Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek

Tytuł: Hyperversum
Autor: Cecilia Randall

Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: 2011
Stron: 770

Opis: Rodzice ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację...
Sześcioro przyjaciół: Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl, wskutek tajemniczej burzy przenosi się poprzez zaawansowaną technologicznie grę RPG do XIII-wiecznej Francji. Droga.. powrotna wydaje się zamknięta na zawsze, zatem muszą szybko nauczyć się, jak przetrwać w średniowiecznym świecie. Tymczasem udaje im się przede wszystkim zyskać nowych wrogów - już drugiego dnia trafiają do więzienia, schwytani przez znanego z okrucieństwa angielskiego szeryfa Jerome'a Derangale'a znanego jako Sans-pitié... A to dopiero początek przygody. Ian, najstarszy z całej grupy, musi przyjąć na siebie rolę opiekuna swoich towarzyszy. Czy jednak uda mu się ustrzec przyjaciół przed niebezpieczeństwami, które na nich czyhają, skoro sam wplątał się w intrygę na najwyższym szczeblu?
Oszałamiający świat średniowiecznych turniejów, pościgi i pojedynki na miecze, polowania, dworski przepych, spisek zdrajców korony i niemożliwa miłość... teraz możesz przeżyć to naprawdę.

Komentarz: Spodziewałam się czegoś interesującego i takie było "Hyperversum" (choć dostrzegłam to dopiero na koniec). "Hyperversum" miejscami było do bólu przewidywalne, ale i tak ciekawe. Bardzo podobało mi się zakończenie - takie, jak przewidywałam, lecz w bardziej gwałtowne i ciekawsze oraz dające interesujący wstęp do kolejnej części, którą mam nadzieję przeczytać. W trakcie lektury "Hyperversum" cały czas gdzieś tam z tyłu głowy zastanawiałam się, co będzie dalej, a objętość treści trochę mnie przerastała i to nie pozwalało mi się skupić. Dopiero gdy skończyłam, zobaczyłam jaka ta książka jest dobra.

Ocena: 7/10
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Pierwszy tom cyklu Anioł

Obrazek

Tytuł: Anioł
Autor: L.A. Weatherly
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania : 2011

Opis wydawcy : Fantastyczno-przygodowa powieść o miłości, przeznaczeniu i ofierze. Siedemnastoletnia Willow, w szkole uważana za dziwaczkę, jest... jasnowidzem! Potrafi zajrzeć w przyszłość innych, zna ich marzenia i słabe punkty - wystarczy, że ich dotknie. Willow nie wie, że jest aniołem i że to bardzo niebezpieczne dla ludzi, bo anioły wcale nie są dobre ani łaskawe. Tymczasem rok starszy Aleks, członek elitarnej grupy Zabójców Aniołów, dostaje specjalne zadanie: ma zlikwidować Willow. Nieoczekiwanie oboje zaczynają się sobie podobać, co ściąga na nich wielkie kłopoty...

Moja recenzja: Główną bohaterką jest Willow - "prawie" zwykła nastolatka. Pozostaj tylko mały szkopuł, że dziewczyna potrafi za pomocą dotyku przewidzieć przyszłość każdego człowieka. Mało tego, zamiast jak każda blondynka o pięknych oczach, nie lata w te i we wte z pomponami, a naprawia samochody. Ludzie mijając ją szepczą "dziwaczka", ale i tak nie przeszkadza im to w odwiedzaniu jej, aby dowiedzieć się co skrywa ich przyszłe życie. Wszystko toczy się jednostajnym rytmem dopóki do Willow nie przychodzi jej znajoma ze szkoły. Piękna i inteligentna dziewczyna, która została oświecona przez Anioła...

Czy istoty, które nas nawracają, nadają bieg życiu, mogą nas wykorzystywać?
Czy coś pięknego może być zarówno mroczne ?

Willow przepowiada przyszłość dziewczynie, ponieważ uważa, że posiada swój dar, aby pomagać ludziom. Dzięki niemu dowiaduje się, że na świecie istnieją rzeczy gorsze od śmierci. Wpada w wir kłamstw i przestępstw. Chcąc powstrzymać zło, dowiaduje się, że sama nim jest...

W niektórych streszczeniach książki można przeczytać, iż pani Weatherly na nowo stworzyła postać Anioła. W pewnym sensie jest w tym sporo racji. Po raz pierwszy spotykam się w gatunku fantastycznym tak diametralnie zmenioną charakterystykę postaci. Jest to bardzo fascynująca sytuacja, chociaż nie powinno mnie to dziwić.

Autorka w dość praktyczny sposób szkicuje nam obraz sytuacji, więc nie gubimy się w szczegółach. Chciałam przeczytać tę książkę już od pewnego czasu, ale nie miałam możliwości. Przez cały ten czas wyobrażałam sobie bohaterów, ich poglądy, charakter oraz stworzoną fabułę. Doszło do tego, że stworzyłam sobie swój obraz, który zarówno na szczęście jak i niestety nie pokrywał się z rzeczywistością. Pisarka miło mnie zaskoczyła. Początek był dość marny, ale akcja rozkręcała się z rozdziału na rozdział i w pewnym momencie z zapartym tchem śledziłam opisy losów bohaterów.

Oczywiście nie obyło się bez wątku miłosnego, który bardzo dobrze został wtłoczony do całości. Książka została napisana z myślą o młodzieży to też dla dobra naszych umysłów, autorka nie gmatwała nas "pikantnymi" scenami. Jednakże nie można powiedzieć, że sytuacja miłosna przeszła gdzieś bokiem - O nie ! Chociaż to nie miłosne perypetie Romea i Julii, które można znaleść teraz w prawie każdej książce, związek bohaterów opierał się na wzajemnym zaufaniu, poznaniu i zrozumieniu, co bardzo mnie ucieszyło. Wymienione emocje i uczucia budowały się z biegiem fabuły i zostały wspaniale opisane.

Podsumowując - nie było tutaj ani za dużo ani za mało. Na pewno będę wyczekiwała kolejnej części. Mam nadzieję, że napięcie będzie wzrastać, a nie maleć.

