Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Seria Skrytobójca
Autor Wiadomość
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-05-19, 12:32   Seria Skrytobójca

Seria: Skrytobójca

Tom I: Uczeń Skrytobójcy



Autor: Robin Hobb
Wydawca: Prószyński w 2005 doszło do wznowienia przez MAGA
Ilość stron: 337
Rok wydania: 1997

Opis z okładki:

Pierwsza część bestsellerowej trylogii Skrytobójca. Młody Bastard to niepoprawny syn Księcia Rycerskiego. Dorasta na dworze w Królestwie Sześciu Księstw, wychowywany przez szorstkiego koniuszego swego ojca. Ignoruje go cała rodzina królewska oprócz chwiejnego w swoich sądach Króla Roztropnego, który każe uczyć chłopca sekretnej sztuki skrytobójstwa. W żyłach Bastarda płynie błękitna krew, ma więc zdolność do korzystania z Mocy.

Moja opinia:

Na forum Maga rzuciły mi się dobre opinie o Robinie Hobbie. Wszyscy chwalili autora za wspaniałą serię i Maga za to iż postanowił wznowić wydanie. Opis jakoś nie zachwycał, o fabuła jakich wiele, ale same achy i ochy sprawiły, że postanowiłam przekonać się sama.

Nie zawiodłam się. Wspaniała książka, a właściwie pierwsza część serii. Poznajemy wspomnienia starca (jakby dziennik). Pierwszoplanowa narracja urzeka mnogością wrażeń i wspaniałym językiem. Poznajemy świat oczami sześciolatka, który na naszych oczach dorasta, rozwija się, żeby wyrosnąć na wspaniałego młodzieńca. Coś co dla dorosłego jest czymś znanym dla małego szkraba wydaje się czymś nieznanym. Autor wspaniale potrafił oddać ciekawość małego dziecka, jego codzienną egzystencję, ważne chwile. Mało jest książek, które już od pierwszej strony można ocenić, że będą wspaniałe. Ta do nich należy. Opowieść zaczyna się w momencie kiedy, jako malec zostaje porzucony u wrót zamku. Zabrany od matki, wywieziony do obcego miasta, opuszczony przez ojca i oddany pod opiekę jego służącemu, a potem pozbawiony towarzystwa ukochanego szczeniaka. Matka nie nadała mu imienia. W domu wołano na niego Chłopcze, a na zamku Bastard i tak już zostało. Smutna łzawa historia, ale z punktu szkraba wcale tak nie wygląda. Dziecko odziedziczyło po swym ojcu dar, a także wygląd (żywcem zdarta skóra). To dało o sobie znać dziedzictwo Zawyspiarzy, których krew ciągle płynęła w żyłach potomków rodu królewskiego oraz szlachty, dając dzieciom czarne włosy i muskularną, krępą postać. Wraz z tymi cechami szedł w parze talent do władania Mocą. Dlaczego jednak talent Rozumienia był tępiony. Ci którzy się w nim zatracili nigdy naprawdę nie byli dziećmi. Zawsze zbyt wiele wiedzieli, a kiedy dorastali dowiadywali się jeszcze więcej. Dlatego dawnymi czasy, gdy takiego złapano, palono na stosie.
Autor przez 60 stron zwodzi czytelnika tak, że ten zapomina o tytule książki, który brzmi Uczeń skrytobójcy. Bo początek opowiada o biednej sierotce, która posługuje się Rozumieniem, więc inaczej niż człowiek postrzega świat i nie ma żadnych przesłanek, na kogo wyrośnie. A przecież trudna sztuka skrytobójstwa wymaga wiele nauki i przede wszystkim nauczyciela. I takowy się pojawia. Bohater uczy się w tajemnicy oślepiania i ogłuszania. Osłabiania nóg albo paraliżowania, przyprawiania o wyczerpujący kaszel lub impotencję. Sprowadzania wczesnej starości, choroby umysłowej albo… tysiąca sposobów podstępnego unieszkodliwiania przeciwnika w imię króla… nie, w służbie dyplomacji. Jak to ładnie brzmi, uśmiercanie w białych rękawiczkach. Co za pokrętna polityka. Czpiony. Nic nie jest łatwe, a pomimo tego samotne, odrzucone dziecko wcale nie czuje się źle jakby mogło się nam wydawać. Potrafi znaleźć siłę i cele, a nawet kogoś kto z nim czasem rozmawia.
Osobiście dar Rozumienia mnie urzekł. Myślę, że gdyby nie on, nie związałabym się tak emocjonalnie z Bastardem. Rozumiem, że dla zostawionego sobie samemu dziecku może być zagrożeniem, ale dla kogoś kto jest sam jak palec i z kimś kto trzyma rękę na pulsie nad więzią jest czymś czego może się chwycić.
Autor przedstawia Moc jak siłę umysłu, możliwość rozmawiania ze zwierzętami czy też wyczuwanie osób poprzez myśli. Pokazanie czytelnikowi jak działa moc ma już miejsce na pierwszych stronach książki, kiedy chłopiec dostaje szczeniaka i nawiązuje z nim wieź. Od razu wiemy, że to coś magicznego i nie każdy to potrafi. Korzystanie z Mocy nie pozostaje bez echa. Wyczerpuje ciało, a dla niewprawnej osoby i umysł. To tylko dzięki więzi ze zwierzęciem Bastardowi udaje się uniknąć skutków Mocy.

