Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
John Green
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2014-01-12, 13:35   John Green


John Michael Green (ur. 24 sierpnia 1977) to amerykański pisarz. W 2006 wygrał nagrodę Printz Award za debiut "Szukając Alaski", w 2012 jego powieść "Gwiazd naszych wina" osiągnęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów New York Timesa. Wspólnie ze swoim bratem Hankiem tworzy projekt vlogbrothers w serwisie youtube, który dał początek ruchowi zwanemu "nerdfighterią".
2006 - Michael L. Printz Award za "Szukając Alaski"
2007 - Nominacja do Michael L. Printz Award za "An Abundance of Katherines"
2009 - Edgar Allan Poe Award za "Papierowe miasta" w kategorii Best Young Adult Novel
2012 - Indiana Authors Award w kategorii National Author Award
2013 - Children's Choice Book Awards w kategorii Teen Book of the Year za "Gwiazd naszych wina"
_____________________________________________


Tytuł: Gwiazd naszych wina
Autor: John Green

Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Tytuł oryginału: The Fault in Our Stars
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 6 lutego 2013
ISBN: 978-83-62478-89-7
Liczba stron: 312
Cena det.: 34.90 zł

Opis:
Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.

Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia
ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia
dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.
Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości.

Komentarz:
Zastanawiałam się nad wieloma sposobami, by zacząć ten komentarz. Może rozpocząć od tego, że gdy brałam tę książkę z półki w bibliotece, nie miałam pojęcia, o czym ona jest – nie przeczytałam opisu, kojarzyłam jedynie tytuł, autora i okładkę z opinii z Internetu, których nawet raczej nie czytałam – miałam jedynie wrażenie, że dobrze ją oceniano – więc stwierdziłam, że czemu nie? A może zacząć od tego, że miałam ostatnio zastój czytelniczy, mało co mnie było wstanie wciągnąć i naprawdę zaciekawić, a ta właśnie książka przerwała ten kryzys? A może zacząć od tego, że gdyby nie Blair, „Gwiazd naszych wina” czekałaby z kilka tygodni, zanim bym po nią sięgnęła, i że byłby to błąd, i że cieszę się, że zaczęłam ją czytać wcześniej niż później?

Jak na razie, jak możecie zobaczyć, nie napisałam nic konkretnego – leję wodę tudzież daję wstęp. A wszystko to dlatego, że nie wiem, co napisać. Po prostu nie wiem – mam wiele myśli, ale nie jestem ich w stanie przelać na monitor, bo też tak naprawdę nie wiem, co mogłabym napisać. Zaczynam zdanie i nie wiem, jak je skończyć.

Podobało mi się, cholera, bardzo mi się podobało. Wystarczył mi jeden dzień, by ją przeczytać – niby tylko trzysta stron to niewiele (za mało!), ale ostatnie książki, które również miały po czterysta lub trzysta z hakiem czytałam przez kilka dni, tydzień, więcej. A gdy przysiadłam nad „Gwiazd naszych wina” wciągnęłam się od razu, już po pierwszych stronach miałam trudności z oderwaniem się. Rozumiem, że jest to bazowanie na efekcie, jaki wywołuje w ludziach zdrowych czytanie o ludziach chorych, też efekcie czegoś znanego tylko z oddali, z telewizji, ale też po prostu efekcie tragedii młodego człowieka, czy raczej młodych ludzi. Rak wywołuje silne emocje i autor właśnie to wykorzystał – ale kogo to obchodzi, skoro to działa? Książka ma wywoływać emocje, a jemu się to udało. Naprawdę mi się udało. Nietrudno, myślę, napisać poruszającą historię o walce z nowotworem, bo fakt ten już sam w sobie jest smutny i działa na emocje. Za to napisać coś, co wzruszy, rozśmieszy i wciągnie – to już takie proste nie jest. Bohaterowie są cudowni, inteligentni, zabawni i nie przytłaczają beznadzieją, a może nawet wręcz przeciwnie. Poza tym skłamię, jeśli powiem, że nie płakałam przy czytaniu tej powieści – w zasadzie chlipałam jak mała dziewczynka, no wzruszyłam się po prostu (wreszcie!). :-D Jak już pisałam, książkę wypożyczyłam z biblioteki, ale z pewnością stanie ona też na mojej półce – bo warto.

