Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Lux
Autor Wiadomość
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-05-13, 13:04   Lux



Autor: Jennifer L. Armentrout
Tytuł: Obsidian
Seria: Lux
Ilość stron: 294


Ostatnio trafiłam na fajną serię, gdzie w końcu narracja prowadzona jest z punktu widzenia osoby, którą momentami wręcz podziwiałam za siłę charakteru :)

Przyznaję, że pierwsze na co zwróciłam uwagę to okładka, ale kiedy przeczytałam opis i różne opinie, wiedziałam, że seria może być dobra. Otóż nasza protagonistka, Katy, przeprowadza się wraz z rodzicielką do Zachodniej Virginii, a jej nowymi sąsiadami zostają urocza Dee, która z miejsca mnie ujęła swoją serdecznością i żywotnością, oraz jej seksowny i zdecydowanie wart grzechu brat, Deamon, a przynajmniej do momentu - jak stwierdza nasza bohaterka - aż nie otworzy swojej aroganckiej paszczęki XD A, i tak w ogóle to są obcymi. Z kosmosu. I więcej nie napiszę, nie czytajcie opisu, bo po co sobie psuć wszystko?

Umówmy się od razu, że nie chodzi o zawiły wątek fabularny ani sensacyjne zwroty akcji, bo nie na tym skupiła się autorka. Właściwie to jest dość przegadana. Książka spodobała mi się jednak na tyle, że zdecydowanie odpuściłam sobie zagłębianie się w błędy logiczne czy stereotypowo poprowadzone przygody bohaterów (wiecie, potańcówka, zazdrosne dziewuchy zatruwające życie Katy, natrętny adorator, kolejny rodzic, który dużo pracuje i nie zajmuje się swoim dzieckiem i takie tam) oraz niejednokrotnie mało realne reakcje postaci na przeróżne sytuacje.

Chodzi o relacje pomiędzy bohaterami - nie oszukujmy się, te bardziej romantyczne - i o wpływ całego tego kosmicznego szajsu na ich życie. Gdzieś tam oczywiście przewija się wątek walki pomiędzy pewnymi frakcjami i inne podobne aspekty, ale uprzedzam uczciwie, że pozostaje to w mniejszości zainteresowania autorki. Mi tam to nie przeszkadzało, bo ubawiłam się przy tej książce setnie, głównie ze względu na wzajemne docinki Katy oraz Deamona, których jest mnóstwo. Bo widzicie, kiedy piszę, że Deamon jest arogancki i pyskaty, to mam to na myśli bardziej niż kiedykolwiek w stosunku do jakiegokolwiek bohatera i naprawdę nie spodziewajcie się, że mu się coś zmieni pod wpływem uczuć do Katy, bo miejscami facet jest zwyczajnie bezczelny i pozostanie chyba taki do starości. A przy tym tak zabawny i uroczy, że nie byłam w stanie długo się na niego wkurzać :) Na szczęście Katy okazała się mądrzejszą osobą i nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Żeby nie wiem ile razy stwierdziła, jak jej sąsiad jest powalający (co zdarzało się niestety zbyt często), to i tak odpyskiwała mu tak, jak na to sobie zasługiwał oraz nieustannie podejrzewała go o najgorsze. Narracja w jej wykonaniu jest przy tym bardzo zabawna, pełna dystansu do samej siebie oraz zdroworozsądkowego podejścia do życia.

Nie powiem, w większości sytuacji potrafiłam zrozumieć postępowanie Deamona, ale jak to facet - chciał ugryźć ciastko i zjeść ciastko. Raz był dla Katy wredny, a innym razem dziwił się, że jest podejrzliwa wobec jego zamiarów. Ech, ci obcy... XD

Kolejna rzecz, która mi się podobała, to większy realizm w sprawach intymnych, niż w większości młodzieżówek. Bohaterowie to siedemnastoletni młodzi ludzie, niemal pełnoletni. Młodsza gównażeria gada o seksie i już go uprawia. Dlatego też złapanie drugiej osoby za rękę czy pogłaskanie po policzku nie jest tu szczytem perwersji, jak w niektórych podobnego typu pozycjach.

Na końcu książki znajdziemy jeszcze dwie sceny z punktu widzenia Deamona, co stanowi miły dodatek.

Całość czyta się łatwo, bo i język jest prosty, tak więc nie powinien stanowić problemu dla osób poczytujących sobie po angielsku.

Do tej pory wyszły trzy części: Obsidian, Onyx, Opal oraz prequel o bracie Deamona, Dawsonie - Shadows. Kolejny tom Origin w sierpniu. Jeej :)

Link do GR pierwszej części http://www.goodreads.com/...578077-obsidian

Tak w ogóle jestem w trakcie czytania drugiej części i tu odnoszę wrażenie, że jeszcze bardziej zapodziewa się gdzieś wątek problemów obcych z przebywaniem na Ziemi, ale co tam, więcej Deamona i Katy rozjaśnia mój dzień :-D
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-21, 18:14   

Właśnie skończyłam czytać "Obsidian", a trzeba przyznać, że czyta się to ekspresowo – lekkie, proste i bezproblemowe. Nie należy oczekiwać zbyt wiele po tej pozycji – jest to tylko typowe Young Adult, jedno z wielu, jak na gatunek nie najgorsze, całkiem niezłe nawet, ale dalej YA. Wykorzystuje schematy i motywy znane z wielu innych powieści – wszystko to jest tak strasznie wyraźne, tak strasznie oklepane i przewidywalne… Nic, dokładnie nic nie może tu Czytelnika zaskoczyć.

Przede wszystkim najważniejszym wątkiem jest tu relacja głównych bohaterów i wszystkie pozostałe zdarzenia są z tym silnie powiązane, każdy element ma połączenie z ową relacją. To YA, więc łatwo się domyślić (właściwie to każdy z przynajmniej połową mózgu, nawet nie znając gatunku, już po chwili domyśli się, że kroi się tu romans, więc to nie jest spoiler), że będzie tru loff, a odkrywa się jego tożsamość, gdy tylko się pojawia (tak jak od razu wiadomo, że coś z nim nie tak), a to za sprawą od razu rzucającego się w oczy wzoru tru loffa – typ przewijający się w większości tego rodzaju książek – czyli jeśli jest to osobnik obezwładniająco przystojny, to już od razu wiadomo, że to On, a jak jeszcze ma magnetyczne spojrzenie, nie ma żadnych wątpliwości. Eh, nie wiem, co jest takiego ciekawego w tworzeniu kopii innych książek – znaczy rozumiem, że takie przedstawienie zdobywa serca żądnych uczucia nastolatek, chcących jedynie czytać o przystojniakach i zwykłych dziewczątkach, w których owi się zakochują na zabój, ale przynajmniej te resztki, które nie są bohaterami i big love, mogłyby być choć ciutkę oryginalne. Ale nie, oczywiście, Obsidian jest kalką chociażby Zmierzchu – przeprowadzka (ależ to oklepane…), nowa szkoła, przystojniak i wiele innych mniej lub bardziej widocznych elementów. Właściwie jedynym nieco niezwykłym elementem, którego nie spotkałam jeszcze w innych książkach, jest natura owego osobnika płci wybitnie męskiej robiącego za głównego bohatera. Ale to jeden element na całą książkę, w dodatku też nieszczególnie ciekawy, a w dodatku kulawy – autorka nie raczyła rozwinąć tego logicznie – ot, rzuciła kilka faktów, nieco bezsensownych i niekiedy nawet chyba sprzecznych – albo chociaż dobrać zestaw umiejętności odpowiadający naturze osobnika. Nawet jeśli wspomniany wyżej pomysł był ciekawy, niedopracowanie go przybiło – wyszły z tego naiwne założenia, których autorka nie raczyła odpowiednio pociągnąć. Już nie wspomnę o tym, że niektóre sytuacje były skrajnie bez sensu i miały zaspokoić wyżej wymienione żądne uczucia nastolatki (mam tu na myśli np. zakończenie, które było tam, że tak powiem, z tyłka i zupełnie zaprzeczało umiejętnościom osobnika i mu podobnych, a także stwarzało jakieś idiotyczne połączenia – ale nie spoileruję, aczkolwiek co to za spoiler, gdy podczas czytania i tak wszystko wiesz…). Eh, czasem chciałabym umieć nie zwracać uwagi na nielogiczności, nieścisłości, wtórność, przewidywalność i inne defekty.

Nie twierdzę jednocześnie, że książka ta nie ma zalet. Otóż plusem jest główna bohaterka, Katy. Nie jest głupią idiotką, której rozsądek zmieściłby się w naparstku, a w dodatku lubi książki i nie jest zwiewną leliją. Jest trochę outsiderką, pasjonującą się fantastyką, blogerką, domatorem – ale to rzecz jasna byłoby nudne, więc bohaterka pokazuje też, że ma mimo wszystko ma charakter – potrafi się postawić, odmówić, odpyskować (to ostatnie zwłaszcza trzeba uznać za atut i podkreślić dwukrotnie – jej kłótliwa relacja z Daemonem zdecydowanie jest największą zaletą „Obsidianu”). Może niekoniecznie wszystko w niej było konsekwentne, ale też nie ma co wymagać zbyt wiele od YA. Ogólnie była przyjemną osóbką, rozsądną, nieco skonfliktowaną ze sobą i ciutkę zagubioną w tym, co robiła, ale zachowywała się przyzwoicie. No i, powtórzę, potrafiła odpysknąć.

Natomiast osiemnastoletni Daemon, główny bohater płci wybitnie męskiej, był do bólu idealny. No ale to przecież YA, więc nie ma bata, klata musi być. A do tego, oszałamiająco przystojna buźka, mięśnie jak u osobnika o kilka lat starszego, kpiący uśmieszek i denerwujący charakter. No bo przecież arogantem musi być. Rzecz jasna na pozór, bo to przecież nie wypada, żeby bohaterka lokowała swoje uczucia w osobniku aroganckim, musi on na takiego pozować – w głębi duszy to przecież poeta i filozof. Dobra, ponosi mnie, nie był aż tak słaby. No ale dalej – to ten typ ideału, który ma na celu rozkochać w sobie czytelniczki. Dobrze jedynie, że jego arogancja przełamywała trochę ten idealny wizerunek, nie padły tu też słodko-mdlące treści – no i to się chwali.

Warto jeszcze wspomnieć o Dee, siostrze Daemona, która to płakała nieustannie – co chwila czytałam o tym, jak dziewczę to miało łzy w oczach. Dowolna pierdoła, a tej już łzy do oczy napływają, aleeeee przecież nie wypada płakać, siąkać i kapać z nosa, więc owe łezki nigdy po policzkach płynąć nie chciały – zatrzymywały się w oczętach. Eh, jak dobrze, że główna bohaterka nie była taka jak Dee, bo bym się chyba pochlastała.

Może się wydawać, że zupełnie mi się nie podobało, ale to nieprawda – ja po prostu lubię ponarzekać, a poza tym umiem nie zwracać uwagi na niedociągnięcia, więc musiałam to z siebie wyrzucić. Ogólnie jednak wrażenia całkiem pozytywne (jak na ten typ literatury) – kłótnie bohaterów oraz w jakimś stopniu sama postać Katy to zapewniły.

Cóż, jeśli ktoś poszukuje czegoś lekkiego i niewymagającego, skupiającego się na relacji dwojga osób, a także nie zależy mu szczególnie na logice, to proszę bardzo – pozycja idealna. Mimo tego całego powyższy wachlarzu wad, to całkiem dobra książka. Jak na swój gatunek. Kopia innych, ale… Żadnych niesamowitych, ekscytujących czytelniczych przeżyć nie należy się po tym spodziewać, ale przeczytać można – przyjemna książeczka.