Ciekawi mnie też, w jaki sposób piraci zarażali ludzi kuźnicą. Co im takiego robili? Pranie mózgu? Atak mocą? Mam nadzieję, że odpowiedź na to pytanie znajdę w kolejnych tomach.

Nietypowe też są nazwy księstw wchodzące w skład Królestwa, a także imiona bohaterów, przywodzące na myśl średniowieczne ballady. Na początku trudno mi się było przyzwyczaić, ale potem zaakceptowała je i nie mogłam wyobrazić sobie, żeby mogli się inaczej nazywać. Pasowały to wykreowanych postaci. Król Rozumny, Roztropny, Szczodry, Książę Rycerski, Szczery, Władczy, Dostojny, Królowa Skwapliwa, Życzliwa, Księżna Cierpliwa, Krzewiciel, Czernidło, Cierń, Konsyliarz, Sikorka, Pani Tymianek, Lamówka, Pogodna, Radosna. W Sześciu Królestwach wierzono, że imię określa człowieka, kształtuje jego los. Zlepek 6 księstw też nie jest przypadkowy. Łączą je zależności polityczne i gospodarcze. Dzielą naturalne granice, jak w prawdziwym świcie.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2014-05-19, 13:28   

Bardzo fajna seria. Wspaniale stworzony świat, spójny i logiczny. No i dobre tempo akcji, raz powoli się snujące, raz szybkie. No i Chlu, mały smaczek dla ciebie: będą smoki, choć z początku nie całkiem prawdziwe ;)
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-05-19, 19:54   

No a potem będzie kontynuacja trylogii, i też nie najgorsza. Podobało mi się w tym cyklu używanie polskich imion. Nie John Smith, tylko Jan Kowalski :-) z tymi akurat przykładami oczywiście żartuję, ale polskie tłumaczenia imion i nazwisk przypadły mi do gustu.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-05-23, 06:42   

Jestem po przeczytaniu całej trylogii i cieszę się, że jest jeszcze przede mną druga.

