Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Marcin Mortka
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2012-07-28, 20:39   Marcin Mortka


Tytuł: Martwe jezioro
Autor: Marcin Mortka
Cykl: Martwe jezioro
Tom: 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-7574-484-2
Liczba stron: 312

Opis:
Czy można pokonać smoka wyzwiskami? Czy kruki znają umiar w ludzkiej mowie? I czy można zostać bohaterem, będąc zarazem złośliwym do bólu charakternikiem?
Oto heroic fantasy, w najczystszej i, co ważniejsze, najlepszej postaci. Jak nigdzie indziej skrzy się humorem, zaskakującymi zmianami akcji, ale też niezwykłą, pełną rozmachu fabułą.
Każda przeczytana strona sprawia, że apetyt na więcej wciąż rośnie - i tak jest aż po ostatnie zdanie.

Komentarz:
Nie zachwyciło mnie jakoś przesadnie. Miła lekturka, jednak czegoś jej zabrakło.
Główny bohater, Mads Voorten, to rasowy twardziel, były dowódca powstania, obecnie osobnik wypełniający tylko sobie znane zadanie, którego nie zdradził czytelnikom, niezły wojownik, posiadacz konia o zacnym imieniu Żmijka i, uwaga, uwaga, mężczyzna z tajemnicami. Przypadek sprawia, iż staje się członkiem drużyny złożonej z kompletnie różnych osobników, z których każdy ma swój własny cel. A potem? Problemy, kłopoty, mordobicie i ucieczka przed wspólnym wrogiem, a znajdują się nie gdzie indziej tylko na i przy Martwym Jeziorze, zadupiu na końcu świata. W tym świecie nie ma lekko - powodzie, ogniste deszcze, trzęsienia ziemi, a do tego przekleństwa nałożone przez Smoczyce (nie będę tego rozwijać, ponieważ musiałabym podać bardzo dużo informacji, coby ci, którzy nie czytali, zrozumieli, o czym piszę). Tak czy inaczej dużo wydarzeń. Wszystko trzyma się jako tako kupy, ma początek i koniec, postacie oczywiście ujawniają swoje motywacje (albo tez kłamią na ich temat). Co chyba najważniejsze - bohaterowie nie są miłymi gośćmi, działającymi tylko i wyłącznie dla dobra ogółu, są wśród nich niezłe sukinsyny. W tym pewien ptak, który bluzga na prawo i lewo oraz dodaje szczyptę humoru.
Ciekawe fantasy, pomysł na akcje średnio oryginalny, pomysł na świat interesujący, postacie wyraziste (zwłaszcza ptaszysko i pewien staruszek), książka ładnie wydana. Było nieźle, ale mogłoby być lepiej.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
keram
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-08, 16:08   Marcin Mortka

Zauważyłem, że na forum znajduje się temat dotyczący tylko jednej książki autora, mianowicie Miasteczka Nonstead. Jednak inne pozycje autora, także są godne uwagi i polecenia. Dlatego postanowiłem nieść dobrą nowinę XD

Jak w podtytule - człowiek orkiestra. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na dorobek literacki pana Marcina i wszystko się wyjaśnia. Powieści o wikingach, piratach, następnie trochę grozy w Nonstead, dalej baśniowy świat Tappiego, w planach powieść marynistyczna oraz sci-fi dla młodzieży.
Jest jeszcze druga strona medalu, ponieważ Mortka zajmuje się także tłumaczeniami - Kto czeka na nowego Bretta łapka w górę XD

Moją ulubioną powieścią jest Karaibska krucjata, z prostego powodu - książka jest bliska mojemu drugiemu hobby, czyli grom RPG.

Wiem, że większość osób na forum to dziewczyny, ale może chociaż dwie z Was przekonają się do tego, żeby sięgnąć po książki Mortki ^^
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-01-08, 20:20   

Mnie nie trzeba namawiać, bo na pewno zapoznam się też z innymi książkami Mortki ;-) Szczególnie interesują mnie jednak "Miecz i kwiaty" oraz "Martwe jezioro" i "Druga burza". Czytałeś może te pozycje? Jak oceniasz?

"Karaibska krucjata" - zastanawiam się, nie czuję jakiegoś szczególnego pociągu, ale może spróbuję.