PS. Ptaszki śpiewają, że na podstawie tej książki ma zostać nakręcony film, prawa kupiło Sierra Pictures. Ciekawe, co z tego wyjdzie. http://www.hollywoodrepor...dian-big-590261
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-08-21, 18:29   



Świetnie się bawiłam przy jedynce, więc w tempie niemal błyskawicznym skończyłam drugą część. I jestem zaskoczona. Dosłownie mam zonka. Ale po kolei.

Pierwsza połowa książki była, jak wspomniałam w poprzednim poście, skupiona głównie na relacji Katy i Deamona. Na początku mnie to bawiło, ale szybko zaczęło coś zgrzytać. Katy uparcie nie chciała przyznać, nawet sama przed sobą, że czuje coś do niego oraz nieustannie zarzucała mu te same rzeczy. Każda ich kłótnia wyglądała niemal identycznie, tak się dziewczyna uczepiła pewnej sprawy, że żeby nie wiem, co Deamon zrobił, to i tak nie chciała dać się przekonać. Z jednej strony - super, że pamięta również o tych gorszych momentach, a z drugiej, ech... jak to mówią w USA, enough is enough.

Przeglądając komentarze na amazonie zauważyłam, że sporo osób zarzucało "zgłupienie" bohaterki przez autorkę w tej części. Nie do końca się z tym zgadzam, podobało mi się, że Katy jest bardzo podejrzliwą osobą, a jednak sporo jej decyzji było naprawdę głupich. I to bardzo. Prawie zawsze chodzi w tych książkach o to, że protagonistki nie chcą z różnych powodów ujawnić swoich podejrzeń i tak było niestety również w "Onyx".

Kolejna rzecz, która doprowadziła do jej zidiocenia, to miłość. Widać nawet materiał na jedną z fajniejszych bohaterek musiał ulec presji i zachowywać się dziwacznie oraz dziecinnie pod wpływem emocji. Ach, Katy, co się z tobą stało? :-(

Dobrze, że chociaż druga połówka podtrzymuje poziom ich relacji. Różne rzeczy można powiedzieć o Deamonie - że to tyran, przesadza z zaborczością i opiekuńczością, jest przeraźliwie pewny siebie i impulsywny, ale kiedy przychodzi do poważnych spraw, to potrafi być stanowczy i szczery sam ze sobą. Tym razem (w trójce też) przyklaskiwałam mu, kiedy tłumaczył Katy, czemu nie może gdzieś iść albo czego zrobić, bo on jest zwyczajnie bardziej doświadczony i silniejszy, ale nie, każda baba musi być mądrzejsza (wybaczcie panie, sobie niejako też dokopałam ;-) ). Raz się to kończy dobrze, innym razem tragicznie. Ale baba swoje wie, nie? :-P

Brakowało mi Dee. Tyle się jej wątku zaczęło dziać, że naprawdę chciałam, żeby Katy zaczęła spędzać z nią więcej czasu. Brakowało mi nawet złych kosmicznych bliźniaków, Ash i Andrew. Autorka tak się skupiła na scenach Katy i Deamona, że czytelnik w końcu zaczynał tęsknić za resztą świata.

A potem nagle druga część książki zmienia totalnie swój charakter. Robi się poważnie, kosmiczne problemy zaczynają odgrywać główną rolę, a zwroty akcji nie pozwalają oderwać się od lektury. W "Obsidian" uderzyło mnie to, jak naiwnie wyglądało wytłumaczenie warunków pobytu Luxenów na Ziemi, ale uznając, czym jest ta seria, odpuściłam sobie psioczenie. Tutaj ta kwestia wraca, a nawet więcej, autorka potrafiła mnie w paru momentach zaskoczyć - punkt dla niej.

Końcówka to już w ogóle była jakaś masakra, ryczeć się chce jak nic :-( i ten cliffhanger na końcu... Lepiej zaopatrzyć się od razu w trójkę.

A w trójce dzieje się... i nie dzieje. Najpierw mamy wypełniacz, który po kilkudziesięciu stronach świetnie podnosi napięcie, następnie emocje opadają, znowu mamy wypełniacz, który prowadzi do fajnego zakończenia. Cliffhanger oczywiście (bo jak w dzisiejszych czasach można inaczej zakończyć książkę w środku serii), ale taki co to otwiera sporo ciekawych możliwości w kolejnej części.

Jeśli chodzi o wypełniacze, to w pewnym momentach robi się wręcz nudnawo, brakuje już tej - najbardziej widocznej w Obsidian - iskierki pomiędzy Katy i Deamonem, jeszcze bardziej doskwierają powtórzenia czynione przez autorkę.

Właśnie! Czy w końcu zdarzy mi się trafić na książkę, w której bohaterka ma normalnych rodziców? No dobra, ostatnio mi się udało, ale dzieje się to tak rzadko, że pozycja taka ma u mnie z miejsca przynajmniej jednego plusa. Rozumiem, że matka Katy musi pracować, żeby je utrzymać (aczkolwiek popularne jest u nastolatków w USA zdobywanie dorywczej pracy, więc panienka mogłaby się pokusić). Rozumiem, że praca stanowiła dla niej w poprzednim domu swego rodzaju ucieczkę przed wspomnieniami o zmarłym mężu, ale, na litość boską, już się przecież przeprowadziły! To jest jedna z najgorszych matek, z jakimi się spotkałam w młodzieżówkach. Nie ma jej nawet na święta, bo musi brać dodatkowe zmiany albo nie ma personelu, albo kit wie co jeszcze. Na szczęście, kiedy zaczyna się z kimś spotykać, ma dla faceta wystarczającą ilość czasu. Aha, yhy. Brawo dla tej pani. Brak kontroli nad córką i zostawianie jej samej tłumaczy tym, że może jej ufać, bo Katy nigdy nie sprawiała problemów i jest bardzo samodzielna. Po kiego grzyba jeszcze wraca do domu, ja się pytam? Córka i tak sobie poradzi :roll:

A jednak lubię tę serię. Nie jest idealna. W kilku aspektach nawet rozczarowująca. Edycja tekstu zawaliła sprawę, język jest naprawdę prosty i jest sporo powtórzeń. Dodajmy do tego te wszystkie rzeczy, które wymieniłam wyżej. Ale... No właśnie, ale - zżyłam się z tymi ludźmi i nieludźmi, poniekąd nadal lubię Katy i szczerze mam nadzieję, że dziewczyna nauczy się czegoś na podstawie własnych błędów. Wątpię, żebym miała dla niej tyle sympatii, co w pierwszym tomie, no ale zobaczymy. Na pewno ciekawa jestem, jak autorka zakończy ten cykl.

Ostatnio, jak zauważyliście, przechodzę pewną fazę... Przeczytałam już chyba z 10 młodzieżówek i faza ta nadal nie ustaje. Dlatego uprzedzam uczciwie, że możecie się niestety spodziewać większej ilości opinii w tym rodzaju :-P

EDIT

Hahaha w sumie to nie mogę dodać nic więcej do opinii Sophie, ponieważ idealnie podkreśliła moje zdanie co do tej serii. :-) Naprawdę im częściej o niej myślę, tym bardziej kręcę głową nad absurdami. Ale ma kurcze w sobie to coś, że jednak mam zamiar przeczytać następną część, przewrotnie po cichu mając nadzieję, że to już ostatnia. Bo o czym więcej autorka miałaby po tym tomie napisać, to ja nie wiem.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2013-09-26, 14:09   

„Onyx” skończony. Muszę przyznać, że mi się całkiem podobało, chociaż rzecz jasna znalazłoby się wiele niedociągnięć. [Uwaga, być może dostały się tu delikatne spoilery.]

Bohaterowie przeważnie zachowywali się w porządku, raczej realnie, przede wszystkim z reguły nie było to przesłodzone, postacie musiały się namęczyć, popełniały głupoty, które jeszcze bardziej komplikowały akcję. Najważniejsze, że jak na młodzieżówkę, wszystko było całkiem do rzeczy – może jedynie poza zakończeniem, ale o tym później. Jeśli chodzi o bohaterów, to najbardziej przeszkadzała mi Katy, co pewnie związane jest z tym, że jej było najwięcej i to jej przemyślenia zgłębialiśmy. Otóż Katy miewała dziwne zachowania. Niektórych z pewnością może drażnić fakt, że dziewczyna, mając Daemona, dążyła do jakiejś relacji z Blackiem. Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć jej pragnienie normalności, tę chęć, by wrócić do tego, co zna, nie być całkowicie związaną z kosmitami, tym bardziej że zachowanie Daemona nie było zbyt przyjacielskie. Poza drobnymi miłymi incydentami, był raczej arogancki, trudno też zapomnieć o ostrych słowach z poprzedniego tomu. Zostały wytłumaczone i powinno być jasne dla Katy ich zastosowanie przez Damona, ale rozumiem dlaczego bohaterka mogłaby z ich powodu zachowywać dystans. Tym bardziej, że potem też nie był okazem posłuszeństwa, przymilności i niekoniecznie okazywał uczucie. Tak czy inaczej, byłam w stanie zrozumieć jej chęć spotykania się z Blackiem; trochę naciągane, ale byłam w stanie przyjąć to do wiadomości i się tym nie irytować przeważnie. Potem jednak autorka zaczeka kombinować i nie zawsze udało jej się trafić w odpowiedni moment, by wprowadzić zmianę w akcji. Czasami przeciągała to na tyle, by sytuacja stała się nierealna i naciągana. Przeważnie jednak było w porządku, i myślę, że żywa dziewczyna o podobnym charakterze w takiej sytuacji mogłaby się zachowywać w zbliżony sposób. To chyba jedna z większych zalet tej książki – autorka przeważnie miała głowę na karku. Nie starała się z reguły na siłę wbić w gust sporej rzeszy czytelników, umieszczając co stronę słodkie słówka i idiotyczne wyjaśnienia. Autorka nie szła na całkowitą łatwiznę. Jak już pisałam, to nie jest skończenie słodkie i bohaterka nie rzuca się na bohatera już chwilę po tym, jak się poznają, wyznając miłość. W tej części Katy wielokrotnie pisała o tym, że lubi Daemona, a nie kocha. W każdym razie przez jakiś czas. Autorka dała bohaterce ciutkę rozwagi. Katy nie rzucała się bezmyślnie w wielką miłość, wyobrażając sobie już wnuki i domek z białym płotkiem, ona pisała, że go lubi, że jest między nimi przyciąganie, ale nie była to natychmiastowa ślepa miłość, jak ma to miejsce w wielu młodzieżówkach.

W którymś momencie Katy zaczęła przeciągać strunę, jak już pisałam – mam tu na myśli np. treningi. Na jej miejscu raczej bardzo bym zwątpiła w Blacka po tym, co zaczął sobą w którymś momencie prezentować. Zdarzało mi się myśleć podczas czytania: „Dziewczyno, rozejrzyj się, zobacz, co on robi, wywal go za drzwi, bo źle się to dla ciebie skończy”. W jakiś sposób rozumiałam też to, że nie mówiła wszystkiego Daemonowi, chociaż powinna. Zrozumiałam argumentację, której w tej sytuacji użyła autorka i z reguły byłam w stanie się tym nie irytować.

