Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Legenda
Autor Wiadomość
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2012-10-06, 17:00   Legenda

Cykl: Legenda
Autor: Marie Lu


Tytuł: Legenda. Rebeliant
Tom: 1
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Tytuł oryginału: Legend
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 7 listopada 2012
ISBN: 978-83-265-0466-2
Liczba stron: 304
Format: 145x205

Opis:
Republika, miejsce niegdyś znane jako zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, jest uwikłana w wieczną wojnę ze swymi sąsiadami, Koloniami. Piętnastoletnia June, urodzona w elitarnej rodzinie w jednej z najbogatszych dzielnic Republiki, jest wojskowym geniuszem. Posłuszna, pełna pasji i oddana ojczyźnie, jest wychowywana na przyszłą gwiazdę najwyższych kręgów Republiki. Również piętnastoletni Day, urodzony w slumsach sektora Lake, jest najbardziej poszukiwanym przestępcą Republiki, ale kierujące nim motywy wcale nie są tak podłe jak by się mogło wydawać. Pochodzący z dwóch różnych światów June i Day nie mają powodu, by się spotkać, aż pewnego dnia brat June, Metias, pada ofiarą morderstwa, a Day staje się głównym podejrzanym. Wciągnięty w śmiertelną zabawę w kotka i myszkę, Day ucieka, próbując jednocześnie uratować swą rodzinę, a June desperacko usiłuje pomścić śmierć brata. Zbieg okoliczności sprawia, iż oboje odkrywają prawdę o wydarzeniach, przez które połączyły się ich losy. Dowiadują się też, że ich ojczyzna gotowa jest sięgnąć po wszelkie dostępne środki, by zataić sekrety. Oszałamiająca pierwsza powieść Marie Lu, pełna akcji, napięcia i romansu, bez wątpienia wciągnie i poruszy każdego czytelnika.

Komentarz:
Rebeliant jest świetny! Zdecydowanie jest to książka z dużym potencjałem, który w większości został wykorzystany.
Rasowa dystopia tudzież antyutopia ze świetnymi pomysłami. Twardy świat maksymalnie ograniczonej wolności dla biednych, indoktrynacji obywateli, oszukiwania mieszkańców, absolutnej kontroli nad ludem, niezwyciężonego systemu. Gruzy Stanów Zjednoczonych – można wywnioskować, iż USA rozpadły się na dwa rywalizujące państwa, z których jedno – Republika – jest tyranem, kontrolującym, kierującym i nadzorującym wszystkich obywateli. Nie ma tam miejsca dla ludzi omijających system. Wszyscy oporni są wyławiani, tropieni, śledzeni i zabijani. Obywatele są manipulowani przez Kongres. Cały system podporządkowany jest potrzebom militarnym, całe życie Republiki krąży wokół wojny z Koloniami. Aby wyłowić obiecujące „okazy”, a pozbyć się „wadliwych”, dzieci w wieku dziesięciu lat odbywają Próbę, podczas której sprawdza się ich ewentualną przydatność dla wojska – szybkość, spostrzegawczość, inteligencję, kondycję. Zwycięstwo w wojnie ponad wszystko – a jeśli przez to mają zginąć miliony to trudno.
Spoiler:

Ciekawe i szokujące (aczkolwiek z racji gatunku – do przewidzenia) są również odkrycia, których dokonują bohaterowie – manipulacja epidemiami, celowe ich tworzenie i rozprzestrzenianie, aby udoskonalić technologię i zwiększyć, a przynajmniej ja to tak zrozumiałam, skuteczność na froncie.


Dwójka głównych bohaterów to dwa spojrzenia na zupełnie inne światy. Day to wyrzutek systemowy, który oblał Próbę i który już dawno z tego powodu winien gryźć ziemię, wrzód na tyłku systemu i od dawna ścigany przestępca. A ma jedynie piętnaście lat. June natomiast to cudowne dziecko, które jako jedyne uzyskało maksymalny wynik z Próby, inteligentna, przyszła wysoko postawiona osobistość. Autorka zestawiła oba ich światy – świat elit, bogactwa i dostatków, oddania prześwietnej Republice, oraz świat biedoty i utrapień systemu, który dziesiątkują epidemie, który jest od samego początku kontrolowany i podporządkowywany Republice. W którymś jednak momencie te dwa światy się ścierają… Muszę przyznać, że naprawdę podobały mi się te wszystkie postacie – były ciekawe i szczególne. Znajdą się jednak przeczy, które i się w nich bardzo nie podobały, aczkolwiek nie wpłynęło to aż tak bardzo na odbiór całej powieści, jak się obawiałam. Miłość, szczególnie tak obcesowo i bezpośrednio wprowadzona, była niezwykle denerwującą sprawą. Spokojnie można byłoby ją znieść, gdyby nie została przedstawiona tak naiwnie i beztrosko. Ckliwe teksty, zachwycanie się urodą tej drugiej osoby i rozmyślanie o pocałunku, zwłaszcza w chwilach, które nie są ku temu odpowiednie, wydało mi się zabiegiem autorki, który miał na celu wpasowanie się w gust przeważającej liczby odbiorców (a przynajmniej mam nadzieję, że autorka zrobiła to w ten sposób, ponieważ była przekonana, że dzięki temu zyska więcej czytelników, niż dlatego, że jest fanką mdłych teksów). Niestety zabrakło, tak myślę przynajmniej, warsztatu przez co wątek ten wyszedł dość topornie i nieelegancko. Jest to jednak sprawa, którą jestem w stanie zdzierżyć i przetrwać, ponieważ poza tym i kilkoma drobnymi potknięciami jest to naprawdę bardzo dobra książka. Poza tym nie wątpię, iż motyw miłości między głównymi bohaterami znajdzie obszerne grono zwolenników, a przynajmniej że przeważająca liczba czytelników nie odbierze tego jako wadę.
Wspomniałam chwilę wcześniej o drobnych potknięciach. Miałam w tym momencie na myśli m.in. wyjątkowo małą ilość kamer na ulicach i w budynkach rządowych i publicznych.
Spoiler:

Wysuwam taki wniosek, ponieważ zakładam, iż bohaterka zachowywałaby dużo bardziej zaawansowaną ostrożność, gdyby chociaż jedna czy dwie kamery mogły zobaczyć, jak wychodzi z pokoju, co mogłoby być użyte do sprawdzenia jej wersji zdarzeń. To raz. A dwa, że gdyby w szpitalu, do którego zakradł się Day, były kamery, od razu mieliby jego zdjęcia, przez co odnalezienie go nie byłoby takie trudne, a June wiedziałaby, że on to on, gdy już go spotkała.

