Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Powiernik Światła
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2013-02-11, 19:20   Powiernik Światła


Temat: Czarny Pryzmat
Autor: Brent Weeks

Tytuł oryginału: The Black Prism
Cykl: Powiernik Światła
Tom: 1
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Data wydania: luty 2011
ISBN: 978-83-7480-199-7
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Liczba stron: 733
Cena detaliczna: 49,00 zł

Opis:

To on ma władzę, siłę i bogactwa, zapłaci jednak za to własnym życiem.
Gavin Guile jest Pryzmatem, najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Jest cesarzem i najwyższym kapłanem; tylko dzięki jego mocy, sprytowi i urokowi osobistemu możliwe jest utrzymanie kruchego pokoju. Niestety, Pryzmaci nie żyją długo i Guile dokładnie wie, ile mu jeszcze zostało: pięć lat, żeby zrealizować pięć niemożliwych celów.
Nagle jednak dowiaduje się, że ma syna, który urodził się w odległym królestwie po wojnie, dzięki której Gavin zdobył władzę. Teraz musi zdecydować, jaką cenę jest gotów zapłacić, żeby utrzymać w tajemnicy sekret, który może zniszczyć świat.


Tytuł: Oślepiający nóż
Autor: Brent Weeks

Tytuł oryginału: The Blinding Knife
Tom: 2
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 20 marca 2013
ISBN: 9788374802925
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Liczba stron: 812
Cena detaliczna: 49,00 zł

Opis:
Spoiler:

Gavin Guile umiera.
Myślał, że zostało mu jeszcze pięć lat – teraz ma mniej niż rok. Z pięćdziesięcioma tysiącami uchodźców, synem z nieprawego łoża i byłą narzeczoną, która być może poznała jego najmroczniejszy sekret, kłopoty otaczają go ze wszystkich stron. Cała magia na świecie wyrywa się spod kontroli i grozi zniszczeniem Siedmiu Satrapii. Najgorsze, że odradzają się starzy bogowie, a ich armia koloraków jest niepokonana. Jedynym wybawieniem może być brat, któremu Gavin skradł szesnaście lat temu wolność i życie.
Każde światło rzuca cień.
Każdy cień skrywa tajemnicę.
Każda tajemnica błyszczy w świetle.



Komentarz:
Przeczytałam pierwszy tom - podobał mi się. Jak na tak długą powieść czytało mi się ją wyjątkowo miło, chociaż zdarzały się też słabsze momenty.
Największą zaletą są ciekawe pomysły – krzesanie, krzesiciele, koloraki, Chromeria, Pryzmat, satrapie, historia tamtego świata – jestem pod wrażeniem, aczkolwiek przeszkadzało mi, że wytłumaczenia nie były przekazywane wprost i od razu, a trzeba było je wyłuskiwać w późniejszym czasie w trakcie czytania, przez co z początku byłam zdezorientowana, gdyż nie wiedziałam o czym dokładnie mowa. Autor rzucał nazwą, ale nie wyjaśniał, co się za nią kryje, i trzeba było czekać na rozwój wydarzeń, aby uzyskać wyjaśnienie, co z jednej strony zaciekawiało, jednak też trochę irytowało.
Bohaterowie byli ciekawi, a ich historie interesujące – szczególnie te związane z Gavinem i Dazenem oraz ich wzajemnymi relacjami. Z wszystkich postaci jedynie Kip mnie denerwował, chociaż rozumiem też, że autor starał się w ten sposób pokazać jego charakter, młodość i porywczość, a także napędzić akcję – mimo wszystko niektóre momenty były naprawdę irytujące. Nawet on jednak mnie zainteresował, więc zastanawia mnie, jak potoczy się jego wątek, ale jeszcze bardziej jestem ciekawa dalszych losów Pryzmata i nie tylko (wiecie, o co chodzi ;-) ). Wspomnę jeszcze tylko, iż uważam, że opis jest mylący i nie oddaje właściwie treści książki, ale w sumie może tak jest lepiej, niż gdyby zawierał spoilery.
Największą wadą tej książki jest ogromna ilość błędów - literówki, brak lub nadmiar wyrazów i przecinków, a także niezrozumiale stworzone zdania - które to za każdym niemal razem wybijały mnie z rytmu.
Ogólnie pozytywnie. Akcja była ciekawa i wciągająca, nawet mimo wspomnianej wyżej poważnej objętości, a i czytało się wyjątkowo szybko. Teraz tylko wyglądać kontynuacji.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1434
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-05-05, 15:57   