Jeśli chodzi o akcję, to była całkiem ciekawa, nie wiem jednak, czy autorka nieco nie przedobrzyła. Troszeczkę ze zbyt wielkim rozmachem zaczęła kreować historię, co w połączeniu z niekonsekwencją mogło prowadzić do czytelniczo-piśmienniczej tragedii. Wielokrotnie (chociaż chyba nie aż tak „wielo”, jak w sporej części młodzieżówek) autorka zapominała o zasadach przez siebie przyjętych. Zdarzały się tu dość znaczne błędy, podważające zasady istotne i wielokrotnie wspominane (jak np. to że Daemon nie wywołał ciarek na szyi, gdy udawał Voughna). Łatwo było te wpadki zauważyć, więc nie rozumiem do końca, jak autorka mogła je przegapić, ale widać się zdarza. Tak samo prosto można było odkryć „tych złych”. Tym bardziej że bohaterka miała te swoje przeczucia i dzieliła się nimi z czytelnikiem. Gdyby sama siebie czytała, wpadłaby na wszystko pewnie dużo wcześniej. :-P

Pisałam o zakończeniu. Otóż zakończenie było stosunkowo słabe. O ile początek i rozwiniecie nie były słodkomdlące, to w zakończeniu zaczęło się to przebijać (już się boję o kolejny tom). Romdłatyczne teksty leciały równo i były dość kwieciste. Zwaliłam to wszystko na ilość emocji, która towarzyszyła głównym bohaterom wtedy, jak i nieco wcześniej. O idiotyzmach związanych z rozwiązaniem, nazwijmy to, „zagadki”, może lepiej nie wspomniać – dość napisać, że autorka w tym się nie popisała i nie zastanowiła się, czy nie wygląda to nierealistyczne ani czy wyjść z sytuacji nie było przynajmniej kilka. O błędach logicznych nie wspomnę.

Nie jest to raczej przeciętna młodzieżówka. A przynajmniej nie jest podobna do młodzieżówek, które przychodzą mi teraz na myśl. „Onyx” jest nieco lepszy. Niepozbawiony błędów, ale lepszy. Jest bardziej zdroworozsądkowy w jakiś pokrętny sposób (pomijając zakończenie). Bohaterowie są bardziej ludzcy (dziwnie to brzmi w tym kontekście, skoro Daemon nie jest człowiekiem, a Katy już po części też) – nie wyznają sobie miłości z miejsca, już przy pierwszym tomie. A główny bohater męski nie staje się potulnym piaseczkiem, który nie potrafi odwarknąć – dalej jest arogancki i wkurzający. Jego wady nie znają od razu po romantycznych wzlotach (źle ze mną, skoro używam takich wyrażeń). Nie jest to skończony ch*j, który pomiata ludźmi, ale też nie można się tego spodziewać po młodzieżówce – jak na gatunek, główny bohater jest dość niezwykły. A to, że moce jego gatunku są nielogiczne i używane przez autorkę wedle woli, to już pominę, tym bardziej że wspominałam o tym przy „Obsidianie”.

Krótko mówiąc, myślę, że warto przeczytać. Oksa ostrzegała, że tom ten jest gorszy od poprzedniego, ale o ile pamięć mnie nie myli (heh), dla mnie jest na podobnym poziomie. Rozbieżność opinii jest pewnie spowodowana tym, że mnie Katy drażniła mniej. Byłam w stanie przyjąć do wiadomości jej argumentację, a tym samym Katy przeważnie mnie tak nie irytowała – rzecz jasna zdarzało jej się, o czym już napisałam, ale nie było tego aż tak wiele, bym miała ją znienawidzić.

Ciekawi mnie kolejny tom – z pewnością go przeczytam, chociaż ta słodkość przewijająca się w zakończeniu nieco mnie odrzuca, a wydaje mi się, że następna część może być jej pełna. Obawiam się też, że może nie być zbyt dobrze również z innych powodów – wszystko brnie w kierunku dość skomplikowanej sytuacji, z której wyrwanie się może być bardzo kłopotliwe. Poza tym niekonsekwencja również może autorkę pogrążyć – jeśli błędy będą tak widoczne jak tutaj, może nie być ciekawie. Coś czuje, że mogę być bardzo zirytowana trójką.

Oksa napisał/a:
Tym razem (w trójce też) przyklaskiwałam mu, kiedy tłumaczył Katy, czemu nie może gdzieś iść albo czego zrobić, bo on jest zwyczajnie bardziej doświadczony i silniejszy, ale nie, każda baba musi być mądrzejsza (wybaczcie panie, sobie niejako też dokopałam ;-) ). Raz się to kończy dobrze, innym razem tragicznie. Ale baba swoje wie, nie? :-P
Do tego trzeba się chyba przyzwyczaić, bo co i rusz jakaś myśli, że wie lepie. Ale tu też, wiesz, uderzenie mocy, myślenie, że "jestem silna, dam radę" (coś jak osoby, które nagle się wzbogacą i już myślą, że są lepsi, tak samo tu - jak dla mnie jest to raczej zrozumiałe i do przyjęcia).
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-07-07, 15:44   

Z racji tego, że wzięłam się w końcu za "Origin", to postanowiłam przelecieć, przynajmniej pobieżnie,przez poprzednie tomy. I muszę przyznać, że w paru miejscach moja opinia się zmieniła. Nie jakoś znacząco, ale jednak pozwoliło mi to bardziej przychylnym wzrokiem spojrzeć na poczynania bohaterów w 4 części.
Sophie napisał/a:
Jeśli chodzi o bohaterów, to najbardziej przeszkadzała mi Katy, co pewnie związane jest z tym, że jej było najwięcej i to jej przemyślenia zgłębialiśmy. Otóż Katy miewała dziwne zachowania. Niektórych z pewnością może drażnić fakt, że dziewczyna, mając Daemona, dążyła do jakiejś relacji z Blackiem. Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć jej pragnienie normalności, tę chęć, by wrócić do tego, co zna, nie być całkowicie związaną z kosmitami, tym bardziej że zachowanie Daemona nie było zbyt przyjacielskie. Poza drobnymi miłymi incydentami, był raczej arogancki, trudno też zapomnieć o ostrych słowach z poprzedniego tomu. Zostały wytłumaczone i powinno być jasne dla Katy ich zastosowanie przez Damona, ale rozumiem dlaczego bohaterka mogłaby z ich powodu zachowywać dystans. Tym bardziej, że potem też nie był okazem posłuszeństwa, przymilności i niekoniecznie okazywał uczucie. Tak czy inaczej, byłam w stanie zrozumieć jej chęć spotykania się z Blackiem; trochę naciągane, ale byłam w stanie przyjąć to do wiadomości i się tym nie irytować przeważnie.

Chyba w końcu udało mi się lepiej zrozumieć Katy. Nie to, żeby mnie dalej nie irytowała w dwójce (szczególnie tutaj, bo w trójce już jest lepiej), ale przestała mnie tak strasznie denerwować, jak świeżo po przeczytaniu. Jej argumentacja i niechęć, żeby ot tak po prostu paść Deamonowi w ramiona była sensowna, bo pewność siebie i arogancja tego chłopaka były naprawdę nie do wytrzymania, ale kiedy autorka zaczęła uderzać w tony "gdy on mnie już nie chce, to zdałam sobie sprawę, że mi na nim zależy i odwrotnie" to już mi się wybitnie nie podobało.
Sophie napisał/a:
Pisałam o zakończeniu. Otóż zakończenie było stosunkowo słabe. O ile początek i rozwiniecie nie były słodkomdlące, to w zakończeniu zaczęło się to przebijać (już się boję o kolejny tom). Romdłatyczne teksty leciały równo i były dość kwieciste. Zwaliłam to wszystko na ilość emocji, która towarzyszyła głównym bohaterom wtedy, jak i nieco wcześniej. O idiotyzmach związanych z rozwiązaniem, nazwijmy to, „zagadki”, może lepiej nie wspomniać – dość napisać, że autorka w tym się nie popisała i nie zastanowiła się, czy nie wygląda to nierealistyczne ani czy wyjść z sytuacji nie było przynajmniej kilka. O błędach logicznych nie wspomnę.

A mi tam było strasznie smutno, głównie ze względu na pewnego bohatera, ale i też na Katy. Nie pchała się dziewczyna do całej tej zgrai, no może i chciała się o wszystkim dowiedzieć, ale nie można powiedzieć, że im się narzucała, a tu nagle spadła na nią odpowiedzialność za tak nieszczęśliwy przebieg wydarzeń. Nie jest bez winy, ale to jest naprawdę kropla w morzu. Winni są ci, którzy tak naprawdę przyłożyli do tego łapska.

Romdłatyczne teksty... Będziesz miała tego na pęczki w trójce. :-P

O jakich błędach logicznych piszesz?

Sophie napisał/a:
Krótko mówiąc, myślę, że warto przeczytać. Oksa ostrzegała, że tom ten jest gorszy od poprzedniego, ale o ile pamięć mnie nie myli (heh), dla mnie jest na podobnym poziomie. Rozbieżność opinii jest pewnie spowodowana tym, że mnie Katy drażniła mniej. Byłam w stanie przyjąć do wiadomości jej argumentację, a tym samym Katy przeważnie mnie tak nie irytowała – rzecz jasna zdarzało jej się, o czym już napisałam, ale nie było tego aż tak wiele, bym miała ją znienawidzić.


Dla mnie zdecydowanie pierwszy tom jest najlepszy. Taki jeszcze całkowicie niepoważny i naprawdę zabawny. Dwójka i trójka miały swoje bardzo dobre momenty, ale mniej mi podeszły. A o czwórce napiszę w oddzielnym poście, bo trochę tego będzie :-P
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-07-09, 15:03   

Przeczytałam „Opal”, czyli trzeci tom serii. Jak poprzednie trzy części, tak i ta o dziwo mi się podobała. O dziwo, ponieważ w zasadzie nie powinno – z reguły nie gustuję w historiach o kosmitach czy nielogicznych powieściach, a tu choć wiele rzeczy nie trzyma się kupy, zupełnie mi to nie przeszkadza. Co więcej, bardzo mi się to podoba. Aczkolwiek dwie poprzednie części bardziej mi się podobały.

W tym tomie, w porównaniu z poprzednimi, bohaterowie stawiają sobie bardzo ambitny cel, który zakłada postawienie się całej organizacji. Wszystkiego jest więcej, bardziej i szybciej, a podział w amerykańskiej wersji pierwszych tomów na Początki i Konsekwencje, okazuje się bardzo uzasadniony. W „Opalu” bohaterowie zmagają się ze skutkami swoich decyzji, którym daleko od bycia przyjemnymi czy bezpiecznymi. Choć i znalazłoby się kilka takich, które bohaterowie uznaliby za nie takie straszne, ale na moje szczęście nie było ich wiele, a całość – zważywszy na okoliczności i fakt, że za nami już dwa tomy – okazała się zjadliwa, a wręcz może i nawet przyjemna (mam na myśli rzecz jasna romdłatyczność). Na pewno dużo pomogli w tej kwestii bohaterowie, którzy to bardzo mi odpowiadają – są ciekawi, przyjemnie się o nich czyta, a ich rozmowy nie nudzą, zwłaszcza gdy zaczynają sobie docinać albo Deamon zaczyna się puszyć i nadymać swoje ego, ponieważ robi to w nieirytujący sposób. Po prostu ich polubiłam, Katy za to że potrafi się odszczeknąć i jest molem książkowym, a Deamona za to, że jest takim aroganckim dupkiem, ale z tym nie przesadza.

Czytanie na telefonie mi nie służy, wolałabym to mieć w papierowej wersji, ale na taką trzeba by jeszcze długo czekać, choć szanse są dość spore skoro wydawnictwo Filia wydało tom pierwszy (czytałam go już wcześniej, a i tak kupiłam papierową wersję – po tym dobrze widać, że to jest coś). Ale nawet mimo tych niesprzyjających warunków, nie mogę narzekać – przeczytałam tę powieść bardzo szybko i bezproblemowo, może nie zrozumiałam wszystkiego, ale i tak mi się podobało. „Opal” mnie wciągnął i zaciekawił, przyjemnie było przyglądać się kolejnym poczynaniom bohaterów.

