Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

[center]Obrazek[/center]

Koralina, Neil Gaiman.

Opis wydawcy:
Koralina opowiada o pewnej młodej dziewczynie, która mieszka wraz z rodzicami w jednym z dużych mieszkań, jakie znajdują się w starym, wiktoriańskim domu. Pewnego dnia, kiedy Koralina zwiedza nowy dom, odkrywa, że jej mieszkanie ma 14 drzwi. 13 drzwi otwiera się bez problemu i prowadzi do rzeczywistych miejsc w mieszkaniu. Czternaste drzwi znajdują się w odległym kącie pracowni i są zamknięte. Drzwi prowadzą do ciemnego przejścia, a stąd do niespokojnego miejsca spowitego mgłą i zamieszkałego przez alternatywna wersję jej sąsiadów i rodziców. Ci rodzice, jej druga mama i drugi tata, chcą by została z nimi. Zapewniają ją że będzie kochana bardziej, niż w rzeczywistości, że jedzenie będzie o wiele lepsze, niż w rzeczywistym świecie. I wszystko początkowo jest lepsze aż do chwili gdy jej druga mama chce zatrzymać Koralinę na zawsze, używając do tego magii i przemocy i porywa jej prawdziwych rodziców. Koralina musi stawić czoło własnemu strachowi i uwolnić rodziców i dusze trzech martwych dzieci. Na szczęście znajduje w tym pomocnika-czarnego, mówiącego kota.

Moja opinia:
Kiedy film wszedł do kin, słyszałam, że to nie jest bajka dla dzieci, to horror w słodkiej, dziecinnej oprawie, ale nadal horror. Z ciekawości przeczytałam książkę i całkowicie się z tym mniemaniem zgadzam.

Opowieść ta jest napisana prostym językiem, językiem baśni, ale to, co już ów język przekazuje, takie nie jest. Można rzec, że zaczyna się normalnie, typowo dla bajek: mała dziewczynka znajduje dziwne drzwi w nowym domu i po przejściu przez nie ląduje w drugiej rzeczywistości, drugim świecie, gdzie jest druga matka, drugi ojciec, drugi pokój i tylko kot pozostaje tym samym, co przed drzwiami - tyle, że tutaj mówi. Tu powinny zacząć się epickie przygody dzielnej i ciekawej świata Koraliny, ale tak nie jest. Zaczyna się horror.

Druga matka okazuje się okrutna i zazdrosna, pełna chorej, obłąkanej miłości, a wszystko inne, drugie, jest jej dziełem. Dziełem, które wykorzystuje, by zatrzymać Koralinę przy sobie, bowiem ją, jak sama twierdzi, kocha. Dziełem, które jest wypaczonym odbiciem prawdziwej rzeczywistości. Dziełem pozornie przyjaznym i frapującym, a w istocie obrzydliwym i złym.

Widzę informację, że to książka dla dzieci, ale według mnie to jakaś bzdura.

Rozsypujące się trupy, gotowe dziewczynkę rozszarpać. Szczury śpiewające o śmierci. Dusze zamknięte w szklanych kulkach. Gigantyczny, lepki kokon, w którym śpi zło. Zapomniane dzieci-zmory zamknięte za lustrem. Ucięta ręka o czerwonych paznokciach, podążająca za bohaterką. Wydłubane oczy, zamiast których przyszywa się lśniące czernią guziki.

Masz małe dziecko? Czytasz mu bajki, książki? Zapamiętaj więc tę pozycję: Koralina Neila Gaimana.

I nigdy, przenigdy nie czytaj tego swej pociesze.

Trudno powiedzieć, jakie odczucia towarzyszyły mi przy lekturze. Z jednej strony lekki styl nie pozwalał się mi dostatecznie wczuć, ale z drugiej - przedstawianie wydarzenia z biegiem stron stawały się coraz bardziej niepokojące, wciąż opisywane prostymi słowami, co tylko potęgowało ten efekt. Koralina jest dzieckiem na wskroś, myśli i działa jak dziecko. Odważna i niewinna, być może dlatego tak pożądana przez drugą matkę. Zmuszona pokonać strach i przyzwyczajenia, inaczej nigdy nie odzyska swoich rodziców, a jej duszę wchłonie? pożre? druga matka. Z miłości oczywiście.

Opowieść dziecinna i przerażająca zarazem. Polecam z pełnym przekonaniem.



Kiedy skończyłam czytać, zgasiłam światło i położyłam się spać, przypomniała mi się owa ręka o czerwonych paznokciach.

Schowałam się pod kołdrę i starałam się siebie przekonać, że takie rzeczy nie istnieją.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 256
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

destrakszyn pisze:Opowieść dziecinna i przerażająca zarazem. Polecam z pełnym przekonaniem.
Lekki horrorek z morałem, chyba rzeczywiście nie dla małych dzieci ;-) Z prozy dla młodzieży, Neil Gaiman popełnił Interkosmos czy jakoś tak, pewnie i Gwiezdny Pył też jest skierowany do tej grupy wiekowej. Ja osobiście poleciłbym 2 książki które jak dla mnie należą do absolutnej czołówki fantasy : Amerykańscy Bogowie i Chłopaki Anansiego - sam nie wiem którą lubię bardziej. Moim zdaniem Neil Gaiman to jeden z tych pisarzu, który wnosi powiew nowości do gatunku, i chce przekazać czytelnikowi coś więcej oprócz ciekawej historii, ciekawych postaci itd, czy ogólniej mówiąc dobrej rozrywki. Jego powieści mają jakieś przesłanie i skłaniają do pewnych przemyśleń.
Link do fragmentów Chłopaków Anansiego jeżeli by ktoś chciał sobie poczytać jakieś fragmenty, ale uwaga, przez spoilery można sobie trochę popsuć zabawę przed czytaniem książki.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Ja osobiście ole Chłopaków Ananassiego. Amerykańscy ogowie juz tak mi się nie podobali. Ale uważam, że Gaimana mozna śmiało polecać.
Interkosmosu nie czytałam, natomiast Gwiezdny pył - tak i zgadzam się z Majstrem, że to powieść dla młodszych czytelników - ale również nie do pogardzenia przez starszych.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Obrazek

