Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Porwanie

Obrazek

Autor:Joanna Chmielewska
Wydawnictwo: Klin
Rok wydania:2009
Ilość stron: 368

Opis z okładki:

W sielską atmosferę popołudniowego brydża wdziera się umundurowana jednostka policyjna, szukając ofiary kolejnego porwania. I dom pisarki Joanny Chmielewskiej staje na głowie. Kogo tym razem porwano i pozbawiono fragmentu ucha? Dzielna szajka rodzinno-przyjacielska tropi mafię kulturalnych i nieco mniej kulturalnych porywaczy, a pomaga jej wścibska od zawsze nastolatka, pękająca od plotek krawcowa, krakowski artysta plastyk i – prywatnie – przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości. Do tego wszystkiego dochodzą porządne zawirowania uczuciowe. Za zdolnym palantem, który niczego nie kończy, lata taka jedna, może i druga. Za taką jedną lata następny, który nawet zdrową nerkę mógłby poświęcić w imię miłości. A Laskowska ma krótkie nóżki… Detektywi Joanny Chmielewskiej, popijając skomplikowane mieszaniny trunków rozwiązujące języki i żywiąc się oryginalnymi potrawami z odgrzewanymi mielonymi na czele, odkryją szokującą prawdę…

Moja opinia

Okropne, beznadziejne, pierwsza książka Chmielewskiej, którą po iluś stronach nie dało się czytać. Początek zapowiadał się naprawdę obiecująco, ale potem już tylko kartkowałam i nie było na czym oka zawiesić. Cała fabuła do bani. Po prostu nudna jak falki z olejem.

Krwawa zemsta

Obrazek

Autor:Joanna Chmielewska
Wydawnictwo: Klin
Rok wydania:2012
Ilość stron: 491

Opis z okładki:

Już pojedyncza zemsta smakuje słodko, ale jeśli nagle dokonuje się ich kilka i to w niezwykle oryginalny sposób… Celem okazuje się niezbędny element anatomii kobiecej po żmudnym kursie akrobacji cyrkowej, wykorzystywany perfidnie i z wyrachowaniem, szerząc zamęt i mnóstwo zawirowań damsko-męskich. Pewien oprych ze złamanym sercem, po latach poszukiwań, odnajduje niewierną. Niczego niepodejrzewająca żona czyta absurdalny pozew rozwodowy. Omotany erotycznym szaleństwem mąż żąda separacji od stołu i łoża, acz z mizernym skutkiem… Emocje szaleją w biurze projektów i na terenie budowy przyszłego wesołego miasteczka. Heroina romansów opala zasadniczą część ciała kawałkami i w ciągłym ruchu. Zewsząd nadlatują krwiożercze kawałki drutów kolczastych, butelki z kwasem i przedpotopowe narzędzia tortur… A w środku tego wszystkiego potomek historycznych wikingów, o uzębieniu całkiem normalnego koloru, spokojnie wcina hektolitry polskich flaków…

Moja opinia

Po poprzedniej, z wielką obawą sięgnęłam po tą pozycję. O wiele lepsza od Porwania, ale do starego stylu wiele brakuje. Autorka wraca do korzeni. Fabuła rozgrywa się w środowisku zespołu projektantów tylko we współczesnych czasach. Na początku ploteczki między współpracownikami mnie bawiły, potem zaczęły trochę nudzić. To już nie było to, ani w studium ani w plenerze. Najlepszy był wątek rozgrywający się pomiędzy małżeństwem. Kiedy wchodziło się do ich głów było super. Nieprzeciętna para. Dominik pyta żony czy go jeszcze kocha? Czyż nie powinno być odwrotnie? :-P Potem stwierdza, że chciałby aby żona przestała go kochać, bo chce rozwodu? To dlaczego chce rozwodu i jak zareagowała Majka bardzo mi się podobało. Całe postępowanie Majki czyni z niej żonę tylko w teorii. Nie wyobrażam sobie, żeby taka istniała w realu. Ubaw po pachy. Drugi wątek polegał na próbach pozbawienia pewnej kobiety jej tyłeczka. Zamachowcom się ciągle nie udawało. Słaba namiastka wszystko czerwone, ale ze względu na wątek Dominika i Majki, z czystym sumieniem polecam ostatnią książkę Śp. Chmielewskiej. Może być tak, że powstanie jeszcze jedna, bo ponoś cały materiał był już przygotowany przez autorkę. Pozostał mi jeszcze do przeczytania Gwałt i Byczki w pomidorach. Może kiedyś trafię na nie w bibliotece, bo jak przy każdej okazji zaznaczam, że od 2007 nie kupiłam i nie zamierzam nabyć żadnej pozycji autorki. Niewarte wydania kasy. Wcześniejsze pozycje stoją na półeczce.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Król Cierni
Autor: Mark Lawrence

Tytuł oryginału: King of Thorns
Seria: Trylogia Rozbite Imperium
Tom: II
Tłumaczenie: Jarosław i Anna Fejdych
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
ISBN: 978-83-61386-31-5
Stron: 624
Rodzaj okładki: miękka ze skrzydełkami
Wymiary: 143x205
Data wydania: 21 sierpnia 2013

Opis:
„Król Cierni” Marka Lawrence'a to kontynuacja bestselleru krwistej fantasy „Książę Cierni”, na którą niecierpliwie wyczekują polscy fani. To kolejna bezkompromisowa opowieść o przygodach księcia Jorga Ancratha. W drugiej części epickiej trylogii Rozbite Imperium Mark Lawrence prowadzi swojego młodego antybohatera o krok bliżej do spełnienia jego największej ambicji.
[center]*[/center]Ziemia stoi w ogniu setki bitew, bo panowie i błahe królątka walczą o Rozbite Imperium. W długiej drodze ku pomszczeniu mordu na matce i bracie książę Jorg Ancrath odkrył, kto kieruje z ukrycia tą niekończącą się wojną. Dostrzegł toczącą się rozgrywkę i poprzysiągł, że zgarnie wszystkie stawki. Najpierw jednak musi rozstawić własne pionki, poznać zasady gry – i nauczyć się je łamać.

Armia sześciu narodów, licząca dwadzieścia tysięcy ludzi, maszeruje na bramy Jorga pod wodzą ukochanego przez lud herosa. Wszyscy porządni ludzie modlą się, by ten nieskalany bohater zjednoczył imperium i uleczył jego rany. Wszystkie znaki wskazują, że tak się stanie. Wszyscy dobrzy królowie wiedzą, że w obliczu przytłaczających przeciwności trzeba ugiąć karku, choćby po to, by ratować lud i ziemię. Ale Jorg nie jest dobrym królem.

Zmuszony stawić czoła nieprzyjacielowi wielokrotnie przewyższającemu go siłą, Jorg wie, że mu nie sprosta w uczciwej walce. Ale Jorg nie ma w planach uczciwej walki.

Komentarz:
Wreszcie udało mi się przeczytać „Króla Cierni”, długo trwało jego zdobycie, jak i samo czytanie, ale nareszcie udało się skończyć. I tak, jak przewidywałam, było naprawdę świetnie, nie zawiodłam się ani trochę.

Jorg w dalszym ciągu jest boski, dokładnie tak jak w pierwszym tomie. Owszem, jest draniem, ale czarującym draniem. Jest szalony, skrzywiony, ambitny, inteligentny, zaparty, bezwzględny i niepowstrzymany. Ośmielę się nawet powiedzieć, że jest on największą zaletą tej książki. To jego postać zachwyciła mnie w pierwszym tomie i przyciągnęła do kolejnego. Niesamowitość tego bohatera potwierdza dodatkowo pewien fakt. Otóż osobiście nie przepadam za brutalnością, zwłaszcza bezsensowną, nieuzasadnioną, przemocą dla przyjemności napastnika, a Jorga innym słowem niż brutalny nazwać nie można. A mimo to nie odrzucała mnie ta jego bezwzględność, gdyż był pomimo wszystko bardzo czarujący i odwracał uwagę swoimi przemyśleniami. Pojawia się jednak jeden mały zgrzyt na postaci Jorga – otóż dalej jest zdecydowanie za młody na swoje czyny i osiągnięcia. Osobiście podczas czytania dodałam mu kilka lat, by mnie to nie irytowało. Pod pewnymi względami może i ten wiek jest dobrze dobrany, ale niestety przeważająca liczba argumentów przemawia za dodatkowymi wiosnami na koncie naszego bohatera. Nawet biorąc pod uwagę, że w takich warunkach, w jakich musiał żyć młody Ancrath, dorasta się niewątpliwie szybciej, a też fakt, że jego dzieciństwo było horrorem zważywszy na charakter jego ojca, sprawiający, że człowiek albo się łamie, albo staje się sukinsynem. Nawet mimo to, Jorg był nieco za młody.

