Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Houston mamy problem

Obrazek

Autor:Katarzyna Grochola
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 608

Opis z okładki

Katarzyna Grochola zmienia front! Czytelnicy z pewnością będą zaskoczeni, gdyż bestsellerowa pisarska bohaterem swej najnowszej książki uczyniła… mężczyznę!
Szykuje się pełna przygód, zaskakująca powieść – jak zwykle utrzymana w błyskotliwym, pełnym humoru stylu – która nie tylko z pewnością podbije serce dotychczasowych czytelniczek Katarzyny Grocholi, ale ma szansę zdobyć nowych fanów – także wśród mężczyzn.
Bohaterem powieści jest Jeremiasz, sympatyczny i błyskotliwy trzydziestodwulatek, który znalazł się na tzw. życiowym zakręcie. Jest piekielnie zdolnym operatorem filmowym, ale okazał się zbyt prawy i bezkompromisowy, by zrobić karierę w filmie. Nie ma pracy, przędzie więc cienko, a kredyt za mieszkanie spłacać trzeba. Bo przecież nie może mieszkać z matką, która ciągle wtrąca się w jego życie. Jeremiasz wie dużo o kobietach, ba! wie o nich wszystko, a może nawet więcej, bo gdzie się obróci, tam jakaś pani – a to matka, a to sąsiadka z piętra, a to córka sąsiadki, a to Zmora mieszkająca piętro niżej, a to kumpela, z którą można pogadać jak z najlepszym przyjacielem. A wszystkie od niego czegoś żądają i każda sprawi mu jakaś niespodziankę.

Moja opinia

Ciekawa opowieść o przekomicznym tytule. Lubię Grocholę. Niektóre jej pozycje posiadam nawet na własność. Przeczytałam prawie wszystko co wydała, choć są pewne wyjątki. Całkowicie zgadzam się z opisem z okładki. Ktoś świetnie naszkicował fabułę i podkreślił same najważniejsze rzeczy. Czy jednak autorka uzyskała zamierzony efekt, trudno mi się wypowiedzieć, gdyż jestem kobietą. Z miłą chęcią przeczytałabym jakąś opinię faceta o perypetiach faceta pisanych przez kobietę. Jakoś nie odniosłam wrażenia, żeby coś się zmieniło. Gdyby bohaterką była kobieta fabuła książki wyglądałaby tak samo, może z kilkoma wyjątkami, ale takimi tycimi.

P.S. W sobotę oglądałam zmianę disainu mieszkania małym kosztem – tj. ułożeniem książek kolorystycznie. W Hiuston mamy problem również coś takiego się pojawia. Chyba bym tego nie przeżyła. Co z tego, że ładnie wygląda, skoro to zbrodnia przeciwko literaturze.

Obrazek
Ostatnio zmieniony 22 lip 2014, 19:31 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Gdyby tak było, to chyba nic bym nie przeczytała, bo nic bym znaleźć nie mogła. I temat ostatnio przeczytane byłby pusty. A tak, to czytam nastepne tomy Wampira do wynajęcie. (patrz wyżej - Luna"
Te tomy to Księżyc i wampirzyca i Amerykański wampir. Autorka naprawde wie, jak kończyć książkę, żeby czytelnik po nią sięgnął. Kończy w takim momencie, że niby historia jest zakończona, ale... ale nie wiemy, jakie są nastepne, już podjęte przez bohaterkę decyzje. Dlatego znowu czekam z niecierpliwością na to 4 - ma się ukazać na początku kwietnia 2013 r - może się dowiem, co tam znowu wykombinowała :-)

Awatar użytkownika
AISA
Żarłoczny Ghul
Posty: 761
Rejestracja: 10 sie 2010, 18:29

Post autor: AISA »

Obrazek

Tytuł: Jonathan Strange i Pan Norrell
Autor: Susanna Clarke
Seria: Uczta Wyobraźni
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 20 lutego 2013
Liczba stron: 805

Opis od wydawcy:

Anglia, początek XIX wieku. Tajemniczy pan Norrell jest jednym z nielicznych, którzy zajmują się jeszcze czarami. Ale to właśnie dzięki niemu i jego młodemu przyjacielowi - Jonathanowi Strange'owi, Anglia stanie się na powrót krainą tajemnej sztuki. Dwaj bohaterowie posiądą niezwykłą władzę, a sam rząd poprosi ich o pomoc w walce z Napoleonem. Lecz magia ma swoją cenę...

