Polskie wydanie Iron Kissed

Trzecia książka z serii o Mercedes Thompson. Polskie wydanie ukazało się pod tytułem <b>"Pocałunek żelaza"</b> nakładem Fabryki Słów w październiku 2010 r.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Aduu

Post autor: Aduu »

Widz??, Â?e z kupowaniem ksiÂ?Â?ek kaÂ?dy ma problemy. OsobiÂ?cie Â?adnego szlabanu nie dostaÂ?am (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), ale o kupno swoich ulubionych tytuÂ???w oraz nowoÂ?ci musz?? prosi?? wÂ?asnego faceta, a to bardzo poniÂ?ajÂ?ce xD
ZwÂ?aszcza, Â?e z proszeniem u mnie nie jest tak Â?atwo. JakoÂ? to sÂ?owo ci??Â?ko mi przez gardÂ?o przechodzi.

@lma

Post autor: @lma »

Dobra, ko??czymy juÂ? z offtopem, bo wszyscy si?? zagalopowaliÂ?my... jak zwykle.
PorzÂ?dki jako takie zrobiÂ?am, tak wi??c piszemy juÂ? zgodnie z tematem.

Awatar użytkownika
WereWolf
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1742
Rejestracja: 25 paź 2009, 20:04

Post autor: WereWolf »

Panie, Panowie, Fabryka postanowiÂ?a swoim zwyczajem zaprezentowa?? fragment "PocaÂ?unku Â?elaza":
Nieludzie

Ci??Â?ar??wka Zee pruÂ?a autostradÂ? jak strzaÂ?a, mimo Â?e liczyÂ?a sobie wi??cej lat niÂ? ja. Szkoda, Â?e tapicerka nie byÂ?a w podobnym stanie jak silnik. Przesun??Â?am si?? troch??, Â?eby wystajÂ?ca spr??Â?yna nie uwieraÂ?a mnie tak boleÂ?nie w krzyÂ?.

Lampki na desce rozdzielczej oÂ?wietlaÂ?y pobruÂ?dÂ?onÂ? twarz, kt??rÂ? Zee przybraÂ? na uÂ?ytek Â?wiata. G??ste siwe wÂ?osy byÂ?y w nieÂ?adzie, jakby mierzwiÂ? je palcami.

Po zako??czeniu rozmowy z Zee, Warren nie wr??ciÂ? juÂ? do tematu Samuela i Adama, bo w pokoju pojawiÂ? si?? Kyle z murzynkiem. Nie przeszkadzaÂ?o mi, Â?e Warren wtrÂ?ca si?? w moje sprawy sercowe &#8211; ja wystarczajÂ?co wtrÂ?caÂ?am si?? w jego, Â?eby zyskaÂ? sobie do tego prawo. Nie chciaÂ?am po prostu o tym myÂ?le??.

Droga mijaÂ?a nam w milczeniu. ZnaÂ?am starego tetryka na tyle, Â?eby powstrzyma?? si?? od nagabywa??. I tak nie wyciÂ?gn??Â?abym z niego Â?adnych informacji, zostawiÂ?am go wi??c w spokoju. W kaÂ?dym razie po pierwszych kilkunastu pytaniach, na kt??re nie udzieliÂ? mi odpowiedzi.

&#8211; ByÂ?aÂ? juÂ? kiedyÂ? w rezerwacie? &#8211; zapytaÂ? nieoczekiwanie, kiedy przejeÂ?dÂ?aliÂ?my przez rzek?? za Pasco, kierujÂ?c si?? na drog?? do Walla Walla.

&#8211; Nie.

Rezerwat nieludzi w Nevadzie byÂ? przyjazny turystom. Wybudowano tam nawet kasyno i niewielki park tematyczny. W przeciwie??stwie do Nevady, rezerwat w Walla Walla skutecznie odstraszaÂ? wszystkich spoza spoÂ?ecznoÂ?ci nieludzi. Czy taka byÂ?a polityka rzÂ?du, czy sprawiÂ?y to wysiÂ?ki samych nieludzi, doÂ??? Â?e nieciekawa reputacja zniech??caÂ?a do odwiedzin.

Zee zab??bniÂ? nerwowo palcami na kierownicy. ZgrubiaÂ?a, pobliÂ?niona sk??ra na dÂ?oniach, poplamiona gÂ???boko wÂ?artym smarem nie pozostawiaÂ?a wÂ?tpliwoÂ?ci, Â?e r??ce te naleÂ?Â? do osoby, kt??ra caÂ?e Â?ycie naprawiaÂ?a samochody.

Tak wÂ?aÂ?nie miaÂ?y wyglÂ?da?? dÂ?onie czÂ?owieka, kt??rego posta?? przyjÂ?Â? Zee. Kiedy kilka lat wczeÂ?niej, jakiÂ? czas po ujawnieniu si?? pierwszego nieczÂ?owieka, Szarzy Panowie, pot??Â?ne, bezlitosne istoty sekretnie rzÂ?dzÂ?ce nieludÂ?mi, zmusiÂ?y go do wyjawienia Â?wiatu swego pochodzenia, Zee nie zawracaÂ? sobie gÂ?owy zmianÂ? wczeÂ?niejszej powierzchownoÂ?ci.

ZnaÂ?am Zee od ponad dekady i nie widziaÂ?am w innej formie niÂ? naburmuszonego starszego m??Â?czyzny. WiedziaÂ?am jednak, Â?e posiada drugÂ? twarz. Wi??kszoÂ??? nieludzi, nawet po ujawnieniu, funkcjonowaÂ?a w spoÂ?ecze??stwie, przybierajÂ?c iluzoryczne powÂ?oki. Ludzie nie byli jeszcze gotowi, aby ujrze?? ich prawdziwe postaci. W zasadzie wi??kszoÂ??? i tak posiadaÂ?a humanoidalne ksztaÂ?ty, jednak si?? nie starzeli. WÂ?aÂ?nie przerzedzone wÂ?osy, zmarszczki i starcze plamy stanowiÂ?y najlepszy dow??d, Â?e to nie naturalna posta?? Zee. KwaÂ?na mina, natomiast, nie zaliczaÂ?a si?? do integralnej cz??Â?ci magicznej aparycji.

&#8211; Na miejscu nic nie jedz i nie pij &#8211; rzekÂ? ostro.

&#8211; Spokojnie, czytaÂ?am baÂ?nie &#8211; przypomniaÂ?am. &#8211; Â?adnych przekÂ?sek, napoj??w, Â?adnych przysÂ?ug. I nie dzi??kowa??.

&#8211; Bajki. Przekl??te opowiastki dla dzieciak??w &#8211; mruknÂ?Â?.

&#8211; CzytaÂ?am teÂ? Katherine Briggs &#8211; dodaÂ?am. &#8211; I braci Grimm. &#8211; GÂ???wnie w poszukiwaniu istoty, kt??rÂ? m??gÂ?by by?? Zee. Nie m??wiÂ? o tym nigdy, ale sÂ?dziÂ?am, Â?e jest kimÂ?. Dlatego teÂ? pr??by zidentyfikowania go staÂ?y si?? dla mnie swego rodzaju hobby.

&#8211; No, to juÂ? lepiej. Niewiele, ale zawsze. &#8211; Znowu zab??bniÂ? palcami o kierownic??. &#8211; Briggs byÂ?a archiwistkÂ?. W jej opowieÂ?ciach jest tyle prawdy, co w Â?r??dÂ?ach, z kt??rych korzystaÂ?a, a te sÂ? w wi??kszoÂ?ci przeraÂ?liwie niepeÂ?ne. ZaÂ? Grimmowie w swoich historiach kÂ?adÂ? wi??kszy nacisk na dostarczenie rozrywki niÂ? fakt??w. Jedne i drugie sÂ? nur Schatten... jedynie echami rzeczywistoÂ?ci. &#8211; ObrzuciÂ? mnie badawczym spojrzeniem. &#8211; Wujek Mike uwaÂ?a, Â?e moÂ?esz si?? nam przyda??. UznaÂ?em, Â?e lepiej wykorzysta?? w ramach odpÂ?aty t?? sytuacj??, bo nie wiadomo, jaka stan??Â?aby na twojej drodze w przyszÂ?oÂ?ci.

Zee, naraÂ?ajÂ?c si?? na gniew Szarych Pan??w, dostarczyÂ? mi kilku przedmiot??w naleÂ?Â?cych do nieludzi, narz??dzi umoÂ?liwiajÂ?cych skuteczne pozbycie si?? wampira-czarnoksi??Â?nika, nad kt??rym kontrol?? stopniowo przejmowaÂ? uÂ?yczajÂ?cy mu mocy demon. Z ich pomocÂ? zabiÂ?am wampira, a takÂ?e jego stw??rc??. Jednak, jak to w baÂ?niach bywa, wykorzystanie daru nieludzi po raz drugi, bez zgody wÂ?aÂ?cicieli, niesie ze sobÂ? konsekwencje.

Gdybym wiedziaÂ?a, Â?e pomoc Zee ma by?? zapÂ?atÂ?, zadanie od poczÂ?tku wzbudziÂ?oby we mnie obawy &#8211; ostatnim razem spÂ?acanie dÂ?ugu wdzi??cznoÂ?ci nie sko??czyÂ?o si?? dla mnie zbyt dobrze.

&#8211; Dam sobie rad?? &#8211; zapewniÂ?am towarzysza mimo Â?ciÂ?ni??tego strachem serca.
SkrzywiÂ? si?? kwaÂ?no.

&#8211; Nie pomyÂ?laÂ?em o konsekwencjach twojej wizyty w rezerwacie po zmroku.

&#8211; PrzecieÂ? ludzie go odwiedzajÂ? &#8211; zaprotestowaÂ?am niepewnie.