Dobra, krótko, na temat. Rewelacyjna, poruszająca, wciągająca książka ze świetnymi, inteligentnymi, ciekawymi postaciami – „Gwiazd naszych wina” trafia na moją listę ulubionych. Bo zasługuje. (I nieistotny jest fakt, że jest to młodzieżówka).
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-01-12, 22:22   

Sophie napisał/a:
A może zacząć od tego, że gdyby nie Blair, „Gwiazd naszych wina” czekałaby z kilka tygodni, zanim bym po nią sięgnęła, i że byłby to błąd, i że cieszę się, że zaczęłam ją czytać wcześniej niż później?

No ba, ten początek byłby najlepszy. xD

A serio - dużo ludzi pisze, że ta powieść jest w pewien sposób naiwna. I - mimo że jestem szczerze zachwycona tą książką - wiem o czym mówią. Wiele rzeczy autor "uprościł", wiele po prostu wymyślił. Z tym, że "Gwiazd naszych wina" to nie jest książka o chorobie; to jest książka o ludziach chorych.

Autentycznie polecam. Czytałam już jakiś czas temu i do teraz nie znalazłam niczego, co by mnie aż tak poruszyło. Poza tym naprawdę wielki plus dla autora za sposób, w jaki to wszystko pisze, za wszystkie piękne słowa, które ubiera w metafory.

A bohaterowie? Dokładnie tacy, jak opisała Sophie. Od siebie jeszcze tylko dodam, że jestem już po "Papierowych miastach" i darzę Johna Greena ogromnym szacunkiem za to, że, pisząc o nastolatkach, tworzy nieszablonowe postaci, które mają oryginale spojrzenie na świat, niesztampowo myślą, poza tym oczywiście myślą.
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2014-01-13, 11:26   

Blair napisał/a:
A serio - dużo ludzi pisze, że ta powieść jest w pewien sposób naiwna. I - mimo że jestem szczerze zachwycona tą książką - wiem o czym mówią. Wiele rzeczy autor "uprościł", wiele po prostu wymyślił. Z tym, że "Gwiazd naszych wina" to nie jest książka o chorobie; to jest książka o ludziach chorych.
Zgadzam się z tym całkowicie, ale cudowne jest to, że fakt ten w niczym nie przeszkodził. Pomimo swojej tematyki, "Gwiazd naszych wina" jest książką pozytywną. Bohaterowie nie zamykają się na wzajemnych relacjach, ale wyraźnie widać też związki łączące ich z rodzicami i z innymi ludźmi. Wyraźnie widać, że ich świat istnieje, że mają w okół siebie więcej niż jedną osobę, co jest ogromnym problemem młodzieżówek i nie tylko.
Blair napisał/a:
tworzy nieszablonowe postaci, które mają oryginale spojrzenie na świat, niesztampowo myślą, poza tym oczywiście myślą.
To ostatnie jest chyba największą zaletą. W dodatku dość deficytową w literaturze młodzieżowej.

"Papierowe miasta" już na mnie czekają - przeczytam je od razu po egzaminie. :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-09-24, 14:01   



tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
tłumaczenie: Anna Sak
tytuł oryginału: Looking for Alaska
wydawnictwo: Bukowy Las
data wydania: 9 października 2013
ISBN: 9788362478934
liczba stron: 320

Opis: Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.


Opinia: Moim numerem 1 już chyba na zawsze pozostanie "Gwiazd naszych wina", ale to wcale, a wcale!, nie przeszkadza mi w napisaniu, że "Szukając Alaski" to jeden z lepszych debiutów, jakie czytałam; że "Szukając Alaski" to piękna historia, która chwyciła mnie za serce i oczarowała o wiele bardziej niż "Buszujący w zbożu" (do którego słusznie jest porównywana); że "Szukając Alaski" to po prostu powieść Johna Greena.

I teraz ktoś mógłby zapytać: Co z tego, że to powieść Johna Greena?
A mogłaby to zrobić tylko osoba, która jeszcze nigdy wcześniej nie miała w ręku książki tego autora.

Ten argument to jeden z najlepszych argumentów, jakie może dostać czytelnik, żeby przekonać się do sięgnięcia po książkę. W debiucie tego amerykańskiego pisarza dostaniemy już wszystko (!) za co będziemy mogli pokochać jego styl i sposób patrzenia na świat. Wspaniałych, oryginalnych, wyjątkowych bohaterów, którzy są przedstawicielami młodzieży marzącej, ambitnie dążącej do celu, podążającej za snami. Młodzieży myślącej! Świetne metafory i porównania, refleksję nad tym co mamy i mieć chcemy; nad tym kim jesteśmy i kim być chcemy; nad tym, czym jest dla nas życie i czego od niego wyczekujemy.

