza tym podziwiam ludzi, kt??rzy pisa?? potrafiÂ?.
Powiem kr??tko : Pisz dalej i zamieszczaj swoja tw??rczoÂ???.


A tak mnie naszÂ?o co do wierszy ... jednym z moich ulubionych jest "Â?al"
Antoniego SÂ?onimskiego :

Gdy ci?? spotkaÂ?em raz pierwszy,
Mokre pachniaÂ?y kasztany,
Zbyt dÂ?ugo mi w oczy patrzyÂ?aÂ? -
Ogromnie byÂ?em zmieszany.

Pod mokre pÂ?aty gaÂ???zi
SzedÂ?em za tobÂ? w krok.
Serce me trzymaÂ? w uwi??zi
Tw??j fioÂ?kowy wzrok.

Dawno zuÂ?yte sÂ?owa
Wr??ciÂ?y do mnie zn??w
I zrozumiaÂ?em od nowa
Znaczenie prostych sÂ???w.

I tak si?? jakoÂ? staÂ?o,
Â?e bez pachniaÂ? - jak bez,
I sÂ?owo "pachnie??" pachniaÂ?o,
I Â?zy byÂ?y peÂ?ne Â?ez.

T??sknota, sÂ?owo zuÂ?yte,
OtwarÂ?o mi swojÂ? dal...
Jak r??Â?ne sÂ? rzeczy ukryte
W kr??ciutkim wyrazie: Â?al.

Gobur

Post autor: Gobur »

Nie przepadam jakoÂ? za poezjÂ?, jest tylko jeden wyjÂ?tek - poezja Rudyarda Kiplinga, szczeg??lnie dwa wiersze:

Hymn Before Action

The earth is full of anger,
The seas are dark with wrath,
The Nations in their harness
Go up against our path:
Ere yet we loose the legions --
Ere yet we draw the blade,
Jehovah of the Thunders,
Lord God of Battles, aid!

High lust and froward bearing,
Proud heart, rebellious brow --
Deaf ear and soul uncaring,
We seek Thy mercy now!
The sinner that forswore Thee,
The fool that passed Thee by,
Our times are known before Thee --
Lord, grant us strength to die!

For those who kneel beside us
At altars not Thine own,
Who lack the lights that guide us,
Lord, let their faith atone!
If wrong we did to call them,
By honour bound they came;
Let not Thy Wrath befall them,
But deal to us the blame.

From panic, pride, and terror
Revenge that knows no rein --
Light haste and lawless error,
Protect us yet again,
Cloke Thou our undeserving,
Make firm the shuddering breath,
In silence and unswerving
To taste Thy lesser death.

Ah, Mary pierced with sorrow,
Remember, reach and save
The soul that comes to-morrow
Before the God that gave!
Since each was born of woman,
For each at utter need --
True comrade and true foeman --
Madonna, intercede!

E'en now their vanguard gathers,
E'en now we face the fray --
As Thou didst help our fathers,
Help Thou our host to-day.
Fulfilled of signs and wonders,
In life, in death made clear --
Jehovah of the Thunders,
Lord God of Battles, hear!

Hymn przed wojnÂ?

I

Ziemia z wÂ?ciekÂ?oÂ?ci rz??zi,
Morzami miota szaÂ?!
ZerwaÂ? si?? lud z uwi??zi
Przeciwko Anglii wstaÂ?!
Nim legia w boju stanie,
Nim wionie miecza Â?wist,
Dopom??Â?, grom??w Panie,
Jehowo, BoÂ?e bitw!

II

Mimo swych Â?Â?dz i pychy
ZÂ?e serce, zÂ?y ??cz blask,
OgÂ?uchÂ?y sÂ?uch, duch lichy
PragnÂ? dziÂ? Twoich Â?ask.
Grzeszni gardzili TobÂ?,
GÂ?upi si?? zaparÂ? byÂ?,
Lecz nadyszmy przed TobÂ?;
Umrze?? dodawaj siÂ?.

III

Opodal tu kl??czÂ?cych
( O gdzieÂ? oÂ?tarzy szych? )
Kt??rym brak gwiazd wiodÂ?cych
Zbaw, Panie, wiarÂ? ich.
JeÂ?li zÂ?ym byÂ?o czynem
Wezwanie ich w ten czas,
Nie na nich zÂ???Â? przewin??
I ukarz raczej nas!

IV

Od pychy, uciekania,
Pomsty, plamiÂ?cej bro??,
PoÂ?piechu i zbÂ?Â?kania,
Ty nas, o Panie, chro??.
NajsÂ?abszych wspieraj w boju,
DrÂ?Â?cy dech wzmocnij im,
By milczÂ?c i w spokoju
Szli na Â?mier?? Â?ladem Twym.

V

Mario przeszyta b??lem,
Dusz??, co stanie juÂ?
Przed Â?yciodajnym Kr??lem,
Uratuj, w raju zÂ???Â?.
Wszak kaÂ?dy z matki wyszedÂ?:
W ostatniej z ludzkich spraw
Za wrogiem towarzyszem
O Matko, Ty si?? wstaw!

VI

Gniew puÂ?ki juÂ? pozbieraÂ?,
ZbliÂ?a si?? krwawy czas,
JakeÂ? praojc??w wspieraÂ?,
Wesprzyj dziÂ?, Panie nas.
Znaki ukazujÂ?cy
Â?ycia i Â?mierci mit,
O Panie, gromem grzmiÂ?cy,
UsÂ?ysz nas, BoÂ?e bitw!

przeÂ?oÂ?yÂ? J??zef Czechowicz


Oraz oczywiÂ?cie The Law of the Jungle:

Now this is the Law of the Jungle -- as old and as true as the sky;
And the Wolf that shall keep it may prosper, but the Wolf that shall break it must die.
As the creeper that girdles the tree-trunk the Law runneth forward and back --
For the strength of the Pack is the Wolf, and the strength of the Wolf is the Pack.
Wash daily from nose-tip to tail-tip; drink deeply, but never too deep;
And remember the night is for hunting, and forget not the day is for sleep.
The Jackal may follow the Tiger, but, Cub, when thy whiskers are grown,
Remember the Wolf is a Hunter -- go forth and get food of thine own.
Keep peace withe Lords of the Jungle -- the Tiger, the Panther, and Bear.
And trouble not Hathi the Silent, and mock not the Boar in his lair.
When Pack meets with Pack in the Jungle, and neither will go from the trail,
Lie down till the leaders have spoken -- it may be fair words shall prevail.
When ye fight with a Wolf of the Pack, ye must fight him alone and afar,
Lest others take part in the quarrel, and the Pack be diminished by war.
The Lair of the Wolf is his refuge, and where he has made him his home,
Not even the Head Wolf may enter, not even the Council may come.
The Lair of the Wolf is his refuge, but where he has digged it too plain,
The Council shall send him a message, and so he shall change it again.
If ye kill before midnight, be silent, and wake not the woods with your bay,
Lest ye frighten the deer from the crop, and your brothers go empty away.
Ye may kill for yourselves, and your mates, and your cubs as they need, and ye can;
But kill not for pleasure of killing, and seven times never kill Man!
If ye plunder his Kill from a weaker, devour not all in thy pride;
Pack-Right is the right of the meanest; so leave him the head and the hide.
The Kill of the Pack is the meat of the Pack. Ye must eat where it lies;
And no one may carry away of that meat to his lair, or he dies.
The Kill of the Wolf is the meat of the Wolf. He may do what he will;
But, till he has given permission, the Pack may not eat of that Kill.
Cub-Right is the right of the Yearling. From all of his Pack he may claim
Full-gorge when the killer has eaten; and none may refuse him the same.
Lair-Right is the right of the Mother. From all of her year she may claim
One haunch of each kill for her litter, and none may deny her the same.
Cave-Right is the right of the Father -- to hunt by himself for his own:
He is freed of all calls to the Pack; he is judged by the Council alone.
Because of his age and his cunning, because of his gripe and his paw,
In all that the Law leaveth open, the word of your Head Wolf is Law.
Now these are the Laws of the Jungle, and many and mighty are they;
But the head and the hoof of the Law and the haunch and the hump is -- Obey!