Mortka tłumaczy też obecnie Rebelianta - Marie Lu. Warto przy tym wspomnieć o oficjalnym fanpejdżu autora na fejsbooku, gdzie wciąż coś się dzieje i warto poszukiwać informacji http://www.facebook.com/marcin.mortka.official
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Panthera 
Starszy Asystent Balsamisty
Kotołak


Wiek: 38
Dołączyła: 28 Lis 2009
Posty: 288
Skąd: Gliwice/Bangkok
Wysłany: 2013-01-09, 22:40   

Ale dlaczego mamy się przekonywać jako kobiety? Bom trochę zagubiona...

Ja tam te pozycje, które Marcina Mortki czytałam bardzo lubię i polecam :)

"Karaibską.." zakupiłam zaraz jak się pojawiła. Swietłanie mi się akurat wpasowała w klimat "7 Morza", w które akurat zaczynaliśmy grać. Jest to książka przyjemna, lekka i zabawna. Nie trzeba do niej specjalnie jakoś uwielbiać morza i morskich opowieści by nadal bawiła, choć nie powiem, że pewnie jest to wtedy na plus. Jedynym chyba minusem jest to, że czasem można dość mocno odczuć fakt iż jest to najprawdopodobniej zapis właśnie czyiś przygód w RPG ;)
Zresztą z zakupienie drugiego tomu wiąże się zabawna historia. Bo kupiłam go będąc w Wawie, po czym poszłam na piwo. Nie dość, że spotkałam tam z dawien dawna nie widzianych znajomych, to jeszcze jeszcze zapoznałam jakiegoś Marcina. I był to chyba pierwszy raz gdy całkiem mi nie znanej osoby zapytałam "aaaa sorrry jak masz na nazwisko?". No i nazwisko się zgadzało, choć nie wiem dlaczego stwierdziłam, że to on bo go chyba nigdy na oczy wcześniej nie widziałam ;) Ale w całym zamieszaniu zapomniałam o autografie, ech.

Poza tym czytałam też "Ostatnią Sagę", która uwielbiam. Bo temat wikingów zawsze był bliskim mojemu sercu. I za każdym razem ciężko przeżywam nadejście chrześcijaństwa i zmierzch starych bogów. Ale no jakoś nie chce być inaczej.
Natomiast do dziś czytałam tylko tą książkę a wiem, że M. Mortka ma jeszcze jedną albo dwie w tym klimacie. Czy "Świt po bitwie" jest kontynuacją? I jak do tego wszystkiego ma się "Wojna Runów"?

Co do walorów "Miasteczka Nonstead" to gdzieś się już o nim wypowiadałam, więc nie będę się dublować. Pozycja ciekawa, nawiązująca klimatem do horrorów starszego pokolenia w bardzo pozytywny sposób.

Też interesuje mnie opinia o "Miecz i kwiaty". Chciałam to kiedyś nabyć ale nie wiem czy nakład się szybko wyczerpał czy po prostu nie trafiłam na to w księgarni.
_________________
“There is always some madness in love. But there is also always some reason in madness.”
 
     
keram
[Usunięty]

Wysłany: 2013-01-16, 14:42   

Oksa napisał/a:
Mortka tłumaczy też obecnie Rebelianta - Marie Lu. Warto przy tym wspomnieć o oficjalnym fanpejdżu autora na fejsbooku, gdzie wciąż coś się dzieje i warto poszukiwać informacji http://www.facebook.com/marcin.mortka.official


Tak, wiem, znam profil... Nawet przeglądając go znalezłem taką zakładkę z banerami :D

Ten Rebeliant to mnie raczej nie interesuje, książki dla dzieci mi obecnie nie są potrzebne, bardziej czekam na premierę nowej książki Mortki w FS - Listy lorda Bathursta, a ta usilnie ciągle zmienia datę premiery, obecnie na nieznaną nikomu :/

Panthera napisał/a:
Ale dlaczego mamy się przekonywać jako kobiety? Bom trochę zagubiona...


Przeglądają forum zauważyłem temat TYLKO o Miasteczku Nonstead, dlatego takie stwierdzenie - z przymrużeniem oka oczywiście ;) Co napisałem na początku mojego wpisu.

Panthera napisał/a:
Też interesuje mnie opinia o "Miecz i kwiaty". Chciałam to kiedyś nabyć ale nie wiem czy nakład się szybko wyczerpał czy po prostu nie trafiłam na to w księgarni.


