Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Cykl demoniczny/Cykl Malowany Człowiek
Autor Wiadomość
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2013-01-28, 22:16   

Cytat:
Chciałam przeczytać cały wątek, ale większość postów zamiast polskich znaków ma dziwne znaczki co uniemożliwia płynne czytanie tekstu i dałam sobie spokój.
To skutek uboczny połączenia dwóch forów (Mercy's Garage i Dar Vorona), nie do naprawienia (chyba że przez edycję każdego pojedynczego posta).

kinimo44 napisał/a:
Nie wiem czy ktoś wspominał, ale cykl ma mieć łącznie pięć tomów. DOdatkowo mają pokazać się jeszcze dwie książki podobne do "Wielki bazar. Złoto Bryana".
"Wielki bazar..." z chęcią bym przeczytała i miała na półce, ale cena Fabryki wg mnie jest zbyt wysoka jak na tak cienki produkt, zwłaszcza, że za jedną książkę musiałam płacić dwukrotnie. Ostatnio widziałam w empiku wydanie anglojęzyczne i znów się zirytowałam.

Cytat:
Cykl demoniczny to jedne z moich ulubionych książek. Wszystkie pięć przeczytałam w tydzień! Jak dla mnie "Pustynna włócznia" jest lepsza niż "Malowany człowiek", chociaż zazwyczaj bywa tak, że pierwszy tom jest najlepszy a dalej jest już z górki.
Hm, wg mnie pod względem warsztatu pisarskiego i dopracowania Pustynna włócznia rzeczywiście jest lepsza, ale nie zmienia to faktu, że Malowany człowiek o wiele bardziej mnie zaciekawił i urzekł. Pewnie jest to wywołane faktem, że przy drugiej części bieg wydarzeń był mi już znany i przez większość fabuły nie potrafiłam się nią zainteresować. Cóż, fakt, że Jardira specjalnie nie polubiłam, też nie pomagał. W sumie to niecierpliwie wypatrywałam fragmentów z Arlenem oraz Renną. :)

kinimo44 napisał/a:
Z drugiej strony jest powiedziane, że demony każdego wieczora pojawiały się w tych samych miejscach, a Arlen, gdy zaczęła go "wołać" Otchłań, mówił, że widzi pojedyncze tunele przez które demony wychodziły z i wchodziły do Otchłani. Wywnioskować można, że udawało im się ustawiać kręgi idealnie w miejscach, gdzie NIE BYŁO tych tuneli, tylko jakie jest na to prawdopodobieństwo? ^^
Można by powiedzieć, że krąg zamyka się także w poziomie, ale w takim razie po co kamienne podłoża w miastach? To rzeczywiście nieścisłość, ale również uważam, że można ją - i inne - wybaczyć. Nikt nie jest idealny. :)

kinimo44 napisał/a:
Zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro "Malowany człowiek" był głównie o Arlenie, "Pustynna włócznia" o Jardirze, "Wojna w blasku dnia" o Ineverze, to o kim będą kolejne dwa tomy. Reena miała swój epizod opowiadający o jej życiu, podobnie Rojer.
Mam ino nadzieję, że nie o Leeshy, bo nie wiem, czy zdzierżę...
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
kinimo44
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-03, 15:23   

destrakszyn napisał/a:
"Wielki bazar..." z chęcią bym przeczytała i miała na półce, ale cena Fabryki wg mnie jest zbyt wysoka jak na tak cienki produkt, zwłaszcza, że za jedną książkę musiałam płacić dwukrotnie. Ostatnio widziałam w empiku wydanie anglojęzyczne i znów się zirytowałam.

Mi udało się zdobyć to dzięki wymianie książkowej. A pozbyłam się czegoś, na czym mi nie zależało. Może warto poszukać takich propozycji :)

destrakszyn napisał/a:
Można by powiedzieć, że krąg zamyka się także w poziomie, ale w takim razie po co kamienne podłoża w miastach? To rzeczywiście nieścisłość, ale również uważam, że można ją - i inne - wybaczyć. Nikt nie jest idealny. :)

No chyba nie można, skoro w książce jest scena gdy Arlen siedzi w kręgu i atakuje go wietrzny demon, a on obawia się, że wzleci na tyle wysoko, że dostanie się do kręgu górną częścią...

destrakszyn napisał/a:
Mam ino nadzieję, że nie o Leeshy, bo nie wiem, czy zdzierżę...

