Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: WereWolf
2011-08-15, 18:41
[txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa
Autor Wiadomość
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-19, 20:00   

Tak, tak Kometko - chcemy wi?cej, wi?cej, wi?cej. Te Twoje urywki naprawde pobudzaja ciekawo??.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2827
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-19, 21:24   

BOOOOOOOSKIEEEE!!!
Masz talenta, dziewczyno!
?ycz? weny i czekam na wi?cej! ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Loleczka 
Weteran
dziecko losu


Wiek: 27
Dołączyła: 19 Sty 2010
Posty: 1180
Skąd: z bajki
Wysłany: 2010-10-19, 22:20   

No to Karol, siadaj na ty?ku i pisz. Chcemy w (niedalekiej) przysz?o?ci przeczyta? ksi??k? opatrzon? twoim imieniem i nazwiskiem, co prawda i tak nie b?dziemy wiedzia?y czy ty to ty, ale siadaj i pisz.
Fajnie piszesz. Lekkie, przyjemne dialogi, ciekawe postacie to co?, co z pewno?ci? jest twoim atutem. A jak ju? kto? wspomnia? masz pocz?tek i ?rodek. Tak wi?c pisz bo nie masz wyboru, chyba, ?e chcesz aby stado w?ciek?ych forumowiczek najecha?o twój dom :-D
_________________
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2621
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-21, 16:42   

Rozdział 3 część 1

Eva powoli zeszła po schodach wprost do ciemnego korytarza, prowadzącego do piwnic. Stuk jej podkutych butów odbijał się głuchym echem w pustej i ciemnej przestrzeni. Zdjęła powoli płaszcz i odwiesiła na wielki hak, sprawiając tym samym, że mały arsenał, który pod nim nosiła, stał się widoczny. W kaburach na jej biodrach tkwiły dwa wielkie, srebrne pistolety, a przy szerokim pasie miała przywieszony, ciasno zwinięty, magiczny bicz. Interesujący dodatek stanowiła także zapasowa amunicja. Nie lubiła obnosić się z bronią, ale jeszcze bardziej nie lubiła się z nią rozstawać. Wystarczająco często do tej pory ratowała jej życie, żeby teraz zawsze mieć ją ze sobą.

Przeszła na koniec korytarza, do drzwi prowadzących do największego z piwnicznych pomieszczeń. Jej buty wydawały metaliczny stukot przy każdym kroku. Rozmyślnie zachowywała się głośno, ze względu na Dirka. Wolała go nie wystraszyć, zakradając się. Miał to do siebie, że bywał nerwowy. Jako jedna z nielicznych była w stanie oszukać jego zmysły i zdaje się, że to go dodatkowo wyprowadzało z równowagi.
Kiedy weszła, jej oczom ukazały się popękane i osmalone ściany. Po podłodze walały się połamane i ponadpalane stare meble. Śmierdziało spalenizną, ale też o dziwo wilgocią. To nie wróżyło nic dobrego.

- Jesteś! – Damian przywitał ja w progu wyraźnie ucieszony. – Mamy go! Cleo przyprowadziła go jakąś godzinę temu. Niezły gagatek…

- Właśnie widzę – odparła sucho, wymownie rzucając swoim jednym, błękitnym okiem na zdezelowane ściany. – Co tu się działo?

- Trochę się stawiał. – Damian machnął ręką, ale to „trochę” zdaniem Evy było tu stwierdzeniem cokolwiek nie na miejscu. Rzuciła mu złe spojrzenie, domagając się tym samym obszerniejszych wyjaśnień.

Damian skulił się w sobie. Strasznie nie lubił, kiedy ona tak na niego łypała tym swoim okiem. Na drugim miała czarną opaskę. Krążyło wiele plotek o tym, co pod nią chowa oraz o tym, kto pozbawił ją oka.

- Miałaś rację – przyznał Damian z szacunkiem. – Chłopak, jak na dopiero rozwijającego się elementalistę, jest naprawdę dobry. Dirk musiał go spacyfikować…

- Co? – Jej pytanie nie było głośne, ale zabrzmiało jak trzaśnięcie z bicza. Choć żaden mięsień jej twarzy nie drgnął, to Damian wiedział, że jest zła. – Rozmawiali ze sobą?

- Nie. – Wzruszył ramionami i dodał rzeczowo: – Tylko próbowali się pozabijać.

- Gdzie on teraz jest?

- Zależy który. Chłopak jest w twoim pokoju, a Dirk u siebie. Nic poważnego mu nie zrobił. Ja i Cleo ich rozdzieliliśmy i zapieczętowaliśmy tego elementalistę u ciebie.