Oto jest zbi??r Praw DÂ?ungli — jak niebo wieczysty, niemylny.
Ginie wilk, co je Â?amie; wilk, co ich sÂ?ucha, jest szcz??Â?liwy i silny.
Jak pnÂ?cza, co pie?? opasujÂ?, tak prawo wkoÂ?o nas si?? winie:
Bo wilk jest siÂ?Â? druÂ?yny, a wilka siÂ?a — w druÂ?ynie.
Pij do syta, lecz w miar??. KÂ?p si?? codziennie od kity do gÂ?owy,
A pomnij, Â?e dzie?? jest od spania, a noc przeznaczona na Â?owy.
Niechaj szakal si?? Â?asi tygrysom! Lecz ty, gdy wyroÂ?niesz, o szczeni??,
Pami??taj, Â?e wilk jest Â?owcÂ? — i sam ma zdobywa?? jedzenie.
Nie kÂ????? si?? z kniei wÂ?adcami: Tygrysem, NiedÂ?wiedziem, Lampartem,
Nie draÂ?nij Hathiego, gdy milczy, a dzika w komyszy nie obraÂ? zÂ?ym Â?artem!
Gdy si?? spotkajÂ? dwa stada i nie chcÂ? sobie ustÂ?pi?? uprzejmie,
LeÂ? spokojnie — bo moÂ?e starszyzna bezkrwawo sp??r ten rozejmie.
Gdy zwaÂ?nisz si?? z wilkiem z druÂ?yny, sam na sam si?? bijcie we dw??jk??,
By zÂ?ego przykÂ?adu nie dawa?? i nie osÂ?abia?? druÂ?yny przez b??jk??.
Nora jest wilka schronieniem, a gdzie on sw??j dom ustanowi,
Nie wolno tam wejÂ??? ani Radzie, nawet DruÂ?yny Hersztowi.
Nora jest wilka schronieniem, lecz gdy jÂ? wykopaÂ? nazbyt widocznie,
Rada mu przyÂ?le przestrog??, aÂ?eby si?? przeni??sÂ? niezwÂ?ocznie.
GdyÂ? zaczÂ?Â? Â???w przed p??Â?nocÂ?, milcz — nie budÂ? lasu szczekaniem,
Bo spÂ?oszysz nam wszystkÂ? zwierzyn?? i my bez Â?upu zostaniem.
Poluj dla siebie, dla szczeniÂ?t, dla druh??w. Krew taka nie brudzi!
Lecz bez potrzeby nie poluj! — Po siedemkro?? wara polowa?? na ludzi
Gdy porwiesz zdobycz sÂ?abszemu, nie poÂ?rej wszystkiego w pr??Â?noÂ?ci.
N??dzarz jest w Prawa opiece — wi??c zostaw mu sk??r?? i koÂ?ci!
Zdobycz druÂ?yny ma sÂ?uÂ?y?? za jadÂ?o caÂ?ej druÂ?ynie,
A kto by t?? zdobycz chciaÂ? unieÂ??? do wÂ?asnej nory — niech zginie!
Zdobycz wilka jest jego wÂ?asnoÂ?ciÂ?. On rzÂ?dzi niÂ? prawem wszelakiem;
Lecz p??ki sam wilk nie pozwoli, druÂ?yna musi obywa?? si?? smakiem.
Szczeni??, nim rok uko??czy, powinno si?? suto odÂ?ywia??,
Gdy ono jadÂ?a od kogo zaÂ?Â?da, nie wolno si?? jemu sprzeciwia??.
Wilczyca ma prawo do leÂ?a. Gdy samcom powiodÂ? si?? Â?owy,
Wolno jej Â?Â?da?? dziesi??cin dla wilczÂ?t — i nigdy nie dozna odmowy!
Wilk-ojciec jest panem w swej norze. To wolny myÂ?liwiec-wÂ???cz??ga!
SÂ?dzi go jeno Rada, a wÂ?adza druÂ?yny go nie dosi??ga.
Gdy Prawo jest w czymÂ? niedokÂ?adne, szukajcie pomocy w swym Herszcie:
On starszy, mocniejszy i m??drszy — wi??c jego przepis??w si?? dzierÂ?cie!
Takie sÂ? Prawa Puszcza??skie. Wyliczy?? je — niepodobie??stwo!
Lecz sercem Prawa i gÂ?owÂ?, i koÂ???cem jest... posÂ?usze??stwo!
Ostatnio zmieniony 28 sty 2011, 15:27 przez Gobur, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Sasanka
Wystrzyżona Strzyga
Posty: 850
Rejestracja: 14 wrz 2009, 14:40

Post autor: Sasanka »

Faktycznie troche tu naÂ?mieciliÂ?my - a Lamia ma dobry pomysÂ?.
Mod(t)ki kochane powycinajcie posty i zr??bcie z tego nowy temat :) bo ja mam jeszcze pare fajnych wierszy :)


William Yeats : He Wishes for the Cloths of Heaven


Had I the heavens' embroidered cloths,
Enwrought with golden and silver light,
The blue and the dim and the dark cloths
Of night and light and the half-light,
I would spread the cloths under your feet:
But I, being poor, have only my dreams;
I have spread my dreams under your feet;
Tread softly because you tread on my dreams.


I dwie wersje po Polsku:

Gdybym miaÂ? niebios wyszywanÂ? szate
Z nici zÂ?otego i srebrnego Â?wiatÂ?a,
CiemnÂ? i bladÂ?, i bÂ???kitnÂ? szat??
Ze Â?wiatÂ?a, mroku, p??Â?mroku, p??Â?Â?wiatÂ?a,
RozpostarÂ?bym ci t?? szat?? pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wi??c ci rzuciÂ?em marzenia pod stopy;
StÂ?paj ostroÂ?nie, stÂ?pasz po marzeniach.

*

Gdybym miaÂ? niebios haftowane szaty,
ZÂ?otym i srebrnym przetykane Â?wiatÂ?em,
BÂ???kitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i Â?wiatÂ?a, i p??Â?Â?wiatÂ?a,
RozpostarÂ?bym je pod twoje stopy.
Lecz jestem biedny, mam tylko sny,
Moje sny Â?ciel?? pod twoje stopy,
StÂ?paj wi??c lekko, bo stÂ?pasz po snach.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Macie temat i si?? cieszcie :P

M??wiÂ?am, Â?e ja tu za cieicia robi?? - przynieÂ?, podaj, pozamiataj... >.>

Sasanka pisze:Mod(t)ki kochane powycinajcie posty i zr??bcie z tego nowy temat
Sas, nie chce ci nic m??wi??, ale ty TEÂ? masz uprawnienia moderatorskie. Na wszystkich dziaÂ?ach :roll:
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Sasanka
Wystrzyżona Strzyga
Posty: 850
Rejestracja: 14 wrz 2009, 14:40

Post autor: Sasanka »

Kometa pisze: Sas, nie chce ci nic m??wi??, ale ty TEÂ? masz uprawnienia moderatorskie. Na wszystkich dziaÂ?ach :roll:
Zalewasz ...
Serio ?? :-o
a to ci suprajs :shock:


To jeszcze jeden wstawiam :

Ruffer J??zef
Na pocaÂ?unki miÂ?ej

K??dyÂ? si??, moja miÂ?a, pocaÂ?unk??w uczyÂ?a?
IÂ? takie sÂ? upojne, wonne i sycÂ?ce...
Zali ci mistrzem byÂ?o pÂ?omienne lata sÂ?o??ce?
ZaÂ? krÂ?Â?y w nich i gore sÂ?oneczna moc opita?...

PoÂ?ywam z ust twych, miÂ?a, pij?? z warg twych, miÂ?a,
A oto spichrz sÂ? wieczny i Â?r??dÂ?o bez ko??ca...
K??dyÂ? si??, moja miÂ?a, pocaÂ?unk??w uczyÂ?a,
IÂ? takie sÂ? upojne, wonne i sycÂ?ce...

Znad jakiej-Â?eÂ? to wody, rodzÂ?cej sny, przybyÂ?a?
Na jakiej, Â?r??d uroczysk uÂ?pionej, kwiat??w Â?Â?ce
ZebraÂ?aÂ? wo??, od kt??rej do dna si?? szaÂ?em mÂ?c??...
SkÂ?dÂ?e, m??w, ust twych sÂ?odki, przemoÂ?ny czar, skÂ?d siÂ?a?...
K??dyÂ? si??, moja miÂ?a, pocaÂ?unk??w uczyÂ?a?

