[txt] - Szmaragdowa Tablica - Kometa

Jeśli ładnie rysujesz, twoją pasją jest pisanie opowiadań czy wierszy, lub realizujesz swoje artystyczne wizje w inny sposób, to miejsce dla ciebie! Wszelka praca twórcza dozwolona, podziel się z nami swoim talentem, a my chętnie zobaczymy i ocenimy wszystko, co zechcesz nam pokazać.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

No właśnie :-P. Coraz ładniej się to wszystko klaruje i wygląda całkiem jak coś większego :mrgreen: Jak tak dalej pójdzie, w 2011 będziesz mogła wydać :-P.
Nekromantka mi się podoba 8-) zua, perwersyjna kobieta 8-)
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 10:34 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

dorota7677 pisze:Czy masz ju? jaki? pomys? na dalsz? cz????
Tak mam. Ca?a historia mi si? ju?
wied?ma z bagna pisze: Coraz ?adniej si? to wszystko klaruje i wygl?da ca?kiem jak co? wi?kszego
prawie ca?a wyklarowa?a, a i pojawiaj? si? mgliste pomys?y jak to ci?gn?? dalej i dalej.

Mo?e i tak, ale ci?gle mam jeden zasadniczy problem. chodzi o przej?cie z cz??ci A do cz??ci B...
wied?ma z bagna pisze:Jak tak dalej pójdzie w 2011 b?dziesz mog?a wyda? .
Chcia?abym podziela? wasz optymizm :roll:
wied?ma z bagna pisze:Nekromantka mi si? podoba zua, perwersyjna kobieta
O, widz? ?e wied?ma przejrza?a Cleo xD Nawet nie wiecie jak bardzo perwersyjna jest to kobieta :mrgreen: Mam juz w g?owie fajn? scen? z ni?, tak? dosy? spektakularn?. Tylko znowu nie wiem jak g?adko do niej przej??. Ale b?dzie, nie daruj? sobie jak nie dam :D Poza tym fajnie wiedzie? ?e jaki? bohater wam si? podoba ;-)
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Kometa pisze:fajnie wiedzieć, że jakiś bohater wam się podoba
Nie tylko nekromantka :-D .Zapijaczony Adrian też mi się podoba, przynajmniej na razie... Eva cierpi na manię wielkości, ale ten jej elementalista może być smakowity 8-)
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 10:33 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

wied?ma z bagna pisze:Eva cierpi na mani? wielko?ci
Ha, a najlepsze jest to ?e prawdziwe motywy Evy nie maj? nic wspólnego z mani? wielko?ci xD
wied?ma z bagna pisze: ale ten jej elementalista mo?e byc smakowity
Dirk... Dirk te? odstanie swój w?tek ;)

Poza tym ju? dla ka?dego, nawet pobocznego bohatera mam histori?. Nie wiem czy uda mi si? je wszystkie upchn?? w tym tek?cie, ale zrobi?am wszystko ?eby ka?dy mia? co? do pokazania. To co mnie martwi w tym wszystkim to fakt ?e ka?dy ma jaki? problem ze sob? i wyjdzie na to ?e tam nie ma normalnych ludzi i ka?dy mniej lub wi?cej powinien zainwestowa? w psychiatr? xD
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Kometa pisze:tam nie ma normalnych ludzi i każdy mniej lub więcej powinien zainwestować w psychiatrę
Fajosko :-D, czuję się w swoim żywiole *obłąkańczo chichocze*
Kometa pisze:prawdziwe motywy Evy nie mają nic wspólnego z manią wielkości

Hmmmm... czyli, że dobrze ją podejrzewam o Lamberta??? Poczekamy, zobaczymy... 8-)
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 10:31 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

wied?ma z bagna pisze:Hmmmm... czyli, ?e dobrze j? podejrzewam o Lamberta??? Poczekamy, zobaczymy...
Pud?o. Ale blisko. ;-)
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

No to teraz już nie masz wyjścia i musisz napisać ciąg dalszy, bo mnie zeżre z ciekawości, a taka obgryziona do kości będę mało twórcza i mało piękna 8-) za to baaardzo upierdliwa :-P ...
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 10:29 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Matka i ksi?dz równie? ruszyli, Blondyn najwyra?niej zaczyna? im ci??y?. Pu?cili mnie i ciotk? przodem kiedy dostali?my si? wreszcie na drugie pi?tro. Matka bez s?owa wskaza?a mi pokój numer 13, który zwykle by? pusty, gdy? wi?kszo?? naszych go?ci by?a przes?dna i nie chcia?a w nim nocowa?. Tym razem by?o podobnie, cho? gdy sezon rozkr?ca? si? na dobre nikt ju? nie zaprz?ta? sobie g?owy pechowymi numerami. Liczy?o si? tylko to ?eby dosta? pokój w dogodnej lokalizacji za jakie? rozs?dne pieni?dze. Ciotka Jagoda bez s?owa wsadzi?a klucz do zamka i drzwi stan??y otworem. To by?a tak zwana dwójka, czyli pokój dwuosobowy i jak na taki przysta?o nie by? zbyt du?y. Bez ceregieli rzuci?a miecz na jedno z ?ó?ek, a spr??yny w nim wyda?y z siebie g?uchy j?k.

- My?l troch?! - zruga?a mnie moja matka. - Chcesz zarwa? to ?ó?ko?

