Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Kometa
2011-08-11, 00:54
Trylogia Kusziela
Autor Wiadomość
anita_cz
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-15, 14:44   

Jestem swiezo po lekturze pierwszej czesci. Kupilam ja ponad rok temu z czystej ciekawosci ale z poczatku niestety przekladalam ja tylko z pölki na pölke.
Czytajac ja przez ostatnie dwa dni, zapomnialam o calym swiecie. Ksiazka jest bardzo wciagajaca, lecz musze przyznac, iz pierwsze 100 stron czytalo mi sie bardzo opornie.
Fascynujaca historia o przemocy, seksie i intrygach.
Zdecydowanie polecam ;-)
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-09-29, 08:55   

Druga część Wybranka Kusziela za mną. To jedna z tych serii, w której wszystko dopracowane jest do perfekcji. Przede wszystkim świat, taki sam, a zarazem całkiem inny, przekręcony i pozamieniany, co tylko dodaje mu egzotyki. A Bohaterowie! Prawdziwy majstersztyk. I dotyczy to nie tylko głównej bohaterki. Najdrobniejsza postać nie występuje ot tak sobie. Każda ma do odegrania jakąś rolę, a wszystko opisane jest sugestywnie, błyskotliwie i bardzo poetycko. A taki styl naprawdę coraz trudniej spotkać. Ponadto konstrukcja fabuły jest taka jak powinna być w idealnej książce. Na początku mamy wiele dróg i nie wyjaśnionych wątków. Fedra próbuje znaleźć wspólny mianownik. Kidy jej się udaje autorka zaczyna podgrzewać atmosferę i trzyma czytelnia w napięciu aż do samego końca. Po prostu idealna konstrukcja fabuły.
Przede mną już tylko ostatnia część. Aż mnie korci żeby po nią sięgnąć, ale muszę się powstrzymać. Tej serii nie warto połykać. Trzeba się nią delektować.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-02-01, 19:34   

Strzałę Kusziela” czytałam przez pół miesiąca, a to strasznie długo – i choć wyjaśnienie tego faktu jest proste i przekonujące, to i tak pół miesiąca to długo – nawet mimo siedmiuset stron długości, małego druku w książce oraz braku czasu z powodu sesji. To trochę wpływa na moją opinię – na pewno oceniłabym tę powieść lepiej, gdybym przeczytała ją szybciej. Ale nawet mimo to, bardzo mi się podobało.

Początek nieco się dłużył, Jacqueline Carey wszystko dokładnie rozpisywała i przeciągała, choć nie przesadzała ani z jednym, ani z drugim; jednak im dalej się zaszło, tym szybciej się czytało. Doskonale widać, że całość została przemyślana – autorka wiedziała, ile jeszcze daną rzecz może przeciągać, a także kiedy trzeba pozwolić na zmianę. Jak na opasłe tomisko przystało, historia jest potężna – opowieść o dziejach państw, polityce, a między tym wszystkim o życiu dziewczyny. Wszystko to dokładnie opisane, z podkreślonym nie tylko szczegółowym opisem, ale też zarysem historii w szerszym spojrzeniu. Misterne spiski na szeroką skalę, nieoczekiwane zdrady, porwania, ucieczki, zabójstwa – czego tam nie było. A co lepsze – pomimo tego wachlarza zagrań, brak tu przesady. Akcja jest zrównoważona, nikt jej na siłę nie „ulepszał”. Poza tym – co chyba najważniejsze – nie nudziłam się, to spokojnie mogę przyznać. Prawda, czytałam ją długo, ale nie nużyła mnie.

Nie da się nie wspomnieć o pięknym języku użytym w tej powieści. Autorka umiała wszystko oddać odpowiednio do sytuacji; na okładce przeczytałam o „poetyckim języku” – i to prawda, taki właśnie jest. Trudno mi to opisać, bo w sumie się na tym nie znam, ale podobało mi się. Nie było ani zbyt sugestywnie, ani zbyt mglisto – po prostu odpowiednio do opisywanej sytuacji (ponieważ jest to opowieść m.in. o kurtyzanie, można by się obawiać zbyt dosadnych i obrazowych opisów jej fachu, ale spokojnie – nic takiego tu nie ma).

