Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Obsydianowe serce
Autor Wiadomość
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2011-12-16, 12:01   Obsydianowe serce


Opowieść romantyczno-fatastyczna z pajęczynką w tle. Zamyka się w dwóch częściach, co na dzień dzisiejszy jest dla mnie dużym plusem.
Historia toczy się w XIX-wiecznym Monachium, w snobistycznym hotelu dla wyższych sfer - wiecie: hrabiowie, grafowie, ladies and gentelmen i inne takie. Świat w którym konwenanse i gorsety są zasznurowane tak mocno, że mnie by na bank stracili na szubienicy, jako wiedźmę wszeteczną. Jak panna kawałek kostki pokaże, to panom ciśnienie skacze na 220V, przynajmniej niektórym - mięczaki.
Intryga toczy się wokół skradzionego mitycznego artefaktu, dającego władzę nad światem. Oczywiście pretendentów do tytułu imperatora i stworzyciela nowego porządku nie trzeba zbyt długo szukać, sami się garną do hotelu, w którym, jak wieść niesie, skarb został ukryty. Są też tutaj osobnicy, których celem jest zapobiec zagładzie obecnego świata - w imię celów wyższych bądź niższych. W zawieruchę całkiem przypadkowo zostaje zamieszana główna bohaterka -miss Corrisande Jarrrencourt, dziewczę nieco starsze, niż chce przyznać, pełne zapału i inwencji, by złapać bogatego i najlepiej porządnie utytułowanego męża. No i w ramach tych machinacji właśnie ona te kostki z premedytacja tu i ówdzie wystawia. W dodatku potrafi się rumienić na zawołanie - to jest sztuka. Na nieszczęście potrafi też wyczuwać dziwną istotę, krążącą po hotelu w niecnych celach przejęcia władzy nad światem. W związku z powyższym, obrońcy w służbie króla (bądź królów) postanawiają wykorzystać jej niezwykłe zdolności do załapania i unicestwienia stwora, przy czym niektórzy z nich mają w tym względzie większe, a inni mniejsze opory moralne. Takie życie. Miss Corrisande jednakowoż też ma swoje tajemnice. Niektóre są tak tajemnicze, że sama o nich nie wie, a przy tym jest urocza i pociągająca i burzy krew w niektórych przedstawicielach płci przeciwnej.
W książce występuje kilka postaci (w tym nadnaturalnych), a każda z nich ma swoją indywidualność i swój charakter. Są to naprawdę porządnie skonstruowani bohaterowie, osadzeni w realiach świata, w którym przyszło im żyć, mniej lub bardziej spętani okowami wychowania. Kolejne wyzwania sprawiają, że nierzadko muszą oni zmierzyć się z głęboko w sobie zakorzenionymi przekonaniami i nie każdy z nich wyjdzie z tej potyczki zwycięsko. Ale niektórzy odkryją dzięki temu całkiem nowe horyzonty...
Intryga pełna jest zwrotów akcji, a tempo iście zawrotne, nie sposób się nudzić, czytając tę historię. I, o ile wszystko dzieje się szybko w części pierwszej, to w drugiej jeszcze przyśpiesza. Wyraziste osobowości bohaterów dodają poloru i smaczku całości. Zakończenie przewidywalne, w końcu to romans, jednak nie jest ani łzawe, ani przesłodzone, ani trywialne. Zresztą wątek romansowy jest poprowadzony z dużym wyczuciem, nie dominuje i nie jest nachalny - nie strzyka w zębach podczas czytania, stanowi raczej miły dodatek. Miły, bo dzięki niemu, niektóre sytuacje zyskują zabarwienie humorystyczne.
W sumie, mogę polecić :-P Bardzo sympatyczn rozrywka i wciągająca akcja. Autorka łamie pewne schematy i robi to dobrze. Inne zaś wykorzystuje do tego, by umiejętnie stopniować napięcie. Bardzo udany debiut literacki.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-01-26, 09:52   

Na razie będąc po lekturze pierwszej części stwierdzam, że mi się podoba :) Tzn. może żadna rewelacja, wybitna książka i takie tam, ale zwyczajnie ciekawa i zgrabnia napisana powieść.

Nie było ani wcale tak przewidywalnie ani tak zabawnie. To znaczy można było się pośmiać, ale niektóre momenty całkiem nieźle działały na wyobraźnię (np. każdy z ataków "upiora" na Corrisande). Skończyłam i nadal nie mam pojęcia o co biega z tym całym rękopisem oraz tajemnicami, które skrywają pewne postacie. I bardzo dobrze, bo mam przynajmniej na co wyczekiwać.