Moja ocena ; 8/10



Pierwszy tom serii "Płonący Stos"

Obrazek

Tytuł: Płonący Stos
Autor:Cate Tiernan
Wydawnictwo: Amber
Data wydania : 2011

Opis wydawcy;

Ja jestem nią.
Ona jest mną.
Jesteśmy czarownicami.
Dlaczego zostałyśmy rozdzielone?
Dlaczego teraz się spotkałyśmy?
I dlaczego obie kochamy tego jednego…
Thais
Nienawidzę Nowego Orleanu. Nienawidzę mojej nowej opiekunki, która pojawiła się znikąd, kiedy zginął mój tata. Nienawidzę całego mojego nowego życia i tego, że muszę zaczynać ostatnią klasę liceum w nowej szkole. Jakbym stała na krawędzi klifu i coś przerażającego miało mnie popchnąć w dół, w jakiś nieznany świat. Co tam znajdę? Siebie? A jeśli coś gorszego – prawdę o mojej przeszłości?
Clio
Dziś w szkole spotkałam drugą mnie. Mnie z innym imieniem, ale jednak mnie – z moimi czarnymi włosami, zielonymi oczami i identycznym znamieniem na policzku.
Jedna z tych historii o bliźniętach rozdzielonych po urodzeniu? O nie - prawda jest o wiele bardziej niesamowita, o wiele bardziej mroczna. A jej poszukiwanie połączy nas magią i krwią, i podzieli uczuciem do tego samego chłopaka...


Moja recenzja ; Autorka "Ukochanego Nieśmiertelnego" tym razem wprowadza nas w świat magii pod innym imieniem. Na porządku dziennym żyją czarownice, tworzące kręgi - rodziny. W tym społeczeństwie żyją dwie dziewczyny - bliźniaczki. Żadna nie wie, że ma siostrę.


Jedna wychowana przez babcię, zna tajniki magii od podstaw. Gdy zaczęła raczkować potrafiła obyć się bez różdżki. Druga żyła z ojcem, twardo na ziemi. Trzymała się reguł życia i książek. Obydwie wyglądają jak matka ...
Gdy ojciec Thais umiera, dziewczyna musi zamieszkać z zwariowaną kobietą, której wcześniej na oczy nie widziała. Mało tego przychodząc do szkoły, wszyscy zwracają się do niej Clio, czy to przypadek, czy przeznaczenie?

Teraz obie będą musiały stanąć na przeciw problemom, które się zrodzą. Poznać klątwe, która należy do bliźniaczek z ich rodu od pokoleń. Będą wystawione na próbę już przy małej nici porozumienia. Pojawi się chłopak. On jeden ich dwie. Miłość, żal, zdrada. Czy więzy, których nie rozumieją, będę pomocne?


Nic ich nie łączy oprócz krwi i magii. Dzieli wszystko.


Czasem miewałam uczucie, że gdy pominę połowę książki i tak będę wiedziała o co chodzi. W jednym egzemplarzu mieszczą się dwie części, ale obydwie ciągną się niemiłosiernie. Miałam wiele chwil, kiedy po prostu chciałam trzasnąć książką i więcej jej nie otwierać. Końcówka nie tłumaczy nam zbyt wiele. Jedynym czym jest to furtką na następną księgę, która niewątpliwie wyjdzie. Na mój gust autorka wprowadza zbyt wielki zamęt. Czytelnik dostaje pod nos w tym samym rozdziale kilka problemów, a przez następne piętnaście główni bohaterowie muszą się z nimi zmagać, żeby na końcu okazało się, że prawie wszystkie ich starania spełzają na niczym.


Autorka nie zagłębia się za bardzo w historię magii i inne stworzenia nadnaturalne, więc nawet nie wiemy czy takowe istnieją. Dopiero po chwili można się zorientować, że czarownica ma przypisany do sienie żywioł, przedmiot i tylko pani Tiernan wie co jeszcze. Po co to? Dla polepszenia "zasięgu" ? Dla szpanu ? Nie rozgryzłam tego.


O ile Thais jest osobą pogodną i inteligentną, tak Clio wkurza mnie od samego początku. Stwarza problemy, stawia siebie w najlepszym świetle, wszystko czego chce musi być jej. Nagle z biegiem czasu następuje przemiany i "polepsza się". Wątki z C. czytało mi się bardzo topornie. Były to raczej rzeczy w stylu "Co ja dziś na siebie włożę?" i "Och... Ach ... jak pięknie wyglądam w lustrze !".


Thais jest moim zdaniem zbyt cicha i nie, nie będzie raczej niczego rwać. Jeśli wiecie o czym myślę. Fragmenty poświęcone jej osobie były wzbogacone o coś więcej niż tylko o nią samą, ale to nie wystarczało. Autorka wymodelowała ją na zakonnicę, dziewczynę, która nie jest świadoma swoich walorów i nie potrafi postępować z chłopcami ani nikim innym. To było .... nudne.


Podsumowując, książka mogłaby być o wiele ciekawsza, gdyby była tylko jedna dziewczyna, ale o dwóch różnych osobowościach.

Nie jestem pewna czy sięgnę do następnej części, choć bezdyskusyjnie seria "Płonącego Stosu" jest o wiele lepsza od "Ukochanego Nieśmiertelnego". Nie chcę wam mieszać w głowach - to temat na inną recenzję. Niestety muszę się zebrać w sobie, żeby takową napisać, a chwilowo nie mam czasu.

Moja ocena ; 2/10
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Obrazek

Tytuł: Los powtórzony
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Wydawnictwo: Pruszyński i spółka
Data wydania : 2004


Opis wydawcy;

Ludzki los to nie tylko prosta suma wydarzeń w życiu człowieka. To przede wszystkim zapis stanów emocjonalnych - buntu wobec przeznaczenia, pogodzenia się z losem, rozpaczy wobec nieuchronności tego, co przed nami, ale także walki, aby się nie poddać. Ukazując galerię losów współczesnych Polaków, Janusz Wiśniewski stara się przedstawić i uzasadnić ich postawy wobec spraw najważniejszych: miłości, rodziny, cierpienia, nadziei, wierności, pożądania, uczciwości, przyjaźni, honoru i śmierci. Z typową dla siebie wrażliwością snuje niezwykłą historię dwojga ludzi, która tym razem jest opowieścią o poświęceniu i jego granicach w obliczu wyboru między miłością i samotnością. Tworząc współczesną sagę rodzinną, Wiśniewski pozostaje wierny znanej z "[email protected]ści w Sieci" fascynacji wiedzą i mądrością - podgląda i analizuje świat z różnych perspektyw w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze jego zdaniem pytanie: Jak dobrze przeżyć raz dane nam życie?