Moja opinia:

Muszę napisać, że mam mieszane uczucia co do tej książki, na które z pewnością wpłynął początek powieści, będący dla mnie jednym wielkim irytująco-nudzącym zaskoczeniem. Ciężko było mi ogarnąć treść właściwą i przypisy, których momentami na stronie było więcej niż powieści (treść właściwa: 3-4 linijki, przypis: reszta str.) i ciągnęły się od strony do kilku stron, a najgorsze było to, że przypisy, przynajmniej w pierwszej części, były ciekawsze niż to, co autorka chciała przekazać o magach. Moim zdaniem można to było rozwiązać w inny sposób, np. przypisy włożyć w słowa bohaterów – z pewności ułatwiłoby to czytanie. Sytuacji nie poprawił główny bohater, Pan Norrell, który jawił mi się jako stary niezwykle stetryczały, złośliwy, zachłanny i nieuprzejmy człowiek. I nie ma co ukrywać – tylko czekałam, kiedy w powieści pojawi się ten drugi mag – Jonathan Strange, po długim czekaniu wreszcie się pojawił. No cóż, po przeczytaniu całości książki moja opinia na temat wielce szacownego maga Norrella, wiele się nie zmieniła. Przez ten początek bardzo długo czytałam tę książkę, po prostu nie mogłam się zmusić, żeby wziąć ją do ręki. Na całe szczęście po męczącym, nawet bardzo, początku, dotarł do mnie klimat książki, fabuła stała się żwawsza, na kartach powieści zagościły ciekawsze i bardziej malownicze postaci. Hmmm, chyba zadziałała na mnie magia i akcja w końcu mnie wciągnęła. ;) Historia XIX wiecznej Anglii mieszała się z magią zacierającą granice państw oraz prawdy historycznej i fikcji literackiej. Co raz odważniejsze były poczynania magów, powracała angielska magia, a cena jej stosowania była ogromna, o czym obaj magowie prędzej czy później się dowiedzieli. Świetnie wykreowany świat, mroczne magiczne krainy i przenikanie się tych dwóch światów. Początkowo styl i język jakim posługiwała się autorka, choć niewątpliwie dostosowane do epoki i powieści, bardzo mnie drażniły, ale podobnie jak z przypisami – przywykłam do nich. Zauważyłam nawet, że w 3 tomie język stał się nieco swobodniejszy, jakby niechcący do eleganckich i precyzyjnie dobranych słów, wkradły się słowa zgoła do nich nie pasujące. Z pewnością plusem jest to, że trzy tomy zebrane są w jednej książce, po pierwsze dlatego, że dają szansę poznania 2 i 3 tomu, bo lektura pierwszego tomu trochę zniechęca, a warto dobrnąć do ciekawszej części, a po drugie cena za 3 książki „w pakiecie” jest mniejsza niż, gdyby książki były sprzedawane osobno. Śmiało mogę polecić tę pozycję wytrwałym czytelnikom, lubiącym specyficzny klimat angielskich powieści historycznych.
Ostatnio zmieniony 13 kwie 2013, 19:59 przez AISA, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Seria: Ludzie jak bogowie

Tom. I Galaktyczny zwiad

Obrazek

I wydanie w Polsce: 1972 pt.: Dalekie szlaki
Wznowienie: 04.03.2013
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Solaris

Opis z okładki:

