Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Seria o Stephanie Plum
Autor Wiadomość
Pitson92
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-10, 14:03   

Super wiadomość , jestem pewny że będę posiadaczem tej książki :) Ten gatunek jest moim ulubionym.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2013-12-11, 17:13   

Super informacja, teraz tylko trzeba wyczekać te dwa miesiące. :-D A ja mam dla Was jeszcze inną, równie dobrą informację - otóż Fabryka rozesłała swój newsletter, w którym wyraźnie stoi, iż "w 2014 Fabryka Słów planuje wydać aż 6 kolejnych części przygód o Stephanie Plum" - czyli, jeśli Fabryka utrzyma tempo, to w 2015 roku dogonimy wydania oryginalne. No i pozostaje mieć nadzieję, iż Śliwka nie zepsuje się, jak to można wyczytać z Goodreads.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2014-02-10, 01:14   

Powieści miłe, lekkie i zabawne, po prostu fantastyczne! Pękam przy nich ze śmiechu, zwłaszcza gdy do akcji wkracza babcia Mazurowa albo Lula. Żarty sytuacyjne nigdy mnie nie bawiły i niespecjalnie mnie rusza, gdy Stephanie robi z siebie ofermę na oczach wszystkich albo znów traci samochód, ale dialogi z udziałem najbardziej szurniętych i zarazem przekonanych o swojej normalności postaci sprawiają, że wybucham śmiechem. :-) Jak powiedziałam – moje faworytki to babcia i Lula, ale zapłonęłam niesamowitą sympatią do Sally'ego (szkoda, że nie ma go węcej) oraz Księżyca (przynajmniej tak nazywa się w tłumaczeniu, które czytam – chodzi o pana na wiecznym haju). Zabawne, wyróżniające się osoby, zawsze mające do powiedzenia coś, co skonfunduje otoczenie, a Czytelnika rozbawi. Ale moi ulubieni bohaterowie raczej nie należą do tego komediowego grona – to Morelli oraz Komandos.

Joe jest fantastyczny, uwielbiam go za jego podejście do życia i przestępczości, za drogę, jaką przebył od bycia ciekawskim łobuzem przez napalonego nastolatka do prawego, sprawiedliwego policjanta (zawsze podziwiam ludzi, którym udaje się tak diametralnie zmienić charakter na lepsze). I zarazem pozostał w nim urok, chęć psoty i mroczne cienie, które sprawiają, że jest postacią interesującą, wielowarstwową. Na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech, gdy jest choćby wspomniany. :-) I z jednej strony chciałabym, żeby Steph go wybrała, bo sądzę, że to by uszczęśliwiło, ale z drugiej strony Stefcia coraz bardziej mnie irytuje (ale o tym za chwilę) i uważam, że na Joego nie zasługuje.

Komandosa lubię, bo przecież wszyscy kochamy zagadki! :-D Facet jest jednym wielkim sekretem o boskim ciele... no, komandosa. Obok takiej enigmatyczności nie da się przejść obojętnie, zwłaszcza że koleś po prostu taki jest, z głębi serca. Ma świetne odzywki, ripostuje bez wahania i porażająco celnie, roztacza aurę skończonego twardziela mającego cały świat w dupie – jak go nie lubić? Ale dziwię się Stephanie, że tak ją do niego ciągnie. Komandos jest przerażający i zdecydowanie nie nadaje się dla kobiety takiej jak ona. Pociąg fizyczny to nie wszystko...

Nie miałabym nic przeciwko przyciąganiu do Komandosa, gdyby nie istnienie Morellego.

Co mi się nie podoba:

Stephanie. Ugh, pierwsze trzy części były wyśmienite w swoim gatunku, ale potem Stefcia zaczęła mieć problemy w życiu towarzyskim, wkradł się trójkąt i moja sympatia do niej zaczęła się walić jak domino. Rozumiem, że obawia się związku z Morellim, ale narobiła mu tyle świństw – niewielkich, ale złożone w całość okazują się poważnym problemem – że naprawdę powinna pomyśleć nad sobą. Najbardziej mnie irytuje ta jej podwójna moralność i hipokryzja. Na Morellego wścieka się za kontakty z innymi kobietami i jest zazdrosna nawet o przeszłość, chociaż Joe jest zupełnie innym człowiekiem niż kiedyś, a sama biega po mieście bez żadnych oporów z Komandosem, pozwala mu się uwodzić i rozważa pójście z nim do łóżka. Dodatkowo irytuje fakt, iż nie uważam, by pociąg seksualny miał prawo tak wpływać na życie, a większość decyzji Stephanie odnośnie związków została podjęta przez wzgląd na ten właśnie. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że dziewczyna coraz bardziej głupieje i dziecinnieje, nie wyciąga wniosków ze sowich błędów, wybiera wrzaski i oskarżenia zamiast rozsądnej rozmowy, nie akceptuje kompromisów i to nie dlatego, że taka jest czy uważa, że jej rozwiązania są lepsze – nie, ona po prostu jest uparta jak osioł i nie przyjmuje do wiadomości, że lepiej byłoby dla niej i dla wszystkich wokół, gdyby ustąpiła. I, paradoksalnie, strasznie daje sobą pomiatać i rozstawiać po kątach.