Jeśli chodzi o bohaterów, to zacznę od tych, którzy mnie wkurzali. Na przykład taki Asko, niech on sobie będzie szarmancki i dżentelmeński, odważny i pełen poświęceń, ale jak dla mnie głównie sprawiał wrażenie osoby z kijem bardzo głęboko w d... No właśnie 8-) Mógłby sobie go od czasu do czasu wyjąć. Idealny przykład człowieka uwięzionego w pułapce konwenansów, których nadmierne przestrzeganie nie raz może pozbawić inną osobę życia (albo i gorzej). O wiele lepiej na jego tle przedstawia się lekkoduch Gorenczy (hmm chyba dobrze zapamiętałam?). Nie jest może gwiazdą błyskotliwości, ale miał swoje dobre momenty i kiedy trzeba potrafi odpowiednio zareagować oraz ocenić sytuację nie przez pryzmat jedynie dobrego zachowania. Muszę przyznać, że go polubiłam ;-)
Kolejna strona barykady, Zakon Braci Światła, czy jak te cholery tam się zwą... brrr ścieżki ich umysłu są po prostu przerażające, obłudne, obrzydliwe i nigdy nie chciałabym trafić w ich ręce. Może jeszcze ten brat Michael wykazywał się jakąś dozą zdrowego rozsądku, ale szybko ginęła ona w obliczu fanatyzmu pozostałych braciszków.
O Mrs Parslow zwyczajnie nie chce mi się więcej pisać, poza tym, że wstrętnej baby nie lubię, choć ma charakterek nie powiem :-P

Reszta postaci naprawdę da się lubić, zaczynając od Delacroix, tego zgryźliwego i szorstkiego wielkiego typa, Corrisande - odważną, praktyczną i inteligentną dziewczynę, tajemniczego grafa Arpada, "dobrze wychowaną" pokojówkę Marie-Jeanette, aż po zapatrzoną w siebie Cerise, a jednak uroczą przy tym, umiejącą o siebie zadbać, a nawet i o innych - kiedy przyjdzie jej na to ochota ;-)

Bohaterowie to nie jakieś papierowe strony, autorka pozwoliła uzewnętrznić się prawie każdemu z nich,
Spoiler:

ale nie tym prawdziwym szaleńcom, jak Dupont - który okazał się poszukiwać rękopisu oraz bratu Giuseppe - w skrócie można go określić fanatykiem i mordercą

dzięki czemu czytelnik ma możliwość porządnego wglądu w ich charakter, poglądu na daną sytuację czy osobę, marzenia, przeszłość i obraz przyszłości.

Cała akcja książki zamyka sę w kilkudziesięciu godzinach! W co aż trudno uwierzyć... Chociaż myślę, że gdyby pominąć rozterki bohaterów co do tego, co wypada a co nie, to doszliby do danego punktu już w połowie książki :) Cóż, takie czasy. Mi to akurat pasowało, lubię powieści, w których akcja osadzona jest w epoce wiktoriańskiej, ciekawie się czyta o tym, jak bohaterowie próbują sobie z czymś poradzić w możliwie najbardziej dżentelmeński sposób :-D
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-01-26, 16:54   

Ciężko jest napisać coś nowego, po tak ciekawych wypowiedziach jak powyżej. Ale to, że książka mi się podobała zawsze moge splagiatować. A więc - podobała mi się. Co więcej - Wiedźma miała rację, zalecając czytanie z obiema częściami pod ręką, bo skończyłam pierwszą i czuję ogromny niedosyt - chcę drugą. Autorka naprawdę umiała mnie zainterersować a urwanie w takim momencie - to po prostu draństwo i znęcanie się nad czytelnikami :-) . Rację miała też Oksa - postacie są ciekawe i dobrze naszkicowane. Tylko nie wszystkie lubię tak samo jak Oksa. Ale o tym napiszę po przeczytaniu dwójki. :-)
Ta książka napisana jest jak dobry kryminał, choć z elementami fantastyki i to osadzony w realiach wiktoriańskich. Trzyma w napięciu i szczerze pisząc (bo przeciez nie mówiąc), czytając Obsydianowe Serce nie mogłam odgadnąć, co będzie się działo na nastepnej stronie. Oj, pewnie że trochę przewidywalności było. Ale nieprzewidywalności było więcej.
Spoiler:

I kim do diabła jest pan doktor?


Natomiast steampunku to jak na razie za dużo tu nie widziałam, ale może to się zmieni w części drugiej.
 
