Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Saga Księżycowa
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-06-12, 13:04   Saga Księżycowa


Tytuł: Cinder
Autor: Marissa Meyer

Tytuł oryginału: Cinder
Cykl: Saga Księżycowa
Tom: 1
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 17 października 2012
ISBN: 9788323753056
Liczba stron: 440

Opis:
Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu…
Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelką drugiej kategorii. Lecz kiedy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny. Rozdarta między obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, aby ochronić przyszłość...

Komentarz:
Marissa Meyer. Meyer – to nazwisko już samo w sobie odrzuca. Ale nie otrzymujemy tak idiotycznej książki jak „Zmierzch”, wcale a wcale. "Cinder" jest naprawdę super! Książkę zaczęłam wczoraj, a dziś już ją skończyłam – to coś znaczy. Trudno mi było się do niej oderwać, mało brakowało, a czytałabym ją do późnej nocy/wczesnego ranka.

Wszyscy, albo chociaż większość, zna historię, chociaż zarys fabuły, Kopciuszka. Autorka wykorzystała ją w swojej powieści, ale przy tym bardzo ją zmieniła. Można tu odnaleźć akurat tyle elementów oryginalnej baśni, by skojarzyć i rozpoznać Kopciuszka (imię też jest pomocne: Cinder, czyli skrócone Cinderella, oznaczające Kopciuszek), ale przy tym zmieniła tyle, że nie czuje się, jakby czytało się tę samą historię. Przyznam bez bicia, lubię tę bajkę, mam do niej sentyment i z chęcią oglądam adaptacje i czytam powieści napisane z wykorzystaniem wątków baśni. Z pewnością fakt ten dodaje książce w moich oczach klika punków, a przynajmniej oznacza, że książka podobałaby mi się mniej, gdyby ta inspiracja Kopciuszkiem nie była wystarczająco widoczna (chyba większość nie zrozumie różnicy między tym, co napisałam w tym zdaniu, ale nie jestem chyba w stanie tego krótko i zrozumiale wyjaśnić). Wtedy, gdyby ta inspiracja nie była widoczna, uznałabym pewnie, że książka jest schematyczna, ale jeśli już jest ona podkreślona i określona, uważam, że książka jest świetna – dziwne, prawda? Dobra, zaczynam bredzić i się powtarzać. Tak czy inaczej pomysł z wykorzystaniem baśni szalenie mi się podoba, tym bardziej, że nie ma tam wcale aż tak dużo samej baśni. Realia są nieco inne, bohaterka jest zupełnie kimś innym (prawie). Powiem tak, „Cinder” jest cholernie przewidywalna w pewnych aspektach, ale, kurka, zupełnie mi to nie przeszkadzało. (Uwaga, delikatne spoilery do końca akapitu.) O tym, kim będzie ON wiedziałam już po paru stronach, a tego, kim okaże się Ona, domyśliłam się już po kilkudziesięciu (w sumie trzeba by być chyba kompletnym idiotą, by nie poskładać tak ładnie podanych na tacy informacji). Mimo tych wszystkich pewników, byłam zainteresowana. A sprawa, która nawet przed sięgnięciem po książkę uważana była przeze mnie za najbardziej pewną i tylko czekałam, żeby się dowiedzieć, jak autorka chce do tego doprowadzić, wyczekując (!) tego momentu, gdyż bohaterka tak sobie po drodze nagrabiła i z każdą chwilą problem narastał, i będąc niemal pewną, że wszystko zostanie ślicznie, pięknie rozwiązane… Autorka mnie zaskoczyła. Fakt, który brałam za coś, czego autorka nie mogłaby odpuścić… Jeszcze nie ten tom, jak widać. Przez to cholerne zakończenie muszę teraz jak najszybciej dorwać Scarlet!

Bardzo podobał mi się pomysł na bohaterkę. W dodatku była do rzeczy, naprawdę całkiem w porządku, nie była kretynką, twardo stąpała po ziemi, nie czekała na, och, ach, księcia. Była… nowoczesna. Teraz już żadna (no może prawie) panienka (a przynajmniej te 15+, mam nadzieję) nie czeka na księcia na białym koniu, który gdy tylko na nią spojrzy, od razu się zakocha. Większość nie oczekuje takich gruszek na wierzbie. I taka jest też Cinder, nie rozmarza się o tym, co by było gdyby. Denerwują mnie te zwiewne mimozy, czekające na ratunek, a bohaterka, Cinder, nie jest taka. Nie jest też, warto zauważyć, herosem, który obroni siebie i innych. Jest wyważona. Jak na mój gust mogłaby być nieco mniej naiwna, spontaniczna i nieprzewidywalna, a dokładniej kierować się nieco większa kalkulacją, ale, kurka, to nastolatka, nie będę wymagać od niej za wiele. Jestem w jakimś stopniu zdolna wczuć się w jej położenie i zrozumieć motywacje działań. Cinder nie jest głupia. W dodatku jest mechanikiem i od razu skojarzyła mi się z Mercy, ma nawet w pewnym stopniu podobny charakter.

