Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Sny
Autor Wiadomość
tusia13pl 
Weteran


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Maj 2010
Posty: 489
Skąd: Kutno ;)
Wysłany: 2010-06-17, 19:27   

Ale fajnie masz natka, te? bym chcia?a mie? ?wiadome sny ;-)
 
     
natka8
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-17, 20:00   

To nie jest takie trudne. Wystarczy mie? siln? wol?. I irracjonalne, kompletnie niemo?liwe koszmary :P

Mia?am kiedy? pewien koszmar po Harrym Potterze na którego posz?am do kina maj?c siedem lat. Tak wystraszy?a mnie wtedy scena z w??em wyskakuj?cym z tunelu, ?e ba?am si? nawet k?pa?, boj?c si?, ?e on wyjdzie wtedy z rur... D?ugo nie mog?am si? pozby? tego dziwnego strachu, chocia? wiedzia?am, ?e bezpodstawnego. Jednego dnia stwierdzi?am, ?e koniec mazgajenia si?, czas znowu ?y? normalnie i gdy tylko pojawia? si? w?? to przekr?ca?am si? na drugi bok "aby zmieni? stacj?" i wyobra?a?am sobie co? innego. W?a?nie wtedy zacz??am czyta? ksi??ki, po nich mia?am wi?cej pomys?ów na sny. Przed snem wymy?la?am now? histori?, a w najlepszym momencie k?ad?am si? na poduszk? i zasypia?am. Pó?niej gdy m?czy? mnie ten w?? to zawsze przekr?ca?am si? na drugi bok, bo wierzy?am, ?e na tym drugim boku b?d? mia?a inny sen. Potem które? nocy stwierdzi?am, ?e nie b?d? ucieka? od niego i udusi?am tego w??a w jednym ze snów i od tamtej pory przesta?am si? go ba?....

Chocia? wiedzia?am, ?e to nie jest prawdziwe to musia?am si? pozby? problemu w mojej g?owie. Zawsze staj? na wysoko?ci zadania i robi? co? by pomóc sobie w czym?, nawet je?li to na pozór g?upie zaj?cie, ale jednak skutkuje i mo?na je wykorzystywa? w przysz?o?ci ... Obecnie mog? ?ni? w?asne pomys?y, a gdy wkraczam na "niebezpieczne" tereny i wiem, ?e zaraz stanie si? co? z?ego, to mówi? sobie, ?e to tylko sen, wi?c je?li skoczy wilk to go mog? zmieni? w wiewiórk?, jak cz?owiek to na pewno jestem od niego silniejsza. Grunt to wierzy? w siebie :-P
Kurde zdziwi? si? jak kto? to jednak przeczyta .. :-P
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 27
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2010-06-17, 20:06   

Ty równie? zanim za?niesz wyobra?asz sobie ró?ne historie? Ja mam tak samo. Przez pewien czas nie mog?am nawet zasn??, bo przez szko?? moja wyobra?nia by?a na samym dnie (szko?a zabija wyobra?nie, szko?a niszczy twórców, szko?a to z?o!).
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-06-17, 20:35   

Loleczka napisał/a:
szko?a to z?o


Te? mi odkrycie! Ja te? sobie ró?ne rzeczy wyobra?am przed snem :-P
_________________
 
     
tusia13pl 
Weteran


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Maj 2010
Posty: 489
Skąd: Kutno ;)
Wysłany: 2010-06-18, 08:31   

Ja kiedy? te?. Teraz zwyczajnie my?l?, chocia? ostatnio jestem nawet na to zbyt zm?czona i zasypiam od razu. Strasznie chcia?abym kontrolowa? swoje sny ;-)
 
     
Anne 
Junior Admin
Cesarzowa zła :D


Dołączyła: 30 Paź 2009
Posty: 781
Skąd: Raccoon City
Wysłany: 2010-06-18, 09:12   

Moje sny zawsze s? lekko pokr?cone i jak nie ma w nich zombie albo innych straszyde? to co? bardzo dziwnego. Chyba ka?dej nocy ?ni? mi si? potwory, zombie itd. Z czasem si? przyzwyczai?am i nie zwracam ju? na to uwagi. Dodam, ?e ka?dy mój sen jest zazwyczaj w czarno bia?ych odcieniach. Rzadko ?ni mi si? co? kolorowego.

A co do koszmarów (poniewa? zombie i reszty nie uwa?am za koszmary) to najgorszym by? ten kiedy widzia?am szatana stoj?cego na ?rodku pola spalonych ludzkich cia?, nabitych na pal. Niebo by?o czerwone z czarnymi chmurami a dooko?a czu? by?o spalone mi?so (pierwszy raz czu?am zapach we ?nie).

Poza tym ostatnio cz?sto mi si? ?ni, ?e jestem wilkiem i biegam po lasach. Wiecie nawet mi si? to podoba poniewa? jest to pewna odmiana od tego mojego standardu. Zawsze jest pe?nia ksi??yca, jakie? chmury na niebie a dooko?a s?ycha? inne wilki.
_________________
Nothing is true. Everything is permitted.
 
     
tusia13pl 
Weteran


Wiek: 25
Dołączyła: 19 Maj 2010
Posty: 489
Skąd: Kutno ;)
Wysłany: 2010-06-18, 13:05   

Wow, ale ja mam nudne sny. Takie normalne, chodz? sobie, gadam z kim? itp. :-(
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 27
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2010-06-18, 23:11   

Mój najgorszy koszmar to facet przebrany za ?wi?tego Miko?aja, który zabija mi ojca. Brrr....
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-06-19, 00:43   

Raz mi si? ?ni?o, ?e jestem w ci??y i to by? najwi?kszy koszmar w moim ?yciu. A najgorsze by?o to ?e w ogóle mnie nie obchodzi?o kto jest ojcem >.>

Kiedy? przy?ni? mi si? albinos rosyjskiego pochodzenia xD By? sadyst? i wraz ze swoj? pi?kn? i zo?zowat? ciotk? siedzia? w czubkowie, a ja mu wysy?a?am paczki z papierosami i domowymi ciastkami kurierem. On w ogóle przyjecha? do Polski zwiedza? i go w wariatkowie zamkn?li. A ja si? mia?am nim zajmowa?, pe?ni? rol? przewodnika. Jako, ?e go zamkn?li nie mog?am go po mie?cie oprowadza? tote? s?a?am mu paczki xD Potem przyjecha?a jego siostra - te? albinoska, w towarzystwie wielkiego Araba i mieszkali u mnie w piwnicy xD Jak tylko si? obudzi?am wprowadzi?am ca?? czwórk? do swojego opowiadania, tyle ?e zamiast z Rosji pochodzili z Francji. Da?am im wdzi?cznie na imi? Sebastien, Blanche i Morris xD