Nikt nie zdzierży chyba Leeshy ;)
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2013-02-03, 19:06   

Cytat:
Mi udało się zdobyć to dzięki wymianie książkowej. A pozbyłam się czegoś, na czym mi nie zależało. Może warto poszukać takich propozycji :)
Na moich półkach jest niewiele książek, na których mi nie zależy, więc może być to trudne. :)

kinimo44 napisał/a:
No chyba nie można, skoro w książce jest scena gdy Arlen siedzi w kręgu i atakuje go wietrzny demon, a on obawia się, że wzleci na tyle wysoko, że dostanie się do kręgu górną częścią...
Racja, zapomniałam o tym! Hm, zatem można by uznać, że owe demoniczne tunele nie biegną pionowo, a pod jakimś kątem - wtedy linia kręgu przecinałaby tunel, blokując napływ kolejnych stworów z danego. Zaś demony, jako że poruszają się tylko po tunelach, nie mogłyby od dołu wspiąć się w krąg. Czyli im bliżej siebie rozstawione runy, tym bezpieczniej...?
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2814
Skąd: skc
Wysłany: 2013-03-16, 18:24   

Przeczytałam „Wielki Bazar. Złoto Brayana”. Książeczka cieniutka, ledwo dwieście stron, ale mimo wszystko ciekawa – zawiera dwa opowiadania, dwie usunięte z „Malowanego człowieka” sceny, słownik krasjański, grymuar runiczny i kilka wyjaśnień autora. Rzecz jasna najciekawsze były opowiadania opowiadające o przygodach Arlena jeszcze przed dotarciem do Słońca Anocha, która to wizyta zmieniła jego życie. Miłe, przyjemne, ale trochę za krótkie. Przeczytać – jak najbardziej polecam, kupić – już niekoniecznie, tym bardziej, że cena jest wysoka, jak na takie chucherko.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-05-13, 13:58   

destrakszyn napisał/a:
Czyli im bliżej siebie rozstawione runy, tym bezpieczniej...?


Tak. Właśnie jestem w trakcie powtórki Malowanego Człowieka, bo zbyt wiele czasu minęło od kiedy to czytałam, a Wojnę w blasku odbieram dziś. Czym mniejszy krąg tym bezpieczniej. Dlatego Arlen na początku często układał 2: zewnętrzny i wewnętrzny. Dlatego na otwartych przestrzeniach, osiedlach lib miastach stawiano pale z runami, żeby zabezpieczyć większy obszar. Bruk w miastach miał kamienie z runami, a podłogi w domach na wsiach deszczułki runami. Wietrzne demony żeby próbować ataku z góry musiały mieć miejsce do rozpędzenia się, więc wlecenie w krąg jest dla nich trudne nawet jeśli podróżny popełni inne błędy.

Czy ktoś już może przeczytał Wojnę w Blasku dnia i mógłby podzielić się wrażeniami. :-)
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2814
Skąd: skc
Wysłany: 2013-05-28, 20:34   

Po wielu tygodniach wreszcie skończyłam pierwszą część „Wojnę w Blasku Dnia”. Niestety matury i związany z tym brak czasu nie pozwoliły mi połknąć tego w zwykłym tempie, który spowodowałby najpewniej, że lepiej skończyłoby się to dla moich odczuć względem tej książki. Nie twierdzę, że mi się nie podobała, bo to nieprawda, ale sądzę, że gdybym czytała tę książkę ciągiem, bez nawet kilku dniowych przerw, podobałoby mi się jeszcze bardziej.

Bardzo żałuję również, że nie miałam okazji odświeżyć sobie „Pustynnej Włóczni” przed sięgnięciem po „Wojnę…”. Niestety dwa lata zrobiły swoje i w efekcie nie pamiętałam bardzo wielu rzeczy, a tak dokładniej – niemal wszystkiego. Musiałam posiłkować się podpytywaniem innych, żeby przypomnieć sobie chociaż część z tych istotnych wydarzeń. Nie wiem, jak mogłam zapomnieć o niektórych zdarzeniach, w końcu były naprawdę, naprawdę istotne, ale mimo wszystko udało mi się. Tak czy inaczej, niestety moja niewiedza rzutowała nieco na odbiór całej powieść i zdarzało się wiele momentów, których z tego powodu do końca nie rozumiałam.

