Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Spoilery!
Autor Wiadomość
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1462
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-07-31, 21:07   Spoilery!

Wow! I już. Przeczytane. :) Miałam odłożyć i tylko cieszyć się obecnością na moim dysku, ale jakoś tak nie potrafiłam. ^^

Jednych wydarzeń się spodziewałam, drugich mniej. Niektórych wyczekiwałam, a inne były ogromnym zakończeniem. Akcja poprzedniej części była emocjonująca, ponieważ nie miałam pojęcia co się wydarzy, do czego dążą autorzy. Tutaj...wiedziałam co będzie punktem kulminacyjnym. Autorzy od razu po ogłoszeniu trzech następnych części, które mają wyjaśnić wszystkie wątki i dopiąć sprawy, ogłosili też, że już w 7. Kate spotka się z ojcem. Ale jak to będzie wyglądać? Co się stanie? Czy wypełni swoje zadanie? Było naprawdę bardzo wiele pytań, których ilość tylko podwoiła się już po trzecim rozdziale, kiedy Curran pojechał na polowanie, a na zebranie Rodu i Gromady wkroczył Hugh. To było dla mnie z lekka nierealistyczne (to znaczy - tak już, żadnego stopniowania napięcia tylko od razu rzut w zagrożenie. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to jakiś sen Kate, czy coś :), ale naprawdę mocne. Mocne. Jak cała książka z resztą.

Zanim w końcu dorwałam się do niej po premierze, przeczytałam wiele opinii zagranicznych recenzentów, którzy mieli to szczęście przeczytać powieść przedpremierowo. Naczytałam się wielu zarzutów, które tylko mnie zasmuciły, a teraz nie zgadzam się z żadnym z nich. I okej. Możecie to uznać jako stronniczość fanki, bo to moja najukochańsza seria urban fantasy. Ale i tak napiszę, że - to, czego wszyscy oczekiwali - że Kate zabije ojca, było naprawdę, naprawdę bardzo nierealne. I chociaż mogłam przypuszczać, że Ilona tak to zakończy, to byłam pewna, że jako czytelnika mnie to nie zadowoli. I nie zadowoliłoby. Za to, to do czego doprowadziła? Rany. Teraz dopiero będzie się działo. :3

Chociaż wiem, że Curran nie lubił być Władcą Bestii i, jak mówił, stał się nim, aby chronić własną rodzinę, trochę mi go szkoda. To znaczy, co on teraz będzie robił? Zbierał znaczki? Kate ma Cutting Edge, a nie wydaje mi się, żeby to było też coś w jego guście. Jeszcze bardziej nie zazdroszczę Jimowi, a jednocześnie mam nadzieję, że w końcu Ilona zdecyduje się na napisanie książki o Jimie i Dali, bo to naprawdę, naprawdę byłoby interesujące. :D Słyszałam, że są plany, trzymam kciuki.
Poza tym - tak btw - stawiam całą kasę na to, że teraz Derek będzie szefem ochrony, jeśli Jim faktycznie zajmie miejsce Currana. Z resztą, tu chyba nawet nie ma co się o to zakładać. :3

Ciekawam z czym łączy się przejście miasta, tak jak to zrobiła Kate. To znaczy, będzie miała więcej mocy, ale czy coś jeszcze? Jak na to zareagują inne nacje Atlanty? Jak Gromada będzie teraz traktowała Currana i Kate? Tak jak tą starszą parę wilkołaków?
Zainteresowała mnie też bardzo informacja Rolanda, że Kate sama w sobie jest dla niego zagrożeniem, a co dopiero z Gromadą. I fakt, że już od urodzenia przelewał w nią moc i jest ona niezwykle silna (wreszcie od pierwszego tomu podniesiono kwestię tych pojawiających się czarnych znaków na jej rękach). Ponoć normalnie jego dziecko nie mogłoby przejąć miasta jeszcze przez sto następnych lat i Kate będzie w stanie niszczyć cywilizacje. Brzmi cool. xD A poważnie - czy gdyby nie uczyniłby jej tak silnej, dałby jej żyć i to był jedyny błąd, przez który Kalina nie żyje? Czy gdyby nie to, byliby wesołą, niebezpieczną, potworną rodzinką?

Hugh, Hugh, Hugh.... ILE RAZY TRZEBA GO ZABIĆ, ŻEBY SIĘ NIE PODNIÓSŁ. ^^ Rany. No serio. Ale jestem pewna, że w następnych częściach będzie z nim wiele zabawy.
Landon - też ciekawa postać. Wgl było tyle zabawnych dialogów, ale ten jeden rozłożył mnie totalnie:

Spoiler:

Landon’s eyes lit up. “My turn. Do you carry Voron’s sword?”
“No.”
The excitement died in Landon’s eyes.
“Hugh broke Slayer,” I told him. “I loved that sword. It was a
part of me for over twenty years.”
“A convenient excuse,” Landon murmured.
Oh screw it. “I mourn my sword, but that’s alright. Grandmother gave me another one.” I pulled Sarrat out of its sheath.
Landon spun the wheel. The Land Rover nearly careened, turning off the road. Landon parked and bolted out of the car, slapping the driver’s door closed behind him.
Awesome. I’d terrified the Legatus of the Golden Legion just by
showing him my sword. If I waved it around, he’d probably
explode.
Sarrat smoked on my lap. Its magic wasn’t subtle, like Slayer’s.
No, this sword emanated power. It coiled around me. It liked me.
Landon paced back and forth, his eyes a little wild.
“Well, he took it worse than I did,” Curran said.
“I don’t see what the big deal is.”
“It’s a sword made out of your grandmother’s bones, Kate.”
I shrugged.
Landon stared at me through the windshield, turned around,
paced back and forth, and stared at me again.
“Do you know what most people have from their grandmother?
A tea set. Or a quilt.” Curran smiled. “If your family had a quilt, it would be made out of chimera skin and stuffed with feathers from dead angels.”
“Are we talking Judeo-Christian angels, because those don’t
exist, or pagan angels like Teddy Jo?”
“Kate,” Curran said.
“Hey, I warned you from the start it would be weird. I sat in
that bathtub with you and told you that this was a really bad idea. You said you loved me and stayed in the tub. As far as I’m
concerned, you’ve made your bed. You have to lie in it.”
“I’ll lie in any bed as long as you’re in it, but this is still weird.”
I turned back to look at him. “We’re going to see my dad, who’ll probably crush me like a gnat, and you’re weirded out by my sword?”
Curran nodded at Landon. “I’m not the only one.”
Landon peered at me again.
“Did you name it yet?” Curran asked.
“Yes. Sarrat Irkalli. It means Great Queen of Irkalla, the Land
of the Dead. My grandmother was occasionally confused with her,
and now that she’s dead, it’s fitting.”
Curran spread his arms. “I rest my case.”
This was ridiculous. I leaned over the driver’s side, swung the
door open, and yelled at the top of my lungs, trying to outscream the enchanted water engine. “Are you done?”
“What?” Landon said.
“Are! You! Done?! If you want, you can stay here. Just point us
where to go, and we’ll drive ourselves!”
Landon slid back into the driver’s seat and pointed at my saber.
“Put it away.”
“Say the magic word.”
“Please,” Landon squeezed out.
I slid the blade back into the sheath and petted it. “It’s okay,
Sarrat. If he insults you, I’ll cut his head off and you can drink his blood.”
Landon shut his eyes for a long moment, exhaled, and steered
the Land Rover back onto the highway.