Sama akcja była jak najbardziej ciekawa, chociaż niekiedy bywała też nieco zbyt monotonna, ale i tak wszelkie jej mankamenty niweluje postać Jorga. Osobiście czytałam tę książkę właśnie dla niego, a nie dla akcji. Kurka, to też trzeba mieć talent, żeby wykreować tak przyciągającą postać, która sprawia, że wszystko inne staje się o wiele mniej istotne. :-)

Takimi niedociągnięciami, które traciły na znaczeniu, był problem wieku Jorga albo zgrzyt logiczny spowodowany kompletnym zapomnieniem tylko części historii – bohaterowie doskonale znają postaci z dzieł antycznej Grecji, wspominają Spartan, cytują starożytnych filozofów, nieustannie odwołują się do Chrystusa i Biblii, czytają książki z już dla nas dawnych czasów, ale żeby wiedzieli coś więcej o nas współczesnych, czyli o tych ichnich Budowniczych, którzy w którymś momencie po prostu zniknęli, to już niestety nie. Taka wyrwa w historii jest po prostu niemożliwa.

Na koniec jeszcze dodam, że myślę, że najlepiej czytać tę książkę bez większych przerw, a nie po rozdziale czy kilku stronach w długich odstępach czasu. Akcja toczy się w dwóch torach czasowych, do których dochodzi jeszcze jeden, ale opierający się na stopniowo odzyskiwanych wspomnieniach, nie będący jednak przez to mniej ważnym, a będący zagadką, którą autor ujawnia po kawałku przez całą długość powieści. Tak czy inaczej, czytając fragmentami, bardzo łatwo się zagubić i zwyczajnie zapominać, co ostatnio działo się w danym torze czasowym, dlatego też zalecam czytanie „Króla Cierni” w jak najbardziej zwartym okresie czasu – z pewnością się na tym skorzysta. :-)

Podsumowując, polecam. :-)
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem
Autor: Abigail Anna Gibbs


Opis: Ta książka sprawi, ze znowu zakochasz się w wampirach. Ale uważaj – one gryzą!
• Angielska odpowiedź na amerykańską sagę Zmierzch.
• Publikowana w odcinkach w Internecie przez nastoletnią autorkę piszącą pod pseudonimem Cansel2 – ponad 17 000 000 (milionów!) odsłon przed wydaniem książki!
• Prawa do wydania sprzedane do 19 krajów.

Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy. Za tym przepychem kryje się mrok, którego ucieleśnieniem jest charyzmatyczny i śmiertelnie groźny Kaspar Varn. Violet połączy z Kasparem niebezpieczna namiętność, za którą obydwoje będą musieli zapłacić wysoką cenę…


Moja opinia: Czy ja naprawdę dotarłam aż do 400 strony tej książki? Co za straszny, STRASZNY produkt, bazujący na popularności Zmierzchopodobnych tworów (nie cierpię sprowadzania wszystkiego do Zmierzchu, ale autorka przyznała, że to ta książka ja zainspirowała). Przypomnijcie sobie najgorsze elementy w młodzieżowym PR, na jakie dotychczas mieliście nieszczęście trafić i teraz wyobraźcie sobie, że ta książka zawiera je wszystkie.

1. Wydająca się (na początku) całkiem sensowna i sarkastyczna protagonistka nieuchronnie zmierza do krainy idiotek i naiwniaczek, które, och jakie zdziwienie, pociągają mhroczni bohaterowie, pomimo tego, że traktują je jak śmiecie i nie potrafią przyjąć "nie" za odmowę. "Oddasz mi się, Violet Lee, tylko zobaczysz! Jestem Księciem, do cholery, i nikt nie powinien mi odmawiać! Dlaczego nie rozumiesz, że Księciu nie powinno się odmawiać?" (w tle mhroczny śmiech mhrocznego bohatera). Kaspar jest sadystycznym mordercą i dupkiem, ale posiada również wrażliwą stronę swojej osobowości, która powoduje roztkliwienie w dziewczęcym serduszku Violet.

2. Papierowe postaci, wszystkie co do jednej. Kilkudziesięcio (a nawet kilkuset) letnie wampiry zachowujące się jak niewydarzone nastolatki.

3. Błędy stylistyczne i konstrukcyjne zdań, kiepski, niedoszlifowany styl (a czytałam po angielsku).

4. Fabuła - litości. Chaotyczny porządek wydarzeń, w konstrukcji świata brak logiki i spójności. Zacznijmy od tego, czemu Violet pozostaje w domu pełnym wampirów. Nawet zrozumiałabym, gdyby spodobała się Kasparowi i chciałby on zabawić się jej kosztem. Ale ten sztuczny zwrot w fabule odnośnie konieczności wyrażenia zgody przez Violet na przemianę, bo tylko wtedy i tylko wtedy jej ojciec pogodzi się z jej porwaniem... :roll:

Podsumujmy.
[spoiler]Po pierwsze - mogli ją zwyczajnie puścić, zmusić do podpisana jakiegoś świstka papieru, jeśli zdradzi cokolwiek, zagrozić rodzinie, dogadać się z ojcem - cokolwiek.

Nawet jeśli ojciec nie chciał niczego ryzykować w imię kraju, to mimo wszystko, czemu sam nie próbował się z nimi układać. Trudno, że gdzieś musiałby nagiąć zasady, chodziło przecież o jego córkę.

Violet straciła brata i to bardzo zmieniło jej życie. Wspomina o tym aż... może raptem kilka razy. Jej młodsza siostra ma białaczkę i umiera, Violet wspomina o tym aż... może kilka razy się znajdzie. Ale nieee, to jest tak strasznie rodzinna dziewczyna, która nie może się doczekać aż uwolni się od tych obrzydliwych potworów. Tak bardzo, że kiedy Kaspar daje jej możliwość ucieczki, wraca do chłopaka z powrotem. Dlatego, że tak podpowiedział jej głos. Głos, który okazał się należeć do Kaspara. Który z kolei również słyszy w głowie głos dokładnie od 18 lat lat, a który - niemożliwe - należy do Violet. Jego matka zaś wiedziała, że ma umrzeć, ale pozwoliła na to, żeby doszło do masakry na placu i losy młodych się połączyły, a Violet swoją dobrocią serca i odmiennością pomogła Kasparowi. Czujecie ten bulszit?

Ale wróćmy do początku. Kaspar traktuje Violet jak śmiecia i zabawkę, to już wiemy. Grozi, że się wkurzy i ją zgwałci, jeśli wciąż będzie mu odmawiać. A potem, bach, ratuje ją z rąk jeszcze gorszego potwora i od tej chwili, tadam, Violet odkrywa miłą stronę Kaspara, czuje się w jego obecności bezpiecznie i tak strasznie jest na niego napalona, że oddaje mu się, pomimo jego ciągłych egocentrycznych uwag i "smirków" na twarzy. A, i robi to, ponieważ Król Ojciec oznajmił, że Kaspar zaczynając od następnego dnia punkt 12:00 nie może jej więcej dotykać.

Koleś zabija dziewczynę na jej oczach, później okazuje się, że jest mordercą z jej snów (a może na końcu książki okazało się coś innego?), ale nic, spływa to po niej jak po kaczce. Violet, gdybyś istniała naprawdę, to z chęcią strzeliłabym Cię w ten naiwny łeb, może wtłoczyłoby to nieco sensu w Twoje poczynania.

