Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Czarne Kamienie
Autor Wiadomość
Kitikejt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-11-24, 20:18   

O tak, tłumaczenie - zwłaszcza pierwszych dwóch tomów jest koszmarne. Od zmian w stylistyce począwszy na przekłamaniu niektórych treści skończywszy. Pierwszy tom, trudny w odbiorze z racji poruszanych tematów i samego przedstawienia świata, "dzięki" tłumaczom i błędom wydawniczym stał się praktycznie nieczytelny w polskiej wersji językowej. Żeby dojść do tego, o co na prawdę chodzi w 1 tomie, trzeba przeczytać pozostałe dwa - wtedy dopiero można mówiąc o zrozumieniu czy też o "wciągnięciu" w Świat Krwawych. Na szczęście od trzeciego tomu, wydawnictwo zmieniło tłumacza i reszta jest już dużo lepszej jakości.


Co do ostatniej części, to przeczytałam ją już jakiś czas temu i bardzo byłam zawiedziona rozwiązaniem jakie wybrała autorka. Odniosłam wrażenie, że Pani Bishop chciała na siłę zakończyć serię. Nie lubię takich "chwytów", co nie zmienia faktu, że popłakałam się przy tej okazji jak głupia ;-)
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2011-11-24, 20:22   

Ja niestety przeczytałam, jakie opowiadania wchodzą w skład "Świtu..." no i załamka :-( ale tak jak pisałam, przeczytam i zobaczę, jak autorka sobie z tym poradziła.
Ze wszystkich części najbardziej podoba mi się chyba 2 tom, mimo tego, że nie było tam Deamona, którego naprawdę lubię. W tej części Jeanelle zbierała swój dwór i dużo zostało poświęcone kwestii Krewniaków, gdzieś od połowy książki niemożliwe było już oderwanie się od niej :) a przynajmniej ja tak miałam.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-01-31, 06:51   

Może ktoś chce się pobawić. :-P

http://qfant.pl/index.php...ag&tag=konkursy

Pierwszy konkurs do dziś. Następne co jeden dzień.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Anne 
Junior Admin
Cesarzowa zła :D


Dołączyła: 30 Paź 2009
Posty: 781
Skąd: Raccoon City
Wysłany: 2012-01-31, 08:03   

Wczoraj skończyła czytać "Świt Zmierzchu". Z jednej strony ciesze się, że autorka potrafiła zakończyć serię a z drugiej jest mi smutno, że to już koniec.
Czy polecam wam książkę? Oczywiście, że tak. Fani zawiedzeni nie będą a co więcej podobnie jak ja mogą uznać ten tom za jeden z lepszych zaraz po oryginalnej trylogii.
Wiem, że wiele osób obawia się ostatniego opowiadania. Ja na niego oczekiwałam i nie zawiodłam się. Jest to słodko gorzkie zakończenie które bardzo mi się spodobało.
Zdecydowanie polecam tę książkę.
_________________
Nothing is true. Everything is permitted.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-12, 11:03   

Fanki Czarnych Kamienie lepiej niech tego nie czytają.
Skończyłam tom drugi, niestety minęło trochę za dużo czasu odkąd czytałam tom pierwszy i z początku nie mogłam się odnaleźć, w trakcie czytania dokopywałam się do wspomnień o wydarzeniach z Córki Krwawych, więc później poszło już łatwiej. Mam wrażenie, że poprzedni tom był lepszy (choć mogę się mylić, za dużo czasu minęło). Dziedziczka cieni w zasadzie mnie nie zainteresowała, chociaż autorka stworzyła ciekawy świat. Niestety wyeliminowała w tym tomie niemal całkowicie postać, która nadawała smaczku, a Lucivar nie zdołał sam tego nadrobić.
Jeanelle mnie irytowała, ona po prostu jest sobie sprzeczna, jakiś rodzaj rozdwojenia i rozchwiania osobowości. Nie przekonało mnie to, była naginana do sytuacji. A to oddanie, jakie charakteryzowało wszystkich, którzy ją spotkali było co najmniej meczące, sztuczne. I wprowadziło przewidywalność. Denerwowała mnie też Hekatah i Dorotea. Chyba po prostu nie lubię wrednych bab, tak bardzo łasych na władzę.
Co do samej akcji to zabrakło mi mocnego akcentu, jakiegoś punktu kulminacyjnego, czegoś, co by się wyróżniło. Akcja się ciągnęła, przeskakiwała przez lata, były drobne kłopoty, które (bo jakby inaczej) szybko rozwiązano. Natomiast zakończenie zdecydowanie zbyt słodkie, zbyt piękne, zbyt łatwe.
Poza tym dalej nie wiem po czym rozpoznają, że ktoś będzie Królową? Jeśli było to napisane, to tego nie zauważyłam.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-02-12, 14:36   

Czyatj dalej Sophie - trzeci tom jest zdecydowanie ciekawszy ,
Spoiler:

a i Twoja ulubiona postać powraca


Nie zniechęcaj sie tym drugim tomem. A jeszcze nastepne, gdzie sa nowi bohaterowie, też sa dobre. Mnie bardzo podobały sie trzy ostatnie tomy.