     
Blair 
Junior Admin


Wiek: 23
Dołączyła: 26 Mar 2011
Posty: 1463
Skąd: I tak nie trafisz
Wysłany: 2012-01-26, 19:15   

Mi się podobało. Akurat jestem po obydwu częściach, a druga o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Najprawdopodobniej stało się tak, ponieważ było troszeczkę więcej Corridande, a ta bohaterka była moim zdaniem najciekawsza.

Spoiler:

Doktorek wyszedł bardzo ciekawo. Tutaj taka dobra dusza, a później taki niegrzeczny :twisted: Najwidoczniej jego mroczną stroną, był podbój świata...



Poprowadzenie powieści przez tylu bohaterów musiało być sporym wyzwaniem dla autorki. Przez to musiała je bardziej ubarwić, sprawić, aby były bardziej rzeczywiste, a nie płytkie jak woda z brodzika.
Nie powiem, bo moim zdaniem można powiedzieć, że jest to typowy steampunk, ale czarnego humoru troszeczkę mi zabrakło. Z drugiej strony być może ze mną jest coś nie tak :-D

Powieść bardzo mi się spodobała. Nie oceniłabym jej jako jakiejś rewelacji, ale styl pisania autorki był całkiem niezły i jeśli w Polsce wyjdzie jeszcze coś spod jej pióra na pewno spróbuję się z tym zapoznać ;-)
_________________
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton
 
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2012-01-28, 16:53   

Czarownica napisał/a:
Autorka naprawdę umiała mnie zainteresować a urwanie w takim momencie - to po prostu draństwo i znęcanie się nad czytelnikami

To nie autorka ma skłonności do sadyzmu - to nasza ukochana Fabryka. W oryginale "Obsydianowe" to jedna część, całkowita i zamknięta w jednym tomie pomieść. Na dobrą sprawę wcale niezbyt obszerna i spokojnie można ją było i u nas wydać w całości. Jednak jak to mawiali starożytni:" pecunia non olet" a Fabryka kocha pecunia.
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-01-29, 11:28   

Teraz po przeczytaniu całości uważam, że spokojnie można ją było wydać jako jedną książkę, miałaby trochę ponad 840 stron - no rzeczywiście straszne :roll:

Zasadniczo nie zmieniłam zdania o bohaterach, tych których nie lubiłam znielubiłam jeszcze bardziej, a Ci pozytywni zyskali więcej w moich oczach. Np. taki graf Arpad.
Spoiler:

Czy pomógłby dzielnym oficerom, gdyby nie miłość do Cerise? W ogóle pewnie by się w to nie mieszał, a jednak uważam, że zrobiłby to chociażby ze względu na Corrisande i chęć chronienia jej. Potrafił też okazać współczucie i żal wobec śmierci Steinberga, jakby nie było choć w połowie Si jak on. I potrafił ten fakt dostrzec, uszanować i nie przejść całkowicie obojętnie nad śmiercią "szaleńca".
To nie jest łagodny wampir, nieustannie czujący się winny z powodu swojego ekhm sposobu pożywiania się. Kocha Cerise, a jednak czy ukrywa przed nią swoją naturę drapieżnika i zmysłowego mężczyzny? Nie. Nie o wszystkim też ją jednak uświadamia. Tak samo nie czuje żadnych wyrzutów sumienia, zauważając urodę innych kobiet i pożądając ich. No może raczej ich krwi :-P Nie mam pojęcia czy im się uda. A jednak tworzą całkiem udany związek.



Tym razem to nie główny amant - Delacroix - był najsilniejszy i najmądrzejszy. Bystry facet, ale i jego trzeba było od czasu zrugać i naprowadzić na właściwe tory. Tak jak udawało się to dość często Cerise. I tu mi się jej rola między innymi podobała. Owszem, była z niej zazdrosna i złośliwa sekutnica, a jednak potrafiła dosadnie, trafnie i szczerze mówić o niektórych swoich poglądach, co niejednokrotnie motywowało panów do właściwego działania.

W ogóle ciekawa też była postać Tego Złego.
Spoiler:

Trudno odmówić Steinbergowi pewnej logiki działania i jej słusznego umotywowania, a jednak jak stwierdziła Corrisande - bluźnierstwem jest uważać, że jeden umysł jest w stanie utworzyć koncepcję świata od podstaw i wedle własnego widzimisię uczynić go idealnym.
Po schwytaniu Corrisande zaczął się nawet zastanawiać nad daniem jej wyboru w kwestii swojego kochanka, na co jak uważał kobiety w jego czasach nie mogły zbyt często sobie pozwolić. To dzięki jego "piaskowi" udało się uciec Corrisande od mnicha, pomógł on jej - mieszańcowi.