<3
Nic dodać, nic ująć. Kwintesencja po prostu. xD

Nowy miecz - Sarrant. Nie spodziewałam się, że Zabójca pójdzie na emeryturę. Czy to taki symbol nowego początku? :) Ciekawa jestem czy nowy miec też będzie karmił się wampirami, skoro jest zrobiony z tego samego. Poza tym sama kwestia babci Kate jest naprawdę fascynująca. Roland pod sam koniec powiedział, że ją przeniósł, żeby się nie obudziła i była bezpieczna, bo wielu magicznych się budzi. Czy to o tym będą następne części? Czyżby czekała nas wojna, albo jakaś rewolucja?

No i w końcu ten zdrajca - Jennifer nie była aż tak bardzo oczywista, właściwie bardziej szara, jasne - nie lubiła Kate, ale nie powiedziałabym od razu, że chciałaby jej wbijać nóż w plecy, a co dopiero całej Gromadzie. Desandra jest trochę inna niż wyobrażałam ją sobie po "Magic Rises". Bardziej szalona. Poza tym nie sądziłam, że sprawy u wilków przyjmą taki obrót. Było krwawo. Było dziwnie. Było osom. *_*

I skoro jesteśmy już przy wilkach - cieszę się, że Derek wraca do siebie. I jego relacja z Ascanio jest... interesująca. xD
I czego kompletnie się nie spodziewałam - ciąża Andrei. Sądziłam, że jak już, to pierwsza będzie Kate i może dopiero w 10. części. Jeśli nie wcale. A ślub miał być na wiosnę - czy będzie? Curran już nazywa Kate swoją żoną. ^^

Z jednej strony był to tom masy odpowiedzi i rozwiązywania zagadek, z drugiej autorzy zostawili drugie tyle, a ja się z tego niezwykle cieszę. :D To oznacza tylko, że to wciąż nie koniec, wciąż mogę jeszcze pocieszyć się swoim uzależnieniem i wyczekiwać kolejnych tomów. Dzięki temu trochę odetchnęłam z ulgą.

EDIT: Sorki, że tak chaotycznie, ale nadal jestem bardzo podekscytowana. Baaaardzo!! :D
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2014-08-04, 11:12   

Trzeba przyznać, że Andrewsowie trzymają poziom. Kolejna część Kate jest równie interesująca jak poprzednie.
Muszę się zgodzić z Blair, iż wparowanie Hugh na zebranie i rzucenie zwłokami na stòł było jednak trochę... nierealne.
Poza tym pewien niedosyt pozostawiło pierwsze spotkanie Kate z Rolandem. Kate zrobiła rozpierduchę, zaszlachtowała Hiblę i wyszła jakby nigdy nic. Za to Ghastek był niezły ze swą reakcją na to kim jest Kate :mrgreen:
Ciekawe co dalej będzie z Curranem, ale stawiam, że koniec końców wrócu na stanowisko.
Desandra wymiata :mrgreen: Christoper pozostaje tajemnicą, aż w pewnym momencie myślałam, że to może Roland jest tylko ciś mu z głową nie teges.
Ale najbardziej ze wszystkiego rozwalił mnie Roland nazywający Kate kwiatuszkiem i zostawiający jej ciasteczka w prezencie.

Czekam na kolejny tom.
_________________
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2818
Skąd: skc
Wysłany: 2014-08-12, 14:24   

Blair napisał/a:
Curran już nazywa Kate swoją żoną. ^^
Nazwał ją już tak w poprzedniej części - myślę, że dla niego papierek się nie liczy. Ale kto wie, może - jak w "Lux" - wyskoczyli do Vegas po papierek? xD
WereWolf napisał/a:
Muszę się zgodzić z Blair, iż wparowanie Hugh na zebranie i rzucenie zwłokami na stòł było jednak trochę... nierealne.
Ja też się z tym zgadzam. Moją pierwszą myślą było: "a skąd on w ogóle wiedział, że facet leży tam martwy? Dlaczego nikt na to nie wpadł?". Ale od czegoś trzeba wyjść. :-)
Blair napisał/a:
EDIT: Sorki, że tak chaotycznie, ale nadal jestem bardzo podekscytowana. Baaaardzo!! :D
Też tak miałam - problemy z myśleniem, składnym układaniem myśli. Z tego też powodu to, co napisałam wczoraj, muszę teraz poddać obróbce, by stało się choć trochę zrozumiałe. :-P Mam nadzieję, że wyeliminuję przynajmniej część bredzenia... Ale i tak z góry przepraszam.

W pierwszym momencie, tuż po skończeniu „Magic Breaks” nie wiedziałam zupełnie, co powiedzieć tudzież co napisać. Kompletny brak słów, czy to zachwytu, czy to rozczarowania. Kompletna pustka w głowie. Ale zacznijmy od początku.

Tuż przed wydaniem nie mogłam się doczekać, aż dostanę w swoje ręce tę książkę, najpewniej dlatego, że wiedziałam, że i tak nie będę jej mogła od razu zacząć czytać, ponieważ miałam w planach wyjazd, a przerywanie w połowie albo czytanie tak świetnie się zapowiadającej powieści w czasie wyjazdu może znaczne zmniejszyć moje zadowolenie z czytania jej. Gdy wróciłam do domu i już mogłam po nią sięgnąć, nagle miałam z tym problem. „Magic Breaks” nie jest może ostatnim tomem, ale przez te wszystkie lata wierzyłam, że ten ma być ostatni, i do tej pory dalej nie byłam do końca przekonana, jak to ma wyglądać później – jaka historia, o kim, co się tam będzie dziać. Byłam przygotowana na zamknięcie historii Kate i Rolanda, niekoniecznie zabicie jednego z nich, ale jakiś impas, coś, co pokaże, że ta historia się skończyła, a kolejne trzy tomy traktowałam jako zamykanie tego ogromu wątków, który wypracowali autorzy. Z jednej strony czytałam, że siódemka ma być końcem, konfrontacją, że można tę książkę traktować jako ostatnią, jako rozwiązanie wątku fabularnego, i nie trzeba czytać dalej, jeśli ktoś był zainteresowanym tylko tym wątkiem. Czy jakoś tak. Tak czy siak miałam poważne problemy z zaczęciem czytania, ponieważ nie chciałam już końca, nie chciałam, by wszystko się rozwiązało, ponieważ nie wiedziałam, jak mają wyglądać przyszłe tomy i czy w ogóle będą prowadzone przez Kate.

