Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Hobbit
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2012-12-30, 12:56   Hobbit

Hobbit: Niezwykła podróż (2012)

Reżyseria: Peter Jackson
Obsada: Ian McKellen, Martin Freeman, Richard Armitage, James Nesbitt, Ken Stott, Graham McTavish, William Kircher
170 min

Opis:
Bilbo Baggins to hobbit kochający ponad wszystko spokój domowego zacisza. Niespodziewana wizyta czarodzieja Gandalfa całkowicie odmienia jednak jego życie. Gandalf zjawia się z kompanią krasnoludów, dowodzoną przez Thorina Dębową Tarczę. Przybysze snują plany odbicia skarbu ich przodków z Samotnej Góry, której strzeże przerażający smok Smaug. Pomimo sprzeciwu hobbita, Gandalf uznaje, że będzie on idealnym uzupełnieniem kompanii. Gdy ruszają w drogę, Bilbo wciąż walczy z wątpliwościami i strachem, krasnoludy zaś nie do końca ufają nowemu towarzyszowi wędrówki. Wkrótce całą drużynę czeka zmierzenie się ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami, muszą bowiem przemierzyć ziemie zabójczych orków i goblinów.

Planowane premiery kolejnych części:
Hobbit: Samotna Góra - 13 grudnia 2013
Hobbit: Tam i z powrotem - 18 lipca 2014

Ode mnie:
Wybyłam się wczoraj do kina na Hobbita i nie ma co - ciekawy film. Świetne efekty specjalne, wciągająca fabuła (chociaż już pod koniec zerkałam na zegarek - trzy godziny to trochę za dużo), aczkolwiek miejscami tak strasznie chciało mi się śmiać, a to za sprawą patosu, spowolnionych krzyków, ujęć podkreślających odwagę bohatera/ów tudzież podniosłość sytuacji. ;-) Jeśli chodzi o wierność powieści, to główne fakty zachowano, jednak dość spora część szczegółów została zmieniona, co w sumie wybaczam - dzięki większości zmian film był sensowniejszy niż książka. Nie ukrywam, że wersja filmowa podobała mi się bardziej niż książkowa.
Ciekawił mnie ten nowy - podobno rewolucyjny - standard wyświetlania obrazu, czyli w 48 klatkach na sekundę zamiast dotychczasowych 24. Cóż, za rzadko chyba oglądam filmy w kinie, coby to w pełni docenić.

A co Wy sądzicie?
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2012-12-30, 16:21   

Byłam w kinie w tym tygodniu. Film ogromnie mi się podobał - aż tak bardzo, że następnego dnia zrobiłam sobie dzień z "Władcą Pierścieni". :-P

Powiem szczerze, że gdy zaczęto mówić o powstawaniu tego filmu, kręceniu czy premierze to się za bardzo nie nastawiałam. "Hobbita" czytałam w podstawówce (nie tak dawno jak można myśleć, ale kawałek czasu spory. :-P ), jednak do dziś pamiętałam, że jest to historia bajkowa, taka którą można przeczytać dziecku do spania. Ciepła, pełna humoru i oczywiście przygody. Za to w kinie bardzo pozytywnie się zdziwiłam, bo chociaż było wiele zabawnych sytuacji, ciekawych dialogów i naprawdę można było odczuć nutkę ciepła, zaczerpniętego z książki, to klimat filmu bardziej przypominał "Władcę" - miejscami mroczny, nie brakowało grozy, tajemnicy, dreszczyku emocji.

