Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wierni wrogowie
Autor Wiadomość
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-03-27, 07:48   Wierni wrogowie

Wierni wrogowie



Autor: Olga Gromyko
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data premiery: 12-05-2014

Opis z okładki:

Wierni wrogowie to długo wyczekiwana powieść Olgi Gromyko, która z jednej strony usatysfakcjonuje miłośników bestsellerowej serii o przygodach wiedźmy Wolhy, jak również ukaże nieznane jeszcze polskim czytelnikom literackie oblicze autorki.

Wierni wrogowie ponownie przeniosą czytelnika do świata Belorii, ale na wiele lat przed narodzinami Wolhy, pomiędzy wilkołaki, trolle, driady, elfy i smoki, w czasy heroicznych czynów, które dawno już przeszły do legend.

Nie zawsze jest tak, że ucieszą cię kłopoty wroga. A ucieczka przed problemami hen na kraniec ludzkich ziem bynajmniej nie gwarantuje świętego spokoju. Ba, obrażanie się na cały świat nie oznacza, że masz stać z boku i patrzeć, jak ktoś usiłuje go podbić tudzież godzić się na plany dotyczące bezpośrednio twojej cennej skóry.

Zdarza się, że grupa przypadkowych osób wbrew woli wciągnięta w wydarzenia, o których nie wiedzą prawie nic może zdziałać więcej niż cały konwent arcymagów, który w praktyce wcale nie jest aż tak wszechmocny i wszystkowiedzący. A może nawet występuje w nie do końca słusznej sprawie...

Czasami wir przygody w jednej chwili burzy z trudem zbudowaną codzienność i ciska cię na drugi kraniec świata bez żadnej gwarancji na powrót, a nawet zachowanie życia.

Moja opinia:

Ta książka spodobała mi się o wiele mniej od serii o Wolsze. Po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać - dlaczego? Chyba przez klasyczny schemat. Ona wilkołak, on czarownik. Jej wierny wróg. I nic tego nie zmieni, a przecież od nienawiści do miłości tylko jeden krok. To właściwie motto przewodnie Wiernych wrogów i poniekąd gatunku, którego nie cierpię. Rosyjski wariant można by było jeszcze zaakceptować, ale zabrakło mi wyjaśnień na temat natury wilkołaków. Było powiedziane skąd się biorą - dwa sposoby. Czy główna bohaterka i jeszcze jeden wilkołak występujący pod koniec książki stanowią wyjątki. Czy ich łacze cechy są inne niż pobratymców? W książce nie ma na to odpowiedzi. Nie wiem czy wszystkie wilkołaki zrodzone ze związku człowieka i wilkołaka są takie jak Shelena, czy też jest ona wyjątkowa. Jeśli tak zabrakło mi tego wyjaśnienia. Jeśli nie, to znaczy, że w społeczeństwie pokutuje mit wilkołaka, jakoby po przemianie nie był w stanie się kontrolować. Albo tylko częściowa przemiana. korzystanie ze wilkołaczej siły w ciele człowieka i rozumu w wilczej (skojarzyło mi się z Curanem. :-P ) Myślałam, że jak na końcu pojawił się jeszcze jeden przedstawiciel tegoż gatunku to coś się wyjaśni, ale niestety.

Akcja Wiernych wrogów dzieje się już po wojnie między rasami (z wampirami). Gromyko przenosi czytelnika do krainy driad, elfów, krasnoludów i troli. Zawiązuje się drużyna, w której skład wchodzi:
- wygnany czarownik, który nie jest zdolny wyczarować cokolwiek sensownego, żeby nie zemdleć na miejscu,
- smok uciekający przed przerośniętymi wilkami,
- niedorostek z gruźlicą,
- ... i ... dziecko,
- i wilkołak z paskudnym charakterem.

Może jestem uprzedzona, ale w serii o wiedźmie nie odczułam aż takiego wpływu Sapkowskiego, a w Wiernych Wrogach i owszem (w zasadzie to nie wiem czemu, ale to nic złego). Czy to przez drużynę, driady, kelpie, smoki, bazyliszki, itp.? Czy też przez zdrobnienie – Shel. To są moje bardzo subiektywne odczucia, a nie fakty. Za każdym razem kiedy padało imię bohaterki zamiast czytać Shelena to wymawiałam: Szelba albo Szelma. Po prostu samo cisnęło się na usta. Próbowałam dociec co sprawiło, że Shelena zajęła się magiem. Był jej wrogiem i polował na nią. Czy wroga, który walczy uczciwie (fer) nie należy dobijać, jeśli samemu się nie przyczyniło do jego opłakanego stanu? Co kierowało dziewczyną? Przecież na pewno nie nadzieja na bratnią duszę? Przynajmniej nie na początku książki, bo właśnie o ten początek mi się rozchodzi. Wierni wrogowie to wiele domysłów. Pobudki Weresa, (może dlatego że facet :-P ) były proste.
Spoiler:

Utrata ukochanej, poświecenie życia na zabicie całej rasy, z której pochodził zabójca.