Nie będę się już powtarzać i po raz kolejny pisać, jak bardzo podoba m się świat i pomysły. Są naprawdę świetne, inne, interesujące i przykuwające uwagę. Tyle.

Cykl ten cechuje mnogość istotnych dla akcji postaci i przedstawionych punktów widzenia, a także fakt, że niektóre są bardzo ciekawe, a nawet wręcz fascynujące, a inne co i rusz wkurzające. Do pierwszej grupy zalicza się na szczęście większość bohaterów. Przede wszystkim Arlen, Ahmann, Inevera, Abban (zaskoczeniem jest, że w tym tomie rozdziały Ahmanna i Inevery zupełnie mnie nie drażniły, a to właśnie je pochłaniałam najszybciej, chociaż w poprzednich częściach nie zawsze przyjmowałam ich tak dobrze). Z kolei najbardziej wkurzali mnie Leesha i Rojer, przy czym ona szczególnie i nieustannie, a on od czasu do czasu. Rozdziały Zielarki wlokły mi się literka po literce i tylko wyglądałam ich końca. Ta dziewucha mnie wkurza, wszystkiej jej działania działają mi na nerwy, ona sama irytuje mnie niezmiernie. Rozumiem jej miejsce w akcji, ale chętnie pozbyłabym się jej z tej powieści.
Spoiler:

Tak przy okazji, czy ktoś oprócz nie mnie spodziewa się tego, że dzieciak Jardira i Leeshy będzie tym sławnym Wybawicielem? A przynajmniej że nieźle może namieszać w całej historii?

Poza tym, tak przy okazji wstawienia spoilera, wspomnę tylko, że nie podoba mi się to że Leesha pojechała do Lenna Everama, a tym bardziej w ogóle to, że dała się uwieść. Ale już wspomniałam, że jej decyzje mnie denerwowały.

Bardzo znaczną zmianą w porównaniu do poprzednich części są moje odczucia względem Inevery. Podziwiałam ją, ale nie lubiłam szczególnie, gdyż była wyrachowaną, zimną suką, której zachowania i motywacji nie rozumiałam w całości. Była tajemnicą. Teraz z kolei, gdy już poznałam ją bliżej, nieco ją polubiłam, chociaż dalej jest wyrachowana, aczkolwiek teraz odbieram to inaczej. Poznałam jej historię oraz jej myśli. Widzę już, że nie jest dokładnie taka, jak pokazuje to na zewnątrz. Nie popieram jej działań, ale je w jakimś tam stopniu rozumiem. A w każdym razie te początkowe, gdyż podczas czytania ostatniego rozdziału czułam po prostu wewnętrzny protest, który jest wynikiem mojej sympatii do Arlena.

Naznaczony w dalszym ciągu mnie ciekawi, lecz jego ostatnie supermoce nie do końca mnie przekonują, aczkolwiek rozumiem też ich uzasadnienie. Renna z kolei zaczęła mnie nieco drażnić, gdy zaczęła obsesyjnie myśleć o dotrzymaniu kroku Arlenowi.
Spoiler:

Tak w zasadzie żywienie się otchłańcami to już w jej przypadku nałóg, który z pewnością będzie miał jakieś miejsce w akcji i spowoduje jakieś wydarzenia. Może dojdzie do tego, że dziołcha, patrząc na otchłańca, będzie miała w głowie obraz wielkiej uczty? Jak tak daje pójdzie, tak to pewnie będzie wyglądać.

Fragmentów z punktu widzenia Ahmanna w tej części nie było, a trochę szkoda. Chętnie przypomniałabym sobie, jak on widzi pewne sprawy. Ponadto zwyczajnie go lubię. :-P

Podsumowując, powieść mi się podobała i z niecierpliwością czekam na część drugą. <zaciera łapki>
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-05-30, 16:27   

Sophie napisał/a:
Rzecz jasna najciekawsze były opowiadania opowiadające o przygodach Arlena jeszcze przed dotarciem do Słońca Anocha, która to wizyta zmieniła jego życie. Miłe, przyjemne, ale trochę za krótkie. Przeczytać – jak najbardziej polecam, kupić – już niekoniecznie, tym bardziej, że cena jest wysoka, jak na takie chucherko.