Pomysł na Lunarów, na całą ich społeczność, na wpływ na Ziemię, na ich dary i ogólną tajemnicę, jaką jest ten naród wśród Ziemian, na królową Levanę, jej charakter. Wszystko, dosłownie wszystko składa się całość. Gdy zaczęłam czytać, widziałam kilka dziwnych zachowań, które nie miały dla mnie znaczenia i po chwili o ich zapomniałam, ale potem, na koniec już, zaczęły mi się przypomniał, gdyż czytałam ich uzasadnienia. Gdy czytałam o tych działaniach, nie czułam, by były istotne (w większości), ale potem nagle wszystko nabierało sensu – dlaczego bohater to czy tamto powiedział, dlaczego działał w ten czy inny sposób, dlaczego wystąpił taki czy inny komentarz. I to jest super, nie zawsze zdarza się tak dopracowana książka, która rzuca informacje tak delikatnie, że nie udaje mi się już od razu zakwalifikować ich jako istotne.

Szkoda tylko, że pojawiło się trochę błędów logicznych, ale poza tym, że je zauważyłam, nie przejęłam się nimi, nie zepsuły mi czytelniczej przyjemności. Najbardziej utkwił mi w pamięci błąd z wirusem – jeśli trafi on do organizmu, nie można stwierdzić tego natychmiast. Badanie krwi nie wykaże wtedy żadnego zakażenia. Wirus musi się namnożyć, by można było stwierdzić jego obecność, muszą się chyba nawet pojawić konkretne przeciwciała, a na to też trzeba czasu. A roboty nadzorujące chorych jakoś nie zwracały uwagi na takie szczegół, teraz jesteś zdrowa, możesz iść (nieważne, że 2 minuty temu miałaś kontakt z osobą chorą). Tyle przynajmniej przypominam sobie z biologii, a także źródeł pozaszkolnych. Poza tym zadziwiała mnie łatwość, z jaką Cinder wchodziła i wychodziła z placówki, w której przeprowadzana była kwarantanna. Mam to przypisywać działaniu pewnych, ekhm, umiejętności?

Wyrażę jeszcze mój zachwyt nad okładką, która łączy historię Kopciuszka i Cinder w jedno, ale głownie zachwycona jestem sposobem jej zrobienia – to lalka, na zdjęciu jest ruchoma lalka w sukience z cekinów i kryształków, z jakich moja siostra czasem robi sobie naszyjniki czy bransoletki. W dodatku ten kontrast czerni na wierzchu i czerwieni po drugiej stronie okładki. Mrrrr.

Podsumowując, polecam, naprawdę z ręką na sercu. ;-) Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Jest to lekka, miła powieść i nawet jej przewidywalność ani błędy logiczne mnie nie zraziły. Teraz tylko czekam na okazję przeczytania drugiego tomu. :twisted:
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-04-09, 06:52   

Do przeczytania tej książki namówiły mnie dziewczyny i nie żałuję, choć mam wiele zastrzeżeń. Tak jak wynikało z opisu. Zafascynował mnie cyborg i daleki wschód. W pewnym momencie powiało nawet Nakręconą dziewczyną, ale tylko powiało. Cyborg był owszem, ale dalekiego wschodu ani na lekarstwo. Autorka pojechała po bandzie. W związku z tym iż od dzieciństwa mam schiza na temat cyborgów i sztucznej inteligencji, czytam wszystko co mi na ten temat wpadnie w łapki. Główna bohaterka była świetna. Jej historia, charakter, IKO, macocha, siostry, praca. Wszystko trzymało się kupy. Reszta już nie. Wiedziałam oczywiście, że będzie książę i szkielet powieści oparty jest na bajce. I jak to zwykle w bajce bywa ważny jest tylko on i ona. Nic więcej się nie liczy. Tak jak pisała Sophie. Sprawa wirusa jest niedograna, bo on nie jest ważny, choć na początku autorka wspomniała, że wszyscy uciekli z bazaru bo by ich zamknęli na kwarantannie. A potem jakby o tym zapomniała. Kilkuminutowe badanko i już jesteś wolna. To samo z zabezpieczeniem Kwarantanny. Czyżby władze były tak głupie, że nie wprowadziły protokołu na intruza? Przecież ludzie lubią penetrować opuszczone magazyny, w poszukiwaniu rzeczy znalezionych czy lokum, a przecież nikt nie wiedział, że jest tam umieralnia. Sophie pasowali z kolei Lunarczycy. Może gdyby chodziło o przybyszów nie z Księżyca, ale z innej planety, albo sztucznej koloni w kosmosie przy Księżycu. Wtedy owszem byłby to fakt do zaakceptowania. A tak pomysł z księżycem jest dla mnie śmieszny. Z koli biocoś - nie rozumiem jak to działa - jest więc w porządku. Za mało grozy, którą można by było wykorzystać na złomowisku, na kwarantannie, w laboratorium. Wszystko takie lukrowate, nawet więzienie. Jeśli ktoś szuka dobrze skonstruowanego świata to go na pewno nie znajdzie, ale bohaterowie autorce wyszli wspaniali i dlatego książka nie jest zła, a nawet powiedziałbym, że czyta się ją szybko i z przyjemnością. Cinder przyciąga jak magnez, a zakończenie krzyczy - co będzie dalej. Zapomniałabym - przewidywalność. Już w okolicach 60-80 strony wiadomo kim jest Cinder. Nie lubię tak.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-04-09, 09:22   


Tytuł: Scarlet
Autor: Marissa Meyer

Tytuł oryginału: Scarlet
Cykl: Saga księżycowa
Tom: 2
Wydawnictwo: Egmont
Ddata wydania: 8 maja 2013
ISBN: 9788323753131
Liczba stron: 496

Opis:
Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę... Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi.