Autor: Melissa Marr
Tytuł:"Król Lata"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ilość stron: ok. 390

Opis od wydawcy:Siedemnastoletnia Aislinn widzi wróżki od urodzenia. Te potężne i groźne istoty przechadzają się niewidoczne w świecie śmiertelników. Dziewczyna przestrzega zasad gwarantujących jej bezpieczeństwo, jednak nagle okazuje się, że to nie wystarczy. Musi zmierzyć się z podstępnym, ale niestety pociągającym Królem Lata… Stawką tej ryzykownej gry będzie całe jej życie.
Intryga wróżek, miłość śmiertelników i starcie pradawnych zasad ze współczesnymi pragnieniami splatają się w tej zdumiewającej opowieści.
Pierwszy tom serii o mrocznym i zmysłowym świecie wróżek. To lektura dla tych, którzy potrafią poddać się wyobraźni.


Mój komentarz:Jedyną serią o wróżkach, która bardzo zapadła mi w pamięć i zachęciła mnie do zapoznania się z kolejnymi tomami jej cyklu była seria pióra pani Moning. Niebezpieczne i groźne wróżki, które autorka wykreowała dosłownie mnie uwiodły i przyciągnęły swym nieodpartym urokiem. Mroczny klimat tylko dopełniał dzieła, sprawiając, że książka była o wiele bardziej warta przeczytania. Mogę spokojnie powiedzieć, że „Król Lata” to wersja dla grzecznych dziewczynek, która zostawia coś po sobie i przyciąga czytelnika, ale o wiele, wiele słabiej. Świat wykreowany przez panią Marr mnie nie uwodził, lecz oczarował. Nie był mroczny, ale troszeczkę ponury. Wprowadzał w stan „Chcę wiedzieć, co będzie dalej”, lecz była to tylko łagodna wersja od „NAPISZ TO WRESZCIE!”. Pierwszy tom tej serii jest bez wątpienia godny uwagi, jednakże trzeba podkreślić, że w nim o wiele więcej subtelności wrażliwości, która bez wątpienia ma oddziaływać na bardziej podatnego czytelnika.



„Jeżeli ktoś zrobi dla ciebie coś dobrego, okaże ci przyjaźń, po prostu to zapamiętaj. Nie umniejszaj tego pustymi słowami.”
- Melissa Marr
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Obrazek
Od wydawcy (MAG) jest rok 2018. Sierżant Sue Smith z edynburskiej policji dostaje dość szczególne wezwanie. W firmie Hayek Associates, młodej spółce, która dopiero co weszła na londyńską giełdę, obrabowano bank. Jednakże forma tego rabunku wykracza nieco poza dotychczasowe doświadczenia Sue.
Główni podejrzani to banda orków-maruderów, ze wsparciem ogniowym smoka. Bank mieści się w wirtualnej rzeczywistości gry "Avalon 4", a włamanie się do niego podobno jest niemożliwe. Kiedy wieść się rozejdzie, Hayek Associates i wszystkie ich wirtualne „ekonomie” trafi szlag.
Dochodzenie wydaje się Sue bezcelowe i bezsensowne, ale im głębiej kopie, tym sprawa zatacza większe kręgi. Potężni gracze – prawdziwi i pikselowi – obserwują każdy jej ruch, a od rozwiązania tej zagadki zależy znacznie więcej niż tylko bezpieczeństwo finansowe fikcyjnych postaci jakichś graczy…

moja opinia.
Niestety, nie jest to książka dla mnie. Nie powiem, że jest zła - odwrotnie - jest naprawdę niezła, ale po prostu nie dla mnie. Ciężko mi się ja czytało i myślę, że lekko przyszła by tylko fanom informatyki i gier komputerowych.
Ale nie chcę nikogo od niej odstraszać - to po prostu ja miałam trudności podczas czytania. I nie przeszkadzała mi konstrukcja książki - tylko właśnie używany w niej slang techniczny. Widać - do fantasy dorosłam, a do książek w typie "Stan wstrzymania" - nie.
Ostatnio zmieniony 03 maja 2012, 08:30 przez Czarownica, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Obrazek

Autor: Scott Westerfeld
Tytuł: Goliat
Wydawnictwo: Rebis
premiera: kwiecień 2012r.
okładka: miękka ze skrzydełkami

Opis od wydawcy:W alternatywnej przeszłości w Europie wybuchła wojna. Mocarstwa pod przywództwem Niemiec stworzyły armię potężnych bojowych maszyn. Ich przeciwnikami są angielscy darwiniści i wyhodowane przez nich niezwykłe żywe organizmy. Konflikt się rozwija, a przeciwnicy rywalizują o wpływy w kolejnych państwach, usiłując przeciągnąć je na swoją stronę.

Lewiatan opuścił ogarnięty rewolucją Konstantynopol i skierował się na wschód, by bronić brytyjskich interesów w Azji. Jednak nad Syberią na prośbę cara załoga wykonuje szczególną misję – z centrum zdewastowanego obszaru ratuje niezwykłego naukowca. Nikola Tesla szybko oznajmia, że ma potężną broń zdolną zakończyć Wielką Wojnę. I daje pokaz jej możliwości.