Druga denerwująca sprawa do powtarzalność. Pewnie nie widać tego, gdy czyta się książki zgodnie z odstępem wydawania, ale ja wciągnęłam siedem w przeciągu czterech dni i naprawdę jestem już nimi zmęczona. Wciąż te same sytuacje komiczne: samochody Stephanie (czy tylko mnie zastanawia, skąd ona ma na nowe pieniądze?), sponiewierannie przez NS-a, gonitwa za nim, wytarzanie się w jakichś substancjach, starcia z wrogami, wychodzenie na ofermę, ofiarę losu i idiotkę. Wszystko to żarty sytuacyjne, a, jak mówiłam, mnie nigdy takowe szczególnie nie bawiły, ale nie mam nic przeciwko nim. Kiedy jednak czytam ten sam schemat któryś raz z rzędu, to mam po prostu ochotę przerzucić kilka kartek do przodu i czytać coś, co jest bardziej interesujące, świeże. Dialogi mi się podobają. Przebiegi fabuł tez zaczynają mi się już rysować jako podobne, ale na to narzekać nie będę, bo to przede wszystkim komedia, a nie kryminał.

Ale rany!, jak trudno jest się oderwać. Skończyłam siódemkę i zanim się obejrzałam, wzięłam się za ósemkę, chociaż naprawdę mam już dosyć Stephanie i jej problemów, zwłaszcza tych dotyczących mężczyzn. Trochę przeraził mnie fakt, że książek jest dwadzieścia, a dwudziesta pierwsza w drodze, bo to jasno mówi, że autorka ma zamiar ciągnąć z tej serii ile wlezie. Obawiam się tak tragicznego spadku poziomu i widocznej powtarzalności, że stracę serce dla cyklu. Ile razy można czytać o tym samym... Najbardziej mnie w sumie ciekawi wątek trójkąta, a raczej czy Stephanie zdecyduje się na Morellego czy nie. I kiedy to nastąpi, bo jeśli ma zamiar miotać się przez następne dziesięć części, to ja chyba rezygnuję, nie lubię takiego sztucznego przedłużania. Ma ktoś jakieś informacje na ten temat?

Hm, doszłam do wniosku, że poza potencjalnym związkiem Steph i Joego niewiele mnie już interesuje...

Dwadzieścia jeden tomów... Boże, ja bym nawet nie wiedziała, o czym pisać. Obiecuję, że teraz będę czytać zgodnie z wypuszczaniem kolejnych tomów, może ochłonę do następnego i będę się nim cieszyć tak, jak cieszyłam się pierwszymi trzema. Czyta się przyjemnie i to dobre książki, ale czuję, że zbliżamy się do katastrofy.

EDIT:
Spoiler:

Dobra, zerknęłam sobie na wikipedię i wygląda na to, że nie wytrwam długo w tej serii, bo z tego co rozumiem, w dwunastce Stephanie zda sobie sprawę, że kocha i Morellego, i Komandosa (oszczędzę sobie złośliwego komentarza). W siedemnastce chyba wybiera Joego, ale mogłam coś źle zrozumieć. Jezu... nie dotrwam do tego czasu. Dobrze, że zdecydowałam się najpierw przeczytać tę serię, zamiast kupować w ciemno, bo srogo bym żałowała. Takie lekturki na raz... nie mam miejsca na lekturki na raz.



EDIT 2:
Ósemka za mną.
Spoiler:

No i stało się, Stephanie i Komandos poszli do łóżka. Ja się naprawdę głęboko zastanawiam, co on w niej widzi (ani nie jest specjalnie ładna, ani inteligentna), bo co ona w nim to wiemy i się nie dziwimy.

Jakoś tak... jestem Steph zażenowana. Ona może sobie myśleć co chce, ale ja odebrałam to jako zdradę przeciw Morellemu. Tak, zerwali ze sobą, bo tak, chciał żeby zrezygnowała z posady łowcy nagród, ale ja widzę tu przede wszystkim miejsce do rozmów i kompromisów jak dorośli, odpowiedzialni ludzie. Nie na wskakiwanie do łóżka facetowi, którego się w zasadzie nie zna, ale och jest taki pociągający. Już o tym pisałam, a teraz jeszcze bardziej jestem zażenowana stopniem, w jakim popęd seksualny wpływa na życie Stefci.

A Morelli znów pokazał, jakim jest cudownym gościem. Dziewczyna go - tak jakby - zdradziła (on ją wciąż kocha i powiedział jej to przecież, a ona - nic...), a mimo to nie urządził jakiejś idiotycznej sceny zazdrości. Widoczne dla mnie jest, że cierpi. I znów mam ochotę zapytać: co on w niej widzi?

Wiem, że to lekkie powieści i nie chodzi w nich o analizowanie postaci i ich relacji, ale, cholera, rozwój bohaterów jest istotny w każdej książce, a Steph wydaje się raczej cofać. Poza tym ten trójkąt miłosny zajmuje lwią część rozważań, zatem to istotny wątek, nie da się przejść obok obojętnie. Może gdyby Evanovich nie kładła na niego takiego nacisku, odbierałabym go inaczej, luźniej; bo tak z powieści sensacyjnej z wątkiem romantycznym w tle widzę romans z wątkiem sensacyjnym w tle.

Może po prostu gówniarskie zachowanie Stephanie działa mi na nerwy i przesłania wszystko inne. To jest możliwość.

Niemniej wciągnęła Ósemka tak samo jak poprzednie, ino szkoda, że wszystko było w zasadzie wiadome od samego początku.