Wampiry zabierają Violet do miasta, nie wiem, najwyraźniej mając gdzieś, że dziewczyna była niemal w każdej gazecie i wiadomościach jako prawdopodobnie porwany świadek morderstwa na placu. Oczywiście już na miejscu spotykają byłego Violet, która ma okazję pokazać pazurki i trochę nim popomiatać, aby z całą pewnością drań wiedział, że już nic do niego nie czuje. Ale nikt nie powiadamia policji czy jej rodziny, że ją widział, po co. A może i powiadomił, nie wiem, jak pisałam nie doczytałam.

No i nie zapominajmy o tym, że Violet jest Mroczną Heroiną, która ma uratować jakieś tam inne wymiary i ogólnie jest to straszne przeznaczenie. Meh.[/spoiler]

Można sobie zadać pytanie, po kiego grzyba czytałam tę powieść dalej. To jest tak, że kiedy zdałam sobie sprawę, z czym mam do czynienia, moja perwersyjna ciekawość zmusiła mnie do przekonania się, czy może być jeszcze gorzej. Może być. Zostało mi 100 stron przelatywania wzrokiem tekstu, ale już nie wyrobiłam od tych nonsensów.

Historia ta została napisana przez nastolatkę i ukazywała się do tej pory online. Zdobyła tak wielką popularność, że zainteresował się nią wydawca. Po co jednak ingerować w to, co pokochały miliony dziewcząt, nawet jeśli nie ma to sensu, a także tracić czas na jakiekolwiek poprawki edytorskie, skoro ludzie czekają na zakończenie. Książkę trzeba szybko wydać, proszę państwa! Książkę, która nie powinna ujrzeć świata dziennego. Niech sobie ta opowieść wisi w sieci, ale do publikacji trzeba jednak czegoś więcej (a raczej jak historia pokazuje, wcale nie). Przed autorką naprawdę jeszcze dużo godzin pisania i zdobywania doświadczenia, bo materiał, który został wydany jest koszmarny. Serio, nie katujcie się czytaniem.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Zgon
Autor: Gina Damico

Tytuł oryginału: Croak
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 31 października 2013
ISBN: 9788375749922
Liczba stron: 408
Cena: 39,90

Opis:
Pełne sarkastycznego humoru igraszki ze śmiercią w rytmie punkrocka.
Ze śmiercią jej do twarzy!
Lex ma 16 lat i sporo ostatnio nabroiła. Bezsilni rodzice wysyłają ją na wakacje do wujka na wieś. Lex nie jest zachwycona wizją spędzenia lata na farmie. Okazuje się jednak, że wujek nie jest tylko zwykłym farmerem, lecz mrocznym żniwiarzem i przeprowadza dusze zmarłych na drugą stronę.
Śmieszne i straszne!

Zgon to całkiem nowoczesne miejsce. Tam na górze są Sosnowe Kwatery, gdzie mieszka trochę młodzieży, jest kilka dobrych sklepów przy Alei Zgładzonych. – Wskazał na boczną uliczkę wyłożoną brukiem, w odróżnieniu od gładkiego asfaltu, po którym jechali. Lex wyciągnęła szyję i dostrzegła tych kilka sklepów o dziwnych nazwach. Kwiaciarnia o nazwie „Kwiatki od spodu”, sklep z materacami „Wieczny sen” i sklep spożywczy z wielkim szyldem „Wyciągnięte kopyta”. Na skrzyżowaniu dróg z małej fontanny wyrastał obelisk.


Komentarz:
Szybko poszło, w porównaniu z książkami, które ostatnio miałam okazję czytać, wręcz ekspresowo. W normalnych warunkach wciąga się to na pewno jeszcze szybciej. Jak dla mnie w sumie bomba, ostatnimi czasy potrzebuję czegoś tak lekkiego. A "Zgon" jest jak najbardziej lekki. W zasadzie jest to jego największa zaleta. I chyba jedyna? No dobra, może i coś tam jeszcze się uchowało, ale lekkość i łatwa przyswajalność wysuwają się na pierwsze miejsce.

Główną bohaterkę, szesnastoletnią Lex, poznajemy jako buntowniczą i agresywną, które to cechy gwarantują jej zesłanie do wujka Morta, który rzekomo ma farmę, na której to Lex miałaby nauczyć się panować nad gniewem. Z tym, że wujaszek okazuje się parać czymś innym niż rolnictwem. Otóż, Mort mieszka w Zgonie, miasteczku zapełnionym przez osoby związane z przesyłem dusz – w każdym razie znaczy to, że przenoszą się w różne miejsca, w których ktoś zginął, i zabierają jego duszę, by pozwolić jej przejść "na drugą stronę". Pomysł nie jest szczególnie oryginalny, raczej został już przerobiony na różnorodne sposoby, ale mimo wszystko nie raził powtarzalnością (z drugiej strony też trudno się spodziewać w tym rejonie jakichś niesamowitych nowości i chyba nie zwracałam na to szczególnej uwagi). Ale jak wiele tego typu pomysłów powtarza ten sam błąd z liczbą Żniwiarzy, otóż jest ona jak dla mnie nieco za mała, zważywszy na powierzchnię – Zgon zajmuje się jedną trzecią Stanów Zjednoczonych, czyli musi wziąć na siebie grubo ponad dwa tysiące zgonów dziennie, a zespołów zbierających jest około powiedzmy 20. Coś sporo roboty... No ale tu w zasadzie w ogóle nie powinno się rozważać logiki, bo zgrzytów tu jest ogrom - począwszy od nadzwyczaj beztroskiego, humorzastego wujaszka, po przekazanie zabijania dzieciakom tudzież młodzieży.

Ale wracając o głównej bohaterki, najpierw jawiła mi się jako rozwydrzona, bezsensownie agresywna smarkula (rzecz jasna niezmiernie mnie drażniąca), po czym stwierdziłam, że nie jest ona taka tragiczna i przynajmniej nie ślini się na widok każdego męskopodobnego tworu, i nie okazała się wcale taka głupia. Potem (po minięciu połowy powieści) jednak znów zaczęło jej odbijać, aczkolwiek zostało to potem wyjaśnione, więc w sumie nie wiem, czy się mogę się za to gniewać. Aczkolwiek i tak mnie tu drażniła.

Jeśli chodzi o akcję, to jest strasznie przewidywalna i w sumie zwyczajna. Nie wciągnęła mnie i z powodzeniem mogłam się od niej oderwać w dowolnym momencie. Plus za to, że czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie, o czym już wspomniałam.

Ogólnie miłe czytadło; młodzieżówka, więc nie należy się spodziewać fajerwerków ani szczególnej logiki. Zaletą jeszcze jest fakt, że nie ma tu przesłodzonych romansideł. Autorka raczej szła w innym kierunku i usilnie starała się stworzyć coś zabawnego, ale ja jakoś nie mogę sobie przypomnieć momentu, w którym wybuchnęłabym śmiechem. Ale autorka się starała, może trafi ten humor do kogoś innego. Ogólnie można przeczytać, aczkolwiek nie jestem pewna, czy mogę z czystym sercem polecić. Ewentualnie polecić jako odmóżdżacz, po którym nie należy się zbyt wiele spodziewać. Ale mimo wszystko nie ma tragedii, na plus.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Ślepa plama

Obrazek

Autor: Noczkin Wiktor
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data premiery: 08-11-2013

Opis z okładki

Tajemniczy sektor Zony Ślepy jest chyba jednym z najbardziej pechowych stalkerów. A jednak to właśnie jemu zaproponowano, by został przewodnikiem wybitnego uczonego Dietricha van de Meera. Dietrich nie płaci nazbyt hojnie i porywa się na niemalże samobójcze ryzyko – ale Ślepy, szczerze mówiąc, nie za bardzo ma w czym przebierać. Wkrótce tej dość dziwnej drużynie przychodzi się zetknąć z cokolwiek nietypowym problemem – zbadaniem sprawy tajemniczych zniknięć stalkerów, wciąż ginących w jednym i tym samym sektorze Zony.
Co takiego im się przydarzyło? Jaki spotkał ich los? Tego nie wie nikt. Jedynym tropem Ślepego i Dietricha są pijackie opowieści byłego stalkera, przysięgającego na wszystkie świętości, że to właśnie tam znajdują się szczególnie bogate pola artefaktów…