Galaktyczny zwiad to pierwsza część epopei Ludzie jak bogowie. Nieskrępowana wyobraźnia Sniegowa tworzy w tej gwiezdnej sadze olbrzymie kosmoloty pożerające przestrzeń, ludzkość potrafi budować sztuczne słońca i planety, pomaga też napotkanym w galaktyce inteligentnym rasom.
Wiele z tych istot ma legendy na temat niszczycielskich wrogów. I kiedy pierwszy ziemski statek wyrusza do centrum Galaktyki, napotyka tych Niszczycieli. Wielka wojna gwiezdna to kwestia godzin. Czy ludzkość, która zapomniała już o swojej wojennej przeszłości musi zacząć się zbroić.
Siergiej Sniegow (1910 - 1994) rosyjski pisarz science fiction, z wykształcenia fizyk. Jakże typowy radziecki życiorys – niewygodny dla komunistów niezależny myśliciel, skazany na 10 lat łagrów, po wyjściu nie mógł nigdzie dostać pracy. Zaczął pisać, ale i tu rzucano mu kłody pod nogi, wydawnictwa wciąż odrzucały jego prace. Fantastyka przyniosła w końcu Sniegowowi wielką popularność. Zwłaszcza epopeja gwiezdna – Ludzie jak bogowie.

Moja opinia:

Wypatrzyłam tę pozycję w Solarisie podczas przeglądania nowości już jakiś czas temu. Kiedyś Hamilton trochę mnie zraził do space opery, ale Donaldson i Corey to naprawili, i znów postanowiłam poszybować w kosmos.

Powieść zaczyna się w momencie, kiedy na ziemię dociera wiadomość, że w końcu odkryto nowy rodzaj istot rozumnych (do tej pory były to zwierzęta lub rośliny). Kogoś w rodzaju prawdziwych ludzi. Szaleją wśród nich bratobójcze wojny, znacznie groźniejsze od starożytnych wojen na Ziemi. Jest to przełomowa chwila w historii ludzkości. Wiadomość opiera się na przekazie ustnym lub malowidłach istot rozumnych. Najdziwniejsze jest to, iż namacalny kształt mają tylko dobrzy Galaktowie. Zływrogi (Niszczyciele) budzą taki strach, że nikt nie jest w stanie przekazać Ziemianom jak wyglądają.

Na Ornie, sztucznej planecie, ma się odbyć Pierwszy Międzygwiezdny Kongres. Ludzie przywożą na niego, bo tylko oni posiadają statki, mieszkańców sąsiednich układów gwiezdnych, aby zapoznać się z ich potrzebami i możliwościami, nawiązać z nimi przyjazne kontakty, zorganizować wymianę towarów i przepływ informacji, przygotować się do pierwszego lotu międzygwiezdnego, aby odnaleźć Galaktów. Ludzie zamierzają zawiązać Sojusz Międzygwiezdny łączący wszystkie istoty rozumne z Układu Słonecznego. Ora jest pierwszym ciałem niebieskim dokładnie obliczonym i zaprojektowanym. Najpierw była ideą, rysunkiem. Potem stała się rzeczywistością. 104 lata ludzkość żyła myślami o Orze. 50 lat zajął sam projekt. Tylko niektóre planety nadają się do zamieszkania i na każdej z nich rozwinęła się jakaś szczególna forma życia, której sprzyjały miejscowe warunki. Ora była od początku pomyślana jako największy hotel galaktyczny, jako miejsce przydatne dla wszystkich form życia. Żadna naturalna planeta nie nadawała się do tego celu. Ora nie jest planetą pokrytą mechanizmami lecz mechanizmem wyrosłym do wielkości planety. Nie ma kulistego kształtu. Przypomina gruby dysk.

