Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

PAULA WESTON - BURN (#4 THE REPHAIM)

Opinie o poprzednich tomach tutaj:
http://forum.fan-dom.pl/viewtopic.php?p=35905#35905
http://forum.fan-dom.pl/viewtopic.php?p=37331#37331

Obrazek

Opis:
[spoiler]For a year she believed she was a backpacker chilling out in Pandanus Beach. Working at the library. Getting over the accident that killed her twin brother.

Then Rafa came to find her and Gaby discovered her true identity as Gabe: one of the Rephaim. Over a hundred years old. Half angel, half human, all demon-smiting badass—and hopelessly attracted to the infuriating Rafa.

Now she knows who faked her memories, and how—and why it’s all hurtling towards a massive showdown between the forces of heaven and hell.

More importantly, she remembers why she’s spent the last ten years wanting to seriously hurt Rafa.[/spoiler]

Koniec tak wspaniałej przygody oraz historii wielu bohaterów, z którymi nie mam ochoty się żegnać. Serio, jedna z najbardziej przeżywanych przeze mnie serii.

Ostatnia część rozwiązuje wszystkie najważniejsze wątki, wyjaśnia, co się wydarzyło jedenaście lat temu, czemu Gaby utraciła pamięć oraz wstąpiła na, delikatnie ujmując, ścieżkę wojenną z Rafą. :-) Ale na tym nie koniec.

Podobało mi się w tej serii dosłownie wszystko - lekki styl i ładny język, narracja bohaterki, która nie wkurza, a także ewolucja bohaterów oraz ich dojrzałość. Nie zawsze, ale w sytuacjach, które mają największe znaczenie - owszem. Gaby wiedzie tu szczególny prym, naprawdę spodziewałam się w tej części gromów i kopniaków z jej strony, a tu coś takiego... Pisałam też wcześniej, jak niektóre z postaci mnie wkurzały, a jednak po tych wszystkich wydarzeniach zaczęły stanowić dla mnie tak integralną część tej pokręconej grupy, że dałabym wiele, aby nie stracić ich z oczu.
A bywało przecież naprawdę blisko. Jak np. Mya i jej postawa udręczycielki na zmianę z oskarżycielką narodów. Mój absolutnie najgorszy typ i co? A to, że ją rozumiem. Nadal wkurza, ale przynajmniej wzbudza emocje, ma w sobie pazura i potrafi sięgnąć po to, czego pragnie. Albo taki Nathaniel - niesamowicie niejednoznaczna postać, która idealnie pokazuje, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. A jednak... No ciężko, po prostu ciężko skazać go bez żadnych wątpliwości.

Szczególny nacisk został położony na grupkę kilkunastu osób, których relacje są pełne dynamizmu, a ich losy nierozerwalne od Gaby. Oprócz naszych głównych postaci, naturalnie, najchętniej czytałam również o Daisy i Jonesie, Ez i Zaku oraz Micah.

I bardzo, bardzo podobało mi się to, że Gaby nie jest żadnym wybrańcem narodów czy wybawicielem przewidzianym w przepowiedniach. To nie znaczy, że nie jest ważną postacią, lecz każda z pozostałych stanowiła element również dość istotny dla intrygi.

Oraz jeszcze jedna, kluczowa dla mnie kwestia w relacjach Gaby:
[spoiler]Żeby nie wiem, jak mocno była ona z kimś związana, najważniejszy zawsze pozostawał dla niej jej brat, Jude - ze wzajemnością. Pomimo tego, że poczucie dumy u obojga spowodowało rozłam na 10 lat, znaleźli ku sobie drogę oraz wzajemne przebaczenie, wielokrotnie wspominając o ucieczce i podróży we dwójkę po świecie.
Związek Gabe i Rafy był bez dwóch zdań bardzo ważny, ale to u rodzeństwa wyczuwa się coś prawdziwie specjalnego i to mnie w tych książkach ujęło.[/spoiler]

Scena końcowa była długa, świetnie rozpisana i w żadnym wypadku nie pospieszona, nie rozczarowując tym samym brakiem rozmachu.

I cóż tu więcej napisać. Weston stworzyła serię z naprawdę ciekawą fabułą, która trzymała mnie w napięciu do samego końca oraz bohaterami, którzy cieszyli swoim realizmem. Właściwie to brak mi już pozytywnych przymiotników :-) Po prostu cieszę, że miałam to szczęście natknąć się na tę serię.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Stalowe serce
Brandon Sanderson


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

tłumaczenie Joanna Szczepańska
tytuł oryginału Steelheart
data wydania 8 czerwca 2015

Opis:

W zdewastowanym świecie przyszłości superbohaterowie są dla ludzkości przekleństwem.

Dziesięć lat temu pojawiła się na niebie Calamity. Był to impuls, który sprawił, że niektórzy ze zwykłych dotąd ludzi zaczęli się zmieniać i przejawiać niezwykłe umiejętności. Zdumione społeczeństwo nazwało ich Epikami. Epicy nie są przyjaciółmi gatunku ludzkiego. Niezwykłe zdolności sprawiły, że odczuwają wielkie pragnienie sprawowania władzy. Ale żeby rządzić ludźmi, trzeba skruszyć ich wolę. Teraz, w mieście znanym niegdyś jako Chicago, niewiarygodnie potężny Epik zwany Stalowym Sercem sprawuje rządy Imperatora. Posiada siłę kilku ludzi i potrafi kontrolować żywioły. Oznacza to, że nie można go pokonać. Nikt nie podejmuje więc z nim walki… Nikt prócz Mścicieli.

Nazywam się David Charleston. Nie jestem Mścicielem, ale zamierzam się do nich przyłączyć. Mam coś, czego potrzebują. Znam jego sekret. Widziałem jak Stalowe Serce krwawi.

Moja opinia:

Każdy, komu podobają się Avengersi Marvela ta książka spodoba się również.
Tak samo fanom Sandersona.
A kto jeszcze nie miał z tego Pana twórczością styczności, ta książka będzie na pewno dobrym rozpoczęciem znajomości.
Bo to bardzo lekka, ale świetnie napisana młodzieżówka, choć i dorosłym czytelnikom na pewno się spodoba.
Mamy tu bardzo sprawnie opisany świat po pojawieniu się Epików.
Ciekawych głównych bohaterów, sprawnie poprowadzoną akcję, wciągającą fabułę.
Wszystko jest tak jak być powinno.
Do tego niespodziewane zwroty akcji.
To wszystko napisane w stylu Pana Sandersona, czyli baaardzo dobrze.
Osobiście polecam i na pewno sięgnę po kolejne tomy, bo mimo iż Stalowe Serce można uznać za pojedynczą powieść, to furtka jest otwarta i czytałam,że w USA jest już wydany kolejny tom serii Mściciele.
Dla mnie super, na pewno po kolejne tomy sięgnę, gdy tylko ukażą się u nas.
Gorąco polecam.
Ostatnio zmieniony 18 lip 2015, 12:19 przez attra, łącznie zmieniany 1 raz.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek


Podzieleni
Neal Shusterman
Cykl: Podzieleni (tom 1)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc


Opis:

Druga Wojna Domowa toczyła się o prawa reprodukcyjne. Po latach krwawych walk między Obrońcami Życia a Zwolennikami Wolnego Wyboru uchwalono mrożący krew w żyłach kompromis: Życie ludzkie jest nienaruszalne od momentu poczęcia, aż do wieku lat trzynastu. Jednakże pomiędzy trzynastym a osiemnastym rokiem życia, rodzice mogą zdecydować się na „podzielenie” swojego dziecka, wskutek czego, wszystkie jego organy zostają przeszczepione różnym biorcom. Można się zatem takiego dziecka pozbyć, jednak formalnie rzecz biorąc jego życie nie dobiega końca, bowiem wszystkie jego części żyją w ciałach innych osób.

