[txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa

Jeśli ładnie rysujesz, twoją pasją jest pisanie opowiadań czy wierszy, lub realizujesz swoje artystyczne wizje w inny sposób, to miejsce dla ciebie! Wszelka praca twórcza dozwolona, podziel się z nami swoim talentem, a my chętnie zobaczymy i ocenimy wszystko, co zechcesz nam pokazać.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

O Polskim panteonie wiadomo mało, ale i my wierzyliśmy w Peruna i Mokosz, chociaż dla nas najważniejszym był chyba Świętowit czy jakoś podobnie się nazywający bóg. Wyczytałam ciekawostki że tak jak dziś dla polaków jest ważny krzyż tak w okresie "pogaństwa" takim symbolem była dla nas... swastyka.
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:20 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Karolku, wi?c tak. Nie przepadam za czytaniem takich zawi?ych historii bogów. Po prostu nudzi mnie to. Ale w tym przypadku, o dziwo, wci?gn??o mnie i przeczyta?am z zaciekawieniem. :-)
Czekamy na wi?cej :-P
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

- Dobrze – zgodzi?am si? na g?os, przyswajaj?c do wiadomo?ci wszystkie zas?yszane informacje i przyjmuj?c je za pewnik. Tylko tak jeszcze mog?am w miar? logicznie my?le?, gdybym zacz??a tu zadawa? pytania i z niedowierzaniem komentowa? odpowiedzi, rych?o potrzebowa?abym czego? na uspokojenie. Musz? si? skupi? na odnalezieniu brata, wszystkim innym mog? si? martwi? pó?niej. - Kto? tu szumnie og?osi? ?e jak si? dowie czemu mój bart jest taki wyj?tkowy, to b?dzie wiedzie? kto i dlaczego po porwa?. I co?

Na to moje „I co?” wszyscy zgromadzeni spojrzeli na mnie. Ich miny nie wró?y?y cudownego rozwi?zania sprawy, na dodatek twarz mojej matki zdradza?a mi ?e ci?gnie ostatkiem si?. Tylko silna wola pozwala?a jej jeszcze zachowa? spokój, je?li ta j? opu?ci wpadnie mi tu w swoj? niezawodn? histeri?. A to ju? b?dzie ca?kiem nie do opanowania.
Moja matka zawsze tak reagowa?a kiedy co? z?ego dzia?o si? mnie b?d? Malkolmowi. Wystarczy?o ?eby?my sobie w dzieci?stwie zdarli skór? z kolana, a ju? matka robi?a raban i w napadzie paniki wró?y?a nam amputacje nogi. Nie musz? chyba mówi?, ?e byli?my wtedy ma?oletni i jej nastrój nam si? udziela? b?yskawicznie. Ryczeli?my tak jakby przynajmniej nas kto? mordowa?. Matka ze zmartwienia serwowa?a nam niezapomniane chwile strachu o w?asne ko?czyny.
Teraz te? si? martwi?a... chocia? martwi?a by?o tu gigantycznym niedopowiedzeniem. Ona odchodzi?a od zmys?ów. A maska któr? na t? okazj? za?o?y?a w?a?nie zaczyna?a si? sypa?. Je?li si? posypie do ko?ca obawia?am si?, ?e sytuacja z dzieci?stwa si? powtórzy i ja tak?e wpadn? histeri?. A wtedy to ju? mogi?a, w napadach paniki i w stanie wysokiego stresu obie robi?y?my si? nieobliczalne. Pami?tna ba?aganu jakiego dopiero co narobi?am na D?ugim Targu z powodu przera?enia, bardzo si? teraz obawia?am swoich gwa?townych wybuchów emocji...
Bo?e, musz? jak najszybciej znale?? Malkolma!

- Rozumiem, ?e nikt z was nie ma pomys?u co si? sta?o z Malkolmem? - skomentowa?am to wymowne milczenie.

- Szczerze mówi?c teraz mam ich a? za du?o – odezwa? si? Kwadratowy naburmuszonym tonem. - Je?li wierzy? temu Drzewu, wasza krew niesie ze sob? wielk? moc. Bior?c pod uwag? jeszcze te nieszcz?sne, niepewne kl?twy, sam Malkom staje si? obiektem niezwykle atrakcyjnym dla wszelkiej ma?ci szarlatanów. Je?li faktycznie ten wodny demon zapowiedzia? swoje odrodzenie w m?skim potomku, a kto? w t? zapowied? uwierzy? móg? go porwa? ?eby przyczyni? si? do powrotu Perep?uta. Je?li jaki? idiota znalaz? opis obrz?dów przywo?ania i ma dla bóstwa „naczynie”...

- Kto ci jeszcze wierzy w s?owia?skich bogów? - zaprotestowa? nieco be?kotliwie Mysi Blond, rozparty wygodnie na krze?le. Nieobecnym wzrokiem kontemplowa? sufi, ale najwyra?niej jeszcze s?ucha? o czym mówili?my. - Ko?ció? skutecznie u?mierci? tych bogów wiele wieków temu, ich moc jest znikoma, a ludzie zapomnieli o ich istnieniu. Dlatego pewnie ch?opak nie nosi? ograniczników. Nie by?o takiej potrzeby, to wiara ?wiadczy o pot?dze boga. A ci od dawna s? martwi. Nawet gdyby kto? jeszcze wierzy?, dokonywa? obrz?dów, w co szczerze w?tpi? i nawet gdyby go przywo?a? i podarowa? mu cia?o Malkolma, Perep?ut niewiele by zyska?. Jego moc by?aby porównywalna do mocy Malkolma obecnie. Za du?o zachodu tylko po to ?eby podmieni? w?a?ciciela cia?a. Jaki kretyn nara?a?by si? Stra?nikom i Lo?y dla takiego g?upstwa?

- Jednak kl?twa, któr? na?o?yli ci bogowie ci?gle dzia?a! - oburzy? si? Kwadratowa Szcz?ka.

- Czy?by? - zdziwi? si? uprzejmie Mysi Blond przenosz?c swoje m?tne spojrzenie z sufitu na -Kwadratowego. - Przecie? w ko?cu urodzi? si? ch?opak. To chyba dostateczny dowód na to ?e kl?twa s?abnie.