Chcę Dziewiątki i jednocześnie nie chcę, sama już nie wiem. Myślę o tych dwudziestu tomach i chyba bardziej nie chcę. A na początku było tak pięknie.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2014-02-10, 13:12   

destrakszyn napisał/a:
ale zapłonęłam niesamowitą sympatią do Sally'ego (szkoda, że nie ma go węcej) oraz Księżyca (przynajmniej tak nazywa się w tłumaczeniu, które czytam – chodzi o pana na wiecznym haju).


Tak, Sally był genialny, póki co mój ulubiony "pomagier" Śliwki. Księżyc też jest spoko, ale jednak Sally miał to coś! :D

destrakszyn napisał/a:
Joe jest fantastyczny, uwielbiam go za jego podejście do życia i przestępczości, za drogę, jaką przebył od bycia ciekawskim łobuzem przez napalonego nastolatka do prawego, sprawiedliwego policjanta (zawsze podziwiam ludzi, którym udaje się tak diametralnie zmienić charakter na lepsze). I zarazem pozostał w nim urok, chęć psoty i mroczne cienie, które sprawiają, że jest postacią interesującą, wielowarstwową. Na mojej twarzy od razu pojawia się uśmiech, gdy jest choćby wspomniany. I z jednej strony chciałabym, żeby Steph go wybrała, bo sądzę, że to by uszczęśliwiło, ale z drugiej strony Stefcia coraz bardziej mnie irytuje (ale o tym za chwilę) i uważam, że na Joego nie zasługuje.


Mogę się pod tym podpisać. Poza tym, kurde, jak nie kochać faceta który zawsze przynosi ci coś dobrego? :D

destrakszyn napisał/a:
Druga denerwująca sprawa do powtarzalność. Pewnie nie widać tego, gdy czyta się książki zgodnie z odstępem wydawania, ale ja wciągnęłam siedem w przeciągu czterech dni i naprawdę jestem już nimi zmęczona.


Efekt przedawkowania Śliwki. Wszyscy to przechodziliśmy chyba. Przynajmniej każdy z kim rozmawiałam o tym. Jak wciągniesz za dużo na raz to ci się ulewa.

destrakszyn napisał/a:
Wciąż te same sytuacje komiczne: samochody Stephanie (czy tylko mnie zastanawia, skąd ona ma na nowe pieniądze?)


Ok, ja osobiście lubię epopeję samochodową Śliwki. Tak, wiem, że gdy Steph kupuje nowy samochód to w zasadzie już powinna się z nim żegnać, bo jego żywot będzie burzliwy i krótki, ale i tak... jakąś dziką satysfakcję sprawia mi to jak kolejno wylatują w powietrze a ona i tak musi się przeprosić z nieśmiertelnym Wielkim Błękitem :) Swoją drogą naprawdę nie rozumiem czemu ona tak nienawidzi tego samochodu skoro on jej jest tak wierny i oddany :D

Też mnie zastanawia skąd on bierze na to kasę? W sensie żeby się na nowy samochód czy kieckę zapożyczyć to nie ma oporów, ale żeby sobie kupić porządne drzwi i kraty do okien to już zawsze jest jakieś ale?

W sensie to mnie w niej denerwuje najbardziej. Jeśli idzie o rozterki z facetami, już dawno doszłam do wniosku że 80% bab w tym temacie wykazuje się skrajną nielogicznością i debilizmem. Znam mnóstwo kobiet takich jak Stephanie, które dają folgować swoim hormonom i rozbuchanemu libido i przepuszczam to przez tolerancyjny filtr: "To typowa cipa, nie reaguj, nic nie poradzisz". Irytuje mnie natomiast to, że z takim uporem maniaka nie zabezpiecza swojego domu! Tak, raz ktoś ją w końcu zmusił i zamiast przyłożyć do tego większą uwagę ona zwyczajnie "pozwoliła" się temu zepsuć! Mówię, ja na jej miejscu nie kombinowałabym skąd wziąć na nowe auto (rozumiałabym jeszcze gdyby nie miała żadnego, ale przecież ma!) czy byty, tylko wstawiłabym sobie nowe pancerne drzwi i kraty w okna, skoro elektronika ją przerasta. Poza tym, o ile dobrze kojarzę to co jej zamontował Komandos miało powiadamiać, że ktoś nieproszony się dostał do domu, a nie zapobiegać dostaniu się tam. Mnie by to w ogóle nie satysfakcjonowało.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2014-02-10, 23:49   

Kometa napisał/a:
Mogę się pod tym podpisać. Poza tym, kurde, jak nie kochać faceta który zawsze przynosi ci coś dobrego? :D
O tym nie pomyślałam, ale jak się nad tym zastanawiam, to kurczę, fajnie byłoby mieć osobistego dostawcę pizzy. Za darmo. :D

Cytat:
Efekt przedawkowania Śliwki. Wszyscy to przechodziliśmy chyba. Przynajmniej każdy z kim rozmawiałam o tym. Jak wciągniesz za dużo na raz to ci się ulewa.
W takim razie póki co wstrzymam się z Dziewiątką.