Interesującą fabułę, która porusza ważkie tematy, lecz jednocześnie jest tak uroczo zwykła, codzienna. Będzie potrafiła zainteresować zwykłego czytelnika, który od książki wymaga tylko wartkiej akcji, wiele humoru i postaci, z jakimi mógłby się utożsamiać, a także czytelnika bardziej wymagającego, który w powieści chciałby odkryć drugie dno; który chciałby zostać wstrząśnięty i w pewien sposób też zmieniony tym, co przeczyta.

A wiecie za co lubię najbardziej "Szukając Alaski" i szanuję Johna Greena? Za to, że pisze zwykłe powieści młodzieżowe w niezwykły sposób.

Tak btw - Podobnie jak ja, mój brat przeczytał wszystkie już dostępne książki Johna Greena i uważa, że "Szukając Alaski" jest najlepszą powieścią autora, a "Gwiazd naszych wina" najgorszą - nawet jej nie dokończył, a to u nas bardzo dużo mówi o jakości książek. xD Za to "19 x Katherine" u nas obojga stoi na drugim miejscu. ;)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2014-09-24, 14:04   

[ Wysłany: 2014-01-28, 19:57 ]

Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green

Tłumaczenie: Renata Biniek
Tytuł oryginału: Paper Towns
Wydawnictwo: Bukowy las
Data wydania: 5 czerwca 2013
ISBN: 9788362478910
Liczba stron: 400
Cena det.: 39.90 zł

Opis:
Quentin Jacobsen – dla przyjaciół Q – od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum.
Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy.

Komentarz:
Po przeczytaniu „Gwiazd naszych wina” wręcz musiałam sięgnąć po inne książki autorstwa Johna Greena – na początek padło na „Papierowe miasta” – a teraz po skończeniu tej pozycji nie sposób nie porównywać ze sobą tych dwóch książek. Obie w zasadzie stoją na bardzo podobnym poziomie, choć jeśli chodzi o stopień wciągnięcia mnie w akcję, w starciu wygrywa „Gwiazd naszych wina”. Czytając „Papierowe miasta” miałam wrażenie, że przegrywają większą ilością „punktów”, ale na koniec, po ostatnim zerknięciu, okazało się że niekonieczne. Obie książki są w zasadzie swoimi przeciwieństwami. O ile po „Gwiazd naszych wina” można się spodziewać, że jest to smutna historia, gdy w rzeczywistości okazuje się pozytywna i dająca energię, to „Papierowe miasta” najpierw zdają się pozytywną powieścią o szaleństwach nastolatków i ich dramatach (choć całość owych oprawiona jest w raczej poważny język i atmosferę), to ostatecznie książka ta jest przygnębiająca. A w każdym razie ja tak to wszystko odebrałam.

To teraz może już o samych „Papierowych miastach”. Zatem tak: mamy Quentina i Margo – sąsiedzi okno-w-okno, w dzieciństwie byli przyjaciółmi, potem więzi nieco osłabły i obecnie oboje nie utrzymują kontaktów. Ona jest popularna, lubiana, szalona i otoczona wianuszkiem przyjaciół, a on – krótko mówiąc – wręcz przeciwnie, aczkolwiek nie jest to przypadek tragiczny, gdyż choć nie są to tłumy, ma do kogo otworzyć usta. I nagle następuje ponowne spotkanie, a potem wszystko się komplikuję. A że nie umiem interesująco streszczać fabuły, zamilknę w tym temacie.

Zacznę od tego, że w sumie nie ma tu rzeczy, która by mi się nie podobała, a przynajmniej nic takiego nie rzuca mi się od razu na myśl (a przynajmniej nic na tyle istotnego, by to przelać na ekran). Główni bohaterowie są ciekawi i całkiem fascynujący, a jedna z postaci ociera się nawet o lekkie szaleństwo – przy czym rozumiem w jakiś nieco chory sposób powody – i nawet ją polubiłam. Podobał mi się sposób, w jaki w miarę poznawania nowych faktów zmieniał się sposób spojrzenia Quentina na otoczenie, na Margo, i może był on nieco przesadzony i dziwny u tak młodej osoby (choć z drugiej strony dopiero teraz mi to wpadło do głowy, a podczas czytania nic takiego nie myślałam), lecz przypadł mi do gustu, podobnie jak w „Gwiazd naszych wina”. Tak więc wracając do brzegu, bohaterowie mnie zaciekawili. Być może postacie drugoplanowe można uznać za irytujące, ale w czasie czytania mi nie przeszkadzali – prawdopodobnie to z powodu Quentina, który potrafił to ładnie przedstawić i skomentować, a do tego fakt, że on sam taki nie był, a może po prostu umiejętnie odwracał od nich uwagę.