- Jeste?my zdania, ?e tutaj zadzia?a? raczej katalizator – wtr?ci? si? Ulizany. - Ojciec Malkolma co prawda tak jak Judyta by? zeromagiem, ale musia? posiada? jakich? ciekawych przodków. Niestety jego Drzewo nie by?o tak dobrze zachowane jak to, wi?c niczego nie odkryli?my. Ale r?cz? ci ?e s?owia?scy bogowie nie s? jeszcze tak martwi jakby ?yczy? sobie tego Ko?ció?, a ich kl?twa dalej ma moc. Po prostu dosz?o do wymieszania krwi z osob?, której przodkiem by? kto? niewra?liwy na tego typu zakl?cia, albo na tej p?aszczy?nie by? pot??niejszy od boga, który je rzuci?.

- Coraz lepiej – mrukn?? Kwadratowa Szcz?ka. - Para pot??nych bóstw za przodków od strony matki i jedno dziwad?o od strony ojca, które wybiórczo znosi kl?twy. Ten dzieciak to chodz?ca bomba zegarowa!

- Je?li w?a?nie obra?acie mojego ?wi?tej pami?ci ojca to radz? wam przesta? – warkn??am rozdra?niona. Roztrz?sanie genealogii nam w sumie niczego nie przynios?o, a oni dalej chcieli si? w tym babra?, na dodatek czepiaj?c si? jeszcze mojego ojca. Chcia?am wreszcie us?ysze? jakie? konkrety, a zapowiada?o si? na to ?e si? ich nie doczekam. - Krótka pi?ka, podejrzewacie ?e kto? chce wskrzesi? tego boga, tak?

- Tak – zgodzi? si? Kwadratowy, cho? ewidentnie mu si? nie podoba?o, ?e próbuje nada? tej rozmowie wygodny dla mnie kierunek.

- Nie – odezwa? si? niespodziewanie od d?u?szego czasu milcz?cy Potargany. - Nie chodzi o Perep?uta.

- A uwa?asz tak poniewa?...? - Mysi Blond zacz?? si? buja? na krze?le kieruj?c swoje m?tne oczy na Potarganego, przekrzywiaj?c dziwnie g?ow?. Troch? jak pies, który w?a?nie us?ysza? dziwny d?wi?k.

Oba Wybryki Natury wymieni?y si? spojrzeniami. Co? wiedzieli i z sobie tylko znanych przyczyn chcieli to ukry?. Ju? nawet szykowa?am si? ?eby wyci?ga? to z nich si?? kiedy nagle Potarganemu rozwi?za? si? j?zyk.

- Jestem w Polsce od pi?ciu lat – zacz?? ni z gruszki ni z pietruszki. - Wcze?niej mia?am przydzia? w Niemczech w Hanowerze. Tak naprawd? zosta?em przeniesiony dyscyplinarnie, podobnie jak wcze?niej Corbin, obu nas wykopali do Warszawy...

- Pewnie jak za kar? to do Polski – o?mieli?a si? wtr?ci? ciotka Jagoda.

- Corbin jest tu za kar?? - zdziwi? si? z kolei ksi?dz. - Odk?d tylko pami?tam reprezentowa?e? w Warszawie interesy Lo?y, zawsze s?dzi?em...

- Owszem, ale wtedy nie by?em tu na sta?e przydzielony, tylko na doskok – westchn?? Ulizany wchodz?c w s?owo ksi?dzu. - Witek by? reprezentantem Lo?y, ale ?e zajmowa? niski szczebel nie zawsze si? z nim liczono, wi?c ja stanowi?em jego plecy. Lo?a uwa?a?a Polsk? za ma?o istotny kraj ?eby przydziela? tu kogo? z Rady, nie ma nas wielu, nie po buncie. A potem urodzi? si? Lambert. - podsumowa? nagle, wskazuj?c na ca?y czas milcz?cego Bia?ego Ch?opaka. Na to o?wiadczenie nietypowy m?odzieniec uciek? spojrzeniem gdzie? w bok.

- No tak. – Mysi Blond skrzywi? si? brzydko. - Nie wolno wam mie? dzieci. Musia?e? im zabi? tym niez?ego ?wieka.

Ulizany w odpowiedzi wzruszy? tylko ramionami, a do mnie w tym momencie dotar? sens tej wymiany zda?. Nie, naprawd?, nawet ja mam swój limit je?li chodzi o dzienn? dawk? niezwyk?o?ci.

- Chwileczk? – Zlustrowa? spojrzeniem kolejno Bia?ego i Ulizanego – TO jest TWÓJ syn? - Nie czekaj?c na odpowied? zwróci?am si? do ch?opaka. - Ile tym masz w?a?ciwie lat?

- Dziewi?tna?cie – przyzna? si? bez oporów. Tymczasem jego w?tpliwy ojciec wygl?da? jak by? od niego starszy góra o dwana?cie. Ale to dwana?cie by?o ju? absolutn? górn? granic?.

- To w takim razie ile ty masz lat? - zwróci?am si? do Ulizanego bez zb?dnych ceregieli. Je?li mi powie, ?e ju? w wieku dwunastu lat reprezentowa? czyjekolwiek interesy i p?odzi? dzieci, to ja si? wypisuj? z tego cyrku i to w trybie natychmiastowym.

Ale nic takiego nie powiedzia?. Powiedzia? co? znacznie gorszego. Chocia? w?a?ciwie nie on.

- Czy to istotne? - zapyta? nieco jakby zdegustowany. - Sam nie jestem pewien...

- 576 – podpowiedzia? mu Potargany, zdaje si? ?e dla ?wi?tego spokoju. - Ja mam 583, a ty jeste? siedem lat m?odszy. Matka si? pewnie w grobie przewraca, ?e nie pami?tasz nawet daty swoich urodzin. Pami?tasz chocia? dat? urodzin w?asnego syna?

- I tak mam du?o dat do zapami?tania – odpar? wymijaj?co Ulizany.

- Wy mówicie powa?nie? - spyta?am z przera?eniem. - CZYM wy w?a?ciwie jeste?cie?