Kometa napisał/a:
ona i tak musi się przeprosić z nieśmiertelnym Wielkim Błękitem :)
Dobra, akurat ten aspekt mi się podoba. Samochód po niezliczonej liczbie kraks i wciąż bez ani jednej ryski - ta jego niewzruszona, triumfująca obecność jest urzekająca. Wielki Błękit stał się pełnoprawnym bohaterem powieści. :-)

Cytat:
Też mnie zastanawia skąd on bierze na to kasę? W sensie żeby się na nowy samochód czy kieckę zapożyczyć to nie ma oporów, ale żeby sobie kupić porządne drzwi i kraty do okien to już zawsze jest jakieś ale?
Bardziej myślałam w kontekście narzekania, że nie ma za co jeść. Może taka kultura w USA jest, że samochód jest istotniejszy niż pewne sprawunki potrzebniejsze z punktu widzenia logiki (i zastanawia mnie, czy rzeczywiście zakup nowego samochodu jest tam tak prosty). Nie wiem, co jest uwłaczającego w poruszaniu się komunikacją miejską; jestem w stanie zrozumieć, że Steph potrzebuje wozu jako łowca głów (gdzieś musi wrzucać tych baranów, jeśli uda się jej jakiegoś załapać rzecz jasna), ale mając do wyboru co i rusz kupować sobie nowy, a jeździć niezniszczalnym czołgopodobnym potworem, zdecydowałabym się na potwora. Chyba po prostu drażni mnie takie wywalanie kasy w błoto.

Ach, a to mieszkanie Steph też jest kamieniem w bucie. Ja pewnie po tylu "przygodach" bym się wyprowadziła, po prostu nie czułabym się bezpiecznie w miejscu, które powinno być azylem.
Kometa napisał/a:
wstawiłabym sobie nowe pancerne drzwi i kraty w okna, skoro elektronika ją przerasta
Czekam na to (ja - znowu - zakratowałabym się już w pierwszej części, kiedy Ramirez zaczął się narzucać). Wiadomo, że nic się poważnego Steph nigdy nie stanie, ale i tak jej lekkomyślność doprowadza mnie do białej gorączki.

Kometa napisał/a:
W sensie to mnie w niej denerwuje najbardziej. Jeśli idzie o rozterki z facetami, już dawno doszłam do wniosku że 80% bab w tym temacie wykazuje się skrajną nielogicznością i debilizmem. Znam mnóstwo kobiet takich jak Stephanie, które dają folgować swoim hormonom i rozbuchanemu libido i przepuszczam to przez tolerancyjny filtr: "To typowa cipa, nie reaguj, nic nie poradzisz".
Ja nie mam cierpliwości do podobnej głupoty i egoizmu, dlatego się męczę. :-/ I Morellego nie do końca rozumiem.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-02-19, 07:31   

Mimo stosiku własnych i bibliotecznych książek czekających w kolejce do przeczytania nie mogłam się oprzeć kolejnej śliwce. Minęło 5 miesięcy od Ósemka wygrywa i stęskniłam się za Stephane. Może dlatego wydało mi się, że Wystrzałowa Dziewiątka to najlepsza część ze wszystkich. Dawno się tak nie uśmiałam. Dobrze, że nie czytałam jej w miejscach publicznych. Wystarczy, że małż się dziwnie na mnie patrzył, jak chichotałam. Kiedy tak patrzył, też zaczynał chichotać, a wtedy ja jeszcze bardziej. Śmiech jest zaraźliwy.

Pamiętacie jak Plum załatwiała każdy samochód jaki dał jej Komandos. Tym razem sieje pogrom wśród Wesołej Kompanii (pracowników KomandoMan). Nikt nie wyjdzie cało z opresji. Ochroniarze są świetni. Każdy w swoim rodzaju.
Np. filozofia Czołaga:
- Kobiety prowadzą – Tylko w moim łóżku – Nigdy w moim wozie.

Cal to steroidozaurus, a Eryk po spotkaniu Stephane stwierdza, że tylko Bóg jeden wiem po co ma ją ochraniać, skoro jest z nią Wielka Berta i Kościołamacz.

A wszystko przez Viniego. Właściciel firmy poręczycielskiej zleca Komandosowi pilną sprawę:

„- Potrafisz go znaleźć, prawda?
Kąciki ust Komandosa unoszą się minimalnie w górę (…)
- Będę potrzebował pomocy.
- Dobra. Wszystko jedno. Możesz dostać Stephane.
Komandos popatrzył na mnie i jego uśmiech stał się nico szerszy – tak uśmiecha się ktoś, kto właśnie niespodziewanie dostał ciastko.”

Tak się kończy pierwszy rozdział. A co było dalej? Za dużo nie zdradzę, ale była np. Luna rzucająca swoimi stringami, albo pytająca:
„- Co przegapiłam? Co się stało? Coś mnie ominęło?
Nie wiedziałam od czego zacząć. Śmierć, narodziny, seks i utrata włosów.” To chyba mówi WSZYSTKO.

Jeśli chodzi o babcię Mazurową to Komandos ma o niej takie zdanie:
„- Moja babcia to mała Kubanka, która mówi po hiszpańsku i cały dzień gotuje. Twoja babcia ogląda płatny kanał porno.”

Spoiler:

Nie wiem czemu kiedy Stephane dowiedziała się, że zabójcą jest mistrz gry nie skojarzyła wyglądu gabinetu Cloyda. Przecież wyglądał jak pokoje innych graczy, cały oblepiony plakatami z gier i filmów. Jeśli nie jako zabójcę to chociaż jako uczestnika gry.


