[txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa

Jeśli ładnie rysujesz, twoją pasją jest pisanie opowiadań czy wierszy, lub realizujesz swoje artystyczne wizje w inny sposób, to miejsce dla ciebie! Wszelka praca twórcza dozwolona, podziel się z nami swoim talentem, a my chętnie zobaczymy i ocenimy wszystko, co zechcesz nam pokazać.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

dorota7677 pisze:A mo?e w?a?nie "Elementali?ci" - krótko i zwi??le
To moze lepiej "W?adcy ?ywio?ów". *my?li* To samo a ?atwiej si? domy?le? o kogo chodzi. :-P
Tyle, ?e historia nie jest tylko o tych magach, ale to szczegó? :-P
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Jednak chyba poczekamy na rozwój wypadków. Elementaliści będą tu kluczowi i będzie ich jeszcze kilku, ale to przez osoby pokroju Iva i Corbina będzie najwięcej zamieszania, a oni elementalistami nie są. Moce Malkolma czy Dirka pełnią tu rolę przedmiotową... albo cicho. Nic już nie mówię, bo mi się jeszcze koncepcja może zmienić :D
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:10 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Rozdział 4 część 2

Kwadratowego na to oświadczenie trafił ciężki szlag. Jeszcze chwila, a by pękł, gdyby do akcji nie wkroczyła moja matka.

- Na to pytanie poniekąd mogę odpowiedzieć wam ja. – Podniosła się powoli z miejsca, zerkając na mnie, wyraźnie z czegoś niezadowolona.

Aha. Nie bardzo jej się uśmiechało odpowiadać przy mnie. Jednak miałam rację, że nie dałam się położyć do łóżka.
Kwadratowa Szczęka chciał o coś zapytać, ale zamilkł kiedy matka, otworzyła jedną z kuchennych szafek i wyciągnęła z niej wysokie, wąskie i okrągłe pudełko po ciastkach. Było stare, takie ciastka jedliśmy z moim bratem w dzieciństwie, dziś nikt już ich nie produkował. Zdziwiłam się, że matka ciągle to trzymała, nie była typem rupieciarza.

- Super, słodycze, tego szukałem – ucieszył się na ten widok Mysi Blond, ale pudełko po ciastkach zignorował, sięgnął po apteczkę stojącą za nim.

Wygrzebał z niej kilka listków różnych leków przeciwbólowych. Sądziłam że matka urządzi mu zaraz o to awanturę, nienawidziła, kiedy ktoś rządził się w jej kuchni, ale nie skomentowała tego. Nawet podała mu opakowanie ketonalu. Nie kryjąc zgrozy, patrzyłam jak popija pięć różnych tabletek – w tym i nieszczęsny ketonal – resztką rumu. Nie wiem, może te dziwaki mają inny system odpornościowy, ale ta dawka zwaliłaby z nóg słonia.
Matka z kolei, jak gdyby nigdy nic, przeszła na środek kuchni i wyciągnęła zawartość pudełka po ciastkach.
Znajdował się tam dosyć gruby zwój. Wyglądał na naprawdę stary, pożółkły i sprawiał wrażenie jakby najmniejszy podmuch wiatru był w stanie obrócić go w proch. Tymczasem matka śmiało, zamaszystym gestem rozwinęła go wzdłuż podłogi, jego drugi koniec poturlał się wesoło w stronę Wybryków Natury. Ten Ulizany zatrzymał go swoim butem, uniemożliwiając pergaminowi dalsze rozwijanie się i w tym procesie ucieczkę pod krzesło. Ewidentnie Wybryki Natury nie były zachwycone poczynaniami mojej matki, bo posłały jej surowe spojrzenie.

- Nie możesz… – zaczął ten Ulizany, ale moja matka reagowała podobnie jak ja, kiedy ktoś jej mówił co może a czego nie.