Eva, już bez słowa, ruszyła do swojego pokoju. Zdjęła pieczęcie z drzwi i uchyliła je ostrożnie. Cisza. Otworzyła je szerzej.

Chłopak leżał na jej łóżku nieprzytomny i cały mokry. A mimo to widziała na jego ciele rozległe poparzenia, w dodatku dosyć nieudolnie opatrzone. Jej usta zacisnęły się w cienką kreskę.

- Co mu jest? – zapytała ostro i rzuciła mordercze spojrzenie Damianowi. – Dlaczego jest nieprzytomny?

- Słuchaj, mnie jest jeszcze życie miłe, a ten szczeniak naprawdę ma zacięcie. Póki był przytomny nie byliśmy w stanie osadzić go w kręgu, a Dirk nie był zbyt pomocny… to znaczy byłby pomocny, gdybyśmy mieli osadzać w kręgu trupa. Cleo napuściła na niego żmija, a potem potraktowałem go eliksirami…

Nie dokończył opowieści, bo Eva chwyciła go nagle za gardło i żelaznym uściskiem przygwoździła do ściany.

- Jest. Mi. Potrzebny. ŻYWY – wycedziła każde słowo. – Przynajmniej do czasu, aż nie zdobędę trzeciego. Masz go przestać truć i porządnie opatrzyć, albo wytrę tobą podłogę w tej dziurze, a potem twoim ścierwem nakarmię ogary. Rozumiesz?

- T… tak… – wycharczał słabo, dusił się.

Puściła go i ruszyła w stronę kwatery Dirka, ale tam nie dotarła. Zastała go już w korytarzu. Wyszedł jej na spotkanie. Stał do niej tyłem, opierając się o ścianę. Wiedziała, że to nie ma znaczenia jak stoi, ale ciągle się łapała na tym, że odbiera to jak objaw lekceważenia. Chociaż nie zdziwiłaby się, gdyby faktycznie ją lekceważył.

- Stuk, stuk, stuk, stuk… – powiedział odwracając się powoli w jej stronę, chociaż jego twarz była zwrócona nieco w bok i w dół. – Chodzisz jak kuternoga, nie cierpię tego dźwięku.

Miał rację, utykała na jedną nogę. Nie lubiła żeby jej przypominać o tej małej niedogodności. Fuknęła wściekła, bo jeszcze bardziej od tego nie cierpiała jego drwiącego tonu, kiedy jej to wytykał.
Poruszył się na ten odgłos, unosząc nieco głowę i obdarzył ją nikłym uśmiechem. Nie wiedziała jak ma to rozumieć, czy w ten sposób przeprasza, czy dalej drwi. Nie potrafiła czytać mu z twarzy, jej wyraz był dla niej zawsze nieodgadniony – intencje ludzi rozpoznawała po ich oczach. Jego były ukryte za okularami przeciwsłonecznymi, ale, nawet gdyby je odsłonił, prawdopodobnie nic by jej to nie dało.

- Co cię trapi? – Jego melodyjny głos brzmiał łagodnie, zupełnie jakby go to naprawdę obchodziło, Ale Eva wiedziała lepiej. Stali po tej samej stronie, jednak nie byli przyjaciółmi.

- Ty – odparła zimno. – Obecnie jesteś moim największym utrapieniem.

- A ja sądziłem, że to twoja nowa zabawka dostarczyła ci zmartwień. Tymczasem ty wciąż rozwodzisz się nad starą. Niemniej jednak przykro mi.

Akurat. Podejrzewała go o rozmaite doznania emocjonalne, ale na pewno nie o to, że kiedykolwiek, z jakiegokolwiek powodu, było mu przykro.

- Masz jakiś problem? – Nie wytrzymała w końcu. – Na przykład z zawiścią? Tłumaczyłam ci już, że ty jeden nie wystarczysz. Potrzebuję was więcej. Jeżeli dalej będziesz próbował go przerobić na popiół, to niczego nie osiągniemy. Tego właśnie chcesz?

- Widzisz ja, w przeciwieństwie do ciebie, dobrze wiem czego chcę. – I znowu ten dziwny uśmiech. – To ty się miotasz. Z pośród ponad 200 odpowiednich elementalistów ty musiałaś wybrać akurat tego. I chcesz w to brnąć dalej. Dosyć żałosna próba zwrócenia na siebie uwagi. Nie jestem pewien, czy ten, o którego ci chodzi, to doceni. Zauważą nas i rozgryzą, nim zdołamy wykonać decydujący krok.