Opisz? tu dwa ze swoich najdziwniejszych snów ( je?li nie liczy? tego gdy mi si? ?ni?o ?e jestem w ci??y o.O). Z góry uprzedzam, ?e ja generalnie mam na ogó? tego typu powalone sny, lecz te dwa si? nieco od nich ró?ni tym ?e przedstawia jak?? historie. Na ogó? wszystkie moje sny s? bardzo chaotyczne bez ?adu i sk?adu, te s? inne i dlatego tak bardzo zapad? mi w pami?ci. Zapisa?am je sobie, jeden bez polotu, ale drugi... chcia?am bardzo odda? jego klimat ;)


PIERWSZY:

Razem z moj? babci? i moim ojcem cofn??am si? w czasie. Nie wiem za bardzo jak, pocz?tku ta historia nie mia?a, po prostu znale?li?my si? na polu jakim? i wiedzia?am, ?e to przesz?o??. Nie bardzo daleka, lata 60./70. tak mi si? wydaje. Babcia i ojciec gdzie? mi zgin?li, a ja niedaleko tego pola zobaczy?am du??, zaniedban? cha?up?. Obesz?am j? dooko?a i za t? cha?up? zobaczy?am co? od czego mi w?osy d?ba na g?owie stan??y. W wysokiej trawie, niedaleko jakiego? sk?adzika (czy mo?e wiejskiego wychodka) jeden facet ?wiartowa? drugiego faceta siekier?. Nie widzia? mnie Bogu dzi?ki (ten co ?wiartowa? nie widzia?, bo ten po?wiartowany w?tpi? ?eby widzia? cokolwiek) wi?c niewiele my?l?c uciek?am stamt?d. Jakim? cudem znalaz?am si? we wn?trzu tej cha?upy i spotka?am tam rodzin?. Chocia? nie wiem czy s?owo "rodzina" jest tu na miejscu. Banda na?panych hipisów w ró?nym wieku, upajaj?cych si? w nirwanie, mrucz?cych co? pod nosem. W ogóle mnie nie dostrzegli zaj?ci sob?. By?o ich bardzo du?o, oko?o pi?tnastu, je?li nie wi?cej osób. No i nagle do pokoju na rowerze (takim starym sk?adaku) wjecha?a dziewczyna. Bardzo ?adna z reszt?, na oko tak ze 20 lat mia?a i strasznie d?ugie czarne w?osy. Po prostu pi?kne. I ona jedna spojrza?a na mnie tak jakby mnie widzia?a, ale nic nie powiedzia?a tylko na tym rowerze wyjecha?a na podwórko. Cholera mnie wie po co pobieg?am za ni?. Na podwórku by?o pusto, troch? dalej na lewo, w równym rz?dku ros?y jab?onie. I pod jedn? z tych jab?oni le?a? rower tej dziewczyny i ona sama w jakiej? dziwnej pozycji. Nad ni? za ga??zi wisia? sznurek, wygl?da? na przerwany, tak jakby tam kiedy? wisia?a hu?tawka (taka na sznurkach) i si? zerwa?a. Pami?tna sceny ujrzanej za cha?up? nie podchodzi?am bli?ej tylko zwyczajnie zacz??am stamt?d ucieka?. Pami?tam, ?e si? strasznie ba?am.
Przebieg?am przez to pole z którego tam przysz?am, w oddali dostrzeg?am ?adny bia?y domek. W ogóle w okolicy nie by?o nic poza tym bia?ym domkiem z gospodarstwem i tamt? cha?up?, która niby gospodarstwo te? mia?a, ale strasznie zapuszczone, poro?ni?te wysok? traw?. Pola si? ci?gn??y daleko, daleko a? po horyzont, tylko z jednej strony by?o wida? szos?, a za ni? las. No i tu mi si? film troch? urywa, nie pami?tam za dobrze, wiem, ?e na tym polu znalaz?a mnie moja babcia i ?e potem byli?my w tym bia?ym domku. Tam ju? by? mój ojciec i jeszcze kilka osób, które wygl?da?y znajomo. Jak si? potem okaza?o by?a to jaka? moja rodzina, szwendali si? tam moi pradziadkowie. I w tym domu na kominku sta?o mnóstwo czarno-bia?ych fotografii i prawie na ka?dej by?a ta ?adna, d?ugow?osa dziewczyna, ta sama któr? widzia?am na rowerze w tamtej cha?upie. No wi?c si? zapyta?am kto to jest. Odpowiedzi udzieli? mi m?ody ch?opak, jaki? mój krewniak, przypomina? mi troch? mojego ojca. Otó? to by?a narzeczona jego brata, mieli si? pobra?, ale ona tydzie? temu pope?ni?a samobójstwo, a brat od dwóch dni nie pokaza? si? w domu i nikt nie wie gdzie jest. Zrobi?o mi si? lekko niedobrze i mówi? im, ?e ja t? dziewczyn? widzia?am w tamtej cha?upie o tam.

Dowiedzia?am si?, ?e tam mieszkaj? sami wariaci, jeden z nich podobno si? strasznie w tej dziewczynie kocha?, ale po jej ?mierci równie? przepad? bez wie?ci. A dlaczego si? zabi?a to nikt w?a?ciwie nie wie. Nie pami?tam dok?adnie co by?o potem, wiem, ?e znale?li?my si? pod t? jab?oni? pod któr? widzia?am le??c? dziewczyn? i jej rower, ale ani po niej ani po rowerze nie by?o ?ladu. Dynda? si? jedynie na ga??zi ten sznurek. Niedosz?y szwagier dziewczyny udzieli? mi czarownej informacji, ?e dziewcz? w?a?nie na tym drzewie si? powiesi?o. Stwierdzi?am, ?e uroczo w takim uk?adzie i zaprowadzi?am ich za cha?up?. Za cha?up? ju? zw?oki by?y, po?wiartowane w prawdzie, ale by?y i niedosz?y szwagier rozpozna? w nich swojego brata, tego co im zgin?? dwa dni temu (jak mu si? to uda?o to nie wiem, grunt, ?e sama robi?am wszystko, ?eby na to nie patrze?, nie wa?ne czy we ?nie czy na jawie na widok krwi robi mi si? s?abo). By?a tam z nami tak?e jaka? starsza kobieta, niew?tpliwie cz?onek naszej rodziny, ale stopie? pokrewie?stwa z ni? by? mi nieznany.