Sam tego jeszcze nie czytałem, ale bardzo fajna moim zdaniem opinia pojawiła się właśnie na wspomnienym profilu na FB autora. Dziewczyna, która podpisuje się korzystając z nazwiska głównego bohatera książki napisała tak: (mam nadzieję, że nie popełniam przestępstwa cytując to)

Cytat:
Gastonia de Baideaux
O „Mieczu i kwiatach” słów kilka.

Co wyróżnia tę powieść na tle innych? Na pewno bohaterowie! Pierwszoplanowy Gaston de Baideaux. Mógłby być opanowany, wiedzieć czego chce, sprawnie władać mieczem. Jednak on jest inny. Ciapowaty, nie potrafi sobie poradzić i czasami zachowuje się jak ostatni frajer. Aż korci, żeby puknąć go w łeb i zaproponować, żeby włączył myślenie. Sięgając po tę książkę w wolnych chwilach, myślałam: „No, zobaczymy, co ten głupek tym razem wymyśli”. Jego poczynania zawsze dostarczały mi ogromnej dawki śmiechu.
To bardzo dobrze, że Gaston jest taki na początku. Wzbudza sympatię. Poza tym gdyby był racjonalnym, spokojnym człowiekiem, byłaby to po prostu kolejna książka o dzielnym rycerzu.
Jednak przez całą powieść Gaston się zmienia, pod wpływem swojego uroczego pomocnika, którego nazywa Diabłem. Ten zaś siedzi w jego głowie i lży biednego chłopaka, pomaga mu jednak przeżyć.
Diabeł nie lubi, gdy się go tak nazywa. Twierdzi, że nim nie jest i pamiętajcie o tym, czytając tę powieść.

*SPOILERY*

Wartka akcja, która nie nudzi. Nie ma tam ani jednej strony, która wlecze się i ciągnie. Energiczne i często występujące pojedynki. Juupi! Tego nigdy za wiele! Najważniejsze, że można je sobie w pełni wyobrazić, wszystko jest tak plastycznie i płynnie opisane, że akcja toczy się w głowie jak film. Zabawne i błyskotliwe dialogi. Szczególnie uwagi Diabła. Zaskakujące zwroty akcji i intryga, którą stopniowo odkrywamy. I jeszcze raz bohaterowie! Spiskujące damy jak przebiegła Vivienne de Grenier , sarkastyczny Vittorio, wzór przyjaciela, jakiego każdy chciałby posiadać no i Jakub, biedny opętany zakonnik, który do końca życia pozostał prawym rycerzem.
Dobra, to można przeczytać w każdej recenzji, a ja jestem FANKĄ, a recenzentką. Dlatego teraz to co w trylogii najlepsze.
Najpiękniejszy motyw ever: miecz wbity w ziemię przy grobie prawego rycerza, obrośnięty kwiatami róż, które kwitną nawet na śniegu. Fragment, w którym Gaston gapi się na grób swojego brata, jest tak cudowny i wzruszający, że najzwyczajniej się pobeczałam. Naprawdę. Coś pięknego.
I jeszcze sześciu przeciw sześciuset. Epicka potyczka w obronie niewinnych mieszkańców osady.
Opętany templariusz rozkazujący hienom. Mniam.
I cudowny klimat wypraw krzyżowych! Piasek w oczach, pustynia i rycerze Pana!
Ale miało być kilka słów, a w ten sposób zacznę się rozkręcać i nigdy nie skończę.
 
     
AISA 
Moderator


Dołączyła: 10 Sie 2010
Posty: 761
Wysłany: 2013-01-21, 20:59   


Miecz i kwiaty, t.1

Marcin Mortka


data wydania: 2010-05-28
ISBN-13: 978-83-7574-201-5
wymiary: 125 x 195
strony: 472
seria: fantastyczna fabryka