Wszystkie bogactwa Ziemi zapewniają luksusowe warunki innym istotom na ich planetach. Myślałam, że ludzkie geny zostały zgenhakowane, tj. gen: agresji, złości, podłości i nietolerancji został wyeliminowany. Jakby człowiek wkroczył na inny etap ewolucji. Nie ma przestępczości, śmierci, agresji, ludzie żyją po 200lat. Pogodę się kontroluje. Wszyscy są szczęśliwi, panuje istny dobrobyt. Ziemia jest bardzo bogata. Za darmo niesie pomoc innym planetom np. słońce. Ktoś się jednak wyłamuje z tego schematu. Na początku jest nią pewna dziewczyna. Jak się żyje przeciętnemu obywatelowi Ziemi trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że bohaterami są same wybitne jednostki z wyjątkiem dziewczyny, która zachowuje się od samego początku inaczej od „celebrytów”. Jej agresywne zachowanie wzbudza zdziwienie moje jak i Eliego. Przecież nikt w tym świecie się tak nie zachowuje. Moje pierwsze ważenie było takie, że nie pochodzi z Ziemi. Nic bardziej mylnego. Może autor chciał w bardzo delikatny sposób coś czytelnikowi zasugerować. U władzy wszyscy są szczęśliwi, ale na „dole” już tak nie jest. Wątek niestety nie został rozwinięty. Drugą postacią, która ma inne poglądy niż „całe” społeczeństwo jest Paweł Romero – znawca starożytności, dawnych praw i zwyczajów. Uważa on, że takie altruistyczne postępowanie Ziemian wobec innych istot uszczupli interesy ludzkości. Według niego człowiek spychany jest na dalszy plan. Co dziwne takie samo zdanie mają Wielkie komputery, które mają za zadanie chronić ludzkość przede wszelakim niebezpieczeństwem. Niech inni radzą sobie sami. W chwili kiedy nad ludzkością zawisło wielkie niebezpieczeństwo należy myśleć tylko o sobie, wyłącznie o sobie. Żadnej dobroczynności kosztem interesów człowieka. Należy przestać udzielać pomocy społeczeństwom będącym na niższym stopniu rozwoju niż ludzkość. Jak zachowa się ludzkość? Posłucha komputerów i Romera czy dalej będzie prowadzić charytatywną działalność.

Pozostali bohaterowie to jakby szkolni koledzy:
Lusin – zajmuje się materializacją potworów ze starożytnych podań. Syntetyzuje (tj. jest w stanie sztucznie odtworzyć różne formy życia) żywe istoty, jakich natura nie zdołała wytworzyć w procesie ewolucji nawet za miliard lat, np. mówiące delfiny, ogniste smoki, pegazy itp.
Eli – główny bohater. Odważny, szybki w działaniu, zdecydowany na wszystko, umiejący w razie potrzeby ryzykować nawet życie, lubiący przygody i w ogóle. Mówiąc krótko – narwaniec.
Olga, Allan, Leonid – inżynierowie, kapitanowie statków
Andre – szyfrant mowy obcych istot rozumnych

Już w szkole postanowili, że pierwszą podróż do innych gwiazdozbiorów odbędą razem. Niestety Eli się nie załapał, ale… jego siostra to ktoś bardzo, bardzo ważny. Dzięki jej protekcji leci jako jej sekretarz. Nawet wtedy jeszcze mnie nie tknęło, że coś z tym światem jest nie tak. A więc zacznijmy od początku, od początku tego świata, w którym dzieje się akcja.