Wzruszy?am tylko ramionami i usiad?am obok miecza, podczas gdy ona i ksi?dz uk?adali Blondyna na drugim ?ó?ku.
Generalnie nie by?abym sob? gdybym pozostawi?a to narz?dzie samo sobie, bez uprzedniego przyjrzenia si? mu. Jakby nie by?o pierwszy raz w ?yciu widzia?am podobno prawdziwy miecz. Korzystaj?c z tego, ?e reszta by?a zaj?ta t? bezwolna k?od?, chwyci?am za r?koje?? i wysun??am go z pokrowca. Gdy tylko to zrobi?am na jego g?owni rozb?ys? rz?d run, a ja poczu?am delikatne mrowienie w palcach i dziwny ?elazisty posmak na j?zyku. Troch? szczypa?o, zupe?nie jakbym poliza?a bateri?. Wci?gn??am gwa?townie powietrze, bo poczu?am si? troch? podobnie jak wtedy na deptaku, kiedy zala?a nas fala wody. Zerkn??am na swoj? lew? r?k?, gdzie szklana nimfa zostawi?a mi swoje znami?. Z niepokojem zauwa?y?am ?e dziwaczne esy-floresy tatua?u wspi??y mi si? ju? do ?okcia. Chcia?am odrzuci? miecz od siebie, ale kiedy wykona?am ruch z zaskoczeniem stwierdzi?am, ?e nie jest ju? taki ci??ki. Bezmy?lnie wyci?gn??am go ca?ego ze skórzanej pochwy i zamachn??am si? delikatnie ?eby sprawdzi? czy mi si? nie wydawa?o. Ale faktycznie, by? lekki. No mo?e lekki to okre?lenie na wyrost, ale to na pewno ju? nie by?o to ci??kie ?elastwo, które z takim trudem wnios?am na gór?. By?am w stanie go utrzyma? w jednej r?ce.

- Rzu? to! - niespodziewany ryk wystraszy? mnie niemal na ?mier? i pos?usznie pu?ci?am miecz, który r?bn? o pod?og? z g?uchym hukiem. Runy na klindze zgas?y, znikn??y, jakby ich tam nigdy nie by?o, a znami? na mojej lewej r?ce powróci?o do swoich pierwotnych rozmiarów.

Nie zd??y?am nawet zapyta? si? o co w?a?ciwie chodzi, kiedy dopad? do mnie ksi?dz, ewidentnie czym? wystraszony. Chwyci? mnie gwa?townie za praw? r?k?, t? sam? w której dopiero co trzyma?am miecz i uwa?nie j? obejrza?. Po czym os?upia?.

- Nic ci nie jest? - zapyta? z autentycznym przera?eniem i dotkn?? mojej d?oni. - Nie boli ci??

- A powinno? - uda?o mi si? wydoby? z siebie g?os. Wystraszy? mnie nie na ?arty tym krzykiem.

- Czy? ty oszala?a?! - Moja matka wkroczy?a do akcji. - Po co to dotyka?a??!

- Dita, dobrze si? czujesz? - ciotka Jagoda nachyli?a si? nade mn?, a w jej g?osie da?o si? s?ysze? trosk?.

- Odwalcie si?! - warkn??am rozz?oszczona ich idiotycznym zachowaniem i wyszarpn??am r?k? z u?cisku ksi?dza. - Nic mi nie jest i czuje si? dobrze! Sami oszaleli?cie!

- Nie dobywa si? cudzych mieczy, ty ma?a idiotko! - Matka ju? niemal piszcza?a, to podobnie jak u mnie znak, ?e by?a bardzo zdenerwowana.

- Chcia?am go tylko obejrze?, przecie? nic mu nie zrobi?am! - obrazi?am si? natychmiast. ?eby w?asna matka mnie od idiotek wyzywa?a...

- S?k w tym co on móg? zrobi? tobie – Ksi?dz jako pierwszy odzyska? równowag?, cho? dalej przygl?da? mi si? czujnie. - To magiczny przedmiot, nikt poza Adrianem nie mo?e go doby?. Je?li nie jeste? prawowitym w?a?cicielem takiej rzeczy, je?li prawowity w?a?ciciel ci jej osobi?cie nie da? lub nie powierzy?, to ka?dy magiczny przedmiot b?dzie si? broni? przed u?yciem przez obc? osob?. Powinna? mie? ju? d?o? przepalon? do ko?ci.

Z pewnym pow?tpiewaniem obejrza?am swoje obie r?ce. Oczywi?cie by?y ca?e i zdrowe. Dla ?wi?tego spokoju pokaza?am je zgromadzonemu nade mn? towarzystwu. Tylko na j?zyku zosta? mi ten dziwny posmak, ale wola?am o tym nie wspomina? przy matce, jak nic dosta?aby histerii.

- Przesadzacie – powiedzia?am dobitnie kiedy oni dalej z oznakami niedowierzania patrzyli na moje r?ce. Westchn??am ci??ko i schyli?am si? po miecz. - Zaraz wam z reszt? poka??...

- Nie! - Moja matka si? ruszy?a ?eby mnie powstrzyma?, ale ksi?dz przytrzyma? j? na miejscu.

Ja w tym czasie spokojnie podnios?am to ?elastwo z pod?ogi i umie?ci?am je z powrotem w pochwie. Owszem r?ka mnie lekko mrowi?a, a ?elazisty posmak w ustach si? nasili?, ale nic poza tym si? nie wydarzy?o. To prawda ?e czu?am si? dziwnie, jakby znowu co? w ?rodku mnie si? gotowa?o i wrza?o czekaj?c wybuchu, ale panowa?am nad tym. By?am pobudzona, ale w pe?ni kontrolowa?am swoje emocje. Znami? na r?ku znowu uros?o, ale nie wychodzi?o dalej poza ?okie?. Czu?am si? jakby ta rzecz w jaki? niepoj?ty sposób mnie do?adowywa?a, pompowa?a we mnie energi?, ale jednocze?nie robi?a to z umiarem, nie pozwalaj?c si? jej ze mnie wyla?. Z mieczem w r?ku czu?am si?... podrasowana. Silna. Pot??na.

- Pierwszy raz widz? co? takiego – stwierdzi? ksi?dz kiedy u?o?y?am miecz ju? w pochwie wzd?u? ?ó?ka. Kiedy wraca? do swojego pokrowca znowu robi? si? niewiarygodnie ci??ki, zaczyna?am podejrzewa?, ?e to ten skórzany gad?et tyle wa?y. - Z jakiego? powodu miecz nie uwa?a ci? za obc?.

