Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Trylogia Czasu
Autor Wiadomość
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-01-13, 16:18   Trylogia Czasu



Trylogia czasu #1 - Czerwień Rubinu
Tłumaczenie: Agata Janiszewska
Wydawnictwo: Egmont
Wydanie polskie: 5/2011
Tytuł oryginalny: Edelstein Trilogie: Rubinrot
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 344

Opis: Gwendolyn ma szesnaście lat, dwoje rodzeństwa, oddana przyjaciółkę w klasie i lekko dziwaczna rodzinę. Z dnia na dzień dowiaduje się, że jest obdarzona genem podróży w czasie. Drugim podróżnikiem jest niejaki Gideon – bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, który tajną misję najchętniej zachowałby wyłącznie dla siebie. Ale bez Gwendolyn nie uda mu się misji wypełnić...

Podróże w czasie, niebezpieczeństwa czyhające w najmniej spodziewanym momencie, miłość, która nie zna granic czasu... ta książka cię pochłonie. Dla ciebie również czas przestanie mieć znaczenie.

Trylogia czasu #2 - Błękit Szafiru
Wydanie polskie: 10/2011
Tytuł oryginalny: Edelstein Trilogie: Saphirblau
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 364

Opis: Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację, uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swej wierności hrabiemu de Saint Germain. Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawione zostają na najpoważniejszą próbę...

Trylogia czasu #3 - Zieleń Szmaragdu
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2012
Tytuł oryginalny: Edelstein Trilogie: Smaragdgrün
Rok wydania oryginału: 2010

Opis: Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen - podróżniczka w czasie mimo woli - musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swego celu: Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość i własne życie.

Moja opinia: Całą trylogię przeczytałam w półtora dnia – tak mi się spodobała :-) Bardzo się przy niej odprężyłam, uśmiałam i nawet nieco związałam z bohaterami tej serii. I może od ich konstrukcji zacznę. Najlepsze jest to, że nawet postacie drugo- czy trzecioplanowe (jak koledzy z klasy, Cynthia i Gordon) nie sprawiają wrażenia, że są papierowi czy wciśnięci w historię tylko po to, żeby spełnić jakąś rolę i wypad. Koleżanka po to, żeby zrobić imprezę, kolega, żeby wywołać zazdrość, ktoś tam inny, żeby poróżnić zakochanych. W trylogii tej panowały normalne relacje wśród nastolatków, które nie były przesadzone w żadną stronę.

Nasza protagonistka, Gwendolyn – niech będą autorce dzięki! – to bardzo przyjemna osóbka. Narracja w jej wykonaniu nie męczy, dziewczyna nie jest ani sztuczna, ani emo-zdołowana przez cały świat. Ma fajne poczucie humoru (z mnóstwem dystansu do samej siebie – co wymaga podkreślenia), jest naturalna i inteligentna w wystarczający sposób. Podróże w czasie i wszystkie tajemnice z tym związane, to dla niej prawdziwie czarna magia, dlatego też rzesze sprzymierzeńców, które ma u swojego boku, stanowi rzecz oczywistą – nie dochodzi do wszystkiego sama, jest to wspólna praca wielu umysłów. Na czele z jej przyjaciółką, Leslie. Tej bohaterce należy się oddzielna pochwała, bo jest to osoba prawdziwie zasługująca na miano przyjaciela. Wesprze, kiedy tego potrzebujesz. Nie wyplecie twoich tajemnic, ot tak sobie. Pozwoli wypłakać się na ramieniu, ale w odpowiednim momencie zasadzi kopa w tyłek, żeby wrócił ci do głowy rozsądek. Naprawdę zgrana para.

W Gideonie podobało mi się to, że nie był w ciemię bity, tzn. nie odgrywał tylko roli przystojnego i aroganckiego osiłka. Za jego postacią kryły się niespełnione marzenia, uczucia, a także wrodzona podejrzliwość, dzięki czemu nie pozostawał ślepy na wiele toczących się wokół niego wydarzeń. Ponadto w większości sytuacji, podczas których zachowywał się wrednie, można było tę postawę bardzo dobrze wyjaśnić, miała swoje racjonalne podstawy. W pozostałych przypadkach, no cóż, arogancki jest, co tu ukrywać :-P Szkoda tylko, że nie pozostał taki dłużej niż przez kilka scen, naprawdę szkoda.