Pobudki wilkołaczki już nie. Dlaczego go wyciągnęła z parowu, dlaczego z nim pojechała? Czy tęsknota za towarzystwem, prawdziwą przyjaźnią, miłością jest odpowiedzią? Weres jest o wiele mniej skomplikowany. Można by powiedzieć, że w Wiernych wrogach mamy odwrócony schemat płci. Postępowanie Wolhy i Weresa jest oczywiste dla czytelnika. Len i Shelena stanowią zagadkę: jako gatunek na temat którego krążą mity i legendy, a prawdę znają tylko zainteresowani; oraz pobudki ich działania, które są przemycane między wersami.
Ciekawą postacią jest smok Mrok, który przybiera ludzką postać. Nie skojarzył mi się z Boruchem Trzy Kawki, ale z równie młodym smokiem Białołęckiej. Żeby Tkacz Iluzji nie był z 1997r. pomyślałabym, że to wpływ Gromyko. :-)
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-04-25, 22:39   

Denerwowały, a raczej siedziały mi uparcie gdzieś w tyle głowy te same wątpliwości, co hlu. O co chodzi z tymi "prawdziwymi wilkołakami"? Czemu Shelena uratowała Weresa? I tyle. Reszta - super. Początek może nie do końca, bo muszę przyznać, że pierwsze kilkadziesiąt stron czytałam z umiarkowanym zainteresowaniem, w pewnym momencie nastąpił jednak taki zwrot w akcji, że książkę dokończałam w mig. Nie czytałam Sapkowskiego, więc nic mi tu nie wydało się podobne i odcięłam się myślami od serii o Wolsze niemal całkowicie, dzięki czemu i ona nie przeszkadzała mi w tej przyjemności. Nie miałam też żadnych wygórowanych oczekiwań, ot, byłam bardzo ciekawa jak wyszło.

A wyszło świetnie. :-) Gromyko to Gromyko, potrafi tworzyć ujmujących bohaterów, uzbroić ich w tak szczere i bezczelne zachowania, że nie da się ich nie kochać oraz włożyć w usta zajebiście śmieszne teksty. :-D Ponadto - jest przygoda, są emocje, jest drużyna dobrana od czapy, jest napięcie. W skrócie - jest impreza. :-P Fabuła może nie była najświetniejsza, mam tu na myśli najgłówniejszą intrygę (zbyt wielu rzeczy niestety się domyśliłam), ale uczciwie przyznaję, że po odwróceniu ostatniej strony wielce się tym nie przejęłam. Polubiłam każdego bohatera i odpowiednio na każdego z nich czasem się wkurzałam. Ich wzajemne relacje, dialogi, przekomarzania, brutalna szczerość, no nie da się obok tego przejść obojętnie. Audiencja u elfów i ich "oficjalny" język, to samo u innych ras (już nie będę wymieniać i spoilerować) po prostu boki zrywać. :-D Do tego ironiczne komentarze Sheleny czy też Mroka... aaach. :-)

Przeszkadzały mi niestety błędy w tekście. Powtórzenia słówek, ucinane literki, notoryczny zanik przecinków w miejscach, w których aż się prosi o przystanek. Chociaż to ostatnie to nigdy nie jestem pewna, bo ja chyba czasami trochę z nimi przesadzam. Nie wiem, jak zgodność przekładu z oryginałem, ale samo tłumaczenie wyszło zacnie.

Uśmiałam się, ponownie znalazłam w świecie Belorii, fantasy pełną, zabawną gębą - ja tam jestem zadowolona. Polecam. ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-05-03, 18:55   

Nie zawiodłam się. „Wierni wrogowie” są książką nieco inną niż seria o Wolsze, która to była nastawiona na rozmieszenie czytelnika kosztem logiki, która poupychane miała wszędzie jakieś zabawne zdarzenia, dialogi, postacie. Tutaj natomiast, choć również jest to bardzo poprawiająca humor lektura, nie było to tak bardzo naćkane – owszem, znajdziemy tu ogrom zabawnych dialogów, ale raczej bez wpływu logikę (zdarzały się takież wpadki, ale nie były one raczej spowodowane przez wprowadzenie do danej sytuacji humoru). Nie twierdzę, że to co napisałam wyżej, jest wadą którejś z tych książek – one są po prostu inne i w nieco innych kategoriach się je ocenia. W każdym razie „Wierni wrogowie” podobali mi się tak samo jako seria o Wolsze.