&#8211; Nie tacy jak ty i nie w nocy. &#8211; PotrzÂ?snÂ?Â? gÂ?owÂ?. &#8211; TuryÂ?ci przychodzÂ? za dnia i widzÂ? tylko to, co majÂ? zobaczy??. W Â?wietle Â?atwiej oszuka?? ludzkie zmysÂ?y. Ale ty... Szarzy Panowie zakazali polowania na ludzi, jednak mieszkajÂ? tam drapieÂ?niki, a trudno przeciwstawi?? si?? gÂ?osowi natury. Szczeg??lnie, gdy Szarych Pan??w, kt??rzy ustalajÂ? zasady, nie ma na miejscu. B??d?? tylko ja. JeÂ?li zobaczysz coÂ?, czego nie powinnaÂ?, niekt??rzy mogÂ? twierdzi??, Â?e dziaÂ?ali, chcÂ?c chroni??...

W tym momencie przeszedÂ? na niemiecki, a ja zorientowaÂ?am si??, Â?e od jakiegoÂ? czasu m??wiÂ? wÂ?aÂ?ciwie do siebie. Dzi??ki Zee zrobiÂ?am wi??ksze post??py w niemieckim niÂ? przez dwa lata nauki w szkole, mimo to moja znajomoÂ??? tego j??zyka nie byÂ?a aÂ? tak dobra, bym mogÂ?a zrozumie?? wszystko.

Min??Â?a juÂ? ??sma, lecz ciepÂ?e promienie sÂ?o??ca kÂ?adÂ?y si?? jeszcze na koronach drzew porastajÂ?cych zbocza wzniesie??. Wi??ksze tworzyÂ?y nadal zielonÂ? okryw??, jednak tu i ??wdzie krzewy pyszniÂ?y si?? juÂ? peÂ?nymi barwami jesieni.

W okolicach Tri-Cities jedynymi drzewami byÂ?y te podlewane w upalne lata przez ludzi oraz rosnÂ?ce przy rzece. W miar?? zbliÂ?ania si?? ku Walla Walla, gdzie Pasmo BÂ???kitne zapewniaÂ?o wi??kszÂ? wilgotnoÂ???, okolica stawaÂ?a si?? bardziej zielona.

&#8211; Najgorsze jest to &#8211; ciÂ?gnÂ?Â? Zee, przechodzÂ?c zn??w na angielski &#8211; Â?e prawdopodobnie nie powiesz nam nic nowego.
&#8211; O czym?

Stropiona mina nie pasowaÂ?a do jego twarzy.

&#8211; Ja, troch?? namieszaÂ?em. Pozw??l, Â?e zaczn?? od poczÂ?tku. &#8211; WestchnÂ?Â? ci??Â?ko. &#8211; W rezerwacie mamy wÂ?asnych str??Â???w porzÂ?dku. DziaÂ?ajÂ? po cichu, bo Â?wiat ludzi nie jest jeszcze gotowy, aby pozna?? nasze metody egzekwowania prawa. NieÂ?atwo byÂ?oby zamknÂ??? w areszcie kt??regoÂ? z nas, prawda?

&#8211; WilkoÂ?aki majÂ? ten sam problem &#8211; stwierdziÂ?am.

&#8211; Ja, nie dziwi?? si?? &#8211; przytaknÂ?Â?. &#8211; Do rzeczy. Ostatnio mieliÂ?my w rezerwacie par?? niewyjaÂ?nionych Â?mierci. UwaÂ?amy, Â?e ich sprawcÂ? jest ta sama osoba.

&#8211; NaleÂ?ysz do siÂ? porzÂ?dkowych rezerwatu? &#8211; zdziwiÂ?am si??.

&#8211; Nie. Nie mamy czegoÂ? takiego. Nie w sensie policji. Ale Wujek Mike naleÂ?y do Rady. UznaÂ?, Â?e tw??j nos moÂ?e nam si?? przyda??, wi??c posÂ?aÂ? po ciebie.

Wujek Mike prowadziÂ? w Pasco bar dla nieludzi i innych magicznych istot. Zawsze czuÂ?am, Â?e jest kimÂ? waÂ?nym, bo jak inaczej udaÂ?oby mu si?? trzyma?? tylu Pradawnych w ryzach? Nie zdawaÂ?am sobie jednak sprawy, Â?e jest czÂ?onkiem Rady. MoÂ?e przyszÂ?oby mi to do gÂ?owy, gdybym wiedziaÂ?a, Â?e istnieje w og??le jakaÂ? rada.

&#8211; Co ja mog?? zrobi?? takiego, czego nie moÂ?e jeden z was? &#8211; Zee otworzyÂ? usta, ale powstrzymaÂ?am go gestem. &#8211; Nie, nie mam nic przeciwko. Potrafi?? sobie wyobrazi?? duÂ?o gorsze sposoby na spÂ?at?? dÂ?ugu wobec was. Ale dlaczego akurat ja? A te wasze psy z oczami jak spodki czy koÂ?a mÂ?y??skie? A wasza magia? Nie moÂ?ecie znaleÂ??? mordercy dzi??ki magii?

Niewiele wiedziaÂ?am o magii, jednak przypuszczaÂ?am, Â?e w rezerwacie nieludzi znajdzie si?? ktoÂ? o mocach przewyÂ?szajÂ?cych w tym wypadku moÂ?liwoÂ?ci mojego nosa.

&#8211; MoÂ?e Szarzy Panowie mogliby wskaza?? zab??jc?? dzi??ki magii &#8211; przyznaÂ? Zee &#8211; ale nie chcemy ich w to miesza??. SÂ? zbyt nieprzewidywalni. Poza nimi... &#8211; WzruszyÂ? ramionami. &#8211; Sprawca jest nieuchwytny. JeÂ?li chodzi o w??ch, wi??kszoÂ??? z nas nie zostaÂ?a nim hojnie obdarzona. Ten zmysÂ? rozwin??Â?y raczej stworzenia pokrewne zwierz??tom, a kiedy Szarzy Panowie uznali, Â?e lepiej nam b??dzie Â?y?? poÂ?r??d ludzi, wybili wi??kszoÂ??? zwierzopochodnych istot, kt??re przetrwaÂ?y pojawienie si?? Chrystusa i Â?elaza. MoÂ?e mieszka tu kilka stworze?? zdolnych wyw??szy?? czÂ?owieka, lecz sÂ? zbyt sÂ?abe, Â?eby im zaufa??.
&#8211; To znaczy?
SpojrzaÂ? na mnie ponuro.

&#8211; Â?yjemy tu inaczej niÂ? wy. KtoÂ?, kto nie posiada mocy, Â?eby si?? broni??, nie moÂ?e pozwoli?? sobie na naraÂ?anie si?? silniejszym. JeÂ?li zab??jca dysponuje pot??Â?nÂ? magiÂ? lub posiada koneksje, Â?aden z nieludzi potrafiÂ?cych rozpozna?? winnego po zapachu, nie zdob??dzie si?? na jego wskazanie. &#8211; WykrzywiÂ? si?? w gorzkim uÂ?miechu. &#8211; MoÂ?e i nie jesteÂ?my w stanie kÂ?ama??, ale prawda i szczeroÂ??? to dwie r??Â?ne rzeczy.

ZostaÂ?am wychowana przez wilkoÂ?aki, stworzenia, kt??re potrafiÂ?y wyczu?? kÂ?amstwo na odlegÂ?oÂ???. Dobrze znaÂ?am r??Â?nic?? pomi??dzy prawdÂ? a szczeroÂ?ciÂ?.

UderzyÂ?o mnie coÂ?, co wczeÂ?niej powiedziaÂ?.

&#8211; No tak, ale ja teÂ? nie jestem pot??Â?na. Co, jeÂ?li si?? komuÂ? naraÂ????

&#8211; B??dziesz moim goÂ?ciem. &#8211; UÂ?miechnÂ?Â? si??. &#8211; Cho?? moÂ?e si?? to okaza?? niewystarczajÂ?ce, jeÂ?li zobaczysz za duÂ?o. Nasze prawa jasno okreÂ?lajÂ? spos??b post??powania z waÂ???sajÂ?cymi si?? po Podg??rzu Â?miertelnikami, kt??rzy naruszajÂ? nasze sekrety. Aczkolwiek fakt, Â?e zostaÂ?aÂ? zaproszona przez Rad??, oraz to, Â?e nie do ko??ca jesteÂ? czÂ?owiekiem, powinien zapewni?? ci wzgl??dnÂ? nietykalnoÂ???. ZresztÂ? kaÂ?dy, kto poczuje si?? uraÂ?ony twoimi sÂ?owami prawdy, zgodnie z naszymi prawami dotyczÂ?cymi goÂ?ci, stanie raczej przeciwko mnie niÂ? tobie. A ja potrafi?? si?? broni??.

W to nie wÂ?tpiÂ?am. Zee mieniÂ? siebie gremlinem, kt??re to okreÂ?lenie byÂ?o zapewne tak bliskie prawdzie, jak kaÂ?de inne, cho?? akurat to sÂ?owo powstaÂ?o duÂ?o, duÂ?o p??Â?niej niÂ? on sam. M??j towarzysz naleÂ?aÂ? do istot zaprzyjaÂ?nionych z Â?elazem, co dawaÂ?o mu przewag?? nad wi??kszoÂ?ciÂ? nieludzi, dla kt??rych metal ten stanowi Â?miertelne zagroÂ?enie.

Â?adna tablica nie informowaÂ?a o zjeÂ?dzie na dobrze utrzymanÂ? drog??, w kt??rÂ? skr??ciliÂ?my z autostrady. Szosa wiÂ?a si?? pomi??dzy niewysokimi, zalesionymi pag??rkami, a te zdecydowanie bardziej przypominaÂ?y Montan?? niÂ? jaÂ?owe, poroÂ?ni??te stokÂ?osÂ? i bylicÂ? obszary wok??Â? Tri-Cities.

