Spoilery!

Piąta książka z cyklu o Kate Daniels. W Polsce ukazała się nakładem Fabryki Słów pod tytułem "Magia zabija" w lutym 2016.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Jeśli Voron leżał przebity mieczem, to musiał mieć jakiś powód do samobójstwa. Nie wiem czemu, ale tak jakoś od dłuższego czasu wydaje mi się, że z jego śmiercią ma coś cioteczka.Że może go znalazła, zesłała na niego jakąś chorobę - coś mi się tak plącze po głowie.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Czarownica pisze:Jeśli Voron leżał przebity mieczem, to musiał mieć jakiś powód do samobójstwa.
Niektórzy zabijają się bez większych przyczyn, ale dysponując informacjami, jakie o Voronie mamy, nie sądzę, by był tego rodzaju człowiekiem. Z tych samych powodów obstaję przy wersji, iż zorientował się (bądź został przez kogoś uświadomiony; może czar przestał działaś lub ktoś go zdjął?), że ostatnie piętnaście lat jego życia było jednym wielkim kłamstwem, a on dał się wykorzystać, zmanipulować. Może gorycz była tak wielka, że nie mógł jej znieść. Jednak jakaś jego część nadal kochała Kate i dlatego jej nie zabił, a siebie; przeca dziewczyna niejako brała udział w spisku, była przyczyną cierpień Vorona.

EDIT
Ale koncepcja Erry też jest ciekawa... Tylko czy nie wyeliminowałaby Kate od razu? Trudno mi uwierzyć, że miałaby o niej nie wiedzieć.
Zresztą, nie zapominajmy, że Voron był mistrzem w ukrywaniu się.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Już wiem co mi nasunęło myśl o chorobie - wygląd jego ciała po śmierci - mogły być na to dwa powody - choroba albo czas jaki od śmierci upłynął.
Mój ojciec umarł w łóżku. Nie wiedziałam nawet, jak i dlaczego. Wysłał mnie w ramach zaprawy w dżunglę na trzy dni, z samym tylko nożem. Zapach uderzył w moje nozdrza już kilka kroków przed drzwiami. Znalazłam go w łóżku. Ciało było rozdęte, skóra pokryta plamami, wyciekały z niego płyny. Przebił się mieczem, który nadal spoczywał w jego dłoni.
Ale tak też wyglądali ludzie po przejściu Erry.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Czarownica pisze:Jeśli Voron leżał przebity mieczem, to musiał mieć jakiś powód do samobójstwa.
Myślę, że to co powiedziała Evdokia Kate miało z tym coś wspólnego (jeśli to była prawda).

[spoiler] Kate wierzyła, że Voron kochał jej matkę i dlatego pomógł jej uciec i wychował Kate. Evdokia zburzyła ten mit, mówiąc, że Kalina usmażyła mu mózg. A to znaczy, że Voron zrobił to wszystko bo rzuciła na niego wielki, potężny czar. Myśłę, że to "usmażenie mózgu" miało wielki wpływ na samobójstwo Vorona. [/spoiler]
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1490
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

destrakszyn pisze:Ale koncepcja Erry też jest ciekawa... Tylko czy nie wyeliminowałaby Kate od razu? Trudno mi uwierzyć, że miałaby o niej nie wiedzieć.
Zresztą, nie zapominajmy, że Voron był mistrzem w ukrywaniu się.
Wydaje mi się, że to niemożliwe, aby Erra zabiła Vorona. Nie sprawdzałam tego, ale załóżmy że Kate ma około 24 lat. W czwartej części było powiedziane, że Erra została obudzona sześć lat temu. Jednak z napomknień Kate w jednej z części, wywnioskowałam, że Voron "zmarł", gdy ta miała lat czternaście, czyli dziesięć lat wcześniej. Tak więc Erra wypada z gry.

Może sam Roland go zabił? Voron wysłał ją do lasu, bo przeczuwał co się będzie działo, a potem nie zdradził obecności Kate. Podejrzewam też Hugh. Chłopak został wysłany przez Rolanda, ale nie miał pojęcia o Kate, więc ta przeżyła...