Jestem świeżo po lekturze "Oślepiającego noża" i muszę stwierdzić, że naprawdę warto było czekać na taką kontynuację. Książka ma ponad dziewięćset stron, ale jest to dziewięćset stron akcji, potyczek, intryg, bitw, problemów i starć. Autor rozwija tutaj cały swój pomysł, przedstawia Chromerię, satrapie, ludzi, którym przyszło żyć w takim świecie. Zagłębia się w temat pokazując, że "Czarny Pryzmat" to nie było wszystko na co go stać, dzięki czemu czytelnik w trakcie czytnia po prostu oddycha tą historią. Autor nie tylko jeszcze raz analizuje wszystkie zasady i podstawy wykreowanego świata, lecz niektóre też podważa, co zmusza do zastanowienia się i przypomnienia sobie fabuły pierwszego tomu.

Wiele zwrotów akcji i ze strony na stronę tworzone napięcie sprawiły, że w końcu już niczego nie byłam pewna i wolałam nic nie obstawiać. Pisarz w kilku momentach pozwolił sobie na pewien melodramatyzm, przeciągnięcie akcji, ale nie było to aż tak mocno wyczuwalne, więc można mu to puścić w niepamięć.

Spoiler:

To całe krażenie wokół siebie Karris i Gavina, mogło się skończyć zdecydowanie wcześniej. A końcówka? Omatulimojaboska! Czy on zawsze musi kończyć swoje ksiażki tak, że nie mogę doczekać się kolejnej części? W ostatnim rozdziale tak już się pogubiłam w akcji, w efekcie czego nie mam pojęcia kto ma ten oślepiający nóż. Stary Guile? Artylerzysta? Kip? Pojęcia nie mam. >.<



Muszę stwierdzić, że jest to bardzo interesujące rozwinięcie całej historii, nadające też sens nazwie całego cyklu... Przyjemność z czytania mogą psuć tylko literówki i błędy. Były i nie zdarzały się tylko sporadycznie, co ogromnie denerwuje.

Autor w książce sprytnie manipuluje czytelnikiem. Raz, że stworzył bardzo realne postaci, które posiadają zarówno zalety, jak i wady, dwa, że przedstawia ich w takich sytuacjach, iż w końcu trudno mi się połapać kto jest dobry, a kto zły. Za kim się wstawiać, komu kibicować? Oczywiście już biorąc pod uwagę pierwszą część moimi faworytami jest Gavin (Pryzmat) i Karris. Teraz doszedł Kip - wcześniej był ogrmnie denerwujący, irytujący, jego wątek mnie nie ciekawił, a teraz pasował jak ulał, z chęciuą czytałam rozdziały z jego udziałem - Teia (interesująca niespodzianka tego tomu) oraz Żelzna Pięść i Cruxer. Przy tym ostatnim szczerze żałuję, że autor potraktował chłopaka bardziej, jako postać epizodyczną, ponieważ akurat ten bohater miał wiele szans na ciekawy rozwój w fabule.

Nie mogę sobie dać spokoju z jednym -
Spoiler:

Skoro ludzie krzeszący barwy widzą tylko te kolory, które do nich należą - czyli Gavin krzesząc wszystkie, wszystkie widział, a później świat był dla niego szary, to dlaczego Kip nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że zapewne będzie potrafił krzesać wszystkie kolory w przyszłości? Nie widział ich? Przecież miało do niego należeć pełne spectrum...