Szybkiej akcji w zasadzie nie ma tu zbyt wiele, ale mnie to nie przeszkadzało, wystarczyło to, że nie było monotonnie, a autor wiedział, kiedy wprowadzić do gry nową wskazówkę. Gdy teraz tak o tym pomyślałam, wychodzi na to, że prawie cała powieść dzieje się w samochodzie, choć podczas czytania się tego nie czuje. No i też nie jest to wada w żadnym razie. I może z tego powodu można skojarzyć, że jest to podróż nie tylko Margo, ale samego Quentina z racji jego poszukiwań. Nie wiem, jak to napisać, żeby nie zabrzmieć śmiesznie, więc może na tym poprzestanę – zwłaszcza, że znów zaczynam odpływać od brzegu. :-)

Ogólnie jestem naprawdę zadowolona z przeczytania tej powieści. Ciągle unosi się wokół mnie mgiełka atmosfery, w którą wprowadziły mnie „Papierowe miasta”, czyli w melancholia i prowadzące donikąd przemyślenia oraz nieco przygnębienia – ale też o to chodzi, by książka wywołała emocje. Krótko pisząc, polecam, bo warto – jest to wciągająca, interesująca lektura. Ta książka nie gra na uczuciach, wykorzystując chorobę, za to pokazuje coś innego, i może nie budzi już może tak silnych emocji jak „Gwiazd naszych wina”, ale jest warta przeczytania.

Poza tym bardzo się cieszę, że wspomina „Wszystko za życie” – podobna historia, ale dopiero po przytoczeniu tytułu ją sobie przypomniałam, a także to, że chętnie raz jeszcze ją poznam.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-09-24, 14:09   



autor: John Green
tytuł: 19 razy Katherine
tytuł oryginału : An Abundance of Katherines
wydawnictwo: Bukowy Las
data wydania: 4 czerwca 2014
ISBN: 9788364481055
liczba stron: 304

Opis:
Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

Opinia: Tylu negatywnych opinii na temat "19 x Katherine" się naczytałam, że aż mi się przykro zrobiło, że może jednak, niestety, tym razem przygoda z Johnem Greenem nie będzie taka zachwycająca. Wystarczyło jednak przeczytać pierwszych kilka rozdziałów i się zakochać. Całkowicie.

Wpadłam w tę powieść totalnie. Wszelkie mankamenty wymienianie przez innych recenzentów stały się dla mnie największymi zaletami powieści. I, fakt, nie byłam od początku przekonana do Colina, ale wystarczyło, abym go trochę lepiej poznała. :) Bardziej niż lekko egocentryczny chłopak, który za wszelką cenę chce zostać zapamiętany (Hej Gus! Spójrz na to...) i lubiany, wybiera się w podróż ze swoim najlepszym i jedynym przyjacielem, jeszcze nie wiedząc, że przy pierwszym przystanku odnajdzie to, czego nawet nie wiedział, że szuka.

Napiszę to z ogromną przyjemnością - jak "Gwiazd naszych wina" to absolutnie moja ulubiona książka, jeśli mowa o Young Adult i numer jeden przy powieściach Johna Greena, tak "19 x Katherine" wepchnęła się pomiędzy GNW i "Papierowe miasta", zajmując niewiele mniej znaczące, drugie miejsce.

Nie dostajemy tutaj niczego innego, jak świetnej, 100% książki Greena - inteligentni, nietuzinkowi bohaterowie, interesująco poruszone, ważne dla młodzieży problemy, z którymi każdy z nas się zmaga (chęć bycia "kimś"; zrobienia czegoś ważnego), niebanalne poczucie humoru i świetne, geekowskie wstawki. ^v^ Nie mogę znaleźć w tej powieści nic, naprawdę nic!, co by mi się nie spodobało. :-D

A co do krytykowanego poczucia humoru w książce? Cóż... Ja tam się śmiałam praktycznie przy każdej stronie. Kto wie... Może specjalny humor (nie dziwny!) w powieści jest dla specjalnych (nie dziwnych!) czytelników. I, okej, możecie się nie zgadzać, dla mnie najnowsza powieść Greena zawiera humor inteligentny, niewymuszony, gdzie z bohatera nie trzeba robić głupka, aby rozśmieszyć czytelnika.

