Nieśmiertelność zabije nas wszystkich

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2850
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Nieśmiertelność zabije nas wszystkich

Post autor: Sophie »

Obrazek

Tytuł: Nieśmiertelność zabije nas wszystkich
Autor: Drew Magary

Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Tytuł oryginału: The Postmortal
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: luty 2012

Opis:
W 2019 roku ludzkość odkrywa lek, który czyni ich nieśmiertelnymi.
Nieśmiertelność? No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby.
Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad. Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci – to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.

Komentarz:
Nie jestem przyzwyczajona do tego typu zapisu, właściwie nawet za nim nie przepadam, jednak w tej książce wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Pewnie dlatego, że najważniejsze nie było życie bohatera, a to co się działo wokół niego, wszystko to, co było efektem nieśmiertelności (a co zostało świetnie przedstawione właśnie dzięki formie dziennika).[spoiler]Bum na nieśmiertelność, jej zażarci przeciwnicy jak i zwolennicy, zamachy, zabójstwa, potem jeszcze serwisy końcowe, epidemie, głód, brak wody i ataki bombowe na obywateli własnych i innych. I najgorsze, że to jest jak najbardziej realne. Nie lek na śmierć, ale właśnie fakt, że gdyby jednak taki medykament wynaleźli historia mogłaby się tak potoczyć.[/spoiler] Zdajemy sobie sprawę, że woda i ropa się kiedyś skończą, że być może nastąpi przeludnienie, ale nie myślimy o tym, nie rozważamy. A Magary rozważył i tak powstała "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich". Naprawdę ciekawa książka, dająca do myślenia. Dla mnie jako przyszłego geografa dodatkowo interesująca.
Warto jeszcze wspomnieć o tytule, bardzo chwytliwym tytule. Głownie za jego sprawą sięgnęłam po tę pozycję. Pierwszą myślą może być: Ej, co jest, jak nieśmiertelność, czyli wieczne życie, może nas zabić? Czytając książkę Magary'ego przekonujemy się, że jednak może. Na wiele sposobów. Nie tylko fizycznie - bach i trup - ale też wewnętrznie, zabijając człowieczeństwo, moralność, współczucie.

Naprawdę warto przeczytać.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Do książki przyciągnął mnie właśnie tytuł i opis z okładki.
Tak szczerze - to nie spodziewałam sie, że będzie traktowała o tak ważnych tematach i będzie wbrew pozorom dość poważna. Masz racje Sophie - my nie myslimy na co dzień o zagrożeniach jakie niesie przeludnienie. Całe szczęście że są ludzie którzy o tym myslą i nam o tym przypominają. Mnie osobiscie książka sie podobała, choć nie za bardzo lubię narrację pierwszoosobową. Ale w tej książce jakos do mnie przemawiała.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1468
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Gdy tylko trafiła mi się okazja, żeby przeczytać "Nieśmiertelność zabije nas wszystkich", nie wahałam się ani chwili. Najbardziej zachęcił mnie do tego tytuł książki, dopiero później opis. Trzeba przyznać, że jedno i drugie jest dość sprytnie obmyślone i wywołuje w potencjalnym czytelniku ciekawość.

Spodziewałam się raczej humorystycznego, może troszkę ironicznego przedstawienia sprawy. Autor jednak zabrał się do tego całkiem poważnie. Na początek - wykreował bohatera, który był zwykłym człowiekiem. Nie miał żadnych powiązań z wytworzeniem metody na nieśmiertelność, nie działał aktywnie z żadną ze stron. Miał bierne zapatrywania na sytuację nie tylko przyszłą, ale także i teraźniejszą. A później został rzucony w wir wydarzeń. Sądzę, że było to znakomite posunięcie - przedstawić fabułę za pomocą bohatera, który jest zwykłym szarakiem, zwykłym człowiekiem, który nie ma wielkiego wpływu na sytuację.

Interesująca była także zmiana poglądu bohatera na temat nieśmiertelności. Dokładnie widać, że z biegiem lat przestał on żyć, a zaczął egzystować. Nie czerpał korzyści ani radości z faktu, że przeszedł zabieg.

Moim zdaniem czasami na te wydarzenia, autor nakładał taki woal czarnego humoru.

[spoiler] Na przykład ojciec głównego bohatera. Od samego początku byłam pewna, że pisarz chciał, aby była to postać inteligentna, doświadczona przez życie. Facet zapierał się skorzystania z leku, ponieważ chciał dołączyć do żony, bez której życia nie widział. I jak się to wszystko skończyło? [/spoiler]

Po świetnym początku i dobrym rozwinięciu, zakończenie mi się nie spodobało.

[spoiler] Nie mam na myśli śmierci bohatera [/spoiler] Ale porównując końcówkę z niektórymi wcześniejszymi wydarzeniami, ostatnie rozdziały wydają mi się jakieś takie... nierealne.
Można pomyśleć: Jak to nierealne? Przecież to science-fiction, większość tekstu zapisanego w powieści nie ma sensu. A właśnie, że nie! Autor tak umiejętnie przedstawił te wszystkie szczegóły, detale, zmiany, sytuacje i wydarzenia, sposób jak na to reagowało społeczeństwo....
Przez moment to wszystko wydawało mi się całkiem możliwe. Przyszłość. Czy ludzkość nie pragnie wiecznego życia? Z resztą, nawet bez tego już niedługo z pewnymi sprawami, jak gaz ziemny czy ropa naftowa, mogą zacząć się kłopoty. Zakończenie wydawało mi się totalnie oderwane od reszty.