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

A ja mam sÂ?aboÂ??? do bardzo wielu wierszy ks. Jana Twardowskiego, a mi??dzy innymi:

bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu sÂ? tacy kt??rzy si?? kochajÂ?
i muszÂ? si?? spotyka?? aby si?? ominÂ???
bliscy i oddaleni Jakby stali w lustrze
piszÂ? do siebie listy gorÂ?ce i zimne
rozchodzÂ? si?? jak w Â?miechu porzucone kwiaty
by nie wiedzie?? do ko??ca czemu tak si?? staÂ?o
sÂ? inni co si?? nawet po ciemku odnajdÂ?
lecz przejdÂ? obok siebie bo nie Â?miÂ? si?? spotka??
tak czyÂ?ci i spokojni jakby Â?nieg si?? zaczÂ?Â?
byliby doskonali lecz wad im zabrakÂ?o
bliscy bojÂ? si?? by?? blisko Â?eby nie by?? dalej
niekt??rzy umierajÂ? - to znaczy juÂ? wiedzÂ?
miÂ?oÂ?ci si?? nie szuka jest albo Jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
sÂ? i tacy co si?? na zawsze kochajÂ?
i dopiero dlatego nie mogÂ? by?? razem
jak baÂ?anty co nigdy nie chodzÂ? parami
moÂ?na nawet zabÂ?Â?dzi?? lecz po drugiej stronie
nasze drogi poci??te schodzÂ? si?? z powrotem


A ten... porusza mnie jako katoliczk??, kt??ra chciaÂ?aby, aby ksi??Â?a mieli taki stosunek do religii:

WyjaÂ?nienie

Nie przyszedÂ?em pana nawraca??
zresztÂ? wyleciaÂ?y mi z gÂ?owy wszystkie mÂ?dre kazania
jestem od dawna obdarty z bÂ?yszczenia
jak bohater w zwolnionym tempie
nie b??d?? panu wierci?? dziury w brzuchu
pytajÂ?c co pan sÂ?dzi o Mertonie
nie b??d?? podskakiwaÂ? w dyskusji jak indor
z czerwonÂ? kapkÂ? na nosie
nie wypi??kniej?? jak kaczor w paÂ?dzierniku
nie podyktuj?? Â?ez, kt??re si?? do wszystkiego przyznajÂ?
nie zaczn?? panu wlewa?? do ucha Â?wi??tej teologii Â?yÂ?eczkÂ?

po prostu usiÂ?d?? przy panu
i zwierz?? sw??j sekret
Â?e ja, ksiÂ?dz,
wierz?? Panu Bogu jak dziecko
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Smile_
Posty: 82
Rejestracja: 15 wrz 2009, 18:31

Post autor: Smile_ »

Ja og??lnie rzecz biorÂ?c za poezjÂ? nie przepadam, ale kiedyÂ? (bardzo dawno temu) ten oto wiersz mnie urzekÂ?:

KaÂ?uÂ?a

Dobrze z dzieci??stwa pami??tam ten l??k.
OmijaÂ?am kaÂ?uÂ?e,
zwÂ?aszcza te Â?wieÂ?e, po deszczu.
Kt??raÂ? z nich przecieÂ? mogÂ?a nie mie?? dna,
cho?? wyglÂ?daÂ?a jak inne.

StÂ?pn?? i nagle zapadn?? si?? caÂ?a,
zaczn?? wzlatywa?? w d??Â?
i jeszcze gÂ???biej w d??Â?,
w kierunku chmur odbitych
a moÂ?e i dalej.

Potem kaÂ?uÂ?a wyschnie,
zamknie si?? nade mnÂ?,
a ja na zawsze zatrzaÂ?ni??ta gdzie
z niedoniesionym na powierzchni?? krzykiem.

Dopiero p??Â?niej przyszÂ?o zrozumienie:
nie wszystkie zÂ?e przygody
mieszczÂ? si?? w reguÂ?ach Â?wiata
i nawet gdyby chciaÂ?y,
nie mogÂ? si?? zdarzy??.

MoÂ?ecie m??wi??, Â?e jest dziecinny ale mnie przekonaÂ?a do niego szczeg??lnie ostatnia strofa.
"Je?li jest co?, co nie jest wykonalne
trzeba znale?? kogo? kto o tym nie wie i to zrobi."

"We are such stuff as dreams are made on. "

Sylwia
Posty: 12
Rejestracja: 28 gru 2009, 23:30

Post autor: Sylwia »

Rozpanosze si?? i zamieszcze kilka przykÂ?ad??w, ale mam sÂ?aboÂ??? do niekt??rych poet??w. I nie mog?? si?? powstrzyma??. Co mam nadziej?? zostanie mi wybaczone ;-)

R??Â?ewicz "Ocalony"

Mam dwadzieÂ?cia cztery lata
ocalaÂ?em
prowadzony na rzeÂ?.

To sÂ? nazwy puste i jednoznaczne:
czÂ?owiek i zwierz??
miÂ?oÂ??? i nienawiÂ???
wr??g i przyjaciel
ciemnoÂ??? i Â?wiatÂ?o.

CzÂ?owieka tak si?? zabija jak zwierz??
widziaÂ?em:
furgony porÂ?banych ludzi
kt??rzy nie zostanÂ? zbawieni.

Poj??cia sÂ? tylko wyrazami:
cnota i wyst??pek
prawda i kÂ?amstwo
pi??kno i brzydota
m??stwo i tch??rzostwo.

Jednako waÂ?y cnota i wyst??pek
widziaÂ?em:
czÂ?owieka kt??ry byÂ? jeden
wyst??pny i cnotliwy.

Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywr??ci mi wzrok sÂ?uch i mow??
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i poj??cia
niech oddzieli Â?wiatÂ?o id ciemnoÂ?ci

Mam dwadzieÂ?cia cztery lata
ocalaÂ?em
prowadzony na rzeÂ?.


S. Bara??czak "Sp??jrzmy prawdzie w oczy"

Sp??jrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne
oczy potrÂ?conego przypadkowo
przechodnia z podniesionym koÂ?nierzem; w st??Â?aÂ?e
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
dalekobieÂ?nych pociÂ?g??w; w kr??tkowzroczne
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit;
w oczy poÂ?piesznie obmywane rankiem
z nieposÂ?usznego snu, poÂ?piesznie ocierane
za dnia z Â?ez nieposÂ?usznych, poÂ?piesznie
zakrywane monetami, bo Â?mier?? takÂ?e jest
nieposÂ?uszna, zbyt Â?piesznie gna w Â?lepy zauÂ?ek
oczodoÂ???w; wi??c dajmy z siebie wszystko
na wÂ?asnoÂ??? tym spojrzeniom, sta??my na wysokoÂ?ci
oczu, jak napis kredÂ? na murze, odwaÂ?my si?? spojrze??
prawdzie w te szare oczy, kt??rych z nas nie spuszcza,
kt??re sÂ? wsz??dzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
a cho??by si?? pod nami nigdy me ugi??Â?y
nogi, to jedno b??dzie nas umiaÂ?o rzuci??
na kolana.

W.Szymborska "Nic dwa razy"
Nic dwa razy si?? nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliÂ?my si?? bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Cho??byÂ?my uczniami byli
najt??pszymi w szkole Â?wiata,
nie b??dziemy repetowa??
Â?adnej zimy ani lata.

Â?aden dzie?? si?? nie powt??rzy,
nie ma dw??ch podobnych nocy,
dw??ch tych samych pocaÂ?unk??w,
dw??ch jednakich spojrze?? w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imi??
ktoÂ? wym??wiÂ? przy mnie gÂ?oÂ?no,
tak mi byÂ?o, jakby r??Â?a
przez otwarte wpadÂ?a okno.

DziÂ?, kiedy jesteÂ?my razem,
odwr??ciÂ?am twarz ku Â?cianie.
R??Â?a? Jak wyglÂ?da r??Â?a?
Czy to kwiat? A moÂ?e kamie???

Czemu ty si??, zÂ?a godzino,
z niepotrzebnym mieszasz l??kiem?
JesteÂ? - a wi??c musisz minÂ???.
Miniesz - a wi??c to jest pi??kne.

UÂ?miechni??ci, wsp??Â?obj??ci
spr??bujemy szuka?? zgody,
cho?? r??Â?nimy si?? od siebie
jak dwie krople czystej wody.

MiÂ?osz "Kt??ry skrzywdziÂ?eÂ?"

Kt??ry skrzywdziÂ?eÂ? czÂ?owieka prostego
Â?miechem nad krzywdÂ? jego wybuchajÂ?c,
Gromad?? bÂ?azn??w koÂ?o siebie majÂ?c
Na pomieszanie dobrego i zÂ?ego,

Cho??by przed tobÂ? wszyscy si?? skÂ?onili
Cnot?? i mÂ?droÂ??? tobie przypisujÂ?c,
ZÂ?ote medale na twojÂ? czeÂ??? kujÂ?c,
Radzi Â?e jeszcze jeden dzie?? przeÂ?yli,

Nie bÂ?dÂ? bezpieczny. Poeta pami??ta
MoÂ?esz go zabi?? - narodzi si?? nowy.
Spisane b??dÂ? czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byÂ?by Â?wit zimowy
I sznur i gaÂ?Â?Â? pod ci??Â?arem zgi??ta.