Przydałoby się poświęcić więcej myśli zakończeniu.
Spoiler:

Tego, że Blake się wypnie, można się było spodziewać. Nieco nie zrozumiałam jak i po co mu to było, ale nie było dla mnie zaskoczeniem, że wpuścił resztę w pułapkę. Podobnie od razu wiedziałam, kto się zakrada do sypialni Katy, a także że Will się w końcu pokaże, choć nie oczekiwałam, że w takiej formie i tak się to potem potoczy. Dość zaskakujące jednak było dla mnie samo zakończenie – zamiana Beth i Kat, jedna zostaje uwolniona, a druga uwięziona – tego się nie spodziewałam. Byłam raczej przygotowana, że wszystko się uda, że będzie super, jakieś problemy w tle, mniej i bardziej odległe, ale nie, że nastąpi takie nagłe rozstanie w takich okolicznościach. Tu mnie autorka deczko zaskoczyła i w zasadzie zmusiła do sięgnięcia po kolejny tom.

W skrócie: podobało mi się, wciągająca, przyjemna, nieirytująca, niemdła powieść, bohaterowie interesujący, potrafiący sobie dogryzać i pasujący do moich preferencji; akcja interesująca, szybka i sprawiająca, że czuję potrzebę natychmiastowego sięgnięcia po kolejny tom. W jeszcze większym skrócie: polecam (ale dwa poprzednie i tak lepsze, tutaj za wiele autorka na nich zrzuciła).

Przepraszam za wszelkie błędy, ale chyba nie jestem tego w stanie sprawdzić, tylko wstawiam tekst, który napisałam dobry tydzień temu.

Oksa napisał/a:
ale kiedy autorka zaczęła uderzać w tony "gdy on mnie już nie chce, to zdałam sobie sprawę, że mi na nim zależy i odwrotnie" to już mi się wybitnie nie podobało
Czy ja wiem... To raczej nie było na zasadzie, że "o nie, zostawił mnie, a ja sobie właśnie TEJ chwili zdałam sprawę, że jednak mi na nim zależy", ale chyba dochodziła do tego wniosku od jakiegoś czasu i już miała swoją decyzję, gdy doszło do tej konwersacji. Z drugiej strony może coś kręcę.
Oksa napisał/a:
O jakich błędach logicznych piszesz?
Trzeba mnie było o to zapytać tuż po tym, gdy przeczytałam; teraz nie mam pojęcia, co ja przy tych słowach miałam na myśli. Chyba ostatecznie nie było to nic ważnego, skoro nie pamiętam, pewnie sporo jakichś szczegółów. Z "Opalu" mogę wymienić coś takiego np.
Spoiler:

Jak to możliwe, że bohaterowie nie pomyśleli, że skoro Carissa miała na sobie opal w czasie jej rozstania ze światem, to jest dość prawdopodobne, że ten kamień wciąż jest gdzieś w pokoju Katy.
Uodparnianie na onyx przez powtarzający się z nim kontakt? To dlaczego ich karają wystawianiem na jego działanie? Skoro w ten sposób powoli ich uodparniają, co może w przyszłości zagrozić członkom Daedalusa (tu już mocno zahaczam o Origin). No i dlaczego Katy w czwórce pada od razu po rozpyleniu onyxu, skoro się na niego uodparniała i powinna wytrzymać choć chwilę.
Albo to: Daemon mówił, bodajże w jedynce, że może stać się niewidzialny, ale gdy w trójce przy pomocy opalu tego dokonał był chyba dość zaskoczony.



Przepraszam, jeśli bredzę.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-07-10, 12:01   

Sophie napisał/a:
Spoiler:

Dość zaskakujące jednak było dla mnie samo zakończenie – zamiana Beth i Kat, jedna zostaje uwolniona, a druga uwięziona – tego się nie spodziewałam. Byłam raczej przygotowana, że wszystko się uda, że będzie super, jakieś problemy w tle, mniej i bardziej odległe, ale nie, że nastąpi takie nagłe rozstanie w takich okolicznościach. Tu mnie autorka deczko zaskoczyła i w zasadzie zmusiła do sięgnięcia po kolejny tom.


Spoiler:

O tak, muszę przyznać, że ja też nie spodziewałam się akurat tego zwrotu w akcji, ale muszę przyznać, że nadało to całości bardzo interesujący wymiar oraz okazję do poznania wroga od wewnątrz jego siedziby zła.



Sophie napisał/a:
Spoiler:

Uodparnianie na onyx przez powtarzający się z nim kontakt? To dlaczego ich karają wystawianiem na jego działanie? Skoro w ten sposób powoli ich uodparniają, co może w przyszłości zagrozić członkom Daedalusa (tu już mocno zahaczam o Origin). No i dlaczego Katy w czwórce pada od razu po rozpyleniu onyxu, skoro się na niego uodparniała i powinna wytrzymać choć chwilę.
Albo to: Daemon mówił, bodajże w jedynce, że może stać się niewidzialny, ale gdy w trójce przy pomocy opalu tego dokonał był chyba dość zaskoczony.


Spoiler:

Dla mnie było to akurat całkiem logiczne. Co innego dotykać sobie kamienia, a co innego, kiedy ktoś podaje ten sam surowiec w rozpylonej wersji, który trafia do absolutnie każdego zakątka na twoim ciele, ale co najważniejsze - do układu oddechowego. Uważam, że właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze. Wyobraź sobie rozpylony kwas, który trafia do twoich oczu, przełyku, zaczynasz nim oddychać, połykać wraz ze śliną - jak dla mnie, totalna immobilizacja.
Błąd dostrzegłam w tym przypadku gdzie indziej. Blake twierdził, że nie wiedział o surowcu w powietrzu tłumacząc to tym, że albo założyli go dopiero teraz albo jest uodporniony. Ten drugi powód ze względu na mój powyższy akapit jest wart tyłka podtarciem, więc mam nadzieję, że Blake zwyczajnie wyprowadzał ich w pole, jak robił to od początku, i wiedział o wszystkim.

Co do niewidzialności Deamona, to mogłam źle zapamiętać, ale wydaje mi się, że tłumaczył Katy, że może niemal idealnie stopić się z tłem, ale wystarczy drobny ruch i już go widać czy też zaczyna go być widać, jakoś tak. Można powiedzieć, że jest to umiejętność, który wytrwa max kilka sekund.



"Origin" było zwyczajnie super. Poważniejsze, bardziej mroczne, pokazujące, że naprawdę nic już nie będzie takie samo, a także to że nie ma nawet najmniejszych szans, aby tak było. "Obsidian" podobało mi się najbardziej, bo było jeszcze takie lekkie i zabawne oraz uwielbiałam w nim charakter Katy. "Origin" zajmuje u mnie mocne miejsce zaraz obok jedynki za świetne stopniowanie napięcia, brak nudniejszych przestojów oraz ewolucję postaci, która sprawiła, że nie mam się absolutnie do czego przyczepić w stosunku do Katy i Deamona.

Nie będę się już rozpisywać o tym, że to czytadło, że autorka gdzieś tam się potknęła, bo zwyczajnie nie chcę. Wielokrotnie pisałam to ja i Sophie, więc mam zamiar skupić się na własnych przemyśleniach i rzeczach, które mi się podobały.

Autorka podzieliła narrację pomiędzy Deamona i Katy, co było na tym etapie wydarzeń (oraz ze względu na końcówkę trójki) słusznym krokiem. Cieszę się, że wcześniej nie wiedziałam, co siedzi w głowie Deamona, za dużo by to odkryło. W tej części miało to sens, ale znowu mam nadzieję, że w piątce autorka wróci do narracji samej Katy. Patrząc na opis piątki wydaje mi się, że lepiej, jeśli zamiary Deamona pozostaną tajemnicą do samego końca. Ale, ale, za bardzo wybiegam naprzód. :-)

Co do bohaterów - naprawdę nie mogę im nic zarzucić. Zarówno ci nowi:
Spoiler:

Archer, ty seksowny, niedoświadczony życiem zewnętrznym mężczyzno niewielu słów. :mrgreen: Swoją drogą, gdy tylko zaczęłam podejrzewać, że gra na dwie strony, to wiedziałam, że Dee się nim zainteresuje i vice versa. :-)


ci "nie do końca wiem, co o Tobie myśleć" - Luc, oraz ci starzy, jak nasza główna para, Dee i rodzeństwo Thompsonów w obliczu konieczności wspólnego działania dają sobie na wstrzymanie z małostkowymi animozjami i rzeczywiście działają wspólnie.

Rany, ależ mi było szkoda Katy. Dziewczyna poradziła sobie ze wszystkim, co zostało rzucone na jej barki, z prawdziwie zadziwiającą siłą, ale bez sztucznej brawury, jakże częstej w charakterystyce wielu protagonistek. Wielokrotnie można przeczytać jak reaguje czysto instynktownie, ale kiedy ma czas na zastanowienie, to ze strachu niemal się trzęsie. Podoba mi się ten realizm, nie tylko w jej przypadku, ale również Deamona.
Sytuacja jest na tyle poważna, że książka była całkowicie wolna od nastoletnich utyskiwań, a bohaterowie musieli w błyskawicznym tempie dorosnąć. Zresztą nie są z nich przecież jakieś 13 letnie gówniarze.

Arogancja i pewność Deamona powodowały, że nie dało się przy nim poddać czy popaść w depresję, po prostu nie dało. Niemal każdą sytuację potrafił obrócić w trochę zbereźny sposób albo zwyczajnie wyszydzić, choć nie zawsze. Nie oszukujmy się, niekiedy szok i smutek na to nie pozwalały. Co prawda czułości i kwieciste słowa leciały z jego i Katy strony w masywnych proporcjach, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Było im to potrzebne, pomagało im w przetrwaniu i nie miałam nic przeciwko temu. Tym bardziej, że Deamon pozostał sobą - długo w takim słitaśnym nastroju nie jest w stanie wytrzymać i rzuci jakiś typowy dla siebie komentarz. :-)

Dużo się działo, dowiadujemy się mnóstwa nowych rzeczy, które muszę sobie jeszcze dokładnie w głowie poukładać pod względem ich logiki, ale powierzchownie wygląda to całkiem nieźle. Sprawy jednak poszły w takim kierunku, wszystko zostało postawione dosłownie na ostrzu noża, że już się zastanawiam, jak autorka z tego wybrnie poprzez jedynie jeden, ostatni tom. Obawiam się, że chwyciła za rogi zbyt dużego byka i potraktuje wątek obcych zbyt niezdarnie i powierzchownie. Ja naprawdę nie spodziewam się fajerwerków, tym bardziej, że od początku ta seria była dla mnie fajnym czytadłem, ale szkoda by było, gdyby rozwiązanie okazało się być dla mnie zanadto niestrawne i mało logiczne.

Podobała mi się bardzo rozmowa, właściwie już pod koniec książki, pomiędzy
Spoiler:

Deamonem i Dawsonem, którzy otwarcie przyznali, że gdyby mieli wybierać ponownie, to podjęliby tę samą decyzję odnośnie ujawnienia obcych na ziemi. Wszystko, aby uchronić dziewczyny i Dee. Szczególnie stanowczość Dawsona i jego "Srew us" mi się podobało. :-) Go Dawson!



No i cóż, nic więcej na chwilę obecną nie przychodzi mi do głowy, ale z powyższego wpisu chyba jasno wynika, w jakim tempie przeczytałam ten tom. Seria zdecydowanie warta polecenia dla fanów młodzieżówek.

W sumie cieszę się, że wstrzymałam się z czytaniem aż tyle czasu, bo nie będę musiała jakoś długo czekać na "Opposition" (5 sierpień 2014).

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-07-11, 16:42   

Oksa napisał/a:
Spoiler:

Dla mnie było to akurat całkiem logiczne. Co innego dotykać sobie kamienia, a co innego, kiedy ktoś podaje ten sam surowiec w rozpylonej wersji, który trafia do absolutnie każdego zakątka na twoim ciele, ale co najważniejsze - do układu oddechowego.