Innym potknięciem jest mikrofon, który wyłapuje drgania strun głosowych i przekazuje już normalne słowa do odbiorcy nadzorującego akcję. Chyba zmartwię tym panią Lu, ale aby powstało słowo potrzebny jest aparat mowy – usta, język. Struny głosowe wywołują tylko i wyłącznie drgania powietrza, które w słowa są przetwarzane dopiero przez usta i język.
Mimo wszystko jest to naprawdę dobra książka. Ciekawa, szybka, wciągająca akcja. Interesujący bohaterowie. Tajemnicza tajemnica rządowa. Rebeliant to dopiero wprowadzenie i jestem naprawdę ciekawa, co będzie dalej. Ponadto z tego, co wyczytałam, ma powstać film na podstawie tej powieści (ktoś się chyba zasugerował sukcesem „Igrzysk śmierci”) i jego również jestem ciekawa.
Polecam, warto przeczytać. ;-)
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-10-15, 11:50   

Ujmę to tak - strasznie ciężko mi się ostatnio cokolwiek czyta, marazm czytaniowy jednym zdaniem, o tyle bardziej dlatego cenię tę książkę, bo mimo wszystko udało jej się wciągnąć mnie w ten świat, dzięki czemu poszło szybko i przyjemnie.

Do opinii o świecie przedstawionym dodałabym jeszcze to, że wydał mi się on dość hermetyczny. Wiemy, że były jakieś powodzie i inne kataklizmy, USA cofnęło się w rozwoju i znowu toczy wojnę między Północą a Południem, ale co się dzieje z resztą świata? Przyznaję, że jako mieszkanę Europy bardzo mnie to interesuje :-) Wszystkiego zaraz w pierwszym tomie nie dostajemy, to jasne, jednak mam nadzieję, że w kolejnych częściach przyjrzymy się z bliska Koloniom. Bardzo ubogi byłby to świat, gdyby autorka nie pokazała nam życia od drugiej strony medalu i na to właśnie czekam.

Jeśli chodzi o bohaterów, to od razu polubiłam Daya. Chłopak jest bardzo inteligentny, odpowiedzialny oraz - to trzeba podkreślić - sprawny fizycznie, przy tym wszystkim jednak pozostaje takim zwykłym człowiekiem, nie wywyższającym się, anie nie przesadnie aroganckim.

Osobowość June na początku mi nie imponowała. Jest to piękny przykład geniusza, który ma klapki na oczach i nie dostrzega prawdziwej natury otaczającego ją świata. W sumie określenie z okładki - geniusz taktyczny - bardzo dobrze oddaje istotę jej inteligencji. Dostrzega szczegóły, świetnie potrafi je ze sobą powiązać, ma niezły instynkt i zdolność szybkiej oceny na polu walki. Jednocześnie jednak nie potrafi dostrzec ogólnego obrazu, a wpojone wartości i nauki Rebelii uczyniły z niej osobę ślepą na jej działania, co stanowi całkowite przeciwieństwo wiecznie podejrzliwego Daya.

June jest geniuszem, cudem Rebelii, a jednocześnie osobą strasznie samotną oraz nie potrafiącą tworzyć naturalnych i zwyczajnych relacji z rówieśnikami. Świetnie zresztą podsumowuje sama siebie słowami (cytat z pamięci): Ludzie rozmawiają o mnie, ale nie ze mną.

Wątek miłosny hm hm podobał mi się i nie podobał. Za plus uznaję to, że nie wywoływał mdłości oraz - dzięki Bogu - nie padły żadne wyznania aż po sam grób i jeszcze później w zaświatach. Nieco irytował chyba ze względu na te rzeczy, o których pisała Sophie.

Sophie napisał/a:
Wspomniałam chwilę wcześniej o drobnych potknięciach. Miałam w tym momencie na myśli m.in. wyjątkowo małą ilość kamer na ulicach i w budynkach rządowych i publicznych.


Zastanawiałam się nad tym i dochodzę do wniosku, że minusem tej książki, jak dla mnie, było zbyt oszczędne przedstawienie świata, w którym toczy się akcja. Bo niby mamy do czynienia z całą masą dość nowoczesnej broni, gdzieś tam przewinęło się zagadnienie zaawansowanych badań genetycznych, a wszystko to przy obszarach, które można określić w większości jako slumsy, chroniczny brak pożywienia oraz zaniki prądu. Pali się w bogatych dzielnicach, a w biednych radź sobie sam. Zawsze mnie zastanawia, jak długo ludzie są w stanie znosić takie warunki oraz w imię czego, przepraszam?

Książka mnie naprawdę zaciekawiła i z chęcią zapoznam się z kolejnymi tomami. Mało czytam pozycji o dystopiach czy tam antyutopiach, więc nie wiem jak wypada na tle reszty, ale jak dla mnie była zadowalająca.