Za kolejnym zakr??tem, pokonawszy g??sty zagajnik topolowy, wjechaliÂ?my pomi??dzy wysokie na pi???? metr??w mury z beÂ?owych betonowych blok??w. GoÂ?cinnoÂ??? prog??w podkreÂ?laÂ?y dodatkowo umieszczone na szczytach mur??w zasieki z drutu ostrzowego.

&#8211; WyglÂ?da jak wi??zienie &#8211; podsumowaÂ?am. WÂ?ska droga biegnÂ?ca pomi??dzy wysokimi Â?cianami przyprawiaÂ?a mnie o klaustrofobi??.

&#8211; Owszem &#8211; przyznaÂ? Zee odrobin?? ponuro. &#8211; ZapomniaÂ?em zapyta??, masz ze sobÂ? prawo jazdy?
&#8211; Tak.

&#8211; To dobrze. Musisz mie?? na uwadze, Mercy, Â?e wiele istot zamieszkujÂ?cych rezerwat nie przepada za ludÂ?mi, a w tobie jest wystarczajÂ?co duÂ?o z czÂ?owieka, Â?eby czuÂ?y wobec ciebie niech????. JeÂ?li naruszysz jakÂ?Â? granic??, najpierw ci?? zabijÂ?, a potem dopiero dadzÂ? mi szans?? szukania sprawiedliwoÂ?ci.

&#8211; B??d?? uwaÂ?aÂ?a na to, co m??wi?? &#8211; obiecaÂ?am.

&#8211; Uwierz??, jak zobacz?? &#8211; prychnÂ?Â? drwiÂ?co. &#8211; Â?aÂ?uj??, Â?e nie ma tu Wujka Mike&#8217;a. Przy nim nie waÂ?yliby ci?? tknÂ???.

&#8211; MyÂ?laÂ?am, Â?e moja wizyta tutaj jest pomysÂ?em wÂ?aÂ?nie Wujka Mike&#8217;a?

&#8211; Owszem, ale on prowadzi interes, nie moÂ?e tak sobie zostawi?? baru.

Po kilkuset metrach droga zakr??ciÂ?a ostro, a naszym oczom ukazaÂ?a si?? brama i budka straÂ?nicza. Zee zatrzymaÂ? si?? i opuÂ?ciÂ? szyb??.

Wartownik miaÂ? na sobie mundur z duÂ?Â? naszywkÂ? &#8222;ASN&#8221; na ramieniu. Nie interesowaÂ?am si?? AgencjÂ? Spraw Nieludzi na tyle, by wiedzie??, z jakÂ? kom??rkÂ? militarnÂ? sÂ? skojarzeni, o ile w og??le. StraÂ?nik robiÂ? raczej wraÂ?enie najemnego ochroniarza, kt??rego chyba troch?? uwieraÂ? mundur, mimo Â?e dawaÂ? mu pewnÂ? wÂ?adz??. Na plakietce przypi??tej na piersi widniaÂ?o nazwisko O&#8217;Donnell.

Gdy pochyliÂ? si?? do okna, wyczuÂ?am bijÂ?cy od niego zapach czosnku i potu, cho?? nie Â?mierdziaÂ? niemytym ciaÂ?em. Mam po prostu bardziej wraÂ?liwy nos niÂ? przeci??tny czÂ?owiek.

&#8211; Dokumenty &#8211; poleciÂ?.

Mimo Â?e nazwisko miaÂ? typowo irlandzkie, wyglÂ?daÂ? bardziej na WÂ?ocha albo Francuza. Grubo ciosanÂ? twarz wie??czyÂ?y wyraÂ?ne zakola.

Zee wyciÂ?gnÂ?Â? z portfela prawo jazdy i podaÂ? je wartownikowi, kt??ry z namaszczeniem dokonaÂ? ceremonii por??wnywania zdj??cia z twarzÂ? kierowcy. Po chwili kiwnÂ?Â? gÂ?owÂ? i burknÂ?Â?:
&#8211; Jej teÂ?.

JuÂ? zdÂ?Â?yÂ?am wyjÂ??? sw??j portfel z torebki, wi??c od razu wr??czyÂ?am dokument Zee, kt??ry przekazaÂ? go wartownikowi.

&#8211; Brak oznaczenia &#8211; zauwaÂ?yÂ? O&#8217;Donnell, stukajÂ?c kciukiem w r??Â? mojego prawa jazdy.

&#8211; Ona nie jest nieczÂ?owiekiem, panie wÂ?adzo &#8211; wyjaÂ?niÂ? Zee peÂ?nym szacunku tonem. W Â?yciu nie sÂ?yszaÂ?am, Â?eby Zee m??wiÂ? do kogokolwiek w ten spos??b.

&#8211; Doprawdy? A co w takim razie jÂ? tu sprowadza?

&#8211; Jest moim goÂ?ciem &#8211; pospieszyÂ? z odpowiedziÂ? Zee, jakby przeczuwaÂ?, Â?e lada chwila ofukn?? umundurowanego baÂ?wana, Â?e to nie jego sprawa.

Zaiste, straÂ?nik okazaÂ? si?? baÂ?wanem. Podobnie zresztÂ? jak szef ochrony. Sprawdzanie zgodnoÂ?ci wyglÂ?du ze zdj??ciem w przypadku nieczÂ?owieka? Jedyna cecha wsp??lna wszystkich nieludzi to umiej??tnoÂ??? zmiany wÂ?aÂ?nie wyglÂ?du. Ich iluzje byÂ?y tak realne, Â?e potrafiÂ?y oszuka?? nie tylko zmysÂ?y ludzkie, ale i prawa materii. Dlatego wÂ?aÂ?nie ??wier??tonowy, trzymetrowy ogr m??gÂ? nosi?? sukienk?? w rozmiarze 36 i jeÂ?dzi?? MazdÂ? Miata. Proces byÂ? inny niÂ? w przypadku zmiennoksztaÂ?tnych. Jednak wedÂ?ug moich informacji r??Â?niÂ? si?? tak niewiele, Â?e nie miaÂ?o to znaczenia.

Nie wiem, jaki mieliby okaza?? dokument Pradawni, ale zdj??cie na pewno si?? nie sprawdzaÂ?o. OczywiÂ?cie nieludzie z uporem gÂ?osili, Â?e potrafiÂ? przyjmowa?? tylko jednÂ? posta??, cho?? nigdy nie padÂ?o z ich strony oficjalne stwierdzenie na ten temat. MoÂ?e udaÂ?o im si?? przekona?? co do tego jakichÂ? biurokrat??w?

&#8211; Prosz?? wysiÂ?Â??? z samochodu &#8211; zwr??ciÂ? si?? do mnie baÂ?wan. Sam wyszedÂ? z budki i okrÂ?Â?yÂ? p??Â?ci??Â?ar??wk??, stajÂ?c przy moich drzwiczkach.

Zerkn??Â?am na Zee. KiwnÂ?Â? gÂ?owÂ?, wi??c wyskoczyÂ?am na drog??.

Wartownik obszedÂ? mnie dookoÂ?a. Z trudem powstrzymaÂ?am warkni??cie. Nie znosz?? mie?? obcych za plecami. Nie byÂ? chyba tak gÂ?upi, na jakiego wyglÂ?daÂ?, bo prawdopodobnie wyczuÂ? moje napi??cie i stanÂ?Â? z przodu.

&#8211; Brass nie lubi, gdy cywile przyjeÂ?dÂ?ajÂ? tu po zmroku &#8211; rzekÂ? do Zee, kt??ry teÂ? podszedÂ? do nas.

&#8211; Mam pozwolenie na jej odwiedziny &#8211; odparÂ? Zee tak samo potulnie, jak wczeÂ?niej.

StraÂ?nik parsknÂ?Â?, przewracajÂ?c kartki w swoim notesie, ale nie sadziÂ?am, Â?eby cokolwiek czytaÂ?.

&#8211; Siebold Adelbertsmiter. &#8211; BÂ???dnie wym??wiÂ? imi?? Zee, zabrzmiaÂ?o jak &#8222;Sibolt&#8221; zamiast &#8222;Zibold&#8221;. &#8211; Michael McNellis i Olwen Jones. &#8211; Michael McNellis to prawdopodobnie Wujek Mike. Albo i nie. Olwena nie znaÂ?am wcale, ale znajomych z imienia nieludzi mogÂ?am wyliczy?? na palcach jednej r??ki i to z zapasem wolnych palc??w. Nieludzie unikali wyjawiania swoich imion.

&#8211; Zgadza si??. &#8211; Zee po mistrzowsku udawaÂ? cierpliwoÂ???. A Â?e udawaÂ?, wiedziaÂ?am tylko dlatego, Â?e nigdy nie miaÂ? cierpliwoÂ?ci do gÂ?upc??w. Ani nikogo innego, swojÂ? drogÂ?. &#8211; Nazywam si?? Siebold &#8211; wym??wiÂ? swoje imi?? w ten sam spos??b, co straÂ?nik.

Urz??das zabraÂ? moje dokumenty i zniknÂ?Â? w budce. Ci??Â?ar??wka zasÂ?aniaÂ?a mi widok na str??Â???wk??, lecz dobiegÂ? mnie klekot klawiatury. TrwaÂ?o to kilka minut, po kt??rych O&#8217;Donnell wr??ciÂ? i oddaÂ? mi prawo jazdy.

&#8211; Trzymaj si?? z dala od kÂ?opot??w, Mercedes Thompson. Uroczysko to nie miejsce dla grzecznych dziewczynek.

NajwyraÂ?niej O&#8217;Donnell spaÂ?, kiedy B??g rozdawaÂ? wyczucie. Nie byÂ?am zwykle przewraÂ?liwiona na swoim punkcie, ale w jego ustach okreÂ?lenie &#8222;dziewczynka&#8221; zabrzmiaÂ?o obelÂ?ywie. Pomna ostrzegawczego spojrzenia Zee, powstrzymaÂ?am si?? od komentarza, odebraÂ?am spokojnie prawo jazdy i wsun??Â?am je do kieszeni spodni.