Na początku wcale nie urzekł mnie świat. Ot królestwa, dwór, władcy, potem najeźdźcy i wewnętrzna rozgrywka o władzę. To co mnie urzekło to ludzie. Wspaniali skonstruowani, niezwykle realni. Wszyscy, obojętnie czy pierwszo- czy daleko- planowi. Nikt nie został stworzony ot tak, ale starannie przemyślani, mimo że czytelnik wchodzi tylko do głowy głównemu bohaterowi (dzięki narracji w pierwszej osobie). To co myśli, mówi nie ma nic wspólnego z wodolejstwem. Żaden dialog ani wewnętrzne przemyślenie nie są zbędne, a jego rozmowy ze zwierzętami jeszcze bardzie odkrywają jego duszę. Trylogia całkowicie wyczerpała wszystkie wątki i pytania jakie na początku stawiałam, przez co historia, fabuła i wykreowany świat stanowią wspólną zgrabną całość. Moc jak moc, istnieje w każdej książce fantasy, ale Rozumienie bardzo przypadło mi do gustu. Trochę przypomniało mi o Penrymie z Koła czasu (najnowsza część czeka już na półce). Co do smoków? Wspaniała zagadka i wyjaśnienie. Trylogia jakich mało, ponadczasowa, którą warto mieć na półce, aby ciągle po nią sięgać. Przeczytać jeden raz to za mało. Jedyna nierozwiązana sprawa to tajemnicza postać błazna. Autor zrobił to chyba specjalnie, planując dla niego odrębną serię. Cieszę się, że jest, że to nie koniec przygód Bastarda Rycerskiego Przezornego i "jego przyjaciela".
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-05-24, 09:32   

Druga seria już mi się nie podobała tak jak pierwsza. Skrytobójca ma specyficzny klimat, który Błazen gdzieś zatraca. Szczerze mówiąc, momentami bardzo mi się dłużyło. Jednak, mimo wszystko, nadal jest to naprawdę niezła powieść.
Ale trylogia o skrytobójcy, to naprawdę świetna historia. Z ciekawymi postaciami, interesującą fabułą, dopracowana, napisana bardzo ładnym językiem i do tego wciągająca i klimatyczna. Kawałek dobrej fantastyki.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-11-09, 20:08   


Tytuł: Uczeń skrytobójcy
Autor: Robin Hobb

Tytuł oryginału: Assassin’s Apprentice
Seria: Skrytobójca
Tom 1
ISBN: 978-83-7480-447-9
Tłumaczenie: Agnieszka Ciepłowska
Ilość stron: 448
Rok wydania: 26 września 2014
Cena detaliczna: 39,00

Opis:
"Uczeń skrytobójcy" to pierwszy tom legendarnej serii fantasy. Jest w niej magia i zły urok, jest bohaterstwo i podłość, pasja i przygoda.

Młody Bastard to nieprawy syn księcia Rycerskiego. Dorasta na dworze w Królestwie Sześciu Księstw, wychowywany przez szorstkiego koniuszego swego ojca. Ignoruje go cała rodzina królewska oprócz chwiejnego w swoich sądach króla Roztropnego, który każe uczyć chłopca sekretnej sztuki skrytobójstwa. W żyłach Bastarda płynie błękitna krew, ma więc zdolność do korzystania z Mocy.

Komentarz:
Książki tej autorki już od jakiegoś czasu czaiły się gdzieś na mojej liście "do przeczytania", ale dopiero ostatnio miałam szansę zapoznać się z pierwszym tomem. I nie żałuję - było ciekawie, wciągająco i przyjemnie, a nawet nieco zaskakująco.

Świat stworzony w „Uczniu…” przynosi na myśl klasyczne fantasy – nieistniejący kraj, nieco na szczęście „mało kłopotliwej” magii (czyli takiej, która nie jest wszechpotężną mocą, mogącą zniszczyć i naprawić wszystko, a tym samym często uniemożliwić logiczne wyjaśnienia i wartką akcję). Świat oraz pomysły w nim przedstawione nie są szczególnie oryginalne, takie kreacje dość często przewijają się przez literaturę, jednak nie uważam tego za wadę – wręcz przeciwnie, uniwersum stworzone przez Robin Hobb jest mimo wszystko ciekawe. Już w tym jednym tomie mamy poruszone kwestie rodziny królewskiej, dziedziców, różnic kulturowych i nieprzygotowana niektórych do tychże, a także temat konfliktów zbrojnych, dziwnych ataków, a nawet zdrad. Wszystko to jest tłem dla historii głównego bohatera, choć wcale nie mniej ważnym elementem powieści.