I tu mi si? film urwa? raczej drastycznie, kolejne co pami?tam to, to, ?e bieg?am strasznie szybko przez te pola, ile si? w nogach mia?am, ba?am si? czego? tylko, ?e to nie by?am ja. By?am tym facetem co po?wiartowa? tego brata. Autentycznie by?am nim, wiedzia?am to, czu?am jego strach, widzia?am wszystko jego oczami, przypuszczam tak?e, ?e wygl?da?am jak on, na sobie mia?am bia?? koszule ca?? we krwi. Kto? jego/mnie goni?. To by? ten niedosz?y szwagier z reszt? rodziny. Uciekaj?c przed nimi bieg?am w stron? szosy, potkn??am si? i wywali?am si? centralnie pod t? felern? jab?oni? (która ca?kiem zmieni?a swoje po?o?enie, ale to na pewno by?o TO drzewko, nie mia?am co do tego w?tpliwo?ci). Co? mi si? sta?o z nogami bola?y mnie jak cholera, nie mog?am si? podnie??. I wtedy zza drzewa wysz?a ta starsza kobieta nad której stopniem pokrewie?stwa si? zastanawia?am i ta czarnow?osa, rzekomo nie?ywa dziewczyna. Obie pomog?y mi wsta? i wspólnymi si?ami zacz??y wlec w kierunku szosy. Tu? przy szosie dziewczyna znikn??a, nawet nie wiem kiedy, ju? jej z nami nie by?o, by?a tyko ta starsza kobieta. Przeprowadzi?a mnie przez szos? do lasu, a ?e pogo? by?a ju? blisko, nie daliby?my rady jej uciec, wi?c ukry?a mnie w krzakach a sama wysz?a im na spotkanie. Wygl?da?am z tych krzaków ?eby widzie? co si? dzieje i tu mnie zdziwko chap?o. Zobaczy?am sam? siebie. Ca?a rodzina wpad?a do tego lasu z dr?gami, wid?ami i rozmait? inn? broni?, by? tam ten niedosz?y szwagier, kilku m??czyzn, mój ojciec, moja babcia i ja sama we w?asnej osobie. Widzia?am siebie z tych krzaków, wiedzia?am ?e to ja, ale jednocze?nie wiedzia?am ?e jestem tym morderc?. Troch? z tego wszystkiego zg?upia?am, starsza kobieta usi?owa?a mnie broni?, znaczy si? mnie jako tego morderc?, ale nie da?a rady, niedosz?y szwagier odnalaz? mnie w tych krzakach i w momencie w którym mnie dotkn?? przesta?am by? tym morderc? i sta?am si? znowu sob?. Sta?am obok mojej babci i patrzy?am teraz jak niedosz?y szwagier wyci?ga tego morderc? za ?achy z tych krzaków.
I tu si? sen ko?czy. Wiem ?e ten niedosz?y szwagier chcia? zabi? tego morderc?, ale w gruncie rzeczy nie wiem czy to zrobi? czy nie.


DRUGI:


*** 1

Przegl?dam si? w lustrze. Wygl?dam wyj?tkowo ?le, wida? na twarzy ?lady niewyspania, podkr??one oczy, znu?ony wzrok. Czuj? si? tragicznie, jest mi niedobrze.
W tym pustym pokoju jest ze mn? jeszcze tylko on, wszyscy widzieli jak tu wchodzi? - mnie nie widzia? nikt. Widz? jego odbicie w lustrze, zaraz za moimi plecami. Ju? ma na sobie moje spodnie i buty. Zaraz i ja si? przebior? w jego rzeczy. Zamienimy si? miejscami. Jeste?my do siebie bardzo podobni, szczupli i wysocy, o bladych poci?g?ych twarzach i nienaturalnie jasnych oczach. Ludzie, ci ludzie, nie dostrzeg? ró?nicy. W?osy mamy w tym samym, ciemnym kolorze, jednak moje s? nieco d?u?sze. Bez pytania ani ostrze?enia wi??e mi je gumk?, po czym bezceremonialnie skraca o jakie? pi?? centymetrów.

- Daruj, ?e nie cieniuj? - kpi - ale to i tak ju? bez znaczenia.

Jest spokojny w przeciwie?stwie do mnie. To nie on ma dzi? umrze?. Cho? to wyrok podpisany na niego, a nie na mnie.
Bior? si? w gar??. Zak?adam jego rzeczy, r?kawy od koszuli s? ciut za d?ugie, podobnie nogawki spodni.

- Jestem wy?szy - mruczy pod nosem nieco zirytowany tym faktem, podwija mi r?kawy - ale i tak nikt nie zauwa?y.

Jestem gotowy. Dostaj? jeszcze tylko do r?ki jego czarny neseser. Patrzy mi przez chwile w oczy po czym spuszcza wzrok i u?miecha si? g?upkowato.

- Wybacz - mówi, ale wcale nie brzmi jakby by?o mu przykro - ale takie ?ycie. Dzi? ty robisz za ofiar?. Ale to dlatego, ?e jutro ja b?d? potrzebny. Je?li chcesz mo?esz przemówi? - tu wzrusza lekcewa??co ramionami - mo?esz im wszystkim powiedzie? ?eby poszli do diab?a. A potem ich tam osobi?cie po?lij.

Nic nie odpowiadam. Nie mam ochoty z nim rozmawia?. Tchórz. Dzi? to ja w jego imieniu id? gin?? za miliony i zabija? miliony. Tylko dlatego, ?e wygl?dam jak jego lustrzane odbicie.

- "W lustrze prawa strona jest lew?" - przychodzi mi nagle do g?owy.


*** 2

Miasto jest opustosza?e, wszyscy s? na placu. Cho? jest ?rodek dnia, przestrze? woko?o zdaje si? g?stnie? w g??bokim cieniu, rzucanym przez zasnuwaj?ce niebo chmury. Nad szarymi chodnikami unosi si? mg?a, dziwnie ci??ka i nieust?pliwa.
Stoj? na ?rodku ulicy, zza zakr?tu wy?aniaj? si? dwa nik?e ?wiat?a. Mam wra?enie, ?e moje nogi wa?? tony jednak odrywam je od ziemi i czym pr?dzej kryj? si? w opuszczonej budce wartowniczej. To kolejny autokar. Zatrzymuje si? niedaleko, wysiadaj? ludzie. Regulaminowa przerwa, cho? s? ju? tak blisko celu. Ale to moja szansa.
Strach ponownie wi??e mi nogi i utrudnia oddychanie. Skoro ju? teraz jestem ledwo ?ywy, to co b?dzie kiedy przyjdzie mi wykona? zadanie? Ale mo?e to nie b?d? ja? Mo?e inni dotr? tam przede mn??

- "Nie ma ju? nikogo innego - u?wiadamiam sobie - zosta?em sam. Nikt nie dawa? znaku ?ycia ju? od bardzo dawna. Tylko ja znam to miejsce tak dobrze. Zosta?em tylko ja."


