Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Covenant
Autor Wiadomość
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1459
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-08-12, 23:32   Covenant



Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł: "Half-Blood"; "Pure"; "Deity"; "Apollyon"; "Sentinel"
Seria: Covenant

Przeczytałam cały cykl, ale pozwolę sobie dodać opis tylko pierwszej części, bo w następnych są spoilery do poprzednich. Wiem, bo był taki geniusz, na imię miał Blair, przeczytał wszystkie opisy przed przeczytaniem książek i potem się zastanawiał: skąd ona to wie...? :-P

OPIS: The Hematoi descend from the unions of gods and mortals, and the children of two Hematoi pure bloods have godlike powers. Children of Hematoi and mortals--well, not so much. Half-bloods only have two options: become trained Sentinels who hunt and kill daimons or become servants in the homes of the pures. Seventeen-year-old Alexandria would rather risk her life fighting than waste it scrubbing toilets, but she may end up slumming it anyway. There are several rules that students at the Covenant must follow. Alex has problems with them all, but especially rule #1:Relationships between pures and halfs are forbidden. Unfortunately, she's crushing hard on the totally hot pure-blood Aiden. But falling for Aiden isn't her biggest problem--staying alive long enough to graduate the Covenant and become a Sentinel is. If she fails in her duty, she faces a future worse than death or slavery: being turned into a daimon, and being hunted by Aiden. And that would kind of suck.

Sięgnęłam po "Covenant", ponieważ nie mogłam się doczekać "Opposition", ostatniej części cyklu "Lux" tej samej autorki i tak bardzo się wciągnęłam, że przegapiłam tę premierę. :) Gdyby ktoś mi powiedział, w ubiegłym roku, że tak bardzo spodobają mi się książki Jenny, zapytałabym, co bierze, bo najwidoczniej działa bardzo dobrze. Ale jednak. Stało się. Naprawdę lubię jej powieści. Są przyjemne, lekkie i występuje w nim mnóstwo humoru. Poza tym łapię się też na tym, że, gdy czytam, zapominam, że to wersja angielska - naprawdę prosta forma, słownictwo - więc poleciłabym też tym, którzy chcą podszlifować język. Ale odbiegam od tematu.

"Lux" na początku miało w sobie klimat "Zmierzchu" i wiele z filmu "Jestem numerem cztery", a przy "Covenant" nie mogłam przestać myśleć o "Akademii wampirów" Mead. Jednak najważniejsze dwa słowa w poprzedni zdaniu to: "na początku", bo reszta, w przypadku obydwu serii, to całkiem inna i o wiele bardziej ciekawa bajka. Gdzie są jednak te podobizny, gdy mowa o "Covenant"? "Akademia wampirów" była o wampirach (zaskoczeni? :) i dampirach - tak jakby podległej rasie, stworzeniach z jednego wampira i dampira/ człowieka (nie do końca pamiętam, możliwe, że jedno i drugie), których jedynym zadaniem było służyć i bronić tych ważniejszych wampirów, którzy, chociaż mięli tak niesamowite umiejętności jak panowanie nad żywiołami, to nie wykorzystywali ich, nawet gdy było to konieczne w samoobronie. Takie trochę 'what the hell?', prawda? Jakbym miała taką możliwość podpalenia strzygi (czy jak tamte bardzo, bardzo i jeszcze bardziej złe stworzenia się nazywały), to bym ją podpaliła, a nie udawała pacyfistkę. Ale nie patrzcie na mnie, to nie ja wymyślałam.
W "Covenant" za to jest mitologia grecka i jej reinterpretacje, a nie istotki z kłami. Mamy czystokrwistych i półkrwistych (pure-blood; half-blood) panowanie nad żywiołami przez tych lepszych i wysysanie esencji przez daimony (odpowiedniki strzyg), a nie wysysanie krwi. I tutaj chyba podobieństwa się kończą. Oprócz początku, gdzie dostajemy, tak samo jak u Mead, bohaterkę która na jakiś czas z pewnych przyczyn odizolowała się od swojego społeczeństwa i teraz musi nadrobić wszystkie zaległości + zmagać się z zabronionym uczuciem do hot intruktora, który jest hot :mrgreen: , "Covenant" a "Akademia wampirów" to niebo a ziemia i, chociaż pod koniec napiszę trochę o wadach, proponowałabym naprawdę dać sobie spokój z Mead i najpierw przeczytać książki Jenny.

Nie licząc faktu, że Jenny poszła w stronę półbogów, akcja też jest nastawiona na inny rodzaj wydarzeń, protagonistka mniej postrzelona, a zakazane uczucie w "Covenant" zostało wyraźnie nakreślone, ale wydaje mi się, że Jenny zrobiła to z większym smakiem i nie uderzyła w melodramatyczne tony, jak miało to miejsce u Mead. Wiem, bo jestem wyczulona na takie pierdoły w książkach (ogólnie jak na wszystko, co mnie irytuje), a tutaj dało się to nie tylko przełknąć, ale i stwierdzić, że smakowało. ;-)

Brakowało mi trochę samej mitologii. Autorka potraktowała to raczej jako otoczkę, wiele rzeczy modyfikując, dodając (jak na przykład samego Apollyona). Co mnie naprawdę zaskoczyło, to fakt, że książka jest o pure-blood - o następnych pokoleniach dzieci półbogów; herosów oraz half-blood, czyli dzieciach, którzy mają w sobie krew jednego pure-blood i zwykłego człowieka, a więc ich krew jest jeszcze bardziej rozrzedzona. Mówimy więc tutaj naprawdę o wielu, wielu następnych pokoleniach, gdzie, w większości książek z mitologią, raczej występuje schemat, w którym bohaterowie to dzieci bogów i bogowie. Z tym, co zaproponowała Jenny jeszcze się nie spotkałam. Jeśli już, to samą kwestię poruszył w swoich powieściach Riordan, ale on się nie liczy, bo to ani nie była książka o samych takich postaciach, a tylko wyjaśnienie tej kwesti, ani raczej nie ma co porównywać, bo Riordan rządzi, jeśli mówimy o mitologiach. ^v^