Akcja wciągnęła mnie już od pierwszych kart – z prawdziwą przyjemnością pochłaniałam kolejne strony i rozdziały, zagłębiałam się w fabułę, która nie skupiała się na jednym elemencie, ale dzieliła czas między rozwój Bastarda, jego naukę i uczucia, a także sprawy królestwa. Każdy z tych składników był interesujący, a wszystko to najpewniej dzięki świetnej kreacji głównego bohatera – może niekoniecznie nastawionej na absolutny realizm, ale idealnie wpisującej się w moje preferencje. Bastard nie jest herosem, nie wszystko mu się udaje, pozwala się czasem zwieść na manowce, czasem idzie na oślep, ale nie cechuje się głupotą. Ponadto mamy do czynienia z pierwszoosobową narracją, pozwalającą dogłębnie poznać bohatera, jednocześnie nie zdradzając całego planu i przyszłych wydarzeń uwagami o myślach innych postaci, a przez to też moją ulubioną. :-)

„Uczeń skrytobójcy” to świetna powieść, zapowiadająca, mam nadzieję, równie dobrą trylogię. Kolejny tom z pewnością przeczytam, choć nie wiem kiedy.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1459
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-12-03, 12:53   

Sophie napisał/a:
Świat stworzony w „Uczniu…” przynosi na myśl klasyczne fantasy – nieistniejący kraj, nieco na szczęście „mało kłopotliwej” magii (czyli takiej, która nie jest wszechpotężną mocą, mogącą zniszczyć i naprawić wszystko, a tym samym często uniemożliwić logiczne wyjaśnienia i wartką akcję). Świat oraz pomysły w nim przedstawione nie są szczególnie oryginalne, takie kreacje dość często przewijają się przez literaturę, jednak nie uważam tego za wadę – wręcz przeciwnie, uniwersum stworzone przez Robin Hobb jest mimo wszystko ciekawe. Już w tym jednym tomie mamy poruszone kwestie rodziny królewskiej, dziedziców, różnic kulturowych i nieprzygotowana niektórych do tychże, a także temat konfliktów zbrojnych, dziwnych ataków, a nawet zdrad. Wszystko to jest tłem dla historii głównego bohatera, choć wcale nie mniej ważnym elementem powieści.


No właśnie! Mogłoby się wydawać, ze skoro przeczytałam już wiele takich książek, jak opisujesz powyżej, to następna nie zrobi mi różnicy. Teraz jestem już po drugiej części trylogii Skrytobójcy i muszę powiedzieć, że w pewnym stopniu zakochałam się w tych książkach. Do ulubionych bym ich koniecznie nie zaliczyła, ale trudno przeoczyć fakt, jak autorka - w swoim debiucie z resztą - umiejętnie wykorzystuje już od dawna stosowane motywy i schematy, nawet za bardzo ich nie przekształcając, tworząc w ten sposób po raz kolejny coś wartego uwagi. Trylogia skrytobójcy nie jest niczym niezwykłym, jeśli nie zaliczymy takich faktów, jak świetnie skonstruowani bohaterowie, wartka akcja i dobrze poprowadzona fabuła. Historia wciąga, nęci do zapoznania się z resztą, ale nie ma w niej niczego takiego niezwykle niezwykłego, co by sprawiło, że jest jedyna w swoim rodzaju. Wciąż mam przed sobą ostatnią część i trzymam kciuki, żeby wywołała we mnie ona takie wrażenie. :)

Ach! I co mi się jeszcze spodobało, to imiona bohaterów. Zabawnie było obserwować ilu z nich przychyla się do przymiotników, które ich określają, kto zmienia się w czasie powieści i staje całkowitym przeciwieństwem właśnie tego, co go określało -

Spoiler:

tutaj oczywiście mówią o Pogodnej i Prawym



Czytałam opinie czytelników, którzy pisali, że na początku taki zabieg im przeszkadzał, ale ja właściwie wgl tego nie odczułam.
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-12-03, 19:30   