Spoiler:

Nie chodzi o to, że onyx zadziałał w ogóle, ale że od razu - uodparniali się i wyglądało na to, że im się udało, skoro gdy weszli do siedziby Daedalusa, nikt z nich nie padł z bólu. Dlaczego więc Kat padła od razu po spryskaniu w Strefie? Poza tym hybrydy nie są Luxen, powinny być więc mniej wrażliwe na onyx - jakby nie było, ze światła nie są.

Ale przypomniała sobie coś, co mogłam mieć wtedy na myśli. Chodzi o ubrania. Gdy Luxen zmienia formę na świetlika, co się dzieje z jego ubraniem? Katy nigdy nie wspomniała, że Daemonowi świeci się tylko głowa i dłonie, zawsze cały był blaskiem - gdzie zatem są ubrania?
I jak to możliwe, że matka Katy nie zainteresowana się, gdzie są rodzice rodzeństwa? Mieszka tam już tyle czasu, nigdy ich nawet nie widziała, jej córka ich odwiedza, ale nie chce wiedzieć, dlaczego tam nigdy nie ma kogoś dorosłego?
Albo co Daemon robił o bodajże 3 nad ranem nad jeziorem, gdy Katy wyszła się ochłodzić - jak sprzyjające autorce zbiegi okoliczności.

Zacznijmy od początku, pierwszy i drugi tom mi się podobały, trzeci miał już swoje słabsze momenty, ale również przypadł mi do gustu; „Origin” zaczął się nieźle i stan ten trwał przez sporą część powieści, a potem przyszło załamanie. Autorka popchnęła bohaterów do tak idiotycznych decyzji, że po prostu nie mogłam uwierzyć, jak można tak zawalić i zepsuć postać. Ale po kolei.

Ciekawie było zajrzeć Daedalusowi przez ramię i robić to z dwóch punktów widzenia, o czym Oksa wspomniała. Poznajemy wroga, jego zaplecze i metody – do tej pory niewiele o nim wiedzieliśmy. Poziom brutalności i przemocy stosowanej przez tę komórkę DOD był i nie był zaskoczeniem – mamy tu bardzo pro-ludzkich osobników, więc oczywiste było, że mogą wkraść się tu szaleńcze idee i dziwne eksperymenty; fani teorii spiskowych wiele się domyślają, więc autorka tylko stworzyła swoją tego wersję i zdaje się, że nieźle jej to wyszło.

O bohaterach szerzej pisałam już przy poprzednich tomach, więc od razu przejdę do spoilera i tego, co działo się w „Origin”.
Spoiler:

Jak pisałam ostatnio, zaskoczył mnie fakt, że Kat i Beth zamieniły się miejscami; potem wiadome było, że Daemon wpakuje się tam również, żeby uwolnić Kat, co było zrozumiałe. Podobała mi się pewna dojrzałość bohaterów, którzy nie dali się „sprowokować” połączonymi pokojami. Gdyby to była inna młodzieżówka, na pewno autorka nie pozwoliłaby na to swoim postaciom, ba, umieściłaby ich w jednej celi i to bez kamer. Dobrze, że Jennifer Armentrout wyłamuje się z tego trendu. To dalej jest młodzieżówka, ale nie jest tak paskudnie idiotyczna, mdła czy nudna, jak wiele innych z tego gatunku. Rządzi się prawami młodzieżówki, czyli mamy bardzo pokreślony związek między bohaterami, ale ich charaktery łagodzą słodkość, która może tu powstawać.

Ale idźmy dalej. Ucieczka ze Strefy 51 również wyszła całkiem nieźle, aczkolwiek dziwi nieostrożność pracowników, choć z drugiej strony nie spodziewali się zdrady. Wypuszczenie origins (jak to w ogóle na polski przetłumaczyć, żeby brzmiało?) było niezłą, pomysłową, choć ryzykowną i bogatą w skutki dywersją. A ogólnie pomysł na origins? Kolejny zabieg autorki sprawiający, że widzimy, że jest tak źle i niebezpiecznie. Bo przecież nie może być normalnie i spokojnie, musi być jakiś czytający w myślach mutant skory do zabijania, niesamowity we wszystkim i w ogóle taki och i ach. Mam nadzieję, że to tylko te małe szprycowane przez Daedalusa egzemplarze mają takie skłonności (może tylko dzieciarnia tak ma?), Luc i Archer jak na razie wydają się w porządku.

Zostając przy temacie tego gatunku. Wpadka Dawsona i Beth? Autorka chyba nie lubi swoich bohaterów, skoro stara się im wszystko utrudnić. I zrobić z nich nieodpowiedzialne dzieciaki (wiem, zdarza się, ale nie może zdarzać się w takim momencie). Poza tym była to zwyczajna autorska złośliwość, ewentualnie chęć przypodobania się części czytelników, którzy lubią takie przeładowanie. Cóż, ja nie lubię – jeśli zaczyna być gatunkowo tłoczno, a autor zaczyna coś wymyślać, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że nie będzie przyjemnie.

A teraz największa, coś, co jest po prostu niedopuszczalne i szalenie mnie zawiodło. Autorka zrobiła na moment swoich bohaterów tak naiwnymi i zupełnie nie będącymi w stanie zauważyć konsekwencji swoich działań, że miałam ochotę walić głową w stół albo kogoś udusić.



„Tak! Ujawnijmy się, niech DOD się na nas wścieknie, niech jeszcze wzmocni polowanie na nas, zniszczmy życie innym Luxen i hybrydom, zniszczmy już do końca własne życie, nie liczmy się z niczym, bądźmy tak naiwni, myśląc, że DOD nie zareaguje. Bądźmy jeszcze bardziej naiwni, nie myśląc o tym, że filmiki spłyną do Internetu, że będą tam nasze twarze, że teraz już w ogóle będziemy więźniami ucieczki, nie będziemy mogli się nigdzie osiedlić, nie ryzykując odkrycia. To przecież takie super.” Uch. Rozumiem, że autorka chciała szybko pozbyć się Ash i Andrew, ale mogła wybrać jakikolwiek inny sposób. To było tak głupie posunięcie, że odebrało mi ochotę na przeczytanie kolejnej strony. Od tej pory bohaterowie są sami sobie winni i zasługują na to, co ich spotka. Nie jestem pewna, czy będę w stanie z przyjemnością czytać kolejny tom, gdy konsekwencje będą im kopać tyłki – mam niewielką tolerancję na głupotę.

Samo zakończenie, te ostatnie kilka stron, zaskakujące i zachęcające do sięgnięcia po „Opposition”. No cóż, zobaczy się, ale szczerze się tego obawiam – na pewno będzie dużo akcji, ale jeśli autorka wypadnie z czymś takim jak 28 rozdział (którym obrzydziła mi całą książkę), to będzie kiepsko – dla nich i dla mnie. Choć z drugiej strony bardziej swojej sytuacji już chyba nie pogorszą. Poza tym mam nadzieję, że to będzie ostatni tom (choć marne szanse patrząc na to, na co porwała się Jennifer Armentout), ponieważ im dalej zajdzie teraz autorka, tym będzie gorzej i bardziej wymyślnie. Szczerze mówiąc, nie wiem jeszcze, co myśleć; muszę to sobie ułożyć w głowie i być może wtedy wprowadzę pewne poprawki, ewentualnie edit.

EDIT:

Właśnie przeczytałam opowiadanie „Shadows”, będące historią poznania Dawsona i Bethany. Oboje mają szesnaście lat, ona sprowadza się do tego miasta, by jej rodzina mogła być bliżej wujka Willa, chorego na raka (tak, tego Willa), i oczywiście jak grom z jasnego nieba uczucie trafia ich oboje. Z tego między innymi powodu dużo bardziej podoba mi się właściwa seria niż to opowiadanie – tutaj wszystko rozgrywa się szybko, miłość od pierwszego wejrzenia, a i poznanie prawdy przez Beth odbyło się bezproblemowo i aż zbyt łatwo. No i Dawson nie jest tak arogancki jak Daemon, a Beth tak wyszczekana jak Katy (i tym samym nie zyskują sobie mojej sympatii, co udało się głównemu duetowi z serii). Niestety muszę przyznać, że „Shadows”, z powodów, które wymieniłam, plasuje się na poziomie przeciętnych młodzieżówek. Nawet akcja nie ma konkretnej budowy, to jedynie wyrywek jakiejś historii, bez punktu kulminacyjnego, do którego bohaterowie dążą i którego oczekują, co jest jednak w tym przypadku zrozumiałe – cała akcja zaczyna się dopiero we właściwym cyklu, więc trudno by było teraz wymyślić coś istotnego, co miałoby stanąć na drodze bohaterów.

Według mnie „Shadows” jest jedynie uzupełnieniem, elementem informacyjnym dla fanów serii Lux, ponieważ rozrywki wiele nie daje i pod tym względem znacząco odstaje od powieści. Można przeczytać, ale nie trzeba – nie znajdzie się tu informacji szczególnie istotnych dla cyklu, czy wywołujących olśnienie (poznajemy jedynie szerszą wersję tego, co już wiemy, i może kilka rzeczy, które umknęły Katy, jak np. więcej kosmicznych nauczycieli); w zasadzie jedynymi ciekawszymi momentami były te skupione na Daemonie, zwłaszcza jeden konkretny z ostatniego rozdziału.

Strona wydawcy: http://www.entangledpublishing.com/shadows/
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1459
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-07-28, 14:08   

Jak "Obsydian" był naprawdę bardzo przyjemnym wprowadzeniem do serii (to nic, że akcja książki wyglądała, jak ściągnięta ze "Zmierzchu" i "Jestem numerem cztery"), to "Onyx" tak mnie położył na łopatki, że dałam sobie spokój z "Lux" na cały rok. Dopiero ostatnio, gdy światło dzienne ujrzała pierwsza część, postanowiłam, że dobrze będzie wrócić do Kat i Daemona. No dobra. Przede wszystkim do Daemona. <3

Co bardzo możliwe - dzięki temu, że od lektury "Onyxu" minął mi rok - "Opal" zrobił na mnie duże wrażenie. "Obsydian" był takim sympatycznym czytadłem, w którym właściwie nie wiedzieliśmy dokąd to wszystko zmierza, "Onyx" rozwinięciem i skomplikowaniem dosłownie wszystkich wydarzeń, a "Opal" to już zbieranina konsekwencji. Jak wspomniała gdzieś wyżej Sophie, w amerykańskim wydaniu książek istnieje podział na "Przyczyny" - dwie pierwsze części i "Skutki" - dwie kolejne części. Aż strach pytać o czym będzie piąta. :)

Tak wyrysowana granica między czterema częściami serii "Lux" ma swój byt i świetnie opisuje historię opowiadaną przez Armentrout. I, chociaż martwiłam się trochę o "Opal", po tym, jaki niesmak zostawił po sobie mi "Onyx", muszę przyznać, że była to bardzo przyjemna książka. Z jednej strony takie wprowadzenie do bagna, przed którym stanęli bohaterowie, bez możliwości odwrotu i nieprzejścia przez nie, a z drugiej też zawrócenie ze ścieżki wzajemnej wrogości Daemona i Kat do czegoś... zupełnie innego. :)

No i ta końcówka... Gdybym nie miała przy sobie już przygotowanego "Origin" to najpierw zaciukałabym autorkę, a potem samą siebie za to, że zabiłam jedyną osobę, która mogła popchnąć tę historię dalej. ^^

A poza tym - bardzo podoba mi się fakt, że Kat to taka swoja dziewczyna, która czyta książki, ma bloga o książkach(!) i taką fiksację na punkcie wszystkiego, jak cóż... no ja. :) +10 punktów dla Jenn, niech dziewczyna wie, że książki z nerdami w roli głównej, to dobre książki. xD

A "Origin"?
Osom! *_*
Kurteczka, gdyby ktoś mi powiedział po przeczytaniu "Obsydianu", że tak wciągnę się w tę serię, to po prostu bym nie uwierzyła i kazała mu spadać na drzewo. xD A jednak! "Origin" to oficjalnie najlepsza część całej serii! Już nie mogę się doczekać kolejnej, czyżby ostatniej?, części. Ile to jeszcze? Osiem dni? No nie wytrzymam....