Bardzo spodobała mi się postać Szeleny – po prostu cudo, nie dość że zabawna, to jeszcze niegłupia, silna, a do tego nie pajacowała, za to rzucała kąśliwe komentarze (swoją drogą rewelacyjne), nie miała w zwyczaju robić z siebie herosa i nie rzucała się w walkę. Ona tak po prostu myślała – czym wiele bohaterek nie może się pochwalić. Była w tym wszystkim tak cudownie uszczypliwa, ale nie okrutna, ponura, ale nie bezduszna, zabawna, ale nie idiotyczna, że nie wiem, jak przeżyję fakt, że mam tylko tę jedną, jedyną książkę, że nie będzie żadnej kontynuacji, że nie będę mogła już nic nowego o Szelenie poczytać, a mogę jedynie powtórnie czytać „Wiernych wrogów”. Zresztą nie tylko ona mnie zachwyciła; Weres, Rest, Virra, Mrok – oni wszyscy coś od siebie dali. Gdyby któregokolwiek z nich zabrakło albo gdyby został inaczej przedstawiony, to już nie byłabym tak samo dobra powieść. Każdy z nich miał tu swoje miejsce, swój cel, swoją rolę do odegrania – nie tylko w samej fabule jako takiej, ale też w podkreśleniu innych postaci, w stworzeniu wiarygodnych, ciekawych połączeń.

Ale nie tylko bohaterowie są tu zaletą. Silnym plusem jest również wciągająca, porywająca i niesamowicie interesująca fabuła, o której na pewno nie można powiedzieć, by stała w miejscu; wręcz przeciwnie – bohaterowie stale się przemieszczają, konsekwentnie brnąc dalej w plan autorki, zabierając ze sobą Czytelnika, który nie może się oderwać – no bo jak to tak przerwać, trzeba czytać dalej, ciekawość przekonuje „jeszcze tylko trochę, strona, dwie, skończysz rozdział i pójdziesz spać”. Tiaaa… Znajduje się tu też sporo rzeczy, które spokojnie można przewidzieć, nie można z całą pewnością jednak domyślić się wszystkiego, a mnie osobiście fakt, że przynajmniej część przyszłych wydarzeń była mi mniej lub bardziej znana, zupełnie nie przeszkadzała. W grubo ponad sześciuset stronnicowej powieści zresztą trudno by było stworzyć coś w każdym calu nieprzewidywalnego. W zasadzi te domysły nawet bardziej przyciągają do powieści – przecież trzeba się przekonać, czy miałam/miałem rację w tym względzie, czy dobre były moje przewidywania. Autorka wiedziała dokładnie, co tu robić z Czytelnikiem. Swoją drogą byłam na Pyrkonie na spotkaniu z Olgą Gromyko, nawet nie jednym, miałam okazję jej posłuchać i jedną z rzeczy, która rzuciła mi się w oczy, jest to, że autorka wydaje się taka jak jej bohaterki – zdolna do dobrej riposty, żartu, a jak trzeba to i zasadzenia kopniaka.

Akcja powieści ma miejsce na wiele lat przed serią Wolhy, co nie jest może tak wyraźnie, dokładnie napisane, ale można się tego spokojnie domyślić, zwłaszcza wynajdując z pamięci słowa, które padały w cyklu, a które nieco pomagają umieścić tę książkę w czasie; najbardziej jednak wyraźną wskazówką jest jednak coś, co wcale nie jest napisane wprost, coś, co spokojnie można by ominąć, nie zdając sobie sprawy, o co chodzi, i sądząc, że to ot, tak wrzucona scena. Można się nawet zastanawiać, czy aby sobie tego nie wyobraziłam/em, czy może jednak autorka nie miała tego namyśli. Ale… Tu raczej nie ma przypadku. :-) (Swoją drogą podoba mi się, że autorka stworzyła taki mały most pomiędzy tymi historiami).
Spoiler:

Mam oczywiście na myśli dziecko Liary i Marena, tudzież jego potomkinie. A konkretnie jedną taka wiedziemkę z pociągiem do wampirów. :-P W każdym razie po połączeniu tych wszystkich faktów, można mniej więcej określić czas.


Świat Belorii mieliśmy okazję poznać już w serii o Wolsze. Zapoznaliśmy się nieco z geografią tej ziemi, rasami ją zamieszkującymi, a także innymi istotami. Tutaj natomiast mamy taki porządny przekrój przez stworzenia tego świata – nie może być inaczej, gdy w naszej drużynie bohaterów są wilkołak, mag, półelfka i smok, natrafiamy też m.in. na krasnoludy, trolle, elfy, driady i masę pomrok. Jeśli kogoś nie przekonała chmara rewelacyjnych postaci ani wciągająca akcja, to może ten wachlarz istot go przekona; zwłaszcza, że one wszystkie ze sobą współgrają, nie czuć tu żadnego przeładowania, które często się zdarza w tak bogatym świecie. Tutaj mamy zestaw, który się uzupełnia i którego każdy kawałek pasuje do innych – takie wielkie puzzle.