Recenzje innych, z którymi się zgadzam

Książki Janusza L. Wiśniewskiego może dziełami literatury nie są, ale na pewno są równie, a może nawet bardziej cenne niż niejedno dzieło geniuszu literackiego. Wiśniewski nigdy nie uważał się za wybitnego pisarza - zawsze podkreślał, że pisze "do szuflady", aby przelać na papier to, co mu podpowiada serce. I trzeba przyznać, że ma niezwykły dar opisywania emocji - zarówno z punktu widzenia laika, jak i naukowca. Uwielbiam jego sposób pisania, atmosferę, jaką tworzą słowa, ułożone w te wszystkie zdania; sprawiają one, że wchodzimy w świat jego powieści niczym Alicja wkraczająca w świat po drugiej stronie lustra i przeżywamy wszystko wraz z bohaterami, aby za parę następnych stron poznać naturę emocji "od kuchni" - przez charakterystyczne dla autora naukowe wstawki. Książki Wiśniewskiego to nie gadanie o niczym, ale rozważania na temat tego, co w życiu najważniejsze oraz hołd składany mądrości - zarówno tej stricte naukowej, jak i mądrości życiowej, tej najważniejszej. Czytelnicy, którzy po fenomenalnej "Samotności w sieci" spodziewali się kolejnej mieszanki wybuchowej tym razem mogą być lekko zawiedzeni. "Los powtórzony" to książka napisana z nieco mniejszym rozmachem, choć w pełni zasługuje na miano godnego następcy "Samotności...". W "Losie powtórzonym" spotykamy innych bohaterów, żyjących w innych realiach i zmagających się z innymi dramatami. Jako ciekawostkę mogę zdradzić fakt, iż pojawiają się drobne nawiązania do "Samotności..", co zapewne ucieszy fanów tej powieści. Wiśniewski w żadnym wypadku nie powiela jednak scenariusza historii o Jakubie, jak twierdzą niektórzy. Wszystkie dzieła pisarza są jego "dziećmi", więc nie sposób nie zauważyć podobieństw między nimi. To chyba zrozumiałe. Dla antyfanów sentymentalnych rozważań "Los powtórzony" będzie po prostu kolejnym gniotem, natomiast ludzie wrażliwi, którzy nie wstydzą się tego, co ludzkie i poszukują sensu egzystencji, uznają tę książkę za bardzo cenną. Jeśli pokochałeś "[email protected]ść w sieci", pokochasz również "Los powtórzony".

Link do innych recenzji:
http://merlin.pl/Los-powtorzony_Janusz- ... 77838.html

Moja ocena: 10/10
Ostatnio zmieniony 04 wrz 2011, 18:21 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 2 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Czarownica pisze:Na Twoja odpowiedzialność Sophie :-)
Dobrze. :-) I tak wiem, że Ci się spodoba. Tobie podoba się wszystko. :-P

****

Obrazek

Tytuł: Piękni i Martwi
Autor: Yvonne Woon

Tytuł oryginalny: Dead Beautiful
Wydawca: Amber
Data premiery: 2010-10-21
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Ewa Skórska

Opis:
[center]Niesamowita love story o niebezpiecznym uczuciu, za które można zapłacić życiem...
Nie czują nic poza jednym: potrzebą odnalezienia własnej duszy…
Są piękniejsi, doskonalsi, silniejsi. Nie muszą spać, jeść ani pić. Muszą tylko jedno: odnaleźć własną duszę. Wtedy wrócą do życia. Ale za straszliwą cenę…[/center]
Po tajemniczej śmierci rodziców siedemnastoletnia Renee zostaje wysłana do szkoły na drugim końcu Ameryki. W Akademii Gottfrieda wykłada się filozofię, historię zapomnianych cywilizacji i łacinę – martwy język. W łacinie najlepszy jest zagadkowy i piękny Dante. Od pierwszej chwili Renee wie, że są sobie przeznaczeni. Czemu więc Dante boi się ją pocałować?
Akademia Gottfrieda ma też inne tajemnice. Powoli Renee odkrywa mroczną historię szkoły i z przerażającą jasnością uświadamia sobie najstraszliwszą prawdę: jej ukochany może się stać jej zabójcą...

"Piękni i martwi" to debiut młodej amerykańskiej autorki Yvonne Woon, studentki Uniwersytetu Columbia. Romantyczna, wypełniona sekretami i grozą opowieść w 2011 roku znajdzie kontynuację w tomie drugim.