Connor sprawia swoim rodzicom zbyt wiele kłopotów. Risa, wychowanka domu dziecka, nie jest wystarczająco utalentowana, aby opłacało się ją utrzymać przy życiu. Levi natomiast jest dziesięciorodnym – dzieckiem poczętym i wychowanym przez religijną rodzinę w celu złożenia w ofierze w procesie podzielenia.

Connor, Risa i Levi – trójka nastolatków oddanych do podzielenia – uciekają z transportu i próbują uniknąć okrutnego losu. Udają się w desperacką podróż napędzaną przez nieustanną walką o życie. Jeśli uda im się przetrwać do osiemnastych urodzin – będą bezpieczni. Jednak w świecie, w którym system pragnie dopaść każdy kawałek ich ciała, pełnoletność wydaje się być bardzo odległa…

„Podzieleni” to zapierająca dech w piersiach powieść, która fascynuje i przeraża wstrząsającym światem, który wykreował nam autor.

Światem, który być może jest bliżej niż nam się wydaje…



Moja opinia:
To o czym opowiada ta książka jest przerażające, bo tak bardzo możliwe...
Czyta się ją bardzo szybko, jest wciągająca i gdy czytelnik już się zagłębi w akcję, to trudno się oderwać.
Główni bohaterowie mi się podobają. Nie są jednoznacznie dobrzy czy źli. Ich poczynania i decyzje nierzadko mi się nie podobały.
Cały system pozwalający na podzielenie był dla mnie odrażający,nie mogłam początkowo uwierzyć, że nie działo się to z przymusu władz, a z własnej woli rodziców.
Wizja którą roztoczył przed czytelnikiem autor sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać czy medycyna zna granice i czy w przyszłości będzie je respektować.
Mimo, że książka jest młodzieżówką, to czytało mi się ją zaskakująco dobrze. Nie ma w niej nachalnego romansu, krystalicznie dobrych i do gruntu złych bohaterów.
Nie ma w tej książce tylko biało - czarnych kolorów. Jest pełna paleta szarości i to jest naprawdę ciekawe.
Książka jest dobra, śmiem napisać, że nawet bardzo dobra. Można ją czytać jak pojedynczą powieść z otwartym zakończeniem, ale można też sięgnąć po kolejny tom, który ma się ukazać
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: [geim] (wydane też jako "Gra")
Autor: Anders de la Motte
Cykl: Henrik Pettersson (tom 1)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: wrzesień 2012
Seria: Czarna seria
Liczba stron: 408

Opis:
Henrik HP Pettersson to 30-letni kombinator i próżniak, którego życiowe ambicje mogą być śmiało podsumowane jednym zdaniem: być numerem jeden. Jest zadufany w sobie, beznadziejnie impulsywny, a przy tym dręczy go poczucie bycia niedocenianym. Pewnego dnia znajduje telefon komórkowy, który zaprasza go do tajemniczej Gry w Alternatywną Rzeczywistość. Po wykonaniu testu próbnego HP otrzymuje szereg fascynujących i niebezpiecznych zadań, które są filmowane, a następnie publikowane na liście rankingowej, ocenianej przez społeczność w sieci. Napięcie w grze rośnie, nagrody są coraz cenniejsze, a fani wystawiają mu świetne noty. HP powoli staje się gwiazdą. Podejmuje się coraz bardziej ryzykownych zadań, by tylko pozostać w grze.
Inspektor Rebecca Normén jest jego przeciwieństwem. Kontroluje swoje życie w każdym szczególe i szybko pnie się po szczeblach kariery. Wszystko układałoby się idealnie, gdyby nie anonimowe, niepokojące liściki, które znajduje w swojej szafce. Ktokolwiek je pisze, wie o jej przeszłości więcej, niż powinien. Dlaczego? Czy ktoś się z nią bawi?
Podczas gdy gra stopniowo wkracza w życie HP i Rebecki, ich światy nieuchronnie się łączą. Pochłonięty kolejnymi zadaniami HP zaczyna zdawać sobie sprawę, że gra niesie za sobą śmiertelne niebezpieczeństwo…
Kto stoi za tajemniczą rozgrywką?

Komentarz:

Zabierając się za tę książkę, jak zwykle nie miałam pojęcia, czym ona jest. Okazała się powieścią sensacyjną, względnie kryminałem. Nawet nie najgorszą. Miejscami mnie wciągnęła, zaciekawiła, wykorzystała ciekawy pomysł. Ale miała też tak niesamowicie irytującego bohatera… HP to duże dziecko, niebiorące na siebie odpowiedzialności, zwalające winę na wszystko i wszystkich, wybielające się, idące na skróty, bez wahania mieszające się w niejasne sprawki, które starsza siostra musi wyciągać z kłopotów. W dodatku jego język był prymitywny, nafaszerowany infantylnymi odzywkami i anglicyzmami. Taka kreacja HP była na pewno zamierzeniem autora, a nie oznaką nieumiejętności przedstawienia postaci, ale jednak mnie irytowała. Na szczęście widać jako taki rozwój bohatera, więc może w kolejnych częściach nie jest już z nim tak najgorzej.
[geim] składa się w zasadzie z dwóch historii, łączących się z grubsza w jedną. Przy czym druga – krążąca wokół policjantki z biura ochrony – jest o niebo mniej wkurzająca, ale też mniej ciekawa, bo jest tylko uzupełnieniem wydarzeń, w których udział bierze HP.
Krótko mówiąc, nie porwało mnie jakoś szczególnie. Miejscami było ciekawie, ale też w wielu momentach , głównie za sprawą HP, miałam tej powieści nieco dość. Czy sięgnę po kolejny tom? Trudo powiedzieć; na pewno nie czuję żadnego „przymusu”, by to uczynić.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Północ i Południe
Elizabeth Gaskell


Opis książki:

Wymarzona lektura dla miłośników Jane Austen i sióstr Brontë. Niezapomniana historia o miłości, w której dobroć serca staje naprzeciw bezwzględnej walki o przetrwanie.
Margaret Hale i John Thornton to niezwykła para. Ona, dobra i wrażliwa na ludzką krzywdę, pochodzi z zamożnego południa Anglii. On, przemysłowiec z północy i znajomy jej ojca, uważa, że najważniejsze są prawa ekonomii. Poznają się, gdy Margaret wraz z rodziną przenosi się z zielonego Helstone do robotniczego Milton. W zadymionym mieście młoda kobieta odkrywa świat, o jakim nie miała pojęcia: pełen biedy, chorób i nieustannego wiązania końca z końcem. Tak właśnie wygląda życie pracującej dla Thorntona rodziny Higginsów, z którą się zaprzyjaźnia. Gdy w fabryce wybucha strajk, Margaret nie ma wątpliwości, po czyjej stanąć stronie. Ale w dramatycznej sytuacji to właśnie Thornton będzie potrzebował jej pomocy.
Poruszająca powieść społeczno-obyczajowa przypominająca klimatem naszą... Ziemię obiecaną.






