Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: WereWolf
2011-08-15, 19:41
[txt] destrakszyn - O wiedźmowatości
Autor Wiadomość
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 16:53   [txt] destrakszyn - O wiedźmowatości

Jak na razie to tylko krótki wst?p, wi?c nie martw si?, wied?mo bagienna, twoje ego jeszcze zd??y wzrosn??. ^_^ Dalsza cz??? ju? si? produkuje.

Jak by? wied?m?, czyli wst?p do Wredotus Cholerykus Bagnus

Hej, ty, ma?a! Czego tu szukasz? Won z moich bagien, bo nie r?cz? za siebie!
Chcesz si? uczy?? U mnie? Bo jestem najlepsza, powiadasz.... Kto ci takich bzdur naopowiada?? Nie ma gorszej wied?my ode mnie! Nie obra?aj mnie. Ach, w tym sensie najlepsza. Tak, faktycznie, z tym si? zgodz? nieskromnie, przeca dlatego tu siedz?. Bagna maj? to do tego, ?e s? fajne i tylko najwredniejsze wied?my mog? dost?pi? zaszczytu zamieszkiwania ich. Nie rób takiej miny! Bagna to wredne ?rodowisko. Idealne dla wedymy.
Czego chcesz si? uczy?? Czarowania? Czarowania? Ha ha! Wida?, ?e nic nie wiesz o wied?mach. Wied?my nie czaruj?, wied?my rzucaj? kl?twy. Ale to pó?niej, najpierw trzeba przej?? testy, które wykazuj?, ?e si? nadajesz. No, testy! O borze, lesie, gaju i ruczaju, jeste? jaka? niedorozwini?ta, czy co? Jasne, ?e testy! Na wszystko, co jest potrzebne prawdziwej wied?mie. Test na podatno?? na kurzajki, na biel z?bów, na wypadanie w?osów, na rozdwajaj?ce si? paznokcie, na krzywe kolana, na d?ugie palce, na ci?ty j?zyk, no i oczywi?cie najwa?niejszy – test na wredot?!
S?uchaj, ?eby by? wied?m?, MUSISZ by? wredna. Ca?a si?a wedymy wynika z tej z?o?liwo?ci. Je?li wi?c jeste? odpowiednio wredna, nast?puje ostatni test – czy masz moc. Moc! Moc to nic, wredota jest najwa?niejsza. Jak my?lisz, dlaczego niektóre kobiety nazywa si? wied?mami, mimo ?e nie maj? w sobie ani krzty mocy? Bo s?
w r e d n e, wredniejsze od bagiennych komarów i wszy. Proste i logiczne. O, poka?e ci co?.
Widzisz? To order. Order Wretodus Cholerykus Bagnus! Najwy?sze odznaczenie, jakie mo?na dosta?. Ja je otrzyma?am, rozumiesz, jaki to presti?? ?e gangsta i szacun? O borze, ta dzisiejsza m?odzie?, o czym ty gadasz?
Kobiet o wiek si? nie pyta, ale jeste?my tu same, to mog? ci powiedzie?. Pochyl si?, na ucho, ?eby nikt nie s?ysza? – po bagnach d?wi?k niesie si? daleko. To troch? wstydliwe, ale poj?cia nie mam! Za Chrobrego gadali, ?e kumplowa?am si? z cesarzem Augustem, ale ja nie pami?tam takiego faceta. Zastanawiam si?, czy to przypadkiem nie jeden z synów Nabuchodonozora. Strasznie chutliwy by?, swego czasu si? do mnie dobiera?, jakie? dwa lata po rozgromieniu Izraela, ale mu nie pozwoli?am. Nie by? w moim typie, poza tym chodzi?y s?uchy, ?e zgwa?ci? po?ow? swojej s?u?by, nawet tej m?skiej. Da?am mu nauczk?. Pozbawi?am go wszelkich si? witalnych, hi hi! Prostym gestem, o takim. Zapami?taj go, nawet kompletne beztalencie wied?mowate jest w stanie to wykona?, a czasem bardzo si? przydaje. O, to jest prostsze, pozbawia m??czyzn? chuci na jaki? tydzie?, ale starczy spokojnie. Jako ?agodna kara.
Dobra, do rzeczy. Najpierw testy. Musimy i?? zebra? odpowiednie ro?linki. Lepiej zdejmij te szpile, zgubisz je albo chochliki ci ukradn?, prosto z nóg. Oczywi?cie, ?e s?! Zostaw je pod drzwiami, te ma?e skurczybyki nie zbli?aj? si? do mojej chatki. Zainstalowa?am wykrywacz chochlików, wyje jak ob??kany, kiedy jaki? jest w pobli?u. To ja raz-dwa wracam, szast-prast i ju? mam mi?sko na kolacj?. Chochliki s? przepyszne. Um, a? mi ?linka pociek?a.
Koniec gadania, idziemy!
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2010-12-28, 17:02   

