Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: WereWolf
2011-08-15, 19:41
[txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa
Autor Wiadomość
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 18:26   

Were, sama chcia?a - to jakie? wyt?umaczenie - ale jak si? zniech?ci i przestanie pisa? :mrgreen:
Ja tego nie prze?yje (?apie si? za serce). Musze wiedzie? jak to si? sko?czy. A jak Kometa si? zniech?ci, to Ty b?dziesz musia?a napisa? reszt?. Inaczej b?d? straszy? po nocach jako duch ;-)
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-10-24, 18:28   

dorota7677 napisał/a:
Inaczej b?d? straszy? po nocach jako duch ;-)

Zapraszam. I tak ma?o sypiam wi?c nie zrobi mi ró?nicy :-P

Ale ja ci mog? doko?czy?, ale obawiam si?, i? mo?e si? nie spodoba? kierunek w jakim poda?y akcja :-P

Ale Kometa przecie? jest taka dobra i kochane, ?e na pewno nie urwie w po?owie. Bo chyba nie chce mie? Ci? na sumieniu?
_________________
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-24, 18:40   

WereWolf napisał/a:
Ale Kometa przecież jest taka dobra i kochane, że na pewno nie urwie w połowie.


Nie wiem jak mam wam to powiedzieć, ale jeszcze żadnej ze swoich opowieści nie skończyłam xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 18:42   

To ?le, to ?le, to bardzo ?le. Kometa - t? musisz sko?czy?. A jak nie - (?apie si? za g?ow?) to zamiast Were - ciebie b?d? po nocach straszy?.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-24, 18:42   

Kometa napisał/a:
Nie wiem jak mam wam to powiedzie?, ale jeszcze ?adnej ze swoich opowie?ci nie sko?czy?am
Zawsze musi by? ten pierwszy raz.... :-)
No, Karolku, przecie? nie zawiedziesz swoich wiernych forumowych fanek. Tak nie wypada. Mo?e jednak postarasz si? tym razem sko?czy?? :-P
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-24, 18:48   

Niczego wam nie obiecuję. Jedynie mogę zapewnić, że w razie czego powiem wam jak planowałam to skończyć choć na chwilę obecną, to i dla mnie jest jedną wielką zagadką. Jeszcze nie tworzyłam tak nieprzemyślanego tekstu xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 18:59   

To twórz tak dalej. Dobrze ci idzie. I naprawd? - nie wycofuj si?. A wiedza o tym jak historia mia?a si? toczy? nie zast?pi historii przeczytanej. Cho? i tak dzi?kuj? za obietnic?.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-24, 20:58   

Rozdział 4 część 1


Cały czas było mi okropnie zimno, co kłóciło się ze słoneczną pogodą na dworze. Matka z babcią chciały mnie położyć do łóżka, ale za nic im na to nie pozwoliłam. Nie zamierzałam niczego przegapić, nie tym razem. Już im za grosz nie wierzyłam, kiedy obiecywały, że wszystko mi wyjaśnią potem. Wiedziałam, że mnie okłamywały i to zdaje się już od bardzo dawna. Ale koniec z tym. Chciałam być przy rozmowie z tymi dziwnymi ludźmi, zwłaszcza że i oni domagali się tej rozmowy ze mną. Oczywiście wybuchła o to straszna kłótnia, głównie między mną a matką, babcia w tym czasie skupiła się na oglądaniu moich podrapanych pleców. Nie wiedziałam jak ani kiedy, ale rana na nich się zagoiła. Jedynym świadectwem tego, że tam była, były trzy długie czerwone pręgi i echo bólu, który wtedy czułam.

Teraz siedziałam w kuchni przy stole pod ścianą, owinięta w mój koc po same uszy i dzwoniłam zębami z zimna. Zdaje się, że miałam temperaturę. Przede mną parował kubek z jakąś podejrzaną cieczą, którą babcia zaparzyła dla mnie, twierdząc, że przywróci mi siły i zbije gorączkę. Żeby wszystko było jasne – nie zamierzałam tego pić.