Moja opinia:

Książka ta długo czekała na półce na przeczytanie.
Oglądałam mini serial nakręcony na jej podstawie, który bardzo mi się podobał, ale za książkę ciężko było mi się zabrać.
Ale w końcu ją przeczytałam.
Początkowo ciężko było mi się wciągnąć, wiele przydługich opisów przyrody trochę mnie nudziło.
Ale im dalej tym lepiej.
Książka świetnie oddaje ducha swoich czasów. Autorka bardzo sprawnie i ciekawie pokazuje nam swoich bohaterów i ich charaktery.
Świetnie są pokazane realia życia w tamtych czasach różnych klas społecznych.
I mimo, że początkowo nie polubiłam Margaret, to w pewnym sensie jej zmiana sprawiła, że zdołałam zapałać do niej sympatią.

Ważne jest to, że wbrew temu co na okładce pisze wydawca, książka ta nie ma nic wspólnego z klimatem Wichrowych Wzgórz. Jest to wg mnie błędne porównanie.
Faktycznie dużo bliżej tej książce do dzieł Jane Austen.
I co ważne, zakończenie.
Szczerze mówiąc dużo bardziej podoba mi się to z serialu niż z książki :)
Ale poza tym książka jest bardzo fajna, wciągająca, ciekawa i naprawdę warto po nią sięgnąć.
Polecam.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: 52 powody dla których nienawidzę mojego ojca
Autor: Jessica Brody
Tłumaczenie: Joanna Kamrowska
Tytuł oryginału: 52 reasons to hate my father
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 19 lipca 2013
Liczba stron: 420

Opis:
Historia Kopciuszka opowiedziana od tyłu.

Zbliża się najszczęśliwszy moment w życiu Lex. W dniu swoich osiemnastych urodzin ma otrzymać od „kochającego tatusia” czek na 25 milionów dolarów. To jej upragniona swoboda i wolność, która należy się „z urodzenia” każdemu członkowi rodziny.

Tymczasem ojciec odracza środki z funduszu powierniczego o 52 tygodnie. Młoda celebrytka znana dotychczas z pierwszych stron gazet, kanałów informacyjnych oraz imprez dla vipów, musi poznać smak pracy.

Komentarz:
Na wstępie znielubiłam główną bohaterkę, Lexi, rozwydrzoną, imprezującą do upadłego, szlajającą się po sklepach, mającą pstro w głowie i nie posilającej żadnego szacunku czy zrozumienia dla pracy innych dziedziczkę fortuny swego ojca. Tak niesamowicie zapracowaną i zabieganą przez stanowisko „córka”. Do jej obowiązków należy rozbijanie drogich aut, wydawanie nieziemskich kwot na głupoty, imprezowanie do białego rana, połączone z piciem litrów alkoholu i ogólnie męczenie się tym całym do bólu wygodnym, beztroskim życiem. Jej jedynym poważnym zmartwieniem jest na dobra sprawę fakt, że ojca w zasadzie nie widuje i są poniekąd dla siebie obcy. A że głupia dziewczyna jest głupia, to stara się zwrócić uwagę swym godnym dwulatki zachowaniem. Na szczęście na tym rozwój bohaterki się nie kończy – tak jedynie wyglądają początki. Potem, gdy ojciec rozkazuje jej wykonywanie różnorodnych niskopłatnych prac, Lex odkrywa, że – co za zaskoczenie – nie jest pępkiem świata, a ludzie mają większe problemy i – och, niemożliwe – muszą ciężko pracować! Tę wersję już jako tako polubiłam, a przynajmniej przyjemniej się o niej czytało i nie miałam już wrażenia, że żyłka mi zaraz pęknie.

Ogólnie pomysł na całą książkę uważam za ciekawy. Rozwydrzona dziedziczka, zlecenie jej pracy, by zobaczyła, jak żyją normalni ludzie. Problem pojawił się tylko na końcu, gdy wkradły się do fabuły wątki szpiegowskie, ale bez spoilerów.

Krótko mówiąc, czytało się szybko i całkiem przyjemnie. Nie jest to zdecydowanie ambitna literatura, ale coś do odmóżdżeni w stylu Śliwki, tylko że nieco mniej zabawne. Jako coś lekkiego można, myślę, polecić.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Mrok i mgła
Stefan Türschmid

Wydawnictwo: Rebis


Opis książki:

Leningrad, listopad 1934. Siedemnastoletnia Sonia Buriagina właśnie zostaje przyjęta w poczet kandydatów do partii. Wychowana na komunistycznych ideałach, wierzy w nieomylność towarzysza Stalina. Jest przy tym piękna i zdolna, jej przyszłość rysuje się więc w jasnych barwach. Jednak jej życie zmieni się w koszmar.

Aresztowanie narzeczonego, śmierć ojca, wybuch wojny, blokada Leningradu, wyjazd do Murmańska - to wszystko pozwoli jej zrozumieć, że system, w który tak wierzyła, to najgorsza rzecz, jaka ją może spotkać.

Moskwa, styczeń 1934 r. Józef Stalin po raz kolejny zostaje wybrany sekretarzem generalnym partii. W tym momencie jego władza, i tak ogromna, staje się absolutna. Od tej pory nikt nie może się czuć bezpiecznie: jedno słowo dyktatora wystarczy, aby stracić życie, a wczorajszy przyjaciel jutro może się stać największym wrogiem.

Ślepa wiara, rozczarowanie, zakazana miłość, oblężony Leningrad, okropności wojny. Wreszcie ucieczka do wolności, to wszystko w tej niezwykłej powieści, w której fikcja literacka po mistrzowsku splata się z historią, tą prawdziwą, niekłamaną, która przejmuje do szpiku kości i każe wciąż na nowo stawiać pytanie: Jak to w ogóle było możliwe?


Moja opinia:





Książka ta jest niewątpliwie wyjątkowa i bardzo dobra. Wciągająca, niepokojąca. I ciężka.
Nie można powiedzieć o niej, że to losy młodej dziewczyny w ZSRR w przededniu wojny, jej trakcie i po jej zakończeniu.
Główna bohaterka jest w tej książce tłem, które pozwala autorowi na pokazanie piekła jakiego doświadczali w ZSRR jej obywatele, zwykli ludzie.
Akcja książki jest prowadzona dwutorowo. W jednym wątku śledzimy losy Soni, 17-sto letniej komunistki, pochodzącej z przykładowej komunistycznej rodziny. W drugim wątku śledzimy losy Stalina, jego poczynania, decyzje, paranoje.
Książka zaczyna się od momentu pierwszej miłości Soni, oraz zlecenia przez Stalina morderstwa Kirowa - zagrożenia partyjnego w sprawowaniu przez niego władzy - w 1934 roku.

Potem akcja zaczyna mknąć szybko do przodu. Stalin rozpoczyna wielką czystkę, tzw. lata wielkiego terroru, gdy miliony jego prawdziwych i całkowicie wyimaginowanych wrogów traci życie, a wraz z nimi ich rodziny.
Sona w wielkiej czystce traci rodziców i ukochanego.I zaczyna wątpić, w to w co tak wierzyła, Stalina i komunizm.