Chyba zaczynam rozumieć obawy Plum przed noszeniem broni.
Spoiler:

Kiedy tylko ma ją w rękach, zawsze kogoś postrzeli albo zabije, a przecież nie jest seryjną morderczynią, ani policjantką. Podświadomie obawia się, że znowu to zrobi i ma rację. Zaliczyła drugiego psychopatę.


Co do zamków. Nawet Morelli przyznaje, że nawet wstawienie 3 super zamków jakoś nie powstrzymuje psycholi od włamywania się do niej.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-03-17, 15:07   

„Wystrzałowa dziewiątka” za mną. Jak każdą poprzednią Śliwkę, również tę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, jeden dzień i po wszystkim. Znajdzie się tu też sporo humoru – wielokrotnie wybuchałam głośnym śmiechem. Zresztą wszyscy wiedzą, jakie są książki o Śliwce. Ważniejsze jest – jak potoczyły się niektóre wątki w tym akurat tomie.
Spoiler:

Jestem naprawdę zadowolona z kierunki, w jakim toczy się tu akcja – Steph się tak jakby określiła, powstrzymała się przed ulegnięciem Komandosowi (czego nie udało jej się w poprzednim tomie), za to zamieszkała z Morellim i wszystko wskazuje, że na dłużej. Brakuje mi może jakiejś głębszej relacji między nią i glinarzem, jakiejś rozmowy, czegokolwiek, co wskazywałoby, że są w związku, a nie tylko lądują co wieczór w tym samym łóżku i czasem do siebie dzwonią. Ogólnie jednak jest znacznie lepiej niż ostatnio – Komandos dalej miesza (a ja w końcu przestałam go lubić i teraz mnie nieco drażni) i stara się tu Steph przetestować. Liczę tylko a to, że nasza łowczyni nagród nie straci głowy i ponownie nie rzuci się na niego.

Zaczęłam również od Stephanie wyczuwać mniejszą beztroskę – no hej, nie rzuciła się na buty, gdy tylko weszła do obuwniczego, ale stwierdziła, że tak się obawia mordercy, że przestało ją to interesować. No i ogólnie zdawała mi się jakaś taka doroślejsza – pewnie to skutek opanowania chuci i zaprzestania błazenady z zakupami i bezsensownym wywalaniem kasy na pieniędzy, które jej są niepotrzebne, a także jakichś przejawów możliwości na ustatkowanie. Ogólnie cała jej postać wychodzi na plus – oby tylko autorka tego nie zepsuła.

Dość mocno wkurzała mnie w tym tomie Lula – te jej idiotyczne diety i nieco inne ich rozumienie, ale przede wszystkim jej paplanie na ten temat, nawet Steph straciła cierpliwość (wreszcie!), choć i tak dała się wmanewrować w jej towarzystwo.

Jestem strasznie ciekawa, jak to będzie w kolejnym tomie.

Pod pewnymi względami widać znaczną poprawę, ale jest też pewien spadek formy – otóż ten tom nie wciągnął mnie tak bardzo jak poprzednie. Dalej byłam zainteresowana akcją, dalej przeczytałam ją migiem, ale tym razem mogłam się już spokojnie od niej oderwać. No i nie zostałam zaskoczona rozwiązaniem – tego właśnie się spodziewałam i tak właśnie typowałam.

Tak czy inaczej polecam, bo - jakby nie było - to dalej Śliwka, z którą świetnie spędza się czas.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2014-04-02, 01:27   

ok, to oficjalne - moja ulubioną postacią jest Vinnie xD

W sensie, on mnie rozwala. To jego zamykanie się w biurze i wypadanie z niego, niczym diabeł z pudełka, żeby opieprzyć wszystkich od góry do dołu, po czym, znowu się tam chowa. Lubię te jego nagłe wtrącenia, teksty i a w ogóle pamiętam jak płakałam ze śmiechu kiedy wybrał się na jedną akcję wraz ze Stephanie (nie w 9, w którymś innym tomie). I autentycznie, mimo dewiacji i zboczeń, to jednak, jak sam stwierdził, wygląda na to że jest w tej rodzinie najnormalniejszy. A na pewno przejawia najbardziej praktyczny rodzaj rozumowania - gówno mnie obchodzi jak, byleby to było zrobione.

Ogólnie, co mogę rzec, uwielbiam Śliwkę. To jest właśnie to czego mi trzeba żeby się zrelaksować, choć naprawdę tym razem od samego początku podejrzewałam właściwą osobę, co mi zawsze nieco psuje humor.

Moja ulubiona scena - w kasynie, powalenie Eryka. No się popłakałam. Ze śmiechu xD
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-04-28, 06:59   

Dziesięć kawałków



Niedawno uświadomiłam sobie, że już niedługo jedenasta część, a ja jeszcze nie przeczytałam dziesiątki. Postanowiłam to nadrobić w pierwszej wolnej chwili. I jak zawsze poszło błyskawicznie. Przekładając ostatnią stronę poczułam żal, jak zawsze, że to już koniec. Kiedy zaczęłam się głębiej zastanawiać nad treścią, stwierdziłam, że Śliwka jest zarazem boska, z zarazem strasznie głupia.
Spoiler:

Uzasadnienie wynajęcia Złomiarza do zabicia upierdliwej Plum. Już lepiej wypada transwescyta wjeżdżający szkolnym autobusem i koszący gang z uzi. Głupio, ale komicznie.