Idąc do kina, byłam pełna obaw. Już od połowy listopada zaczęłam się nastawiać, ale dopiero kilka dni przed premierą uświadomiłam sobie, że cała historia ma być podzielona na trzy części. Pierwsze co, to przyszedł zawód. No bo sorry - "Władcę Pierścieni" zmieścili w trylogii i "Hobbita" na niego podzielą? Za to, gdy wychodziłam z kina - cieszyłam się. Siedząc w środku praktycznie nie odczuwałam czasu, bo film był naprawdę porywający i wciągający. Tylko raz zapytałam brata o godzinę, żeby policzyć sobie, ile z tego widowiska mi jeszcze zostało.
Już nie mogę się doczekać kontynuacji. :-D

Sophie napisał/a:
Jeśli chodzi o wierność powieści, to główne fakty zachowano, jednak dość spora część szczegółów została zmieniona, co w sumie wybaczam - dzięki większości zmian film był sensowniejszy niż książka. Nie ukrywam, że wersja filmowa podobała mi się bardziej niż książkowa.
Na to na pewno wpłynął fakt, że autor przed pisaniem "Hobbita" nie planował kontynuacji w postaci "Władców". Film został troszkę zmodyfikowany, ale celowo, żeby jego fabuła nabrała większego znaczenia dla wydarzeń opisywanych później.
Spoiler:

W książce tajemnicza wyprawa Gandalfa została jedynie wspomniana i wyjaśniona w końcowych rozdziałach. W filmie za to łączy się z wyprawą na smoka, nabiera większego znaczenia dla całej fabuły, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że staje w centrum wydarzeń.



Cieszę się też z obsady. Czytałam gdzieś, że mięli zmienić Gandalfa, a do roli Bilba startował Daniel Ratcliff i paru innych mu podobnych.

Sophie napisał/a:
Ciekawił mnie ten nowy - podobno rewolucyjny - standard wyświetlania obrazu, czyli w 48 klatkach na sekundę zamiast dotychczasowych 24. Cóż, za rzadko chyba oglądam filmy w kinie, coby to w pełni docenić.
Uch, to tak jak ja - nie widzę różnicy, ale niech im tam będzie. :mrgreen:
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-12-30, 17:06   

Lubie książkę Hobbit. Więc i na film się wybrałam. Ogólnie to powiem, że mi się naprawdę podobał, ale....., ale wydawał mi się ciut za długi. Co nie przeszkodzi mi iść na część drugą i trzecią :-)
Natomiast efekty specjalne były naprawdę imponujące.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2012-12-30, 17:49   

Blair napisał/a:
Na to na pewno wpłynął fakt, że autor przed pisaniem "Hobbita" nie planował kontynuacji w postaci "Władców".
Nie o to mi chodzi. Pisząc "Hobbita", Tolkien ewidentnie nie zwracał uwagi, czy to, co pisze, jest sensowne i czy bohater rzeczywiście mógłby tak postąpić, gdyby nie był zmuszany do tego przez autora. Hobbit był bajkowy, wyidealizowany. Tolkien skupił się bardziej na akcji i świecie niż na bohaterach.
Cytat:
Film został troszkę zmodyfikowany, ale celowo, żeby jego fabuła nabrała większego znaczenia dla wydarzeń opisywanych później.
I nie tylko dlatego. Czytając "Hobbita", miałam wrażenie, że krasnoludy bywały tchórzliwe (np. wysyłali Bilbo zamiast samemu pójść coś zbadać) - w filmie tego nie było. Nie dziwię się - ludzie lubią patrzyć na odważnych, nie na tchórzliwych. Taki bohater jest atrakcyjniejszy dla widza. Od razu przy atrakcyjności - wszystkie książkowe krasnoludy miały bujne brody, to był swego rodzaju sposób na pokazanie "jestem prawdziwym krasnoludem". Filmowe krasnoludy natomiast zrobione były pod widza (szczególnie płci żeńskiej) - niektóre miewały ledwo kilkutygodniowy, czy nawet kilkudniowy, zarost.
Blair napisał/a:
Cieszę się też z obsady. Czytałam gdzieś, że mięli zmienić Gandalfa, a do roli Bilba startował Daniel Ratcliff i paru innych mu podobnych.
Ja również. Pottera, Spidermana ani znajomego Transformersów bym tam nie chciała. Straszne, że w ogóle byli rozważani do tej roli.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-01-03, 14:36   

Sophie napisał/a:
Świetne efekty specjalne, wciągająca fabuła (chociaż już pod koniec zerkałam na zegarek - trzy godziny to trochę za dużo), aczkolwiek miejscami tak strasznie chciało mi się śmiać, a to za sprawą patosu, spowolnionych krzyków, ujęć podkreślających odwagę bohatera/ów tudzież podniosłość sytuacji.

