Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Akta Dresdena
Autor Wiadomość
AISA 
Moderator


Dołączyła: 10 Sie 2010
Posty: 761
Wysłany: 2013-01-17, 18:10   

Przeczytałam trzy tomy akt Dresdena. Dziwny zbieg okoliczności sprawił, że zaczęłam serię czytać od tzw. dupy strony, czyli od końca. Naprawdę nie wiem, jak to się stało. Nie przypuszczałam nawet, że przygodę z Harrym zaczynam od trzeciego tomu. O fakcie tym zostałam powiadomiona w trakcie pochłaniania lektury, gdy doszłam do wniosku, że coś chyba mi umknęło, że mam wrażenie, że autor jest tak jakby zbyt tajemniczy i zapytałam czy inna osoba też ma takie wrażenie. No i wszystko stało się jasne... Trzeci tom stał się dla mnie pierwszym, nie porzuciłam jednak, z tak błahego powodu, całkiem wciągającej powieści. W sumie było to złudne wrażenie, co odkryłam czytając kolejne tomy, według mnie nie trzeba tych książek czytać po kolei Z perspektywy czasu mogę napisać, że 3 tom był zdecydowanie najciekawszy i ustawił wysoką poprzeczkę dla pozostałych książek. Miałam odczucie, że najsłabszy był tom pierwszy (każdy kto przeczytał to 3 chyba wie dlaczego), drugi był zdecydowanie lepszy niż 1, ale 3 przebiła wszystko. Czyli chyba tak, jak powinno być, akcja z tomu na tom się rozwija, przygody stają się coraz ciekawsze, a sprawy do rozwiązania bardziej zagmatwane. W kolejnych tomach wzrasta też liczba stron do przeczytania, to chyba dzięki niej autor miał możliwość rozbudować świat. Bohaterowie ciekawi, moim zdaniem realnie wykreowanie postaci policjantów, postaci fantastyczne też niczego sobie. Trochę irytowała mnie Murphy z tym jej brakiem wiary w Dresdena i wiecznym zakuwaniem go w kajdanki. A Dresdena lubię. Jest szarmancki i zdecydowanie typem faceta, który w dzisiejszych czasach jest „towarem” (wszystkich panów przepraszam za to określenie) deficytowym. Troszkę mnie denerwowało ciągłe jego obrywanie, to w końcu mag, a ciągle dostaje po tyłku. Moim ulubieńcem stał się także Bob. Kurcze też chciałabym mieć taką czachę. ;-) Polubiłam również Michaela, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy w „Burzowym froncie” nie znalazłam jego postaci, ani żadnej wzmianki o Matce Chrzestnej, wiem tylko ja. Seria mi odpowiada i mogę z czystym sumieniem polecić ją innym.
 
     
Dzięcioł Czarny
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-04, 02:02   

Dresden Files to obecnie mój ulubiony cykl Urban Fantasy, który o ćwierć grubości cienia zrzucił na drugie miejsce cykl o Felixie Castorze.

Cykl ów posiada kilka niezaprzeczalnych zalet. Po pierwsze poczucie humoru. Zarówno głównego bohatera jak i kilku z postaci drugoplanowym (Oscar dla Boba). Co więcej nie jest to zwyczajne popisywanie się autora erudycją, wieczna ironia Dresdena jest uzasadniona psychologicznie, i częstokroć wplątuje go w problemy, bo zwyczajnie nie umie się zamknąć kiedy ktoś go zdenerwuje, nawet jeśli ten ktoś jest dajmy na to szalonym nekromantą albo wpływowym graczem w wampirzej polityce. Zresztą podobnie z innymi odruchami Dresdena, szarmanckością wobec kobiet chociażby.

Po drugie, świat który z zaskakującą płynnością, dzięki idei Nigdynigdy łączy rozmaite mity i legendy, oraz ciekawym systemem magii, z jej rozmaitymi rodzajami. Brakuje mi może tylko trochę połączenia większego ze światem współczesnym, Dresden żyje trochę w takim społeczno-politycznym Nigdynigdy, ale mam wrażenie, że to cecha dość wspólna dla autorów rozmaitej fantastyki i horroru, nie określanie ściśle ram czasowych.