Czym prędzej porzuciłam więc pomysł analizy, ciesząc się rozsądnym dawkowaniem Plum, bo nadmiaru mogłabym nie przeżyć i stracić świetny odmużdżacz. Ale, ale… co tym razem się działo. Kiedy już myślałam, że autorka niczym nowym już mnie nie zaskoczy, okazało się, że wręcz przeciwnie. Najlepiej obrazują to słowa Morellego:

„- Ty nie masz żadnej kariery – zaprotestował Joe. – Ty masz misję samobójczą. Większość kobiet stara się unikać zabójców i gwałcicieli. A ja ma dziewczynę, która chodzi i stara się ich znaleźć. A jakby mordercy i gwałciciele nie wystarczyli, to teraz jeszcze wkurwiłaś cały gang.”

A powiem wam jeszcze, że gang to jeszcze nie wszystko (nie zdradzę). :-P Nie ma jak grajdołowe ploteczki roznoszące się z prędkością błyskawicy.

„- Słyszałam, że pojechałaś na ich teren czołgiem i rozjechałaś kilku z nich – mówiła Renee. – W tym przywódcę. I słyszałam, że tylko ty możesz zidentyfikować Czewonego Diabła. I złożyłaś krwawą przysięgę, że go dopadniesz.
- O mój Boże – jęknęlam. – Od kogo to słyszałaś?
- Wszyscy o tym mówią – odparła Renne. – Całe miasto.
(…)
- To po węgierskiej stronie rodziny – uznała babcia. – Jesteśmy twardzi. Pochodzimy z długiej linii dezerterów i alkoholików.”

Babcia Mazurowa jak zawsze wymiata.

Mama Plum:
„- Nienawidzę, kiedy wysadzasz samochody! – powiedziała. – Jak mogę spać w nocy, wiedząc, że mam córkę, która wysadza samochody?” Nawiasem mówiąc w dziesiątce Stephanie żadnego nie wysadziła, :mrgreen: ale na tak postawione pytanie babcia Mazurowa spieszy z nieocenioną radą:
„- Może zaczniesz pić – (…). – Mnie to pomaga. Nie ma to jak lufa przed snem.”

Lula z kolei dochodzi do wniosku, że jest chyba ochroniarzem Steph (co udowodniła poniekąd w poprzedniej części zostając Wielką Bertą). Kiedy Stephanie potrzebuje dodatkowej siły ognia Lula wkracza do akcji, bo przecież Steph przez większość czasu nawet nie nosi broni, a Lula tak, zawsze na wszelki wypadek. W Dziesięciu kawałkach siła ciążenia Luli wobec New-sów doskonale się sprawdza, ale też jej zamiłowanie do strzelania powoduje same kłopoty. Morelli prosi Steph, żeby nie pozwoliła Luli więcej strzelać. Na to Steph:

„- Czasem ciężko Lulę kontrolować.
- Zmień partnera.
- Na Komandosa?
- Bardzo śmieszne – skwitował Morell.”

Najfajniejsze jest chyba to, że Morelli z Komandosem traktują Plum tak samo jak czytelnicy – czysto rozrywkowo. Za to ona uważa, że Morelli to kot, a Komandos to skrzyżowanie Rambo z Batmanem. Ponadto Stephanie przypadkiem, a może i nie przypadkiem (któż zna myśli perfidnego Komandosa), odkryła sposób na odnalezienie jaskini Batmana. Co będzie jak „miś” odkryje, że „dziewczynka” spała w jego łóżeczku, jadła z jego talerzyka i siedziała na jego krzesełku? O!!!! Co zrobi dziewczynka? Czy się odważyć wejść do jaskini niedźwiedzia? CZYTAJCIE.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-05-31, 19:49   

„Dziesięć kawałków” przeczytane. Jak zwykle wystarczyło dosłownie kilka godzin i po wszystkim, pochłania się tę książkę ekspresem. W dalszym ciągu mamy też niezdecydowaną Stephanie, która niby coś tutaj z jednym, ale nie potrafi jednocześnie trzymać się z dala od drugiego (że tak nawet powiem „od łóżka drugiego”). Śliwka mnie tym oczywiście drażniła (gdyby Morelli był prawdziwy, współczułabym mu i zachęcała do zainteresowania się mniej skorą do zdrady partią), choć bardziej denerwowała mnie jej swoboda, z jaką traktowała fakt, że znów ktoś chce ją skrzywdzić, zwłaszcza ktoś takiego formatu. Zamiast się gdzieś przyczaić i nie wyściubiać nosa za drzwi, paradowała sobie przed nosami wrogów, nie potrafiła nawet kilku godzin spokojnie usiedzieć, chociaż gra toczyła się w zasadzie o jej życie i w jej najlepiej pojętym interesie było zatrzymanie owego życia, a swoimi działaniami nieszczególnie się do tego celu zbliżała. Przeciwnik był mocny, ale dla Steph ważniejsza była przejażdżka po mieście. Krótko mówiąc, norma.
Mimo wszysko, jak zwykle czytało się świetnie, idealna książka na zrelaksowanie, ale dobrze jest nie analizować tego zbyt głęboko.

"Najlepsza jedenastka" również przeczytana – na nią również wystarczyło ledwo kilka godzin. Stephanie jak Stephanie, przy czym tutaj istotnie zmienia się jej sytuacji
Spoiler:

Steph rzuca pracę łowczyni nagród i stara się znaleźć jakąś inną, co przy jej specyficznym nastawieniu, nieodpowiedzialności i skłonności do przyciągania katastrof jest zadaniem bardzo trudnym. Śliwka nie ma tu zbyt wiele szczęścia. Z drugiej strony wylecieć z roboty kilka godzin po jej dostaniu to też jest sztuka, zwłaszcza kilka razy pod rząd.