*** JA

Wiem, ?e moja obecno?? tutaj ma swój powód. Czuj? si? nierealna, oderwana od tego miejsca, a jednak tu jestem. Ludzie do mnie mówi?, widz? mnie, dotykaj?, a jednocze?nie jakby za chwile o mnie zapominaj?. Czuj? si? jak wyci?ty element z kolorowego czasopisma wklejony do czarno-bia?ego, niemego filmu. Rozumiem tu ka?de s?owo z osobna, ale razem nie ma to za grosz sensu. D?wi?ki s? dziwnie oddalone, st?umione, zniekszta?cone, w ko?cu przybieraj? form? szumu w uszach. Ceglane budynki wko?o, brukowane ulice i chodniki, ca?e to upiorne miasteczko, sprawia wra?enie jakby by?o z innej epoki. Stare i opuszczone, jednak pozostawione tak jakby wci?? czeka?o na swoich mieszka?ców. Jakby ludzie zostawili wszystko tak jak stali i nagle, bez wyra?nego powodu, postanowili st?d odej??. Brudne, szare, ponure, pe?nie kryj?cych si? wsz?dzie cieni. Chocia? to nie do ko?ca to, tutaj jest co? nie tak z kolorami. S? wyblak?e, zmatowia?e, przykurzone.
Oczy tych ludzi nie maj? blasku. Ciemne i tak samo matowe jak wszystko tutaj. Ich rozmowy nie maj? sensu, cho? s? wyra?nie czym? przej?ci, ich g?osy s? o?ywione, pe?ne radosnego oczekiwania. Ich ubiór nie pasuje do tego miejsca. Cho? równie? odzwierciedla wszystkie odcienie szaro?ci jest bardziej nowoczesny. Tylko ja mam na sobie idealnie bia?? bluzk?.
Chocia? nie. Zza autokaru którym tu przyjechali?my wy?ania si? kolejna posta?. W pierwszej chwili wydaje mi si?, ?e to dziewczyna, ale to m?ody, bardzo ?adny ch?opak. Niski, o jasnych, wyp?owia?ych w?osach, ma na sobie bia?? koszule.

Boi si? - wiem to. Czuj? jego strach.

Nagl? widz? siebie. Niespodziewanie znajduj? si? w zupe?nie innym miejscu i widz? z niego sam? siebie. Tamta Ja stoi tam gdzie sta?am przed chwil?. Przygl?da mi si? z zaciekawieniem, zaintrygowana marszcz?c brwi w znajomy sposób.


*** 2

- "Czemu na mnie patrzy? - zastanawiam si? - zorientowa?a si?, ?e nie jestem z tej grupy?"
Staram si? zej?? dziewczynie z oczu, przeciskam si? przez t?um. Nagle rozlega si? gwizdek, przewodnik grupy zwo?uje zbiórk?. Ustawiam si? w szeregu razem z nimi. Dziewczyna nagle znajduje si? za moimi plecami. Jest wy?sza ode mnie o g?ow?, czuje na sobie jej wzrok. Nie wiem czego chce, boj? si? tylko, ?e mog?a si? zorientowa?.

- Jeste? inny - mówi nagle, ledwo s?yszalnie, sam nie jestem pewien czy faktycznie wyda?a z siebie jaki? d?wi?k - Nie pasujesz tu. Tak jak ja.

Nie odpowiadam. Udaj?, ?e nie s?ysz?.
Przewodnik k?adzie r?k? na g?owie najpierw mnie, potem jej i przechodzi dalej licz?c kolejne osoby. Robi mi si? s?abo, wiem ?e na koniec rachunek nie b?dzie mu si? zgadza?.

- Za du?o - mówi w ko?cu marszcz?c brwi z namys?em - O dwie sztuki...

Bior? g??boki oddech. Dwie sztuki? Dwie osoby? Nie jedna?

- Nie pasujemy tu - powtarza dziewczyna jak z?y omen. W jej g?osie s?ysz? strach. - Nie jeste?my st?d...


*** 1

Widz? jak wje?d?aj? kolejne autokary. Kolejne grupy osób zostaj? równo ustawione na placu. Przewodnicy dziel? ich na zespo?y, a plac na sektory. Który? co? maluje bia?? kred? na brukowanej powierzchni. Patrz? na to troch? bezmy?lnie, czuj?c jedynie obrzydzenie. Nie chc? tu by?. Nie chc? umiera?. Nie tu. Nie teraz.
Skrzypi? drzwi, odrywam wzrok od okna. Widz? w progu m??czyzn?, który mnie tu przyprowadzi?. Ma na twarzy mask? jak reszta ?o?nierzy. Prawdopodobnie tylko ja potrafi? ich wtedy rozró?ni?. To przez te oczy.
Gestem pokazuje mi, ?e mam wyj??. ?e ju? pora. Nie sprzeciwiam mu si?, teraz to i tak nie mia?oby sensu. Schodzimy po kr?tych schodach na dó?, zaciskam d?o? na neseserze, wdycham wo? kurzu i st?chlizny unosz?cy si? w wie?y. Licz? stopnie. Nie chc? pogr??a? si? we w?asnych my?lach. 1777... 1778... 1779...
Na plac wje?d?aj? opancerzone wozy, wysypuj? si? z nich uzbrojeni ?o?nierze w maskach, momentalnie ustawiaj? w równym szeregu niesfornych cywilów, którzy zawieruszyli si? miedzy wyznaczonymi sektorami. Po ?rodku placu toruj? w?ski korytarz, ustawiaj? si? wzd?u? jego boków, odgradzaj?c od niego reszt? ludzi. Zupe?nie niepotrzebnie. Ci ludzie s? st?d. Nie dostrzeg? ró?nicy. S? te? zbyt tchórzliwi by próbowa? mnie zatrzyma?. S? te? ?lepo przekonani o s?uszno?ci tego wydarzenia. Mog? jedynie pociesza? si? my?l?, ?e b?d? móg? zabra? ze sob? tych wszystkich tchórzy, którzy ?ycz? mi ?mierci.
Cho? w?a?ciwie nie ?ycz? jej mnie. I w?a?ciwie im si? nie dziwi?. Ale to bez znaczenia. I tak do cholery nie dostrzeg? ró?nicy. A to jedyne czego potrzebuj?.
To nie tak, ?e boj? si? samej ?mierci, ?e boj? si? bólu czy upokorzenia. Boj? si? tego co jest potem, albo czego nie ma. Boj? si? przesta? istnie?, boj? si? przybra? form? w której ju? niczego i nikomu nie b?d? w stanie przekaza?, ani niczego od nikogo odebra?. Boj? si? niebytu, nieistnienia, zapomnienia, zatracenia. Chce mówi?, chc? oddycha?, chc? poznawa?, chc? do?wiadcza?. Jeszcze za wcze?nie ?eby si? z tym ?egna?.
Czuj? jak jeden z ?o?nierzy pcha mnie do przodu. Wychodz? z cienia pomieszczenia na plac. S?ysz? st?umione pomruki. Przede mn? stoi niewielki, sk?adany stolik. Jeden z mundurowych wpycha mi d?ugopis w praw? r?k? i k?adzie na blacie jakie? papiery. W pierwszej chwili go nie poznaj?. Ale tylko w pierwszej.

- Podpisz - warczy na mnie w tym dziwnym j?zyku, st?umionym przez mask? g?osem.