Dla mnie opowiadanie nie było za krótkie. Takie w sam raz. Najlepsze były prologi do opowiadań. Autor dzielił się w nich swoimi historiami na temat bohaterów serii. Skąd wziął opowiadanie, kiedy powstało i dlaczego. I bardzo się cieszę, że postanowił je wydać. Są wspaniałe. I wiele mówią o Arlenie, Abbanie, Leeshie, ale przede wszystkim o samym autorze. Żałuję, że nie mogłam być wtedy we Wrocławiu i słuchać go na żywo (obejrzałam w necie). Brett to wspaniały człowiek, a te prologi zbliżają go do czytelnika. Mam nadzieję, że w drugiej części zbiorku opowiadań, których FS nie wydała, może znajdzie się opowiadanko jak Arlen wychował i obuczył Nocnego Tancerza. Kocham konie i takie opowiadanie sprawiłoby mi wiele radości.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Majster 
Starszy Asystent Balsamisty


Wiek: 49
Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 248
Skąd: Piastów
Wysłany: 2013-06-03, 08:41   

Pierwsze odczucie po przeczytaniu Wojny w Blasku Dnia: fabryka znowu podzieliła na 2 częsci oryginalne wydanie, wolałbym jednak 1 choćby nie wiem jak grubaśne wydanie. A bardziej merytorycznie: wkurzyły mnie retrospekcje Inevry, pasowała do reszty jak pięść do nosa. Nie chodzi o zawartość, ta jest ok., ale wszystkie te rozdziały powinny być wrzucone do "bazarowych" opowiadań, tam pasowałyby najlepiej, w Blasku tylko zakłócały chronologię.
Druga rzecz która mnie denerwowała, to niewyjaśnienie genezy całej sytuacji z demonami, na co się zanosiło po pojedynku mentalnym z demonem umysłu(czy jak mu tam) pod koniec Pustynnej Włóczni. Autor w poprzednim tomie wyraźnie zapowiadał szybkie wyjaśnieni tej kluczowej kwestii, a tu nie mógł się wyjajczyć przez całe 500 stron. Być może będzie to miało miejsce w 2 części tego tomu, wtedy takie odwlekanie wyjaśnień miałoby jakiś sens - właśnie dlatego tak nie lubię nienaturalnego dzielenia tomu, który powinien być wydawany w całości zgodnie z zamysłem autora.
Edit: poza tym ta część jest jak najbardziej ok.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-06-06, 06:48   

Sophie napisał/a:
Fragmentów z punktu widzenia Ahmanna w tej części nie było, a trochę szkoda. Chętnie przypomniałabym sobie, jak on widzi pewne sprawy. Ponadto zwyczajnie go lubię.


Cała fabuła w pierwszej części Blasku dnia zawierała tylko jedną scen z Achmanem, której nie było w Pustynnej Włóczni. To prawdopodobnie II część będzie obfitować w nowe sceny. Jak wiele. Nie mam pojęcia, ale już zacieram łapki - 24 czerwiec tuż tuż.

Majster napisał/a:
wkurzyły mnie retrospekcje Inevry, pasowała do reszty jak pięść do nosa. Nie chodzi o zawartość, ta jest ok., ale wszystkie te rozdziały powinny być wrzucone do "bazarowych" opowiadań, tam pasowałyby najlepiej, w Blasku tylko zakłócały chronologię.


Gdyby wyrzucić je do Bazaru książeczka byłaby strasznie chudziutka. Dla mnie się strasznie podobało, że Brett ukazał jej punkt widzenia. Po prostu nie traktuje po macoszemu żadnej postaci. Drugoplanowe z jednej części zamieniają się w pierwszoplanowe w innej. To coś nowego i muszę przyznać, że mi się to podoba. Ponadto zawsze uważałam, że postępowanie Inevery jest od początku do końca zaplanowane przez pozostałe Dama'hting. Prawda okazała się zupełnie inna. Co do zakłócania chronologii. Brett to lubi. To samo było w Pustynnej Włóczni. Jakoś mi to nie przeszkadza.

