Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Cykl "Koło Czasu"
Autor Wiadomość
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2011-04-05, 06:48   Cykl "Koło Czasu"

Cykl "Koło Czasu" Roberta Jordana


"Koło Czasu" to czołowy przykład fantasy, w której ważką rolę odgrywa olbrzymia Nibylandia. Dla potrzeb swego cyklu Robert Jordan stworzył wielką krainę z mnóstwem geograficznych szczegółów oraz dosyć złożoną historią (dosyć, gdyż tej tolkienowskiej nie dorasta do pięt), zamieszkaną przez różnorodne kulturowo nacje i rasy. Zabawny jest fakt, że do tej pory - a tomów "Koła Czasu" ukazało się już jedenaście, z czego ten najnowszy jest prequelem pozostałych dziesięciu - Jordan nie ochrzcił jej jakimś całościowym mianem. Fani nieoficjalnie nazwali tę krainę Randlandem (od imienia głównego bohatera) i jeśli zajdzie potrzeba, ja również posłużę się tym określeniem.

Trzy tysiące lat temu zakończył się Wiek Legend, w którym potrafiący kontrolować Jedyną Moc Aes Sedai tworzyli niewyobrażalne cuda. Próba uwolnienia Czarnego - esencji wszelakiego zła i antytezy Stwórcy - z jego odwiecznego więzienia w górze Shayol Ghul zapoczątkowała Wojnę Mocy, burząc na zawsze światowy pokój i dobrobyt. Poprowadzona przez Aes Sedai ludzkość odparła napór trolloków (jak sama nazwa sugeruje, stworów będących krzyżówką trolli z orkami) i pozostałych pomiotów Cienia, a także ludzi, którzy skuszeni obietnicą bogactwa i potęgi przeszli na stronę Czarnego. Finałowa bitwa doprowadziła do uwięzienia Ojca Kłamstw i jego trzynastu najpotężniejszych popleczników, Przeklętych*, na powrót w trzewiach Shayol Ghulu. Zanim stu najpotężniejszych męskich Aes Sedai pod dowództwem Lewsa Therina Telamona zwanego Smokiem mogło zacząć świętować swe wielkie zwycięstwo, Czarny zadał światu ostatni i zaiste straszliwy cios. Nieodwracalnie spaczył męską połowę - saidin - Prawdziwego Źródła, z którego Aes Sedai czerpali Jedyną Moc. Wszyscy męscy Aes Sedai popadli w przerażający obłęd i wykorzystując swą potęgę przeciwko ludziom, zmienili oblicze ziemi mordując całe narody, by po wielu latach wskutek obłędu zemrzeć w męczarniach fizycznych i psychicznych. Sam Lews Therin w niezwykle widowiskowy sposób wykończył wszystkich swych krewnych, zyskując złowrogi przydomek Zabójcy Rodu. Gdy trwające wiele lat Pękniecie Świata wreszcie się zakończyło, nieliczni ocalali, rozproszeni po całym kontynencie, mogli przystąpić do zakładania nowych państw i miast. Rolę Aes Sedai przejęły całkowicie kobiety. Ze względu na skażenie saidinu mężczyźni nie mogli dłużej bezpiecznie posługiwać się Jedyną Mocą. Jednym z zadań Aes Sedai stało się więc wyszukiwanie młodzieńców obdarzonych talentem i poskramianie ich - czyli odcinanie od Prawdziwego Źródła.

Niestety, razem z Wiekiem Legend nie zniknęło zagrożenie ze strony Czarnego. Stare przepowiednie głoszą bowiem, że świat raz jeszcze będzie musiał stawić czoło swemu największemu wrogowi. W Ostatniej Bitwie ludzkość wspomoże reinkarnacja Telamona, Smok Odrodzony, który "ratując niszczyć będzie zarazem". Przepowiednia, którą w szczegółach znają zresztą wyłącznie uczeni, nie nastraja zatem zbyt optymistycznie. Nic dziwnego, że trzy tysiące lat po Pęknięciu Świata termin "Smok" wciąż budzi negatywne skojarzenia. A biorąc pod uwagę, że inkarnacja Lewsa Therina musi być mężczyzną, którego na równi z innymi Jedyna Moc doprowadzi z czasem do destrukcyjnego szaleństwa, sytuacja w ogóle przestaje się przedstawiać różowo. Jednakże bez Smoka Odrodzonego ludzkość nie ma szans nawet na pyrrusowe zwycięstwo w Ostatniej Bitwie...