Obok mnie siedział ten Biały Chłopak, o którym sądziłam, że został zagryziony przez węża. Nie wyglądał dużo lepiej ode mnie. O ile wcześniej był blady, teraz zdawał się być wręcz przeźroczysty, głębokie cienie pod jego niesamowitymi oczami zdradzały zmęczenie, a na jego ramieniu widziałam prowizoryczny, okrwawiony opatrunek. Ale i tak dalej wyglądał oszałamiająco i przyznać muszę, że trochę mnie onieśmielał, co naprawdę, jak do tej pory, nie udało się żadnemu przedstawicielowi płci męskiej. On również dostał podejrzane ziółka od babci i chyba również nie planował ich pić.
Oprócz naszej dwójki w kuchni było całe zgromadzenie. Naprzeciwko nas, przy stole, oprócz mojej matki i babci ,siedział jakiś facet i dziewczyna. Mężczyzna był wysoki i dobrze zbudowany i na moje oko mógł mieć coś po trzydziestce. Może nazwałabym go nawet przystojnym, gdyby nie kwadratowa szczęka i zbójecki wyraz twarzy. Ubranie miał jeszcze wilgotne, zatem musiał brać udział w wydarzeniach na deptaku, ale nie potrafiłam go sobie stamtąd przypomnieć. Inna rzecz, że w ogóle mało co pamiętałam, od kiedy Kapturnik pozbawił mnie przytomności. Kwadratowa Szczęka mierzył mnie i Białego Chłopaka krytycznym spojrzeniem. Włosy i oczy miał ciemne, za to cerę jasną, co tylko pogłębiało ostre rysy jego twarzy. Dziewczyna obok niego z kolei była drobna i miała dobrotliwą aparycję. Mogła mieć coś koło 25 lat, niebrzydka w sumie choć, jak na mój gust, zbyt okrągła na buzi, miała zielone oczy i kręcone blond włosy, sięgające jej do połowy szyi. Zawzięcie coś notowała w swoim zeszycie i w ogóle na nas nie patrzyła. Jednak tym, co zwróciło w niej moją największą uwagę, był naprawdę duży pistolet, który miała zawieszony na szelce pod lewą pachą.

Dalej za tą osobliwą dwójką, przy kuchennym blacie, stał kolejny, równie wysoki mężczyzna razem z księdzem. To znaczy przypuszczałam, że to ksiądz, bo był ubrany w ciemne płócienne spodnie i ciemnoszarą koszule z krótkim rękawkiem, której zwieńczeniem przy szyi była koloratka. Jego ubranie również zdradzało niedawny kontakt z wodą, choć cienkie, krótkie włosy miał suche jak pieprz. Kapłan wyglądał na dobrą czterdziestkę, myślę że mógł być w wieku ciotki Jagody. Mimo to emanowała z niego młodzieńcza energia, choć zdawał się być nieźle poobijany. Delikatny i sympatyczny – te przymiotniki przychodziły mi na myśl, kiedy na niego patrzyłam. Na pewno nie wzbudzał we mnie szacunku jaki powinien z racji urzędu czy wieku, za to powodował że miałam ochotę się uśmiechnąć.
Jego wysokim towarzyszem był facet któremu zwymiotowałam na buty. Jego wzroku unikałam, zbyt dobrze pamiętałam, jaką miał minę, kiedy oddałam na niego zawartość żołądka. Dostał od babci jej ulubiony rum, zdaje się że w formie rekompensaty za buty i był teraz zajęty opróżnianiem butelki w tempie ekspresowym. Dodatkowo grzebał nam po kuchennych szafkach ewidentnie czegoś szukając, ale nikt, oprócz zdaje się mnie, nie zaprzątał sobie jego działalnością uwagi. Miał dosyć długie włosy w kolorze mysiego blondu, niechlujnie związane nisko na karku. Nie mogły mu sięgać dalej niż do ramion. O ile podejrzewałam, że mogła to być wśród tych dziwaków jakaś osobliwa moda (nie on jeden z nich miał długie włosy), o tyle jego wykluczyłam z kręgu modnisiów. On sprawiał wrażenie, jakby nic go nie obchodziło to, jak wygląda. Potwierdzeniem tej tezy był kilkudniowy zarost, ubranie uwalane czymś brunatnym (zdaje się że krwią) oraz te nieszczęsne buty, którym moja działalność nie uczyniła większej różnicy – i tak były koszmarnie brudne. Podejrzewałam, że zwyczajnie dawno temu zapomniał drogi do fryzjera czy szewca. A brzytwa musiała mu zardzewieć.
Obok nich ciotka Jagoda przyrządzała herbatę dla wszystkich zgromadzonych. Mysi Blond odmówił jej przyjęcia, w pełni zadowalając się rumem, za to ksiądz bardzo się na ten widok ucieszył i grzecznie podziękował mojej ciotce.
Najdalej ode mnie, pod przeciwległą ścianą, siedziały z kolei dwa wybryki natury. O ile Biały Chłopak mnie onieśmielał o tyle oni sprawiali, że miałam ochotę paść przed nimi na kolana i błagać, żeby już nigdy nie spuszczali ze mnie swoich niezwykłych, błękitnych oczu. Zdradzali rodzinne podobieństwo, obaj mieli wydatne, szerokie kości policzkowe, wąskie usta i dosyć długie, ale zgrabne nosy, a oczy obydwu w ciemnej oprawie rzęs i brwi hipnotyzowały. Były jaśniejsze niż u Białego Chłopaka, jakby wyblakłe w swym kolorze , ale posiadały ten sam rodzaj magnetyzmu. Obaj ci niezwykli mężczyźni byli ubrani na czarno, prosto i z klasą, podkreślając tym samym swoje szczupłe, wysokie sylwetki. Włosy mieli w kolorze smoły, gęste i lśniące, ale fryzury już się różniły. Ten, którego jak pamiętałam jeszcze niedawno strasznymi słowami lżyła moja matka, był jednym z tych długowłosych. Ale w przeciwieństwie do Mysiego Blondu jego włosy były starannie i ciasno związane na karku, gładko zaczesane, spływały mu aż do połowy pleców, idealnie równo przystrzyżone. Drugi wybryk natury miał włosy stosunkowo krótkie, ale bujne, każdy sterczał mu w inną stronę, tworząc na jego głowie istny artystyczny nieład. Czy też może autorski pierdolnik, jak zwykł mawiać mój brat na tego typu fryzury. Na szyi mieli długie, osobliwe wisiorki. Wyglądały jak małe flakoniki z przejrzystą cieczą o zabarwieniu błękitnym. W dziwny sposób zawartość tych ozdób współgrała z ich niezwykłymi oczami, miałam wrażenie, że tak jak one emanuje nikłym światłem.
Boże, byli piękni. Idealni, tacy wręcz nierealni. Nie byłam w stanie dostrzec w nich żadnej skazy, żadnych przebarwień na skórze, żadnych zmarszczek czy niedoskonałości. Przez to wydawali się być dziwnie bez wieku, naprawdę trudno mi ich było określić pod tym względem. Mogli mieć równie dobrze 20 jak i 35 lat.