Moja opinia

To już moja trzecia książka z uniwersum stalkerów. Nie gram w grę, ale książki bardzo mi się podobają, choć ta, od której wszystko się zaczęło (Piknik na skraju drogi) podobała mi się najbardziej za niepowtarzalny klimat Zony i jej tajemnicze powstanie. Gołkowski starał się podążać tropem Strugackich, jego Ołowiany Świat ociekał nastojem niebezpieczeństwa Zony. Każdy krok w Zonie był nieprzewidywalny, ale mało było anomalii (więcej artefaktów) i fabule trochę brakowało. U Noczkina, mimo, że na każdym kroku autor ciągle przypomina o niebezpieczeństwie, za bardzo go nie czuć. Za to książka ma inne atuty. Wspaniałych trzech bohaterów: Ukraińca, Rosjanina i Niemca (choć i Polakowi Gołkowskiego nic nie brakuje). Język jakim operują postacie, to kogo próbują udawać, a jacy są naprawdę, humor przebijający z każdej strony i przygoda czekająca za Kordonem, a wszystko to w pełnym przekroju tajemnic Zony. Ślepa Plama zdecydowanie lepsza za względu na fabułę i humor. Czuć rękę pisarza za wschodniej granicy.
Książka ma jedną wadę. Brak jest tłumaczenia języka ukraińskiego. Nie cierpię takich kwiatków w tekście. U Gromyko też jest tego sporo (ukraiński za belorski robi). Nawet jak ktoś zna rosyjski to nie wszystko jest dla niego zrozumiałe, czasem z kontekstu można coś wyłapać, ale niestety nie zawsze. Rozumiem, że niektóre teksty miały być niezrozumiałe dla fabuły, tak wynika z kontekstu, ale te co miały być zrozumiane dla Ślepego, powinny być i dla czytelnika (wystarczył by odnośnik na dole i tłumaczenie). Książka była za ciekawa, żeby sięgać po słownik, a i słownik nie wiem czy by we wszystkim pomógł (w przypadku Gromyko jakoś mi nie pomógł :evil: ).
Czy warto przeczytać. Na pewno.
[spoiler]Nie wiem jak wy, ale ja miałam przeczucie, że:
- albo Niemiec nie jest chory na AIDS tylko na coś innego;
- albo, że ugryzienie mutanta, albo coś z ZONY go wyleczy[/spoiler]
Ostatnio zmieniony 27 gru 2013, 12:04 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 3 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Michael Vey. Więzień celi nr 25
Autor: Richard Paul Evans

Tłumaczenie: Patryk Sawicki
Tytuł oryginału: Michael Vey: The Prisoner of Cell 25
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 12 kwietnia 2013
ISBN: 9788375747706
Liczba stron: 370

Opis:
„Michael Vey więzień celi nr 25” rozkochał w sobie tysiące amerykańskich nastolatków oraz ich rodziców i nauczycieli. Bestsellerowa powieść przygodowa o nadziei, lojalności, odwadze i miłości syna do matki. Prawdziwy hit w literaturze dla młodzieży.

Jestem Michael Vey. Jestem więźniem samego siebie.
To moja historia. Może trochę dziwna, lecz moja.
Mam 14 lat i jestem zwyczajnym nastolatkiem, jakich wielu. Jak ty i twoi rówieśnicy.
Czasem zwracam na siebie uwagę przez moją chorobę – zespół Tourette'a – spokojnie, da się z tym żyć!
Mam w sobie coś jeszcze – prąd elektryczny. Nie wszyscy o tym wiedzą. To czyni mnie wyjątkowym. Z tego właśnie powodu ktoś stara się mnie złapać.

Komentarz:
"Michael Vey. Więzień celi 25" – młodzieżówka produkcji Fabryki Słów, która wyszła chyba jakoś na początku tego roku. Cóż, nie zdziwię się, jeśli kontynuacja tej powiastki nie zostanie wydana, gdyż pierwszy tom stanowczo nie zalicza się do zbyt dobrych – a przynajmniej moim zdaniem. Jego największą wadą jest to, że jest naprawdę nudny i ani trochę nie wciąga, ponadto zakończenie jest idealistycznie naiwne i w zasadzie idiotyczne – rozumiem, że to młodzieżówka, że autor chciał pokazać, jak wygląda "dobre zachowanie", ale ludzie od tak sobie nie zmieniają stron, po których stoją, rzucając przy okazji ckliwe i idealistyczne teksty. Budowa bohaterów również nie zachwyca – przeciętni, nieinteresujący, sztuczni i nad wyraz altruistyczni, a akcja, jak wspomniałam, bardzo nudna, w dowolnym momencie mogłam książkę odłożyć i chyba nawet nie zastanawiałabym się szczególnie nad nieprzeczytanym zakończeniem. Po przeczytaniu zupełnie już o tej książce nie myślałam, jakby jej nie było, nie wróciłam do niej myślami, mam całkowicie gdzieś, co się stanie dalej z bohaterami. Ledwo pamiętam, co się w ogóle wydarzyło - "Więzień celi 25" nie zapada w pamięć nawet odrobinę.
Jak łatwo się domyślić, niestety mi się nie podobało – nudno, przeciętnie, naiwnie. Nie polecam, nie ma sensu tracić na to czasu.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Felix, Net i Nika oraz Gng Niewidzialnych Ludzi

Obrazek

Autor: Rafał Kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 375

Opis z okładki:

„Felix, Net i Nika oraz Gng Niewidzialnych Ludzi” to opowieść o przyjaźni i fantastycznych przygodach trójki trzynastolatków z pewnego warszawskiego liceum.
Zwariowane wynalazki, skarby, duchy, komputery, roboty, sztuczna inteligencja oraz niesamowite pomysły tworzą dynamiczną akcję, która porwie młodych czytelników. Relacje bohaterów z rówieśnikami, nauczycielami i rodzicami, polskie realia oraz żywy język sprawią, że ksiażka ta sanie się ulubioną lekturą.
Dzieci znów będą czytać!

Moja opinia

Wiele dobrego słyszałam o seri Felix, Net i Nika. Jednak coś mnie ciągle powstrzymywało do zabrania się za tę serię. Dopiero obejrzenie ekranizacji II części skłoniło mnie to zmiany zdania. (Nie mam zamiaru rozwodzić się nad krytyką filmu). Do książki też mam wiele zarzutów. Są to jednak raczej zarzuty z punktu widzenia dorosłego, a dotyczą realiów życia w polskiej rzeczywistości:
- jaki gimnazjalista idzie na rozpoczęcie roku z rodzicami?
- jaki gimnazjalista nie wie do której klasy go przydzielono (a, b, c itd.), ale to ujdzie, potrzebne do fabuły;
- gdzie się podziali kumple z podstawówki, przecież bohaterzy zmienili tylko szkołę a nie miejsce zamieszkania?
- jaka szkoła ma salę gimnastyczną na trzecim piętrze i bibliotekę z suwanymi kapciami jak w muzeum, ciecia i autobusy które dowożą dzieci do szkoły, jeśli takie są z chęcią bym je zwiedziła;
- dlaczego hol jest halem, czy to literówka występująca w cały tekście czy o czymś nie wiem?
- dlaczego sąsiad zachwyca się polonezem w 2001r.?
- i wiele innych drobnostek.

