Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Inni
Autor Wiadomość
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-11-06, 11:01   Inni



1# Pisane szkarłatem

Seria: INNI
Premiera: 25/09/2013
Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 560

Opis:

Nikt nie potrafi tworzyć tak sugestywnych światów jak Anne Bishop, autorka bestsellerowej sagi fantasy Czarne Kamienie. Z przyjemnością oddajemy w Państwa ręce pierwszy tom jej nowej serii, należącej do nurtu miejskiego fantasy. Tym razem świat Bishop zaludniają dziwne, niesamowite stworzenia nazywane Innymi – są wśród nich między innymi wampiry i zmiennokształtni. To oni władają Ziemią, a na dodatek żywią się ludźmi.

Meg Corbyn jest jasnowidzącą szczególnego rodzaju – widzi przyszłość, jeśli rozetnie sobie skórę i pojawi się krew. Ten dar jest dla niej jednak przekleństwem, gdyż znajduje się w mocy Kontrolera, człowieka, który pragnie mieć stały dostęp do wizji Meg. Postanawia więc uciec, a jedynym bezpiecznym dla niej miejscem okazuje się Dziedziniec w Lakeside – dzielnica handlowa opanowana przez Innych.

Simon Wolfgard, zmiennokształtny, niechętnie zatrudnia Meg na stanowisku łącznika z ludźmi. Od pierwszej chwili wyczuwa, że dziewczyna coś ukrywa, poza tym jej zapach jest inny niż zapach ludzkiej zwierzyny. Jednak instynkt nakazuje mu dać jej tę pracę. Kiedy już pozna prawdę i dowie się, że Meg jest ścigana przez rząd, będzie musiał zdecydować, czy jest warta rozpętania wojny między ludźmi a Innymi.


Moja opinia: Jest taka możliwość, że wypaliłam się jako czytelniczka wszystkiego, co wychodzi spod pióra Anne Bishop.

Po raz kolejny mamy do czynienia z niesamowicie dopracowaną konstrukcją świata, w którym może i natykamy się na istoty doskonale znane z innych pozycji – jak zmiennokształtni czy wampiry – ale Bishop potrafi tak wstrząsnąć utartymi schematami, że spokojnie wychodzi jej coś choć odrobinę nowatorskiego. W tym aspekcie zdobyła ona moje głębokie uznanie, ponieważ podoba mi się w uniwersum Innych dosłownie wszystko. Jak to, że niepodważalnie władający ziemią terra indigena mają się kogo bać nawet wśród własnych szeregów, a pewne rasy są tak tajemnicze, że stanowią zagadkę nie tylko dla ludzi, ale również dla pozostałych Innych. Szczególnie to drugie daje fabularnie spore pole do popisu dla pisarza. Jedno natomiast wie każdy człowiek – dla nich wszystkich jest jedynie mięsem (dosłownie), myślącą małpą, która od czasu do czasu potrafi przysłużyć się interesom pierwotnych mieszkańców Namidy. Autorka jak zwykle nie waha się przed napisaniem mocnych i brutalnych scen, a jej drapieżcy to żadne Troskliwe Misie, lecz prawdziwie bezwzględni zabójcy, nie poświęcający cennego czasu na moralne rozterki nad własnymi działaniami. A to oznacza latające wnętrzności, proszę państwa, oraz brak zahamowania przed zastosowaniem ostatecznych środków. I oto właśnie do takiego miejsca, w sam środek tego siedliska zła wszelkiego/domu Innych, trafia Meg Corbyn.

Meg jest osobą, która potrafi zobaczyć przyszłość za każdym razem, kiedy jej skóra zostanie nacięta. Jest także, co stwierdzam z przykrością, nijaką protagonistką. Niech już sobie będzie uprzejma, dobra i łagodna aż do bólu, gdyby tylko została obdarowana jakąś wyrazistą cechą, charakterystyczną tylko dla niej oraz wyróżniającą ją spośród innych bohaterek. A tak jest w niej po trochu wszystkiego, a całość pokryta została lukrem słodkości, delikatnej ciapowatości i bezinteresownego serca. Brr. Simon Wilcza Straż, przywódca Innych w Lakeside wypada lepiej, ale w podobny, bezfajerwerkowy sposób, więc to wciąż za mało, aby przywiązać mnie do nich. Zupełnie inaczej stoją sprawy z drugoplanowymi postaciami. Tess, Vlad, Nyx, Wrony oraz Żywioły bardzo szybko wzbudzili we mnie sympatię, a pozostali, choć nie wyróżnieni z imienia, tworzyli porządny element „wyposażenia” tego świata, żadne tam kukiełki bez ładu i składu.