Komentarz:
"Piękni i martwi" - już sam tytuł odstręcza, prawdaż? Temat Akademii dla elit z niezwykłymi predyspozycjami, pozwolę sobie zacytować Destrukcję ( ;-) ), jest oklepany jak tyłek barmanki w kusej sukience. Tu spotykamy się z Akademią Gottfielda, czyli (a jakże by inaczej) tajemniczej, elitarnej szkole z rygorystycznymi zasadami. A`propo zasad, karą za nią jest wysłanie do dyrektorki, bez żadnych innych konsekwencji (nawet w sprawach za które rzekomo uczeń powinien zostać ze szkoły wydalony).
Książka ta mogłaby być całkiem niezła, gdyby autorka bardziej się postarała, bo pomysł sam w sobie dość ciekawy. Początek był całkiem udany. Bohaterowie nie grzeszyli inteligencją, ale nie ma się czego innego spodziewać po osobach w tym wieku (tak, wiem ile mam lat :-P ). Autorka w tym fragmencie starała się trzymać rzeczywistości i nie robiła z uczniów inteligentów, a to się chwali. Pisząc „początek” mam na myśli „do strony 97” na której to pojawia się zdanie, które rozpoczyna drogę tej książki po równi pochyłej, aż do żenującej klęski. Mianowicie chodzi o „Wiedziałam, że już nic nie będzie takie samo”. Swoją drogą, powinno się zakazać go używać. Od tego momentu jest już tylko gorzej i gorzej.
Nie można też zapomnieć, że bohaterka jest podobno wiedziona chęcią odkrycia jak i dlaczego zginęli jej rodzice, lecz później całkowicie przestaje o tym myśleć. Tak jakby ten powód przestał mieć znaczenie. Odniosłam wrażenie, że autorka tak skupiła się na brnięciu w wydarzenia, że zapomniała dlaczegóż to jej bohaterka w ogóle tam jest. Tak właściwie to pani Woon na siłę pchała swoich bohaterów w akcję. Nikt normalny, a nawet nienormalny, nie postępowałby tak jak to zostało opisane. Autorka na siłę ogłupia Renee. Dziewczyna raz wydaje się całkiem inteligentna (głównie na początku ma coś w sobie i nie jest mądrą inaczej lalą), ale za chwilę robi coś całkowicie głupiego i skrajnie lekkomyślnego lub zastanawia się nad kompletnie nieważnymi faktami albo też skupia na sprawach które zainteresowałyby tylko pustawą laleczkę. Właściwie Renee w niektórych momentach wydawała mi się tak niemożliwie płaska, pusta i głupia, że zastanawiałam się czy w jej czaszce nie hula wiatr.
Autorka jest też niekonsekwentna w wydarzeniach (na szczęście nie rzuca się to zbytnio w oczy). W dodatku książka od początku do końca przewidywalna. A jej podobieństwo do Zmierzchu aż bije po oczach.
Może teraz coś o zaletach? No cóż… Przyjemny styl, dzięki któremu miło się czyta. I to chyba na tyle.
[spoiler] Jeśli chodzi o zakończenie… WTF? Mamy rozumieć, że ona oddała mu swą duszę, by on zaraz zmarnował jej poświęcenie i się zabił. Autorka chyba starała się, żeby to zostało uznane za romantyczne. W moim odczuciu – nieskończenie głupie. Jeśli chciała go zabić mogła nie wymyślać tej całej hecy z poświęceniem, a wtedy książka zyskała by coś nie coś dobrego.
Poza tym, czy tylko mnie się wydaje czy ta dziewucha nawet nie pomyślała że Dante jest od niej dwa razy starszy? Wydaje mi się, że dla szesnastolatki takie coś byłoby dość ważne. Zważywszy na to nad jakimi głupotami się zastanawiała wcześniej i później.
Jeszcze wspomnę, że cały ten spisek był mocno naciągany. Zakopanie Nathaniela, zemsta Brandona za „prawie-zabójstwo” siostry… A „walka” dwójki non mortuus i to co do tego doprowadziło – kto w to by uwierzył? [/spoiler]
Podsumowując, kolejny typowo amberowy wyrób, który ma za zadanie ogłupić czytelnika. Jeśli ktoś nie życzy sobie zostać odmóżdżonym niech trzyma się od tej pozycji z daleka.

Ocena: 4/10
Ostatnio zmieniony 10 lis 2011, 19:35 przez Sophie, łącznie zmieniany 2 razy.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Ha, wcale nie wszystko mi się podoba. Tylko różne książki czytam. A po tę o której napisałaś - nawet nie sięgnę. Nawet na bezrybiu pewnych rzeczy nie zrobię. I szczerze - nie czytuję tego typu książek ( no, prawie nigdy ;-) )

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1469
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Podziwiam Cię Sophie, że przy "Pięknych i Martwych" wogóle doszłaś do końca. :-? Mi się to udało z wielkim trudem, że aż pod koniec sama sobie zaczęłam bić brawa XD

Podzwiam autorkę. Naprawdę. Trzeba mieć masę samozaparcia, żeby doprowadzić coś takiego do końca ...

Historia jest banalna, a postacie - do niczego. Właściwie nic mi się w tej książce nie spodobało, a koniec pokazał mi, że zawsze może być gorzej.
Boję się jednego, a mianowicie: Jak będzie wyglądać kontynuacja? :-/
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: 13 Anioł


Obrazek

Opis: Tych 12 dni wstrząśnie miastem, bo 13. anioł ma iście szatański plan. Dzień 1. Sądziłem, że aniołowie mają skrzydła. Dzień 2. Przesłuchaj płytę i zniszcz. Dzień 3. Nemuel zapowiadał: w Getteim zakwitną wiosenne kwiaty, które zwiędną, nim nadejdzie wieczór. Dzień 5, 6 i 6 kolejnych to walka o miasto – pod anielskimi skrzydłami - skazane na zagładę. Ratują je: milioner bankrut, który naprawdę żyje dopiero wtedy, gdy próbuje się zabić, prywatny detektyw ze złamanym sercem, kobieta uwięziona w ciele dziecka, cyniczna gwiazda srebrnego ekranu. W tej książce, i ludzie, i anioły, radzą sobie jak mogą...

Moja opinia: Książka szła mi dość opornie i sama w zasadzie nie do końca wiem czemu. Fabuła jest naprawdę dopracowana i oryginalna, postacie nieszablonowe i trudne do zaklasyfikowania jako zdecydowanie pozytywni czy negatywni - mój ulubiony sposób kreacji postaci. Milioner bankrut - Meric, na którego barki spada odpowiedzialność, żeby przekazać mieszkańcom Getteim informację, by uciekli z miasta i się ratowali wkurzał mnie chyba najbardziej ze wszystkich postaci. Był mdły, taki układny i beznadziejny w swojej chęci, żeby zniknąć z tego świata i nie kalać go już swoim istnieniem. Ze wszystkich osób najbardziej polubiłam szorstkiego Nataniela Andresa, prywatnego detektywa, szukającego Joela, oraz Indil - cyniczną elfkę i gwiazdę filmową. Aelis, czyli 23-letnia dziewczyna w ciele mniej więcej dwunastolatki też jest ciekawą postacią, ale od połowy książki zaczęła mnie strasznie irytować, więc raczej nie należy do moich ulubieńców.