Autor dzięki postacie Soni może pokazać czytelnikowi machiny partyjne ZSRR, obłąkanie Stalina, jego okrutne i krwawe rządy. Działania NKWD, zastraszanie społeczeństwa. W książce padają mniej więcej takie słowa, że Stalin upodlił społeczeństwo, zmusił ich do donosów, wyrzekania się rodziny i bliskich. Zmusi każdego obywatela do zrobienia czegoś, co złamało mu duszę.
Dzięki postaci Soni doskonale jesteśmy w stanie to zaobserwować.
Losy Stalina i wątek prowadzony z jego perspektywy są świetnie opisane.
Mimo, że to zdecydowanie powieść historyczna, a nie obyczajowa, to czyta się zdecydowanie dobrze i szybko.

Dla kogoś, kto nigdy nie interesował się historią rządów Stalina i o tych czasach wie tylko tyle, że były - ta powieść będzie na pewno świetnym sposobem aby się dowiedzieć szczegółów podanych w prostej formie. Dla reszty, która wie więcej o czasach stalinizmu, będzie świetnym spędzeniem czasu.
Książkę polecam każdemu.
Mimo ogromu zbrodni popełnionych przez Stalina, wciąż niewiele się o tym mówi, jakby to, że Stalin wymordował miliony ludzi było niewidoczne, skoro zrobił to na przestrzeni lat, a nie śladem Hitlera w rok czy dwa.

To nie jest lekka i przyjemna książka. To jest bardzo dobra, wciągająca książka, ale tematyka, która porusza jest ciężka i szokująca. To nie jest romans na tle wojny, czy lekka powieść obyczajowa. To powieść historyczna ukazująca ogrom zbrodni lat stalinizmu w ZSRR.

Polecam ją bardzo.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Blackout
Autor: Marc Elsberg

Tytuł oryginalny: Blackout
Wydawca: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-1472-5
Liczba stron: 784
Wymiary: 150mm x 225mm

Opis:
Pewnego zimowego dnia w całej Europie następuje przerwa w dostawie prądu – pełne zaciemnienie. Włoski informatyk i były haker Piero Manzano podejrzewa, że może to być zmasowany elektroniczny atak terrorystyczny. Bezskutecznie próbując ostrzec władze, sam zostaje uznany za podejrzanego. W próbie rozwiązania zagadki stara się mu pomóc dziennikarka Lauren Shannon. Im bliżej będą prawdy o przyczynie zaistniałej sytuacji, tym większe ich zaskoczenie oraz niebezpieczeństwo, na jakie się narażają.

Tymczasem Europa pogrąża się w ciemności. Ludzie muszą zmagać się z brakiem podstawowych środków do życia: wody, jedzenia i ogrzewania. Wystarczy kilka dni, by zapanował chaos na niespotykaną skalę. Ta pasjonująca powieść przedstawia prawdziwie czarny scenariusz wydarzeń, których prawdopodobieństwo jest tym większe, im bardziej nasze codzienne życie uzależnia się od elektroniki. Czy jesteśmy przygotowani na blackout?

Komentarz:
Dość długo zabrało mi przebrnięcie przez tę książkę – w międzyczasie zdążyłam przeczytać jeszcze kilka innych powieści, a do tej konkretnej nie mogłam porządnie przysiąść. Trochę mi się dłużyła, lecz końcówka była już świetna, wciągająca i trzymająca w napięciu. W tej książce chodzi jednak o coś zupełnie innego – o pomysł. Autor miał tak niesamowity, rewelacyjny pomysł na książkę, że samym tym bardzo podbił sobie moją ocenę. Pomysł wydawałoby się prosty – przedłużająca się awaria sieci elektrycznej, która prowadzi do ogromnej katastrofy. I co jeszcze lepsze – takie coś w zasadzie naprawdę mogłoby się wydarzyć. Autor świetnie przedstawił kolejne etapy blackoutu – problemy z dostępem do wody, żywności, leków, początkowa samopomoc przekształcająca się w coś zupełnie odwrotnego, awarie elektrowni i zakładów chemicznych, stres, strach, przemoc, śmierć, ludzie doprowadzeniu do ostateczności. Na co dzień raczej nie myśli się „co by było gdyby” – a z tej książki można się tego właśnie dowiedzieć.

Szczerze powiem, że z początku nie byłam zbyt zachwycona – jak już wspomniałam miałam spore problemy z czytaniem. Niby się coś działo, ale akcja była nieco zbyt rozdrobniona, autor skupiał się na zbyt wielu postaciach, by mnie wciągnąć. Jednakże z drugiej strony takie podzielenie punktów widzenia było konieczne, by odpowiednio przedstawić sytuację, by zobaczyć ją oczami zwykłych obywateli, jak i organów decyzyjnych. Na szczęście bohaterowie zaczęli się spotykać, to i ilość przeskoków się zmniejszyła, a całość czytało się płynniej i szybciej.

Krótko mówiąc, jestem na ogromne tak, jeśli chodzi o pomysł – w zasadzie dałabym mu 10/10. Zachęcam do przeczytania Blackoutu, ponieważ nieźle wprowadza w temat, o którym zazwyczaj się nie myśli.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Metro 2035
Dmitry Glukhovsky

Moja opinia:
Czekałam na tą książkę niecierpliwie. Bardzo niecierpliwie.
W końcu jest!
Wiedziałam czym „pachnie” metro. Jaki to klimat, jakie wrażenia.
Z radością lecz i obawą zasiadłam do czytania.
Nie rozczarowałam się…


Witamy w moskiewskim metrze.
Podziemiach, gdzie 40 tysięcy ludzi żyje od 20 lat, po atomowej wojnie.
Miejscu gdzie nie ma przyszłości, jest tylko teraźniejszość i wspomnienia o przeszłości na górze.
Miejscu gdzie umarła nawet nadzieja…


Trzeci tom trylogii Dmitra Glughovskyego zabrał mnie ponownie w świat metra. W jego ciemne tunele, stacje, społeczności.
Do miejsca, w którym nigdy nie chciałabym się znaleźć.

Jest to książka, której akcja dzieje się 2 lata po wydarzeniach z Metra 2033 i opowiada historię Artema.
Chłopaka – bohatera. Wybawiciela metra.
Ale na tej otoczce pojawiają się rysy i pęknięcia. Bo Artem wychodzi codziennie na powierzchnię z radiostacją, aby słuchać i nawoływać… Innych ocalonych.
Bo Arem wierzy, że nie tylko oni ocaleli…
Bo chce ich odnaleźć...
Bo ma nadzieję... A to niebezpieczne.
Do Artema dołącza Homer, staruszek z Metra 2034. I razem ruszają w podróż po metrze. A cel jest jeden, odnaleźć osobę, która podobno odebrała sygnał spoza metra.
Do tej dwójki dołącza jeszcze Losza, sprzedawca – wybaczcie za dosłowność – gówna.

Nieprzewidziane wypadki rzucają Artemem po różnych stacjach. Plącze się w sytuacje bez wyjścia, szafuje swoim życiem.
Zostaje napromieniowany, pobity, postrzelony, poparzony, połamany.
Ale mimo to nie poddaje się. Coraz bardziej brnie do przodu, mimo iż ludzie są przekonani, że w końcu zwariował.
Nie układa mu się z żoną, ale zrobi wszystko, aby ludzie mogli żyć na powierzchni. Poświęci temu celowi nawet swoje życie.