Wzruszy?am ramionami, niewiele mnie obchodzi?o co sobie uwa?a ta kupa z?omu. No, oddaj?c mu sprawiedliwo??, wyj?tkowo pi?kna kupa z?omu.

Pozostawi?am ksi?dza z t? zagadk? i szybko uciek?am z pokoju, bo co chwila si? mnie dopytywa? jak ja si? czuj? i jak si? czu?am dotykaj?c miecza, a moja matka ?ypa?a na mnie tylko podejrzliwie. Z jakiego? powodu wcale nie chcia?am si? nikomu zwierza? z tego jakie doznania mi towarzyszy?y przy dotykaniu tego przedmiotu... Mo?e dlatego ?e wydawa?o mi si? to dziwnie intymnym prze?yciem, w jaki? niepoj?ty sposób wstydliwym, zupe?nie jakbym mia?a si? im zwierza? co robi?am na swojej ostatniej randce. Nie to ?ebym jak?? ostatnio mia?a.

Babcia siedzia?a w kuchni przy stole i uparcie stawia?a tarota. Ju? chcia?am jej powiedzie? ?eby mo?e jednak sobie darowa?a te bezsensowne zabawy kiedy dostrzeg?am ró?nic? mi?dzy kartami które teraz trzyma?a w r?ku, a tymi których zwyk?a u?ywa? to swoich wró?biarskich eksperymentów. Tych by?o przede wszystkim wi?cej i uk?ada?a je w zupe?nie innej kombinacji. Ich kolor tak?e by? inny.

- Co robisz? - stan??am tu? za ni? zagl?daj?c jej przez rami?.

W odpowiedzi wymrucza?a co? pod nosem i roz?o?y?a na stole cztery karty, uk?adaj?c je tak ?e ka?da z nich mog?aby by? wierzcho?kiem równoramiennego krzy?a. Chwil? na nie patrzy?a mru??c oczy z namys?em po czym w samym ?rodku po?o?y?a pi?t? kart?. I zakl??a jednym z tych niemieckich s?ówek, które lubi? u?ywa? dziadek.

- Co? nie tak? - zapyta?am patrz?c na karty z pewnym niepokojem. Na ?rodkowej karcie widnia?a posta?, która kojarzy?a mi si? z wodnikiem z horoskopów.

- Rozbita dusza – powiedzia?a wskazuj?c kart? stanowi?c? wierzcho?ek krzy?a, na której by?o co? co mog?o by od biedy udawa? kwiatek w nietypowym szaroburym kolorze. G?os babci brzmia? wznio?le i bardzo powa?nie co kontrastowa?o z tym co mówi?a. – Podzielona i okaleczona. Rz?dna zemsty, zgorzknia?a. Litowy Kwiat.

- Be?kot – odpowiedzia?am jej na to tym samym proroczym tonem.

- Pani ?mierci – babcia mówi?a dalej niezra?ona moj? uwag?, wskazuj?c na kart? po prawo z wizerunkiem kostuchy. - Pot??na i zach?anna. Niebezpieczna. - Urwa?a gwa?townie, przejecha?a palcem na kart? po lewo na której, jak Boga kocham, by?a ozdobna swastyka. - ?lepy P?omie?, nieokie?znany, nieustraszony. Nieugaszony. - Kolejna karta, tym razem ta na na dole z wizerunkiem krzaka cierni. – Pan Bólu, potrafi go zabra?, ale i ofiarowa?...

- Babciu – przerwa?am jej mocno zdegustowana - a tak po ludzku? Bez tego górnolotnego pieprzenia?

- Po ludzku! - prychn??a ura?ona – To nie prognoza pogody kochanie. Próbuje ustali? co si? dzieje z twoim bratem...

- Skoro g?upia prognoza pogody ci nie wychodzi?a to my?lisz, ?e ustalisz tym sposobem co si? sta?o z Malkolmem? - wesz?am jej w s?owo.

- Ale sama musisz przyzna?, ?e z twoj? matur? posz?o mi dobrze – przypomnia?a z dum?.

- Powiedz mi jak to jest – poprosi?am siadaj?c obok niej. - Ty si? wyg?upiasz czy naprawd? potrafisz zobaczy? przysz?o??? Nie obra? si?, ale zawsze mi si? wydawa?o ?e si? tylko bawisz tymi kartami, a teraz...

- Karty to nie zabawka – przestrzeg?a mnie powa?nie. - One zawsze mówi? prawd?, tylko nie ka?dy potrafi j? z nich odczyta?. Ja wci?? mam z tym problem, albo zadaje niew?a?ciwe pytania, ale ich moc jest wielka, nawet takiej tali któr? gra?a? w g?upi? wojn? kiedy by?a? ma?a. Pytania o pogod? czy o wyniki egzaminów s? proste, bo z?o?ono?? tych wydarze? nie jest przesadnie skomplikowana. Gorzej kiedy zmiennych jest du?o, wtedy karty pokazuj? tylko najprawdopodobniejsz? z mo?liwo?ci, ods?aniaj? tylko jedn? ?cie?k?. Mówi? co by si? wydarzy?o gdyby ci jej nie pokaza?y. A je?li ju? ci j? ujawni?y to znaczy, ?e wszystko mo?e pój?? jeszcze inaczej. Bo teraz ju? wiesz.

- Be?kot – powtórzy?am z uporem i przewróci?am oczami. - No i co za ?cie?k? teraz ci pokaza?y?

- Nie pyta?am o przysz?o?? – odpar?a i si?gn??a po kart? z wodnikiem. – Pyta?am o tera?niejszo??. W przypadku pyta? to tera?niejszo?? czy o przesz?o?? karty s? o wiele dok?adniejsze i konkretniejsze. Nie musz? szuka? ?cie?ek, opowiadaj? tylko stare historie lub daj? wizj?. Ta wizja niestety nie okre?li?a mi miejsca, ale okre?li?a mi osoby dramatu. - Da?a mi do reki kart?. - Ta karta symbolizuje Malkolma, dlatego jest w centrum, bo o niego by?o pytanie. Pozosta?e cztery mówi? o osobach, które maj? obecnie bezpo?redni wp?yw na to co si? z nim dzieje. Teraz dopiero zapytamy o przysz?o??.