Majster napisał/a:
Druga rzecz która mnie denerwowała, to niewyjaśnienie genezy całej sytuacji z demonami, na co się zanosiło po pojedynku mentalnym z demonem umysłu(czy jak mu tam) pod koniec Pustynnej Włóczni. Autor w poprzednim tomie wyraźnie zapowiadał szybkie wyjaśnieni tej kluczowej kwestii, a tu nie mógł się wyjajczyć przez całe 500 stron. Być może będzie to miało miejsce w 2 części tego tomu, wtedy takie odwlekanie wyjaśnień miałoby jakiś sens - właśnie dlatego tak nie lubię nienaturalnego dzielenia tomu, który powinien być wydawany w całości zgodnie z zamysłem autora.


Nie można odkryć od razu wszystkich kart. Pojawił się nowy element. Matka Demonów. Kiedy nadejdzie Nów wiele rzeczy na temat książąt ciemności powinno się wyjaśnić. A Nów już tuż tuż. Oryginalnie to pewnie nie jest 500 tylko znacznie mniej. To FS rozdmuchuje powieść, żeby ją dzielić. Również tego nie cierpię. :evil:

Książkę pochłonęłam w dwa wieczory. Strasznie mi było ciężko ją odłożyć w połowie, ale jakoś się udało. Nie było czasu na delektowanie się ani wyłapywanie czegokolwiek (to następnym razem), ale chyba na stronie 461 (piszę z pamięci) pada słowo cemenet. Czy to Brett czy tłumacz. Powinno być jakieś spoiwo lup zaprawa, a nie cement.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2814
Skąd: skc
Wysłany: 2013-07-27, 12:31   

Księga druga „Wojny w Blasku Dnia” za mną.

Nie jestem za sztucznym dzieleniem jednej książki na dwa tomy – nowa powieść Bretta jest tylko kolejnym przykładem potwierdzającym, dlaczego nie powinno się tego robić. Zaczynając od tego, że już nie pamiętałam części rzeczy z pierwszej księgi (na szczęście tylko szczegółów), co utrudniało zrozumienie niektórych momentów. Do tego dochodzi brak równowagi w ilości akcji – pierwsza księga jest uboższa w akcję (została tam głównie przedstawiona przeszłość, a nie bieżące wydarzenia), za to druga już od samego początku jest bogata w szybką akcję – od razu czytamy o walce, bitwie, ciałach i wybuchach, dokładnie tak, jakby zacząć czytać książkę w połowie. :-P Poza tym ten tom miał skupiać się przede wszystkim na Ineverze – i pierwsza księga owszem, skupiała się, ale druga już nie (na placach można zliczyć momenty z punktu widzenia tej bohaterki). Gdyby „Wojna w Blasku Dnia” była jedną książką, w jednym tomie, nic takiego nie rzucałoby się w oczy. Tak czy inaczej są to zarzuty wobec wydawcy, a nie książki jako takiej, której to nic nie można zarzucić, gdyż była naprawdę udana.

Podobało mi się – co tu dużo mówić. Już napisałam, że szybka akcja rusza już od pierwszych stron i nie zwalnia praktycznie wcale. Książka wciąga też od samego początku – pierwsza część tej księgi skupia się na Arlenie, a druga na Jardirze, więc nie narzekałam, ponieważ lubię obu – są silnymi, ciekawymi charakterami, a ich losy wzbudzają zainteresowanie. Natomiast inni bohaterowie, którzy irytowali mnie wcześniej (patrz: Leesha i Renna), nadal to robiły, ale nie aż tak bardzo, jak zapamiętałam to chociażby z poprzedniej księgi – jest postęp. :-) W każdym razie książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością, ciekawa kolejnych wydarzeń. I cóż, zakończenie mnie całkowicie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania – zwłaszcza tego z ostatniej strony – mam nadzieję, że ostatecznie okaże się, że wydarzyło się coś innego, niż można się domyślić z obecnego opisu, że może jednak dalsze wydarzenia nie będą tak… hm, ostateczne, że jeszcze wszystko może się okazać tylko zabiegiem, mającym na celu zachęcenie do kolejnego tomu (mnie zachęcił – po prostu muszę przeczytać „Tron Czaszek”), i ostatecznie będzie inaczej. Skoro mowa już o tym zabiegu, to można by się na autora obrazić – no kto by pomyślał, tak dręczyć biednego czytelnika! I teraz trzeba czekać na nowy tom, który niewiadomo kiedy zostanie wydany…