Małym niedopracowaniem była tutaj technologia. Czytelnik dostał świat, w którym wieczność jest możliwa. Znaczy to, że nauka poszła do przodu. A co z technologią? Już dzisiaj na rynku światowym pojawiają się przedmioty, które w ubiegłym roku były marzeniem, S-F, przedstawianym w filmach (dobra teraz troszkę przesadzam :roll: ). Jednak mam na myśli, że pisarz nie uwzględnił tego rozwoju techniki.
Tyle.

A reszta? Reszta to całkowity majstersztyk. 8-)
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Ta powieść to był dla mnie przyjemny powiew świeżości - zarówno pod względem tematyki, jak i sposobu narracji.

Jak ktoś słusznie zauważył, dotychczas książek o nieśmiertelności napisano mnóstwo, ale wszystkie przedstawiały ją jako coś świetnego - wieczność z ukochaną osobą, wieczność na ratowanie obywateli w potrzebie, czy też wieczność na różnego rodzaju świństwa i degeneractwa, dostępne tylko jednostkom, co również jest istotne. Zaś nieśmiertelność, którą może dostać każdy, w zasadzie bez większych problemów, okazała się nie darem, lecz przekleństwem. Naprawdę przekleństwem, a nie zwykłym ględzeniem szarpanego problemami moralnymi amanta (tudzież amantki). Wizja, jaką przedstawił autor, z każdą kolejną stroną coraz bardziej mnie niepokoiła, ale powiedzmy sobie szczerze - jeśli istotnie kiedyś zostanie znaleziony "lek na śmierć", to jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Perspektywa wieczności na tym padole nie polepszy ludzkich charakterów, ba!, uczyniłaby nas po dwakroć gorszymi niż jesteśmy obecnie.

Blair pisała, że wg niej Magary nie dopracował technologii. Jakaś racja w tym jest, patrząc na tempo, z jakim ludzkość dąży do nowych wynalazków, ale uważam, że to kolejny skutek nieśmiertelności. Ludzie się rozleniwili, przestali dążyć do jak najszybszego kończenia danych prac, by np. obejrzeć skutek jeszcze za swojego życia - bo przecież będą żyli bardzo długo. Po co wynajdować coś teraz, mam jeszcze MNÓSTWO czasu. Po co się kształcić teraz (na naukowca, owego wynalazcę), skoro mam TYLE czasu. Lepiej imprezować, zwiedzać, szaleć, później przyjdzie czas na pracę...

Nieśmiertelność zabiła więc w ludziach pracowitość. Moralność i współczucie - coś, o czym wspomniała Sophie. Jak wielkimi egoistami stali się nieśmiertelni, uderzyło mnie chyba wtedy, gdy [spoiler] siostra głównego bohatera (damn, nie pamiętam jego imienia) poinformowała go, iż jest w ciąży, i przyznała, że strasznie się w związku z tym boi, co mogą zrobić jej i dziecku - to przecież kolejna gęba do wykarmienia, a wszystkiego jest tak mało, nawet wody. Jako iż jestem osobą, której marzy się życie z co najmniej dwójką dzieciaków, nie mogłam nie zdumieć i nie zasmucić się nad tym, jak największa siła natury, największy cud został sprowadzony do... pasożytnictwa? Tak... Każdy kolejny człowiek, każde dziecko rodziło się z piętnem nienawiści społeczeństwa. [/spoiler]

Śledzenie tego, jak bardzo okrutną i bezwzględną rasą stają się ludzie było zarazem fascynujące i przerażające - prześwietna lektura rzucająca nowe światło na zagadnienie nieśmiertelności, będąca również przestrogą, co może się dziać (nawet jeśli nadal będziemy staromodnie umierać).

Zaś ów drugi powiew - narracja - był równie przyjemnym zaskoczeniem. Nie przypominam sobie, bym czytała kiedykolwiek powieść napisaną w pierwszej osobie jako dziennik, a nie pamiętnik. Historia i główny bohater zdecydowanie na tym zyskali - wydarzenia opisane z perspektywy zwykłego szaraka okazały się strzałem w dziesiątkę. Nikt niezwykły, nikt niesamowity, więc i jego notatki o życiu można by uznać za przeciętne, nudne wręcz, pozbawione polotu, finezji i wyrafinowanego języka, gdyby - rzecz jasna - nie ich tematyka. Interesująca i wciągająca odmiana po tych wszystkich barwnych wynurzeniach. Dziwnie to brzmi w moich ustach (pod palcami), ponieważ bardzo cenię bogactwo języka, zręczność wypowiedzi. Ale tutaj taki zabieg pasuje idealnie i równie idealnie został poprowadzony.

Mogłoby się wydawać, że postacie okażą się papierowe, sztuczne, ale wydaje mi się, że dzięki temu, iż bohater nie opisywał tego, jak ich widzi, a jedynie to, co czynią (czasem jedynie oceniając ich postępowanie), stały się one o wiele bardziej realne i osiągalne dla czytelnika. Mogłam sama wytypować, kogo lubię, a kogo nie, kto jest zły, a kto dobry, nie patrząc przez pryzmat sympatii narratora. I przyznam, że jego neutralność znacznie przyczyniła się do wizerunku przeciętniaka, jaki został zbudowany - wydaje mi się, że tacy ludzie często po prostu nie mają zdania, bo dana sprawa jest im zwyczajnie obojętna.

Co tu więcej mówić, polecam serdecznie każdemu, to fantastyczny odskok od typowej literatury.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Książki”