Polecam.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-11-08, 08:33   

Miałam wielkie oczekiwania, może zbyt wielkie, co do tej pozycji, której premiera odbyła się 7 listopada 2012r. Wiedziałam, że to młodzieżówka i postapo. Lubię jedno i drugie. Chyba spodziewałam się czegoś w stylu Listonosza. Może moje nastawienie sprawiło, że w pewnym momencie poczułam się rozczarowana. Po pewnym czasie nasunęło mi się zdanie jakim określiłabym tę pozycję: dwóch super orłów z przeciwnych światów spotyka się na dnie i tylko po to, by poczuć do siebie miętę. Ten motyw przewodni przesłania to, co jest schowane i za mało wyeksponowane, czyli krajobraz po bitwie. Stany Zjednoczone nie są jednością. Kalifornia odłączyła się od reszty i udaje republikę. Rządy sprawuje „Fidel Castro” już jedenastą kadencję, a w następnych "wyborach" startować ma jego syn. Republika toczy wojnę z Koloniami (pozostałymi stanami). Oddzieliła się od nich murem, nie tylko z betonu, ale i murem propagandy. Nie wiem ile minęło czasu od powstania tego chorego państewka, ale już nikt nie pamięta, że Kalifornia była kiedyś całością Stanów. Mieszkańcom republiki zostało wmówione, że od zawsze byli sami, a Kolonie chcą ich podbić. Ile musi minąć czasu, żeby zatarła się prawda. Bardzo mało wiemy o tym jak do tego doszło. Gdzieś jednak krążą legendy o tym, że gdzieś, kiedyś, republika stanowiła całość z koloniami. Republika, jak przystało na totalitarne Państwo nie przebiera w środkach. Każdy, kto nie chce płynąć z prądem ginie „w białych rękawiczkach”. Dominują jakby dwie gałęzie gospodarki. Przemysł zbrojeniowy – wojsko i tajne laboratoria – broń biologiczna. Mamy też popularny element dla postapo. Próba w wieku 10 lat jaką musi przejść każde dziecko. Jeśli nie uzyska dostatecznej ilości punktów na teście: pisemnym, ustnym i sprawnościowym – ginie. Oczywiście, propaganda mówi o obozach pracy dla nieudaczników, a nie ich likwidacji. Nie ma co, fajny świat. Jego opis i relacje żyjących w nim ludzi też są słabo pokazane. Prawie ich nie ma. Wszystko jakoś tak wygląda, jakby było ukazane z punktu widzenia marionetek: Day’a i June. Autorka pociąga za sznurki: idzie tam, widzi to, robi to i cały czas w tym stylu. Książka zaczyna się jak w opowieści z dzikiego zachodu: "Poszukiwany żywy lub martwy”. Wszystko jest strasznie przewidywalne. Nie ma żadnego zaskoczenia, może z wyjątkiem tego, że:

Spoiler:

June, też wpada. Z drugiej strony zapomniałam i cudowna June też, że osoby, które są chorobliwie zazdrosne obserwują cię cały czas, nawet wtedy, gdy tego nie widzisz.



Ponadto, nie rozumiem:
Spoiler:

motywu zdradzenia przez Day’a tego, że Kaede należała do Patriotów. Dlaczego powiedział o tym June. Wiadomo, żeby pomysł June się powiódł, ale motyw jakim kierował się chłopak jest nieracjonalny. Nie miał przecież z tym ugrupowaniem nic wspólnego, wiec dlaczego? Ponadto, dlaczego w ogóle zostały mu pokazane podobizny Patriotów?



Na okładce znalazło się stwierdzenie, że Marie Lu napisała Legendę pod wpływem ekranizacji Nędzników. Chciała w swojej książce ukazać relację między kryminalistą, a detektywem. Uważam, że jej się to całkowicie nie udało.

Mimo tylu wad książkę czyta się błyskawicznie. Na pewno sięgnę po następne tomy. Chyba ze względu na postapo oraz ciekawy motyw wirusów i broni biologicznej. Czy to, co stworzy człowiek może w końcu wymknąć się spod kontroli? Jakie będą tego skutki. Czy tylko pacjent 0 może uratować ludzkość? Jeśli autorka właściwie to rozegra, to kto wie, może zmienię zdanie, ale jak na razie książka na pewno nie zasłużyła, żeby stanąć na mojej półce.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2012-12-01, 23:24   

Trochę zwlekałam z pisaniem tej opinii, ale tak jest lepiej, gdyż miałam czas poukładać sobie wszystko w głowie i ochłonąć z wrażenia, jakie wywarł na mnie Rebeliant. A wrażenie owo było ogromne i nadal takie pozostaje - teraz wyraźniej dostrzegam wady.

Jak wszyscy doskonale wiemy, literatura młodzieżowa ostatnimi czasy ma się źle, bardzo źle, dlatego kiedy po raz pierwszy wypłynęła sprawa Rebelianta, nawet się nim nie zainteresowałam. Potem pełne radosnego zdumienia pierwsze posty o tej książce zaciekawiły mnie na tyle, by o nią sięgnąć. I muszę przyznać, że po raz pierwszy od dłuższego czasu nie żałowałam spędzonego na lekturze czasu, ba!, znajdywałam w tym przyjemność! Styl pani Lu był przyjemny, lekki i plastyczny, i nawet jeśli miejscami zdarzały się zgrzyty, to myślę, ze można je wybaczyć jej jako debiutantowi. (Inne debiutanckie grzeszki także). Kiedy miał być humor, humor naprawdę był, a nie teksty tak suche, że można się odwodnić. Historia okazała się wciągająca, chociaż po przerzuceniu ostatniej kartki uznałam, że była... za krótka? Zbyt mało było akcji gwałtownej i wątków przy dużej ilości zagłębiania się w bohaterów, ich charaktery, Marie Lu nie zdołała utrzymać równowagi. I spodziewałam się raczej, że to ściganie Daya będzie trwało dłużej... w zasadzie całą trylogię. A tak, nim się na dobre zaczęło, skończyło.

Naprawdę postacie polubiłam, ale przyznaję, że te drugoplanowe wydały mi się zaniedbane. I przez całą książkę wmawiałam sobie, że główna dwójka jest starsza, wtedy łatwiej było mi zaakceptować ich osobowości. Jakoś... nie pasowały mi do ich rzeczywistego wieku. A wątek miłosny... zgadzam się, dla mnie także wyglądał wciśnięty na siłę, byle spełnić "wymóg", ale na szczęście nie był jakoś specjalnie odczuwalny.

Ogólnie mówiąc, uważam, że to jedna z lepszych książek młodzieżowych, jakie można znaleźć w księgarniach.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-12-03, 07:20   

destrakszyn napisał/a:
I przez całą książkę wmawiałam sobie, że główna dwójka jest starsza, wtedy łatwiej było mi zaakceptować ich osobowości. Jakoś... nie pasowały mi do ich rzeczywistego wieku.