Sophie: Przeczytam, przeczytam (ostatnie zdanie "Dziedziczki..." mnie przekonało :-P ).
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-04-19, 06:52   

Również przeczytałam Świt Zmierzchu. Dwa pierwsze rozdziały to rewelacja. Wiedziałam, że muszę pożegnać się (bo to ostania część serii) z bohaterami i te rozdziały mi to zapewniły. Czytałam je bardzo powoli, powstrzymując się od szybkiego przeczytania, wręcz dawkując kawałkami. Co do 3 i 4 rozdziału mam mieszane uczucia. Zarazem jestem szczęśliwa, że się im wszystkim udało, a zarazem mam niesmak, że tego szczęścia było za dużo. To dziwne uczucie, coś jak kochać i nienawidzić jednocześnie. Cieszę się, że autorce udało się zakończyć cykl, choć na upartego można go pisać w nieskończoność. Długowieczność daje wile możliwości.

Ponadto ostatni tom skłania do refleksji nad całą serią. Odnoszę wrażenie, że wydawca nie przesadził ze stwierdzeniem, że to książka dla dorosłych. Nie kierował się jednak takimi przemyśleniami jak ja tylko drastycznymi scenami. Ja kocham ten serię za wile rzeczy, ale przed wszystkim za dialogi, które miały podteksty i głębsze dno, którego młody czytelnik mógł nie dostrzec.
Już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam całą serie jeszcze raz, tom za tomem, jednym ciągiem.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-05-09, 19:47   

Skończyłam Królową ciemności. Od czytania poprzedniego tomu minęły dopiero trzy miesiące, a ja już nie pamiętam praktycznie niczego, co tam się wydarzyło. Tylko tyle, ile zostało wspomniane w trzecim tomie.

Dziedziczkę cieni czytałam na tyle dawno, że wielokrotnie nie umiałam sobie przypomnieć wielu spraw. Na przykład tego, czy były odpowiedzi na zagadnienia, które zaraz poruszę. Nawet jeśli były, tu też powinny być. Chciałabym się dowiedzieć konkretów o Sieciach, o królestwach, o otchłani, pierścieniach i wielu innych rzeczach, których w tej chwili przypomnieć sobie nie potrafię. Zabrakło mi tego. Język jest niejasny, niby jest coś napisane, ale krąży się wokół tematu, nie utrafiając w sedno. Pewnie, weź się Czytelniku domyśl, bo autorka nie raczyła tego wyjaśnić. W końcu Czytelnik nie jest wszechwiedzący, coby wiedział, co się czai w główce autorki, więc potrzebuje czegoś tak pospolitego jak wyjaśnienie. Może się domyślać tego co nie zostało opisane, ale na Bora jedynego, to konkrety są ważne. Mieć pewność a tylko się domyślać to różnica.

Największą wadą tej książki jest nielogiczność wielokrotnie powodowana przez pchanie bohaterów na silę w akcje. Skoro pani Bishop nie ma pomysłu na książkę, który będzie się trzymał kupy, to niech jej nie pisze.
Spoiler:

Po pierwsze, czy to nie jest oczywiste, że Hekatah i Dorothea knują? Już w poprzednich tomach dawały im popalić. Nawet zakładając, że w poprzednich tomach nie było nic, za co można by je zabić, to w tym tomie od pierwszych stron mają powód. Ale nie, niech sobie babska żyją. Po co zdusić problem w zarodku? Po co pokrzyżować im plany zanim nie będzie za późno i nie będzie już innej drogi (swoją drogą nie wierzę, by to, co zostało wykonane, było jedynym wyjściem. Oczywiście, że były, tylko że mniej destrukcyjne.)? Po co przeciwdziałać? Lepiej usiąść na tyłku i czekać aż nie będzie wyboru. Bo przecież nasze działania absolutnie nic nie dadzą. Przyszłość jest już postanowiona, ludzkie działania nic nie znaczą, nie mają sił, by zmienić przyszłość, wszystko jest postanowione. Czarna Wdowa widziała przyszłość, nie ma bata, tak właśnie będzie. Więc najlepiej siądźmy na tyłku i nie róbmy absolutnie nic. Ach, no tak, trzeba pchać bohaterów na siłę w tę całą akcję. Po co wykorzystać najlogiczniejsze rozwiązania? W końcu show must go on.

Po drugie, Jaenelle jest taka potężna, taka zajebista, taka boska, potrafi przewidzieć przyszłość, potrafi zatrzymać słońce dla wybranych istot, tak by inne tego nie odczuły (co oczywiście samo w sobie jest absurdem), ale nie może znaleźć jednego jedynego faceta (czyt. Daemona), który nawet się specjalnie nie ukrywa. Dorothea i Hekatah są w stanie odszukać kogoś swoimi kanałami w kilka dni/tygodni, a cały dwór Jaenelle jest wstanie tego zrobić w kilka lat. (Pozostaje jeszcze możliwość, że go aż tak dokładnie nie szukali. :roll: Ktoś jest na dworze bardzo nie lubiany…) Pomyśleć wystarczy! Zwykli szpiedzy by sobie poradzili, a ta jakże zajebista Jaenelle nie potrafi?