Akcja całej książki jest szybka i zmienia się jak w kalejdoskopie. W pewnym momencie nie wiadomo już kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.
Ludzie stracili już nadzieję, wolę walki, chęć do życia.
Panuje coraz większa beznadzieje i marazm.

Odnosi się wrażenie jakby całe metro zmierzało wprost ku całkowitej destrukcji, jakby czekało wstrzymując oddech. W zniecierpliwieniu parło do przodu, aby coś się dokonało, coś się zmieniło.
Nie ważne co, ważne aby coś się wydarzyło i zmieniło egzystencję ludzi z metra.
Jednocześnie, jak się okaże, ludzie mimo pragnienia normalnego świata, mimo wspomnień poprzedniego życia, nie mieli w sobie już tyle odwagi, aby metro opuścić…

Artem mimo fizycznego wycieńczenia, sponiewieranego i poranionego ciała, napromieniowania, wciąż prze do przodu. W desperacji , gorączkowo pragnie zmienić życie ludzi z metra, pragnie odnaleźć dla nich i dla siebie miejsce na powierzchni, gdzie będą mogli normalnie żyć.
Mimo niepowodzeń, nie poddaje się.
Do czasu, gdy wreszcie dotrze do niego, że ci ludzie nie chcą jego pomocy, jego poświecenia w szukaniu życia na powierzchni.
Zrozumie wreszcie, że 20 lat w metrze pozbawiło ich resztek człowieczeństwa i woli życia, a nie tylko egzystencji.
Że dla nich najważniejsze jest metro, jedzenie, wegetacja. Nie ma w nich pragnienia zmiany. Boją się jej i nie chcą jej.
Wolą znaną sobie egzystencję i wegetację w metrze, niż niepewne życie na powierzchni.

Upodlenie ludzi jest tak ogromne, że ci, którzy rządzą poszczególnymi stacjami, pozwalają sobie na coraz więcej przemocy.

Odnosi się wrażenie, że Artem to jedyny człowiek w całym metrze, który naprawdę chce wyjść, żyć inaczej. Że widzi co się z tymi ludźmi dzieje, jak zanikają w nich ostatnie resztki człowieczeństwa.

Książka jest ciężka za sprawą klimatu. Jest ciężko, depresyjnie, przygniatająco.
Tego się spodziewałam, choć może nie w tak dużej dawce.
Autor nie pozostawia czytelnikowi złudzeń, co do dalszego losu metra i zamieszkujących go ludzi.
Pokazuje całą zgniliznę wegetacji, poniżenie, upodlenie.
Odziera mieszkańców metra ze wszystkiego.
Tam umiera nawet nadzieja, nie ma już nic.
Nic prócz Artema, który dąży do realizacji celu za wszelką cenę.
Czy mu się uda go osiągnąć? Trzeba przeczytać aby się przekonać.

Zakończenie to nie tylko otwarta furtka do kolejnego tomu, to wręcz otwarta na oścież brama, która aż się prosi o to, aby napisać co się działo „potem”.

Liczę że Dmitry Glukhovsky to zrobi.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Upadające królestwa
Autor: Morgan Rhodes

Tytuł oryginału: Falling Kingdoms
Cykl wydawniczy: Upadające królestwa / Falling Kingdoms
Tom: 1
Tłumacz wydania: Kinga Kwaterska
Wydawnictwo: Gola
Stron: 510
Data wydania: 23 październik 2013

Opis:
W Mytice już zapomniano o magii, opowiada się o niej tylko w baśniach i legendach. Od stuleci w trzech krainach tego kontynentu panuje pokój, jednak teraz nadchodzą inne czasy.
Władcy snują plany o swej przyszłej potędze, coraz więcej żądają od poddanych – aż do ofiary krwi. Los czterech bohaterów zostaje na zawsze odmieniony; księżniczka, książę następca tronu, czarodziejka i buntownik są uwikłani w świecie intryg i zdrad, szokujących morderstw, potajemnych sojuszy i niespodziewanej miłości,.
Pewne jest tylko to, że ktoś przegra. Kto zatriumfuje, gdy wszystko, co znano do tej pory, się skończy?
Co zrobią Obserwatorzy, pilnie śledzący poczynania ludzi i mający nadzieję na odnalezienie dawno zaginionych klejnotów o wielkiej mocy, które ożywią magię na Mytice i przywrócą tym ziemiom szczęście?

Komentarz:
Upadające królestwa to bardzo, bardzo słaba książka. To jedynie zmarnowany pomsył, do którego autorka zupełnie się nie przyłożyła, którego nie chciała nawet trochę rozwinąć i tak po prostu, po ludzku, opisać. Książka ta bardziej przypomina streszczenie niż powieść – autorka chyba postawiła sobie za cel używanie jak najmniejszej ilości zdań, czego efektem jest skakanie w dialogach z tematu na temat, nagłe zmiany nastrojów bohaterów, żeby jako tako odpowiadały wypowiadanym w danej chwili zdaniom, chociaż bohaterowie musieliby być chorzy, by tak szybko zmieniać nastroje i nastawienie. Autorka za nic ma ładne przejścia, zupełnie ich nie stosuje, mamy tu po prostu klepanie kolejnych punktów planu wydarzeń. Wielką bitwę rozegrała na dosłownie kilku stronach, wszystkie wydarzenia skraca maksymalnie, nie poświęcając chwili, by jakkolwiek je opisać.

Autorka ponadto nie ma najmniejszego pojęcia o sztuce wojennej i o tym, jak toczy się wojna (tego, że nie dopuszczasz wroga pod własny zamek, gdy jesteś królem, a starasz się zatrzymać go na granicy swojego państwa; nie czekasz z założonymi rękami, aż podejdą pod mury, zwłaszcza że zapowiedzieli atak co do dnia; w ogóle to przygotowujesz siebie, otoczenie i państwo na atak, zamiast mówić wszystkim, że jest dobrze, że wygramy, chociaż nigdzie nie ma śladów jakiejkowleik mobilizacji militarnej). Równie słabo, a może nawet słabiej, autorka zna ludzi, przez co nie była w stanie stworzyć nawet w przybliżeniu porządnego bohatera. Jej postacie są tak sztuczne jak marionetki na sznurkach w słabym przestawieniu, w dodatku nie są ani kompletni, ani konsekwentni. Ponadto autorka nie wie chyba, jak wyglądają cechy charakteru i przymiotniki je opisujące w praktyce, czyli w zasadzie nie zna definicji tych słów. Na przykład jedna bohaterka jest opisywana przez kogoś innego jako inteligentna dziewczyna, która umie walczyć o swoje i potrafi poskromić gadaninę gwardzisty. No tyle że nie. Owa bohaterka pokazuje w tym czasie, że nie jest zbyt mądra i jest w stanie jedynie chować się za autorytetem ojca. W dodatku chwilę wcześniej nie potrafi nawet gęby otworzyć, choć jest to w jej interesie. Cała ta książka jest pełna sprzeczności w całkowicie negatywnym sensie.