Książkę podzieliłabym na dwie części, gdzie pierwsza po prostu wymiatała, a druga już trochę straciła z rozpędu, jaki wzięła autorka pod koniec "Opalu", ale to nie oznacza, że czwarty tom serii "Lux" dzieli się na lepszą i gorszą część, o nie! Po prostu, jakoś tak do 155 strony (moja wersja miała 260) było o wiele mroczniej, o wiele bardziej niepokojąco - niepokój o losy bohaterów, zauważalne napięcie i zniecierpliwienie. Potem Armentrout wróciła na ścieżki, gdzie bohaterowie podejmują głupie, lekkomyślne decyzje i nie przewidują ich konsekwencji. No co zrobić. Chyba nie mogę mieć do autorki o to za bardzo pretensji, ponieważ cała historia, cała seria "Lux" opiera się na głupich błędach, które potem mają swoje skutki, przy których znów trzeba podjąć decyzje, jakie ponownie okazują się lekkomyślnymi zachowaniami i tak w kółko. Jedno co trzeba przyznać - pisarka ma swój cel, jak się okazuje, dąży do czegoś więcej niż love story kilku postaci, co jest ogromnym plusem. I może po trupach, może zmniejszając iloraz inteligencji kilku bohaterów, ale nieprzerwanie kroczy tylko sobie znaną ścieżką, a czytelnicy mogą jedynie ślepo za nią podążać, trzymając kciuki, aby się nie potknęła i się przypadkiem sama nie zgubiła.

Zakończenie? Wow. Naprawdę mam nadzieję, ze piąty tom będzie ostatnim, ale z takim zakończeniem... Albo Armentrout skończy to ładnie przy "Opposition", albo czeka nas kolejne pięć części, jak nic. Poza tym muszę jeszcze wspomnieć o wątku Beth i Dawsona, który zaczął przybierać bardzo dziwne kształty. No nie wiem co o tym sądzić, serio. Po tych czterech częściach mogę założyć, że to nie był myk autorki, która chciała zadowolić swoich czytelników. Na pewno to rozwiązanie, jak wszystkie poprzednie, będzie bardzo potrzebne w dalszej części historii. Ale jak ona zamierza to wykorzystać? Co zamierza z tym zrobić? Rany, rany.

No i jeszcze Daemon. Kocham gościa, ale końcówkę "Origin" podsumowałam dokładnie w ten sposób: "Biedny Daemon jest biedny", a potem jeszcze dodałam: "Niech ktoś pomoże Daemonowi!". Szkoda chłopaka. W każdej części zrzucają na niego wory gruzu odpowiedzialności i coraz bardziej zmniejsza mu się pole manewru pozwalające trzymać rodzinę w bezpieczeństwie, a wrogów jak najdalej się da.

Ale całość? Kocham! Kocham Daemona! #Team_Daemon. <3
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-07-28, 18:16   

Blair napisał/a:
Kocham Daemona!
Obawiam się, że masz poważną konkurencję - Katy nie odpuści tak łatwo. :-P
Spoiler:

Poza tym ładnie to tak rzucać się na żonatych? xD


Skoro do piątego tomu zostało jeszcze trochę czasu, postanowiłam sięgnąć po spin-off serii, czyli „Obsession” – książkę zdecydowanie dla dorosłych, ponieważ jest to najzwyczajniej w świecie erotyk, czyli, tadam tadam, paranormal romance. Ale też nie do końca, ponieważ autorka nie pominęła całkowicie akcji – mamy tu jako taką fabułę, tyle że jest dość szczodrze obdarzona (heh… prawie jak główny bohater :roll: ) w sceny mniej lub bardziej erotyczne.

Seria Lux opisuje to uniwersum z punktu widzenia Team Luxen, natomiast protagonistą w „Obsession” jest jeden z Arum, a towarzyszy mu człowiek – czyli mniej więcej to samo co wcześniej tylko strony konfliktu się zmieniły, no i wersja jest dla nieco starszych. Akcja ma miejsce mniej więcej wtedy, co początek „Origin”, a nawet pokrywa się na tu jedna ze scen i kilku bohaterów, ale przeważająca ilość postaci jest nowa i nieco zaskakująca. Za sprawą rodzeństwa Blacków nie zastanawiałam się szczególnie nad innymi Luxen i tym, jak niektórzy mogą być skrzywieni i wrogo nastawieni, wszystko kręciło się w małym gronie, a reszta świata była ledwo wspominana. Tutaj natomiast mamy osobniki, które nie mają na oczach opasek założonych przez rząd i wyraźnie widzą, co się dzieje, i przybliżają Czytelnikowi zachowania obu gatunków. Wniosek ostatecznie jest prosty – na nic uogólnienia, bo wtedy mylą się wszyscy; w każdej z ras kosmitów można znaleźć łajdaków, jak i porządnych gości. Co jest świetne – autorka postarała się, by jej postacie były szare, oczywiście dorzuciła też kilka ewidentnie czarnych charakterów, ale nie wybieliła całkowicie protagonistów. Dla niektórych pisarzy niestety nie jest to takie oczywiste. Można zauważyć ponadto, że w gruncie rzeczy podstawowy szkielet głównych bohaterów jest taki sam co w serii – on arogancki i często ścinający się z nią, ona potrafiąca mu się postawić. Ja nie narzekam, lubię ten typ postaci – z jakiegoś powodu budzą moją sympatię; może dlatego, że nie może być z nimi nudno.

Powiem Wam, że gdyby nie to, że tak bardzo jest to „obrazowa” powieść, to bardzo by mi się mogła podobać. Choć gdyby wyciąć problematyczne sceny, wyszłoby pewnie opowiadanie… :-)

Myślę, że dla osób, którym podobała się seria Lux i które są ciekawe tego, co się tam dzieje, „Obsession” jest pozycją obowiązkową, ponieważ pokazuje to, czego w „Obsydianie” i kolejnych tomach nie zobaczymy – przede wszystkim bliżej można poznać Arum, dowiedzieć się nieco więcej o Luxen, a także zobaczyć, jak niejednorodne są obie grupy pod względem tego, w co wierzą i do czego dążą. Poza tym w książce tej ujawni się coś, co na jaw wyjdzie (i miejmy nadzieję zostanie szczegółowiej opisane) prawdopodobnie w „Opposition”, czyli
Spoiler:

Projekt Orzeł, którego celem – jak przekonujemy się w „Origin”, osiągniętym – jest inwazja, przylot Luxen z kosmosu na Ziemię, a także tajemnicze dzieci w Pensylwanii.

„Obsession” jest świetnym uzupełnieniem do serii. A dodatkowo pozostawia nieco pola do rozważań, które rozjaśnione będą zapewne w piątym tomie,
Spoiler:

czyli czy Serena i Hunter w jakiś sposób zaangażuj się w spór, może pomogą Katy czy Daemonowi – już raz ich ścieżki się przecięły, więc może autorka drugi raz ich ze sobą zderzy. Zwłaszcza, że umiejętności Huntera, którymi pochwalił się w jednym z ostatnich rozdziałów, byłyby naprawdę bardzo pomocne. :-)
Poza tym po informacjach z tego spin-offu już nie mogę zwalać wszystkiego na głupotę Daemona i reszty, którą wykazali się w Vegas; to dalej był skrajny idiotyzm, ale już nie można powiedzieć, by aż tak wiele od niego zależało – mógł być wyzwalaczem, ale miał mniejsze znaczenie, niż przypuszczałam.

Krótko mówiąc, jeśli jest ktoś zainteresowany tą serią, warto przeczytać dla informacji udzielanych przez Huntera i faktów wynikających z akcji; w innym przypadku kwestia otwarta – dla kogoś, kto nie jest ciekawy tego świata, „Obsession” może się wydawać przeciętne, po prostu kolejny PR z dość silnymi bohaterami.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-07-28, 19:19   

Generalnie mogłabym cały ten post wyrzucić w cholerę, bo w trakcie jego pisania Sophie wkleiła swój najnowszy post. Żesz, no! :evil:

Przeglądałam sobie ostatnio książki autorki i natrafiłam na pozycję związaną ze światem Lux, ale całkowicie odrębną, ponieważ głównym bohaterem jest... <uwaga, uwaga> Arum. Pamiętacie może w Origin krótkie spotkanie Deamona z pewnym aroganckim Arumem, Hunterem? No to macie już głównego bohatera powieści Obsession :-D (najlepiej przeczytać przed Opposition).



Opis: He’s arrogant, domineering, and... To. Die. For.

Hunter is a ruthless killer. And the Department of Defense has him firmly in their grasp, which usually doesn’t chafe too badly because he gets to kill bad guys. Most of the time he enjoys his job. That is, until he’s saddled with something he’s never had to do before: protect a human from his mortal enemy.

Serena Cross didn't believe her best friend when she claimed to have seen the son of a powerful senator turn into something... unnatural. Who would? But then she witnesses her friend's murder at the hands of what can only be an alien, thrusting her into a world that will kill to protect their secret.

Hunter stirs Serena’s temper and her lust despite their differences. Soon he’s doing the unthinkable—breaking the rules he’s lived by, going against the government to keep Serena safe. But are the aliens and the government the biggest threats to Serena’s life… or is it Hunter?


Na początek parę słów o samej powieści (będę się powatarzać po Sophie, ale nie chce mi się przeredagowywać). A więc jest to niestety typowy paranormal romance (i zdecydowanie dla dorosłych). Gdyby nie powiązanie do serii Lux, to na pewno mniej by mi się podobał, a tak czytało się całkiem przyjemnie. Serena raczej nie jest bohaterką, do której chętnie bym jeszcze wróciła, a głębia charakteru Katy wypada przy niej jak bezdenna studnia. Sposób myślenia bohaterki i argumenty stojące za niektórymi z jej poczynań są tak sprzeczne z moimi własnymi (oraz ze zdrowym rozsądkiem), że wątpię abym ją zapamiętała na dłużej. Można powiedzieć, że była mi obojętna. Hunter to już ciekawsza postać. I znowu mogłabym go potraktować jako jednego z wielu samców alfa (seksowny, zgryźliwy, mega arogancki i wyszczekany – chyba nawet bardziej niż Deamon), ale ma nad nimi tę przewagę, że jest Arumem, co oznacza, że w końcu dostaliśmy historię z punktu widzenia rasy, która jak dotąd miała niewiele do powiedzenia. Mieli być źli i na tym koniec. Niewątpliwie są niebezpieczni, ale czy na pewno, to oni są źródłem wszelkiego zła tego świata?
Spoiler:

Okazuje, że DOD powiedzieli prawdę – to Luxeni są prawdziwymi predatorami, którzy przemierzają kosmos niszcząc oraz niewoląc kolejne światy. Jedyną rasą, zdolną się im przeciwstawić, są istoty, których ewolucja w zamiarze uczyniła niczym więcej, jak zabójcami. Podoba mi się to, że zaczęłam czytać tę serię z myślę, że Luxeni to dobrzy goście, naturalnie nie wszyscy, ale jednak, zaś teraz okazuje się, że ich najmłodsi członkowie zwyczajnie nie o wszystkim wiedzą, a już na pewno nie to, jakie mają zamiary wobec kolejnego świata, Ziemi.

