October Deye

Dział założony z myślą o seriach i cyklach książkowych. Tu wszystko o naszych ulubionych bohaterach i ich przygodach ukazujących się w częściach.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

October Deye

Post autor: hlukaszuk »

28.10.2013r.
Serial October Daye

Część I: Rosemary and Rue

Obrazek

Autor: Seanan McGuire


Opis z okładki:

October “Toby” Daye, a changeling who is half human and half fae, has been an outsider from birth. After getting burned by both sides of her heritage, Toby has denied the Faerie world, retreating to a “normal” life. Unfortunately for her, the Faerie world has other ideas…

The murder of Countess Evening Winterrose pulls Toby back into the fae world. Unable to resist Evening’s dying curse, which binds her to investigate, Toby must resume her former position as knight errant and renew old alliances. As she steps back into fae society, dealing with a cast of characters not entirely good or evil, she realizes that more than her own life will be forfeited if she cannot find Evening’s killer.

Moja opinia:

Przeczytałam to zainspirowana wypowiedzią Majstra. Skoro facetowi się podobało, mi powinno spodobać się tym bardziej. I tak było. W końcu bohaterką jest kobieta, która ciągle nie wzdycha do faceta a on do niej. To mi nie przeszkadza, jeśli jest dawkowane w umiarze, ale jeśli przekroczy pewną barierę to nawet najlepsza historia w tle nie jest w stanie sprawić abym coś dobrze oceniła. Tutaj nie miałam tego dylematu. Faceci się plączą, ale są traktowani marginalnie. Seks to seks, a miłość to miłość. Książka ma mroczny klimat urban fantasy. Co rusz mamy do czynienia z różnymi stworami owianymi kamuflażem, aby zwykli obywatele ich nie rozpoznali. Główny wątek to ex detektyw (October Daye) na tropie mordercy popychana do działania nieustającą walką z czasem. Co będzie pierwsze? Czy klątwa śmierci czy wykrycie sprawcy? Akcja cały czas trzyma w napięciu. Fabuła jest osadzona w dzisiejszym świecie i w świecie wróżek. Pani detektyw to Odmieniec, czyli półkrwi wróżka. Nie jest wyjątkiem. Takich jak ona jest wiele. Polityka wróżek. Zagadka zostaje rozwiązana, ale jest jeszcze zagadka w tle, ta od której wszystko się zaczęło. Dlaczego ktoś próbował wyeliminować October aż na 14 lat? A może tylko na 14 lat? Komu przeszkadzała i czy już przestała? Gorąco polecam tę serię i z ochota sięgnę po kolejne części.

II część October Daye

A Local Habitation

Obrazek

Opis z okładki:

Toby Daye-a half-human, half-fae changeling-has been an outsider from birth. After getting burned by both sides of her heritage, Toby has denied the fae world, retreating to a "normal" life. Unfortunately for her, the Faerie world had other ideas...

Now her liege, the Duke of the Shadowed Hills, has asked Toby to go to the County of Tamed Lightning to make sure all is well with his niece, Countess January O'Leary. It seems like a simple enough assignment-until Toby discovers that someone has begun murdering people close to January, and that if the killer isn't stopped, January may be the next victim.

Moja opinia

Nie mogłam się powstrzymać i od razu przeczytałam drugą część. Podobała mi się tak samo jak pierwsza, ale była troszeczkę słabsza. October była pod mniejszą presją i wszyscy wkoło jakoś się nie przejmowali śmiercią wokoło. Trochę inny klimat. Poprzednio akcja działa się w wielu miejscach. Tempo było zabójcze. W drugiej części mamy do czynienia z inną konstrukcją fabuły. Akcja dzieje się w jednym miejscu, w posiadłości, która częściowo istnieje w naturalnym świecie, a częściowo przechodzi we włości wróżki. Giną wróżki. Na początku odstęp pomiędzy morderstwami jest kilkutygodniowy. Potem zabójca się rozbestwia i prawie codziennie ktoś ginie. Zadaniem Tobby jest znaleźć niezwykłego mordercę. Czemu niezwykłego? Ponieważ zabiera wspomnienia wróżek. Toby ze strony matki należy do wróżek, która z krwi potrafią odczytać ich koleje życia, a przede wszystkim tego kto je zabił. W tym przypadku jest inaczej. Krew ofiar jest pozbawiona tych cech. Nikt do tej pory o czymś takim nie słyszał i nie wiadomo czy to w ogóle możliwe. Najfajniejszy był pomysł na cybernetyczną Driadę. Trochę przypominała mi Cyfral z PLO. Naprawdę fajna seria. Świat wróżek bardzo, bardzo różnorodny, całkiem inny od tego jaki znałam do tej pory. Strasznie podoba mi się Tybalt, władca lokalnego dworu kotów. Troszczy się o October, ale ona tego nie dostrzega. :mrgreen:
Ostatnio zmieniony 31 paź 2013, 19:32 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Wolf
Nawiedzony Praktykant Grabarza
Posty: 149
Rejestracja: 26 paź 2009, 08:10