Wersja Hlu też jest godna uwagi. Być może z Vorona spadł "czar". Chłopak sobie zdał sprawę z konsekwencji czynów i się załamał?

Piąta część rodzi coraz więcej pytań...
Prawda o Vornie była dla mnie najbardziej makabryczna. W jaki sposób Kate miała być normalnym dzieckiem w takich warunkach? Jeśli wersja Evdokii jest prawdziwa, to tak naprawdę Kate nie miała przy sobie nikogo, kto by ją kochał...

Powracając jeszcze do pytania z "Waszą Wysokością".
[spoiler] Serio sądzicie, że Hugh miał wtedy na myśli ją jako "Księżniczkę wampirów", czy jako "Towarzyszkę Władcy Bestii"?[/spoiler]
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Uprzedzam, że cała moja wypowiedź zawiera spoilery, zresztą temat sam w sobie przed tym ostrzega, a więc, moi drodzy, SPOILER ALERT ;-)

Zacznę od tego, że niesamowicie podobała mi się ta część. Gdzieś tak do 1/3 książki było fajnie i w ogóle, ale w pewnym momencie autorzy wytoczyli potężne działa i już nie dało się od niej oderwać. Wszystkie tomy są świetne, trójka to mistrzostwo, zawsze trudno było mi określić, która po niej podoba mi się najbardziej, ale oto teraz piątka stanowi dla mnie niekwestionowanego lidera po Magic Strikes. Myślę, że nie tylko ze względu na fabułę, to też, ale głównie poprzez emocje, które obydwie części we mnie wywołały. Wiem, że w czwórce Kate i Curran się spiknęli, było gorąco, mieliśmy powrót do historii rodziny Kate – wszystko super, ale Magic Slays ofiarowało mi po raz kolejny to, co lubię w tej serii najbardziej – główne skrzypce znów odgrywają nie tylko Curran i Kate, ale również postacie poboczne. Wraca Derek, Andrea rozpoczęła pracę w Cutting Edge, trochę więcej Julie, zabawny nowy bohater Ascanio, szczypta Jima oraz Ciotki B, gdzieniegdzie przewijający się Barabas, Jezebel, Doolittle oraz Saiman i oto mamy całą gromadę ludzi oraz nieludzi, których nauczyłam się kochać miłością niemal bezgraniczną. Ja wiem, że zawsze byli obecni. Ale tutaj znów mam to poczucie, że obserwuję współpracę tych wszystkich osobowości oraz dalszy rozwój ich relacji. Co tam jednak współpraca wśród zmiennokształtnych, kiedy mamy tu do czynienia z aliansem międzymagicznym z prawdziwego zdarzenia!

A właśnie, taki Derek, dla przykładu. Może moja pamięć odnośnie czwórki się już strasznie zatarła, ale jego dojrzałość i profesjonalizm, a tym samym ewolucja postaci, aż biją tutaj po oczach. To wciąż jest ten sam cudowny chłopiec Gromady, ale jednocześnie taki inny. Lubiłam go bardziej niż innych już wcześniej, może więc jego większy udział w tej części również wpływa na mój odbiór.

Julie zawsze była mi trochę obojętna. Nie to, żebym jej nie lubiła, ale większych emocji we mnie nie wywoływała. Cieszę się jednak, że wróciła na stałe, ponieważ zgadzam się z Curranem, że jej miejsce jest obecnie przy Kate, a ucieczki ze szkoły, której nienawidzi, tylko to potwierdzają. Dziewczyna jest buntowniczką, uparciuchem, ale jaki inny dzieciak nadążyłby za takimi opiekunami jak Kate i Curran? Ponadto rozczuliła mnie stwierdzeniem, że chce zostać z Kate. Nie marudziła przy eskorcie, wyborze nowej szkoły, ograniczeniu wolności, po prostu uściskała ją wdzięczna za zmianę decyzji. Chyba robię się stara i sentymentalna… :-P Poza tym, scena, w której przechytrzyła Ascanio - czapki z głów :-D