Bardzo istotną zaletą tej powieści są oczywiście bohaterowie – bez dobrze skrojonych nawet najlepsza powieść może okazać się porażką (choć są wyjątki). Tak czy siak i w tym zakresie autorka nie zawiodła – postacie są intrygujące, ciekawe, inteligentne, wiedzą, kiedy się odezwać, a kiedy milczeć, zdecydowanie nie są paplającymi marionetkami. Każda z jednostek coś od siebie dodała – nawet ci drugo- i trzecioplanowi bohaterowie mieli tu znaczenie. Co ciekawe autorka tak wszystkim balansowała, że sympatia względem postaci mogła przypływać i odpływać, przez co czułam się trochę jakbym miała do czynienia z prawdziwymi ludźmi – oni wszyscy tam żyli, byli jak z krwi i kości, tyle że nie można ich było dotknąć. To naprawdę godne podziwu, że udało się Jacqueline Carey uzyskać taki efekt.

Bardzo podobała mi się złożoność świata przedstawionego w „Strzale Kusziela” – znajdzie się tam silnie rozwinięty system wierzeń, splątane sieci polityki oraz różne kultury i wszystko, co się z tym wiąże. Autorka jednak nie przesadziła i w tym względzie – nie ma tego więcej, niż przeciętny czytelnik jest w stanie przyjąć. Fakt, łatwo się poplątać w polityce, ale nie na tyle, by stracić poczucie sensu działań bohaterów – nie bez znaczenia jest też umiejętne przypominanie zastosowane przez Jacqueline Carey. Ja z moją straszną pamięcią i długim okresem czytania się w tym nie pogubiłam, więc to musi coś znaczyć. Ponadto nie da się nie zauważyć, że świat ten jest wzorowany na prawdziwej historii (zwłaszcza, że mapka tego uniwersum jest niesamowicie podobna do mapy Europy) – Terre d’Ange jako Francja, Skaldowie jako ludy wschodniej Europy, Alba jako Wielka Brytania itd. Ale, o dziwo, mi to nie przeszkadzało, choć w takich przypadkach w przeszłości na to narzekałam – być może zmiana ta wzięła się z faktu, iż inne rzeczy odwracały moją uwagę od rozmyślań nad podobieństwami – a tych można się doszukać.

Ale żeby nie było zbyt różowo, znalazły się też rzeczy, które nie przypadły mi do gustu. Przeszkadzało mi na przykład to, iż Fedra, główna bohaterka, miała problemy z mówieniem „nie” (nie raz to słowo, by jej pomogło), a także to, iż w tak nieprawdopodobny sposób pewna osoba na nią wpływała – zwalam to wszystko na naturę anguisette Fedry, wpływy bogów i cuda niewidy. Ale irytowało mnie to.
Spoiler:

Nie pasował mi też fragment z Panem Cieśniny – było to jak na mój gust zbyt wyraźne zagranie z wykorzystaniem sił nadprzyrodzonych, reszta książki jest raczej subtelna pod tym względem, a tu tak po prostu wali po oczach czarami.

Niemniej było to ciekawe zagranie w historii bohaterów i na pewno jeszcze zostanie podniesiony ten temat w kolejnych częściach, nie jestem sobie w stanie wyobrazić innej możliwości. I czekam na to niecierpliwie.

Krótko pisząc, podobało mi się – interesujące i wciągające, napisane z rozmachem, dopracowane i drobiazgowe. Polecam.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-02-10, 15:01   

Trójka za mną. Minęło 10 lat, jak w przepowiedni. Kiedy wydaje się, że autorka nie może już nic lepszego wymyślić, okazuje się, że to nie prawda, bo może. Wcielenie Kusziela jest fascynujące. Tu od razu akcja rusza z kopyta i trzyma w napięciu. Ścieżka wysypana jest małymi okruszkami, które z daleka rzuca Melisandra. Droga wije się i kluczy przez Afrykę, ale w końcu mamy zakończenie sagi. Cieszę, się, że pomimo tego iż nie wszyscy przeżyli, wszystko dobrze się kończy.