I jak Arum mają być grzeczni i potulni, skoro zostali podbici przez Luxenów, a na Ziemi zostali potraktowani jak śmiecie spod podeszwy od buta – ich przydatność została wyznaczona jedynie przez ich zdolność do trzymania Luxenów w ryzach. Proces asymilacji, stanowiska i funkcje w świecie ludzi – to nie dla nich. Trudno być tu nastawionym pozytywnie do Ziemian.

Dodatkowo to co, pisała Sophie, bo dokładania to samo pomyślałam - wygląda też na to, że ujawnienie się Luxenów przed światem jedynie przyspieszyło inwazję, która i tak miała się odbyć, więc nie do końca można o nią obwiniać naszą wesołą gromadkę. W moich oczach to ich wielce nie tłumaczy, chociażby dlatego, że mogli w pewnym momencie zmienić swoją decyzję. Gdy Andrew zaczął popisywać się swoimi mocami, tłum nie zaczął nagle z okrzykiem na ustach „Obcy!” panikować i uciekać. Vegas rządzi się swoimi prawami i tak też zostało to widowisko potraktowane. Czy nie lepiej było zostawić jeszcze jedną osobę i zadziałać na zasadzie dywersji, podczas gdy reszta zwiałaby gdzie pieprz rośnie? A tak zrobił się totalny bajzel, ludzie zaczęli ginąć i wiadomo, kto zostanie za to wszystko przed opinią publiczną pociągnięty do odpowiedzialności.



Ponadto jeśli chodzi o wątpliwości Sophie:
Sophie napisał/a:
Spoiler:

Ale przypomniała sobie coś, co mogłam mieć wtedy na myśli. Chodzi o ubrania. Gdy Luxen zmienia formę na świetlika, co się dzieje z jego ubraniem? Katy nigdy nie wspomniała, że Daemonowi świeci się tylko głowa i dłonie, zawsze cały był blaskiem - gdzie zatem są ubrania?
I jak to możliwe, że matka Katy nie zainteresowana się, gdzie są rodzice rodzeństwa? Mieszka tam już tyle czasu, nigdy ich nawet nie widziała, jej córka ich odwiedza, ale nie chce wiedzieć, dlaczego tam nigdy nie ma kogoś dorosłego?
Albo co Daemon robił o bodajże 3 nad ranem nad jeziorem, gdy Katy wyszła się ochłodzić - jak sprzyjające autorce zbiegi okoliczności.


Spoiler:

W „Obsession” Hunter wyjaśnia Serenie, że potrafi rozszczepiać molekuły. Zmienia w ten sposób swoją ludzką postać na prawdziwą, więc pewnie na tej samej zasadzie działa sprawa z ubraniami. Tak samo Deamon jest w stanie zmieniać wygląd – a zmienia wtedy często i ubranie.

Jeśli chodzi o matkę Katy, to nie ma tu żadnego rozsądnego wyjaśnienia poza widzimisię autorki. Chyba pisałam o tym w pierwszym poście. Matka Katy jest wygodnie dla fabuły książki zapracowana, ślepa na pewne niuanse, ufa bezgranicznie swojej córce i tym tłumaczy swój brak zaangażowania w jej życie prywatne.



Sophie napisał/a:
Co jest świetne – autorka postarała się, by jej postacie były szare, oczywiście dorzuciła też kilka ewidentnie czarnych charakterów, ale nie wybieliła całkowicie protagonistów. Dla niektórych pisarzy niestety nie jest to takie oczywiste.

Dokładnie. Fajne jest to, że tym razem nasza bohaterka ucieka przed Luxenami. Ja tam się nie dziwię, że Arumowie ich tępią.

Przyszła mi do głowy jeszcze taka myśl, otóż w obecnej sytuacji widzę już tylko jedno rozwiązanie, które mogłoby zapewnić bohaterom szczęśliwe zakończenie. A byłoby to wynalezienie sposobu na odcięcie Luxenów o Źródła. Bo pomyślcie – bez tego nie są oni silniejsi od ludzi, a Arumowie pozbawieni możliwości posilania się od Luxenów stoją na dokładnie tej samej pozycji. Co prawda zawsze mogą ściągnąć energię od człowieka, więc tu trzeba by było coś wymyślić, ale tak to inną opcją jest tylko wykopanie ich wszystkich w kosmos. :-P

Blair, zdecydowanie po Origin Team Deamon. :mrgreen:
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1459
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2014-07-28, 21:21   

Sophie napisał/a:
Spoiler:

Poza tym ładnie to tak rzucać się na żonatych? xD



Spoiler:

Technicznie rzecz biorąc, to, chociaż ta akcja była całkiem słodka, to jednak nielegalna i wciąż mam szansę. :-P



A co do "Obsession" się zgodzę i przyklepię wszystkimi łapkami i tupnę nóżką też. ;-) Nie sądzę, żeby ta książka zrobiła na mnie jakiekolwiek wrażenie, gdybym wcześniej nie miała styczności z serią "Lux" i sięgnęła po nią, jak po jakiś zwykły PR. Absolutnie nie. Ale kiedy już byłam po "Onyxie"? Taki wspaniały smaczek i całkowicie inna bajka! Co mi się najbardziej podobało w tym spin-offie, to że Armentrout nie pokazała Arumów jako zła koniecznego, Jedynych Złych ze złym spojrzeniem i dalej w ten deseń. O, nie! Fakt, Hunter ma swoje za skórą, jest aroganckim i sprytnym skurczybykiem, który doskonale wie, że jest drapieżnikiem, ale to i tak jest inne spojrzenie na Arumów niż to wszystko, co dostaliśmy od Daemona i spółki.

Sądzę, że gdybym nie przeczytała "Obsession" wciąż dzieliłabym to na dwa - Luxen+ światło+dobro+jednorożce i Arum+zło+mroczność+więcej potworków. A z tego co mi się wydaje.... cóż po blurbie "Opposition" można zgadywać, że nie wszyscy oczywiści przyjaciele będą przyjaciółmi i nie wszyscy oczywiści wrogowie wrogami. A więc, naprawdę polecam przeczytać "Obsession", ale najlepiej po "Origin" i jako uzupełnienie informacji.

Minusy? Było ich sporo. Serena? Czy ta postać miała w sobie wgl cokolwiek pozytywnego? Zachowywała się strasznie sztucznie, no nie wiem, może mnie po prostu do siebie nie przekonała. Jak napisała Oksa, Kat przy niej to wcielenie niewinności, jeśli chodzi o jakieś idiotyczne decyzje i głupie pomysły. Rany. Tak jak przez te cztery części nie raz wkurzałam się na Katy, to jestem pewna, że z taką Sereną bym nie przetrwała w ogóle. Ona nie miała charakteru. Nie potrafię wymienić ani jednej cechy, która by mnie do niej przyciągnęła. Ani jednej. W moim opisie znalazłyby się raczej takie informacje, jak to, że była blondynką, miała przyjaciółkę, która źle skończyła i ... koniec. Taki bardziej zarys postaci niż cokolwiek przemyślanego.

Oksa napisał/a:
Spoiler:

Okazuje, że DOD powiedzieli prawdę – to Luxeni są prawdziwymi predatorami, którzy przemierzają kosmos niszcząc oraz niewoląc kolejne światy. Jedyną rasą, zdolną się im przeciwstawić, są istoty, których ewolucja w zamiarze uczyniła niczym więcej, jak zabójcami. Podoba mi się to, że zaczęłam czytać tę serię z myślę, że Luxeni to dobrzy goście, naturalnie nie wszyscy, ale jednak, zaś teraz okazuje się, że ich najmłodsi członkowie zwyczajnie nie o wszystkim wiedzą, a już na pewno nie to, jakie mają zamiary wobec kolejnego świata, Ziemi.

I jak Arum mają być grzeczni i potulni, skoro zostali podbici przez Luxenów, a na Ziemi zostali potraktowani jak śmiecie spod podeszwy od buta – ich przydatność została wyznaczona jedynie przez ich zdolność do trzymania Luxenów w ryzach. Proces asymilacji, stanowiska i funkcje w świecie ludzi – to nie dla nich. Trudno być tu nastawionym pozytywnie do Ziemian.

Dodatkowo to co, pisała Sophie, bo dokładania to samo pomyślałam - wygląda też na to, że ujawnienie się Luxenów przed światem jedynie przyspieszyło inwazję, która i tak miała się odbyć, więc nie do końca można o nią obwiniać naszą wesołą gromadkę. W moich oczach to ich wielce nie tłumaczy, chociażby dlatego, że mogli w pewnym momencie zmienić swoją decyzję. Gdy Andrew zaczął popisywać się swoimi mocami, tłum nie zaczął nagle z okrzykiem na ustach „Obcy!” panikować i uciekać. Vegas rządzi się swoimi prawami i tak też zostało to widowisko potraktowane. Czy nie lepiej było zostawić jeszcze jedną osobę i zadziałać na zasadzie dywersji, podczas gdy reszta zwiałaby gdzie pieprz rośnie? A tak zrobił się totalny bajzel, ludzie zaczęli ginąć i wiadomo, kto zostanie za to wszystko przed opinią publiczną pociągnięty do odpowiedzialności.



Spoiler:

No dokładnie. Co mnie bardzo, bardzo interesuje, to jak zostanie rozwinięty wątek Katy i jej pojawiania się w telewizji po tym incydencie w Vegas. Jeśli "Opposition" faktycznie jest ostatnią częścią, przewiduję, że będzie to najbardziej intensywna część ze wszystkich. Tym bardziej, że jak dowiedzieliśmy się z "Obsession", może z Arumami nie liczy się nikt, za to Luxeni sami z nikim się nie liczą. Tylko pomyśleć - hybrydy, origin, ludzie, arumowie - oni wszyscy nie zostaną potraktowani lepiej niż kamyk w bucie. Coś co uwiera i trzeba się tego szybko pozbyć.

Po rozmowach Katy i Daemona w "Origin" wiemy, że chłopak nie miał najmniejszego pojęcia o czymkolwiek - inwazji, nie inwazji czy imprezy z obcymi, na której musiałby bawić się w gospodarza - więc pozostaje pytanie: Czy w takim razie oni byli po prostu traktowani jak dzieci, które nie muszą niczego wiedzieć? Lux to dość lekka i przyjemna seria, która zaczynała z części na część nabierać tępa, w miarę, jak akcja gnała na przód a postacie ewoluowały. Czy teraz losy ludzkości będą leżeć w rękach Daemona i reszty ferajny? Mam nadzieję, że autorka podoła temu pomysłowi, jeśli zamierza skierować się w te rejony. I czy Matt wiedział? To dopiero pytanie.

I co mnie jeszcze tknęło pod koniec "Origin" - jak to możliwe, że Dawson i Beth nie mięli pojęcia o origin? Skoro ten projekt zaczął się rozwijać jakoś czterdzieści lat wcześniej, to nie może być tak, że dopiero nad tym pracowali, gdy nasza para wpadła w łapska DOD.

_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-08-18, 13:15   

Przeczytałam ostatni tom serii, „Opposition”. Przed zaczęciem „Obsidianu” nie powiedziałabym nigdy, że tak bardzo spodoba mi się ten cykl, że przeczytam go w całości i tak bardzo polubię bohaterów. Bywały gorsze momenty, które nieco zmniejszały moją sympatię, ale zawsze coś mnie ciągnęło do tych książek. Nieważne, że czasem decyzje podejmowane przez bohaterów zupełnie mnie nie przekonywały – sympatia, którą zyskali na początku nie osłabła przez kolejne części. Uwielbiam takie sprzeczające się pary, zwłaszcza gdy nie rozpływają się u swoich stóp, a nawet jeśli, tak jak tutaj, to robią, to nie za często, nie za słodko, albo efekt łagodzony jest komentarzem, który słodki nie jest.