Autorka postawiła na prostotę we wszystkim. Bohaterowie są tak papierowi, jak tylko się da. Wszystkie struktury mają się podobnie. Nawet władzę autorka potrafiła spłycić do niewyobrażalnego poziomu – żadnych wianuszków przydupasów, sieci nawet najdelikatniejszych intryg i przyjaźni, żadnych hierarchii, żadnych - wychodzących poza rozkazy - zachowań ludzi. Wszystko to jest nieżywe, martwe, sztuczne i potraktowane po macoszemu.

Ta książka jest naprawdę, naprawde słaba. To tylko zmarnowany pomysł. "Upadające królestwa" nie mają żadnych zalet. Jedyne co można wymienić jako zaletę, to fakt, że książkę czyta się dośc szybko, ale trudno stwierdzić, czego to zasługa – może krótkich rozdziałow, przez co łatwiej przetrfać ten ogrom naiwności.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Anioł Burz
Trudi Canavaw
Tom 2 serii Prawo Milenium


Opis książki:
Tyen naucza magii mechanicznej w Liftre – powszechnie poważanej szkole. Dociera tam wieść, że Raen, najpotężniejszy mag i władca wszystkich światów, powrócił po długiej nieobecności. Nauczyciele i studenci uciekają, gdyż w Liftre uczono zakazanej przez Raena magii, w przekonaniu że ten nie żyje. W jednej chwili Tyen traci dom i cel… Pozostaje mu jedynie złożona Velli obietnica przywrócenia jej cielesnej postaci.
Raen odzyskuje władzę, a wokół wzbiera bunt, Tyen zaś musi postanowić, do czego jest w stanie się posunąć, by dotrzymać danego Velli słowa.
Po pięciu latach spędzonych wśród tkaczy gobelinów w Schpecie w spokojne życie Rielle wkracza wojna. W obliczu porażki i nieuchronnej okupacji wszyscy ze zdumieniem obserwują, jak wrogie wojska wycofują się, a do bram miasta zbliżają się trzy postacie – w czarnych włosach jednej z nich pobłyskują niebieskie refleksy. Przeszłość dziewczyny z dalekiego kraju i jej magiczne zdolności to nie wszystkie sekrety, jakie mógłby wyjawić tajemniczy przybysz…
Anioł zamierza wrócić do swojego świata i pragnie zabrać Rielle ze sobą.


Moja opinia:

Lubie książki pani Canavan, a pierwszy tom serii Prawa Milenium bardzo mi się podobał.
Chętnie sięgnęłam po tom drugi.
Pisarka pomału wprowadza czytelnika w stworzony przez siebie świat. Akcja nadal idzie dwutorowo - z perspektywy Rielle oraz Tyena.
Fabuła jest ciekawa, ale...
No właśnie, mam jedno, albo i dwa "ale".
Po pierwsze zabrakło mi dynamiki w przedstawianych wydarzeniach. Wydawały mi się jakieś bez życia. Jakby mi ktoś relacjonował jakieś wydarzenie. Bohaterowie wydawali mi się mocno papierowi, a Rielle zaczęła irytować swoimi pomysłami.
Drugie "ale" to cały wątek buntowników. Prócz kilku ciekawych momentów, był dla mnie zwyczajnie nudny. Ciągłe przemieszczanie się pomiędzy światami, trochę dyskusji, trochę obaw Tyena i znów hop, bieganina miedzy światami. Tak właśnie wyglądał cały opis działań buntowników.
Dodatkowo wątek Velli został zepchnięty całkowicie na pobocze, jakby zapomniany.
Dopiero pod koniec książki akcja zaczyna przybierać bardziej energiczną postać, coś się dzieje, zaczyna się naprawdę interesujący rozwój wydarzeń.
Postać Reana, władcy światów, nadal jest tajemnicza, niczego się o nim nie dowiadujemy. Wiele się o nim mówi, ale on sam pokazuje się na kartkach książki bardzo rzadko. Za to autorka sprawnie żongluje opiniami bohaterów o nim, więc nie wiadomo czy to postać negatywna czy pozytywna. Z jednej strony tyran, z drugiej zbawca wielu światów. Liczę na to, że dowiemy się o nim więcej w kolejnym tomie.
Niestety postać Rielle irytowała mnie już do końca książki. Na szczęście Tyen pozostał ciekawą i interesującą postacią, trzymającą poziom.

Mam mocno mieszane odczucia. Z jednej strony zapowiada się ciekawa, zawiła historia, z drugiej tom drugi jest wyjątkowo bez polotu, energii i dynamiki. Mam nadzieję, że to celowy zabieg autorki, a nie spadek jej formy.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Przysięga stali
Autor: Douglas Hulick

Wydawnictwo Literackie
Oryginalny tytuł: Sworn in steel
Data premiery: styczeń 2015
ISBN: 978-83-08-04909-9
Cena det.: 48 zł lub 32 zł
Liczba stron: 590

Opis:
Przebojowa kontynuacja Honoru złodzieja. Przygodowa powieść fantasy na miarę Brenta Weeksa i Scotta Lyncha!
Minęły trzy miesiące, od kiedy Drothe spalił dużą część stolicy imperium Ildrekki i nieoczekiwanie dla samego siebie stał się jednym z najsłynniejszych, rządzących miastem Kamratów. Jako nowy Szary Książę ma nie tylko przyjaciół, ale też niestety coraz większą grupę wrogów. Jak mówią, krew Księcia jest tak samo czerwona jak krew zwykłego złodzieja.
Gdy zostaje zamordowany inny Szary Książę i wszystkie znaki wskazują, że to właśnie Drothe trzymał nóż, nasz bohater wie, że za chwilę jego krew może spłynąć ulicami Ildrekki. Dotychczasowi sojusznicy odwracają się do niego plecami, a po mieście krąży coraz więcej mrocznych plotek. Wtedy pojawia się dziwny mężczyzna, który twierdzi, że rozwiąże wszystkie jego kłopoty… w zamian oczekuje tylko małej przysługi.
Porywająca, wartka akcja i znakomite postaci, które podbiją wasze serca – to najważniejsze cechy powieści Douglasa Hulicka. Młody autor ani na chwilę nie zwalnia tempa i po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano jednego z najlepszych młodych twórców fantasy.
Nowy talent wchodzi do gry! – Brent Weeks

Komentarz:
Początek był dość trudny - miałam problemy z odnalezieniem się w historii i przypomnieniem sobie, co się działo w poprzedniej części, a także kto jest kim i jak ma się do całości. Na szczęście im więcej stron upływało, tym pewniej się czułam i tym bardziej się wciągałam.
Autor przedstawił swoją historię w sposób ciekawy, zaskakujący i zachęcający do poznania szczegółów i dalszych losów. Postacie i ich cechy dobrał odpowiednio, tworząc je tak, by całość ładnie się prezentowała, nie wyglądała na wymuszoną czy nierealną. Nie poskąpił również głównemu bohaterowi batów, przez co nie czytamy o żadnym herosie, ale zwykłym cwaniaczku, co prawda obdarzonym znaczną inteligencją i sprytem, ale z drugiej muszącym od czasu do czasu salwować się ucieczką. Pozostałe postacie również pasują do całego obrazka.
Historia jest ciekawa i wciągająca; czyta się ją szybko i przyjemnie. Akcja jest dość szybka, dynamiczna, cały czas coś się dzieje, mamy też tu trochę zaskakujących zwrotów akcji.
Z niecierpliwością czekam na kolejny tom - mam nadzieję, że pokaże się szybciej niż dwójka (i że autor zagęści ruchy w pisaniu i wyda trójkę szybciej niż te 3 lata, które przeznaczył na dwójkę).
Polecam serdecznie.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Obrazek