Akcja płynie niespiesznie, "13 anioł" w pewnym sensie przypomina jedną z tych książek o prywatnych detektywach w momencie ich najtrudniejszej sprawy, dużo szukania poszlak, przemyśleń, zadawania pytań i prób odnalezienia właściwych osób do uzyskania odpowiedzi. Tu jednak mamy do czynienia z tak dziwnymi sytuacjami i niepasującymi do siebie poszlakami, że dopóki bohaterowi sami nie zaczęli dochodzić do sedna zagadki, ja nijak nie mogłam się jej domyślić. Co z pewnością jest plusem tej książki.

Od ostatnich jakiś 100 stron już nie da się oderwać, bo człowiek chciałby już w końcu dowiedzieć się jak się to wszystko skończy, a czy będzie to zakończenie dobre czy złe, to już nie ma pewności - kolejny plus. Getteim znajdowało się coraz bliżej zagłady i w końcu czytelnik miał okazję odczuć atmosferę miasta, którego mieszkańcy powoli albo bardzo szybko zaczęli już tracić nadzieję na ocalenie. Jak dla mnie zakończenie było akurat zdecydowanie niejednoznaczne. Coś za coś, powiedziałabym, mając je określić jednym zdaniem.

Może to przez tę wolniejszą akcję; przyznaję, że po powrocie z pracy byłam nie raz trochę śnięta, więc taka zbyt rozwlekła lektura mogła mnie zwyczajnie nużyć. Może też przez to akcja wydawała mi się znacznie wolniejsza niż była. Pomijając jednak to wszystko polecam tę książkę, bo naprawdę było to coś innego i pozbawionego schematów.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Obrazek

Tytuł: Anielscy obrońcy
Autor: Mary Stanton
Wydawnictwo Replika
Ilość stron:288

Opis wydawcy: Każdy skazany ma prawo do jednego życzenia. Nawet ci, których osądził Sąd Boży. Może to być jeden telefon. Co się stanie, jeśli to ty go odbierzesz? Brianna przyjeżdża do Savannah, by rozpocząć własną praktykę adwokacką. Od początku wszystkimi jej działaniami w mieście wydają się kierować nieznane siły ? prześladowana przerażającym snem, wynajmuje opuszczony budynek na cmentarzu i zatrudnia ekscentrycznych asystentów. Pierwszym jej klientem jest pozbawiony skrupułów biznesmen Skinner, który dzwoni do niej w trzy godziny? po swojej śmierci. Brianna podejmuje się jego obrony przez Ostatecznym Trybunałem; nie wie jednak, że nie tylko ona została wyznaczona do pracy nad tą sprawą. Niebo wysłało już na Ziemię swoich przedstawicieli?

Przeczytałam tę książkę z zainteresowaniem. Według mnie to takie połączenie kryminału z horrorem. Co prawda, z tym horrorem za bardzo się autorce nie udało, ale książka trzyma w napięciu. I pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Sam poziom może nie za wysoki, ale czyta się nieźle. Ale jak to zwykle bywa, jest duży minus. Gdy czytałam książkę, wydawało mi się, że to pojedyncza pozycja. Gdy zaś sprawdziłam na stronie autorki, dowiedziałam się, że jest tego kilka tomów. I tak zostałam ukarana za zbytnią ciekawość, bo teraz chcę je poznać (jak już zaczęłam, to lubię czytać cykle do końca), a szansy na wydanie tych książek u nas to chyba nie ma.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2864
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Księga Jesiennych Demonów
Autor: Grzędowicz Jarosław

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data premiery: 2007-08-03
Ilość stron: 474

Opis:

Wierzysz w demony? Większość ludzi nie wierzy.
Niesłusznie. Demony istnieją. I potrafią zniszczyć twoje życie. Tylko dlatego, że na kogoś musiało paść. A może kiedyś wszedłeś w ich sfery lub po prostu zwróciłeś na siebie ich uwagę zbytnim optymizmem? Może uśmiechnąłeś się w złym momencie? A teraz dziwisz się, że życie wali ci się na głowę…
„Księga jesiennych demonów” to książka o wszystkim, co niezwykłe; o wszystkim, co nie powinno się zdarzyć w życiu normalnego człowieka. A jednak się zdarza.
Proste rozwiązania są dla prostych problemów. Dla ciebie jest Księga.

Komentarz:
"Księga Jesiennych Demonów" to zbiór sześciu opowiadań grozy. Pokusiłabym się nawet o określenie "horror psychologiczny w wersji light". Każda z historii ma tajemniczą oprawę, groźny i mroczny klimat. To właśnie najbardziej mi się podoba. Nie wiesz do końca, co się za chwilę wydarzy. Ogólnie można tę książkę opisać jako wątki fantastyczne, ale na gruncie obyczajowym (mnie osobiście trochę to przeszkadzało - szczególnie w pierwszym opowiadaniu, ponieważ preferuję bardziej fantastyczną oprawę). Najbardziej podobało mi się opowiadanie "Wiedźma i wilk", "Piorun" oraz "Czarne motyle". W dodatku otwarte zakończenia pozwalają na rozwinięciu tego na własną rękę dla samego siebie. [delikatny spoiler] Końcówki każdego z nich są naprawdę intrygujące, ale często smutne. Nazwałabym to nawet przejmującym smutkiem. Zwłaszcza "Wiedźma i wilk". Miałam po tym opowiadaniu chwilę refleksji nad zmuszaniem innych do zmiany.