A gdy w końcu zaczęłam czytać, po stanięciu oko w oko z pliczkiem, miałam też problemy z pierwszymi rozdziałami. Niestety czegoś mi tam brakowało. Nie wiem, co się dzieje ani dlaczego tak jest, ale odczuwam ten tom jako inny niż poprzednie. Po części na pewno, dlatego że wiele się po nim spodziewałam – po pierwsze rewelacyjna „Magic Rises” bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę, a po drugie wiedziałam, że coś wielkiego się ma tu stać. A początek choć pokazywał, że nadchodzą wielkie kłopoty, że trudno będzie – o ile w ogóle się da – uniknąć ich, to akcja wcale nie była niezwykła, była wręcz, nazwijmy to, monotonna jeśli chodzi o cel, choć nie jest to chyba odpowiedni termin. Jasne, Hugh wparował niespodziewanie na zebranie, ale potem przez bardzo wiele stron wszyscy mieli jeden cel. Oczywiście różne rzeczy się tam działy i nie można powiedzieć, by było to nudne, ale jak dla mnie zupełnie niepotrzebne. Tego obserwatora spokojnie można było umieścić w jakimś bardziej dostępnym miejscu, żeby zrobić miejsce dla większej ilości wydarzeń; a to, co działo się podczas owej wyprawy, a także to, czego się tam dowiedzieliśmy, można było, myślę, umieścić/ujawnić w innych okolicznościach. I myślę, że wspominany jeden cel przez dłuższy czas przeszkadzał mi tylko dlatego, że był mało znaczący, a ja nie czułam sensu w takim rozplanowaniu tego fragmentu. Scena ta mi się dłużyła, bo chodź działo się tam wiele, to nie rozumiałam ustawienia tego informatora dokładnie tam – jak już pisałam, dużo łatwiej by było mieć go w dostępniejszym miejscu, by nie przedłużać tak tego konkretnego elementu, jakim było w ogóle dowiedzenie się, gdzie chodził Mulradin. Potem jednak cała akcja wyszła na prostą i już nie czułam, że coś mi nie gra, jak to miało miejsce na początku książki. Tu już wszystko ładnie się układało.

Uwielbiam Andrewsów za to, że nie przesadzają. Jako ważna część, dążenie do konfrontacji, musieliśmy mieć tu akcję na szeroką skalę, ale Ilona i Gordon jak niewielu autorów potrafią uniknąć w takiej sytuacji patetycznych scen i uczucia „znów czytam o tym, że bohaterowie ratują świat, nuda”. Andrewsowie podtykają ogromne zagrożenie, problem zdawałoby się w pierwszej chwili nie do rozwiązania, wybór bez dobrych decyzji, ale bohaterowie łagodzą to wszystko, ponieważ nie jęczą, jak to muszą ratować świat, w ogóle tego nie podkreślają, po prostu idą na przód i starają się przeżyć, jak najmniejszym kosztem, przez co cały konflikt nie wydaje się taki wielki, ale z drugiej strony mamy świadomość, że wiele z nich nie zostanie, jeśli zawiodą. Czyli z jednej strony mamy wielkie zagrożenie, którego nie dało się uniknąć, skoro autorzy postawili Kate przed taką potęgą, ale z drugiej nie mamy przesady i fałszu, które bardzo łatwo mogą się pojawić przy tak poważnych wydarzeniach. Konflikt, choć potężny, został rozbity na mniejsze starcia, dzięki czemu nie mieliśmy wielkich armii maszerujących na siebie jak we „Władcy Pierścieni” – to wielka ulga, autorzy świetnie sobie z tym poradzili. Wielką bitwę naprawdę trudno by było stworzyć, a już na pewno nie byłoby możliwe, by nasi bohaterowie wyszli z niej żywi. Autorzy tak utkali fabułę, by dać Kat i Curranowi szansę. Oczywiście mogli ich wrzucić w najgorsze kłopoty, z których niemożliwe byłoby wydostanie się, a potem cudem ich z tego wyciągnąć, ujawniając jakieś tajemnicze moce niewiadomo skąd, ale wtedy czułabym się bardzo zawiedziona pójściem na łatwiznę i porzuceniem zasad, którymi do tej pory się kierowali. Dobrze, że tak się nie stało. :-D

Pisałam to wielokrotnie, ale napiszę raz jeszcze. Uwielbiam bohaterów, wszystkich, ponieważ autorzy każdemu z nich poświęcili uwagę. Poza tym w tym wirze wydarzeń mamy spokój. Spokój ludzi, którzy są przyzwyczajeni do ryzyka i nie tracą głowy. To mi się tak strasznie w nich podoba, są zdrowo rozsądkowi, są normalni, potrafią ze sobą rozmawiać, są ze sobą otwarci i nie robią problemów z niczego. Ilu takich bohaterów można wymienić? Bardzo niewielu – inni mogą być silni, aroganccy, ale będą tacy jak Kate i reszta, ponieważ zawsze temu obrazkowi będzie czegoś brakować. Ekipie Kate nie brakuje nic, każda z tych postaci jest rewelacyjna, dobrze dobrana i świetnie stworzona. Och, no trzeba to powiedzieć, są idealni. :-D :-P

A Roland? Roland nie okazał się taki najgorszy. To informacje od Vorona służyły nam i Kate za opis tej postaci, to on kierował Kate przez całą naukę i przekazywał jej wszystko o Rolandzie, więc można było się spodziewać, że mógł tu kłamać, naginać fakty albo chociaż nadawać im inny wyraz. Zdaje się, że gdzieś się nad tym zastanawiałyśmy – czy Voron nie tworzył w głowie Kate biało-czarnego obrazu jej ojca, który kieruje się tylko jednym pragnieniem – by ją zabić. W każdym razie rewelacyjne jest to, że Kate nie dała sobą manipulować zmarłemu człowiekowi, że choć była uczona od małego brzdąca o tym, że Roland jest zły, że musi go zabić, nie pozwoliła, by to doprowadziło ją do śmierci, ponieważ Voron, nawet po śmieci, nią kierował. Pomyślała, przeanalizowała, zobaczyła, jakie ma wyjścia i jakie konsekwencje przyniesie każda decyzja, a potem podjęła tę, którą uznała za najlepszą. Za to ją uwielbiam – Kate MYŚLI. To jest naprawdę tak rzadka cecha u bohaterów, których spotykałam ostatnimi czasy, że warto ją wyraźnie podkreślić.