Świetne było zakończenie, owszem szczęśliwe, ale
Spoiler:

ukazanie zaślubin od strony kapłana było zabawne i nieźle się przy tym uśmiałam :)


W ogóle cała grupa złożona była z niezłych indywiduów i przyznaję, że chętnie przeczytałam jakieś inne przygody z udziałem ich wszystkich, nawet Asko ze ściśniętymi pośladami :-P

Niech mi ktoś wyjaśni tylko jedną rzecz, bo się trochę pogubiłam albo czegoś nie doczytałam.
Spoiler:

W Anglii Steinberg chciał ukraść manuskrypt, ale przeszkodził mu w tym wiatrochod. Czemu zrobił to akurat w tym momencie? Czemu nie ruszył na poszukiwania rękopisu, skoro już dawno chciał władać obydwoma światami? Przechodząc przez całą tę masę jego wynurzeń megalomana nie znalazłam na to odpowiedzi. Tak sobie myślę, że zrobił tak dlatego, że Steinberg zdjął magiczne bariery i gdy wiatrochod poczuł obecność rękopisu, to ruszył za nim. Na miejscu walczyli i w tym czasie manuskrypt zniknął. Obydwaj ruszyli jego śladem i Steinbergowi udało się sprowadzić złodzieja do Monachium, gdzie niestety przejął go mag Muller, z którym właśnie był wcześniej umówiony Delacroix i zginął w kręgu. Nie bardzo rozumiem tylko, kto zabrał rękopis gdy walczyli w Anglii. Coś musiało mi umknąć.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-05, 12:29   

Cytat:
Teraz po przeczytaniu całości uważam, że spokojnie można ją było wydać jako jedną książkę, miałaby trochę ponad 840 stron - no rzeczywiście straszne :roll:
Byłaby wtedy za gruba. (Zwłaszcza, że Fabryka wydaje na grubym, dobrym papierze i dość dużym drukiem.) Nie pamiętam czemu to ma znaczenie, ale wiem, że ma. Chyba Agent pisał o tym na fejsie.

Pierwsza część za mną. Z początku niekoniecznie mi się podobało, trudno było wdrożyć w akcję, potem poszło już łatwiej i ostatecznie mogę stwierdzić, że mi się podobało. Z całą pewnością jednak było w tej książce dużo za dużo zbiegów okoliczności i przypadków - to zdecydowanie wielki minus. Pomysł na osobniki magiczne mnie nie zainteresował (może z wyjątkiem obsydianowego cienia), był zbyt zwyczajny. Bohaterowie ogólnie byli całkiem ciekawi, ale część z nich była również niesamowicie irytująca. Cerise Denglot strasznie działała mi na nerwy tą swoją dumą, wywyższaniem się. Podobnie wtrącanie się Mrs Parslow. Ale to jeszcze nic - podporucznik Asko wkurzał mnie niesamowicie swoją bezgraniczną uprzejmością i myśleniem, że kobieta jest taka zwiewna i delikatna, że może zasłabnąć lub usnąć w każdej chwili, że mi się mój przyczajony feminizm odezwał. Ale nawet on nie przebił zakonników - każda jedna scena, w której brali udział, była tak strasznie nudna i denerwująca, że jej przeczytanie zajmowało mi dwa lub trzy razy więcej czasu niż przeczytanie innych scen. Ich szaleństwo i fanatyczne postępowania i teorie irytowały mnie dogłębnie. Za to sceny w zamierzeniu romantyczne z zakończenia troszeczkę mnie zemdliły.
A i jeszcze nie ogarnęłam całego cyrku z rękopisem, nie wiem dlaczego szukają go właśnie w tym hotelu, co ma z tym wspólnego cień i dlaczego jest ich tak mało skoro to taki potężny, niebezpieczny przedmiot. Mam nadzieję, że część druga rozjaśni mi nieco sytuację.

EDIT:
A tak w ogóle czy tłumacz z łaski swojej mógłby tłumaczyć na polski takie zwroty jak Miss i Mrs? Jesteśmy w Polsce, chcemy po polsku.
_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
destrakszyn 
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Ostra jak komar


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sie 2010
Posty: 974
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-08, 01:29   

Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak entuzjastycznie... Nic dziwnego, że czuję zawód. W istocie odniosłam wrażenie, że gdyby nie otoczka magii i tajemnic, książka mogłaby być romansem z aferą kryminalną jako luźnym punktem przewodnim.