Nie czekał na odpowiedź z jej strony, zapewne wiedział, że się nie doczeka. Zawrócił w stronę schodów, kierując się do wyjścia. Eva miała ochotę rozwalić mu głowę, rozważała nawet, na ile jego śmierć opóźniłaby jej plany.

- Diederick – zwróciła się do niego pełnym imieniem, dobrze wiedząc, że go nie lubi i uważa za pretensjonalne. Chociaż tyle jej, że wbije mu te kilka małych szpilek.

Zatrzymał się, ale nie odwrócił. Mogła by teraz złożyć znak i uderzyć go w plecy…

- Uważaj na schodach – przestrzegła z satysfakcją.

Dirk w odpowiedzi wyciągnął rękę, zupełnie jakby chciał jej machnąć na pożegnanie, gdyby nie wyciągnięty w jej stronę środkowy palec.
Po tym małym wystąpieniu śmiało ruszył w stronę schodów i wszedł po nich bez większych problemów. Trochę ją niepokoiło, że już zdążył nauczyć się tego miejsca na pamięć.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2827
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-21, 16:58   

Kometa napisał/a:
bez komentarza
A mo?e jednak? Dzi?ki Ci, Karolu :-D Nie pospieszam Ci?, ale: Czekamy na wi?cej!!!

EDIT:
W ramach podzi?kowa?: :mrgreen:
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
AISA 
Moderator


Dołączyła: 10 Sie 2010
Posty: 761
Wysłany: 2010-10-21, 17:32   

Kometa dobre. Czarne charaktery ;-)

Przy??czam si? do podzi?kowa? Sophie i prosz? oo wi?cej :-P
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-21, 19:16   

TakKometa - brawo. Fajnie si? czyta. Masz talent dziewczyno

Loleczka: Dorota prosz?. To ju? który? z kolei twój post (nie tylko w tym temacie), który nie ma wi?cej ni? jednej linijki. Bo cho? s? to w sumie trzy zdania, równie dobrze mo?na by je napisa? jako jedno. Zacznij pisa? wi?cej.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2621
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-23, 22:50   

Rozdział 3 część 2

Eva wcisnęła przycisk opatrzony cyfrą jeden. Domofon wydał z siebie krótki trel, po czym zamilkł. Chwilę później z głośnika odezwał się niski, zachrypnięty głos.

- Tak?

- To ja – odparła lakonicznie.

Zamek brzęknął i Eva weszła po niskich schodkach na parter. Nie musiała pukać do drzwi, otworzyły się przed nią z cichym skrzypnięciem. W progu powitał ją średniego wzrostu mężczyzna o poszarzałej, pełnej bruzd twarzy i błędnym spojrzeniu. Mrużył w nerwowym tiku lewe oko.

- Byłem ciekaw, kiedy się pojawisz. – Uśmiechnął się nieznacznie, a ten grymas przyprawił Evę o ciarki. Wyglądało to koszmarnie w jego wykonaniu.

- Chcę rozmawiać z tobą w cztery oczy Cleo – zażądała od razu, ani myślała mediować z tą pośmiertną maską.

Mężczyzna wydął wargi, w geście absolutnie nie pasującym do jego mroczno-psychodelicznej aparycji.

- Wiesz, stawiasz wiele żądań – powiedział wyraźnie niezadowolony.

- Musimy się śpieszyć – odparła Eva. – Ale nie mam zamiaru planować z tobą czegokolwiek, kiedy jesteś w tej formie. Nie jesteś wtedy sobą.

- Dobrze wiem co robię. – Upiorny mężczyzna znów się uśmiechnął obrzydliwie. – Ty ciągle tkwisz w pierwszym etapie planu, a ja już przeszedłem do drugiego.

Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej mały flakoniki zawieszony na długim, ale cienkim łańcuszku. Wewnątrz małej fiolki przelewał się fluorescencyjny, błękitny płyn. Eva nie kryła zaskoczenia.

- Kto…? – zapytała słabo, wyciągając rękę po osobliwy wisiorek.

Szpetny mężczyzna nie pozwolił jej go dotknąć. Nieludzko szybkim ruchem zamknął flakonik w dłoni i odsunął rękę od Evy. Schował go sobie do kieszeni.

- Chodź – nakazał jej i ruszył do drzwi wyjściowych.