Komentarz:
Skoro przeczytałam „Cinder”, nie mogłam nie sięgnąć też po „Scarlet” – i cóż, kosztowała mnie te prawie trzydzieści złoty, a spędziłam nad nią łącznie tylko kilka godzin – to nie fair. Chcę więcej… :-( Niby pięćset stron, a zupełnie się tego nie czuje – zaczynasz czytać, nie wiesz kiedy, a już jesteś na dwusetnej stronie, potem chwila moment i już koniec. Ale jaka to przyjemność była – podobnie zresztą jak „Cinder”. Jednakże pierwszy tom podobał mi się ciut bardziej – po pierwsze było to coś nowego, a po drugie sposób wykorzystania elementów z bajki bardziej mi się podobał, a tajemnica bohaterki i sama jej postać bardziej przypadła do gustu. Z drugiej strony Scarlet przez większą część czasu powstrzymywała się od miłostek, ale też zdarzało jej się mnie nieco irytować, z pewnością bardziej niż Cinder, która swoją drogą również występowała w tym tomie jako jedna z głównych postaci i „punkt widzenia” dla narratora.

No podobało mi się, kurka. Miłe, lekkie, przyjemne, z ciekawym pomysłem. Poza tym mam sentyment do bajki o Czerwonym Kapturku, która to nierozerwalnie łączy się z moim dzieciństwem, a na której to oparty był główny (bardzo, bardzo ogólny) zarys akcji – był czerwony kaptur (od bluzy), był Wilk, była babcia. Autorka ciekawie przedstawiła elementy bajki w formie wydarzeń w swojej powieści – nie ściągała wszystkiego, a tylko ogólne założenia opowieści, a całą resztę wymyśliła samodzielnie, dzięki czemu, mimo że jest to oparte na bajce, nie jest nią i nie ma się wrażenia, że to już było, że już się to czytało i już się zna z bajki. To chce się po prostu czytać, tym bardziej, że autorka ma bardzo przyjemny styl, a historia nie nudzi.

Ten tom był mniej więcej tak przewidywalny niż poprzedni – byłam w stanie domyślić się sporej części wydarzeń, a koniec nie zaskoczył mnie tak jak ostatnio (z drugiej strony bajka o Czerwonym Kapturku nie ma aż tak radosnego i jednoznacznego zakończenia) – ale trudno, nie można mieć wszystkiego (poza tym jestem tuż po „Magic Rises”, więc tym trudniej całkowicie mnie zadowolić, a młodzieżówka już na pewno nie da sobie z tym rady).

Co ciekawe, wiem doskonale, jak to wszystko ostatecznie się skończy, a przynajmniej mam bardzo silne podejrzenie (najpewniej mam rację, chyba że autorka postanowi zainspirować się G.R.R. Martinem), ale i tak chcę to wszytko przeczytać, chcę wiedzieć, jak dokładnie to się wydarzy, co się stanie po drodze. Poza tym po prostu polubiłam Cinder.

To nie jest typ książek, o którym pomyślałabym, że mi się może tak spodobać – a jednak; autorce udało się tak skomponować swoje powieści, by naprawdę przypadły mi do gustu. Teraz tylko czekam na kolejne tomy – a niestety ich wydanie w Polsce może potrwać, bo oryginał zostanie wydany dopiero w lutym przyszłego roku.
Lekkie, niewymagające, idealne w celu odprężenia.

[Wysłany: 2013-08-11, 13:28]
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-04-09, 09:41   

Sophie napisał/a:
Powiem tak, „Cinder” jest cholernie przewidywalna w pewnych aspektach, ale, kurka, zupełnie mi to nie przeszkadzało. (Uwaga, delikatne spoilery do końca akapitu.) O tym, kim będzie ON wiedziałam już po paru stronach, a tego, kim okaże się Ona, domyśliłam się już po kilkudziesięciu (w sumie trzeba by być chyba kompletnym idiotą, by nie poskładać tak ładnie podanych na tacy informacji). Mimo tych wszystkich pewników, byłam zainteresowana.

Miałam dokładnie to samo. Trochę szkoda, bo jednak lubię być zaskakiwana, ale autorce udało się wciągnąć mnie na tyle w tę historię, że czytam już jak wariat trójkę. Podejrzewam Sophie, że zaskoczyła nas ta sama rzecz, tzn.
Spoiler:

byłam pewna, że oczywiście Cinder wtargnie na bal, zgubi stopę, ale okaże się, że to ona jest księżniczką i wszyscy będą żyli happy ever after. Przyznaję, że zmylił mnie tytuł 2 części. A tu psikus, okazuje się, że jest to początek długiej drogi Cinder. I to już mi się podoba. Zaskoczył mnie również ogrom planu doktorka odnośnie odszukania Seleny - cała ta chwytanka cyborgów, aby odnaleźć jedną, konkretną dziewczynkę.



Jedynka skutecznie przykuła moją uwagę, ale dwójka zassała mnie na dobre. Autorka wprowadza nowych bohaterów, którzy szybko stali się moimi ulubieńcami - Thorne (jego relacja z Cinder jest cudowna :-) ), wybuchowa Scarlet i Wilk. Nie można zapomnieć o Iko, dialogi z nią były jednymi z zabawniejszych :-)
Spoiler:

Iko jako statek? Fantastyczne. Sceny, w których Cinder jest jeszcze sama z Thornem oraz Iko są zresztą moimi ulubionymi. Podobają mi się ich przekomarzania, wzajemna pomoc, to jak się świetnie uzupełniają - przez przypadek utworzyli świetnie zgrany zespół.