- Jak wy chowacie t? dziewczyn?? - skrzywi? si? Kwadratowy. - Ona powa?nie nie ma o niczym poj?cia?

- Nie – przyzna?a moja matka. - Stara?am si? wychowywa? dzieci z daleka od magii. Z Malkolmem si? nie uda?o, bo ju? w wieku dziesi?ciu lat zacz?? mie? epizody z moc?. I tak by? pod obserwacj? Lo?y niemal od dnia swoich narodzin, a kiedy ?ywio?aki zacz??y do niego przemawia?, a on im odpowiada?, musia?am si? podda?, przynajmniej je?li chodzi o niego. Ale Judyta... A? do dzi? nic nie wskazywa?o na to ?e s?yszy i widzi wi?cej. Pewnie gdyby?my j? uczy?y nie by?a by dzisiaj tak bezradna, ale kto móg? przypuszcza?.... zawsze mi si? wydawa?o ?e jestem w stanie ochroni? w?asne dzieci...

Mama p?k?a i zacz??a p?aka?. Babcia przysiad?a przy niej i obj??a, g?adz?c po plecach uspokajaj?cym gestem, zapewniaj?c ?e wszystko b?dzie dobrze. Pos?a?am z?e spojrzenie temu Kwadratowemu. Z matk? bywa?o ró?nie, ale widok jej ?ez zawsze rozdziera? mi serce, obecnie by?am gotowa rozszarpa? tego ba?wana na strz?py, za g?upie pytanie zadane nie w por?.

- Ty to masz wyczucie Rudi – sykn?? na niego Mysi Blond i przesta? buja? si? na krze?le. Zwróci? si? stron? mojej matki. - Nie ma? si?, znajdziemy dzieciaka. Jego wola wci?? jest silna, zatem nikt mu nie uczyni? krzywdy jak na razie.

Matka popatrzy?a na niego mrugaj?c zap?akanymi oczami, a babcia wyda?a z siebie ciche „ah!” jakby nagle sobie o czym? przypomnia?a. Si?gn??a do kieszeni w p?óciennych spodniach i wyj??a z niej bry?k? lodu, któr? zrobi? dla mnie Malkolm. Da?a j? mamie. Matka u?miechn??a si? blado cho? z jej oczy nadal la?y si? strumienie ?ez. Mnie z kolei w uszach d?wi?cza?y s?owa mojego brata. Bry?ka stopnieje dopiero wtedy, kiedy jej ka?e lub kiedy... umrze. Zatem gdziekolwiek by?, ?y?.
To mi przypomnia?o ?e mia?am si? skupi? na rzeczach wa?nych, a nie interesowa? si? natur? tych pi?knisiów o niezwyk?ych oczach. A jeden z nich mia? w?a?nie pu?ci? farb? i rzuci? na to wszystko troch? ?wiat?a. Nie mo?na mu pozwoli? ?eby si? rozmy?li?.

- Wracaj?c do tematu – Pstrykn??am palcami ?eby ich zdyscyplinowa? i zwróci? na siebie uwag?. Matka skutecznie zara?a?a towarzystwo ponurym nastrojem i przez chwil? my?la?am ?e Mysi Blond usi?dzie obok niej i babci i we trójk? zaczn? mi tu rycze?. Dziwne, bo facet wygl?da? na zbója tymczasem autentycznie si? przej?? stanem mojej matki. Bardzo mo?liwe, ?e zyska? u mnie kilka punktów na plus, ale i tak jego skala by?a ujemna. - Jaki zwi?zek maj? wasze przeniesienia z moim bratem?

Zwraca?am si? ju? bezceremonialnie do Wybryków Natury na 'ty', nawet po tym jak us?ysza?am ile lat maj?. Swoja aparycj? jakby zach?cali do spoufalania si?, cho? te? w dziwny sposób wzbudzali szacunek, przez co wzbrania?am si? przed u?ywaniem przy nich ostrzejszego j?zyka. Swoboda i respekt... dziwne po??czenie.

- Jego ma takie, ?e po prostu kiedy Lo?a go tu usadzi?a na sta?e dosta? pod swoje skrzyd?a tutejszych niestabilnych elementalistów – wyja?ni? Potargany wskazuj?c na Ulizanego. - To nale?y mi?dzy innymi do naszych obowi?zków. Zwykli elementali?ci s? odsy?ani na nauki do druidów, ?eby byli ?wiadomi swojej mocy i nie doprowadzili do zachwiania równowagi mi?dzy ?ywio?ami. Ale s? te? tacy w których ?y?ach p?ynie krew pot??nych przodków, tak jak na przyk?ad u twojego brata. Co ciekawe ani ty, ani reszta kobiet w twojej rodzinie nie wykazywa?y?cie tak silnej wi?zi z ?ywio?akami jak twój brat. By? niezwyk?y pod wieloma wzgl?dami, wi?c Lo?a chcia?a mie? go na oku. Sama teraz wiesz najlepiej jak niebezpieczna jest taka Moc kiedy ten kto ni? w?ada jej nie kontroluje.

Zrobi?o mi si? zimno na wspomnienie tego co si? ze mn? dzia?o kiedy si? obudzi?am. Szczerze pami?ta?am to jak przez mg??, ale czu?am wtedy jakby kto? przepuszcza? przeze mnie pr?d pod bardzo wysokim napi?ciem. Mia?am wra?enie ?e jestem wsz?dzie i nigdzie, ?e p?yn? jak woda i mog? staranowa? wszystko co stoi na moje drodze cho? wcale tego nie chcia?am. Ale to p?yn??o dalej, a ból mi sprawia?y próby odrzucenia tego. Za to poddanie si? tej... mocy przynosi?o b?og? ulg?.

- Wi?c my nie jeste?my tak niebezpieczne jak Malkolm? – spyta?am nim zd??y?am si? ugry?? w j?zyk, ale z drugiej strony to te? by?o dla mnie wa?ne. Naprawd? nie chcia?am znowu zatopi? jakiej? cz??ci miasta kiedy si? czego? wystrasz? lub zdenerwuje.