I o to mi chodziło, kiedy pisałam, że poczułam się rozczarowana. Hormony szaleją u nastolatków, a tu mamy wszystko skalkulowane, opanowanie jak z doświadczenia po wielu latach pracy w warunkach inwigilacji grup, osób od środka lub „nadnaturalną” sprawność fizyczną. Nierealne zachowania fizyczne i psychiczne dwójki bohaterów przez cały czas rzutowały na wszystko co było dobre w książce czyli całą resztę.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2013-03-27, 17:53   


Tytuł: Legenda. Wybraniec
Autor: Marie Lu
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Tytuł oryginału: Prodigy
Tom: 2
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: marzec 2013
ISBN: 9788378950998
Liczba stron: 368
Opis:
Spoiler:

Day i June, chcąc ratować Edena, dołączają do Patriotów.
Elektor Primo umiera. Władzę obejmuje jego syn – Anden. Kim jest? Wrogiem czy wybawcą?
Przywódca Patriotów jest pewien odpowiedzi i wierzy, że tylko krwawa rewolucja może uratować kraj. Day i June muszą podjąć decyzję, po której stronie barykady stanąć.
Day i June docierają do Vegas w chwili, kiedy staje się coś nieprawdopodobnego: Elektor Primo umiera, a jego syn – Anden – przejmuje rządy w Republice. W chwili kiedy kraj pogrąża się w chaosie, Day i June dołączają do Patriotów. W zamian za obietnicę odnalezienia Edena oraz przerzucenia ich do Kolonii, Day decyduje się na coś, czego unikał przez całe życie – razem z June wezmą udział w zamachu na nowego Elektora Primo.
Śmierć Elektora to szansa na zmiany w kraju, w którym mieszkańcy zbyt długo byli zmuszani do milczenia.
Jednak kiedy June zbliża się do Elektora, zdaje sobie sprawę, że Anden w niczym nie przypomina swojego ojca. Dziewczyna jest rozdarta między tym, czego oczekują od niej Patrioci, a swoim przeczuciem: A jeśli to właśnie Anden jest nadzieją na nowy początek? Czy rewolucja nie powinna być czymś więcej niż zemstą pełną gniewu i krwi? A co jeśli Patrioci się mylą?



Komentarz:
Skończyłam „Wybrańca” i jestem naprawdę zdziwiona tym, jak bardzo mam ochotę przeczytać kolejny tom. Kontynuacja „Rebelianta” bardzo mi się podobała, podobnie zresztą jak część pierwsza. Jest zwyczajnie świetna. :-) Nie bez znaczenia jest tez zauważalny postęp i poprawa warsztatu Marie Lu – autorka lepiej operuje wątkami i postaciami, zgrabniej wychodzi jej prowadzenie akcji. W dodatku miała już dobry start, czyli ciekawy pomysł, który dawał jej wiele możliwości.

„Wybrańca” praktycznie połknęłam, minęła chwila i już przekręcałam ostatnią kartkę. Czas mijał przy nim niezauważenie. Akcja wciągała, gnała na łeb, na szyję, wielokrotnie zmieniała swój kierunek, była (prawie :-P ) nieprzewidywalna i zaskakująca. Recz jasna nie udało się autorce uniknąć wpadek, jednak było ich mniej i nie były tak zauważalne, jak w „Rebeliancie”.
Spoiler:

Może jedynie za wyjątkiem tego, iż bohaterowie nie zastanawiali się, co dzięki rewolucji chcą osiągnąć, co ma ona wywołać (oprócz obalenia Elektora) ani zwyczajnie co dalej. Mamy zabić Elektora? No to lecim. Rewolucja? Już się robi. Ale co potem? Tego nikt już nie sprecyzował ani nawet się nad tym nie zastanawiał. A powinni, nie tylko główni bohaterowie, którzy zwyczajnie musieli się zorientować, a czego mimo wszystko nie zrobili, że nie wiadomo co potem. Day i June zauważają, szczególnie ona, tyle rzeczy, że z miejsca powinni się zorientować, że coś jest nie tak – przecież już nie takie rzeczy robili. Poza tym dlaczego nie zorientowali się, że skoro Razor miał taki łatwy dostęp do Elektora, już dawno powinien był go nie usiec? Nie byłoby to problemem. Wpadką autorki jest również nieuważne stworzenie historii Republiki. Napisane zostało, iż Elektor Primo wprowadził obowiązek uczestniczenia w Próbie, ale też zaznaczono, iż ludzie już o tym nie pamiętają – nie pamiętają, że jeszcze parę dziesięcioleci wcześniej Próba była dobrowolna, że to Primo stopniowo ją zaostrzał. O ile Elektor Primo nie miał dwóch setek na karku, to ludzie powinni sobie zdawać sprawę, iż to on, ledwie kilkadziesiąt lat temu wprowadził ten obowiązek. Dlaczego niby starsi milczą, dziadkowie, rodzice, dlaczego nie uświadamiają młodych? Wszyscy zgodnie milczą? Naprawdę trudno mi w to uwierzyć, to przecież niezgodne z ludzką naturą. Autorka kopie pod sobą dołki w tym momencie.
Tutaj, w tych paru sprawach, Marie Lu się nieco potknęła, jednak ja jestem w stanie jej to całkowicie wybaczyć.



W tym tomie, w porównaniu z poprzednim, nie ciążyło mi już tak bardzo fakt, iż bohaterowie są tak młodzi (rzecz jasna nie zaszkodziłoby, gdyby mieli te parę lat więcej), przyzwyczaiłam się do nich, zaakceptowałam, w dodatku zupełnie mnie nie drażnili, co jest nie lada wyczynem. Życie bohaterów bardzo się skomplikowało, więc tym bardziej powinien się uwidaczniać ich młody wiek, ale w „Wybrańcu” tego nie zaobserwowałam. Być może to dlatego, że automatycznie myślałam o nich jak o starszych, dodawałam te parę lat, zupełnie tego nie zauważając. W dodatku autorka zorientowała się, że wątek miłosny jest zbyt toporny i w drugim tomie już go złagodziła, urealniła, dodała mu życia. Nie wygląda już na wepchnięty na siłę do akcji, ale ładnie komponuje się z resztą. Chyba wspominałam już o tym przy „Rebeliancie”, ale powtórzę – bardzo dobrze, że autorka zdecydowała się na naprzemienne rozdziały, w których narracja prowadzona jest z dwóch rożnych punktów widzenia – dzięki temu Czytelnik ma, nazwijmy to, trójwymiarowy wgląd w akcję.

Już pisałam, iż jestem zdziwiona moją reakcją na „Wybrańca” („Rebelianta” zresztą też się to tyczy), ponieważ z reguły tego typu książki nie wzbudzają we mnie aż tak pozytywnych emocji, podczas gdy „Legendę” uważam za naprawdę świetną pozycję. Młodzieżówka, ale myślę, że nie tylko dla młodzieży. Supcio. :-D

Nooooo, to kiedy tom trzeci? :-P
Liczę na to, że wydawnictwo nie zawiedzie i książka trafi w nasze łapki jeszcze w tym roku. Czekam niecierpliwie i polecam.