Po trzecie, absolutna epickość. Sądziłem, że będzie owa opowieść bardziej kameralną, bardziej kryminalną, a magia pozostanie sztuką nader subtelną i bardziej w sferze dziwnych rytuałów się obracającą. Trochę jak w cyklu o Castorze. Tymczasem Dresden idealnie łączy klasyczną urban fantasy w typowo męskim noirowym wydaniu (swoją drogą czy to nie jest dziwne, że większość UF pisanej przez facetów to wampiryczno-magiczne wariacje na temat Chandlera, a te przez kobiety to kolejne wariacje na temat Buffy tylko z wyższym ratingiem wiekowym?) ale złagodzoną bardziej pulpowym poczuciem humoru i estetyki, doprawionych szczuptą horroru i więcej niż szczyptą absolutnej epickości.

Starczy zerknąć na trzy tomy wydane po polsku. Każdy zawiera przynajmniej kilka absolutnie epickich starć. Już "Front burzowy" (zaiste proroczy tytuł biorąc pod uwagę kolejne tomy) wyznacza tu zdecydowany kierunek starciami z demonem Kaszlakiem (czy jak mu tam było), ektoplazmatycznym skorpionem i wreszcie finałowym pojedynkiem z Głównym Złym. To się aż prosi o kilka milionów dolarów, a jeszcze lepiej kilkanaście, na efekty specjalne.

A potem jest jeszcze lepiej. Jestem w trakcie lektury 10 tomu "Small Favor" aka "Drobna przysługa". Poziom cyklu co prawda już chyba nie wzrasta, ale też nie spada. Zresztą nie będę spojlerował - radzę wam tylko czytajcie Dresdena w oryginale, bo tak naprawdę czyta się dużo lepiej, nawet bez perfekcyjnego tłumaczenia i mimo, że PWC wielkim tłumaczem jest, to zerknąłem na pierwszy rozdział "Frontu" i stwierdziłem, że zostaję przy wersji angielskiej. Pewnych rzeczy nie da się po prostu przełożyć tak jak należy. (Vide tom drugi "Fool Moon", albo czwarty "Summer Knight")
W każdym razie współdresdenofani czy po angielsku, czy przy dobrych wiatrach za rok albo dwa po polsku powiem wam jedną rzecz. Poczekajcie, aż pojawi się postać Sue. To jest gwarantowane opadnięcie szczęki a chwilę potem wielkie oh yeah!

Cytat:
Samo imię głównego bohatera już na to wskazuje, że będzie zabawnie - Copperfield.


Dodajmy, że wszystkie imiona Harry'ego są na pamiątkę wielkich iluzjonistów (zapewne idoli i kolegów Malcolma Dresdena) - Harry Houdini, Harry Blackstone, David Copperfield. Ten ostatni był skądinąd kluczowy dla ustalenia wieku Harry'ego.

Cytat:
Zresztą Harry Dresden w ogóle działał mi miejscami na nerwy - odrzucała mnie jego niechlujność, niezorganizowanie i pakowanie się w kłopoty, których mógł uniknąć, a przynajmniej je zmniejszyć.


Dajmy chłopakowi się rozwinąć. Ma tu ledwie 25 lat i niedawno dopiero działa na własną rękę. Dresden niewątpliwie z czasem mądrzeje, ewentualnie staje się bardziej samoświadomy w kwestii własnej głupoty.


Cytat:
A teraz to, co mi się nie podobało, a co jest zmorą wielu serii. Powtórzenia są okropne. Czytałam o tym w pierwszym tomie, a tu powtórka, gdyby przypadkiem ktoś zaczął czytać nie po kolei.


Z jednej strony tak. Z drugiej narracja sprawia, że to dość naturalne, a Dresden czasem wspomina w tym samym stylu wydarzenia których nie widzieliśmy wcześniej albo mylą mu się szczegóły. Ot zaleta narracji pierwszoplanowej. Za to jak próbują tego w 3-planówce to budzi to we mnie rządzę mordu.