Każda nowa część (bo trójka również, poznajemy w niej Cress) rozbija swoją uwagę na coraz większą liczbę bohaterów. Niestety cierpi na tym aspekt, o którym szczególnie wspominała hlu - za mało poświęcono czasu i uwagi na przedstawienie uniwersum. Relacje między postaciami, szczególnie nowi sprzymierzeńcy Cinder (Thorne!), to główny czynnik, który nie pozwala oderwać mi się od lektury i tu uważam, że autorka spisała się świetnie. Pomimo tytułowania kolejnych tomów innymi imionami i powiedzmy głównymi bohaterkami, dla mnie gwiazdą pozostaje Cinder, która rozkwita od 2 części. Lubiłam ją od początku, ale w jedynce sporo jej cech zostało przedstawionych przez pryzmat jej zadurzenia w Kaiu. Później o wiele bardziej dochodzą do głosu jej niecierpliwa natura, zadziorność oraz żelazna wola. Jak na razie troszkę męczę "Cress", ponieważ przyznaję, że nie przypadła mi do gustu tak, jak inne postacie, a niestety większość uwagi została jej poświęcona. A ja jestem głodna innych bohaterów. :-( Zaczynam bredzić. Dalej!

Pomysł z Księżycem podoba mi się bardzo, ponieważ od razu dostrzegłam w nim wpływ "Czarodziejki z Księżyca" - księżniczka Selena, księżyc - Luna, sam fakt, że istnieje tam życie, a mieszkańcy posiadają pewien rodzaj magii. Zresztą w podziękowaniach autorka dziękuje czytelnikom forum "Czarodziejki z księżyca", więc hehe, nie to, że jestem taka domyślna. :-P

Mam słabość do wplatania w inne otoczenie wątków baśniowych (nie dziw, że ześwirowałam na punkcie serialu "Once Upon a Time" :-P ), także saga ta podpasowała mi idealnie. Ma sporo wad, większość z nich wymieniły dziewczyny i zgadzam się z nimi. ALE! Ale czytam dalej, cieszę się, że trafiłam na tę pozycję, ponieważ miło spędziłam przy niej czas i naprawdę zgrałam z całą paczką bohaterów. Nawet ten zawsze oskarżany o książęcość książę jest do rzeczy i w sumie to tak sobie myślę, że on i Cinder mają najbardziej przechlapane. Ich wątek, będący najważniejszym, będzie się pewnie ciągnął i ciągnął i szybko się biedni nie zejdą.

Polecam na odprężenie, jako coś lżejszego, a jednak wciągającego. A jak już przeczytam trójkę, to dam znać czy Cress zjednała mnie do siebie :-) Na pocieszenie dodam, że kolejne tomy są coraz bardziej zaskakujące. Przewidywalność zostaje, proszę nie spodziewać się cudów, ale coraz bardziej niepewna obracam kolejne strony.

PS. Jak myślę o Thornie, to jakoś nie mogę wybić sobie z głowy takiego jego wyobrażenia :mrgreen:

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-04-09, 10:04   

Spoiler:

Oksa napisał/a:
byłam pewna, że oczywiście Cinder wtargnie na bal, zgubi stopę, ale okaże się, że to ona jest księżniczką i wszyscy będą żyli happy ever after. Przyznaję, że zmylił mnie tytuł 2 części. A tu psikus, okazuje się, że jest to początek długiej drogi Cinder. I to już mi się podoba. Zaskoczył mnie również ogrom planu doktorka odnośnie odszukania Seleny - cała ta chwytanka cyborgów, aby odnaleźć jedną, konkretną dziewczynkę.
Nie pamiętam dokładnie, ale tak mi się właśnie wydaje - że byłam bardzo zaskoczona, że nie ma happy endu z księciem.

Oksa napisał/a:
PS. Jak myślę o Thornie, to jakoś nie mogę wybić sobie z głowy takiego jego wyobrażenia :mrgreen:
Ej no, teraz i ja będę to widzieć!

W ogóle to podobno ważą się losy trzeciej części - dowiedziałam się o tym dopiero bodajże w poniedziałek i było to dla mnie spore zaskoczenie; pierwsze części wprawdzie wyszły tuż po premierach oryginałów, więc nieco dziwne było, że i z trójką się tak nie dzieje, ale sądziłam, że wydawca przygotowuje się do wydania i niedługo poda datę premiery - a tu się okazuje, że dopiero mamy się dowiedzieć, jaka w ogóle jest decyzja.