- Obecnie stanowisz dla nas kolejn? ciekawostk?. - Ulizany przeszy? mnie tym niesamowitym wzrokiem. - Twój brat dokona? czego? przez nas do tej pory niespotykanego. Widzisz ?eby dosta? znami? ?ywio?aków, trzeba si? troch? napoci? i natrudzi?. Generalnie dostaj? je tylko ci elementali?ci, którzy z?o?? ?ywio?akom kilka ofiar, wezm? udzia? w obrz?dach, a do tego jeszcze same ?ywio?aki musz? ich uzna? za godnych. Zwykle tylko w?a?nie ci o pot??nych korzeniach Drzewa s? przyjmowani przez ?ywio?aki. Kiedy ju? masz takie znami? traktuj? ci? jak jednego ze swoich. Przeci?tnego elementalist? sporo energii kosztuje nak?onienie tych duszków do pos?usze?stwa. Kiedy masz znami? stajesz si? jakby cz?onkiem rodziny, ich ukochanym podopiecznym. Zu?ywasz minimum energii przy maksimum efektów. Chroni? ci?, nawet kosztem w?asnego istnienia. Selekcja do nadania znamienia jest bardzo ostra, ty co prawda masz za przodków wodne bóstwa, ale nie z?o?y?a? ?adnej ofiary. Ma?o tego, nigdy nawet nie odpowiedzia?a? na wezwanie ?ywio?aków, ca?e swoje ?ycie je ignorowa?a?. ?adnych par? lat powinno zaj?? ci wkupienie si? w ich ?aski. A i tak mog?yby ci? odrzuci? je?li by uzna?y, ?e twoje intencje wzgl?dem nich nie s? czyste. Cho? ich poczucie „czysto?ci” i sprawiedliwo?ci jest bardzo ro?ne od tego ludzkiego.

- Wi?c co si? sta?o, ?e jednak to mam? - pokaza?am im wymownie r?k?. Szczerze, niezale?nie od tego jaki zaszczyt mnie kopn??, wola?abym tego nie mie?. By?am ciekawa czy mo?na si? tej magicznej dziary jako? pozby?. Poza tym nie bardzo wiedzia?am o czym on do mnie rozmawia, ale przypuszcza?am, ?e tym ca?ym ?ywio?akiem by?a ta szklana nimfa, która zostawi?a mi znami?.

- Jedyne co mi przychodzi do g?owy to, to ?e twój brat w jaki? sposób musia? si? z tob? podzieli? samym sob? – stwierdzi? Potargany z namys?em. - Przedstawi? ciebie ?ywio?akom jako jaki? aspekt samego siebie. Mo?liwe ?e zrobi? to nie?wiadomie, ba? si? o ciebie, wi?c jego emocje znalaz?y si? na kraw?dzi. ?ywio?aki wyczuwaj? skrajne nastroje swoich podopiecznych i s? nimi bardzo zaniepokojone. Zwykle ko?czy si? to utworzeniem Bramy i puszczeniem rozszala?ego ?ywio?u w obieg, tak jak to mia?o miejsce z tob?. Ale je?li elementalista posiada nad nimi dobr? kontrol?, a twój brat mia? ?wietn?, co by?o jednym z powodów dla którego nie nosi? ograniczników, mo?e je jako? ukierunkowa?. Najwidoczniej ukierunkowa? je na ciebie. Nie jestem elementalist?, ich doznania znam tylko z opowie?ci i opisów. Trudno mi stwierdzi? na ile twoje znami? mo?e si? ró?ni? od tych pozyskiwanych tradycyjn? drog? i jaka by?a naprawd? przyczyna jego powstania. Ale wydaje mi si? ?e dla ?ywio?aków nie jeste? sob?, Judyt?, tylko Malkolmem.

Mnie si? wydawa?o, ?e nimfa nas raczej rozró?nia?a. Dostrzega?a ró?nice pomi?dzy mn? a Malkolem, ale wola?am ju? nie roztrz?sa? kwestii. Paradoksalnie im wi?cej mi t?umaczy? tym mniej rozumia?am. Poza tym obawia?am si? ?e i mnie za moment b?d? chcieli da? jaki? nadzór. A na nic nie by?am tak uczulona jak na nadzorowanie...
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Dzi?ki Ci Karolu :-P Ale niech si? zacznie dzia?! Krwi! :-D
Kometa pisze:dowie czemu mój bart jest taki wyj?tkowy
Kometa pisze:Chwileczk? – Zlustrowa? spojrzeniem
Chyba powinno by? zlustrowa?am
Kometa pisze:- Ile tym masz w?a?ciwie lat?
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Kometa, fajne. Jest co prawda pare literówek i brak paru przecinków, ale od twórcy nie mozna wymaga? za wiele ;-)
Najwa?niejsze, ?e opowie?? nadal wci?ga i chyba ci nie dam spokoju je?li jej nie sko?czysz. JA CHC? WI?CEJ. Chc? znac zako?czenie. Chc? wiedzie?, co takiego ma w sobie Judyta, ?e dosta?a znak!

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Sophie pisze: Ale niech si? zacznie dzia?! Krwi!
krew to si? poleje, ale moja. Tak to jest jak nie zaplanuje sobie akcji wcze?niej. Poza tym juz teraz chcecie ?ebym kogo? zabi?a? xD To? mog? :D

Mo?e jakie? pytania, sugestie? Bo chyba jestem w kropce :-(

sama nie wiem w którym kierunku tu pój??...
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Kometa pisze:krew to si? poleje, ale moja.
NIE TWOJA !
Kometa pisze:chcecie ?ebym kogo? zabi?a?
Dzi? mam taki nastrój, ?e ch?tnie bym co? takiego przeczyta?a.
Kometa pisze:Mo?e jakie? pytania, sugestie?
Niech przestan? gada? o drzewie genealogicznym a Mysi Blond wytrze?wieje :-P

?ycz? weny! :-) :mrgreen:
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Ja mam taką propozycję, żeby to posegregować - czyli teksty Komety osobno, komentarze osobno - tak jak w strefie dla głupców, bo mi trochę komentarze zakłócają odbiór całości :mrgreen:
A poza tym, nie to żebym szczuła, ale Bernika Katarzyna Miszczuk jest od Ciebie Kometo młodsza, nie??? Jak ona mogła, to Ty nie możesz??? Wierzę w Ciebie :-D
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 13:20 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

wied?ma z bagna pisze: Ja mam tak? propozycj?, ?eby to posegregowa? czyli teksty Komety osobno, komentarze osobno - tak jak w strefie dla g?upców, bo mi troch? komentarze zak?ócaj? odbiór ca?o?ci :mrgreen:
Bo trzeba czyta? na bie??co :-P :-D