Jeśli chodzi o skojarzenia z Sapkowskim, to miałam je, a jakże, ale tylko dlatego, że przeczytałam przed chwilą „Sezon burz”, dosłownie tuż przed sięgnięciem po „Wiernych wrogów” i po prostu z racji sporego podobieństwa światów, nieco mi się mieszało. Nie było to jednak uciążliwe, nie czułam też jakby to była jakaś kalka czy cokolwiek –książki są inne, podobny nurt, ale nie ten sam.

Wspomniane zostało, że autorka nie wyjaśniła wielu rzeczy – również się z tym zgadzam, przydałby się jeszcze jeden tom, żeby rozwiać wszelkie wątpliwość i odkryć tajemnice. :-P Względnie chociaż trochę wyjaśnień w dialogach. O dziwo, jeszcze mi ta nie wiedza nie zaczęła przeszkadzać, choć czuję, że za jakiś czas, może po powtórnym przeczytaniu, może być inaczej. Poza tym uwierało mnie troszeczkę to, że niektóre rzeczy były zbyt krótko opisane – chociażby tak znikąd wychodziło, że ktoś zginął, a ja sobie tylko myślałam „Ale kiedy? Skąd ta nagła zmiana tematu?”, ponieważ informacja wyskakiwała tak nagle. Są to jednak niewielkie niedogodności, które nie wpłynęły na przyjemność czytelniczą.

Warto by też cokolwiek wspomnieć o zakończeniu.
Spoiler:

W zasadzie nie wiem, co o nim myśleć. W książkach, które bardzo mi się podobają i które trafiają na listę moich ulubionych, preferuję raczej zamknięte, konkretne zakończenia. A tego tutaj takim nazwać raczej nie można, bo nawet nie ma stuprocentowej pewności, jak to się ostatecznie zakończyło. Oczywiście można mieć silne podejrzenia, a nawet taką czytelniczą pewność, ale zawsze lepiej, gdy autor potwierdzi, że „tak, właśnie tak to sobie obmyśliłem/am”. Żeby po prostu móc spokojnie stwierdzić, że tak właśnie jest i koniec, zamiast trzymać w sobie tę nutkę niepewności. Mnie chociażby strasznie ciekawi, gdzie się udała Szelena i czy Weres dał się przekonać Ksanderowi; o innych rzeczach nawet nie mówię.


Miałam już wielokrotnie wcześniej do czynienia z książkami wydawnictwa Papierowy Księżyc – i niestety nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o wady, które konsekwentnie pojawiają się w publikacjach tego wydawcy. Mam na myśli brak porządnej korekty – przecinkologia tu po prostu leży i kwiczy, domagając się uwagi. Zdarzały się też literówki, ale to nawet w połowie nie jest tak męczące, jak braki w przecinkach. A te były po prostu wszędzie, w niektórych zdaniach to i po kilka przecinków brakowało; i to wcale nie dlatego, że ktoś nie zna zasady (bo kilka stron dalej przecinki stały tak, jak trzeba), ale chyba dlatego, że ta książka po prostu korekty nie przeszła (względnie jakąś wyrywkową), a wszystko to, co tu mamy, to zasługa tłumaczki, która w miarę przedzierania się przez tekst, wstawiała gdzieniegdzie owe tyćkie kreseczki, które tak wiele zmieniają, choć są tak małe. Wydawnictwo zupełnie się w tym względzie nie popisało. Niestety nie jestem się w stanie wkurzać tak, jak powinnam. W normalnych okolicznościach żyłka już by mi pulsowała, z nosa wydobywały się kłęby dymu, a rączka latała do obicia kilku niekompetentnych – po takim ponad sześciuset stronnicowym maratonie przez zdania z brakującymi przecinkami, furia byłaby u mnie gotowa, tylko kryć się po domach tym, na kogo padła moja niełaska. Ale… Jestem tak wdzięczna Papierowemu Księżycowi za to, że zdecydował się na wydanie „Wiernych wrogów”, że zatrudnił do przetłumaczenia rewelacyjną Marinę Makarevskayę, że stworzył tak cudną, świetnie pasującą do treści okładkę, że cała ta złość za braki przecinkowe skończyła się na irytacji.