To jest tylko uÂ?amek moich preferencji poetyckich, ale nie jestem w ko??cu na forum poÂ?wi??conym poezji ) A i tak si?? nieco zagalopowaÂ?am.

oleczka

Post autor: oleczka »

BolesÂ?aw LeÂ?mian "Dziewczyna"

Dwunastu braci, wierzÂ?c w sny, zbadaÂ?o mur od marze?? strony,

A poza murem pÂ?akaÂ? gÂ?os, dziewcz??cy gÂ?os zaprzepaszczony.

I pokochali gÂ?osu dÂ?wi??k i ch??tny domysÂ? o Dziewczynie,

I zgadywali ksztaÂ?ty ust po tym, jak Â?piew od Â?alu ginie...

M??wili o niej: "Â?ka, wi??c jest!" - I nic innego nie m??wili,

I przeÂ?egnali caÂ?y Â?wiat - i Â?wiat zadumaÂ? si?? w tej chwili...

Porwali mÂ?oty w twardÂ? dÂ?o?? i j??li w mury tÂ?uc z Â?oskotem!

I nie wiedziaÂ?a Â?lepa noc, kto jest czÂ?owiekiem, a kto mÂ?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny gÂ?az, nim Â?mier?? Dziewczyn?? rdzÂ? powlecze!" -

Tak, walÂ?c w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

Ale daremny byÂ? ich trud, daremny ramion sprz??g i usiÂ?!

Oddali ciaÂ?a swe na strwon owemu snowi, co ich kusiÂ?!

Â?amiÂ? si?? piersi, trzeszczy koÂ???, pr??chniejÂ? dÂ?onie, twarze blednÂ?...

I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystÂ? mieli jednÂ?!

Lecz cienie zmarÂ?ych - BoÂ?e m??j! - nie wypuÂ?ciÂ?y mÂ?ot??w z dÂ?oni!

I tylko inny pÂ?ynie czas - i tylko mÂ?ot inaczej dzwoni...

I dzwoni w prz??d! I dzwoni wspak! I wzwyÂ? za kaÂ?dym grzmi nawrotem!

I nie wiedziaÂ?a Â?lepa noc, kto tu jest cieniem, a kto mÂ?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny gÂ?az, nim Â?mier?? Dziewczyn?? rdzÂ? powlecze!" -

Tak, walÂ?c w mur, dwunasty cie?? do jedenastu innych rzecze.

Lecz cieniom zbrakÂ?o nagle siÂ?, a cie?? si?? mrokom nie opiera!

I powymarÂ?y jeszcze raz, bo nigdy doÂ??? si?? nie umiera...

I nigdy doÂ???, i nigdy tak, jak pragnie tego ??w, co kona!...

I znikÂ?a treÂ??? - i zginÂ?Â? Â?lad - i powieÂ??? o nich juÂ? sko??czona!

Lecz dzielne mÂ?oty - BoÂ?e m??j - mdÂ?ej nie poddaÂ?y si?? Â?aÂ?obie!

I same przez si?? biÂ?y w mur, huczaÂ?y Â?piÂ?em same w sobie!

HuczaÂ?y w mrok, huczaÂ?y w blask i ociekaÂ?y ludzkim potem!

I nie wiedziaÂ?a Â?lepa noc, czym bywa mÂ?ot, gdy nie jest mÂ?otem?

"O, pr??dzej skruszmy zimny gÂ?az, nim Â?mier?? Dziewczyn?? rdzÂ? powlecze!" -

Tak, walÂ?c w mur, dwunasty mÂ?ot do jedenastu innych rzecze.

I runÂ?Â? mur, tysiÂ?cem ech wstrzÂ?sajÂ?c wzg??rza i doliny!

Lecz poza murem - nic i nic! Ni Â?ywej duszy, ni Dziewczyny!

Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!

Bo to byÂ? gÂ?os i tylko - gÂ?os, i nic nie byÂ?o opr??cz gÂ?osu!

Nic - tylko pÂ?acz i Â?al i mrok i niewiadomoÂ??? i zatrata!

TakiÂ? to Â?wiat! Niedobry Â?wiat! CzemuÂ? innego nie ma Â?wiata?

Wobec kÂ?amliwych jawnie sn??w, wobec zmarniaÂ?ych w nicoÂ??? cud??w,

Pot??Â?ne mÂ?oty legÂ?y w rzÂ?d, na znak speÂ?nionych godnie trud??w.

I byÂ?a zgroza nagÂ?ych cisz. I byÂ?a pr??Â?nia w caÂ?ym niebie!

A ty z tej pr??Â?ni czemu drwisz, kiedy ta pr??Â?nia nie drwi z ciebie?

Cyprian Norwid " Moja Piosnka"

Do kraju tego, gdzie kruszyn?? chleba

PodnoszÂ? z ziemi przez uszanowanie

Dla dar??w Nieba....

T??skno mi, Panie...



Do kraju tego, gdzie winÂ? jest duÂ?Â?

Popsowa?? gniazdo na gruszy bocianie,

Bo wszystkim sÂ?uÂ?Â?...

T??skno mi, Panie...



Do kraju tego, gdzie pierwsze ukÂ?ony

SÂ?, jak odwieczne Chrystusa wyznanie,

"BÂ?dÂ? pochwalony!"

T??skno mi, Panie...



T??skno mi jeszcze i do rzeczy innej,

Kt??rej juÂ? nie wiem, gdzie leÂ?y mieszkanie,

R??wnie niewinnej...

T??skno mi, Panie...


Do bez-t??sknoty i do bez-myÂ?lenia,

Do tych, co majÂ? tak za tak - nie za nie,

Bez Â?wiatÂ?o-cienia...

T??skno mi, Panie...


T??skno mi owdzie, gdzie kt??Â? o mnie stoi?

I tak by?? musi, cho?? si?? tak nie stanie

PrzyjaÂ?ni moj?Šj...

T??skno mi, Panie...

PS. Jest tego duÂ?o wi??cej, lecz te najbardziej zapadÂ?y mi w pami???? :mrgreen:

Awatar użytkownika
WereWolf
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1728
Rejestracja: 25 paź 2009, 20:04

Post autor: WereWolf »

CzesÂ?aw MiÂ?osz "Koniec Â?wiata"

W dzie?? ko??ca Â?wiata
PszczoÂ?a krÂ?Â?y nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia bÂ?yszczÂ?cÂ? sie??.
SkaczÂ? w morzu wesoÂ?e delfiny,
MÂ?ode wr??ble czepiajÂ? si?? rynny
I wÂ?Â? ma zÂ?otÂ? sk??r??, jak powinien mie??.
W dzie?? ko??ca Â?wiata
Kobiety idÂ? polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
NawoÂ?ujÂ? na ulicy sprzedawcy warzywa
I Â???dka z Â???Â?tym Â?aglem do wyspy podpÂ?ywa,
DÂ?wi??k skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaÂ?dzistÂ? odmyka.
A kt??rzy czekali bÂ?yskawic i grom??w,
SÂ? zawiedzeni.
A kt??rzy czekali znak??w i archanielskich trÂ?b,
Nie wierzÂ?, Â?e staje si?? juÂ?.
Dop??ki sÂ?o??ce i ksi??Â?yc sÂ? w g??rze,
Dop??ki trzmiel nawiedza r??Â???,
Dop??ki dzieci r??Â?owe si?? rodzÂ?,
Nikt nie wierzy, Â?e staje si?? juÂ?.
Tylko siwy staruszek, kt??ry byÂ?by prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zaj??cie,
Powiada przewiÂ?zujÂ?c pomidory:
Innego ko??ca Â?wiata nie b??dzie,
Innego ko??ca Â?wiata nie b??dzie.
Obrazek

Gobur

Post autor: Gobur »

Raven

Once upon a midnight dreary, while I pondered, weak and weary,
Over many a quaint and curious volume of forgotten lore,
While I nodded, nearly napping, suddenly there came a tapping,
As of some one gently rapping, rapping at my chamber door.
"'Tis some visitor," I muttered, "tapping at my chamber door —
Only this, and nothing more."