Po tym stwierdzeniu kolejno roz?o?y?a jeszcze cztery ozdobne kartoniki. Jeden nad, jak to okre?li?a, Litowym Kwiatem, jedn? obok Pani ?mierci i ?lepego P?omienia i jedn? pod Panem Bólu. Zmarszczy?a brwi i znowu zacz??a od samej góry.

- To ciekawe. – Popuka?a w kartonik na którym widnia? czarny ptak. - Wygl?da na to, ?e teoria Iva ma r?ce i nogi. Raczej nie chodzi tu o wskrzeszenie Perep?uta, Litowy Kwiat mierzy w Lo??.

- I stwierdzasz to na podstawie obrazka z wron?? - zapyta?am uprzejmie.

- Krukiem – poprawi?a mnie. - A ten kruk symbolizuje jednego z Medvene. A oni z kolei reprezentuj? Lo??.

- Naci?gasz – mrukn??am.

Babcia jednak nie przejmowa?a si? moimi sceptycznymi komentarzami i spojrza?a na kart?, któr? u?o?y?a obok Pani ?mierci. Ta przedstawia?a kowala, który uderza? m?otem w roz?arzony metal.

- Rzemie?lnik – powiedzia?a z namys?em, ale w jej g?osie us?ysza?am te? trosk?. - Bardzo niedobra kombinacja...

- Dlaczego? - przyjrza?am si? kartom, ale naprawd? nie widzia?am w nich nic niepokoj?cego.

- To tylko jedna ze ?cie?ek. – Chyba mówi?a to bardziej do siebie ni? do mnie. - Ale je?li si? spotkaj? to jedno z nich umrze. A ci??ko jest zabi? kogo?, kogo karty nazywaj? Pani? ?mierci.

- Wi?c kibicujemy Rzemie?lnikowi? - zapyta?am, a ona popatrzy?a na mnie jakbym by?a g?upia i nie pojmowa?a najprostszych rzeczy. Postanowi?am wi?cej nie dr??y? tematu tego kowala i wskaza?am na krat? obok ?lepego P?omienia. - No dobrze, a to?

Na kartoniku by?a syrenka. Mia?a zielone w?osy, d?ugi, powywijany, niebieski ogon i koszmarnie szpetn? twarz.
Babcia na jej widok zmarszczy?a brwi.

- Tu wychodzi jaka? bzdura – stwierdzi?a wreszcie stanowczo.

Ku mojemu zdziwieniu do?o?y?a jeszcze jedn? kart?. Ta przedstawia?a bia?ego konia, na co babcia ca?kiem poczerwienia?a na twarzy.

- Czy ty czasem nie oszukujesz? - zapyta?am i wskaza?am na kart? z koniem. – Tak chyba nie wolno sobie dok?ada? kart, co?

- Poprosi?am o doprecyzowanie – machn??a lekcewa??co r?k?. - Tymczasem dostaj? jeszcze wi?kszy chaos.

- Ale o co chodzi? Wysz?o tu co? niedobrego?

- Nie... - zawaha?a si?. - Nie wiem. Nie rozumiem tego... Brak temu logiki, woda i ogie? powinny si? zwalcza?. Bzdury.

- Dobra, to olejmy to póki co. - Troch? mnie martwi?a ta jej zdezorientowana mina. - A ta karta?

Kolejna krata, ta pod Panem Bólu przedstawia?a rycerza w l?ni?cej zbroi, z czerwon? peleryn? na plecach, z wielkim toporem w r?kach.

- Pot?ga – powiedzia?a babcia na widok topornika. - Silna osobowo?? zmierzy si? z Panem Bólu.

- I kto wygra? - spyta?am zach?annie.

- A sk?d mam wiedzie?? - oburzy?a si?. - Tu albo zwyci??y ból albo charakter, to dwie równorz?dne si?y. Karty nie przechylaj? si? na ?adn? ze stron.

Westchn??am rozczarowana i zobaczy?am ?e babcia si?ga po jeszcze jedn? kart? do wy?o?enia, ale ewidentnie si? waha.

- Po?ó? prosz? kart? Malkolam na miejsca – powiedzia?a wreszcie, a ja pos?usznie u?o?y?am na ?rodku kart? z wodnikiem, która mi wcze?niej da?a.

Ju? bez s?owa wy?o?y?a kolejny kartonik uk?adaj?c go w poprzek na karcie oznaczaj?cej Malkolma. To co na nim by?o, przypomina?o mi najbardziej p?on?cy trójk?t.

- No nie! - zdenerwowa?a si? babcia. - Znowu to samo! Ogie? i woda!

- To dobrze czy ?le? - spyta?am w napi?ciu.

- Teoretycznie ?le. - Stara?a si? och?on?? i skupi? na zagadnieniu, ale ewidentnie j? ta kombinacja wyprowadza?a z równowagi. - Te ?ywio?y si? zwalczaj?, s? sobie przeciwstawne. Ale karty nie pokazuj? tu konfrontacji. Owszem, zagro?enie tak, ale dla obu tych si?. Podobnie jest tutaj – wskaza?a na lewe skrzyd?o krzy?a, tam gdzie od?o?y?a kart? z bia?ym koniem. - Ogie? i woda pojednane. I oba zagro?one.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Kometa,jak zwykle z niecierpliwo?ci? i przyjemno?ci? przeczyta?am nast?pny fragment. I znowu pojawia si? wi?cej pyta?. Jakie moce ma Dita i kiedy si? tego dowiemy? O co chodzi z ogniem i wod?? Co to za smak na j?zyku i jak dzia?aj? znaki na jej r?ce. Mam nadziej?, ?e chocia? na niektóre wyja?nienia nie b?dziemy d?ugo czeka?, bo zlitujesz si? nad nami.
Dzi?kuj? za lektur?.