„Wierni wrogowie” Olgi Gromyko to, moim zdaniem, świetna porcja rozrywki – z cudnymi postaciami, świetną akcją, pokaźnym wachlarzem pomysłów; to po prostu rewelacyjny przekrój przez stworzenia tego świata, zabawny, ale nie głupi. Polecam serdecznie.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-05-04, 19:17   

Eeee... No coś bym napisała, ale Soph wyłuszczyła już wszystko tak dokładnie, ja k to sobie odczułam i obmyśliłam. Dręczą mnie te same rozterki (odnośnie zakończenia), te same punkty stanowią dla mnie atuty i to samo mnie wkurzało (znaczy brak korekty) w trakcie czytania.
Mogę tylko napisać, że książka bardzo mi się podobała i aż żal, że nie będzie kontynuacji. Jakoś tak się przywiązałam do bohaterów. Zwłaszcza, że jacyś tacy bliżsi mi wiekiem byli :-P - się mogłam wczuć.
Nie miałam skojarzeń z Sapkowskim, choćby z tego względu, że wiele opowieści drogi wykorzystuje wątek drużyny, niejednokrotnie wielorasowej. Równie dobrze można by rzec, że są tu wyraźne nawiązania do Tolkiena.
Jak dla mnie Gromyko, dowiodła, że po prostu potrafi stworzyć ciekawą powieść i ma talent do kreowania postaci, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Ma też niesamowity dar rozbawiania czytelnika, cierpkim, ironicznym poczuciem humoru.
Dla mnie - super!
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-05-26, 15:44   

wiedźma z bagna napisał/a:
Eeee... No coś bym napisała, ale Soph wyłuszczyła już wszystko tak dokładnie, ja k to sobie odczułam i obmyśliłam. Dręczą mnie te same rozterki (odnośnie zakończenia), te same punkty stanowią dla mnie atuty i to samo mnie wkurzało (znaczy brak korekty) w trakcie czytania.


Dokładnie! Tak naprawdę to zaraz po przeczytaniu opinii Sophie dziwiłam się tego, że moja własna była jakaś taka mdła i obojętna, bez emocji. A prawda jest taka, że emocji było ponad miarę. Długo po przeczytaniu wrogów byłam pod ich wpływem. Zaczęłam następną książkę, ale moje myśli wracały do poszczególnych scen z Szeleną. Poza tymi śmiesznymi najbardziej utkwiła mi w pamięci ta, w której Szelena wyje do księżyca, ale jakby tak naprawdę śpiewała pełną tęsknoty i uczucia samotności pieśń.

Oby więcej od Pani Gromyko, nie musi to być Wolha, dla mnie to zamknięta historia, bo widać, że potrafi urzec czytelnika również innymi opowieściami.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-06-13, 22:37   

a ja tylko napisze, że byłam rozczarowana. wiem, Że większość z Was lubi zakupy przez internet - ja nie. Książkę koniecznie chciałam mieć, ale zniechęcała mnie do zakupu konieczność dokonania tego w sieci. No cóż - już tak mam. Lubię najpierw zakup potrzymać w ręku, choć trochę zajrzeć do środka (co prawda, jeśli chodzi o Gromyko to i tak byłam zdecydowana, a dopiero potem wyjść ze zdobyczą do domu.
Więc trochę ociągałam się z zakupem. Aż tu nagle niespodzianka - weszłam do Matrasa i książka leżała - i tylko na mnie czekała. więc już żadnego ociągania nie było i ją mam :-) . I przyznaję - nie narzekam.
Tylko mam jedno zastrzeżenie. Według początkowych zapowiedzi, odniosłam wrażenie, że akcja dzieje się z parę tysięcy lat przed czasem Wolhy. A jak czytam książkę, to jednak akcja nie przenosi czytelnika aż tak daleko. A zastrzeżenie nie polega na tym, że to mi się nie podoba - tylko na tym, że czuję się wprowadzona w błąd, tylko już sama nie wiem - czy to ja po prostu coś źle zrozumiałam, czy to było przekłamanie w zapowiedziach.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2014-06-14, 18:04   