Obdarzam go pogardliwym spojrzeniem, przek?adam d?ugopis do lewej r?ki i podpisuj? to co mi ka?e. Nie czytam. W ko?cu to bez znaczenia. Pomimo maski widz? z?o?? w jego oczach, to dlatego, ?e prze?o?y?em d?ugopis. Prawdopodobnie tylko on zwróci? na to uwag?. Podchodzi kolejny zamaskowany ?o?nierz, jego rozpoznaj? od razu, ogarnia mnie zimna nienawi??. Ma tupet. Wpycha neseser spod moich nóg pod stolik i wk?ada mi na palec prawej r?ki pier?cie?. W jego oczach widz? rozbawienie. G?upi dupek, uwa?a to za ?wietny ?art, ?e robi to pod nosem uzbrojonych po z?by ?o?nierzy z tylko jednym cz?owiekiem w charakterze obstawy. Ale prawda jest taka, ?e ba? si?, ?e odpal? wcze?niej. W?a?ciwie teraz mia?em na to cholern? ochot?, ale obaj dobrze wiedzieli?my, ?e akurat JEGO zabra? ze sob? nie mog?... ?e to si? nie uda.
Prowadz? mnie korytarzem do podwy?szenia na ?rodku placu. Idziemy irytuj?co wolno, czuj? na sobie wzrok zgromadzonych gapiów. Oni s? st?d. Oni nie widz? ró?nicy. Ca?y mój problem polega w?a?nie na tym. Ca?y mój problem mie?ci si? w tych dwóch zdaniach - Oni s? st?d. Oni nie widz? ró?nicy.

- To nie ten cz?owiek - s?ysz? nagle i nie wierz? w?asnym uszom, odwracam g?ow? w kierunku d?wi?ku...


*** JA

Teraz, kiedy patrzy na mnie mam wra?enie, ?e zagl?da we mnie jaka? si?a, która co? koniecznie chce na mnie wymusi?. ?e chce wydrze? ze mnie moj? wol? i wt?oczy? swoj? z ogromnym, wr?cz mia?d??cym nat??eniem. Sama w?a?ciwie nie wiedzia?am po co si? odzywa?am, ale teraz czuj?, ?e nie wolno mi milcze?.

- "Powtórz to! - domaga si? g?os w mojej g?owie - Powtórz! KRZYCZ! KRZYCZ DLA MNIE!"

Mam wra?enie, ?e wypala mi te s?owa w mózgu, to wr?cz boli. Wi?c krzycz?. Krzycz? najg?o?niej jak umiem. Wykrzykuj? jedyn? rzecz której jestem tu pewna:
- To NIE TEN cz?owiek! - prawie trac? oddech - To nie on!

Stoj?cy obok mnie ch?opiec w bia?ej koszuli szarpie mnie za rami?. Zd??y? w ostatniej chwili, obok mojego ucha ze ?wistem przelatuje seria z karabinu jednego z tych ludzi w gazowych maskach. Kto? zaczyna krzycze?. Nie rozumiem, ale wiem, ?e dziej? si? co? z?ego. To rozkazy. Kto? wydaje polecenia. Ch?opiec w bia?ej koszuli ci?gnie mnie prosto w poruszony zaj?ciem t?um. Zdaje si?, ?e wystrzelona we mnie seria znalaz?a innego adresata - st?d zamieszanie. Ogl?dam si? za siebie. Widz? jak czarno odziany cz?owiek, który na mnie spojrza? teraz podejmuje prób? ucieczki. Korzysta z zamieszania. Jego dziwne, jasne oczy teraz jarz? si? nienaturalnym ?wiat?em. Ludzie w maskach stoj?cy mu na drodze nagle kl?kaj?. Ci stoj?cy nieco dalej strzelaj? w jego kierunku, ale on sprytnie kryje si? w?ród gapiów pozwalaj?c by kule dosi?g?y ich zamiast jego. Razem z ch?opcem kryjemy si? za za?omem muru. Ca?y si? trz?sie. Ja chyba te?.


*** 2

- To czarownik - mamrocz? nieprzytomnie pod nosem, ta dziewucha musi by? ob??kana, po co krzycza?a? - Ten sukinsyn si? zamieni?, sk?d wiedzia?a??
- Nie wiedzia?am - odpowiada szcz?kaj?c z?bami, wydaje si? mocno zdezorientowana - Jest lewor?czny.
- Co to ma do rzeczy?! - czuje, ?e ogarnia mnie gniew.
- Nie wiem, ale to wa?ne - nerwowo si? rozgl?da. B??dnym wzrokiem chyba sprawdza czy w pobli?u nie ma zagro?enia - Cz?owiek w masce da? mu d?ugopis, a on go prze?o?y? do lewej r?ki i pisa?.
- Pisa?? I widzia?a? to? - dziwi? si?. Zapewne je?li teraz widzia?a jak pisa?, to by? to testament. Tylko jakim cudem ona to zobaczy?a? Ja nie widzia?em nic.
- Jestem wy?sza - mówi widz?c moj? sceptyczn? min?, ale to nie to. Teraz widz? ?e co? j? gn?bi, ?e sama czego? tu nie rozumie.


*** JA

Przecie? nie powiem mu, ?e to pami?tam. ?e pami?tam jak to JA podpisuje ten papier. Jak to JA przek?adam przekl?ty d?ugopis i rozpoznaje ludzi w maskach cho? nie mam poj?cia kim s?. Nie powiem mu, ?e by?am tam i robi?am to, jednocze?nie nie b?d?c sob? i nie robi?c tego. ?e my?li, które wtedy kr??y?y w mojej g?owie nie by?y moimi my?lami, ale uczucia, które temu towarzyszy?y ju? nale?a?y do mnie. Nie powiem mu, ?e by?am i w jego g?owie, ?e w?a?ciwie jestem nim, cho? wcale nie jestem. Ani on ani tamten tego nie zauwa?aj?. A ja to w dziwny sposób rozgraniczam. Korzystam z tego co widz? ich oczami cho? tego nie rozumiem. Pami?tam to i jednocze?nie nie pami?tam. Bo kiedy jestem nimi wydaje mi si?, ?e wiem wszystko o zaistnia?ej sytuacji, ale kiedy wracam do siebie pami?tam tylko czynno?ci i uczucia, ale znów nie rozumiem niczego. Kiedy jestem nim, albo mo?e W nim, rozmawiam z sam? sob? jak nie ze sob?, albo w?a?nie jak ze sob? ale jak nie ja. Gubi? si? w tym i jednocze?nie nie gubi?, nie rozumiem i rozumiem, nie kontroluj? i kontroluj?. Jednocze?nie. Na raz. Ale najgorsze jest to, ?e kiedy patrz? na siebie jego oczami czuj? si? sobie obca. Tylko z wygl?du przypominam siebie, ale to jak mówi? i co mówi?, w jaki sposób intonuj? s?owa i jakie gesty przy tym wykonuj? wydaje mi si? takie obce i "nie moje". Poznaj? siebie i nie poznaj?. Kto jest WE mnie, kiedy ja jestem W nich? Nie mam tych wspomnie?, tego co robi? kiedy jestem w nich. Je?li akurat nie patrz? na mnie to nie mam poj?cia jakie dzia?ania podejmuj? kiedy jestem poza sob?. Bo kiedy wracam do siebie tych wspomnie? nie ma. Tak samo jak ja nie zabieram ze sob? ich wspomnie?. Nie wiem o niczym co si? dzia?o z nimi wcze?niej, zanim pojawi?am si? w nich. Dlatego ci?gle nie wiem o co chodzi, zabieram ze sob? tylko to, czego by?am w danej chwili "?wiadkiem", to czemu "towarzyszy?a" moja ?wiadomo??. Albo mo?e raczej nie?wiadomo??. Bo to ?e by?am w nich dociera do mnie dopiero wtedy kiedy wracam do siebie. Nie mam tej ?wiadomo?ci kiedy im "towarzysz?". Dopiero kiedy wracam do swojego umys?u.