Co by tu jeszcze… A Hugh? Niezłe ziółko z niego, skoro odważył się nieco ominąć rozkaz Rolanda. Naprawdę musiała mu Kate zaleźć za skórę, skoro się na to zdecydował. Poza tym również, podobnie jak Blair, jestem ciekawa, co trzeba mu zrobić, by się go pozbyć – choć z drugiej strony nie jestem pewna, czy chciałabym, aby jego rola już się skończyła, ponieważ facet mnie zainteresował. A jak już jesteśmy przy Hugh; kojarzycie scenę w Mishmarze, walkę Hugh i Currana? I to, jak Kate pomyślała, że to Curran jest lepszy, niż to, co pokazuje, że on tak nie walczy? Oczywiście zmęczenie musiało mieć tu duże znaczenie, ale przecież Kate musiała wziąć to pod uwagę, a zatem co się stało? Najpierw myślałam, że to może jakaś sztuczka, że to jednak nie Curran, że ta walka jest jakimś podstępem, że wcale jej nie ma, że nie wiem, co jeszcze. Ale jednak, zatem skąd ta dysproporcja? Szał wpłynął na zdolność myślenia i walki Currana? Nie jest istotna kwestia, ale mnie zainteresowała.

Ostatnie rozdziały przyniosły sporo niespodzianek i zaskoczeń – wizyta w Parku Jester, spotkanie w łabędziu z Rolandem, który chciał się tylko przekonać, czy to naprawdę jego córka i ile potrafi, przejęcie miasta (jak w ogóle przetłumaczyć na polski to „claiming”?), a do tego ta scena erotyczna, której za Chiny się tam nie spodziewałam, w ostatnim rozdziale, tak zupełnie nie pasująca mi do niczego. A potem jeszcze wizyta Rolanda w Twierdzy, jego ultimatum, opuszczenie Gromady przez Currana i Kate, a potem oglądanie domu i ciasteczka od tatusia? To wszystko było zaskoczeniem (tak jak wysłanie Kate do Mishmaru, nowy miecz i spotkanie babki) – tak wiele brzemiennych w skutki wydarzeń skumulowanych w tak małej przestrzeni. Czym w ogóle jest to przejęcie, kto się zwali teraz Kate na głowę? Czy Roland planuje odwiedziny u córeczki i zięcia? Poza tym sądziłam, że przez całą serię i dalej będziemy mieli do czynienia z Władcą Bestii, a tu niespodziewanka. Choć myślę, że chyba nie mają szans na całkowite odseparowanie od spraw Gromady, choć z drugiej strony po coś nam pokazano tę parę wilkołaków, o których wspomniała Blair. Uch, chcę kolejny tom, chcę wiedzieć, jak to dalej się potoczy, bo za nic nie można by uznać, że to jest koniec.

Podsumowując, z jednej strony wow, rewelacja, zaskoczenie, a drugiej cały czas przypominam sobie początek, gdzie coś mi nie grało. Potrzebuję więcej czasu, by to sobie wszystko ułożyć – wiem, że mi się podobało, ale nie wiem jeszcze do końca jak bardzo. Myślę jednak, że na razie mogę stwierdzić, że „Magic Breaks” w mojej opinii nie przebija „Magic Rises”, które wciągnęłam nie wiem kiedy i które pokazało inne oblicze Kate. Ale i tak jest świetne z setki różnych powodów.

Blair napisał/a:
a jednocześnie mam nadzieję, że w końcu Ilona zdecyduje się na napisanie książki o Jimie i Dali, bo to naprawdę, naprawdę byłoby interesujące. :D
Przynajmniej mamy opowiadanie, a raczej mieć będziemy w listopadzie - Magic Steals jest o Jimie i Dali. https://www.goodreads.com...ome_module=true i http://forum.fan-dom.pl/v...p?p=37101#37101
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1462
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-08-12, 21:57   

Sophie napisał/a:
Blair napisał/a:
a jednocześnie mam nadzieję, że w końcu Ilona zdecyduje się na napisanie książki o Jimie i Dali, bo to naprawdę, naprawdę byłoby interesujące. :D
Przynajmniej mamy opowiadanie, a raczej mieć będziemy w listopadzie - Magic Steals jest o Jimie i Dali. https://www.goodreads.com...ome_module=true i http://forum.fan-dom.pl/v...p?p=37101#37101
HA! To, że opowiadanie będzie po wydarzeniach z siódmego tomu ma o wiele więcej sensu. Wydaje mi się, że autorzy na początku pisali, że to będzie usytuowane wtedy, gdy nasza Awesome Army wyjechała walczyć o bezpieczeństwo Desandry, a Jim musiał zająć się Gromadą i ktoś go tam wyzwał. Czy jakoś tak. :mrgreen: :mrgreen:

Sophie napisał/a:
Najpierw myślałam, że to może jakaś sztuczka, że to jednak nie Curran, że ta walka jest jakimś podstępem, że wcale jej nie ma, że nie wiem, co jeszcze. Ale jednak, zatem skąd ta dysproporcja? Szał wpłynął na zdolność myślenia i walki Currana? Nie jest istotna kwestia, ale mnie zainteresowała.
Ja na początku walki się zmartwiłam, ale potem, gdy zaczął sobie radzić, tak jak normalnie, pomyślałam, że to bylo w zamyśle Currana. Teraz, gdy się jednak nad tym zastanawiam... po co miałby dać się wtedy specjalnie zranić i to przeciągać? Leciała na nich przecież horda wampirów i zależało im na czasie. Faktycznie trzeba pamiętać, że on jest inny nawet jak na zmiennokształtnego, jest Pierwszy - cokolwiek to znaczy (mam nadzieję, że w tych kolejnych tomach będzie wyjaśnienie). Ma swoją unikatową, czwartą formę, kiedy bardzo, bardzo się wkurzy. Czy ten szał może mieć na niego też inny wpływ?