Kometa jeste?my z Tob?! Uda Ci si? napisa? nast?pny fragment! Wierzymy w Ciebie! :mrgreen:

B?agam Ci? musisz napisa? co jest dalej. Po co tej babie Malkolm? Dlaczego Dita dosta?a tak ?atwo ten znak? Jak si? w lesie znale?li? Po co tam s??
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Sophie pisze:B?agam Ci? musisz napisa? co jest dalej. Po co tej babie Malkolm? Dlaczego Dita dosta?a tak ?atwo ten znak? Jak si? w lesie znale?li? Po co tam s??
Nie jest ?le, znam odpowied? na jedno z tych pyta? xD Tak od pocz?tku do ko?ca. Dobrze wiem po co Evie Malkolm. Mniej wi?cej te? wiem dlaczego znale?li si? w tym lesie, ale nie bardzo wiem jak ich tam doprowadzi?. Za to za choler? nie wiem co tu jeszcze wymodzi? z tym znakiem xD Napisa? to ju? dzi? chyba nic nie napisz? ale wstawi? wam robocze szkielety dialogów. To nie b?d? spoilery bo nie okre?l? rozmówców, ale troszk? was mo?e tym podr?cz? xD


- Palant!
- Uwa?aj co mówisz, mojej eks?onie wydawa?o si? ?e tak si? nazywam.
- Zatem a? dziw bierze ?e by?a twoj? ?on? skoro zna?a twoje sekretne imi?.


- Mówi?em ci ?eby? oduczy? j? pyskowania, kiedy by? jeszcze czas!
- Daj spokój, uwa?am, ?e to urocze.
- Jadowita ?mija jest równie urocza.


Trzasn??a drzwiami od ?azienki. Z j?kiem ruszy? si? z miejsca i po omacku zacz?? szuka? po pod?odze swoich rzeczy. Natrafi? w pierwszej kolejno?ci na swoje glany, chcia? je przestawi?, ale zatrzyma? si? w pó? gestu. Na obu butach by?y wymalowane farbami dwie bu?ki - jedna g?upkowato u?miechni?ta, druga wykrzywiona w dziwnym grymasie, obna?a?a pi?owate z?biska.
- Pierdolona wariatka - warkn??, ale bardziej z rezygnacj? ni? ze z?o?ci?. - Do cholery, gdzie masz rozpuszczalnik?!
- Nie mam! - odkrzykn??a niezwykle z siebie zadowolona.


- A on?
- To geek.
- Co to jest „geek”? Ma jakie? niezwyk?e zdolno?ci?
- Tak, legenda g?osi ?e shackowa? kiedy? komputery pentagonu za pomoc? latarki.


- Mamy si? nie rzuca? w oczy. A ty tym strojem ?amiesz t? zasad?.
- Powiedzia? facet z dziar? na twarzy.


- I jak wygl?damy?
- Jak zdzira i alfons.
- ?wietnie, o to chodzi?o!
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Loleczka
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1180
Rejestracja: 19 sty 2010, 23:57

Post autor: Loleczka »

Kometa pisze:- I jak wygl?damy?
- Jak zdzira i alfons.
- ?wietnie, o to chodzi?o!
Kometa pisze:- Mówi?em ci ?eby? oduczy? j? pyskowania, kiedy by? jeszcze czas!
- Daj spokój, uwa?am, ?e to urocze.
- Jadowita ?mija jest równie urocza.
Lece od ty?u, ale co tam :-)
Rozbawi?y mnie te teksty na serio. Ale je?li chodzi o rozmówców to w pierwszym fragmencie na pewno jest Dita :-D
Kometa pisze:- Tak, legenda g?osi ?e shackowa? kiedy? komputery pentagonu za pomoc? latarki.
Te? tak chce!
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

No piękne dialogi :mrgreen: piękne.
A prowadzić ich możesz po drodze (po bożemu) albo przez chaszczory (z przypadku i ciekawiej - ktoś w coś wdepnął..., coś wybuchło albo i nie..., poszli tam, a wyszli jak Zabłocki na mydle...)
Chyba muszę iść wypić lekarstwo :oops:
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 13:38 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Kometa pisze:- Mamy si? nie rzuca? w oczy. A ty tym strojem ?amiesz t? zasad?.
- Powiedzia? facet z dziar? na twarzy.
OOOOO dziara na twarzy :-P
I tu chyba Judyta sie wypowiada .... :-P
- I jak wygl?damy?
- Jak zdzira i alfons.
- ?wietnie, o to chodzi?o!
Boski tekst!!
Kometa pisze:- A on?
- To geek.
- Co to jest „geek”? Ma jakie? niezwyk?e zdolno?ci?
- Tak, legenda g?osi ?e shackowa? kiedy? komputery pentagonu za pomoc? latarki.
Równie boooski ! Hahaha :mrgreen:
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Kometa, ?wietne dialogi. Teraz jeszcze wpasowa? je w fabu?? i mo?esz da? nam do czytania ;-)
Wiem , wiem, nie tak od razu i mamy nie wymaga? za wiele. Ale poniewa? jest to takie ciekawe, to nie mo?emy si? doczeka? reszty. Powinna? by? dumna, ?e masz tak? klik? wiernych fanek. Ja na pewno si? do nich zaliczam.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

dorota7677 pisze:Powinna? by? dumna, ?e masz tak? klik? wiernych fanek.
Jestem z was bardzo dumna :mrgreen:



- Okej, mniej wi?cej rozumiem – sk?ama?am. Ale oni chyba chcieli by? uprzejmi t?umacz?c mi to wszystko wi?c, postara?am si? wykaza? dobr? wol?. - Tylko dalej niewiedz? zwi?zku je?li chodzi o wasze przeniesienia.