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o Xemeriusie, czyli pewnym towarzyszu Gwen. Osłoda dla mojej duszy oraz skarbnica bardzo wielu zabawnych tekstów, podkreślających niektóre zachowania bohaterów w sposób idealny :-D

Ze wszystkich części najbardziej podobała mi się druga, w trzeciej zaczynało się robić za słodko, za miłostkowo i ogólnie za melodramatycznie (wyznania miłości po kilku tygodniach znajomości – ech, człowiek czasem musi niektóre rzeczy po prostu przefiltrować, by nie zepsuć sobie zabawy), na szczęście z odsieczą podąża Xemerius, który większość takich romantycznych scen kwituje we wrednie bezpośredni dla siebie sposób, pozwalając czytelnikowi przetrwać przez te wszystkie trzepoczące serca :-P

Podróże w czasie, to prawdziwa jazda bez trzymanki, dlatego też jeśli człowiek próbuje się za bardzo zgłębić w jej aspekty, to może z tego wyjść jedynie pomieszanie z poplątaniem. Nie wszystkie odpowiedzi autorka podała wprost, nie przy wszystkich wydarzeniach była też obecna Gwen, stąd pewnych spraw musimy się domyślać. Jak choćby:
Spoiler:

Zastanawiało mnie to, skąd dziadek Lucas ma chronograf. Mogli mu go przekazać Lucy oraz Paul, ale po epilogu ostatniej części doszłam do wniosku, że raczej był to pan Bernhard – cioteczno czy stryjeczny brat Gwendolyn (no w każdym razie jej bliska rodzina :-P ).

Kolejna sprawa, to skąd hrabia uzyskał nieśmiertelną miksturę. Wychodzi na to, że do przekazania mu jej w dawnej przeszłości został zmuszony Gideon, który następnie wrócił do teraźniejszości (już po wypiciu tej „soli”), aby uratować Gwen, będąc jednocześnie już nieśmiertelnym. I tak hrabia przeżył sobie ten kilkaset lat, ale nie udało mu się osiągnąć swojego prawdziwego celu.

Duch James’a – koleś został uratowany w przeszłości, teoretycznie więc Gwen nie powinna go spotkać ani pamiętać o tym, że poznała takiego ducha. Być może ten wątek wygląda właśnie w ten sposób, ale w jakiejś równoległej rzeczywistości. Pomieszanie z poplątaniem, mówię Wam.



Fabuła była całkiem przyzwoita, niektórych rzeczy domyśliłam się już w pierwszej części (kwestia narodzin Gwen), a także kto okaże się tym Złym i jakimi pobudkami się kieruje. Pewne aspekty oraz szczegóły jednak zaskakują, dzięki czemu nie było nudno.

Tylko to zakończenie… no szlag by to trafił!
Spoiler:

Po kiego grzyba im ta nieśmiertelność, ja się pytam?! Niech będzie jakieś samoistne leczenie się czy coś w tym rodzaju, ale zaraz wieczność? Razem? Obserwowanie, jak wszyscy dookoła, i możliwie że własne dzieci również, umierają obok? Serio, wieczność jest przereklamowana. Bardzo mnie ten wątek rozczarował.

Nie jest nic powiedziane o dalszej działalności Strażników. Co się stało z ich organizacją? Jakie teraz stawiają sobie cele? Z epilogu trójki można wywnioskować, że Gideon i Gwen swobodnie odwiedzają Lucy oraz Paula, tak więc podróże w czasie nie zostały zarzucone.

Ponadto przepowiednia mówi (skąd się ona wzięła, swoją drogą?) jedynie o zagarnięciu nieśmiertelności przez orła, czyli szmaragd – hrabiego, oraz o zakończeniu tego szczęśliwego żywota wraz z narodzinami rubinu. Aby mógł pozostać wiecznym, Gwen powinna zginąć, popełniając samobójstwo w obronie innego życia, diamentu (ekhm). Gideon żyje już w jej czasach, w jaki sposób w takim razie uzyskał nieśmiertelność, skoro przepowiednia wskazuje, że narodziny Gwen ją kończą? Czy dlatego, że wziął „sól” w przeszłości? A może przepowiednia odnosi się jedynie do jednego chronografu i wydarzeń dotyczących jedynie knowań hrabiego, natomiast drugi chronograf jest wolny od, hmm, ciężaru przeznaczenia? Nie wiem, jak to ugryźć.