Perfidny plan Dorothei i Hekatah mnie powalił. Myślą sobie: „wyślemy grupę ludzi w dzicz pod pozorem osiedlenia, a potem w owej dziczy ich wymordujemy, a konkretnie zrobi to za nas jakiś Haylleńczyk i Eyrieńczyk. Ale nie wszystkich, zostawimy kilku przy życiu, żeby mogli uciec i rozgłosić wieść, iż Haylleńczyk i Eyrieńczyk wymordowali grupę ludzi. Społeczeństwo z pewnością uzna, że zbrodni tej dokonali wspólnie Daemon i Lucivar. A wtedy ta dwójka zginie. Mwahahahaha!” Widzicie jaki to cudowny, błyskotliwy plan? Ja też nie. Wystarczy się chwilę zastanowić: niby dlaczego oni? Społeczeństwo jest na tyle tępe, by nie zdawać sobie sprawy, że poza Daemonem są inni Haylleńczycy, a poza Lucivarem inny Eyrieńczycy? Głupim, żałosnym planom mówimy stanowcze NIE.



Jaenelle to upośledzone psychicznie dziecko, nie dwudziestoparoletnia kobieta, ale dziecko. Osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline – na bank (Osobowość borderline charakteryzują m.in. wahania nastroju, napady intensywnego gniewu, niestabilny obraz siebie, niestabilne i naznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne, silny lęk przed odrzuceniem i gorączkowe wysiłki mające na celu uniknięcie odrzucenia.)
Spoiler:

Swoją drogą, kojarzycie moment, gdy dowiedziała się o ‘porwaniu’ Lucivara i Saetana? Zamiast zadziałać cokolwiek, biedulka przez dwie godziny siedzi gapiąc się w punkt i nie robiąc absolutnie NIC.

Jaenelle jest niestabilna emocjonalnie, nie potrafi nad sobą panować i jak niby ta dziewczyna ma rządzić? Ach, no tak, prawda, zupełnie zapomniałam. Królowe nie rządzą, one jedynie pławią się w swojej zajebistości, odwiedzają przyjaciółeczki, skazują na śmierć i chędożą Faworyta lub/i wszystkich mężczyzn wokoło. Nie przypominam sobie nawet jednej sceny, w której którakolwiek królowa wykonywała jakiekolwiek obowiązki, które królowa powinna wykonywać (czyt. rządzić). One wykonują tylko czynności, które pośrednio lub bezpośrednio doprowadzą do sprawienia im przyjemności.

Nie trudno zgadnąć, że Jaenelle mnie irytowała. Nie to, że nie doceniam sposobu, w jaki została skonstruowana, że nie zdaję sobie sprawy, iż jest to świetnie wykreowana postać, osoba z psychicznymi problemami, z nadwyżką mocy, z bagażem wspomnień, z trudnym dzieciństwem. Chodzi o to, że przy swojej świetnej konstrukcji jest też osóbką denerwującą. W ogóle wszystkie kobiety występujące z tej książki (może z wyjątkiem dwóch czy trzech, które trzymają poziom. Takie Marian i Surreal na przykład.) są mniej lub bardziej irytujące.

Zauważyliście, jaka ta książka jest, hm, filmowa? Te pytania zawieszane w powietrzu w ostatnich słowach podrozdziałów, te podniosłe wypowiedzi, ta tajemniczość, ta pokazówa. Ach, co za film. Mam przed oczami właśnie taką scenę: zawieszenie głosu tuż po rzuceniu bardzo tajemniczej/szokującej wypowiedzi, w tle pełna napięcia cisza, a osoba, która wypowiedziała owe słowa ma typowy dla takich scen wyraz twarzy, spogląda w dal ze skupieniem na obliczu.

Od wykonywania gestu zwanego face palm bolała mnie twarz. Serio. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak by mi się zdarzyło. Poza tym mdliło mnie deczko od tej całej słodkości i służalczości.

Spoiler:

Ach, zapomniałam jeszcze o tym fragmencie. Daemon musi dać Jaenelle 72 godziny. I mnie zastanawia dlaczego, do cholery, gdy już dotarł na miejsce, gdy miał Hekatah i Dorotheę na wyciągnięcie ręki, nie zabił ich, tych dwóch i ich służalczych obrońców? I później też? Był wystarczająco potężny, nawet bardziej niż wystarczająco. Wyraźnie zostało zaznaczone, że ich zabicie nic nie da, nie powstrzyma wojny, nie wywoła jej bezpośrednio. A z tego wynika, że bez obaw można je zabić, odbić więźniów, spokojnie przetransportować ich w bezpieczne miejsce, a wydarzenia i tak zostaną bez zmian (co łączy się z teorią, że ludzkie czyny nic nie znaczą i nie są w stanie zmienić przyszłości, którą Wdowa przewidziała). Obyłoby się bez tego całego przedstawienia, bez ranienia najbliższych i całej tej szopki z morderstwami i okrucieństwami. No ale logiczne rozwiązania są złe, niedobre.



Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Bardzo podobała mi się scena z pijanymi chłopcami, trunek zwala z nóg. Była świetna. :-P Pomysł na świat też jest całkiem niezły, przydałoby mu się jednak lepsze wykonanie, konkretnie lepsze opisy. Mimo całego mojego narzekania poza początkowym kryzysem, czytało mi się całkiem nieźle i przyjemnie. Podoba mi się, że zakończenie jest zakończeniem i nie czuję konieczności sięgnięcia po kolejny tom. Może sięgnę, może nie, zastanowię się jeszcze.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-05-10, 06:50   

Sophie napisał/a:
Podoba mi się, że zakończenie jest zakończeniem i nie czuję konieczności sięgnięcia po kolejny tom. Może sięgnę, może nie, zastanowię się jeszcze.


W następnych tomach znajdziesz wyjaśnienia tego co tak bulwersowało cię na początku czyli

Sophie napisał/a:
Chciałabym się dowiedzieć konkretów o Sieciach, o królestwach, o otchłani, pierścieniach i wielu innych rzeczach, których w tej chwili przypomnieć sobie nie potrafię.


a ponadto wyjaśnienie dlaczego bohaterowie postępowali tak jak postępowali i co to znaczy rządzić i być królową.

Nie mogłaś zrozumieć Janelle bo traktowałaś ją powierzchownie. Widziałaś to co widzieli inni patrząc na nią, a przecież jesteś poniekąd krewniakiem Sophie i powinnaś widzieć głębiej. :-P

Każda książka ma tyle samo przeciwników co zwolenników. To co dla Ciebie było wadą dla mnie było zaletą. Widocznie patrzyłam na to z innego punktu widzenia.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
  
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-05-10, 08:49   

Moja odpowiedź na Twoje zarzuty, Sophie, odnośnie logiki w fabule oraz w postępowaniach bohaterów zabrzmi bardzo słabo... a to dlatego, że nie jestem w stanie do wielu z nich się odnieść. Uznajmy, że na pewno wrócę do tej rozmowy po przejrzeniu ponownie Trylogii, bo dalsze części już pamiętam lepiej. No ale co tu się dziwić - czytałam ją jakieś 3 lata temu i niektóre szczegóły, o których piszesz zwyczajnie mi już umykają.

A do tej pory do tego, co pamiętam :-P
Spoiler:

Sophie napisał/a:
Ach, zapomniałam jeszcze o tym fragmencie. Daemon musi dać Jaenelle 72 godziny. I mnie zastanawia dlaczego, do cholery, gdy już dotarł na miejsce, gdy miał Hekatah i Dorotheę na wyciągnięcie ręki, nie zabił ich, tych dwóch i ich służalczych obrońców? I później też? Był wystarczająco potężny, nawet bardziej niż wystarczająco. Wyraźnie zostało zaznaczone, że ich zabicie nic nie da, nie powstrzyma wojny, nie wywoła jej bezpośrednio. A z tego wynika, że bez obaw można je zabić, odbić więźniów, spokojnie przetransportować ich w bezpieczne miejsce, a wydarzenia i tak zostaną bez zmian (co łączy się z teorią, że ludzkie czyny nic nie znaczą i nie są w stanie zmienić przyszłości, którą Wdowa przewidziała).

72 godziny - tyle czasu trwała inicjacja Jaenelle, jej ofiara kiedy stawała się królową i otrzymała hebanowy kamień. Tyle czasu też zajęło jej w tym przypadku zebranie swojej pełnej mocy. Zatrzymała wcześniej słońce dla pewnych istot - jasne, było to zajebiste, nieco nieprawdopodobne, ale w mojej opinii różni się od tego, czego miała dokonać na końcu. Celem było usunięcie z Krwawych skazy, oczyszczenie, a tym samym wpłynięcie na magię wszystkich ludzi i innych istot z jakimkolwiek jej zalążkiem. I nie tylko tych żyjących. Jej działania miały przecież wpływ na wszystkie poziomy - martwych czy też potępionych również. Właściwie to na cały świat we wszelkich jego wymiarach.
Co do zabicia Hekatah i Dorothei, aby odbić zakładników to muszę zerknąć do książki i sobie to przemyśleć.


Spoiler:

Sophie napisał/a:
Swoją drogą, kojarzycie moment, gdy dowiedziała się o ‘porwaniu’ Lucivara i Saetana? Zamiast zadziałać cokolwiek, biedulka przez dwie godziny siedzi gapiąc się w punkt i nie robiąc absolutnie NIC.

Albo układa w głowie plan.



Spoiler:

Sophie napisał/a:
Po drugie, Jaenelle jest taka potężna, taka zajebista, taka boska, potrafi przewidzieć przyszłość, potrafi zatrzymać słońce dla wybranych istot, tak by inne tego nie odczuły (co oczywiście samo w sobie jest absurdem), ale nie może znaleźć jednego jedynego faceta (czyt. Daemona), który nawet się specjalnie nie ukrywa. Dorothea i Hekatah są w stanie odszukać kogoś swoimi kanałami w kilka dni/tygodni, a cały dwór Jaenelle jest wstanie tego zrobić w kilka lat. (Pozostaje jeszcze możliwość, że go aż tak dokładnie nie szukali. Ktoś jest na dworze bardzo nie lubiany…) Pomyśleć wystarczy! Zwykli szpiedzy by sobie poradzili, a ta jakże zajebista Jaenelle nie potrafi?