- Otóż mylisz się Corbin – warknęła jak wściekła tygrysica. – Mogę. I zrobię to, jeśli tylko ułatwi im to odnalezienie mojego syna. Ty, Witek i Loża już pokazaliście, ile warte są wasze obietnice. Nie mam już nic do stracenia, Malkolmowi to na pewno nie zaszkodzi. Więc, z łaski swojej, nie próbuj mi rozkazywać, bo akurat JA jestem daleko poza twoją jurysdykcją. To ty masz zobowiązania wobec mnie, ty i Loża, za przysięgi bez pokrycia. Ja niczego wam nie obiecywałam. Więc milcz. Bo jeszcze jedno twoje słowo, a wystawię cię za drzwi!

Kwadratowy miał taką minę, jakby właśnie zakochał się w mojej matce, za to Ulizany znowu wyglądał jak kamienny posąg, a jego twarz była pozbawiona wszelkiego wyrazu. Milczał. Mogłam się założyć z każdym o każde pieniądze, że w ostateczności nie dałby się wystawić mojej matce za drzwi żadną ludzką czy nieludzką siłą, ale mimo to milczał. Tu nie chodziło o demonstracje siły, matka zwyczajnie grała mu na sumieniu. I choć zewnętrznie nie pokazywał żadnych emocji, to musiał czuć się winny tego, co spotkało mojego brata. Inaczej nie pozwoliłby jej zwracać się do siebie w taki sposób, tego byłam pewna.

Widzicie, cały problem z moją matką polegał na tym, że wymyśliła sobie, że ja mam być wzorem cnót. Mnie nie wolno było pyskować nikomu, używać wulgaryzmów, ani wyrażać swojego zdania przesadnie gwałtownie. Ja miałam być damą. Cokolwiek przez to rozumiała. Za to ona, proszę bardzo, mogła równać ludzi z asfaltem, być złośliwą, grać im na wyrzutach sumienia, zadawać ciosy poniżej pasa, krzyczeć i unosić się w towarzystwie. Nie wnikałam, póki co, czy Ulizanemu się to należało. Pewnie tak, bo, co by o matce nie mówić, nigdy nie atakowała bez przyczyny, ale chodziło o oddanie sprawiedliwości mnie. No proszę was, ona mogła napyskować komuś, kto TAK wygląda i na dodatek jest pewnie jeszcze Strasznie Ważny, a mnie nie pozwalała, żeby podroczyć się z jakimś tam Kwadratowym?

Matka tymczasem usatysfakcjonowana swoim występem, wróciła do zabawy ze zwojem. Tej części pod butem Ulizanego na razie nie ruszała, zajęła się tym końcem, który miała w ręku. Wychyliłam się zza stołu żeby się lepiej przyjrzeć temu, co było na pergaminie. Był gęsto pokryty jakimiś malowidłami i chwilę mi zajęło zanim zrozumiałam co widzę, zwłaszcza że patrzyłam na obraz do góry nogami.

- To drzewo genealogiczne – stwierdził Kwadratowa Szczęka ze zdumieniem, klękając nad zwojem, żeby się lepiej przyjrzeć. Wszystko było tam strasznie naćkane.

Zaintrygowani Mysi Blond i ksiądz również się zbliżyli, żeby popatrzeć.

- Korzenie są pod butem Corbina. – Matka wskazała na drugi koniec zwoju. – I tam też są odpowiedzi na wasze pytania. To co tu widzicie, to sama Korona. Tu jest Malkolm, a tu Judyta. – Wskazała kolejno dwie małe podobizny. Byłam ciekawa kto to rysował, bo w ogóle nie byłam podobna do siebie. Mój brat też nie. – Ja i mój mąż, obok Jagoda. Niżej moja matka i mój ojciec, ojczyma nie ma, bo nie dołożył nic od siebie do puli genetycznej… źle siedzimy, patrzymy do góry nogami.