Nie wiedząc, którą stronę konfliktu genialny wynalazca w końcu poprze, Alek, prawowity następca tronu Austro-Wegier, myśli o swych rodakach. Ale musi też nieść brzemię dopiero co odkrytej tajemnicy Deryn Sharp... a w zasadzie dwóch tajemnic. Od jego decyzji zależeć będzie nie tylko bieg historii, ale też przyszłość pięknego uczucia.



Ode mnie: „Goliat” bez wątpliwości jest miejscami bardzo przewidywalny, jednakże nie oznacza to, że nie wywiera gwałtownych emocji. Pisarz wytrwale dąży do końca historii, przedstawiając czytelnikowi rozwiązania poniektórych spraw. Splata wątki poboczne z głównym, tym samym troszkę upraszczając końcówkę. Zakończenie historii było całkiem łatwe do odgadnięcia już przy „Lewiatanie”. Pan Scott jednakże dodał w książce kilku bohaterów drugoplanowych, tworząc nowe, całkiem interesujące i przede wszystkim nieprzewidywalne historie. Dzięki nim nie mogłam się powstrzymać, aby nie przeczytać jeszcze „tylko jednego rozdziału”. Nie było to nowe uczucie, jednakże cały czas bardzo przyjemne.

Tak samo jak przy tomach poprzednich i tutaj znajdziemy w powieści wiele wyśmienitych ilustracji, które tylko wzbogacają wyobrażany świat o nowe szczegóły. Dzięki nim także wzrasta szybkość czytania. Sama nie zauważyłam, a już po chwili byłam w połowie książki. Chociaż „Goliat” posiada ponad czterysta stron żałuję, że moja przygoda na pokładzie Lewiatana nie była dłuższa. Z chęcią jeszcze raz przeczytałabym całą serię, ale nie po to, aby przypomnieć sobie fabułę. Wolałabym jeszcze raz, na świeżo posmakować znakomicie wykreowanego, przez pana Westerfelda, świata. Niestety takie czyny nie leżą w moich możliwościach.

Ocena: 7/10
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Kolczasty wieniec

Obrazek

Autor: Julie V. Jones
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 1999
Liczba stron: 696
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka

Opis z okładki:
Tessa McCamfrey przypadkowo odkrywa porzucony łup włamywaczy. Wśród sterty bezwartościowych dokumentów i fotografii znajduje się złoty pierścień, który przenosi ją do innego, pełnego niebezpieczeństw świata. Tu z opresji ratuje ją najemnik, Ravis z Burano, który odtąd będzie jej przewodnikiem w krainie, gdzie magiczne, tworzone przez nielicznych skrybów iluminacje i ornamenty mają wpływ na życie i śmierć wielu ludzi. Czy pierścień, ukształtowany na podobieństwo Kolczastego Wieńca, królewskiej korony, którą nosić może tylko jeden człowiek - okrutny Izgard z Garizonu - zdoła rozproszyć wizje zła, które z niej emanują? Czy wiedza Tessy na temat starych wzorów i miniatur przełamie potęgę szalejącej śmierci?

Moja opinia:
Na rynku fantazy wiele jest książek o tym jak ludzie z naszego świata w tajemniczych okolicznościach przenoszą się do innego. Fabuła kolczastego wieńca opiera się właśnie na takim założeniu. Bohaterka trafia do świata, w który znajduje się w rozwoju na etapie średniowiecza. Właściwie to nie ma w nim magii, chociaż niektórzy poprzez malowanie skomplikowanych obrazów potrafią przyzwać demony, odnaleźć osobę czy zmienić bieg wydarzeń. O tym jednak wiedzą tylko niektórzy. W książce panuje fatalizm. Do dnia, w którym rozpoczyna się akcja, losami bohaterów w obu światach ktoś kierował. I to przez 21 lat, kreśląc iluminacje. Teraz jednak wszystko zależy od nich samych. Fabuła nie jest ani zła ani dobra, po prostu przeciętna. Jedynie bohaterowie jako tako przyciągają uwagę, chodź pobudki jakie nimi kierują nie są do końca jasne. Np. Tessa nie stara się znaleźć drogi powrotnej, chodź jej umiejętności wskazują na to, że mogłaby. Nawet się nad tym nie zastanawia. Jest dla niej oczywiste, że zostanie w tym świecie. Jej początki w nowym miejscu też są zbyt proste. Zbyt łatwo wszystko akceptuje, nie ma rozterek. Na jej miejscu bym miała. Może wynika to z faktu, iż w tym świecie nie cierpi na pewne zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu. Nawet jedna jej myśl nie dotyczy powrotu. To samo Ravis, najemnik. Słysząc kobietę wzywająca pomocy biegnie na pomoc, podczas gdy wszyscy inni odwracają głowy. Nie dość, że jej pomaga to się ją jeszcze cały czas opiekuje. Dziwne zachowanie jak na człowieka będącego najemnikiem. Ponadto nie wypytuje ją skąd się wzięła, dlaczego nic nie wie o ich świecie. To samo dotyczy też innych postaci. Ich zachowanie nie do końca są życiowe, a fabuła ma wiele braków. Tempo akcji też jest raczej ślimacze przez co książkę czyta się raczej wolno.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

A właśnie czytałam o tej Sile trucizny już całkiem sporo dobrych opinii, więc jak mnie najdzie chętka na młodzieżówkę, to zerknę :)

Obrazek

Tytuł: Piękna ujarzmia bestię
Autor: Eloisa James


Opis: Reputacja Linnet Thryne legła w gruzach. Jedynym ratunkiem przed skandalem i nieuchronnym potępieniem londyńskich salonów jest małżeństwo. Rodzina postanawia wydać skompromitowaną dziewczynę za hrabiego Yelvertona. Problem w tym, że hrabia jest szorstki, nieprzystępny i obdarzony gwałtownym temperamentem. I tylko kobieta wyjątkowa, piękna jak słońce i księżyc, mogłaby ujarzmić jego serce...