Sophie napisał/a:
Ale żeby nie było zbyt różowo, znalazły się też rzeczy, które nie przypadły mi do gustu. Przeszkadzało mi na przykład to, iż Fedra, główna bohaterka, miała problemy z mówieniem „nie” (nie raz to słowo, by jej pomogło), a także to, iż w tak nieprawdopodobny sposób pewna osoba na nią wpływała – zwalam to wszystko na naturę anguisette Fedry, wpływy bogów i cuda niewidy. Ale irytowało mnie to.


To cecha charakteru Fedry i czasem nie ma to nic wspólnego z tym kim jest, a czasem ma bardzo, bardzo wiele wspólnego. Pokochałam Fedrę i to, że postępuje ona wbrew rozsądkowi, co nawet królowa ma jej za złe, to nic nie jest w stanie zawrócić jej z raz obranej drogi, przez co jej związek z kasjelitą zostaje wystawiony i dwójce i w trójce na wielką próbę. Fedra się nie zmienia (z wyjątkiem wczesnej młodości). Trwa, zawsze taka sama. Za to kasjelita przechodzi tyle przemian, że nie pozostaje z niego nic z pierwszego tomu. Nawet on sam podśmiewa się z tego jaki był. To samo mówi za siebie.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2015-04-07, 13:47   

[Wysłany: 2015-02-09, 16:24]
Wiele czasu minęło odkąd miałam w dłoniach pierwszy tom trylogii Kusziela. Cały czas jednak w pamięci miałam to, że bardzo mi się ta książka podobała, więc – choć długo na to czekała – sięgnęłam po część drugą, „Wybrankę Kusziela”. I jestem bardzo usatysfakcjonowana.

Znów miałam okazję trafić do tego świata intryg, zdrad i polityki. Choć z reguły taki klimat mi nie odpowiada, tutaj czułam się bardzo dobrze – autorka opowiadała wszystko stosunkowo prosto, a przede wszystkim ciekawie. Nie przesadziła też z opisami owych politycznych chwytów, choć zdecydowanie były one obecne – postawiono na działanie, a nie na opis.

Bardzo silną zaletą tej serii są bohaterowie - interesujący, nietypowi, plastyczni, emocjonalni. Bardzo przyjemnie było podążać ich śladem, zwłaszcza że akcja była bardzo szybka i wciągająca. Powieść ma niemal sześćset stron, więc i wydarzeń jest wiele – bohaterka nie rozwodziła się szczególnie nad mniej istotnymi zdarzeniami, a i te ważniejsze często upychała, ale nie zanadto. Nie miałam dzięki temu wrażenia, jakby niektóre fragmenty się dłużyły, co jest naprawdę wielkim plusem. Powieść była również bardzo dynamiczna, cały czas coś się działo, coś się zmieniało, nie można było być pewnym przyszłości, ponieważ w każdej chwili mógł z autorskiego rękawa wylecieć kolejny as. Jacqueline Carey bardzo dobrze rozegrała tę grę, zaciekawiając, uwalniając tajemnice powoli, ale też zatrzymując sporo na później. Jedyne co mi się nie podobało, to nadmierne przywiązanie Fedry do Melisandy, przy czym mimo wszystko rozumiem, że taki był plan, że tak autorka to umyśliła i że Kuszielowi trudno się sprzeciwić.

Pomijając ten jeden detal, wszystko mi się podobało. Było ciekawie i wciągająco, zatem niedługo sięgnę po tom trzeci, a potem czwarty. I już zaczynam się niepokoić o to, co będzie gdy skończę również „Potomka Kusziela”. Mam nadzieję, że w końcu „Sprawiedliwość Kusziela” trafi do polskich księgarni.

