Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: WereWolf
2011-08-15, 19:41
[txt] destrakszyn - O wiedźmowatości
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 10:59   

Ty naprawd? spa? po nocach nie potrafisz...


A co do Wredotus Cholerykus Bagnus to tak: Chyba wied?ma powinna dosta? jakie? potwierdzenie, ?e dostanie ten przedmiot oraz ?e on w ogóle istnieje. Przecie? chochlik móg?by j? oszuka?. :mrgreen:
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 12:14   

Te? to rozwa?a?am, ale potem dosz?am do wniosku, ?e by si? nie odwa?y?. :-P
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2010-12-30, 17:57   

destrakszyn napisał/a:

Wedyma spojrzała na chochlika z głodem w oczach, który wyglądał, jakby zaraz miał zemdleć.
nie to, że się czepiam, ale szyk zdania wskazuje, że zemdleć ma ów głód...
Uśmiałam się z całości ;-) . Strasznie łakoma ta wiedźma.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 18:01   

Cytat:
nie to, ?e si? czepiam, ale szyk zdania wskazuje, ?e zemdle? ma ów g?ód...

Poprawione. ;-)
Jeszcze zobaczysz, jak bardzo ?akoma! xD
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 19:18   

Wredotus Cholerykus Bagnus
Cz??? III


Igam nie móg? uwierzy? we w?asne szcz??cie. Przejdzie do historii jako pierwszy, któremu wied?ma zdecydowa?a si? pomóc! Ju? to sobie wyobra?a?: wywiady, grouppies, w?asny program telewizyjny, fani, grouppies, groupies zw?aszcza... A? si? zachwia?, poruszony t? utopijn? wizj?. To b?dzie raj!
Wied?ma wskoczy?a do dziury w pod?odze. Do klapy podesz?a dziewczyna, zerkaj?c na niego podejrzliwie. Uniós? uspokajaj?co d?onie, ale widocznie to jej nie przekona?o, bo oderwa?a od niego wzrok dopiero wtedy, gdy znikn??a w pod?odze. Igam pokr?ci? g?ow?. By? przecie? taki przystojny! Poruszaj?c szybko skrzyde?kami, by z?agodzi? upadek, da? szczupaka do otworu.
W po?owie wysoko?ci zapomnia?, po co mia? wachlowa?, i twardo wyl?dowa? na ty?ku. Z rozdziawionymi ustami gapi? si? na pomieszczenie, w którym si? znalaz?.
By?o ogromne. Biegn?c z jednego ko?ca na drugi, solidnie by si? zm?czy?. Labirynt pó?ek, ni?szych i wy?szych, na których znale?? mo?na by chyba wszystko. Szklane kule, obc?gi, strzykawka, telefon z tarcz?, szczoteczka do z?bów, klucz francuski, z?oto-purpurowa poduszka, jaki? obraz, zwi?d?a ro?lina doniczkowa, rozsypuj?cy si? komputer, st?uczony telewizor, gigantyczna czaszka, figura nimfy z matowoczarnego kamienia, fragment szcz?ki czego?, co mog?o by by? dinozaurem, delikatne fili?anki, komplet no?y, skalpel, stos przeró?nych ksi??ek, basen medyczny, kajdanki (puchate oraz metalowe), mnóstwo par butów, po?ówki misek, kilka mieczy, ko?czan ze strza?ami, rycerska zbroja, kamizelka kuloodporna, p?kni?ta ?winka-skarbonka, pluszowy mi? z d?ug? ig??, wbit? w ?rodek czo?a, jakie? kamienie, s?oiki z ogórkami i grzybami, wypchany lemur, strzelby, wiatrówki, obrzyny, sig sauery, colty, karabiny, pepesza, powyginane widelce, shurikeny, butelki czerwonego wina, ubrania, bia?a mikrofalówka, jakie? sztylety... Na pod?odze wala?y si? d?ugopisy, pióra, o?ówki, st?uczone kieliszki, granaty, po?amane groty strza?, kolorowe pióra, a tam, dalej, sta? motor, chyba jeszcze przedwojenny, wielka armata, po?owa ci??arówki, skrzyd?o niewielkiego samolotu, krwistoczerwone porshe, czarno-z?oty motocykl suzuki... I czo?g. A pomi?dzy wehiku?ami dostrzec mo?na by?o krajobraz po scence z rodzaju „zabi? tego chama powy?ej”. Krwawy krajobraz.
Reakcja Moniki by?a podobna. Sta?a skamienia?a i w ogóle na niego nie patrzy?a. Nie by?by sob?, gdyby nie wykorzysta? takiej okazji. Jego r?ka by?a tu?-tu? od zgrabnego ty?eczka w obcis?ych, brudnych d?insach, gdy g?adka, alabastrowobia?a d?o? zjawi?a si? znik?d i chwyci?a go za nadgarstek.
- Skoro ju? si? otrz?sn??e?, ruszamy.
Obejrza? si? i wytrzeszczy? oczy.
Monika wreszcie si? ockn??a i na widok wied?my a? gwizdn??a przez z?by.
- ?wietnie si? pani prezentuje – skomentowa?a.
- Dzi?kuj? – powiedzia?a wedyma skromnie. Tyle ?e teraz nie wygl?da?a jak wedyma.
Mia? przed sob? istn? nimf?. D?ugonog?, szczup??, o pe?nych piersiach, której cia?o opina? czerwono-czarny strój przetykany z?ot? nici?, sk?adaj?cy si? z obcis?ych spodni, tuniki bez r?kawów rozszerzaj?cej si? pod biustem i wysokich, skórzanych butów. G?adk?, bia?? twarz w kszta?cie serca otacza?a aureola kr?conych, p?omiennorudych w?osów. Czekoladowe, niemal czarne oczy l?ni?y niczym gwiazdy, a usta zdawa?y si? by? czerwie?sze od krwi.
Umar? i trafi? do przedsionka raju.
Igamowi w ko?cu uda?o si? pozbiera? ?uchw? z pod?ogi. Odetchn?? g??boko, czuj?c, jak wzrasta jego ch?? na...
- Nawet nie próbuj – warkn??a boska istota. - Bo pozbawi? ci? twojej dumy. Ceni? sobie przestrze? osobist?.
Nagle wyda?a mu si? znacznie mniej boska.
- Jak pani to zrobi?a? - zainteresowa?a si? Monika. Zacz??a rozumie?, dlaczego Nabuchodonozor zainteresowa? si? wedym?.