- Konkretnie to chodzi o moje. - Potargany ewidentnie zwleka? z wyja?nieniami, co? mu by?o nie w smak t?umaczenie si? przed nami. Wreszcie spojrza? na Okr?g?? Buzi?, która w ca?kowitym milczeniu siedzia?a przy stole i notowa?a co? w zeszycie. Zdaje si? ?e zapisywa?a ca?? nasz? wymian? zda?. - To co wam teraz powiem to s? tre?ci tajnych akt Lo?y. Nie macie prawa umieszcza? tergo w raporcie.

Okr?g?a Buzia nagl? znieruchomia?a zupe?nie jakby wypowiedzia? jakie? zaklecie. Obejrza?a si? powoli na Kwadratow? Szcz?k? a w jej oczach dostrzeg?am pytanie.

- Pisz Marta – rozkaza? jej Kwadratowy stanowczo. - Najwy?ej potem nie dasz tego do raportu, ale chc? mie? wszystko zapisane.

Okr?g?a Buzia znów pochyli?a si? nad zeszytem i co? dopisa?a. Potem z kieszeni wyj??a ?ó?ty mazak i co? podkre?li?a, a? wreszcie zastyg?a nad kartka czekaj?c na kolejny materia? do zanotowania.

- Ja mówi? powa?nie Rudi – ostrzeg? go z?ym g?osem Potargany. - Je?li sprawa wyp?ynie Lo?a dobierze si? do dupy te? i tobie.

- Zaufaj mi – Kwadratowy u?miechn?? si? brzydko, a ja na miejscu Potarganego pr?dzej zaufa?abym Judaszowi ni? temu facetowi.

Mimo to Potargany jednak zdecydowa? si? mówi?. Chcia?am wierzy? ?e to dlatego, ?e przedk?ada? odnalezienie Malkolma nad w?asne problemy.

- W Hanowerze równie? mia?em pod opiek? elementalist? – podj?? opowie??. - Wtedy to by? m?ody szczyl, mia? ledwie pi?tna?cie lat, ale ju? by? bardzo pot??ny. Oznaczenia uzyska? w wieku lat jedenastu. Pomimo noszenia silnych ograniczników by? bardzo niestabilny. W korzeniach jego Drzewa by?o pot??ne bóstwo ognia, a dzieli?o ich znacznie mniej pokole? ni? Malkolma z Perep?utem. Jego rodzina by?a ?ci?le nadzorowana przez Lo??, mieli na?o?one limity je?li chodzi o ilo?? dzieci jakie mogli mie?, jak i to z kim si? mogli wi?za?. I to si? im nie podoba?o. Jego ojciec próbowa? si? wyrwa? spod naszego nadzoru, wi?c Lo?a by?a zmuszona go zlikwidowa?. Nie obesz?o si? bez ofiar i po naszej stronie, to by? naprawd? pot??ny elementalista. Matka ch?opaka z kolei dosta?a szmergla po ?mierci jego ojca. Chcia?a zabi? w?asne dziecko, bo jak twierdzi?a Lo?a chce go wykorzysta? do swoich celów, a ona nie zamierza?a na to pozwoli?. ?ywio?aki jej oczywi?cie na to nie pozwoli?y, ch?opak si? obroni? sam, ale w efekcie tego starcia zabi? w?asn? matk?, a ona uczyni?a go kalek?. Przez to by? bardzo problematyczny, ucieka? nam wiele razy, ale zawsze udawa?o nam si? go znale?? dzi?ki ogranicznikom które nosi?. A? pewnego dnia znikn??.

- Jak to znikn??? - oburzy? si? Kwadratowy.

- Jego ograniczniki przesta?y wysy?a? sygna? – odpar? Potargany. - Uciek? nam znowu, ale tym razem jakim? cudem uda?o mu si? zdj?? ograniczniki. Szczerze mówi?c nie mam poj?cia jak móg? tego dokona? sam, ale teraz my?l? ?e kto? mu pomóg?.

- Zaraz i wy go nie szukacie? - Oburzenie Kwadratowego si?gn??o zenitu.

- Lo?a szuka go od pi?ciu lat bez przerwy – westchn?? Potargany. - Po prostu mnie odsuni?to od tej sprawy i dyscyplinarnie przeniesiono do Warszawy. By?em jedn? z trzech osób, które by?y w?adne zdj?? mu ograniczniki. Znajdowa?em si? w kr?gu podejrzanych. Po ?ledztwie wykluczono udzia? mój czy pozosta?ej dwójki, stwierdzono ?e ch?opak zbieg? bez niczyjej pomocy. S?dzili?my ?e sam si? ujawni, ?e gdzie? wyp?ynie u?ywaj?c Mocy, burz?c równowag?. Ale nic takiego nie nast?pi?o. Przepad? jak kamie? w wod?. Zosta? wci?gni?ty na list? poszukiwanych jako kryminalista, sfa?szowano mu akta ?eby uzasadni? list go?czy i rozes?ano mi?dzy Stra?ników. A tak naprawd? dzieciak niczego nie zrobi?.

- My?leli?cie ?e wam uciek? – podj?? temat Mysi Blond. - Tymczasem po pi?ciu latach kto? wam podpieprza kolejnego elementalist?... Dziwny zbieg okoliczno?ci.

- O tym samym pomy?la?em – przyzna? Potargany. - Do tej pory, obaj nie dostawali?my nikogo pod opiek?. Lo?a patrzy?a na nas krzywo, ja zgubi?em jednego podopiecznego a Corbin z?ama? prawo Lo?y. Dopiero gdzie? tak rok temu sytuacja si? zmieni?a. Corbin dosta? Malkolma, a ja Ameli?. I ledwie rok po tym przydziale kto? porywa Malkolma.

- Moment – Kwadratowy si? nagle wzdrygn??. - Macie jeszcze jednego elementalist? pod opiek?...?






Eva wcisn??a przycisk zaopatrzony w cyfr? jeden. Domofon wyda? z siebie krótki trel po czym zamilk?. Chwil? pó?niej z g?o?nika odezwa? si? niski zachrypni?ty g?os.

- Tak?

- Fuchs – odpar?a lakonicznie.