Polecam, moi drodzy, bo to naprawdę sprawnie napisana i przyjemna młodzieżówka, a rzeczy, które mi zgrzytały bądź po prostu się nie podobały, szczęśliwie zostały przygniecione przez wszystkie plusy tej trylogii ;-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
  
 
     
WereWolf 
Moderator
...rodem z piekła...


Wiek: 33
Dołączyła: 25 Paź 2009
Posty: 1715
Skąd: sprzed monitora
Wysłany: 2013-01-21, 17:41   

Przeczytałam pierwszy tom, tj. "Czerwień rubinu". Ta książka, to rzeczywiście taka typowa młodzieżówka, a ja już chyba za stara jestem na takie czytadła. Akurat tak się zbiegło, że parę dni po Twoim poście Oksa nawiedziłam bibliotekę w mej mieścinie i akurat pierwsza część stała na półce, więc zachęcona Twa opinią, jak i opisem - podróże w czasie - postanowiłam zapoznać się z lekturą. I cóż. Jak to zwykle bywa, opis na okładce ma tyle wspólnego z treścią, co ja z baletem. Główna bohaterka - no ok, miewa zabawne teksty i dystans do siebie, ale jak dla mnie była z lekka, a nawet mocno bezbarwna. Poza tym autorka chyba nie do końca wiedziała, bądź pamiętała, jak ją zaprezentować. Jednego dnia Gwen to wielbicielka historii, następnego sama twierdzi, iż jest z niej kiepska. Jedyna postacią zasługująca na uwagę jest rzeczywiście przyjaciółka Gwen, Leslie. I może jeszcze cioteczka Maddy. Sam pomysł na akcję - podróże w czasie, tajne stowarzyszenie, itp. nawet fajny, tylko z wykonaniem kiepsko. Prze cała książkę niby coś się dzieje, ale tak naprawdę jak dla mnie nie dzieje się nic, coby było na tyle wciągające, by nie móc oderwać się od lektury. Wszystko takie płaskie. I od pewnego momentu robi się przewidywalnie. Czy sięgnę po kolejne tomy? Pewnie tak, z czystej ciekawości czy moje przewidywania okazały się słuszne.
Podsumowując, nie jest to lektura jakichś wysokich lotów, ma parę fajnych elementów, ale reszta trochę rozczarowuje. Ot, takie czytadło na jeden wieczór, gdy już nic lepszego nie ma do wyboru.
_________________
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-01-21, 17:51   

Fakt, Czerwień Rubinu zasługuje bardziej na miano wstępu do historii niż właściwego tomu, dlatego też cieszyłam się, że mam przy sobie całą trylogię, bo czułam głęboki niedosyt. I nadal uważam, że najciekawsza jest dwójka :) Lepiej też traktować tę serię tak na luzie i lekko, bo przyznaję, że można się do paru rzeczy przyczepić. A jednak z perspektywy czasu nadal bardzo mi się podobała trylogia jako całość :-)
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2014-02-20, 18:55   

[Wysłany: 2014-02-02, 12:30]
Przeczytałam pierwszy tom, „Czerwień rubinu”. Już od jakiegoś czasu miałam ochotę po to sięgnąć – kojarzyły mi się bardzo pozytywne opinie u nas na forum, więc miałam nadzieję na coś dobrego. Przeliczyłam się. Moim zdaniem książka ta jest jedynie przeciętna, jeśli nie powiedzieć słaba.