- Dobra, zacznijmy od biurokracji – mruknął Kwadratowa Szczęka, zerkając na smarującą coś w zeszycie Okrągłą Buzię, a potem na mnie. – Imię i nazwisko.

Bardzo mi się nie podobał jego rozkazujący ton oraz to, że właściwie żądał ode mnie przedstawienia się, podczas gdy ja dalej nie wiedziałam, z kim mam właściwie do czynienia. O nie facet, tak to my nie będziemy rozmawiać.

- A pańskie? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a moja matka posłała mi srogie spojrzenie. Strzelaj sobie groźnego zeza dalej, ja mam zamiar przywrócić wydarzeniom właściwy bieg, nikt mi tu nie będzie rozkazywał. – Pan wybaczy, ale nie zwykłam się przedstawiać byle komu.

- Judyta! – warknęła na mnie moja matka nie używając zdrobnienia, co miałam rozumieć jako bardzo ostrą reprymendę.

Kwadratowa Szczęka patrzył na mnie morderczym wzrokiem, a Okrągła Buzia wreszcie zostawiła zeszyt w spokoju i spojrzała na mnie z niedowierzaniem w oczach. To chyba miało znaczyć tyle, że właśnie zaczynałam pyskować komuś, komu nie powinnam. Może bym się i wystraszyła gdyby nie Mysi Blond i ksiądz, którzy na moje oświadczenie parsknęli śmiechem. Kwadratowa Szczęka, nie zmieniając wyrazu twarzy, obejrzał się na nich i wycelował w nich oskarżycielsko wskazujący palec.

- Zawieszę was obu! – zagroził. – Oswald czy ty czasem nie miałeś połamanych gnatów? Od głupkowatego rżenia może ci się pogorszyć. Poproś Klechę żeby cię łaskawie wyleczył i obaj na tę okoliczność wsadźcie mordy w kubeł.

- Ja już dostałem swoje lekarstwo. – Mysi Blond pomachał Kwadratowemu prawie pustą butelką z rumem.

- To co mam wpisać w rubrykę „nazwisko”? – odezwała się wreszcie Okrągła Buzia, patrząc na mnie. Sprawiała miłe wrażenie, więc jej nie zamierzałam czynić żadnych złośliwości.

- Litner Judyta – odpowiedziała za mnie moja matka, nim zdążyłam choćby otworzyć usta. Zaczynała mnie tym drażnić. Będzie kolejna awantura.

- Zarejestrowana jako? – zapytał znowu Kwadratowa Szczęka, ciągle tym samym irytującym, rozkazującym tonem. W dodatku nie rozumiałam pytania.

- I tu się pojawia pewien problem. – Babcia uznała za stosowne wtrącić swoje trzy grosze. – Dita nie jest zarejestrowana.