No, no... Czekam na ciąg dalszy i aż mi ślinka pociekła :-P
Bardzo słuszne spostrzeżenie - wredota jest najważniejsza!!! Wredota- rulez 8-)
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-12-28, 17:13   

Destrakszyn - fajne to jest. Niech ?yje wredota. A czy b?dzie dalszy ci?g?
I racja - nie trzeba mocy, ?eby by? wied?m?. Mamy na to wyra?ne dowody ;-)
_________________

Słowianie nie gęsi, swoją mitologię mają!
Przekonaj się sam jak najpotężniejsi potomkowie słowiańskich bóstw
radzą sobie we współczesnym Gdańsku i Warszawie.
Zajrzyj na http://elemental.fan-dom.pl lub odwiedź świat Szmaragdowej Tablicy na Facebook'u.
Jeżeli fascynuje Cię mitologia wszelakiej maści, alchemia i przygodowa, niezobowiązująca fantastyka
to Szmaragdowa Tablica jest opowieścią właśnie dla Ciebie!
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 17:30   

Ojeju.


Destrakszyn - to by?o dobre, naprawd? dobre. Nasze wied?my chyba powinny czu? si? ura?one bo ujawniasz ich sekrety... :mrgreen:
To kiedy zaczyna si? nabór na stanowisko wied?my? xD

A i czekam na ci?g dalszy ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 17:39   

Jakie sekrety, jakie sekrety, przecie? wiedza o wredno?ci powy?szych jest powszechna. :-P Nie do mnie z naborem, tylko wied?m bagiennych szuka?, albo takich z odpowiednim odznaczeniem!
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
AISA 
Moderator


Dołączyła: 10 Sie 2010
Posty: 761
Wysłany: 2010-12-28, 19:37   

He he... Destrakszyn dobre! No ale historyje wymy?li?a?!
To kiedy si? spodziewa? reszty opowie?ci?? :mrgreen:
A ta szanowna wrednowato??- wied?mowato?? to do kogo tak nawija :mrgreen: ? Nie czasem z moj? siostr???
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 22:13   