Moja opinia: Jak zwykle opis jest kiczowaty i w ogóle nie oddaje treści zawartej w książce. Ujmijmy to w takim razie w inny sposób. Tak, drodzy państwo, jest to mini recenzja romansidła :-D

Wobraźcie sobie skompromitowaną pannę, to się zgadza, obdarzoną świetnym poczuciem humoru, w czym miała swój udział jej rozwiązła matka, oraz uroczo pokręconą rodzinkę, która postanawia wydać ją za gburowatego hrabiego i samotnika. Dziewczę, a jakże, wyrusza na spotkanie z przyszłym małżonkiem zdecydowana doprowadzić go do ołtarza. Ale szybko zmienia zdanie. Trudno bowiem obstawać przy tym postanowieniu, jeśli oblubieniec to nie kto inny, jak młodsza, przystojniejsza oraz bardziej męska wersja Dr. House'a! Lekarz, chodzący o lasce i piekielnie wredny dziad. I na dodatek posiada własnego Wilsona w postaci kuzyna! A pannica? Okazuje się, że i ona ma swoje małe sztuczki, którymi potrafi zmanipulować towarzystwo, a nawet jeśli hrabia się na nie nie nabiera, to przecież nie może przejść obojętnie i bez podziwu dla jej inteligencji, silnej woli oraz ciętych ripost.

Jasne, jest to romans, wszystkie elementy są na miejscu, ale muszę przyznać, że bawiłam się przy nim wybornie :-D Autorka ma genialne poczucie humoru i potrafi powołać takich bohaterów do życia, że z miejsca się ich lubi. Dodajmy do tego bardzo zgrabnie opisane uczucie przyciągania między główną parą, pełne docinek dialogi oraz niegorsze sceny intymne i voila! Mamy książkę, romans historyczny, godny polecenia oraz zapewniający odprężenie i odstresowanie.

Czegóż więcej trzeba :mrgreen:
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

No proszę :-P
Jedynym romansem, przy którym mogę powiedzieć, że naprawdę mi się spodobał, jest "Niewola" autorstwa Julie Garwood.

Obrazek

Tytuł: Niewola
Autor: Julie Garwood

Opis: Misterna przeplatanka fascynujących intryg, upajającej zemsty i miłości jaka zdarza się raz na sto lat.
Madelyne, siostra okrutnego barona Laddona, kierowana poczuciem sprawiedliwości i honoru, ratuje życie barona Duncana, skazanego przez jej brata na niechybną śmierć,
Decydując się na ten zuchwały czyn, dziewczyna boi się nie tylko brata, lecz - przede wszystkim - człowieka, którego zamierza uwolnić; mówi się o nim bowiem, że nie jest mężczyzną, jak każdy inny.
I oto Madelyne, chcąc nie chcąc, będzie się mogła przekonać na własnej skórze, na ile zasłyszane historie pokrywają się z prawdą.


Ode mnie: Jak napisałam wcześniej, jest to jedyna książka z gatunku romans, którą mogę z czystym sumieniem polecić. Może dlatego, że po powieści tego typu sięgam bardzo rzadko? Książka spodobała mi się dlatego, że autorka bardzo się "rozpisała", że tak powiem. Mam na myśli fakt, iż większość romansów kręci się tylko wokół jednego wątku, a pisarka nie poświęca zbyt dużo czasu na resztę, czyli na przykład bohaterów, opisy itp. Bardzo mnie to denerwuje. W "Niewoli" pani Julia serwuje czytelnikowi wiele barwnych postaci, których nie da się nie polubić. Oprócz tego dokłada kilka intryg, tajemnic i dużą dawkę humoru.

Książka niestety jest dostępna tylko w bibliotekach oraz w sieci. Szkoda. Gdyby tylko była okazja, zakupiłabym ją, co bardzo dużo świadczy o powieści, ponieważ lubię, gdy na mojej półeczce stoją tylko perełki.

Ocena: 8/10
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Autor: S. Andrew Swann

Wilczy miot

Obrazek

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 384
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wymiary: 12.5 x 19.5 cm

Opis z okładki

Pełna akcji książka, w której wątki historyczne mieszają się z fantastycznymi, tworząc porywającą opowieść o magii, walce i odkupieniu.
Trzynastowieczne Prusy. Krzyżacy bezwzględnie nawracają pogan. Mnichów wspomaga w tym zbożnym dziele oddział wilkołaków. Perfekcyjnie wyszkoleni, bezwarunkowo posłuszni i nadludzko skuteczni, stanowią doskonałe narzędzie w rękach zakonników. Kiedy więc jedna z tego potwornego oddziału, Lilia, postanawia zerwać z krwawą przeszłością, zakon zaczyna tropić ją jak dzikie zwierzę.

Wilczy amulet

Obrazek

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 382
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Prószyński Media
Wymiary: 12.5 x 19.5 cm

Opis z okładki

Od wydarzeń opisywanych w ,,Wilczym miocie" mija sto lat. Żelazna pięść Zakonu Krzyżackiego niestrudzenie miażdży karki wrogów Kościoła. Mnisi stracili jednak najpotężniejszych sojuszników. Dotychczas posłuszne wilkołaki wybrały wolność, ściągając na siebie gniew dawnych panów. Śladem buntowników ruszają okrutni łowcy - wolfjegrzy.

Przyjazd Zakonników do polskiej fortecy burzy spokojne życie pracującej tam Marii. Dziewczyna nosi na szyi podarowany jej przez ojca amulet - srebrny krzyżyk, mający chronić ją przed Diabłem. Nie powiedziano jej jednak, że bestia kryje się w niej samej.

