SPOILERY! - Temat dla tych co już przeczytali

Piąta książka z serii o Mercedes Thompson. Polskie wydanie ukazało się pod tytułem <b>"Zrodzony ze srebra"</b> nakładem Fabryki Słów w lipcu 2012 r.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Neria

Post autor: Neria »

Wcale nie musiała go uśmiercać. Mogła by wydłużyć mu męki do końca sagi tak by pozostawała nutka niepewności i żeby żarłoczne fanki (takie jak ja) miały o kim fantazjować w nocy :D

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Długo to trwało, ale i ja dodam swoje trzy grosze. Myślę, że przerwa pomiędzy tym a poprzednim tomem zrobiła mi bardzo dobrze, bo możliwe, że wieszałabym psy na "Zrodzonym ze Srebra" o wiele bardziej. Choć wcześniej Sam mnie irytował, tak w tej części podeszłam do niego z całkowicie pustą kartką. Porządnie nakreślona postać i świetny charakter. Wątek z Arianą i to całe opowiadanie ich historii - no kurde, a mi się to podobało. Wyglądało tak, jakby obydwoje totalnie pogrążyli się w przeszłości i jak to bardzo starym istotom magicznym się zdarza snuli własną opowieść niczym jakąś bajkę. Podobał mi się ten wątek, a jednak wszystko odbyło się za szybko, za szybko. Łyknęłabym to na pewno lepiej, gdyby Sam w tej części zawahał się i postanowił dłużej pomęczyć się na tym padole, natomiast ich powrót do siebie i próba wzajemnej akceptacji odbywała się wolniej i spokojniej, gdzieś w tle kolejnego tomu.

Mercy. Porażka totalna. Jeszcze jej nie skreśliłam oczywiście, a jednak te rzeczy, o których wspominała Panthera, czyli zostawienie wilka z dziećmi i nie poiformowanie o tym matki, zabranie nastolatki na dwór królowej wróżek, nie informowanie o niczym Adama, który motał się z własną potrzebą chronienia jej, a nieznajomością prawdziwego stanu rzeczy i tak dalej, i tak dalej.

Nie przeszkadzały mi jej ataki paniki, uważam też, że niektóre z zarzutów Mary Jo były niesprawiedliwe i na wyrost, a jednak nie wszystkie.

Naprawdę jej przyklasnęłam, kiedy bez żadnego ale przestrzeliła Henry'emu gardło, by powstrzymać go przed rzuceniem wyzwania - to była godna podziwu szybka reakcja i decyzja. Trochę jak stara Mercy, z pierwszych tomów.

A jednak przeczytałam szybko i podobało mi się. To był taki powrót do starego przyjaciela po naprawdę długim czasie. Były zgrzyty, bo były, dlatego liczę na to, że skoro już wróciłam do tej serii ponownie, to kolejny tom mimo wszystko stanie na wysokości zadania.
Ostatnio zmieniony 17 lip 2012, 07:57 przez Oksa, łącznie zmieniany 1 raz.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Oksa pisze: A tak, choć wcześniej irytował mnie Sam, tak w tej części podeszłam do niego z całkowicie pustą kartką. Porządnie nakreślona postać i świetny charakter. Wątek z Arianą i to całe opowiadanie ich historii - no kurde, a mi się to podobało. Wyglądało tak, jakby obydwoje totalnie pogrążyli się w przeszłości i jak to bardzo starym istotom magicznym się zdarza snuli własną opowieść niczym jakąś bajkę.
To najlepsze, najciekawsze i najbardziej tajemnicze i wciągające wyjście z sytuacji jakie wymyśliła autorka. Naprawdę się cieszę, że Sama i to nie tylko jego udało się uratować. Skorzystał na tym ktoś jeszcze.


Co do wpadek Mercy. Czy była zamierzone czy tak wyszło dla Brigs. Trudno powiedzieć. Ja to odebrałam jako zamierzone. Mercy nie ma własnych dzieci, nigdy też się żadnymi nie opiekowała, może autorka chciała podkreślić, że "kojot" jeszcze nie dorósł do roli matki. Jej relacje z córką Adama zawsze były na stopie koleżeńskiej.