Świetnie spędziłam przy tym czas – bohaterowie są ciekawi, charakterystyczni i przykuwają uwagę, akcja wciąga i zaskakuje, a świat powala za sprawą rewelacyjnych pomysłów. Myślę, że osób, które czytały pierwszą księgę, nie trzeba zachęcać do przeczytania i tej, właśnie dlatego słowa kieruje do pozostałych: warto przeczytać, polecam! :-D
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-10-02, 07:51   

Przekładając ostatnio książki na półkach odkryłam, że nie przeczytałam jeszcze Wojny w Blasku dnia część II. Na początku nie mogłam w to uwierzyć, ale w końcu zaakceptowałam ten fakt. Przeczytałam w jeden wieczór. Akcja wre i ciężko by było mi się od niej oderwać, także cieszę się, że nie musiałam tego robić. Nie wiadomo kiedy i nastąpił koniec. I to jaki! Ciekawe ile zajmie Bretowi napisanie kolejnej części i kiedy ujrzy ona światło dzienne w Polce.

W tej części w prosty sposób jest wyjaśnione jak przemieszczają się otchłańce z Otchłani i czemu nigdy nie trafiają w ochronny krąg od dołu, na podstawie "wędrówek"
Spoiler:

Arlena.

Cieszę się, że w końcu zostało to wyjaśnione, bo wcześniej jakoś zawsze były to częściowo domysły.

Ponadto padły pewne aluzje do wydarzeń zawartych w opowiadaniach do serii. Kto nie czytał, niech żałuje.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2014-01-31, 03:14   

Dobra, przeczytałam wreszcie drugi tom Wojny w blasku dnia (kolejny powód psioczenia na to rozbicie... wciągnęłabym tę książkę na raz, ale tomy wpadły mi niejednocześnie w ręce i a to coś tam do innego do czytania, a to coś tam...). I od razu muszę się podzielić ekstazą:
Spoiler:

JARDIR GNOJU, nie żyjesz. <3 :mrgreen: Nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić mojej radości, że ten bohater umarł. Nie lubiłam go od samego początku, a potem do reszty znienawidziłam i czytanie o nim było drogą przez mękę. Mam ogromną nadzieję, że Brett nie zrobi mi świństwa i nie przywróci go do życia, bo już nawet pomijając moją antypatię, to wskrzeszenia bohaterów nie są czymś, co się ceni. Niech Jardir zgnije u stóp klifu, demony mogą się nim nażreć do woli, ja płakać nie będę. Czułam mściwą satysfakcję i dumę, że tak sprytnie go Arlen na sam koniec wykiwał, zwłaszcza że przeczucie mówiło mi, że Naznaczony przegra, przez co z rosnącym lękiem patrzyłam na malejącą ilość stron. Bardzo dobrze, że się myliłam, bo jakbym miała się męczyć z Jardirem bez pociechy w postaci Arlena, to chyba straciłabym serce dla tej serii, mimo że

mimo że Brett potrafi fascynująco pisać i nie mogłam się oderwać od lektury nawet wtedy, kiedy na scenę wkraczały nielubiane przeze mnie postacie. A zaznaczyć trzeba, że większość darzę naprawdę znikomą sympatią i ciepłe uczucia w gruncie rzeczy żywię tylko do Arlena, Renny, Abbana i Inevery. Ale, cholera, akcja drugiej księgi tak pędzi, tak gna, że chyba musiałabym być szalona, żeby książkę odłożyć (burknęłam mało przyjaźnie na domowników, kiedy zjawili się, by zadać mi jakieś pytanie). Peter, Peter, co ty ze mną robisz.

Chcę już następnej części! :-( Raz, bo chcę się przekonać, czy moje obawy ze spoilera są słuszne (błagam nie), dwa - widzę, że teraz bohaterowie będą mieć przechlapane na wszystkich frontach i już się na to cieszę. :-)

Odnosząc się do starego posta Sophie:

Spoiler:

Sophie napisał/a:
Tak przy okazji, czy ktoś oprócz nie mnie spodziewa się tego, że dzieciak Jardira i Leeshy będzie tym sławnym Wybawicielem? A przynajmniej że nieźle może namieszać w całej historii?
Namieszana na pewno, ale raczej jako... skandal? Nie jestem pewna, jakiego słowa użyć, by wyrazić, co mam na myśli. Żeby okazał się Wybawicielem, to z jakieś 15 lat powinien mieć, a wydarzenia nabrały takiego tempa, że szczerze wątpię, by ludzie mieli tyle czasu. Zobaczymy. Z drugiej strony to dość oczywiste założenie, a Brettowi nie zdarza się oczywistych rozwiązań stosować.