Wied?ma zmru?y?a jego oko, u?miechaj?c si? zawadiacko.
- Tajemnica zawodowa. - Zwróci?a si? do chochlika, który wodzi? za ni? roziskrzonymi oczami. - Wy??cz te reflektorki w ?lepiach, nie robi? na mnie wra?enia. I prowad? do przej?cia.
- Oczywi?cie – wykrztusi?. - Ale najpierw musimy st?d wyj??.
Strzeli?a palcami.
- A, tak, jasne. - Stan??a pod dziur? i skin??a, przywo?uj?c ich do siebie. - Sta?cie obok mnie.
Pod?oga zadr?a?a i wystrzeli?a w gór?, wrzucaj?c ich z powrotem do chatki. Po raz kolejny Igam do?wiadczy? twardego l?dowania.
- Au – wyst?ka?.
- Mi?czak – prychn??a Monika.
- Dlaczego nie mo?esz pu?ci? w niepami?? tamtego incydentu? - zapyta? ?a?o?nie. Monika unios?a brew, niemal idealnie na?laduj?c wied?m?.
- Jaki incydent? Szkol? si? na wied?m?, a ty jeste? moim królikiem do?wiadczalnym.
- Koniec tych pogaduszek! -Wied?ma zamacha?a r?kami. - Gdzie jest przej?cie?
Chochlik przez chwil? bada? swoje odczucia.
- Jakie? dwadzie?cia kilometrów st?d, w tamtym kierunku – poinformowa?, wskazuj?c na wschód. Wyszli przed chatk?.
- Hmm. Tu? za bagnami. - Odrobin? zrzed?a jej mina. - Raz mog? si? po?wi?ci?.
- Jak si? tam dostaniemy? - Monika pochyli?a si? i podnios?a swoje buty, po krótkim namy?le jednak od?o?y?a je na bok i z walaj?cego si? wokó? obuwia wyszpera?a par? adidasów. - Nie mam ochoty tyle si? wlec.
- Ja te?, ko?ci przeca ju? nie te. - Wedyma zahaczy?a kciukami o pasek spodni i w zamy?leniu spojrza?a w niebo. - Jak tu dotar?e?, Iabgkrianbdaklum, h??
- Wtedy przej?cie znajdowa?o si? bli?ej, wi?c piechot? – odpar? chochlik. Wied?ma postuka?a si? smuk?ym palcem po brodzie, nie odrywaj?c spojrzenia od leniwie p?yn?cych chmur. Wygl?da?a, jakby podj??a jak?? decyzj?.
- Za?atwi?am transport – oznajmi?a w ko?cu – i nie odchodzi mnie, czy je?dzicie konno, czy nie.
- Co? - zdumia?a si? Monika i rozejrza?a wokó?. - Nie widz? ?adnego transportu ani konia tym bardziej.
Wied?ma ruszy?a w jej kierunku.
- Obejrzyj si? – poradzi?a. Dziewczyna posz?a za jej wskazaniem. Wielki, czarny jak noc ko? z wyra?n? fascynacj? w?a?nie obw?chiwa? jej w?osy.
- To jest Hemes. - Wedyma przyja?nie pog?adzi?a kark zwierz?cia. Chwyci?a mocno za ??k siod?a i bez problemu wskoczy?a na wysoki grzbiet, siadaj?c po m?sku. Nie wygl?da?a na kogo?, którego ko?ci s? ju? „nie te”. Poklepa?a miejsce na siodle za sob?. - Wskakuj – zach?ci?a.
- Eee...
Kobieta przewróci?a oczami, westchn??a i Monika poczu?a si?... osobliwie. Spojrza?a w dó? i bez zdziwienia stwierdzi?a, ?e unosi si? w powietrze. Po chochliku z wybuja?ym libido i przemianie oble?nej staruchy w eteryczn? pi?kno?? nic ju? jej nie zdumieje. Podfrun??a po góry i wyl?dowa?a za wedym?. W tej samej chwili Igam podniós? si? p?ynnie do góry i zbli?y? si? do jej pleców.
- Nie ma mowy! - wrzasn??a. - Zabierz tego zboka!
Wied?ma naje?y?a si?.
- Przed sob? go nie posadz?.
- Ale? po co te spory – wtr?ci? si? Igam, wci?? wisz?cy w powietrzu. - Pójd?my na kompromis. Po prostu usi?d? pomi?dzy wami.
Spojrzenia obu przedstawicielek p?ci pi?knej by?y równomiernie mordercze. Gdyby wzrok móg? zabija?... Chochlik skuli? si? w sobie.
- Niech biegnie za koniem – zaproponowa?a Monika.
- Nie nad??y.
- To ci?gnij go tym czym?, czym go teraz trzymasz.
- Przepraszam.... - wtr?ci? si? Igam.
- Wiesz ile to wymaga skupienia? Mog?abym przez przypadek wepchn?? go na jakie? drzewo albo pod samochód, b?d? poprowadzi? ?le Hemesa i nas wepchn?? na zb??kan? przeszkod?.
- Wybierzmy mniejsze z?o. - Wied?ma zmarszczy?a brwi.
- Hola, ja chc? dosta? t? przepustk? do Krainy, a je?li go zabij?, to nici.
- Nie o tym mówi?am – zirytowa?a si? Monika. Prawd? mówi?c, nabra?a ochoty na spróbowanie chochliczego mi?ska, wi?c w wykonaniu zadania tkwi? równie? jej interes. - Wrzu?my go do worka, przywi??my do siod?a i po sprawie.
- Ale... - wyrwa? si? Igam.
- Dobry pomys? – stwierdzi?a wedyma. Lekko zacisn??a usta, rozleg? si? ha?as, wydobywaj?cy si? jakby spod ziemi, co? hukn??o i przez rozbite okno wylecia? kawa? materia?u, wpadaj?c prosto w r?ce Moniki. Rozprostowa?a worek i nadstawi?a go w kierunku chochlika, którego skóra przybra?a niezdrowy, bladozielony odcie?. Otworzy? usta, chc?c co? powiedzie? – niew?tpliwie zaoponowa? przed tak niewygodn? jazd? – ale wied?ma ruszy?a brwi? i wpad? wprost do torby, któr? Monika b?yskawicznie zawi?za?a i przymocowa?a do siod?a, wielce z siebie zadowolona. Zaplot?a r?ce w pasie wedymy.
- Protestuj?! - wrzasn?? Iabgkrianbdaklum. Jego g?os by? z lekka przyt?umiony. - To nieludzkie traktowanie! ??dam przyzwoitego ?rodka transportu! I mam klaustrofobi?! Pozw? was za zn?canie si? nad s?abszymi!
- Och, cicho b?d?. - Wied?ma od niechcenia kopn??a szamocz?cego si? chochlika, ?cisn??a ogiera pi?tami i krzykn??a gromko: - Heja!!!
Hemes jakby spi?? si? w sobie, nieco przykucn?? na tylnych nogach i wystrzeli? na wschód.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-12-30, 19:43   