Wszystko zaczęło się w roku, w którym ludzkość zjednoczyła się w jedno społeczeństwo i na kuli ziemskiej nastał wreszcie koniec waśni narodowych, klasowych i państwowych (tutaj mnie tknęło). Rok zjednoczenia stal się pierwszym rokiem nowej ery. Kiedy to było można gdybać, ale myślę, że w XXI wieku. Prawdziwa historia ludzkości zaczęła się od narodzin nowego społeczeństwa, od urzeczywistnienia zasady: „Społeczeństwo istnieje dla dobra człowieka. Każdemu według potrzeb, od każdego według jego możliwości”. Od razu skojarzyło mi się to z utopią i miałam rację. Wielki komunizm zjednoczył świat. Sprawił, że wszyscy chcą sobie pomagać nawzajem. Po prostu nie realne. Sprzeczne z istotą człowieczeństwa, chyba, że ktoś ingerowałby w ludzie geny, a o tym nic nie ma. W początkowych latach nowej ery powyższa zasada komunizmu była jedynie pragnieniem. Należało dopiero uczynić z niej prawo. Przez 563 lata ludzkość doskonaliła się aż dotarła do chwili obecnej. Nadszedł jednak czas gdy ludzkość rozejrzała się wokół i zobaczyła, że formy życia rozumnego są nieskończone różnorodne. Natura nie wyczerpała swoich możliwości na człowieku. Ludzkość poznała wreszcie swoje miejsce we Wszechświecie, miejsce bardzo skromne. I oto nastała próba wartości człowieka. Nadszedł czas by zmienić formułę na: „Człowiek przyjacielem wszystkiego co dobre i rozumne we Wszechświecie”. Podróże w kosmos stały się możliwe dzięki efektowi Anreja Taniewa, który odkrył teorię powstania z „niczego” i przekształcenia w „nic”. Żył w XX wieku starej ery, ale efekt jego pracy ujrzał światło dzienne dopiero 200 lat później. Taniew odkrył zdolność przekształcenie się masy w przestrzeń i przestrzeni w masę. Odkrycia tego dokonał siedząc w więzieniu. Powiedział, że nadejdzie czas, gdy człowiek będzie niczym Bóg tworzył światy z pustki i poruszał się z szybkością nadświetlną. I tak się stało. Można w 5 minut utoczyć eleganckie słoneczko, podrzucić je na inną planetę, której brakuje ciepła i światła. Zływrogi (Niszczyciele) opanowały odwrotną reakcje Taniewa do lotów międzygwiezdnych, to znaczy tworzą substancję z unicestwionej przez siebie przestrzeni, bo inaczej nie można „zacieśnić” światów. Galaktowie przeszkadzają im w tym i w rezultacie w przestworzach międzygwiezdnych szaleje wojna. Ludzie po raz pierwszy w historii wychodzą na trasy galaktyczne. Czy są one dla nich bezpieczne? Planują utworzenie Międzygwiezdnego Sojuszu Planet Słonecznych. Czy nie jest jeszcze na to za wcześnie? Może ludzkość powinna zasklepić się całkowicie w światku planet słonecznych. Ludzie mają ogromne zasoby, czy nie należy przeznaczyć ich na budowę urządzeń obronnych? Może trzeba wznieść wokół Układu Słonecznego pierścień sztucznych planet twierdz? Podróż szkolnych przyjaciół ma za zadanie znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania i przynosi.

Na początek odczułam fascynację nauką i istotami z legend występującymi obok siebie. W powietrzu mkną aerobusy i awionetki, a pomiędzy tymi cudami techniki słychać szum skrzydeł pegazów lub smoków. Co za świat. Potem jednak wątek smoków i pegazów okazał się tylko miłą wstawką i zszedł na plan dalszy. Zwyciężyła technika. Na Ziemi istnieje coś takiego jak Wielki Komputer Państwowy i Wielki Komputer Akademicki oraz Informacja. Komputery pracują nieprzerwanie już 200 lat. Wśród miliardów elementów Wielkiego znajduje się „prywatny” fragmencik złożony z milionów komórek każdego człowieka – Opiekun. Maszyna kierująca, która odsuwa od człowieka niebezpieczeństwo, stara się strzec przez chorobami, powstrzymuje przed nie przemyślanymi postępkami. Ludzie na ziemi zbyt mocno polegają na maszynowym programowaniu wszelkich przejawów życia. Horoskop genetyczny dziecka, zgodność pary małżeńskiej (szanse na udany związek). Pojazdami mechanicznymi struje się myślą, tak samo też się człowiek łączy z Wielkimi Komputerami - w myślach. Obecna potęga człowieka znacznie przewyższa możliwości przypisane kiedyś bogom. Stąd tytuł serii Ludzie jak bogowie. Ta cała dobroć ludzkości i państwo utopijne jakoś do mnie nie przemówiły. Poczułam się bardzo rozczarowana. Z drugiej strony, chyba tylko dzięki temu książki Sniegowa mogły zostać wydane. Rozczarowały mnie też Zływrogi, a zainteresowali Galaktowie. Teoria Andre na temat związku człowieka z Galaktem jest bardzo interesująca i pokrywa się w pewien sposób z moim spojrzeniem na powstanie życia człowieka na Ziemi. Jeśli chodzi o to co mnie rozczarowało w Zływrogach to chyba ich wygląd. Taki z lat 50-60 XX wieku. Amnion z serii The Gap bardziej do mnie przemówił. Rozumiem jednak zamysł autora. Wspaniałej dobrej ludzkości, niosącej pomoc całemu kosmosowi musiała być przeciwstawiona niszczycielska siła, która potrafi tylko niszczyć. Jakoś też nie mogłam przekonać się do istot rozumnych zamieszkujących planety. Strasznie dziwni, nie do wyobrażenia. Z drugiej strony, tak nierealni, że aż prawdziwi. Zływrogi i komunizm mnie odrzucają od czytania kontynuacji, ale Galaktowie i wspomniani w części 3 Ramirowie (niczym ziemscy Atlantydzi) przyciągają. Co przeważy?