*** 1

Biegn?. Mijam opuszczone budynki, wpadam w opustosza?e, ponure uliczki, s?ysz? jak wiatr gwi?d?e mi w uszach. Uciekam. Nie ogl?dam si? za siebie.
Nagle dos?ownie wpadam na ni?. Krzyczy, a ja nie rozumiem sk?d si? tu do diab?a wzi??a. To fizycznie niemo?liwe. Zatykam jej usta r?k?, szarpie si?, wyrywa. Bez chwili namys?u wpycham j? przez wybite okno do opuszczonego mieszkania. Próbuje krzycze? jeszcze g?o?niej, przygwa?d?am j? do pod?ogi i niemal dusz? próbuj?c odebra? jej g?os.

- Zamknij si? idiotko - warcz? w?ciekle szarpi?c si? z ni? - ?ycie za ?ycie do cholery, wi?c si? zamknij!

S?ysz? narastaj?cy tupot wojskowych butów na zewn?trz. Zimna d?o? strachu zaciska si? na moim sercu. Na jej chyba te?. Bo gwa?townie milknie i niemal nieruchomieje wlepiaj?c we mnie przera?one spojrzenie. Wpycham j? pod parapet i k?ad? si? zaraz obok, modl? si?, po raz pierwszy od bardzo dawna. Przychodzi mi do g?owy pewna my?l, jestem ju? wystarczaj?co daleko, powinno zadzia?a?. A je?li nawet nie, to przecie? taki scenariusz by? pisany od samego pocz?tku.

- Nie bój si? – mówi? jej do ucha uspokajaj?co – Teraz ci zabior? r?k? z twarzy, a ty masz siedzie? cicho, rozumiesz?

Kiwn??a g?ow?, za oknem wci?? s?ycha? ?o?nierzy, wykrzykuj? polecenia o przeszukaniu dzielnicy. Zabieram jej r?k? z ust, bierze g??bszy oddech i patrzy na mnie w napi?ciu. Powoli zdejmuj? pier?cie? z prawej r?ki, który on mi da?. Pokazuje go jej.

- Wiesz co to jest? – pytam

Marszczy brwi, wygl?da na mocno zaniepokojon?, czy?by wiedzia?a?

- Nie – odpowiada w ko?cu, ale jej oczy mówi? mi, ?e jednak co? wie. W ko?cu dodaje z naciskiem – Ja nie jestem st?d.

Tyle to i ja wiem, gdyby by?a, nie rozpozna?aby mnie na placu. Jest nie pasuj?cym elementem, jestem pewien ?e nie przewidziano jej w tym scenariusz. Ale to bardzo dobrze, to stawia mnie na wygranej pozycji.
Daje jej pier?cie? do r?ki, w pierwszej chwili mam wra?enie, ?e chce go wyrzuci?, wi?c zaciskam jej go w pi??ci.

- We? go, jest twój – mówi? przekonywuj?co.


*** JA

Nie chc? tego. Nie wiem co to jest, ale nieodparcie kojarzy mi si? z Puszk? Pandory. A teraz kiedy mi mówi, ?e to moje czuje si? obarczona jakim? ogromnym ci??arem. Nie chc? tego.

- Mo?esz tym sprawi?, ?e nas nie znajd? – mówi mi nagle do ucha – Mo?esz tym sprawi?, ?e b?dziesz mog?a st?d uciec.

Sk?d pomys?, ?e chc? st?d ucieka?? Wiem, ?e po co? tu jestem. Owszem, boj? si?, ale mam jaki? cel. Jeszcze go nie osi?gn??am. Ale co? dziwnego jest w jego s?owach. Czuj? si? podobnie jak wtedy na placu. Wlewa we mnie swoj? wol?, tym razem ?agodnie, podsyca strach i ciekawo??. Stopniowo. Dzia?a na mnie. W jaki? sposób mnie zna, w jaki? dziwny sposób rozumie, wie jak ma do mnie mówi? ?ebym s?ucha?a.

- Naci?nij tu – pokazuje mi na granatowe oczko pier?cienia.
- I co wtedy? – pytam cicho, d?wi?k jego g?osu hipnotyzuje.
- Zobaczysz – ?mieje si?.
- Stanie si? co? z?ego – wiem, czuj? to.
- Nie wiesz, dopóki nie spróbujesz.

Ciekawo??. Niezdrowa, nieokie?znana, niepohamowana ciekawo??. Dotykam palcem granatowego kamienia. Naciskam. S?ysz? g?uchy huk, niczym grzmot, a zaraz potem krzyki. Czuj? zimno, przera?enie, siadam, wygl?dam przez okno, widz? czarny dym. Wiem, ?e tam jest plac. Odwracam si? gwa?townie w jego stron?. Dalej le?y na pod?odze, zas?ania twarz r?kami i zanosi si? pustym, wypranym z emocji ?miechem.

- Bomba? – pytam s?abo, wci?? ?ciskam w r?ku pier?cie?, trz?s? si?.
- Nie... niezupe?nie – wci?? chichocze.
- Co zrobi?e? do cholery?! – wrzeszcz?, czuj? sucho?? w gardle, ogarnia mnie sza?.

Jego ?miech milknie jak no?em uci??, zabiera r?ce z twarzy i patrzy mi prosto w oczy. Ma zw??one ?renice, a jego t?czówki jarz? si? zimnym, b??kitnym ?wiat?em.

- Co JA zrobi?em? – to pytanie brzmi lodowato i uderza mnie niczym wymierzony policzek.

Ta ?wiadomo?? boli. Czuj? si? oszukana, wykorzystana. Wla? jad w moje uszy, dotar? nim do mózgu i teraz mi go wypala. Czuj?, ?e chc? p?aka?. Oszukana. Wykorzystana.

- Co zrobi?e?...? – powtarzam to pytanie, szlocham, chc? znikn??.

On równie? siada i znajduje si? nagle blisko mnie.

- Ja nic nie zrobi?em – znowu mi mówi do ucha cichym, uspakajaj?cym g?osem – Ja mam czyste r?ce. A ty co masz w r?ku?

Rozk?ada przede mn? d?onie i ja odruchowo czyni? to samo. To w moim r?ku spoczywa pier?cie?, ale jego oczko jest teraz czarne. Brudzi jak w?giel.
Ju? nic nie my?l?, opieram g?ow? na jego ramieniu i p?acz?. G?o?no. Najg?o?niej jak umiem. On nie reaguje. Ju? go nie obchodzi czy kto? mnie us?yszy.