Drzwi brz?kn??y i Eva wesz?a po niskich schodkach na parter. Nie musia?a puka? do drzwi, otworzy?y si? przed ni? z cichym skrzypni?ciem. W progu powita? j? ?redniego wzrostu m??czyzna o poszarza?ej, pe?nej bruzd twarzy i ob??dnym spojrzeniu. Mru?y? w tiku nerwowym lewe oko.

- By?em ciekaw kiedy si? pojawisz. – U?miechn?? si? nieznacznie, a ten grymas przyprawi? Ev? o ciarki. Wygl?da?o to koszmarnie w jego wykonaniu.

- Chc? rozmawia? z tob? w cztery oczy Cleo – za??da?a od razu, ani my?la?a mediowa? z t? po?miertn? mask?.

M??czyzna wyd?? wargi w ge?cie absolutnie nie pasuj?cym do jego mroczno-psychodelicznej aparycji.

- Wiesz, stawiasz wiele ??da? – powiedzia? wyra?nie niezadowolony. – A w zamian póki co jeszcze niczego nie zobaczy?em.

- Mam to o co prosi?a? – odpar?a Eva. - Ale dam to tylko tobie we w?asnej osobie.

- Nie wiem czy ci starczy tego co masz. – Upiorny m??czyzna znów si? u?miechn?? obrzydliwie. - Pami?taj ?e naj??a? profesjonalist?. Jeszcze nie zap?aci?a? mi za pierwsze zlecenie, a ja ju? wywi?za?em si? z drugiego.

M??czyzna si?gn?? do kieszeni i wyci?gn?? z niej ma?y flakoniki zawieszony, a d?ugim ale cienkim ?a?cuszku. Wewn?trz ma?ej fiolki przelewa? si? fluorescencyjny, b??kitny p?yn. Eva nie kry?a zaskoczenia.

- Kto...? - zapyta?a s?abo wyci?gaj?c r?k? po osobliwy wisiorek.

Szpetny m??czyzna nie pozwoli? jej go dotkn??. Nieludzko szybkim ruchem zamkn?? flakonik w d?oni i odsun?? r?k? od Evy.

- Chod? – nakaza? jej i ruszy? do drzwi wyj?ciowych.

Eva pod??y?a za nim. Wyszli na klatk? schodow? i skierowali si? do drzwi piwnicy. M??czyzna zdj?? z nich pieczecie i zeszli ni?ej, gdzie napotkali kolejne drzwi. Te by?y podwójnie piecz?towane i opatrzone wieloma znakami ochronnymi. Pomieszczenie za nimi by?o du?e i ciemne, a niedaleko wej?cia drzema?y sobie dwa niedu?e, piekielne ogary. Jeden z nich podniós? ?eb kiedy weszli, ale nie uczyni? wi?cej ?adnego ruchu. Poprzesta? na bacznej obserwacji.
Pod ?cianami pomieszczenia by?y poustawiane pod?u?ne pud?a wysoko?ci cz?owieka, wszystkie okryte nieprzepuszczaj?cymi ?wiat?a plandekami. Eva oceni?a na oko, ?e by?o ich oko?o pi??dziesi?ciu. Po ?rodku za? sta?y trzy podesty w ?rodku wyrysowanego na betonowej pod?odze ko?a. Kolejne zakl?cia zabezpieczaj?ce. Na dwóch podwy?szeniach le?a?y pud?a, bardzo podobne do tych poustawianych pod ?cianami. Jedno by?o otwarte i puste, jego szklana pokrywa le?a?a obok, drugie spoczywa?o szczelnie owini?te plandek?, zamkni?te na g?ucho. Na trzecim, ?rodkowym pode?cie znajdowa?o si? co? na kszta?t du?ego akwarium. W wymy?lnie powykr?canej, wykutej ramie tkwi?y grube szyby, ten osobliwy pojemnik nie mia? przykrycia za to po brzegi by? wype?niony przejrzystym zielonkawym p?ynem. W ?rodku spoczywa?o nagie cia?o m?odej dziewczyny, ca?e wymalowane czarnymi znamionami.
M??czyzna jednym pstrykni?ciem palców spowodowa?, ?e pomieszczenie zala?o ?wiat?o, cho? jego ?ród?a nigdzie nie by?o wida?. Podszed? do szklanego pojemnika ?mia?o przekraczaj?c kr?gi. Eva ruszy?a za nim zagl?daj?c do tego osobliwego akwarium zaciekawiona. Dziewczyna, która w nim le?a?a, cho? niew?tpliwie ?liczna, teraz wygl?da?a upiornie. P?yn w którym by?a zatopiona powodowa?, ?e wygl?da?a jakby by?a trupio zielona, a czarne malowid?a na ciele, czy ciemne, rozwiane w?osy zawieszone w cieczy jak wij?ce si? robaki nie dodawa?y jej uroku.

- Musisz da? mi chwil? – powiedzia? m??czyzna i zwróci? si? w kierunku pustego pud?a. - Lepiej wyjd? z kr?gu.

Eva pos?usznie si? odsun??a, a on w tym czasie wszed? do pustego pojemnika i po?o?y? si? w nim wygodnie. Z chwil? w której zamkn?? oczy kr?gi na betonowej pod?odze rozb?ys?y fioletowym ?wiat?em, a zielona woda w akwarium zacz??a si? burzy? i bulgota?. Po chwili dziewczyna w nim otworzy?a oczy, ale si? nie poruszy?a. Bulgotanie przybra?o gwa?townie na mocy tylko po to ?eby za chwil? ca?kowicie si? uspokoi?. Wtedy dopiero wymalowana pi?kno?? wynurzy?a r?ce i chwytaj?c si? ram pojemnika usiad?a w nim. Na siedz?co woda si?ga?a jej do piersi.
Eva z zaciekawieniem obserwowa?a jak z wynurzonych cz??ci cia?a czarne malowid?a dos?ownie spe?zaj? z powrotem do zielonej cieczy, formuj?c si? w niej w ciemne smugi, niczym atrament wpuszczony do wody. Jednak w przeciwie?stwie do atramentu nie rozmywa?y si?, szuka?y siebie na wzajem ??cz?c si? w skupiska czarnych plam, wij?c si? i zmieniaj?c kszta?ty. Kiedy dziewczyna wsta?a ca?a reszta równie? spe?z?a w dó?, po??czy?a si? z czarnymi plamami, i w reszcie scalone przybra?y form? w??a, który wi? si? po dnie pojemnika.