O negatywnych postaciach można powiedzieć już o wiele mniej, ponieważ, poza niewyróżniającymi się osobnikami, najwięcej wglądu mamy w proces myślowy jednej persony. Doceniam to, że Bishop pokazuje nam jej charakter oraz impulsy, które prowadzą ją do takich, a nie innych działań, lecz coraz bardziej dochodzę do wniosku, że autorka przedstawiając w swoich książkach historię z punktu widzenia takiego bohatera odbiera całości ogromną dozę zaskoczenia. Nie oznacza to, że wszystkie karty zostają odkryte, gdzieś tam wciąż pozostaje niejeden wróg na wolności, ale tu i teraz, w najbliższym otoczeniu Meg, na jej niekorzyść działa ktoś, kogo zarówno osobowość, jak i zamiary, poznajemy dość wnikliwie. Prowadzi to do tego, że końcowe wydarzenia, teoretycznie najbardziej bogate w zwroty akcji, nie przynoszą ze sobą wielkiego wow.

Poza tym, nie wiem, czemu Bishop tak się upiera, żeby tworzyć takie jednoznacznie złe postacie. Mają taki zestaw cech, że nie da się ich nie lubić i tak jest zawsze. Myślę, że autorka operuje tutaj zbyt prostymi emocjami czytelnika – postać ma wzbudzać niechęć, a kiedy dostaje za swoje, to ma to wywołać swoiste poczucie sprawiedliwości. Nawet jeśli taka osoba jest całkiem inteligentna - a tutaj tak było, bo potrafiła nieźle namieszać - to musi wyłamać się z tłumu głupim przekonaniem, że w starciu z niewyobrażalnie niebezpieczną istotą tego świata, akurat ona przy całym swoim sprycie i inteligencji wyjdzie z tego cało i do tego z korzyściami. Brną i brną do przodu, nie patrząc, że na ich szyjach coraz bardziej zaciska się pętla.

Wspominałam o przewidującym zakończeniu, lecz spokojnie, ponieważ nie powoduje odruchu ziewania. I tu ukazuje się kolejna, niemal diabelska zdolność autorki – jej styl pisania. Sceny są tak poprowadzone, że wciągają czytającego na tyle mocno, by gorączkowo przerzucał stronę za stroną i niechętnie się od niej odrywał. Cofając się teraz do wcześniejszej zawartości książki – po dobrnięciu do połowy stwierdziłam z konsternacją, że jest ona nudna. Powieść można było spokojnie odchudzić, ponieważ w tak spokojnym rytmie w pewnym momencie pierdoły typu zakup nowego legowiska dla Wilka zaczynają urastać do miana niemalże istotnego zwrotu w akcji. Poza nielicznymi wyjątkami, brakowało sytuacji wywołujących uczucie prawdziwego zagrożenia. Niby Meg mieszkała w bardzo niebezpiecznej dzielnicy Innych, ale każdy problem czy groźba, które napotykała na swojej drodze, szybko zamieniały się w ciepłe sceny/zawiązanie przyjaźni/sojuszu/nieudaną próbę zamachowo-porwaniową. I to całe nadskakiwanie Meg, zwracanie uwagi na najmniejsze zachwianie jej dobrego humoru, dbanie, żeby była szczęśliwa... Nie jest to nic, czego nie widziałam u Bishop wcześniej, ale serio, chyba jestem już wypalona, skoro mdli mnie na taki poziom słodyczy.

Ale najlepsze w tym wszystkim jest to, że i tak czytałam ją jak szalona oraz wracałam do niej, gdy tylko miałam taką możliwość. Magia Anne Bishop, mówię Wam.

„Pisane szkarłatem” jest dziwną książką. A mam tu na myśli moje pokrętne odczucia w stosunku do niej. Niby za mało emocjonująca, ale przez jej ponad pięćset stron przemknęłam w rekordowym czasie. Niby bohaterowie strasznie typowi dla Bishop, ale losy większości z nich zaciekawiły mnie (szczególnie tych umiejscowionych na dalszym planie. Szczerze mówiąc, to trudno jest mi jednoznacznie ją polecić albo odradzić. Jeśli ktoś, jak ja, już przy poprzednich jej powieściach kręcił nosem na powtarzalność pewnych wzorców, to może poczuć się zawiedziony. Znowu przeglądałam opinie zarówno u nas, jak i na goodreads i jest tam masa maksymalnych ocen. Także nie wiem, chyba lepiej samemu się przekonać. Mnie osobiście rozczarowało, że w swojej nowej powieści Bishop sięgnęła po swoje po i bezpieczne schematy w kreacji bohaterów oraz w budowaniu relacji pomiędzy nimi. Moim światem tym razem autorka nie zawojowała, ale zaraz po przeczytaniu ostatniego rozdziału wiedziałam, że na pewno sięgnę po kontynuację. Może to dziwne, ale jakoś w jej przypadku nie umiem się powstrzymać.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-11-27, 08:58   