Ah, distinctly I remember it was in the bleak December,
And each separate dying ember wrought its ghost upon the floor.
Eagerly I wished the morrow; — vainly I had sought to borrow
From my books surcease of sorrow — sorrow for the lost Lenore —
For the rare and radiant maiden whom the angels name Lenore —
Nameless here for evermore.

And the silken sad uncertain rustling of each purple curtain
Thrilled me — filled me with fantastic terrors never felt before;
So that now, to still the beating of my heart, I stood repeating,
"'Tis some visitor entreating entrance at my chamber door —
Some late visitor entreating entrance at my chamber door; —
This it is, and nothing more."

Presently my soul grew stronger; hesitating then no longer,
"Sir," said I, "or Madam, truly your forgiveness I implore;
But the fact is I was napping, and so gently you came rapping,
And so faintly you came tapping, tapping at my chamber door,
That I scarce was sure I heard you"— here I opened wide the door; —
Darkness there, and nothing more.

Deep into that darkness peering, long I stood there wondering, fearing,
Doubting, dreaming dreams no mortal ever dared to dream before;
But the silence was unbroken, and the stillness gave no token,
And the only word there spoken was the whispered word, "Lenore?"
This I whispered, and an echo murmured back the word, "Lenore!" —
Merely this, and nothing more.

Back into the chamber turning, all my soul within me burning,
Soon again I heard a tapping somewhat louder than before.
"Surely," said I, "surely that is something at my window lattice:
Let me see, then, what thereat is, and this mystery explore —
Let my heart be still a moment and this mystery explore; —
'Tis the wind and nothing more."

Open here I flung the shutter, when, with many a flirt and flutter,
In there stepped a stately raven of the saintly days of yore;
Not the least obeisance made he; not a minute stopped or stayed he;
But, with mien of lord or lady, perched above my chamber door —
Perched upon a bust of Pallas just above my chamber door —
Perched, and sat, and nothing more.

Then this ebony bird beguiling my sad fancy into smiling,
By the grave and stern decorum of the countenance it wore.
"Though thy crest be shorn and shaven, thou," I said, "art sure no craven,
Ghastly grim and ancient raven wandering from the Nightly shore —
Tell me what thy lordly name is on the Night's Plutonian shore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

Much I marveled this ungainly fowl to hear discourse so plainly,
Though its answer little meaning— little relevancy bore;
For we cannot help agreeing that no living human being
Ever yet was blest with seeing bird above his chamber door —
Bird or beast upon the sculptured bust above his chamber door,
With such name as "Nevermore."

But the raven, sitting lonely on the placid bust, spoke only
That one word, as if his soul in that one word he did outpour.
Nothing further then he uttered— not a feather then he fluttered —
Till I scarcely more than muttered, "other friends have flown before —
On the morrow he will leave me, as my hopes have flown before."
Then the bird said, "Nevermore."

Startled at the stillness broken by reply so aptly spoken,
"Doubtless," said I, "what it utters is its only stock and store,
Caught from some unhappy master whom unmerciful Disaster
Followed fast and followed faster till his songs one burden bore —
Till the dirges of his Hope that melancholy burden bore
Of 'Never — nevermore'."

But the Raven still beguiling all my sad soul into smiling,
Straight I wheeled a cushioned seat in front of bird, and bust and door;
Then upon the velvet sinking, I betook myself to linking
Fancy unto fancy, thinking what this ominous bird of yore —
What this grim, ungainly, ghastly, gaunt and ominous bird of yore
Meant in croaking "Nevermore."

This I sat engaged in guessing, but no syllable expressing
To the fowl whose fiery eyes now burned into my bosom's core;
This and more I sat divining, with my head at ease reclining
On the cushion's velvet lining that the lamplight gloated o'er,
But whose velvet violet lining with the lamplight gloating o'er,
She shall press, ah, nevermore!

Then methought the air grew denser, perfumed from an unseen censer
Swung by Seraphim whose footfalls tinkled on the tufted floor.
"Wretch," I cried, "thy God hath lent thee — by these angels he hath sent thee
Respite — respite and nepenthe, from thy memories of Lenore
Quaff, oh quaff this kind nepenthe and forget this lost Lenore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Prophet!" said I, "thing of evil! — prophet still, if bird or devil! —
Whether Tempter sent, or whether tempest tossed thee here ashore,
Desolate yet all undaunted, on this desert land enchanted —
On this home by horror haunted— tell me truly, I implore —
Is there — is there balm in Gilead? — tell me — tell me, I implore!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Prophet!" said I, "thing of evil — prophet still, if bird or devil!
By that Heaven that bends above us — by that God we both adore -
Tell this soul with sorrow laden if, within the distant Aidenn,
It shall clasp a sainted maiden whom the angels name Lenore -
Clasp a rare and radiant maiden whom the angels name Lenore."
Quoth the Raven, "Nevermore."

"Be that word our sign in parting, bird or fiend," I shrieked, upstarting —
"Get thee back into the tempest and the Night's Plutonian shore!
Leave no black plume as a token of that lie thy soul hath spoken!
Leave my loneliness unbroken!— quit the bust above my door!
Take thy beak from out my heart, and take thy form from off my door!"
Quoth the Raven, "Nevermore."

And the Raven, never flitting, still is sitting, still is sitting
On the pallid bust of Pallas just above my chamber door;
And his eyes have all the seeming of a demon's that is dreaming,
And the lamplight o'er him streaming throws his shadow on the floor;
And my soul from out that shadow that lies floating on the floor
Shall be lifted — nevermore!
—Edgar Allan Poe

Kruk

W gÂ?uchÂ? p??Â?noc, w sn??w tumanie, gdy znuÂ?yÂ?o mnie dumanie
Nad ksi??gami zapomnianej magii, znanej w dawnych dniach,
ChylÂ?c gÂ?ow?? nad foliaÂ?em, niespodzianie usÂ?yszaÂ?em
Chrobot, jakby ktoÂ? nieÂ?miaÂ?ym palcem skrobaÂ? znak na drzwiach.
GoÂ???, mruknÂ?Â?em, tym sygnaÂ?em daje zna??, Â?e stanie w drzwiach:
SkÂ?d ten zimny pot i strach?

Och, pami??tam: wl??kÂ? si?? Â?mudnie grudzie??, jak to zwykle grudnie,
Po podÂ?odze peÂ?gaÂ? zÂ?udnie Â?ar, co gasÂ? juÂ? w siwych drwach.
I pragnÂ?Â?em, by nieskory Â?wit przeÂ?wietliÂ? wreszcie story,
By oderwaÂ? od Lenory myÂ?l zbÂ?Â?kanÂ? w niebios mgÂ?ach,
Od Lenory, kt??rej imi?? do tej pory Â?piewa w mgÂ?ach
Ch??r anioÂ???w w moich snach.

L??kiem si?? o serce otarÂ? szelest purpurowych kotar,
GroÂ?Â?c cieniem, mroÂ?Â?c drÂ?eniem, kt??re niosÂ?o si?? przez gmach;
By nad t??tnem rozszalaÂ?em zapanowa??, powtarzaÂ?em:
To goÂ??? jakiÂ? tym sygnaÂ?em daje zna??, Â?e stanie w drzwiach;
Tak, to p??Â?ny goÂ??? – szeptaÂ?em – stanie wnet w otwartych drzwiach;
Po c??Â? ten dziecinny strach?

CzujÂ?c, Â?e zn??w gÂ?os mi sÂ?uÂ?y, nie wahaÂ?em si?? juÂ? dÂ?uÂ?ej:
Panie – rzekÂ?em – czy teÂ? Pani – goÂ?ciu, kt??ryÂ? pod m??j dach
ZbÂ?Â?dziÂ? – dowiedz si??, m??j panie, Â?e to nocne chrobotanie,
Gdy zabrzmiaÂ?o niespodzianie, w Â?cianie jakby lub przy drzwiach,
WziÂ?Â?em zrazu za szmer myszy – tu otwarÂ?em drzwi; lecz w drzwiach
Mrok staÂ? tylko, mrok i strach.

CaÂ?Â? trwoÂ?nÂ? mocÂ? wzroku wpatrywaÂ?em si?? w gÂ?Â?b mroku,
Jakbym stanÂ?Â? nad otchÂ?aniÂ? nie widzianÂ? w ludzkich snach;
Ale ciemnoÂ??? trwaÂ?a niema, Â?wiadczÂ?c, Â?e za drzwiami nie ma
Â?ywej duszy; tylko trzema sylabami poprzez gmach
Szept Lenora! ni??sÂ? si?? z moich ust i echem poprzez gmach
WracaÂ?, drÂ?Â?c w okiennych szkÂ?ach.