Kate i Curran są razem. I już widzę te obawy czytelników, że to już nie będzie to samo, już się tak nie przekomarzają, nie walczą. Wiecie co? Mam to gdzieś. Zamiast tego dostaliśmy dojrzały związek, w którym obecne są kłótnie (no dobra, walki tym razem też, ta Kate się po prostu nie może powstrzymać! :-D ), namiętność, dzielenie się nawzajem swoimi problemami oraz sukcesami, czyli po prostu partnerstwo. W moich oczach jest to jedynie jedna z wielu relacji Kate z pozostałymi bohaterami, najbardziej emocjonująca, ale nie najważniejsza. Jest dziewczyna tutaj nieco niepewna tego związku, ale trudno, żeby taka nie była po rewelacjach na temat swojej matki oraz Vorona. Jak pisałyście - stare nawyki dają o sobie znać, nie żądajmy niemożliwego. Zresztą, jeśli chodzi o Currana, to tok jej myśli zawsze wskazywał na to, że stąpa po niepewnym dla siebie gruncie i sama do końca nie wie, jak powinna postąpić. Obiektywnie jednak rzecz ujmując – powinna spojrzeć na niego również pod kątem zainteresowania jej mocą. Czy snuje się po kątach z tą myślą i prowadzi sama ze sobą męczące monologi przez kolejne dwa tomy? Nie, ogarnia temat w głowie, podejmuje decyzję i doprowadza do konfrontacji. Ich relacja jest nadal dynamiczna, ale przede wszystkim, jak dla mnie, to wspomniane wcześniej partnerstwo i krycie nawzajem swoich tyłów bez względu na wszystko cenię w nich najbardziej.

W ogóle niepewność niepewnością, ale chyba jak nigdy wcześniej, może dlatego że w odniesieniu do ludzi, Kate pokazuje jak bezwględnym zabójcą naprawdę jest. Zawsze tak o sobie mówiła, ale myślę, że ta część pokazuje to dobitnie, kiedy przechodzi absolutnie niewzruszona nad zaszlachtowaniem kolejnych baranów.

Ale, ale, przejdźmy do fabuły :-)

Podobało mi się to, że tym razem nie mamy do czynienia z żadną nadprzyrodzoną istotą, ale właśnie z tymi, których rolę do tej pory olewano, uważano za najsłabszych. Z ludźmi. Okazuje się, że potrafią oni być nie mniej niebezpieczni niż wszelkie magiczne indywidua i równie bezwględni. Ta scena, w której po masowej masakrze słychać zagubiony płacz dziecka... kuuuurde, co ci Andrewsowie ze mną robią? Nie cierpię, czy to w filmie czy książce, kiedy ofiarą jakiejkolwiek przemocy są dzieci.

Uważam, że całość świetnie podsumowuje scena z Kate i Ghastekiem w jego biurze, gdy opowiada on o znaczeniu kajdan na ścianie i o tym, że przypominają mu, że najbardziej powinien on obawiać się tych, dla których stanowi największy koszmar. Podobne wrażenie miałam przy rozmowie Kate i Doolittla o tym, czemu ta sekta to wszystko robi.

Jeśli chodzi o Kate, Vorona i jego matkę, to nie powiem, byłam nieźle zaskoczona. Muszę jednak przyznać, że autorzy poprowadzili ten wątek w niezłym kierunku, niestety strasznym dla Kate. I tak oto jej matka, to nie była żadna łagodna księżniczka, którą uratował książę w lśniącej zbroi. Rzeczywistość okazała się w tym względzie po prostu mało, hmm, wzniosła? Nie było w tym niestety żadnego poświęcenia ze strony Vorona ani romantyzmu.

Przychylam się do tego, że Voron został w jakiś wyjątkowo przebiegły sposób zabity przez Hugh. Nie zdziwiłabym się też, gdyby w ostatnim akcie dziwnie pojętej troski o Kate nie wspomniał o jej istnieniu, stąd niewiedza Hugh. Ciało Vorona wyglądało, jak wyglądało, bo zaczęło po prostu gnić.

Zwrot o "Waszej Wysokości" uważam, że został użyty z premedytacją ukazującą dwuznaczność tego określenia w odniesieniu do Kate.

Nie do końca ufam Evdokii, mogła przyjść do Kate po tym, jak ją poznała. Po co czekała tyle czasu? A jednak sądzę, że błędem byłoby nie spiknąć się z nią i jej wiedźmią rodziną oraz czerpać z ich wiedzy, nie tylko o mocy, ale również o korzeniach Kate.