Ostatecznie jednak Stephanie ląduje w położeniu, które istotnie zmienia sytuację między bohaterami i jest przeciwdziałaniem monotonii, ale mnie osobiście nieszczególnie się podoba, ponieważ pozwala Stephanie na większe szansy na zdradę, myślenie o niej czy cokolwiek innego co nadwyręża zaufanie Morellego. A Morellego lubię i tak mi go szkoda, że został skazany przez autorkę na Stephanie, która nie potrafi docenić tego, co ma, i w ogóle jest straszną idiotką niekiedy, daje sobą manipulować, nie ma za grosz silnej woli. No ale to seria rozrywkowa i niestety nie ma co się tu upominać o logikę czy porządną konstrukcję bohaterów. Starczy że historia ciekawa, akcja szybka, a do tego ogromna dawka humoru, która od razu poprawia nastrój.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-06-08, 09:43   

Fabryka słów pozbawiła mnie całej przyjemności z Najlepszej jedenastki, która dla mnie okazała się najgorszą. Po 192 stronie okazało się, że kolejne strony to 225-256. Potem powtórka od 129-160 i kolejne od 257 do 378. Zabrakło stron 193 do 224. Także po przeczytaniu poczułam jedynie niesmak, żadnej przyjemności.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-07-21, 19:30   

„Parszywa dwunastka” podobna do wszystkich poprzednich Śliwek, więc nie będę powtarzać oczywistości – że poprawia humor, że bohaterowie tacy a tacy, że akcja wciągająca. Wszystkie główne cechy nie zmieniły się w stosunku do poprzednich tomów. Z istotnych i bieżących rzeczy (będących delikatnymi spoilerami, więc jeśli ktoś nie chce wiedzieć, niech przestanie czytać w tym momencie), Stephanie znów jest łowcą nagród, nie pracuje już dla Komandosa, a wróciła do swojej poprzedniej posady. I w dalszym ciągu nie może się zdecydować na jeden obiekt westchnień, a dokładniej to teoretycznie się zdecydowała, ale nie umie trzymać przy sobie rąk i ma kłopoty z zaangażowaniem – jest doskonale świadoma tego, że z Komandosem niczego poważniejszego mieć nie będzie (co tenże wyraźnie jej powiedział), ale z drugiej strony ma opory w stosunku do Morellego, choć na całe szczęście wreszcie wyznała mu to i tamto (oraz zepsuła to wewnętrznym komentarzem o takim samym uczuciu do Komandosa), choć w ostatnich tomach nie chciało jej to przejść przez gardło. Przynajmniej widać, że coś tam się rusza i pomału idzie naprzód, ale nie obraziłabym się, gdyby Stephanie w końcu się na kogoś zdecydowała, najlepiej na pana policjanta. Bo ile można? Jeśli chodzi o Komandosa, który w tym tomie grał bardzo ważną rolę, nie tylko jako obiekt westchnień, ale też główny cel i ojciec porwanej, to muszę powiedzieć, że w „Parszywej dwunastce” zyskał nieco mojej sympatii, zapewne dlatego że nieco się tu o nim dowiadujemy. Morellego jednak w moim odczuciu nie przebije. :-) Szczerze to nie wiem, ile jeszcze wytrzymam takiego przeciągania; już w tej chwili moją główną myślą jest „zdecyduj się wreszcie, Steph” (chociaż muszę przyznać, że w trakcie czytania nie przeszkadza mi to aż tak bardzo), a jak pomyślę, że w chwili obecnej w oryginale wyszło już dwadzieścia jeden, a z upierdliwych spoilerów, które niestety rzuciły mi się w oczy, wynika, że
Spoiler:

Stephanie chyba wciąż się w nich nie zdecydowała,

już zupełnie mi się odechciewa. Lubię tę serię, poprawia mi humor, czyta się ją wybitnie bezproblemowo, ale mam serdecznie dość tego niezdecydowania Stephanie i działa mi ono coraz bardziej na nerwy.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-07-22, 07:13   

Sophie napisał/a:
Lubię tę serię, poprawia mi humor, czyta się ją wybitnie bezproblemowo, ale mam serdecznie dość tego niezdecydowania Stephanie i działa mi ono coraz bardziej na nerwy.


A mi jakoś nie działa. :mrgreen: Steph nie jest gotowa na małżeństwo, dzieci, domek, a nawet na dopuszczenie do siebie myśli, że chce stworzyć z jakimś facetem dom. Nie ten etap, nie ten rodzaj kobiety, która tylko o tym marzy. "Nie zmuszam" jej więc do tego. 8-) A póki taka sytuacja trwa Steph może skakać z kwiatka na kwiatek i mi to nie przeszkadza. Gdyby wybrała jednego na tym etapie życia sama siebie by oszukała, a wtedy stałaby się nieprawdziwa. Nie mylić z absurdami gatunki komedii kryminalnej.

Śliwka nie tylko poprawia mi humor, ale kiedy ja czytam nie myślę o tym co mnie samą czeka w normalnym życiu. Zapominam na kilka ładnych godzin o życiu i dobrze się bawię. I to jest najlepsze. A że absurd goni absurd, nie analizuję, ten typ tak ma i już.