Ło jeżu kolczasty, dawno, albo i wcale, nie czytałam książki tak bardzo nadzianej błędami. Pół biedy z brakującymi przecinkami, bo na te jakoś szczególnie uwagi nie zwracam :mrgreen: , ale brakujące literki oraz wyraz, to już jednak lekka przesada, czyniąca krzywdę fajnej powieści. Ale cicho sza, bo jeszcze wydawca przyjdzie tu prawnikiem straszyć, jak to modne ostatnio.
co do samej powieści, przyznam, ze początkowo trudno mi było złapać rytm czytania, wciągnąć się w świat. Mimo że, i postacie ciekawe, i cięte dogryzki Sheleny wywoływały uśmiech. Na szczęście szybko mi przeszło i dalsza część lektury poszła jak po maśle. Choć muszę, nie bez smutku, rzec, iż zakończenie było mocno przewidywalne, naprawdę mocno by mnie pani Gromyko zaskoczyła, gdyby stało się inaczej.
Jak dla mnie przesłanki Sheleny, co do uratowania Weresa były raczej dość jasne - nie interesowało jej dobijanie rannego przeciwnika, chciała stoczyć tę ostateczną walkę, jak równy z równym.
Piszecie, że "Wierni wrogowie" mocno kojarzą się Wam z Sapkiem. Ja bym raczej obstawiała odwrotną inspirację - tłumaczka pożyczyła sobie trochę zwrotów, które dzięki jego twórczości już zaistniały w naszym języku i najbardziej pasowały do tego, co zawierał oryginał. Mnie samej, bardziej niż z Sapkowskim, powieść Gromyko kojarzyła się z "Prawami i powinnościami" Kariny Pjankowej - też drużyna, nekromanta, smok, też trolle, elfy, krasnoludy i ratowanie świata. Nawet same tytuły narzucają skojarzenia.
A to pewne, że nie będzie żadnej kontynuacji? Gdyż zakończenie pozostawia pole do popisu. Zarówno w przypadku Shel i Weresa, ale także innych postaci. Może jakiś kolejny spin off jednak powstanie.

A tak na koniec. Było gdzieś wyjaśnione, że Shelena ma zdolność szybszej regeneracji?
Spoiler:

Bo jednego dnia dostaje strzałą i to tak, że Weres musi ją zawracać z wyprawy na Wiekuiste Łowy, a następnego dnia już zmienia postać, wymachuje mieczem, jak gdyby nigdy nic.
Poza tym, dość dziwne jest rozwiązanie, iż zarówno ona w wilczej formie, jak i Mrok z smoczej, mogli się normalnie porozumiewać z innymi. Gdyż to raczej nie było na poziomie "telepatycznym". A przecież np. gdy w ludzkiej skórze się wkurzyła i rosły jej ząbki, to jednak powinna mieć jakiś problem z mówieniem, toć paszczy nie idzie zamknąć, kiedy kły za długie.

_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-06-17, 07:21   

Właśnie odkryłam coś przez przypadek (znalazłam stronkę, gdzie do serii przypisane jest wszystko łącznie z opowiadaniami). W Belorskich kronikach znajduje się jedno opowiadanie o bohaterach Wiernych wrogów - Pułapka na nekromantę (tłumaczenie bez słownika, może być wpadka :-P )

Ten kto nie lubi wiedzieć co było dalej niech nie czyta.
Spoiler:

"Wierni wrogowie Weres i Shelena znowu razem. Ale życie nie daje im spokojnie wychowywać syna i wykładać w Szkole Pytii i Zielarstwa" (Czy jak się ona tam nazywała - nie pamiętam).

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-06-17, 11:18   

Czy rzeczone opowiadanie, na które się już napaliłam z siłą supernovy, jest dostępne dla szerokiej publiki i za darmoszkę? Czy nasza wspaniała smoczyca nie czułaby się może na siłach, aby popełnić przekład? :mrgreen:

Bo ja lubię wiedzieć, co było dalej, spoiler przeczytałam i chcę więcej. No!
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-06-17, 13:32   

Oksa napisał/a:
Czy rzeczone opowiadanie, na które się już napaliłam z siłą supernovy, jest dostępne dla szerokiej publiki i za darmoszkę?


Oczywiście, że jest dostępne dla szerokiej publiki i za darmoszkę. :mrgreen: W Rosji nikt nie skąpi czytać on-line czego dusza zapragnie http://www.loveread.ec/re...php?id=6870&p=1

Oksa napisał/a:
Czy nasza wspaniała smoczyca nie czułaby się może na siłach, aby popełnić przekład? :mrgreen:

Bo ja lubię wiedzieć, co było dalej, spoiler przeczytałam i chcę więcej. No!


Opowiadanko niczego sobie 82 strony (word). Gdybym miała popełnić przekład to na pewno nie w wakacje. Może wrzesień (po wypadzie w góry) lub październik. I oczywiście ktoś by musiał po mnie zrobić korektę. Mam tylko nadzieję, że to nie to opowiadanie z "góralską" gwarą, której ni chrena nie rozumiem. (Kiedyś któreś próbowałam czytać i nie dałam rady). Ale to chyba był kwiat kamalejnika.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-06-22, 13:57   

O ile tylko popełnisz przekład, to ja wszystko skorektoruję co potrzeba i jeszcze flache postawię tłumaczce :-P
Niestety czytanie po rosyjsku jakoś mi słabo idzie, choć nie wiem, czy się nie przełamię... Tyle że tak strasznie dużo już zapomniałam... A tu ciekawość kiszki skręca i inne wnętrzności.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-06-26, 19:21   