Pisane Szkarłatem urzekło mnie od pierwszych stron książki, a wszystko dzięki szczegółowo dopracowanej konstrukcji świata. Oksa ujęła to doskonale, więc nie będę się powtarzać. Zastanowiło mnie jedno - Żywioły (te 4 podstawowe i piąta, bardzo przypominały mi te z Sagi Ludzi Lodu). Przecież nie mogą żyć na innych Dziedzińcach, co więc sprawiło, że wybrały Lakeside, który przez to przypomina mi matecznik. Inni strasznie mi się podobają, i znów zgodzę się z Oksą, że Bishop potrafi zmienić schematy i stworzyć coś nowatorskiego, jak również nie boi się pisać brutalnych scen, co nadaje książce nastój grozy, nieustannego lęku, że w każdej chwili może dojść do masakry. Ciągle cisną mi się na usta słowa podoba się, ale co zrobić, skoro to prawda. Inni całe życie ewoluują, ale to człowiek sprawił, że zmiana osiągnęła większy zasięg. Dziedzińce są tego przykładem, a ten w Lakeside jest nawet nowatorski. Ponadto niektórzy z Innych pod konie książki zamiast mówić, że wszyscy ludzie są małpami zaczynają podświadomie używać słów - niektórzy z małp. Mamy wiec postęp i to dzięki głównej bohaterce Meg Corbyn. W stosunku do osób, które wychowywały się w zamkniętych ośrodkach, bez dostępu do wiedzy i braku kontaktu ze światem, mam sentyment. Nie jestem w stanie nigdy ocenić ich obiektywnie. Zawsze będą wzbudzać w mnie pozytywne uczucia. Może Bishop o tym wie i dlatego liczy, że czytelnik na jej "nijakość", przymknie oko, bo jaka ma być wychowana w takim a nie innym środowisku bohaterka. Dlatego też mój obiektywizm idzie na spacer i uważam, że nijakość, słodkość i naiwność Meg jest tu w porządku. Musi taka być by równoważyć Innych. Jest katalizatorem, wyzwalaczem zmian. Ma pokazać czytelnikowi, że Inni też mają uczucia, a zarazem zwieść czytelnika na temat uczuć Innych. A może widzę to czego nie ma?
Postacie drugoplanowe są super. Tu zgadzam się z Oksą. Mało kto przykłada do nich taką wagę. Bez ich wyrazistych charakterów książka straciłaby swój klimat. I nie jest ich kilku, a cała gama. Zarówno Innych jak i ludzi. Naprawdę sporo nietuzinkowych postaci.
Oksa napisał/a:
Mnie osobiście rozczarowało, że w swojej nowej powieści Bishop sięgnęła po swoje po i bezpieczne schematy w kreacji bohaterów oraz w budowaniu relacji pomiędzy nimi. Moim światem tym razem autorka nie zawojowała, ale zaraz po przeczytaniu ostatniego rozdziału wiedziałam, że na pewno sięgnę po kontynuację. Może to dziwne, ale jakoś w jej przypadku nie umiem się powstrzymać.

A ja się cieszę, że mnie nic nie rozczarowało, może troszeczkę relacja Meg z Simonem, ale w tym tomie mogła być. Na niej opiera się poniekąd konstrukcja fabuły. Martwi mnie jedynie ciąg dalszy ich relacji w następnych częściach, bo nie sądzę żeby mi się spodobał, ale pożyjemy, zobaczymy.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2014-02-07, 18:40   

„Pisane szkarłatem” przeczytane. I podobało mi się – Bishop to jednak Bishop. Nie są to może Kamienie czy Efemera, ale i tak warto przeczytać – poza tym czyta się ekspresowo i przede wszystkim bardzo przyjemnie. Wciąga jak cholerka.

Mnie również przypadł do gustu świat wykreowany przez autorkę – niby zwykły, ale przy tym niezwykły. Mimo wszystko po pani Bishop spodziewałam się nieco bardziej oryginalnego konceptu – po prostu autorka wysoko sobie postawiła poprzeczkę. Pomysł na „Pisane szkarłatem” jest dobry i ciekawy, ale zmiennokształtni już wielokrotnie się to tu, to tam pojawili – może nie w takiej formie, ale już byli. Ale to nie istotne – nie mam zamiaru narzekać na pomysł, gdyż raczej nie ma ku temu powodów.