EDIT:
Przeczytałam właśnie „Wcielenie Kusziela”. Długo to trwało ¬– zaczęłam chyba z miesiąc temu, a skończyłam dopiero teraz, przy czym połowę powieść przeczytałam w ciągu ostatnich dni. Nie było jednak w tym przedłużaniu ani grama winy samej książki, nie sądzę również, by moja opinia ucierała na tym rozciągnięciu. W sumie można by powiedzieć, że mogłam „nasiąknąć” wydarzeniami – albo też stwierdzić, że skoro takie rozwleczenie czasu czytania mi nie zaszkodziło, książka musi być naprawdę zapadająca w pamięć. I taka jest. Tę część uważam za najlepszą w spośród trzech, z którymi miałam okazję się spotkać, co oznacza że na tle ogółu książek fantasy plasuje się gdzieś przy szczycie. :-)

Chyba wszystko o tym, jak świetni, plastyczni, realistyczni, sympatyczni, charakterystyczni, zapadający w pamięć, inteligentni i fascynujący są bohaterowie, jak wciągająca, intrygująca, zaskakująca i porywająca jest akcja, a także jak niesamowite i interesujące są użyte pomysły, już napisałam w poprzednich wpisach. Teraz mogę się pod tym tylko podpisać, a skupię się na nowościach.
Spoiler:

Imriel. Z początku nie sądziłam, że w ten sposób to się może potoczyć, że Fedra będzie się musiała dla niego rzucić w kolejną podróż. Myślałam raczej, że w którymś momencie chłopiec wyskoczy, a przeczytamy o tym w „Potomku Kusziela”. A tu Imriel stał się osią, wokół której toczyła się cała akcja tego tomu. I jak najbardziej mi się to podobało – coraz nowsze tereny, coraz nowsze problemy, coraz bardziej przerażające warunki (przyznam, że zdarzenia u Mahrkagira były tak emocjonujące, że nie byłam w stanie usiedzieć w miejscu). W dodatku autorka rewelacyjnie manipulowała fabułą, pozwalając bohaterom się poprztykać, poznać, robiąc to wszystko jak najbardziej realnym (bo np. rzucanie się w ramiona przy pierwszy spotkaniu byłoby dość dziwne). Jest tu tyle szczegółów, na jakie powinnam zwrócić uwagę, ale chyba wymienienie ich wszystkich zajęłoby zbyt długo i wymagałoby powtórnego uważnego czytania – autorka zadbała o szczególiki.
Jestem niesamowicie ciekawa, jak sprawa Imriego się potoczy dalej. Tego, że zostanie adoptowany, spodziewałam się na długo przed tym zdarzeniem, ale daje to spore pole do popisu dla pomysłowości Jaqueline Carey.

Drugą sprawą jest Hiacynt, który to przewijał się przez wszystkie trzy tomy, stając się swego rodzaju osią dla wszystkich wydarzeń, ponieważ był wspominany i przypominany nieustannie. Był też siłą napędową dla wydarzeń w „Wcieleniu Kusziela”, na której oparła się ośka Imriela. Re-we-la-cja. Niesamowite, jak to się wszystko pięknie splotło w jedną fabułę, w jedną całość. Szkoda, że teraz Hiacynt musi iść na małe „wygnanie na Albę” sprowadzone przez autorkę, ale też jest to całkowicie zrozumiałe – Hiacynt jest zbyt ważnym pionkiem, by mógł zostać, zbyt mocno się również zmienił, jego relacje z Fedrą i jej otoczeniem są zbyt skomplikowane, by robić z nich istotny wątek. Niemniej polubiłam tego bohatera i szkoda mi, że najprawdopodobniej nie zagra już na pierwszym planie.

Z kolei z Melisandą mam nieustannie te same problemy. Nie lubię jej i wkurza mnie, że jest tak istotną postacią, która przewija się w rozmowach i w akcji nieustannie. Mam szczerą nadzieję, że nic już nie będzie robić, tylko siedzieć w tej swojej świątyni, ale niestety zdaję sobie sprawę, jak mało jest to prawdopodobne.