Wredotus Cholerykus Bagnus
Cz?s? I


Monika z obrzydzeniem spojrza?a na swoje stopy i nogawki w?skich spodni. By?y calusie?kie upaprane b?otem. Mia?a nadziej?, ?e tylko b?otem. Spojrza?a na wysokie gumofilce swojej towarzyszki i poczu?a dzik? zazdro??. Widzia?a przed jej chat? rz?d przeró?nych par butów, co najmniej cztery to kalosze, a ona ?adnej jej nie zaproponowa?a. W dodatku r?ce! Krew wolniutko wyp?ywa?a z drobnych ranek, których nabawi?a si?, gdy przedziera?a si? przez jaki? krzewy, by dosta? si? do ro?linki, której wied?ma sobie za?yczy?a. I, oczywi?cie, okaza?o si?, ?e to jednak nie ta.
Odrzuci?a zielsko i wbi?a nienawistny wzrok w plecy wied?my. Znajdzie sobie inn? nauczycielk?, która nie b?dzie twierdzi?a, ?e jest starsza od Chrystusa i ?e przystawia? si? do niej babilo?ski w?adca z szóstego wieku przed nasz? er?. Te? co?! To na pewno nie jest wied?ma, tylko g?upia wariatka.
Cisn??a nar?czem kwiatów o ziemi? i za?o?y?a r?ce na piersi, zaraz jednak je opu?ci?a, kln?c. D?onie te? mia?a brudne. B??kitny ?akiet nadawa? si? ju? tylko na szmat?.
Wied?ma odwróci?a si? i zmierzy?a Monik? spojrzeniem wyblak?obr?zowych, przekrwionych oczu.
- Nie obijaj si?! Podnie? ro?liny, bo jeszcze robaki w nie wlez? i po nich.
- Nie! - sapn??a. - Mam dosy?! To do niczego nie prowadzi. Jest pani zwyczajn? ?wirusk?, a przez ni? zniszczy?am sobie najlepsze spodnie!
Kobieta cmokn??a i pokr?ci?a g?ow?.
- Skarbie, to nie tak. W za?o?eniu to mia?o by? z?o?liwe, tak? Nie wysz?o ci. Jeste? beznadziejna. Twoje ubranie z reszt? te?. Jaki g?upi za?o?y?by bia?e spodnie, skoro mia? jecha? na bagna? Lito?ci! Jeste? jedn? z tych pustych laleczek bez grama mózgu.
Monika poczerwienia?a i nabra?a powietrza. Nikt nie wypowiedzia? przeciw niej wi?kszej obelgi!
- Ja...
- No w?a?nie! - wied?ma przerwa?a jej radosnym wrzaskiem, machaj?c ramionami jak op?tany wiatrak. - Da?am ci przyk?ad wredoty! Do?? ?agodnej, swoj? drog?, ale jeste? nowicjuszk?, wi?c trzeba ci? stopniowo przygotowa?. Jeszcze jakie? siedem wieków i mo?e osi?gniesz mistrzowski poziom. - Odwróci?a si? i podrepta?a dalej.
- Uko?czy?am studia psychologiczne, wi?c niech nie mówi mi pani, ?e jestem pust? lalk?! - krzykn??a za ni? Monika. Ta zniewaga krwi wymaga!
Wedyma odwróci?a si?, z nik?ym wyrazem zainteresowania na twarzy, okazywanym podniesion?, krzaczast? brwi?.
- Studia psychologiczne? W takim razie powinna? wiedzie?, co cz?owieka najbardziej zaboli i to wykorzysta?. Chyba jednak si? nie nadajesz. Masz tak? wiedz? i nic z ni? nie robisz?
Teraz to ju? spokojnie mog?a startowa? w konkursie na Najczerwie?sz? Twarz Roku.
- Z?o?y?am przysi?g?...
Wied?ma niespodziewanie podnios?a pomarszczon? r?k?. W tym ge?cie byle tyle w?adczo?ci (czy raczej despotyzmu), ?e Monika odruchowo zamilk?a.
- S?yszysz? - wyszepta?a wied?ma. Ju? mia?a odpowiedzie?, ?e nic nie s?yszy i ?e niew?tpliwie starusze co? pad?o na s?uch, gdy jej uszy wychwyci?y pewien niepokoj?cy d?wi?k. Przeci?g?y, nieustaj?cy pisk.
- Chochliki! - wrzasn??a rado?nie wied?ma, u?miechaj?c si? oble?nie.
- Jeste?my par? kilometrów od pani chaty. - Monika wreszcie odzyska?a g?os i natychmiast postanowi?a zrobi? z niego u?ytek. - Ju? widz?, jak pani wraca tam raz-dwa – doda?a kpi?co.
Wied?ma zignorowa?a jej s?owa, oblizuj?c si?. ?wawo doskoczy?a do Moniki i chwyci?a j? za rami? mia?d??cym u?ciskiem.
- Zaraz zobaczysz czarowanie, paniusiu – rzuci?a i zmru?y?a powieki. Monika ju? mia?a wyrwa? si? spod obrzydliwego dotyku, gdy ?wiat niespodziewanie eksplodowa? feeri? barw.