Bardzo podobał mi się prowadzony wątek szkolenia dzieciaków na Czarnogwardzistów. Dzieki temu Weeks upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu, nie tyklko przedstawiając Czarną Gwardię - ich idee, sposób bycia, ciężkie szkolenie- lecz także pokazał zasady, na jakich wykreowany świat egzystuje.
Spoiler:

Sposób postrzegania Orlahoma i świata przez istnienie Orlahoma, inni bogowie, 7 kolorów i nie dopuszczanie do istnienia innych, w ogóle przy Tei - wątek innego koloru, możliwości i zagrożenia z tego płynące - czyli podsumowując, nowe pytania. :)



I jeszcze na sam koniec
Spoiler:

Jestem bardzo ciekawa, jakie będą skutki faktu, że Gavin wykrzesał biały kolor. On o tym nie wie, Żelazna Pieść pokazał wykrzesany, biały kamyk Bieli, co dalej? Co to w ogóle oznacza? Dlaczego ona się poplakała? ( :-P )

_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2013-05-05, 17:31   

„Oślepiający nóż” za mną. Nie było łatwo – czytałam tę książkę przez dwa tygodnie, nie tylko z powodu zbliżającej się matury, a tym samym nieco ograniczonej ilości czasu, ani z powodu potężnej objętości, ale dlatego, że książka ta, szczególnie w pierwszej połowie, mnie nie wciągnęła. Chociaż nie do końca – historia sama w sobie mi się podobała i była całkiem ciekawa, jednak czegoś jej zabrakło, gdyż zdarzały się momenty niesamowicie nudne. Wielokrotnie łapałam się na tym, że wybiegam nieco do przodu, by przeczytać jakiś bardziej interesujący rozdział, na przykład o Gavinie, Karris lub Tei, a potem cofam się już nieco mniej znudzona do tych „gorszych” fragmentów. To przede wszystkim Kip tak na nie działał – spora część jego rozdziałów zupełnie mnie nie ciekawiła, szczególnie tych z pierwszej połowy powieści; sam bohater działał mi na nerwy swoim paplaniem i bezsensownym pakowaniem się w kłopoty. Później zaczęła mnie również drażnić Liv i jej ślepota, chociaż to już dzielnie znosiłam.

Druga połowa powieści była lepsza i bardziej wciągająca, więc nie miałam z nią szczególnych kłopotów i wciągnęłam dwa razy szybciej niż początek, który to szedł mi tak opornie, że zdarzało się, że czytałam może po dwadzieścia stron dziennie.

Mam kilka zastrzeżeń co do sposobu rozwiązania przez autora kilku kwestii.
Spoiler:

Niektóre wydarzenia, jak tak nagłe zabicie Dazena (tego w rzeczywistości będącego Gavinem) albo, chociaż w zdecydowanie mniejszym stopniu, przekazanie Tei Kipowi, wydarzyły się zbyt szybko. Tak jakby autorowi zabrakło pomysłów, co zrobić z tymi bohaterami, jak dalej poprowadzić te wątki, więc szybko pozbył się problemów. Za szybko. Jest to też jakiś sposób na zaskoczenie czytelnika (tego pierwszego się zupełnie nie spodziewałam; aż przeczytałam fragment jeszcze raz, gdyż nie wierzyłam w to, co czytam), ale dokonało się to wszystko zbyt szybko. Na tyle prędko, że czułam, iż to zagranie było niepoprawne, niewłaściwie i przez jakiś czas odczuwam brak wątku z Dazenem. Znaczy Gavinem - w każdym razie Tym Szalonym. Nie powiem, powieść nieco straciła na jego braku, przestała być już aż tak atrakcyjna i w jakimś stopniu intrygująca czy wywołująca oczekiwanie na kolejne poczynania tej postaci.