Ocena: 9/10
Ostatnio zmieniony 16 sie 2012, 21:15 przez Sophie, łącznie zmieniany 2 razy.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Obrazek


Tytuł: Kontrakt
Autor: Amanda Quick


Opis:
Julian Richard Sinclair, hrabia Ravenwood, po nieudanym pierwszym małżeństwie z piękną, ale naprawdę złą kobietą, postanawia drugi raz nie popełnić tego samego błędu. Chcąc kontynuować dynastię, zamierza ponownie się ożenić, ale tym razem bardzo skrupulatnie dobiera kandydatkę na matkę swego potomka. Upatrzył sobie dziewczynę z wiejskiego dworu – dobrze urodzoną, ale skromną i raczej przeciętnie urodziwą starą pannę. Liczy, że jej brak perspektyw na złapanie dobrej partii w tym wieku, z niewielkim majątkiem jaki ma, uczynią z niej żonę wdzięczną – a zatem posłuszną i nie sprawiającą problemów. Nieoczekiwanie jednak jego oświadczyny zostają odrzucone i to na tyle bezczelnie, że upatrzona panna nawet nie pofatygowała się żeby oznajmić mu to osobiście. Już sam ten fakt powinien dać hrabiemu do myślenia, jednak gniew, upór i urażona duma nie pozwalają mu odpuścić.

Sophy Dorring choć doskonale zdaje sobie sprawę, że oświadczyny Ravenwooda są niczym dar niebios dla kogoś w jej sytuacji, to jednak, mimo namów i lamentów dziadków, kategorycznie je odrzuca. Sophy nie widzi siebie w roli klaczy rozpłodowej i dodatku do męża. Chciałaby zostać dostrzeżona jako osoba, a nie jako kolejne potrzebne bogaczowi akcesorium. Stawia sobie za punkt honoru doprowadzić do tego aby hrabia zwrócił swoją uwagę na to jaką jest kobietą i choć nie liczy na żadne romantyczne deklaracje z jego strony, jest zdeterminowana wymusić na nim równość i wzajemny szacunek w tym związku. Inaczej drogi milord może spadać na drzewo.

Obie strony są bardzo zdeterminowane postawić na swoim i gdy wreszcie dochodzi do konfrontacji Sophy stwierdza, że jest skłonna jednak przyjąć oświadczyny, lecz na pewnych warunkach. Ma mianowicie mieć prawo do: zarządzania swoim niewielkim majątkiem; do dowolnego doboru lektur (gdzie jej biblioteczkę zasila skandaliczna literatura feministyczna, która wywołuje u Juliana święte oburzenie); do towarzyszenia hrabiemu w jego podróżach do Londynu (za nic świecie nie chce utknąć na wsi) i wreszcie do półrocznego okresu, ochronnego by oswoić się z nowym mężem – a oznacza to tyle, że w tym czasie nie będzie dzielić z nim łoża. Hrabia z osłupieniem wysłuchuje niedorzecznych żądań, po czym ku zaskoczeniu panny Dorring... zgadza się na nie. Ostatecznie, jak stwierdza, jej majątek go nie interesuje - jest na tyle bogaty, że może sobie na niego gwizdać. Guzik go również obchodzi co tam ona sobie czyta – jest przekonany, że siłą swojej perswazji wybije jej bzdurne poglądy z głowy, a do Londynu może ją łaskawie zabierać. Dopiero przy półrocznej abstynencji pojawia się zgrzyt, ale krakowskim targiem stają na trzech miesiącach, przy czym Ravenwood jest przekonany, że dużo szybciej uda mu się namówić przyszłą żonę na spełnienie swoich obowiązków. W zamian oczekuje od niej tylko dwóch rzeczy: Dziedzica i żadnych problemów. Sophy co prawda trochę kręci nosem na dziedzica – nie uśmiecha jej się zbyt szybko być uwiązaną do kołyski - ale ostatecznie rozumie przecież, że to najważniejszy powód dla którego hrabia chce się w ogóle żenić. Panna Dorring pragnie tylko nadać sprawom nieco wolniejszy bieg i uzyskać pewność, że będzie mogła polegać na mężczyźnie którego poślubi i któremu urodzi dziecko.

Komentarz:
Ostrzegam na wstępie, że to zwykłe romansidło, bliskie harlequinom, ale jest to jedyne romansidło, które mi się naprawdę podobało. Nic wyszukanego, nic ambitnego, nic oryginalnego, ale naprawdę lubię tę historię. Nawet pomimo mojej awersji do romansów wracam do niej z przyjemnością. Czyta się lekko i bardzo szybko, autorka nie jest jakąś boską literatką, jej styl jest prosty, ale nie toporny. Snuje opowieść sprawnie, ja osobiście prześlizguję się po kartach tej powieści nie dostrzegając upływającego czasu i nim się obejrzę pochłaniam połowę książki w mgnieniu oka. To bardzo sympatyczna i pogodna opowiastka o docieraniu się charakterów. I choć Sophy to dziewczę delikatne, a Julian jak na amanta przystało jest wyidealizowany, to jednak mam wrażenie że nie sposób nie polubić tej dwójki. Ich sprzeczki zwyczajnie rozbrajają, Sophy regularnie przyprawia swojego męża o apopleksję, jednak nie można całej winy zwalać na nią, gdyż Julian z uporem maniaka prowokuje swoją żonę do "skandalicznych" zachowań. Oprócz wątku typowo romansowego, gdzie obserwujemy tworzącą się zażyłość między bohaterami, mamy też wątek poboczny, prawie że kryminalny. Sophy mianowicie oprócz korzystania z uroków małżeństwa postanawia wyśledzić mężczyznę winnego śmierci jej siostry. Jako wpływowa hrabina Ravenwood liczy na pewne dojścia i dopuszcza nawet użycie władzy swego męża byleby tylko dopaść zbrodniarza. Sęk w tym że "zapomina" wspomnieć hrabiemu na co się porywa, a im dalej w las tym ta zabawa w detektywa staje się coraz niebezpieczniejsza. To nic takiego – intryga jest prosta i całkiem łatwa do przejrzenia, ale poprowadzona sprawnie, opisana ciekawie i naprawdę nie można się do niej przesadnie przyczepić. A finał ma taki, że Shopy łamie kanon romansu i z opresji ratuje się sama (nadmienić nalezy że sposobem wcześniej przetestowanym na szanownym małżonku xD).

To miłe czytadło, coś lekkiego na wieczór kiedy nic wam się nie chce. I takie moje "guilty pleasure", które straszy pościelowo różową okładką na półce.