Rozpadanie si? na atomy by?o prawie przyjemne.
~ ~ ~
Igam by? strasznie zestresowany. S?ysza? przera?aj?ce opowie?ci o wied?mie z bagna, a jego wujek wiele lat temu ledwie umkn?? przed usma?eniem, nie dziwota wi?c, ?e m?ody chochlik produkowa? tyle potu, ?e móg?by wymieni? ca?? wod? w Ba?tyku.
M?ody chochlik otar? czo?o trz?s?c? si? d?oni?. Mo?e lepiej zrezygnowa??, pomy?la?, ale wci?? wlók? si? w kierunku sypi?cej si? chatki. Wokó? nie by?o ?adnej istoty. Mia? nadziej?, ?e to nie skutek ?ar?oczno?ci wied?my, bo b?dzie mia? naprawd? problem. Wujek opowiada?, ?e proponowa? starusze ca?y swój maj?tek (kocio? z?ota) i pi??dziesi?t procent zysków z burdelu, a ona w odpowiedzi zdzieli?a patelni?. Ockn?? si? w ostatniej chwili i uciek?.
Igam przystan?? i niespokojnie dotkn?? swojego krocza. Wujek podejrzewa?, ?e wedyma rzuci?a na niego kl?tw?. Doprawdy straszliw? kl?tw?, przez któr? nie móg? osobi?cie sprawdza? nowych prostytutek i musia? powierzy? t? funkcj? swojemu siostrze?cowi. Igam nie mia? innych ?róde? utrzymania, tote? bardzo zale?a?o mu na posadzie. Nie wspominaj?c o innych korzy?ciach.
Wujek zmy?by Igamowi g?ow?, gdyby dowiedzia? si?, ?e poszed? do wied?my. Ale pewne sprawy wymaga?y zdecydowanych kroków. Zbli?y? si? jeszcze troch? i zada? sobie pytanie: co jest lepsze? Gni? w wi?zieniu przez najbli?szy tysi?c lat (o ile wcze?niej go nie zabij?), czy sko?czy? jako potrawka z chochlika na stole wedymy?
Trudny wybór. Chochlik przygryz? palce, poruszaj?c nerwowo skrzyde?kami. Co prawda mia? nadziej? na ?agodniejsz? kar?, mo?e jakie? pi??dziesi?t lat, ale to by?o raczej marzenie ?ci?tej g?owy. Kradzie? królewskiego klejnotu musia?a by? dostatecznie ukarana.
Borze, gaju i ruczaju! Dlaczego da? si? na to namówi?? W dodatku duchowi! Przeklina? swoj? g?upot?. Ducha nie ukarz?, zd??y? zwin?? si? tu? po odkryciu przest?pstwa. Razem z klejnotem. Ca?a wina spada wi?c na Igama, a on przecie? by? tylko niewinn? ofiar?! Ten duch za ?ycia na pewno by? wied?m?. Rzuci? (rzuci?a?) na niego czar i kaza? mu ukra?? diament, a teraz on b?dzie cierpia?.
Zachlipa?, poruszony swoim losem. Umrze albo straci w wi?zieniu tyle ?ycia! By? przecie? jeszcze taki m?ody, we wrze?niu mia?by raptem dwie?cie dziewi?tnaste urodziny.
Potrzebowa? pomocy wied?my. Mia? na wymian? co? naprawd? wyj?tkowego, musia? tylko sprawi?, by wedyma nie zabi?a go od razu. ?eby w ogóle nie zabi?a. Wyci?gn?? z kieszeni p?aszcza wcze?niej zapisan? kartk? i pinezk?. Odetchn?? g??boko. Raz chochlikowi ?mier?. Staraj?c si? st?pa? jak najciszej, podbieg? do do drewnianych drzwi, uniós? kart? i pinezk?...
Tu? nad jego uchem rozleg?o si? przera?liwe wycie.
Z wra?enia wbi? pinezk? we w?asn? d?o?.
Chochliki maj? s?uch nie lepszy ni? cz?owieka, ale ich uszy s? szczególnie wyczulone na d?wi?k brzd?kaj?cego z?ota. Odg?os, jaki rozleg? si? wokó? Igama, by? pojedynczym brzd?kni?ciem, zap?tlonym do niesko?czono?ci.
Wrzasn?? piskliwie. Pu?ci? przedmioty i zakry? r?koma uszy, cho? nie na wiele mu si? to zda?o. To by?o obrzydliwe! Okropne! Przera?aj?ce! Paskudne!
Wycie umilk?o nagle, a on poczu?, jak czyja? r?ka chwyta go za ko?nierz i bez problemu unosi do góry. Znalaz? si? twarz? w twarz z wied?m? z bagna, ale by? zbyt zrozpaczony, by fakt ten móg? nale?ycie dotrze? do jego ?wiadomo?ci.
- Zbezcze?ci?a? d?wi?k z?ota! - za?ka?. - Nienawidz? ci?!
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2010-12-28, 22:27   