Eva podążyła za nim. Wyszli na klatkę schodową i skierowali się do drzwi piwnicy. Mężczyzna zdjął z nich pieczęcie i zeszli niżej, gdzie napotkali kolejne drzwi. Te były podwójnie pieczętowane i opatrzone wieloma znakami ochronnymi. Pomieszczenie za nimi było duże i ciemne, a niedaleko wejścia drzemały sobie dwa nieduże, piekielne ogary. Jeden z nich podniósł łeb kiedy weszli, ale nie uczynił więcej żadnego ruchu. Poprzestał na bacznej obserwacji.
Pod ścianami pomieszczenia były poustawiane podłużne pudła, mniej więcej wysokości człowieka, wszystkie okryte nieprzepuszczającymi światła plandekami. Eva oceniła na oko, że było ich około pięćdziesięciu i zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. W prawym rogu dostrzegła kamienną figurę, a właściwie posąg bardziej przypominający totem. Jego zwieńczeniem było coś, co przypominało brodatą twarz. U stóp posągu, obok palących się świec, stała nieduża misa, wypełniona ciemnoczerwonym płynem. Owinięty wokół niej spał wielki, czarny wąż.
Pośrodku pomieszczenia znajdowały się trzy podesty, wewnątrz wyrysowanego na betonowej podłodze koła. Kolejne zaklęcia zabezpieczające, ochronne kręgi, magiczne pułapki. Na dwóch podwyższeniach leżały pojemniki, bardzo podobne do tych poustawianych pod ścianami. Jeden był otwarty i pusty, jego szklana pokrywa leżała obok, drugi spoczywał, szczelnie owinięty plandeką, zamknięty na głucho. Na trzecim, środkowym podeście, znajdowało się coś na kształt naprawdę dużego akwarium. W wymyślnie powykręcanej, wykutej ramie tkwiły grube, idealnie przejrzyste szyby. To osobliwe naczynie nie miało przykrycia, za to po brzegi było wypełnione przeźroczystym, zielonkawym płynem. W środku spoczywało nagie ciało młodej dziewczyny, całe wymalowane w czarne znaki.

Szpetny mężczyzna jednym pstryknięciem palców spowodował, że pomieszczenie zalało światło, choć jego źródła nigdzie nie było widać. Wąż, owinięty wokół misy przy posągu, podniósł wielki łeb i zasyczał zirytowany, jednak brzydal nie zwracał na niego uwagi. Podszedł do szklanego pojemnika, śmiało przekraczając kręgi. Eva ruszyła za nim, zaglądając zaciekawiona do tego osobliwego akwarium. Dziewczyna, która w nim leżała, choć niewątpliwie śliczna, teraz wyglądała upiornie. Płyn, w którym była zatopiona, nadawał jej trupio-zieloną barwę i ani czarne malowidła na ciele, ani ciemnoczerwone włosy- zawieszone w cieczy jak wijące się robaki- nie dodawały jej uroku.

- Musisz dać mi chwilę – powiedział mężczyzna i zwrócił się w kierunku pustego pudła. – Lepiej wyjdź z kręgu.

Eva posłusznie się odsunęła, a on w tym czasie wszedł do pustego pojemnika i położył się w nim wygodnie. W momencie, w którym zamknął oczy, kręgi na betonowej podłodze rozbłysły fioletowym światłem, a zielona woda w akwarium zaczęła się burzyć i bulgotać. Po chwili, zanurzona w nim dziewczyna, otworzyła oczy, ale się nie poruszyła. Bulgotanie przybrało gwałtownie na mocy tylko po to, żeby za chwilę całkowicie się uspokoić. Wtedy dopiero wymalowana piękność wynurzyła ręce i chwytając się ram pojemnika, usiadła w nim. W tej pozycji woda sięgała jej do piersi.
Eva z zainteresowaniem obserwowała, jak z wynurzonych części ciała, czarne malowidła dosłownie spełzają z powrotem do zielonej cieczy, formując się w ciemne smugi, niczym atrament wpuszczony do wody. Jednak, w przeciwieństwie do atramentu, nie rozmywały się, szukały siebie nawzajem, łącząc się w skupiska czarnych plam, wijąc się i zmieniając kształty. Kiedy dziewczyna wstała, cała reszta wzorów również ześlizgnęła się w dół, aby ostatecznie się połączyć. Scalone plamy przybrały formę węża, który obscenicznie skręcał się na dnie pojemnika. Jedynie te malowidła, które biegły wzdłuż jej kręgosłupa, nie spłynęły z powrotem do magicznej cieczy. Tkwiły na swoim miejscu niewzruszone i sprawiały wrażenie, jakby były nie tyle namalowane, co wszyte – jak grube czarne nici – w jej ciało.