Moja opinia

Obie książki próbują odpowiedzieć na odwieczne pytanie – Kto jest dobry a kto zły? Co lub kto o tym decyduje? Czy można być złym lub dobrym z racji urodzenia, wychowania, wykształcenia, przynależności do grupy. Autor nie odpowiada na te pytanie lecz przedstawia nam historie różnego rodzaju bohaterów, którzy sami osądzają i sami są sądzeni. Nie każdy potwór jest potworem i nie każdy człowiek człowiekiem. Jedną wadą tej książki jest wątek romantyczny. Po prostu tu nie pasuje. Fabułą osadzona jest w XIII i XIV wieku na terenie dzisiejszej Polski (na byłych ziemiach Księstwa Mazowieckiego i Prus). Głównymi bohaterami są rycerze Zakonu Krzyżackiego, Niemcy, Prusowie i „potwory”. Moja opinia będzie krótka, dlatego, że warsztat pisarski autora pozostawia wiele do życzenia. Pomysł na książkę, fabuła fajne, ale reszta jest niedopracowana.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Tytuł: Mark of the Demon
Autor: Diana Rowland
Cykl: Kara Gillian
Tom: 1
Data wydania: 2009

Opis: When Homicide Detective Kara Gillian finds traces of arcane power on a body, she quickly realizes that this is no ordinary murder. The serial killer known as the Symbol Man is a nightmare that Beaulac, Louisiana thought had ended three years ago, but now he's back for an encore and leaving every indication on the flesh of his victims that he is well-versed in demonic lore.

However, Kara is a Summoner of Demons, and may be the only cop on the city's small force who can stop the killer. Able to see and interact with a world most people can't, Kara must draw on her skills as a police officer and master of the arcane to stop the Symbol Man from killing again and possibly summoning something even she can't control.

But with a demonic lord of unearthly beauty and power haunting her dreams, and a handsome yet disapproving FBI agent dogging her waking footsteps, she may be in way over her head....


Moja opinia: Zaczęło się naprawdę ciekawie. Wezwanie demona, przypadkowe wtargnięcia złodzieja i pewne konsekwencje z tego wynikające. Bohaterka też do rzeczy, nie żadna superwoman, która jeszcze przed 30-stką zdążyła poznać życie oraz swój zawód wzdłuż i wszeż, o nie. Kara dostaje awans i dopiero zaczyna swoją karierę w Wydziale Zabójstw. Później się nieco schrzaniło, a dokładnie od wezwania Demonicznego Lorda, sprawy zaczęły się toczyć w kierunku zwykłego paranormal romance z amantem-demonem w roli głównej oraz nieporadną, ale pyskatą panią policjant.

Na szczęście tendencja ta szybko się odwraca. W całej książce wątku romantycznego jest niewiele. Demoniczny Lord to żaden amancik, tylko prawdziwy manipulacyjny drań, który miły to jest do czasu kiedy czegoś potrzebuje, ale w mgnieniu oka potrafi Ci przypomnieć, kim jest tak naprawdę.

Podobała mi się główna intryga związana z morderstwami. Sporo było zwykłej policyjnej procedury, co nadawało całości wrażenie pewnej realności. Kara wielokrotnie udowadnia, że może i jest nowicjuszem, ale ma niezły instynkt, jest inteligentna i potrafi rozmawiać z ludźmi dzięki doświadczeniom w patrolówce. Na końcu wszystko ładnie składa się w całość i co mi się podobało, to to, że kilka rzeczy naprawdę mnie zaskoczyły. Choć myślę, że wszystko jeszcze przede mną.

Jedyny minus, jak dla mnie, jest związany z właśnie procedurą policyjną. Dużo było o rozmowach ze świadkami, sekcjach zwłok, ale jakoś mi umknęły informacje o wynikach badań toksykologicznych czy też jakichś środowiskowych, włókien itp. Ofiary miały na sobie obrażenia, których nie dokonała ludzka ręka, a nie kojarzę żadnej próby określenia narzędzia, którym się ta osoba posługiwała. Inna sprawa, że mogło mi to zwyczajnie umknąć.

Polubiłam Karę za takie totalnie przyziemne myśli i obawy typu, czy inni w wydziale ją zaakceptują, albo co zrobić, żeby jej nie zgnoili, ale też nie przesadzić. Największą sympatię wzbudziła we mnie, kiedy w chwili poważnego zagrożenia gdzieś w połowie książki... błagała o życie :) Tak, tak, dobrze czytacie. Brzmiało realnie, Kara nie była głupio twarda, tylko zwyczajnie przerażona. Czasem odpysknie, pokaże, że stać ją również na bycie twardą, ale przed rozmową z szefem trzęsą jej się nogi. Wiecie, o wszystkim świadczą szczegóły, które tworząc całość przemówiły do mnie.

Kolejny plus to cały paranormalny aspekt, rytuały oraz założenia odnośnie wzywania demonów, koncepcja świata ludzkiego oraz demonicznego wymiaru. Ciekawe, ciekawe.

Mimo że po angielsku, to czytało się dość lekko. Autorka sięga po różne synonimy i nie powtarza się strasznie co drugie zdanie, a przynajmniej ja tego nie odczułam.