Zawr??ciÂ?em wi??c od proga, czujÂ?c, jaka mi poÂ?oga
Dusz?? niszczy, jak si?? iskrzy gÂ?ownia serca w gniewnych skrach.
I zn??w chrobot przerwaÂ? cisz??: Pewnie – rzekÂ?em – wiatr koÂ?ysze
Okiennic??, albo sÂ?ysz?? zgrzyt obluzowanych blach
JakiejÂ? rynny; ten niewinny chrobot przerdzewiaÂ?ych blach
To nie pow??d, by czu?? strach.

PchnÂ?Â?em okno. I z Â?opotem skrzydeÂ?, z czarnych pi??r furkotem
WdarÂ? si?? przez nie szumnym lotem kruk, ptak Â?wi??ty w dawnych dniach.
MusiaÂ? zna?? swÂ? przeszÂ?oÂ??? – zatem, jakby gardziÂ? ludzkim Â?wiatem,
Z wielkopa??skim majestatem zasiadÂ? w ciszy tuÂ? przy drzwiach,
Na Atenie marmurowej tkwiÂ?cej w niszy tuÂ? przy drzwiach:
SiadÂ?, a mnie ogarnÂ?Â? strach.

Lecz przemogÂ?em trwogi wÂ?adz??: komizm jakiÂ? byÂ? w powadze
Ptaka-starca, odzianego w zdartych pi??r Â?aÂ?obny Â?ach.
A to z waÂ?ci kawaÂ? mruka! – rzekÂ?em kpiÂ?co. – Do kaduka,
Tak wyleniaÂ?ego kruka nie ma i na piekieÂ? dnach!
ZdradÂ? mi, jakie nosisz imi?? na Hadesu mrocznych dnach?
Kruk zakrakaÂ?: Kres i krach.

OsÂ?upiaÂ?em; czy to wszystko sen? jak mogÂ?o si?? ptaszysko
Tak odezwa??, jak orator, co na wylot zna sw??j fach?
Cho?? w tym sensu byÂ?o maÂ?o, przecieÂ? sÂ?usznie si?? zdawaÂ?o
RzeczÂ? caÂ?kiem niebywaÂ?Â?, Â?e ptak, siedzÂ?c przy mych drzwiach,
Na popiersiu marmurowym, bielejÂ?cym tuÂ? przy drzwiach,
Kracze schryple: Kres i krach.

G??stÂ? czerniÂ? na bogini?? cie?? rzucajÂ?c, kruk jedynie
Par?? sÂ???w wykrakaÂ?, jakby skakaÂ? w nich po kruchych krach.
Potem milczaÂ? dÂ?uÂ?szÂ? chwil?? – wida?? chciaÂ? rzec wÂ?aÂ?nie tyle .
Lecz gdym rzekÂ?: Czy si?? nie myl??? czy zbÂ?Â?dziÂ?eÂ? pod m??j dach,
By mi zdradzi??, jakie szcz??Â?cie znajdzie drog?? pod m??j dach? .
Kruk zakrakaÂ?: Kres i krach.

SÂ?yszÂ?c zn??w tych sÂ???w dÂ?wi??k nagi, wi??cej w nich znalazÂ?em wagi:
Brzemi?? wr??Â?by spadÂ?o na mnie, jak na trumn?? spada piach.
Pewnie – spr??bowaÂ?em zatem – te dwa sÂ?owa sÂ? cytatem
Z wieszcza, znuÂ?onego Â?wiatem, wciÂ?Â? skÂ?panym w krwi i Â?zach,
Z mistrza, kt??ry swojÂ? lutni?? stroiÂ? smutnie, caÂ?y w Â?zach,
Na dwa tony: .Kres i krach.?

Lecz wciÂ?Â? miaÂ? nade mnÂ? wÂ?adz?? komizm tkwiÂ?cy w tej powadze,
Przeto w kÂ?t, gdzie bielaÂ? marmur i gdzie czerniaÂ? ptak przy drzwiach,
PchnÂ?Â?em m??j obity sk??rÂ? fotel, by w nim wszczÂ??? ponurÂ?
Medytacj?? nad naturÂ? sÂ???w zrodzonych w zmierzchÂ?ych dniach,
ZgÂ???bia?? gÂ?uchÂ? wr??Â?b??, kt??rÂ? ??w ptak, w dawnych czczony dniach,
ZawarÂ? w kr??tkim: Kres i krach.

Gdym brnÂ?Â? przez hipotez list??, kruk Â?renice swe ogniste
UtkwiÂ? we mnie, jak szachista, gdy szyderczo syczy: Szach!;
TrwaÂ?o to milczÂ?ce starcie; spoglÂ?daÂ?em na?? uparcie,
GÂ?ow?? wsparÂ?szy o oparcie: sk??ra, p??kajÂ?ca w szwach
Lecz wciÂ?Â? gÂ?adka, odbijaÂ?a Â?wiatÂ?o Â?wiec, a w czaszki szwach
HuczaÂ? pogÂ?os: Kres i krach.

I pojÂ?Â?em w owej chwili: juÂ? si?? nigdy nie odchyli
Na poduszki droga gÂ?owa, z iskrÂ? Â?wiatÂ?a w zÂ?otych brwiach...
I zaÂ?kaÂ?em: Tak, niestety! B??g ci?? skrapia wodÂ? z Lety,
Aby obraz tej kobiety nie nawiedzaÂ? ci?? juÂ? w snach!
Tak, spal wszystkie jej portrety – wtedy ujrzysz w przyszÂ?ych snach...
Kruk doko??czyÂ?: Kres i krach!.

ZÂ?y proroku! – zakrzyknÂ?Â?em – czartem jesteÂ?, nie anioÂ?em,
Czy Kusiciel ci?? tu przysÂ?aÂ?, czy sztorm cisnÂ?Â? ci?? na piach
Mojej duszy, na wybrzeÂ?e, gdzie SamotnoÂ??? pustki strzeÂ?e .
Zanim Â?yciu sens odbierze Rozpacz, uÂ?mierz w sercu strach:
JestÂ?e balsam w Galaadzie? Powiedz, bo mnie dr??czy strach!
Kruk zakrakaÂ?: Kres i krach.

ZÂ?y proroku! – zakrzyknÂ?Â?em – czartem jesteÂ?, nie anioÂ?em,
Na to niebo ponad nami – na ten Boga wzniosÂ?y gmach –
ZdradÂ? mej duszy, kt??rÂ? pali b??l: co czeka na niÂ? w dali?
O, gdybyÂ?my si?? spotkali z mÂ? LenorÂ? w nieba mgÂ?ach!
Co mnie czeka, co ocali – czy Lenora w rajskich mgÂ?ach?
Kruk zakrakaÂ?: Kres i krach.

Zgrzyt tych sÂ???w niech nam si?? stanie poÂ?egnaniem, zÂ?y szatanie! .
PoderwaÂ?em si??. – Le?? w zamie??, w zam??t, zgi?? na piekieÂ? dnach!
Nie waÂ? si?? uroni?? pi??ra – niechaj czarna twa natura
SczeÂ?nie, wroga i ponura; nie chc?? widzie?? ci?? w tych drzwiach
Nigdy wi??cej! Wyrwij z serca dzi??b – i precz, bo stoi w drzwiach...
Kruk doko??czyÂ?: Kres i krach.

I wciÂ?Â? jego czer?? skrzydlata nie drgnie, jakby chciaÂ?a lata
Sp??dzi?? nad Pallady bladym czoÂ?em, w niszy tuÂ? przy drzwiach;
I wciÂ?Â? w oczach mu si?? Â?arzy demoniczny blask lichtarzy,
A cie?? kruka trwa na straÂ?y mojej duszy, kt??ra w snach
Miota si??, lecz nie powstanie, bo wciÂ?Â? jawi si?? w jej snach
Krecha krwawa – kres i krach!

tÂ?umaczenie StanisÂ?aw Bara??czak
Ostatnio zmieniony 28 sty 2011, 15:30 przez Gobur, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sasanka
Wystrzyżona Strzyga
Posty: 850
Rejestracja: 14 wrz 2009, 14:40

Post autor: Sasanka »

The Lady of Shalott"
Alfred Tennyson

On either side the river lie
Long fields of barley and of rye,
That clothe the wold and meet the sky;
And through the field the road run by
To many-tower'd Camelot;
And up and down the people go,
Gazing where the lilies blow
Round an island there below,
The island of Shalott.