- Witamy wśród żywych. – Eva powitała Cleo powściągliwym uśmiechem.

Młoda nekromantka skierowała na nią swoje niewinne i wielkie brązowe oczy, po czym kichnęła. Niezwykle wdzięcznie i uroczo.

- Daj mi ręcznik – zażądała, wyłażąc ze swojego akwarium. – Przez ciebie się przeziębię.

Eva namierzyła ręczniki już wcześniej. Wisiały na małych wieszakach, przybitych do gołej ściany. Obok nich znajdował się też kwiecisty szlafrok. Jego także zabrała i podała dziewczynie. Cleo najpierw porządnie się wytarła, a potem ubrała w szlafrok. Cała dygotała i co chwila kichała.

- Te kąpiele ci nie służą – zauważyła Eva z umiarkowaną uprzejmością.

Nekromantka tylko wzruszyła lekceważąco ramionami, po czym podeszła do otwartego pojemnika, gdzie spoczywało ciało, z którego jeszcze przed chwilą korzystała. Wyciągnęła z kieszeni martwego mężczyzny błękitny wisiorek, ucałowała jego blade, zimne wargi i sięgnęła po szklaną pokrywę. Zamknęła go w tej osobliwej trumnie i nakryła plandeką. Eva z kolei nie kryła zdegustowania, patrząc na poczynania dziewczyny.

- Jesteś odrażająca – skomentowała z obrzydzeniem.

- Jest nieoceniony. – Cleo uśmiechnęła się słodko i poklepała pojemnik. – Myśl sobie co chcesz, ale ja osobiście uważam, że jest dużo bardziej użyteczny po śmierci, niż był za życia. Uwielbiam być nim. Ale przejdźmy do rzeczy.

Nekromantka ruszyła w stronę trzeciego podestu, gdzie leżał od początku zamknięty pojemnik. Cleo zerwała z niego pieczęcie i ściągnęła plandekę. Eva nie dała rady stłumić westchnięcia.

- Masz tu swojego kochasia. – Dziewczyna puknęła w szklaną pokrywę. – Co prawda nie było go na liście, którą mi dałaś, ale zdążyłam trochę powęszyć. Tamci byli za nisko w hierarchii, nigdzie bym nimi nie weszła, a ja nie lubię sobie utrudniać życia. Pomyślałam sobie, że sprawię ci tym przyjemność, w końcu to jeden z twoich nauczycieli.

- Henrich… – szepnęła Eva, nieśmiało dotykając wieka. W pojemniku leżał piękny mężczyzna o bujnej, rudej czuprynie i niewinnej twarzyczce młodzieńca. – Jak to zrobiłaś?

- Szczerze mówiąc, natknęłam się na niego przypadkiem. Kiedy śledziłam tych z listy, on śledził mnie. Musiał się zorientować, że kręcę się obok jego wydziału. Zrozumiałam, że to Radny i w pierwszej chwili chciałam się wycofać, ale wcześniej sprawdziłam, kim on jest. Nawet nie wiesz, jak się zdziwiłam, kiedy się okazało, że to jeden z twoich nauczycieli.

- Myślisz, że skojarzył cię ze mną? – Eva poczuła się nagle bardzo zaniepokojona.

- Nie sądzę. – Cleo wzruszyła ramionami, ale było coś niepewnego w tym geście. – Tak czy inaczej zastawiałam na niego sidła ostrożnie i metodycznie. Nawet mag Loży nie da rady dwudziestu nieumarłym.

- Podniosłaś dwudziestu? – Eva z pewnym przerażeniem potoczyła wzrokiem po ustawionych pod ścianą trumnach.

- Mówiłam ci, jestem profesjonalistką. – Cleo nieco się obraziła. – Na razie nie próbowałam go przejąć, jeszcze dobrze nie ostygł, ale musimy się spieszyć, nim Loża zauważy jego zniknięcie. Nie było żadnych świadków, ani nie zdążył nikomu powiedzieć, że mnie tropi. Ja z kolei zniszczyłam wszystkie jego notatki, ale prędzej czy później zauważą jego zniknięcie. Od jutra, najdalej pojutrza, planuję już zacząć pokazywać się jako on. Zrobię rozpoznanie i usiądziemy do kreślenia planu. Trzeba będzie wszystko zapiąć na ostatni guzik, jeśli mamy włamać się do skarbca Loży. Talizman ci oddam, ale póki co potrzebuję tego wisiorka, żeby się pod niego podszyć. Niemniej jednak kolega Henrich zostaje u mnie. Będę go mogła zatrzymać po robocie.