Opis:
Przed śmiałkami z chrześcijańskiej Europy jeden cel – Ziemia Święta
Mówią: w Ziemi Świętej klejnotów tyle, co kamieni. Powiadają też: wbity w ziemię miecz krzyżowca aniołowie pokrywają kwiatami róż. Młody Gaston de Baideaux pragnie w to wierzyć tym goręcej, że na krucjatę nie ciągnie go żądza sławy, bogactwa ani przygód – to jego pokuta.
Tymczasem w Ziemi Świętej nie ma aniołów, kwitnie zaś rozpusta, sodomia, chciwość oraz intrygi. Tu nawet diabeł bywa bardziej ludzki od niejednego z tych, co mienią się rycerzami Chrystusa. Gaston na to nie zważa. Póki cel przed nim, a obok przyjaciele. Naiwny młodzieniec kuszony przez piękną hrabiankę i nawiedzany przez upiory przeszłości, musi stawić czoła swemu przeznaczeniu. To nie tylko droga do zdobycia pasa rycerskiego. To misja poznania samego siebie i odszukania zaginionego brata.

Coś ode mnie:
Powieść Marcina Mortki „Miecz i kwiaty” jest moim pierwszym zetknięciem z tym autorem i moim pierwszym spotkaniem z historycznym fantasy. Tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać, bo zazwyczaj nie czytam opinii, a tym razem również nie traciłam czasu na ich szukanie. Ciekawiło mnie, w jaki sposób autor połączy ową fantastykę z historią i to historią nie byle jaką. Akcja toczy się bowiem na tle wypraw krzyżowych w Ziemi Świętej. Średniowiecze nie było nigdy moją ulubioną epoką, jakoś niespecjalnie docierała do mnie idea ascetyzmu, tego całego umartwiania się i wojen w imię Boga o nawrócenie pogan. Marcin Mortka jednak tak umiejętnie opisuje świat, że tło historyczne nie było dla mnie tak istotne, nie było wyidealizowane i uduchowione, a było realistyczne, dlatego nie przeszkadzało mi w odbiorze powieści. Było to coś, czego się nie spodziewałam, podobnie, jak główny bohater, którego poglądy na temat Ziemi Świętej i wypraw krzyżowych starły się z brutalna rzeczywistości ówczesnego świata. Nie mamy tu do czynienia z patetycznym opisem legendarnych świętych i rycerzy czystego serca, za to dostajemy realny opis, a więc brutalność, zabijanie, rozpustę i coś, co nie ma nic wspólnego z religią, a jedynie wzbogaceniem się płynącym z okradania zwłok, co trochę odczarowało moje myślenie o tej książce. Z początku na kartach powieści trudno było mi się doszukać elementów fantastyki, bo Diabeł przemawiający do jednego z bohaterów to dla mnie trochę mało. Jednak stopniowo, wraz z rozwojem wydarzeń, znajdujemy coraz więcej fantastycznych elementów, które są tak dobrze wprawione w akcję, że sprawiają wrażenie jakby tak faktycznie miały miejsce podczas krucjat. A mnie, swoją płynnością granic, momentami przywodziły na myśl baśnie.
Z początku książka średnio mi się podobała, jednak po kilkunastu stronach akcja rozkręciła się. Książka wciągnęła mnie tak bardzo, że nie mogłam się od niej oderwać. Nie wiem, czy było to spowodowane fabułą - rozwojem wydarzeń, nowymi intrygami - czy stylem pisarskim. Język wydawał mi się bardzo przystępny. Nie był przesadnie archiwizowany, ani zbyt nowoczesny. Miałam wrażenie, że właśnie w taki sposób mogliby się porozumiewać średniowieczni rycerze. Wydarzenia opisywane w książce, dotyczą „mikroświata” głównego bohatera, Gastona de Baideaux. Płynnie przechodziłam od faktu do faktu. Byłam tam, gdzie w danym momencie znajdował się główny bohater, przeżywałam to, co aktualnie było jego zmartwieniem, czytałam o tym, co dotyczyło bezpośrednio jego osoby. A Gaston to młody, pełny idealistycznych wyobrażeń o rycerzach, chłopak, który w bardzo szybkim czasie musi odnaleźć się w zastanej rzeczywistości, która niestety odbiega od tego sielankowego obrazu. Ten młody, niedoświadczony chłopak, targany licznymi wątpliwościami, złym ulokowaniem uczuć, czy też młodzieńczym zauroczeniem i wyrzutami sumienia, na oczach czytelnika mężnieje i staje się prawdziwym rycerzem. Odnajduje siebie. I daje się lubić, bo jest przy tym realny. Także inne postacie są niebanalne i dobrze wykreowane, wyraziste i co najważniejsze, nie są nudne. Polubiłam także Vittorio i jego specyficzne acz humorystyczne podejście do inwestycji, które czyni zawsze i wszędzie, kiedy tylko jest to dla niego opłacalne, a nie raz sprowadza na niego kłopoty. Historyczne postacie mieszają się z fikcyjnymi, tworząc spójny obraz.
Elementy fantastyczne świetnie zgrywają się z średniowiecznym tłem. Delikatne podszepty Diabła, jego pozorna łagodność i dyskretne kuszenie współgrają z przedstawionym światem i sposobem bycia kuszonych. W niektórych momentach Diabeł pomaga, co jest dość dziwne dla bohatera typowo złego. Czasem jednak mamy do czynienia z prawdziwym Złym. Czary skrywane pod osłoną nocy, magia wśród zapomnianych ruin, a wreszcie wilkołak, który nie ma nic wspólnego z fazami księżyca, to z pewnością plusy tej książki.
Książka nie ma zagmatwanej fabuły, ale nie jest też nudna, pozostawia pytania bez odpowiedzi. Ciekawi mnie jak potoczą się dalsze losy bohatera, bo mam wrażenie, że 1 tom to wstęp do czegoś większego, przynajmniej takie wrażenie miałam czytając zakończenie. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.
A swoja drogą, chyba wiem, co miał na myśli keram pisząc, że chce przekonać dziewczyny do dzieł MM. Chyba miał na myśli tematykę, taką hmm dla facetów. To w końcu oni zazwyczaj chcą zostać rycerzami i robić mieczem, albo piratami i dokonywać podbojów na morzach ;)
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2013-03-09, 12:05   