EDIT:
Strona serii: http://legendatrylogia.pl/
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-04-12, 06:35   

II część Legendy już za mną. Czytało się szybko i płynie. Bohaterowie przestali razić doskonale wyreżyserowaną kalkulacją w swoim postępowaniu. Autorka dodała wiele o świecie. Co spowodowało klęskę, co się dzieje w nim w chwili obecnej. Jak radzi sobie reszta świata i jak wygląda na mapie. Wiele rzeczy oczywiście na plus. Jako osobę "z balastem doświadczeń" mierzić może "szczeniacka" miłość, ale w sumie może być. Znacznie lepiej niż w Rebeliancie.

Co do:
Sophie napisał/a:

Spoiler:



Może jedynie za wyjątkiem tego, iż bohaterowie nie zastanawiali się, co dzięki rewolucji chcą osiągnąć, co ma ona wywołać (oprócz obalenia Elektora) ani zwyczajnie co dalej. Mamy zabić Elektora? No to lecim. Rewolucja? Już się robi. Ale co potem? Tego nikt już nie sprecyzował ani nawet się nad tym nie zastanawiał. A powinni, nie tylko główni bohaterowie, którzy zwyczajnie musieli się zorientować, a czego mimo wszystko nie zrobili, że nie wiadomo co potem. Day i June zauważają, szczególnie ona, tyle rzeczy, że z miejsca powinni się zorientować, że coś jest nie tak – przecież już nie takie rzeczy robili. Poza tym dlaczego nie zorientowali się, że skoro Razor miał taki łatwy dostęp do Elektora, już dawno powinien był go nie usiec? Nie byłoby to problemem. Wpadką autorki jest również nieuważne stworzenie historii Republiki. Napisane zostało, iż Elektor Primo wprowadził obowiązek uczestniczenia w Próbie, ale też zaznaczono, iż ludzie już o tym nie pamiętają – nie pamiętają, że jeszcze parę dziesięcioleci wcześniej Próba była dobrowolna, że to Primo stopniowo ją zaostrzał. O ile Elektor Primo nie miał dwóch setek na karku, to ludzie powinni sobie zdawać sprawę, iż to on, ledwie kilkadziesiąt lat temu wprowadził ten obowiązek. Dlaczego niby starsi milczą, dziadkowie, rodzice, dlaczego nie uświadamiają młodych? Wszyscy zgodnie milczą? Naprawdę trudno mi w to uwierzyć, to przecież niezgodne z ludzką naturą. Autorka kopie pod sobą dołki w tym momencie.
Tutaj, w tych paru sprawach, Marie Lu się nieco potknęła, jednak ja jestem w stanie jej to całkowicie wybaczyć.



Spoiler:

- wątku nie zastanawiania się przez Day i June co dalej po zabiciu elektora czy wywołania rewolucji to moim zdaniem jest ok. Tak myślą osoby w wieku bohaterów. Nie zastawiają się co będzie później, żyją dniem dzisiejszym. Planowanie przyszłości do domena dorosłości. Dlatego Wybraniec bardziej mi się spodobał, bo Day i June w końcu zaczęli zachowywać się jak młodzież;
- wątku z niepamiętaniem, że to ojciec Andena wprowadził przymusowe próby to rzeczywiście nie trzyma się kupy. Żeby ludzie o tym zapomnieli musiał by to zrobić pradziadek Andena. Duża niespójność, albo to ściema młodego elektora. Ja mu po prostu do końca nie wierzę. Coś w jego zachowaniu mi się nie podoba. Jest podejrzany, coś knuje.
Nie mogę jeszcze rozgryźć dlaczego pozbywano się ludzi najbardziej inteligentnych. Takich jak Day. June przeżyła tylko dlatego, że pochodziła z enklawy. Ile jeszcze było takich jak Day. Czy system postanowił się ich pozbyć bo byli za bystrzy i mogli stać się niewygodni dla republiki? Skoro Republika pozbywała się najsłabszych to może i najlepszych? Tylko dlaczego? Tu też mi od poczatku Rebelianta coś nie grało.

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1714
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-06-05, 18:26   

Przeczytałam obie części. Niemal jedną za drugą, gdyż biblioteka w mojej mieścinie postanowiła zaszaleć.
Jak to powiadają, jest ryzyko jest zabawa, gdyż tak naprawdę opis z okładki pierwszej części bardziej odrzuca (jeśli nie jest się w wieku bohaterów) niż zachęca. Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o Rebelianta, to czytelnik dostaje do ręki książkę dziejącą się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której Stany Zjednoczone podzielone na dwa odrębne byty (Republikę i Kolonie) toczą ze sobą zaciekłą wojnę. Oczywiście, jak to bywa w powieściach tego typu i skierowanych do młodszej publiki, nie może zabraknąć wątku romantycznego. Oczywiście najlepiej między dwójką pochodzącą z dwóch przeciwnych klas społecznych.
Książka od strony fabuły jest w miarę poprawnie napisana, jak na moje niewprawne oczko. Ciekawa, choć nie do końca oryginalna, wizja świata, wciągająca akcja, która mimo paru minus nie razi jakąś wielką nielogicznością.
Co do głównych bohaterów – June i Daya. Tak, jak już wcześniej było wspominane, ich zachowanie jakoś niekoniecznie pasowało mi do wieku, w jakim owa dwójka jest. Ale to pół biedy. Największy zgrzyt zębów wywoływał u mnie wątek miłosny, jakim poczęstowała Lu. Rozumiem szalejące hormony i miłość od pierwszego wejrzenia, ale to ciągłe ich wzdychanie do siebie… Brrrrrrrrr.
Tak więć ksiażka ogólnie wypadła nawet dobrze,, czytało mi się ja szybko, lekko i,z pewnymi wyjątkami nawet przyjemnie. Takie 3,75/5

Druga część, czyli Wybraniec. Tu już niestety wypada znacznie gorzej. O ile sama akcja buntownicza była jeszcze dość satysfakcjonująca, to kierunek romansowy w jakim poszła całość już zupełnie mi się nie spodobał. Za dużo tego wzajemnego wzdychania do siebie nawzajem i jeszcze do zestawu dołączeni kolejni oblubieńcy i oblubienice. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Chyba jedyny plus, iż czytało się szybko oraz lekko. I o ile dobrze pamiętam z części pierwszej, to w Wybrańcu były dłuższe rozdziały. W przypadku tej części to ledwo 3/5.