Świat więc został bardzo ładnie wykreowany, podobnie jak w Lux - z pozornie banalnych i prostych elementów, które razem tworzą coś innego. Co mnie denerwowało, to fakt, że większość tych pierwszych części ("Half-blood", "Pure" trochę "Deity") to opisy treningów, bardzo mało opisów, jak wyglądały ich inne lekcje. I tak, wiem, że Jenny pisała, że właśnie na treningi i walki półkrwiści byli nastawiani, a do czystokrwistych należało prawo rozszerzonej edukacji. Jednak mi tego brakowało.

Plus dla Jenny za ciągłe przypominanie czytelnikowi, że, chociaż Aiden jest inny (a biorąc pod uwagę, że to właśnie z nim mięliśmy najwięcej do czynienia, to łatwo było zapomnieć), to inni czystokrwiści traktują swoich półkrwistych kolegów jak śmieci. Ten podział był najbardziej widoczny przy "Deity", gdy bohaterowie wyjechali na małą wycieczkę do Nowego Jorku. Wyraźna segregacja, brak poszanowania i widoczna pogarda - to właśnie z tym Alexandria musiała się przez cały czas zmagać. I w powieściach było widać, że, chociaż nie przeszkadza jej fakt, że jest tylko półkrwistą, to sam podział daje jej się we znaki. Ani ona, ani jej przyjaciele nie byli tak naprawdę wolni, nawet nie jako strażnicy czy sentinele. Wciąż istniało nad nimi to ryzyko służenia, stracenia własnej tożsamości i brak możliwości kontrolowania swojego życia - pójścia na studia, wyjścia za mąż, cokolwiek. Ten motyw przewijał się przez całą książkę, w odpowiednich miejscach był wyraźnie wyróżniony.

Na uwagę zasługują bohaterowie - Alex, Aiden, Seth, Lucas, Caleb, Deacon, Oliwia - podobnie jak w Lux, Jenny stworzyła niezwykłą galerię postaci i nie mam bladego pojęcia kogo kochać bardziej. <3 Chyba Setha, skoro "Covenant" już za mną, a w lutym wychodzi z nim spin-off. Tym bardziej, że naprawdę lubię tego niestabilnego psychicznie, niewystarczająco kochanego, sarkastycznego, niesamowitego chłopaka. Nie mogę się powstrzymać od porównywania go z Daemonem. Naprawdę Seth ma coś z Daemona. 8-) :twisted: No i Apollo. Apollo, Hades i Artemida to byli chyba jedyni bogowie, z którymi czytelnik mógł nawiązać głębszą więź podczas czytania książek, ale Apollo ABSOLUTNIE wymiata!

Miałam napisać jeszcze o wielu rzeczach, ale podsumowanie pięciu części jest serio trudne. xD Może jeszcze coś mi się przypomni. Na świeżo, jeśli chodzi o końcówkę "Sentinela":

Spoiler:

Naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Trzymałam kciuki, żeby Aiden i Alex mięli swój dom z ogródkiem, psem i kotem i była PEWNA, że tak będzie. W ostatnim rozdziale byłam PEWNA, że, gdy Alex puści swoją łódkę, naprawdę pogodzi się ze śmiercią i zostanie w elizjum, czekając na Aidena i jednocześnie mając nadzieję, że będzie czekać długo, bo on będzie długo żył. A więc. Chociaż czasami Jenny jest przewidywalna, to nie zawsze. :) Happy End był, lecz innego rodzaju i nie wiem czy mi się to podoba. Dzięki tej nieśmiertelnej miłości, dosłownie, zrobiło się już chyba trochę za słodko. No ale. Nie będę się czepiać.



"Covenant" to coś dla tych, którzy lubią mitologię w odświeżonej formie i silne bohaterki, które o każdej porze dnia i nocy są w stanie kopać tyłki. Występuje też tu wiele humoru, zakazane uczucia i bohaterowie sprawiający, że przez całą serię nie wiesz, w której chcesz być drużynie. xD

#Team_Seth #Team_Aiden (No bo czemu nie, a tak se wstawię xD)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-08-13, 22:55   

Blaor napisał/a:
Sięgnęłam po "Covenant", ponieważ nie mogłam się doczekać "Opposition", ostatniej części cyklu "Lux" tej samej autorki i tak bardzo się wciągnęłam, że przegapiłam tę premierę. :)

He he, to samo :-P

Oj czuję, że będzie długo i boleśnie chaotycznie, ale postaram się ogarnąć myśli i w miarę sensownie przekazać Wam moją opinię.

W wielu momentach mogłabym zerżnąć tekst Blair i podpisać się pod nim ze względu na identyczne odczucia. I rzeczywiście w moim przypadku również jest oficjalne, że lubię Armentrout i sukcesywnie mam zamiar zapoznawać z pozostałymi jej książkami. Nie powiem, odrzucała mnie myśl, że autorka zerżnęła pomysł od Mead i jej "Akademii wampirów", ale postanowiłam dać jej szansę. I niech się te wampiry chowają, serio. Trzeba jednak powiedzieć, że jedynka naprawdę niemalże nie udaje podobieństwa do serii Mead. Ważniejsza i mniej ważna rasa, cztery żywioły i piąty - najważniejszy, odizolowanie Alex od szkoły, zabronione uczucie do Aidena - generalnie, uwierzcie mi, że wszystko jest aż nazbyt podobne. A jednak kierunek, w jakim dalej idzie Armentrout, styl pisania oraz sposób kreacji postaci to już całkiem inna bajka.