Willows whiten, aspens quiver,
Little breezes dusk and shiver
Through the wave that runs for ever
By the island in the river
Flowing down to Camelot.
Four grey walls, and four grey towers,
Overlook a space of flowers,
And the silent isle imbowers
The Lady of Shalott.

By the margin, willow veil'd,
Slide the heavy barges trail'd
By slow horses; and unhail'd
The shallop flitteth silken-sail'd
Skimming down to Camelot:
But who hath seen her wave her hand?
Or at the casement seen her stand?
Or is she known in all the land,
The Lady of Shalott?

Only reapers, reaping early,
In among the bearded barley
Hear a song that echoes cheerly
From the river winding clearly;
Down to tower'd Camelot;
And by the moon the reaper weary,
Piling sheaves in uplands airy,
Listening, whispers, " 'Tis the fairy
The Lady of Shalott."

There she weaves by night and day
A magic web with colours gay.
She has heard a whisper say,
A curse is on her if she stay
To look down to Camelot.
She knows not what the curse may be,
And so she weaveth steadily,
And little other care hath she,
The Lady of Shalott.

And moving through a mirror clear
That hangs before her all the year,
Shadows of the world appear.
There she sees the highway near
Winding down to Camelot;
There the river eddy whirls,
And there the surly village churls,
And the red cloaks of market girls
Pass onward from Shalott.

Sometimes a troop of damsels glad,
An abbot on an ambling pad,
Sometimes a curly shepherd lad,
Or long-hair'd page in crimson clad
Goes by to tower'd Camelot;
And sometimes through the mirror blue
The knights come riding two and two.
She hath no loyal Knight and true,
The Lady of Shalott.

But in her web she still delights
To weave the mirror's magic sights,
For often through the silent nights
A funeral, with plumes and lights
And music, went to Camelot;
Or when the Moon was overhead,
Came two young lovers lately wed.
"I am half sick of shadows," said
The Lady of Shalott.

A bow-shot from her bower-eaves,
He rode between the barley sheaves,
The sun came dazzling thro' the leaves,
And flamed upon the brazen greaves
Of bold Sir Lancelot.
A red-cross knight for ever kneel'd
To a lady in his shield,
That sparkled on the yellow field,
Beside remote Shalott.

The gemmy bridle glitter'd free,
Like to some branch of stars we see
Hung in the golden Galaxy.
The bridle bells rang merrily
As he rode down to Camelot:
And from his blazon'd baldric slung
A mighty silver bugle hung,
And as he rode his armor rung
Beside remote Shalott.

All in the blue unclouded weather
Thick-jewell'd shone the saddle-leather,
The helmet and the helmet-feather
Burn'd like one burning flame together,
As he rode down to Camelot.
As often thro' the purple night,
Below the starry clusters bright,
Some bearded meteor, burning bright,
Moves over still Shalott.

His broad clear brow in sunlight glow'd;
On burnish'd hooves his war-horse trode;
From underneath his helmet flow'd
His coal-black curls as on he rode,
As he rode down to Camelot.
From the bank and from the river
He flashed into the crystal mirror,
"Tirra lirra," by the river
Sang Sir Lancelot.

She left the web, she left the loom,
She made three paces through the room,
She saw the water-lily bloom,
She saw the helmet and the plume,
She look'd down to Camelot.
Out flew the web and floated wide;
The mirror crack'd from side to side;
"The curse is come upon me," cried
The Lady of Shalott.

In the stormy east-wind straining,
The pale yellow woods were waning,
The broad stream in his banks complaining.
Heavily the low sky raining
Over tower'd Camelot;
Down she came and found a boat
Beneath a willow left afloat,
And around about the prow she wrote
The Lady of Shalott.

And down the river's dim expanse
Like some bold seer in a trance,
Seeing all his own mischance --
With a glassy countenance
Did she look to Camelot.
And at the closing of the day
She loosed the chain, and down she lay;
The broad stream bore her far away,
The Lady of Shalott.

Lying, robed in snowy white
That loosely flew to left and right --
The leaves upon her falling light --
Thro' the noises of the night,
She floated down to Camelot:
And as the boat-head wound along
The willowy hills and fields among,
They heard her singing her last song,
The Lady of Shalott.

Heard a carol, mournful, holy,
Chanted loudly, chanted lowly,
Till her blood was frozen slowly,
And her eyes were darkened wholly,
Turn'd to tower'd Camelot.
For ere she reach'd upon the tide
The first house by the water-side,
Singing in her song she died,
The Lady of Shalott.

Under tower and balcony,
By garden-wall and gallery,
A gleaming shape she floated by,
Dead-pale between the houses high,
Silent into Camelot.
Out upon the wharfs they came,
Knight and Burgher, Lord and Dame,
And around the prow they read her name,
The Lady of Shalott.

Who is this? And what is here?
And in the lighted palace near
Died the sound of royal cheer;
And they crossed themselves for fear,
All the Knights at Camelot;
But Lancelot mused a little space
He said, "She has a lovely face;
God in his mercy lend her grace,
The Lady of Shalott."

i po polsku:

Po zmroku rzuca snop skonana
dÂ?o??, a Â?niwiarka zasÂ?uchana
szepcze: ,,Oto zaczarowana
Pani na Shalott

Osika drÂ?y, wierzba gnie,
Lekki wiatr nad wzg??rzami tchnie,
Fala jak zawsze chyÂ?o mknie,
RzekÂ? wzdÂ?uÂ? wyspy biaÂ?ej, gdzie
Szlak wiedzie w dal do Camelot.

Czterech baszt szaroÂ??? mur??w strzeÂ?e,
Pod nim Â?Â?ka w kwiatach leÂ?y,
A na samotnej wyspie, w wieÂ?y
Pani na Shalott.

MiaÂ? rycerz czoÂ?o gÂ?adkie, jasne
Czer?? lok??w okryÂ? heÂ?m kaskiem.
Rumak olÂ?niewaÂ? podk??w blaskiem,
Gdy jechaÂ? z pierwszym sÂ?o??ca brzaskiem
DrogÂ? do zamku Camelot.

Lustro przeszyÂ?a niczym strzaÂ?a
Wizja postaci lÂ?niÂ?cej z dala.
BÂ?ysk sÂ?o??ca w liÂ?ciach drzew ujrzaÂ?a,
Zbroja wÂ?r??d p??l zamigotaÂ?a,
JechaÂ? przez las sir Lancelot.

Niebo bez chmur bÂ???kitem drÂ?y,
U siodÂ?a wielki klejnot lÂ?ni,
HeÂ?m, a w nim pi??ro dziarsko tkwi,
Jak pÂ?omie?? ognia zbroja skrzy.
Rycerz mknie w stron?? Camelot.

Krosno rzuciÂ?a, trud przerwaÂ?a,
Z sali wybiegÂ?a wreszcie Â?miaÂ?a,
Kwiat nenufaru zerwa?? chciaÂ?a,
HeÂ?m z pi??rem w dali wnet ujrzaÂ?a.
SpojrzaÂ?a w stron?? Camelot.

Dzie?? czy noc magii tka materi??,
RadoÂ??? i kolor snuje wiernie.
KlÂ?twa jej kaÂ?e trwa?? tam biernie
Serce przebija, szepczÂ?, cierniem,
Gdy spojrzy, cho?? na Camelot.

Nie wie, w czym klÂ?twy tkwi zÂ?a treÂ???,
Wi??c ni?? swÂ? r??wno moÂ?e pleÂ???
I Â?ycie bez trosk moÂ?e wieÂ???
Pani na Shalott.

Cz??sto zaÂ? nocÂ? purpurowÂ?
WÂ?r??d skupisk jasnych gwiazd nad gÂ?owÂ?
Meteor brod?? ciÂ?gnie pÂ?owÂ?
Ponad uÂ?pionym Shalott.

Lecz swym arrasem wciÂ?Â? si?? cieszy,
Wplata?? magiczne sceny spieszy,
Bo w noc samotnÂ? nieraz sÂ?yszy:
Z ognia, w Â?aÂ?obie idÂ? piesi
Z muzykÂ? hen, do Camelot.

Tafla si?? mieni rycerzami,
Jada samotnie lub dw??jkami.
Wiernego serca brak czasami
Pani na Shalott.

Tam rzeka snuje si?? wirami,
Kmie?? chodzi obok p??l bruzdami,
WieÂ?niaczek pÂ?aszcze z kapturami,
CzerwieniÂ? wzg??rza Camelot.