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Znaczy, że co? Młoda zakocha się w tym słodkim elementaliście od Evy??? A Adrien wykończy nekromantkę? Czy odwrotnie?
Rozumiem, że babeczki cytrynowe wpłynęły na przyrost weny :-P . Bardzo dobre i za krótkie 8-) Nie masz w planach jakiegoś urlopu w celach poświęcenia się twórczości literackiej??? 8-)
Literówki poprawiać, czy na razie dać spokój?
WIĘCEJ, WIĘCEJ, WIĘCEJ, WIĘCEJ ....
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 00:30 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

dorota7677 pisze:Jakie moce ma Dita i kiedy si? tego dowiemy?
Nie ma si? czym podnieca? tak naprawd?. Ten numer z mieczem ma prozaiczne wyt?umaczenie i wcale nie wynika z jej zdolno?ci.
dorota7677 pisze: O co chodzi z ogniem i wod??
My?l? ?e o nic szczególnego, lubi? po prostu ten kontrast xD
dorota7677 pisze:Co to za smak na j?zyku i jak dzia?aj? znaki na jej r?ce.
Ka?dy odczuwa blisko?? magicznego przedmiotu inaczej. A ka?dy magiczny przedmiot ma jakie? w?a?ciwo?ci. W sumie mog?abym si? rozpisa? na temat tych dla miecza Adriana, ale po co mam wam psu? zabaw? odkrywania tego po trochu ;)
wied?ma z bagna pisze:M?oda zakocha si? w tym s?odkim elementali?cie od Evy?
Na lito?? bosk?, o Dirku mo?na powiedzie? du?o ró?nych rzeczy, ale na pewno nie to ?e jest s?odki xD
wied?ma z bagna pisze:A Adrien wyko?czy nekromantk?? Czy odwrotnie?
A czy pocieszy was fakt ?e jest to tajemnic? i dla mnie? Jeszcze nie zdecydowa?am kto kogo zabije, ani kto z kim wejdzie w inne kolaboracje. Wiem tylko kogo ustawi? naprzeciwko siebie. A co z tego ustawiania wyniknie... To chyba b?d? rzuca? monet? xD
wied?ma z bagna pisze:Rozumiem, ?e babeczki cytrynowe wp?yn??y na przyrost weny
Nie mieszajcie w to babeczek, jak si? oka?e ?e to jednak one, to b?de musia?a piec codziennie :-P
wied?ma z bagna pisze:Nie masz w planach jakiego? urlopu w celach po?wi?cenia si? twórczo?ci literackiej???
Wr?cz przeciwnie, wielkimi krokami zbli?a mi si? w robocie dziki zapierdol. Ju? teraz mam tyle roboty ?e wracam do domu pó??ywa, to jeszcze b?d? robi? ca?y grudzie? ??cznie z weekendami. Tylko w ?wi?ta b?d? mie? wolne. Dlatego mam taka obni?on? aktywno??, praca mnie przygniata i jak wracam do domu to nie mam ju? zwyczajnie si?y.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
wiedźma z bagna
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1298
Rejestracja: 13 sie 2010, 14:40

Post autor: wiedźma z bagna »

Kometa pisze:Na litość boską, o Dirku można powiedzieć dużo różnych rzeczy, ale na pewno nie to, że jest słodki xD
zależy co kto lubi :-P.
Ja jestem inna, grzeczni chłopcy mnie nie bawią, ale masz rację miałam to napisać w cudzysłowie 8-)
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2011, 00:28 przez wiedźma z bagna, łącznie zmieniany 1 raz.
I cóż to zmieni, gdy z młodych gniewnych, wyrosną starzy wk..wieni ???

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

W ka?dym razie Kometa, ja licz? na egzemplarz autorski z dedykacj?. Jak sko?czysz b?dziemy to wydawa?.

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Na ko?cu j?zyka mia?am par? pyta?, ale si? powstrzyma?am przed ich zadaniem. Nie chcia?am si? w ?aden sposób sugerowa? tym co pokazywa?y karty, mog?am ryzykowa? je?li chodzi o pisanie matury, ale nie kiedy chodzi o ?ycie mojego brata.
Generalnie najbli?sza by?am wierzeniu w to, ?e karty pokazuj? ró?ne rzeczy dosy? przypadkowo, a to my sami, osoby które w to wierzymy nakr?camy spiral? wydarze? tak ?eby wszystko si? dopasowa?o do karcianych czy innych przepowiedni. Zasugerowani d??ymy do takiego, a nie innego rozwi?zania, my?lami ?ci?gamy z?e b?d? dobre dla nas wydarzenia. To by?a teoria, która w miar? mie?ci?a mi si? w g?owie i z któr? mog?am si? pogodzi? na kilku poziomach. Bo na pewno nie zamierza?am przyznawa? ?e kilka kartonów sztywnego papieru mo?e wiedzie? co mnie czeka za chwil?, za miesi?c czy za rok. Pozwol? sobie s?dzi?, ?e to jednak ja kszta?tuj? rzeczywisto?? wokó? mnie i b?d?c dobrej my?li znajd? mojego barta.

Wsta?am od sto?u, a babcia pod??y?a za mn? wzrokiem. Ju? bez s?owa przesz?am do przedpokoju i za?o?y?am buty.

- A ty gdzie si? wybierasz? - zapyta?a zaniepokojona staj?c nagle nade mn? kiedy wi?za?am tenisówki. - Nigdzie nie wyjdziesz, ca?a starówka roi si? od Stra?ników i Sprz?taczy, nie wypuszcz? ci? poza barier?....

- Niech tylko spróbuj? mi czego? zabroni? – warkn??am rozdra?niona i sprawdzi?am czy mam telefon. Oczywi?cie go nie mia?am, bo zamók? mi kiedy zala?am deptak, ale g?upich odruchów pewnie nie pozb?d? si? nigdy. - A ty nie próbuj mnie zatrzymywa?.

