Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Czarne Kamienie
Autor Wiadomość
Tiss 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 24 Cze 2012
Posty: 13
Wysłany: 2012-06-28, 23:05   

Oksa napisał/a:
Mam słabość do Deamona, a jednak gdzieś tam w głowie mi kołacze, że charakter Lucivara zwyczajnie bardziej odpowiada mojemu.

O ile początkowo Deamon był moim ulubieńcem to wraz z czytaniem kolejnych tomów Lucek wysunął się na prowadzenie. Facet idzie przez życie jak taran i nic nie stracił ze swojego charakteru. Za to Deamon zrobił się jakiś taki rozlazły i mniej ciekawy, autorce się czasmi przypominało o kim pisze i dawała krwawą scenę ale to nie był już ten sam Sadysta co z pierwszych części, przytępiono mu pazurki.
_________________
He lives. I breathe. I want Him. Always. Fire to my ice. Ice to my fever.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-06-29, 08:31   

Tiss napisał/a:
O ile początkowo Deamon był moim ulubieńcem to wraz z czytaniem kolejnych tomów Lucek wysunął się na prowadzenie. Facet idzie przez życie jak taran i nic nie stracił ze swojego charakteru. Za to Deamon zrobił się jakiś taki rozlazły i mniej ciekawy, autorce się czasmi przypominało o kim pisze i dawała krwawą scenę ale to nie był już ten sam Sadysta co z pierwszych części, przytępiono mu pazurki.

Trudno się z tym nie zgodzić. Jak pisałam lubię go nadal, ale jako osoba ekhm impulsywna i dość bezpośrednia podziwiam Lucivara ;-)

Ja sobie właśnie zaczęłam "Przymierze Ciemności" (7 tom) i powiem Wam, że nawet się cieszę, że nie jest o dotychczasowych bohaterach. Pojawiają się o nich wzmianki, oni sami tez się pewnie zjawią w jakiejś scenie, ale to tyle. Do tej pory poznaliśmy życie Krwawych w tym najwyższych z dworów, bo Czarownicy. Akcja przelatywała z królestwa do królestwa, Askavi do krainy umarłych oraz domu Seatana, a tym razem mamy do czynienia z królestwem, który próbuje odbudować swoje siły po wydarzeniach z "Królowej Ciemności". Bardzo wielu bohaterów nosi jaśniejsze kamienie i to też jest pewna odmiana, obserwowania jak radzą sobie Ci trochę bardziej maluczcy, a nie najsilniejsi, o których głośno jest na cały świat i jeszcze wszystkie wymiary ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-06-29, 09:00   

Muszę przyznac, że opowieści o Cassie i Grayu bardzo mi się podobały. Przydała się zmiana bohaterów, ale jestem zadowolona, że starzy ciągle się w nich przewijają. Zresztą, tym starym bohaterom też to wyszło na dobre, bo jakoś bardziej mi sie w tych tomach podobają.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-07-01, 18:44   

Wrócę jeszcze do naszej poprzedniej dyskusji o planie Jaenelle i końcowych wydarzeniach z "Królowej Ciemności".
Spoiler:

Pamiętam, jak zastanawiałyśmy się czemu Jaenelle zamilkła na te kilka godzin, zamiast działać. Mam wrażenie, że to o czym myślała, to nie tylko samo ułożenie planu, ale również decyzja czy ten plan wykonać. Spodziewała się, że po wszystkim zginie, a nawet jeśli przeżyje to nie będzie się nadawać do bycia partnerką Daemona. Myślę, że w tej chwili, może trochę egoistycznie, całkiem po ludzku - zawahała się. Czy rzeczywiście nadszedł czas na to ostateczne poświęcenie. Hekatah i Dorothea jednak porwały się na taki czyn, że granica została przekroczona i Jaenelle postanowiła skończyć z tą skazą raz na zawsze.