Amanci głównej bohaterki? Są! Jeden "dobry", drugi "zły"? Jest! Tajemnica "złego"? Jest! Tajemnica dziewczyny? Jest! Dość oklepany schemat, w miarę zgrabnie ujęty w dziewiętnastowieczne okowy wychowania, zdarzało mi się jednak czytać o wiele lepsze powieści umiejscowione w tych czasach i jasno mówiące o sobie "tak, jestem romansidłem!". Sęk w tym, że autorka nie oddała atmosfery, jaka wówczas panowała, a przynajmniej ja jej nie odczułam. Opisy otocznia są raczej skąpo dawkowane, nad czym wielce ubolewam - nie samymi dialogami i akcją czytelnik żyje, zwłaszcza taka fanka typowo Sienkiewiczowskiej twórczości, co ja. Choć z drugiej strony to i lepiej, gdyż styl jest raczej przyciężki i bez większych wyrzutów sumienia kilkakrotnie złapałam się na tym, że bezmyślnie przerzuciłam stronę bez przeczytania jej, a jedynie przesunąwszy wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś frapującego wydarzenia, ponieważ wynurzenia osób dramatu i ich wewnętrzne monologi zwyczajnie mnie nudziły.

Bohaterowie? Irytujący. Corrisande to niby taka twarda babka (w dodatku los nie poskąpił jej ciekawego, niekoniecznie legalnego życia), ale kiedy doszło co do czego, zachowuje się jak przerażone dziecko. Ktoś może powiedzieć, że powody ku temu ma, lecz wg mnie nie zostały one dostatecznie mocno podkreślone - zwłaszcza przy twardym, przebiegłym charakterze, jaki nam autorka sugerowała. Cerise doprowadzała mnie do szału, sposób jej myślenia kojarzył mi się z rozkapryszoną dziewczynką, jedną z tych, które w porządnie wychowanych ludziach wywołują niższe instynkty spod znaku "zaraz przetrzepię jej skórę". Nie pojmuję, jak Delacroix mógł się w niej niegdyś zakochać, wygląda raczej na typa, który nie znosi arogancji tego rodzaju i przy tym od razu umie poznać się na ludziach, a więc i na owych rozpuszczonych dziewczętach. Sam pułkownik nie wzbudził we mnie głębokich uczuć, nie jest zbyt skomplikowanym osobnikiem i to być może zaważyło na mej ulotnej sympatii do niego - nie został wypłycony przekombinowaniem. Asko von Orven jednocześnie śmieszył i denerwował mnie swoim przywiązaniem do dobrych manier; zwłaszcza na początku było to zabawne, lecz później stało się męczące, zwłaszcza, że Honish jakby zapomniała, że miał on odgrywać rolę ułożonego i uprzejmego - wbrew swemu przekonaniu o konieczności bycia uprzejmym, cywilizowanym dżentelmenem dziwnie często zachowywał się porywczo, wedle ówczesnych zasad - niemal grubiańsko. Ponadto, podobnie jak u Sophie, u mnie również zaczął się odzywać feminizm, który pogłębiał się z każdą myślą oficera o domniemanej kruchości płci pięknej (niech by tylko spróbował do mnie z takim tekstem wyskoczyć), zaś to przekonanie było tak silne, że Asko wypadł w moich oczach na zwyczajnego debila nieumiejącego poszerzyć swych horyzontów, ba!, uparcie odmawiającego ich przesunięcia. Zakonnikom kilkakrotnie udało się doprowadzić mnie na skraj wrzenia swymi obłąkańczymi, fanatycznymi teoriami i zasłanianiem własnego okrucieństwa i żądzy władzy Bogiem i religią, jednak przede wszystkim mnie nudzili. Graf Apard stanowi zagadkę, która jednak mnie nie fascynuje. W zasadzie postaci, które mi się podobały, są trzy, co jest kiepskim wynikiem przy stosunkowo ich sporej liczbie. Udolf von Görenczy, bo był tak uroczo, zwyczajnie, prostacko żołnierski, Eliza, bo jest idealnym odzwierciedleniem przyzwoitki, Marie-Jeanette, bo pomysł córki dążącej do przewyższenia kunsztu matki w najstarszym zawodzie świata wydał mi się jednocześnie tak absurdalny, tak śmieszny i tak niesmaczny, że nie mogłam tej dziewczyny nie polubić.

Fabuła początkowo wydała mi się strasznie zagmatwana i w zasadzie bez sensu, pozbawiona łączącego poszczególne wydarzenia spoiwa - ponownie nawiążę do wypowiedzi Sophie - bo rzeczywiście było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności, zbyt wiele przypadków, zbyt wiele działań na chybił-trafił. Sam pomysł rękopisu wydaje mi się nieodgadniony, czy może raczej potraktowany po macoszemu - tyle o nim gadają, a w istocie czytelnik nie ma pojęcia, o co chodzi i to nie jest tajemnicze, a jedynie irytujące. Również obsydianowy cień, choć dość interesujący jako magiczne stworzenie, wydaje mi się włożony w opowieść bez głębszego sensu - skąd się do diabła wziął w tym hotelu, dlaczego "drużyna rękopisu" uznała, że ów zaprowadzi ich do poszukiwanego przedmiotu i dlaczego myślenie i zachowanie wydały mi się bezgranicznie zwierzęco-idiotyczne, skoro jest tak potężny, groźny i przebiegły?

