Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Atlas chmur
Autor Wiadomość
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-12-16, 22:09   Atlas chmur



Wydawnictwo: Mag
Wydanie polskie: 11/2012
Tytuł oryginalny: Cloud Atlas
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni

Opis z okładki: Pasażer statku, z utęsknieniem wyglądający końca podróży przez Pacyfik w 1850 roku; wydziedziczony kompozytor, usiłujący oszustwem zarobić na chleb w Belgii lat międzywojennych; dziennikarka-idealistka w Kalifornii rządzonej przez gubernatora Reagana; wydawca książek, uciekający przed gangsterami, którym jest winien pieniądze; genetycznie modyfikowana usługująca z restauracji, w oczekiwaniu na wykonanie wyroku śmierci; i Zachariasz, chłopak z wysp Pacyfiku, który przygląda się, jak dogasa światło nauki i cywilizacji – narratorzy Atlasu Chmur słyszą nawzajem swoje echa poprzez meandry dziejów, co odmienia ich los zarówno w błahym, jak i w doniosłym wymiarze.

W tej niezwykłej powieści David Mitchell znosi granice języka, gatunku literackiego i czasu, proponując zadumę nad właściwą ludzkości żądzą władzy i niebezpiecznym kierunkiem, w którym w pogoni za władzą zmierzamy.


Moja opinia: Nie przepadam za opowiadaniami. Wiem, często o tym wspominam. Z tego też powodu lektura Atlasu była dla mnie niezłym wyzwaniem. Na froncie okładki książki oraz w opisie jej fabuły usilnie wtłaczana jest wskazówka, że historie wszystkich bohaterów są ze sobą w pewien sposób powiązane. W sumie jest to jedyny fantastyczny aspekt tej powieści. Każdy bohater żyje w innej epoce, autor nie omieszkał odnieść się również do przyszłości, możemy więc uznać to za jakąś tam formę science-fiction. Możemy, jeśli komuś koniecznie zależy na etykietkach. A reszta to już mieszanka absolutnie niefantastycznych gatunków. W jednej historii będzie to przygoda, innej thriller, sensacja czy też zwyczajna obyczajówka.

Każda z opowieści urywała się w dość przełomowym momencie, zmuszając tym samym czytelnika do dalszej lektury. Postacie tych opowieści miały w mniejszym lub większym stopniu wpływ na działania oraz myślenie osób z innej historii, dzięki czemu autor uchylał nam rąbka tajemnicy na temat możliwych dalszych wydarzeń, ale absolutnie nie na tyle, żeby zrezygnować z przeczytania drugiej części każdego z opowiadań (czy to są opowiadania??).

I tak książkę rozpoczyna dziennik Adama Ewinga, zapis jego morskiej podróży, który niezmiennie od początku do końca pozostał dla mnie najnudniejszym elementem Atlasu. Tak po prostu. Może irytowała mnie też naiwność Ewinga. Bardziej interesująca była opowiedziana w tej części historia upadku plemienia Moriori oraz wątek niesienia chrześcijańskiej wiary wśród pogańskich ludów (jakież to dobro wielkie ze strony białych, ach cud kolonizacji!).
Spoiler:

Nie da się ukryć związku pomiędzy tym, jak został zniewolony lud Moriori przez Maorysów, a ludem z Doliny przez Kona z opowiadania „Bród Slooshy i wszystko co potem”. Historia lubi się powtarzać, a barbarzyństwo wraca do nas w tej samej postaci niezależnie od epoki.



Dalej mamy Listy z Zedelghem pisane przez zakochanego w sobie muzyka, Roberta Frobishera. To była właśnie ta obyczajówka, całkiem ciekawa, ale nie porywająca. Robert, pomimo swojego irytująco wysokiego mniemania o sobie samym, miał też bardzo ciekawe spostrzeżenia na otaczający go świat. Cyniczne, ale dla mnie były jak orzeźwienie po stłamszonym Ewingu.

„Okresy półtrwania” o Luisie Rey były dla mnie jednymi z najlepszych historii. Trzymała w napięciu, została przerwana w karygodnym momencie, a człowiek czytając ją miał wrażenie, że przed niektórymi ludźmi i korporacjami po prostu nie ma na tym świecie ucieczki. Jak ma z nimi wygrać prosty człowieczek, kiedy wszyscy naokoło nie grają fair?

„Upiorna udręka Timothy’ego Cavendisha” była taka sobie (zadufaniec w gorszym wydaniu niż Frobisher, o ile to możliwe), aż historia doczekała się nieoczekiwanego zwrotu w akcji.
Spoiler:

Cavendish trafia do „uroczego” domu spokojnej starości, z którego raczej nikt nie ma zamiaru go wypuścić. Muszę przyznać, że byłam ciekawa, jak sobie poradzi. Czy uda mu się stamtąd wyrwać, czy jednak stłamszą go w tym przybytku? Dla niego akurat wszystko skończyło się szczęśliwie, inne jego wcielenia miały nieco gorzej.