Destrakszyn - brawo. Na naszym forum mamy prawdziwe artystki pióra. Style inne, ale pomys?y ?wietne.
A na kim wzorowa?a? posta? Moniki - co? szybko wykazuje si? wredot?? :-)
_________________

Słowianie nie gęsi, swoją mitologię mają!
Przekonaj się sam jak najpotężniejsi potomkowie słowiańskich bóstw
radzą sobie we współczesnym Gdańsku i Warszawie.
Zajrzyj na http://elemental.fan-dom.pl lub odwiedź świat Szmaragdowej Tablicy na Facebook'u.
Jeżeli fascynuje Cię mitologia wszelakiej maści, alchemia i przygodowa, niezobowiązująca fantastyka
to Szmaragdowa Tablica jest opowieścią właśnie dla Ciebie!
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 19:45   

Na nikim, ot przysz?a entuzjastka, wi?c pr?dko si? uczy.
A ty, wied?mo bagienna, masz swój lifting i te inne sprawy.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2010-12-30, 19:51   

He, no to rozumiem...
Cóś straszecznie chutliwy ten mały paskud...
Ja bym mu jednak tę witalność, tak pro forma, obtentegowała...
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Anthien
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-30, 22:51   

Historia robi si? coraz bardzie ciekawa. ?wietny pomys? na lifting wied?my no i Monika zaczyna si? uczy? od mistrzyni - pomys? z workiem jest praktyczny i wredny :mrgreen: A Igam takie to to ma?e a taki olbrzymi ma pop?d. No kto by pomy?la?, ?e tylko jedno mu w g?owie...
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-31, 11:45   

destrakszyn napisał/a:
- Ja te?, ko?ci przeca ju? nie.
Chyba s?owo zgubi?a? ;-)

Wi?c :mrgreen: to by?o naprawd? dobre - ju? wiem na co Ci by?y te wszystkie przedmioty. Oczywi?cie ?wietny pomys? z liftingiem i workiem :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2011-01-05, 22:53   