Sama historia jest jak najbardziej interesująca i bardzo wciągająca – trudno mi było się oderwać na dłużej niż kilka minut (do tego stopnia, że np. nie zjadłam dziś obiadu :-) ), a gdy byłam tuż przed finałem zaczęłam warczeć na przerywających lekturę domowników. A tego zazwyczaj, rzecz jasna, nie robię – co te książki z człowiekiem robią… :-P

Bohaterowie również są ciekawi – przede wszystkim mam tu na myśli pomysł na ich umiejętności i historię. Bardzo podobało mi się niezrozumienie ze strony Simona, które pokazywało, że choć wygląda jak człowiek (pomijając okresy bujnego owłosienia i zmian gabarytów), to wcale nim nie jest. Podobnie sytuacja wyglądała z Meg i jej próbami dopasowania obrazów i połączenia ich w całość, a także cała sprawa z Samem i jego… niedyspozycją oraz powrotem do siebie, które przypadły mi go gustu. To naprawdę ciekawy pomysł i cieszę się, że autorka się nim zajęła (choć jak napisałam, myślałam, że będzie to coś bardziej wymyślnego).

Jest jednak rzecz, która mnie uwiera już od jakiegoś czasu – autorka ponownie wykorzystuje ten sam schemat, tu nieco od niego odchodzi i jest on zdecydowanie mniej widoczny, ale nadal tam siedzi. Niemniej widać podstęp i nie jest to skóra żywcem zdarta z Kamieni czy Efemery. Po krótkim namyśle znalazłam jeszcze jedną taką rzecz – otóż uwiera mnie jeszcze okładka. Jest, powiedziałabym, raczej odpychająca i niekoniecznie zachęca do sięgnięcia po „Pisane szkarłatem” (tytuł za to jest cudowny) – nieco lepsze są okładki do zagranicznego wydania klik i klik.

Po powyższym może to dziwnie zabrzmi, ale zgadzam się ze wszystkim, co napisała Oksa. Też wychwyciłam te wady, które zostały wymienione, ale mnie one wcale nie przeszkadzały. W czasie czytania nie obchodziła mnie żadna z nich, dopiero po skończeniu lektury dopuściłam do siebie myśli o niedoróbkach, jednak nie przeszkadzają mi one na tyle, bym się odwróciła od tej pozycji tudzież źle ją oceniła. Widocznie ja się jeszcze nie wypaliłam. ;-)

Podsumowując – podobało mi się, ciekawe, szalenie wciągające z interesującymi pomysłami. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu – dobrze, że ukaże się już (a z drugiej strony dopiero) w maju. No ale jak na fakt, że oryginał zostanie wydany w marcu, nasza sytuacja jest naprawdę dobra (jak dobrze, że Initium to nie Fabryka). Polecam.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-03-20, 14:07   

Wydawnictwo zapowiadało wydanie drugiego tomu na maj i oto jest


Morderstwo wron. Tom 2.

Premiera 21.05.2014



Zdobywszy zaufanie terra indigena zamieszkujących Dziedziniec w Lakeside, Meg Corbyn stara się żyć według ich zasad. Jest człowiekiem, więc powinni ją traktować jak zwierzynę, ale jako cassandra sangue posiada dar wieszczenia przyszłości, który czyni ją kimś wyjątkowym.

Gdy na ulicach pojawiają się dwa nowe narkotyki, dochodzi do coraz częstszych konfliktów ludzi z Innymi. Ich rezultatem są ofiary po obu stronach, dlatego gdy Meg śni o krwi i czarnych piórach na śniegu, Simon Wilcza Straż – zmiennokształtny przywódca Dziedzińca w Lakeside – zastanawia się, czy jej sen dotyczył przeszłych ataków, czy tych, które dopiero nastąpią.

Meg zaczyna coraz częściej odczuwać potrzebę wieszczenia, a tymczasem Inni i nieliczni ludzie, którzy żyją wśród nich, muszą wspólnie pokonać człowieka usiłującego odebrać im wieszczkę krwi – a także powstrzymać niebezpieczeństwo, które grozi zagładą.

Ponadto na forum romansów paranormalnych ukazała się notka iż:


Anne Bishop na facebooku napisała, że trzeci tom będzie się nazywał "Vision in silver" i zostanie wydany w Marcu 2015
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1703
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2014-05-15, 18:42   