Sophie napisał/a:
„Magic Breaks” nie jest może ostatnim tomem, ale przez te wszystkie lata wierzyłam, że ten ma być ostatni, i do tej pory dalej nie byłam do końca przekonana, jak to ma wyglądać później – jaka historia, o kim, co się tam będzie dziać. Byłam przygotowana na zamknięcie historii Kate i Rolanda, niekoniecznie zabicie jednego z nich, ale jakiś impas, coś, co pokaże, że ta historia się skończyła, a kolejne trzy tomy traktowałam jako zamykanie tego ogromu wątków, który wypracowali autorzy. Z jednej strony czytałam, że siódemka ma być końcem, konfrontacją, że można tę książkę traktować jako ostatnią, jako rozwiązanie wątku fabularnego, i nie trzeba czytać dalej, jeśli ktoś był zainteresowanym tylko tym wątkiem. Czy jakoś tak.
I właśnie dlatego, jak już w końcu dostałam w swoje łapki MB, nie chciałam tego czytać. Nieważne, że czekałam rok, a nawet dłużej, jeśli chodzi o samą tą konfrontację, bo to przecież było jasne od pierwszych tomów. Samo snucie teorii stało się przyjemniejsze od prawdziwych informacji autorów. :3 I pierwsza połowa książki, rany nawet więcej!, to było raczej niecierpliwe wyczekiwanie tego właśnie punktu kulminacyjnego, którego pojawienie się było jasne, niż samo cieszenie się historią. Byłam pewna, że 7. część to raczej będą przygotowania do walki i walka, a tu taka niespodzianka - Kate znów musi rozwiązywać problemy Gromady, Atlanty itd. Więc przez całą tą akcję, choć śledzoną z uwagą, fakt, ale jednak powtarzały się pytania: Kiedy Roland? Kiedy walka? Kiedy Roland? Kiedy walka? NA ILE JESZCZE ROZDZIAŁÓW, DO CHOLERY, ZABRALI MI CURRANA? xD

Sądzę, że w końcu autorzy musieli udzielić, choćby połowicznych, odpowiedzi na pytania, żeby te wątki popchnąć do końca w tych trzech następnych częściach. A więc jest na co czekać, bo zapowiadają się one o wiele bardziej interesująco, niż myślałam na początku. Nie powinnam wątpić w Ilonę i Gordona, tylko kochać miłością prawdziwą, bo nigdy nie zawodzą. :mrgreen: :mrgreen:

Trzymam kciuki, żeby było tak jak napisała Were i Curran jednak wrócił na swoje stanowisko. No chyba że wymyślą dla niego coś fajnego. Bo naprawdę. Dla mnie Władca Bestii = Curran i ta sytuacja jest tak bardzo dziwna...

Sophie napisał/a:
a do tego ta scena erotyczna, której za Chiny się tam nie spodziewałam, w ostatnim rozdziale, tak zupełnie nie pasująca mi do niczego. A potem jeszcze wizyta Rolanda w Twierdzy, jego ultimatum, opuszczenie Gromady przez Currana i Kate, a potem oglądanie domu i ciasteczka od tatusia? To wszystko było zaskoczeniem
No, w tych ostatnich rozdziałach dali czadu, ta scena erotyczna, choć ładnie napisana, to pod kątem fabuły była niepotrzebna. Znaczy - nie wniosła nic do poprzednich wydarzeń ani do następnych. Przez całą siódmą część czuć miłość bohaterów i nie piszę tego w żadnym stopniu sarkastycznie. Chodzi właśnie o sam fakt, że Kate zaczęła kochać, zaprzyjaźniać się, zastanawiać czy to wszystko jest naprawdę warte jej śmierci, którą raczej na pewno by odniosła, gdyby skonfrontowała się z Rolandem. Kate stanęła, pomyślała (naprawdę super, jak napisała Sophie :) i stwierdziła, że nie warto. Przynajmniej na razie. ;-) A Curran? To oczywiste, że zrezygnował z tego stanowiska dla niej, bo stwierdził, że sam sobie poradzi z obroną swojej rodziny (wgl to jak Roland sonie wszedł do środka, do zamku pełnego zmiennokształtnych O.o) i zrezygnował. Więc ta scena erotyczna nie była takim przełomem, maksymalnego okazania uczuć czy tam ich podsumowania, żeby wyklarować też przyczyny decyzji bohaterów.

Potem jednak pomyślałam, że to wszystko przecież miało się skończyć ślubem... No i fakt - autorzy jednak nie skończyli z jakąś finezją, ale też się - dzięki Literaturo! - pohamowali. xD Nie mówię, że ślub byłby zły. To po prostu była by o jedno Ważne Wydarzenie w tej książce za dużo. :-P
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2818
Skąd: skc
Wysłany: 2014-08-13, 12:33   