Jednak jakoś obok radości pojawił się też żal po ostatnich stronach powieści i uświadomiłam sobie po pewnym czasie, że po prostu żal mi Inevery, bo naprawdę tę kobietę lubię i, choć sądzę, że sobie poradzi w nowej sytuacji, to na pewno wiele straci.

Nurtuje mnie jeszcze sprawa broni palnej w Miln. Już wcześniej, kiedy Brett dał do zrozumienia, że akcja nie dzieje się w świecie kompletnie wymyślonym, a może być Ziemią po setkach lat, rozważałam opcję odkrycia dawnych sposobów walczenia. Zastanawiam się, jak skuteczne byłoby to na demony - zwykłe ostrza jednak robią im krzywdę, nie są konieczne runy (choć przyznać trzeba, że ułatwiają sprawę), więc pocisk wystrzelony z nieprawdopodobną prędkością na pewno nie byłby nieistotnym pyłkiem. Dawne cywilizacje padły, bo nie mogły chronić swych umysłów? Jak odkryto runy? Czym w zasadzie są demony i skąd się wzięły? Ach, z równą niecierpliwością będę wypatrywać wieści o przeszłości, co o dalszych losach bohaterów.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2014-08-05, 07:33   

Padła informacja, https://twitter.com/PVBrett/status/496160900991430656?utm_source=fb&utm_medium=fb&utm_campaign=PVBrett&utm_content=496160900991430656 że Brett skończył pisać Tron Czaszek. Słyszał już ktoś i może wie kiedy będzie premiera światowa, bo Fabryka nie ma jeszcze żadnych planów. Rozumiem, że skończyć pisać to nie wszystko. :mrgreen: Zostaje jeszcze cała otoczka: praca redaktorska, korekty, okładki itp. rzeczy o jakich nie mam pojęcia. Na Amazonie, w zależności od kraju padają daty 07.04.2015r., ale i 24.03.2015. Może teraz kiedy autor już skończył, termin przesunie się do przodu? :-D



EDIT: 10.02.2015

W Polsce premiera opóźniona. Dopiero lipiec 2015 pierwszy tom, bo jakby inaczej, podział musi być. Drugi pewnie jesienią.

_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2814
Skąd: skc
Wysłany: 2016-02-07, 18:17   

Dorwałam pierwszą część "Tronu z czaszek".

„Wojna w Blasku Dnia” (uwaga, w tym akapicie będę spoilerować trzeci tom - kto nie czytał, niech przeskakuje do kolejnego akapitu) zostawiła Czytelników w lekkim szoku. Ostatnie wydarzenia opisane w poprzedniej części były nieskończenie zaskakujące – kto by się spodziewał, że dojdzie do brzemiennego w skutkach pojedynku dwóch najważniejszych bohaterów cyklu, czyli Arlena Balesa, Naznaczonego z Północy, oraz Ahmanna Jardira, władcy pustyni? I że starcie skończy się zniknięciem ich obu w otchłani przepaści? Teraz, w „Tronie z czaszek”, ludność musi sobie radzić sama. Czytelnik podpatruje raz jedną stronę konfliktu, czyli intrygi i manipulacje żony Jardira, Inevery, czy plany khaffit Abbana, a także wszelkie knowania i próby sił na dworze (co przy tak porywczych, żądnych władzy ludziach jak Krasjanie nie jest rzadkie). Z drugiej strony akcja regularnie przenosi się też do Zakątka, gdzie ludność rośnie w siłę, rozwija się, odkrywa nowe techniki, a przede wszystkim walczy z demonami. I wszystko powoli zdąża do ostatecznego starcia. Do zakończenia, które jest w tej chwili niemożliwe do przewidzenia, ale pewne jest, że może zwalić z nóg.