Pierwszy tom za mną i chętnie sięgnę po drugi. Co do twórczości Bishop nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia, gdyż za mną jedynie dwa tomy Kamieni, więc trudno mi też porównywać "Pisane szkarłatem" do innych jej dzieł. ale tym, co na pewno rzuca się w oczy, jest fakt, iż pierwszy tom Innych jest o wiele, hmmm..., łagodniejszy od tego, na co czytelnik trafia w Kamieniach. Dzięki czemu bez problemu może trafić zarówno do tego starszego, jak i młodszego odbiorcy.
Sama kreacja świata, w którym żyją bohaterowie, to tak naprawdę nic nadzwyczajnego, ot świat bardzo podobny do naszego, w którym to jednak ludzie nie są stroną dominującą, a jedynie ziemie i bogactwa w niej skryte zostały im użyczone przez Innych, rdzennych mieszkańców planety, gdyż taki mieli kaprys. Jednak, mimo tej, jak by się wydawało, zwykłości, Bishop udało się stworzyć historię, która przyciąga i nie pozwala na dłużej oderwać się od stron książki. Całość czyta się naprawdę szybko, a wydarzenia trzymają w napięciu, trudno tu o nudę. Lecz owa historia ma również swoje wady, a tym, co najbardziej mnie raziło, było to, że autorka narzuciła jednak, przynajmniej w moim odczuciu, czytelnikowi, których bohaterów na darzyć sympatią, a którzy są tymi złym. I, ze nawet Inni, którzy z założenia mieli być tymi złymi, bo przecież ludzie to dla nich tylko małpy, mięso, które w każdej chwili można zdmuchnąć z tego świata, okazali się ciut za... milusi, a nawet ludzcy. Choć pada parę trupów, to jednak zabrakło mi tej ich drapieżności, o której było tyle gadania. Najbardziej spodobały mi się Żywioły i Kucyki. Wilki dostały raczej dość klasyczny wygląd, kreacja wampirów była novum, jednak to wspomniane wcześniej istoty, są tymi wg mniej najciekawszymi.
Teraz pozostało czekać na drugi tom.

A! I bym zapomniała. Nie mam nic do facetów z brodą. Nie mam nic do facetów z zarostem. Ale ten nierówny wąsik, jaki nosi gościu na okładce (że to niby Simon ma być?) normalnie sprawił, ze mi się śniadanie zaczęło podnosić. Bleeeh!
_________________
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2014-06-29, 18:37   

Właśnie skończyłam „Morderstwo wron”. Książka ta leżała na widoku przez całą sesję i więcej, mówiąc „napisz wszystkie egzaminy i mnie przeczytasz, jeszcze tylko trochę”. Zatem gdy wróciłam do domu, pierwszą książką, po którą sięgnęłam, była właśnie nowa powieść Anne Bishop. I teraz mam problem, ponieważ powinnam chyba była z nią nieco poczekać, gdyż teraz nie jestem pewna, czy to, jak ją odebrałam, było winą książki czy moją. Nie chodzi o to, że mi się nie podobało, gdyż to nieprawda. „Morderstwo wron” pochłonęłam w mniej niż dwa dni; książka wciągnęła mnie na tyle, że z zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów i trudno mi się było oderwać. Jednak czegoś mi zabrakło, czegoś małego i trudnego do uchwycenia, a z drugiej strony może mi się tylko wydaje.

Tak czy inaczej książka mi się podobała – była ciekawa, wciągająca, czasem zabawna, ale nie idiotyczna, a przede wszystkim świat w niej przedstawiony był przemyślany i pełny – największą zaletą Anne Bishop jest właśnie zdolność do stworzenia niesamowitego uniwersum, które przyciąga uwagę, zaciekawia i sprawia, że chce się o nim wiedzieć więcej, poczytać jeszcze jedną historię w nim osadzoną. A gdy dodać to tego ciekawych bohaterów, jakimi zdecydowanie są Meg, Simon oraz pozostali terra indigena, otrzymujemy coś bardzo przyjemnego w odbiorze.

W porównaniu ze światem zarysowanym w „Pisane szkarłatem”, ten nie wydaje się już taki podobny do „naszej” rzeczywistości, widać, jak wiele autorka zmieniła, jak wiele dodała od siebie. Dziedzińce, miasta podległe terra indigena, tereny interioru, zasady rządzące światem, gatunki w nim żyjące, cechy charakterów owych istot, znaczące różnice między ludźmi a tubylcami ziemi, Intiuci oraz oczywiście cassandra sangue. Całkiem tego sporo i chociaż widać wyraźne zapożyczenia, zostało to wszystko jeszcze przez autorkę pozmieniane, przez co – przynajmniej mnie – nie kojarzyło się to już tak, jak wcześniej.

Oczywiście autorka nie uniknęła kilku typowych dla siebie zagrań, czyli czarny charakter musi być czarny i niech się nie waży być szary, a główna bohaterka musi być wyjątkowa i musi zaskarbić sobie sympatię wszystkich dookoła.

Krótko mówiąc, „Morderstwo wron” to bardzo dobra, interesująca powieść. Szkoda jedynie, że na kolejny tom trzeba będzie tyle czekać.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-07-08, 12:48   

Sophie napisał/a:
Nie chodzi o to, że mi się nie podobało, gdyż to nieprawda. „Morderstwo wron” pochłonęłam w mniej niż dwa dni; książka wciągnęła mnie na tyle, że z zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów i trudno mi się było oderwać. Jednak czegoś mi zabrakło, czegoś małego i trudnego do uchwycenia, a z drugiej strony może mi się tylko wydaje.