- Dita, dzieciaku – powiedzia?a babcia z pob?a?liwym westchnieniem. - Jako ze jeste? moj? wnuczk?, córk? mojej córki, dobrze wiem ?e równie dobrze mog?abym próbowa? zatrzyma? rozp?dzon? lokomotyw?. Ale prosz? ci?, nie rób niczego pochopnie. Wiem ?e jeste? sceptyczna, ale to co pokaza?y mi karty jest bardzo niepokoj?ce.

- Ale oczywi?cie nie powiesz mi wprost co jest takie niepokoj?ce! - wybuch?am w ko?cu. - Niczego mi nigdy nie mówicie. Jak ci si? wydaje jak mam reagowa? na to co si? tu dzieje? Szczerze mówi?c jestem przyt?oczona, ale to nie pomo?e Malkolmowi je?li tu usi?d? i zaczn? p?aka?, albo zastanawia? si? jaki potwór wyskoczy mi dzisiaj z szafy, bo nagle okaza?o si? ?e dla mojej rodziny takie epizody to normalka. Tylko ?e nikt, przez osiemna?cie lat mojego ?ycia nie raczy? mi o tym wspomnie?! A teraz ty, która nie potrafi?a? wywró?y? dobrze nawet pogody, zmieniasz mi si? nagle w be?kocz?c? wró?bit? i opowiadasz o swoich niepokoj?cych wizjach, bior?c to co zobaczy?a? w kartach za pewnik! Teraz! Bo teraz nie masz innego wyj?cia, ale ?eby mnie tam nie by?o razem z Malkolmem, gdybym nie zobaczy?a tego co widzia?am, gdyby jakie? wodne co? nie narysowa?o mi tego na r?ce, dalej by?cie mnie ok?amywa?y! Wi?c nie wytykaj mi mojego sceptycyzmu, bo przez ca?e moje ?ycie na niego pracowa?y?cie!

Szcz??liwie mnie w ko?cu zatchn??o. Od razu po?a?owa?am, ?e nakrzycza?am na babci?, nie tak zamierza?am wyja?nia? spraw? trzymania mnie w niewiedzy, ale naprawd? by?am w?ciek?a za to. A t?umienie takich emocji nigdy nie by?o moj? mocn? stron?, w ko?cu musia?am wybuchn??.

- Gdyby to zale?a?o tylko ode mnie, wiedzia?aby? – odpar?a babcia cicho. - Ale nie ja jestem twoj? matk?. A twoj? matk? magia bardzo skrzywdzi?a. Najpierw odebra?a jej ojca nim zd??y?a si? nim nacieszy?. Wiedzia?a ?e umar? niepotrzebnie, ?e gdyby nie zwi?za? si? z nasz? rodzin? do?y?by s?dziwego wieku, cieszy? si? ka?d? chwil? i zrobi? wszystko to, co sobie zaplanowa?. Wiesz, powiedzia?a mi wtedy ?e nigdy nie b?dzie mie? m??a. Ani dzieci. ?e nie znios?aby tego gdyby jej dzieci musia?by przechodzi? przez to co ona teraz. Wyrzek?a si? wszystkiego co wi?za?o si? z magi? i stara?a si? ?y? jak najnormalniej. Robi?a nam awantury kiedy ja b?d? Jagoda rzuca?y?my ma?e uroki. By?a bardzo rozgoryczona, uwa?a?a ?e skoro magia skrzywdzi?a jej ojca, to my nie powinny?my si? z ni? „zadawa?”. Zmieni?a si? nie do poznania kiedy spotka?a twojego ojca. Straci?a dla niego g?ow?, w ?yciu bym nie podejrzewa?a twojej matki o taki afekt, naprawd?. By?a tak spragniona czyjej? blisko?? po latach izolowania si?, ?e by?a gotowa zrobi? wszystko, ?eby tylko móc zatrzyma? go przy sobie. Kl?twa to nie wyrok, s? przeciwzakl?cia, ochronne rytua?y, talizmany... Twoja matka sta?a si? specjalistk? od nich, wznios?a ochronny mur dla twojego ojca, zrobi?a wszystko aby przekle?stwo go nie dosi?gn??o.

- Jednak zarówno tata jak i dziadek nie ?yj?. - Spojrza?am na ni? bardzo powa?nie. Wcale nie chcia?am przerywa? tej opowie?ci, to babcia zrobi?a efektown? pauz?, a ja nie wytrzyma?am. Musia?am wiedzie?. Je?li mo?na by?o t? kl?tw? jako? powstrzyma? to czemu to si? nie uda?o?

- Je?li ju? decydujesz si? na zakl?cie ochronne i to tak zaawansowane, musisz podporz?dkowa? mu ca?e swoje ?ycie. - Babcia u?miechn??a si? blado. - Ka?dego dnia, o sta?ej godzinie, zawsze dok?adnie w tej samej kolejno?ci, ka?dy rytua? wymaga maksimum skupienia i po?wiecenia. Wystarczy zapomnie? o jakim? szczególe, spó?ni? si? o minut?, rozproszy? i ca?a twoja praca idzie na marne. Czasami nawet nie zdajesz sobie sprawy ze swojego potkni?cia dopóki nie jest za pó?no. Dla twojej matki cios by? tym wi?kszy, bo zawsze by?a tak obowi?zkowa i dok?adna. Tym wi?kszy, bo z?ama?a dane sobie s?owo i pozwoli?a sobie s?dzi?, ?e mo?e mie? normalnie funkcjonuj?c? rodzin?. Mia?a was i utraci?a cz?owiek którego tak bardzo kocha?a, by?a przekonana ?e sobie ju? nie poradzi, czu?a ?e zawiod?a i jego i swoje dzieci. Widzisz, ona wychodzi z za?o?enia ?e ju? przegra?a, ale s?dzi?a, ?e wy ci?gle mo?ecie wygra?. Dlatego tak bardzo pragn??a dla was normalno?ci, chcia?a was trzyma? od tego z daleka. Pragn??a si? dla was po?wi?ci?, ?eby?cie chocia? wy mogli ?y? szcz??liwie i beztrosko. Có?, Malkolm szybko jej si? wymkn??. Moc go odnalaz?a, nie zale?nie jak bardzo wasza matka chcia?a go ukry?. Lo?a z kolei chcia?a jej go odebra?, niemal ju? od dnia narodzin. A kiedy dorós? sam podj?? decyzj?. A ona ust?pi?a, bo chcia?a wierzy?, ?e Lo?a zapewni mu dobrobyt i bezpiecze?stwo na drodze, któr? upar? si? pod??a?... Z tob? jednak by?o inaczej. By?a? dok?adnie taka jak? pragn??a ci? mie?. G?ucha i niewra?liwa na Moc. Oboj?tna, spragniona ma?ych przyziemnych rzeczy, zachowuj?ca si? dok?adnie tak jak ka?de normalne dziecko. Wi?c skupi?a si? na tobie. Mia?a? by? najdoskonalej najzwyklejsz?, dobrze u?o?on? nastolatk?, a potem dobr? ?on? i matk?, jak? jej nigdy nie by?o dane by? we w?asnej opinii.