Tylko pytanie teraz, po co ta cała demonstracja? Czemu Daemon zwyczajnie nie zabił tych zdradzieckich bab? Tu sądzę, że chodziło o powodzenie całego planu. Zarówno Jaenelle, jak i Daemon wzięli całość za jego wykonanie na siebie. Dzięki temu "przedstawieniu" nikt więcej nie ucierpiał, Dorothea i Hekatah nie zginęły, dzięki czemu nie powstało żadne poruszenie po stronie wroga, nie doszło do żadnego bardziej zmasowanego ataku oraz zebrania sił, niż miało to miejsce do tej pory. Co oznacza, że najbliżsi oraz reszta wciąż porządnych Krwawych nie zginęła, a Jaenelle nikt w tym czasie nie przeszkadzał. Nawet jeśli gdzieś nadal dochodziło do jakichś walk, to wciąż nie było to żadne wielkie ruszenie, D. i H. były złudnie przekonane o zwycięstwie, a ich sprzymierzeńcy nie dość ostrożni.



Jeśli chodzi o "Przymierze Ciemności" to po przeczytaniu byłam trochę rozczarowana. Nie było to tak porywające jak np. "Niewidzialny Pierścień", a już na pewno nie jak trylogia. Całość była dość spokojna, niestety przewidywalna i zabrakło jakiegoś takiego punktu kulminacyjnego, od którego nie dałoby się odłożyć książki na miejsce. Bohaterowie zamieszkujący Dena Nehele też nie porywali i niestety nie przywiązali mnie do siebie. To jest obszar, którym władała kiedyś królowa Lia z "Niewidzialnego Pierścienia" i przyznaję, że o wiele bardziej polubiłam i ją i resztę bohaterów. Tu nie było źle, nadal czytało mi się z przyjemnością, ale poziom fabularny i przedstawienie bohaterów odniosłam wrażenie, że spadło.

Bardzo dużo było scen z udziałem Daemona, Jaenelle i Seatana, ale na początku w dość irytującym wydaniu. Zaczynał mnie już nużyć ten cały melodramatyzm w związku Daemona i Jaenelle. Lucivar, gdy się pojawiał, jak zwykle nie zawodził bezpośredniością i szorstkością :-P
Później zastanowiłam się nad tym wszystkim ponownie i doszłam do wniosku, że ta część jest o ludziach noszących na sobie blizny, czy to fizyczne, czy psychiczne, oraz o różnych wymiarach radzenia sobie z nimi w życiu. A także - jak było w przypadku Daemona - o uświadamianiu sobie własnej natury, chociażby tej niszczycielskiej, i zaakceptowanie jej tak samo, jak akceptuje to jego najbliższe otoczenie.
Od jakiegoś czasu była mowa, że bezwzględna natura Daemona była podkreślana bez pokrycia, że nie jest on tym, kim był na początku trylogii. To prawda, widać było, że pazurki to chłopak sobie trochę stępił i tak jakby powstrzymywał się przed bardziej radykalnymi działaniami.
Spoiler:

W tej części Daemon uświadamia sobie, że Sadysta jest częścią niego, że zawsze wcześniej myślał o tej jego stronie jak o innej osobie, tej gorszej. Teraz zdał sobie sprawę, że taki właśnie jest, a cała ta niszczycielska furia leży w jego naturze. A jednak nie jest to jedyna rzecz, która go definiuje, o czym zapewniała go Jaenelle (w ładnej zresztą scenie na końcu :-) i, że nie powinien się jej wyrzekać.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-07-01, 18:53   

A mi podobało sie Przymierze. I jego kontynuacja również. Może i spadł poziom, ale wcale mi to nie przeszkadzało.
Masz rację Oksa - to opowieść o ludziach z bliznami, i właściwie to wszyscy bohaterowie takie noszą. Ale podoba mi się, jak sobie z tym radzą.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-07-01, 18:59   

Spoiler:

Oksa napisał/a:
Tylko pytanie teraz, po co ta cała demonstracja? Czemu Daemon zwyczajnie nie zabił tych zdradzieckich bab? Tu sądzę, że chodziło o powodzenie całego planu. Zarówno Jaenelle, jak i Daemon wzięli całość za jego wykonanie na siebie. Dzięki temu "przedstawieniu" nikt więcej nie ucierpiał, Dorothea i Hekatah nie zginęły, dzięki czemu nie powstało żadne poruszenie po stronie wroga, nie doszło do żadnego bardziej zmasowanego ataku oraz zebrania sił, niż miało to miejsce do tej pory. Co oznacza, że najbliżsi oraz reszta wciąż porządnych Krwawych nie zginęła, a Jaenelle nikt w tym czasie nie przeszkadzał. Nawet jeśli gdzieś nadal dochodziło do jakichś walk, to wciąż nie było to żadne wielkie ruszenie, D. i H. były złudnie przekonane o zwycięstwie, a ich sprzymierzeńcy nie dość ostrożni.
Ale oni, z tego co pamiętam, byli w dziczy. Las, pustka, nie ma ludzi dookoła, nikt nie doniesie, że popełniono mord na tych iluśtam osobach (które i tak zginęły przy wybuchu Jaenelle, więc nie możemy zasłaniać się tym, że nie ucierpią niewinni). Nie takie trudne byłoby wybicie wszystkich obecnych, tak, by nikt się nie dowiedział. Przyszedł jakowy posłaniec? Chce rozmawiać z Hekatah albo Doroteą, coś musi przekazać? Takie realistyczne iluzję stworzyli, by Lucivar uwierzył w okrucieństwo Daemona wobec jego rodziny. Dlaczego więc w sytuacji pojawienia się takiego posłańca nie stworzyć takiej iluzji, tym razem jednak postaci Dorothei? Wszystko można było załatwić w mniej pokazowy sposób, plan taki też by się powiódł. I wyszliby na tym korzystniej, dużo korzystniej.

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-07-02, 07:59   

Cytat:
Jeśli chodzi o "Przymierze Ciemności" to po przeczytaniu byłam trochę rozczarowana. Nie było to tak porywające jak np. "Niewidzialny Pierścień", a już na pewno nie jak trylogia.

Czarownica napisał/a:
A mi podobało sie Przymierze. I jego kontynuacja również. Może i spadł poziom, ale wcale mi to nie przeszkadzało.


Ja czytałam Przymierze Ciemności po Pani Shaladoru. Tak jakoś wyszło. Dlatego dla mnie Przymierze Ciemności było bardzo ciekawe. Według mnie Niewidzialny Pierścień, Przymierze Ciemności i Pani Shaladoru to swego rodzaju trylogia. Stanowi zwartą całość. O ludziach z przyszłości i teraźniejszości, którzy pełniąc podobne funkcje, przechodzili podobne koleje życiowe. Wtedy mieli wybór i teraz też, i te wybory wcale nie były różne lecz takie same tylko okoliczności inne.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-07-03, 09:30   

Do Sophie :-P

Spoiler:

Sophie napisał/a:
Ale oni, z tego co pamiętam, byli w dziczy. Las, pustka, nie ma ludzi dookoła, nikt nie doniesie, że popełniono mord na tych iluśtam osobach (które i tak zginęły przy wybuchu Jaenelle, więc nie możemy zasłaniać się tym, że nie ucierpią niewinni). Nie takie trudne byłoby wybicie wszystkich obecnych, tak, by nikt się nie dowiedział. Przyszedł jakowy posłaniec? Chce rozmawiać z Hekatah albo Doroteą, coś musi przekazać? Takie realistyczne iluzję stworzyli, by Lucivar uwierzył w okrucieństwo Daemona wobec jego rodziny. Dlaczego więc w sytuacji pojawienia się takiego posłańca nie stworzyć takiej iluzji, tym razem jednak postaci Dorothei? Wszystko można było załatwić w mniej pokazowy sposób, plan taki też by się powiódł. I wyszliby na tym korzystniej, dużo korzystniej.