Cytat:
Spodobała mi się postać Michaela. Powiedzmy sobie szczerze - tacy ludzie w realu nie istnieją. Ja bynajmniej nikogo takiego nie znam. Tak więc wszelkie wyłaniające się cechy charakteru tego bohatera obserwowałam z ogromną fascynacją.


Są ewidentnie rzadcy, co jako członek frakcji klerykalno-prawicowej stwierdzam z ewidentnym żalem. Ale się trafiają. Nie ukrywam, że kreacja Michaela to był dla mnie wielki WOW, bo spodziewałem się mocniej sceptycznego, Castorowskiego podejścia do religii. No ale zawsze dla równowagi pozostaje Charity ;)

Cytat:
Co do zmieniającego się tytułu 4 tomu. Najpierw był Rycerz Lata a teraz Rycerz Królowej. Myślę, że tytuł ma wiele wspólnego z tym co ma się wydarzyć za rok i jeden dzień.


Nie wiem po cóż upierają się na Rycerza Królowej. Rycerz Lata jest wiernym tłumaczeniem i nie widzę powodu by kombinować. Rozumiem, że "Fool Moon" czy "Grave Peril" były nieco bardziej problematyczne, ale tu...

Cytat:
Z tego co pamiętam to tytuły zawsze nawiązywały do fabuły książek.


Najsłabiej było chyba z Death Masks. Ale nic dziwnego skoro redakcja nie zgodziła się by Butcher zatytułował tę książkę "Holy Sheat"...

Spoiler:

Cytat:
Zauważyłam też prawdopodobnie błąd. Kojarzycie sytuację, w której Dresden zamienia się w wilka? Chwilę wcześniej jest ciężko ranny i ledwo się rusza, a już jako wilk hasa wesoło i radośnie. No dobra, niech będzie, hexenwolfen leczą się błyskawicznie (leczą?), więc rany magicznie zniknęły. Ale potem Harry, już po zmianie w człowieka, znów jest poważnie ranny, więc leczenia jednak nie było. Autor wytłumaczył to tak, że wilkowi tak poważne rany nie przeszkadzały. Cóż, śmiem wątpić.


Hexenwolf to nie jest zwyczajny wilkołak, gdzie człowiek dokonuje transformacji swego ciała w wilcze. To bardziej zwierzęcy demon niż zwyczajna metamorfoza. Stąd hiper-odporność i nie przenoszenie ran z ludzkiego ciała (bo ono nie tyle się zmienia, co zostaje zastąpione.



Spoiler:

Cytat:
(nagłe zniknięcie Michaela, a także jego nagłe pojawienie się dopiero w decydującym momencie, tym bardziej, że chodziło tu o jego żonę i dziecko, nie przekonały mnie nawet odrobinę. Ewidentnie był to zabieg, który umożliwił potwierdzenie umowy z Leą, ale nie został przemyślany lub autor nie miał pomysłu na inne jego wprowadzenie) były raczej słabymi punktami.


Jeśli idzie o Michaela to zaburzenia prawdopodobieństwa są tak jakby częścią jego pracy.



Spoiler:

Cytat:
Rzuciło mi się w oczy parę błędów spowodowanych faktem, że autor widocznie zapomniał, że Thomas jest wampirem. Butcher wielokrotnie wspomniał, że nie można zajrzeć wampirowi w duszę, bo ten zwyczajnie jej nie posiada. Kilka czy kilkanaście stron po takim przypomnieniu natomiast jasno i wyraźnie napisał, że „mało brakowało, a zajrzałby Thomasowi w duszę”. Czy może Thomas nie do końca jest wampirem? Albo ma inne właściwości niż wampiry z Czerwonego Dworu?