- Chyba oszalałaś, że zostawię w twoich rękach tak potężne ciało. – Usta Evy zacisnęły się w cienką kreskę.

- To ty chyba oszalałaś jeśli sądzisz, że będę stawać do wojny z Lożą za półdarmo. – Na ślicznej twarzy Cleo wymalował się gniew. Dziewczyna pomachała Evie przed okiem zdobytym błękitnym talizmanem. – Widzisz to? Zdobyłam to dla ciebie i tego twojego niewydarzonego bożka. Równie dobrze mogłabym to zatrzymać dla siebie. Zabiłam Radnego i przywlokłam za uszy tego elementalistę, narażając się na schwytanie przez Lożę i gniew tych bubków, Medvene. Odwaliłam za ciebie lwią część roboty. A żądam za to tylko jednego umarlaka.

- Pytanie brzmi, czego zażądasz za przyniesienie Tablicy – fuknęła Eva; wiedziała że apetyt rośnie w miarę jedzenia.

- Dobrze, że pytasz. – Nekromantka, z podstępnym uśmieszkiem, nakryła trumnę z Henrichem plandeką. – Żebyś miała jasność sytuacji: jeśli będziesz chciała mi go odebrać, chałę dostaniesz, a nie Tablicę. Spakuję swoje manatki i zniknę, i nie zdziw się, jak Loża dowie się o twojej wesołej działalności.

- Zdradzisz swojego Pana? – spytała Eva z przekąsem i zerknęła w stronę prowizorycznego ołtarzyka z kamiennym posągiem, gdzie czarny wąż wił się niespokojnie. – Porzucisz go?

Cleo zaśmiała się serdecznie.

- Niezależnie od tego, jak oboje chcemy jego powrotu, nie pozwolimy tobie rozdawać kart. – Jej śmiech zmienił się w ostry syk. – Nie zadzieraj nosa, nie jesteś dla nas aż tak ważna, bez żalu rzucimy cię na pożarcie Loży. Dalej jesteś numerem jeden na liście ich poszukiwanych, zajmą się tobą, a my zrobimy swoje.

Eva posłała jej pobłażliwy uśmiech i wzruszyła ramionami.

- Beze mnie nie dostaniesz się do skarbca Loży ani nie włamiesz się do jego umysłu. – Eva znów dotknęła trumny z Henrichem. Akurat jemu nie życzyła śmierci. Trudno jej się też było pogodzić z tym, że jego ciało będzie profanowane przez tę oślizgłą żmiję. – Dlatego radziłabym ci przemyśleć pochopne kroki. Radny to nie jest zwykły umarlak, którego możesz przejąć ot tak sobie. Loża zabezpiecza nasze umysły jeszcze na długo przed tym, nim powierzy nam jakieś tajemnice.

Cleo patrzyła na nią z zaciętą miną. Eva wiedziała – nie podobał jej się fakt, że to nie od niej zależy całkowite powodzenie planu.

- Przygotuj wszystko na jutro rano – powiedziała wreszcie, odrywając zarówno wzrok jak i rękę od pojemnika z ciałem swojego nauczyciela. – Otworzę dla ciebie jego głowę.

- A co z trzecim elementalistą? – zapytała nagle nekromantka, kiedy Eva była już prawie przy drzwiach.

- A co ma być? – Odwróciła się powoli w jej stronę.

- Mówiłaś, że sama się tym zajmiesz.Tymczasem ja bym na twoim miejscu była ostrożniejsza. Najprawdopodobniej już się zorientowali, że chodzi o nich. Nie spuszczą z niej oka. Wybierzmy kogoś innego, zanim zaczną deptać nam po piętach.

- Powiedziałam, że się tym zajmę – oświadczyła Eva zimnym głosem. – I zrobię to, tak jak uznam za stosowne.

Wyszła nie czekając na odpowiedź, a Cleo spojrzała na węża, który właśnie pełzł w jej kierunku.

- On jej daje za dużo swobody – powiedziała do gada i przyklękła na podłodze, wyciągając do niego rękę. Zwierzę natychmiast owinęło się wokół niej. – Położymy tę akcję jeśli ona dalej będzie szukać zaczepki z Medvene.

W pomieszczeniu rozległo się przeciągłe syczenie, temperatura spadła o klika stopni, a świece przy ołtarzu przygasły.

- A kto sssprowadził tu tego Radnego? – cichy głos dochodził zewsząd, odbijając się echem w betonowym pomieszczeniu.