Myśl o tym rozwiązaniu dosłownie zabija mi ćwieka ostatnio :-P
A jednak jestem zdania, że sama umiejętna iluzja w tym wypadku by nie wystarczyła. Trzeba pamiętać o tym, że aby ją stworzyć Daemon musiałby je obydwie zabić, a nie tak jak w przypadku Marion i Daemonara pokazać czystą, pustą iluzję. Dorothea wciąż miała we władaniu wojowników, którzy mieli na sobie jej Pierścienie Posłuszeństwa. Niewykluczone, że wielu z nich podążała za nią, pozostali chętnie by się jej zbuntowali, ale gdyby jej zwolennicy poczuli, że ich Królowa jest przerażona albo zginęła, to pewnie w jakiś sposób by zareagowali i zawiadomili inne osoby. Gdyby poczuła się w jakimkolwiek stopniu w niebezpieczeństwie, to mogłaby ich również poprzez Pierścień wezwać, a nawet nakazać zebranie wojowników przez pozostałe złe królowe.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-07-04, 11:22   

Spoiler:

Oksa napisał/a:

Myśl o tym rozwiązaniu dosłownie zabija mi ćwieka ostatnio :-P
A jednak jestem zdania, że sama umiejętna iluzja w tym wypadku by nie wystarczyła. Trzeba pamiętać o tym, że aby ją stworzyć Daemon musiałby je obydwie zabić, a nie tak jak w przypadku Marion i Daemonara pokazać czystą, pustą iluzję. Dorothea wciąż miała we władaniu wojowników, którzy mieli na sobie jej Pierścienie Posłuszeństwa. Niewykluczone, że wielu z nich podążała za nią, pozostali chętnie by się jej zbuntowali, ale gdyby jej zwolennicy poczuli, że ich Królowa jest przerażona albo zginęła, to pewnie w jakiś sposób by zareagowali i zawiadomili inne osoby. Gdyby poczuła się w jakimkolwiek stopniu w niebezpieczeństwie, to mogłaby ich również poprzez Pierścień wezwać, a nawet nakazać zebranie wojowników przez pozostałe złe królowe.
Wątpię, by zdołała zrobić cokolwiek, zanim ją Daemon by zabił. Poza tym, no hej, Saetan i Daemon mają czarne kamienie. Nie rozprawiliby się ze sługusami Hekatah i Dorothei niespodziewanie szybki sposób?
A tak w ogóle to wytłumacz mi jak działają Pierścienie Posłuszeństwa, bo nie jestem pewna, czy dobrze zapamiętałam. Właścicielka wyczuwa noszącego, czy noszący właścicielkę? Jaenelle popełniła błąd przy tworzeniu tych pierścieni i działało to na odwrót.

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-07-05, 08:24   

Spoiler:

Sophie napisał/a:
Wątpię, by zdołała zrobić cokolwiek, zanim ją Daemon by zabił. Poza tym, no hej, Saetan i Daemon mają czarne kamienie. Nie rozprawiliby się ze sługusami Hekatah i Dorothei niespodziewanie szybki sposób?
A tak w ogóle to wytłumacz mi jak działają Pierścienie Posłuszeństwa, bo nie jestem pewna, czy dobrze zapamiętałam. Właścicielka wyczuwa noszącego, czy noszący właścicielkę? Jaenelle popełniła błąd przy tworzeniu tych pierścieni i działało to na odwrót.