W ogólnych zarysach powyższa historia nie zaskakuje oryginalnością. Ludzie szykują się do ostatecznej walki ze Złem, patronują im Czarodzieje (Czarodziejki), a wszystkich poprowadzi do zwycięstwa Bohater, który wpierw będzie musiał przekonać do siebie niedowiarków i zjednoczyć narody. Początek pierwszego tomu jeszcze bardziej razi brakiem oryginalności.

W leżącej na odludziu wiosce o charakterystycznej nazwie Pole Emonda pojawia się tajemnicza para. Ona, cała w błękicie, roztacza wokół siebie aurę dostojeństwa, on nie odstępuje jej nawet na krok i w każdej chwili gotów jest do zrobienia użytku ze swego wielkiego miecza. Szybko wychodzi na jaw, że nieznana kobieta to Aes Sedai o imieniu Moiraine, a mężczyzna, Strażnik Lan, zajmuje się jej ochroną (Jedyna Moc nie zawsze wystarcza i wtedy z pomocą przychodzi ostra stal). Goście zwracają szczególną uwagę na trzech beztroskich młodzieńców zamieszkałych w wiosce: Randa al'Thora, Mata Cauthona i Perrina Aybarę. Niebawem zgraja bezlitosnych trolloków niespodziewanie atakuje spokojny zaścianek. Po okupionym niemałymi stratami odparciu potworów Moiraine, która wbrew pozorom nie trafiła do Pola Emonda przypadkiem, oznajmia, że cel monstrualnych żołnierzy stanowili trzej chłopcy, którzy w przyszłości w bliżej nieokreślony sposób będą w stanie zagrozić Czarnemu. By mieszkańcy mogli uniknąć kolejnych ataków, Rand, Mat i Perrin powinni przynajmniej na jakiś czas opuścić swą rodzinną wieś. Moiraine proponuje im wspólną podróż do Tar Valon, siedziby Aes Sedai, gdzie być może uda się powiedzieć więcej o ich przeznaczeniu. Nowo utworzona drużyna wyrusza w długą i niebezpieczną podróż.

Czy czegoś Wam to nie przypomina? Pierwsze kilkadziesiąt stron wygląda jak żywcem zerżnięte z Tolkiena. Pole Emonda nietrudno utożsamić z Shire, Randa, Mata i Perrina z Frodem, Merrym i Pippinem, Moiraine z Gandalfem, a Lana ewentualnie z Aragornem. Wrażenie déja vu potęguje czarny jeździec, który pojawia się na pierwszych stronach powieści. Jeden z członków listy dyskusyjnej, na której swojego czasu się udzielałem, napisał, że "Oko Świata" rzucił w kąt właśnie z powodu tejże ewidentnie splagiatowanej postaci, nie skończywszy nawet czytać pierwszego rozdziału. Ja najwyraźniej okazałem się literacko po dziesięciokroć bardziej gruboskórny, jako że pierwsze paręset stron powieści mimo wszelakich podobieństw czytało mi się naprawdę świetnie i uważam je za bardzo nastrojowe. Być może dlatego, że minęło wystarczająco dużo czasu, odkąd ostatni raz przeczytałem dzieło Tolkiena, i lektura "Oka Świata" aktywowała w mej łepetynie pozytywny szlak neuronowy zapoczątkowany przez "Władcę Pierścieni" właśnie. Jeszcze rozsądniejsze wyjaśnienie mówi, że motyw Prostaczków, których z Rodzinnej Wioski zabiera Tajemniczy Przybysz (tudzież Tajemniczy Przybysze) na Wielką Wyprawę, nie jest znów tak szalenie oryginalny i każdy czytelnik fantasy powinien się z nim jak najszybciej oswoić i nauczyć się tolerować różne jego warianty. Czarni Jeźdźcy w odmianach przeróżnych to także nic niezwykłego. Dodajmy, iż podobieństwa z Tolkienem kończą się na zarysie fabularnym. Sposób prowadzenia narracji i styl jest u Jordana odmienny i przypomina zwyczajną, nowoczesną powieść, a nie baśń lub epopeję.