Nie kontrolowaÂ?am chyba jednak mimiki, bo O&#8217;Donnell nagle zbliÂ?yÂ? do mnie twarz.

&#8211; SÂ?yszaÂ?aÂ?, co powiedziaÂ?em, dziewczynko?

OwiaÂ? mnie zapaszek szynki i musztardy, kt??re musiaÂ? jeÂ??? na kolacj??. Czosnku raczej uÂ?ywaÂ? dzie?? wczeÂ?niej. MoÂ?e w pizzy lub lasagne.

&#8211; SÂ?yszaÂ?am &#8211; potwierdziÂ?am tak Â?agodnie, jak potrafiÂ?am. Trzeba przyzna??, Â?e talentem aktorskim z pewnoÂ?ciÂ? nie dor??wnywaÂ?am Zee.

O&#8217;Donnell musnÂ?Â? palcami wiszÂ?cÂ? u pasa bro??.

&#8211; MoÂ?e zosta?? dwie godziny. JeÂ?li nie wr??ci do tego czasu, przyjdziemy jej szuka?? &#8211; rzuciÂ? do mojego towarzysza.

Zee skÂ?oniÂ? gÂ?ow?? na podobie??stwo filmowych karatek??w, nie spuszczajÂ?c oczu z twarzy straÂ?nika. OdczekaÂ?, aÂ? O&#8217;Donnell wr??ci do budki, i dopiero wtedy wsiadÂ? do samochodu. ZrobiÂ?am to samo.

Wrota stalowej bramy rozchyliÂ?y si?? niech??tnie, jakby oddajÂ?c nastawienie wartownika. MateriaÂ?, z jakiej wykonano bram??, byÂ? pierwszym przejawem kompetencji, jaki tu dostrzegÂ?am. JeÂ?li mury nie byÂ?y zbrojone, mogÂ?y powstrzyma?? co najwyÂ?ej ludzi takich jak ja, lecz nie tutejszych mieszka??c??w. Druciane zasieki lÂ?niÂ?y tak, Â?e nie mogÂ?y by?? wyprodukowane z niczego innego jak z aluminium, metalu absolutnie niegroÂ?nego dla nieludzi. OczywiÂ?cie wszelkie zabezpieczenia miaÂ?y rzekomo zapewnia?? spok??j i chroni?? mieszka??c??w rezerwatu, wi??c teoretycznie nie miaÂ?o znaczenia, Â?e nieludzie mogÂ? sobie wchodzi?? i wychodzi?? pomimo mur??w i straÂ?nik??w.

Zee minÂ?Â? bram??, wjeÂ?dÂ?ajÂ?c na teren Uroczyska.

Nie jestem pewna, czego spodziewaÂ?am si?? po rezerwacie, moÂ?e wojskowych barak??w albo angielskich chat? Zamiast tego ujrzaÂ?am rz??dy schludnych, zadbanych parterowych domk??w z jednostanowiskowymi garaÂ?ami, identycznej wielkoÂ?ci ogr??dkami otoczonych jednolitymi ogrodzeniami, siatkÂ? od frontu i cedrowym pÂ?otem z tyÂ?u.

R??Â?niÂ?y je tylko kolory elewacji oraz zagospodarowanie ogr??dk??w. WiedziaÂ?am, Â?e rezerwat powstaÂ? w latach osiemdziesiÂ?tych, lecz zabudowania wyglÂ?daÂ?y jakby postawiono je zaledwie rok temu.

Tu i ??wdzie staÂ?y samochody, w wi??kszoÂ?ci SUV-y i p??Â?ci??Â?ar??wki, ale nigdzie nie dostrzegÂ?am ludzi. JedynÂ? oznakÂ? Â?ycia, poza mnÂ? i Zee, byÂ? czarny pies, obserwujÂ?cy nas bÂ?yszczÂ?cymi inteligencjÂ? Â?lepiami zza ogrodzenia jasnoÂ???Â?tego domku.

Pies podnosiÂ? tutejszÂ? atmosfer?? Stepford do poziomu superdreszczowca.

Odwr??ciÂ?am si??, Â?eby podzieli?? si?? z Zee swoimi wraÂ?eniami, i nagle zdaÂ?am sobie spraw??, Â?e m??j nos m??wi mi dziwne rzeczy.

&#8211; Gdzie jest woda? &#8211; zapytaÂ?am.

&#8211; Jaka woda? &#8211; zdziwiÂ? si??, unoszÂ?c brwi.

&#8211; Czuj?? mokradÂ?a, wod??, zgnilizn?? i roÂ?liny.

ObrzuciÂ? mnie zagadkowym spojrzeniem.

&#8211; To wÂ?aÂ?nie m??wiÂ?em Wujkowi Mike&#8217;owi. Nasze iluzje dziaÂ?ajÂ? najlepiej na wzrok i dotyk, nieÂ?le na smak i sÂ?uch, ale znacznie gorzej w przypadku w??chu. Wi??kszoÂ??? ludzi ma kiepski w??ch, wi??c w zasadzie to bez znaczenia. A ty juÂ? przy pierwszym spotkaniu wyczuÂ?aÂ?, Â?e jestem nieczÂ?owiekiem.

Nie do ko??ca. Nigdy nie spotkaÂ?am dw??ch ludzi, kt??rzy pachnieliby identycznie, uznaÂ?am zatem, Â?e specyficzna, ziemista nuta woni Zee oraz jego syna Tada jest tylko cz??Â?ciÂ? ich zapach??w. Â?yÂ?am w tym przekonaniu doÂ??? dÂ?ugo, dop??ki nie nauczyÂ?am si?? wyczuwa?? r??Â?nic pomi??dzy ludÂ?mi i nieludÂ?mi. JeÂ?li nie mieszka si?? w pobliÂ?u jednego z czterech rezerwat??w nieludzi, szansa na spotkanie Pradawnego jest niewielka. Zanim nie przeprowadziÂ?am si?? do Tri-Cities i nie zacz??Â?am pracowa?? dla Zee, nie natkn??Â?am si?? na Â?adnego nieczÂ?owieka albo o tym nie wiedziaÂ?am.

&#8211; Wi??c gdzie te bagna? &#8211; powt??rzyÂ?am.
Pokr??ciÂ? gÂ?owÂ?.

&#8211; Mam nadziej??, Â?e uda ci si?? przejrze?? sposoby, jakimi zacieraÂ? za sobÂ? Â?lady morderca, ale sekrety rezerwatu powinnaÂ? zostawi?? w spokoju. Dla wÂ?asnego dobra, Liebling.

Skr??ciÂ? w ulic??, bliÂ?niaczÂ? do innych, kt??re mijaliÂ?my. Tu jednak, przy jednym z dom??w, oÂ?mio, moÂ?e dziewi??cioletnia dziewczynka bawiÂ?a si?? jo-jo. Â?ledziÂ?a wzrokiem wirujÂ?cy, podskakujÂ?cy krÂ?Â?ek z intensywnoÂ?ciÂ?, kt??ra nie osÂ?abÂ?a, gdy Zee zaparkowaÂ? przed budynkiem. Dopiero gdy pchnÂ?Â? bramk??, zÂ?apaÂ?a jo-jo i zwr??ciÂ?a na nas dorosÂ?e oczy.

&#8211; Nikt nie wchodziÂ? &#8211; odezwaÂ?a si??.
Zee skinÂ?Â? gÂ?owÂ?.

&#8211; To miejsce ostatniej zbrodni &#8211; rzuciÂ? do mnie. &#8211; OdkryliÂ?my je dzisiaj rano. Opr??cz tego jest jeszcze szeÂ???, ale tam kr??ci si?? sporo os??b. Tu przebywaÂ?a tylko ona &#8211; wskazaÂ? na dziewczynk?? &#8211; i Wujek Mike. Oboje sÂ? czÂ?onkami Rady. Poza nimi, od Â?mierci ofiary nie byÂ?o tu nikogo.

SpojrzaÂ?am na nieletniego czÂ?onka Rady. Dziewczynka uÂ?miechn??Â?a si?? do mnie, po czym zrobiÂ?a balon z gumy do Â?ucia.

ZdecydowaÂ?am, Â?e najbezpieczniej b??dzie jÂ? zignorowa??.

&#8211; Wi??c mam wyw??szy?? osob??, kt??ra pojawiÂ?a si?? we wszystkich miejscach zbrodni, tak?

&#8211; JeÂ?li dasz rad??.

&#8211; Ale zapach??w nie przechowuje si?? w Â?adnej bazie, jak odcisk??w palc??w. Nawet jeÂ?li zidentyfikuj?? wo??, nie b??d?? wiedziaÂ?a, do kogo naleÂ?y. Chyba Â?e b??dziesz to ty, Wujek Mike, albo ta tutaj czÂ?onkini Rady. &#8211; WskazaÂ?am brodÂ? dziewczynk??.

Zee uÂ?miechnÂ?Â? si?? niewesoÂ?o.

&#8211; JeÂ?li uda ci si?? wyÂ?owi?? jeden zapach, kt??ry powtarza si?? we wszystkich domach, osobiÂ?cie obwioz?? ci?? po caÂ?ym rezerwacie, a nawet caÂ?ym stanie, dop??ki nie znajdziesz sukinsyna.

W tym momencie zrozumiaÂ?am, Â?e to sprawa osobista. Zee przeklinaÂ? rzadko, a po angielsku nigdy. A juÂ? na pewno pilnowaÂ?, Â?eby nie uÂ?ywa?? przy mnie wulgaryzm??w zawierajÂ?cych sÂ?owo &#8222;suka&#8221;.

&#8211; Lepiej wejd?? tam sama &#8211; powiedziaÂ?am. &#8211; Â?ebyÂ? nie wnosiÂ? dodatkowych zapach??w. Masz coÂ? przeciwko, Â?ebym przemieniÂ?a si?? w samochodzie?