He he, mi te wzniosłe sceny nie przeszkadzały, ale wspominając Twoją wypowiedź niejednokrotnie uśmiechnęłam się pod nosem :-)

Książki nie czytałam, więc tu się nie wypowiem. Film za to podobał mi się wybornie. Były bardzo spokojne momenty, które można by uznać za nudne, ale mi się takie nie wydawały. Może to już taka moja miłość do porządnie nakręconych ujęć w filmie fantasy - nawet jak jest bez akcji, obserwujemy zaledwie wprowadzenie do danej historii itp. ale całość jest pięknie dopracowana, to ogląda mi się to wszystko z przyjemnością. Władcę Pierścieni zawsze włączam wersję reżyserską.

I tak mogłabym określić Hobbita - jestem nieco zaskoczona, że w ogóle mi się nie dłużył, był pełen przyjemnych scen humorystycznych, odwagi, ciepła, świetnej fabuły, muzyki oraz pierwszoligowej gry aktorskiej. Takie filmy fantasy warto kolekcjonować i oglądać w późniejszym czasie ponownie.

PS. Cała nasza czteroosobowa grupa stwierdziła jednak, że te krasnoludy to jakieś cholerne szczęściarze są albo nie wiem co :-P
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
RustyAngel 
Wielbiciel Ciemności
Little Devil


Wiek: 34
Dołączyła: 13 Maj 2013
Posty: 33
Skąd: Leszno / Poznań
Wysłany: 2013-05-15, 22:43   

Imponujący! to w sumie podsumowuje całość dość dobrze. Jak zwykle są rozbieżności jeżeli chodzi o fabułę ale nie przeszkadzają zupełnie w odbiorze i czekam niecierpliwie na kolejne części :) No i ta pieśń krasnoludów do dziś ja zawzięcie nucę choć na filmie byłam już dawno temu.
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-09-29, 09:29   

Obejrzałam.

Wrażenia chyba takie same jak po przeczytaniu książki. Władcę Pierścieni przeczytałam nieskończoną ilość razy, a Hobbita tylko raz i jakoś nigdy nie korciło mnie, żeby do niego wrócić. Określiłaby książkę jako nudnawą. Film też mnie początkowo nudził, potem było troszeczkę lepiej. Hobbit to chyba jedyna produkcja, która nie okraja fabuły a ją rozbudowuje i w tym przypadku wychodzi to chyba pierwszy raz na plus.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksii
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-28, 10:13   

Czas odświeżyć temat, bo już za miesiąc premiera kolejnej części przygód Hobbita i 12 krasnoludów :)

AISA: Bardzo proszę o pisanie dłuższych wypowiedzi.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2014-01-14, 23:34   

To może napiszę tutaj, skoro zaczęłyśmy rozmowę w pudełku, a węszę materiał na post. :)