Swoją drogą, nie mogę znaleźć strony Egmontu na facebooku...
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-04-10, 07:16   

Łyknęłam Scarlet. Na początku powiem, że jedna rzecz pozytywnie mnie zaskoczyła. Myślałam, że to będzie seria typu, jeden tom, jedna para czyli zamknięta historia. Okazało się jednak, że główny międzynarodowy wątek jest osią przewodnią sagi. Poszczególni bohaterowie tworzą zgrabną układankę i nie znikają z kartek papieru w następnym tomie. Akcja skacze z wątku Ciner na Scarlet po rozdziale, potem po kilka. Żeby nie Wilk i jego genetycznie modyfikowani bracia, to wątek Scartel by mnie niesamowicie wpieniał, bo chciałam czytać o Cinder. Jej przekomarzania z IKO i Thornem to prawdziwy majstersztyk. Dla samych tylko dialogów między nimi warto przeczytać serię. Komiczną sceną był dla mnie moment wylotu statku Thorna z hangaru. To kpina z powieści s-f. Autorka powinna wziąć przykład z Gromyko i pisać jak zupełny laik. "Nie pytajcie jak to działa po prostu działa", albo nie zagłębiać się w detale. Statek kosmiczny też coś, raczej pinasa. Chyba, że myślała, że książki nie przeczyta nikt kto lubi space opery. Co jeszcze? Niby książka miała nawiązywać do bajki o Wilku i Czerwonym Kapturku, dla mnie jednak było to mocno naciągane. Bardziej już przypominało Bayou Moon Ilony, a kiedy dziewczyna ciągle mówiła Wilku to miałam wrażenie, że zwraca się do jakiegoś psiaka. Trochę mi to zajechało kiczem. Może jestem uczulona na tandetne romane, a ten do wybitnych nie należał. Uczucie między Kaiem a Cinder w pierwszej części podobało mi się bardziej. Ponadto jeśli mówimy o dopatrywaniu się elementów bajek, to mi Kai ciągle kojarzy się z tym Kajem od Królowej Śniegu, władczyni lodowego pustkowia (tu Królowa Księżyca). Ze względu na to iż mam syna, a nie córkę mój repertuar bajek ominął Czarodziejkę z Księżyca. Kiedy się zaczynała moja pociecha przełączała kanał. :mrgreen:

Podsumowując. Czytało się rewelacyjnie, pomimo wielu rzeczy, które nie pasiły. Niektóre książki już tak mają (np. seria o Daryndzie Jones).
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-04-14, 08:54   

"Cress" za mną. :-) Początek, no może jednak gdzieś do połowy książki, nie był dla mnie zbyt oszałamiający. Jak już pisałam miał na to wpływ przede wszystkim mój brak przekonania do "głównej" bohaterki tego tomu, Cress. Wiadomo, że dziewczyna długo żyła w zamknięciu (jak i dlaczego, a także kim jest, dowiecie się sami), więc jest socjalnie nieco upośledzona, ale taki typ naiwnego dziewczęcia, niemal non stop oszołomionego aż do granic omdlenia, w ogóle nie przypadł mi do gustu. Hlu pewnie będzie zachwycona :-P Nie to, że pałam do Cress jakąś wielką niechęcią, bo trzeba powiedzieć, że to inteligentna osoba, gotowa znieść niewygody bez słowa sprzeciwu oraz niejednokrotnie przysłużyła się drużynie. Pomimo tego, gdyby narracja nie przeskakiwała do różnych osób, a główny wątek nie ciągnął się od 1 tomu, to albo przerwałabym czytanie albo wystawiłabym książce o wiele niższą opinię. Ludzie, nawet Thorne miejscami wypadał przy niej jak przeciętny romansowy amant! Mój Thorne! :evil:

Na szczęście u innych bohaterów działo się sporo. Przypomniałam sobie, czemu polubiłam Scarlet (nawet jeśli jest wątek miłosny był mdły :-P hehe, nie było tak źle). Ta dziewucha naprawdę ma w sobie ogień i jakąś taką szczerość w swojej postawie i słowach. Iko, o ile to w ogóle możliwe, błyszczy w tej części jeszcze bardziej. Kai po raz kolejny udowodnił mi, że nie jest papierowym księciem z bajki, ale prawdziwym cesarzem oraz człowiekiem, który popełnia błędy, ma swoje obawy i słabostki, lecz co najważniejsze potrafi podejmować kontrowersyjne decyzje w zgodzie z własnym sumieniem i zmieniać porządek istniejący od dziesięcioleci.
Doktorek pozostał mi obojętny do samego końca tomu, jakoś nie wzbudził we mnie żywszych emocji. Wilka nie była zbyt dużo, ale swoje też zrobił, aby nie być jedynie tłem. Nie można też nie wspomnieć o Torinie, doradcy Kaia, totalnie enigmatycznego kolesia z niesamowitymi pokładami cierpliwości oraz dyplomacji. :-D

I w końcu Cinder. :-) Bardzo podoba mi się kierunek ewolucji jej postaci. Z pełnego kompleksów, choć buntowniczego, mechanika z każdym kolejnym tomem coraz bardziej staje liderką. Zadziwiające jest to, jak naturalnie wypada w roli osoby podejmującej decyzje, nawet nie wiem, kiedy to się stało, że tak zwyczajnie zaczęła przewodzić. Robi to, co musi i nie rozpacza co kilka stron, czemu to na nią musiało paść, że ma ochotę uciec i zaszyć się gdzieś. Rozumie wartość i konieczność poświęcenia na wojnie. Tego, że i ci dobrzy czasem muszą zrobić coś złego.

Nie ukrywam, że Cinder, Iko, Thorne i Kai są moi faworytami, lecz reszta postaci uzupełnia pięknie całość tej pokręconej drużyny.