Zagłębiając się w lekturę dalszych rozdziałów zobaczymy, że inspiracja Tolkienem, nawet jeśli takowa istotnie na początku występowała, szybko niknie. Główną osią cyklu jest bowiem (zdradzę tu coś niecoś, ale będzie to rzecz, której czytelnik może się bez trudu domyślić już w połowie pierwszego tomu, a w końcówce zostaje to bezpośrednio potwierdzone; nie jest to więc wielki spoiler, zwłaszcza że mamy już dziesięć tomów, nie licząc prequela) - niepozorny Rand al'Thor, a raczej Smok Odrodzony we własnej osobie. Czytając książki Jordana (a w każdym razie pierwszych pięć tomów), śledzimy wszelkie tego skutki. Nasz bohater musi najpierw sam w pełni uświadomić sobie swoją rolę i się z nią pogodzić - a nie jest to łatwe, gdy ma się w perspektywie szaleństwo zakończone śmiercią albo też poświęcenie się dla ludzkości w wielkiej bitwie z Czarnym. Potem przyjdzie czas na ogłoszenie reszcie świata Odrodzenia Się Smoka, na stawienie czoła wszystkim tym, którym nie w smak ziszczenie starej przepowiedni, na zbieranie sił wojskowych i na przygotowanie fundamentu do Ostatniej Bitwy. Z questem polegającym na przeniesieniu jakiegoś artefaktu z jednego miejsca do drugiego nie ma to wiele wspólnego. A i czarni jeźdźcy nie mogą równać się mocą ani statusem z Nazgulami, gdyż są jedynie oficerami w armii Czarnego, a ich liczba sięga tysięcy. Znacznie ważniejsza rola przypadła komuś innemu.

Główni poplecznicy i "prawe ręce" Ojca Kłamstw zostali przez ludzi nazwani Przeklętymi, choć sami tytułują się Wybranymi. Trzynaścioro Przeklętych - Wybranych to w rzeczywistości potężni Aes Sedai obu płci, którzy kilkadziesiąt wieków temu, u schyłku Wieku Legend i w trakcie Wojny Mocy, zaprzedali swe dusze diab... ups! przeszli na stronę Czarnego, zwabieni obietnicą nieśmiertelności i całkowitej władzy nad światem. Nieśmiertelnymi (w sensie długowieczności, nie niezniszczalności) istotnie się stali - co więcej, mroczny pan zapewnił swym męskim podkomendnym całkowitą ochronę przed szaleństwem wywołanym skażonym saidinem. Na władzę absolutną Wybrani jednak nadal czekają, gdyż większą część ostatnich trzech tysięcy lat spędzili uwięzieni razem ze swym władcą i po świecie wędrują dopiero od niedawna, co z pewnością ma związek z nadchodzącą wielkimi krokami Ostatnią Bitwą. Warte uwagi jest narracyjne przepoczwarzenie się Przeklętych. W pierwszych tomach opisywani są jak bezosobowa grupa demonów, w których nie ostało się absolutnie nic, co ludzkie. Z czasem jednak ich wizerunki ulegają pewnej indywidualizacji. Poznajemy bliżej poszczególnych Wybranych, dowiadujemy się, że wcale za sobą wzajemnie nie przepadają, że każdy z nich spiskuje przeciwko innym, by stać się tym najważniejszym, że wszyscy kierują się konkretnymi ambicjami. Poza tym nie są aż tak potężni, jak mogłoby się początkowo wydawać. Rzecz jasna, przeciętni śmiertelnicy mają powody, by się ich lękać, lecz nasi bohaterowie całkiem udanie stawiają czoła kolejnym Przeklętym. Owej transformacji z pewnością nie można określić jako psychologicznie wybitnej, ale warto zwrócić na nią uwagę, ponieważ w fantasy sposób przedstawiania Złych w prologu nie różni się zazwyczaj niczym od sposobu przedstawiania Złych w ostatnim rozdziale.

