Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Kroniki Żelaznego Druida
Autor Wiadomość
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2013-08-04, 20:43   

Ja jak zwykle wielbię Druida i niedociągnięcia mi nie przeszkadzają. A w oryginale wyszedł już tom szósty i dzieje się w nim, oj dzieje....
Warto czekać na polskie wydanie, oby było jak najszybciej
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-08-09, 12:13   

Przeczytane. I dzięki niebiosom, że tym razem świetnie się bawiłam czytając ten tom. Jak pisałam wcześniej, poprzedni nieźle mnie wymęczył i wynudził. Tutaj natomiast wracamy na stare śmieci, czyli europejski panteon i muszę przyznać, że ci losy tych bogów, a także ich sylwetki po prostu bardziej mnie interesują. A może to wina przedstawienia magii szamanów przez autora? Sama nie wiem, było mało ciekawie i tyle.

Sophie napisał/a:
Oberon (który swoją droga miał tu sporo słabszych momentów, ale i tak go uwielbiam)

No patrz, kolejna opinia, która się u nas diametralnie różni, ponieważ według mnie Oberon błyszczy w tej części. :-D Skutecznie rozładowuje napięcie i rzuci komentarzem, gdzie potrzeba, kiedy atmosfera robi się zbyt zawiesista.

Granuaile (to imię... argh) wygląda na to, że zapowiada się na prawdziwego bad assa wśród druidów w liczbie dwa, może nawet lepsza niż sam Atticus, ale nadal nie widzę jej w czołówce najważniejszych bohaterów. Aczkolwiek przyznaję, że świetnie się Atticusem uzupełniają. Stanowi dla niego pewien rodzaj głosu rozsądku, tam gdzie on działa na żywioł, ona nalega na bardziej staranne przemyślenie sprawy. I odwrotnie, w chwilach, w których wymagane są zdecydowanie i odważne decyzje, to druid przoduje. A jeśli już o nim mowa, to nieźle mnie wkurzył w tym tomie. Głównie za swoje chlapanie ozorem, co spowodowało, że
Spoiler:

Loki najechał na krainę krasnoludów. Nie ma to jak beztrosko przekazać szalonemu bogowi, że jest się tworem krasnoludów i jeszcze się z niego naśmiewać. Bardzo rozsądne. A jakie zabawne, ha ha, szkoda, że mniej dla adresatów ataku.



Działo się w tej części bardzo dużo, czasami miałam wrażenie, że aż za dużo. Może w poprzednich tomach było tak samo, ale dopiero w tym zwróciłam na to uwagę? W każdym razie jeszcze trochę i autor zdecydowanie by przesadził z tym całym lotem na łeb na szyję w tempie akcji.

Sophie napisał/a:
Poza tym autor doskonale przedstawia mitologiczną stronę wykreowanego świata – aż chce się dowiedzieć więcej i więcej, Hearne'a chce się czytać i chce poznawać jego spojrzenie na to wszystko. Tym bardziej, że elementy mitologiczne są dość wiernie oddane, na ile mogę to określić, i naprawdę można zdobyć tu dość rzetelne informacje.

Przeczytałam sobie posłowie (czy podziękowania?) i tam autor wspomniał, że korzystał z bardzo wielu źródeł, co tylko zaowocowało pewnością, że wiele podań wzajemnie sobie przeczy, niektóre wersje stanowią więc też trochę jego własną interpretację oraz zapewne próbę pogodzenia tych sprzeczności. Trudno tak na szybko mi to potwierdzić, bo o niektórych mitach w ogóle nie słyszałam, ale to tylko dodaje smaczku całej powieści, ponieważ nie są w niej zawarte same wyświechtane i znane wszystkim historie.

Spoiler:

Przyznaję, że nie domyślam się, kto może spiskować przeciwko nim w Tuatha de Dannan, ale jeszcze bardziej niecierpliwię się na rozwiązanie wydarzeń z zakończenia tego tomu, bo musze wiedzieć, jak sobie poradziła Morrigan. :-)

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-10-19, 17:18   

Sophie napisał/a:
Oberon (który swoją droga miał tu sporo słabszych momentów, ale i tak go uwielbiam)
Oksa napisał/a:
No patrz, kolejna opinia, która się u nas diametralnie różni, ponieważ według mnie Oberon błyszczy w tej części. :-D Skutecznie rozładowuje napięcie i rzuci komentarzem, gdzie potrzeba, kiedy atmosfera robi się zbyt zawiesista.