Przez caÂ?y rok w jej lustrze, na dnie,
Co Â?wiat odbija, wszystko snadnie
Cieniami si?? na tafl?? kÂ?adnie.
Czasami wzrok na trakt ten padnie,
Co wiedzie aÂ? do Camelot.

Gdy ksi??Â?yc Â?wieciÂ? nocÂ? bÂ?ogÂ?,
Kochank??w para szÂ?a tÂ? drogÂ?,
,,Tych cieni oczy znieÂ??? nie mogÂ?";
Westchn??Â?a Pani z Shalott.

Na jego tarczy rycerz kl??ka
Przed dama, z krwawym krzyÂ?em w r??kach.
I wiernoÂ??? serca jej przysi??ga.
Lancelot polem jedzie st??pa,
MijajÂ?c senne Shalott.

Zerwana ni?? jak cienki wÂ?os,
ZwierciadÂ?o p??ka w odÂ?amk??w stos,
,,KlÂ?twa nade mnÂ?, woÂ?a w gÂ?os
Pani na Shalott.

Patrzy wzdÂ?uÂ? brzeg??w rzeki Pani,
Wzrok jej Â?wiat barwi nieszcz??Â?ciami
Jak jasnowidza spojrzeniami.
Tak, z zasnutymi mgÂ?Â? oczami,
PatrzyÂ?a w stron?? Camelot.

ZeszÂ?a, do Â?odzi si?? dostaÂ?a,
Co gdzieÂ? pod wierzbÂ? chybotaÂ?a
I na jej dziobie napisaÂ?a:
Pani na Shalott.

A gdy si?? wreszcie ko??czyÂ? dzie??,
Zepchn??Â?a Â???dÂ? i legÂ?a we??.
Szeroki strumie?? poni??sÂ? hen
PaniÂ? na Shalott.

Suknia jej luÂ?na, Â?nieÂ?nobiaÂ?a
Mi??kko wzdÂ?uÂ? Â?odzi burt leÂ?aÂ?a.
Pod liÂ???mi Â?wieca zamieraÂ?a
Mroczna noc z wolna zapadaÂ?a
I ogarniaÂ?a Camelot.

Nuty melodii smutnej trwaÂ?y
Coraz to cichsze, zamieraÂ?y.
Krwi puls i skarga ustawaÂ?y,
Oczy przymkni??te pociemniaÂ?y,
Zwr??cone wciÂ?Â? ku Camelot.

Bo nim do miasta Â???dÂ? dotarÂ?a
Na fali, co z przypÂ?ywem parÂ?a.
Â?piewajÂ?c swojÂ? pieÂ???, umarÂ?a
Pani na Shalott.

Burzliwie wionÂ? wschodni wiatr,
W wichrze las Â???Â?ty nagle zbladÂ?,
Szeroki strumie?? w brzegach sÂ?abÂ?,
Ci??Â?ko z chmur niskich deszcz si?? kÂ?adÂ?
Na wieÂ?e Camelot.

Popod wieÂ?ami, balkonami
Ogrod??w murem, galeriami
Blada jak Â?mier?? szÂ?a w d??Â? z falami.
Cicha Â???dÂ? mkn??Â?a pod domami
AÂ? do samego Camelot.

Dzi??b Â?odzi drog?? znalazÂ? juÂ?
Obok p??l i wierzbowych wzg??rz.
OstatniÂ? pieÂ??? sÂ?yszano tuÂ?
Pani na Shalott.

Przy Â?odzi wnet na brzegu stali
Rycerze, damy, ludzie mali,
Na dziobie imi?? odczytali:
Pani na Shalott.

Kt??Â? to? Po c??Â? jÂ? tu przysÂ?ali?
I w peÂ?nej Â?wiec zamkowej sali
UmilkÂ?y dÂ?wi??ki dworskich gali.
I wnet si?? z l??kiem poÂ?egnali
Wszyscy rycerze Camelot.

Lancelot dumaÂ?: By?? nie moÂ?e
Pi??kniejszej twarzy na tym dworze.
ZmiÂ?uj si?? w swej litoÂ?ci, BoÂ?e,
Nad PaniÂ? na Shalott.

A tu jeszcze ciekawostka :

pyczunia

Post autor: pyczunia »

a ja lubi??:

Adam Asnyk

Mi??dzy nami nic nie byÂ?o!
Â?adnych zwierze??, wyzna?? Â?adnych,
Nic nas z sobÂ? nie Â?Â?czyÂ?o
Pr??cz wiosennych marze?? zdradnych;

Pr??cz tych woni, barw i blask??w
UnoszÂ?cych si?? w przestrzeni,
Pr??cz szumiÂ?cych Â?piewem lask??w
I tej Â?wieÂ?ej Â?Â?k zieleni;

Pr??cz tych kaskad i potok??w
ZraszajÂ?cych kaÂ?dy par??w,
Pr??cz girlandy t??cz, obÂ?ok??w,
Pr??cz natury sÂ?odkich czar??w;

Pr??cz tych wsp??lnych, jasnych zdroj??w,
Z kt??rych serce zachwyt piÂ?o,
Pr??cz pierwiosnk??w i powoj??w
Mi??dzy nami nic nie byÂ?o!

+ bonus http://w953.wrzuta.pl/audio/9jm7dq42EA4 ... asnyk_adam



Leopold Staff


Kocha?? i traci??, pragnÂ??? i Â?aÂ?owa??
pada?? boleÂ?nie i zn??w si?? podnosi??
krzycze?? t??sknocie: precz! i bÂ?aga??: prowadÂ?!
oto jest Â?ycie: nic, a jakÂ?e dosy??


Zbiega?? za jednym klejnotem
pustynie iÂ??? w to?? za perÂ?Â? o cudu urodzie
aÂ?eby po nas zostaÂ?y jedynie
Â?lady na piasku i kr??gi na wodzie

do tego jeszcze "Nic dwa razy" Szymborskiej, ale skoro zostaÂ?a juÂ? wymieniona to nie b??de wkleja?? drugi raz

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Och ja ten wiersz Leopolda Staff tak dawno czytaÂ?am, Â?e o nim zapomniaÂ?am kompletnie. Dzi??ki za dodanie, bo jest pi??kny ;-)
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Anthien

Post autor: Anthien »

"Zasady Â?ycia" - nie znam autora

Wyruszy?? z nimi cho?? raz...
W podr??Â? nie ko??czÂ?cÂ? si?? nigdy...
I Â?y?? tak zawsze...
Wyznacza?? sobie nowe cele...
I zawsze iÂ??? pod prÂ?d...
Niczego si?? nie l??ka??...
Nigdy... nie zostawia?? przyjaciela w potrzebie...
Razem upada?? i wstawa??...
Razem przegrywa?? i zwyci??Â?a??...
Opiekowa?? si?? sobÂ? nawzajem...
Â?y?? peÂ?niÂ? Â?ycia...
Cieszy?? si?? z najmniejszych rzeczy...
Nie sÂ?ucha?? nikogo...
Nie by?? zwykÂ?ym pionkiem w grze!
By?? kimÂ?!
Walczy?? do ko??ca...
I nigdy nie ucieka??!
Kocha?? bez granic...
Kocha?? na zawsze...
Szale?? bez wytchnienia...
Docenia?? Â?ycie, jakie si?? dostaÂ?o...
Wilcze reguÂ?y - To jest Â?ycie!

"Kowal" - Leopold Staff

CaÂ?Â? bezksztaÂ?tnÂ? mas?? kruszc??w drogocennych,
Kt??re zalegÂ?y piersi mej gÂ?Â?b nieodgadÂ?Â?,
Jak wulkan z swych otchÂ?ani wyrzucam bezdennych
I ciskam jÂ? na twarde, stalowe kowadÂ?o.

Grzmotem mÂ?ota w niÂ? wal?? w radosnej otusze,
Bo wykona?? mi trzeba dzieÂ?o wielkie, pilne,
Bo z tych kruszc??w dla siebie serce wyku?? musz??,
Serce hartowne, m??Â?ne, serce dumne, silne.

Lecz gdy ulegniesz, serce, pod mÂ?ota Â?elazem,
Gdy p??kniesz, przeciw ciosom stali nieodporne:
W pyÂ? ci?? rozbijÂ? pi??Â?ci mej gromy potworne!

Bo lepiej gi??, zmiaÂ?dÂ?one cyklopowym razem,
NiÂ?byÂ? Â?y?? miaÂ?o wÂ?asnÂ? sÂ?aboÂ?ciÂ? przekl??te,
RysÂ? chorej niemocy skaÂ?one, p??kni??te.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Autorzy”