- Bzdura – fukn??am, nie s?dzi?am, ?e moja matka mog?aby by? a? tak g?upia. - Poza tym mnie ta ca?a kl?twa obejmuje tak samo, prawda? Nawet gdybym mia?a ambicje sta? si? kur? domow? i nia?k? do dzieci, moja rodzina rozpad?aby si? tak samo jak jej...

- Nie s?uchasz co mówi? – przerwa?a mi babcia. - Powiedzia?am, ?e ona planowa?a po?wi?ci? si? dla was. Chroni?aby twoj? rodzin?, m??czyzn? którego by? wybra?a. Odprawia?aby rytua?y za ciebie i dla ciebie. Je?li co? posz?oby nie tak, by?oby to tylko jej win?. Ty nie musia?aby? si? dr?czy? ?wiadomo?ci? ?e nie da?a? rady, ?e zgin?? bo o czym? zapomnia?a?. Ona uwa?a?a, ?e niewiedza oszcz?dzi?aby ci cierpie? i trudnych wyborów. ?e nigdy nie postawi?a by ci? przed dylematem czy pakowa? si? w jakikolwiek zwi?zek wiedz?c, ?e utracisz to co kochasz. K?óci?y?my si? o to bardzo cz?sto, bo ja sama uwa?a?am ?e wyrz?dza ci tym jeszcze wi?ksz? krzywd?. Ale by?a? tylko jej dzieckiem i nie mia?am prawa jej mówi? jak ma ci? wychowywa?. Mog?am ci tylko przemyca? troch? wiedzy, postraszy? ci? kl?tw? pó??artem, pokaza? ci runy i kart i wierzy?, ?e kiedy? zrozumiesz. Je?li ci? to pocieszy, Malkolma te? ?wierzbi? j?zyk ju? od dawna ?eby ci powiedzie?. Odk?d uda? si? na nauki do Corbina nie by?o dnia ?eby nie dzwoni? i nie suszy? g?owy waszej matce, ?e powinna pozwoli? ci si? rozwija?.

Spu?ci?am wzrok na swoje buty. Malkom chcia? mi powiedzie?. Tam przy fontannie chcia? z?ama? zakaz matki... Czy gdybym wiedzia?a od pocz?tku, czy gdyby one mnie uczy?y od ma?ego, by?abym w stanie dzi? pomóc mojemu bratu? Czy gdybym nie by?a tak koszmarnie bezradna, nieudolna, ten ?wir nie da?by rady go zabra??
I co ta moja matka sobie w?a?ciwie my?la?a? To ja kszta?tuje rzeczywisto?? wokó? mnie, powinnam mie? do diab?a prawo wybra?, tak jak Malkolm. Tylko dlatego ?e by?am mniej zdolna od niego, zamkn??a mnie pod szklanym kloszem i chcia? hodowa? jak ro?lin?, kieruj?c w któr? stron? mam rosn??. Moja irytacja si?gn??a zenitu.

Ju? bez s?owa wysz?am z domu trzaskaj?c drzwiami. Nic mnie nie obchodzi?y jej intencje, ani jej nadopieku?czo??, ani ta wy?wiechtana gadka ?e to dla mojego dobra. Sama zadecyduj? co jest dla mnie dobre. Sama zdecyduj? jak i czy w ogóle za?o?? rodzin?. O nic jej nie prosi?am, a ju? na pewno nie o to ?eby zaharowywa?a si? jak wó? ka?dego dnia, pchaj?c wszystko we mnie i nie robi?c niczego dla samej siebie...
Zatrzyma?am si? gwa?townie, bo zda?am sobie spraw? ?e p?acz?. Ogarn??o mnie irracjonalne poczucie winy. Dobrze wiedzia?am ?e to co zrobi?a moja matka ze swoim ?yciem to nie by? ani mój wymys? ani moja wina, ale mimo wszystko zap?aka?am nad jej i nad swoim losem. Przecie? wiedzia?am jaka jest, jaka odpowiedzialna i obowi?zkowa, jak bardzo pragn??a mnie dobrze i przyk?adnie wychowa?. Jak bardzo chcia?a mi odda? wszystko co mia?a. I przez te wszystkie lata by?a z tym sama. Najwyra?niej ani babcia ani ciotka Jagoda nie potrafi?y zrozumie?, ?e chcia?a mi wynagrodzi? ?mier? ojca. Bo teraz ju? wiedzia?am, ?e przez te wszystkie lata czu?a si? winna jego ?mierci. Nie bardzo potrafi?am sobie wyobrazi? o czym takim mog?a zapomnie?, ale wida? nie ona jedna. Nie wierz? ?e babcia czy ciotka Jagoda tak?e nie próbowa?y chroni? bliskich im m??czyzn, a w efekcie przecie? i oni umarli. Ale tylko matka postanowi?a siebie za to ukara?.

Co za bezdenna idiotka!