Mężczyźni zignorowali tę uwagę, zachłannie wpatrując się w malowidła. Ksiądz i Mysi Blond powoli zaczęli się przemieszczać wzdłuż pergaminu, kierując się w stronę Wybryków Natury. W dół Drzewa. Sama byłam zafascynowana widokiem, aż dostałam wypieków na twarzy. Zrzuciłam z ramion koc i przeszłam pod stołem, żeby również paść na kolana przy zwoju obok Kwadratowego. W ogóle mnie chyba nawet nie zauważył.

- Dwanaście?! – wykrzyknął nagle ze zdumieniem Mysi Blond, patrząc osłupiały na Drzewo gdzieś na wysokości dziesiątego pokolenia wstecz. – Helena Kłonicka, z domu Apowna miała DWANAŚCIE córek?!

- Och, jej mąż, Eugeniusz, był bardzo płodny – odezwała się beztrosko babcia, jakby opowiadała ploteczki o sąsiadach z naprzeciwka. Przeraziła mnie nieco myśl, że ona pamięta, kto był czyim mężem aż do dziesiątego pokolenia do tyłu. – Gdzieś miałam całą księgę im poświęconą, co rok to prorok, oboje mieli końskie zdrowie i…

- Nie to miałem na myśli – przerwał jej Mysi Blond. – Cofnęliśmy się już jakieś jedenaście pokoleń do tyłu i ciągle są same kobiety. Owszem, wychodziły za mąż, czemu nie, ale rodziły tylko córki. A już Kłonicka pobiła wszelkie rekordy. Dwanaście bab i ani jednego syna.

- Na dodatek niepokoją mnie daty w przypisach. – Ksiądz kucnął nad zwojem. – Wynika z nich, że kobiety w waszej rodzinie dożywały sędziwego wieku, nie licząc nieszczęsnej Heleny którą musiały wykończyć częste porody, ale mężczyźni… średnia ich wieku wynosi coś koło 22 lat…

- Cóż… – zająknęła się moja matka i znowu zerknęła na mnie. To był właśnie ten moment, w którym trafił mnie ciężki szlag.

- Gadaj – zażądałam złym głosem. – Gadaj do cholery, bo za moment skończy się moja cierpliwość, jak jeszcze raz zaczniesz zezować na mnie.
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:11 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Kometa, co b?dzie dalej. To okrucie?stwo przerywa? w takim miejscu. Ju? , u? prawie wyja?nienie - i nagle koniec. Pisz kochana dalej - jak najszybciej ;-)

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Nie przeczytałam jeszcze ani zdania z opowiadania Kometki. ćwiczę silną wolę. Myślałam, że to będzie krótsze i przeczytam jednym ciągiem a Kometka pisze i pisze.. Jak to dłużej potrwa nie wytrzymam nerwowo i zacznę czytać.
Ostatnio zmieniony 30 sie 2011, 14:35 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
AISA
Żarłoczny Ghul
Posty: 761
Rejestracja: 10 sie 2010, 18:29

Post autor: AISA »

Kometa szalejesz :mrgreen: (lubi? takie szale?stwa ;-) )

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

hlukaszuk pisze:Myślałam, że to będzie krótsze i przeczytam jednym ciągiem a Kometka pisze i pisze.. Jak to dłużej potrwa nie wytrzymam nerwowo i zacznę czytać.
Lepiej zacznij czytać, bo tu się zapowiada niekończąca się opowieść xD To jest pisane na bieżąco na kompletnym spontanie, nic nie wiadomo co mi jeszcze wpadnie do głowy :-D
dorota7677 pisze:To okrucieństwo przerywać w takim miejscu
Ma się to wyczucie dramatyzmu xD Ale to moja wena zdycha w najlepszych momentach - do niej piszcie zażalenia.
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:14 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Loleczka
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1180
Rejestracja: 19 sty 2010, 23:57

Post autor: Loleczka »

Kometa pisze:Ale to moja wena zdycha w najlepszych momentach - do niej piszcie za?alenia.
Napiszemy, tylko podaj adres.