Przeczytałam sobie to opowiadanko do końca. Nie wszystkie niuanse wyłapałam, ale to opowiadania jest bardziej o Shelenie niże Weresie, a przede wszystkim o tym jak Katissa Łabska straciła swoje włosy. :-P
Duży spoiler z opowiadania
Spoiler:

Weres obiecywał Shelenie, że Starmin jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a okazało się, że nie miał racji. Na początku nic tego nie zapowiada. Weres wraca do domu, scena łóżkowa dla pensjonarek, rano to samo, a potem Shel zostawia niemowlaka pod opieką faceta nakazując mu to co każda matka by nakazała w sprawie zajmowania się dzieckiem. Kiedy wraca okazuje się, że czarodziej wsadził małego w pentagram i sam zajął się swoimi sprawami. Oczywiście Shel nie mogła wyjąć niemowlaka, bo ją odrzuciło. Takich utarczek między kochankami nie jest dużo, bo się okazuje, że w szkole ginie jedzenie, a wszyscy magowie praktycy zajęci są łapaniem pewnego maga - nekromanty. Tenże pała wrogością do naszego Weresa, który obawia się o swoich najbliższych. Gdy nadarza się okazja "pozbywa się syna" (wkłada go w ramiona driady teleportującej się do Jesionowgo Grodu), bez 100% aprobaty ze strony Shel, która nie chce rozstawać się z dzieckiem. Potem przenoszą się do szkoły. Zapomniałam o suczce Rudej, którą Shel się opiekuje. W szkole oczywiście mieszka stary znajomy smok. Okoliczni wieśniacy oskarżają go o połknięcie i wyplucie jednego z nich itp. Łabskiej ktoś robi psikusy pod sypialnią. Co te wszystkie sprawy mają wspólnego i kto je rozwiąże? Odpowiedź nasuwa się sama. :mrgreen:



Co innego przeczytać, a co innego przetłumaczyć, ale postaram się, choć już znowu minęło kilka lat od kiedy miałam do czynienia z rosyjskim.

A oto mały fragmencik z opowiadania. Treść nic nie zdradza z fabuły, można śmiało czytać.

Spoiler:

***

Księżyc tak fantazyjnie wyciągnął i wykoślawił ślizgający się po ziemi cień, że nawet smok dałby drapaka, nie czekając, aż zza węgła wyłoni się rzucający go potwór.

Ruda psina, drzemiąca częściowo pod gankiem (ogon - rzecz delikatna, trzeba go chronić), a częściowo na zewnątrz (świeże powietrze, a do tego może i nieoczekiwanie jeść zawołają?), uniosła głowę, wywęszyła się, ziewnęła i rzeczowo wycofała tyłem, chowając się w całości. Nie dlatego, że się kogoś bała, ale tak, na wszelki wypadek. A w ogóle, czy przyzwoity pies nie może po prostu zmarznąć?

Przy tylnej ścianie domu, w połowie zakrytej przez krzaki leszczyny, znajdowały się schody. Ale czterem szponiastym łapom wygodniej było wdrapywać się bezpośrednio po balach.

Otwarte na oścież okno na pierwszym piętrze ledwie słyszalnie poskrzypywało okiennicami. Cienkie firanki wydostały się zza parapetu i łopotały na wietrze, jak uwięziona w otworze zjawa, a w stojącym pod oknem łóżku według wszystkich kanonów gatunku zdawało się błogo spać wśród poduszek i różanych płatków prześliczne dziewczę o złotych lokach w koronkowej koszuli do stóp.

Poduszki były. Róże - też, półtora tuzina, byle jak wsunięte w wyszczerbiony dzban z wodą, zbyt niski dla nich. Koszula wisiała na oparciu krzesła, zastępując koronki dziurami. Obok w pozycji półleżącej stały buty, a w łóżku chrapał, to znaczy spał, owinięty rogiem prześcieradła, chudy czarnowłosy mężczyzna.

Cień wciągnął się przez okienko w ślad za gospodynią, która niczym karzący miecz spadła na śpiącego i zaczęła rozpełzać się po nim z najnikczemniejszymi zamiarami. Poruszające się z niecierpliwości pazury już prawie dotknęły śniadej cery, gdy nagle mężczyzna słodko się przeciągnął, definitywnie odwijając prześcieradło i niespodziewanie objąwszy mnie za szyję, smaczne wpił się ustami w wyszczerzony pysk.

- No w końcu! Zaczęło mi się już robić zimno i samotnie w tym ogromnym łóżku...

- Hej, o co ci chodzi?! – Jak szalona cofnęłam się prychając i kręcąc głową. – Poczekaj chociaż, aż zmienię postać!