Blair napisał/a:
Czytałam opinie czytelników, którzy pisali, że na początku taki zabieg im przeszkadzał, ale ja właściwie wgl tego nie odczułam.
Zupełnie nie zwróciłam uwagi na tę grę słów - dla mnie były to po prostu imiona i, czytając je, tak jakby nie odbierałam ich jako słowa, które mają swoje znaczenie. Cieszę się, że zwróciłaś mi na to uwagę. :-)

Ja również jestem już po drugom tomie, "Królewskim skrytobójcy". Nie mogłam postąpić inaczej, jak po niego sięgnąć, po świetnym początku, który dawał nadzieję na coś świetnego w kolejnych częściach. Nie zawiodłam się. Na okładce powieści (na poprzednim tomie również widnieje to zdanie, ale dopiero tym razem je przeczytałam) znajduje się rekomendacja pochodząca od G.R.R. Martina, mówiąca, że „książki Robin Hobb są jak brylanty w morzu cyrkonii” – i coś w tym. :-)

W przeciwieństwie do „Ucznia skrytobójcy”, który nieco wolniej rozpalał moją ciekawość, „Królewski skrytobójca” bez reszty wciągnął mnie już od pierwszej strony. Kolejne karty pokonywałam z niesłabnącym (a wręcz przeciwnie) zainteresowaniem – zostałam bezwzględnie pochłonięta przez fabułę i ledwo zauważyłam, jak bardzo obszerna jest to powieść. Książka ta ma bowiem niemal osiemset stron, a możecie mi wierzyć, że zupełnie się tego nie czuje, ponieważ akcja niesie Czytelnika przez strony, nie pozwalając mu zwracać uwagi na tak nieistotne szczegóły jak opasłość lektury. No bo też, hej, więcej stron, więcej przygód (a trzeci tom to już zupełnie pod tym względem przerasta poprzednie - prawie 1000 stron przyjemności!).

W "Królewskim skrytobójcy" większe znaczenie niż dotychczas ma sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa państwa oraz działalności na samym dworze, relacje między pozostałymi bohaterami oraz intrygi. A wszystko to z dodatkiem problemów osobistych Bastarda – bo cóżby to był za nastolatek bez panny, którą mógłby uwielbiać? :-) Nie mówię tego wcale z przekąsem – jestem jak najbardziej zadowolona z takiego obrotu sprawy, ponieważ nie jest to przeciętna miłostka, jaką często ostatnio spotyka się w literaturze. Poza tym dodaje ona trochę dramatyzmu, jest dodatkowym elementem, który może namieszać w życiu młodego skrytobójcy. Zapowiada ponadto ciekawe wydarzenia - jestem ciekawa, jak autorka rozwinie ten wątek.
Spoiler:

Mimo wszystko dość zaskakujący jest pomysł na bękarta bękarta, a jak umieścić tenże w większym planie składającym się z konfliktów państwowych, monarchii i intryg, pewne jest, że Bastard będzie miał sporo zmartwień i roboty na głowie.

Jestem pod wrażeniem wprawy, z jaką autorka dobrała pozostałych bohaterów i jak utkała całą sieć zdarzeń, dbając zarówno o szczegóły, jak i o ogólniki. Moim zdaniem bardzo dobrze przedstawiła sytuację polityczną kraju, nie zdradziła, o co chodzi już na samym początku, ale pozwoliła swoim postaciom dojść do tego samodzielnie. Samo zakończenie drugiego tomu daje szerokie pole do popisu i morze możliwości poprowadzenia następnych wydarzeń.

"Królewski skrytobójca" z całą pewnością nie zawiedzie czytelników, którym podobała się pierwsza część, a śmiem nawet twierdzić, że przekona do siebie tych, którzy niekoniecznie zapałali sympatią do "Ucznia…". Mnie osobiście drugi tom przypadł do gustu znacznie bardziej, ze względu na mocniej wciągającą i szybszą akcję, a także ciekawiej przedstawioną intrygę. Polecam!