Służka Rowena... no boki zrywać, nie wiem, co jeszcze dodać :mrgreen:

Spokojnie, dochodzę już do końca :-P

Padło w tej części wiele dających do myślenia słów, także o życiu, jak wspomniane przeze mnie wcześniej rozmowy Kate z Ghastekiem oraz Doolittle'm. To był naprawdę krwawy tom, trochę smutny, ale też bardzo emocjonujący. Romantyzm może i był pokryty flakami i innymi wnętrznościami, ale wciąż tam jest, a może właśnie w tym, że ani Kate ani Curranowi nie przeszkadzały :-P Od razu zabieram się za Gunmetal Magic. Złapałam bakcyla i jestem żądna wiedzy o dalszych przygodach moich bohaterów :-)

PS. Szkoda tylko, że nie było sceny z Rene i tym, jak Kate wyegzekwowała od niej kasę za zlecenie :-D
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Kurczę, jeszcze raz przeczytałam, teraz rozumiejąc o wieeele więcej i ja również uważam, że piąteczka jak dotąd jest najlepszą z serii. :-D To było takie... pyszne - śmiałam się, niemal płakałam, wściekałam wraz z Kate, przeżywałam wszystko wraz z nią... Majstersztyk. Teraz nie mogę przeboleć, że FS tak zwleka z wydaniem Magic Slays. Aghr. Mogliby się pospieszyć.
Oksa pisze:Kate i Curran są razem. I już widzę te obawy czytelników, że to już nie będzie to samo, już się tak nie przekomarzają, nie walczą.
Najśmieszniejsze jest to, że związek dostarczył im nowych powodów do kłótni i sprzeczek. Ta para jest unikatowa. :-) Czytanie czytaniem, ale jak odeszłam od komputera, żeby nalać sobie wody, naszła mnie refleksja, że ja chyba nie potrafiłabym się w takim związku odnaleźć - prędzej czy później (raczej prędzej) bym sfiksowała. Chodzi mi konkretnie o to, jak Curran manipuluje Kate. Z perspektywy osoby zakochanej to pewnie wygląda inaczej, niemniej...

Strasznie podobała mi się kłótnia rosyjskiej rodzinki. Oesu, to było świetne, tak bardzo realne, tak bardzo... rosyjsko-słowiańskie. :-)

Nie będę się rozwodzić, jedynie napiszę o myśli, która wykiełkowała w mojej głowie:

[spoiler]W epilogu Kate czuła Obecność. Obecność do niej przemawiała, powiedziała, jak posłużyć się krwią, nakierowała ją, jakby sterowała takimi poczynaniami tysiące razy, spokojnie, zdecydowanie. Wykluczam schizofrenię, więc... jakie jest prawdopodobieństwo tego, że ową Obecnością... był Roland?

Może ten rytuał krwi otworzył między nimi tunel, jako że ich magie są bardzo podobne? Może (i pewnie tak) to, co zrobiła Kate, było tak niezwykłe i unikalne, że krew Rolanda zareagowała i wytworzyło się połączenie? I jeśli to był on, dlaczego pokierował Kate, by uratowała Julie? Zastanawiam się teraz, jakim człowiekiem naprawdę jest Roland. Do tej pory był naczelnym wrogiem, dalekim celem, ale jednak celem, tylko celem. Kate odmówiła mu człowieczeństwa, ale on jakieś człowieczeństwo ma - nie mógłby kochać matki Kate, gdyby tak nie było. Jaki naprawdę jest Roland?[/spoiler]
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