Reszta jest w porządku. Naprawdę świetna książka dla młodzieży. Mam wrażenie, że autor w pierwszej części chciał zawrzeć wszystkie przygody świata na raz: duchy, roboty, UFO, gangi, AI, Terminatora i Transformersów a raczej Deceptikonów, Profesora zielarstwa z Hogwartu, Świętego Mikołaja i wiele innych rzeczy, o których zapomniałam. Nie mówię, że to źle, bo wiecznie się coś dzieje, bohaterowie non stop wpadają w tarapaty i zawsze udaje im się wyjść cało z opresji. Nie ma lepszej fabuły. Dla mnie jednak to straszny misz masz. Wolałabym żeby tak jak np. w Panu Samochodziku czy przygodach Tereski i Okrętki w jednym tomie chodziło o jedno: albo duchy, albo gangi, albo UFO. Kosik przypomniał mi stare dobre czasy i starych polskich autorów, których czytałam mając naście lat. Wtedy przygody trójki przyjaciół też były by ekscytujące i pewnie wszystko by mi się podobało. Dziś już tak nie jest, a to świadczy tylko o jednym … eh starość nie radość, (choć seria jest reklamowana od 7 do 107 lat). Autor wybrał na swoich bohaterów nieprzeciętne „indywidua”. Młodego wynalazcę, geniusza komputerowego i tylko z pozoru zwyczajną dziewczynę. Nadał im fajne imiona. Nie wyobrażam sobie, żeby mogli nazywać się inaczej. Tworzą fajną grupkę przyjaciół, z którymi można konie kraść. Zachowują się adekwatnie do wieku (z wyjątkiem ich talentów), utrzymają normalne relacje z rówieśnikami i prezentują właściwy stosunek do nauki. Naprawdę świetnie wykreowane postacie. Z kolei mam wrażenie, że Manfredowi czegoś brakuje. Nie mogę porównać go do Jane, (z Gry Endera) bo to nie ta liga, ale już Webmindem (z serii WWW)jak najbardziej. Szkoda, że nie można wejść do głowy Manfreda, ale to nie o nim jest ta seria. Na pewno sięgnę po kolejne tomy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Gwiazdozbiór psa
Autor: Peter Heller

Tłumaczenie: Olga Siara
Tytuł oryginału: The Dog Stars
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 17 kwietnia 2013
ISBN: 978-83-63944-10-0
Liczba stron: 368
Cena: 39,99 PLN

Opis:
Hig przeżył epidemię grypy, która niemal doszczętnie wytrzebiła ludzkość. On sam stracił żonę i przyjaciół. Teraz mieszka w hangarze na małym opuszczonym lotnisku wraz z psem i jedynym sąsiadem – mizantropem nie rozstającym się z bronią.

W swojej cessnie 182 z 1956 roku Hig zabezpiecza strefę ochronną lotniska, a od czasu do czasu wymyka się w góry, by łowić ryby i udawać przed samym sobą, że wszystko jest jak dawniej. Kiedy jednak w pokładowym radiu natrafia na transmisję z innego lotniska, budzi się w nim skrywana głęboko nadzieja, że gdzieś istnieje inne, lepsze życie, podobne do tego, które utracił. Ryzykując wszystko, Hig wyrusza na wyprawę tam, skąd nie będzie już mógł powrócić, nie tankując: kieruje się do źródła zaszumionego sygnału radiowego. To, co go czeka i z czym musi się zmierzyć, jest zarazem i lepsze, i gorsze od czegokolwiek, czego mógł się spodziewać.

Gwiazdozbiór Psa to porywająca i wzruszająca, tyleż zabawna, co przejmująco smutna opowieść o człowieku, który wiedzie życie w ziejącym pustką, przepełnionym poczuciem straty świecie; opowieść o tym, czym gotów jest zaryzykować, by wbrew wszystkiemu odzyskać więź z innymi, miłość i pełnię człowieczeństwa.

Komentarz:
Nie wiem, co napisać o tej książce. Z jednej strony była ciekawa, z drugiej dość monotonna, a do tego z trzeciej strony ( :-P ) można w niej zauważyć kardynalny błąd – coś, co po prostu w głowie mi się nie mieści i jest strasznie drażniące. Ale po kolei.

Początek szedł mi opornie, kilka, kilkanaście stron na raz, parę dni męczenia takim wolnym tempem, ale gdy dotarłam do mniej więcej połowy sytuacja znacznie się polepszyła i do następnego dnia książkę już dokończyłam. Trudno było z kilku powodów – akcja jest dość monotonna, niewiele się dzieje, przeważnie Czytelnik tylko słucha przemyśleń głównego bohatera, a w tle następują tylko codzienne czynności, urozmaicone atakiem czy dwoma. Nie jest to wcale złe, gdyż Hig jest naprawdę ciekawą postacią, aczkolwiek doceniłam to dopiero po skończeniu powieści. Tak czy inaczej, akcji nie ma tu wiele, nawet w drugiej połowie książki, chociaż tam jest już jej zdecydowanie więcej w porównaniu do początków. Nie odbieram tego jako wadę (a przynajmniej już nie teraz), ale jako zaletę. Wadą, która gryzła mnie nieustannie i która jest po prostu nie do przejścia, nie do pominięcia i po prostu ktoś powinien za to odpowiedzieć, jest brak przecinków. Jeszcze nigdy, nigdy nie wiedziałam tak ubogiej w przecinki książki; całe długie akapity nie mają w sobie nawet jednego przecinka. Tu nie ma zasad – raz przecinek zostanie dobrze postawiony, a raz nie ma go konsekwentnie przed żadnym „żeby”, „że”, „więc” – przed niczym, nawet gdy wymieniane jest kilka po sobie rzeczy. To niemożliwe, żeby tak zwalić korektę (zwłaszcza, że literówek tu brak), więc musi to być celowe. Pytanie tylko: jaki jest tu, kurka, cel? Zniechęcenie czytelnika? Utrudnienie mu czytania? Te przecinki po prostu mnie rozłożyły – może to błąd w programie, który losowo usunął połowę przecinków? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Podobnie trudno mi zrozumieć, dlaczego autor nie pokusił się o wstawienie tego małego myślniczka przed każda wypowiedzią? Bo trzeba Wam wiedzieć, że nie ma tu kompletnie żadnego porządnego zapisu dialogu – często trudno stwierdzić, co jest myślą, a co wypowiedzią, nie mówiąc już o określeniu, kto daną rzecz powiedział. Poza tym autor miał zwyczaj stawiać na końcu zdania słowa, które znaleźć się tam nie powinny – takie „i” albo „więc” – ale tu, dla odmiany, był jakiś cel – nadanie tekstowi gwałtowności.

Najwięcej zastrzeżeń mam właśnie do formy, do książki jako po prostu tekstu, gdyby nie to, spokojnie, bez wahania mogłabym polecać tę książki, ale tak… Nie jestem do końca przekonana – jak coś się robi, to może by tak robić do dobrze, tak, by nie tworzyć problemów z odbiorem. Dobra, tak czy inaczej, mimo wszystko mi się podobało, chociaż odkryłam to dopiero po przekroczeniu mniej więcej połowy – kiedy w końcu mnie całkiem wciągnęło i byłam w stanie przeczytać więcej niż ledwo kilkanaście stron na raz. Poznawanie Higa, towarzyszenie mu w gorszych i lepszych chwilach, było naprawdę interesującym przeżyciem, gdyż opisywał on to naprawdę emocjonalnie, ciekawie i z bystrością. Eh, dobra, chyba nie mam innego wyboru: polecam. :-)
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Saga o Unice

[center]ObrazekObrazekObrazek
[/center]
Autor: E.J. Allibis
Wydawca: Damidos

Płomień życia cz. 1
Data premiery: 15.11.2012

Opis z okładki:
Spokojnym życiem trójki piętnastolatków wstrząsa seria tajemniczych i niepokojących wydarzeń. Spotkanie z osobliwym profesorem teologii uświadamia im nadzwyczajne powody tego, co się dzieje. Jedno z nich jest aniołem, lecz o tym nie wie. Przede wszystkim jednak nie wie, że przechowuje w sercu Płomień Życia, jeden z dwóch Bytów Fundamentalnych, które pozwalają na kierowanie Wszechświatem. Ale które z trojga nastolatków jest aniołem? Jaka jest jego historia? Dlaczego nosi w sercu Płomień? Jakie będzie jego przeznaczenie?
Kiedy zdają sobie sprawę, że znajdują się w centrum prawdziwego polowania, zostają porwani przez dwie dziwne istoty, które prowadzą ich do innego świata, umieszczonego w innym wymiarze – do Sefiry, cudownej doliny zamieszkiwanej przez anioły.
W Sefirze młodzi wreszcie będą mogli odkryć, które z nich strzeże Płomienia Życia. Poznają świat aniołów i zostaną wciągnięci w niesamowitą, pełną tajemnic historię Uniki: fascynującej anielskiej wojowniczki, która poświęciła swoje życie dla dobra ludzkości. We wciągającej serii nagłych zwrotów akcji przeżyją ekscytującą przygodę, która zakończy się Adlivun, epicką bitwą Dobra ze Złem, o niepewnym wyniku i nieprzewidywalnym finale.