Kometa mówi?am ci ju?, ?e jeste? boska? Nie? To teraz ci to mówi?. Twoje opowiadanie zaciekawi?o mnie bardziej ni? ksi??ki wydane przez wydawnictwo. Kopnij wen? w ty?ek i pisz :-D
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Tak Loleczka, to ?wi?te s?owa. Wen? trzeba kopn?? w ty?ek, a talent i wyobra?nia Komety za?atwi? reszt?. Pisz,pisz Kometa

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Kometa, pisz dalej. Po prostu MUSISZ mie? wen?!! :mrgreen:
A Dorota ma racj? - to okrutne. Ale za to jak rzucimy si? na nast?pny fragment. :-P
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Rozdział 4 część 3


Spodziewałam się wykładu na temat tego, jak śmiem się do niej odzywać w ten sposób, ale ona zacisnęła tylko usta i ruszyła w stronę drugiego końca zwoju. Stanęła nad Ulizanym i popatrzyła na niego wymownie.
Ulizany nie był zachwycony. Westchnął ciężko i schylił się po drugą część zwoju.

- Widzę że to nieuniknione – stwierdził z kwaśną miną, obracając w rękach wciąż zwinięty pergamin, ukrywający korzenie Drzewa. – Jednak proszę was o zachowanie tajemnicy. Bardzo możliwe, że Malwina ma rację. Powodem, dla którego ktoś porwał Malkolma, może być jego genetyczna spuścizna…

- Teraz to i tak już po ptakach. – Wzruszył ramionami Mysi Blond, siadając na jednym z wolnych krzeseł. – Ktoś nieodpowiedni już się dowiedział, więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Rozwijaj to Corbin, bo nas tu jutro zastanie, a chłopaka trzeba jeszcze znaleźć. Poza tym, nie wiem z czego chcecie robić taką tajemnicę. To, że mają rusałkę w korzeniach swojego Drzewa, jest raczej oczywiste. Rodzą im się same dziewczyny i założę się, że każda z nich, przez te wszystkie pokolenia, wyglądała tak jak one. – Machnął ręką w stronę moją i matki, ale sądzę że miał na myśli też i babcię oraz ciotkę, po prostu tak mu było wygodnie machnąć. – Czarne oczy, ciemne włosy, blada cera, długie palce. Wielkie mi halo. Doskonała większość elementalistów ma w rodzinie jakieś bóstewko, czy inne nadnaturalne stworzonko. Dlatego właśnie są elementalistami.

Bez słowa obejrzałam swoje dłonie, starając skupić się na palcach i ignorować dziwaczną ozdobę jaką na lewym ręku zostawiła mi szklana nimfa. Na te moje oględziny Mysi Blond parsknął śmiechem. Posłałam mu urażone i wyniosłe spojrzenie – nie będzie się palant jeden czepiał moich palców, uważałam, że mieszczą się w normie. A moje oczy wcale nie były czarne, tylko naprawdę ciemnobrązowe. A poza tym nikt go nie pytał o zdanie, w mordę lepszego, zapitego eksperta.

- Rusałka to swoją drogą – odezwał się wreszcie ten Potargany. – Poza tym nawet przy rusałkach rodzą się chłopaki. Mało bo mało, ale jednak. Tymczasem Malkom był pierwszym od trzydziestu dwóch pokoleń. To zbyt duża posucha, nawet jak na rusałkę.

Zdenerwowali mnie w końcu, podniosłam się z miejsca i bez ceregieli wyrwałam zwój z ręki Ulizanego. Popatrzył na mnie jak na UFO. Jak tak dalej pójdzie, to oni tego w życiu nie rozwiną, a mnie jednak się trochę spieszyło; zamierzałam szukać mojego brata. Jeszcze nie wiedziałam jak i gdzie, ale zwój wydawał się być dobrym początkiem.
Rozwinęłam go, nie czekając, aż ktoś z nich możne oprzytomnieje i spróbuje mi go zabrać. Od razu spotkało mnie rozczarowanie.