Gdzieś w 60% książki akcja przybiera taki obrót, że myślałam, że zaraz zacznę przeskakiwać po kilka stron, aby tylko dowiedzieć się, co się będzie działo dalej. Końcówka podobała mi się jeszcze bardziej. Otrzymujemy zapowiedź tego, o kim będzie kolejny tom "Winter" i powiem Wam jedynie, że czuję, że będzie się działo :-) Wydaje mi się, że i sama Winter może być ciekawą postacią. Lubię pierwiastki szaleństwa :-P

A odnośnie jeszcze Cinder i końcowych scen, to podobało mi się
Spoiler:

w jaki sposób rozmawiała z Kaiem. Jej nieśmiałość wyparowała bez śladu, zastąpiona przez żelazną stanowczość oraz pewność, że robi słusznie, a cesarz lepiej niech się jej podporządkuje 8-) Co prawda na końcu zrobiło się bardziej romantycznie, więc trudno, aby ciągle była taka strasznie niedostępna. :-)



Fabularnie chyba było trochę lepiej. Wyszło na jaw parę ciekawych rzeczy, niektóre podejrzewałam wcześniej, inne mnie zaskoczyły, także na plus.

Podsumowując - kolejny świetny tom. Naprawdę szkoda, że "Winter" dopiero w 2015 roku, bo jeśli to nie jest ostatnia część, to na szóstą (mogę się założyć, że będzie to "Selena" 8-) ) przyjdzie nam czekać jeszcze dłużej.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-06-02, 16:43   

Oksa napisał/a:
"Cress" za mną. :-) Początek, no może jednak gdzieś do połowy książki, nie był dla mnie zbyt oszałamiający. Jak już pisałam miał na to wpływ przede wszystkim mój brak przekonania do "głównej" bohaterki tego tomu, Cress. Wiadomo, że dziewczyna długo żyła w zamknięciu (jak i dlaczego, a także kim jest, dowiecie się sami), więc jest socjalnie nieco upośledzona, ale taki typ naiwnego dziewczęcia, niemal non stop oszołomionego aż do granic omdlenia, w ogóle nie przypadł mi do gustu.

Na początku nie byłam przekonana do Cress. Do momentu, aż ona i Thorne nie mogli przestać mi się kojarzyć z parą z "Zaplątanych". 8-) Pokochałam ją wtedy po prostu!

Co do samej książki, to fabularnie jest o wiele lepsza od drugiej części. Ach, tak bardzo nie mogę doczekać się "Winter", zapowiada się naprawdę świetnie. "Scarlet" była troszkę słabsza, ale teraz, kiedy jest coraz więcej bohaterów, sprawa nabiera kolorów.

No i akacja będzie miała miejsce na księżycu!
https://p.gr-assets.com/540x540/fit/hostedimages/1380222758/628120.gif

Spodobały mi się końcowe rozdziały Kaia i Cinder. Totalnie wymiękłam. Bałam się trochę, że nie będzie w ostatniej części tego duetu, ale skoro
Spoiler:

i cesarz wybiera się na Księżyc. *_*



Cinder z książki na książkę staje się bardziej pewna siebie, zdecydowana, silna. Podoba mi się niesamowicie jej upór i dążenie do własnego celu. Jeszcze bardziej polubiłam ją po tym, kiedy autorka otwarcie zaczęła zaznaczać, iż nie jest to bohaterka pozbawiona strachu, a jednak idzie do przodu. Dobra, wiem że to brzmi banalnie. Ogólnie chodzi mi o to, że ta saga wiele by straciła, gdyby bohaterowie byli bardziej... bajkowi. I okej, wszyscy wiemy, jak to się skończy. Ale oni nie mają pojęcia, boją się, walczą z własnymi słabościami, uciekają przed wszystkimi, a my uciekamy wraz z nimi.

Jak pisałam wcześniej, bardzo polubiłam duet Cress - Thorne, ale znając samą siebie już wiem, że zaraz za Kaiem i Cinder, miejsce na podium zajmą u mnie Winter i J. To jasne jak słońce. xD

Dialog, który kompletnie położył mnie na łopatki:

Spoiler:

Winter: "You shouldn't call me crazy. They don't like that."

Scarlet: "But you are!"

Winter: "I know that I am. Do you know how I know? Because the walls of the palace have been bleeding for years and no one else can see it. ...If the blood was real, the servants would've cleaned it up by now, don't you think?"



Swoją drogą, z tego J. biedny chłopak.
Spoiler:

Tyle czasu miał pod ręką inną ksieżniczkę, zaginioną następczynię tronu, która mogłaby mu w pewien sposób umożliwić związek z drugą księżniczką + lekarstwo na szaleństwo tejże książniczki. Taaakie dramaty! :-P



A poza tym Winter w jednym z rozdziałów wspomniała, że
Spoiler:

"jeden z jej przyjaciół zamienił się w proch". Czyżby chodziło o Selenę? A jeśli tak - czy dowiemy się troszkę o przeszłości Cinder, czyli wydarzeniach sprzed ucieczki od socjopatycznej ciotki?



Oksa napisał/a:
Podsumowując - kolejny świetny tom. Naprawdę szkoda, że "Winter" dopiero w 2015 roku, bo jeśli to nie jest ostatnia część, to na szóstą (mogę się założyć, że będzie to "Selena" 8-) ) przyjdzie nam czekać jeszcze dłużej.
Z tego co czytałam, to najprawdopodobniej skończy się na Winter. Ale jestem pewna, że gdyby jednak... 8-) :twisted:
To baardzo chętnie poczekam i przeczytam!