destrakszyn pisze:Najśmieszniejsze jest to, że związek dostarczył im nowych powodów do kłótni i sprzeczek. Ta para jest unikatowa. :-) Czytanie czytaniem, ale jak odeszłam od komputera, żeby nalać sobie wody, naszła mnie refleksja, że ja chyba nie potrafiłabym się w takim związku odnaleźć - prędzej czy później (raczej prędzej) bym sfiksowała. Chodzi mi konkretnie o to, jak Curran manipuluje Kate. Z perspektywy osoby zakochanej to pewnie wygląda inaczej, niemniej...
Owszem, dostarczył nowych powodów, ale mi się wydaje, że bardziej może tu chodzić o zanik tego napięcia i ekscytacji, które zawsze towarzyszą parze bohaterów zanim pogodzą się i zaczną być ze sobą.
Z tą manipulacją to uważam, że jest dość przewrotnie. Kate nienawidzi być sterowana, ale gdzieś tam głęboko podoba jej się, że Curran jest przebiegłym manipulantem, ponieważ związek z nim dostarcza jej nieustannego wyzwania, nie tylko fizycznie (często myślała o tym, że ciągnie ją do niego między innymi dlatego, że nie była pewna czy mogłaby go pokonać), ale również intelektualnie. Czy uda jej się przewidzieć jego ruch? Jakie podjąć następne działania i jakie wypowiedzieć słowa, żeby wyszło na jej? Uważam, że taki charakter związku sprawia, że czuje się w nim spełniona. Szczególnie, kiedy uda się jej przechytrzyć Currana :mrgreen:

[spoiler]
destrakszyn pisze:W epilogu Kate czuła Obecność. Obecność do niej przemawiała, powiedziała, jak posłużyć się krwią, nakierowała ją, jakby sterowała takimi poczynaniami tysiące razy, spokojnie, zdecydowanie. Wykluczam schizofrenię, więc... jakie jest prawdopodobieństwo tego, że ową Obecnością... był Roland?

Może ten rytuał krwi otworzył między nimi tunel, jako że ich magie są bardzo podobne? Może (i pewnie tak) to, co zrobiła Kate, było tak niezwykłe i unikalne, że krew Rolanda zareagowała i wytworzyło się połączenie? I jeśli to był on, dlaczego pokierował Kate, by uratowała Julie? Zastanawiam się teraz, jakim człowiekiem naprawdę jest Roland. Do tej pory był naczelnym wrogiem, dalekim celem, ale jednak celem, tylko celem. Kate odmówiła mu człowieczeństwa, ale on jakieś człowieczeństwo ma - nie mógłby kochać matki Kate, gdyby tak nie było. Jaki naprawdę jest Roland?
Mam na ten temat pewną teorię. Uważam, że ową Obecnością był rzeczywiście Roland i tak, jak mistrzowie mogą przejąć umysły wampirów, tak właściciele starej i potężnej krwi, jak Erra, Kate i Roland (a może dzięki temu, że są spokrewnieni?) mogą w jakiś sposób oraz w szczególnych sytuacjach się ze sobą komunikować.

A czemu miałby jej pomagać? Bo nie jest dokładnie tą osobą, za którą Kate oraz my wszyscy go uważamy. Czuję, że w jego osobie oraz jego historii jest coś więcej i autorzy zaserwują nam w tym zakresie niezłego twista. Że nie będzie tak jak z Errą - przyłącz się albo zgiń, obrzydza mnie, że jesteś z mieszańcem, bla bla, zabiję cię. Myślę, że Roland zadziała bardziej podstępnie. Może będzie próbował zjednać sobie Kate, uda kochanego tatusia, opowie, że nie zabił jej matki i będzie chciał zrobić z niej kreta w Gromadzie. Albo, tak jak pokazała nam to opowieść o Voronie, w jego historii jest drugie dno, którego nikt nie zna i cały ten ambaras wcale nie jest tak oczywisty oraz czarno-biały, jak zwykliśmy uważać.

Ponadto zastanawia mnie jedna rzecz. Po ataku na Julie, Kate i Curran kochają się bez zabezpieczenia. Czy będzie to miało jakieś konsekwencje? Kiedy dochodzi do transferu magii? W sumie panował wtedy czas techniki, ale nie pamiętam dokładnie, jakie są założenia do tego prowadzące. Może po prostu nie dzieje się to samoistnie i albo kobieta musi go rozpocząć, albo facet nawet bez jej zgody. Ktoś pamięta?[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