Mam nadzieję, że tylko Ci się wydaje, bo ja nie odniosłam takiego wrażenia. Może panuje lekki "rozgardiasz". Poznajemy terra indigena nie tylko oczami Meg i to może jest ta nieuchwytna różnica. Autorka nie skupia się tylko na problemie Meg, ale całej masie bohaterów nie tylko pierwszoplanowych. W zasadzie Meg spada już na dalszy plan, a uwagę przyciąga mnogość postaci, w których można się "zgubić". ;-) Bynajmniej nie oznacza to spadku jakości bohaterów.

Sophie napisał/a:
Tak czy inaczej książka mi się podobała – była ciekawa, wciągająca, czasem zabawna, ale nie idiotyczna, a przede wszystkim świat w niej przedstawiony był przemyślany i pełny – największą zaletą Anne Bishop jest właśnie zdolność do stworzenia niesamowitego uniwersum, które przyciąga uwagę, zaciekawia i sprawia, że chce się o nim wiedzieć więcej, poczytać jeszcze jedną historię w nim osadzoną.


Uniwersum jest świetne. Kiedy myślisz, że już niczego nie da się wymyślić Bishop cię zaskoczy. Podoba mi się wprowadzenie Intuitów i to skąd wywodzą się cassandra sangue. Ponadto, kiedy czytałam o opowieści Simona na temat starej wieszczki, którą spotkał w młodości od razu przyszło mi coś takiego na myśl:
Spoiler:

Rozwiązanie, żeby Meg się zestarzała. Musi poznać uczucie miłości do mężczyzny. To da jej siłę. To dzięki temu tamta kobieta żyła tak długo. Nie wiem czy mam rację, ale takie skojarzenie mnie nawiedziło.



Sophie napisał/a:
Oczywiście autorka nie uniknęła kilku typowych dla siebie zagrań, czyli czarny charakter musi być czarny i niech się nie waży być szary, a główna bohaterka musi być wyjątkowa i musi zaskarbić sobie sympatię wszystkich dookoła.


Jakoś mi to nie przeszkadza. Niektóre gatunki fantasy np. hero już tak mają. Nie można tego przedawkować, ale w odpowiednich ilościach się sprawdza.

Sophie napisał/a:
Krótko mówiąc, „Morderstwo wron” to bardzo dobra, interesująca powieść. Szkoda jedynie, że na kolejny tom trzeba będzie tyle czekać.


Podpisuję się pod tym obiema rękami. :-D
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-07-09, 20:04   

Mi oba tomy bardzo się podobały. Nie chciało mi się zastanawiać czy stylistyka jest dobra, czy bohaterowie przedstawienie właściwie, czy akcja jest szybka czy powolna. Po prostu spodobała mi się całość i książki wręcz pochłonęłam. Widocznie książki tej autorki coś w sobie mają :-)
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-09-22, 21:06   

Jeśli ktoś nie będzie mógł się w marcu 2015 roku doczekać kontynuacji, to bardzo proszę, będzie wydana kolejna część z tą jakże wdzięczną okładką. :-P



Opis:
Spoiler:

The Others freed the cassandra sangue to protect the blood prophets from exploitation, not realizing their actions would have dire consequences. Now the fragile seers are in greater danger than ever before—both from their own weaknesses and from those who seek to control their divinations for wicked purposes. In desperate need of answers, Simon Wolfgard, a shape-shifter leader among the Others, has no choice but to enlist blood prophet Meg Corbyn’s help, regardless of the risks she faces by aiding him.

Meg is still deep in the throes of her addiction to the euphoria she feels when she cuts and speaks prophecy. She knows each slice of her blade tempts death. But Others and humans alike need answers, and her visions may be Simon’s only hope of ending the conflict.

For the shadows of war are deepening across the Atlantik, and the prejudice of a fanatic faction is threatening to bring the battle right to Meg and Simon’s doorstep…

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1434
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-09-22, 22:36   

Okej, okej, wiem że to takie lekko głupkawe, ale zauważyliście, że kolor włosów Meg zmienia się równo z opisem w książce? To pierwsza rzecz, jaka wpadła mi w oko, kiedy spojrzałam na okładkę. ^v^

Poza tym jestem ciekawa ile będzie razem tomów. Pierwszy mnie zachwycił, w drugim już trochę wiedziałam czego się spodziewać... co będzie z następnymi?
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2014-09-23, 11:22   