Wredotus Cholerykus Bagnus
Cz??? IV


Po opuszczeniu sm?tnych bagien nawet ruch uliczny wydawa? si? Monice uroczy. A przy wied?mie stawa? si? absolutn? rozrywk?.
- Jak je?dzisz, debilu!!! Nigdy konia nie widzia?e??! - Kobieta z emocji a? unios?a si? w siodle, a ko? zata?czy? niespokojnie w miejscu. - Baranie pustynny ty!
Monika wtuli?a twarz w drgaj?ce z w?ciek?o?ci plecy wedymy, próbuj?c zdusi? w sobie narastaj?cy ?miech. Miny kierowców, gdy spostrzegali bogink?, w jak? przemieni?a si? staruszka, by?y co najmniej komiczne. Od absolutnego zdziwienia, przez zachwyt, do niemal?e przera?enia. Cz??? z nich z wra?enia zapomina?a o wciskaniu peda?u gazu lub odruchowo dusi?a hamulec (?eby si? przypatrze?), tote? manewry by?y paskudnie ograniczone.
A wied?ma kl??a i kl??a, kl??a z tak wielkim zaanga?owaniem, ?e z rozochocenia wypowiada?a s?owa, których Monika nigdy wcze?niej nie s?ysza?a. Wyd?wi?k mia?y wyj?tkowo z?o?liwy. Mo?e to jaki? wied?mowaty j?zyk?
- ... , ... , bo ja ci ... , ... , ... !
Monika pochyli?a si? w kierunku pakunku przy siodle i, maj?c nadziej?, ?e chochlik us?yszy j? pomimo coraz to g?o?niejszych i dosadniejszych przekle?stw emocjonuj?cej si? wedymy, zapyta?a:
- Gdzie teraz?
- Na najbli?szym zakr?cie w lewo. - Z worka wydoby? si? kwa?ny, nad?sany g?os Igama.
- W lewo – poinformowa?a Monika mistrzyni? wredoty, która kompletnie nie zwróci?a na ni? uwagi.
- Dosy?! - wrzasn??a wied?ma cienko, ca?kowicie nie po wied?mowatemu, ale w takiej sytuacji nawet ?wi?ty dosta?by sza?u. Ciemne oczy b?yszcza?y od furii. Podnios?a obie r?ce, machn??a nimi na boki, jakby p?yn??a ?abk?, i pisn??a dziko: - Amldkrun!
Ulica p?k?a wzd?u? ?rodka, p?aty odchyli?y si? na boki, spychaj?c do rowów samochody i ukazuj?c drog? woln?. Hemes pi?knym skokiem pokona? odginaj?cy si? asfalt i wyl?dowa? na g?adkiej jak stó? powierzchni pomi?dzy dwiema betonowymi falami.
Wspó?czesny Moj?esz, zaprawd?.
- W któr? stron?, powiadasz? - zapyta?a wied?ma jak gdyby nigdy nic.
- Za pi??set metrów w lewo – odezwa? si? Igam. Wedyma tr?ci?a ogiera i ko? ruszy? spokojnym k?usem.
- Wied?mowato?? jest super – uzna?a Monika.
- No pewnie, inaczej po co zawraca?abym sobie g?ow?? - odpar?a dobrodusznie Jej Wied?mowato??. Minut? pó?niej poci?gn??a za cugle, a Hemes pos?usznie skr?ci? i zatrzyma? si? przed ?cian? betonu. Wied?ma machn??a r?k? i asfalt opad? na swoje miejsce, ukazuj?c kilkoro zd?bia?ych osób oraz brzydki, szary budynek.
- To tutaj – oznajmi? Igam. - Wypu?cie mnie.
Kobiety zeskoczy?y na ziemi?, Monika odwi?za?a worek i wywróci?a go na drug? stron?, wyrzucaj?c na zewn?trz obola?ego chochlika. Mia? wyra?nie obra?on? min?. Pozbiera? si? do kupy, potar? energicznie zadek i ruszy? w kierunku nieciekawej budowli, nie zwracaj?c najmniejszej uwagi na og?upia?ych ludzi. Obejrza? si? na wied?m? i jej uczennic?.
- Idziecie czy nie?
Wied?ma ruszy?a ?wawo do przodu, doganiaj?c chochlika, a za ni? pod??y?a Monika. Czu?a si? troch? nieswojo pod ostrza?em spojrze? zgromadzonych wokó?.
- Nie powinna? zrobi? czego?, ?eby zapomnieli o ca?ym zaj?ciu? - szepn??a do mentorki, dyskretnie wskazuj?c na gapiów.
- A po choler?? - zdziwi?a si? wedyma ca?kiem szczerze.
Podeszli do drzwi. Igam zatrzyma? wied?m? i Monik? ruchem r?ki. Wyci?gn?? d?o? i czubkami palców nakre?li? na wej?ciu jakie? znaczki, które rozjarzy?y si? md?ym, zielonkawym ?wiat?em. Podskoczy? i uwiesiwszy si? na mosi??nej klamce, si?? rozp?du otworzy? drzwi. Ich oczom ukaza?y si? betonowe, strome schody, prowadz?ce w dó?.
- To przej?cie – wyja?ni? i bez wahania zacz?? schodzi? w dó?. Kobiety spojrza?y po sobie i zgodnie wzruszy?y ramionami, po czym pod??y?y za chochlikiem. Wied?ma zatrzyma?a si? progu i obejrza?a na ogiera.
- Pohasaj w pobli?u, nied?ugo wracam – obieca?a i zatrzasn??a drzwi. Znaczki znikn??y.
Hemes odwróci? si? i podrepta? na najbli?sze pole, a zdumieni ludzie zacz?li przeciera? oczy.
~ ~ ~