Swoją drogą, zaciskam kciuki, żeby Egmont przestał bawić się w jakieś dziwne gry i wydał "Cress". Po prostu nie rozumiem. Wydają tyle książek z tej serii "Poza czasem", większość kompletnie nietrafionych + widziałam też kontynuacje podobnych nietrafionych tytułów, a tu się zastanawiają. :-/ Nie uwierzę, żeby sprzedaż Sagi księżycowej była niższa od pozostałych YA.

Na koniec trochę Iko, czyli daru dla świata od Meyer :)

Spoiler:

“When they reached a maintenance closet, Iko ushered the escort-droid inside.

“I want you to know that I hold nothing against you,” she said, by way of introduction. “I understand that it isn’t your fault your programmer had so little imagination.”

The escort-droid held her gaze with empty eyes.

“In another life, we could have been sisters, and I feel it’s important to acknowledge that.”

A blank stare. A blink, every six seconds.

“But as it stands, I’m a part of an important mission right now, and I cannot be swayed from my goal by my sympathy for androids who are less advanced than myself.”

Nothing.

“All right then.” Iko held out her hands. “I need your clothes.”

_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-02-05, 09:23   

Zachęcona opiniami tutaj sięgnęłam po Sagę Księżycową.
Leżały obie części u mnie na półce chyba z pół roku i nie potrafiłam się zabrać za nie.
Ale jak już zaczęłam czytać, to przepadłam z kretesem.
Nie spodziewałam się tak dobrych książek, tak ciekawego pomysłu. I nawiązania do znanych bajek.
Pierwszy tom był dla mnie fabularnie zaskoczeniem, mimo, że pewne rozwiązania były do przewidzenia.
Podoba mi się to w jaki sposób zmienia się Cinder, podoba mi się żywiołowa Scarlet. Uwielbiam trio Cinder, Thorne, Ika.
Polubiłam Księcia, choć cały czas kojarzył mi się z Kajem z Królowej Śniegu.
Byłam przekonana, że każda książka jest zamkniętą opowieścią, więc ucieszyłam się, że główny wątek ciągnie się przez wszystkie części, a bohaterowie z pierwszych tomów pojawiają się w kolejnych.
Moja radość się zakończyła, gdy się okazało, że wydawnictwo nie podjęło decyzji o wydaniu kolejnych tomów :(
Książki czyta się szybko, bo autorka ma lekki pióro i dobry styl.
Jako fanka Czarodziejki z Księżyca nie mogłam nie zobaczyć nawiązań do tej bajki. Ale i do Gwiezdnych Wojen można dopatrzeć się nawiązań.
Czekam na Cress. I obym się doczekała, bo Saga Księżycowa bardzo wciąga i mam nadzieję, że poznam dalsze losy bohaterów.
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2015-02-05, 22:30   

attra napisał/a:
Czekam na Cress. I obym się doczekała, bo Saga Księżycowa bardzo wciąga i mam nadzieję, że poznam dalsze losy bohaterów.


Dowiedziałam się ostatnio od koleżanki, że na premierę dwóch następnych części są duże szanse, przede wszystkim także dzięki tej ankiecie:

http://www.petycjeonline.com/wydanie_powieci_cress

Więc podpisujemy, podpisujemy. :-D

Też nie mogę się doczekać Cress! Scarlet to był moim zdaniem taki lekki niewypał, to znaczy, historia Scarlet nie do końca przypadła mi do gustu. Cress za to jest cudowna (jak pisałam wyżej), a z tego, co widzę po fragmentach z Winter w roli głównej... *_*
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-02-06, 09:27   

Petycja podpisana i udostępniłam na facebook, liczę że podpisze więcej osób.
To dobra wiadomość, że jest szansa na kolejne tomy. Z tego co wyszukałam w internecie seria ma liczyć 5 tomów?
Mi Scarlet się podobała, głównie dzięki Cinder, Thorna i Iko.

EDIT:
Znalazłam 39 rozdziałów Cress - tłumaczenie na gryzoniu.
Mam nadzieję, że doczekam się kolejnych rozdziałów.
Książka ma w sobie coraz więcej dobrego humoru. Bardzo się wciągnęłam, a tu koniec :(
Jak do tej pory Cress najmniej mi się spodobała z kobiecych bohaterek.
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2015-02-08, 15:21   

attra napisał/a:
Z tego co wyszukałam w internecie seria ma liczyć 5 tomów?

Hmmm... a gdzie znalazłaś tę wiadomość? Byłam pewna, że seria skończy się na "Winter", która zresztą miała wyjść pierwotnie dwa miesiące temu, ale autorka przeniosła publikację na grudzień tego roku <płaczę>.

Oczywiście moją ulubioną bohaterką wciąż pozostaje Cinder, a z tego co widzę, jak zachwycam się tymi fragmentami z Winter, to właśnie ona będzie stała jako druga na moim podium. Do tego czasu jednak wciąż swoją miejscówkę twardą ręką trzyma Cress. Wydaje mi się, że najlepiej w tym wypadku jest ocenić jej postać po lekturze całej książki. Chociaż muszę przyznać, że Scarlet, jako bohaterka drugoplanowa, a nie taka z własnym, szeroko rozwiniętym wątkiem, też ma naprawdę bardzo dużo plusów i zasługuje na uwagę.