Oczywiście polecam i już czekam z niecierpliwością na wysyłkę drugiego tomu :)
Ostatnio zmieniony 02 sie 2012, 15:12 przez Oksa, łącznie zmieniany 1 raz.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Czytałam kilka miesięcy temu, ale skoro nikt mi krzywdy nie zrobił, że jeszcze nic na temat tej książki nie napisałam, to zrobię to teraz :-D
Obrazek

tłumaczenie: Robert Waliś
tytuł oryginału: Deathless
seria/cykl wydawniczy: Uczta Wyobraźni
wydawnictwo: Mag
data wydania: marzec 2012
ISBN: 978-83-7480-240-6
liczba stron: 288
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski
typ: papier

Opis wydawcy: Kościej Nieśmiertelny odgrywa w rosyjskim folklorze tę samą rolę, co diabły i wiedźmy w zachodnioeuropejskiej kulturze: groźnej i złej postaci, negatywnego bohatera niezliczonych opowieści przekazywanych ustnie i pisemnie przez pokolenia. Ale jeszcze nigdy nie oglądaliśmy Kościeja oczami Catherynne Valente, która unowocześnia i przemienia dawną legendę, przenosząc akcję do współczesnych czasów i umieszczając ją na tle najistotniejszych wydarzeń w dwudziestowiecznej historii Rosji.
Mimo to, „Nieśmiertelny” nie jest nudną książką historyczną;płonie żywym ogniem, zapoznając nas z losami młodej Marii Moriewny, która ze sprytnego dziecka rewolucji zmienia się w piękną oblubienicę Kościeja, by w końcu doprowadzić go do zguby. Po drodze spotykamy stalinowskie domowe elfy, uczestniczymy w czarodziejskich wyprawach, poznajemy liczne tajemnice oraz kulisy biurokracji, pożądania i władzy. „Nieśmiertelny” to zderzenie historii magicznej z prawdziwą, rewolucji z mitologią i miłości ze śmiercią, które w oszałamiający sposób tchnie nowe życie w rosyjskie mity.

Ode mnie:
Catherynne Valente ma już na swoim koncie kilka znamienitych powieści, które bez wątpienia rozsławiają jej nazwisko. Ja z prozą tej pani spotkałam się dopiero przy lekturze „Nieśmiertelnego”. Szok był największym uczuciem, którego doświadczyłam. Już od pierwszych rozdziałów, każde słowo działało na mnie, jak na żeglarzy syreni śpiew. Autorka zniewalała mnie nawet pospolitym znakiem interpunkcyjnym. W okowach zachwytu, syciłam oczy każdą literką. Na tle dwudziestowiecznej Rosji, pisarka snuła opowieść o baśniowych stworzeniach, świecie fantastycznym, łączącym się z tym realnym oraz o zdarzeniach, które przeszły przez fantazyjną kalkę, tworzącą nowy obraz folklorowych podań.

Bohaterowie przedstawieni w książce są swoistym majstersztykiem. Autorka jako podstawę charakterów, podstawiła ich mitologiczne odzwierciedlenie. Na szczęście nie porzuciła postaci na tym etapie, dodając im więcej różnorodnych cech, typów zachowań czy, nawet, wyróżniającego ich światopoglądu. W ten sposób każdy bohater z osobna stał się bardziej ludzki, a co za tym idzie, i rzeczywisty. Tak więc Kościej to nie tylko postrach i zło, ale także uwodziciel i inteligentny podróżnik, który wiele widział w swoim życiu. Sądzę, że najbardziej dynamiczną postacią była tutaj Maria. Najpierw główna bohaterka wodziła czytelnika za nos, stała troszkę z tyłu, a jednak miała niemały wpływ na wydarzenia. Później sytuacja się zmieniła i dziewczyna, a może raczej już młoda kobieta, przyćmiła swoją osobą wszystkie postaci.

Nieszablonowość wątków i akcja, która brnie do przodu stałym rytmem, ale jednak cały czas nie jest do przewidzenia, to dwa aspekty powieści, które niewątpliwie zapisały się na ogromny plus. Co przyjęłam z niemałym zdziwieniem, fakt wprowadzenia przez autorkę tak wielkiej gamy postaci nie męczył mnie, nie powodował kłopotów przy czytaniu. Ich różnorodność i niejednokrotnie także tajemniczość, budziła we mnie odzew dzikiej fascynacji i ciekawości.

Za tło powieści posłużyły czasy socjalistyczne, które charakteryzowały się wielkimi przemianami, nie tylko politycznymi, ale także i społecznymi. Najbardziej intrygującym zjawiskiem, zachodzącym w książce, jest przejście tych zmian do świata fantastycznego, często nie widocznego dla zwykłego człowieka. W ten sposób Car Życia i Car Śmierci prowadzą krwawą walkę, skrzaty są, wręcz zachwycone ideą Partii, a Jaga posiada tytuł Przewodniczącej. Pani Valente sprawiła, że nie raz podczas lektury książki, zachłysnęłam się stworzonym przez autorkę światem.

„Nieśmiertelny” to książka wyjątkowa. Byłoby wielkim eufemizmem, gdybym stwierdziła, że powieść jest dopracowana. Utwór pani Valente potrafi zachwycać na wielu płaszczyznach. Stworzonym światem, bohaterami, akcją czy też wydarzeniami, które do bólu potrafią przypominać z życia wzięte sytuacje. Autorka oczarowała mnie poetyckim stylem, urzekła baśniową stroną książki oraz zachwyciła bohaterami, którzy pobudzali do życia wokół nich wykreowany świat. Postacie jednocześnie stanowiły centrum powieści, jak i były jej dopełnieniem. „Nieśmiertelnego” polecam wyjadaczom fantastyki, ponieważ sądzę, że tylko oni będą naprawdę potrafili docenić tę pozycję. Niedługo sięgnę też po inne dzieła tej pisarki. Byłabym dziewczyną o małym ilorazie inteligencji, gdybym tego nie zrobiła.
Ostatnio zmieniony 07 sty 2013, 17:01 przez Blair, łącznie zmieniany 1 raz.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Tytuł: Kobieta w czerni
Autor: Susan Hill

Liczba stron: 224

Opis: Spowity mgłą i tajemnicą Dom na Węgorzowych Moczarach góruje nad omiatanymi przez morskie wichry bagnami, odcięty od świata i niedostępny, gdy fale przypływu pochłoną Ławicę Dziewięciu Topielców – jedyną drogę, jaka łączy go z lądem.