Werdykt? Lektura na raz, dla zwyczajnego odprężenia, pod warunkiem, że czytelnik nie będzie się zbytnio zagłębiał w świat Ju Honish.
_________________


Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.
 
 
     
Czarownica 
Gawron


Dołączyła: 23 Cze 2010
Posty: 2714
Skąd: z planety Ziemia
Wysłany: 2012-02-09, 21:23   

Ale taka literatura dla zwykłego odprężenia jest nam przeciez potrzebna. Nie samymi arcydziełam człowiek żyje.
A ja skończyłam właśnie drugi tom i pewne nowe przemyslenia mam.

Spoiler:

Z tego co zrozumiałam, to amulet w Anglii ukradli węgierscy bojownicy, a stracili go dopiero w Monachium. Choć może sie mylę. Po drugie - szanowny doktor pomógł Corrisande niechcący. Wygląda mi na to, że zaczarowany piasek przygotował, żeby przywołać do siebie mieszańców, kiedy już obejmie władzę nad światem. Może uznał, że potrzebna im wtedy siła. A może ta siła to był uboczny skutek zaklęcia. Ale szkoda mi go


Muszę przyznać, że w końcu byłam dość zadowolona z całości. Ale oczywiście mam kilka zastrzeżeń. Po pierwsze - zbyt krótki czas, w jakim rozgrywa się akcja. Taka ilość przygód w takim czasie każdego zwykłego człowieka zwaliłaby z nóg - a tu ciągle ktos coś nowego przeżywał.
Po drugie - samo rozwikłanie intrygi trochę mnie rozczarowało. Ale najgorsze nie było.
Po trzecie - jak dla mnie za mało było wyjaśnień dotyczących Si. No, ale nie można mieć wszystkiego.
A po czwarte -
Spoiler:

zakończenie było jakieś takie przewidywalne - i znowu jeździec na białym koniu uwiózł w świat książniczkę. Dobrze chociaż, że księżniczka ocaliła się sama (no prawie) i za duzo scen łóżkowych nie było


Ale książke dobrze mi się czytało, choć opinię o niektórych osobnikach musiałam zrewidować.
 
     
wiedźma z bagna 
Redaktor
...zakała rodu...


Dołączyła: 13 Sie 2010
Posty: 1291
Skąd: z błotnistych bagien
Wysłany: 2012-02-12, 15:42   

A mnie się właśnie najbardziej podobało to, że niektóre z postaci były najzwyczajniej w świecie wku....., tj. denerwujące. Kołek w tyłku Asko bardzo mi odpowiadał i jego reakcja w następstwie nieoczekiwanych dlań okoliczności, całkowicie wpasowała się w moje przewidywania. Takie reakcje to zazwyczaj chleb powszedni u wszelkich radykałów. Cerise była tak divowata, rozkapryszona i zarozumiała jak potrzeba. Podoba mi się, że autorka, w swojej pierwszej książce, nie bała się stworzyć bohaterów sympatycznych inaczej, nie ulegając modzie i wynikom sondaży: "Jakiego bohatera oczekują czytelnicy?"
A zakończenie... cóż... romans is romans.
Jako debiut całkiem niezłe, niemniej jest to powieść czysto rozrywkowa i raczej nie do wielokrotnego czytania
_________________
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-02-17, 22:37   

Dokładnie. Tzn. dokładnie tak wiedźmo :-P Przysiadając do tej książki, czułam od razu, że romans będzie odgrywał raczej istotną rolę. Postacie - lubię jak jest z wybojami, jak chcę kogoś znielubić, bo jest taki a taki, ale jednak ma też coś w sobie, za co mogłabym go podziwiać/szanować. Podobała mi się ta ekipa pełna tak różnych względem siebie osób.

Najbardziej mnie zdenerwowała wzmianka o steampunku, na cholerę to? Szczerze - tego elementu była naprawdę szczypta, wręcz niewarta wzmianki na okładce.