Właścicielka wyczuwa noszącego i ma nad nim kontrolę tzw. pierwszorzędną. Jeśli oddaje go w "prezencie" na jakiś inny dwór przekazuje również jego pani drugorzędną kontrolę. Może go ona/on dzięki temu wyczuwać, ale słabiej niż właścicielka. Wszystko się sprowadza do tego, że nawet jeśli Daemon zabiłby ją niepostrzeżenie, to przecież nie eliminuje to tego, że cały Pierwszy i Drugi Dwór Dorothei to wyczuje, a także Ci noszący jej Pierścienie Posłuszeństwa, przez nich zaś królowe i jej sprzymierzeńcy posiadający kontrolę nad tymi pierścieniami.
Jeśli chodzi Saetena i Daemona, to posiadają oni Czarne Kamienie, ale ich moc nie jest nieograniczona i nigdy taka nie była. Kiedy Daemon uwolnił się od Pierścienia Posłuszeństwa był o krok od złamania mocy, po wszystkim musiał się zaszyć i odpocząć. Saetan znowu jest żyjącym demonem, już po porwaniu był na pewno osłabiony nie mogąc właściwie wypocząć, gdy nadchodzi dzień i nie otrzymując krwi. Żeby wykończyć w tak szybkim czasie popleczników Dorothei i Hekatah musieliby potrafić określić z dokładnością kim oni są oraz gdzie się znajdują, a następnie jeszcze na odległość ich wypalić. Niemożliwe bez odpowiedniego zebrania mocy, co się znowu wiąże z czasem, a nawet Czarownica potrzebowała go sporo, żeby dosięgnąć innych Krwawych z każdego zakątka.
Wciąż uważam, że to był najlepszy pomysł. Jakby na to nie spojrzeć, wszyscy sprzymierzeńcy Dorothei odprężyli się, sądząc że królowa trzyma dwór Jaenelle w szachu. Ograniczyli kolejne straty w ludziach do bezwzględnego minimum, niestety kosztem pewnych strat moralnych, ale czyż nie było warto?



A co do "Pani Shaladoru" to już mi się o wiele bardziej podobała od Przymierza. Było częściej zabawnie, było napięcie, wystąpił nawet dawny dwór Jaenelle, także Surreal i generalnie czytało mi się o wiele przyjemniej.
Wciąż jednak pozostaje problem liniowości w fabule tych dwóch części, wydarzenia są niestety dość przewidywalne, a jasny i nie pozostawiający wątpliwości podział na dobrych i złych też mi trochę przeszkadzał.
Nic, prócz "Niewidzialnego Pierścienia", według mnie nie przybliżyło się do poziomu Trylogii.

To co mi się za to bardzo, ale to bardzo w Pani podobało, to możliwość spojrzenia na codzienność Krwawych. Można się wiele dowiedzieć o hierarchii Krwawych i procesie tworzenia dworu oraz co dla mnie było najlepsze - w końcu o tym, czym tak naprawdę dla Królestwa jest Królowa i na jakiej zasadzie jest ona wybierana do sprawowania władzy. Czemu w ogóle silniejsi Książęta Wojowników potrzebują Królowej, zamiast sami wziąć dany obszar w posiadanie.
Spoiler:

Odpowiedź jest tak prosta, że mi się strasznie spodobała. Wszystko leży w ziemii. To dzięki związkowi z nią oraz ofierze z krwi Królowa wpływa na polepszenie życia i dobrodziejstwo dla swojego ludu. Potrzebę władania urodzona Królowa ma we krwi. Fajna koncepcja.

A tytuł to spoiler i psuje napięcie.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-10-02, 16:49   