Spoiler:

W tej części dowiadujemy się troszkę więcej o przeszłości Stanów i w ogóle reszty świata. Tylko, jak dla mnie, jest tam pewna nieścisłość. Świat został zalany przez powodzie, gdyż lodowce się stopiły. Tylko to nie jest raczej proces, który dzieje się w jeden wieczór, więc z jakiej okazji jedna z bohaterek twierdzi, iż przyszły one nagle i bez ostrzeżenia. Nikt nie zauważył, iż wód przybywa? Toż to jeszcze było w czasach kiedy raczej komunikacja ogólnoświatowa nie szwankowała aż tak bardzo i byli odcięci. To jak to tak?


hlukaszuk napisał/a:
Spoiler:

Nie mogę jeszcze rozgryźć dlaczego pozbywano się ludzi najbardziej inteligentnych. Takich jak Day. June przeżyła tylko dlatego, że pochodziła z enklawy. Ile jeszcze było takich jak Day. Czy system postanowił się ich pozbyć bo byli za bystrzy i mogli stać się niewygodni dla republiki? Skoro Republika pozbywała się najsłabszych to może i najlepszych? Tylko dlaczego? Tu też mi od poczatku Rebelianta coś nie grało.



Spoiler:

Co do Daya, to może idę złym tropem i czepiła się tylko czegoś, ale w Wybrańcu, on przynajmniej ze dwa razy wspomina, iż jego rodzice zostali zmuszeni do tego, by przeprowadzić się do slumsów. Tak jakby wcześniej wiedli inne życie, ale stało się coś (np. któreś podpadło) i w ramach podzięki za „zasługi” zostali zdegradowani. A w przypadku przeszłości jego ojca są tam jakieś przypuszczenia, iż mógł być zaangażowany w jakąś buntowniczą historię i (o ile dobrze pamiętam) zniknął w dość niewyjaśnionych okolicznościach. Tak więc, może o to kaman? Kiedy Day dostał maksymalna liczbę punktów na Próbie, władze Republiki przestraszyły się, iż okaże się jeszcze lepszy w walce z tyranią niż ojciec i zdecydowały się na pozbycie takiej jednostki.



Jeszcze w przypadku samego tłumaczenia, ale nie wiem, o co kaman ze zdaniem powtarzającym się co jakiś czas „założyłam ramiona”. Domyślam się, iż to o jakieś ich skrzyżowanie chodzi, ale co to w ogóle za zwrot? Istnieje coś takiego i jest poprawne? Gdyż mnie się tylko pojawiało w głowie „a co, odpadły ci?”.
_________________
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2013-06-07, 21:59   

Od mojego przeczytania Rebelianta minęło trochę czasu, ale wtedy byłam o wiele bardziej entuzjastyczna niż teraz. Wybrańca przeczytałam szybko, to ten typ literatury, chociaż myślę, że sporo wolniej niż w przypadku pierwszej części. Coś się zmieniło, ale trudno mi określić, co - odniosłam wrażenie, że Marie Lu chciała zmienić zamysł swojej powieści, jednocześnie jej... nie zmieniając. Pojawiła się powaga i mrok, ale to się rozmywało, skonfrontowane z takimi typowymi dla młodzieżówek charakterystycznymi rysami, jak chociażby pojawienie się "tego drugiego" oraz "tej drugiej". (Swoją drogą zawsze mnie rozwala, że nie pogadają jak normalni ludzie, o nie, oni muszą ukrywać swoje uczucia).

Znów irytowało mnie niepasujące do wieku bohaterów zachowanie, chociaż w Dayu dostrzegłam poprawę. Na ogół starałam się po prostu nie pamiętać, że są tak młodzi, także w celu, by ich wyznania miłosne (choćby tylko w myślach) nie brzmiały dla mnie tak śmiesznie i gimnazjalnie, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Za to fabuła trzymała poziom nawet mimo kilku drobnych potknięć, które mi nie pasowały. Ale wydaje mi się, że było nieco za krótko - ledwo się coś zaczęło dziać, a zaraz kończyło. Myślę, że autorka mogła trochę rozciągnąć te wydarzenia w czasie.

Spoiler:

hlukaszuk napisał/a:
Nie mogę jeszcze rozgryźć dlaczego pozbywano się ludzi najbardziej inteligentnych. Takich jak Day. June przeżyła tylko dlatego, że pochodziła z enklawy. Ile jeszcze było takich jak Day. Czy system postanowił się ich pozbyć bo byli za bystrzy i mogli stać się niewygodni dla republiki? Skoro Republika pozbywała się najsłabszych to może i najlepszych? Tylko dlaczego? Tu też mi od poczatku Rebelianta coś nie grało.
Ja myślałam raczej o jeszcze jednych testach wliczonych w Próby - psychologicznych, stwierdzających, czy masz zapędy buntownicze już od dzieciaka. Day wspominał, że nie chciał opuścić przed policjantem wzroku (i chyba wcześniej czymś w niego rzucił? Nie pamiętam szczegółów, wybaczcie), chociaż większość dzieci na pewno by to zrobiła, ba, uciekła, gdzie pieprz rośnie. Może to było w nim od początku, a w June pękło dopiero wówczas, gdy zrozumiała, że została przez Republikę zdradzona.

_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-06-28, 14:04   

Spoiler:

destrakszyn napisał/a:
hlukaszuk napisał/a:
Nie mogę jeszcze rozgryźć dlaczego pozbywano się ludzi najbardziej inteligentnych. Takich jak Day. June przeżyła tylko dlatego, że pochodziła z enklawy. Ile jeszcze było takich jak Day. Czy system postanowił się ich pozbyć bo byli za bystrzy i mogli stać się niewygodni dla republiki? Skoro Republika pozbywała się najsłabszych to może i najlepszych? Tylko dlaczego? Tu też mi od poczatku Rebelianta coś nie grało.
Ja myślałam raczej o jeszcze jednych testach wliczonych w Próby - psychologicznych, stwierdzających, czy masz zapędy buntownicze już od dzieciaka. Day wspominał, że nie chciał opuścić przed policjantem wzroku (i chyba wcześniej czymś w niego rzucił? Nie pamiętam szczegółów, wybaczcie), chociaż większość dzieci na pewno by to zrobiła, ba, uciekła, gdzie pieprz rośnie. Może to było w nim od początku, a w June pękło dopiero wówczas, gdy zrozumiała, że została przez Republikę zdradzona.
Uważam, że dokładnie o to chodzi. Testy psychologiczne, mimo starań Daya, wypadły dla niego niekorzystnie. Wyobraźmy sobie teraz tak inteligentnego chłopaka w armii, którego nie da się omamić reżimową papką oraz z buntowniczymi ciągotami?