Podobało mi się w dwunastce to, że w końcu Komandos wyszedł troszeczkę z cienia, ale wcale przez to nie przestał być mniej komandosowaty. Autorce udało się ładnie wybrnąć z sytuacji. Komandos nie zamienił się raptem w kochanego tatusia. Był bardziej jak żołnierz. Spełnił swój obowiązek wobec ojczyzny.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Kometa 
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Doppel X


Wiek: 32
Dołączyła: 10 Wrz 2009
Posty: 2620
Skąd: z Kosmosu
Wysłany: 2014-07-23, 17:19   

Ja rozumiem jej niechęć do angażowania się, ale tu nie chodzi o to. Chodzi raczej o zwykłą uczciwość względem drugiej osoby. No gdyby facet z którym się spotykam wyczyniał za moimi plecami to co Stephanie z komandosem rozszarpałabym go na strzępy i to niezależnie od tego czy by mi się oświadczał czy nie. To dorośli ludzie i albo siadają i mówią sobie prosto w twarz czego by chcieli od tego związku (Morelli się określił, chce żony i dziecka, to co mu przeszkadza to tryb życia Stephanie i myślę że on ją wziął na przeczekanie. Jest w stanie poczekać aż ona dojrzeje i się znudzi byciem łowcą nagród). Natomiast na miejscu Steph byłabym szczera - podoba mi się też inny facet, chciałabym otwartego związku, bez zobowiązań bez zaangażowania. Jeśli się na to zgadzasz to ok. Jeśli nie, powinniśmy się rozstać. Nie twierdzę że to łatwe, ale ja jestem człowiekiem prostej natury, nie rozkmniam za wiele nad sensem wszechświata i naprawdę nie lubię takich głupich gierek. Tak jak pisałam kilka postów wcześniej - wiem że są takie kobiety jak Steph, nad Steph przeszłam z tym do porządku dziennego i na jakiejś tam płaszczyźnie zaakceptowałam, ale rozumiem co w tym może złościć Zofię. To nie jest nastolatka. To dorosła kobieta, która odpowiada za to co robi, a robi z siebie głównie idiotkę. Nie potępiam jej za to że chce sypiać z obydwoma, bo hej, wszystko dla ludzi, ale potępiam ją za kłamstwo. Zobaczcie jak wygląda jej relacja z Komadosem - jest z nim SZCZERA. Z nim potrafi otwarcie porozmawiać, on wie jaki rodzaj relacji łączy ją z Morellim. Podczas gdy Morelli jest na okrągło robiony w wała. A temu facetowi na niej prawdziwie zależy. Steph mi wygląda na wolnego ducha i szczerze? Widziałabym ją właśnie w otwartym związku z komandosem. On nie próbuje wymusić na niej żadnych zmian, pracują razem często i dogadują się na tej płaszczyźnie. Morelli natomiast traci swój czas z ta kobietą jeśli prawdziwie chce założyć rodzinę, ponieważ Steph jest zwyczajnie nieodpowiedzialna.

Ciągnięcie tego wątku może nas irytować, ale ma on znaczenie dla tych książek. Nie tylko generuje komiczne czy pełne napięcia sytuacje, ale bez tego niewiele by zostało, tylko Stephanie i komiczne scenki gdy szarpie się z kolejnymi NSami. Staram się w to zwyczajnie nie wchodzić za głęboko, czytam tylko dla rozrywki, choć są chwile gdy myślę sobie: "dajże już spokój kobieto!"


Sophie: Napisałaś to, co mi chodziło po głowie, tylko nie wiedziałam, jak ubrać to w słowa.
_________________
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-09-15, 13:42   

Jeszcze raz podkreślę. Śliwki nie można brać na poważnie i analizować zachowania bohaterki. Jej postępowanie nie ma nic wspólnego z logicznym myśleniem. Gdyby wybrała Morellego autorka musiałaby zakończyć serię, bo Steph musiała by zrezygnować z bycia łowczynią nagród, zacząć myśleć o rodzinie i domu. Gdyby związała się z Morellim na stałe i dalej postępowała tak jak postępuje, a jej życie nie uległo by zmianie, to tego już by się nie dało czytać. Gdyby była normalną trzydziestoletnią kobietą na pewno nie czytałabym o niej książki. Gdyby zaś wybrała Komandosa (żadnych ślubów), seria nadal miałaby wzięcie. Myślę jednak, że taki trójkącik, gdzie jeden z facetów jest robiony, jak zaznaczyła Kometa w wała, o wiele lepiej się sprzedaje i stwarza o wiele więcej komicznych sytuacji, na których bazuje seria. I o to chodzi.



Opis z okładki:
Małżeństwo Stephanie Plum trwało jedynie piętnaście minut. Kolejny kwadrans pozwolił jej złożyć pozew o rozwód w nadziei, że nigdy więcej nie zobaczy swojego ex. Okazuje się, że to tylko pobożne życzenie. W dziwnych okolicznościach Stephanie zostaje posądzona o zabójstwo byłego męża. Oto skandalistka, Stephanie Plum i jej zwariowane przygody.

Komentarz bardzo krótki

Złośliwa trzynastka za mną. Jedna wada - czemu to się tak szybko czyta.

W zasadzie nie było nic nowatorskiego, ale na pewno dobrze się bawiłam.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org