*** 2

Jest mi zimno. Potwornie zimno. Le?? w ka?u?y. Wol? nie my?le? o tym, ?e to ka?u?a mojej krwi. G?sty, czarny dym rozchodzi si? po placu, wypieraj?c z niego szar? mg??. Wstrzymuje oddech, staram si? nie wdycha? tego. Widz? zarys cia? le??cych na bruku. Ludzie w maskach. ?o?nierze.
Jeden z nich le?y ca?kiem blisko mnie. Zastanawiam si? czy mo?e mie? przy sobie jaki? zestaw pierwszej pomocy. Cho? w?tpi? ?eby co? mi to da?o. Przy ka?dym ruchu dopada mnie rozdzieraj?cy ból. Boj? si? oderwa? r?ce od brzucha. Umieram? Ju??
Ogarnia mnie straszny ?al. ?zy p?yn? mi po policzkach. I co, to ju?? Tak po prostu? Mam zdechn?? mi?dzy nimi? Sam? Co z chwa??, co z honorem, godno?ci?? Co po tym zosta?o? Zanosz? si? p?aczem, nie mog? przesta?, cho? bardzo bym chcia?. To nie przystoi m??czy?nie p?aka? w chwili ?mierci. Ale nie mog? przesta?. Ca?y ten ?al, ca?a ta z?o?? i rezygnacja wyp?ywa ze mnie. Gdyby nie ten ból pewnie bym krzycza?, na czym ten ?wiat stoi. Mia?em by? bohaterem. A umieram niezauwa?ony i zapomniany.
Nagle s?ysz? jakie? ciche trzaski, prawie tu? obok mnie. Powoli odchylam g?ow? w tamtym kierunku, zaciskam z?by z bólu, staram si? nie j?cze?. To ten ?o?nierz. Jego cia?o drga w dziwnych konwulsjach. To z niego dochodz? te dziwne d?wi?ki. Widz? jak jego rany si? powoli zasklepiaj?. Czuje jak przera?enie bierze nade mn? gór?, jak adrenalina uderza mi do g?owy. Wiem, ?e jest okropnie ?le. To definitywny koniec. Ju? nie ma nadziei.
Podnosi g?ow?, przez szybki w masce widz? jego m?tny, wyblak?y wzrok. Powoli kr?ci g?ow?, rozchodz? si? dwa trza?ni?cia. W ko?cu mnie dostrzega.
Nagle czuje na sobie wzrok kogo? jeszcze. K?tem oka zerkam za siebie. Nade mn? stoi kolejny ?o?nierz, na jego klatce piersiowej widnieje rozleg?a rana. Na moich oczach, powoli, mozolnie zaczyna si? zasklepia?. Mierzy we mnie z karabinu, jego oczy s? równie? bez wyrazu.
Dalej podnosz? si? kolejni ?o?nierze. Jeden za drugim, po prostu wstaj?. Niektórym brakuje r?k, jeden jest w ogóle bez g?owy. Mam wra?enie, ze zaraz zwymiotuj?. Mo?e powinienem. G?upio umiera? prze?ykaj?c w?asne wymiociny...


*** JA

Z jakiego? powodu jestem ca?a mokra. Chyba pada deszcz, nie jestem w stanie os?dzi?. Chocia? nie mog? pozby? si? wra?enia, ?e jestem przemoczona od w?asnych ?ez. Biegn? w kierunku placu, mam na sobie d?ug?, cienk? spódnice, przeszkadza mi, zapl?tuje mi si? w nogi. W?osy lepi? mi si? do twarzy, staram si? je nerwowo odgarn??, ?le przez nie widz?. Co? jest z nimi nie tak. S? d?ugie. Pami?tam siebie tak?, ale nie mog? pozby? si? wra?enia, ?e ta d?ugo?? nie jest w?a?ciwa, dopiero teraz do mnie to dociera.
Zatrzymuj? si? gwa?townie, przed sob? widz? opancerzony wóz. Kr?ci si? przy nim kilku ludzi w maskach gazowych. Zawracam czym pr?dzej, skr?cam w jak?? ma?a uliczk?.
Jedyne co teraz czuj? to poczucie winy. Musz? dotrze? na plac. Wiem, ?e ten ch?opiec tam jest. Jedyne co chc? zrobi? to dotrze? do niego. Potem si? b?d? zastanawia? co dalej.
Wsz?dzie unosi si? ten czarny dym. Drapie mnie w gardle i szczypie w oczy. Dziwnie pachnie. Jest zimny, przyprawia o dreszcze. Nagle z niego, niczym zjawy wy?aniaj? si? kolejni ludzie w maskach. Poruszaj? si? dziwnie, zupe?nie jakby p?yn?li w powietrzu, przez ten dym nie widz? czy faktycznie nie lewituj? nad ziemi?, zas?ania im nogi. Znowu jestem zmuszona zawróci?. Oddalam si? od placu. Niedobrze.
Przystaj? zaskoczona. Przed sob? widz? dziwn? scen?. To park otoczony niziutkim murkiem. Widz? tam dwie sylwetki, jedna mierzy do drugiej z pistoletu. Podchodz? bli?ej, pada strza?. Rozpoznaje ofiar?. To on, m??czyzna o nienaturalnie jasnych oczach, który podarowa? mi pier?cie?. Cz?owiek który do niego strzela? ma mask? gazow? na twarzy tak inni, ale w jaki? sposób ro?ni si? od nich. Nachyla si? nad tamtym, sprawdza czy faktycznie nie ?yje. Teraz nie mog? oprze? si? wra?eniu, ?e go znam. Prostuje si? i zwraca g?ow? w moim kierunku. Marze o tym ?eby zdj?? mask?, cho? gdzie? po mojej g?owie t?ucze si? my?l, ?e powinnam ucieka?, ?e on mnie zabije. On jakby wiedzia? co chce mu przekaza?, zupe?nie jakby na moj? pro?b? zdejmuje mask? z twarzy i pokazuje mi si?, jakby dokonywa? wa?nej demonstracji. To ON! To TEN cz?owiek! Cz?owiek z którym ten od pier?cienia zamieni? si? miejscami. To ten prawdziwy, ten w?a?ciwy! Jego wyraz twarzy mówi jedno – wygra?em. Spojrzenie ma pe?ne triumfu i satysfakcji, a jego oczy jarz? si? zimnym, b??kitnym ?wiat?em. I nagle uderza we mnie fakt, ?e jest prawor?czny. Strzela? do tamtego trzymaj?c pistolet w prawym r?ku, ci?gle go w nim trzyma. Nie wiedzie? czemu mam wra?enie, ?e to szalenie wa?ne. Tamten by? lewor?czny, kiedy to odkry?am te? wydawa?o mi si? to spraw? najwy?szej wagi. Ten jest prawor?czny i te? nie mog? si? od tego faktu odczepi?.

Na odwrót. S? w jaki? sposób na odwrót...