Destrakszyn - pisz dalej. Zaczyna si? robi? coraz ciekawiej - chochliki z burdelem i zbezczeszczony d?wi?k z?ota - no. no. Niez?e masz pomys?y.
_________________

Słowianie nie gęsi, swoją mitologię mają!
Przekonaj się sam jak najpotężniejsi potomkowie słowiańskich bóstw
radzą sobie we współczesnym Gdańsku i Warszawie.
Zajrzyj na http://elemental.fan-dom.pl lub odwiedź świat Szmaragdowej Tablicy na Facebook'u.
Jeżeli fascynuje Cię mitologia wszelakiej maści, alchemia i przygodowa, niezobowiązująca fantastyka
to Szmaragdowa Tablica jest opowieścią właśnie dla Ciebie!
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 22:31   

To naprawd? jest dobre! Wied?mo co? tam mi si? zdawa?a, ?e jeste? bardzo znana...ale ?e ta? tak?
Swoj? drog? chcia?abym us?ysze? (przeczyta?) kilka tych opowie?ci ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-28, 22:38   

Jak mi?o, a ja zawsze mam wra?enie, gdy pisz? co?, co w za?o?eniu ma by? zabawne, wcale takie nie jest... :-P To moja nowa odskocznia od skomplikowanej, zagmatwanej historyji, któr? obecnie si? zajmuj?, czy raczej obecnie sobie daruj?.
Na opowie?ci pomys? mam na razie tylko jeden, ale je?li co? wymy?l? to pr?dko pomys? zapisz? i zostawi? na pó?niej. ;-)
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Anthien
[Usunięty]

Wysłany: 2010-12-28, 23:20   

Destrakszyn opowiadanie jest ?wietnie i wci?gaj?ce. Bardzo mi si? podoba. Jednak nie wyobra?a?am sobie nawet, ?eby wied?ma gustowa?a w chochlikach. Zawsze my?la?am, ?e takie postacie si? lubi?, bo maj? podobne wredne charaktery. A tu ci taka niespodzianka :mrgreen:
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2010-12-29, 00:48   

No to widzę destrakszyn, że jedziesz po całości. Absolwentka psychologii, tia? 8-)
Ale, że pomarszczone dłonie - no paskudztwo...
Za to burdel dla chochlików i walenie patelnią na odlew - sielanka :-P
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-29, 00:57   

Psychologii, to takie nawi?zanie do pustych lalek. :-P
Misski Polonii zawsze chc? pokoju na ?wiecie i interesuj? si? psychologi?, zauwa?y?y?cie? W dodatku tak dziwnie si? u?miechaj?...
A r?ka pomarszczona musia?a by?, o!
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2010-12-29, 11:41   

Buahahahaha!!!!
Czyli nasza wied?ma z mokrade? to pusta lala? I u?miecha si? dziwnie?
I sk?d za?o?enie, i? wszystkie misski to od razu puste lale?
_________________
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2010-12-30, 03:34   

Kapitan Destrukcja wiecznie na s?u?bie. Ta-dam:

Wredotus Cholerykus Bagnus
Cz??? II


Nogi Moniki uderzy?y o ziemi? z takim impetem, ?e pad?a na kolana, do reszty niszcz?c swoje spodnie. Z drugiej strony, nawet gdyby opad?a delikatnie jak p?atek ?niegu w bezwietrzn?, zimow? noc, nie usta?aby prosto. Par? milionów atomów nie wróci?o na swoje miejsca i wci?? by?a pozbawiona niektórych mi??ni, które na szcz??cie zaraz sko?czy?y wycieczki.
Alarm umilk?.
Wied?ma skoczy?a do przodu ze spr??ysto?ci? i szybko?ci?, jakiej nikt by si? nie spodziewa? po kobiecie o takim wygl?dzie, i chwyciwszy jaki? buro-zielony pakunek, unios?a go do poziomu swojej twarzy. Pakunek mia? mo?e d?ugo?? pó? metra, dwoje nóg, dwie r?ce, okr?g??, zielon? twarz ze stercz?cym nosem i par? skrzyde?ek. Chochlik, niew?tpliwie. Otworzy? zaczerwienione, brudnobr?zowe oczy i wykrztusi?:
- Zbezcze?ci?a? d?wi?k z?ota! Nienawidz? ci?!
- Mniam – odpar?a wied?ma, przesuwaj?c bladoró?owym j?zykiem po starczych wargach. Monika z trudem podnios?a si? na nogi, zdecydowana obroni? chochlika przed zjedzeniem (chocia? mia?a wra?enie, ?e to tylko g?upi, obrzydliwy sen), skoro on sam by? wyra?nie zamulony.
- Zostaw go – za??da?a.
Wedyma skierowa?a na ni? zdumione spojrzenie. Nie przywyk?a, by ktokolwiek oponowa? przed zjedzeniem chochlika. Przecie? duszone w sosie z bagiennych zió? s? takie smaczne!
Monika podesz?a do niej energicznym krokiem i, chwyciwszy nieporadn? istotk?, wyrwa?a j? z r?k staruchy. Chwil? pó?niej przypomnia?a sobie, ?e ma do czynienia wied?m?. Prawdziw? wied?m? i bardzo wredn? wied?m?.
- Co tak zblad?a??
- N-nic – wykrztusi?a. Wedyma nie wygl?da?a na w?ciek??, raczej na zawiedzion?. Spogl?da?a sm?tnie na chochlika, którego Monika przyciska?a do piersi. Nie zdo?a?a si? powstrzyma? i zapyta?a: - Nie zabierze mi go pani?
Wied?ma spojrza?a na ni?, jakby pope?ni?a niewybaczaln? gaf?. Monika poczu?a si? g?upio pod tym pogardliwym wzrokiem, ale nie spu?ci?a oczu.
- Oczywi?cie, ?e nie, tylko prymitywy bij? si? o jedzenie – prychn??a lekcewa??co, unosz?c wy?ej g?ow?. Monika poczu?a, ?e chochlik poruszy? si? lekko, ale nie odsun??a go od siebie, spogl?daj?c podejrzliwie na wied?m?. Kto wie, mo?e to tylko wymówka i zaraz si? na ni? rzuci.
Wedyma westchn??a smutno – najwyra?niej wci?? nie mog?a pogodzi? si? ze strat? obiadu – i kopn??a jaki? kamyk. Zamruga?a, gdy co? przyci?gn??o jej uwag?. Pochyli?a si?, wzi??a do r?ki bia?y prostok?t i wyprostowa?a plecy. Musia?a mie? szalenie elastyczny kr?gos?up.
- Ciekawe – mrukn??a, roz?o?ywszy kart? i przeczytawszy wiadomo??.
- Co jest ciekawe? - zapyta?a Monika i w tej samej chwili poczu?a, jak niewielka d?o? zaciska si? na jej piersi. Pisn??a i z ca?ej si?y odepchn??a chochlika, który wyl?dowa? twarz? w b?ocie.
- Ty ma?y...!
Podniós? g?ow? i star? z policzków ziemisty osad. Zblad? gwa?townie na widok wied?my, co by?o wida? nawet pod warstw? brudu.
Wedyma spojrza?a na chochlika z g?odem w oczach. Delikwent wygl?da?, jakby zaraz mia? zemdle?.
- Typowe. Gigantyczne libido, przes?aniaj?ce wszystko inne. S?dz?, ?e teraz nie b?dzie ci przeszkadza?o, je?li go zjem, prawda? - Wyszczerzy?a z?by. O dziwo, ?adnego nie brakowa?o.
Chochlik nie czeka? na odpowied? Moniki (która by?aby ewidentnie pozytywna).