Kolejną nowością jest niewystępowanie w Randlandzie wielokrotnie wykorzystywanych i szalenie charakterystycznych dla podgatunku nieludzi - elfów i krasnoludów. Zamiast nich spotykamy nieliczną rasę ogropodobnych stworzeń zwanych ogirami (w oryginale "ogier", nie mylić ze "stallion"; dobrze, że tłumaczka w przekładzie zdecydowała się na delikatną modyfikację określenia, gdyż pozostawiając ją bez zmian nie uniknęlibyśmy głupich skojarzeń - w Internecie padło hasło "Pobieżaj, Ogierze, do dziury Czarnego"), miłujących wiedzę i pokój, przypominających obsydian z systemu RPG "Przebudzenie Ziemi". Pojawiają się jeszcze wzmianki o mitycznych (dla mieszkańców jordanowskiego uniwersum) stworzeniach a'la enty. Armię Czarnego tworzy kilka gatunków potworów, z których jedynie trolloki są na tyle liczne, by zasłużyć sobie na miano rasy, i... koniec.

Dobrze, że autor ograniczył swą wyobraźnię przynajmniej w kwestii odmian nieludzi. W pozostałych sferach mamy bowiem do czynienia z nadwyżką. Primo, w cyklu spotykamy istną galerię postaci, w której równie obficie występują dobrzy, źli i neutralni. Jeśli tak jak ja pomyślicie w początkowej fazie lektury, że bohaterów pierwszoplanowych stanowią wyłącznie członkowie (i tak licznej) drużyny, która w pierwszym tomie opuszcza Pole Emonda, szybko odkryjecie swój błąd. Szeregi "głównych" powiększają się aż do trzeciego tomu włącznie. Ich mały oddział wspiera rzecz jasna cały hufiec postaci drugoplanowych, z których każda, co u Jordana staje się szybko irytującą manierą, posiada swoje imię, określony wygląd i ubiór. (Notabene, Jordan przesadza lekko z opisami konfekcji w ogóle - ograniczają się wprawdzie do najwyżej paru zdań, ale za to występują nagminnie.) Każdego bohatera pierwszoplanowego wyróżnia coś szczególnego, przeszłość niektórych owiana jest tajemnicą, wszyscy działają z logicznych pobudek. Trudno zatem mówić o charakterologicznej bezbarwności, z pewnością jednak można krzyczeć o przesycie.

Bohaterowie cyklu na szczęście nie wędrują po Randlandzie stadnie (czyżbym słyszał westchnienie ulgi?). Pierwotna drużyna dosyć szybko ulega rozbiciu na kilka mniejszych grupek, co wprowadza do akcji sporo nieoczekiwanego ożywienia. Nasi śmiałkowie będą przeżywali swe przygody podzieleni na kilkuosobowe zespoły, których skład podlega modyfikacjom i transferom nie częściej niż raz na tom, już do samego końca, a w każdym razie na pewno do końca piątego tomu. Z każdą z drużyn Jordan wiąże określony tok wydarzeń, przed każdą stawia osobne przeciwieństwa i wyzwania, co szybko zmusza go do prowadzenia narracji naprzemiennej. Plusem takiego zabiegu jest różnorodność i możliwość łatwego modulowania napięcia, a minusem to, iż jeśli pewną grupę bohaterów znielubimy, odpowiadające jej rozdziały będzie nam się czytało gorzej niż pozostałe.