- Po co? Tak jest nawet bardziej oryginalnie.

- Zboczeniec! - Mimo wszystko wyrwałam się, stoczyłam na podłogę i mocno otrząsnęłam. - Cała pościel w sierści będzie... Kiedy przyjechałeś?

- Dzisiaj wieczorem. - Weres założył ręce za głowę, drażniąc mnie umyślnie pożądliwym spojrzeniem - jakby nie tylko rozbierającym, ale i obmacywującym.

- I gdzie się szlajałeś pół nocy?

- Zdradzałem cię z inną pomroką, rozumie się.

Niegrzecznie pokazałam ogon jego zadowolonej minie. Dotąd nie lubię zmieniać się przy nim, ale już z innego powodu: przenikający przez twarz pysk ma w zwyczaju wywierać na widzów tak silne wrażenie, że czasami śni mi się w koszmarach. Widok pleców jest jeszcze do zniesienia.

- Poczekaj tylko, zaraz nabiorę tchu i zacznę cię dusić z zazdrości...- Teraz i głos brzmiał czyściej i nie musiałam już tak się wysilać podczas rozmowy. A żeby Weres nie wziął mnie za oszustkę, rzeczywiście wskoczyłam na łóżko i z bojowym zewem wycelowałam w jego gardło.

Przez kilka minut tłumiąc ryk i śmiech tarzaliśmy się po łóżku, potem zamarliśmy obejmując i całując się już naprawdę. Na koniec westchnąwszy ze szczęścia ukryłam twarz na jego piersi. Bogowie, jakże się stęskniłam! Chciałabym wiecznie tak leżeć, wdychając znajomy zapach i chowając się w nim przed otaczającym światem... Nie chciało mi się o nic pytać, ani niczego opowiadać - po prostu rozkoszować się błogim spokojem.

Weres do zdecydowanych działań jakoś nie przechodził, a tak w ogóle, wygląda na to, że zaczął zapadać w drzemkę, otrzymawszy taki przytulny ogrzewacz z mojej twarzy i reszty ciała.

- Hej, a kto dopiero co odgrażał się, że sponiewiera biedną pomrokę?! - oburzyłam się, unosząc się na łokciu. Samej chciało mi się dziko spać, ale podroczyć się z mężczyzną - jeszcze bardziej.

- Może z rana, co? – nieco ze skruchą zaproponował Weres, podciągając prześcieradło i naciągając je po same pachy. - Dopiero co z cmentarza wróciłem.

Delikatnie ugryzłam go za ucho.

- Coś podobnego, a pozornie jak żywy!

- Tylko pozornie. Widzisz, postawiono mnie przed okrutnym wyborem: albo będę szybko biegał i dużo czarował, albo będę się rozkoszować wiekuistym odpoczynkiem w jednym z grobów. Pomyślałem więc, że odpocząć jeszcze zdążę.

- Przecież jesteś nekromantą, - złośliwie zauważyłam. - Powinieneś umieć radzić sobie ze wszystkim!

Koniec zdania został zatarty ziewnięciem i czarownik, uśmiechając się, przesunął dłonią po moich rozpuszczonych włosach, delikatnie zauważając:

- Szel, wygłupiasz się.

- Uhm, - zgodziłam się, ponownie wtulając się mu nosem w szyję. Potem leciutko dotknęłam jej ustami i poczułam, jak o wiele mocniej zacisnęła się obejmująca mnie ręka. Nie powiedziałabym żeby to było wygodne, za to przyjemne. Zgoda, niech trzyma, wszystko jedno w śnie i tak odsuniemy się, i ułożymy wygodniej...
* * *

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
  
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2014-06-27, 21:06   

I jak już narobiła apetyta i dowiodła, że jej ruski absolutnie nie zdrewniał, to...
Paczy oczętami modrymi, świeżo wyjętymi z oczodołków ofiary :-P
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-06-28, 17:17   

Oj narobiła smaku, narobiła. I weź tu człowieku czekaj teraz do jesieni, kiedy będzie miała więcej czasu :-)
Hlu , bardzo dziękuję za fragmencik i mam nadzieje na tę jesień ;-)
Wierni wrogowie mi się podobają, a i to co streściłaś brzmi bardzo ciekawie.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-06-30, 09:48   

Więcej, więcej, więcej!
:twisted:
A serio, to aż miło czytać o tym, że
Spoiler:

cały czas się spotykają. Tylko ciekawa jestem, co ze sprawą dziecka? Czy Weres już w tym opowiadaniu o nim wie, czy dopiero się dowie? I muszę przyznać, że ciekawa jestem, co się stało z "uroczym" uczniem Weresa :-P

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org