- Z-zaczekaj! - wykrztusi?, próbuj?c stan?? na trz?s?cych si? nogach, gdy wied?ma unios?a s?kate d?onie i poruszy?a palcami. - Nie widzia?a? kartki?
- Widzia?am i przeczyta?am – powiedzia?a beztrosko. Wied?ma zrobi?a krok w kierunku chochlika, który pisn?? cienko. - Piszesz, ?e potrzebujesz pomocy.
Pokiwa? energicznie g?ow?.
- Wied?my nie pomagaj? – oznajmi?a wied?ma, wolnym krokiem zbli?aj?c si? do dygocz?cego duszka.
- Mam propozycj?! - wrzasn??.
- Nie interesuje mnie twoje wyposa?enie. - Schyli?a si? i ponownie podnios?a chochlika. Odwróci?a si? do Moniki. - Pomo?esz mi go upiec.
Dziewczyna skin??a g?ow? z zaci?t? min?.
- NIE! B?agam, Wasza Wredno?ci, pos?uchaj mnie! - zapia?, próbuj?c wyszarpn?? si? z u?cisku staruchy. - Mam co?, co mo?e ci si? przyda?!
- Wasza Wredno?ci? - powtórzy?a wied?ma i na jej usta wpe?z? szeroki, szczery u?miech. Wspania?y tytu?! - No dobra, niech ci b?dzie. Gadaj.
Chochlik przesta? si? miota? i nabra? g??boko powietrza.
- Wi?c tak...
- Zdania nie zaczyna si? od wi?c – przerwa?a mu Monika s?odziutkim g?osem. Prze?kn?? ?lin?, rzucaj?c jej niepewne spojrzenie. Tamto macanko to by? chyba z?y pomys?.
- Mam na imi? Iabgkrianbdaklum, w skrócie Igam – powiedzia?.
- Iabgkrianbdaklum? - zdziwi?a si? wedyma, z zaskakuj?c? p?ynno?ci? powtarzaj?c skomplikowane s?owo. - Siostrzeniec Ramkrjumnaetkluma?
- Sk?d Wasza Wied?mowato?? wie? - spanikowa? Igam.
- Ramkrjumnaetklum opowiada? o tobie, kiedy próbowa? mnie przekupi?. Proponowa? ciebie, konkretniej twój pewien talent, a potem uzna?, ?e mnie nie przekona i chcia? mi ci? wcisn?? zamiast siebie. Je?li prze?yjesz, nie zapomnij mu wspomnie?, ?e wy?mienity by?by z niego pasztet.
- Dzi?kuj? w jego imieniu – powiedzia? skromnie Igam.
- Mów dalej – za??da?a Monika.
- Grozi mi wi?zienie. Jestem oskar?ony o kradzie? drogocennego klejnotu królewskiego i nie mog? si? broni?. - Widz?c miny wied?my i jej przysz?ej uczennicy, powiedzia? szybko: - Zosta?em wrobiony! Nie jestem z?odziejem! Dobra, jestem, ale musia?bym by? wyj?tkowo t?py, ?eby si? skusi? na Tygrysie Oko!
Wedyma odwróci?a si? i, skin?wszy na Monik?, pomaszerowa?a do chatki. Igam zrobi? si? bielszy ni? prze?cierad?o.
- Z tego co wiem, pa?ac królewski ma takie zabezpieczenia, ?e w?ród tysi?cy innych wska?e w?a?nie t? mysz, która przebieg?a przez korytarz. Jak, twoim zdaniem, móg?by? by? wrobiony? Je?li mówi?, ?e to ty, maj? racj?. - Wykopa?a na bok tarasuj?cy drog? but.
- Po co pani tyle przeró?nych butów? - zainteresowa?a si? Monika.
- Jestem wieloma osobami – odpar?a wedyma niejasno i potrz?sn??a Igamem. - No?
- Zosta?em op?tany!
- Sratatata. ?aden szanuj?cy si? diabe? nie op?ta chochlika, po pierwsze za ma?e toto, po drugie i tak jeste?cie prawie ?e ich wys?annikami, wi?c po co? - Wied?ma solidnym kopniakiem otworzy?a drzwi i wpad?a do ?rodka. Monika stan??a w progu, przygl?daj?c si? zwisaj?cym z sufitu paj?czynom. - W?a?, to tylko atrapa, ?eby odstraszy? niechcianych go?ci, no i muchy wy?apa? oczywi?cie. - Podrepta?a na ?rodek niewielkiej, ubogiej izby, w której sta?a w?ska prycza z kocami, kominek i wielki kocio?. Odwróci?a si? do Moniki. - Studnia jest za chatk?. Przynie? wody, dobrze?