Właśnie tak było w moim przypadku. Musicie wiedzieć, że o swoistej unikalności "Koła Czasu" wśród z definicji schematycznych powieści spod znaku "magii i miecza" decydują między innymi silne akcenty feministyczne. Przy męskiej płci autora jest się chyba czemu dziwić. Gdy tylko feminizm ujawnił się z pełną mocą, lektura fragmentów powieści, w których śledzimy perypetie bohaterek, zaczęła mi przychodzić z pewnym trudem. Nie dlatego, żebym był zagorzałym szowinistą, który miejsce kobiety w fantasy widzi tak, jak je przedstawił Tolkien, lecz dlatego, iż feminizm Jordana jest feminizmem wrednym. Znakomita większość żeńskich postaci z "Koła Czasu" to złośliwe, panoszące się i mające o facetach bardzo niskie zdanie - nie bójmy się tego słowa - baby. W najlepszym razie feminizm występuje tu pod postacią oziębłości i rzucania władczych, wyniosłych spojrzeń. Owszem, bohaterkom trudno odmówić zdrowego rozsądku, a ich działaniom korzystnych skutków, ale ile muszą się przy tym wszystkim nagadać! Feminizm Jordana to element powieści, który dość silnie do mnie przemówił, więc nie wolno mi go nazwać wadą. Uprzedzam jednak lojalnie wszystkich panów - istnieje spora szansa, że tak jak ja, w trakcie lektury kilkakrotnie zgrzytniecie zębami.

Wielu recenzentów mówi, że pierwsze trzy tomy wyraźnie różnią się od następnych. Zwracają uwagę, że wątki przygodowe są z czasem wypierane przez politykę, a narracyjna soczewka skupia się na różnicach społecznych, coraz wyraźniej dzielących Randland w obliczu Ostatniej Bitwy. Niestety, ja tego nie zauważyłem. W trzecim tomie istotnie następuje przełom, ale jest to wyłącznie przełom fabularny. Rand al'Thor staje się "oficjalnie" Smokiem Odrodzonym i rozpoczyna żmudny proces poszukiwania i zjednywania potencjalnych sojuszników. Choć na scenie pojawiają się szlachcice niezadowoleni z poczynań naszego bohatera, a on sam musi posiąść trudną sztukę balansowania wśród zwalczających się frakcji, nie można mówić o upolitycznieniu akcji. Ot, pojawia się nowy motyw, akcja nabiera rumieńców i tyle.

Nie bez powodu używam zwrotów "nieoczekiwane ożywienie" i "nabieranie rumieńców". Są to określenia, za którymi przez większą część lektur tęsknimy. Czas omówić największy feler "Koła Czasu". Nie, cykl nie jest nudny - nie ma prawa takim być, bo patrząc z dystansu widzimy mnogość pomysłów, niezliczone wątki i multum wydarzeń. Początek wyprawy, pierwsze spotkania z przyszłymi przyjaciółmi i wrogami, zagadka legendarnego Oka Świata, poszukiwania Rogu Valere, który może przeważyć szalę zwycięstwa w Ostatniej Bitwie, przepełniony złą magią sztylet z wyklętego miasta, tajemniczy, egzotyczni przybysze zza zachodniego oceanu planujący podbicie kontynentu, tropienie Aes Sedai wspierających siły ciemności, potężny miecz Callandor, niezwyciężona twierdza o dźwięcznej nazwie Kamień Łzy, poszukiwanie sprzymierzeńców wśród niepokonanych Aielów zasiedlających niezbadaną pustynię, artefakt umożliwiający przejęcie kontroli nad umysłem Smoka Odrodzonego, pojawiający się znienacka Przeklęci, rozłam w Tar Valon... Każdy z pomysłów starczyłby przy odpowiednim podejściu na oddzielną książkę, lecz podejście Jordana sprawia jedynie, że cykl staje się od nich ociężały. Pisarz wyciska z każdej idei ile się tylko da, ale zamiast uraczyć nas czystym sokiem, wrzuca do szklanki także suchy miąższ, pestki i skórę. Wątki splatają się coraz mocniej i w końcu mamy do czynienia z kołtunem na zasadzie "moja ukochana flirtuje z człowiekiem, który jest moim przyjacielem i który dawniej był kochankiem jej matki, lecz został znienawidzony i jego rolę zastąpił generał, który obecnie pomaga ludziom, którzy uzależnieni są od mojej eksdziewczyny i jej przyjaciółek, choć nie chcą tego przyznać" (przykład z książki). Poszczególne tomy puchną od nader szczegółowych opisów i referatów myślowych, a także intensywnie występujących, choć krótkich retrospekcji, którymi Jordan raczy nas, jakby obawiał się, że zdążyliśmy zapomnieć, o co chodziło w tomie poprzednim. Zabieg ten sprawdził się pewno w przypadku czytelników skazanych na długie czekanie na publikacje kolejnych tomów. U osób, które mają możliwość przejścia przez cykl ciurkiem, wzbudza tylko rozdrażnienie.