[ Wysłany: 2012-09-05, 17:08 ]
Właśnie skończyłam czytać "Niewidzialny Pierścień". Podobało mi się, serio. Trochę lepsze od wyjściowej trylogii, a może nawet bardziej niż trochę.
Przyczynili się do tego na pewno nowi bohaterowie - byli ciekawi, raczej nieirytujący, a także nie byli super-potężnymi-Krwawymi-z-najciemniejszymi-jakie-się-tylko-da-lub-nie-da-Kamieniami. Natomiast ilekroć pojawiali się w tym tomie Daemon, Dorothea lub jej pupilek, w głowie miałam tylko jedną myśl: ile jeszcze stron tego rozdziału? Na moje szczęście fragmenty z ich udziałem były dość skromnych rozmiarów oraz zostały rozłożone w czasie.
Akcja szybka, wciągająca i interesująca, aczkolwiek bardzo przewidywalna (domyśliłam się praktycznie wszystkiego, co autorka planowała uczynić niespodzianką) - pani Bishop wielokrotnie szła swoimi utartymi schematami. Sama historia podobała mi się, bardzo mnie wciągnęła - najprawdopodobniej dlatego, że nie była to opowieść o "nad-Krwawych", najsilniejszych, najniebezpieczniejszych i co nie tylko. Autorka ma bardzo wiele pomysłów, widać to od razu, dowodem na to są już sami Krwawi, więc również w tym tomie spotkały Czytelnika ciekawe nowości.
Anne Bishop pisze bardzo babskie powieści, co nie zawsze mi się podoba, tym razem jednak pokazała się z bardzo dobrej strony. "Niewidzialny Pierścień" jest naprawdę wciągający.

EDIT:
Przeczytałam, czy też raczej pochłonęłam w kilka godzin, "Przymierze ciemności" i bardzo mi się podobało. Książki Bishop, zwłaszcza te ostatnie, czyta się ekspresem, człowiek się nie obejrzy, a już jest w połowie, zdąży jeszcze mrugnąć i już przewraca ostatnią kartkę. Bardzo trudno się oderwać (o czym będzie świadczyć słaba ocena z testu, ponieważ zamiast chociaż przeczytać materiał na sprawdzian, zapoznawałam się wydarzeniami z Dena Nehele). Nie jest to strasznie ambitna powieść, dość schematyczna i przewidywalna, jednak z całą pewnością mimo wszystko ciekawa. Autorka miała już na starcie stworzony świetny świat i miała zagwarantowane, że jej bohaterowie będą do niego pasować, że mogą być niebezpieczni i sadystyczni, ponieważ ten świat właśnie taki jest. Nie będę już powtarzać tego co pisałam wcześniej - tego, że bohaterowie interesujący, akcja ciekawa i wciągająca, historia intrygująca. Dodam tylko, że w tym tomie wyjątkowo nie irytowali mnie Sadi oraz Jaenelle, ba! nawet mi się tu podobali.
Trzeba koniecznie przeczytać kolejny tom...
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-10-02, 17:53   

Czytaj Sophie, czytaj. Śmiało, bo Pani Shaladoru choć nie ostatnia z serii jest najlepsza (zakończenie to już nie to). Jak wcześniej wspomniałam, nawet się przy niej płakałam. Myślę, że to w dużej mierze zasługa tłumacza. Początkowe tomy są skopane.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-10-15, 14:25   

„Pani Shaladoru” za mną i jestem usatysfakcjonowana. Podobało mi się. Czytało się bardzo szybko i wciągało na tyle, że nie byłam świadoma upływającego czasu, nie wiedziałam, która jest godzina, i nie mogłam się oderwać. Czytałam ciągiem przez całe godziny, zapominając zupełnie o tym, że miałam robić coś innego. Z jednej strony tak bardzo zajmujące powinny być wszystkie książki, z drugiej jednak – gdyby tak było, nic nie można by zrobić, bo jedyną myślą byłoby „czytać, czytać, czytać”. :-P
Podobał mi się pomysł, a także wykonanie, mimo że porównując tę książkę do pozostałych tworów pani Bishop można spostrzec, iż wszystko robione jest na jednym szablonie, niezbyt szczegółowym, ale jednak wzorze ogólnych założeń historii. W czasie czytania nie zwracałam na to jednak uwagi, więc tym samym mi nie przeszkadzało, jednak już po przeczytaniu trochę mnie ta świadomość uwiera. Ale tylko trochę. Ogólnie jednak mam bardzo pozytywne odczucia i w dalszym ciągu jestem pod wrażeniem pomysłów autorki – nowe, wymyślone niemal od podstaw, pełne i dobrze skonstruowane istoty, bohaterowie, jak i świat, czyli też hierarchie, umiejętności i cechy, nazwijmy to, „gatunkowe” (mam tu na myśli wszystko – Krwawych, plebejuszy, krewniaków, Książąt Wojowników, Królowe, dwory, Kamienie… I nie tylko – wymieniać można by w nieskończoność.) Wcześniej, na początku mojej znajomości z tą serią, drażniły mnie troszkę romanse i związki, jednak w tym tomie, jak i w poprzednim, to uczucie minęło (niemal całkowicie – niemal powodu mojej osobistej niechęci do jednej z postaci, mimo że mam świadomość, dlaczego owa postać taka jest).
Poruszona została w tym tomie pewna interesująca kwestia, przez którą czuję przemożne pragnienie natychmiastowego sięgnięcia po kolejny, ostatni, tom. Najgorsze jest to, że zdaję sobie jednak sprawę, że mogę te książki czytać tylko i wyłącznie w weekendy, ponieważ w innym przypadku absolutnie zaniedbam szkołę. O ile w ogóle do niej pójdę.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-11-22, 15:17   