Z?o?? odesz?a równie szybko jak si? pojawi?a i sta?am tam na tej ulicy jak ofiara losu i p?aka?am jak ma?e dziecko. Powiedzia?am babci prawd? – czu?am si? przyt?oczona tym wszystkim. I w?a?nie do mnie dotar?o jak bezsilna jestem. Chcia?am ratowa? mojego brata, ale nie wiedzia?am od czego mia?abym zacz??. Mo?e gdyby mnie z nim wtedy nie by?o obroni?by si? lepiej, nie musz?c sobie zawraca? g?owy mn?. Mama musia?a czu? si? winna ju? od dawna i nie wa?ne jak rozs?dne kontrargumenty by jej si? w tej sprawie przedstawi?o. A ja nawet nie spróbowa?am jej pocieszy?, ci?gle si? tylko na ni? z?oszcz?c i szukaj?c zaczepki. Och, oczywi?cie, ?e nie mia?a racji próbuj?c tai? przede mn? rodzinne sekrety, ale mimo szczerych ch?ci nie potrafi?am jej jednak za to wini?. Je?li ju? co? sobie ubzdura?a to wo?ami by jej od tego nie odci?gn?li. A ja nie stara?am si? nigdy zrozumie? co tak naprawd? ni? kierowa?o kiedy wyrabia?a po trzy etaty, a w nielicznych wolnych chwilach pra?a sprz?ta? i gotowa?a nawet je?li nie musia?a.

To prawda ?e by?am g?ucha, oboj?tna i niewra?liwa, nie tylko na t? ca?? moc, czymkolwiek ona by?a, ale tak?e na to co dzia?o si? z najbli?sz? mi osob?.

- Hej! - zawo?a? kto? za mn?, wi?c si? odwróci?am szybko wycieraj?c ?zy z oczu. Jaki? facet szed? w moim kierunku szybkim i spr??ystym krokiem. - Co tu robisz? Nie widzisz ?e zosta?a postawiona bariera? Prosz? si? natychmiast wylegitymowa?!

Po uwa?niejszym przyjrzeniu si? mu zd?bia?am. Mia? na sobie czarny uniform z bia?ym, niedu?ym nadrukiem na lewej piersi „Sprz?tacz”, a na plecach powiewa?a ma krótka pelerynka z takim samym nadrukiem tylko, ?e du?o wi?kszym. Na g?owie za? mia? najprawdziwszy w ?wiecie cylinder, który zdj?? gdy tylko si? do mnie zbli?y?. Wsadzi? r?k? do nietypowego kapelusza, poszpera? w nim mrucz?c co? pod nosem, po czym wyj?? z niego dziwne urz?dzenie przypominaj?ce przero?ni?ta komórk?.

- Twoje nazwisko panienko? - zapyta? mnie nad?tym tonem wciskaj?c jakie? guziczki na urz?dzeniu. - Stra?nicy wydali nakaz pozostania w domu i nie szwendania si? w obr?bie zony.

- A niby komu wydali taki nakaz, paniczyku? - uderzy?am w ten sam ton co on, bo bardzo nie lubi?am takiego traktowania.

Podniós? na mnie wzrok, a w jego oczach dostrzeg?am oburzenie. Nim jednak zd??y? mi cokolwiek odpowiedzie?, us?ysza?am tu? za plecami ciche „puf” i kto? chwyci? mnie za rami?.

- Ona jest ze mn? – powiedzia? Bia?y Ch?opak do Czarnej Pelerynki. - Wracaj do pracy.

Czarna Pelerynka nasadzi? na g?ow? swój cylinder uprzednio schowawszy do niego dziwaczne urz?dzenie, wyburcza? niewyra?nie przeprosiny, po czym obróci? si? na pi?cie i obra?ony odmaszerowa? w swoj? stron?.

- Nigdy wi?cej nie pojawiaj si? przy mnie znik?d! - warkn??am gdy tylko tamten si? oddali? i wyrwa?am rami? z u?cisku ch?opaka. Nie protestowa?, od razu mnie pu?ci?. Serce mia?am w gardle, d?wi?ki jaki wyda? nim si? pojawi? zbyt bardzo kojarzy? mi si? z tym szajbusem który porwa? Malkolma. Przez jedn? straszn? sekund? my?la?am, ?e to w?a?nie on materializuje si? za moimi plecami.

- Przepraszam, nie chcia?em ci? przestraszy?. - U?miechn?? si? nieco speszony. - Wyczu?em twój smutek i pomy?la?em, ?e co? si? sta?o.

Popatrzy?am na niego zaskoczona.

- ?e co?

- Jestem empat? – wyja?ni? i uciek? spojrzeniem gdzie? w bok, wyra?nie zmieszany. - Wyczuwam ludzkie emocje. Je?li mam z kim? nawi?zan? wi??, to nawet gdy ten kto? jest bardzo daleko potrafi? poczu? je?li dzieje si? z nim co? z?ego. Dlatego pojawi?em si? przy was pierwszy, kiedy ten czarownik zaatakowa?. Wyczu?em napi?cie i strach Malkolma. No i ?atwiej mi si? teleportowa? na du?e odleg?o?ci ni? innym, dlatego mój ojciec i Ivo pojawili si? pó?niej, pomimo ?e powiadomi?em ich od razu.

- No tak, normalka – zauwa?y?am ironicznie. - Powinnam si? by?a domy?li?, mój brat zawsze mia? dziwnych kumpli...

Za?mia? si?, ale za?mia? si? tak uroczo, ?e sama nie potrafi?am si? powstrzyma? od nik?ego u?miechu. Bardzo mi si? nie podoba?y moje reakcje w jego towarzystwie. By? zbyt ?liczny i totalnie rozbrajaj?cy.

- Jeste?cie do siebie podobni – powiedzia? wreszcie. - Ty i Malkolm.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Kometa, jak mi?a niedzielna niespodzianka. I od razu rozwi?zanie przynajmniej jednej zagadki - dlaczego Dita nic nie wiedzia?a o tajemnicach rodzinnych. Poza tym czy?by zanosi?o si? na ma?e zauroczenie?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fanwork Zone”