Schody ci?gn??y si? i ci?gn??y. Skr?ca?y co jaki?, rozbija?y na dwoje schodów. A potem ci?gn??y. I jeszcze ci?gn??y. Kilka prostych, skr?t tu, skr?t tam. I znowu si? ci?gn??y. Schody, schody, schody. Schodzenie by?o jeszcze w miar? fajne, ale wchodzenie na pewno ju? nie. My?l o drodze powrotnej napawa?a Monik? pewnym niepokojem.
Wied?m? z reszt? te?.
Wreszcie ich oczom ukaza?y si? obskurne, metalowe drzwi. Wszystko by?oby w porz?dku, gdyby nie to, ?e drzwi by?y przystosowane do wzrostu chochlików. Aby przez nie przej??, Monika i wedyma musia?yby si? czo?ga?.
- Za drzwiami jest Kraina – poinformowa? Igam.
- Domy?li?am si? – odpar?a sucho wied?ma. Przykucn??a obok male?kich wrót i pog?adzi?a je lekko, w zamy?leniu. - Na razie nie b?dziemy si? demaskowa?. - Cofn??a si? i skin??a na Igama. Monika pomy?la?a, ?e ukrywanie to?samo?ci nie ma sensu, bo przecie? ona i wedyma s? lud?mi (cho? co do tej drugiej nie mia?a pewno?ci). - Wejd? tam i sprawd?, czy kogo? nie ma po drugiej stronie.
Chochlik skin?? g?ow?, otworzy? drzwi i w nast?pnej sekundzie je zamkn??. Waln?? tak, ?e z framugi sypn??o tynkiem. Odskoczy? i schowa? si? za nog? Moniki.
- Co jest?
W odpowiedzi drzwiczki eksplodowa?y i do ?rodka wsypa?a si? banda uzbrojonych po z?by chochlików. Dzier?yli w niewielkich ?apkach miniaturowe maczety, miecze i no?e. Gdyby nie ich p?on?ce oczy, wygl?daliby prawie ?miesznie.
Najwy?szy, z którego uszu g?stymi k??bami bucha?a para, wyda? bojowy okrzyk – co? pomi?dzy zgrzytem kredy po tablicy a wrzaskiem pawiana – i rzuci? si? w kierunku Igama, a za nim skoczy?a reszta.
Zaraz jednak ulecia?a ca?a ??dza krwi, poniewa? wielkie, matowoczarne ostrze przes?oni?o im raptownie drog?, za plecami rozleg? si? trzask zamykanych drzwi, a obok mi?kki, aksamitny g?os powiedzia?:
- Mniam, mniam, chochliki!
Wspomniane chochliki poczu?y si? zestresowane i czym pr?dzej odwróci?y si? w kierunku owego smakosza chochlików. Co prawda wola?yby ucieka? gdzie buraki rosn? – po?eracze chochlików to nie ?arty – ale droga by?a zatarasowana, wi?c logicznym jest odwrócenie si? w stron? niebezpiecze?stwa. Widz?c swego oprawc?, czy oprawczyni? raczej, banda dosz?a zgodnie do wniosku, ?e ?wiat wyj?tkowo paskudnie sobie z nich zakpi?. Cho? z drugiej strony, rozk?adanie si? w ?o??dku tak pi?knej osoby to zaszczyt.
Zjawisko pos?a?o im uroczy u?miech i chochliki zemdla?y z wra?enia.
Wied?ma wyci?gn??a sk?d? d?ugi sznur i skr?powa?a delikwentów, z rozmarzon? min? mlaskaj?c j?zykiem o podniebienie. Ale b?dzie uczta...!
- Co to za oszo?omy? - zapyta?a Monika Igama, który niestety jej nie odpowiedzia?. On te? za?apa? si? na moc wied?mowatego u?miechu. Dziewczyna poklepa?a go po policzkach.
- Cholera – zmartwi?a si?, gdy chochlik nie zareagowa?.
- Mo?e obud? go poca?unkiem – zaproponowa?a wedyma i podnios?a obronnie r?ce, gdy spocz??o na niej spojrzenie Moniki, wyra?aj?ce wi?cej ni? tysi?c wymagaj?cych ocenzurowania s?ów. - Dobra, dobra, to by?a tylko drobna sugestia. Zaraz si? ocknie, waln??o go pod k?tem.
Faktycznie, powieki Iabgkrianbdakluma zadr?a?y i rozchyli?y si?, ukazuj?c rozbiegany wzrok, który pr?dko skupi? si? na pochylonej Monice. Dziewczyna u?wiadomi?a sobie, co jest przyczyn? koncentracji chochlika, i gwa?townie si? wyprostowa?a. Nie b?dzie zboczeniec jeden w dekolt jej zagl?da?! Igam westchn?? z ?alem i wsta?.
- Co to za kolesie? - Wedyma machn??a w kierunku omdla?ej grupy.
- ?owcy g?ów. Poluj? na mnie. - Chochlik skrzywi? ?a?o?nie. - Nie s?dzi?em, ?e tak szybko.
- Tym bardziej b?dziemy si? maskowa?. - Wied?ma pokiwa?a aprobuj?co g?ow? nad swoim tokiem my?lenia. - Nie mo?ecie zwraca? si? do mnie per wied?ma, wedyma tym bardziej. B?dziecie u?ywa? mojego imienia, Ewa.
Monika wielce si? zdumia?a.
- Jestem wielce zdumiona – wyzna?a. - Ewa? Nie Esmeralda, Klementyna czy jaka? inna, szalenie wied?mowata nazwa?
- Ewa to szlachetne, proste imi? – obrazi?a si? Ewa. - Pierwsza kobieta je nosi?a, wi?c dlaczego ja nie mia?abym?
Igam tymczasem ostro?nie otworzy? drzwi i wsun?? g?ow? do ?rodka, a potem reszt? cia?a.
- Czysto – poinformowa? z ulg?. - Mo?ecie wchodzi?.
Monika zrobi?a krok do przodu, ale wedyma powstrzyma?a j?, k?ad?c r?k? na ramieniu. Wepchn??a jej w d?o? jaki? przedmiot.
- Za?ó?.