„Antyfona Sonmi-451” urzekła mnie i na zakończenie właśnie tej historii wyczekiwałam najbardziej. To jak wygląda przyszłość, relacje między fabrykantami a zwykłymi czystokrwistymi, co się dzieje z ludźmi wykolejonymi przez społeczność… Przerażająca wizja. Przerażająco ogromny zasięg odczłowieczenia i zaniku wartości moralnych. Gorzka, ale świetna opowieść.
Spoiler:

Jest taka kwestia, którą wykrzykuje Cavendish, że „Zielona Pożywka to ludzie!” W antyfonie pożywką okazują się być fabrykantki. Jak jakieś pieprzone zmielone kurczaki, które później zjadane są przez ich kuzynów.



„Bród Slooshy i wszystko co potem” był dla mnie ciężkim opowiadaniem ze względu na język. Taki, nie wiem, prostacki? W znaczeniu bardzo prosty. No cóż, pasuje jednak do narratora, więc nie ma co narzekać. Z początku strasznie mi się ciągnęło, później zaczęło się robić coraz bardziej wciągająco.
Spoiler:

O dziwo ten prostacki język należy do człowieka przyszłości. To nas podobno ma czekać po upadku cywilizacji. Powrót do początków. Wcale bym się nie zdziwiła.
Atak Kona na resztę plemion – cóż można napisać, scena z gwałtem na dziecku była straszna. Zawsze podczas wojny najbardziej cierpi ludność cywilna, która dostaje się w łapy najeźdźców.



Atlas chmur to powieść specyficzna, autor często zwraca uwagę na szczegóły, a właściwie oddaje to, co jego bohaterowie w danej chwili myślą. Skłonny do melancholii Frobisher rozpływa się nad nutami, przyrodą, kwiatkiem, kamizelką czy inną pierdółką? Bo taką jest postacią, a wszystkie jego myśli stoją dla nas przed otworem. Cavendish znowu ma skłonność do opowiadania swoich losów w formie ujęć filmowych. Ewing zaś o każdej najbardziej trywialnej czynności.

Każdy bohater ma różny, specyficzny dla siebie sposób wyrażania się. Jest to niewątpliwie wielki plus tej powieści oraz wg mnie niezłe wyzwanie dla tłumacza. Kto przeczyta powinien wiedzieć, o co chodzi ;-) Historie kończą się przeróżnie, dla jednych szczęśliwie, dla innych już mniej. Trudno przewidzieć, jaki los zgotował im autor, a ta nieprzewidywalność jest kolejną z zalet książki.

Niektóre historie toczą się szybko, są pełne akcji, inne napakowane stronami filozoficznych wywodów, opisów najbardziej przyziemnych przygód bohaterów czy też dokonywanych przez nich czynności. Proszę się więc na to nastawić. Jak kto szuka fantastyki naszpikowanej wbijającą w fotel, czy na czym tam siedzicie, akcją, to nie w tę stronę, proszę państwa. Bywało nudno, bywało pasjonująco, a także ponuro, melancholijnie, baaaardzo filozoficznie i przerażająco (ale nie jak w horrorze :-P ). Nie uświadczycie jednak w tej książce elementów komediowych. Nic a nic. No, może troszkę, ale to są naprawdę marginalne sceny.

Autor nie pozostawia wątpliwości, o czym jest ta powieść. Wątek żądzy władzy wspominany jest tu wprost i w każdej z opowieści. Jak również postępu, rozrastania się cywilizacji oraz moralnych wyborów. Wiele zdań i mądrości wypowiadanych przez bohaterów zapadło mi w pamięć przez ich prawdziwość. Może i oczywistą, ale jednak spisaną ;-)

Spoiler:

Przez książkę przewija się też motyw reinkarnacji, każda z postaci ma znamię w kształcie komety. Mamy więc i przysłowiowe puszczanie oczka przez autora: sekstet Frobishera (6 historii), te same nazwiska w różnych historiach, deja vu czy podobne kwestie, itp. Czasami było to dla nie mnie zbyt naciągane. Czytelnik miał uwierzyć, że to kolejne wcielenia, a każde z nich musiało mieć w jakiś sposób wpływ na swojego następcę. Nie rozumiem na przykład, co tak urzekło Sonmi w filmie o Cavendishu? Albo Luisę w listach Frobishera? Strasznie szybko też uwierzyła i jako pierwsza pomyślała reinkarnacji. Najbardziej wiarygodne wydało mi się za to powiązanie antyfony Sonmi wraz z postacią Meronym.