Blair napisał/a:
Sophie napisał/a:
Blair napisał/a:
a jednocześnie mam nadzieję, że w końcu Ilona zdecyduje się na napisanie książki o Jimie i Dali, bo to naprawdę, naprawdę byłoby interesujące. :D
Przynajmniej mamy opowiadanie, a raczej mieć będziemy w listopadzie - Magic Steals jest o Jimie i Dali. https://www.goodreads.com...ome_module=true i http://forum.fan-dom.pl/v...p?p=37101#37101
HA! To, że opowiadanie będzie po wydarzeniach z siódmego tomu ma o wiele więcej sensu. Wydaje mi się, że autorzy na początku pisali, że to będzie usytuowane wtedy, gdy nasza Awesome Army wyjechała walczyć o bezpieczeństwo Desandry, a Jim musiał zająć się Gromadą i ktoś go tam wyzwał. Czy jakoś tak. :mrgreen: :mrgreen:
Stąd http://www.ilona-andrews....lease-schedule/ wynika, że jednak wprowadzali nas w błąd. Tytuły są ułożone w kolejności chronologicznej fabuły. No chyba że to jakiś podstęp. Dowiemy się za trzy miesiące. :-)
Blair napisał/a:
że on jest inny nawet jak na zmiennokształtnego, jest Pierwszy - cokolwiek to znaczy (mam nadzieję, że w tych kolejnych tomach będzie wyjaśnienie).
Na pewno znaczy, że może wspomóc Kate swoją mocą - pamiętasz przejęcie miasta i jak Kate poczuła, jak on ją obejmuje i jej pomaga? "Curran braced me. His magic mixed with mine." To na pewno ma związek z tym, że jest Pierwszy. Ciekawa jednak jestem, jak bardzo czyni go to odmienego od reszty zmiennokształtnych - trzymajmy kciuki za poruszenie tego wątku w kolejnych tomach. :-)
Blair napisał/a:
Ma swoją unikatową, czwartą formę, kiedy bardzo, bardzo się wkurzy.
Może nie tylko on ją ma? Może po prostu inni nie wkurzyli się wystarczająco?
Blair napisał/a:
Samo snucie teorii stało się przyjemniejsze od prawdziwych informacji autorów. :3
Tak, tak! My dawałyśmy im ogrom różnych dróg, którymi mogą podążyć, a teraz autorzy określili jedną, konkretną. Oczywiście otworzyli nowe drogi i znów możemy sobie kombinować, co może być dalej, bo na szczęście nie jest to ostatni tom. Ale samo to, że trzeba było się zmierzyć z prawdą i decyzją Andrewsów. Nie wyobrażam sobie, jak będziemy podchodzić do ostatniego tomu, tego ostatniego na amen...
Blair napisał/a:
NA ILE JESZCZE ROZDZIAŁÓW, DO CHOLERY, ZABRALI MI CURRANA? xD
Mnie również go brakowało. Ale gdyby go nie zabrano, trudniej by było umieścić Kate tam, gdzie była. A tak miałyśmy możliwość oglądania Kate solo dowodzącej Gromadą, jako chwilowo "najwyższy urzędnik", do tego niepokój o Currana i to, co będzie jeśli nie wróci. A także nastroje Gromady i fakt, że znów chcą ją wywalić, gdy tylko Curran znika z widoku na dłużej.
Blair napisał/a:
Trzymam kciuki, żeby było tak jak napisała Were i Curran jednak wrócił na swoje stanowisko. No chyba że wymyślą dla niego coś fajnego. Bo naprawdę. Dla mnie Władca Bestii = Curran i ta sytuacja jest tak bardzo dziwna...
Prawda, ale z drugiej strony może Curran pokaże nam swoją inną stronę - np. kury domowej? Będzie opiekował się gromadką lwiątek, sprzątał i gotował. Heh, to przerażająca wizja. I strasznie śmieszna, gdy wyobrazi się Currana w stroju pokojówki z miotełką do kurzu. :-P A szczerze to ja również utożsamiam Curraa z Władcą Bestii i trudno może być się przestawić na postrzeganie go jako szeregowego zmiennokształtnego. I jemu również może być trudno przestawić się na nie wydawanie rozkazów.
Blair napisał/a:
A Curran? To oczywiste, że zrezygnował z tego stanowiska dla niej, bo stwierdził, że sam sobie poradzi z obroną swojej rodziny (wgl to jak Roland sonie wszedł do środka, do zamku pełnego zmiennokształtnych O.o) i zrezygnował.
Curran nie lubił się tym zajmować, powtarzał, że robi to jedynie po to, by zapewnić rodzinie ochronę, a gdy Roland sobie ot, tak wszedł do Twierdzy, tym łatwiejsza stała się decyzja. A Roland ma w zanadrzu jeszcze wiele sztuczek - tu dowiedzieliśmy się, że może kontrolować ludzi; nie tylko unieruchamiać i powodować obojętność jak u Roberta i Christophera - czy może torturować psychicznie, skoro obaj się popłakali, a Robert nawet wolałby zginąć niż przechodzić to po raz drugi - ale naprawdę kontrolować. Barabas go wprowadził do kwatery Władcy, ale potem tego nie pamiętał. Nie ma powodu, by nie przypuszczać, że robił tak z ludźmi spotkanymi na niższych piętrach. Ciekawe, czy Kate byłaby do tego zdolna, nawet w ograniczonym zakresie...
Blair napisał/a:
Więc ta scena erotyczna nie była takim przełomem, maksymalnego okazania uczuć czy tam ich podsumowania, żeby wyklarować też przyczyny decyzji bohaterów.
Dla mnie to było jakby granie na czas, albo chęć spełnienia jakiegoś zapisku czy zasady, że scena erotyczna musi tam być. Dużo bardziej by pasowała na samym początku, zamiast tak nagle, nie wiadomo skąd, na końcu - jedyne co, to można tłumaczyć to jako podkreślenie faktu, że nie mają spokoju - bo tu się zbliżają do siebie, a zaraz wbija Ghastek (swoją drogą świetna scena domagania się informacji), a potem zmiennokształtni. Zero spokoju i chwili na osobności. Może to takie dodatkowe pokazanie, że bycie Władcą Bestii jest uciążliwe?
Cytat:
Potem jednak pomyślałam, że to wszystko przecież miało się skończyć ślubem... No i fakt - autorzy jednak nie skończyli z jakąś finezją, ale też się - dzięki Literaturo! - pohamowali. xD Nie mówię, że ślub byłby zły. To po prostu była by o jedno Ważne Wydarzenie w tej książce za dużo. :-P
Prawda, ślub to byłoby za wiele. Zwłaszcza, że Roland pewnie się wprosi. :-P
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-11-03, 14:16   

Muszę przyznać, że podobało mi się bardziej niż MR (aczkolwiek nie przebija mojego ukochanego Magic Slays 8-) ). Podejrzewam, że jest tak dlatego, że bohaterowie wracają na stare, ukochane śmiecie i w końcu poznajemy więcej odpowiedzi na temat Rolanda. Wydaje mi się, że o ile tajemnica stojąca za motywami Hugh w 6 była dla mnie bardzo ciekawa, tak intryga przewodnia i tożsamość magicznych "lamusów" nie była już tak fascynująca. A tutaj wręcz chłonęłam porami każdą kolejną linijkę, odsłaniąjącą następny kawałek układanki.

Na szczęście rozpoczęłam czytanie tej części wiedząc o tym, że przed nami jeszcze 3 tomy, stąd brak ostatecznego rozstrzygnięcia tylko mnie ucieszył i w ogóle nie zdziwił.

Początek był mocny. Wkroczenie Hugh tak mnie zaskoczyło, że aż mi puls podskoczył. :-) Ale nie wydało mi się to w żadnym stopniu nierealne. Sprawa była oczywiście mocno naciągana - Kate o tym wiedziała i wszyscy z Rodu również, ale co z tego, że Hugh ni z tego ni z owego wbił się na spotkanie ciągnąc rozszarpane zwłoki. Swoje osiągnął, bo wysoko postawiony członek Rodu został zamordowany przez zmiennoszktałtnego z Gromady. Myślę, że Kate od początku wiedziała też, że Hugh nie natknął się wcale na to morderstwo tak niewinnie i przypadkiem, co zresztą potwierdzają zeznania Dorie, czy jak jej tam.