Relacje Jaenelle i Deamona są w ogóle na początku dziwne. On przecież uważa, że ją skrzywdził i jest niepewny jej uczuć wobec niego. Ona na niego czeka, ale jak dalsze wydarzenia pokazują - jest go równie niepewna. Jest także Królową, zna jego przeszłość i nie chciała go do niczego przymuszać. Czytając to odniosłam wrażenie, że Jaenelle w głębi ducha chciała, aby to on ją odnalazł, aby to on do niej przyszedł, dzięki czemu nie musiałaby go do siebie "ściągać".



Sophie napisał/a:
Jaenelle to upośledzone psychicznie dziecko, nie dwudziestoparoletnia kobieta, ale dziecko. Osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline – na bank (Osobowość borderline charakteryzują m.in. wahania nastroju, napady intensywnego gniewu, niestabilny obraz siebie, niestabilne i naznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne, silny lęk przed odrzuceniem i gorączkowe wysiłki mające na celu uniknięcie odrzucenia.)

Przyznaję, że Jaenelle nie jest może moją ulubioną postacią żeńską - jest nią Surreal - ale zgadzam się, co do rozchwiania i napadów gniewu czy zmiennych humorów. I - uwielbiam to ;-) Jest tak potężna, a przy tym tak nieidealna, chociaż nie nazwałabym jej oczywiście upośledzonym dzieckiem :) Jak napisała hlu, trzeba sięgnąć głębiej. Nie zapominajmy też, kim tak naprawdę jest Jaenelle.
Spoiler:

A jest ona ucieleśnieniem legendarnej Czarownicy, Królowej wszystkich Krwawych. Czymś w rodzaju naczynia dla istoty, która się zrodziła z marzeń Krwawych, głównie Krewniaków. Są chwile, kiedy bohaterowie piszą wprost, że w danej chwili mają do czynienia z Czarownicą. Jej zachowanie się zmienia. Staje się Królową, która potrafi być bezwględna gdy trzeba nawet dla przyjaciół. A więc owszem, Jaenelle jest rozchwiana, ponieważ istnieją w niej dwie osoby. Ona sama ze swoimi marzeniami o normalności oraz Czarownica, która ma przynieść zmiany dla świata Krwawych.



Sophie napisał/a:
Zauważyliście, jaka ta książka jest, hm, filmowa? Te pytania zawieszane w powietrzu w ostatnich słowach podrozdziałów, te podniosłe wypowiedzi, ta tajemniczość, ta pokazówa. Ach, co za film. Mam przed oczami właśnie taką scenę: zawieszenie głosu tuż po rzuceniu bardzo tajemniczej/szokującej wypowiedzi, w tle pełna napięcia cisza, a osoba, która wypowiedziała owe słowa ma typowy dla takich scen wyraz twarzy, spogląda w dal ze skupieniem na obliczu.

Od wykonywania gestu zwanego face palm bolała mnie twarz. Serio. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak by mi się zdarzyło. Poza tym mdliło mnie deczko od tej całej słodkości i służalczości.

Służalczość wobec Królowych - takie są założenia tego świata. Matriarchat do potęgi. Bo czym są właściwie Królowe? A przynajmniej, czym miały być w założeniu? Władczyniami, strażniczkami magii, ochroną dla królestwa i jego siłą, wokół której skupiają się ich poddani - mężczyźni i wojownicy, którzy jak nigdzie indziej dosłownie są gotowi na najgorsze dla swoich Pań. Na tym opiera się ten system. Służalczość jest wpisana w temat ;-)

Podniosłe wypowiedzi, filmowość tych książek - tak, zauważyliśmy. Przy wielu scenach gdzieś tam w mojej głowie wibrowało słowo patos, patos, ale wiesz co? Te sceny na mnie działały, wzruszały lub wywoływały gniew. Kiwałam głową ze zrozumieniem na słowa bohaterów. W pewnym wydaniu podniosłość mnie irytuje, w dobry sposób ujęta - chwyta. Myślę, że to jest już uczucie nie do osiągnięcia, jeśli od początku nie zauroczył Cię ten brutalny świat, nie wciągnęła historia i nie pokochałaś bohaterów ze wszystkimi ich rozchwianiami.

hlukaszuk napisał/a:
a ponadto wyjaśnienie dlaczego bohaterowie postępowanie tak jak postępowanie i co to znaczy rządzić i być królową.