Thomas jest człowiekiem. Wampiry Białego Dworu to ludzie, których dusze są opętane (dziedzicznie) przez demoniczny byt zwany Głodem. Zachowuję jednak ludzką duszę, wolną wolę i generalną fizjologię. W odróżnieniu od Czerwonego i Czarnego Dworu, które to byty powstają z ludzi ale zatracają wszelkie człowieczeństwo. W zasadzie wampir w świecie Dresdena to bardziej termin polityczny niż gatunkowy - wszystkie rodzaje są od siebie bardzo odrębne - choć Czerwony Dwór i Czarny potrafią korzystać z podobnych mocy. Wampiry to istoty żerujące na ludziach i z ludzi się wywodzące i to wszystko co ich łączy. Biali to sukkuby, czarni to klasyczne wampiry - upiory, a czerwoni to jakieś południowoamerykańskie nietoperzołaki, osobiście przypuszczam, że powstały podobnie jak hexenwolfy.



Cytat:
Polubiłam również Michaela, jak wielkie było moje zdziwienie, gdy w „Burzowym froncie” nie znalazłam jego postaci, ani żadnej wzmianki o Matce Chrzestnej, wiem tylko ja. Seria mi odpowiada i mogę z czystym sumieniem polecić ją innym.


Trudno powiedzieć czy Dresden powinien już znać Michaela (w SF wspomina, że wszyscy jego potencjalni sojusznicy są poza miastem albo niedostępni w inny sposób). Summa summarum między FM a GP jest rok czasu, sporo by Harry poznał Michaela i zaczął z nim współpracować. Wiemy, że w tym czasie razem pokonali Leonida Kravosa.

Natomiast o Lei wspomina dość kryptycznie we Froncie albo Pełni. Nie pamiętam jak dokładnie.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2813
Skąd: skc
Wysłany: 2013-08-21, 20:25   

Wreszcie skończyłam "Rycerza lata" – zupełnie mi nie wchodził – byłam w stanie przeczytać ledwo kilkanaście, może kilkadziesiąt stron na raz. Z początku myślałam, że to może jakiś kryzys czytelniczy, ale przecież wszystko inne wchodziło mi z dziecinną łatwością, tylko Dresden się opierał. Stwierdzam zatem, że ten tom był po prostu słabszy niż poprzednie – nie wciągnął mnie. Owszem, byłam ciekawa dalszych wydarzeń, ale gdy przychodziło do kolejnego sięgnięcia po książkę, to nie mogłam się zmusić. Czytałam skrawkami, więc uciekła mi przy tym spora część szczegółów. No nie porwało mnie, liczyłam na zdecydowanie więcej, mając w pamięci „Śmiertelną groźbę”, ale chyba nie wyszło. Może to był zły moment, może powinnam spróbować później raz jeszcze? Być może tak zrobię, bo po prostu nie mogę uwierzyć w to, że poziom tak bardzo spadł – to musi być problem ze mną.
Butcher dobrze pisze, ma pomysły i potrafi je ładnie zaprezentować, a bohater sam w sobie był ciekawa postacią – Harry nie należy też do typu arcyzdolnego, który pokona wszystko i wszystkich, sam przyznawał niejednokrotnie, że chociaż ma moc, nie potrafi jej do końca ujarzmić.
Spoiler:

Poza tym nadal czekam na rozwiązanie sytuacji z Susan, bo o dziwo watek ten naprawdę mnie zainteresował.

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Dzięcioł Czarny
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-29, 01:13   

Szczerze powiedziawszy też miałem takie wrażenie. Sądzę, że to w znacznej mierze kwestia tego, że opowieść jest faerie-centryczna, co wywraca nieco reguły i klasyczna dresdenowa epickość zmienia się w nielekki WTF.

Spoiler:

No bo wiecie rozumiecie, epicka bitwa w międzywymiarowej kieszeni nad Chicago chyba przerosła trochę Butchera. Tudzież intryga była nieco naciągana z ludzkiej perspektywy.

 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2013-10-03, 10:40   

Tak się zakręciłam, że zapomniałam się tu wypowiedzieć.

