Intruz

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Intruz

Post autor: hlukaszuk »

Intruz

Obrazek

Premiera światowa: 22.03.2013
Premiera w Polsce:05.04.2013
Gatunek: Thriller Sci-Fi
Produkcja: USA
Reżyseria: Andrew Niccol
Scenariusz: Andrew Niccol
Na motywach powieści Stephenie Meyer

Przyszłość. Ludzkie ciała i umysły opanowują Dusze, które choć dobre, nie potrafią czuć. Melanie udaje się nauczyć tego swoją Wagabundę.

Moja opinia:

Nie mogłam się oprzeć i dziś poszłam na pierwszy seans. Dlaczego? Powieść Intruz zawsze uważałam za świetną książkę, w porównaniu do Zmierzchu. Jakaż byłam naiwna, myśląc że film odda istotę książki. Może najpierw powiem co mi się podobało. Były to 2 rzeczy: muzyka i gra odtwórczyni Wagabundy/Melanie - świetna. Bardzo ciężko jest zmieniać mimikę twarzy w taki sposób żeby widz wiedział kto w danej chwili mówi, albo że z kimś rozmawia w głowie. Można powiedzieć, że wuj Jeb również mi się podobał. Świetnie zagrał swoją rolę, choć nie do końca. Widzowi mógł umknąć fakt, że to on nasłał niczego nie podejrzewającego Jameiego na Wagabundę, żeby wyjawiła mu swą tajemnicę (to nie wada gry tylko podpowiedź dla tych co nie czytali książki :-P ). Dalej są już same minusy. Pomijam nietrzymanie się faktów (cała masa) – standard, ale pewne rzeczy rzutują na to, iż sedno filmu umyka. Ich nie należało zmieniać.

Na początek imię Wagabunda. W filmie nic nie znaczy za wyjątkiem, że była na 8 światach. Na początku w filmie wagabunda nie jest nawet imieniem (mała litera) tylko stylem życia, a to nieprawda. Wiele Dusz znało ja pod tym imieniem. Była sławna. A przecież to imię mówi wszystko. Kim była na innych planetach, jak żyła i czego dokonała, wieczny outsider. To dzięki opowieściom ze swego życia zyskała przyjaciół (oczywiście to tylko wierzchołek góry lodowej), zasymilowała się, została zaakceptowana. A tych przyjaciół zabrakło w filmie. Wyparowali. Jak wiele może łączyć osoby, które pieką wspólnie chleb i słuchają opowieści o innych światach. Dużo.

Wątek umieszczenia w celi Wagabundy również został spłycony. Ta cela była bardzo istotna. Całkiem inna. Nie było tam łóżka i nie dało się wyprostować. Służyła do czego innego. Wydarzyło się tam wiele rzeczy. To nie przypadek, że akurat wydarzyły się w ciasnym pomieszczeniu.

Walka między Wagabundą a Melanie. Zwykły objaw obcinania włosów przez Duszę, bo Melanie lubiła długie tak wiele znaczył. W filmie Melanie z Duszą strasznie szybko się dogadały, trochę za szybko. W ostateczności ujdzie, może być.

Zbyt mało było też sytuacji dzięki którym wuj Jeb odkrywał tajemnicę Wagabundy. Scena ze strzelbą, kiedy daje ją Jameiemu. To Melanie wrzeszczy i ją wyrywa Jamiemu, a nie ciotka Maggie (co prawda nie wrzeszczy i nie wyrywa, ale oponuje). Reżyser próbował w tej scenie zawrzeć dwie kluczowe sceny z książki (drugą miała być ta, kiedy już nie trzeba było pilnować Wagabundy z bronią, jak ludzie się z tym oswajali). Cóż, nie wyszło.

A teraz faceci. Jared? Za młody. Nie widać między nim a Melanie 9 lat różnicy, a to było istotne. Ian? Jakiś trochę nijaki. Tak samo jego brat. Powinni być kontrastowi. Jeden zły, a drugi dobry. W filmie wyszli bladzi. Abo nie potrafili zagrać, albo sceny z ich udziałem były za mało drastyczne. Właśnie! Brakowało pewnej brutalności wśród rebeliantów. Jakieś ciepłe kluchy z nich wyszły. Nawet z Jareda. Zabrakło twardości w ich postępowaniu, którą charakteryzowali się w książce. Wuj Jeb był geniuszem i szaleńcem. Geniusz było widać, szaleństwa trochę zabrakło, takiej nieobliczalności. Szalona powinna być ciotka, :mrgreen: a była Łowczyni (zabiła Duszę i chciała przejąć ciało Melanie - paradoks).

I końcówka. Próba odejścia z tego świata przez Wagabundę. Znów szwankuje brak przyjaciół. Przecież to takie istotne, że chciała być pochowana między Walterem i Wesem, że chciała umrzeć za kogoś – ona, Dusza, która bała się zostać matką, poświęcić dla swoich dzieci, była gotowa umrzeć za jednego człowieka. Naprawdę skopana istota, sedno (jak zwał tak zwał) powieści.

Czy polecam. Nie warto wydawać kasy.

PS. Zanim poszłam na film słyszałam, że wątek miłosny został przesadzony. Nie do końca się z tym zgadzam. Na tle filmu, kiedy dużo umyka może i tak, ale na tle książki nie. Wagabunda na tle tego wątku uczyła się miłości. Pokochała gorąco brata i chłopaka, a potem "dostrzegła" ludzi. Wątek musiał być.

PS.1. Sceny, które w książce mnie rozczulały, w filmie były niesmaczne. Nie wszystkie, ale trochę ich było. Wydawały mi się śmieszne. Nie wiem dlaczego.

Ścieżka dźwiękowa z filmu http://www.glamki.pl/kultura/muzyka/muz ... _4593.html To ona mnie urzekła. Tylko ona oddaje istotę Intruza. Słucham jej w kółko, mimo że nie rozumiem słów.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Filmy”