Hlu dobrze prawi ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-05-10, 12:50   

hlukaszuk napisał/a:
Nie mogłaś zrozumieć Janelle bo traktowałaś ją powierzchownie. Widziałaś to co widzieli inni patrząc na nią, a przecież jesteś poniekąd krewniakiem Sophie i powinnaś widzieć głębiej. :-P
Nie chodzi o to, że jej nie doceniam. Wiem, że to świetna postać, ale i tak mnie irytowała. Napisałam zresztą o tym w poście. Chociaż jest postęp, ponieważ mam wrażenie, że mniej niż w poprzednich tomach (z tego co pamiętam przynajmniej).
Spoiler:

Oksa napisał/a:
72 godziny - tyle czasu trwała inicjacja Jaenelle, jej ofiara kiedy stawała się królową i otrzymała hebanowy kamień. Tyle czasu też zajęło jej w tym przypadku zebranie swojej pełnej mocy. Zatrzymała wcześniej słońce dla pewnych istot - jasne, było to zajebiste, nieco nieprawdopodobne, ale w mojej opinii różni się od tego, czego miała dokonać na końcu. Celem było usunięcie z Krwawych skazy, oczyszczenie, a tym samym wpłynięcie na magię wszystkich ludzi i innych istot z jakimkolwiek jej zalążkiem. I nie tylko tych żyjących. Jej działania miały przecież wpływ na wszystkie poziomy - martwych czy też potępionych również. Właściwie to na cały świat we wszelkich jego wymiarach.
Co do zabicia Hekatah i Dorothei, aby odbić zakładników to muszę zerknąć do książki i sobie to przemyśleć.
Wiem po co zbierała i dlaczego tak długo - do tego nie mam zastrzeżeń. Pomysł ciekawy, może troszkę zbyt demonstracyjny, ale zważywszy na to, że miał to być koniec trylogii, dobry. O, a teraz to mi do głowy wpadło: skoro zlikwidowali skazę to, z kim lub czym zaczną się użerać w kontynuacji? Chyba się jednak nie obejdzie bez kolejnych tomów.
hlukaszuk napisał/a:
W następnych tomach znajdziesz wyjaśnienia tego co tak bulwersowało cię na początku
I z tego powodu również.
W tym fragmencie komentarze chodziło mi o to, że Jaenelle może zbierać sobie tę moc, niech i siedzi nad tym tydzień, ale nie było przeciwwskazań, żeby Daemon odbił swą familię. W ten sposób żaden z zakładników ani Daemon nie musieliby cierpieć. Istnieje też możliwość, że Jaenelle chciała się pozbyć Daemona na czas jakiś, coby nie dowiedział się, co ona knuje. To też jest jakieś wyjaśnienie.


Spoiler:

Oksa napisał/a:
Sophie napisał/a:
Swoją drogą, kojarzycie moment, gdy dowiedziała się o ‘porwaniu’ Lucivara i Saetana? Zamiast zadziałać cokolwiek, biedulka przez dwie godziny siedzi gapiąc się w punkt i nie robiąc absolutnie NIC.

Albo układa w głowie plan.
Po ocknięciu zapytała Daemona "Co się teraz stanie?", więc niekoniecznie go układała. Ale przyjmijmy, że masz rację - mogła się zastanawiać nad powodami uprowadzenia i rozwiązaniami. Nie wiem jednak, czy potrzeba aż dwóch godzin, by obmyślić plan "zabij [złych] i odbij [dobrych]" (bo przecież taki by wystarczył). Tak, tak, wiem, ona nie lubi zabijać. Ale mogłaby to wykonać i bez zabijania. Daemon tym bardziej, zwłaszcza patrząc na zabezpieczenia "obozu" Dorothei i Hekatah.


Spoiler:

Oksa napisał/a:
Relacje Jaenelle i Deamona są w ogóle na początku dziwne. On przecież uważa, że ją skrzywdził i jest niepewny jej uczuć wobec niego. Ona na niego czeka, ale jak dalsze wydarzenia pokazują - jest go równie niepewna. Jest także Królową, zna jego przeszłość i nie chciała go do niczego przymuszać. Czytając to odniosłam wrażenie, że Jaenelle w głębi ducha chciała, aby to on ją odnalazł, aby to on do niej przyszedł, dzięki czemu nie musiałaby go do siebie "ściągać".
Pewnie masz rację i pewnie tak właśnie sobie autorka to umyśliła. I napiszę Ci, że nawet mnie przekonałaś, choć preferowałabym bardziej stanowcze działania.

Oksa napisał/a:
Przyznaję, że Jaenelle nie jest może moją ulubioną postacią żeńską - jest nią Surreal
Całkowicie się zgadzam - Surreal jest najlepsza. :-D
Oksa napisał/a:
Służalczość wobec Królowych - takie są założenia tego świata. Matriarchat do potęgi. Bo czym są właściwie Królowe? A przynajmniej, czym miały być w założeniu? Władczyniami, strażniczkami magii, ochroną dla królestwa i jego siłą, wokół której skupiają się ich poddani - mężczyźni i wojownicy, którzy jak nigdzie indziej dosłownie są gotowi na najgorsze dla swoich Pań. Na tym opiera się ten system. Służalczość jest wpisana w temat ;-)
Rozumiem, ale niekoniecznie musi mi się to podobać. Ze służalczością nie było tak źle, za to te słodkości... Na szczęście nie był to stan permanentny.
Cytat:
Każda książka ma tyle samo przeciwników co zwolenników. To co dla Ciebie było wadą dla mnie było zaletą. Widocznie patrzyłam na to z innego punktu widzenia.
Z każdą książką chyba tak jest. Każdy wszystko inaczej może odebrać. Przynajmniej nie jest nudno. ;-)

Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. To już będzie raczej zwykłe czepianie, ale chcę wyrazić moje rozczarowanie.
Spoiler:

W ostatniej scenie, kiedy Daemon przyjeżdża wreszcie do Jaenelle, Ladvarian ostrzega Daemona, że Jaenelle się zmieniła z wyglądu na gorsze. I Daemon już, już wchodzi do namiotu Jaenelle. Rzuca jednak tylko jedno spojrzenie i zszokowany się wycofuje. Ba, nawet mu się żołądek kurczy. Ja w tym momencie zaczęłam sobie wyobrażać niewidomo co, może że Jaenelle ma rękę w miejscu nosa albo chociaż brak policzka lub strasznie szramy. Na to przygotowywały mnie opisy i dialogi. A się okazuje, że ona tylko strasznie wychodzona. Może się mylę, ale reakcja była trochę zbyt przesadzona w porównaniu ze szkodami. Sama scena jednak była ładna, wzruszająco i podobała mi się. Całe zakończenie zresztą mi się podobało.


Minął dzień od przeczytania, odreagowałam w komentarzu i teraz tak właściwie myślę o tej książce w kategoriach "naprawdę dobra".
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-05-10, 13:26   

Sophie napisał/a:
Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. To już będzie raczej zwykłe czepianie, ale chcę wyrazić moje rozczarowanie.
Spoiler:



W ostatniej scenie, kiedy Daemon przyjeżdża wreszcie do Jaenelle, Ladvarian ostrzega Daemona, że Jaenelle się zmieniła z wyglądu na gorsze. I Daemon już, już wchodzi do namiotu Jaenelle. Żuca jednak tylko jedno spojrzenie i zszokowany się wycofuje. Ba, nawet mu się żołądek kurczy. Ja w tym momencie zaczęłam sobie wyobrażać niewidomo co, może że Jaenelle ma rękę w miejscu nosa albo chociaż brak policzka lub strasznie szramy. Na to przygotowywały mnie opisy i dialogi. A się okazuje, że ona tylko strasznie wychodzona. Może się mylę, ale reakcja była trochę zbyt przesadzona w porównaniu ze szkodami. Sama scena jednak była ładna, wzruszająco i podobała mi się. Całe zak



Spoiler:

Lucivarowi chodziło o to, że Janele wygląda gorzej niż anorektyczka i nie wiadomo czy przeżyje - wyjdzie z tego. Przynajmniej ja to tak odebrałam. Deamon cofnął się nie dlatego, że odrzuciło go od wyglądu, ale dlatego, że zdał sobie sprawę co on oznacza.Nie pamiętam już wiele szczegółów z pierwszych tomów, ale ten tak. I w zasadzie nie szczegół a raczej wrażenia mu towarzyszące.

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-06-09, 19:45   

"Serce Kaeleer" już za mną. Książka zawiera trzy opowiadania (plus jedno, które jest wstępem, ale którego oceniać nie będę). O ile pierwsze dwa niezaprzeczalne mi się podobały (ba, trudno mi było się od nich oderwać), to opowiadanie ostatnie wzbudziło u mnie mieszane uczucia.
"Książę Ebon Rih" podobał mi się z powodu postaci, które tam wystąpiły - Lucivara i Marian. Uwielbiam naturę Eyrieńczyków, tę bezpośredniość, nieowijanie w bawełnę. Gdy ta dwójka zaczynała się kłócić i sprzeczać, zdarzały się najlepsze fragmenty opowiadania. Ich charaktery to mieszanka wybuchowa, którą tak uwielbiam. Ona z jednej strony delikatna, a z drugiej rzuciła w niego garnkiem. Gdy do tego doszła jeszcze odpowiedź Lucivara na ten atak... Świetne, wielokrotnie się śmiałam przy lekturze tego opowiadanka. Bawiłam się dobrze do tego stopnia, że na twarzy prawie cały czas miałam wielki uśmiech - moja mama nawet zaczęła na mnie dziwnie patrzeć. A i tak w ogóle, to wydawało mi się, że już czytałam niektóre z tych scen w którejś z powieści (nie rozumiem więc, dlaczego opowiadanie jest opisane jako dziejące się po "Dziedziczce Cieni", a nie w jej trakcie).
"Zuulaman" to smutna, wzruszająca historia z życia Saetana. Napiszę tylko, że była naprawdę ciekawa i wciągająca.
Ostatnie opowiadania - "Serce Kaeleer" - jak już wspomniałam, wzbudziło u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony było w jakimś stopniu urokliwe, z drugiej jednak powróciło w nim to, co tak bardzo irytowało mnie w trylogii. Prawdopodobnie chodzi też o to, że Daemon i Jaenelle mnie denerwują. To ich niezdecydowanie w jakimś sensie, te podchody, nadmierna ostrożność (tak jakby nikt nigdy nie słyszał słowa "wybaczenie"). Przecież facet jest jej od raczej długiego czasu i zaszli w swej znajomości hen daleko, a ona ma wątpliwości. To jakieś podlotki, które nie potrafią mówić? Wystarczyła zwykła rozmowa - 5 minut nawet! Ale oni widocznie wolą zamiast tego, dusić się w domysłach, niedopowiedzeniach. Dobra, dobra, wiem, taka natura Haylleńczyków - wolą na około niż bezpośrednio do celu. Denerwował mnie jeszcze pomysł autorki na "te złe" - laska, która chce dostać JEGO, likwidując tę drugą, którą ON się interesuje. O ile Roxie, która pojawia się też w "Księciu Ebon Rih", przeszła gładko, bezproblemowo i w gruncie rzeczy była zaletą w "KER", to szlag mnie trafiał z Lektrą. Chore psychicznie, obsesyjne, prześladowcze coś. A na zakończenie było jak na mój gust zbyt ckliwie - dobre na koniec serii, ale nie na koniec książki z cyklu.
Nie wiem, czy zauważyliście, co się zadziało na okładce, ale jak przed chwilą zauważyłam. Otóż panienka z okładki ma dorysowane w paincie tipsy. A właściwie jednego tipsa na kciuku - rozbroiło mnie to. Poza tym przemilczę sztuczność ciała i stroju panienki z okładki.
Zastanawia mnie, czy kolejny tom to też opowiadania, czy może już zwyczajna powieść. Nie musicie odpowiadać, niedługo się przekonam, ponieważ już zamówiłam książkę w bibliotece. Z chęcią przeczytam owy następny tom, ponieważ mam wrażenie że poziom książek się pojawił, być może chodzi też o tłumaczenie - czytanie idzie mi dużo łatwiej, a nie opornie jak to było wcześniej.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-06-27, 20:00   