Z drugiej strony nie można powiedzieć, że autor próżnował, gdyż na ostatnich stronach dorzucił kilka zaskakujących wątków, które teraz będą mnie męczyć, dopóki nie przeczytam kontynuacji, która zresztą dopiero się pisze, więc w Polsce może zostać wydana pod koniec przyszłego roku albo dopiero w 2015. Ale to też nie będzie koniec, gdyż autor planuje stworzyć tetralogię.

Mam wrażenie, że „Oślepiający nóż” potrzebował porządniej redakcji (także tej, którą powinno zrobić polskie wydawnictwo, które jednak się nie popisało, a tym samym powieść obfituje w literówki, co wspomniała już Blair) i skrócenia. Część scen mogła zostać spokojnie usunięta, a treść, którą niosły, mogła zostać umieszczona w innych rozdziałach. Wtedy może nie byłoby tak nudno. Tak właściwie nie wiem, co mnie tak nudziło. Pomysł na powieść jest wręcz wspaniały, bardzo interesujący i oryginalny, bohaterowie są całkiem nieźli, ciekawi, a na brak akcji też w sumie nie można narzekać, gdyż cały czas coś się dzieje, jednak tej książce czegoś brakuje. Czegoś ważnego, nie wiem jednak, czym to „coś” jest konkretnie.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1434
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-05-05, 17:56   

Sophie napisał/a:
Spoiler:

Niektóre wydarzenia, jak tak nagłe zabicie Dazena (tego w rzeczywistości będącego Gavinem) albo, chociaż w zdecydowanie mniejszym stopniu, przekazanie Tei Kipowi, wydarzyły się zbyt szybko. Tak jakby autorowi zabrakło pomysłów, co zrobić z tymi bohaterami, jak dalej poprowadzić te wątki, więc szybko pozbył się problemów. Za szybko. Jest to też jakiś sposób na zaskoczenie czytelnika (tego pierwszego się zupełnie nie spodziewałam; aż przeczytałam fragment jeszcze raz, gdyż nie wierzyłam w to, co czytam), ale dokonało się to wszystko zbyt szybko. Na tyle prędko, że czułam, iż to zagranie było niepoprawne, niewłaściwie i przez jakiś czas odczuwam brak wątku z Dazenem. Znaczy Gavinem - w każdym razie Tym Szalonym. Nie powiem, powieść nieco straciła na jego braku, przestała być już aż tak atrakcyjna i w jakimś stopniu intrygująca czy wywołująca oczekiwanie na kolejne poczynania tej postaci.



Spoiler:

Sama też się zdziwiłam. Powiem szczerze, że bardziej realną sytuacją było dla mnie, że prawdziwy Dazen, w końcu wypuści swojego Szalonego brata, aby ten mu pomógł, lub po prostu się z nim zamieni, stwierdzając, że wszystko zniszczył, a jgo plany legły w gruzach. Biorąc pod uwagę późniejszą rozmowę pryzmata z Karris znowu się zaskoczyłam. Byłam pewna, że skoro już go zabił, to zaplanował to, a w tej rozmowie wyszło na to, że zabił go pod wpływem chwili, bo ten obraził Karris... Musiałam jeszcze raz wracać do tego rozdziału.



Sophie napisał/a:
czegoś jej zabrakło, gdyż zdarzały się momenty niesamowicie nudne. Wielokrotnie łapałam się na tym, że wybiegam nieco do przodu, by przeczytać jakiś bardziej interesujący rozdział, na przykład o Gavinie, Karris lub Tei, a potem cofam się już nieco mniej znudzona do tych „gorszych” fragmentów. To przede wszystkim Kip tak na nie działał – spora część jego rozdziałów zupełnie mnie nie ciekawiła, szczególnie tych z pierwszej połowy powieści; sam bohater działał mi na nerwy swoim paplaniem i bezsensownym pakowaniem się w kłopoty. Później zaczęła mnie również drażnić Liv i jej ślepota, chociaż to już dzielnie znosiłam.