Na początek ogólnie - jestem nieco rozczarowana drugą częścią Hobbita, ale trudno jest mi ująć konkretnie w słowa, dlaczego. Odniosłam wrażenie, że... bardzo mało się działo. Czy raczej, że jest mało wątków, za mało jak na taki czas trwania. Unexpexted Journey było bardzo żywiołowe, co i rusz zmieniała się sceneria, bohaterowie stawiali czoła nowym przeciwnościom; ani razu się nie nudziłam, nie czułam potrzeby sprawdzenia, ile jeszcze do końca. Tym razem mniej więcej w połowie taką chęć właśnie poczułam i przyznam, że straszliwie mnie to zasmuciło. Ten film jest po prostu za długi; sądzę, że można by go skrócić o jakąś godzinę i wszystko byłoby w porządku. To "zmęczenie materiałem" czułam doskonale już pod sam koniec, gdy rozpoczęło się stracie wesołej kompanii oraz Smauga. Czekałam, aż wreszcie bestię usieką albo ta zrobi coś nieprzewidywanego, ale nie było to oczekiwanie radosne, pełne napięcia; byłam znudzona, znużona migającymi obrazkami. Zaś cliffhanger - który to przecież powinien wywołać w widzu największe emocje, by go zaciągnąć na kolejną część, zwłaszcza cliffhanger tak... chamski jest ten - nie poruszył mnie specjalnie. Poczułam pewną irytację, że nie dowiem się, co dalej, ale to uczucie rozwiało się w chwili opuszczenia kina. Nie ma nawet sensu porównywać tego do uczuć, jakie mi towarzyszyły po obejrzeniu ostatniego odcinka drugiego sezonu Sherlocka :-P albo po zakończeniu części współczesnego gameplay'u Assassins Creed.

Ale ale, żeby nie było, że tylko narzekam. :-) Pragnę wymienić trzy rzeczy, które mi się najbardziej podobały: cała sekwencja z leśnymi elfami, Martin Freeman jako Bilbo oraz Smaug.

"Wizyta" w elfów jest bardzo w stylu jedynki; żywiołowa, gwałtowna, ale też wzbudzająca uczucia innego rodzaju. Oksa w pudełku pisała, że król Thranduil jej się nie spodobał, mnie wprost przeciwnie. Nie mam pojęcia, jaki jest w książce – tę pozycję przeczytałam dobre pięć lat temu – ale postać filmową odebrałam jako oszalałego, upojonego władzą monarchę, który śmiertelnie boi się, że ktoś/coś mu tę władzę odbierze, zarazem nie wierząc, że ktokolwiek waży się po nią sięgnąć, gdyż w jego oczach są niewartym spojrzenia pyłem. I to obrzydzenie (wszystkim co żyje i nie jest nim samym) widać na twarzy aktora. Ten zimny, pogardliwy wyraz jak dla mnie mógłby zagrać tę rolę od początku do końca nawet bez udziału aktora. :-P I chociaż jestem zachwycona Thranduilem (oby pojawiło się go więcej, dużo więcej!), to trudno nie doświadczyć negatywnych emocji wobec jego wyrachowania i obojętności graniczącej z okrucieństwem. Za to cała reszta elfów – czy raczej Legolas i Tauriel, bo tylko oni mieli okazję się sprezentować – wypada bardzo... elfowato. Piruety w powietrzu n' shit. :)

Kolejna rzecz – Martin Freeman. Wiecie, powzięłam sobie ostatnio zamiar obejrzenia wszystkich filmów z jego udziałem, ponieważ zakochałam się w jego grze. W Sherlocku jest najbardziej wiarygodną postacią na ekranie i od początku lubiłam na niego patrzeć (chociaż facet niezbyt w moim typie. Ale gdyby zapuścił brodę to hmmm), ale dopiero podczas oglądania Hobbita zrozumiałam, że ten facet naprawdę „ma to coś”. Wielu aktorów, chociaż grają świetnie, mają manierę, której nie potrafią porzucić, nawet jeśli mają sprzedać widzowi bohatera zgoła innego niż wszystko, co dotychczas przedstawiali. Natomiast Freeman w roli Johna Watsona oraz Freeman w roli Bilbo Bagginsa to dwoje zupełnie różnych ludzi. Watson to twardy żołnierz zachowujący zimną krew w najgorszych sytuacjach, zaś Bilbo – nieco nerwowy, wciąż zastanawiający się „co ja tutaj do cholery robię” mały człowieczek w otoczeniu imponujących, hałaśliwych krasnoludów. Martin kupił mnie drobnymi gestami, które nadawały autentyczności powyższemu przedstawienia Bilba. Napiętym zaciśnięciem ust, ruchem szczęki czy brwi, nerwowym przebraniem palcami, półsekundowym zdumionym znieruchomieniem w obliczu czegoś nieoczekiwanego. Ten człowiek jest warty swej wagi w złocie, o. (I mam tylko nadzieję, że obejrzenie innych pozycji z udziałem Freemana nie rozwieje tego przekonania).