Ostatnie wrota cz.2
Data premiery: 08.04.2013

Opis z okładki:
Dwanaście i pół tysiąca lat temu koniec nieosiągalnego marzenia wstrząsnął Sefirą i światem ludzi. Tylko cztery istoty wiedziały o tej tajemnicy. Po tysiącleciach jedno z czworga postanawia wydobyć na światło dzienne trzy sekretne przejścia: Wrota łączące Sefirę z Ziemią. Jednak pewne nieprzewidziane zdarzenie zapoczątkowuje nieodwracalny mechanizm niszczący. Aby zapobiec destrukcji, należy odszukać trzy klucze ukryte w bardzo odległych i niedostępnych miejscach. To wyścig z czasem. Kto chce zatrzymać odliczanie, nie jest w stanie tego zrobić. A kto może ocalić Ziemię, nie zna tej historii. Koniec ma się wypełnić w początku przyszłości bez przeszłości.

Sekretny rozdział cz.3
Data premiery: 13.06.2013

Opis z okładki:
Trzecia część sagi o Unice: sekretny rozdział, odsłaniający tajemnice i opowiadający o dramacie, który dał początek historii – dwanaście i pół tysiąca lat temu.

Dramatyczna historia kierowana przez nieubłagany los. Miłość, śmierć, cierpienie i odwaga mieszają się i obejmują władzę nad duszami, a kiedy to, co nieuniknione, staje się tragedią, w ostatnich łzach przegląda się pierwsza iskra nowego marzenia.

Moja opinia
Seria taka sobie. Pomysł miał potencjał, ale jakoś się rozmył. Niby Aniołowie są lepsi od ludzi, ale jak co do czego przychodzi również potrafią zabić niby imię wyższych celów. Zupełnie jak ludzie. Fabuła oparta na istnieniu Sefiry – miejsca gdzie żyją Aniołowie poniekąd można zaakceptować. Nie ma tylko Boga. Został wymazany przez autorkę. Skąd się zatem wzięli się Aniołowie i ludzie? Tutaj brak elementu układanki. Pewnych rzeczy może by się i nie zauważało gdyby całość była wciągająca. A tak bardzo często przewracałam strony, szukając czegoś co pchało akcję do przodu. Niby fabuła jest w porządku. Mamy tego dobrego, a nawet dwoje i tego złego co chce zniszczyć świat. Jego nienawiść jest dla mnie trochę bezsensowna, nie te motywy co trzeba nim kierują. Kiedy docieramy do końca książki, zniszczenie Sefiry przez Ophidiela wydaje się jeszcze bardziej bez sensu, a postać Uniki nijaka. Miała być heroiną, ale jej brak huśtawki emocjonalnej spowodował, że wydała się bezosobowa. Trudno mi to wyjaśnić. Już jej dwie części Unika i Uniko miały więcej życia. Niby elementy serii są w porządku. Fajnie dopasowany potop, piramidy, Tybet, Maoi, ale zabrakło czegoś co powoduje, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy i uważa, żeby nie przegapić żadnej linijki. Może ktoś odbierze tę serię inaczej, dla mnie wydała się taka sobie.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Zaklinacz cieni

Obrazek

Autor: G.P. Taylor
Wydawca: Amber
Ilość stron: 255
Rok wydania: 2003

Opis z okładki:

BEZ PROMOCJI! BEZ REKLAMY!
Ta książka wyprzedziła na listach bestsellerów Harry’ego Pottera!

Takiej książki jeszcze nie było!
W tej książce wszystko jest niezwykłe i niepowtarzalne
Nastrój mroczny, przesycony grozą.
Atmosfera złowieszcza i złowróżbna.
Miejsce fantastyczny świat czarnej magii.
Akcja pełna napięcia wśród zapierających dech niesamowitych przygód.
Bohaterowie pastor i wielki czarnoksiężnik opętany żądzą władzy nad światem, który zawiera pakt z diabłem. Trzynastoletni chłopiec, który ma zmierzyć się z demonami, z ludźmi, którzy nie są ludźmi, a wreszcie z potężnym panem ciemności. Autor były policjant, a od sześciu lat skromny pastor, który napisał powieść dla swoich parafian. Ktoś zachwycił się książką. Zawiózł ją do Londynu. Szacowne brytyjskie wydawnictwo książek o najwyższym poziomie Faber&Faber opublikowało w czerwcu 2003r. Zaklinacza Cieni w niskim nakładzie i bez reklamy. W ciągu 3 miesięcy sprzedano 300 tys. egzemplarzy. W pierwszym miesiącu książka zajęła 2 miejsce na listach bestsellerów po najnowszym Harrym Potterze.

Moja opinia:

Za takie slogany powinni karać. A zdanie, że „wszystko jest niezwykłe i niepowtarzalne” to wierutne kłamstwo. Do grozy to bardzo daleko, a atmosfera nijaka, a o czarnej magii to autor nie słyszał. A książkę pewnie za karę kupili parafianie i ich rodziny. Wszystko w książce jest płaskie. Poczynając od wykreowanego świata po bohaterów. Wielkie zło kontra grupa dzieciaków. Pastor udający potężnego czarnoksiężnika. Zero informacji o jego zaprzedaniu się złu, o dostępie do keravima. Dzieciaki to samo. Tajemniczy Riathamus, nie wiadomo skąd się wziął, skąd czerpie moc i jaki jest jego związek z keravimem. Wiemy tylko, że reprezentuje dobro. Pomaga mu Tomas i Kate. Para bezmyślnych i naiwnych dzieciaków, której udaje się walczyć z potworami. Po prostu cud. W walce z demonami całej trójce pomaga nawrócony pirat. Dzieciaki na swej drodze spotykają parę zwodników i nic z tego nie wynika. Zaprzepaszczony potencjał. Bohaterowie niby gdzieś ciągle biegną, coś robią, ale większego sensu to nie ma. Książka napchana jest metaforami, symbolami, ale nawet to nie sprawia, żeby była wciągająca. Czy polecam. Na pewno nie.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Seria: Niecni dżentelmeni.

Księga I. Kłamstwa Locke`a Lamory.

Obrazek

Autor: Lynch Scott
Wydawca: MAG
Ilość stron:546
Pierwsze wydanie: 2007
Wznowienie:23-10-2013

Opis z okładki:

Powiadają, że Cierń Camorry to niezwyciężony fechmistrz, złodziej nad złodziejami, duch, który przenika ściany. Pół miasta wierzy, że jest legendarnym bohaterem i obrońcą biedaków; druga połowa uważa, że opowieści o nim to mit dla głupców. Jedni i drudzy się mylą. Drobny i słabo władający rapierem Locke Lamora rzeczywiście jest (ku swemu utrapieniu) Cierniem Camorry. Z pewnością nie cieszy się z plotek towarzyszących jego wyczynom – a specjalizuje się w najbardziej złożonych oszustwach. Istotnie, okrada bogatych (kogóż innego warto okradać?), ale biedni nie oglądają ani grosza z jego zdobyczy. Wszystko, co zdobędzie, przeznacza na użytek swój i swojego nielicznego gangu złodziei: Niecnych Dżentelmenów. Wielobarwny i kapryśny światek przestępczy wiekowej Camorry jest ich jedynym domem. Niestety, w ostatnich czasach nad miastem zawisło widmo tajemnicy, która grozi wybuchem wojny gangów i rozdarciem półświatka na strzępy. Locke’a i jego przyjaciół, wplątanych w śmiertelną rozgrywkę, czeka niezwykle trudna próba pomysłowości i lojalności. Jeśli chcą żyć, muszą z niej wyjść zwycięsko.