Tytuł: Druga Burza
Autor: Marcin Mortka

Cykl: Martwe Jezioro/Mads Voorten
Tom: 2
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: marzec 2012
ISBN: 978-83-7574-678-5

Opis:
Buntownik Mads Voorten i jego straceńcy po raz kolejny ruszają do walki. Stawką jest wolność lub... śmierć w boju.
Przeciwko nim zastępy zbrojnych, złowroga magia, smoczy pomiot, a przede wszystkim zwykłe ludzkie cwaniactwo. Bo nie ma takiej wojny, na której ktoś nie chce zrobić interesu.
Burza ma jednak sprzymierzeńców – elfy i krasnoludy, które podobno wyginęły dawno temu, smocze szczenię, które zdradziło braci oraz Strażniczkę, która władzę stawia niżej niż matczyną miłość.
Burza ma też swoje Ostrze – Madsa. Świetnego wojownika, błyskotliwego dowódcę, szaleńca i desperata, naznaczonego przeznaczeniem.
Burzy nic nie zatrzyma!

Komentarz:
Właśnie skończyłam i niestety cieszę się z tego faktu. „Druga Burza” była dla mnie męcząca, nie mogłam się skupić na czytaniu ani w nawet najmniejszym stopniu wciągnąć. Poprzedniego tomu nie pamiętałam praktycznie wcale (i może to jest po części powodem mojej niechęci do drugiej części, gdyż w pierwszej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy nie pomyliłam przypadkiem książek, a także nie wiedziałam zupełnie co, kto i gdzie, tym bardziej, że autor nie kwapił się do przypominania), jednak mimo to jestem pewna, że podobał mi się on dużo bardziej. W „Drugiej Burzy” prawie nie jestem w stanie znaleźć zalet (może oprócz tego, iż nie jest to paranormal, a także akcja nie jest jakoś szczególnie przewidywalna) – świat, poza ledwie kilkoma pomysłami, nie jest zbyt oryginalny, główny bohater jest do bólu irytujący, zresztą i pozostałe postaci też nie błyszczą – są zbyt papierowi, niecharakterystyczni i zlewają się ze sobą do tego stopnia, że nieustannie ich ze sobą myliłam, a także nie wiedziałam kto jest kim. I dalej nie wiem – minęło ponad trzysta stron, a ja kojarzę ledwie kilku bohaterów. Akcja mnie nudziła, bitwy nie interesowały, zupełnie się nie wciągnęłam – nie mogę powiedzieć, że w tej książce nic się nie dzieje – dzieje się, ale zostało to opisane w nieprzyciągający uwagi sposób. Brakowało mi również plastycznych opisów, gdyż te autorstwa Marcina Mortki zupełnie nie działały na moja wyobraźnię.
„Druga Burza” była dla mnie niemal drogą przez mękę, nawet nie jestem ciekawa kontynuacji, a to znaczy bardzo wiele. Być może nie był to odpowiedni czas na czytanie tego typu powieści, być może w innym momencie przyjęłabym ją dużo lepiej.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-04-30, 06:56   