- Sądziłam, że to ją ucieszy. – Cleo wydęła wargi z niezadowoleniem. – Kto mógł przypuszczać, że się obrazi? Myślałam, że nienawidzi ich jednakowo. Poza tym podoba mi się. Chcę go mieć.

- Dossstaniesz – obiecał głos, a wąż wił się teraz dookoła jej szyi. – A ja z nim porozmawiam żeby ssskrócił jej sssmycz. Tymczasssem masz zadanie do wykonania.

Cleo westchnęła ciężko i od razu zabrała się do pracy. Jeśli już jutro miała wystąpić jako Henrich, musiała przeprowadzić serię testów z jego ciałem. Zaniosła węża z powrotem na jego miejsce przy kamiennym posągu i otworzyła na powrót trumnę z Radnym, stając nad jego głową.
Pomimo że minęło już parędziesiąt godzin od jego śmierci, jego ciało wciąż było w idealnym stanie. Rany, które mu zadała, zagoiły się pomimo, że jego serce nie biło. Wciąż był piękny. Wyglądał jakby spał.
Cleo nie mogła się temu nadziwić. Słyszała o niebywałych możliwościach, jakie daje magom Loży piąta esencja, ale nie sądziła, że mikstura działa na ich ciała nawet wtedy, kiedy opuści je już duch. Teraz postanowiła sprawdzić w prosty sposób, jak silna jest ta więź między Henrichem a jego talizmanem. Położyła dłoń na czole nieboszczyka, w drugiej ściskając błękitny wisiorek tuż nad jego twarzą. Wyszeptała zaklęcie, a oczy Henricha się otworzyły. Cleo westchnęła z zachwytem, bo jego tęczówki wciąż jarzyły się zimnym, błękitnym światłem – takim samym jak talizman. Ciecz w małej fiolce wisiorka przelewała się teraz szybko, jakby zaniepokojona stanem swojego właściciela, ale nic poza tym. Nie pociemniała, ani nie wyparowała, dalej była w fiolce, aby służyć swemu panu. Więź między ciałem a miksturą wciąż była silna. Cudownie.
Cleo odłożyła wisiorek do platynowej szkatułki, którą dostała kiedyś od Evy. Zamknęła w niej drogocenny talizman, a oczy Henricha nieco przygasły. Ale dalej były idealnie niebieskie i sprawiały wrażenie jakby patrzyły. Teraz pytanie brzmiało: ile pamięci zachowało to ciało. Zwykle pamięć ciała stała przed Cleo otworem, ale to był Radny. Loża jakoś zabezpiecza ich umysł przed pośmiertną ingerencją, aby to, czego nie wyjawił jej członek na torturach, nie zostało potem wywleczone z jego trupa. Radni potrafili strzec sekretów Loży zarówno za życia jak i po śmierci.
Nekromantka postanowiła nie wdzierać się do pamięci siłą. Na razie spróbuje po prostu przejąć to ciało. Klucz do pamięci Radnego obiecała jej Eva i dziewczyna liczyła, że, pomimo sentymentu, dotrzyma słowa. A jeśli nawet nie wyjawi jej jak przełamać ochronę Loży, to na pewno sama spróbuje to zrobić. Bez wspomnień Henricha o nowych procedurach Loży, będą miały przed sobą dużo trudniejsze zadanie… A Evie przecież zależy na zdobyciu Tablicy tak samo jak Cleo.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
AISA 
Moderator


Dołączyła: 10 Sie 2010
Posty: 761
Wysłany: 2010-10-23, 22:54   

O.O O.O Dzi?kuj? Kometa jeste? Boska! (Tylko czemu tak pó?no!!! - aha za kar?, przypomnia?am sobie :-/ )
Zaraz si? bior? do czytania :mrgreen:
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 08:18   

Kometa. dzi?kuje. Mam tylko jeden komentarz - pisz s?oneczko dalej. Twoja historia pobudza ciekawo?? i wci?ga coraz bardziej.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2827
Skąd: skc
Wysłany: 2010-10-24, 10:48   

Kometa, wielkie podzi?kowania dla Ciebie. ?ycz? weny :-)
Czekamy na dalszy fragment, ciekawe co tam wymy?li?a? :-P

EDIT:
Skoro chcesz mie? wytykane literówki to prosz?:
Cytat:
a? z?apie t? awanturn? wied?m? i przetr?ci jaj kark.
Cytat:
wygl?da?a jak try ?wierci do ?mierci,
Cytat:
?e nie wychowa? by syna
Wi?cej nie zauwa?y?am. Wiem ?e jest jeszcze jedna ale nie mog? jej znale??.... chyba, ?e pomyli?o mi si? z czym? innym..... :-P
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1719
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-10-24, 16:58   

Czyli jak obieca?am :mrgreen:

Historia zapowiada si? ciekawie. ?atwo si? czyta i wci?ga, wi?c czekamy na wi?cej! Dodatkowym plusem jest to, i? dzieje si? w naszym rodzimym kraju.