Cytat:
Okej, okej, wiem że to takie lekko głupkawe, ale zauważyliście, że kolor włosów Meg zmienia się równo z opisem w książce? To pierwsza rzecz, jaka wpadła mi w oko, kiedy spojrzałam na okładkę. ^v^
Serio? Mnie wygląda na to, że wszystkie fryzury są takie same... Jedyne, co się zmienia, to długość włosów i ilość czerwonych pasemek pomiędzy pierwszym tomem a kolejnymi. Pisane szkarłatem, Morderstwo Wron, Vision in Silver.
Mam nadzieję, że wydawnictwo wyda ten tom tak szybko jak poprzedni i, że już w maju będziemy mogli cieszyć oko polskim wydaniem na półeczce.
Blair napisał/a:
Poza tym jestem ciekawa ile będzie razem tomów.
Według Goodreads ma być ich pięć.

Na stronie znalazłam ciekawostkę dotycząca dni tygodnia na Thaisii. Są one następujące: Earthday, Moonsday, Sunsday, Windsday, Thaisday, Firesday, Watersday. W polskiej wersji chyba w ogóle nie były wspominane ich nazwy.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2014-09-29, 19:28   

Na razie przeczytałam pierwsze dwa tomy i jestem zachwycona. Tak mocno się wciągnęłam w akcję, że nie zwracałam na nic innego uwagi. Zaskoczyło mnie, że pierwszy tom książki to zaledwie kilka tygodni życia bohaterów... A ja miałam wrażenie, że to wręcz miesiące.

To moje pierwsze spotkanie z panią Bishop. Mam na półce Czarne Kamienie, ale jakoś nie mogę się za nie zabrać.
Mam też 4 tomy cyklu Efemera i chyba na nie się skuszę, zanim doczekam sie trzeciego tomu Innych.

Sophie: Kamienie lepsze od Efemery. :-)

AISA: Ja też się pod tym podpisuję, Kamienie po prostu wymiatają. :D I też z niecierpliwością czekam na 3 tom Innych
_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2015-03-06, 20:34   

SREBRZYSTE WIZJE
INNI, Tom III


Premiera: 5 czerwiec 2015




Inni uwolnili więzione przez ludzi cassandra sangue, nie zdając sobie sprawy z tego, jak poważne konsekwencje będzie to miało dla wieszczek. Tym delikatnym istotom grozi teraz podwójne niebezpieczeństwo – ze strony ludzi, którzy dla swoich niecnych celów chcą kontrolować ich przepowiednie, ale też ze strony ich samych. W tej sytuacji Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny przywódca Innych, zmuszony jest prosić o pomoc Meg Corbyn, wystawiając ją na wielkie ryzyko.

Meg nadal walczy z uzależnieniem od euforii, która pojawia się przy wygłaszaniu przepowiedni. Wie, że za każdym razem, gdy sięga po brzytwę, igra ze śmiercią, jednak jej wizje są dla Simona jedyną szansą na rozwiązanie konfliktu. Wrogowie Innych za Atlantikiem rosną w siłę, a działania fanatycznego ruchu w Thaisii zaczynają zagrażać Dziedzińcowi.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
attra 
Wielbiciel Ciemności


Dołączyła: 27 Mar 2013
Posty: 99
Wysłany: 2015-03-06, 21:07   

Srebrzyste wizje. Tom 3 serii INNI
tłumaczenie Monika Wyrwas-Wiśniewska
tytuł oryginału Vision in Silver
data wydania5 czerwca 2015

Opis:

Inni uwolnili więzione przez ludzi cassandra sangue, nie zdając sobie sprawy z tego, jak poważne konsekwencje będzie to miało dla wieszczek. Tym delikatnym istotom grozi teraz podwójne niebezpieczeństwo – ze strony ludzi, którzy dla swoich niecnych celów chcą kontrolować ich przepowiednie, ale też ze strony ich samych. W tej sytuacji Simon Wilcza Straż, zmiennokształtny przywódca Innych, zmuszony jest prosić o pomoc Meg Corbyn, wystawiając ją na wielkie ryzyko.
Meg nadal walczy z uzależnieniem od euforii, która pojawia się przy wygłaszaniu przepowiedni. Wie, że za każdym razem, gdy sięga po brzytwę, igra ze śmiercią, jednak jej wizje są dla Simona jedyną szansą na rozwiązanie konfliktu. Wrogowie Innych za Atlantikiem rosną w siłę, a działania fanatycznego ruchu w Thaisii zaczynają zagrażać Dziedzińcowi.