Też mi się wydało, że Oberon wrócił na przynależne mu miejsce, czyli piedestał. Nie pamiętam już wszystkich jego nowo utworzonych słów, ale najbardziej w pamięci utkwiło mi jedno - Żarłorgazm. Kto nie pamięta, to są to dźwięki jakie wydają kucharze kiedy kończą gotować potrawę, a więc kiedy degustują. :mrgreen:

Sophie napisał/a:
Poza tym autor doskonale przedstawia mitologiczną stronę wykreowanego świata – aż chce się dowiedzieć więcej i więcej, Hearne’a chce się czytać i chce poznawać jego spojrzenie na to wszystko. Tym bardziej, że elementy mitologiczne są dość wiernie oddane, na ile mogę to określić, i naprawdę można zdobyć tu dość rzetelne informacje. Poza tym autor ma dar opowiadania o tym wszystkim – potrafi te wiadomości tak umiejętnie wpleść, by Czytelnik nie wypadł z rytmu, a co więcej zapamiętał.


Oksa napisał/a:
Przeczytałam sobie posłowie (czy podziękowania?) i tam autor wspomniał, że korzystał z bardzo wielu źródeł, co tylko zaowocowało pewnością, że wiele podań wzajemnie sobie przeczy, niektóre wersje stanowią więc też trochę jego własną interpretację oraz zapewne próbę pogodzenia tych sprzeczności. Trudno tak na szybko mi to potwierdzić, bo o niektórych mitach w ogóle nie słyszałam, ale to tylko dodaje smaczku całej powieści, ponieważ nie są w niej zawarte same wyświechtane i znane wszystkim historie.


Można sobie psioczyć na Atticusa zachowującego się jak młodzieniaszek, ale to przecież jak sam mówi, doskonały kamuflasz i jego druga skóra, a serii to właśnie oparcie fabuły na tylu mitologiach jest najfajniejsze. Przedtem mi nawet do głowy nie przyszło, że można je wszystkie wykorzystać w przygodach jednego bohatera, a do tego wpleść jeszcze wilkołaki i wampiry. Prawdziwa gratka dla fanów fantasy.

Wcześniej zastawiałam się po co była scena z córką Lokiego, teraz się to wyjaśniło, a ona sama nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania.

Przypomniało mi się jeszcze jedno zdanie jakie wypowiedział druid, a które bardzo mi przypadło do gustu: W bitwie jak w dobroczynności, lepiej dawać niż dostawać."
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2014-04-02, 19:36   

Właśnie skończyłam czytać część szóstą, "Kronikę wykrakanej śmieci", której tytuł – choć nadzwyczaj adekwatny – jakoś mnie nie zachęcał, mimo to jednak – przecież to Druid – spodziewałam się czegoś dobrego. I to właśnie dostałam. Początek jest może nieco zbyt szybki, wszystko jest opisane krótko, a akcja zaraz przenosi się dalej, ale zważywszy na fakt, że jest to przedstawienie ucieczki, nie mogło być inaczej. Nawet lepiej, że nie ma tu na siłę umieszczonych upychaczy, a akcja przenosi się tylko do ciekawszych momentów; przynajmniej nie czuć sztuczności. Ponadto całkiem sporo jest tu zaskakujących wydarzeń – co najmniej dwa razy musiałam się zatrzymać, by doszło do mnie, co właśnie się wydarzyło, ponieważ sytuacje te następowały zupełnie niespodziewanie i na zasadzie "jebut i stało się". Ale to też skutek tego, iż akcja wymagała szybkiego opisu.
Spoiler:

To prawdziwy spoiler, więc jeśli nie czytaliście "Kroniki wykrakanej śmierci", to wynocha. Nie chcecie tego wiedzieć.
Spoiler:

Fakt, że umarła Morrigan? No ale... jak? Tak nagle i w dodatku na samym początku? Nie byłam może jakąś szczególnie wielką jej fanką, więc nie obeszło mnie to tak, jak niektórych czytelników, który nie omieszkali zaznaczyć swojego zaskoczenia/oburzenia w komentarzach i odpowiednio uwzględnić to w ocenie. Nie brakuje mi jej, choć wydaje mi się, że mogłaby jeszcze coż ładnego od siebie dorzucić, jasne jest jednak, że musiała też zrobić miejsce dla archdruida, który to swego czasu szkolił Atticusa (swoją drogą byłam niemal pewna, że zostało wyraźnie napisane, iż człowieka tego już dawno szlag trafił, czego świadkiem był nasz druid – ale może tylko mi się wydawało). Myślę jednak, że z drugiej strony starcie tych dwóch charakterów mogłoby być bardzo ciekawe.