Najlepiej jak polecę tomami. Sru.

HALF-BLOOD

W mojej opinii najsłabszy ze wszystkich, ale wciąż na tyle dobry, aby zachęcić do dalszej lektury. Te cało podobieństwo do serii Mead i, mimo wszystko, nadal pozycja wprowadzająca do cyklu nie poprawiają jej notowań. Ale, ale, poznajemy mojego ulubionego drania Setha, Alex od razu da się lubić i bardzo szybko można wczuć się w ten świat. Reszta bohaterów była sensownie nakreślona, ale nie poczułam jakiejś wielkiej chemii do Aidena. Myślę, że to dlatego, że Alex postawiła go na zajebistym piedestale, a on sam wydawał się wręcz idealny w każdej sytuacji oraz poprzez niemal wszystkie wypowiadane przez siebie słowa(ale zmyłka, lubię takie :mrgreen: ). Irytowały mnie trochę te wszystkie przepowiednie, bo niektóre były zwyczajnie banalne do odkrycia i za dużo rzeczy mi sygnalizowały. Albo brzmiały znowu jak kiepski odczyt z tarota.

Ogólnie w wątku fabularnym wielkiego zaskoczenia nie było, ale nie przeszkadzało to w przyjemnym odbiorze.

PURE

Seth wkracza do akcji! :-) Uff, uspokój się... Setha polubiłam od razu za jego bezpośredniość i szorstkość w obyciu. Oni się z Alex nie uzupełniali, tylko zachowywali jak dwa totalnie naładowane ładunki, tylko gotowe, aby wybuchnąć. Na wiele rzeczy spoglądał trzeźwo, miał fajnie wredne poczucie humoru. Później, jak zobaczycie, trochę się spsuje w jego charakterze, ale ta arogancka istota pozostaje ta sama. 8-) To Aiden bardziej mnie tu irytował
Spoiler:

ponieważ, patrząc z logicznego punktu widzenia, podjąwszy słuszną decyzję, nie potrafił się jej trzymać. Alex jest osobą, która żąda stanowczości - jeśli chcesz być ze mną, to rzucę wszystko i będę. Ale jeśli zrezygnowałeś ze mnie, to zachowujesz się jak dupek wysyłając co jakiś czas sprzeczne sygnały. I zanim ktoś powie, że się cieszę, że Alex i Seth się spiknęli - to nie do końca jest tak. Prawda jest taka, że Alex i Aiden naprawdę pięknie się uzupełniają i do siebie pasują, ale nie można też zaprzeczyć, że z Sethem mają całkiem fajną chemię. Szkoda jednak chłopaka na resztki po kimś innym.



Atmosfera się zagęszcza i po raz pierwszy dostrzegamy głębię rozłamu pomiędzy osobnikami czystej krwi i mieszanej. W kolejnych tomach zachowania czystych przybierają naprawdę żenujące przejawy, zupełnie nieadekwatne do powagi sytuacji, ale już teraz widać, do czego są w stanie się posunąć, aby utrzymać status quo. Mieszańcy są niżej i nic nie ma prawa tego zmienić. W ogóle od tego tomu sporo się dzieje, jest trochę naprawdę wzruszających oraz zabawnych sytuacji (później jest już o wiele więcej niemal depresyjnych klimatów), parę spraw mnie zaskoczyło, tak więc zdecydowanie na plus.

DEITY

Trudno jest opisywać każdy tom po kolei, bo sama czytałam to jako jedną, ciągłą opowieść. Od tej części wszystko zmienia się totalnie. Seria już nieubłaganie zmierza do katastrofy w ogólnoświatowej proporcji (autorka wydaje się to chyba lubić), pojawiają się nie tacy nowi bohaterowie,
Spoiler:

Nigdy nie zwracałam na tego boga większej uwagi, ale kurde, Apollo, wymiatasz! Wprowadza on do samego końca zabawniejszy aspekt, za co jestem mu bardzo wdzięczna.


a ci dotychczasowi nabierają innego wymiaru. Relacje się zmieniają, postaci ewoluują oraz nabierają jeszcze głębszej charakterystyki (czy to zdanie ma sens?). Zmienia się również układ sił w naszym głównym trójkąciku. W końcu i Aiden pokazuje swoje inne, bardziej zadziorne i zdecydowane oblicze, ale przede wszystkim - nie idealne, tak samo nieraz małostkowe jak u reszty z nas. Nie powiem, miła odmiana, bo dzięki niej zyskał w moich oczach.

Trudno o wszystkim pisać, non stop praktycznie wyskakuje jakaś nowa informacja, zagrożenie, przyjaciel itp.

APOLLYON

SENTINEL


A kit, teraz już razem. :-) Brawa za rozpoczęcie 4 tomu, bardzo mi się podobał cały etap przejścia Alex od punktu A do punktu B. Rozwaliło mnie jednak to, że najbardziej dotknęła mnie utrata osób, na które nie zwracałam uwagi. I oczywiście ponownie muszę pochwalić autorkę za ewolucję postaci, bo to stąd się wzięły odczucia z poprzedniego zdania. Oprócz osób, które wymieniła Blair, dodałabym również Marcusa. Kto by pomyślał!