Moja opinia:

Coraz bardziej zaczynam się przychylać do tezy – grunt to dobre nastawienie do książki. Nastawiałam się na coś rewelacyjnego, zwalającego z nóg, bo czyż powieści o złodziejskich szajkach nie są fajowe. Zaletą książki jest niewątpliwie intryga. Super poprowadzona od początku do końca, posiadająca nieprzewidywalne zwroty akcji. Fabuła prowadzona jest naprzemiennie. Raz obserwujemy wyczyny Lokiego jako małoletniego złodzieja, potem jego dorosłe życie. Ma to swoje zalety jak i wady. Zaletą jest to iż widzimy kto i co ukształtował Lamora, choć to do końca i tak nie jest prawdą, bo ukształtowało go pierwsze sześć, siedem lat życia, o których nic nie wiemy. Dalej to tylko obróbka jego charakteru i umiejętności przez starego wyjadacza. Wada jest taka, że jak się człowiek wciągnie w akcję to szlag trafia, jak następuje przerzutka do innego okresu życia bohaterów. Ponadto historia o gangu Niecnych Dżentelmenów w porównaniu do Nightruner czy Rivrii jest banalna. Nie ma odniesienia do polityki państw czy władzy. Skupia się tylko na intrydze oraz rozbudowaniu postaci głównego bohatera, którego zachowanie również poniekąd wydaje mi się dziwne. Gromadzenie złota przez Lokiego bez pomysłu, czy nawet marzeń na jego wykorzystanie wydaje mi się lekko naciągane. To wbrew ludzkiej naturze – marzyć, co się zrobi jak się będzie miało kasę, a banda Lokiego nawet ich nie miała (tj. marzeń), a co dopiero konstruktywnego pomysłu na jej wykorzystanie. Bracia Sanza też jakoś tak przeszli bokiem. Najwięcej uwagi dostał Jean Tannen, z oczywistego powodu i mistrz całej bandy. Pędrak też był fajny. Szkoda, że bliźniaków było jakoś tak mało i nie mogli się za bardzo wykazać. Mieli duży potencjał.
Ogólnie książka mi się podobała, ale zabrakło jej czegoś, żeby trafić na najwyższą półkę. Sama dokładnie nie wiem czego. To raczej bardzo subiektywne odczucie. Może dlatego, że czytałam ją po serii Webera. Wydała mi się małostkowa, bez głębi i szerszego planu i międzynarodowej intrygi. Z drugiej strony Niecnym Dżentelmenom bliżej w stronę literatury rozrywkowej, ale do niej też troszeczkę zabrakło. Seria chwalona jest za wspaniały humor i sarkazm. Owszem, zgadzam się, że książka jest nim przesycona, ale czytałam lepsze. Na pewno przeczytam dalsze części. Jedynka jednak nie spowodowała odruchu - muszę ją mieć, ale są jeszcze dalsze części. Poczytamy, zobaczymy. Może autor dopiero się rozkręcał, jak to pisał.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Touched by an Alien (Katherine "Kitty" Katt #1)
Autor: Gini Koch


Opis: How can a sexy marketing manager join forces with an Alpha Centauri male in Armani to save the planet-using hairspray, a Mont Blanc pen, and rock n' roll?

Easy.

Marketing manager Katherine "Kitty" Katt steps into the middle of what appears to be a domestic dispute turned ugly. And it only gets uglier when the man turns into a winged monster, straight out of a grade-Z horror movie, and goes on a killing spree. Though Kitty should probably run away, she springs into action to take the monster down.

In the middle of the chaos a handsome hunk named Jeff Martini appears, sent by the "agency" to perform crowd control. He's Kitty's kind of guy, no matter what planet he's from. And from now on, for Kitty, things are going to be sexy, dangerous, wild, and out of this world.


Moja opinia: Książkę przeczytałam już z 2 miesiące temu, ale opinia jakoś nie chciała się sklecić. Nadal mam problem z tym, że napisać o niej coś więcej i w miarę sensownie. Przede wszystkim mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo wiele rzeczy mi się podobało, z drugiej natomiast strasznie irytowała mnie główna bohaterka, a to, jak wiadomo, może skutecznie zabić wszelkie cieplejsze uczucia względem danej serii.

Gdzieś tak do 1/3 powieści jest najlepiej. Kitty jest zadziorna, ma o sobie wysokie mniemanie, ale potwierdza to jej inteligencja oraz niesamowita spostrzegawczość. W pewnym momencie myślę sobie: "kurde, damski Sherlock"! I bynajmniej nie przesadzam. Sypała mądrościami oraz obserwacjami (zawsze po jakimś czasie, wtedy było większe "wooooow" od słuchacza :roll:) jak z rękawa, od czasu do czasu robiąc podśmiechujki z czyjegoś braku percepcji. Ale! Było wciąż zabawnie, teksty często śmieszyły, akcja naprawdę parła jak szalona do przodu, a seksowny obcy Jeff Martini był całkiem słodki z tym swoim natychmiastowym zauroczeniem wobec Kitty.

A potem się zepsuło. I psuło się już do końca. Książka nie była wcale taka długa, a pod koniec miałam wrażenie, że ciągnie się niemiłosiernie. Fabuła wypełniła się masą dziur logicznych (aczkolwiek dopuszczam możliwość, że przyszłe tomy mogą to jakoś zrekompensować), Kitty okazała się być chodzącym geniuszem, na który zacofana rasa obcych musiała czekać kilkadziesiąt lat, aby w swej wnikliwości objawiła im, w jakim to wielkim kłamstwie żyli. Samo kłamstwo, a także i prawda, są jednak równie grubymi nićmi szyte.

Związek Jeffa i Kitty po zaledwie kilku dniach robi się mdląco i na całe życie poważny, niemal każdy człowiek okazuje się mieć supertajne alter życie i w ogóle jakieś to wszystko takie napaćkane i groteskowe.

Tomów cyklu wyszło całkiem sporo i końca nie widać. Nie wiem, czy przeczytam dwójkę, może któregoś dnia mnie natchnie, bo parę rzeczy mi się spodobało. Ale na razie nie jest mi do tego śpieszno.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2961
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Bogowie i wojownicy
Autor: Michelle Paver

Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Tytuł oryginału: Gods and warriors
seria/cykl wydawniczy: Bogowie i wojownicy
Tom: 1
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 17 lipca 2013
ISBN: 9788377478783
Liczba stron: 305

Opis:
Bogowie i wojownicy to pierwszy z pięciu tomów nowej sagi Michelle Paver. Po bestsellerowych Kronikach Pradawnego Mroku, których akcja toczy się w epoce kamiennej, autorka zabiera czytelnika w kolejną podróż w czasie – w epokę brązu. Bohater opowieści, dwunastoletni Hylas, jest Osobnym – wykluczonym ze swojej społeczności. Mało komu ufa, nie cofa się przed kłamstwami i kradzieżą. Ścigają go wojownicy zwani Krukami. To przez nich uciekła jego młodsza siostra. Chłopiec nie ma pojęcia, co się z nią dzieje, ale wie jedno: za wszelką cenę musi ją odnaleźć. Decyduje się wypłynąć na morze, cudem unika śmierci i trafia na niezwykłą wyspę. Na miejscu spotyka Pirrę – córkę despotycznej kapłanki, swoją rówieśniczkę, która również znalazła się tam przypadkowo. Różnią się niemal wszystkim. Wspólnie jednak muszą się zmierzyć z potęgą przyrody, gniewem bogów, wielką polityką – a także z własnymi słabościami i sobą nawzajem. A pomaga im w tym dobry duch… A właściwie Duch.