Arthur Kipps, młody notariusz z Londynu, przyjeżdża na pogrzeb samotnej właścicielki domu, by uporządkować pozostawione przez zmarłą papiery. Nie wie jeszcze, co wydarzyło się przed laty w domu i na otaczających go bagnach. Nie wie, kim jest kobieta w czarnej sukni, która ukazuje mu się z oddali. Lecz wkrótce odkryje przerażający sekret Domu na Węgorzowych Moczarach i pojmie, jak straszliwą zapowiedzią jest pojawienie się kobiety w czerni…


Moja opinia: To nie jest typ horroru, do jakiego przyzwyczajają nas współcześni autorzy. Przeglądając opinie często można zauważyć zarzuty w postaci wtórności fabuły, braku oryginalności i "przegadania" książki w myślach przez głównego bohatera. Obecnie natykamy się na takie rzeczy w horrorach, że prosta oraz niezbyt wymyślna intryga "Kobiety w czerni" może rozczarowywać. Tym bardziej, że akcja rozwija się powoli i tak samo się zachowuje już do końca. Nawet ja, tchórz jeśli chodzi o wszelkie sceny unoszące włoski na ciele ze strachu, byłam średnio przestraszona, i to może z raz czy dwa.

A jednak jestem tą powieścią oczarowana.

Główny bohater żyje w czasach, w których człowiek wykształcony traktuje zarówno opowieści o duchach, jak i legendy oraz podania prostego ludu z uczuciem politowania. Jego umysł nie jest tak otwarty, jak choćby przeciętnego czytelnika fantastyki oraz fana kina fantastycznego.

To, co mnie ujęło w tej książce, to studium ludzkiego umysłu i zachowania w obliczu strachu. Opisy nie są makabryczne, a historia nie jest krwawa, lecz przepełniona smutkiem, stratą i nieuchronnością ludzkiego losu w obliczu paranormalnych wydarzeń. Jak Arthur poradzi sobie z upiorami, w które absolutnie nie chciał uwierzyć? A przede wszystkim, co w tym czasie dzieje się w jego umyśle i decyduje o jego kolejnych zamierzeniach?

Przeszłość zawsze w końcu nas dogania, nawet jeśli wyjdziemy z najgorszego bagna bez szwanku, wypali to znak w naszym umyśle i nie pozwoli o sobie zapomnieć do końca naszych dni.

Polecam, ale z ostrzeżeniem, ponieważ taki typ powieści grozy nie przypadnie do gustu osobom nastawionym na bardzo silnie oddziałujące na wyobraźnię straszące sceny ;-)
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 256
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

Blair pisze:Pani Catherynne jest Amerykanką, a o bajce, opowiadającej o Kościeju Nieśmiertelnym, usłyszała od męża. Nie ma co się łudzić – bardzo dobrze widać, że tej książki nie napisała rodzima tym podaniom, pisarka. Autorka nie boi się tworzyć własnych reinterpretacji. Wprowadza w tą historię powiew świeżości, a przede wszystkim dobrego smaku. Pani Valente rzeźbiła w tych mitach, ugniatała, zmieniała i modyfikowała. W końcu, otrzymała efekt końcowy, który po prostu rzuca na kolana. „Nieśmiertelny” jest prawdziwą Ucztą Wyobraźni, a każdy kto twierdzi inaczej… zwyczajnie się myli. Albo zazdrości.
Czytając Nieśmiertelnego, miałem wrażenie, że to powieść napisana przez kogoś z rosyjską duszą - czyli inaczej niż ty. Będę dosyć obcesowy i krótko powiem, że najbardziej urzekło mnie przenikanie się świata baśni i rewolucji. Autorka wspaniale je zmieszała, pokazując ich liczne podobieństwa, np okrucieństwo i bezwględność. Niestety, muszę się zgodzić, że nie jest to książka dla każdego, wymaga pewnego skupienia i najlepiej przeczytać ją za 1 podejściem, czego u mnie niestety zabrakło. Wychodzenie i ponowne wchodzenie w klimatu baśni nie sprzyja tej lekturze. Na pewno sięgnę po inne książki tej pani, bo jej twórczość jest niecodzienna i oryginalna. Fajna odmiana jak myślisz, że czytałeś już wszystko ;-)
Kolejna dobra książka z serii Uczty Wyobraźni.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Saga o Rubieżach. Tom 1
Autor: Liliana Bodoc

Liczba stron: 728
Tytuł oryginału: Los días del Venado oraz Los días de la Sombra
Data wydania: 16.08.2012
Format: 125mm x 195mm
ISBN: 978-83-7839-267-5
Cena detaliczna: 48,00 zł

Opis:
Najlepsze fantasy napisane w języku hiszpańskim nareszcie w Polsce!

„Saga o Rubieżach. Tom 1” to dwie powieści: „Dni Jelenia” oraz „Dni Pomroki", które przenoszą czytelnika na Żyzne Ziemie. Mieszkańcy tej krainy od dawna czekali na przybycie zapowiedzianych przez gwiazdy okrętów. Magowie nie potrafili jednak odczytać, czy przybysze to bracia, którzy setki lat temu odpłynęli na stary kontynent i teraz powracają, czy też wrogowie pragnący zawładnąć nową ziemią? Nie mieli pojęcia o potwornej grozie, jaką zgotują im najeźdźcy.

Na podbój Żyznych Ziem wojska wysłał potężny Misáianes, wcielenie nienawiści. Mieszkańcy kontynentu będą z nim walczyć na wszelkie sposoby. Ludzie pokoju staną się wojownikami, wojownicy – bohaterami. Nie wszyscy jednak. Niektórzy wybierają sojusz z wrogiem, przekonani, że jedynym sposobem na przeżycie jest wstąpienie w szeregi najeźdźców. Czas pokaże, kto z nich ma rację.