Tytuł: Królewski skrytobójca
Autor: Robin Hobb
Tytuł oryginału: Royal Assassin
Seria: Skrytobójca – tom 2
Tłumaczenie: Agnieszka Ciepłowska
Oprawa: twarda
Ilość stron: 640
Rok wydania: 17 października 2014
Cena detaliczna: 49,00
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-12-26, 18:42   

Hobb napisała też trylogię o dalszych losach Bastarda - cykl o Błaźnie, ale pamiętam, że nie wciągnęła mnie już tak jak Skrytobójca. Coś mi przeszkadzało w odbiorze tej historii, choć ciekawość poznania całej historii prowokowała do czytania.
Inaczej "Kupcy i ich żywostatki". Ten cykl również ma klimat, któremu trudno się oprzeć. Autorka przedstawia tam kilka ciekawych wizji, a świat postaci jest bardzo różnorodny. Myślę, że warto przeczytać. Kiedyś to były jedne z nielicznych książek z gatunku fantastyki dostępne na rynku. W dodatku nie przeczytałam ostatniego tomu - bo wydawca się zbiesił i nie wydał. Teraz patrzę, że Mag wydał go w 2007r. Chyba sobie wolną chwilą przypomnę tę serię.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
PowialoChlodem 
Redaktor
Córka Dziadka Mroza


Wiek: 30
Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 114
Skąd: Kielce/Łódź
Wysłany: 2014-12-27, 14:03   

Trylogia "Skrytobójca" moim zdaniem jest nierówną historią. Zachowanie Bastarda momentami bywa tak męczące, że trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały. Do tego, niektóre królewskie intrygi są tak oczywiste, że aż przykro się robi, kiedy bohaterowie, uważający się za ludzi inteligentnych, zwyczajnie tego nie widzą. Co nie zmienia faktu, że wszystkie książki są bardzo przyjemnie napisane i potrafią wciągnąć. Były też w nich cudowne smaczki i zaskakujące rozwiązania, niestety poprzeplatana z tymi aż nazbyt oczywistymi. Nie powiem, że nie, ponieważ całość zrobiła na mnie naprawdę sympatyczne wrażenie, ale nie sądzę żebym prędko znów po nią sięgnęła.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-12-28, 13:29   

Hmmm... Warto pamiętać, że książki zostały napisane prawie 20 lat temu, kiedy fantastyka nie była aż tak powszechnym gatunkiem, a większość literatury gatunku opierała się na ściśle określonym schemacie. Nie zawsze chodziło o innowacyjność, a o dobrą opowieść z gatunku magii i miecza - są odbiorcy, którzy nadal cenią sobie takie opowieści ze względu właśnie na pewną przewidywalność. Podobne rozwiązania były zarówno w "Świecie Czarownic" A. Norton, "Jeźdźcach smoków" A. McCaffrey czy opowieściach Eddingsa. To był swoisty urok tych książek. I w sumie wybaczało im się wszystkie niedociągnięcia ;-)
Chociaż osobiście do "Świata Czarownic" już bym nie wróciła - tam dopiero było naiwnie.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-12-28, 15:37   

PowialoChlodem napisał/a:
Do tego, niektóre królewskie intrygi są tak oczywiste, że aż przykro się robi, kiedy bohaterowie, uważający się za ludzi inteligentnych, zwyczajnie tego nie widzą.
Ja to tłumaczyłam sobie tak: bohaterowie widzą więcej, niż widzimy my, mają więcej bodźców i trudniej wyłowić spośród nich te, które mają znaczenie, a które my dostajemy w zasadzie na tacy. Dlatego jeśli dla nas jest coś oczywiste, niekoniecznie musi być takie dla nich.


Tytuł: Wyprawa skrytobójcy
Autor: Robin Hobb
Tytuł oryginału: Assassin’s Quest
Seria: Skrytobójca
Tom: 3
ISBN: 978-83-7480-459-2
Tłumaczenie: Agnieszka Ciepłowska
Oprawa: twarda
Ilość stron: 995
Rok wydania: 21 listopada 2014
Cena detaliczna: 59,00

Po rewelacyjnym "Królewskim skrytobójcy" nie mogłam zbyt wiele zwlekać z sięgnięciem po ostatni tom trylogii , czyli „Wyprawę skrytobójcy”. Tysiąc stron może przerażać, ale ostatecznie stwierdzam, że nie było się czego bać, ponieważ autorka bardzo dobrze te karty zagospodarowała.