Przeczytałam Karaibską krucjatę. To była moja pierwsza przygoda z twórczością tegoż autora. Wybrałam ją bo zawsze lubiłam filmy i książki o piratach. Cóż... okazało się, że dwuczęściowe dzieło to żadna rewelacja. Może dlatego, że Piraci z Karaibów ze sławnym Jack Sparrowem przyćmili wszystkie filmy, a także książki o piratach. Naprawdę nie wiem. Pierwsze 200 stron książki pierwszego tomu męczyłam. Zmuszałam się do czytania mimo, że było trzech wspaniałych piratów i wartka akcja, ale miałam wrażenie, że oglądam film niemy. Zabrakło czegoś co w filmie daje ścieżka dźwiękowa. Potem było już znacznie lepiej lecz po Karaibską krucjatę nie sięgnę ponownie jak to mam w zwyczaju robić w przypadku pozycji, które mogę czytać w nieskończoność. Mimo, że dalej było już lepiej i tak dwa tomy czytałam chyba z 2 tygodnie. Nic nigdy nie zajęło mi tyle czasu. Mogłam swobodnie odłożyć książkę w każdym momencie i nie korciło mnie, żeby usiąść do niej jak najszybciej i czytać co było dalej. Trudno mi jednoznacznie podać powody dlaczego tak się działo. Pechowy kapitan korsarzy Bill, który kiedy chce jak Jack Sparrow ratować się ucieczką przy użyciu żyrandola, zawsze spada na podłogę był fajny, ale czasem brakowało mu ikry. Edward - pedantyczny oficer i dobry przyjaciel Bila - jedyny w swoim rodzaju i bardzo angielski, postać bez zarzutu. Reszta załogi też niczego sobie. Same oryginały, zakazane gęby, wypisz wymaluj prawdziwi piraci z mojej wyobraźni. Nie ma się do czego przyczepić, a kiedy pojawia się wędrująca szable i do akcji wkraczają duchy najsłynniejszych piratów Karaibów naprawdę zaczyna robić się ciekawie i w końcu kapitan Billy zaczyna dostrzegać cel w działaniach wrogów. Mimo wspaniałych bitew morskich, wątku fantastycznego i fajnych postaci czegoś zabrakło, czegoś ulotnego, czegoś co sprawia, że po przeczytaniu ma się ochotę na jeszcze i jeszcze. Tu tego zabrakło. Mortka mógł podrasować trochę papugi, które przypominały trochę te z Hoddera, ale zabrakło im polotu. W drugim tomie trochę się wyrobiły, ale to za mało. Mogło być o wiele zabawniej. Przecież żadna krypa nie może obejść się na Karaibach bez przeklinającej jak szewc papugi. Ponadto postacie kobiece. Owszem były i to nawet trzy, ale... jakieś takie nie do końca dobrze nakreślone. Żadna z nich. Z piastunki Manueli naprawdę można było zrobić super bohaterkę znającą się na magii, ziołach itp.. Manuela zaś zachowywała się jak idiotka, a przecież nią nie była w przeciwieństwie do Viktorii. Mortka nie umie tworzyć postaci kobiecych. Jak nie umie, nie powinien ich wplatać do fabuły. Gdzie jest powiedziane, że muszą być? Nigdzie. Było by o wiele lepiej mu bez nich. A wracając do papug... psa i jeszcze małpy. Był to ze strony autora zabieg, który miał służyć okraszeniu tekstu humorem. Pisany jakby na siłę. Nie znam się na rodzaju humoru, ale wprowadzanie zwierzęcych postaci, żeby doprowadzić do łez ze śmiechu czytelnika jest na plus, trzeba tylko umieć to zrobić, bo lekki uśmiech to za mało na dobrą książkę. Ta menażeria miała wielki potencjał, który nie został wykorzystany.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org