Spoiler:

hlukaszuk napisał/a:
- wątku nie zastanawiania się przez Day i June co dalej po zabiciu elektora czy wywołania rewolucji to moim zdaniem jest ok. Tak myślą osoby w wieku bohaterów. Nie zastawiają się co będzie później, żyją dniem dzisiejszym. Planowanie przyszłości do domena dorosłości. Dlatego Wybraniec bardziej mi się spodobał, bo Day i June w końcu zaczęli zachowywać się jak młodzież;

A mi się wydaje, że było coś wspominane o tym, że skoro Koloniści sponsorują Patriotów, to są oni zainteresowani przejęciem władzy w tym kraju i rozpoczęciem nowych, lepszych rządów. Czy nie taki właśnie miało to wszystko cel? Zabicie Elektora przez bohatera ludu, zjednanie ich sobie jeszcze bardziej do ruchu oporu, dzięki czemu nowy rząd obcego kraju zostałby potraktowany jako wyzwolenie? Oczywiście pozornie, bo za wszystkim stał Senat.



Na początku jakoś nie mogło zaskoczyć, czytałam po 1-2 strony, ale w końcu mnie wciągnęło. Rzeczywiście często następowały zwroty akcji, jedne mniej przewidywalne, drugie bardziej. Po przeczytaniu całości pomyślałam sobie, że w sumie to mogłam się całej tej intrygi domyślić wcześniej, bo nie była strasznie zaskakująca. Sama nie wiem czemu na to nie wpadłam o wiele szybciej niż June, może dlatego, że po prostu popłynęłam z prądem, akcja była szybka, to i ja czytałam jak szalona. Może zwoje mózgowe nie nadążyły :-P

WereWolf napisał/a:
Za dużo tego wzajemnego wzdychania do siebie nawzajem i jeszcze do zestawu dołączeni kolejni oblubieńcy i oblubienice. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.

Nie mogę się bardziej co do tych oblubieńców zgodzić. Pomijam już oczywiście te wielkie miłości w wieku 15 lat, coraz bardziej mnie to mierzi, ale jak pisałam - pomijam. Wątek z Andenem był jeszcze całkiem znośny i nie irytował mnie w ogóle. Za to Tess... Narzekaliśmy na zachowanie bohaterów nie pasujące do ich wieku? No to mamy tutaj przykład, gdzie wszystko jest adekwatne i na swoim miejscu. Za każdym razem, gdy czytałam o jej wykrzywionych usteczkach, następnie anielskiej twarzyczce, później gniewnych uniesieniach, żeby zakończyć na zapewnieniach ze strony wszystkich osób postronnych pchających się w ten wątek, że to taka słodka i świetna dziewczyna, to mnie mdliło. To BYŁA słodka dziewczyna, a teraz zrobił się opętany hormonami bachor.
Spoiler:

I co miało w ogóle znaczyć, że nic nie mówiła, kiedy Day czarował inne dziewczyny, ale teraz nie będzie milczeć? Czy ona, przepraszam, posiada go na własność? Tyle razem przeżyli, to z automatu, mimo że kocha June, powinien ją obcałowywać i absolutnie nie podążać za własnym instynktem i uczuciami? Bleh. Po prostu bleh.



Zmieniło się dla mnie to, że bardzo polubiłam June. Day jest nadal ok, ale zaimponowało mi to, że dziewczyna wiele się nauczyła po wydarzeniach w Rebeliancie. Tam miała zamknięte klapki na oczach, tu nieustannie analizuje zachowanie innych oraz kombinuje, co może ono oznaczać. Jest przy tym wszystkim osobą tak pragmatyczną i twardo stąpającą po ziemi, że musiała mnie sobie zjednać :-) Mam słabość do takich bohaterek.

Miejscami podobało mi się bardziej niż w Rebeliancie, z drugiej strony nie lubię trójkątów ani innych wielokątów w wątkach miłosnych, więc trochę mnie to drażniło.
Na pewno plusem było poznanie losów świata poza granicami Republiki. Pomijając te wszystkie potknięcia, które już wymieniłyście, zabawne było to, że
Spoiler:

oto nasze USA nie jest w tej powieści supermocarstwem, ale jest nim np. taka Afryka! Ha! To dopiero ironia losu 8-)


Ciekawa koncepcja Kolonii, nie powiem, podobało mi się, liczę na trochę więcej wątków z tym związanych.

Jestem ciekawa, jak autorka wybrnie z zakończenia, które nam zaserwowała i na pewno przeczytam ostatnią część. Miła lektura, niewymagająca, ale szybko spędza się przy niej czas.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-04-22, 12:05   


Tytuł: Legenda. Patriota
Autor: Marie Lu
Tytuł oryginału: Champion
Tom: 3
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 21 lutego 2014
ISBN: 9788378957393
Format: 145x205
Oprawa: miękka
Liczba stron: 380
Cena det.: 29,90 zł

Opis:
June i Day poświęcili bardzo wiele dla ludu Republiki i dla siebie nawzajem. Teraz ich kraj zaczyna pisać swoją historię od nowa. June wraca do łask Republiki, pracując z rządową elitą skupioną wokół Najwyższego Elekta, zaś Day awansuje na wysoką pozycję w armii. Ale żadne z nich nie może przewidzieć okoliczności, które sprawią, że znów będą musieli działać razem. Właśnie wtedy, gdy pokój wydaje się być tak bliski osiągnięcia, wybuch epidemii powoduje panikę w Koloniach i do granic miast Republiki zbliża się wojna. Nowy rodzaj epidemii jest najbardziej zabójczy z wszystkich dotychczasowych i, jak wkrótce przekonuje się June, jedyny sposób obrony Republiki może kosztować Daya wszystko, co ma.
Historia, która zapiera dech w piersiach i trzyma w niepewności do końca. Bestsellerowa trylogia Marie Lu zmierza ku zaskakującemu rozwiązaniu.