Post autor: Wolf »

Jeśli płeć ma znaczenie to ja kolejny facet oprócz Majstra, też polecam tę serię. To jedna z niewielu serii które ciągle lubię. Nie przeszkadza mi że bohaterka jest kobieta. Jak juz kiedyś pisałem lubię urban fantasy, gdzie osią napędową akcji jest jakaś intryga, mniej lub bardziej kryminalna, a nie książki gdzie 1/4 lub więcej ksiażki bohater/bohaterka z kim i czy aby na pewno i czy ten drugi tez chce :) Dlatego specjalnie nie załują np. nie dokończenia serii o Anicie Blake.
Innym przykładem jest np. Jadowska - seria sie fajnie zaczęła, ale już w 3 tomie jak dla mnie za duzo było o stosunkach damsko-męskich, choć i akcji tez nie brakowało. Mam tylko obawy ze z każdym kolejnym tomem może być gorzej, ale to dyskusja na inny watek. Tę serie podałem tylko jako kontrprzykład do serii o Oktober Daye

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 258
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

hlukaszuk pisze:Skoro facetowi się podobało, mi powinno spodobać się tym bardziej.
Ciekawy argument ;-)
Wnioskuję, że chodzi o ogólne zmęczenie romansem, w szczególności paranormal-romansem. Nie mam nic przeciwko wątkom romansowym w fabule dowolnego utworu, powiem więcej, dobrze napisane historie najczęściej zawierają coś takiego. Jednak co za dużo to niezdrowo, generalnie unikam romansów, nawet dobrych. Z własnego wyboru prawdopodobnie nigdy bym nie obejrzał np Rozważnej i Romantycznej. Przepraszam za mały offtopic.
October Deye to rzeczywiście inna półka, jeżeli chodzi o zawartość. Jeżeli miałbym szufladkować to wrzuciłbym ją bardziej do kryminału zmiksowanego z urban fantasy. Jako powieść detektywistyczna podobała mi się, dodatkowo autorka stworzyła ciekawe spójne uniwersum, co zawsze było dla mnie ważne.
Dlatego również śmiało polecam ten cykl.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

An Artificial Night

Obrazek

Opis z okładki:

Experience the thrill of the hunt in the third October Daye urban fantasy novel.

October "Toby" Daye is a changeling-half human and half fae-and the only one who has earned knighthood. Now she must take on a nightmarish new challenge. Someone is stealing the children of the fae as well as mortal children, and all signs point to Blind Michael. Toby has no choice but to track the villain down-even when there are only three magical roads by which to reach Blind Michael's realm, home of the Wild Hunt-and no road may be taken more than once. If Toby cannot escape with the children, she will fall prey to the Wild Hunt and Blind Michael's inescapable power.

Moja opinia:

Trzecia część za mną. Bardzo mi się podobała. Znów wrócił "nieubłagalny Pan Czas". Presja czau. Giną dzieci, a wróżki bardzo kochają dzieci. Co dziki gon ma z tym wspólnego. Czy Toby zdąży na czas? Jak to być znowu dziesięciolatką? Niesamowite przeżycia w pewnej krainie gdzie dorośli "prawie" nie mają wstępu. Zawsze zastanawiałam się co popycha October do działania. W narażaniu własnego życia, dążenia do destrukcji, aby ocalić komuś życie, Toby przypomina mi bardzo Charley (Ponurego Żniwiarza). W trzeciej części ta strona October wychodzi z cienia i się umaterialnia. Inaczej nie potrafię tego wyjaśnić. Sama bohaterka również tego nie rozumie. Pomysł na tą drugą Daye jest rewelacyjny, a przecież to jeszcze nie koniec. Bo czy May Daye to na pewno sprawka Nocnych Łowców czy samej Toby, jak dla mnie to sprawa dyskusyjna. Ponadto zachodzi podejrzenie, iż dziwność córki Luny, wcale nie musi być związana za porwaniem z I części.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Przeczytałam pierwszy tom, „Rosemary and Rue” i niestety nie jestem szczególnie zachwycona. Na pewno przyczynia się do tego fakt, że – chociaż powieść ta jest nie jest szczególnie opasła – czytałam ją strasznie długo. Niestety forma, czyli ebook, nie była zbyt sprzyjająca – i ostatecznie wyszło, że dziobałam po kilka, może kilkanaście stron na raz (z wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy wciągnęłam jakąś jedną trzecią). Jest jednak coś bardzo pozytywnego, na co nie można nie zwrócić uwagi – "Rosemary and Rue" to urban fantasy; mam już dość młodzieżówek, więc bardzo mnie to ucieszyło. Szkoda jedynie, że bardziej mnie nie wciągnęło, mogłoby też być bardziej nieprzewidywalne (łatwo się wielu rzeczy domyśleć). Zabrakło mi również jakiegoś mocnego akcentu na koniec – zakończenie nie wywarło na mnie szczególnego wrażenia; punkt kulminacyjny nastąpił ni stąd, ni zowąd i równie szybko się skończył.
Ogólnie spodziewałam się więcej.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Ja czytałam 4 tomy ciurkiem. Dwójka była najsłabsza. Potem z tomu na tom zaczęło robić się coraz ciekawiej. W czwórce wydawało się, że niezniszczalność October jest nie do zaakceptowania, ale końcówka dała masę odpowiedzi, dlaczego bohaterka jest jaka jest, a przede wszystkim kim tak naprawdę jest, a o czym nie wiedziała sama (nie ma to jak wróżkowy glamur). Prawdzie zaskoczenie. Zapomniałam o tej serii na jakiś czas. Dzięki Sophie za przypomnienie. Bardzo lubię drugoplanowe postacie. Luidaeg i Tybalt to moi ulubieńcy. Seria mi się podoba dlatego, że:
- to urban fantasy,
- bohaterowie nie pałają do siebie namiętna miłością, która przesłania fabułę,
- z tomu na tom robi się coraz ciekawiej, wychodzą na jaw stare tajemnice z przeszłości,
- świat wróżek jest fajnie opisany, rządzi się swoimi prawami, istnieją stare moce, których nawet wróżki się obawiają, i różnorodność wróżek,
- Tybalt i jego królestwo są wspaniali,
- October Daye nie jest heroiną biegającą z mieczem, lubię jej poczucie humoru i metody działania.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1495
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Bardzo przyjemna niespodzianka. Po raz pierwszy sięgnęłam po "Rosemary and Rue" kilka lat temu i po paru stronach - mało zainteresowana - odłożyłam na bok. Przez ten czas udało mi się usłyszeć kilka dobrych opinii na temat twórczości Seanan McGuire od znajomych, którzy mają podobny gust czytelniczy do mojego, no i przeczytałam "Feed", trylogię napisaną przez tę autorkę pod pseudonimem Mira Grant. Teraz w poszukiwaniu weny na nowe, dobre urban fantasy po skończeniu przygody z ukochaną Rachel Morgan, postanowiłam poznać bliżej October Daye.

I cóż, na razie jestem naprawdę pod wrażeniem. Przede wszystkim ciekawa narracja, dobrze poprowadzona akcja oraz interesująco wykreowany świat przedstawiony - "Rosemary and Rue" stworzyło dobre podstawy pod resztę części, teraz tylko trzymam kciuki, aby następne tomy nie były dla mnie rozczarowaniem. Polubiłam Sylvestra, Lunę oraz Tybalta i czekam na kolejnych bohaterów. October wpisuje się we wzór silnych i potrafiących wzbudzić sobą zainteresowanie bohaterek urban fantasy, a fakt, że ma rodzinę, którą w wyniku pewnego wypadku niestety straciła na kilkanaście lat, dodaje jej historii pewnej świeżości. Większość obecnych bohaterek to samotne dwudziestolatki. Tutaj mamy do czynienia z czymś odrobinę innym, co cieszy i wybija się poza schemat.
hlukaszuk pisze:Pani detektyw to Odmieniec, czyli półkrwi wróżka.
W sumie trochę bym się kłóciła z tłumaczeniem "fae" na "wróżka". Być może to naleciałość po Mercy i reszcie urban fantastycznych serii, gdzie fae po prostu zostaje fae, ale jakość mi tak nie pasuje ta "wróżka". :P

Ogólnie po pierwszej części jestem bardzo na tak i lecę czytać kolejne.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

ODPOWIEDZ

Wróć do „Serie, sagi i cykle”