Największą wadą jest bohaterka – ta porażająco głupia dziewucha, dla której nie ma znaczenia, czy zmieni bieg historii, która nie ma zamiaru dostosować się do obowiązujących w przeszłości norm, bo jej się one nie podobają (np. nie dygnie – ani, dla jasności, w żaden sposób się nie przywita – gdyż uważa, że – cytuję – „to głupie”), która siedzi w swojej kulce ignorancji i nie jest w stanie odpowiedzieć na proste pytania z dziedziny historii, wiedzy o społeczeństwie czy geografii (chociażby nie wie, gdzie leżą Karpaty). Dziewczę to dodatkowo kradnie rzeczy z przeszłości, by – uwaga, uwaga – pokazać je swojej koleżance. Jej idiotyczne uwagi, w zamierzeniu zapewne śmieszne, powodowały jedynie, że miałam ochotę ją udusić. Zresztą nie tylko ona szczyci się tu głupotą – jest to cecha rodzinna. Jej matka trzyma tę dziewuchę w niewiedzy, chociaż raczej w najlepiej pojętym interesie dziewczyny jest to, by wiedziała, kim jest i co ją może czekać (nikt nie twierdził, że ma to na lewo i prawo rozgadywać, starczyłoby, gdyby sama wiedziała – z drugiej strony głupota bohaterki spowodowałaby, iż wielki plan jej matki, mający na celu ochronę dziewczyny, ległby w gruzach). Już nawet nie wspominam o tym, co jeszcze przemilczała jej matka (co jest tak potwornie oczywiste już od samego początku…), ani o tym, jak to małomówna jest i tylko rzuca uwagi, nie chcąc podzielić się argumentacją. Ale ona nie była najgorsza – ciotka Glenda bije wszelkie rekordy – jak w ogóle jest możliwe stworzenie tak głupiego dorosłego? Toć może jedynie dzieci w przedszkolu mogłyby się tak fochać i obnosić niechęcią z powodu tego, iż ktoś nie mógł poradzić nic na to, kim był. Niedojrzałość całej tej rodziny jest porażająca.

Z racji tego, iż jest to młodzieżówka, łatwo się domyślić, że znajdzie się tu wątek miłosny, więc to raczej nie będzie spoiler. Otóż element ten został tak niewprawnie tu umieszczony, że zasługuje to jedynie na śmiech – „znamy się tylko dwa dni, spędziliśmy ze sobą ledwo kilka godzin, ale jesteś dla mnie kimś szczególnym (i nieważne, że jeszcze chwile temu przypochlebiałem się Twej kuzynce)”. Przecież to nie może być bardziej nieprawdopodobne!

Czytając tę książkę, przyszło mi do głowy, że trochę zbyt surowo oceniłam powieść „Burza” Cross – podróże w czasie zostały tam całkiem dobrze i logicznie opisane, czego nie doceniłam. Tutaj natomiast… Z czasem trzeba ostrożnie, łatwo wpaść w pułapkę i z powieści z jakimś tam potencjałem, zrobić gniot. Nie wróżę dobrze temu wątkowi – autorka bardzo lekko traktuje „niemieszanie się w historię” – niby mają jakieś tam zasady, ale bez wahania je ignorują.

Ogólnie, jak łatwo się domyślić, nie jestem zadowolona. Chociaż sama historia ma jakiś potencjał, to bohaterowie go zadeptali buciorami głupoty i trudno będzie go odbudować – poza tym nie sądzę, by autorka się starała to uczynić, w końcu wymogi gatunki i tak dalej. Sama historia jest przewidywalna i niewciągająca, a także nieszczególnie rozbudowana. Przeciętne czytadło. Liczę na to, że kolejne tomy będą lepsze – zdążyłam już je zamówić w bibliotece, więc mimo wszystko przeczytam, choć nie jestem jakoś szczególnie zainteresowana dalszymi wydarzeniami.

EDIT:
Ach, jeszcze jedno. Śmieszy mnie to, iż autorka zdecydowała się na dodanie na końcu spisu postaci, chociaż wcale nietrudno to wszystko spamiętać, z racji tego, iż jest to pozycja raczej uboga w bohaterów. Czyżby to było aspirowanie do powieści wielkości, powiedzmy, "Strzały Kusziela", gdzie taki spis jest jak najbardziej uzasadniony? W "Czerwieni rubinu" było to jedynie śmieszne.

EDIT: [Wysłany: 2014-02-13, 18:06]
Błękit szafiru” jest na szczęście lepszy od „Czerwieni rubinu”. Ale niestety tylko ociupinkę.