A tak w ogóle... ależ ja lubię tego psychopatę, Hugh. :mrgreen: Na pewno będzie mi bardzo szkoda, kiedy w końcu uda im się zabić tego skurczybyka, ale do tego czasu mam zamiar cieszyć się z jego obecności. Podobała mi się pewna ironia w jego historii - z jednej strony bezlitosny maniak, a z drugiej osoba z potężnym potencjałem magicznego leczenia. Przewrotne w ciekawy sposób.
Myślę też, że rozumiem, czemu Hugh trzymał tożsamość Kate w tajemnicy przed wszystkimi. Gdyby jego plan się powiódł, to nie tylko miałby Kate dla siebie, ale również ofiarowałby ojcu dawno utraconą córkę, z której miałby prawo być dumnym i jeszcze zapewniłby sobie lojalność Kate. I kobieta, i wdzięczność władcy, i utarcie nosa wszystkim jego przeciwnikom na dworze Rolanda. Dla takiego efektu warto zaryzykować.

I oczywiście - uwielbiam Desandrę! Czułam, że ta postać mnie nie zawiedzie. :-) Mogą ją teraz spokojnie ustawić obok moich dobrze znanych i ukochanych bohaterów, pogłaskać po głowie za inteligencję i wrodzone wariactwo oraz ucałować za brak zahamowań. Oby miała swój udział w kolejnych częściach. :-)

Cieszę się tak, jak Wy, że Kate nie zabiła Rolanda, bo, proszę Was, facet ma ponad 5 tysięcy lat! Bez jakiegoś potężnego boosta magicznego, artefaktu, broni, nowego rodzaju walki czy sposobu obrony jak miałaby tego niby dokonać? O wiele bardziej podoba mi się ścieżka obrana przez autorów. I wcale nie mam tu na myśli spotkań w cieple domowego ogniska i zacieśniania więzi, bo jestem przekonana o tym, że nie skończy się tak niewinnie. Roland jest niewątpliwie ciekaw swojej córki, bardzo kochał Kalinę, a ich dziecko okazało się być godne jego ojcowskiej dumy, ale nie oszukujmy się, że stanie się nagle dobrotliwie nawróconym tatuśkiem. A może i się stanie? Cholera go wie i to jest najlepsze. Bo widać, że jego postać wcale nie jest taka bezkresnie zła i jeszcze może nas zaskoczyć. Aprobuję. :mrgreen:

Chciałabym przy okazji Rolanda zwrócić uwagę na to, co powiedział o Errze, bo strasznie mnie to ujęło i w sumie była to dość istotna informacja. Pomimo całej otoczki bitchowatości, którą Erra wokół siebie roztaczała, to na wieść o tym, że poddała się i pozwoliła Kate zabić, ponieważ nie miała ochoty żyć w takim świecie, zrobiło się jej trochę szkoda. Jej ostatnia rozmowa z Rolandem, która była w zasadzie pożegnaniem, wydała mi się natomiast bardzo smutna i wzruszająca.

Też nie mogłam się doczekać obecności Currana, bo uwielbiam tego manipulatora, ale trzeba powiedzieć, że jego nieobecność skutecznie podnosiła napięcia. I wolę już w tę stronę, bo razem z Kate działają tutaj znowu jako partnerzy, aż do końca, a nie uderzają fałszywe tony jak w szóstce.

Blair napisał/a:
Ja na początku walki się zmartwiłam, ale potem, gdy zaczął sobie radzić, tak jak normalnie, pomyślałam, że to bylo w zamyśle Currana. Teraz, gdy się jednak nad tym zastanawiam... po co miałby dać się wtedy specjalnie zranić i to przeciągać? Leciała na nich przecież horda wampirów i zależało im na czasie. Faktycznie trzeba pamiętać, że on jest inny nawet jak na zmiennokształtnego, jest Pierwszy - cokolwiek to znaczy (mam nadzieję, że w tych kolejnych tomach będzie wyjaśnienie). Ma swoją unikatową, czwartą formę, kiedy bardzo, bardzo się wkurzy. Czy ten szał może mieć na niego też inny wpływ?

Jak dla mnie Curran podszedł do tej walki po prostu bardziej inteligentnie niż Hugh. Obydwaj byli mocno wkurwieni, ale to Curran nie dał się tej emocji poddać do końca i zwiódł przeciwnika swoją pozorną słabością. Dojrzał właściwy moment i wykorzystał go. Wiedziałam, że Hugh w końcu się doigra swoim lekceważeniem zmiennokształtnych.

WereWolf napisał/a:
Poza tym pewien niedosyt pozostawiło pierwsze spotkanie Kate z Rolandem. Kate zrobiła rozpierduchę, zaszlachtowała Hiblę i wyszła jakby nigdy nic. Za to Ghastek był niezły ze swą reakcją na to kim jest Kate :mrgreen:

A mnie tam się widzi, że Roland chciał ją sprawdzić i osiągnął swoje. Czemu miałby ją krzywdzić? Przecież potwierdził, że jest jego córką, chciał, aby stanęła u jego boku, a śmierć takiego pionka jak Hibla nie wydaje mi się jakimś wielkim wydarzeniem dla Rolanda.

Ghastek się jednak nie popisał. I w sumie to Curran nieźle utarł mu nosa, bo miał w 100% rację - Ghastek nie odrobił pracy domowej, a swoje braki w szpiegostwie przypłacił właśnie niewiedzą oraz wielkim zaskoczeniem, kiedy inni najważniejsi gracze dawno już rozgryźli zasady gry. Ale reakcję miał zabawną, przyznaję. :-P

Bardzo, ale to bardzo podobała mi się konfrontacja Kate i Rolanda oraz zawładnięcie przez Kate ziemiami Atlanty. Wyobrażając sobie całą tę scenę w głowie, przychodziło mi na myśl tylko jedno słowo: epickie. :-)
Już się cieszę na to, co zapodadzą nam autorzy w związku z powyższym wydarzeniem, muahahaha. :twisted:

Sophie napisał/a:
Dla mnie to było jakby granie na czas, albo chęć spełnienia jakiegoś zapisku czy zasady, że scena erotyczna musi tam być. Dużo bardziej by pasowała na samym początku, zamiast tak nagle, nie wiadomo skąd, na końcu - jedyne co, to można tłumaczyć to jako podkreślenie faktu, że nie mają spokoju - bo tu się zbliżają do siebie, a zaraz wbija Ghastek (swoją drogą świetna scena domagania się informacji), a potem zmiennokształtni. Zero spokoju i chwili na osobności. Może to takie dodatkowe pokazanie, że bycie Władcą Bestii jest uciążliwe?