Ostatnie – Smaug. Motyw smoków nigdy nie był dla mnie fascynujący – interesujący, owszem, intrygujący, jak najbardziej, ale po prostu zawsze było coś ciekawszego, co przyciągało moją uwagę. Po Pustkowiu... no cóż, czuję ogromną ochotę zagłębienia się w jakieś opracowania i książki na te tematy. :) To nie jest zły, straszny potwór – to całkowicie odrębna postać o własnym charakterze. Postać rzecz jasna zła, ale równie skomplikowana co wyżej omówiony Thranduil, a przez to tak interesująca.
Spoiler:

I szczerze to jest mi już teraz smutno, że Bard go zabije. :( Bo zabije na pewno, nie muszę czytać książki, by to wiedzieć.
Wisienką na torcie był wyraz czarnego pyska, kiedy odsłonięto przed Smaugiem złoty posąg. Najpierw to pełne zachwytu, nieruchome oszołomienie, a potem tak dogłębne przerażenie i cierpienie, jakby to on sam się topił. Ach, grafiko komputerowa!



To chyba tyle. Zbierając wrażenia do kupy, nie żałuję, że poszłam do kina. Film jest naprawdę dobry i ładny, ma świetne fragmenty i w nienachalny sposób porusza istotny problem władzy i sięgania po nią, ale naprawdę – mógł być krótszy i nikt by nie ucierpiał.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Kriss
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-22, 16:59   

Oj, długo mi przyszło czekać na ten film ;) Ale według mnie, fanki Tolkiena, fanki Petera Jacksona i fanki Władcy Pierścieni, Hobbit to wytwór wprost idealny. Przymykam oko na wszelkie sprzeczności, dodatki do fabuły i zmienianie oryginału. Film po prostu mi się bardzo, ale to bardzo bardzo podoba.

Pustkowia Smauga jeszcze nie widziałam, bo nie chadzam do kin (czekam na DVD). Ale od kiedy zobaczyłam pierwszą część trylogii - wsiąkłam...Mój ulubiony film, nawet bardziej go kocham od Władcy.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-01-22, 20:44   

Byłam dziś w kinie na "Pustkowiu Smauga". I niestety się zawiodłam. Film jest po prostu nudny, z ogromną ilością przydługich ujęć (w tym i takich nieco bezsensownych), a do tego jeszcze było tam wiele naprawdę idiotycznych scen, które wywołują jedynie śmiech, ale w tym gorszym sensie. No co można powiedzieć o celnym strzelaniu z łuku w wykonaniu osoby, stojącej na głowach dwóch osobników znajdujących się w dwóch różnych beczkach, które to unoszą się w rwącym potoku? O nieustannym patosie już nawet nie wspomnę - starczy wspomnieć, że było go bardzo dużo. Pośmiałam się za to z komentarzy koleżanki, z którą się na owy film wybrałam - to nieco podwyższa moją ocenę. Poza tym podobała mi się animacja Smauga - smoczek świetnie wyglądał i miał klimat. Ogólnie raczej nie jestem szczególnie zadowolona, miałam nadzieję na coś lepszego.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-01-08, 11:50   