O dziwo w tej części Kip przypadł mi do gustu, nie działał mi na nerwy tak, jak poprzednio. Liv to bohaterka, która strasznie się zmieniła, a jej wątek nie był dla mnie interesujący już w pierwszej części. Co do tej nudy - też od czasu do czasu to odczuwałam, ale to dlatego, że dla mnie tam było za dużo bohaterów. Autor wprowadził masę postaci i przedstawiał akcję z ich punktu widzenia już w "Czarnym Pryzmacie", a w kontynuacji dołożył kilku nowych i z ich punktu widzenia też pisał. Dla mnie to było po prostu za dużo wątków. Mnie tam najbardziej interesowały max 4 osoby. :-P

Sophie napisał/a:
Z drugiej strony nie można powiedzieć, że autor próżnował, gdyż na ostatnich stronach dorzucił kilka zaskakujących wątków, które teraz będą mnie męczyć, dopóki nie przeczytam kontynuacji, która zresztą dopiero się pisze, więc w Polsce może zostać wydana pod koniec przyszłego roku albo dopiero w 2015. Ale to też nie będzie koniec, gdyż autor planuje stworzyć tetralogię.


Tak, znowu dwa lata czekania... Ale o tej tetralogię nie wiedziałam. Nawet ciekawie brzmi. :)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2013-05-05, 18:31   

Blair napisał/a:
Spoiler:

Skoro ludzie krzeszący barwy widzą tylko te kolory, które do nich należą - czyli Gavin krzesząc wszystkie, wszystkie widział, a później świat był dla niego szary, to dlaczego Kip nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że zapewne będzie potrafił krzesać wszystkie kolory w przyszłości? Nie widział ich? Przecież miało do niego należeć pełne spectrum...

Spoiler:

A nie jest tak, że większość widzi wszystkie kolory, a to, że je widzą, nie oznacza, że mogą je krzesać? Chociażby Teia - widzi kolory prawie normalnie (poza tym, że myli czerwień z zielenią, co jest jednak niespotykane jak na kobietę, więc można założyć - i z tego, co pamiętam, potwierdzają to w książce - że inne kobiety nie mają takich problemów), ale krzesać może tylko żółć i paryl. To, że jakiś kolor widzą, nie znaczy, że mogą go krzesać. Jeśli chodzi o ślepotę na kolory Gavina, to sądzę, że to chodzi o to, że on traci całkowicie kontakt z tym kolorem - nie widzi go ani nie czuje - i że jest to tylko cecha wypalających się Pryzmatów, a nie wszystkich krzesicieli.

Blair napisał/a:
Spoiler:

Byłam pewna, że skoro już go zabił, to zaplanował to, a w tej rozmowie wyszło na to, że zabił go pod wpływem chwili, bo ten obraził Karris... Musiałam jeszcze raz wracać do tego rozdziału.

Spoiler:

Też myślałam, że planował to od początku tylko nie był pewien, czy mu się uda i stąd słowa, które skierował do Marisii.

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1434
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-05-05, 18:41   

Sophie napisał/a:
Spoiler:

A nie jest tak, że większość widzi wszystkie kolory, a to, że je widzą, nie oznacza, że mogą je krzesać? Chociażby Teia - widzi kolory prawie normalnie (poza tym, że myli czerwień z zielenią, co jest jednak niespotykane, jak na kobietę, więc można założyć - i z tego co pamiętam potwierdzają to w książce - że inne kobiety nie mają takich problemów), ale krzesać może tylko żółć i paryl. To, że jakiś kolor widzą, nie znaczy, że mogą go krzesać. Jeśli chodzi o ślepotę na kolory Gavina, to sądzę, że to chodzi o to, że on traci całkowicie kontakt z tym kolorem - nie widzi go ani nie czuje - i że jest to tylko cecha wypalających się Pryzmatów.