Moja odpowiedź brzmi zatem TAK! - szukajcie, czytajcie i podziwiajcie, bo to naprawdę świetna powieść.
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2014-09-24, 14:15   

[Wysłany: 2014-09-21, 10:43]

Tytuł: 19 razy Katherine
Autor: John Green

Tytuł oryginału: An Abundance of Katherines
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 4 czerwca 2014
ISBN: 9788364481055
Liczba stron: 304
Cena det.: 34,90 zł
Tłumaczenie: Magdalena Białoń-Chalecka

Opis:

Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający.
Katherine X chciała się tylko przyjaźnić.
Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową.
K-19 złamała mu serce.
Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

Komentarz:
Wielokrotnie migały mi niekoniecznie dobre opinie o tej książce, na pewno słabsze niż po poprzednich tytułach Johna Greena. Nie wczytywałam się w treść, a jedynie widziała końcowa ocenę nie wyrażoną w słowach, tak więc w sumie nie spodziewałam się niczego konkretnego, a jedynie miałam świadomość, że może nie być tak dobrze, jak na to liczyłam. I z początku faktycznie tak było – młody geniusz, czy jak sam wolał siebie nazywać cudowne dziecko, znający jedenaście języków i potrafiący wszystko zapamiętać mistrz tworzenia anagramów Colin rzucany przez kolejne dziewczyny, wszystkie o imieniu Katherine. Można się było czepiać, że bohater nie taki, że co tu może być ciekawego. No jednak może, po kilku rozdziałach widać to już wyraźnie.

Ta książka jest genialna, rewelacyjnie wręcz zabawna. Spokojnie mogę przyrównać ją do serii o Śliwce pod względem ilości humoru, jaką treść ze sobą niosła. Przy „19 razy Katherine” śmiałam się regularnie, praktycznie co chwilę, i co ważne, nie był w wcale głupi humor, polegający na tym, że bohater robi z siebie idiotę, postępuje nieracjonalnie czy robi coś, co w rzeczywistości stać by się nigdy nie mogło. Tu wręcz przeciwnie, bohater jest bardzo mądry, racjonalny, trochę nieobyty towarzysko (przyjaciel musi mu mówić, jakimi informacjami Colin nie powinien dzielić się z innymi – np. że nikogo nie obchodzi, że w oku znajduje się „zwieracz źrenicy” albo że w 1873 roku młodszym senatorem w New Hampshire był Bainbridge Wadleigh) i skupiony na swoim teoremacie, który ma dowieźć istnienie wzoru, który pozwoli stwierdzić, ile potrwa związek i kto zerwie. To matematyczne podejście na pewno niektórych może zniechęcić, ale nie należy się zrażać – John Green świetnie to wszystko przedstawił, nie nadużywając matematycznych wynurzeń, ponieważ nawet gdy takowe się pojawiało, zostawało przedstawione przyjemnie i krótko. Rewelacyjne są również przypisy autora, jest ich wiele, zawierają naprawdę interesujące ciekawostki i wielokrotnie zwiększają ilość humoru zawartego w danym fragmencie (poza tym są elementem, który rzadko pojawia się w powieściach, co również się wyróżnia).

Sam główny bohater, Colin, jest cudownym dzieckiem, skarbnicą wiedzy, nieprzeciętym nastolatkiem, który z jednej strony skupia się na faktach, wie do czego dąży, stara się zostać zapamiętany (mam tu ochotę powiedzieć: „cześć, Gus, może spodoba Ci się ta książka, mimo że nie ma tu szturmowców!” :-P ) i obsesyjnie myśli o swoich związkach z Katherine’ami, a z drugiej jest zabawny, uroczo nieobyty i fascynujący. Towarzyszy mu Hassan, pulchny wesołek, który chyba niczego nie traktuje serio – wprowadza do książki masę humoru, nie pozwalającą powadze przejąć steru. Do tego mamy Lindsey, którą nasi bohaterowie spotykają w czasie swojej podróży po Ameryce (jakoś sobie trzeba radzić po rozstaniu ¬– Colin zdecydował się na wyprawę w świat), której matka daje chłopakom pracę. Dziewczyna sama kryje w sobie tajemnice i niestety odniosłam wrażenie, że zabrakło jej zakończenia, takiego dopięcia jej charakteru w ostatnich rozdziałach, niemniej jest ciekawym elementem powieści. Rozmowy bohaterów dotyczą spraw mniej i bardziej poważnych, jak chociażby własne miejsce w świecie, ich przyszłość oraz ich charaktery, nie brakuje tu też wymieniania się ciekawostkami czy żartowania.