Ponownie najbardziej irytującym elementem są postacie – w tym tomie jednak uwaga skupia się przede wszystkim na głównej bohaterce, Gwendolyn (co nie znaczy, że reszta nie jest bandą półgłówków). Dalej jest tą samą kretynką, którą była. Ale zaczęły się objawiać przejawy silnego charakteru (nie głupiego uporu) i udało jej się kilka razy postawić innym, a także nie porażać swą głupotą przez cały czas. Aczkolwiek w dalszym ciągu ma tak długi ozór, że musi uważać, by nie ciągnąć go po ziemi – ta dziewucha ma niepokojący zwyczaj rozchlapywania naokoło tajemnic. Z nowości, były momenty – jednakże krótkie – kiedy nie irydowała mnie bardziej niż przeciętny bohater młodzieżówki. W dalszym ciągu jest napuszoną główniarą, ale teraz przynajmniej dotarło do niej, że warto by jednak było poznać zwyczaje, z którymi spotka się w przeszłości, jak choćby dygnięcia czy tańce. I nawet nie zraża jej do tego dwójka wybitnie wkurzających bohaterów, z których jeden jest głupi i pusty jak dmuchana lala, a przy tym nie przyjmuje do wiadomości prostych faktów, a drugi jest arogancką dziewuchą, która każdym słowem stara się umniejszyć i skrytykować Gwen, będąc przy tym strasznie naiwną i irytującą. Tak więc, można spokojnie pochwalić fakt, że Gwendolyn wreszcie się poprawiła i – nawet mimo niesprzyjających warunków – nie stanęła okoniem i wyraża przyzwolenie na naukę.

Ważnym elementem jest tu wątek romantyczny, więc i w tej opinii nie da się go pominąć (zwłaszcza, że uparciuch nie pozwala o sobie zapomnieć i daje o sobie znać nawet w najbardziej idiotycznych momentach). Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego Gwen nie skonfrontuje Gideona z faktem, że ten przymila się do jej kuzynki o imieniu Charlotta (to ta arogancka z poprzedniego akapitu). Ale potem patrzę i widzę – jest, konfrontacja. Ona mu mówi, że ma się zdecydować, bo ona się tak bawić nie będzie i żeby się nie zbliżał. No tak, tylko że wytrzymała w tym postanowieniu jakąś minutę lub mniej, co już takie optymistyczne nie jest. Dobrze chociaż, że nie był to jednorazowy wybryk i później się choć trochę stawiała. Poza tym powinna nad sobą panować, bo to nieładnie tak dawać uczuciu nad sobą panować (zwłaszcza uczuciu między osobami, które znają się jakiś tydzień, no może dwa). Swoją drogą, skoro jesteśmy przy wątku romantycznym, wielokrotnie pomyślałam, że Gideon nie ma gustu, jeśli chodzi o drugą płeć. Na koniec jednak wyszły na jaw interesujące fakty, które mogłyby co nieco wyjaśnić. Tyle że… Eh, to przecież młodzieżówka, nie ma innej opcji, wszystko musi się okazać nieporozumieniem, a cała historia skończy się szczęśliwie. „And they lived happily ever after”.

Ale żeby nie było – wszyscy bohaterowie mają tu coś nie tak z głową. Nawet ten wielki, ważny „krąg wtajemniczonych”, czy jak tam go zwał, jest bandą kretynów (co jest tym bardziej idiotyczne, że należą do niego – niby – największe mózgi tej epoki), którzy nie potrafią działać elastycznie. Zmienia im się podróżniczka w czasie – ta, która miała nią być, nie jest, a ta, której nie podejrzewali, zajmuje jej miejsce – i co robią ci jakże mONdrzy członkowie? Otóż praktycznie nic nowej dziewczynie nie tłumaczą, nawet żadnych zasad; ani nie raczą dać jej normalnego, uświadomionego nauczyciela. W zasadzie nie robią nic. Ani w poprzednim tomie, ani w tym. W ogóle wiwat infantylni dorośli.

W całej tej książce znalazłam jednak pewien promyk nadziei, a nosi on imię Xemerius i jest duchem gargulca, o ile się nie mylę. Podobało mi się kilka jego odzywek i mógłby być z niego świetny bohater, gdyby nie został umieszczony w młodzieżówce i dopasowany do tejże.

[uwaga, lekkie spoilery] Podróże w czasie dalej są obciążone ogromną ilością nieścisłości. Chociażby pierwsze, co się w tym momencie wpada mi do głowy, to fakt, że Gwen przeniosła się w przeszłość i porozmawiała z dziadkiem, ale on w swojej przyszłości nawet słowem nie pisnął się o tym, że to ta dziewczyna jest podróżniczką w czasie, a nie ta druga. A powinien, bo zostało jasno napisane, że jej pojawienie się w przeszłości wywołuje zmianę teraźniejszości. Można niby przyjąć zmowę, ale jakoś nie pasuje mi to do obrazu tej głupiej rodzinki. Zresztą to wszystko, ta cała historia jest na tak wiele sposobów nierealna, że aż się nie chce gadać. Gdyby zacząć to wyjaśniać, każda rzecz pociągałaby za sobą kolejne, aż sama bym się zaplątała – starczy rzec, że tu praktycznie nic się nie zgadza.