[spoiler]
Oksa pisze:Ponadto zastanawia mnie jedna rzecz. Po ataku na Julie, Kate i Curran kochają się bez zabezpieczenia. Czy będzie to miało jakieś konsekwencje? Kiedy dochodzi do transferu magii? W sumie panował wtedy czas techniki, ale nie pamiętam dokładnie, jakie są założenia do tego prowadzące. Może po prostu nie dzieje się to samoistnie i albo kobieta musi go rozpocząć, albo facet nawet bez jej zgody. Ktoś pamięta?
[/spoiler]

Transfer mocy działa jedynie w przypadku kobiety, może wykorzystać spermę mężczyzny (póki jest żywa) i przez jakiś czas skopiować jego magię przy jednoczesnym otumanieniu "dawcy". Oczywiście jest dużo słabsza i nie rozwinie pełni możliwości, jakie stoją przed mężczyzną. W drugą stronę jest to niemożliwe, ponieważ mężczyzna pobiera zbyt małą ilość płynów ustrojowych od kobiety, żeby dało się z tym cokolwiek zrobić. [spoiler]Aczkolwiek ja myślę, że autorzy po prostu pominęli zakładanie zabezpieczenia i/lub Kate zaczęła brać pigułki antykoncepcyjne. Stawiam raczej na to pierwsze, bo Kasia nie jest z tych, co ryzykują, a pigułki nie zawsze się sprawdzają, poza tym mogą wywołać w ciele niepożądane reakcje. [/spoiler][spoiler]
Oksa pisze: A czemu miałby jej pomagać? Bo nie jest dokładnie tą osobą, za którą Kate oraz my wszyscy go uważamy. Czuję, że w jego osobie oraz jego historii jest coś więcej i autorzy zaserwują nam w tym zakresie niezłego twista. Że nie będzie tak jak z Errą - przyłącz się albo zgiń, obrzydza mnie, że jesteś z mieszańcem, bla bla, zabiję cię. Myślę, że Roland zadziała bardziej podstępnie. Może będzie próbował zjednać sobie Kate, uda kochanego tatusia, opowie, że nie zabił jej matki i będzie chciał zrobić z niej kreta w Gromadzie. Albo, tak jak pokazała nam to opowieść o Voronie, w jego historii jest drugie dno, którego nikt nie zna i cały ten ambaras wcale nie jest tak oczywisty oraz czarno-biały, jak zwykliśmy uważać.
Właśnie o to mi chodzi - odświeżyłam sobie serię i to co za pierwszym czytaniem wydawało mi się dowodami na zło Rolanda, z wiedzą o następnych częściach wypada zupełnie inaczej. Nie ulega wątpliwości, że nie jest to dobra, krystaliczna postać, ale na pewno nie jest też na wskroś, tak po prostu zły. Zresztą, zawiodłabym się strasznie, gdyby był. Czuję, że okaże się postacią z mnóstwem odcieni szarości, i zabicie go przysporzy Kate sporo trudności nie tylko ze względu na przepaść między ich umiejętnościami. JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ. :D Ale spokojnie, najpierw trzeba się zastanowić, co z Hugh... [/spoiler]

[spoiler]Poza tym naprawdę nurtuje mnie, czy Kate uda się z Julie. Czy tego chce czy nie, jest alfą i często używa formy rozkazującej. Czy "usiądź, proszę" to rozkaz czy propozycja? Jeśli rozkaz, Kate chyba będzie musiała za każdym razem zwracać się do Julie pytaniem "czy mogłabyś usiąść?".

Są dwie możliwości: 1. Kate się zapomni i wyda rozkaz, 2. Julie sama się zorientuje, że jest coś nie tak. Coś stanie się na pewno, bo nie wierzę, że autorzy tak to zostawią. Uwielbiają komplikować Kasieńce życie. :-) Zastanawiam się, czy szczera rozmowa nie byłaby lepsza. Wiadomo, jak Julie by zareagowała, ale myślę, że to będzie i tak lepsze niż gdyby dowiedziała się o tym fakcie znienacka, np. w środku walki... Kate często krzyczy wtedy "uciekaj, schowaj się". Z perspektywy Julie to jeszcze większa zdrada, bo widać Kate nie ufa jej na tyle, żeby przedstawić, jak się sprawy mają.[/spoiler]
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