&#8211; Nein, nein. IdÂ?.

WracajÂ?c do p??Â?ci??Â?ar??wki, czuÂ?am na plecach wzrok dziewczynki. Skoro przybraÂ?a tak niewinnÂ?, bezbronnÂ? form??, musiaÂ?a by?? niezwykle groÂ?na.

WskoczyÂ?am na miejsce pasaÂ?era, kt??re zapewniaÂ?o najwi??cej przestrzeni i zrzuciÂ?am ubranie. Przemiana wilkoÂ?ak??w jest niezwykle bolesna, szczeg??lnie jeÂ?li zwlekajÂ? z niÂ? podczas peÂ?ni i ksi??Â?yc wyciÂ?ga z nich wilka przemocÂ?.

Moja transformacja nie przysparza cierpienia, wprost przeciwnie, jest doÂ??? przyjemna, jakbym przeciÂ?gaÂ?a si?? po dÂ?ugiej pracy. Ale robi?? si?? po niej gÂ?odna, a cz??ste przemiany w kr??tkim czasie powodujÂ? zm??czenie.

Przymkn??Â?am powieki, pÂ?ynnie wsuwajÂ?c si?? w form?? kojota. PodrapaÂ?am si?? zadniÂ? Â?apÂ? po uchu, Â?eby pozby?? si?? resztek mrowienia, i wreszcie daÂ?am susa przez otwarte okno.

W ludzkiej postaci mam wyczulone zmysÂ?y. W zwierz??cej wyostrzajÂ? si?? jeszcze troch??, ale gÂ???wna r??Â?nica polega na czymÂ? innym. Jako kojot wszystkie informacje, kt??rych dostarczajÂ? mi uszy i nos, odbieram i przetwarzam znacznie lepiej niÂ? jako czÂ?owiek.

Przytkn??Â?am nos do ziemi zaraz na Â?cieÂ?ce za furtkÂ?, pr??bujÂ?c ogarnÂ??? wszystkie zapachy domu. Zanim dotarÂ?am do ganku, rozr??Â?niaÂ?am juÂ? wo?? m??Â?czyzny (w kaÂ?dym razie istoty pÂ?ci m??skiej, cho?? nie miaÂ?am poj??cia, jakiej istoty), wÂ?aÂ?ciciela budynku. WyÂ?owiÂ?am takÂ?e zapachy jego najcz??stszych goÂ?ci, jak na przykÂ?ad dziewczynki, kt??ra powr??ciÂ?a do zabawy, tym razem jednak skupiajÂ?c uwag?? bardziej na mnie niÂ? na krÂ?Â?ku.

Poza tym jednym zdaniem na poczÂ?tku nie zamieniÂ?a juÂ? z Zee ani sÂ?owa. MogÂ?o to oznacza??, Â?e za sobÂ? nie przepadali, cho?? w mowie ich ciaÂ? nie dostrzegÂ?am oznak antypatii czy spi??cia. MoÂ?e po prostu nie mieli sobie nic do powiedzenia?

Zee otworzyÂ? mi drzwi i przez pr??g wytoczyÂ?a si?? fala odoru Â?mierci.

Cofn??Â?am si?? mimowolnie. NajwyraÂ?niej nawet Pradawni po Â?mierci podlegali prawom natury. Nie istniaÂ? Â?aden racjonalny pow??d do ostroÂ?noÂ?ci, z jakÂ? przekradÂ?am si?? przez pr??g, ale czasem, szczeg??lnie w formie kojota, g??r?? biorÂ? we mnie instynkty.
I fragment drugi:
O'Donnell

Adres O&#8217;Donnella znalazÂ?am w ksiÂ?Â?ce telefonicznej. MieszkaÂ? w Kennewick, nieopodal Olympii, w niewielkim domu z zadbanym ogr??dkiem frontowym i biaÂ?ym pÂ?otem ogradzajÂ?cym podw??rko od tyÂ?u. Te zbudowane z pustak??w segmenty byÂ?y niezwykle popularne w okolicy. Niedawno ktoÂ? wiedziony mylnym przekonaniem uznaÂ?, Â?e pomalowanie elewacji na niebiesko i zamontowanie okiennic zÂ?agodzi nijaki charakter budynku.

PrzejechaÂ?am obok, zatrzymujÂ?c spojrzenie na Â???Â?tej taÂ?mie policyjnej umieszczonej na drzwiach tego, oraz sÂ?siadujÂ?cych po obu stronach dom??w.

Znalezienie odpowiedniego miejsca do zaparkowania zaj??Â?o mi troch?? czasu. W takiej okolicy ludzie szybko zwracajÂ? uwag?? na obce samochody. Wreszcie stan??Â?am na placyku przy pobliskim koÂ?ciele.

ZaÂ?oÂ?yÂ?am obroÂ???, na kt??rej widniaÂ? adres i numer telefonu Adama. Jedna wizyta w schronisku nauczyÂ?a mnie docenia?? ten Â?rodek ostroÂ?noÂ?ci. Nie przypominaÂ?am co prawda psa, ale w mieÂ?cie nie byÂ?o krewkich rolnik??w skÂ?onnych strzela?? do mnie bez sprawdzenia obroÂ?y.

Znalezienie miejsca do przemiany stanowiÂ?o nieco wi??ksze wyzwanie. Schronisko jeszcze bym zniosÂ?a, jednak nie zamierzaÂ?am da?? si?? aresztowa?? za publiczne obnaÂ?anie. W ko??cu trafiÂ?am na pusty dom z tabliczkÂ? agencji nieruchomoÂ?ci na froncie i otwartÂ? szopÂ? na narz??dzia w ogr??dku.

StamtÂ?d do celu dzieliÂ?o mnie kilka przecznic. Na szcz??Â?cie ogrodzenie dobrze osÂ?aniaÂ?o podw??rko O&#8217;Donnella, bo musiaÂ?am przemieni?? si?? z powrotem i wyjÂ??? przyczepione do obroÂ?y wytrychy.

PomyÂ?lnym zrzÂ?dzeniem losu lato nie spieszyÂ?o si?? z odejÂ?ciem i noce byÂ?y jeszcze ciepÂ?e, bo troch?? trwaÂ?o nim caÂ?kiem goÂ?a, uporaÂ?am si?? wreszcie z zamkami. Samuel nauczyÂ? mnie posÂ?ugiwa?? si?? wytrychem, gdy miaÂ?am czternaÂ?cie lat. Od tamtej pory nie korzystaÂ?am z tej umiej??tnoÂ?ci zbyt cz??sto &#8211; ledwie kilka razy, gdy zatrzasn??Â?am kluczyki w samochodzie.

Zaraz po otwarciu drzwi umieÂ?ciÂ?am wytrychy z powrotem pod obroÂ?Â?. Na szcz??Â?cie porzÂ?dna taÂ?ma klejÂ?ca nie straciÂ?a przyczepnoÂ?ci.

Pralnia znajdowaÂ?a si?? w korytarzu zaraz przy wejÂ?ciu, a szcz??Â?liwym trafem na suszarce leÂ?aÂ? brudny r??cznik. UÂ?yÂ?am go do wytarcia drzwi, klamki, zamka i wszystkiego, czego dotykaÂ?am. Nie wiedziaÂ?am, czy moÂ?na zidentyfikowa?? teÂ? Â?lady bosych st??p, wi??c na wszelki wypadek przetarÂ?am teÂ? miejsca, gdzie stawaÂ?am, si??gajÂ?c po r??cznik. Po sko??czeniu cofn??Â?am si?? na pr??g i rzuciÂ?am gaÂ?gan z powrotem na suszark??.

Drzwi przymkn??Â?am, nie zatrzaskujÂ?c ich jednak, po czym przybraÂ?am zn??w posta?? kojota, kulÂ?c si?? przed wzrokiem Â?wiadk??w, kt??rych nie byÂ?o. MiaÂ?am caÂ?kowitÂ? pewnoÂ???, Â?e nikt mnie nie widziaÂ?. Â?agodny powiew przyni??sÂ?by ze sobÂ? zapach przyczajonego gdzieÂ? czÂ?owieka. Mimo to nie opuszczaÂ?o mnie wraÂ?enie, Â?e jestem obserwowana, zupeÂ?nie jakby dom byÂ? Â?wiadom mojej obecnoÂ?ci. Nieprzyjemne uczucie.

Podkuliwszy niewygodnie ogon, skupiÂ?am si?? na zadaniu, Â?eby jak najszybciej mie?? je za sobÂ?. Niestety, w przeciwie??stwie do dom??w nieludzi, ten kipiaÂ? od Â?wieÂ?szych i dawniejszych zapach??w. Policja, technicy kryminalni, to oczywiste, jednak nawet wczeÂ?niej bywaÂ?o tu wielu goÂ?ci.

Nie przypuszczaÂ?am, Â?e taki odpychajÂ?cy prostak jak O&#8217;Donnell m??gÂ? mie?? aÂ? tylu przyjaci??Â?.

WÂ?lizn??Â?am si?? do pierwszego pomieszczenia z brzegu, kt??re okazaÂ?o si?? kuchniÂ? i natÂ?ok zapach??w z korytarza przerzedziÂ? si?? znacznie. Trzy, cztery sÂ?abe nuty, plus O&#8217;Donnell i jakiÂ? m??Â?czyzna uÂ?ywajÂ?cy wyjÂ?tkowo kiepskiej wody kolo??skiej.

Szafki byÂ?y pootwierane, wysuni??te szuflady prawie wisiaÂ?y na ko??cach prowadnic. Na blacie leÂ?aÂ?a sterta Â?cierek.