Komentarz:

Właśnie przeczytałam książkę „Bogowie i wojownicy” autorstwa Michelle Paver. Jest to krótka powieść, która – moim zdaniem – kierowana jest do czytelników młodszych, przede wszystkim tych w wieku głównych bohaterów, a to oznacza około lat dwunastu. Ale to, że młodsi czytelnicy mają większą szansę na polubienie tej książki, nie oznacza, że starszy czytelnik odłoży ją z niesmakiem. Mnie na przykład powieść ta się podobała.

„Bogowie i wojownicy” to w skrócie opowieść o chłopcu o imieniu Hylas, który z nie swojej winy został wplątany w przepowiednie i stał się celem dla pewnego klanu, którego miłym nazwać nie można. Łatwo się domyślić, że chłopiec chce uniknąć losu, jaki chcą mu zgotować nieprzyjaźnie nastawione Kruki – a uciekając przed nimi Hylas spotyka kilku ludzi i nie-ludzi, którzy mu pomagają lub wręcz przeciwnie. Tak czy inaczej, chociaż po moim niezgrabnym opisie może się tak nie wydawać, książka ta jest przyjemna, a przedstawiona historia całkiem interesująca. Oczywiście można ją też bez wahania określić przymiotnikiem „naiwna”, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Nie drażniły mnie jakoś szczególnie luki logiczne ani nie wkurzało nadanie zwierzętom świadomości – w tej powieści to ostatnie wydawało mi się to nawet całkiem na miejscu, pasowało do reszty. Poza tym od początku byłam świadoma i nastawiona na to, że jest to książka dla młodszego czytelnika i może dlatego też się nie zawiodłam.

W „Od Autorki” Paver wspomniała, iż wykorzystała jako tło wydarzeń nieco pozmienianą Grecję sprzed epoki świetności, dokładniej z epoki brązu – czyli kulturę mykeńską i minojską. Mnie jakoś ten okres niekoniecznie porywa, ale autorce udało się dobrać takie elementy, by czas i miejsce akcji nie były oczywiste, w zasadzie tym, co pozwala zidentyfikować czas, są używane nazwy i niewiele więcej (a przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie zagłębiałam się szczególnie w ten temat). Mnie to odpowiadało.

Z innych rzeczy można wspomnieć, iż akcja nie jest może szczególnie oryginalna, ale jest za to szybka i całkiem ciekawa. Książka ma ledwo trzysta stron, a ponadto jest lekka i przyjemna, zatem czyta się ją bardzo szybko – jeden dzień i po wszystkim.

Krótko mówiąc, jest to przyjemna książka nie tylko dla młodych, chociaż do nich przede wszystkim kierowana. Nie należy spodziewać się cudów i dziwów, ale zwyczajnie miło spędzonego czasu.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Demony Leningradu

Obrazek

Autor: Adam Przechrzta
Wydawca: Fabryka słów
Ilość stron: 440
Rok pierwszego wydania: 2011
Data wznowienia: 29-11-2013

Opis z okładki:

Koszmar, który dusi grozą nawet zimne, bezlitosne serce Ławrienitja Berii. Ulicami udręczonego głodem, oblężonego Leningradu przemyka wcielona Śmierć. Coś więcej niż oszaleli z rozpaczy kanibale, żerujący na trupach poległych towarzyszy. Coś, co nawet w ludziach, którzy przetrwali stalinowskie czystki oraz furię dywizji Wehrmachtu, czy Waffen SS powoduje skrajne przerażenie. Istoty, których istnienie nie mieści się w bolszewickiej ideologii. Tam gdzie nie wystarcza rozkaz Stalina, furia Berii i bestialstwo katów z NKWD - tam wkraczają do akcji drużyny GRU - wojennoj razwiedki.

Moja opinia:

Do przeczytania książki zachęcił mnie udostępniony przez Fabrykę Słów pierwszy rozdział. Nastawiłam się na super rozrywkę i się nie zawiodłam. Autor świetnie wczuł się w opisywane klimaty i rosyjską mentalność. To chyba dzięki zawodowej znajomości tematyki historycznej i militarnej. Tytuł i opis książki sugerują, że akcja dzieje się w Leningradzie, a tak naprawdę to tam się to wszystko tylko zaczyna. Jak dla mnie bomba. Rosja, komuna, II wojna światowa i do tego coś z pogranicza fantasy. Ni to wampir, ni to inna cholera. Zwą się Doskonali. Nic więcej nie dodam, bo popsułabym niespodziankę. A są oni tematem przewodnim. Co bym nie napisała to byłby spoiler. Więc z wielkim bólem, powstrzymam się jakoś. Najbardziej fascynujące są rozgrywki między wywiadem a NKWD. Lawirowanie w tym bagnie to prawdziwy majstersztyk. Nigdy nie wiesz kto cię udupi. Książka ma jeszcze jedną zaletę. Autor nie boi się uśmiercać bohaterów. A to lubię.

Akcja powieści kończy się w takim momencie, że nie wiem jak fani Przechrzty mogli wytrzymać 2 lata bez kontynuacji. Strasznie się cieszę, że ja nie muszę tyle czekać. Demony Leningradu przeczytałam dopiero teraz wiec bez problemu mogę zabrać się za I część Demonów wojny. A z tego co słyszałam II część już niedługo. Nie wiadomo tylko ile przyjdzie poczekać na Demonów chyba Pokoju (nie pamiętam zbyt dobrze).
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
destrakszyn
Destrukcyjna Esencja Wszechświata
Posty: 974
Rejestracja: 07 sie 2010, 10:46

Post autor: destrakszyn »

Obrazek

Fletcher Moon. Prywatny detektyw
Eoin Colfer
Wydawnictwo W.A.B.


Opis:

Fletcher Moon, zwany z racji niskiego wzrostu Krótkim, działa w szkole jako prywatny detektyw. Do tej pory zajmował się rozstrzyganiem koleżeńskich sporów i wykrywaniem drobnych wykroczeń, za co płacono mu słodyczami. Zawsze jednak marzył, by stać się detektywem z prawdziwego zdarzenia. Z myślą o tym ukończył nawet specjalny internetowy kurs.

Wreszcie nadchodzi moment, w którym będzie mógł w pełni wykorzystać swoje zdolności. W miasteczku dochodzi do napaści, podpalenia i kradzieży. Trop prowadzi do przestępczego gangu Sharkeyów, ale nie wszystko jest tak jednoznaczne, jak się z początku wydaje.

Już wkrótce ścigający zamieni się w ściganego...

Komentarz:

To jest książka zdecydowanie przeznaczona do młodzieży, młodzieży której bliżej do dzieci, jakoś przedział 10-13 lat, ale! Colfer jest przecież jedyny w swoim rodzaju i w jego wykonaniu książka dla dzieci jest książką dla każdego. :-) Przede wszystkim dlatego, że autor nie traktuje młodego odbiorcę jak kretyna i ta historia jest skomplikowana, ma drugie, niespodziewane dno i zwroty akcji, jakich nie powstydziłaby się powieść detektywistyczna mistrzów gatunku. Co prawda schemat jest mi raczej znany, ale uważam, że dla początkującego czytelnika to świetny start w kryminały, a dla starych wyjadaczy chleba - wciąż świetna gratka.

Przez większość czasu gęba mi się śmiała, bo żarty, szczególnie autoironia głównego bohatera, są naprawdę zabawne i subtelne, zaś mając tę parę lat więcej na karku, można dostrzec w nich bardziej hm hm dorosłe nawiązana. :-P Ale to nie tylko ciągła zabawa - Colfer pokazuje też smutniejsze, mroczniejsze strony życia, które, choć w zminimalizowanej wersji, nadal robią wrażenie.

Polecam wszystkim, bo twórczość Eoina Colfera to kawał naprawdę dobrej literatury, która z złe dni bezlitośnie rozprasza chmury. :)
Obrazek

Nothing is true, everything is permitted.

Nic není pravda, vše je dovoleno.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”