Przyznaję, ale nie ciesz się za bardzo :-P że tu się z Tobą zgadzam. Opowiadanie Zuulman było dość wstrząsające, ale jednocześnie tak smutne i wzruszające.
Mam słabość do Deamona, a jednak gdzieś tam w głowie mi kołacze, że charakter Lucivara zwyczajnie bardziej odpowiada mojemu. Zresztą pod tym, o czym pisałaś:
Sophie napisał/a:
Uwielbiam naturę Eyrieńczyków, tę bezpośredniość, nieowijanie w bawełnę. Gdy ta dwójka zaczynała się kłócić i sprzeczać, zdarzały się najlepsze fragmenty opowiadania. Ich charaktery to mieszanka wybuchowa, którą tak uwielbiam. Ona z jednej strony delikatna, a z drugiej rzuciła w niego garnkiem.

podpisuję się wszystkimi kończynami :)

Serce Kealer było dla mnie również wzruszające, szczególnie początek, a później zrobiło się niestety tak, jak piszesz. Wątek ten nie należy do moich ulubionych, a właściwie uważam go za najsłabszy. Miałam wrażenie, że Bishop na siłę tu akurat chce pokazać tę wielką i niebezpieczną miłość Deamona i Jaenelle stawiając na ich drodze totalnego żeńskiego pustaka, który w swojej obsesji i ślepocie nie widzi z kim zadziera. Czyli, heloł, Czarny Wdowiec i Książę Wojowników, do jasnej ciasnej. Chociażby ze względu na niego, jeśli nie chciała uwierzyć w siłę Jaenelle.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-06-27, 20:15   

"Splątane sieci" za mną. I zaskoczę Was - naprawdę mi się podobało. Oczywiście były elementy, które zgrzytały i irytowały, ale ogólnie rzecz biorąc była to bardzo przyjemna lektura. I ciekawa. Zdarzyło się, rzecz jasna, kilka mdląco-słodkich fragmentów oraz parę tych ignorujących zdrowy rozsądek, pozbawionych jako takiej realności czy momentów, gdzie bohaterom brakowało realnego rozeznania sytuacji. Ale! Fakty te rekompensowała interesująca akcja i pomysł oraz świetni bohaterowie - Lucivar, Marian i Surreal, a także Saetan. Wyjątkowo nie irytowali mnie Deamon i Jaenelle - w każdym razie nie aż tak często (przypominając sobie ilość denerwujących sytuacji z poprzednich części, można rzecz, że tutaj nie było ich w ogóle). Podobał mi się humor, który gdzieniegdzie się pojawiał, a książkę czytało się
miło i szybko.
Spoiler:

Przykład tak apropo ignorowania zdrowego rozsądku: jacy idioci, wiedząc, że idzie pomoc, i to bardzo niebezpieczna (dla innych) pomoc, wychodzą z pomieszczenia (w domu pełnym niebezpieczeństw), gdzie mogli czuć się jako tako bezpieczni, ponieważ pułapek tam nie znaleźli, a spędzili już tam ładnych kilka godzin, i lezą nie wiadomo gdzie, żeby spotkać się z ową pomocą, która do nich przybyła? No, kto tak robi? Przecież to oczywiste, że dużo łatwiej nadziać się na zagrożenie, gdy się poruszają niż gdy siedzą na dupie w bezpiecznym miejscu.


Oksa napisał/a:
Czyli, heloł, Czarny Wdowiec i Książę Wojowników, do jasnej ciasnej.
O tym, że Daemon jest Czarnym Wdowcem wie tylko rodzina, ale oczywiste jest raczej, że z Sadystą pogrywać nie warto. W tym tomie zresztą to samo...
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org