MoÂ?e Pan Kolo??ski przeszukiwaÂ? dom w ramach Â?ledztwa? No, chyba Â?e O&#8217;Donnell byÂ? typem trzymajÂ?cym naczynia w nieporzÂ?dnych piramidach tylko po jednej stronie p??Â?ek, a Â?rodki czystoÂ?ci na podÂ?odze przy otwartej, ziejÂ?cej pustkÂ? szafkÂ? pod zlewem .

W nikÂ?ej poÂ?wiacie ksi??Â?yca ciemniÂ? si?? czarny proszek, pokrywajÂ?cy pÂ?aszczyzny drzwiczek i blat??w. DoszÂ?am do wniosku, Â?e to substancja, za pomocÂ? kt??rej policja wyodr??bnia odciski palc??w &#8211; telewizja jest Â?wietnym narz??dziem edukacyjnym, a w dodatku Samuel byÂ? uzaleÂ?niony od tych tasiemcowych seriali o technikach kryminalnych.

Przesun??Â?am wzrokiem po podÂ?odze, lecz nie dostrzegÂ?am niczego ciekawego. Niewykluczone, Â?e przesadziÂ?am z tym wycieraniem Â?lad??w st??p na linoleum.

Pierwszy pok??j, znajdujÂ?cy si?? naprzeciwko kuchni, byÂ? niewÂ?tpliwie sypialniÂ? O&#8217;Donnella. Osoby bywajÂ?ce w kuchni goÂ?ciÂ?y i tutaj, wÂ?Â?cznie z Panem Kolo??skim.

To pomieszczenie teÂ? ktoÂ? przeszukiwaÂ? w poÂ?piechu. ZawartoÂ??? szuflad wyrzucono na Â???Â?ko, a komod?? przewalono na bok. KaÂ?dÂ? kiesze?? spodni wywleczono na lewÂ? stron??.

ZastanawiaÂ?am si??, czy policja zostawiÂ?aby po sobie taki baÂ?agan.

Wycofawszy si?? do korytarza, ruszyÂ?am do kolejnego pokoju. Na podÂ?odze kr??lowaÂ?y trzy wywr??cone do g??ry nogami stoliki karciane. Rozbite szyby w oknie zaklejono taÂ?mÂ? policyjnÂ?. KtoÂ?, kto narobiÂ? takich szk??d, musiaÂ? by?? wÂ?ciekÂ?y i stawiaÂ?am, Â?e nie naleÂ?aÂ? do szereg??w policji.

LawirujÂ?c mi??dzy odÂ?amkami szkÂ?a, podeszÂ?am do okna. NaleÂ?aÂ?o do tych nowoczesnych, plastikowych, z podnoszonÂ? dolnÂ? cz??Â?ciÂ?. Cokolwiek w nie uderzyÂ?o, prawie wypchn??Â?o ram?? ze Â?ciany.

Jednak juÂ? wczeÂ?niej wiedziaÂ?am, Â?e sprawca dysponowaÂ? wielkÂ? siÂ?Â?. Koniec ko??c??w oderwaÂ? ofierze gÂ?ow??.

PorzuciÂ?am okno na rzecz sprawdzenia reszty pokoju. Mimo panujÂ?cego tu baÂ?aganu, w rzeczywistoÂ?ci nie byÂ?o co oglÂ?da?? &#8211; trzy stoliki, jedenaÂ?cie skÂ?adanych krzeseÂ?... SpojrzaÂ?am znowu na okno dochodzÂ?c do wniosku, Â?e jedno z nich, ciÂ?ni??te z wielkÂ? siÂ?Â?, mogÂ?oby uczyni?? takie szkody.

W kÂ?cie, pod sporym wgnieceniem w Â?cianie, leÂ?aÂ?o dziwnie znajome metalowe ustrojstwo. Przyjrzawszy si?? bliÂ?ej, odkryÂ?am, Â?e to stara frankownica. KtoÂ? z jej pomocÂ? wysyÂ?aÂ? stÂ?d masowo korespondencj??.

ZniÂ?yÂ?am nos, koncentrujÂ?c si?? na tym, co mi przekazywaÂ?. Pomieszczenie to odwiedzaÂ?o wiele os??b, wi??cej niÂ? kuchni?? czy sypialni??. Zapachy tÂ?oczyÂ?y si?? tutaj tak samo, jak w korytarzu i przy tylnym wejÂ?ciu.

Wi??kszoÂ??? dom??w posiada charakterystyczny zapach, na kt??ry skÂ?ada si?? wiele czynnik??w, na przykÂ?ad aromaty uÂ?ywanych Â?rodk??w czystoÂ?ci lub brak powyÂ?szych czy wo?? ciaÂ? mieszkajÂ?cych w nim ludzi. Ten pok??j pachniaÂ? inaczej niÂ? pozostaÂ?e. BywaÂ?o w nim &#8211; powiodÂ?am wzrokiem po krzesÂ?ach &#8211; dziesi??cioro, moÂ?e dwanaÂ?cioro os??b i to na tyle cz??sto, by zostawi?? po sobie trwaÂ?y Â?lad.

Â?wietnie, pomyÂ?laÂ?am. BiorÂ?c pod uwag?? spos??b, w jaki potraktowaÂ? mnie O&#8217;Donnell, kaÂ?dy z jego znajomk??w m??gÂ? chcie?? go zabi??. JednakÂ?e &#8211; spojrzaÂ?am zn??w na okno &#8211; wÂ?r??d goÂ?ci nie zidentyfikowaÂ?am Â?adnego nieczÂ?owieka czy innego legendarnego stworzenia, zaÂ? zwykÂ?y czÂ?owiek nie zdemolowaÂ?by w ten spos??b futryny, ani tym bardziej nie oderwaÂ?by O&#8217;Donnellowi gÂ?owy.

Mimo wszystko zapami??taÂ?am wszystkie zapachy staÂ?ych goÂ?ci.

Sko??czywszy obwÂ?chiwanie pomieszczenia, postanowiÂ?am przejÂ??? do pokoju, kt??ry zostawiÂ?am sobie na koniec z dw??ch powod??w. Po pierwsze, jeÂ?li istniaÂ?a groÂ?ba, Â?e ktoÂ? mnie zobaczy, to wÂ?aÂ?nie przez wielkie, wychodzÂ?ce na ulic?? okno salonu. Po drugie, nawet ludzki nos m??gÂ? bez trudu powiedzie??, Â?e wÂ?aÂ?nie tam zabito O&#8217;Donnella, a ja miaÂ?am serdecznie doÂ??? rzezi i odoru krwi.

MyÂ?l??, Â?e bardziej strach przed tym, co tam zastan??, skÂ?oniÂ? mnie do ponownego odwiedzenia sypialni, bo na pewno nie przeczucie, Â?e coÂ? pomin??Â?am.

Kojot, a przynajmniej ja, ma nie wi??cej niÂ? p??Â? metra w kÂ???bie. Prawdopodobnie dlatego nie spojrzaÂ?am wczeÂ?niej na wiszÂ?ce w sypialni obrazy. Na pierwszy rzut oka wydaÂ?y mi si?? plakatami. Do tego wniosku przystawaÂ? rozmiar, ksztaÂ?t, tanie czarne ramy oraz pleksi. Poza tym panowaÂ? tu wi??kszy mrok niÂ? w rozjaÂ?nionej ksi??Â?ycem kuchni. Jednak stojÂ?c w drzwiach, miaÂ?am lepszy widok na Â?ciany.

RzeczywiÂ?cie, byÂ?y to plakaty, i to wyjÂ?tkowo ciekawe jak na pracownika ochrony zatrudnionego przez ASN.

Pierwszy przedstawiaÂ? odziane w niedzielnÂ? sukieneczk?? dziecko. Dziewczynka miaÂ?a jasne, kr??cone wÂ?osy, okrÂ?gÂ?Â? buzi??, zadarty nosek i r??Â?owe usteczka. SiedziaÂ?a w ogrodzie na marmurowej Â?awce i spoglÂ?daÂ?a na trzymany w r??ku kwiat. Nad zdj??ciem widniaÂ? wytÂ?uszczony napis &#8222;StrzeÂ? dzieci&#8221;. Pod spodem, mniejszy informowaÂ? o spotkaniu inicjatywy obywatelskiej Â?wietlana PrzyszÂ?oÂ???, majÂ?cym odby?? si?? osiemnastego listopada, przed dwoma laty.

Podobnie jak Stowarzyszenie Johna Laurena, Â?wietlana PrzyszÂ?oÂ??? r??wnieÂ? gÂ?osiÂ?a hasÂ?a antynieczÂ?owiecze. Zrzeszenie to jednak byÂ?o mniejsze i osadzone w nieco innej klasie spoÂ?ecznej. CzÂ?onkowie SJL, jak Ryan, wywodzili si?? z warstw bogatej inteligencji. Poparcie finansowe zdobywali, organizujÂ?c bankiety i turnieje golfowe. Â?wietlana PrzyszÂ?oÂ??? natomiast dziaÂ?aÂ?a na bazie tradycyjnych piknik??w z namiotami, na kt??rych sympatycy bawili si??, wysÂ?uchiwali przem??wie??, po czym wrzucali pieniÂ?dze do puszczonego w obieg kapelusza.

PozostaÂ?e afisze wyglÂ?daÂ?y podobnie, r??Â?niÂ?y si?? jedynie datami. Trzy z nich zaprojektowano na zloty w Tri-Cities, jeden na spotkanie w Spokane. Plakaty skomponowano profesjonalnie i wydrukowano na bÂ?yszczÂ?cym papierze.

Szablony, domyÂ?liÂ?am si??, drukowane w siedzibie gÂ???wnej bez dat i miejsc, kt??re p??Â?niej w miar?? potrzeb nanoszono dermatografem.

Dom O&#8217;Donnella musiaÂ? by?? jednÂ? z kwater organizacji. StÂ?d maszyna do masowej wysyÂ?ki korespondencji oraz tylu przychodzÂ?cych.