Był ktoś na Bitwie Pięciu Armii?
Bo ja wciąż nie wiem czy się wybrać.
Pustkowie Samuga mnie rozczarowało niestety. Zbyt komputerowe, zbyt przepełnione patosem i zwyczajnie zbyt długa ta część.
Dlatego wciąż się waham czy iść do kina, czy poczekać na premierę w HBO czy innym Canal+
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
PowialoChlodem 
Redaktor
Córka Dziadka Mroza


Wiek: 30
Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 114
Skąd: Kielce/Łódź
Wysłany: 2015-01-08, 22:34   

Ja już byłam
Jeśli "Pustkowie..." było dla Ciebie zbyt komputerowe, to w przypadku "Bitwy..." jest jeszcze gorzej. I to na dodatek momentami są to kiepskie, jak na taką produkcję, efekty. Do tego jest w nim ze 20 minut fabuły a reszta to zwyczajna naparzanka. Chociaż poniekąd ta część jest lepsza od poprzedniej, głównie ze względu na emocje, które wywołuje podczas oglądania. Osobiście widziałam gorsze filmy, chociażby dziś ("Uważaj na wilkołaka"). Jeśli nie będziesz zbyt wiele oczekiwać to możesz bawić się całkiem nieźle. A tak ogólnie to odsyłam tutaj: http://powialochlodem.blo...a-swiezo-o.html
napisałam tam wszystko co o tym myśle
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-01-09, 11:02   

We Władcy też była duża bitwa w Helmowym Jarze, ale podobała mi się bardzo.
Dlatego nie odrzucałam możliwości zobaczenia Bitwy Pięciu Armii w kinie. Ale chyba dam sobie spokój.
W sumie podzielenie jednej krótkiej książki na 3 dłuuuugie filmy musiało się jakoś odbyć i trzeba było czymś te filmy wypełnić.
W Hobbicie brakuje mi prawdziwych krajobrazów, widoków.
Zbyt wiele jest komputerowego świata i jak napisałaś, w tych czasach te efekty powinny być na zdecydowanie wyższym poziomie.
Chyba jednak poczekam aż pojawi się w TV.
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
mroczna88 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 03 Sie 2016
Posty: 20
Wysłany: 2016-08-04, 12:45   