Saga księżycowa właśnie też z tego powodu jest taka wyjątkowa. Na temat każdego z bohaterów dałoby się pisać eseje, bo są to naprawdę dobrze wykreowane postacie, takie napisane "z sercem", posiadające własną tożsamość. Takie, jakie najbardziej lubię. :-D
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-02-08, 15:31   

Blair napisał/a:
Hmmm... a gdzie znalazłaś tę wiadomość? Byłam pewna, że seria skończy się na "Winter",

Szukałam informacji o serii, bo na Lubimy Czytać nie było i weszłam na wikipedię.
Tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Marissa_Meyer
Nie wiem na ile jest to wiarygodne źródło. Ale jeśli
Blair napisał/a:
Byłam pewna, że seria skończy się na "Winter"
to wcale mnie to nie zmartwi, patrząc na to, że wciąż nasz wydawca nie zdecydował czy wydać kolejne tomy.

W Sadze Księżycowej podoba mi się to, że tak na prawdę wg mnie żaden z bohaterów nie jest drugoplanowy.
Każdy odgrywa ważną rolę w wydarzeniach, a jednocześnie ma sobie tylko poświęcony wątek.
Jestem zaskoczona, że tak bardzo mi się spodobały te książki.
I co jeszcze, jakoś wciąż wydaje mi się, że to nie nastolatkowie, że mają trochę więcej lat. :)

EDIT:
Z tego co znalazłam na LC, to piąty tom, będzie opowiadał o Królowej Levanie. Wygląda na to, że będzie ona złą macochą z Królewny Śnieżki :)
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/247863/fairest
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2015-02-12, 20:31   

attra napisał/a:
Szukałam informacji o serii, bo na Lubimy Czytać nie było i weszłam na wikipedię.
Tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Marissa_Meyer
Nie wiem na ile jest to wiarygodne źródło. Ale jeśli


"Fairest" to nie jest 5 część, tylko taka mniej niż 300 stronicowa historia Levany. Historia 0.5 :) Marissa napisała oprócz tego też kilka innych opowiadań do cyklu, które wydają mi się całkiem ciekawe. Jednak chyba nie ma co liczyć na tomik opowiadań, kiedy jeszcze nie wyszły wszystkie części. :/

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/247863/fairest

attra napisał/a:
EDIT:
Z tego co znalazłam na LC, to piąty tom, będzie opowiadał o Królowej Levanie. Wygląda na to, że będzie ona złą macochą z Królewny Śnieżki :)
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/247863/fairest


Dokładnie. :-D
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2015-08-08, 10:47   

Skończyłam „Cress”, którą to pochłonęłam w rekordowym tempie, zwłaszcza patrząc po moim ślimaczym tempie z ostatnich tygodni. Jestem zachwycona – Marissa Meyer nie zawiodła. Za to zawiodło wydawnictwo, przez które nie można przytulić papierowej, polskiej wersji „Cress” i pozostałych tomów. A kolejnych części pożądam już, teraz, natychmiast.

Jak już wspomniałam, bardzo mi się podobało. Książka wciągnęła mnie bez reszty już od początkowych stron, po raz pierwszy od wielu tytułów wzbudzając we mnie syndrom jeszcze jednego rozdziału. Czytałam do późna, z trudem robiłam przerwy – czyli właśnie tak jak powinno być.

Jestem pod wrażeniem – o czym już za pewne pisałam dawno temu– tego, jak autorka bierze kilka elementów z baśni, łączy je ze sobą, dodaje coś od siebie, a efekcie tych działań otrzymujemy oryginalny, świetnie zrealizowany pomysł, który bez większego trudu pokonuje niejedną mierną powiastkę, jakich to dużo na rynku. Pani Meyer stworzyła bohaterów żywych, zabawnych, realistycznych, budzących sympatię, wyróżniających się, oryginalnych i różnorodnych. Wrzuciła oczywiście trochę wątków romantycznych, ale uczyniła to w sposób tak nienatrętny i zgrabny, że należy jej się za to medal. Autorka świetnie żongluje swoimi postaciami i relacjami miedzy nimi, z powodzeniem budując napięcie i zaskakując kierunkami, w jakich podąża historia.

Z postaci warto zwrócić uwagę na niesamowitą Iko, androida z charakterkiem, który bardzo dobrze wspomagał całą akcję, pomagał rozładowywać napięcie oraz naturalnie i zgrabnie przechodzić do kolejnych elementów i zdarzeń. W dodatku była ona niesamowicie zabawna, przez co jeszcze przyjemniej czytało się tę powieść – Iko doskonale sobie radziła dostarczając kolejne dawki humoru na karty książki.

Kolejną rzeczą wartą podkreślenia jest fakt, iż autorka bardzo dobrze sobie radzi z włączaniem do akcji kolejnych bohaterów. Z każdą książką przybywa istotnych postaci, dołączających do całej historii, a pani Meyer potrafi nimi tak dobrze manipulować, by sobie nawzajem nie przeszkadzały, by tworzyły jedną, zgrabną opowieść, podzieloną na historie jednostek, które to jednak bardzo ładnie się przeplatają. Nie nudziłam się nawet przez sekundę, pochłaniając tę powieść, a to jest chyba jedna z najważniejszych rzeczy, jaką książka powinna zapewniać – rozrywka.

Kończąc mój krótki wywód, napiszę tylko – po raz kolejny – podobało mi się, czekam na więcej. A to więcej wyjdzie już całkiem niedługo, bo już za kilka miesięcy. Szkoda tylko, iż jedynie w oryginale. Niemniej gorąco polecam, bo to po prostu dobra książka.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org