Główny bohater serii zawsze charakteryzował się nieco złośliwym poczuciem humoru, co bardzo sobie w nim cenię. Jednak po upływie kilku miesięcy od walki z Czerwonym Dworem Harry sprawia wrażenie zupełnie innego człowieka. Jest nie tylko wymiętolony psychicznie, ale również fizycznie (delikatniej nie da się tego określić, szczególnie jeśli obiekt obserwacji nie pamięta dnia ostatniej kąpieli). Stan jego duszy odzwierciedla również jego zachowanie – Harry jest bardziej bezczelny, bezpośredni i niecierpliwy, a w swojej zgryźliwości osiąga tu apogeum. Nie to, żebym lubiła, gdy moje ulubione postacie są udręczone, ale muszę przyznać, że z dużym zainteresowaniem śledzę ten konkretny rozdział w ich życiorysach. Są wtedy bardziej zdeterminowane – a może zdesperowane? – co powoduje, że ich decyzje mogą się w znaczący sposób różnić od tych, które by podjęły w normalnych okolicznościach. Jak wyjdą z tego psychicznego dołka? I jakie odciśnie on na nich swoje piętno – zawsze z ciekawością odkrywam odpowiedzi na te pytania. Że już nie wspomnę o realnym wymiarze w takiej konstrukcji bohaterów.

Harry poniekąd reprezentuje dla mnie w tej części taki typ malutkiego człowieczka, który siedzi w każdym z nas, kiedy przyjdzie nam mierzyć swoje możliwości w walce z ogromną organizacją czy też bardzo wpływowymi osobami. Szczególnie mizernie wypadają nasze perspektywy, kiedy okazuje się, że tylko pozornie mamy wpływ na zmianę sytuacji, że karty zostały już dawno rozdane przez najsilniejszych graczy, a twór, który w swoim profilu działania powinien stawiać na ochronę własnych członków, nieco zawodzi w tym departamencie. W tym tomie po raz pierwszy mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o Białej Radzie oraz uczestniczenia w jej naradzie i powiedzmy, że wzbudza ona dość jednoznaczne odczucia. Otóż mierzi człowieka do samych kości. Zastanawia mnie, czy Harry już do końca swoich dni będzie musiał udowadniać, że jest pełnoprawnym magiem oraz znosić traktowanie jego i jego życia jak śmiecia. Jak długo jeszcze będzie mu wypominane, że zabił swojego nauczyciela w samoobronie? Czy powinien położyć się, przeprosić za to, że podjął walkę i zemrzeć na miejscu? Bardziej niesmaczna jest zapewne dla wzburzonych takim zachowaniem magów myśl, że już w tak młodym wieku, ten niepokorny uczeń pokonał własnego mistrza, stąd jego czyn jest mu po dziś dzień rzucany w twarz jako obelga. Nie ma jednak niczego bardziej irytującego, niż gdy te same mądrale nie zawahają się przed podobnym działaniem, tylko, jak na prawdziwego tchórza przystało, dyskretnie oraz za pomocą cudzej ręki. Butcher naprawdę idealnie zażonglował moimi emocjami w tym zakresie.

Fabularnie czwórka wypada nieco gorzej od „Śmiertelnej groźby”, ale nie można odmówić tej części pochwały za utrzymanie przyzwoitego poziomu oraz za satysfakcję po zakończeniu lektury. Czytało się szybko, ale muszę przyznać, że świat faerii wciąga mnie mniej niż wampiryczny, duchowy czy też wilkołaczy. Pomimo tego, że Butcherowi udało się w pewien sposób nadać faeriom czegoś nowego, to i tak w wielu aspektach odniosłam wrażenie, że pokrywa się z wiedzą, którą nabyłam z innych książek. Jeśli chodzi natomiast o wątki w poprzednich częściach, to były one dla mnie w pewien sposób świeże, inne, pomimo, że znane.

Dzięcioł Czarny napisał/a:
Szczerze powiedziawszy też miałem takie wrażenie. Sądzę, że to w znacznej mierze kwestia tego, że opowieść jest faerie-centryczna, co wywraca nieco reguły i klasyczna dresdenowa epickość zmienia się w nielekki WTF.