Podobało mi się, że Bastard rozwija się przez te wszystkie tomy. W pierwszej części był dzieckiem, kilku- i kilkunastoletnim, które się uczyło, poznawało otoczenie, zaznajamiało się z dworem, orężem, swoim fachem, a także polityką. W drugim tomie mieliśmy już do czynienia z młodzieńcem, targanym namiętnościami, zapalczywym, buntowniczym, porywczym, pewnym swoich działań, dążącym do niezależności – czyli, można by powiedzieć, normalnym, acz inteligentnym nastolatkiem. W ostatnim tomie zaś spotykamy już młodego mężczyznę, który wiele przeszedł, gotowego podjąć odpowiedzialność, świadomego i dążącego do celu, ale w sposób mniej młodzieńczy, a bardziej dojrzały. Bastard, ni mniej, ni więcej, dorósł i jest gotów na wiele, by odzyskać to, co utracił.
Spoiler:

Owa utrata, ironia oraz złe wyczucie czasu, zważywszy na sympatię, którą zapałałam do tegoż bohatera, nieco zezłościły. Z drugiej strony to, że autorka nie podążyła w kierunku utartych szlaków szczęśliwego zakończenia, jest czymś dobrym. Niemniej odczuwam to jako niesprawiedliwe, że autorka zabrała Bastardowi dziewczynę, gdy ten był już tak blisko końca – toć to ze trzy dni zostało do jego powrotu. :-(


Potężna książka wymaga potężnej dawki wydarzeń, które ją stworzą, na tyle pokaźnej, by nie znudzić osoby sięgającej po powieść. Robin Hobb upewniła się, że Czytelnikowi tego nie zabraknie, a co ważne, zadbała o to, by wszystko to było logicznie połączone, ale nie oczywiste (o czym napisałam też tam wyżej). Uplotła fabułę w taki sposób, by możliwości jej poprowadzenia zwodziły Czytelnika, by nie mógł być pewny przyszłych wydarzeń, ale by wszystko w ostatecznym rozrachunku do siebie pasowało i, krótko mówiąc, trzymało się kupy. Autorka nie waha się namieszać – z początku przedstawia sprawę w taki sposób, że Czytelnik już wie w zarysie, jaki będzie ostateczny efekt dla samego głównego bohatera (aczkolwiek nie to, czy udało mu się osiągnąć cel). To jest jednak gorsze niż niewiedza, ponieważ sprawia, że Czytający stara się dopasować opisywane wydarzenia do efektu. A przynajmniej ja tak miałam. Wiedziałam, co ma wyjść, więc z każdym nowym zwrotem akcji starałam się domyśleć, co się takiego wydarzyło, że osiągnięto skutek, który został przedstawiony na pierwszych stronach. Zastanawiałam się również, czy aby autorka nie oszukuje tam Czytelników i nie kłamie im w żywe oczy?
Spoiler:

Niestety okazało się, że nie kłamała, a nie miałabym jej tego za złe. Cóż, przez całą powieść miałam nadzieję, że w pierwszych słowach "Bastarda z przyszłości" autorka zataiła fakt, że gdzieś tam czai się mu za plecami Sikorka z dzieckiem. Należałyby mu się one za wszystko, co wycierpiał i co przeżył. A nie, że zostawiła go całkiem samego – jedynie ze Ślepunem – najpierw w podróży, a potem w jakiejś chacie.