Jakiejś konkretnej, szybkiej akcji to tu się nie znajdzie. Fabuła płynie, a czytelnik daje się ponieść na jej fali, zgłębiając powoli ujawniane historie o kolejnych Katharine’ach, grobie arcyksięcia Ferdynanda Franciszka (tego od I wojny światowej), „Teoremacie o zasadzie przewidywalności Katherine”, problemach z niego wynikających i dążeniu do uzyskania odpowiedniego wzoru.

John Green ma zupełnie inne podejście, niż zazwyczaj spotyka się w powieściach młodzieżowych, jego książki są poważniejsze, mniej nastawione na opisywanie, jak to dwójka nastolatków się zakochuje, ale bardziej na poruszanie tematów własnej tożsamości, pragnień i przyszłości.

„19 razy Katherine” jest powieścią rewelacyjną, niesamowicie zabawną (nie raz śmiałam się przy niej na głos). Polecam serdecznie!
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-12-30, 18:00   



autorzy: Lauren Myracle, Maureen Johnson, John Green
tytuł: W śnieżną noc
tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
tytuł oryginału: Let It Snow
wydawnictwo: Bukowy las
data wydania: 19 listopada 2014
ISBN: 9788364481406
liczba stron: 312
kategoria: literatura młodzieżowa

Opis: Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem, Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania.

Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.

Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…


Komentarz: Koooooooooooooooocham i uwielbiam! :-D
Już M. Johnson pierwszym opowiadaniem (wciąż moim ulubionym!) wysoko podbiła poprzeczkę, ale nie było czym się martwić, ponieważ oczywiście następny był John Green. Tylko to ostatnie jakoś tak mi nie zaskoczyło od początku, ale pod koniec nie potrafiłam wypuścić książki z ręki i koniecznie chciałam poznać losy następnych bohaterów. Świetny pomysł na ukazanie magii świąt Bożego Narodzenia i ich niezwykłego klimatu. Polecam czytelnikom, którzy lubią dobre historie, interesujących bohaterów i urzekającą iskierkę magii świąt, która wszystko potrafi naprawić - nawet wtedy, gdy jeszcze nie wiemy, że jest to zepsute. :)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2015-01-27, 17:49   

[Wysłany: 2014-12-30, 21:24]
Wreszcie jakiś komentarz w tym temacie. :-P

Przeczytałam książkę "Szukając Alaski". Miała być super, miała być najlepsza wśród wszystkich tego autora, miała przebić resztę. W moim odczuciu jej się nie udało. Pierwsza część powieści nawet nieszczególnie mi się podobała – jasne, to Green, zawsze podrzuci jakiś ciekawy pomysł, a nawet jeśli nie, interesująco go rozwinie później – dopiero w drugiej coś chwyciło, choć i tak nie tak bardzo, jakbym sobie tego życzyła. Nie chodzi o to, że „Szukając Alaski” ma jakoś szczególnie dużo wad, że istnieje tam coś, co jednoznacznie określane jest jako wada – nie, to po prostu nie jest powieść dla mnie, nie odpowiada moim preferencjom, nie wpisuje się w moje przekonania (mam tu przede wszystkim na myśli cały fragment „PRZED”).

Podobnie jak w „Papierowych miastach” akcja rozdzielona jest jakby na dwie części – pierwsza dość rozrywkowa, żarty, śmiechy, chichy, a druga smutna, głębsza, poniekąd o poszukiwaniu sensu, tutaj za sprawą nauczyciela religii. Jednak w „Papierowych…” wyraźnie czułam warstwę emocjonalną – zaskakująco przygnębiające zakończenie, które jeszcze trochę potem mi ciążyło, a tutaj? Tu odpowiednie by było pozytywne spięcie całości, jednak brakuje mi właśnie tego dłuższego efektu, jaki do tej pory wywoływały książki tego autora. Czułam je jeszcze kilka godzin po przeczytaniu, a tutaj już po kilkudziesięciu minutach nie czułam w zasadzie niczego.

Bohaterowie, jak to u Greena, ciekawi – jeden spokojny, bez przyjaciół, inny rozrywkowy aż za bardzo. Ale to wszystko razem gra – nawet jestem sobie w stanie wyobrazić taki zespół w rzeczywistości, razem tworzy to coś interesującego. Czegoś jednak zabrakło, jakiejś wisienki na torcie, której w tej chwili nie jestem w stanie zdefiniować. Poza tym nie przepadam za palaczami, choć wyjątkowo w tej powieści nie jest to coś, co szczególnie by mnie irytowało.