Na uwagę, oprócz wątku głównego, który jest ciekawy, dobrze rozłożony, bla bla, zasługują liczne wątki poboczne, z czego najważniejszy, to różnice kastowe oraz związki pomiędzy czystokrwistymi i półkrwistymi. Przejawy uprzedzeń są miejscami naprawdę niesamowicie durne i świadczą o arogancji osobnika w bardzo złym znaczeniu. Ta zaściankowość, martwienie się o bzdety w obliczu upadku świata była, jak to krótko ujęła Alex, głupia. Ja bym określiła rzecz bardziej kolokwialnie, ale niech zostanie.

Podoba mi się u Alex ta samoświadomość jej miejsca w świecie, przekonanie, że musi być coś więcej niż godzenie się na niesprawiedliwą służbę u czystych. Pomimo przebytego wychowania była odważna w swojej chęci zmian. Prawdą jest, że to zadziorna, szalona i niejednokrotnie nieobliczalna protagonistka, ale takie właśnie kocham, jeżeli idą za tym również umiejętność wyciągania wniosków z popełnionych błędów oraz brak chęci skupiania na sobie uwagi reszty świata. Były takie momenty, kiedy dosłownie myślałam sobie, że Alex przesadziła, że nie czas na takie rzeczy albo nie miała racji, a ona za chwilę dochodziła do takiego samego wniosku. Lubię tę bohaterkę i mam do niej szacunek za to, że w swoim poczuciu winy za wszelkie zło tego świata (a miała do takich myśli straaaaaszne skłonności) nie dała się stłamsić oraz złamać tego szalonego ducha.

Zakończenie było idealne. Blech, nie cierpię tak pisać oraz nie mogę uwierzyć, że to piszę, ale na serio tak myślę.
Spoiler:

Można by uznać, że było słodkie, żyli długo i szczęśliwie, ale... Scena śmierci Alex? Ok, poleciały łzy. Cholernie niesprawiedliwa decyzja, przywiązanie do Alex, jej pełna świadomość, że oto zaraz zginie - naprawdę ładnie rozpisany rozdział. A jeśli chodzi o jej przyszłość z Aidenem, to muszę powtórzyć, co już pisałam wielokrotnie - bardzo polubiłam tych ludzi. Jeśli ktoś zasługuje na takie życie, to na pewno Alex i Aiden, a szczególnie ona. To, przez co kazała jej przechodzić autorka, złamałoby niejednego twardziela, a ona jeszcze zachowała wolę życia. Takie samo miałam odczucia przy wszystkich słodkich scenach pomiędzy kochankami. Non stop siedziało mi w głowie, ile przeszli, co ich jeszcze czeka i jak mało mają czasu ze sobą.



Nie wiem, co więcej napisać. Bez błędów czy irytacji się nie było, arcydzieło też nie jest, ale po ostatniej stronie aż stwierdziłam na głos: "No, emocje były." Najlepiej jak ktoś pociągnie temat, to na pewno uruchomi się w mojej głowie lawina skojarzeń. :-) Jakieś myśli mi tam biegają na temat poszczególnych tomów, ale poczekam, aż Sophie zacznie opiniować tom po tomie. :-P
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-09-06, 19:02   

Po bardzo entuzjastycznym poleceniu serii Covenant przez Blair i Oksę po prostu nie mogłam nie sięgnąć po tom pierwszy, „Half-Blood”, by samej się przekonać, cóż to takiego jest. Już wcześniej zastanawiałam się nad tymi książkami, ale dopiero ich komentarze mnie do tego ostatecznie przekonały.

Nie słyszałam zupełnie o podobieństwie do Akademii wampirów (bo i w sumie nieszczególnie się interesowałam komentarzami spoza forum), dopóki Oksa nie wspomniała o takich opiniach na SB. I muszę stwierdzić, że wspólne cechy są dość oczywiste, wiele zdarzeń się pokrywa, a najważniejszą różnicą jest fakt, że tu mamy potomków bogów, mniej lub bardziej czystej krwi, a tam mamy wampiry. W obu seriach „dobrzy goście” mogą zostać przemienieni w największych wrogów ludzkości, zdaje się nawet, że w podobny sposób, do tego w obu mamy szkołę, a ci mniej czystej krwi są po to, by ochraniać tych bardziej czystych, mamy oczywiście również uczucie między uczącym a uczennicą, a początek obu cykli to scena tuż przed złapaniem po ucieczce ze wspomnianej wyżej szkoły. Może i niewiele pamiętam z AW (swoją drogą nabrałam ochoty na dokończenie tej serii – zostały mi jeszcze trzy tomy i chyba w najbliższym czasie coś z tym zrobię), ale i tak wiele rzeczy mi wpadło w oko, a że są one dość sporą częścią zbudowanego świata, trudno nie zwracać na to uwagi. Nie przeszkadzało mi to jednak jakoś szczególnie ani nie wytrącało z rytmu.

Gorsze było to, że w zasadzie niczym mnie ta książka nie zaskoczyła. Fakt, było całkiem ciekawie, przyjemnie się to czytało, ale nie czułam się wciągnięta, ponieważ doskonale wiedziałam, co się zdarzy, i miałam rację. W zasadzie już od początku wiadomo, jak potoczą się niektóre wątki. A kolejne gdy tylko się objawiają, są w zasadzie jasne. Przydałoby się tu więcej elementów zaskoczenia.