Pech jakoś chciał, że nie miałam fuksa do filmów Hobbita. Co leciał w kinie, ja akurat byłam na wyjeździe/w pracy/chora-umierająca. Czekałam więc na maraton w Multikinie i dwa tygodnie temu trafił się, więc poszłam.
Problem polega na tym, że wychowałam się na "Hobbicie". Ojciec czytał mi go gdy byłam małym dzieckiem, potem sobie kilkukrotnie odświeżałam i szczęście w nieszczęściu, że ostatnim razem czytałam to-to trzy lata temu, więc szczegóły - a także spora część ogółów - zdążyły mi uciec. Pierwsza część w miarę mi się podobała, druga była momentami żenująca, a trzecia to dno i bąbelki z okazyjnymi fajerwerkami.
Nie mam niczego do zarzucenia Jacksonowi pod kątem reżyserskim. Piękne pejzaże, świetny dobór aktorów (choć o tym za chwilę), porządne sceny walk i realistyczne efekty specjalne. Jako reżyser sprawdził się. Jako współtwórcę scenariusza powiesiłabym go za uszy.
"Hobbit" to baśń dla dzieci. Ot, idzie sobie hobbit na przygodę z wesołymi krasnoludami i szalonym czarodziejem, ma po drodze trochę przejść z trollami, pająkami i zadufanymi w sobie elfami, po czym wraca do domu bogatszy przede wszystkim w doświadczenie. Nie ma w nim nic z powagi "Władcy". Już nie wspomnę o tym, że objętościowo "Hobbit" wygląda przy "Władcy" jak waga musza przy sumo. I bez rozwlekania/wciskania trylogii z tego zrobić się nie da. A już na pewno nie w wersji dla dzieci.
Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że idę na soft horror klasy B. Orkowie mieli tak częste zbliżenia i było ich tak sporo, że w pewnych momentach robiło mi się niedobrze. Brutalność, krew, śmierć i latające głowy fruwały po ekranie, jakby nigdy nic. Cała seria nie miała nic z sielankowego nastroju książki. Przez cały czas nie opuszczała mnie myśl, że to tak jakby z "W Pustyni i w Puszczy" zrobić przerażający film o dwójce dzieci uciekających przed kanibalami, gwałcicielami i mordercami, w dodatku zdeformowanymi do stopnia groteski, których niecne czyny pojawiają się na ekranie. Takie "Wzgórza mają oczy" zrobione z książki dla dzieci. Zdecydowanie zbyt wiele scen orków (ale to być może dlatego, że jestem tchórzem i momentami boję się nawet na Scooby Doo xD).
Główny wątek fabularny był poprowadzony ciekawie i gdyby nie ten soft horror, to być może wrażenie byłoby lepsze. Ciągłe ucieczki, szukanie i wyswobadzanie się z rąk tych-czy-owych. Dynamicznie, momentami z jajcem, a na pewno w miarę spójne z książką. To wątki poboczne - a także uparte wciskanie jakiegoś kiczowatego romansu - zniszczyły mi wrażenie tego głównego.
Historia Gandalfa - o matko święta, co za bzdura xD Jeszcze te sceny z Radagastem i próba przejrzenia planów wroga bym zrozumiała, ale ta bitwa na światło i cień? Pojawienie się Galadrieli, Elronda i Sarumana? Prawdę mówiąc niewiele miało się to do tego, co później zostało przedstawione we "Władcy" - czyli Gandalf podejrzewający, że Sauron nie zginął. Podejrzewający, a nie mający z nim małe randez vous siedemdziesiąt lat wcześniej. W dodatku o co chodziło z tym ship teasem z Galadrielą??? :evil: Zupełnie jakby ona nie była mężatką, jakby miłość jej i Celeborna nie była legendarna nawet wewnątrz historii! Ugh, niedobrze mi było z tymi wszystkimi scenami trzymania się za ręce, dotykania twarzy i innych kiepskich pseudo-romantycznych bzdetów.
Tu z kolei należałoby wspomnieć o Tauriel. Większość luda zdaje sobie sprawę z tego, że "Hobbit" w wersji książkowej ma li i wyłącznie męską obsadę. Nie pojawia się tam nawet nieszczęsna Galadriela. I - choć nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem - naprawdę trzeba było to zostawić w takim stanie. Kiedy dowiedziałam się, że boska Evangeline Lily ma grać elfkę, potem zobaczyłam jej zdjęcia, a następnie kilka scen walki... Ooo, ludzie, ależ byłam zachwycona! Piękna, silna i kopie tyłki orkom! No, tak... Tak by być mogło, gdyby nie fakt, że została tam wprowadzona tylko po to, by dwie męskie postacie miały do kogo wzdychać, a poza tym by wypluć z siebie kilka linijek o miłości, a następnie zmienić śmierć Kilego z poruszającej/wstrząsającej na całkowicie żenującą. Już przemilczę nawet fakt, że niby taka świetna wojowniczka, a w ciągu dziesięciu minut w trzeciej części dwukrotnie mdlała i dwukrotnie potrzebowała ratującego jej mężczyzny. Absurd i potwarz. Mogli już wybrać jakąś inną aktorkę i oszczędzić Evangeline bycia chodzącym kiepskim motywem.