Krótko pisząc – jest lepiej niż w poprzednim tomie, jednak nadal niewystarczająco. „Błękit szafiru” wciągnęłam w kilka godzin i to jest akurat zaleta – z taką głupotą nie należy przebywać zbyt długo, gdyż grozi to siniakami na twarzy spowodowanymi przez popularny facepalm, a także nadwyrężeniem nerwów, którego nie można ukoić z racji faktu, iż bohaterka nie jest realną postacią i nie można jej udusić na miejscu. Mimo wszystko widać jakieś przebłyski poprawy, nie jest już tak źle jak było (no i widać, że nie jest to sam wstęp do opowieści, jak to miało miejsce z „Czerwienią rubinu”). Oczywiście pomysł na podróże w czasie nadal mnie nie przekonał – nie stał się w tym tomie realniejszy, ale już mniej zwracałam na niego uwagi.

EDIT z 20 lutego:
„Zieleń szmaragdu” za mną.

Zadam sobie to pytanie po raz kolejny: jak można stworzyć tak głupich bohaterów? A co ważniejsze: jak można stworzyć tak głupich bohaterów i dostać za to uznanie ze strony czytelników? Ta książka to chłam. Przy poprzednich częściach jeszcze powstrzymywałam się od użycia tego słowa, gdyż nie było aż tak tragicznie. Ale tu? To szmira! TRA-GE-DIA!

Bohaterowie są wręcz porażająco głupi, bardziej niż w poprzednich tomach. Co chwilę aplikowałam sobie facepalm, co chwilę myślałam, że ta dziewucha zasługuje na wszystko, co ją spotka, skoro jest tak głupia, że nawet nie stara się tego uniknąć, a wręcz pcha się pod topór. Och, jak ja bym chciała, żeby przyciągnęła tę swoją szyjkę pod mój topór! Chętnie rozwiązałbym za nią wszystkie jej problemy, bo to aż szkoda patrzeć, jak głupia jest ta gówniara. O tych idiotycznych pomysłach, które spowodowałyby, że niekoniecznie mój plan zadziałałby w stu procentach, nawet nie chcę myśleć – to był tak strasznie nieskończony kretynizm, że aż się w głowie nie mieści, że ktoś mógł go zaaprobować. Zresztą tam wszystko było idiotyzmem – zaczynając na bohaterach, a kończąc na wydarzeniach. Nic, absolutnie NIC nie trzyma się tu kupy, nie ma tu nawet grama realności. Aż brak mi słów! – a to przecież nie zdarza się mi raczej zbyt często w komentarzach. Naprawdę, naprawdę, naprawdę nie jestem w stanie wypisać wszystkiego, co mi się tu nie podoba – każda rzecz przywołuje na myśl kolejną bezmyślność, kolejny zupełnie nietrafiony pomysł i kolejną nielogiczność.

Powtórzę to też w tym poście: główna bohaterka o imieniu Gwen (jak i wszystkie pozostałe postacie, ale skupię się najpierw na niej) jest tak porażającą idiotką… Strasznie skupia się na wszystkim, co nieistotne, kompletnie ignorując ważniejsze kwestie, zupełnie nie myśli o tym, co się dzieje, a skupia się wyłącznie na tym, co jej świszczy w tej pustce między uszami. Dziewucha ta jest tak strasznie kiepską kłamczuchą, choć uważa inaczej, jest tak koszmarną paplą i tak okropnie nie potrafi nad sobą panować i zamknąć swojego cholernego dzioba, a także nie kontroluje w najmniejszym stopniu swoich emocji albo chociaż sposobu ich wyrażania. Sił mi brak do tej pustej lali. Gwen zasługuje na ścięcie już od pierwszej strony. Przez calutką książkę mnie wkurzała, papla bez sensu, użala się nad sobą, kręci i mota, nie jest w stanie uwzględnić racjonalnych argumentów, nie jest w stanie nawet samodzielnie myśleć i nieustannie musi się kontaktować ze swoją przyjaciółką, bo sama jest tak głupia, że nic by nie dała rady zrobić, a także przy każdej nadarzającej się okazji ujawnia wszelkie potencjalne przewagi. Wiecie co, po co ja się męczę i denerwuję? Wymyślcie dowolną wadę, jaką może mieć bohater literacki w młodzieżówce, a gwarantuję, że Gwendolyn na pewno ją ma i to spotęgowaną kilkukrotnie. To jedna wielka ofiara losu, której, co jakże zakasujące, oczywiście wszystko się udaje, bo przecież taka durnowata Mary Sue nie może być inna. Naprawdę się zastanawiam, jak można stworzyć tak fatalną postać. Zresztą tu każdy z bohaterów jest kretynem. Autorka nawet dorosłych nie jest w stanie stworzyć nawet w przybliżeniu realnych – to wielka banda bachorów, który nie potrafią stworzyć planu, nie potrafią przewidywać, a za to są skrajnie infantylnymi, bezwolnymi marionetkami, których ma się ochotę strzelić w pysk. Czy autorka jest tak naiwna i, cóż, krótko mówiąc, głupia, że nie jest w stanie stworzyć nawet w przybliżeniu realnej, niepustogłowej, niepapierowej, dającej się lubić postaci, czy może ma ludzi, a w szczególności nastolatków, za takich kretynów, jak to przedstawiła w swojej szmirze? Tu nie chodzi o talent pisarski czy jego brak, ale o zwyczajne stwierdzenie, czy coś jest prawdopodobne czy nie, o nadanie bohaterowi chociaż odrobiny życia.