Mo?e mi si? tylko wydaje, ale widz? tu troch? "nalecia?o?ci" z innych ksi??ek.

Jest troch? literówek. Z przecinkami te? wysz?o troch? na bakier.
Cytat:
Ptak nie zdo?a? si? przemie?ci?, o?lizg?y gad skoczy? mu do gard?a i owin?? ogon w okó? cia?a.

Cytat:
Adrian wyszed? na spotkanie smoku.

Chyba jednak smokowi.
Cytat:
Powoli zbiera?a si? i resta grupy mamrocz?c pod nosem podobne wnioski. Gdy tylko usiedli do narady m?ody jednoro?ec pokaza? si? na skraku lasu przygl?daj?c si? im ciekawie.

Cytat:
...pieprzonego transutuj?cego empat?...

???
Cytat:
Nieskalnych i niewinnych o czystym ciele i umy?le...

Cytat:
Adrian utwierdzi? si? tylko w przekonaniu, ?e ten ch?opak jest bezmy?lny i woli najpierw dzia?a? ni? zatrzyma? si? na chwile refleksji. Stwierdzi?, ?e to chyba powszechna cecha elementalistów.

Zamieni?abym które? na np. doszed? do wniosku.
Cytat:
Aromatycznie s?ucha? odlicza? wied?my i niczym zaprogramowany robot przekazywa? swój oddech tej dziewczynie, zgodnie z przyj?tymi wytycznymi w stosunku 30:2.

A nie przypadkiem automatycznie? No i druga cz??? zdania. Tu moment pe?en emocji a poczu?am si? jakbym czyta?a podr?cznik pierwszej pomocy. Nie pasuje mi to do j?zyka u?ywanego przez bohaterów. Tak samo we wczorajszym fragmencie, gdy przedstawiane jest znaczenie run. Troch? tak jako? sztywno jak dla mnie.

To tyle ode mnie. Naprawd? masz talenta i czekamy na dalsze cz??ci ale potrzeba temu jeszcze troch? szlifu i korekty.
_________________
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-10-24, 17:03   

Were, nie marud?. Te drobne poprawki si? zrobi - a reszta jest fajna. Ja na drobne b??dy nawet nie zwróci?am uwagi, tak mnie historia wci?gn??a ;-)
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1719
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-10-24, 17:07   

Ale ja nie pisa?a, ?e mi si? nie podoba i ?e nie wci?ga. ;-) To po pierwsze.
A po drugie Kometa sama chcia?a. ;-)
Po trzecie, po to s? komentarze, ?e pisa? co si? s?dzi, a chyba mam prawo do w?asnego zdania ;-)
dorota7677 napisał/a:
Were, nie marud?.

Oj uwa?aj <grozi palcem>. :mrgreen:
_________________
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2621
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2010-10-24, 17:09   

Were jeśli chodzi o naleciałości z innych książek, to przyznaje się otwarcie - są xD

Jest ich całkiem dużo, z tego względu że ten tekst miał być dla mnie zabawą. Wrzuceniem wszystkiego do jednego worka. Z resztą to u mnie norma, pisać pod wpływem fascynacji, zwykle inne dzieła inspirują mnie do działania. Z jednej strony dobrze się tym bawię z drugiej trochę ubolewam, bo chciałoby się stworzyć coś niepowtarzalnego. Ale w przypadku tej opowieści nie zaprzątam sobie zbytnio tym głowy, bo raczej nie traktuję tego tekstu poważnie. Gdyby nie to, że wam się spodobał i tak mi się miło zrobiło, kiedy prosiłyście o więcej, pewnie porzuciłabym go już na wstępie.

Co do opisu run to przyznaje się że jest zerżnięty, ale to dlatego że po prostu mi się nie chciało przerabiać już tekstu roboczego. Z lenistwa zostawiłam to co skopiowałam ;) To trochę też przez to że się spieszyłam żeby już wam to wepchnąć xD Co do opisu reanimacji to sprawdzałam go z książką od PO i wikipedią czy aby niczego nie poknociłam z tym liczeniem oddechów i możliwe, że udzielił mi się język wykładowczy xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org