- To jest napisane cyrylicą! – oburzyłam się. Nie znałam ruskiego ani żadnego pochodnego języka, także ten alfabet był dla mnie jak szyfr. Tymczasem trzon Drzewa, aż do samych korzeni, miał przypisy spisane właśnie cyrylicą. Dopiero jakieś osiem pokoleń w górę, w stronę korony, zaczynał się polski alfabet, choć i tam wkradały się jakieś dziwaczne znaki.

- Nasi przodkowie pochodzili bardziej ze wschodu kochanie. – Babcia uśmiechnęła się do mnie słodko. – Stąd ta cyrylica.

Ksiądz stał najbliżej mnie, więc podszedł i zajrzał mi przez ramię. Słyszałam jak gwałtownie wciąga powietrze i, jestem tego niemal pewna, cichutko klnie pod nosem.

- Klecha, wyglądasz jakbyś zobaczył ducha – zauważył Kwadratowy i również zajrzał do zwoju, ale najwyraźniej dla niego też cyrylica była zagadką. – Co tu jest napisane?

- Perepłut… – wykrztusił ksiądz. – Perepłut i Mokosz…

Kwadratowa Szczęka wyglądał, jakby ktoś dał mu czymś ciężkim po głowie. Grobowa cisza zapadła w kuchni, zakłócana jedynie miarowym tykaniem zegara na ścianie. Najwyraźniej ogłoszono właśnie niezłą sensację, a ja oczywiście nie miałam pojęcia, w czym rzecz. Te dziwne nazwy nic mi nie mówiły.

- I masz swoje bóstewko! – ryknął Kwadratowy, którego nagle odblokowało, a swoje ryki kierował pod adresem Mysiego Blondu. – Nadnaturalne stworzonko, psia twoja matka! Dwa najpotężniejsze słowiańskie, wodne bóstwa! – Nagle jakby się zreflektował, że krzyczy nie na tą osobę co potrzeba i gwałtownie zwrócił się w stronę Wybryków Natury. – Jak mogliście pozwolić, żeby ten szczeniak chodził samopas? Dlaczego ta rodzina nie ma nadzoru? Dzieli ich ledwie trzydzieści pokoleń od wodnego demona, a was to nic nie obchodzi?! On nawet nie miał pieprzonych ograniczników!

- Genetyczna spuścizna Perepłuta jest kontrolowana od roku 1315 – odparł zimno Ulizany. – Jak ci się wydaje, czemu mają tak dokładne i dobrze zachowane drzewo genealogiczne? Już wtedy istniał sabat kontrolujący i sprawdzający kolejne dzieci, skrupulatnie kronikujący dzieje tej rodziny. Sporządzający to właśnie Drzewo. Potem sabat się rozpadł, a jego sprawy przejęła Loża.

- Wy coś chyba popieprzyliście. – Mysi Blond miał bardzo sceptyczną minę. – Mokosz była – oprócz tego, że wodnym bóstwem – boginią urodzaju i kobietą Peruna. Symbolem dobrych matek i żon. Akurat uwierzę, że parzyła się z jakimś wodnym demonem, już by jej Perun łeb za to urwał przy samej dupie…

- Perepłut nie był demonem. – Babcia wstała od stołu, podeszła do mnie i odebrała mi zwój. – Miano wyklętego zyskał po tym jak naraził się Perunowi, a w późniejszym procesie chrystianizacji całkiem zepchnięto go do podziemia. Wszystkie podania jakie udało się zgromadzić zanim doszło do nawracania Słowian, jako ciekawostkę opisują spór między tymi bogami. Faktycznie Mokosz była partnerką Peruna, ale miała w tym czasie krótki acz burzliwy romans z Perepłutem. Może i wszystko by się rozeszło po kościach i sam Perun o niczym by się nie dowiedział gdyby nie to, że Mokosz zaszła w ciążę z Perepłutem…

- Głupia baba – mruknął pod nosem Mysi Blond. – Była boginią płodności i urodzaju, co ona sobie myślała? Że dzieci biorą się z kapusty?