Ogólnie jakoś tak zbyt przeciętnie jak na tego autora. Gdyby był to ktokolwiek inny, pewnie powiedziałabym: "o, super, całkiem nieźle mu wyszło", ale po Greene spodziewałam się więcej. Zwalam to wszystko jednak na fakt, że „Szukając Alaski” to debiut.

EDIT:
Chociaż święta już dawno za nami, zabrałam się za „W śnieżną noc”, czyli zbiór świątecznych opowiadań o nastoletnich miłościach, autorstwa jednego dobrze mi znanego Johna Greena oraz dwójki pań, których nazwiska nic mi do tej pory nie mówiły – Maureen Johnson i Lauren Myracle. Opowiadania te są jakby osobnymi historiami, które dzieją się w tym samym czasie i tym samym mieście, a przewijają się w nich te same postacie. Można więc w sumie mówić o tym jako o powieści w trzech rozdziałach, z których każdy ma innego narratora i innych głównych bohaterów.

Pierwszą historią była „Podróż wigilijna” Maureen Johnson, moja faworytka spośród tej trójki. Pobiła nawet samego Greena. Czytało mi się ją najprzyjemniej, miała najprzyjemniejszych bohaterów i najciekawszy pomysł. Po tak świetnym początku John Green z „Bożonarodzeniowym cudem pomponowym” wypadł trochę słabiej, ale też nie ma na co narzekać – inteligentni bohaterowie, ciekawa fabuła i śnieżne wyścigi mnie przekonały. Z kolei ostatnie opowiadanie, „Święta patronka świnek” Lauren Myracle, wyglądała na bajkę kierowaną do dzieci, no wiecie, moralizującą, trochę oderwaną od rzeczywistości i pokazującą, że zmienić się można w ułamku sekundy, a potem nadchodzi czas na wielkie pojednanie. :-)

Ogólnie bardzo mi się podobało (zwłaszcza pierwsze opko!), więc polecam "W śnieżną noc" – miłe, przyjemne, pozytywne, niewymagające. I nie tylko na Święta. ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2015-06-23, 01:02   

Jakiś czas temu przeczytałam najnowszą powieść Greena, którą pisał wraz z Devidem Levithanem i do dzisiaj mam trochę mieszane uczucia + brak pojęcia jak to ująć w słowa. No ale obiecałam pewnemu Kotu, więc zobaczmy. :-P

To nie będzie chyba żaden spoiler, kiedy napiszę, że w książce pojawia się dwóch Willów Greysonów (serio,serio!), a rozdziały z ich udziałem są pisane naprzemiennie - jeden WG należy do Johna, drugą historię zaś opowiada David. I to przygody willa od Levithana o wiele bardziej do mnie przemawiają. Historia stworzona przez Davida była bardzo nietypowa, trochę wykraczająca poza schemat. Nie czytałam żadnych innych powieści tego autora i może to przez ten powiew "świeżości", ale część Davida wydaje mi się o wiele bardziej oryginalna. Raz, że autor pisze wszystko z małej litery, co najpierw może sprawiać problem przy czytaniu, ale potem okazuje się wspaniałą formą pokazania tego, jak will przyjmuje świat. Jest to postać, która bardziej preferuje komunikowanie się z ludźmi przez internet, smsy, chaty - tak też poznaje swoją miłość. Nie dla niego wielkie litery czy poprawny zapis dialogowy. On tego nie używa, bo nie potrzebuje.

Dwa. Mam wrażenie, że bohaterowie Davida są tak... bardziej. Smutniejsi, oddaleni od rówieśników, wrogo nastawieni do reszty. Przeżywają mocniej, ale też są wykreowani w taki sposób, że wydają się bardziej realni dla czytelnika. Sztandarowym przykładem jest oczywiście will, ale dużo można byłoby powiedzieć o jego koleżance (zabijcie, nie pamiętam imienia. Molly? xD). Oboje z willem szukają ze sobą jakiegoś kontaktu, ich relacje są na tyle skomplikowane, że do końca nie wiem czy są przyjaciółmi, czy wrogami. Poza tym poruszany w książce temat homoseksualności jest także zaprezentowany całkiem inaczej przez każdego z autorów i chyba właśnie też ten Davida trafia do mnie bardziej. Został napisany bardziej po... młodzieżowemu. Kiedy David pisze, że jego will się nie przejmuje, że inni się dowiedzą, bo po prostu to nie ich sprawa, a nie dlatego, że się wstydzi tego aspektu swojego życia, jestem skłonna mu uwierzyć. David opisuje nastoletnie życie swoich bohaterów bez oderwana od rzeczywistości. Tak, to mogłoby się naprawdę wydarzyć. Tak, takie są problemy dzisiejszych nastolatków - powiedziałabym.