Człowiek zaczyna się zastanawiać w takiej sytuacji, co będzie dalej? Harry nie może przecież w każdej kolejnej części ratować losu całego świata, bo trochę by to czytelnikom zbrzydło.

Dzięcioł Czarny napisał/a:
Tymczasem Dresden idealnie łączy klasyczną urban fantasy w typowo męskim noirowym wydaniu (swoją drogą czy to nie jest dziwne, że większość UF pisanej przez facetów to wampiryczno-magiczne wariacje na temat Chandlera,

Nie czytałam powieści z Chandlerem, ale z informacji w sieci można wywnioskować, że większość detektywów w fantastyce ma coś z nim wspólnego. Wiecznie spłukani, zgryźliwi i jakby znienawidzeni przez własnych twórców, bo z tomu na tom przydarzają im się coraz gorsze rzeczy :-P


Również niecierpliwie czekam na Susan.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-11-04, 06:51   

Jakoś tak dziwnie się złożyło, że dopiero teraz mogłam przeczytać Rycerza lata.

Oksa napisał/a:
W tym tomie po raz pierwszy mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o Białej Radzie oraz uczestniczenia w jej naradzie i powiedzmy, że wzbudza ona dość jednoznaczne odczucia.


Zgadzam się. Myślę, że Merlin się go boi. Harry ma potencjał na potężnego maga i Starszyzna w Radzie widzi w nim zagrożenie, ale nie takie o jakim trąbi na prawo i lewo, tylko dla samych siebie. A jeśli się boją to próbują się go pozbyć. Naturalne. Szkoda, że Butcher umieścił w swym cyklu Merlina, który okazał się strasznie małostkowy. Rozumiem, że jest to próba łamania stereotypów, ale pozostał żal.

Oksa napisał/a:
Fabularnie czwórka wypada nieco gorzej od „Śmiertelnej groźby”, ale nie można odmówić tej części pochwały za utrzymanie przyzwoitego poziomu oraz za satysfakcję po zakończeniu lektury. Czytało się szybko, ale muszę przyznać, że świat faerii wciąga mnie mniej niż wampiryczny, duchowy czy też wilkołaczy.


Racja, ale tylko ociupinkę gorzej. Po trójce należało się spodziewać, że fearie odegrają pierwsze skrzypce i to nie będzie jeszcze koniec. Ciekawym pomysłem było umieszczenie w fabule trola i Tygrysicy. Nieźle namieszali i zrobili sporą zadymę.

Co do Susan. Też czekam.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wolf 
Nawiedzony Praktykant Grabarza

Dołączył: 26 Paź 2009
Posty: 149
Wysłany: 2013-11-04, 14:13   

hlukaszuk napisał/a:
Jakoś tak dziwnie się złożyło, że dopiero teraz mogłam przeczytać Rycerza lata.

Zgadzam się. Myślę, że Merlin się go boi. Harry ma potencjał na potężnego maga i Starszyzna w Radzie widzi w nim zagrożenie, ale nie takie o jakim trąbi na prawo i lewo, tylko dla samych siebie. A jeśli się boją to próbują się go pozbyć. Naturalne. Szkoda, że Butcher umieścił w swym cyklu Merlina, który okazał się strasznie małostkowy. Rozumiem, że jest to próba łamania stereotypów, ale pozostał żal.



To ja sie wtrącę zeby wyjaśnić że Merlin z Rady to nie TEN Merlin, tylko koleś który przyjął sobie takie samo imię.
Zastanawiałem sie czy oznaczyć to info jako spojler, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć z którego tomu pochodzi ta informacja, wiec dałem sobie spokój. Poza tym to co najwyżej minispojler :)
 
     
Dzięcioł Czarny
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-27, 23:21   

To nie imię. To tytuł przewodniczącego Białej Rady biorący się stąd, że BR założył oryginalny Merlin.

Aktualny Merlin nazywa się Alfred cośtam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org