Ocena: 8/10 – bardzo wysoka ocena jak na romans ;)
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Hahahaha, a widzisz Kometo nie jesteś sama i mnie na przykład zachęciłaś do tej książki, zapamiętam ją sobie i zostawię na moment, w którym właśnie będę miała ochotę na coś bardzo, bardzo prostego - jeśli chodzi o fabułę oraz lekkiego i zabawnego. No i trochę romansu też oczywiście nie zaszkodzi :-P Ja akurat sięgam po takie książki, kiedy muszę sobie zrobić przerwę od czegoś poważniejszego albo dołującego, gdy mam ochotę poczytać coś, co wiem jak się skończy i wiem, że się skończy dobrze dla bohaterów. Ba, sama mam takie pozycje, do których chętnie wracam, bo można powiedzieć, że były perełkami w swoim gatunku. Sprawniej poprowadzona fabuła, ciekawsza i nie nazbyt naciągana, i bohaterowie, których właśnie nie tylko nie da się nie lubić, ale również są w miarę wiarygodni, przyziemni oraz nie tak strasznie wyidealizowani. Takie moje osobiste "guilty pleasure" w tym temacie oraz coś, co rzeczywiście mogłabym polecić miłośniczkom romansów historycznych, to Anne Julie Long - Sekret uwodzenia. Wiem, że to jest trzecia część, poprzednich nie czytałam, ale na pewno kiedyś tam nadrobię.

Opis: "Sabrina, piękna córka wiejskiego pastora, marzy o pracy misjonarki. Szczytne plany niweczy spotkanie z hrabią Rawdenem – libertynem i donżuanem. Sabrina poznaje niespodziewanie siłę namiętności. Zatraca się w niebezpiecznej miłosnej grze nieświadoma, że czarujący mężczyzna wyrządził niegdyś jej rodzinie krzywdę, jakiej się nie wybacza..." jakich wiele, a jednak tym, co przykuwa uwagę są niewątpliwie relacje tych dwojga. Sabrina to wbrew pozorom nie jest jakaś kompletnie zahukana dziewucha, która nie wie na czym świat stoi. Ich rozmowy dość często są wymianą mniejszych lub większych złośliwości, przekomarzań, a później poglądów na poważniejsze tematy. Żadne z nich nie oszukuje się co do charakteru ich znajomości, która szybko w wyniku pewnych wydarzeń kończy się ślubem. Nic oryginalnego. A jednak scena, w której on bardzo "entuzjastycznie" prosi ją o rękę, a ona równie "szczęśliwa" się zgadza, jest jedną z najlepszych i najbardziej wiarygodnych. Wątek, jak zwykle nieco poboczny, ale nie mniej ważny i kryminalny, był jednym z ciekawszych, z jakimi miałam do czynienia w tych książkach. Dałabym tej powieści nawet 9 w ramach swojego gatunku. I po prostu polecam, jeśli ktoś poczuje chętkę na dokładnie tego rodzaju lekturę ;-)
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

A mnie z takich czytadeł podobał się "Skandal" tej samej autorki
Opis wydawcy:
Podstępne oświadczyny i ogień uczucia, który rozpala chłodne serce, w bestsellerze królowej romansu historycznego

Skandal z przeszłości zniszczył na zawsze reputację Emily Faringdon. Nikt – pomimo jej inteligencji i wdzięku - nie zechce pojąć jej za żonę. Nikt poza Simonem Blade’em. Ale ta propozycja podszyta jest zgoła nieoczekiwanymi intencjami. Jednak Emily – wbrew ostrzeżeniom rodziny – decyduje się poślubić hrabiego…

Jak widać, to też romans historyczny, ale lekki i dowcipny. Można czytać, posmiać sie i powzruszać.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Kometa pisze:Inaczej drogi milord może spadać na drzewo.
Padłam ze śmiechu przy tym tekście. :-D

Zdradzę mój wielki sekret - przeczytałam wszystkie książki tej autorki (Amanda Quick to pseudonim, pod jakim Jayne Ann Krentz pisze romanse historyczne, zaś pod Jayne Castle raczy czytelników opowieściami z przyszłości/innych planet), może dwie lub trzy jakimś trafem mi umknęły. "Kontrakt" należy do tych starszych powieści, jakie wydano, i w tym leży jego urok; im nowsza książka pani Krentz, tym gorsza – intryga omawiana wielokrotnie, schematyczne działania etc, natomiast najbardziej irytującą mnie rzeczą (zwłaszcza kiedy idzie o powieści historyczne) jest zastraszająca naiwność bohaterek i ich wiara w dobre intencje ludzi, nawet tych najbardziej spaczonych. Kubę Rozpruwacza by usprawiedliwiły, co stanowi rażący i mało przyjemny kontrast z bohaterami – doświadczonymi przez los, rozgoryczonymi, niebezpiecznymi. :-?

Aczkolwiek lubię twory tej pani i każdą pojawiającą się na rynku pozycję staram się dopaść jak najszybciej, zaś te nowości ostatnimi czasy należą do serii Arcane Society, której to bohaterowie są najzwyczajniej zwyczajni, poza jednym drobnym faktem - mają moce paranormalne. Czyli mój ulubiony klimat. ;-)

Do moich ulubionych należą: "Fascynacja", „Od drugiego wejrzenia” i „Złota orchidea”.
Ostatnio zmieniony 21 lis 2013, 18:38 przez destrakszyn, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Grillbar Galaktyka

Obrazek

Autor: Maja Lidia Kossakowska
Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Fabryka słów

Opis z okładki:

"To nie jest książka o gotowaniu. To nie jest książka o kuchni. To fantastyczna przygoda, szalona podróż przez cały Kosmos, to szok, dowcip, inteligencja i zagadka kryminalna. Koniecznie przeczytajcie, co najlepszy szef kuchni wśród pisarzy i najzdolniejszy gawędziarz pośród szefów robił, kiedy go nie było!” Saanti Wrtt, magazyn „Galaxia”

Moja ocena:

Mam wrażenie, że Grillbar Galaktyka to alegoria świata. Tylko pod tym warunkiem mogę zrozumieć wydawcę, co skłoniło go do wydania książki (a może było to nazwisko Kossakowskiej). Dlaczego tak myślę? Bo bohater prawie nic nie wynosi ze swej przygody tzn. niczego się nie uczy. Choć niby istnieje wyjątek. Poznaje u mistrza „Yody” tajniki nowej kuchni, która rewolucjonizuje świat gastronomii. Ale czy to można uznać za kluczowe? Wątpię. Nie o to jednak w tym chodzi. Przynajmniej ja dostrzegam w tej książce pewne insynuacje autorki na temat rozgrywek politycznych dzisiejszego świata. Gdyby zaniechać dopatrywania się w książce czegoś większego i spojrzeć na nią tak „po prostu”, nie da się w niej znaleźć nic ciekawego. Nawiązanie do sposobu rozmnażania się "Obcego" wcale nie jest przerażające a Lukianin podążający za "mitem księżniczki Lei" również nie robi wrażenia. Nawet nazwy wymyślnych potraw raczej przeszkadzają niż się podobają. Jedyne, co mi się podobało to środek książki. Przez pierwsze 200 stron ledwo przebrnęłam, cały czas mając nadzieję, że dalej będzie lepiej. No i było. Podróż przez galaktykę okazała się ciekawa. Sposoby wychodzenia z opresji przy pomocy kunsztu kucharskiego nawet wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Spotykane światy i ich mieszkańcy też byli do przyjęcia. Ale końcówka znowu zrobiła się nijaka.

Moja ocena. Nigdy nie sięgnę po to ponownie. Żeby nie była nagrodą nigdy bym jej nie kupiła.

3/10

Przypomniał mi się serial o szpiegu II wojny światowej, który był namiętnym kucharzem i też poniekąd wychodził z opresji dzięki semu kunsztowi kucharskiego. Leciał na początku lat 90-iątych.
Ostatnio zmieniony 31 gru 2011, 20:06 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Obrazek
Tytuł - Czaropis
Autor - Blake Charlton
Wydawnictwo - Prószyński i Ska
Seria - jakaś trylogia, ale nie wiadomo jaka :-)
Opis wydawcy
Młody adept sztuki czarodziejskiej przypadkiem dostaje się w środek intrygi, której skutkiem może być magiczna apokalipsa!

Nikodemus Weal od dłuższego czasu pobiera nauki w szacownej akademii sztuk magicznych, ale jego niezwykły talent – niszczenie wszystkich zaklęć samym dotykiem – uniemożliwia mu osiągnięcie biegłości w sztuce czaropisarstwa. Wbrew swej woli zostaje wplątany w rozgrywki potężnych sił i rozpoczyna nowy – ekscytujący i niebezpieczny – etap swojej czarodziejskiej edukacji.

Podczas gdy w akademii odbywa się ważny zjazd magicznych reprezentantów różnych krajów, zamordowana zostaje dziekan jednego z wydziałów. Podejrzenia padają na nauczyciela Nikodemusa, który twierdzi, że w szkole grasuje potężna magiczna istota, i że to ona jest odpowiedzialna za śmierć kobiety. Strażnicy mu jednak nie wierzą, a w samym Nikodemusie widzą przepowiedzianego w proroctwach niszczyciela.

Nad głową chłopca i jego mentora zaczynają gromadzić się ciemne chmury…

Blake Charlton ukończył Uniwersytet Yale. Pracował jako nauczyciel angielskiego, nauczyciel dla upośledzonych i trener futbolu. Obecnie Blake jest studentem trzeciego roku medycyny w Stanford Medical School, a także prowadzi kursy kreatywnego pisania. „Czaropis” to jego debiutancka powieść, otwierająca trylogię, której drugi tom zaplanowany jest na styczeń 2011 roku.
Moja opinia
Po książkę sięgnęłam , bo już nie miałam co czytać. Okładka zbytnio mi się nie podobała, ale trudno. Trzeba ryzykować. Więc zaryzykowałam. I nie mam co żałować. Ponieważ książka wcale zła nie była, chociaż nie była też arcydziełem. Trochę mankamentów miała. W ręce trafiła mi powieść, która chciałaby być uznana za nowatorską, ale wbrew pozorom wcale taka nie jest. Co prawda, nie spotkałam się jeszcze z poglądem, że czary to znajomość języka, literatury i gramatyki, więc najlepszymi magami są znawcy literatury stylistyki i ortografii. A wśród nich trafiają się też niewydarzeńcy - czyli kakografowie. Przyznam, że ta nazwa trochę mnie odrzuciła - czy nie można napisać normalnie - dysgrafowie, tylko stwarzać takie jakoś źle brzmiące słowo.
I ten sposób opisania magii to właściwie jedyna nowość. Poza tym zwykła akcja - ukryty bohater, który powoli dowiaduje się o swoim dziedzictwie, stary nauczyciel, fałszywi i prawdziwi przyjaciele, ucieczki, walka itp.
Główny bohater trochę mi przypomina nastolatkę - bo choć już dwudziestkę przekroczył i niby jest rozsądny, to nagle zaczyna zachowywać się jak szesnastolatka. Jak sobie coś wbije do głowy, to przetłumaczyć już mu nic nie można. Ale nie jest zły i serce ma na właściwym miejscu, tylko mądrości więcej by mu się przydało.
Na szczęście książkę da się czytać. Nie jest może za wysokich lotów, ale mnie zainteresowała. Miałam już w rękach dużo gorsze dzieła. Niestety, na koniec jak zwykle przeżyłam rozczarowanie. Kiedy rozpoczynałam czytanie, nie zauważyłam, że jest to część planowanej trylogii (cóż - przynajmniej wydawnictwo o tym uprzedziło, nie tak jak niektóre), a następną część autor planuje na styczeń 2011 roku. Więc ponieważ chciałam poznać dalsze losy bohaterów sprawdziłam co tam u nich słychać. No i owszem - drugi tom się ukazał - ale w oryginale. Natomiast na stronie wydawnictwa nadal widnieje informacja, że autor planuje go na styczeń 2011 roku .I bądź tu teraz mądry człowieku i zgadnij - wyjdzie dalsza część po polsku czy nie?
Ostatnio zmieniony 11 sie 2012, 19:56 przez Czarownica, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”