Komentarz:
Potężna książka – ponad siedemset stron, a mimo to czytało się ją wyjątkowo szybko. Praktycznie leciało się przez strony. Jednak na koniec już powoli trafiał mnie szlag. „Saga o Rubieżach” nieustannie przypominała mi bajkę dla dzieci – poczynając od świata, który może istnieć tylko dzięki woli autora, w innym przypadku byłby całkowicie nierealny, przez bohaterów będących wyłącznie narzędziami akcji, urzeźbionych na potrzeby chwili, jednak bez głębszych cech nadających realności, po narrację przypominającą tę z bajek, streszczającą co drastyczniejsze (i tak po prawdzie ciekawsze dla żądnego krwi Czytelnika) wydarzenia w kilku zdaniach, akcentującą rozmowy, a także wyprzedzającą wydarzenia. Że nie wspomnę już o miłościach od pierwszego wejrzenia, które są możliwe tylko w bajkach. Pod koniec byłam już tym porządnie wymęczona. Nienawidzę nieścisłości i błędów, a tu było ich sporo. Bohaterowie byli kompletnymi kretynami, właśnie przez tę „bajkowość” oraz prawdopodobnie przez fakt, że byli narzędziami. Ich dialogi, ich czyny to wszystko było tak naiwne, ale w tym wszystkim niewinne, że aż opadałam z sił – jak można się wkurzać na coś, co ma swój urok? Nie mniej nie lubię bajania w typie tego przedstawionego w „Sadze…”.
Książka jest zbyt niewinna i zbyt delikatna jak na mój gust. Fakt, były sceny batalistyczne, jednak zostały one opisane bardzo szczątkowo – spokojnie można nazwać te fragmenty streszczeniami. Zastanawiam się też, czy autorka ma jakiekolwiek pojęcie o strategii, ponieważ moim zdaniem niewiele (zwłaszcza w pierwszym tomie), czy może tak właśnie stworzyła ten świat, gdzie normalnym jest niewystawianie wart, niewypuszczanie zwiadowców, niemal żadne obserwowanie ruchów wroga. Było tez sporo rzeczy, których nie zrozumiałam, nie ogarnęłam – przez sposób opisania lub moje rozkojarzenie.
Nie przepadam za przepowiedniami, tym bardziej w takim wydaniu – „przybyli wieki temu zapowiadając, że zostaniemy napadnięci bla bla bla”. Nie podobał mi się również pomysł czytania bieżących wydarzeń z gwiazd. Jestem osobą, która potrzebuje logiki, a tam jej nie widziałam – niebo jest cały czas to samo, nie zmienia się pod wpływem wydarzeń na Ziemi, a także nie mówi, tak jak nie mówią drzewa i zwierzęta (a co zostało wykorzystane bez panią Bodoc).
Narracja trzecioosobowa pozwalała zapoznać się z różnymi punktami widzenia, wydarzeniami i miejscami, w tym wejść za linię wroga. I w sumie dobrze, że autorka wybrała ten typ narracji, ponieważ zabrała się za przerzedzanie szeregów bohaterów, co mogłoby być utrudnione gdyby byli narratorami. Cóż, nie wiadomo kogo przy następnej okazji sprzątnie autorka, co dodaje trochę zaskoczenia, gdy już to się stanie. Może nie wiele, ale jako że wygląda to jak bajka dla dzieci, efekt jest wzmocniony – mili ludzie w bajkach rzadko umierają.
Autorka ewidentnie zainspirowała się rzeczywistym światem. Nawet nie chodzi o mapę, na której Żyzne Ziemie są bardzo podobne do Ameryk. Bardziej chodzi o to, że ze są Stare Ziemie (patrz Europa) oraz Żyzne Ziemie (ach, te Amerykańce). Oczywiście wiadomo – zło jest w Europie, ekhem, znaczy się na Starych Ziemiach trzymanych żelazną ręką przez tyrana, gdzie ludność robi wszystko na akord i nie ma imion. Nie wiem dlaczego, ale atak skojarzył mi się z najazdami konkwistadorów…
Na okładce Rubieży znajduje się cytat „Kto wie, czy to nie najlepsze epickie dzieło fantasy napisane w języku hiszpańskim”. Czy jest to prawda? Chyba lepiej będzie, jeśli każdy odpowie we własnym zakresie. Jest to zdecydowanie pozycja, która niektórych zachwyci, niektórych jednak znudzi. Mnie się mimo wszystko podobało, chociaż nie raz trafiał mnie szlag, a gdy już skończyłam, poczułam ulgę.

A i jeszcze coś. Tym razem zagadka. Jak głosi opis wydawcy „Saga o Rubieżach” Liliany Bodoc, składa się z dwóch powieści – „Dni Jelenia” oraz „Dni Pomroki”, zastanawiam się więc, dlaczego książka opisana jest jako tom 1, skoro są w niej dwa tomy – czyżby pomyłkowy bonus? Ciekawe, jak Prószyński nazwie część trzecią – „Dni Ognia” – bo chyba nie tom 2?

Plus jeszcze ciekawy cytat... "Cucub głęboko wdychał zapach końskiego łajna, bo żaden inny nie dawał mu tyle siły."

destrakszyn: Każdy ma jakieś fetysze. :-P (Choć na taki jedyną słuszną reakcją jest to: O.o).

Sophie: Moja reakcja była taka sama. Podobnie zdarzyło się, gdy jeden z bohaterów wsadził sobie do ust warkocz swej lubej...
Ostatnio zmieniony 01 sty 1970, 01:00 przez Sophie, łącznie zmieniany 1 raz.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”