Jasne, że polecam tę książkę, bo jest szczególna. Ale nie widzę powodu, żeby zachwycać się nad wszystkimi jej aspektami tylko dlatego, że dotyka Ważnego Tematu, nad którym powinnam się głowić. Niejednokrotnie ta ponurość już mnie dobijała, nie miałam ochoty na dalsze dołowanie się. Czasami zmuszałam się, żeby ją już skończyć, doczytać te wszystkie wątki i mieć spokój. Może coś jest ze mną nie tak, ale takie miałam odczucia. A jednak sięgałam po nią, bo zostawienie takiej fragmentarycznej historii do przeczytania na później, to byłaby wielka pomyłka. Zapomniałabym o większości rzeczy i tyle. Ciekawa byłam też, jak też autor złoży te wszystkie części układanki w jedną opowieść i jak się ona zakończy. I jestem w umiarkowany sposób usatysfakcjonowana. A także trochę przerażona tym, co może siedzieć w głowach ludzi, którzy mają władzę oraz środki, by zmieniać nasz świat oraz nasze życia.

Po zwiastunie filmu już widzę, że parę rzeczy zostało zmienionych, ale przyznaję, że jestem ciekawa, jak udało im się zmierzyć z tym materiałem. http://www.youtube.com/watch?v=gpX4JiqMxRc
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2013-01-19, 22:44   

Po książkę chciałam sięgnąć tylko po to, żeby obejrzeć film. Po prostu mam taką zasadę, że, jeśli tylko mogę, to zawsze przed pójściem do kina, czytam książkowy odpowiednik danego dzieła. A później przeczytałam kilka recenzji "Atlasu chmur", gdzie wszyscy niewiarygodnie się nad tym zachwycali i pomyślałam, że w tej książce naprawdę musi coś być.

Gdy doszło co do czego, to powieść stała się dla mnie olbrzymim wyzwaniem, a kiedy ją skończyłam i przeczytałam opinię Oksy, to właściwie moje wrażenie są baaardzo zbliżone. :-D

Mając na uwadze, że pierwsze opowiadanie jest takie sobie, zmusiłam się i przetrwałam do tej 47 strony. Muszę jednak przyznać, że historia Adama Ewinga nie wciągnęła mnie ani trochę. Później czułam się tak, jakby zadaniem każdego opowiadania było żonglowanie moimi emocjami. Raz się wściekałam, raz śmiałam, w innym momencie wzdychałam. Wszystkie historie urywały się w najbardziej dla mnie ciekawym momencie, przez co po prostu nie mogłam odłożyć książki na miejsce. Co nie zmienia postaci rzeczy, że kilka razy miałam na to ochotę.

Dlaczego? Cóż... Ta książka, chociaż genialna, odkrywcza i bestsellerowa, jest też trudna. Żeby ją skończyć trzeba mieć stalową wolę, ośli upór albo naprawdę aż tak namiętnie zachwycać się każdym przedstawionym w niej szczegółem. To nie jest powieść dla miętkich ludzi. :-P

Miejscami cierpiałam z nudów, innymi razy męczyłam się niesamowicie. Jednak też nie raz historia bardzo mnie wciągnęła, zainteresowała. Sądzę, że to po prostu zależy od gustu czytelnika - naprawdę nie wierzę, żeby każdego opowiadanie trafiło i zainteresowało w tym samym stopniu jedną osobę.

Powieść bardzo specyficzna, jednak poleciłabym każdemu. To jedna z tych książek, która ma szansę się wybić, aby zbyt szybko nie zostać zapomnianą. Z drugiej strony... Słyszałam, że ten tytuł wcześniej wydawała też Bellona, a jakoś o niej nie słyszałam. :-P Film robi swoje.
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2013-01-26, 08:41   

Chociaż raz opis z okładki pokrywa się z treścią, ale już tylko pokrywa. Miałam nadzieję na o wile bardziej wciągającą lekturę, a tak naprawdę jedynie historia Sonmi mnie wciągnęła. A może sprawiło to życiowe zakończenie, takie prawdziwe. Autor wybrał świetny rodzaj przekazu, żeby ją przedstawić - wywiad. Może u podstawy mojego zainteresowania fabrykantką leżą moje ostatnio odgrzane zainteresowania fantastyką, którą przywróciło Przebudzenie Lewiatana. Wszystkie historie sprawiały wrażenie prawdziwych, ale sens ich opowiedzenia zauważyłam jedynie w historiach z przyszłości o Somni i Zachariaszu. Historia o pasażerze statku podobała mi się tylko na początku, bo była napisana jak pamiętnik i oddawała język minionych stuleci, potem jednak zbladła i zakończenie jej już mnie nie interesowało. Historia Luisy Rey wydała mi się strasznie nieprawdziwa za to strasznie hollywoodska. Takie zakończenia bywają tylko w filmie lub w książce. W życiu to korporacje wygrywają, a nie uczciwi ludzie. Nie lubię takich ściem. Kolejna historie: wydziedziczonego kompozytora i wydawcy książek są takie sobie. Nic w nich szczególnego. Timothy Cavendisha może jeszcze bawić, ale mnie jego historia raczej denerwowała. Była beznadziejna. Nie rozumiem tego całego szumu wokół książki, może w tym przypadku film jest lepszy, ale książka jako całość - zwyczajna. Ciekawy i niespotykany jest tylko układ książki czyli przemieszanie historii i forma wypowiedzi: pamiętnik, listy, wywiad oraz wszystko co dotyczy przyszłości.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org