Przechodząc do innych kwestii, mamy tu dość silną bohaterkę, która trochę mnie na początku irytowała swoim zachowaniem („tuż po tym, gdy mnie ostrzegano, idę na imprezę, choć mogą mnie wywalić i stanę się wtedy bezwolnym sługą” – myślę, że tu stawka jest trochę zbyt duża, by traktować to tak beztrosko i liczyć na to, że w razie przyłapania dziekan da się przekonać). Jest ona jednak w jakiś tam sposób jest ciekawa – jest dość silna i gdy trzeba, potrafi się ustawić do pionu. Może i myśli zbyt dużo o swoich uczuciach do trenera, zwłaszcza gdy dookoła jest wiele poważniejszych spraw, które dotyczą jej bezpośrednio, ale niech będzie – zrzućmy to na początki autorki oraz fakt, że można przyjąć, że reszta rzeczy bohaterkę przerosła, więc skupiła się ona na jednym, mniejszym problemie.

„Half-Blood” jest, zdaje się, pierwszą powieścią Armentrout, więc rozumiem, że wiele rzeczy jest tu niedopracowanych, oczywistych i po prostu będących skutkiem braku wystarczającego doświadczenia. W porządku, ale liczę na to, że kolejne tomy będą coraz lepsze i bardziej zaskakujące, ponieważ jeśli tak nie będzie, pożegnam się z tą serią – nie zachwyciła mnie na razie na tyle, bym czytała ją po angielsku (oczka mnie już bolą :<). Tom drugi przeczytam przede wszystkim dlatego, że seria podobała się Oksie i Blair, a więc najpewniej musi tam być coś, co i mnie wciągnie.

Podsumowując, całkiem mi się podobało, czytało się dość przyjemnie i szybko, a także raczej się nie nudziłam; mogłam jednak wiele rzeczy przewidzieć, więc w ogóle nie bywałam zaskoczona, a także się nie wciągnęłam szczególnie, choć trzeba przyznać, że dobrze się czytało. Ogólnie polecam. Za kolejny tom zabiorę się najpewniej już wkrótce.

Tak swoją drogą, drażni mnie Seth, nie cem go tam. :<

Cytat:
Przeczytałam cały cykl, ale pozwolę sobie dodać opis tylko pierwszej części, bo w następnych są spoilery do poprzednich. Wiem, bo był taki geniusz, na imię miał Blair, przeczytał wszystkie opisy przed przeczytaniem książek i potem się zastanawiał: skąd ona to wie...? :-P
Rozłożyłaś mnie tym. xD
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-09-06, 20:43   

Miałam po przeczytaniu jedynki bardzo podobne odczucia - fajne, ale lepiej, żeby dalej było coś lepszego.

Sophie napisał/a:
Tak swoją drogą, drażni mnie Seth, nie cem go tam. :<

Charakter Setha od razu mi podpasował, pewnie dlatego, że stanowił przeciwwagę dla wyidealizowanego Aidena. Jeśli już teraz Cię drażni, to dalej pewnie będzie już tylko gorzej... Przygotuj się. :-P

Podobała mi się bardzo zarówno seria Lux, jak i Covenant, ale gdybym miała wybierać, to chyba właśnie cykl o bogach wywarł na mnie większe wrażenie i wzbudził silniejsze emocje.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-09-17, 19:06   

Oksa napisał/a:
Sophie napisał/a:
Tak swoją drogą, drażni mnie Seth, nie cem go tam. :<

Charakter Setha od razu mi podpasował, pewnie dlatego, że stanowił przeciwwagę dla wyidealizowanego Aidena. Jeśli już teraz Cię drażni, to dalej pewnie będzie już tylko gorzej... Przygotuj się. :-P
Mnie Aiden nie przeszkadzał – był po prostu wyidealizowanym, ale mdłym tłem, które nie rzucało się szczególnie w oczy. Ani go nie polubiłam, ani nie znielubiłam – on po prostu sobie gdzieś tam płynął i pomagał bohaterce, kropka. Natomiast co do Setha, to w „Pure” już mi nie przeszkadzał, przekonałam się do niego już po kilku stronach w zasadzie.
Oksa napisał/a:
Podobała mi się bardzo zarówno seria Lux, jak i Covenant, ale gdybym miała wybierać, to chyba właśnie cykl o bogach wywarł na mnie większe wrażenie i wzbudził silniejsze emocje.
Może za wcześnie jeszcze, by oceniać całą serię, ale sądzę, że moja opinia się nie zmieni: dużo bardziej wolę Lux, tamtejsi bohaterowie o wiele bardziej mi się podobali.

*

Przeczytałam „Pure”. Po „Half-Blood” nie byłam do końca przekonana – niby ciekawe, ale czegoś zabrakło, czy raczej czegoś – a dokładniej podobieństw do AW i przewidywalności – było zbyt wiele. W przypadku „Pure” było jednak zupełnie inaczej. Podobało mi się. Były gorsze momenty, ale ogólnie książka mnie zaciekawiła, a nawet wciągnęła.