Mi tam się dobrze czytało, taka miła rozrywka.
_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
Sophie 
Moderator
Mały Tyran


Wiek: 25
Dołączyła: 24 Sie 2010
Posty: 2819
Skąd: skc
Wysłany: 2012-02-26, 17:17   

Druga część jest lepsza od pierwszej. Zdecydowanie mnie wciągnęła, kilkakrotnie zaskoczyła, rozśmieszyła (zwłaszcza epilog), a zbiegi okoliczności już tak bardzo nie raziły. Bohaterowie tym razem mnie nie irytowali, nawet Bractwo nie dało rady tego dokonać. Przekonałam się również do Asko, wpasował się pięknie w akcję. Jedyną wadą jest fakt, że "Obsydianowe" to romans.
Spoiler:

Zakończenie było zbyt piękne i szczęśliwe (tylko oświadczyny Delacroix siedzącego tyłem do Corrisande i komentującego jej stopy jakoś złagodziły tę całą słodkość. Na chwilę bo na chwilę, ale jednak). Co tu dużo kryć, rozczarowałam się zakończeniem, romansidłowe, zwykłe. Bohaterowie jakby nie było, znali się tylko DWA dni.

_________________
Oh yes Daddy is home and he ain’t happy.
 
     
Oksa 
Gawron


Wiek: 33
Dołączyła: 07 Lut 2010
Posty: 1824
Skąd: a cholera go wie
Wysłany: 2012-02-26, 17:43   

A niech tam sobie będzie i romansem, ważne że fajnie się go czyta :-P
A serio co do Twoich wątpliwości
Spoiler:

dla nas oświadczyny po kilku dniach to taki absurd i szaleństwo, że ta myśl nie chce nam się umieścić w żadnych rozsądnych wymiarach. A jednak trzeba spojrzeć na to, jakie wtedy były czasy, zwyczaje i mentalność ludzka. Takie mariaże nie dziwiły, od dżentelmena przyłapanego na pocałunku z damą oczekiwało się dokonania natychmiastowych czynności w kierunku zaślubin. Mieli swoje sezony towarzyskie, a panienki debiutowały na "rynku" matrymonialnym jako nastolatki. Panowie poszukujący dobrze usytuowanej żony przebierali w kandydatkach, a jeśli któraś okazała się odpowiednia po wcześniejszym wywiadzie, a jej aparycja dodatkowo też była niezgorsza, to wystarczyło już tylko dogadać się z przyszłym teściem i albo poprosić o rękę pannę młodą, albo poinformować o fakcie. Takie czasy.

_________________
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.
 
     
hlukaszuk 
Nadworny Smok


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 1696
Skąd: z nicości
Wysłany: 2012-05-30, 08:10   

Oksa napisał/a:
Cała akcja książki zamyka sę w kilkudziesięciu godzinach! W co aż trudno uwierzyć... Chociaż myślę, że gdyby pominąć rozterki bohaterów co do tego, co wypada a co nie, to doszliby do danego punktu już w połowie książki :) Cóż, takie czasy. Mi to akurat pasowało, lubię powieści, w których akcja osadzona jest w epoce wiktoriańskiej, ciekawie się czyta o tym, jak bohaterowie próbują sobie z czymś poradzić w możliwie najbardziej dżentelmeński sposób :-D

Czarownica napisał/a:
Ta książka napisana jest jak dobry kryminał, choć z elementami fantastyki i to osadzony w realiach wiktoriańskich.


Przez to, że akcja dzieje się:
- tylko w przeciągu kilku dni i nocy,
- stały krąg bohaterów,
- pawie w jednym miejscu, kilka pokoi, korytarze (z wyjątkiem zakończenia),
Powieść ta świetnie nadawałaby się na telewizyjną sztukę teatralną. Kiedy ta myśl przyszła mi do głowy nie wiedziałam jeszcze, że akcja wyjdzie poza mury budynku.
Obsydianowe serce czytałam bezpośrednio po Skaczącym Jaku i powiewu epoki wiktoriańskiej jakoś nie zauważyłam, z wyjątkiem arystokratycznych tytułów i myślenia z tamtej epoki. Co nie wpływa na moje postrzeganie książki. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, choć trudno by mi było sięgnąć po nią jeszcze raz.

Czarownica napisał/a:
A po czwarte -
Spoiler:

zakończenie było jakieś takie przewidywalne - i znowu jeździec na białym koniu uwiózł w świat książniczkę. Dobrze chociaż, że księżniczka ocaliła się sama (no prawie) i za duzo scen łóżkowych nie było


Sophie napisał/a:
Jedyną wadą jest fakt, że "Obsydianowe" to romans.
Spoiler:

Zakończenie było zbyt piękne i szczęśliwe (tylko oświadczyny Delacroix siedzącego tyłem do Corrisande i komentującego jej stopy jakoś złagodziły tę całą słodkość. Na chwilę bo na chwilę, ale jednak). Co tu dużo kryć, rozczarowałam się zakończeniem, romansidłowe, zwykłe. Bohaterowie jakby nie było, znali się tylko DWA dni.