Bastion
Stephen King

Wydawnictwo: Albatros
data wydania 11 sierpnia 2014
liczba stron 1166

Opis:
Najdłuższa i według powszechnych ocen najlepsza powieść w dorobku autora.
Przerażająca wizja opustoszałego świata, obraz apokalipsy.
Supernowoczesna broń biologiczna przynosi całkowitą zagładę. Bez wybuchów, bez terrorystycznych ataków, bez zapowiedzi - ludzkość umiera.
Zaczyna się niewinnie, od zwykłego przeziębienia. Ktoś kichnął, ktoś umarł i nagle Ziemia stała się masowym grobem.
Nieliczni, którzy przetrwali, zagubieni w nowym postapokaliptycznym świecie, zaczynają śnić. Wizje wskazują im drogę, zwiastują pojawienie się Wysłanników Dobra i Zła. Każdy musi dokonać wyboru, a kiedy to nastąpi, podążyć obraną ścieżką. Podzielona ludzkość formuje dwa obozy i wyrusza, by zbudować lub zniszczyć nową rzeczywistość.
Epidemia obudziła w ludziach wszystko co najgorsze, do głosu doszły najniższe, najbardziej prymitywne instynkty.
Wciąż jeszcze są tacy, którzy wierzą w miłość, dobroć i braterstwo.


Moja opinia:

Grypa jako przyczyna apokalipsy, zabijająca większość ludzi na świecie?
Śmieszne, powiecie.
I takie by było, gdyby za ten pomysł nie zabrał się S. King.
Bo w jego książce – Bastion –nic śmiesznego nie ma. Wręcz przeciwnie.

Większość książek o zagładzie ludzkości, masową śmierć przypisuje wojnie atomowej. W sumie nic dziwnego, broń atomowa przeraża i nic dziwnego, że pisarze często po ten motyw sięgają.
Ale King postanowił zaszaleć i jako sprawcę apokalipsy użył wirusa supergrypy. Śmiertelność 99,4%.
I w ten oto nowatorski sposób, uśmiercił większość Amerykanów, a i reszcie świata raczej nie darował.
Gdy USA staje się wielkim masowym grobem, wirus oszczędza nielicznych ludzi.
Ludzi, którzy zaczynają śnić przerażające sny o mrocznym mężczyźnie oraz o starej murzynce emanującej spokojem.
Ta dwójka to przeciwstawne bieguny – zło i dobro.
Kogo wybiorą ocaleli z pogromu?

Książka jest objętościowo ogromna, moja ma 1164 strony zapisane drobnym drukiem.
Nie zniechęca jednak jej objętość, poza tym cała historia wymaga takich gabarytów.

King swoim zwyczajem, wprowadza czytelnika w akcję powoli, z detalami. Pokazuje nam swoich bohaterów, opowiada o nich szczegółowo, sprawia, że dobrze ich poznajemy.
A następnie zabija większość ludzkości i pozwala toczyć się akcji.

W świecie po pomorze ludzie gromadzą się w dwóch miastach, które oddziela od siebie łańcuch górski – Las Vegas i Boulder, zwane Wolną Strefą.
Las Vegas to królestwo mrocznego mężczyzny, lęku, przerażenia i zła.
Do Boulder ciągną ocaleli, którzy opowiadają się po stronie dobra.
Wśród nich ci, którzy pod wodzą starej murzynki, będą musieli stawić czoła złu w jego odwiecznej walce z dobrem.

Bastion to po trochę książka drogi, po trochę książka traktująca o odwiecznej walce dobra ze złem. To również krytyczna ocena społeczeństwa nastawionego tylko na władzę i pieniądze.
Przez całą książkę towarzyszy czytelnikowi cień mrocznego mężczyzny, nieunikniona konfrontacja i walka.
Walka o co, można by zapytać. Przecież świat jaki znaliśmy przestał istnieć. Nie ma nic, prócz garstki ludzi.
Otóż jest o co walczyć, jak udowadnia nam King. Bo gdy nie ma już nic, zawsze pozostaje człowiek i jego dusza.

Książka Kinga mocno wciągnęła mnie w swój świat. W przerażający klimat sennych koszmarów oraz tragedii, która jest tak ogromna, że wręcz niepojęta.
Udowodniła, że to nie prawda, że ludzie są z gruntu dobrzy, tylko czasami schodzą na złą stronę.
Autor pokazał, że brak widma kary i ograniczeń sprawia, że z ludzi wychodzi wszystko co najgorsze. Że brak wizji poniesienia konsekwencji za swoje złe czyny, powoduje, że ludzie się przed nimi nie powstrzymują.

Co urzekło mnie w Bastionie?
Ja zwykle bohaterowie i ich historie. Świetnie nakreśleni, pokazujący nam co mają w swoich duszach, dzielący się z czytelnikiem swoimi lękami, radościami i myślami.
Fabuła. Niby banalna, przewidywalna, oklepana. No właśnie – niby.
Bo to niesamowita opowieść, która z poruszanych wiele razy wcześniej motywów, tworzy nieszablonową historię.
Książka ta nie jest horrorem, ale mimo to powoduje niepokój i lęk podczas czytania.
Trochę brakuje mi rozwinięcia niektórych postaci, zwłaszcza, że King sugerował, że odegrają ważną rolę w tej opowieści.
Pomniejszenie ich ważności, trochę zbiło mnie z tropu parę razy.
Choć muszę przyznać, że z jednej strony to całkiem zgrabna sztuczka na zaskoczenie czytelnika.

King napisał Bastion w 1978 roku, czyli w czasach Zimnej Wojny, gdy strach ludzi przed bombą atomową był realny i ogromny.
Zmusza czytelnika, do zastanowienia się przez chwilę nad tym, do czego zmierza świat.
Czy ta szaleńcza pogoń za techniką, rozwojem, pieniędzmi i władzą nie doprowadzi nas kiedyś do wydarzeń rodem z Bastionu.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2953
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Eleonora i Park
Autor: Rainbow Rowell

Wydawnictwo: Otwarte
Tytuł oryginału: Eleanor & Park
Data wydania: marzec 2015
Liczba stron: 340

Opis:
Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.

Komentarz:
Tak się naczytałam, jakie to super, jakie to cudowne, piękne, wciągające, niesamowite. I właśnie na to liczyłam. Tymczasem zupełnie nie rozumiem tych zachwytów, one jedynie spowodowały, że jestem rozczarowana. Nie podobało mi się jakoś szczególnie – ani to nie było szczególnie porywające, ani szczególnie ciekawe.
Autorka interesująco przestawiła rodzące się uczucie między dzieciakami, to jak przeżywają każdą głupotę, ich problemy, ale czy to naprawdę było takie cudne, jak wszyscy piszą? Dla mnie nie. Nie ruszyło mnie. Oczywiście czytało się dobrze i bardzo szybko, ale też bez problemu mogłam się oderwać w każdym momencie. Liczyłam na o wiele więcej, zwłaszcza że komentarze innych bardzo podkreślały, jaka to świetna książka. No cóż, nie była.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1492
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Obrazek

tytuł: Bazar złych snów
autor: Stephen King
tłumaczenie: Tomasz Wilusz
tytuł oryginału: The Bazaar of Bad Dreams
data wydania: 5 listopada 2015
ISBN: 9788380691742
liczba stron: 672

opis:
Od czasu gdy przed trzydziestu pięciu laty ukazał się jego pierwszy zbiór opowiadań „Nocna zmiana”, Stephen King olśniewa czytelników swoim darem tworzenia krótkiej prozy. W „Bazarze złych snów” zebrał swoje najnowsze opowiadania. Każdy utwór poprzedzony jest krótkim wstępem przedstawiającym jego genezę.