- Nie taka znowu głupia – zauważyła babcia. – Uparcie twierdziła, że to dziecko Peruna. Sam Perun nie protestował i nie drążył, w swej próżności wierzył żonie, bo podobno dziewczynka urodziła się olśniewającej urody, którą, zdaniem przewrotnej Mokosz, zawdzięczała swemu ojcu. Na jego cześć dostała imię Perperuna…

- Bzdura, Perperuna było jednym z wielu imion Mokosz – zaprotestował Kwadratowa Szczęka. – Wiele plemion słowiańskich tak właśnie ją nazywało, dopiero dużo później doszło do rozdzielenia ich wizerunków i w rezultacie Mokosz „rozwiedziono” z Perunem stawiając u jego boku Perperunę.

- Perperuna i Mokosz były ze sobą mylone, bo dziewczyna nie zagrzała długo miejsca w słowiańskim panteonie – wyjaśniła babcia nie pozwalając podważać swoich słów. – Jej imię pojawiło się i zniknęło więc uznano, że to jedno z wcieleń Mokosz. Zwłaszcza że zakres ich mocy był bardzo podobny. Potem mity i legendy, w zależności od regionu, języka i przekazu, zaczęły się rozjeżdżać i tak Mokosz i Perperuna występowały u boku Peruna wymiennie. Ale tak naprawdę wszędzie chodziło o Mokosz, a nie o sporne potomstwo jej i Perepłuta.

- No to już jest trochę naciągane… – wciął się Mysi Blond.

- Mimo to Perepłut nie zamierzał pozwolić na to, aby Perun chwalił się jego pięknym dzieckiem jako swoim i upomniał się o dziewczynę – ciągnęła babcia dalej, niezrażona uwagami i pomrukami powątpiewania. – Mokosz natomiast szła w zaparte, ale na nic się to zdało. Samo podejrzenie, że mógłby być rogaczem doprowadziło Peruna do furii ostatecznej. Żonie żadnej krzywdy nie uczynił, zapewne biorąc pod uwagę domniemanie niewinności, ale Perepłuta strącił z panteonu, okrzykując go demonem, a Perperunę wygnał na ziemię pośród ludzi. Rozgoryczony Perepłut przeklął kobiety, które doprowadziły do jego upadku. Mokosz jako tę, która go uwiodła i nakręciła całą te spiralę oszustw; oraz Perperunę jako tę, o którą, w swej zachłanności i nie mniejszej próżności niż ta perunowa, się upomniał i w wyniku czego ściągnął na siebie gniew potężniejszego boga. Klątwa zadziałała i jakże paradoksalnie, bogini płodności i urodzaju nie powiła więcej żadnego potomka. Natomiast Perperuna, wedle słów swego prawdziwego ojca miała odpokutować za jego upadek wraz ze swoim potomstwem, aż do momentu, w którym przyczyni się do jego odrodzenia. Oryginalna treść klątwy nie zachowała się nigdzie, jej wersje są różne, przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie, ale faktem odnotowanym przez kronikarzy jest to, że począwszy od ludzkiego męża Perperuny, która osiedliła na ziemskim padole, wszyscy kolejni mężczyźni biorący sobie za żony jej córki i wnuczki ginęli młodo i gwałtownie, a przy zgonach zawsze towarzyszyła im woda. To podobno część klątwy i pokuty nałożonej na dziewczynę, mająca uchronić biednych mężczyzn przed genem oszukańczej Mokosz, posyłając ich w ramiona śmierci…

- Jak znam życie, treścią klątwy było coś w stylu: „A żeby was pokręciło wredne suki”- mruknął Mysi Blond. – Swoją drogą trochę do dupy wymyślił im to wybawienie…