Mimo wszystko skłamałbym mówiąc, że z "Kołem Czasu" nie warto się zaznajomić. Nie nudziłem się w trakcie czytania, po prostu lektura od czasu do czasu nieco się dłużyła. Niepotrzebnie, bo gdyby tylko autor obrał inną strategię, gdyby nie bał się zaserwować nam samego soku, otrzymalibyśmy z pewnością niezwykle wciągające, naszpikowane pomysłami i barwnymi postaciami powieści, chociaż nie byłoby to nic ponad wciągalność
czytadła-bestselleru. Zastanawiam się jedynie, dlaczego cykl Jordana i tak odniósł ogromny sukces. Prawdopodobnie dlatego, że statystyczny Amerykanin bardzo lubi fabułę skomponowaną niczym serial telewizyjny. Nie sądzę, by przyczyną były kulejące opisy bitew i pojedynków bądź koślawo przedstawione wątki miłosno-romantyczne. Gdy tylko któraś z postaci uświadomi sobie, że pała uczuciem do przedstawiciela płci przeciwnej, tudzież znajdzie się w dwuznacznej sytuacji z tymże, wszystko prawie zawsze kończy się na wstydliwych rumieńcach - a przy tej ilości bohaterów i bohaterek autor mógłby zaserwować nam coś więcej. W ostatecznym rachunku kompozycyjnych wad cyklu nie zmniejsza nawet dość oryginalne podejście do czarowania (objawiające się choćby całkowitą eliminacją pojęć "magia", "czarodziej" i "rzucanie zaklęć" na rzecz "Jedynej Mocy", "Aes Sedai" i "przenoszenia**") czy wielokrotne i subtelne nawiązania do przeróżnych mitologii, szczególnie w sferze etymologicznej (zachęcam do samodzielnych poszukiwań w trakcie lektury - z pomocą przyjść może internetowy FAQ poświęcony serii), które uzasadnia pewien oryginalny aspekt fabularny... Nic nie powiem, psuć zabawy Wam nie będę.

Reasumując, "Koło Czasu" to strawny cykl fantasy, którego najpoważniejsza i praktycznie jedyna wada (piszę to z perspektywy osoby, która przeczytała jak dotąd pięć pierwszych tomów) polega na zbyt wolnym rozwoju akcji tworzącym błędne koło z przesadną szczegółowością i przesytem wątków. Czytajcie, ale tylko wtedy, jeśli cierpicie na nadmiar wolnego czasu. Lektura przypomina bowiem pieszą wędrówkę przez śnieżne pustkowie. Wokół biało i pięknie, ale co krok grzęźniemy w zaspach, a kresu podróży nie widać.