ZamyÂ?lona, pow??drowaÂ?am do salonu. Ostatnio widziaÂ?am chyba zbyt wiele krwi, bo to nie ona, cho?? rozbryzgana w wielkiej iloÂ?ci i z rozmachem, byÂ?a pierwszÂ? rzeczÂ?, jaka uderzyÂ?a mnie po wejÂ?ciu.

MojÂ? uwag?? od razu przyciÂ?gn??Â?a znajoma wo??, przesÂ?czajÂ?ca si?? spod odoru krwi i Â?mierci, zupeÂ?nie niepasujÂ?ca do tego miejsca. CoÂ?, co pachniaÂ?o podobnie jak las w domu nieczÂ?owieka. Zaraz potem zdaÂ?am sobie spraw??, Â?e cokolwiek to jest, posiada ogromny Â?adunek magii.

Znalezienie Â?r??dÂ?a okazaÂ?o si?? jednak bardziej problematyczne. MiaÂ?am wraÂ?enie, jakby bawiÂ?o si?? z moim nosem w ciepÂ?o-zimno, dajÂ?c mi znaki intensywnoÂ?ciÂ? nat??Â?enia magii. Wreszcie zatrzymaÂ?am si?? przy solidnej, szarej lasce, wetkni??tej w kÂ?t za drzwiami razem z innÂ?, dÂ?uÂ?szÂ?, misternie rzeÂ?bionÂ? i pachnÂ?cÂ? zwykÂ?ym tworzywem sztucznym.

Na pierwszy rzut oka podpora niczym si?? nie wyr??Â?niaÂ?a, cho?? na pewno byÂ?a stara. Po chwili zdaÂ?am sobie spraw??, Â?e rÂ?czk?? wykonano nie ze stali, a ze srebra i Â?e widnieje na niej sÂ?abo niewidoczny grawer. Niestety, w pokoju panowaÂ? mrok, a nawet ja nie widziaÂ?am tak dobrze, Â?eby rozr??Â?ni?? szczeg??Â?y.

Przedmiot ten m??gÂ? mie?? r??wnie dobrze wymalowany fluorescencyjnÂ? farbÂ? napis &#8222;WaÂ?ny Trop&#8221;. Przez chwil?? intensywnie rozwaÂ?aÂ?am zabranie laski, ale doszÂ?am do wniosku, Â?e skoro przetrwaÂ?a rewizj?? mordercy i policji, raczej nikt jej stÂ?d nie wyniesie.

Podpor?? otulaÂ? aromat dymu drzewnego oraz tytoniu fajkowego. UznaÂ?am, Â?e O&#8217;Donnell wykradÂ? jÂ? z domu leÂ?nego nieczÂ?owieka.

Zostawiwszy lask?? w spokoju, wr??ciÂ?am do przeszukiwania reszty salonu.

WzdÂ?uÂ? Â?cian ciÂ?gn??Â?y si?? wbudowane regaÂ?y, zapeÂ?nione gÂ???wnie pÂ?ytami DVD oraz kasetami video. Jeden przeznaczono na kolorowe gazety, kt??re m??Â?czyÂ?ni czytali &#8222;dla ciekawych artykuÂ???w&#8221;, po czym spierali si?? na temat r??Â?nic mi??dzy artyzmem i pornografiÂ?. SÂ?dzÂ?c po zdj??ciach na okÂ?adkach, magazyny z dolnej p??Â?ki w og??le zarzuciÂ?y pretensje do jakiegokolwiek artyzmu.

Inny regaÂ? posiadaÂ? w dolnej cz??Â?ci drzwiczki. G??rne p??Â?ki pozostawaÂ?y prawie puste, jeÂ?li nie liczy?? kilku... kamieni. RozpoznaÂ?am sporÂ? druz?? ametystowÂ? i wyjÂ?tkowo pi??kny okaz kwarcu. O&#8217;Donnell kolekcjonowaÂ? mineraÂ?y.

Na odtwarzaczu DVD leÂ?aÂ?o otwarte pudeÂ?ko filmu &#8222;Nasz cudowny samochodzik&#8221;. Jakim cudem ktoÂ? taki jak O&#8217;Donnell m??gÂ? by?? fanem Dicka Van Dyke&#8217;a? W gÂ?owie mign??Â?a mi myÂ?l, czy O&#8217;Donnell zdÂ?Â?yÂ? przed Â?mierciÂ? obejrze?? film.

Prawdopodobnie wÂ?aÂ?nie ten moment zadumy sprawiÂ?, Â?e usÂ?yszaÂ?am skrzypienie desek podÂ?ogowych uginajÂ?cych si?? pod stopami nieÂ?yjÂ?cego mieszka??ca tego domu.

TakÂ?e inni ludzie, ci caÂ?kiem ludzcy ludzie, widujÂ? duchy. MoÂ?e nie tak cz??sto i nie w Â?wietle dnia, ale jednak. PoniewaÂ? na miejscach zbrodni w rezerwacie nie pojawiÂ?y si?? Â?adne duchy, zaÂ?oÂ?yÂ?am podÂ?wiadomie, Â?e i tu ich nie b??dzie. Nic bardziej mylnego.

Do pokoju wsnuÂ? si?? cie?? O&#8217;Donnella. Podobnie jak w przypadku wielu duch??w i on nabieraÂ? ostroÂ?ci w miar??, jak si?? na nim skupiaÂ?am. DostrzegaÂ?am szwy na niebieskich dÂ?insach, ale jego twarz stanowiÂ?a zamazanÂ? plam??.

ZaskomliÂ?am, lecz minÂ?Â? mnie, nie zaszczycajÂ?c spojrzeniem.

Tylko niewielka cz??Â??? duch??w potrafi nawiÂ?za?? kontakt z Â?yjÂ?cymi w takiej formie, jak przed Â?mierciÂ?. Nie zdawaÂ?am sobie sprawy, Â?e rozmawiam z duchami, dop??ki nie przyÂ?apaÂ?a mnie na tym mama, pytajÂ?c, do kogo m??wi??.

Inne duchy z kolei powtarzajÂ? czynnoÂ?ci, do kt??rych nawykÂ?y za Â?ycia. Czasem takÂ?e reagujÂ?, ale zwykle nie da si?? z nimi prowadzi?? dialogu. Nieopodal miejsca, gdzie si?? wychowaÂ?am, pewien duch rolnika co rano wychodziÂ?, by nakarmi?? krowy, kt??re pozdychaÂ?y p??Â? wieku wczeÂ?niej. Czasami zauwaÂ?aÂ? mnie i machaÂ? r??kÂ? lub witaÂ? skinieniem gÂ?owy, zupeÂ?nie jak czÂ?owiek pozdrawiajÂ?cy przechodnia. Kiedy jednak pr??bowaÂ?am go zagadnÂ???, nie przestawaÂ? wykonywa?? swojej pracy, jakbym dla niego nie istniaÂ?a.

TrzeciÂ? grup?? stanowiÂ? te zrodzone w tragicznych okolicznoÂ?ciach. PrzeÂ?ywajÂ? wÂ?asnÂ? Â?mier??, dop??ki caÂ?kiem nie zniknÂ?. Czasem trwa to kilka dni, w innych wypadkach mogÂ? powtarza?? scen?? nawet przez caÂ?e wieki.

O&#8217;Donnell nie widziaÂ? mnie, mimo Â?e staÂ?am przed jego nosem, nie naleÂ?aÂ? wi??c do tej pierwszej, przydatnej kategorii duch??w.

MogÂ?am jedynie obserwowa??, jak podchodzi do regaÂ?u z kamieniami i dotyka czegoÂ? na g??rnej p??Â?ce. Przedmiot stuknÂ?Â? o p??Â?k?? z pÂ?yty wi??rowej. O&#8217;Donnell staÂ? przez chwil??, caÂ?kowicie skupiony na obiekcie, muskajÂ?c go palcami.

PoczuÂ?am rozczarowanie. JeÂ?li powtarzaÂ? tylko czynnoÂ???, kt??ra wykonywaÂ? co dnia, niczego ciekawego si?? nie dowiem.

Naraz jednak drgnÂ?Â?, jakby zaalarmowany dÂ?wi??kiem, kt??rego ja nie sÂ?yszaÂ?am, po czym ruszyÂ? szybko do drzwi. UsÂ?yszaÂ?am skrzypienie zawias??w, cho?? prawdziwe skrzydÂ?o, wyraÂ?niejsze od zjawy, ani drgn??Â?o.

WyglÂ?daÂ?o na to, Â?e O&#8217;Donnell nie jest duchem &#8222;nawykowym&#8221;. UsiadÂ?am wygodniej, gotowa na oglÂ?danie sceny zab??jstwa.

Na pewno znaÂ? swojego goÂ?cia. TraktowaÂ? go ze zniecierpliwieniem, lecz po kr??tkiej rozmowie cofnÂ?Â? si??, wpuszczajÂ?c przybysza do Â?rodka. Nie widziaÂ?am tego drugiego &#8211; nie byÂ? martwy &#8211; podobnie jak nie sÂ?yszaÂ?am nic poza stukotem i skrzypieniem desek, odgÂ?osami b??dÂ?cymi echem rozgrywajÂ?cych si?? tu wydarze??.

ObserwujÂ?c zachowanie O&#8217;Donnella, domyÂ?liÂ?am si??, Â?e morderca podszedÂ? wprost do regaÂ?u. Mowa ciaÂ?a gospodarza wskazywaÂ?a na rosnÂ?cÂ? wobec przybysza wrogoÂ???. Jego pierÂ? zacz??Â?a unosi?? si?? gwaÂ?townie, uczyniÂ? teÂ? porywczy gest r??kÂ?, po czym ruszyÂ? agresywnie w stron?? intruza.