- Witamy w?ród ?ywych. – Eva powita?a Cleo pow?ci?gliwym u?miechem.

M?oda nekromantka skierowa?a na ni? swoje niewinne i wielkie br?zowe oczy, po czym kichn??a. Niezwykle wdzi?cznie i uroczo.

- Daj mi r?cznik – za??da?a wy?a??c ze swojego akwarium. – Przez ciebie si? przezi?bi?.

Eva namierzy?a r?czniki ju? wcze?niej. Wisia?y na ma?ych wieszakach przybitych do go?ej ?ciany. Obok nich znajdowa? si? te? kwiecisty szlafrok. Jego tak?e zabra?a i poda?a dziewczynie. Cleo najpierw porz?dnie si? wytar?a, a potem ubra?a szlafrok. Ca?a dygota?a i co chwila kicha?a.

- Te k?piele ci nie s?u?? – zauwa?y?a Eva z umiarkowan? uprzejmo?ci?.

Nekromantka tylko wzruszy?a lekcewa??co ramionami, po czym podesz?a do otwartego pojemnika w którym spoczywa?o cia?o z którego jeszcze przed chwil? korzysta?a. Wyci?gn??a z kieszeni martwego m??czyzny b??kitny wisiorek, uca?owa?a jego blade, zimne wargi i si?gn??a po szklan? pokryw?. Zamkn??a go w tej osobliwej trumnie i nakry?a plandek?. Eva z kolei nie kry?a zdegustowania patrz?c na poczynania dziewczyny.

- Jeste? odra?aj?ca – skomentowa?a z obrzydzeniem.

- Jest nieoceniony – Cleo u?miechn??a si? s?odko i poklepa?a pojemnik. - My?l sobie co chcesz, ale ja osobi?cie uwa?am, ?e jest du?o bardziej u?yteczny po ?mierci ni? by? za ?ycia. Uwielbiam by? nim. Ale przejd?my do interesów.

Nekromantka ruszy?a w stron? trzeciego podestu gdzie le?a? od pocz?tku zamkni?ty pojemnik. Cleo zerwa?a z niego piecz?cie i ?ci?gn??a plandek?. Eva nie da?a rady st?umi? westchni?cia.

- Masz tu swojego kochasia. – Dziewczyna pukn??a w szklan? pokryw?. - Co prawda nie by?o go na li?cie któr? mi da?a?, ale zd??y?am troch? pow?szy?. Tamci byli za nisko w hierarchii, nigdzie bym nimi nie wesz?a, a ja nie lubi? sobie utrudnia? ?ycia. A ten w?a?ciwie sam mi wlaz? w r?ce.

- Henrich... - szepn??a Eva nie?mia?o dotykaj?c wieka. W pojemniku le?a? pi?kny m??czyzna o bujnej, rudej czuprynie i niewinnej twarzyczce m?odzie?ca. - Jak to zrobi?a??

- To przypadek. Kiedy ?ledzi?am tych z listy on ?ledzi? mnie. Musia? si? zorientowa? ?e kr?c? si? obok jego wydzia?u. Zrozumia?am ?e to Radny i przysz?o mi do g?owy ?eby mo?e zapolowa? jednak na niego. On my?la? ?e mnie tropi tymczasem to ja krok po kroku zastawia?am na niego sid?a. Nawet mag Lo?y nie da rady dwudziestu nieumar?ym.

- Podnios?a? dwudziestu? - Eva z pewnym przera?eniem potoczy? wzrokiem po ustawionych pod ?cian? trumnach.

- Mówi?am ci, jestem profesjonalistk? – Cleo si? nieco obrazi?a. - Na razie nie próbowa?am go przej??, jeszcze dobrze nie ostyg?, ale musimy si? spieszy? nim Lo?a zauwa?y jego znikni?cie. Talizman ci oddam, sama umiem zapewni? sobie nie?miertelno??, ale potrzebuj? tego wisiorka ?eby si? pod niego podszy?. Nie mniej jednak podwy?szam stawk?. Kamienie ju? nie wchodz? w gr?, mo?esz je sobie zabra?. Od teraz b?dziesz mi p?aci? cia?ami. Jako pierwsza rata kolega Henrich. B?d? go mog?a zatrzyma? po robocie.

- Chyba oszala?a? ?e zostawi? w twoich r?kach tak pot??ne cia?o. – Usta Evy zacisn??y si? w cienk? kresk?.

- To ty chyba oszala?a? je?li s?dzisz, ?e b?d? stawa? do wojny z Lo?? za pó?darmo. – Na ?licznej twarzy Cleo wymalowa? si? gniew. Dziewczyna pomacha?a Evie przed okiem zdobytym b??kitnym talizmanem. - Widzisz to? Zdoby?am to dla ciebie, gdyby chodzi?o ci tylko o pi?t? esencj? mia?aby? pozamiatane. Równie dobrze mog?abym to zatrzyma? dla siebie. Zabi?am dla ciebie Radnego i przywlok?am za uszy tego elementalist?, nara?aj?c si? na gniew tych bubków Medvene. Odwali?am za ciebie lwi? cz??? roboty. A ??dam za to tylko jednego umarlaka.

- Pytanie brzmi czego za??dasz za przyniesienie mi Tablicy – fukn??a Eva, wiedzia?a ?e apetyt ro?nie w miar? jedzenia.

- Dobrze ?e pytasz. - Nekromantka z podst?pnym u?mieszkiem nakry?a trumn? z Henrichem plandek?. - ?eby? mia?a jasno?? sytuacji, je?li mi b?dziesz chcia?a go odebra?, cha?? dostaniesz a nie Tablic?. Spakuje swoje manatki i znikn?, i nie zdziw si? jak Lo?a dowie si? o twojej weso?ej dzia?alno?ci. Za Tablic? za? i za sfinalizowanie naszych dzia?a? zap?acisz mi cia?ami elementalistów.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fanwork Zone”