Do tego przewinęła nam się tu śmierć Atticusa – przez chwilę myślałam już, że nasz druid nie wstanie (choć głosik z tyłu głowy mówił, że musi), a jego miejsce jako głównego bohatera zajmie Granuaile. Dobrze się jednak stało.


Poza tym zostałam nieźle zaskoczona, gdy na sto stron przed końcem książki, nagle pojawił się epilog. Co się okazało? Otóż w "Kronice wykrakanej śmierci" zawarte zostało też opowiadanie "Dwa kruki i (jedna) wrona", które prezentuje moment mający miejsce mniej więcej w pół drogi między "Zbrodnią i Kojotem" a "Kijem i mieczem". Opko samo w sobie również jest ciekawe, aczkolwiek nieco odbiega od poziomu pozostałych części, a do tego trochę za bardzo skupia się na jednym elemencie, konkretnie na Atticusowym popędzie.

W skrócie o "Kronice wykrakanej śmierci" – wszystko mi się tu podobało; od szybkiej, wciągającej i pełnej zwrotów akcji, przez ciekawych, zabawnych i inteligentnych bohaterów, aż po świetne teksty Oberona, mitologiczne inspiracje i ogólny obraz świata. Krótko mówiąc, polecam. Warto przeczytać, zresztą większości tu obecnych – jak nie wszystkich – nie trzeba chyba zachęcać do sięgnięcia po Atticusa. A jak kto nie czytał, to naprzód marsz do księgarni/biblioteki. Czytajcie Druida! :-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-05-11, 10:27   

Sophie napisał/a:
Poza tym zostałam nieźle zaskoczona, gdy na sto stron przed końcem książki, nagle pojawił się epilog. Co się okazało? Otóż w "Kronice wykrakanej śmierci" zawarte zostało też opowiadanie "Dwa kruki i (jedna) wrona", które prezentuje moment mający miejsce mniej więcej w pół drogi między "Zbrodnią i Kojotem" a "Kijem i mieczem". Opko samo w sobie również jest ciekawe, aczkolwiek nieco odbiega od poziomu pozostałych części, a do tego trochę za bardzo skupia się na jednym elemencie, konkretnie na Atticusowym popędzie.


Również poczułam się zaskoczona i to bardzo, szczególnie że ostatnie strony książki przyniosły kolejną rewelację, o której pisała Sophie w spoilerze. Pojawił się nowy, a może raczej, stary gracz.

Trochę zwlekałam z przeczytaniem tej części. Mimo, że miałam ją na półce ciągle wynajdywałam coś nowego. Sama nie wiem czemu. Chyba chciałam to przeczytać wtedy kiedy nikt nie będzie mi przeszkadzał i odrywał co chwilę, bo dotarły do mnie wieści, że ta część jest naprawdę rewelacyjna. Wieści okazały się prawdziwe. Kroniki wykrakanej śmierci wgniatają w fotel. Akcja pędzi na łeb na szyję. Mamy do czynienia z kilkoma zgonami i jednym "zmartwychwstaniem". Dużo, dużo przyrody i cały europejski panteon. Podobał mi się sposób Atticusa na unieruchomienie Artemidy i Diany, jak i jego sposób na przetrzebienie liczebności wampirów na świecie. Mantikora była również rewelacyjna. Nie zabrakło ciemnych i jasnych elfów oraz nowej ich broni. Kiedy tak driud zastanawiał się ciągle kto chce go dopaść przypomniała mi się niewyjaśniona postać, która uśmierciła sąsiadkę Atticusa. To musi jakoś się ze sobą łączyć. Brakuje mi w serii miasta. Zwykłych obywateli którzy go znali, sklepiku, a przede wszystkim wilkołaka (rozmowa przez telefon to za mało). Trochę się za tymi rzeczami stęskniłam. Z kolei na Herna czekałam z utęsknieniem (należę do pokolenia Michaela Praeda). A kiedy się pojawił trochę mnie rozczarował.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2014-06-28, 17:28   

Może się mylę, ale dla wielbicieli Atticusa jest wg mnie dobra wiadomość - czyli następny tom :-) Mam nadzieję, że tak jak przy poprzednich, wydawnictwo nas nie zawiedzie i książka ukaże się po polsku w bliskim terminie
http://kevinhearne.com/books/shattered
Spoiler:

Ciekawa jestem bardzo jak teraz będzie biegła akcja bo przecież będzie już trochę więcej druidów :-)

 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2015-04-23, 16:21   



Opis z okładki:
Przez niemal dwa tysiące lat po ziemi chodził tylko jeden druid – Atticus O’Sullivan. Teraz jest ich troje. Granuaile stała się już prawdziwą druidką, a on wyciągnął właśnie z Wyspy Czasu swojego archdruida. Choć Owenowi nieźle idzie odnawianie tatuaży dawnego ucznia i całkiem szybko oswaja się z takimi osiągnięciami magii technologicznej, jak telefony komórkowe i toalety, Żelazny Druid wcale nie jest pewny, czy ten szczwany lis będzie jego atutem podczas nieuchronnej walki z nordyckim bogiem Lokim, albo raczej… skaraniem boskim.

Czy troje druidów zdoła przejrzeć spisek przeciwko druidyzmowi? I jaką rolę odegrają lisy o zbyt dużej liczbie ogonów, hinduskie demony, Sherlock Holmes, zakochana w Rembrandcie selkie, Jezus Chrystus, a nawet pewien łososiolubny niedźwiedź z Alaski?

Kolejna część przygód Druida już za mną. Ścieżki druidów się rozdzielają. Każdy przeżywa swoją przygodę oddzielnie. Każda jest inna. Najśmieszniejsze są sceny z nowym druidem. Kiedy autor przenosił mnie do innych czułam rozczarowanie. Taki zabieg jest fajny, ale zawsze i wszędzie wnerwiający. Pozwala jednak prowadzić fabułę trzytorowo. Najciekawsze przygody oczywiście miała Granuaile. O żebyście wiedzieli kogo ona spotkała?
Co dostała prosząc, a co nie prosząc i co straciła. Czytajcie. Nie rozumiem czemu jeszcze nikt nie przeczytał. :-/
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2015-04-24, 09:33   

hlukaszuk napisał/a:
Czytajcie. Nie rozumiem czemu jeszcze nikt nie przeczytał.

Przeczytałem, przeczytałem, tyle, że nie ma za bardzo o czym pisać. Wszystko idzie swoim torem, autor robi co może, książka trzyma mniej więcej równy poziom całej serii, ale jak dla mnie dupy nie urywa. Ot po prostu lektura łatwa, szybka, w sumie dość przewidywalna i przyjemna. Komu przypadły do gustu poprzednie części, będzie zadowolony i z tej.
Zazwyczaj tak to już jest z seriami: autor ma swoją "zagwarantowaną" popularność i kaskę - czytelnik trochę "zagwarantowanej" przyjemności ze znajomymi bohaterami.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2015-04-25, 13:25   

Ja też nie narzekam. Ale od chwili gdy zabrakło pewnej bogini, to jednak czegoś mi brakuje. Chyba najbardziej nie podoba mi się, że narrację teraz już nie tylko Atticus prowadzi.A poza tym i tak będę czytać serię,bo i tak ją lubię i jestem ciekawa zakończenia.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2820
Skąd: skc
Wysłany: 2015-04-25, 16:08   

Tom siódmy – „Nóż w lodzie” – za mną. Jakoś rozwlekło mi się czytanie tej części, co niestety wpłynęło trochę na moją opinię – dużo lepiej by było, gdyby udało mi się przeczytać tę książkę na raz, bez dwutygodniowej przerwy, jaka miała niestety miejsce. Ale nawet mimo to oceniam ten tom na bardzo dobry – zgadzam się tu z Majstrem, że ten Autor już tak ma, pisze dobre książki, z humorem, trzymające poziom. W sumie wszystkie plusy, które do tej pory wymieniłam przy poprzednich wpisach, spokojnie można przełożyć i na ten tom. Nigdy jednak chyba nie napisałam nic na temat samego tłumaczenia – a jest ono rewelacyjne. To naprawdę trudne zadanie, żeby przełożyć tekst wykorzystujący grę słów i humor – nie można tego przetłumaczyć wprost, ale trzeba zawrzeć humor, który jest w oryginalnej wersji. I to tłumaczce naprawdę się udało.
Ogólnie oczywiście bardzo na plus. I tak bardzo, bardzo żałuję, że nie ma mnie dziś w Poznaniu na Pyrkonie – jak ja bym chciała móc posłuchać Autora na żywo…
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org