Peter V. Brett jest niesamowitym pisarzem – widać to było już od pierwszego tomu. Stworzył rewelacyjny świat – mocno czerpiący z naszej rzeczywistości (zresztą jasno stwierdzono, że mamy tu opisaną nieco przerażającą wersję alternatywną naszej przyszłości), ale przedstawiający wszystko w fascynujący, skomplikowany, dokładny i spójny sposób. Z każdym kolejnym tomem autor dokładał do tej konstrukcji kolejne cegiełki, dorzucał nowe historie, nowe wiadomości, dzięki czemu obecnie wszystko pięknie się domyka, tworząc monumentalną całość. Nie sposób nawet w skrócie opisać tu zawiłości polityki Krasjan, która opiera się na hierarchii, władzy i strachu, podobnie trudno krótko podsumować uczucia podbitego, ale nadal się opierającego ludu Północy.

Jak już napisałam, autor z każdym tomem dokładał do powieści szczegóły, kierował akcję serii na nowe ścieżki, zręcznie jednocześnie zapoznając Czytelnika z przeszłością poszczególnych bohaterów. Dzięki czemu nie można już jednoznacznie określić, czy ktoś jest dobry czy zły. Każdy posiada swoje motywy, każdy ma na koncie ma grzechy, ale też dobre uczynki. Peter V. Brett przedstawił pełną skalę szarości charakterów postaci, nie pozwolił sobie na jednoznaczne określenia, pokazał, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Odmawiając używania etykietek, stworzył serię, w której sympatie Czytelnika mogą krążyć między postaciami stojącymi po przeciwnych stronach. Cykl powala szczegółami i wiedzie Czytelnika za nos, nie pozwalając mu się oderwać i zdystansować.

W poprzednich tomach przede wszystkim śledziliśmy jakiegoś konkretnego bohatera i poznawaliśmy jego przeszłość. „Tron z czaszek” już od tego odchodzi, bowiem nie zgłębiamy tu już (poza niewielkim fragmentem) historii określonej postaci. Można by rzec, że poprzednie tomy były rozdaniem kart w rozgrywce i opisem pierwszych ruchów graczy, czwarty tom jest już jednak początkiem gry, która nabiera rozpędu, przygotowuje grunt pod walkę i rozstawia pionki przed ostatecznym starciem. Akcja przeskakuje z miejsca na miejsce, towarzysząc raz jednym, raz drugim bohaterom, za każdym razem zahaczając o jakieś ciekawe, wciągające wydarzenia, które nie pozwalają zainteresowaniu opaść i co rusz przyciągają na nowo.

Od lektury „Wojny w Blasku Dnia” minęło - w moim przypadku - wiele czasu, co przy mojej pamięci oznaczało, że w zasadzie nie pamiętałam już wielu szczegółów i wydarzeń. Jeśli komuś zdarza się znaleźć w podobnej sytuacji, nie ma co się obawiać. Peter V. Brett umiejętnie wszystko przypomina, jednocześnie też nie streszczając fabuł poprzednich tomów. Wszelkie potrzebne informacje odnajdują się same w pamięci Czytelnika dzięki wprawnym przypomnieniom autora, dzięki czemu nie ma problemów ze zrozumieniem kolejnych wydarzeń.

Po przeczytaniu powyższych akapitów chyba nikt nie ma wątpliwości, że serdecznie polecam tę książkę. „Tron z czaszek” jest rewelacyjną, pełną niespodzianek i niesamowitych pomysłów historią, od której trudno się oderwać i po której chce się tylko więcej i więcej. Zachęcam do zapoznania się z nią, ponieważ szkoda pominąć tak sprawnie napisaną i poprowadzoną historię.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2016-02-13, 20:11   

Zgadzam się z Sophie, P.V. Breet jest niesamowity. Wróciłam do korzeni, ;-)tj. czytania serii od początku, zanim przeczytam najnowszy tom. Tak było w przypadku Tronu Czaszek, z tym, że ja w przeciwieństwie do Sophie poczekałam, aż Fabryka wydała obie części podzielonego tomu. Nawiasem mówiąc, minęło już sporo czasu od kiedy czytałam Tron Czaszek. Powiem jedno - był niesamowity. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że tak właśnie rozwinie się akcja. Breet potrafi zaskoczyć, a to lubię najbardziej. A zakończenie... oj będzie się działo!
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org