- To nie by? diabe?! - zawy? Igam. - To by? duch! Duch!
- Duchy nie op?tuj?. My?lisz, ?e nabierzesz mnie t? marn? bajeczk? dla dzieci? Masz przed sob? wykwalifikowan? wied?m? z orderem Wredotus Cholerykus Bagnus.
- Ale to naprawd? by? duch! Przysi?gam!
Wedyma u?miechn??a si? chytrze. Igamowi zdecydowanie nie spodoba? si? wyraz jej twarzy; poczu?, ?e chyba zaraz puszcz? mu zwieracze.
- Na co przysi?gasz?
- Na... na mamusi??
Zacmoka?a.
- Ma?o. Sprzeda?by? j? bez wahania, o ile jeszcze tego nie zrobi?e?. Przysi?gnij na co?, na czym najbardziej ci zale?y – powiedzia?a z?owieszczym g?osem, w ko?cu którego czai? si? dziki chichot.
Chochlikowi pociemnia?o w oczach. Wied?my pilnowa?y przysi?g. Je?li si? nie wywi?za?e?, zabiera?y to, na co przysi?ga?e?.
- ?ycie? - zapyta? ostro?nie. Mo?e uda mu si? j? przekona?. Jego nadzieje na oszukanie wedymy rozwia?y si? jak dym, gdy wybuchn??a szczerym ?miechem.
- Co? cenniejszego – wyszepta?a, szczerz?c z?by, gdy ju? si? uspokoi?a. - Inaczej mo?emy zapomnie? o wspó?pracy.
- Dobra, dobra! Przysi?gam na swój pop?d seksualny, ?e op?ta? mnie duch lub co?, co zdawa?o si? by? duchem, zadowolona? - wymamrota?.
- Na libido, dobrze us?ysza?am? - Wedyma przy?o?y?a d?o? do ucha.
- Tak! Na libido!
- Wierz? ci – oznajmi?a ?askawym tonem. Do chatki wkroczy?a Monika, nios?c wiadro pe?ne wody. - A teraz mów, co dostan? w zamian za pomoc.
- Nie opowiedzie? najpierw ca?ej historii?
- Nie trzeba, jest zb?dna. Na pewno obudzi?e? si? w ?rodku nocy, czuj?c przemo?n? ch?? posiadania Tygrysiego Oka, jakim? cudem wdar?e? si? do pa?acu, a kiedy sta?e? przez klejnotem, chcia?e? si? wycofa? i odkry?e?, ?e nie mo?esz, czy tak?
Chochlik zamruga?.
- Podaj swoj? cen?. Nie przyjmuj? z?ota. - Igam obliza? wargi bladozielonym j?zykiem.
- Dam ci przedmiot, dzi?ki któremu b?dziesz mog?a przemieszcza? si? pomi?dzy Ziemi? a ?wiatem duszków.
Monika wla?a do kot?a zawarto?? wiadra. Chlupot wody zabrzmia? dziwnie z?owieszczo.
- Na choler?? - zdziwi?a si? wedyma.
- B?dziesz mog?a wej?? tam o dowolnej porze i upolowa? chochlika na obiad – odpowiedzia? szybko.
- Wydajesz w?asnych pobratymców?
Igam pokiwa? entuzjastycznie g?ow?.
Wied?ma w zamy?leniu poskroba?a si? po g?owie d?ugim paznokciem.
- Pomy?l tylko – powiedzia? Iabgkrianbdaklum zach?caj?co. - O dowolnej porze b?dziesz mog?a wkroczy? do Krainy i upolowa? kilka t?ustych chochlików, omijaj?c trudy wytropienia jednego, zapewne chudego, tutaj, na Ziemi.
- Zgadzam si? – zakomunikowa?a. - Przystaj? na to. Pomog? ci.
Igam z rado?ci a? klasn?? w d?onie.
- Postaw mnie, pójdziemy do miejsca, które nas przeniesie.
- Hola, hola! Najpierw musz? si? przygotowa?. - Wedyma opu?ci?a jednak chochlika na pod?og?. Trzyma?a go tak d?ugo i nawet nie wygl?da na zm?czon?, pomy?la?a z podziwem Monika.
Staruszka podesz?a do pryczy i odsun??a j? na bok z zadziwiaj?c? ?atwo?ci?. Monika zacuka?a si? odrobin?. Wied?ma pochyli?a si?, chwyci?a za wystaj?cy z pod?ogi pr?t, szarpn??a mocno i niewidoczna klapa wyskoczy?a w gór?, ukazuj?c im dziur? w pod?odze.
- Idziecie?
Wied?ma, nie ogl?daj?c si?, skoczy?a.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org