Do tej pory wydano jedenaście części serii, które w polskim wydaniu podzielone zostały na następujące tomy:

1. Oko świata (The Eye of the World, 1990)

2. Wielkie polowanie (The Great Hunt vol. 1, 1990)

3. Róg Valere (The Great Hunt vol. 2, 1990)

4. Smok odrodzony (The Dragon Reborn vol. 1, 1991)

5. Kamień łzy (The Dragon Reborn vol 2, 1991)

6. Wschodzący cień (The Shadow Rising vol. 1, 1992)

7. Ten, który przychodzi ze świtem (The Shadow Rising vol. 2, 1992)

8. Ognie niebios (The Fires of Heaven vol. 1, 1993)

9. Spustoszone Ziemie (The Fires of Heaven vol. 2, 1993)

10. Triumf chaosu (Lord of Chaos vol. 1, 1994)

11. Czarna wieża (Lord of Chaos vol. 2, 1994)

12. Czara wiatrów (A Crown of Swords vol. 1, 1996)

13. Korona mieczy (A Crown of Swords vol. 2, 1996)

14. Uderzenia na Shayol Ghul (The Strike at Shayol Ghul opowiadanie, 1996)

15. Ścieżka sztyletów (The Path of Daggers, 1998)

16. Nowa Wiosna (New Spring, 1999) - prequel Koła Czasu

17. Dech zimy (Winter's Heart, 2000)

18. Rozstaje zmierzchu (Crossroads of Twilight vol. 1, 2003)

19. Wichry cienia (Crossroads of Twilight vol. 2, 2003)

20. Gilotyna marzeń (Knife of Dreams vol. 1, 2005)

21. Książę kruków (Knife of Dreams vol. 2, 2005)

22. A Memory of Light (wydanie planowane na 2009, cykl dokończy Brandon Sanderson)

Powyższa recenzja nie jest moja i oparta tylko na 5 pierwszych tomach. Tego cyklu nie da się streścić. Każda część to nowe rasy, nowe zagadki. Jest zbyt obszerny. Lubię, kiedy cykl jest taki długi i się ciągnie bo nadal mogę czytać o swoich ulubionych postaciach: Rand, Perrin i Mat, Egwene i Elayne, Nynaeve i Lan, a nawet Loial (ogr). Ale jest jeden warunek nic na siłę. Jordanowi nie brakuje pomysłu na nowe wątki, które się przeplatają i prowadzą do nieuniknionego - nadciągającej Tarmon Gai'don, Ostatniej Bitwie, kiedy to Rand al'Thor, Smok Odrodzony, będzie musiał stawić czoło Czarnemu. Cóż mimo wszystko niedługo nastąpi koniec cyklu. Kto inny go dokończy. Czy da się zakończyć cykl innej osobie? Czy będzie tak dobry jak to sobie wyobrażamy. Do tej pory książki kończone przez inne osoby, ze względu na śmierć autora mnie rozczarowywały. Pewnie i tu tak będzie jeśli autor nie pozostawił szczegółowego szkieletu. Nie wyobrażam sobie połapania tych wszystkich wątków w jedną całość. A taki był plan Jordana. Zakończenie ma być wydane w trzech częściach. Autora na dokończenie cyklu wybrała żona Jordan, dla której mąż zaczął pisać te książki, ze względu na jej chorobę. Chora żona przeżyła męża.
Zapomniałam wspomnieć, że posiadam wszystkie części z wyjątkiem Przewodnika po Sadze. Nie lubię tego typu opracowań. Książki nie są nowe, ponieważ kiedy się nimi zainteresowałam nie były dostępne w księgarniach, rozchodziły się jak świeże bułeczki w czasach oczarowania dostępem do książek. Początek musiałam kupić na Allegro a potem zaczęli je wznawiać.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Gobur
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-05, 08:27   

niby fajne ale mnie zanudzają przydługie opisy i ciągnaca się akcja

AISA: Gobur, uprasza się Twoja szanowną osobę o pisanie dłuższych wypowiedzi.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2011-04-08, 14:39   

A dla mnie Koło czasu jest jednym z najukochańszych cykli. Wszystkie książki wydane w Polsce stoją na półce i nieraz do nich wracam (też bez Przewodnika). Żałuję tylko, że nic nie wiadomo o przetłumaczeniu ostatnich części, tych pisanych przez Sandersona w oparciu o notatki Roberta Jordana. Bo on zostawił szczegółowe notatki. Mam nadzieję, że kiedyś się tego doczekam. Bo jedna z nich już się ukazała po angielsku ( a może dwie?)
_________________