[spoiler]
destrakszyn pisze:Aczkolwiek ja myślę, że autorzy po prostu pominęli zakładanie zabezpieczenia i/lub Kate zaczęła brać pigułki antykoncepcyjne. Stawiam raczej na to pierwsze, bo Kasia nie jest z tych, co ryzykują, a pigułki nie zawsze się sprawdzają, poza tym mogą wywołać w ciele niepożądane reakcje.
Patrząc na fragment tej sceny: He rose above me, I wrapped my legs around him, and when he thrust inside me, the world took a step back. There was only me and him. We built to a smooth hard rhythm, faster and faster, each thrust lifting me higher, until finally heat blossomed inside me, drowning me in a cascade of pleasure. He shuddered and emptied himself.
Wydaje mi się, że jednak było bez zabezpieczenia XD Ale dobra, koniec z tym analizowaniem każdego szczegółu ich sceny miłosnej :-P
Przeczytałam sobie w dwójce o transferze mocy i jest tak, jak piszesz. Musiało mi się coś pomylić i zapamiętałam to odwrotnie. A jednak w tej samej części przy rozmowie z Curranem, Kate rozmyśla o tym, że uprawianie z nią seksu oznacza dzielenie się po trochu jej magią. Jak w końcu jest?[/spoiler]

[spoiler]
destrakszyn pisze:Właśnie o to mi chodzi - odświeżyłam sobie serię i to co za pierwszym czytaniem wydawało mi się dowodami na zło Rolanda, z wiedzą o następnych częściach wypada zupełnie inaczej. Nie ulega wątpliwości, że nie jest to dobra, krystaliczna postać, ale na pewno nie jest też na wskroś, tak po prostu zły. Zresztą, zawiodłabym się strasznie, gdyby był. Czuję, że okaże się postacią z mnóstwem odcieni szarości, i zabicie go przysporzy Kate sporo trudności nie tylko ze względu na przepaść między ich umiejętnościami. JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ. :D Ale spokojnie, najpierw trzeba się zastanowić, co z Hugh...
Pomyślałam sobie tutaj o czymś jeszcze: a co jeśli Roland zrobił to, ponieważ, albo poprzez swoją potężną moc albo poprzez więzy krwi z Kate, jest w stanie kontrolować Julie tak, jak ona? Trzymając nad nią kontrolę, mógłby być pewien, że będzie mógł sterować również Kate.[/spoiler]

[spoiler]
destrakszyn pisze:Poza tym naprawdę nurtuje mnie, czy Kate uda się z Julie. Czy tego chce czy nie, jest alfą i często używa formy rozkazującej. Czy "usiądź, proszę" to rozkaz czy propozycja? Jeśli rozkaz, Kate chyba będzie musiała za każdym razem zwracać się do Julie pytaniem "czy mogłabyś usiąść?".

Są dwie możliwości: 1. Kate się zapomni i wyda rozkaz, 2. Julie sama się zorientuje, że jest coś nie tak. Coś stanie się na pewno, bo nie wierzę, że autorzy tak to zostawią. Uwielbiają komplikować Kasieńce życie. :-) Zastanawiam się, czy szczera rozmowa nie byłaby lepsza. Wiadomo, jak Julie by zareagowała, ale myślę, że to będzie i tak lepsze niż gdyby dowiedziała się o tym fakcie znienacka, np. w środku walki... Kate często krzyczy wtedy "uciekaj, schowaj się". Z perspektywy Julie to jeszcze większa zdrada, bo widać Kate nie ufa jej na tyle, żeby przedstawić, jak się sprawy mają.
To jest bardzo trudna decyzja. Sama nie wiem, co bym na miejscu Kate zrobiła. Z jednej strony powinna powiedzieć o tym Julie, chociażby ze względu na to, że taki szit na pewno wyjdzie na jaw. Zawsze wychodzą. I nie widzę innej opcji, żeby autorzy nie podążyli w tym kierunku 8-)
Z drugiej strony starałam się postawić na miejscu Julie i nie wygląda to za dobrze. Myślę, że sama najpewniej starałabym się być jak najdalej od Kate, nie ze złości, nie żeby ją zranić, ale dlatego, że obawiałabym się o swoją prawdziwą wolność, o swojego ducha, którego często kształtują drobne akty buntu oraz jego konsekwencje. A tu dupa z buntu. Ze względu na te drobne niuanse, o których pisałaś, sama nie byłabym pewna, kiedy ustąpiłam, bo przemyślałam sprawę, a kiedy wpłynęła na mnie magia Kate.[/spoiler]
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Rozważania o Rolandzie różnie się toczyły i każdy miał swoje poglądy co do niego - postów jest mnóstwo. [spoiler]Ja tam nie wierzę, że to on sterował Kate, to musiało być coś innego, coś powiązanego ze słowami na jej ciele. A Julie musi dorosnąć, i zrozumieć, że uczucia uczuciami, a Kate jest jaka jest i każdego swojego słowa nie może zawsze kontrolować, bo by zwariowała.[/spoiler]