„Opposition” nie jest na pewno moim ulubionym tomem ze względu na średnio sprawnie przeprowadzony konflikt, średnio mądre i logiczne zachowania zwłaszcza na końcu książki, ale przyjemnie się to czytało. Katy i Daemon może zbyt mocno skupiali się na uczuciu między nimi, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ przerywali te momenty ciekawymi dialogami, przechwałkami Daemona, a przede wszystkim tworzyli śliczny, miły duet, który ciekawie było śledzić. Problem tylko taki, że w tym tomie bardziej widoczne były nielogiczności i naciągania wykorzystywane przez autorkę albo może zaczęłam zwracać na to większą uwagę, co nieco psuło mi przyjemność czytania. Na szczęście wiele się działo, akcja była całkiem wciągająca, choć oczywiście wielki, zakrojony na szeroką skalę konflikt jest trudny do ładnego, zgrabnego i wiarygodnego przeprowadzenia i niestety Jennifer Armentrout w tej kwestii jest daleko za mistrzami, którymi są np. Andrewsowie, jednak na szczęście nie jest na końcu. Niestety autorka założyła, że można pozwolić głównym bohaterom na wejście w sam środek konfliktu, bez większego uzasadnienia, dlaczego to oni są do tego wyznaczeni, choć są bardzo młodzi. Czegoś mi tu zabrakło – dużo bardziej podobały mi się wydarzenia, które ograniczały się do małych konfliktów z pierwszych tomów. W „Opposition” autorka wzięła na siebie zbyt wiele.

Byłam pewna, że ktoś już to pisał, ale właśnie przejrzałam komentarze i nie mogę znaleźć tego fragmentu. Otóż mam wrażenie, że autorka stawia sobie cele – jakieś konkretne momenty, do których ma dotrzeć akcja, ale nie precyzuje sobie na etapie planowania, jak to ma wyglądać, a potem w czasie pisania po prostu wszystkimi siłami stara się jakoś dotrzeć do tego określonego momentu, niekoniecznie logicznie czy wiarygodnie, ale tak manewruje wszystkim, by móc potem dopiero przejść do kolejnego punktu. Poza tym ma skłonność do obdarowywania akcji i bohaterów świetnym wyczuciem czasu, tak żeby wpadli akurat na czas, aczkolwiek znam książki, które są pod tym względem o wiele, wiele gorsze, a więc „Opposition” nie wypada w porównaniu tak źle.
Spoiler:

Wracając do wspomnianych wydarzeń z końca, które niestety mnie nie zachwyciły ze względu na swoją niewiarygodność. Dziwne było np. to, że ani Katy, ani Daemon w ogóle nie wpadli na to, że mama Katy mogła zostać przejęta przez Luxen. Przecież to nie są głupi naiwniacy, więc dlaczego nawet im to przez głowę nie przemknęło? Autorka chyba za bardzo chciała pokazać szok Katy po dotarciu do domu i odkryciu wszystkiego, jej szał i histerię, które nie byłyby tak bardzo prawdopodobne, gdyby Katy się na to przygotowała. Rozumiałabym sytuację, w której Katy uparcie odrzucałaby myśl, że jej matka może nie żyć, ale to, że w ogóle nie pomyślała o tej możliwości, odczuwam jako nieścisłość i naciąganie faktów.

Blair pisała, że dziecko Dawsona i Beth na pewno ma jakiś cel, ale okazało się, że jedynym jego zadaniem było chyba odciąganie Dawsona od towarzyszenia Daemonowi w tych wszystkich akcjach. Z jednej strony rozumiem, dlaczego autorka chciała w ten sposób to zrobić, i cieszę się, że nie zaplanowała dla dziecka wielkiej roli ani w ogóle go w tę akcję nie wciągnęła, a z drugiej wpadka tej dwójki dalej mi nie leży i tylko jeszcze bardziej osłabiła moją wątłą sympatię do nich. A owej sympatii brak, ponieważ zarówno Beth, jak i Dawson są zbyt mdli jako bohaterowie, zupełnie nie pokazali swoich charakterów, nie sprzeczali się z nikim, nie pokazali nawet ułamka pazurka, a jedynie mieszali i powodowali problemy, nie z ich winy, ale jednak.


Podsumowując, mam lekki problem z zdecydowaniem, jak bardzo mi się podobało – na pewno czytało się bardzo przyjemnie, całkiem szybko jak na książkę po angielsku, a akcja mnie wciągnęła, ale zaczęły przeszkadzać mi elementy, o których wspomniałam, na które wcześniej nie zwracałam uwagi albo nie były aż tak widoczne.

Na koniec znalazłam na stronie autorki podziękowania dla fanów w formie fragmentu odległego o kilka lat od zakończenia „Opposition”. Oczywiście fragment pt. „zadowólmy fanki”. :-P
Spoiler:

http://www.jenniferarment...cial-thank-you/

Grinning at my screen, I trailed my finger over the mouse pad and hit publish on my latest Waiting on Wednesday blog post. I closed the laptop, and feeling entirely too lazy to get up, I forced my mind to clear. Concentrating, I summoned the Source. The laptop trembled, and then a second later, it lifted off my hand and sailed across the room, landing gently on my desk.

“I’m awesome,” I murmured.

“That you are.”

I gasped, sitting up as I looked at the doorway. My eyes narrowed, and I grabbed the pillow. “Would you stop doing that!”

A slow grin pulled at full lips. “Doing what?”

I popped onto my knees, letting the blanket slip away, and cocking back my arm, I threw the pillow as hard as I could. That fluffy cloud turned into a projectile.

Without taking his eyes off me, Daemon’s hand snake out and he snatched the pillow before it connected with his face. “Don’t hate.” Tossing the pillow back to the bed, he folded his arms. “At least I was agreeing with you.”

“You’re as quiet as a freaking ninja,” I muttered.

Daemon winked, and that was the only warning I had. He moved so fast that I could barely track him across the room. The bed dipped under his sudden weight, jostling me and then his large hands were carefully cupping my cheeks. With his knees on either side of my legs, he lowered his head to mine. When he spoke, his warm lips brushed mine, and a rush electricity crackled over my skin. “Hey Kitten,” he breathed.

“What?” I whispered.

He pressed a too-quick, tiny kiss on the corner of my lips. “Have I told you that you’re beautiful yet today?”

I grinned. “Yeah, you did. This morning before Dawson dropped Ashley off.”

“Okay.” Those lips made another sweet pass over mine. “How about this afternoon?”

Placing my hands on his arms, I rested my forehead against his. “Yep. That was roughly around the time Beth and Dawson picked Ashley up. But then again, I’m pretty sure you were just overjoyed by the fact your brother was able to get Ashley’s to drop her chokehold on you.”

“I can still feel that little monkey’s arms around my neck,” he said.

I laughed. “She likes you.”

“Everyone likes me, Kitten.” Kissing me softly, he slid his hands to my shoulders. “How about in the last hour? Have I told you that in the last hour?”

“You just did.”

His lips curved into a smile against mine. “Just making sure.”

Daemon stopped fooling around then and he really kissed me, and he always kissed me like it was the first time. Deeply. He scorched my insides, scalded my skin. And he always kissed me like it would be the last time we’d ever have the pleasure of doing so. My heart rate doubled and as he guided me onto my back and he carefully hovered over me, I wrapped my arms around his shoulders, holding him tight. Without cause, a messy ball of emotion formed in the back of my throat and I squeezed him tight.

“Hey,” he murmured, lifting his head. The center of those beautiful green eyes glowed with white, luminous light. Concern poured into his expression. “What’s wrong? Is something wrong? Shit. Kat, what’s going on?”

My smile was wobbly as I gaze at his beautiful face. “It’s nothing. I’m just overly emotional right now, and it’s just that I… I love you.”

He smoothed his thumb along the bottom of my lip. “I love you, Kat.”

No matter how many years had passed between those horrible moments when I’d thought I’d lost him, I would never forget that bitter taste of fear nor would I ever take any second we spent together for granted.

Daemon eased onto his side beside me, wiggling an arm under me and gathering me close. He picked up my left hand and brought it to his mouth. He pressed a kiss against each knuckle. My gaze fell to the engagement ring and the white-gold band that was nestled close to it.

“I was thinking,” he began.

“Oh geez.”

“Hush it.” He lowered our joined hands to my belly, and I sighed, because even though I was flat on my back, my stomach still looked like I had swallowed a beach ball. “Anyway, I was thinking… well, it was really Archer’s idea.”

I arched a brow. God only knows where this was leading.

“What do you think about making Dee and Archer godparents?”

Not what I was expecting considering it was coming from Archer. “That’s going to make Luc really mad. He called dibs on that honor.”

Daemon grinned. “I know. I think that’s why Archer suggested it.”

I laughed. “You guys are terrible.”

“Yeah, a little.”

Turning my head toward him, I sighed. “I actually think it’s a good idea.”

“Me too.” Daemon let go of my hand and spread his hand across my belly, something he did every night. He was fascinated by how the baby seemed to do backflips whenever it was time to go to bed.

Sitting up beside me, he placed both hands on my distended belly and then he lowered his head, kissing just above my navel. “What do you think?” he asked, speaking to my stomach in a way that made me grin. “You think Archer would make a good godfather? It’s your call, Adam.”

At that moment, little Adam decided to kung fu my stomach and his daddy’s hand. Daemon’s head lifted, his eyes wide and shining. “You feel that?”

“Every organ in my stomach felt that.”

His smile spread, becoming stunningly beautiful as he turned his gaze back to stomach. “That’s my boy.”

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-09-22, 15:04   

No, w końcu Sophie niemal całkowicie się co do jakiegoś tomu serii zgadzamy. :-P Mogłabym się podpisać praktycznie pod każdym zdaniem, dlatego nie będę się powtarzać. No, może tylko troszkę. :-)

Na pewno nie jest to mój ulubiony tom. Nie zrozumcie mnie źle, przyjemnie mi się go czytało, a natężenie wśród męskiej części moich ulubionych bohaterów tylko to odczucie pogłębiło. Muszę jednak powiedzieć, że o wiele lepiej bawiłam się przy jedynce i pożerałam strony przy czwórce. Opposition to nadal dobra książka, ale autorka niestety źle wyliczyła tu swoje siły na zamiary.

Poza wątpliwościami, które podniosła Sophie, ja bym dodała jeszcze takie:
Spoiler:

Muszę przyznać, że w ogóle nie zdziwiło mnie zwrócenie się o pomoc do Arum. To było tak oczywiste, że denerwowało mnie czekanie na przedstawienie tego pomysłu tak późno. Nie kupuję tylko tego, jak rozwiązała tę kwestię autorka. Arum pokonali najeźdźców i co? Obżarci nową energią potulnie wrócili do kanałów bez szemrania? Wytłumaczenie, że są rasą, której nie zależy na dominacji czy objęciu władzy nad światem w ogóle mnie nie przekonuje. Czyżby nie chcieli w żaden sposób poprawić swoich warunków na ziemi, trzymając takiego asa w rękawie? W ogóle ich nie kusi odwet? Chyba nie bardzo.

Nadal jestem zdania, że fajnie byłoby pójść w jakieś naukowe wyjaśnienie możliwości odcięcia ich wszystkich od Źródła, co zamknęłoby drogę do dalszych konfliktów i takich niedopowiedzeń.



Ostatni tom mimo wszystko potwierdza, że jest to naprawdę fajna młodzieżówka, warta przeczytania, biorąc jednak poprawkę na wszystkie wymieniane przez nas wady. Ostatnimi czasy przeczytałam trochę takich serii i uwierzcie mi, że większość bohaterek jest tak infantylna, że nie dorasta Katy do pięt. W takich chwilach jeszcze bardziej tęsknię za kolejną częścią o Penryn... :-( (Susan Ee)

Polecam! ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org