Ważne jest coś jeszcze. Autorce udało się wzbudzić we mnie sympatię do tych wszystkich postaci, a zwłaszcza do Bastarda, która dodatkowo przyciągała mnie do powieści. Bastard jest inteligentny, ale nie nieomylny, bystry, ale nie wszystkowiedzący, wiele razy udaje mu się coś tylko dzięki szczęściu, ale nie jest wiecznym szczęściarzem, bywa niepewny, ale potrafi również wziąć się w garść, popełnia błędy, ale też odnosi sukcesy; raz on kogoś ratuje, raz ktoś inny ratuje jego. W tym wszystkim jest równowaga, która sprawia że ten młody skrytobójca wydaje się być prawdziwym człowiekiem, który mógłby sobie gdzieś żyć. Jest na tyle realistycznie przedstawiony, że pomaga to zagłębić się w wydarzeniach, nie odczuwając fałszu czy tzw. „zgrzytów” w charakterze bohatera.

Jak już wspomniałam, tytuł ten ma całe tysiąc stron – jest ogromną, ciężką książką, ale tylko fizycznie. Gdy już się po nią sięgnie, zupełnie nie czuć jej rozmiarów – strony szybko umykają, akcja nie pozwala się nudzić, nie zezwala nawet na zastoje. Tak jak nie jestem osobą, która zarywa nocki, tak z tą powieścią – a szerzej z całą serią – nie raz się zdarzyło, że późno w noc mówiłam sobie „jeszcze tylko skończę rozdział, jeszcze tylko dowiem się, o czym będzie następny”. Wiecie, jak to bywa – nie wiadomo kiedy okazuje się, że na zegarze wybiła druga, a Was tu ciągnie akcja.

"Wyprawa skrytobójcy" to świetna historia – wciągająca, czarująca, zwodząca i najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawa, pozwalająca na parę dni zanurzyć się w podróży Bastarda. Polecam serdecznie.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-12-30, 20:41   

Wiedźmo,ja bardzo lubię te stare serie, o których wspominasz.Może niekoniecznie Świat Czarownic,gdzie z książki na książkę historia jest coraz gorsza, ale naprawdę lubię Eddingsa (wiem,to nie o nim temat, ale muszę o tym wspomnieć). A Skrytobójcy czytałam obie serie i mam takie dziwne wrażenie, że z biegiem czasu ta historia dojrzała, tak jak dojrzał Bastard. I według mnie nie zawsze jest przewidywalna (chociaż momentami trochę nudnawa). Ale i ona, i opowieść o kupcach mi się podoba. Może dlatego,że nie jest udziwniona, że nie goni tylko za tym, żeby wpisać się w gust czytelnika, ale przekazuje coś od autora?
 
     
PowialoChlodem 
Redaktor
Córka Dziadka Mroza


Wiek: 30
Dołączyła: 12 Gru 2014
Posty: 114
Skąd: Kielce/Łódź
Wysłany: 2015-01-02, 23:24   

wiedźma z bagna napisał/a:
Nie zawsze chodziło o innowacyjność, a o dobrą opowieść z gatunku magii i miecza - są odbiorcy, którzy nadal cenią sobie takie opowieści ze względu właśnie na pewną przewidywalność. Podobne rozwiązania były zarówno w "Świecie Czarownic" A. Norton, "Jeźdźcach smoków" A. McCaffrey czy opowieściach Eddingsa.


Jak jeźdźcy smoków nie są innowacyjni to ja nie wiem co jest. Przecież to jest s-f ze smokami i "rycerzami"! Ktoś inny wymyślił coś takiego wcześniej? Czy ja o czymś nie wiem?
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2015-01-27, 19:01   

PowialoChlodem napisał/a:
Jak jeźdźcy smoków nie są innowacyjni to ja nie wiem co jest. Przecież to jest s-f ze smokami i "rycerzami"! Ktoś inny wymyślił coś takiego wcześniej? Czy ja o czymś nie wiem?


Pisałam o schemacie - specyficznej budowie tego rodzaju powieści - ale owszem, zamiast jeźdźców smoków byli już u Tolkiena jeźdźcy latających gadów, które (w opisie autora) były starsze niż smoki, byli jeźdźcy innych mitycznych bądź wymyślnych stworzeń, więc nie uważam tego za jakąś szaloną nowość.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org