John Green pisze za to swoich charakterystycznym stylem, opisuje problemy z powieści na swój własny sposób i tworzy tak oryginalnych bohaterów, jak tylko John Green mógłby potrafić. Co sprawia, że czuję wtórność.

Może jest to jedno wielkie, niezrozumiałe zaprzeczenie, ale przez to, że John zaczął pisać niesztampowe, pełne inteligentnych, czujących, żyjących pełną piersią bohaterów, teraz sam wpędza się w kozi róg i powiela własne rozwiązania. Wchodzi we własne schematy. To bardzo źle, bo zazwyczaj skutkuję przedawkowaniem materiału i zaczątkami nudy. Nie napiszę, że jego część historii mi się nie spodobała, bo to nie prawda. Wciąż śmiałam się z bohaterami, denerwowałam z Kruchym, podziwiałam przedstawienie z widzami i przełamywałam śluby milczenia i nie angażowania się z Willem Greysonem.

"Will Greyson, Will Greyson" to była książka na wiele sposobów zaskakująca, bo spodziewałam się totalnie czegoś innego - może szukania własnej tożsamości, podróżowania przez USA, zrozumienie własnych działań i zaistnienie jako jednostka - a dostałam interesująco i wnikliwie poruszony problem homoseksualności (którego wgl się tutaj nie spodziewałam) i dwóch Willów, którzy może mają problem z tym, że istnieje druga osoba o tym samym imieniu i nazwisku, a jest ich całkowitym przeciwieństwem, ale dosyć szybko sobie z tym radzą.

Była to dobra książka młodzieżowa. Jedna z gorszych, jeśli nie najgorsza, jaka powstała przy udziale Johna Greena i zaskakująca pod względem nowego nazwiska, które się pojawiło. Jestem pewna, że kolejne powieści Davida mnie nie ominą. ;-)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2015-06-23, 11:54   

Blair napisał/a:
No ale obiecałam pewnemu Kotu, więc zobaczmy. :-P
I jak widać miałaś do napisania dość sporo. :-D

Przeczytałam „Will Grayson, Will Grayson”, książkę o dwóch chłopakach o takim samym imieniu i nazwisku. Trzeba to powiedzieć wprost: to bardzo gejowska powieść – połowa bohaterów jest właśnie odmiennej orientacji, tak jak połowa duetu pisarskiego, który ją stworzył. Nie, żebym miała coś do homoseksualistów, ale dziwnie czytało się tę książkę, zwłaszcza sceny romantyczne.

Jednak to nie wyżej wymienione elementy spowodowały, że nieszczególnie spodobała mi się ta pozycja. Zabrakło mi niestety czegoś, co by mnie wciągnęło, co by do mnie trafiło.

Do tego bardzo wkurzał mnie sposób zapisu używany przez Levithana, który swoje fragmenty (historię opowiadaną przez jednego z Willów Graysonów, czyli w zasadzie połowę książki) zapisywał małymi literami – na wszystkich tych „jego” stronach próżno szukać jakichkolwiek wielkich liter, czy to na początku zdań, czy to w nazwach własnych, i choć wytłumaczenie wykorzystania takiego zabiegu do mnie przemówiło, to niestety nie zmieniło faktu, że bardzo mnie owy zabieg wkurzał (a wyjaśnienie pojawiło się dopiero na koniec i nie było w stanie zrekompensować już nabytych „strat psychicznych” spowodowanych przez narażenie na kontakt z tak nieurozmaiconym tekstem). Plus za pomysł, ale z drugiej strony było to męczące.

Z tych dwóch historii, z tych dwóch Willów Graysonów, dużo bardziej wolę tę napisaną przez Johna Greena – jest dużo zabawniejsza, inteligentniejsza i ogóle dużo bardziej (czyli zdanie mam zupełnie odwrotne od Twojego, Blair :-) ). Część Levithana była dość depresyjna, smutna – i klimatycznie mi to grało, natomiast jeśli chodzi o fabułę czegoś mi zabrakło.

Jak łatwo się domyślić, nie jestem zachwycona. Niby czyta się szybko, ale miejscami musiałam się przymuszać i motywować słowami „szybciej skończysz, szybciej weźmiesz się za coś innego”. Z drugiej strony po części może miałam zbyt wysokie oczekiwania.
Blair napisał/a:
zabijcie, nie pamiętam imienia. Molly? xD
Maura, ale też nie wiedziałam, musiałam wygooglować. :-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org