Kwadratowy popatrzył na moją babcię jak na kryminalistkę, a potem to spojrzenie przeniósł na mnie. Jak mu dziś nie przypieprzę za te pseudo groźne miny, to się bardzo zdziwię.

- Chcecie mi powiedzieć, że macie tu wiedźmę naznaczoną przez żywiołaki, która nie figuruje w rejestrze? – Był zdenerwowany, jeszcze chwila, a zacznie hiperwentylować.

- Kiedy wychodziła do sklepu nie miała znamienia – wyjaśniła spokojnie babcia. – Prawdopodobnie otrzymała je w trakcie ataku. Możliwe, że na prośbę mojego wnuka, bo sama Dita nigdy dotąd nie miała epizodów z Mocą. Wątpię żeby żywiołaki przyszyły do niej z własnej inicjatywy i to jeszcze z takim darem.

- Malkolm Litner potrafił zmusić żywiołaki żeby obdarowały zeromaga Mocą? – Kwadratowej Szczęce mało oczy nie wyszły z orbit, a potem odwrócił się z powrotem do tyłu, ale tym razem zwrócił się do dwóch Wybryków Natury. – Oczekuje wyjaśnień. Jak zwykle taicie przed nami kluczowe informacje. Ten elementalista dostał przydział do Warszawy ze względu na was, tak? Loża chciała mieć go na oku. Mieliście go pilnować. Dlaczego? Nie nosił ograniczników i wypuściliście go do rodziny, więc nie chodziło o jego Moc i zachwiania równowagi. Zatem o co? Czemu Loży zależało na Malkolmie Litnerze? Mam wrażenie, że poznając odpowiedź na to pytanie, dowiemy się kto i dlaczego porwał chłopaka.

Oba Wybryki Natury milczały wymownie, a ich piękne twarze nie wyrażały nic.

- Jako wyżsi rangą nie musimy ci się tłumaczyć – odezwał się wreszcie ten Potargany.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 21:31   

Fajnie Kometa. Coraz wi?cej wiadomo, a jednocze?nie stawiasz nowe zapytania. I my - biedni czytelnicy musimy czeka? znowu.
Niech ci tylko wena nie przejdzie.
Dzi?kuj?.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-25, 17:46   

Kometa napisał/a:
zeromag
:-P

?wietnie, Karolku :-) Czekamy na kontynuacj? :-D

Ale musia?a? ich (prawie) wszystkich robi? d?ugow?osych? Moja sympatia do nich przez to os?ab?a :roll:
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-25, 19:08   

Sophie napisał/a:
Kometa napisa?/a:
zeromag
:-P


To wasza zasługa, ja tego nie wymyśliłam, tylko musicie mi przypomnieć która z Was mi to podpowiedziała na SB :D

Sophie napisał/a:
Ale musiałaś ich (prawie) wszystkich robić długowłosych? Moja sympatia do nich przez to osłabła


Przepraszam, to moje zboczenie, nic nie poradzę, że moja wyobraźnia podtyka mi pod nos zaraz długowłosych. Poza tym to raptem trzech ma długie włosy - Corbin, Lambert i Adrian. Reszta chodzi do fryzjera :D Z resztą włosy dostaną swój wątek, Judyta będzie zmieniać fryzurę... xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-10-25, 19:16   

Kometa napisał/a:
To wsza zas?uga, ja tego nie wymy?li?am, tylko musicie mi przypomnie? która z Was mi to podpowiedzia?a na SB :D

Dorota
Kometa napisał/a:
Z reszt? w?osy dostan? swój w?tek, Judyta b?dzie znienia? fryzur?... xD

The Grudge??? :-P
_________________
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-25, 21:58   

WereWolf napisał/a:
The Grudge???


Raczej coś krócej ;)

Hej znowu potrzebuje waszej pomocy... wymyślicie mi tytuł? xD

Nie mówię że teraz, raczej nie na tym etapie, ale jakby ktoś miał jakieś pomysły...
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-25, 22:03   

Cytat:
Hej znowu potrzebuje waszej pomocy, wymy?licie mi tytu?? xD
Teraz to raczej nie da si? stworzy? nazwy odpowiedniej, takiej która opisywa?aby krótko i zwi??le o czym jest ta opowie??. Przecie? same jeszcze jej nie znamy do ko?ca :-P

Mo?e wymy?li? jaka? nazw? dla tych ca?ych elementalistów i w?a?nie taki nada? tytu? :->
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-25, 22:05   

A mo?e w?a?nie "Elementali?ci" - krótko i zwi??le. Chocia? to nie tylko o nich. Napisz co? jeszcze kometa, a my b?dziemy dalej my?le? ;-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org