Największy problem miałam z bohaterami. O ile do Setha przekonałam się już na samym początku tego tomu, to miałam poważne problemy z Alex. A przynajmniej w pierwszych rozdziałach. W poprzedniej części było podobnie – na początku miała swoje akcje, nieostrożność, brak poszanowania dla jakichkolwiek zasad. W „Pure”, przede wszystkim z początku, było tak samo, a do tego po prostu wkurzyła mnie tym, jak to skarżyła się kontrolę powierzchni ciała i sprawdzanie ugryzień – to złe, nie fair i co nie tylko, nieważne że może pomóc uratować komuś życie i być może znaleźć krety. Nie cierpię, gdy bohater zaczyna narzekać, chociaż nie ma po co i nie ma racji – czyli dokładnie jak w przypadku Alex. W dodatku zaczęła walczyć o bycie nie przebadaną, co w efekcie powinno tylko jeszcze bardziej ją pogrążyć w kłopotach i spowodować plotki oraz niechęć ze strony uczniów (na które oczywiście potem musiałaby narzekać, jak sądziłam) – zastanawiam się, z czym miała taki problem; przecież wystarczyłoby kilka minut i miałaby spokój. Nie rozumiem, po co autorka robi z niej osóbkę tak głupio upartą… Skoro Alex tak gwałtownie walczyła, wydawałoby się, że musi mieć coś do ukrycia. Do tego to jej „nie musisz być badany, jeśli nie chcesz” rzucone do innych studentów… Czy ona w ogóle nie myśli? Toć to był bardzo dobry sposób radzenia sobie z problemem przez władze szkoły (na pewno dużo lepszy niż przeszukiwanie pokoi, przed którym jakoś specjalnie się nie buntowała). Nie cierpię czegoś takiego, ponieważ wskazuje to tylko na głupotę. A przecież Alex nie jest głupia, a przynajmniej mam taką nadzieję. Już nawet nieostrożność mogę jej wybaczyć, ale nie taką głupotę, brak pomyślunku i brak chęci, aby przeanalizować sytuację. Dziewczyna utrudniała i sama pakowała się w kłopoty, jakby chciała tylko na siebie zwrócić uwagę. Wkurzało mnie to, że bohaterka jest taka nieodpowiedzialna, wdaje się w bójki i ogólnie nie umie się opanować, a do tego lekceważy polecenia – gdyby to było raz na jakiś czas, nie byłoby to nic złego, ale dla niej to często chyba reguła, zwłaszcza pierwszym tomie. Potem, po tych pierwszych kilku rozdziałach, które sprawiły, że wątpiłam, czy przeczytam kontynuację, na szczęście było dużo lepiej. Alex trochę się ogarnęła, w głowie jej zaświtało, że władze uczelni miały rację, a ona nie zachowuje się tak, jak powinien przyszły strażnik. Może nawet ją polubiłam, choć nieco przeszkadzało mi jej całkowite zaangażowanie w myślenie o swoich przystojniakach i wielka chęć dzielenia się tymiż przemyśleniami z czytelnikiem.

Co do bohaterów męskich. Aiden, jak już wspomniano, jest do bólu idealny, a przez to mdły i mało ciekawy, nie wzbudza chyba żadnych większych uczuć, ot, po prostu, gdzieś tam jest, często wspominany przez bohaterkę. A Seth teraz już mi się nawet całkiem podobał – może nie zachwycił i nie ujął tak, jak Daemon z Lux (choć cechy mają podobne), ale ma moją jako taką sympatię. Coś jednak mi w nim nie gra, co powoduje, że nie jestem w stanie w pełni go polubić.

Do tego jest coś, co naprawdę mi się podobało – nie wiadomo, kto jest w porządku gościem. Nie tylko jeśli chodzi o czarny charakter w tłumie mniej znanych postaci, ale też osobniki pokazywane jako przyjaciół Alex. Miałam na przykład podejrzenie, że Seth nie jest wcale taki miły, bezinteresowny i szczery, jak się wydawał. A przynajmniej dopóki nie przeczytałam POV z końca książki, w którym autorka zniszczyła to wszystko – myślę, że nie trzeba już teraz było ujawniać, co mu siedzi w głowie, bo to dodawałoby trochę tajemnicy i niepewności co do jego lojalności. A ja nie powinnam była tego czytać, gdy tylko zobaczyłam nagłówek. No ale trudno.

Akcja była ciekawa, dość wciągająca, czytało się bardzo szybko, jak na taką formę, i przyjemnie. Nie nudziłam się, cały czas się coś działo. Ogólnie ciekawie i do polecenia. Poza tym przekonałam się chyba do tej serii, a przynajmniej dopóki Alex znowu nie zacznie zachowywać się nieodpowiedzialnie i nieostrożnie. Nastolatka naprawdę nie musi taka być, a już zwłaszcza nie może taki być ktoś, kto szkoli się na strażnika, bo raczej długo wtedy nie pożyje.

No, to teraz trzeba się zabrać za "Deity".
________________________________________________

EDIT:

Mam z tą książką jeden poważny problem – chyba przedawkowałam, czytając trzy tomy, jeden po drugim, bez większych przerw. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo choć zostałam niezaprzeczalnie wciągnięta przez „Deity”, początki były trudne i w zasadzie nie chciało mi się jej otwierać i czytać kolejnego rozdziału. Potem już było lepiej, ale zawsze to uczucie gdzieś tam z tyłu majaczyło. Planuję sobie zatem zrobić przerwę – może to pomoże, o ile się uda w ogóle ją zrobić (niestety mam świadomość, że jeśli się na to zdecyduję, najprawdopodobniej sięgnę po tę serię ponownie dopiero w okolicach Bożego Narodzenia lub nawet ferii - chyba że trafi się jakieś dłuższe wolne po drodze). Tak czy inaczej trochę to przedawkowanie na mnie wpłynęło (nie tylko dlatego, że teraz wydarzenia z poszczególnych części trochę mi się zlewają), ale nawet mimo niego dobrze mi się czytało.

Co do tego konkretnego tomu, podobał mi się. Pomijając sprawę tego braku przekonania przy sięganiu po kolejne rozdziały, czytało się naprawdę przyjemnie. Wciągnęło mnie, zaciekawiło, tym razem zupełnie nie irytowało. Bohaterka wreszcie zaczęła myśleć o konsekwencjach – może sobie zachowywać się nieostrożnie, ale ważne jest, żeby była świadoma, że to robi. Pozostali bohaterowie również na plus – na Goodreads widziałam wiele gromów ciskanych w Setha, ale mnie osobiście taka opcja pasuje bardziej niż alternatywa. Na pewno jest ciekawiej i mniej słodko, mniej romansowo i mniej trójkątowo.