Minęło już wiele miesięcy odkąd czytałam Zrodzonego ze srebra, ale pewne sytuacje zapadły w pamięć. To naprawdę świetny tom.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

A, zapomniałabym wspomnieć o tłumaczeniu. Jak zwykle mam z tą panią, Dominiką Schimscheiner, problem. Z jednej strony uważam, że świetnie wychodzi jej przekład i nie boi się tworzenia przeróżnych dziwnych, nowych słów. Z drugiej natomiast czasami z tym luzactwem przesadza. Choć tutaj tak tego na szczęście się nie odczuwa. Nie lubię tego zwrotu in spe, który widzę, że musi się znaleźć w każdym tłumaczeniu, czy to Kate, czy Mercy. Ponadto w niektórych miejscach odniosłam wrażenie, że została złagodzona wypowiedź (musiałabym to sprawdzić jeszcze), no i odpowiedź Bena na zapytanie Mercy, jak się czuje: "Coś tam, coś tam ok. Nawdychałem się dymu". Angielskie: Smoke inhalation sucks. Nawdychałem się dymu?!
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Prawda jak ładnie i szybciutko autorka pozbierała Samuela do kupy? Nie to że mi się pomysł nie podobał, ale właśnie za szybko, za szybko to poszło.
A Mercy mnie jakość szczególnie nie zaskoczyła tym, że dzieci zostawiła z niestabilnym emocjonalnie wilkiem czy zabrała małolatę na niebezpieczną wyprawę. Mercy nigdy raczej nie celowała w planowaniu i podejmowaniu przemyślanych decyzji. Raczej zawsze było to działanie na żywioł i na emocjach, acz ze szlachetnych pobudek. Zresztą emocjonalnie to ona jest trochę potrindana - nie da się ukryć, ale jakby była super dojrzała i poukładana byłoby nudno.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2963
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Jak dla mnie supcio. Nie jest to co prawda tak dobre jak Kate, ale jest nawet blisko. Czyta się bardzo szybko, wciąga, jest interesujące, zawiera ciekawe pomysły, świetnych bohaterów, szybką akcję. Mimo wszystko miejscami miałam wrażenie, że coś jest nie tak, że coś nie gra. Nie wiem co, zwyczajnie coś zgrzytało. Aczkolwiek nie wpływało to jakoś specjalnie na przyjemność płynącą z czytania. Poza tym tego wszystkiego jest już chyba za wiele - wszystkie tomy są połączone historią, ponieważ każde z niebezpieczeństw ma swoją przyczynę, swój początek w poprzednim tomie (w tym było tak na pewno, co do poprzednich nie jestem całkowicie pewna, czy któryś się nie wyłamał). Autorka mogłaby w końcu zakończyć ten ciąg skutków i wypadków, i zacząć jakoś inaczej, z innej strony. Oraz mogłaby przestać robić z Mercy źródła wszystkich kłopotów, jest już trochę męczące. Ale jest to uwaga określona "po przemyśleniu" i większość czytelników nawet tego nie zauważy, a tym bardziej nie będzie im to przeszkadzać (ujawnia się tylko moje czepialstwo). Tak jak wyżej, mam zastrzeżenia do Samuela i jego cudownego ozdrowienia, zbyt łatwo, zbyt szybko. Chociaż sam pomysł z samobójstwem i przejęciem kontroli był bardzo dobry.
Zgodzę się z Oksą w sprawie tłumaczenia.
Oksa pisze:Nie lubię tego zwrotu in spe,
Zgadzam się całkowicie, myślałam że szlag mnie trafi, gdy go zobaczyłam.

Ogólnie bardzo pozytywnie. Jednak Mercy to Mercy, co tu więcej mówić. ;-)

EDIT:
A i jeszcze przypomniała mi się pewna głupota, którą palnęła autorka. Pamiętacie zakończenie, gdy Adam mówi, że nie mogli się do niego zbliżyć? Nawet kobieta, która mogła za pomocą Adama znaleźć Mercy (imię wyleciało mi z głowy). Trudno mi uwierzyć, że Adam nie pozwoliłby się jej do bersie zbliżyć, skoro to mogłoby odnaleźć Mercy...
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Silver Borne”