Moja opinia:

Trzeci tom serii INNI pani Bishop jak najbardziej spełnił moje oczekiwania.
Długo czekałam na ten tom i jestem z niego bardzo zadowolona.
Akcja toczy się szybko, spójnie. Wciąga i nie sposób się oderwać.
Do starych postaci dołączają nowe. Ten tom nie koncentruje się tylko na Meg, ale pojawiają się inne wieszczki krwi uratowane przez Innych.
Wrogowie Innych stają się coraz bardziej zuchwali, pewne tajemnice zostają odkryte.
Pewne decyzje podjęte.
Bardzo delikatnie i subtelnie jest pokazane uczucie łączące Meg i Simona.
Nie dominuje fabuły lecz jest bardzo delikatnym do niej dodatkiem.
Anne Bishop stworzyła barwny świat, fascynujące stworzenia a do tego dodała trochę "brutalnej szczerości" Innych jeśli chodzi o traktowanie wrogów. Bez mrugnięcia okiem likwidują zagrożenie i każdego kto je wywołuje.
Jest napięcie, jest humor, jest trochę smutku.
Ale przede wszystkim jest świetnie wykreowany świat i postacie, których nie sposób nie polubić.
Z niecierpliwością będę czekać na kolejne tomy.

371233-352x500.jpg
Plik ściągnięto 19 raz(y) 90 KB

_________________
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2015-06-18, 20:33   

Od przeczytania „Morderstwa Wron” minął rok. Długi rok. Już kilka miesięcy temu nie wytrzymałam i przeczytałam pierwszy rozdział „Srebrzystych wizji” zamieszczony na stronie autorki, a potem jeszcze pierwszy rozdział zamieszczony przez polskiego wydawcę. Ale w końcu, po tak długim czasie, i sesji, która jeszcze bardziej to odwlekła, udało się sięgnąć po całą książkę.

I powiem tak: nie do końca mnie porwało, choć z całą pewnością było bardzo wciągająco i interesująco.

Wczoraj zaczęłam, dziś skończyłam – zatem czyta się równie szybko jak wszystko, co wychodzi spod pióra Anne Bishop. Było także bardzo ciekawie, pomysły autorka ma niesamowite i z całą pewnością bardzo dobrze prowadzi i urozmaica świat, który tu sobie stworzyła. Cieszę się również, że nie ma tu jednostki, której należy się bać – jak to było z Dorotheą i Zjadaczem Świata. W tej serii nie chodzi o pojedyncze osoby, ale o całe grupy.

Cóż, osobiście średnio przepadam za scenami z policjantami z ich punktu widzenia (przyznam, że w zasadzie ich od siebie nie odróżniam), a tu było ich dość sporo – nie da się zaprzeczyć, że były bardzo istotne dla całości, ale jednak przyjemniej czyta mi się sceny z „perspektywy” mieszkańców Dziedzińca. Ilość ich zapewne odpowiada w całości lub po części za fakt, że nie do końca zostałam przez tę powieść porwana. Przez słowa „nie do końca porwana” mam na myśli to, że miałam mniej wyraźny syndrom „jeszcze jednego rozdziału”, niż się spodziewałam. Oczywiście nadal go miałam, co sprawiło, że usnęłam późno w nocy, acz zdaje mi się, że w poprzednich dwóch tomach miałam ten syndrom nieco silniejszy. Wspominanie o tym jednym elemencie jest w zasadzie grzebaniem się w szczegółach, ponieważ absolutnie nie jest to w jakikolwiek sposób istotna wada – książka i tak otrzymuje ode mnie maksymalną ocenę.

Jest jednak jedna rzecz, do której serio muszę się przyczepić. Mianowicie chodzi o korektę. Nie jest ona może jakoś szczególnie tragiczna w porównaniu do niektórych wydawców, ale u tego konkretnego taki brak formy bardzo mnie dziwi – przecinków brakowało wielu, czasem w bardzo potrzebnych miejscach.

W sumie o wszystkich zaletach już chyba napisałam w poprzednich komentarzach, więc nie wiem, czy jest sens się powtarzać. Można to wszystko streścić w prostym: niesamowite pomysły, wciągający świat, porywająca akcja, fascynujący bohaterowie oraz nietypowe relacje między nimi (och, jak cieszę się, że autorka postawiła na powolne rozwijanie uczucia Meg i Simona, zamiast wpychać ich w nie na siłę), czyli słowem: rewelacyjna książka.

Nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Prawie że jestem na siebie zła, że nie poczekałam jeszcze trochę, żeby teraz mieć przed sobą okres krótszy niż cały, kurka, rok do kolejnej części. A z drugiej strony cieszę się, że w końcu to przeczytałam. Taka to problematyczna książka – nawet sama ze sobą nie mogę się zgodzić. ;-) Pewna jestem jednak, że bardzo mi się podobało, a powieść ląduje – tak jak poprzednie tomy – na liście ulubionych.

Tak swoją drogą, jestem ciekawa, kim jest mężczyzna z okładki? To Henry (patrząc po ranie na twarzy)?
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org