Generalnie, ?ni? mi si? takie bzdury, bo du?o wch?aniam tego na co dzie?. To co mnie w tym naprawd? niepokoi to, to, ?e widz? w nich sam? siebie, albo jestem kim? zupe?nie innym. Mam tak bardzo cz?sto. Moi znajomi si? bardzo dziwi?, bo oni zawsze siedz? w swoim ciele i nie ogl?daj? samych siebie jak na filmie, ?e nie wspomn? o tym ?e nie zmieniaj? p?ci ani pochodzenia. Ani osobowo?ci. Martwi mnie to, bo wychodzi na to, ?e jestem szurni?ta. : /
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Mila 
Nawiedzony Praktykant Grabarza


Wiek: 24
Dołączyła: 12 Lip 2010
Posty: 149
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-10-08, 16:55   

W moich snach zazwyczaj widz?? jak przez mgÂ???, jak id?? to tak jakbym ciÂ?gn??Â?a jakiegoÂ? sÂ?onia, m??wi?? niewyraÂ?nie i wog??le i to mnie czasem irytuje. Cz??sto jest teÂ? tak, Â?e jak si?? obudz?? to juÂ? nich nie pami??tam, a czasem po przebudzeni jak z powrotem zasn?? to wracam do tego snu i zazwyczaj nie jest lepiej. Zdarza si?? teÂ?, Â?e zanim usn?? to o czymÂ? myÂ?l??, np. o jakimÂ? miejscu, a p??Â?niej Â?ni mi si?? to miejsce. Zawsze zastanawiaÂ?am si?? skÂ?d to si?? bierze, Â?e mamy sny. I wydaje mi si??, Â?e to sÂ? jakieÂ? myÂ?li, kt??re kÂ???biÂ? nam si?? gÂ???boko w gÂ?owie, a p??Â?niej podczas snu m??zg je odtwarza. GdzieÂ? o czymÂ? takim czytaÂ?am. MyÂ?l??, Â?e to wÂ?aÂ?nie to.
 
 
     
Dalhiaa
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-09, 18:24   

Ja zawsze mam cos takiego , Â?e najpierw widze siebie tak z oddali , Â?e coÂ? tam robi?? a potem jest taka chwila przerwy i ciach! jestem sobÂ? ...w sobie? tak to mozna ujÂ???. UwaÂ?am, Â?e sny to nasze myÂ?li w podÂ?wiadomoÂ?ci. W Â?nie potem je odtwarzamy. Ale , moÂ?e by?? tak, Â?e to tylko fantazje kÂ???biÂ?ce sie w gÂ?owie. Bo c??Â? do rzerzy rzeczywistych nie moÂ?na zaliczy?? szukania... uwaga nie spadnijcie z krzesÂ?a... dwutlenku w??gla! :-/ <chowa sie pod biurko>
Najlepiej jest gdy zaraz po przebudzeniu spr??bujemy sobie przypomnie?? nasze sny. Nie zawsze to dziaÂ?a , ale w wielu przypadkach sie udaÂ?o
 
     
Ilir 
Admin Techniczny
Niedźwiedź


Wiek: 30
Dołączył: 10 Wrz 2009
Posty: 527
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-10-09, 21:56   

A ja nie b??d?? opowiada?? o swoich snach xD Na og??Â? to coÂ? bardzo abstrakcyjnego, coÂ? czego sam nie jestem sobie wstanie wyobrazi?? ale powiem, Â?e takie sny sÂ? nawet fajne :mrgreen:
_________________
Jesteśmy tylko maleńkimi pyłkami, tańczącymi do rytmu natury...
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2010-10-20, 18:09   

Ale wy macie pamięć do szczegółów w snach. Ja pamiętam sen ze szczegółami przez jakieś 10 minut po obudzeniu. Potem tylko ogólny sens. Pamiętam dwa sny o czym w ogóle były bo na drugi dzień nastąpiła katastrofa.

Pierwszy: wizyta u ginekologa (nie można jej było przełożyć) a ja mam brudne majtki, całe w ziemi.
Na drugi dzień jadąc do pacy (grudzień, oblodzona szosa) wpadam w poślizg na zakręcie, nie mogę wyprowadzić samochodu z poślizgu, widząc kolumnę samochodów z naprzeciwka zjeżdżam na orane. Błotnik toyoty idzie do naprawy.

Drugi: jestem w sklepie z ciuchami i butami. Towaru jest tak dużo, że nie ma gdzie się ruszyć. Zdejmuję buty i zaczynam przymierzać buty i ciuchy. Sklep jest duży. Chodzę w sklepowych butach przymierzając ciuchy. Raptem sobie uświadamiam że nie wiem gdzie są moje buty. W szukanie zaangażowany jest cały personel sklepu. Nie pamiętam jak ale się znajdują.
Na drugi dzień godzina 20 dzwoni komórka. Jakiś dziwny numer. Pani Pyta czy ja to ja. Potwierdzam. Następnie pyta czy robiłam dziś zakupy w aptece w konkretnym miejscu i czy płaciłam kartą. Myślę sobie ankietę chce przeprowadzić o jakości usług i cz co? Potwierdzam, że owszem: byłam, kupowałam i płaciłam kartą. Pani uprzejmie zawiadamia, że zostawiłam kartę, podaje nr telefonu do apteki w celu umówienia się na odbiór i informuje o zablokowaniu karty przez pracownika apteki i w jaki sposób po odebraniu karty mogę znów ją aktywować. Wszystko przebiega zgodnie z planem.

Ponadto jak śni mi się stara koleżanka (wyjechała do USA) i ślad po niej zaginął to wiem, że w ciągu tygodnia spotka mnie w żuciu miła niespodzianka. Czekam wtedy na nią z utęsknieniem.

Co wy na to?
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
  
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-20, 18:13   

hlukaszuk napisał/a:
Co wy na to?
jeste? jakim? jasnowidzem?

Zaczynam si? Ciebie ba?!

Edit (24.10.2010 :-P )
?ni?o mi si? dzisiaj, ?e by?am u cioci, któr? bardzo rzadko widuj?. Powiedzia?a, ?e mi co? poka?e i wyci?gn??a z klatki jakiego? ma?ego potwora, mniej wi?cej wielko?ci kota. Wygl?da? jak paj?k, tylko, ?e zamiast odnó?y mia? macki. Ca?y czarny, w?ochaty. Zacz??am si? drze?, bo to co? zacz??o i??, a raczej czo?ga? si?, w moj? stron?. Gdy by?o ju? blisko ( a coraz szybciej si? porusza?o), zacz??am ucieka?. Ale w ko?cu mnie dorwa?o i zacz??o si? zachowywa? jak pies... A potem si? obudzi?am....
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Pearl
[Usunięty]

Wysłany: 2010-10-23, 21:13   

Hmm mi przez okoÂ?o 3 miesiÂ?ce ciÂ?gle Â?niÂ?o si?? Â?e pÂ?ywam po jakimÂ? morzu i ton??. TO bardzo dziwne bo o tym nie myÂ?l?? i na og??Â? mam r??Â?ne sny , ale ten mnie przeÂ?laduje. Dopiero dzisiaj przyÂ?niÂ?o mi si?? Â?e dobrze pÂ?yn??. R??Â?nie moÂ?na to interpretowa?? ale normalne to to nie jest :-P
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org