Ale dość o tych pajacach. Jeśli chodzi o akcję, to tam nic się nie trzeba kupy, i to jeszcze bardziej niż ostatnio. Da się wymienić z milion idiotyzmów i nieścisłości, które atakują już od pierwszej strony i tylko zwiększają swoją liczebność w miarę zbliżania się do zakończenia, które nie mogłoby już chyba być bardziej durnowate. Tam autorka przeszła samą siebie i osiągnęła szczyty głupoty i nieprawdopodobności, a przy tym nie zaskoczyła mnie nawet odrobinę. W tej szmirze wszystko jest do przewidzenia, dobrze jedynie pamiętać, że nic ma się na nie trzymać kupy i być jednym wielki idiotyzmem.

W tej książce jest tylko jedna mała zaleta, a mianowicie wspomniany już w poprzedniej opinii Xemerius, który naśmiewał się z tych infantylnych kretynizmów w wykonaniu głównej pary gołąbków i nie tylko.

To szmira, szajs, shit, chłam, śmieć i chała. Jest tak głupia, że nawet na coś lekkiego do czytania się nie nadaje. Krótko podsumowując: do bólu infantylni i głupi bohaterowie ( z naciskiem na Gwen, która powinna zamknąć dziób i siedzieć przez całą powieść cicho, a najlepiej zemrzeć gdzieś, uwalniając świat od swego pustogłowia), przewidywalna, irytująca, skrajnie nielogiczna, nierealna akcja i wydumane, idiotyczne pomysły.

EDIT:
Obejrzałam film, którego scenariusz został napisany na podstawie tych książek, „Rubinrot”. Film nakręcony w Niemczech, którego akcja dzieje się w Wielkiej Brytanii, którego bohaterowie mówią po niemiecku, ale piszą już po angielsku – ciekawe, czyż nie? Jest to adaptacja całej trylogii na raz (jednakże podzielonej na bliżej nieokreśloną części), ale z niezachowaną chronologią z serii, zostawiony został tylko ogólny zarys kto i co (aczkolwiek i tak tylko w niektórych elementach). Dużo zmienionych i dodanych wydarzeń i założeń, co nieco zostało również usunięte. Trudno stwierdzić, czy to źle czy dobrze, jak na razie wygląda na dobrą decyzję. Najlepsze jest to, że bohaterka nie jest aż tak tępa jak w książce.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2014-04-09, 14:06   

:lol:

Najlepsze jest to, że zgadzam się ze wszystkim, co napisała Sophie. :-) I teraz tak się zastanawiam, czy w tym momencie zjechałabym tę książkę czy nadal dobrze przy niej bawiła? Trudno powiedzieć, miałam w tym czasie naprawdę specyficzny nastrój, dlatego wolę myśleć, że nie było tak źle, ale też nie spierać się wielce, że to takie dzieło świetne i nadzwyczajne :-P Naturalnie czytałam lepsze.

Co do filmu, to już sama nie wiem. Nawet nie jestem szczególnie zainteresowana kontynuacją, ale możliwe, że jak wyjdzie, to obejrzę.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org