Spoiler:

Możliwe. :) Sama nawet nie zwróciłam na to uwagi, a to wiele by tłumaczyło. Swoją drogą, ciekawa jestem jak wiele wspólnego z jego wypalaniem się ma oślepiający nóż i czy dowiemy się w końcu kto jest tym Powiernikiem światła. Chwilowo wszystko wychodzi na to, że wiele z nim wspólnego ma Kip, ale po Weeksie nigdy nic nie wiadomo.

_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2015-02-09, 21:32   

Jestem świeżo po przeczytaniu dwóch tomów serii i naprawdę jestem zaskoczona klasą autora. Anioł Nocny również mi się podobał, ale nie do końca. Pod koniec coś zaczęło zgrzytać, jakby autorowi skończył się pomysł i nie wiedział gdzie go popchnąć. W związku z powyższym jestem bardzo ciekawa Okaleczonego Oka, które już powinno mieć premierę, ale coś się opóźnia.
W przeciwieństwie do poprzedniczek przeczytałam dwa tomy w cztery dni, jednym ciągiem. Nie mogłam się oderwać. Podobało mi się wszystko.

Blair napisał/a:
Nie mogę sobie dać spokoju z jednym -
Spoiler:

Skoro ludzie krzeszący barwy widzą tylko te kolory, które do nich należą - czyli Gavin krzesząc wszystkie, wszystkie widział, a później świat był dla niego szary, to dlaczego Kip nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że zapewne będzie potrafił krzesać wszystkie kolory w przyszłości? Nie widział ich? Przecież miało do niego należeć pełne spectrum...


Sophie napisał/a:
Spoiler:



A nie jest tak, że większość widzi wszystkie kolory, a to, że je widzą, nie oznacza, że mogą je krzesać? Chociażby Teia - widzi kolory prawie normalnie (poza tym, że myli czerwień z zielenią, co jest jednak niespotykane jak na kobietę, więc można założyć - i z tego, co pamiętam, potwierdzają to w książce - że inne kobiety nie mają takich problemów), ale krzesać może tylko żółć i paryl. To, że jakiś kolor widzą, nie znaczy, że mogą go krzesać. Jeśli chodzi o ślepotę na kolory Gavina, to sądzę, że to chodzi o to, że on traci całkowicie kontakt z tym kolorem - nie widzi go ani nie czuje - i że jest to tylko cecha wypalających się Pryzmatów, a nie wszystkich krzesicieli.



Spoiler:

Dlatego właśnie Biel zapłakała, gdy Żelazna Pięść dał jej białą kulkę wykrzesaną przez Pryzmata. Całkowicie zgadzam się z Sophie. Dodam tylko, że z opowieści wyraźnie widać, że Dazen na początku też ni widział całego spektrum. Nastolatek dojrzewa, dojrzewają też jego moce.



Sophie napisał/a:
Mam kilka zastrzeżeń co do sposobu rozwiązania przez autora kilku kwestii.
Spoiler:



Niektóre wydarzenia, jak tak nagłe zabicie Dazena (tego w rzeczywistości będącego Gavinem) albo, chociaż w zdecydowanie mniejszym stopniu, przekazanie Tei Kipowi, wydarzyły się zbyt szybko. Tak jakby autorowi zabrakło pomysłów, co zrobić z tymi bohaterami, jak dalej poprowadzić te wątki, więc szybko pozbył się problemów. Za szybko. Jest to też jakiś sposób na zaskoczenie czytelnika (tego pierwszego się zupełnie nie spodziewałam; aż przeczytałam fragment jeszcze raz, gdyż nie wierzyłam w to, co czytam), ale dokonało się to wszystko zbyt szybko. Na tyle prędko, że czułam, iż to zagranie było niepoprawne, niewłaściwie i przez jakiś czas odczuwam brak wątku z Dazenem. Znaczy Gavinem - w każdym razie Tym Szalonym. Nie powiem, powieść nieco straciła na jego braku, przestała być już aż tak atrakcyjna i w jakimś stopniu intrygująca czy wywołująca oczekiwanie na kolejne poczynania tej postaci.