Naraz coÂ? chwyciÂ?o go za rami?? i gardÂ?o. Nieomal widziaÂ?am ksztaÂ?t dÂ?oni na bladej sk??rze O&#8217;Donnella. WyglÂ?daÂ?a na ludzkÂ?. Zanim jednak zdoÂ?aÂ?am lepiej si?? przyjrze??, atakujÂ?cy dowi??dÂ?, Â?e nie ma w nim krzty czÂ?owiecze??stwa.

Wszystko potoczyÂ?o si?? niewiarygodnie szybko. W jednej chwili O&#8217;Donnell byÂ? caÂ?y i Â?ywy, a w nast??pnej jego ciaÂ?o podrygiwaÂ?o i wiÂ?o si?? na podÂ?odze, zaÂ? gÂ?owa toczyÂ?a si?? w podskokach, lÂ?dujÂ?c tuÂ? pod moimi Â?apami. Tym razem ujrzaÂ?am twarz O&#8217;Donnella wyraÂ?nie. Oczy zachodziÂ?y mgÂ?Â?, lecz usta poruszaÂ?y si??, formujÂ?c sÂ?owo, kt??remu brakÂ?o mocy tchu. Na obliczu dominowaÂ? nie strach, a gniew, jakby ofiara nie zdÂ?Â?yÂ?a sobie uÂ?wiadomi??, co si?? staÂ?o.

Nie jestem mistrzem w czytaniu z ruchu warg, ale w tym wypadku odniosÂ?am sukces.
&#8222;Moje&#8221;.

DrÂ?aÂ?am jeszcze przez kilka minut po odejÂ?ciu zjawy O&#8217;Donnella. Nie byÂ?a to pierwsza Â?mier??, jakÂ? widziaÂ?am &#8211; morderstwo to jedna z najcz??stszych przyczyn narodzin ducha. Raz nawet sama odci??Â?am komuÂ? gÂ?ow?? &#8211; to najlepszy spos??b na zabicie wampira. Nie zrobiÂ?am tego jednak w tak brutalny spos??b, cho??by dlatego, Â?e nie miaÂ?am tyle siÂ?y, by jÂ? oderwa??.

Wreszcie otrzÂ?sn??Â?am si?? przypominajÂ?c, Â?e mam sporo do zrobienia, a w kaÂ?dej chwili ktoÂ? m??gÂ? zorientowa?? si??, Â?e po miejscu zbrodni biega sobie kojot. Przytkn??Â?am nos do dywanu ciekawa, czego mog?? si?? dowiedzie??.

Wyodr??bnienie jakiegokolwiek zapachu z przesiÂ?kni??tych krwiÂ? O&#8217;Donnella tkanin i Â?cian, okazaÂ?o si?? nie lada wyzwaniem. W rogu pokoju zÂ?owiÂ?am sÂ?aby Â?lad naleÂ?Â?cy do Wujka Mike&#8217;a, ale ulotniÂ? si?? tak szybko, Â?e mimo ponownego, dÂ?uÂ?szego obwÂ?chiwania, nie zdoÂ?aÂ?am go znowu wychwyci??. Pan Kolo??ski takÂ?e przebywaÂ? w salonie, podobnie jak gospodarz, Zee oraz Tony. Dopiero w tym momencie zdaÂ?am sobie spraw??, Â?e Tony byÂ? wÂ?r??d policjant??w dokonujÂ?cych aresztowania. KtoÂ? zwymiotowaÂ? przy drzwiach frontowych, ale Â?wiadczyÂ? o tym tylko od??r, gdyÂ? miejsce dokÂ?adnie wytarto.

Poza tym panowaÂ? tu ruch zapachowy, jak w centrum handlowym. Kr??ciÂ?o si?? zbyt wiele os??b, by cokolwiek wywnioskowa??. MogÂ?abym wyniucha?? konkretny Â?lad, ale rozr??Â?ni?? wszystkie... Raczej niemoÂ?liwe.

PoddaÂ?am si??, wracajÂ?c do kÂ?ta, gdzie wczeÂ?niej wyczuÂ?am obecnoÂ??? Wujka Mike&#8217;a. ChciaÂ?am sprawdzi??, czy uda mi si?? wychwyci?? wo?? jeszcze raz lub przynajmniej odkry??, jakim sposobem udaÂ?o mu si?? zostawi?? tak nikÂ?y trop.

Nie wiem, jak dÂ?ugo myszkowaÂ?am w tym miejscu, nim podni??sÂ?szy gÂ?ow??, ujrzaÂ?am kruka.
Obrazek

Dalhiaa

Post autor: Dalhiaa »

Kurcze... Nazwanie ich ,,Pradawnymi'' byÂ?o dziwne. NIe rozumiem po co w poÂ?owie serii zmienia?? nazwy? Niech ich wszystkich szlag trafi!

Awatar użytkownika
Anne
Żarłoczny Ghul
Posty: 781
Rejestracja: 30 paź 2009, 00:07

Post autor: Anne »

Zapewne nie b??dzie mi ta zamiana bardzo przeszkadza?? ale troch?? boli takie odejÂ?cie od tego jak byÂ?o we wczeÂ?niejszych tomach. Nieludzie jakoÂ? bardziej mi odpowiadali ale c??Â?. Trzeba bra?? jak dajÂ? a ucieka?? jak bijÂ? :mrgreen:

Poza tym zam??wiÂ?am sobie ksiÂ?Â?k?? na empik.com i dostaÂ?am mailem wczeÂ?niej rabat dzi??ki temu z 37 zÂ? zrobiÂ?o si?? tylko 25 z hakiem :mrgreen:
Nothing is true. Everything is permitted.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Ale nazwa nieludzie teÂ? zostaje. Pradawni to nazwa dodatkowa - chyba. Bo we fragmencie padajÂ? sÂ?owa - nieczÂ?owiek.

Awatar użytkownika
Anne
Żarłoczny Ghul
Posty: 781
Rejestracja: 30 paź 2009, 00:07

Post autor: Anne »

Nie czytaÂ?am tych fragment??w poniewaÂ? nie chc?? sobie psu?? zabawy:D
Poczekam aÂ? ksiÂ?Â?ka przyjdzie do sklepu i ja odbior??.
Mam nadziej??, Â?e wÂ?aÂ?nie tak b??dzie poniewaÂ? Nieludzie bardziej mi pasujÂ? do nazwy tego rodzaju stworze?? :mrgreen:
Nothing is true. Everything is permitted.

@lma

Post autor: @lma »

I nastaÂ? ten dÂ?ugo wyczekiwany dzie?? wydania trzeciej cz??Â?ci :-) AÂ? si?? wzruszyÂ?am ze szcz??Â?cia :cry:

Niestety ksiÂ?Â?k?? dorw?? prawdopodobnie po 11 listopada bo moje zam??wienie b??dzie rozwleczone w czasie :-/

Dalhiaa

Post autor: Dalhiaa »

Jejj!! Ale sie ciesze!! Nareszcie! Matko ile sie naczekaÂ?am na ten widok. Moje zam??wienie , tak jak @Imy b??dzie dopiero p??Â?niej. Ale og??lnie jest super , ze wyszÂ?o. MyÂ?laÂ?am , Â?e b??dzie dost??pne p??Â?niej. Jestem mile zaskoczona

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

ByÂ?am dzisiaj w jednej ksi??garni, ale ksiÂ?Â?ki jeszcze nie mieli. Jutro pewnie wybior?? si?? do innej - i juÂ? zacieram r??ce z radoÂ?ci Â?e wreszcie jest. Jeszcze tylko por??wnam ceny. dobrze Â?e znamy tÂ? z Empiku.

Awatar użytkownika
Mila
Nawiedzony Praktykant Grabarza
Posty: 149
Rejestracja: 12 lip 2010, 13:57

Post autor: Mila »

Ja si?? jutro wybior?? po drodze akurat musz?? iÂ??? na r??Â?aniec po podpis wi??c wstÂ?pi?? do ksi??garni. Mam nadziej??, Â?e b??dzie. JeÂ?eli nie to trzeba b??dzie zam??wi?? przez internet.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Ha, a widzieliÂ?cie jak Â?adnie na t?? okazj?? wyglÂ?da fabryczna stronka? ;-)


Obrazek

http://www.fabryka.pl/aktualnosci.php?flash=y
Ostatnio zmieniony 30 paź 2010, 13:16 przez Kometa, łącznie zmieniany 1 raz.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

pyczunia

Post autor: pyczunia »

Kometa pisze:Ha, a widzieliście jak ładnie na tą okazję wygląda fabryczna stronka? ;-)


[url=http://img163.imageshack.us/img163/55/mercyu.th.png]Obrazek[/URL]
Wow się postarali.

Ja to nie ma mocnych musiałam dziś choć na chwilę zagościć na forum i poświętować razem z wami :-) .


Też dziś byłam w księgarni i pani doinformowała mnie że jeśli to dziś wyszło to możliwe że na dniach będzie :-/
Ostatnio zmieniony 23 sie 2011, 10:06 przez pyczunia, łącznie zmieniany 1 raz.

Anthien

Post autor: Anthien »

Nareszcie, bardzo si?? ciesz??, Â?e wreszcie ukazaÂ?o si?? polskie wydanie 3 cz??Â?ci. I chociaÂ? z zam??wieniem musz?? troch?? poczeka??, to juÂ? si?? ciesz?? Â?e b??dzie sta?? na p??Â?ce i cieszy?? oczy pi??knÂ? okÂ?adkÂ? i treÂ?ciÂ? - oczywiÂ?cie :mrgreen:

Dalhiaa

Post autor: Dalhiaa »

Noo wow. Jaka zmiana. Postarali sie! Pi??knie, podoba mi sie. Alle b??dzie Â?wietnie jak jÂ? w swoje Â?apska zabior??.
I jak powiedziaÂ?a Anthien, ksiÂ?Â?eczka bedzie staÂ?a w Â?wi??tym miejscu b??dzie lÂ?niÂ?a pi??kna okÂ?adkÂ?!

ODPOWIEDZ

Wróć do „Iron Kissed”