By?a to male?ka, zielona kulka na cienkim ?a?cuszku. Monika zauwa?y?a na szyi wied?my podobny wisiorek, zrobi?a wi?c, jak nakaza?a mentorka.
Wtem poczu?a si? niemi?o. ?o??dek zakr?ci? b?ka i wyniós? si? do prawego ramienia, serce podskoczy?o i pobieg?o pulsowa? w okolice kolan, j?zyk mlasn?? i przeniós? si? do oczodo?ów, pustych, poniewa? ga?ki oczne wypad?y i poturla?y si? po pod?odze, mózg zawirowa? i porozwija? wszystkie zwoje, ko?ci i mi??nie zamieni?y si? miejscami. Ogólnie, wra?enie przypomina?o wybebeszanie na drug? stron?. Ma?o przyjemne.
Igam, stoj?cy po drugiej stroni drzwi, zacuka? si? odrobin?. Przed chwil? na jego oczach obie kobiety zamieni?y si? w po??czenie ?ysego kurczaka i sple?nia?ego chleba, a teraz sta?y przed nim dwie zjawisko pi?kne przedstawicielki jego gatunku. Na razie jednak darowa? sobie ?linienie si? na ich widok – obie wygl?da?y na dosy? niezadowolone. Zamiast tego uchyli? si? szarmancko i eleganckim gestem wskaza? za siebie.
Kobiety, czy raczej chochlice, nie zwróci?y uwagi na jego starania i najbanalniej w ?wiecie zacz??y si? k?óci?.
- Co? ty mi zrobi?a?! - zagrzmia?a Monika. Do?? wysoko, wida? przemianom uleg?y te? jej struny g?osowe.
- A jak niby mia?yby?my pozosta? incognito w Krainie? I bacz, jak si? odzywasz do starszych i m?drzejszych!
- Jak mog?a? zamieni? mnie... w to co?? - zachlipa?a, za?amana.
Igam poczu? si? ura?ony. Podwa?a?a jego gust!
- Mnie si? podobacie bardzo – powiedzia?.
Wied?ma si? zniesmaczy?a, a w oczach uczennicy b?ysn??a panika. Cofn??a si? o krok.
- Nie zbli?aj si? do mnie!
- Ale Jej Wied?... Ewa bardziej – doda?. Wspomniana obdarzy?a go przeci?g?ym spojrzeniem, które powa?nie go zaniepokoi?o. W jej twarzy by?o co? takiego... Chyba lepiej daruje sobie komplementy, bo ?adna nie by?a zachwycona.
Monika zadar?a g?ow?, przypomnia?a sobie podstawy obrony osobistej, której uczy? j? tatu? („kop w krok i spierdziela?”), i wkroczy?a dumnie do Krainy, mijaj?c Igama. Opu?ci?a troch? nos, by si? rozejrze?. Niepotrzebnie. Nic specjalnego. Jakie? drzewa, krzaki. Zerkn??a przez rami? i sp?yn??a na ni? satysfakcja. Wreszcie co? nienormalnego. Drzwi tkwi?y w miejscu same. Bez ?cian znaczy si?.
- Mam nadziej?, ?e poluje na ciebie wi?cej osobników twojego gatunku – powiedzia?a wied?ma do Igama, przeszed?szy przez próg.
- Zwracam ci uwag?, ze to b?dzie mo?na podci?gn?? pod kanibalizm. Jakby nie by?o, jeste? teraz chochlikiem.
Ewa zastrzyg?a zielonymi uszami, poskroba?a si? po g?owie i w ko?cu wzruszy?a ramionami.
- Nie na d?ugo. Gdzie ten królewski pa?ac?
- Nie wiem, ale zaraz si? dowiem.- Igam roz?o?y? skrzyd?a, zamacha? na rozgrzewk?, pokr?ci? g?ow?, a? strzeli?o, i wystrzeli? do góry, mi?dzy ga??zie ?agodnie ko?ysz?cych si? drzew.
Monika wykr?ci?a szyj?, by obejrze? w?asne plecy. S? skrzyd?a! Teraz tylko spróbowa? poruszy?.
- Nie uda ci si?. – Wied?ma brutalnie przerwa?a jej wysi?ki mentorskim tonem. - Pracowanie nadprogramowymi ko?czynami to ci??ka sprawa.
I, wy??cznie dla szpanu, machn??a. Raz i dwa, i trzy, z u?miechem samouwielbienia.
Rozleg? si? trzask, oburzony okrzyk, co? zakot?owa?o si? nad ich g?owami i na ziemi? spad? Igam, racz?c uszy s?uchaj?cych pi?knym, g?uchym ?omotem. Do piersi przyciska? szarego ptaka, który miota? si? i kl?? w ?ywy kamie?.
- Uff – sapn?? Iabgkrianbdaklum.
- Na co nam jakie? ptaszysko, pomijaj?c oczywi?cie kwesti? poznania nowych mo?liwo?ci bluzgania lub upieczenia i zjedzenia? - zapyta?a Ewa, podchodz?c bli?ej. Pochyli?a si?, my?l?c, który sos by?by najlepszy, oraz podziwiaj?c umiej?tno?ci w rzucaniu mi?sem niepozornego zwierz?cia.
Ptak nabra? ze ?wistem powietrza i zaskrzecza?:
- Wypraszam sobie takiego traktowania! Nie wiesz z kim zadzierasz!
- Nie mam poj?cia – wyzna? Igam, który zd??y? odzyska? dech i g?os. - Mo?e mnie o?wiecisz?
- Jestem szpiegiem Jego Królewskiej Mo?ci – oznajmi? go??b uroczy?cie. - Nazywam si? Bont, D?ejms Bont, agent zero zero zero siedem i jedna trzecia, w?a?nie was szpieguj?.
Monika i Ewa spojrza?y na D?ejmsa, troszku og?upia?e. Jaki idiota by si? przyzna?? Igam westchn?? w duchu nad niedomy?lno?ci? swoich towarzyszek i z g??bokim szacunkiem rzek?:
- Czym zas?u?yli?my sobie na ten zaszczyt?
Bont zmarkotnia?.
- W zasadzie to nie wiem... Tyle tego by?o... - O?ywi? si? znowu. - Ale na pewno zrobili?cie co? takiego, ?e szpiegowanie jest wskazane!
- Przejrza?e? nas! - wykrzykn?? chochlik i pu?ci? szpiega, by z rozpacz? chwyci? si? za w?osy koloru b?ota. - Jak to mo?liwe?!
D?ejms tak si? napuszy?, ?e przypomina? szar?, pierzast? pi?k?, ale jego s?owa tr?ca?y pocieszeniem. Zadrepta? w miejscu, podskoczy? do Igama i poklepa? go po stopie czubkiem skrzyd?a.
- No, nie za?amuj si? tak. Jeste? dobry, ale ja jestem najlepszy. Pogód? si? z pora?k?, ch?opie.
- Dzi?ki – chlipn?? Igam i klapn?? ci??ko na ziemi?. - Gdyby to by? kto? inny, nie prze?y?bym. Ciesz? si?, ?e dorwa? mnie kto? taki jak ty.
Agent pokiwa? ze zrozumieniem g?ow?.
- Nie martw si?. Mo?e jeszcze kiedy? b?dziesz mia? swoje pi?? minut.
Iabgkrianbdaklum pokr?ci? ponuro g?ow?.
- Nic nie szkodzi ci na przeszkodzie, by zabra? nas teraz do pa?acu. Przechytrzy?e? nas.
D?ejms wyda? z siebie podniecony pisk, ma?o odpowiedni dla powa?nego, pe?noetatowego tajnego agenta.
- Tak! Dostarcz? was królowi, który obsypie mnie nasionami i mianuje nadwornym szpiegiem!
- Pójdziemy za tob? – przyrzek? pokornie chochlik.
- I nawet nie próbujcie ucieka? – przestrzeg? ptak i pofrun?? par? metrów dalej. - Przed zero zero zero siedem i jedna trzecia nikt nie zwieje. A teraz za mn?! - po czym znów odlecia? kawa?ek i przysiad? na ?cie?ce, przypatruj?c im si? wyczekuj?co.
Igam odwróci? si? do zg?upia?ej wedymy i Moniki.
- S?ysza?y?cie – powiedzia? smutnym g?osem, ale w oczach chochlika czai?y si? psotne chochliki. - Zostali?my pokonani i musimy pod??y? za mistrzem szpiegostwa do królewskiej siedziby.
Ewa otworzy?a usta, zamkn??a je i zamy?li?a si? g??boko, po czym stwierdzi?a:
- Jeste? mniej g?upi, ni? s?dzi?am.
Igam zgi?? si? w dworskim uk?onie. Ca?a trójka ruszy?a za niecierpliwi?cym si? D?ejmsem, który natychmiast zacz?? opowiada? o swoim ?yciu, nie po?wi?caj?c domniemanym s?uchaczom wi?kszej uwagi.
- Co to by?o? - zapyta?a szeptem Monika.
- To go??b – odpar? Igam tonem, jakby to wyja?nia?o wszystko.
- Zauwa?y?am. I co z tego?
- Ka?dy go??b, z racji niepozornego upierzenia, uwa?a si? za szpiega doskona?ego i kolejne wcielenie Jamesa Bonda. A tak?e dlatego, ?e obsra? wszystkie pomniki i wie, gdzie one stoj?. A tak si? sk?ada, ?e pomnik króla przed pa?acem nale?y do najcz??ciej paskudzonych monumentów.
- Niech?? wynikaj?ca ze z?ych rz?dów? - zasugerowa?a Monika.
- Ale? sk?d! To dowód, ?e go??bie – oraz kilkana?cie innych gatunków ptaków – s? zadowolone. Na ?rodku czo?a pomnika jest wej?cie, a wewn?trz znajduje si? pe?noluksusowy ptasi burdel.
Czy ka?da m?ska istota w tej Krainie ma obsesj? na punkcie ?wintuszenia? Monika zat?skni?a niespodziewanie za klasztorem, w którym sp?dzi?a jako dwunastolatka dwa dni.
- Kiedy ja zostan? królem – powiedzia? w zamy?leniu chochlik – ptaki nie b?d? si? za?atwia?y na moim pomniku.
- Jeste? z rodziny królewskiej?
- To nie tak – wtr?ci?a si?, dot?d milcz?ca, wedyma. - Tutaj wygl?da to inaczej. Królem zostaje ten, który ma najwi?kszy burdel.
- W?a?nie! - Igam pokiwa? entuzjastycznie g?ow?. - Spodziewam si? spodków po bezdzietnym wujku i ojcu oczywi?cie. Z??czy?, a wyjdzie spory przybytek.
- Burdel? - powtórzy?a zniesmaczona Monika.
- Tak! - Rozmarzy? si? chochlik. - Burdel królewski jest wspania?y. Taki ró?norodny! By?em tam raz, jeszcze jako ma?y ch?opiec. Do ko?ca ?ycia b?d? pami?ta? t? wizyt?. Wtedy postanowi?em, ?e zostan? królem. Tyle samic, we wszystkich gatunkach i rasach...!
Ten ?wiat naprawd? kr?ci si? wokó? jednego, dosz?a do odkrywczego wniosku Monika.
Wedyma i jej uczennica spojrza?y sobie w oczy i u?miechn??y si?. Nieprzyjemnym, szerokim u?miechem. Naprawd? nieprzyjemnym u?miechem.
D?ejms Bont papla? o swoim nieprawdopodobnym ?yciu, Igam o burdelach, a kobiety pochyli?y si? ku sobie i szepta?y konspiracyjnie.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2011-01-06, 08:09   