Aczkolwiek nie do końca jestem do końca fanką kierunku, w którym poszła akcja w innej dziedzinie.
Spoiler:

Nie lubię, gdy bogowie schodzą na ziemię, biją się ze sobą i ogólnie mieszają w życiu ludzi, zwłaszcza gdy są to bogowie, w których bohaterowie wierzą i na których się powołują.
Jakoś ta boska interwencja Apolla wyglądała dla mnie na zbyt wiele. Bóg schodzący do Podziemia, by wyciągnąć duszyczkę zmarłej z rąk śmierci? Jakieś to naciągane. No ale co kto lubi. Mogło być gorzej. Z drugiej strony jest to dość zabawne, że Apollo, wielkie bóstwo, bawił się z Kolesia ze Świetnym Wyczuciem Czasu.


Tak z ogólnych wniosków do serii, to wyraźnie da się zauważyć, że autorka lubi swoje pomysły – wiele z nich pojawia się zarówno w „Covenant”, jak i w „Lux”, jak choćby połączenie między bohaterami, poczucie słabości u jednego, gdy z drugim coś się dzieje, nie mówiąc już charakterach postaci (Daemon to dokładne połączenie Aidena i Setha). Na szczęście w tych najważniejszych sprawach raczej nie robiła kopiuj-wklej i historie nie wydają się bliźniaczo podobne. :-) Martwi mnie tylko to, co w „Lux” nie do końca się udało, a mianowicie rozszerzenie konfliktu na większy obszar niż tylko bohaterka i jej otoczenie – tu mamy zagrożenie dla całego świata i obawiam się, że autorka może tego nie udźwignąć.

Mimo wszystko jednak, krótko mówiąc, na plus. Wciągająco, ciekawie, przyjemnie, nieirytująco.
Spoiler:

Oksa napisał/a:
ponieważ, patrząc z logicznego punktu widzenia, podjąwszy słuszną decyzję, nie potrafił się jej trzymać. Alex jest osobą, która żąda stanowczości - jeśli chcesz być ze mną, to rzucę wszystko i będę. Ale jeśli zrezygnowałeś ze mnie, to zachowujesz się jak dupek wysyłając co jakiś czas sprzeczne sygnały. I zanim ktoś powie, że się cieszę, że Alex i Seth się spiknęli - to nie do końca jest tak. Prawda jest taka, że Alex i Aiden naprawdę pięknie się uzupełniają i do siebie pasują, ale nie można też zaprzeczyć, że z Sethem mają całkiem fajną chemię. Szkoda jednak chłopaka na resztki po kimś innym.
Nie wiem, dlaczego nie napisałam tego przy okazji komentarza z „Pure”, ale nadrobię teraz. Z powyższymi słowami absolutnie się zgadzam. Niby „nie możemy być razem, nie chcę Cię, by coś Ci się przeze mnie stało”, ale z drugiej tu ją muśnie, tam pogłaszcze. Niby chce ją uchronić, ale nie pozwala jej odejść. Rozumiem, że trudno, że uczucia swoje, rozum swoje, ale też warto być fair w stosunku do nich obojga.


______________________________________

EDIT: (25.09.2014)

Zanim zrobię sobie przerwę, postanowiłam przeczytać jeszcze opowiadanie „Elixir”, nie było długie, za to przyjemne, ciekawe i odmienne, nie tylko dlatego, że napisane z perspektywy Aidena, ale też dlatego, że zupełnie nie pokazano tu charakterku Alex. Nie wiem jeszcze, jak to opowiadanie leży w stosunku do „Apollyona”, ale na pewno jest dość istotne, ponieważ wydarzenia tu wspomniane po prostu muszą być w przyszłych tomach wielokrotnie wspominane.

Nie było wielkim zaskoczeniem dowiedzenie się, co siedzi Aidenowi w głowie, więc w ogóle mnie to nie drażniło, bo i nie było tych słodkości aż tak wiele. Natomiast zakończenie, słowa wypowiedziane przez osobę trzecią, brzmiące „Love is the only thing more powerful than Fate.”, to jednak trochę za dużo słodyczy. Niemniej całość mi się podobała, ponadto miło było zobaczyć inną Alex, ale dobrze, że tylko chwilowo, ponieważ na dłuższą metę byłaby naprawdę męcząca – dużo lepsza jest nieostrożna wersja.

Mam swoją drogą takie przemyślenie dotyczące tytułów. Uważam, że autorka źle zrobiła, nazywając je wszystkie tak wprost i tym samym absolutnie spoilerując zawartość, zwłaszcza jeśli chodzi o ostatnie tomy i to opko (po tytule czwórki trudno było nie domyślić się już w pierwszej części, kim się stanie Alex, a i zawartość „Elixiru” nie była wielkim zaskoczeniem). W przypadku „Lux” tytuły nic nam nie mówiły, ponieważ słowa w nich zawarte nabierały znaczenia w kontekście serii dopiero w danej książce, co było dużo lepszym rozwiązaniem.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-09-26, 13:39   

Taa cała ta sprawa z badaniami - trzeba zadać sobie pytanie, co jest ważniejsze, ochrona podniesiona do poziomu maksymalnego i badania czy życie Twoje i Twoich najbliższych. Odpowiedź raczej prosta. A może niekoniecznie. Rozumiem Alex. Czyści zaczęli się zachowywać jeszcze gorzej niż zwykle, jakby mieli do czynienia z jakimś skołtunionym plebsem. Sama forma przekazania informacji o badaniach, przeszukiwania pokoi - wszystko to mogło być dla nich zbyt obcesowe i przelać falę goryczy.
Spoiler:

No, ale niestety. Kiedy mieszaniec przechodzi na drugą stronę mocy, to kompletnie nic po nim nie widać, więc panika wśród wprowadzających ten rygor jest dość zrozumiała.