To jest jedna z wad autora. Ciągnie coś istotnego prawie przez dwa tomy, żeby bez przemyśleń, strategi to ukrócić. To jak wirus z Achai. Nie dokończona opowieść, która znalazła swe miejsce po 10 latach w Pomniku. Niestety u Weeksa to nie zadziała. Pali wszystkie mosty.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 48
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2015-02-10, 07:32   

Cytat:
Jestem świeżo po przeczytaniu dwóch tomów serii i naprawdę jestem zaskoczona klasą autora. Anioł Nocny również mi się podobał, ale nie do końca

Powiernik światła też mi się podobał bardziej niż Anioł Nocy. Moim zdaniem jego największą wadą jest sposób wydania. Intryga jest zawiła i pełna szczegółów a tomy są wydawane w dużych odstępach czasu. Czytając tom 2 nie pamiętałem wielu detali z t.1. Musiałem od nowa się wgryzać w klimat i przypominać sobie różna fakty, w sumie powinienem przeczytać jeszcze raz 1-szy tom...
Takie cegły lepiej jak wychodzą szybko po sobie, co najwyżej w kilkumiesięcznych odstępach, jak na przykład Archiwum burzowego światła Sandersona Brandona. Jak są wydawane rzadziej niż 1/rok to czytanie nie ma już takiego uroku, przez 1-sze strony trzeba się znowu wgłębiać w książkę :-|
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2015-03-04, 20:12   

Kiedy zaczynałam czytać tę serię nawet mi przez myśl nie przeszło, że będzie taka dobra, przemyślana, ze nagłymi zwrotami akcji i tym czymś co decyduje o klasie autora. Właśnie skończyłam 3 część Powiernika Światła. Trójka jest niesamowita, od książki nie sposób się oderwać, a niestety w jeden wieczór nie da się przeskoczyć.
Zaskoczenie było niesamowite. okazało się, że niektórzy nie byli tymi za jakich ich uważaliśmy. To było najlepsze. Kiedy o tym przeczytałam na ostatnich stronach, przez długi czas to do mnie nie docierało. Wie ktoś może kiedy autor napisze 4 część The Broken Mirror?
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2757
Skąd: skc
Wysłany: 2015-04-04, 18:41   

Powiem szczerze, że niewiele pamiętałam z poprzednich części – dwa lata między wydaniem kolejnych tomów to naprawdę spora ilość czasu, zwłaszcza dla mojej marnej pamięci. Autor na szczęście większość rzeczy przypomina, choć jako taką całość obrazu odzyskałam dopiero po kilkuset stronach. Co jednak przy objętości tysiąca, nie jest tak wielką ilością.

I co my tu mamy? Chromerię, targaną przez wojnę, konflikty wewnętrzne i zewnętrzne, intrygi małe i duże, tajemnice państwowe, ale też sekrety jednostek. Cała otoczka polityczna została ¬– moi zdaniem – zrobiona naprawdę porządnie, Autor bardzo dobrze przemyślał swoje posunięcia, zadbał o ogromną ilość zaskakujących zwrotów akcji i ciekawych pomysłów. W zasadzie nie było możliwości przewidzenia większości zdarzeń w dłuższej perspektywie - odgadnięcie kilku posunięć na przód już mogło być wyzwaniem.