Komentarz:

„Patriota” – trzeci tom trylogii, zakończenie, zamknięcie wątków, pożegnanie z June i Dayem. Nie sądziłam, że autorka może nie zaskoczyć, myślałam, że wiem, co też ona szykuje, wydawało mi się, że wiem już wszystko. Marie Lu udało się zaskoczyć mnie przynajmniej kilka razy wcześniej, ale przez myśl mi nie przeszło, że zrobi to też w zakończeniu „Legendy”. A zaskoczona jestem wielce – autorka nie poszła na skróty, nie wybrała najbardziej oczywistej ścieżki, a zrobiła coś, czego po tym typie literatury nigdy bym się nie spodziewała. W zasadzie nie wiem, co napisać – jestem w szoku i choć jako czytelnik jestem zachwycona takim rozwiązaniem, to jako osoba, która w jakiś sposób zżyła się z bohaterami (co mnie samą zaskoczyło, biorąc pod uwagę z jakim gatunkiem mamy do czynienia) jestem gdzieś w głębi po części oburzona, a po części nie dowierzam. Nieświadomie powtarzam sobie gdzieś z tyłu głowy, wmawiam to tej wspomnianej osóbce od zżycia się, że mogło być gorzej, że autorka mogła nie dopisać tych paru ostatnich stron, że dopiero wtedy byłabym w ciężkim szoku i że dopiero wtedy mogłabym prawdziwie narzekać. W zasadzie nawet nie wiem, co myśleć – z jednej strony „wow”, a z drugiej już nie. Cóż, logicznie rzecz ujmując, nie powinnam aż tak bardzo przejmować się tymi wydarzeniami, ale z jakiegoś chorego powodu jest inaczej.

W zasadzie gdyby nie takie zakończenie, miałabym zauważalnie odmienną opinię, na pewno mniej bym się zachwycała, bo i mniej do zachwytu było. Bywały momenty, że nie wiedziałam, co się działo – widziałam i czułam, że coś się dzieje, że jakaś szybka akcja, ale nie byłam sobie w stanie tego zwizualizować – może powinnam była przeczytać dane fragmenty raz jeszcze, ale by to zrobić, trzeba by się było zatrzymać, a nawet cofnąć się w akcji; ostatecznie więc gnałam dalej, mimo że obraz wydarzeń nie mógł mi się w głowie uformować. Ale może to tylko ja. Tak jak to, że miałam problemy z przypomnieniem sobie wielu kwestii, które jednak w miarę upływu stron w końcu ułożyły mi się w głowie, choć dla pełnego obrazu sytuacji, musiałaby ponownie przeczytać poprzednie części. Tym, co drażniło mnie najbardziej (na luki logiczne, o dziwo, w ogóle nie zwracałam uwagi, co też warto zaznaczyć), była koszmarna korekta – przecinkologia kwiczała porzucona (tam, gdzie przecinek potrzebny, nie było go, a tam, gdzie być go nie powinno – był; na szczęście po iluś stronach przestałam na to zwracać uwagę), niektóre zdania nie leżały mi czy to logicznie, czy to składniowo.

Na pewno na plus koniecznie trzeba zaliczyć fakt, że „Patriotę” wciąga się jednym tchem, bez jakichkolwiek trudności, bez wolniejszych momentów; akcja gna, że aż trudno za nią nadążyć. Bohaterowie z kolei są ciekawi i łatwo zaskarbili sobie moją sympatię, o czym na pewno pisałam już przy poprzednich tomach. Nie przeszkadzał mi nawet ich wiek, nawet chyba nie dodawałam im automatycznie dodatkowych wiosen na konto; nie przeszkadzało mi to zupełnie, w wydarzeniach z „Patrioty” dobrze mi leżeli w wieku narzucony przez autorkę, choć może to wpływ „Wybrańca” i może już się przyzwyczaiłam do tych bohaterów w takiej właśnie postaci.

Podobało mi się i polecam serdecznie.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1714
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2014-04-29, 19:52   

A jak dla mnie zakończenie było do przewidzenia i od samego początku obstawiałam, że
Spoiler:

Day albo umrze w trakcie operacji, po wcześniejszym wielkim wyznaniu miłości, albo właśnie straci pamięć. Jedynie nie sądziłam, iż June mu się postanowi nie przypominać. Chodziło mi jeszcze po głowie, że mogą się pojawić małe Dajunki, ale tak do końca nie wiadomo co tam było ostatecznie :-P Tylko wielkim niedociągnięciem jest dla mnie fakt, że Day się wcześniej nie dowiedział kim była dla niego June i że w ogóle ktoś taki istniał. Bo ona może mu i nie powiedziała, ale co z Edenem bądź Tess? Przecież wiedzieli, a jakoś trudno mi uwierzyć, iż młodemu nic by się nie wymsknęło.


Ogólnie czytało się dobrze, choć muszę przyznać, że w niektórych momentach akcja gnała zbyt szybko, za wiele się działo w tak krótkim czasie, co wprowadzało drobny chaos. No i jakoś wiek bohaterów niezbyt pasuje do ich poczynań, ale to już raczej taka cecha gatunku.
Podsumowując lektura dobra na raz, ale raczej nie z tych, do których chciałoby się wracać.
_________________
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-07-21, 12:25   

Każdemu czytało się szybko, mnie również. Nie zmienia to jednak faktu, że po przeczytaniu zakończenia poczułam jakby przeczytała epilog napisany przez nastolatkę.
Spoiler:

Rozdzieleni w naście, schodzą się po 10. Zabrakło tylko małej dzidzi



Może odstęp pomiędzy dwiema pierwszymi a trzecią sprawił, że podeszłam do Patrioty z dystansu i choć do tej pory uważałam, że lubię młodzieżówki i tylko niektóre mnie rozczarowują, to jednak zaczynam powoli zmieniać zdanie. Jeśli książka nie ma dobrze wykreowanego świata, nastolatkowie nie są w stanie mnie zainteresować. Ich zachowania i problemy stają się śmieszne. Powtarzam się. Chyba przestanę je tj. młodzieżówki czytać, bo popadnę w depresję, że jestem stara. Ostatnią młodzieżówką, którą się zachwyciłam była Opowieść Penrym o końcu świata i Przegląd końca świata. Może więc nie jest ze mną jeszcze tak źle. :mrgreen:
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org