Dla mnie ta scena w ogóle nie spełniłaby swojego zadania właśnie gdyby była na początku. Bo zastanówmy się, czym tak naprawdę była dla bohaterów. Ledwo co wrócili z pierwszego spotkania z Rolandem, jeszcze nie opadły emocje po uwolnieniu Kate, a już musieli stanąć do walki ponownie i przeżyli próbę zawładnięcia Rolanda Atlantą. W moich oczach było to uzewnętrznienie wszystkich nagromadzonych przez te wydarzenia emocji - tych gwałtowanych, agresywnych, lękliwych, ale także ich wzajemnej miłości - oraz chęć potwierdzenia, że są żywymi ludźmi w ten najbardziej fizyczny sposób.

To, że Curran nie będzie Władcą Bestii... sama do końca nie wiem, jak się z tym czuję. Curran zwyczajnie utożsamia to stanowisko. Ale poza tym, wow, ależ możliwości wątkowych, ile zmian czeka naszych bohaterów, aż mnie rozsadza z ciekawości. :-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2015-03-26, 18:28   

Dobrze,
Przyznaję się, że pękłam. Miałam nie czytać, póki nie wyjdzie oficjalne wydanie, ale ileż KU.WA można czekać. Ponieważ mój inglisz jest mniej więcej na podobnym poziomie jak idisz, to musiałam posiłkować się chomikami. Z tego powodu strasznie mi żal gavranich tłumaczeń (jednak, mam wrażenie, inny poziom). Za to przeczytałam aż do 7 części włącznie. Wszystko przez Were i jej tłumaczenie Klienta - nostalgia we mnie wzrosła.
No. I kurczę, powiem Wam,Andrewsowie to jest jednak duet genialny. Już się nie mogę doczekać, co wydarzy się w części 8. Curran bez Gromady, to wręcz niesmaczne. To psychol i manipulant - jak nie będzie miał kim manipulować to zwiędnie, jako ta lelija bez wody. A może nie...
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2015-07-16, 16:26   

Jak można trzymać poziom przez całą serię? To się wydaje niemożliwe. A jednak... Andrews się to udało. Nic się nie ciągnęło, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że fabuła cały czas przyspiesza, wchodzi na wyższy poziom. Jak można napisać tak wciągającą akcję.
Dresdena wniosła świeży powiew do Gromady. Wszędzie jej było pełno. Fajne zagranie. Hugh mnie trochę rozczarował. Okazał się taki małostkowy. Jakby go ktoś przemienił. Za to Ghasteka było mi zwyczajnie szkoda. Nie umiał dodać dwa do dwóch do samego końca. Biedaczek. Chyba po raz pierwszy poczułam do niego sympatię.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2015-07-20, 11:35   

Odkładałam to jak tylko mogłam, bo wiedziałam że jak przeczytam to będe wyć do księżyca z żalu, że jesteśmy tak bardzo do tyłu z polskim wydaniem. No i wyję teraz.

HUGH to mój idol. xD Założę fanklub, jak Boga kocham, choć i mnie już męczy to zabijanie go. Z drugiej strony będzie mi go bardzo brakować, kiedy go wreszcie ukatrupią na amen. Więc w sumie się cieszyłam kiedy po raz kolejny okazało się że mu się udało, choć naprawdę pojawia się w tym pewna monotonia.

Oczywiście, że to dupek i świr, ale całkowicie mnie ujął tym oburzonym okrzykiem, kiedy zastał Kate w klatce. No kurwa, JAK to się stało, jak mogłaś do tego dopuścić? xD Poza tym tak bardzo dobrze rozumiem jego obsesję na jej punkcie, to mi tak dobrze gra z tym kim jest ta osoba. Bardzo fajna postać, dynamiczna, nie nudna, popieprzona, ale też konsekwentnie i logicznie zbudowana. Mój typ, bardzo dobrze mi się o nim czyta, dajcie mi więcej.

W ogóle cała ta akcja w Zakonie mi się podobała, no i Nick. Biedny, biedny, biedny Nick. Ale też nie oszukujmy się, nieźle się wyzajebistrzył, zawsze byłam ciekawa tej postaci, teraz jestem ciekawa podwójnie, choć muszę przyznać podoba mi się to jego przemykanie gdzieś na krawędzi fabuły. Wiesz, że gdzieś tam jest, widzisz go kątem oka, wiesz, że ma swoją historię, swoje zadanie i swój cel, ale nic poza tym, zupełnie jakby mówił: "sorry czytelniku, nie mam czasu ci o sobie opowiadać, mam całe stosy gówna do ogarnięcia, muszę robić rzeczy w miejscach, więc ani myślę cię niańczyć".

I o rety, Ghastek. Wiecie, ja go zawsze lubiłam. Ten koleś jest spoko, zwłaszcza jak na gościa z Rodu. Trochę mi się wydał wepchnięty w to wszystko na siłę, ale z drugiej strony cieszyłam się, że tam jest. I serio trochę byłam zdziwiona, że nie pokojarzył faktów, to przecież nie jest głupia osoba. Mam zwyczajnie ważnie, że on jest zbyt... zbyt uczciwy na to Rodowe towarzystwo.

Currana mi nie brakowało, ale już raz ustaliliśmy, że ja go zwyczajnie nie lubię. Jest mi w całej tej historii absolutnie zbędny. Też nie bardzo wiem co on teraz zamierza ze sobą zrobić. Nie widzę go jako pomagiera Kate w jej agencji. I w ogóle perfidnie wkopali Jima. Bardzo perfidnie. Nie to żeby miał sobie nie poradzić, ale to paranoik. Zajebie się próbują ustawić wszystko w Twierdzy, żeby chodziło jak w zegarku. Swoją drogą Gromada dopiero teraz ma przejebane. Przecież on im nie da żyć xD

No i kto by pomyślał, Roland dobry tatuś. Ja od początku czułam pismo nosem - zdaje się że w temacie o Voronie roztrząsaliśmy kwestię tego na ile mówił on Kate prawdę. Mnie osobiście cieszy taki, a nie inny rozwój wypadków. Oboje postanowili dać sobie szanse. Może nie jako ojciec i córka, ale są siebie ciekawi, plus to, że Kate zdaje sobie sprawę, że wojna z nim to słaba opcja. A skoro on chce ją poznać i nie morduje ludzi w okół, no to niech sobie będzie. Ale swoją droga nie wiem co mu przeszkadza ta Gromada. Naprawdę mogą mu naskoczyć, wystarczy że pierdnie, a z twierdzy nie zostałby kamień na kamieniu. Są dla niego absolutnie nieszkodliwi.


Ciągle nie daje mi spokoju Nataraja. W pierwszych tomach pojawiały się przesłanki, że jest kimś więcej niż tylko pajacem na tronie w kasynie, a tu proszę, autorzy pozbyli się go w kilku zdaniach. Nie lubię jak mi się coś obiecuje, a potem puf! Facet wyparował.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org