Słowianie nie gęsi, swoją mitologię mają!
Przekonaj się sam jak najpotężniejsi potomkowie słowiańskich bóstw
radzą sobie we współczesnym Gdańsku i Warszawie.
Zajrzyj na http://elemental.fan-dom.pl lub odwiedź świat Szmaragdowej Tablicy na Facebook'u.
Jeżeli fascynuje Cię mitologia wszelakiej maści, alchemia i przygodowa, niezobowiązująca fantastyka
to Szmaragdowa Tablica jest opowieścią właśnie dla Ciebie!
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2011-09-14, 05:37   

W końcu wygospodarowałam trochę czasu i przeczytałam wydaną niedawno w Polsce część Pomruki burzy. Na początku trudno było mi się odnaleźć. Minęło trzy lata od wydania ostatniej części. Całe szczęście, że wszystkie poprzednie części czytałam po kilka razy. W końcu wszystkie części układanki trafiły na swoje miejsce. Tom, pomimo że pisany przez kogo innego (ale na podstawie notatek i zapisków śp. autora) jest wspaniały. Wszystkie wątki dzieją się naraz. Akcja skacze z jednej grupy bohaterów na drugą i ciągle przyśpiesza i zapiera dech. A potem jest złość, że to już koniec i nie wiadomo kiedy przetłumaczą następną część. To jest pierwsza część która nie została podzielona na dwa tomy. Finansowo na pewno korzystniej dla czytelnika. Ale jak leżąc w łóżku trzyma się to opasł tomiszcze to pod koniec czytania opada ręka. :-P
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2011-10-29, 10:29   

Aj tam. niech ta ręka opada, całe szczęście, że ta książka już jest. I wydawca zapowiada następną część. Nie rozczarowałam się Pomrukami burzy. Książka dalej jest w stylu Jordana. Tylko kiedy wreszcie poznamy zakończenie? :-)
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-03-16, 15:27   

W końcu REBIS zapowiedział kolejną część napisaną przez Brandona Sandersona:



Świat nieuchronnie zmierza ku Tarmon Gai’don, Ostatniej Bitwie. Na północy rozpoczyna się ofensywa armii Cienia, hordom trolloków dowodzonych przez Myrddraale przeciwstawiają się, wciąż rozproszone, siły Światłości – Lan Mandragoran wznosi sztandar upadłego Malkier, Rodel Ituralde dowodzi desperacką i krwawą obroną Maradon. Choć Rand al’Thor, Smok Odrodzony, przeżył duchowy przełom, który zwiastuje nadzieję dla świata, wciąż ma przed sobą ogromną pracę do wykonania: militarną i polityczną. Egwene al’Vere zabiega o wielki sojusz królestw, niekoniecznie jednak w zgodzie z planami Randa, równocześnie musi zmagać się z wrogiem wewnętrznym, którym są Czarne Ajah kierowane przez Przeklętą Mesaanę ukrywającą się w Białej Wieży. Elayne Trakand umacnia władzę nad Caemlyn i sąsiednimi królestwami. Mat Cauthon staje wreszcie twarzą w twarz z prześladującym go gholam, a rozprawiwszy się z nim, rusza na straceńczą wyprawę do Wieży Ghenjei, żeby uwolnić przetrzymywaną tam Moiraine. Armia Perrina Aybary rośnie w siłę, ale on sam musi się zmierzyć w Świecie Snów z tajemniczym mordercą wilków. Tymczasem na południu wciąż trwa ofensywa Seanchan, a ich Imperatorowa snuje własne plany. Wedle Proroctw wkrótce ma się wszystko rozstrzygnąć…

Premiera 22 kwietnia 2014r
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-03-20, 17:37   

No, nareszcie, bo już myślałam, że się nie ukaże. to chyba jeszcze tylko jeden tom zostanie, ten z rozstrzygnięciem, wiem że już jest napisany. A plotki o jakie jest zakończenie też znaleźć można. Tylko ja wolę sama przeczytać i sama sprawdzić, jak to się potoczy
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org