Co szepta?y, co szepta?y???
Napisz to , bo inaczej padn? z ciekawo?ci. Urywa? w takim momencie. Destrakszyn - uczysz si? od Komety okrucie?stwa wobec czytelników.
Fajny ten fragmencik - a pomys? z królem i burdelem - nieszablonowy.
_________________

Słowianie nie gęsi, swoją mitologię mają!
Przekonaj się sam jak najpotężniejsi potomkowie słowiańskich bóstw
radzą sobie we współczesnym Gdańsku i Warszawie.
Zajrzyj na http://elemental.fan-dom.pl lub odwiedź świat Szmaragdowej Tablicy na Facebook'u.
Jeżeli fascynuje Cię mitologia wszelakiej maści, alchemia i przygodowa, niezobowiązująca fantastyka
to Szmaragdowa Tablica jest opowieścią właśnie dla Ciebie!
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2011-01-07, 18:27   

A skąd Ty wiesz destrukcjo jak ja się zachowuję na drodze, hę?? I cóż ja poradzę, że różne takie ... jeżdżą po ulicach??
Ja wiem, co ja bym poszeptała hehehehe
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2011-01-07, 21:36   

wied?ma z bagna napisał/a:
A sk?d Ty wiesz destrukcjo jak ja si? zachowuj? na drodze, h??? I có? ja poradz?, ze ró?ne takie ... je?d?? po drodze??

Mo?e wpad?am na ciebie kiedy?? Przesz?o przez g?ow?? :-P
Cytat:
Ja wiem co ja bym poszepta?a hehehehe

Byle nie mów! :-D
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2011-01-19, 21:29   

Nadrobi?am zaleg?o?ci - wreszcie. Destrakszyn to jest ?wietne! Teksty o podstawach obrony osobistej („kop w krok i spierdziela?”), D?ejmsie Boncie, agencie zero zero zero siedem i jedna trzecia, ptasim burdelu i królu najlepsze! Wielki szacunek za wymy?lenie tego :mrgreen:
Czekam na nast?pn? cz???? Kiedy mo?na si? jej spodziewa?? :-P
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org