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Myślę Dorotko, że to nie jest tak do końca kwestia dorastania, bo samej, będąc blisko 30-tki, byłoby mi trudno zaakceptować taką sytuację. Pojęcia bardzo podobne, ale w sumie nieco inne, wydaje mi się, że tu potrzeba dojrzałości, tak aby sobie z taką sprawą poradzić i nie popadać w paranoję ani przesadę.

Hmm jestem niemal pewna, że chciałam o czymś jeszcze napisać... no nic, musicie zaczekać na garść moich "mądrości" aż sobie przypomnę :-P
Czarownica: Oksa - Ty i skleroza ;-) ale nic, poczekamy.

A, już wiem!
[spoiler]Kolejna opcja jest taka, że Osobowością mogła być po prostu Kate, ale taka Kate, która dysponuje swoimi prawdziwymi możliwościami, część jej jaźni, która może w jakiś sposób odzwierciedla jej magię. Hmm chyba bredzę.[/spoiler]
Ostatnio zmieniony 01 sty 1970, 01:00 przez Oksa, łącznie zmieniany 1 raz.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

[spoiler] A ja myślę, że to coś ze związanego zw słowami, które pojawiały się na skórze Kate, podejrzewam, że to przejaw samej magii. Rolanda ani Kate mi się tutaj nie widzę. Z kolei słowa magii pochodzą chyba z innego wymiaru (była kiedyś o tym dyskusja) i może to głos z innego wymiaru ;-) A przypominam, że już kiedyś miałam rację, jeśli chodzi o moce odziedziczone przez Kate po matce :-)[/spoiler] Może znowu tę rację mam. A jak nie, to pewnie w końcu się po angielsku dowiemy, bo na polskie wydanie to już nie liczę.

Oksa: Hmmm może i coś w tym jest.
Ostatnio zmieniony 29 cze 2013, 20:52 przez Czarownica, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Oksa pisze:Przeczytałam sobie w dwójce o transferze mocy i jest tak, jak piszesz. Musiało mi się coś pomylić i zapamiętałam to odwrotnie. A jednak w tej samej części przy rozmowie z Curranem, Kate rozmyśla o tym, że uprawianie z nią seksu oznacza dzielenie się po trochu jej magią. Jak w końcu jest?
Bo było coś takiego. Jak Greg tłumaczył Kate dlaczego nie powinna się wiązać -jakiegoś młodego magika to dotyczyło, który ponoć miał się interesować przejęciem mocy Kate, a nie nią samą (debil) i Kate, po przekonaniu się, że Greg mas rację spierdzieliła z Atlanty. Było to wspomniane raz, bardzo mgliście, jednakże mnie również w pamięć zapadło, a potem mi ta cała płynna męska esencja mocy nie pasowała do swiatopoglądu.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Specjalnie sobie odświeżyłam ten fragment i tam nic nie było o czerpaniu z jej mocy poprzez seks. Greg tłumaczył jej, że Dorian, czy jak mu tam, to ambitna gnida i wcześniej czy później zacznie ją wykorzystywać, najpierw poprzez drobniutkie gesty, aż obudzi się zakochana po uszy i na granicy podarowania mu krwi, aby mógł prowadzić sobie na niej badania i piąć się po szczeblach kariery. A może nawet sprzedać ją Rolandowi. Po tym jak zainteresował się jej mieczem, posprzątała całe mieszkanie i spierdzieliła stamtąd bez słowa wyjaśnienia.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Magic Slays”