Wiecie jaki wątek romantyczny został dobrze poprowadzony? Thranduila i matki Legolasa. Subtelny, dający do myślenia, nic nie zostało powiedziane wprost, należy się domyślać. Bardzo dużo dała tutaj gra aktorska Lee Pace'a - jego chłód skrywał ból, a gdy pozwolił sobie na okazywanie uczuć był melancholijny i zniechęcony do życia, pragnący uchować syna przed podobnymi odczuciami.
Tu przejdę do gry aktorskiej. Mistrzostwo dla Richarda Armitage! Zadufany, egocentryczny, dumny i bohaterski Thor! Miał w sobie to wszystko, czego oczekiwałam od Thorina. Przez dwie pierwsze części jedynie doceniałam jego kunszt aktorski, ale częścią trzecią całkowicie mnie podbił. Jego żądza bogactwa, jego choroba była zagrana idealnie. Miałam ciarki ilekroć się odzywał lub choćby pokazywał.
To samo tyczy się Thranduila. Choć jego gra na samym początku wzbudzała we mnie śmiech, im dalej, tym bardziej się do niego przekonywałam.
Gra Martina Freemana nieco mnie rozczarowała. Widziałam kilka filmów z jego udziałem i zaczynam podejrzewać, że ma bardzo ograniczony repertuar. Jego rozbawienie jest niemal zawsze podszyte albo dystansem, albo samokontrolą - nie mam pojęcia dlaczego, ale ani razu nie widziałam go całkowicie rozbawionego na czas dłuższy niż jeden śmiech. Gdy Fili umierał, Bilbo mógł równie dobrze zastanawiać się co zamierza zjeść na kolację - jego twarz wyrażała całkowite zero emocji. Trochę się rozkleił nad Thorinem, ale i tam usiłował "zachować twarz", choć hobbici znani są z dawania upustu emocjom. Także nie ma szału, ale nie jest też najgorzej. Do scen na wpół zabawnych był w sam raz.
Ian McKellen jak zwykle zawładnął ekranem, ilekroć pokazywał się w jakiejś scenie. To samo tyczy się Hugo Weavinga (moja wielka miłość) i Cate Blanchett oraz - niesamowicie zabawnego, nadającego jak katarynka - śp. Christophera Lee.
Nie rozumiem za to fascynacji kamery Aidanem Turnerem. Jego ujęcia były najdłuższe spośród wszystkich krasnoludów poza Thorinem. Rozumiem, chłopię jest śliczne. Z rozwianym włosem, wiecznym trzydniowym zarostem i rozchełstanymi ciuchami wygląda, jakby wyskoczył z okładki romansu historycznego. Ma też dorobioną odpowiednio historię do tego image'u, ale do jasnej ciasnej! Są też inni krasnoludowie, których można byłoby rozwinąć i to w nieco mniej irytujący sposób.
Tu na scenę wchodzą aktorzy grający Balina i Dwalina. Obaj zapowiadali się bardzo ciekawie i zrobienie tak niewielkiej ilości scen z nimi to zmarnowanie wielkiego potencjału.
A jeśli chodzi o marnowanie - o co właściwie chodziło z tym upartym wciskaniem Alfrida na ekran? Ani to było zabawne, ani ciekawe... Jedynie zapychało wolne minuty głupotą.
Jeśli chodzi o muzykę, bardzo podobało mi się mruczando z pierwszej części oraz wszystkie piosenki pojawiające się w trakcie napisów. Cała reszta jakoś zlała mi się w jedno.

"Hobbita" oceniam na dwa sposoby - jako film fantasy i jako ekranizację, z czego sposób pierwszy nie ma nic wspólnego z książką.
Jako film fantasy "Hobbita" można obejrzeć, by jakoś spędzić sobie popołudnie. Dobra rozrywka, świetna gra aktorska. Kiepski romans, ale niektórym pewnie się spodoba. Takie lekkie 7/10
Jeśli jednak chodzi o ekranizację daję mocne 3/10, głównie ze względu na grę aktorską.
_________________
Ustami Nynaeve, moje wymagania co do książek:
"Jeśli już skończyłyście plotkować o mężczyznach," syknęła Nynaeve jadowicie, "może wrócimy do tego, co jest naprawdę ważne?"
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org