Świt Zmierzchu za mną, a tym samym cała przygoda ze światem Czarnych Kamieni. Ale jaka przygoda! Na szczęście Bishop wiedziała, kiedy skończyć, bo faktycznie w rodzinie SaDiablo nie da się już nic więcej powiedzieć. Gdyby napisała coś kompletnie oderwanego od znanych nam bohaterów, to i tak z ochotą bym to przeczytała, ale Świt świetnie zamyka historię tej konkretnej rodziny.

"Świąteczne podarunki" są raczej spokojnym opowiadaniem. Wszystko sprowadza się do tego, jak rodzina SaDiablo ma zamiar w tym roku spędzić święta Winsolu, trochę o prezentach, trochę o wspólnych relacjach po dojściu do zdrowia przez Jaenelle. Generalnie bez fajerwerków, ale ciepło i miło.

"Odcienie honoru" traktują nie tylko o ranach, jakie pozostały na ciele i duszy u Rainiera oraz Surreal po Domu Strachu, ale również o pewnych koniecznych zmianach w sprawowaniu rządów nad Eyrieńczykami przez Lucivara. Świetne opowiadanie, pokazuje tym razem o wiele więcej natury tego walecznego ludu, a także historię Ebon Rih. Podobał mi się w tym opku nie tylko, jak zwykle, Lucivar, ale z ulgą ujrzałam takiego Daemona, jakiego najbardziej uwielbiam. Pogodzonego ze sobą samym oraz własną, czasem nieco sadystyczną, naturą.
Spoiler:

To, że został nazwany przez istoty z piekła Wielkim Lordem wielce mnie nie zaskoczyło. Któż inny miałby być spadkobiercą tego tytułu po Seatanie?



"Rodzina" wiedziałam, że opisuje losy Sylvii oraz Seatana, ale nie spodziewałam się tak dynamicznej opowieści. Trochę smutne, a jednocześnie wzruszające. Jak to wielokrotnie było powtarzane w tym opowiadaniu - wszystko ma swoją cenę.
Spoiler:

Podobała mi się decyzja Jaenelle co do sprawowania władzy jako Królowa. Mądrze powiedziała, że nie da się wyzbyć własnej natury, a poza tym czymś jednak musi się zajmować.



I w końcu "Córka Wielkiego Lorda". Tytuł jest dość wieloznaczny, jak się zdążycie przekonać. Cóż mogę napisać o tym opowiadaniu, o niektórych rzeczach niechcący dowiedziałam się zanim je przeczytałam, ale to i tak nie wpłynęło na przyjemność z lektury. Było takie, jakie miałam nadzieję, że będzie. Wzruszające, smutne, a jednocześnie cudownie zamykające całą serię związaną z losami rodziny SaDiablo.
Spoiler:

W ogóle nie miałam problemu z tym, że Surreal została żoną Sadiego. To moja ulubiona postać kobieca, a poza tym jej osobowość i znajomość charakteru Daemona czynią z niej prawdziwą towarzyszkę. To oczywiste, że jego największą miłością pozostanie Czarownica, ale miło, że w końcu zrozumiał, że to nie grzech kochać w inny sposób również kogoś innego. Podobało mi się też, jak Jaenelle za życia oraz po śmierci delikatnie nimi pokierowała, dawała rady.



hlukaszuk napisał/a:
Co do 3 i 4 rozdziału mam mieszane uczucia. Zarazem jestem szczęśliwa, że się im wszystkim udało, a zarazem mam niesmak, że tego szczęścia było za dużo.


Spoiler:

Może i im się udało, ale jakim kosztem? Sylvia umarła i nie dane jej było być świadkiem dorastania przez swoje dzieci. Znalazła swoje miejsce przy Seatanie oraz w Piekle, ale zanikło między nimi odczuwanie fizycznie własnych ciał. Takie wielkie szczęście, ale nie bez poważnych wybojów.

Co do Daemona, to chyba nie ma co wyjaśniać. Facet do momentu zrozumienia, że na swój sposób również kocha Surreal, a także pojawienia się córki, czuł jakby był martwy. Kiedyś musiało się to stać, Jaenelle pochodziła przecież z rasy krótkożyjącej.



No i to by było na tyle :-(
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-01-20, 18:07   

No i przeczytałam pierwszym tom. Szczerze powiedziawszy to zabrałam się za niego na zasadzie "no to zobaczymy!", tak z przekory gdyż Sophie pisała mi, że mnie się raczej książka nie spodoba. I cóż. Pierwsze dwie części pierwszego tomu to była jakaś masakra. Chyba źle ze mną, bo nie za bardzo ogarniałam o co tam kaman. Autorka postanowiła okryć wszystko takim całunem tajemnicy, ze chyba aż za bardzo. Same niedopowiedzenia i weź się tu człowieku domyślaj. Jak mniemam miało to być zachętą do czytania i wejścia w świat, ale na mnie osobiście podziałało wręcz odwrotnie, męczyło i to mocno. A i sam tłumacz chyba się nie popisał, gdyż w niektórych momentach było dość niezrozumiale, ale raczej z winy przekładu. Nie wspominając już o nieścisłościach, gdzie np. nagle ciasto orzechowe zamieniało się w orzechowe ciasteczka. Ale jakoś przetrzymałam i od części trzeciej tomu pierwszego nawet mnie wciągnęło.
Co do świata przedstawionego i narzekań nań, że zbyt brutalny czy wręcz chory. Cóż, jakoś nie odniosłam takiego wrażenia. Ot autorka postanowiła odwrócić role i w jej świecie panuje matriarchat. Nie znalazłam tam nic, coby było jakieś burzące i wykraczało poza granice dobrego smaku. Choć z drugiej strony, nie wiem czy posiadam taki moduł w oprogramowaniu jak dobry smak. Co prawda niektóre elementy były dość brutalne, no ale, toż napis na okładce ostrzega. Ale mniemam, że gdyby sytuacja była standardowa, to faceci wiedli prym, rządzili wszystkim, mieli swoje niewolnice dla przyjemności to książka/seria wzbudzałaby mniej emocji.
Co do głównych bohaterów. Cóż, nie mogłam się pozbyć z głowy porównywania ich do postaci z sagi o wiedźminie - Jeanelle to taka Ciri, Deamon to Geralt, Seatan to ktos na miejsce Yenn, a Surreal to taka Triss. Nawet Kelpie była, w postaci konika zwanego Demonem. Wiem, wiem. Trochę przekombinowane, no ale nic nie poradzę :-P
Tak więc, nawet mnie się podobało, wbrew temu co pisał nasz Kot, i sięgnę po kolejne części.

Czarownica: Ale przekorna jesteś :-)

WereWolf: :mrgreen:

Sophie: W takim razie cieszę się, że nie miałam racji. :-)
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org