Wyżej napisałam, że uważam „Wcielenie Kusziela” za najlepszy tom, spośród tych, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Dlaczego tak twierdzę? Otóż, powodów jest kilka. Przede wszystkim mniej w tym wszystkim polityki, nieustannego uważania na słowa, mniej Terre d’Ange, mniej bezpośredniego kontaktu z Melisadą, a zamiast tego więcej akcji, więcej podróż, o wiele bardziej i szybciej zmieniające się warunki i otoczenie. Wszystko to, i pewnie jeszcze więcej, sprawiło, że książkę uważam za genialną.

Teraz mam tylko problem, co zrobić z kolejnym tomem, jak na razie ostatnim wydanym po polsku. Liczyć na to, że w tym roku „Sprawiedliwość Kusziela” wreszcie pokaże się w księgarniach (na szczęście nie zniknęła jeszcze z planów i nadal mam tę głupią nadzieję, że tym razem się uda)? Może czytać szybko „Potomka…”, a potem wyczekiwać nie wiadomo jak długo, albo może biedzić się nad wydaniem w oryginale, które z oczywistych względów nie będzie mnie tak cieszyć i nie zachwyci mnie tak, jak wydanie po polsku (Carey pisze zbyt pięknie, bym potrafiła to wszystko wystarczająco dokładnie sobie przełożyć)? Kto by pomyślał, że przeczytanie książki jest tak wielkim logistycznym problemem?
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2015-12-28, 22:06   

Wróciłam do tych książek po latach i przyznam szczerze, że gdyby nie potrzeby fizjologiczne i praca( a fe!) to nie oderwałabym się od nich. Książki z trylogi Dziedzictwo Kusziela są według mnie arcydziełem kunsztu literackiego. Rzadko kiedy możemy spotkać się tak rozbudowaym światem, tak żywymi i ludzkimi bohaterami, z taką gamą emocji i uczuć. Wtedy kiedy czytałam te książki poraz pierwszy nie rozumiałam tego, ale teraz zostałam oświecona :)

Chociaż początek pierwszej cześci tej trylogi trwa dość długo i opisuję nam Fedrę, co umie i dlaczego jest jaka jest, to nie jest to na pewno nudna część tej książki. Ten początek stworzył nam właśnie podstawę historii, która będzię ciągła się przez wszystkie trzy tomy. To właśnie tam poznajemy Hiacynta, Fedrę, Melisandę. Natomiast dalsza część pierwszego tomu jest wypełniona akcją tak dobrze się rozgrywającą, że pomimo tego, żekiedyś już czytałam te książki, to siedziałam i z zapartym tchem śledziałam kroki Fedry i jej kasjelity (dobrze to napisałam?).

Drugi tom uwiódł mnie równie mocno, chociaż przyznam szczerze, że o wiele bardziej podobała mi się pierwsza część. Wkurzał mnie Kasjelita. Bardzo wkurzał i tyle tylko powiem.

Natomiast trzeci...
Trzeci Tom to istne cudo. Każdy wątek, każdy krok Fedry, wszystko to co myślała i przeżyła było tak dobrze napisane, że naprawdę z żalem zamknełam książkę.
Nie wiem jak wy, ale według mnie Carey tą trylogią wspieła się na sam szczyt literacki. Gdybym mogła wpisałabym ją na międzynarodową listę książek, które po porstu TRZEBA przeczytać.

Teraz tylko gnębi mnie pytanie: czy "Potomek Kusziela" jest równie dobry, czy jak go przeczytam to się rozczaruję?
To pytanie śle do was, którzy już go czytali. Proszę o szczerą opinie.
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2015-12-30, 15:14   

Cytat:
Teraz tylko gnębi mnie pytanie: czy "Potomek Kusziela" jest równie dobry, czy jak go przeczytam to się rozczaruję?

Nie byłem rozczarowany, choć czytałem to kilka lat temu i szczegóły mi się już rozmywają, to dobre wrażenie zostało. Polecam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org