Brent Weeks starał się sprawić, by w tej tysiącstronnicowej powieści nie było ani grama nudy, i to mu się udało. Nie jest łatwo stworzyć książkę, która będzie tak obszerna, a przy tym logiczna, zaskakująca i niemęcząca. Potrzeba do tego ogromnej ilości pomysłów oraz naprawdę dobrego i konkretnego konceptu - nie należy przecież odpływać zbyt daleko od meritum, nie można też umieścić w powieści z byt wielu wątków i bohaterów, ponieważ wtedy istnieje prawdopodobieństwo, że Czytelnik się pogubi, a to najczęściej nie kończy się dobrze dla ostatecznego odbioru. A z drugiej strony nie można sobie pozwolić na tylko jeden wątek, ponieważ nie da się wtedy w odpowiedni sposób zająć całej "powierzchni" stronicowej. Brent Weeks dobrze to wszystko wyważył - umieścił w swojej powieści paru naprawdę istotnych graczy, którzy obracali kilkoma ważnymi intrygami, a do tego dodał też wątki pomocnicze, o wiele drobniejsze, mniej zajmujące, które jednak również zaciekawiają i dodają nieprzewidywalności. Już nie wspominając, że Autor bardzo dobrze manewruje postaciami i akcją, wyciągając asy z rękawa w niespodziewanych momentach i na nieprzewidziane sposoby.

Do tego dochodzą świetne kreacje bohaterów. Weeks postarał się, by byli ciekawi, mieli swoje tajemnice, od czasu do czasu zaskakiwali Czytelnika, a przede wszystkim, by mogli pochwalić się imponującą inteligencją. Nawet mniej znaczące postacie w jakiś sposób wyróżnił, nadał im cechy, które sprawiają, że łatwo zapadają w pamięć i nie gubią się w tej całej różnorodności, nie giną pod natłokiem bardziej jaskrawych, istotniejszych charakterów. Nigdy też nie wiadomo, jak autor ich pokieruje - bo może znów zaskoczy i przyjaciel okaże się zdrajcą? Przy tym całym interesującym przedstawieniu bohaterów Autor postarał się, by część z nich miała w rękawach asy, a w myślach intrygi.

Weeks również na koniec bardzo mnie zaskoczył i to wielokrotnie. Cały czas mieszał i wykorzystywał zwroty akcji, ale na koniec przemeblował chyba dosłownie wszystko – warunki zmieniły się niesamowicie, a dodatkowo Autor wykazał się pewną ironią.
Spoiler:

Mówię tu oczywiście o tym, jak Gavina wtrącił do celi, w której ten trzymał wcześniej brata – i tym, jak ogólnie mówiąc, ponownie Dazen miał gnić w tych przerażających warunkach. Mam na myśli też, jak to Kip musi się wynieść z Jaspisów w chwili, w której pojawia się tam jego ojciec. Podobnie z nagłym odkryciem podwójnej roli osoby, o której nigdy bym nie powiedziała, że okaże się związana z dwoma przeciwstawnymi grupami, czyli Żelaznej Pięści. Czy też o śmierci Bieli i wyborze Karris na to stanowisko. Wszystko zostało przegrupowane. To niesamowite, jak Autor zachwiał wszystkim i wprowadził jeszcze więcej zamieszania.


Wszystko powyżej opisane powoduje, że od książki trudno się oderwać. Mimo tego tysiąca stron nie nudziłam się ani przez moment. "Okaleczone oko" jest zbyt nieprzewidywalne, zbyt dobrze przemyślane i skonstruowane, by zezwoliło na znużenie. Oczywiście pojawiają się wolniejsze momenty, ale można być pewnym, że to tylko spokój przed burzą. Warto też zaznaczyć, że książkę tę, mimo jej objętości, czyta się bardzo szybko - strony uciekają nie wiadomo kiedy; zaczynasz czytać, a po - zdaje się - dziesięciu minutach jesteś sto stron dalej.

"Okaleczone oko" jest powieścią na naprawdę wysokim poziomie - jest zaskakująca, złożona, wciągająca i ciekawa, zawiera interesujących, charakterystycznych bohaterów, a także oryginalne pomysły. Po powyższym nikogo chyba nie zaskoczy, gdy stwierdzę po prostu: podobało mi się. Serdecznie polecam wszystkim serię "Powiernik Światła", ponieważ jest to kawał dobrej literatury fantastycznej.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org