Teksty zawarte w tym zbiorze mają wspólne motywy: zagadnienia moralności, życia pozagrobowego, winy i kary, pytanie, co zrobilibyśmy inaczej, gdybyśmy mogli zajrzeć w przyszłość lub naprawić błędy popełnione w przeszłości. „Życie po życiu” to historia o człowieku, który umarł na raka okrężnicy i raz po raz przeżywa swoje życie na nowo, powtarzając te same błędy. W kilku opowiadaniach występują postacie, które u kresu życia rozpamiętują swoje zbrodnie i występki. Inne utwory pokazują, jak to jest, kiedy ktoś odkryje w sobie nadprzyrodzone moce – jak felietonista z „Nekrologów”, który zabija ludzi, pisząc ich nekrologi, czy stary sędzia w „Wydmie”, który w dzieciństwie pływał kajakiem na opuszczoną wyspę i widział wypisane na piasku nazwiska nieszczęśników, którzy potem umierali w tragicznych okolicznościach. W „Moralności” King opisuje rozpad małżeństwa i życia dwojga ludzi po tym, jak zawierają oni iście diabelski pakt, który początkowo wydaje się całkiem korzystny.

Imponujące, mrożące krew w żyłach, wciągające bez reszty opowiadania z „Bazaru złych snów” są jednym z najpiękniejszych darów Kinga dla jego czytelników. „Powstały specjalnie dla Ciebie” – pisze autor. „Jeśli chcesz, możesz je obejrzeć z bliska, ale ostrzegam, bądź ostrożny. Niektóre z nich mają kły".


moja opinia: Jakby to powiedział Harry Dresden: " (...) są rzeczy, które nie powinny występować razem. Na przykład olej i woda. Sok pomarańczowy i pasta do zębów. Magowie i telewizja". Niedawno dodałabym także - Stephen King i opowiadania. Od kiedy jednak mam za sobą lekturę Bazaru złych snów, nie jestem już tego taka pewna.

Chociaż wcześniej żyłam w przeświadczeniu, że króla horrorów nie można nazwać mistrzem krótkiej formy i tak postanowiłam sięgnąć po najnowszą jego antologię. Z czystej ciekawości. Ciekawość ta została maksymalnie podsycona, gdy przeczytałam wstęp pisarza. Musicie wiedzieć, że mam ogromną słabość do wstępów, szczególnie w zbiorach opowiadań, szczególnie, kiedy pisarz w każdym z nich opisuje genezę danego utworu, powód powstania, a czasami nawet wydarzenia z życia, które towarzyszyły mu przy pisaniu. Tak więc z miejsca zostałam kupiona. Nie wstydzę się tego przyznać. Trochę gorzej, że niektóre z tych wstępów wydawały mi się ciekawsze niż same twory, ale o tym za chwilę.

Bazar złych snów otwiera opowiadanie 130. kilometr. Autor zaczął pisać tę historię dawno temu, a teraz postanowił usiąść nad nią ponownie. Muszę przyznać, że po lekturze całego zbioru żałowałam, że Bazar... nie rozpoczął się na przykład od opowiadania zatytułowanego Ur, a które z miejsca mnie porwało. Nie. Antologię niestety otwierał 130. kilometr. 130. Kilometr, czyli dokładnie wszystko co, czego obawiałabym się ze strony Stephena Kinga tworzącego opowiadanie. Widzicie, dla mnie była to ta rodzaju historia, która zaczyna do mnie przemawiać dopiero, gdy przeczytam ją do końca. Gdy mam już pełen obraz. Nie, jak niektóre, od pierwszego akapitu, pierwszej strony. Dopiero wtedy, kiedy mogę usiąść, wszystko jeszcze raz przeanalizować i stwierdzić, że tak, to było ciekawe. A potem od razu przejść do następnej historii. Poza faktem, że 130. kilometr nie jest wciągającym opowiadaniem, miejscami także się dłuży. Autor zbyt wiele czasu poświęca na przedstawienie czytelnikowi bohaterów, rozrysowaniu ich cech charakteru. W dodatku całkiem bezdusznie wykasowałabym z niego przynajmniej połowę opisów, anegdotek, wydarzeń, które spowalniają akcję i zbyt wiele nie wnoszą do fabuły. Co tu dużo pisać - to opowiadanie na dobre zaczyna się gdzieś dopiero w połowie tekstu, a to zły znak dla historii.

Na szczęście, oprócz 130. kilometra, podobnych, niedopracowanych opowiadań znajdziecie tutaj niewiele. Nie licząc dwóch, no może trzech wpadek, Bazar złych snów to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów Kinga, ale czytelników lubiących poznawać krótkie formy w ogóle. Król horroru już przy Batmanie i Robinie, wdających się w scysję wciągnął mnie bez reszty, abym musiała po chwili odkryć, że to już koniec historii. Podobnego uczucia miłego rozczarowania, płynącego z ciekawej historii, która - jak miałam wrażenie - skończyła się zbyt szybko, doświadczyłam także podczas lektury Wrednego dzieciaka, Ur, Billiy'ego Blokady oraz Nekrologów. To bez wątpienia moje ulubione opowiadania z tej antologii, które na bak zaserwują czytelnikowi niezawodną rozrywkę na wysokim poziomie.

Każde z nich ma swój jedyny, niepowtarzalny klimat przyprawiony o nutkę grozy, tak rozpoznawalną dla Stephena Kinga i bezsprzecznie porywającą fabułę. Podczas lektury tych opowiadań nie raz czułam się mile zdumiona nieprzewidywalnym zwrotem akcji czy ucieszona niespodziewanym plot twistem. To jedne z tego rodzaju historii, z którymi czytelnik najchętniej zapoznałby się w grubszej formie - na przykład takiego Bastionu, chociażby.

Nie mniej interesujące, chociaż muszę przyznać, że już nie tak bardzo przykuwające do fotela, okazały się takie opowiadania, jak Wydma, Śmierć, Moralność czy Życie po życiu. Letni grom, czyli ostatnie opowiadanie z antologii, zostawiła mnie z miłym uczuciem satysfakcji, jakie towarzyszy każdemu poznaniu dobrej historii. Przewracając ostatnią kartkę Bazaru złych snów, nie mogłam powstrzymać myśli, że miło by było częściej trzymać w ręku tak konkretne i dobrze napisane zbiory opowiadań. I chociaż nie wszystkie historie są sobie równe, co byłoby w końcu bardzo trudne, całość prezentuje się naprawdę interesująco. To prawdziwy bazar złych snów, na którym możesz dostać od początku do końca mrożącą krew w żyłach historię, jak i taką, na pierwszy rzut oka wyglądającą pospolicie, która po bliższym zapoznaniu pokazuje kły. Ogromne.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”