Sophie napisał/a:
Do tego jest coś, co naprawdę mi się podobało – nie wiadomo, kto jest w porządku gościem. Nie tylko jeśli chodzi o czarny charakter w tłumie mniej znanych postaci, ale też osobniki pokazywane jako przyjaciół Alex.

I tak pozostaje niemal do samego końca. Mnie osobiście bardziej podobały się przeszufladkowania wśród postaci, które były mi obojętne albo irytowały na takie, które zyskały mój szacunek, stały się ważne dla fabuły lub bohaterki, albo po prostu ewoluowały i zmieniły swój charakter.

Sophie napisał/a:
Mam z tą książką jeden poważny problem – chyba przedawkowałam, czytając trzy tomy, jeden po drugim, bez większych przerw.

Ha! Elixir i pozostałe całkiem łatwo mi rozdzielić, ale pierwsze trzy to taki powiązany ciąg wydarzeń, który z perspektywy czasu trudno mi dokładnie usytuować w danym tomie. Trochę jak u Moning. :-) I nawet przez chwilę nie miałam wrażenia, że przedawkowałam. Pewnie przez to, że zbyt emocjonalnie mnie cała seria wciągnęła. :-P

Sophie napisał/a:
Pozostali bohaterowie również na plus – na Goodreads widziałam wiele gromów ciskanych w Setha, ale mnie osobiście taka opcja pasuje bardziej niż alternatywa. Na pewno jest ciekawiej i mniej słodko, mniej romansowo i mniej trójkątowo.


Ależ oczywiście, bo przecież powinien latać za bohaterką z wywalonym ozorem i na każdym kroku okazywać swoją miłość i oddanie. :roll: Dzięki Bogu, Seth taki nie jest. Jego relacja z Alex ma niewątpliwie podtekst seksualny, ale jednocześnie jest czymś o wiele więcej. Widać to dokładnie w ostatnim tomie. I nie powiem, bardzo mi się ta ich bliskość pod takim względem podoba.

Sophie napisał/a:
Spoiler:

Nie lubię, gdy bogowie schodzą na ziemię, biją się ze sobą i ogólnie mieszają w życiu ludzi, zwłaszcza gdy są to bogowie, w których bohaterowie wierzą i na których się powołują.
Jakoś ta boska interwencja Apolla wyglądała dla mnie na zbyt wiele. Bóg schodzący do Podziemia, by wyciągnąć duszyczkę zmarłej z rąk śmierci? Jakieś to naciągane. No ale co kto lubi. Mogło być gorzej. Z drugiej strony jest to dość zabawne, że Apollo, wielkie bóstwo, bawił się z Kolesia ze Świetnym Wyczuciem Czasu.


Niech nie czyta, kto nie przeszedł już przez czwórkę. :-)
Spoiler:

Nie jestem pewna, czy już w trójce była o tym mowa, ale widać nie. Otóż stawka jest zbyt wysoka. Obecność drugiego Appollyona umożliwia śmierć bogów, Ares ewidentnie ma chrapkę na wojnę stulecia - a obecnie również i możliwości - tak więc mówiąc wprost, musieli zleźć z piedestału i chronić własne tyłki.



Sophie napisał/a:
Tak z ogólnych wniosków do serii, to wyraźnie da się zauważyć, że autorka lubi swoje pomysły – wiele z nich pojawia się zarówno w „Covenant”, jak i w „Lux”

Autorka lubi też przypominać w różnych książkach o swoich innych pozycjach. W Appollyonie jedna z bohaterek, ta zołza, czyta książkę o Luxenach, we Frigid (new adult) bohaterka czyta "Covenant". W innych jej książkach, nawet niefikcyjnych, też można zauważyć takie powiązania. Armentrout lubi także czynić swoje bohaterki książkomaniaczkami. :-)

Cytat:
Martwi mnie tylko to, co w „Lux” nie do końca się udało, a mianowicie rozszerzenie konfliktu na większy obszar niż tylko bohaterka i jej otoczenie – tu mamy zagrożenie dla całego świata i obawiam się, że autorka może tego nie udźwignąć.


Uważam, że tutaj wyszło jej to o wiele lepiej. Poświęciła na sam ogólnoświatowy konflikt dwa tomy, a całość wraz z zakończeniem wypadła o wiele sensowniej.

Sophie napisał/a:
Zanim zrobię sobie przerwę, postanowiłam przeczytać jeszcze opowiadanie „Elixir”, nie było długie, za to przyjemne, ciekawe i odmienne, nie tylko dlatego, że napisane z perspektywy Aidena, ale też dlatego, że zupełnie nie pokazano tu charakterku Alex. Nie wiem jeszcze, jak to opowiadanie leży w stosunku do „Apollyona”, ale na pewno jest dość istotne, ponieważ wydarzenia tu wspomniane po prostu muszą być w przyszłych tomach wielokrotnie wspominane.

Appollyon zaczyna się bezpośrednio po Eliksirze, dlatego warto się z nim zapoznać. Tym bardziej, że w czwórce bohaterowie nawiązują do wydarzeń z opowiadania.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org