- Mama lubi ubarwiać tą opowieść – odezwała się moja matka. – Tak naprawdę nie wiadomo, który z bogów przeklął Perperunę. Na pewno to Perepłut rzucił klątwę na Mokosz i faktycznie bogini nie urodziła więcej dzieci. Natomiast Perperunę mógł przekląć równie dobrze Perun, w odwecie za klątwę wodnego boga rzuconą na jego żonę. Zgony mężczyzn wiążących się z nią i jej potomstwem tłumaczyło się tym, że także i ona nie miała mieć dzieci. I to już prędzej pasuje do Peruna – chciał zniszczyć latorośl Perepłuta. Wodny bóg strącony z panteonu miał zginąć zapomniany, natomiast jego ród miał wymrzeć. Umierający mężczyźni, głowy domów i opiekunowie kobiet, po śmierci nie byli w stanie ich chronić.
Co do tego, że rodziły się same dziewczynki, jest także kilka teorii. Jedna mówi, że to część perunowej klątwy, która miała stłamsić ród potomków Perperuny, nie dając mu męskiego przywódcy, co go znacznie osłabiało. Inna mówi o tym, że to sama Mokosz rzuciła taką klątwę na rodzinę dziewczyny, gdyż każda z tych kobiet była częścią niej samej, a bogini po wieczne czasy chciała rodzić dzieci, chociażby w ten pośredni sposób. Wreszcie mówiło się, że to jakiś misterny plan Perepłuta, mający na celu przyczynić się do jego odrodzenia. Tu znowu można by się było skłaniać, że klątwa to jednak dzieło Peruna. Bo kolejna teoria mówi o tym, że wodny bóg zapowiedział swój powrót dzięki potomstwu Perperuny, zatem Perun w obawie, że ten odrodzi się w męskim potomku, sprawił, że rodziły się same kobiety… Lub nakłonił do tego Mokosz, która miała właśnie taką moc.

- Skoro Perun tak trząsł portkami przed tą dziewuchą i jej potomkami, czemu jej zwyczajnie nie zabił? – zapytał Kwadratowy. – Po co te szopki z klątwami? Nie ma dziewczyny, nie ma problemu.

- Bo tak naprawdę wcale nie jest takie pewne czyim dzieckiem faktycznie była zapomniana przez bogów Perperuna. – westchnęła matka. – Przyjęto że Perepłuta, bo nie znaleziono żadnego logicznego wyjaśnienia, dla którego miałby się do niej przyznawać jak tylko takie, że faktycznie była jego. Wcześniej nie miał żadnych zatargów z Perunem, nie leżało w jego interesie go prowokować, czy podważać jakkolwiek jego autorytet. Po prostu rozgniewał się na kłamstwo Mokosz i to bardziej jej chciał zaszkodzić niż samemu Perunowi. Z drugiej strony postawa bogini była dziwna. Uchodziła za bóstwo kobiecej doskonałości i uczciwości, oszukiwanie męża podobno nie leżały w jej naturze. Należy z tego wnioskować, że skoro twierdziła, że to dziecko Peruna, to tak faktycznie było. Sam bóg piorunów nie zdecydował się na zabicie Perperuny, bo po prostu nie miał pewności. Nie chciał przyłożyć ręki do zgładzenia swojego dziecka, ale mógł dziewczynie trochę życie utrudnić, zabezpieczając się przed zemstą Perepłuta, na wypadek gdyby dzieciak był jednak jego. Dlatego ja uważam, że klątwa jest dziełem Peruna, a nie Perepłuta. Wodny bóg zapowiedział swój powrót i odrodzenie, a Perun chciał mu to uniemożliwić, dlatego nałożył na dziewczynę klątwę. I możliwe, że w tym przekleństwie maczała palce także Mokosz. W jej mocy leżało zapanowanie nad narodzinami w rodzinie córki, a sama mogła się odradzać w kolejnych kobietach i rodzić kolejne i kolejne dzieci, skoro we własnej postaci nie było jej to dane.