Oksa napisał/a:
A serio co do Twoich wątpliwości
Spoiler:

dla nas oświadczyny po kilku dniach to taki absurd i szaleństwo, że ta myśl nie chce nam się umieścić w żadnych rozsądnych wymiarach. A jednak trzeba spojrzeć na to, jakie wtedy były czasy, zwyczaje i mentalność ludzka. Takie mariaże nie dziwiły, od dżentelmena przyłapanego na pocałunku z damą oczekiwało się dokonania natychmiastowych czynności w kierunku zaślubin. Mieli swoje sezony towarzyskie, a panienki debiutowały na "rynku" matrymonialnym jako nastolatki. Panowie poszukujący dobrze usytuowanej żony przebierali w kandydatkach, a jeśli któraś okazała się odpowiednia po wcześniejszym wywiadzie, a jej aparycja dodatkowo też była niezgorsza, to wystarczyło już tylko dogadać się z przyszłym teściem i albo poprosić o rękę pannę młodą, albo poinformować o fakcie. Takie czasy.



Zgadzam się Dorotko. Przewidywalność zakończenia mnie jeszcze tak nie zirytowała jak sam fakt, że nie cierpię takich zakończeń, dlatego rzadko sięgam po romanse (czasem same wpadają mi w ręce). Co do scen łóżkowych. Nie cierpię rozdziewiczania na końcu romansu. Normalnie tandeta. To samo było w Protektoracie parasola w pierwszej części, ale da się przeżyć.
Co do tamtych czasów, to jakoś nie zauważyłam, żeby Delacroix przyłapano na in flagranti z dziewczyną zanim doszło do oświadczyn.

Oksa napisał/a:
Podobała mi się ta ekipa pełna tak różnych względem siebie osób.

wiedźma z bagna napisał/a:
A mnie się właśnie najbardziej podobało to, że niektóre z postaci były najzwyczajniej w świecie wku....., tj. denerwujące. Kołek w tyłku Asko bardzo mi odpowiadał i jego reakcja w następstwie nieoczekiwanych dlań okoliczności, całkowicie wpasowała się w moje przewidywania. Takie reakcje to zazwyczaj chleb powszedni u wszelkich radykałów. Cerise była tak divowata, rozkapryszona i zarozumiała jak potrzeba.


Dobrze powiedziane. Postacie choć wkurzające były świetne. Autorka przedstawiła postacie tak jak powinny się zachowywać w tamtej epoce jej przedstawiciele. Dwóch szwoleżerów zupełnie o różnych poglądach. Jeden traktuje pocałunek jako wstęp do oświadczyn, a drugi biorący wszystko co mu życie rzuca pod nogi, uważając że to problem rodziców źle pilnowanych panienek. Tak samo diwa operowa, jako rozkapryszona primadonna bez żadnych zahamowań moralnych spełniła swoją rolę. Delacroix, jako agent do zadań specjalnych, ze względu na swoją przeszłość został odarty z konwenansów i było mu z tym do twarzy dopóki nie zakochał się jak młody szczeniak. Cóż charakter powieści mu zaszkodził. :-P Mnisi, jako Święta Inkwizycja byli zupełnie wiarygodni. Tortury w imię Boga, świat i tak jest, był i będzie wystarczająco pokręcony. Corrisande ze swoją udawaną kruchością sprawiła się doskonale jak na doskonale wychowaną pannę na wydaniu epoki wiktoriańskiej. Dodatkowy fach (złodziejki) doskonale komponował się z wizerunkiem młodej damy. Odwaga, „męskie decyzje”, heroizm pomieszane z dziewczęcą „kruchością”. Ciekawymi tajemniczymi postaciami okazali się: doktorek i wampir. Najbardziej namacalni przedstawiciele magii w książce. Chociaż miłość grafa do Cerise nie była zupełnie dla mnie prawdziwa. Trochę zajeżdżała sztucznością. Nie dowierzałam jej tak samo jak Delacroix.

Oksa napisał/a:
Najbardziej mnie zdenerwowała wzmianka o steampunku, na cholerę to? Szczerze - tego elementu była naprawdę szczypta, wręcz niewarta wzmianki na okładce.


Zgadza się, książka nie zawierała żadnych elementów steampunku. Okładka zawierająca jego elementy to też pewnie chwyt marketingowy.
_________________
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Styl created by enquish from Slums-Attack.org