- Miała baba ambicje, nie ma co – parsknął Mysi Blond i oparł się wygodniej na krześle. Jego oczy był szkliste, zdradzał pierwsze objawy upojenia alkoholowego. Ja czekałam, kiedy fiknie, po tej dawce leków jaką łyknął.

Sama, w czasie tej całej opowieści, przysiadłam na podłodze i słuchałam z namysłem. To było coś właśnie w stylu mojej rodzinki. Szamańska tajemnica, z której nic nie rozumiałam, bogowie o których nic nigdy nie słyszałam, przodkowie niemal z piekła rodem, klątwa która zamordowała mi ojca i dziadka, a moja matka chciała żebym studiowała ekonomię! Czy tylko ja mam wrażenie, że ktoś tu oszalał?
Gdyby nie to, że na własne oczy widziałam, co mój brat wyprawiał z wodą, i gdyby nie to, że sama narobiłam niezłego bałaganu, pewnie już bym dzwoniła pod 999, że mam tu przypadek zbiorowej schizofrenii. Musiałam przyjąć, że sama też nie zwariowałam i znajduję się we właściwej rzeczywistości, nie śnię, nie mam omamów i nikt mnie nie odurzył. Po tym przyspieszonym kursie przechodzenia nad dziwactwami do porządku dziennego, należy zacząć działać.
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:16 przez Kometa, łącznie zmieniany 2 razy.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Loleczka
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1180
Rejestracja: 19 sty 2010, 23:57

Post autor: Loleczka »

Kometa pisze:- Teraz to i tak ju? po patkach.
Powinno by? po ptakach.
Kometa pisze: zbyt du?a posucha nawet jak na rusa?k?.
A co to jest?
Kometa pisze:a moja matka chcia?a ?eby studiowa?a ekonomi?
Zjad?a? "m"
Kometa pisze:nale?ny zacz?? dzia?a?.
Albo nale?y, albo nale?a?o by.

Jako? tylko tyle znalaz?am, przynajmniej na razie.
Ogólnie fragment fajny i troch? si? wyja?nia. Ciekawa jestem dalszej cz??ci wi?c pisz xD
Hmm... Przyznam szczerze, ?e chyba wol? Panteon grecki i rzymski. Bogowie maj? tam ?atwiejsze imiona :-D B?d? musia?a sobie przypomnie? mitologie s?owia?sk? :-D
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Loleczka pisze:Kometa napisał/a:
zbyt duża posucha nawet jak na rusałkę.
A co to jest?

http://www.sjp.pl/co/posucha


Cholerne literówki, możecie mi wierzyć albo nie, ale siedziałam nad tym i ich szukałam nim tu wkleiłam... za cholerę ich nie widzę ;(

A ja właśnie zapałałam wielką miłością do naszego rodzimego panteonu. Mam misję! Sprawię żeby stał się sławny xD
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011, 22:18 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Loleczka
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1180
Rejestracja: 19 sty 2010, 23:57

Post autor: Loleczka »

No to misja prawie nie do spe?nienia. Zainteresowanie naszym Panteonem jest minimalne, je?li nie zerowe. Ale próbuj. Mo?e kiedy? wydasz ksi??k? o s?owia?skich wierzeniach, bo tego jeszcze nie ma :-D

Nawet nie wiedzia?am, ?e istnieje takie s?owo jak posucha :shock:
Dobrze je zna? :-D Kiedy? zaszokuj? swoj? polonistk? :-D
Jestem sobą. A kim innym powinnam być? Przecież nie zmienię się w ciebie.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Brawo Kometa. Szczytna misja i fajny fragment. Literówkami si? nie przejmuj - my je dla Ciebie wy?apiemy. A pomys? z bóstwami s?owia?skimi jest niez?y. A nasze rodzime bóstwa te? b?d??

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fanwork Zone”