[center]ObrazekObrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 15 kwie 2013, 13:52 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 9 razy.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 258
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

hlukaszuk pisze:Zływrogi i komunizm mnie odrzucają do czytania kontynuacji, ale Galaktowie przyciągają. Co przeważy?
Czytałem kiedy w Polsce panowała jeszcze komuna, a książek s-f było jak na lekarstwo, więc nie miałem tego typu rozterek ;-)
Swojego czasu książka mi się podobała, ale czy tak samo byłoby dzisiaj? Jak dzisiejszy czytelnik odbierze wizję przyszłych starć ludzkości oczywiście z post-komunistycznym ustrojem w tle ? Czy w ogóle dostrzeże i sięgnie po tą rosyjską pozycję sprzed 50 lat przy takiej konkurencja na rynku?

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Piknik na skraju drogi

Obrazek

Autor: Arkadij i Borys Strugaccy
I Wydanie w ZSSR: 1972
I Wydanie w Polsce: 1974
Ostatnie wznowienie: 2011
Wydawnictwo; Prószyńskii
Ilość stron: 172

Opis z okładki:

Strefa Lądowania to teren, który niegdyś stał się obiektem inwazji obcej supercywilizacji. Mimo, że wstęp do strefy jest w zasadzie zakazany, stanowi ona wyzwanie dla pracowników Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Pozaziemskich, a przede wszystkim stalkerów, którzy z narażeniem życia wyprawiają się tam na zlecenie po cenne znalezisko. światowy biznes płaci za nie ogromne pieniądze, co wzmaga gorączkowy wyścig poszukiwaczy. Najzagorzalszy z nich, Red Shoehart, przeżywa metamorfozę duchową podczas ostatniej wyprawy...
Strefa kusi. Strefa przyciąga.
Strefa obiecuje nieprzebrane skarby.
Strefa odmienia.

Zabrakło jednej linijki: Strefa zabija

Moja opinia:

Ostatnio na fejsie Fabryki zrobiło się głośno o ZONIE, były różne konkursy, a potem światło dzienne ujrzała zapowiedź premiery książki Michała Gołkowskiego – Ołowiany Świat. Mimo, że jeszcze mało kto się tą z pozycją zapoznał (cyfry) zaczęła wzbudzać skrajne emocje: od piania z zachwytu po przewracanie się w grobie Strugacckich. Postanowiłam nadrobić zaległości i sięgnąć po pierwowzór.

Powieść jest bardzo krótka, ale od razu mnie urzekła. Zaczyna się od wywiadu z laureatem nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Wywiad jest tak poprowadzony, że przybliża nam wydarzenia ostatnich 13 lat, a zarazem najważniejszego odkrycia w całej historii ludzkości. Otóż dowiadujemy się, że na Ziemi miał fakt Lądowania obcych. Nie ważne jest kim byli, skąd przybyli i dlaczego tak krótko gościli na planecie i co było później. Najważniejsze, że ludzkość z całą pewnością dowiedziała się, że nie jest samotna we Wszechświecie. Ponadto obcy nie lądowali sobie od tak, gdzie popadnie. Istnieje 6 Stref Lądowania. Rozmieszczone są tak, jakby ktoś strzelił z rewolweru w obracający się globus. Dziurki układają się w pewną określoną krzywą. Miejscem akcji Pikniku na skraju drogi jest jedna z 6 Stref. Obcy pozostawili po sobie w Strfach masę śladów swego pobytu w postaci rozmaitych tajemniczych przedmiotów, które są badane przez naukowców. Oficjalnie Strefy są dostępne tylko dla pracowników Międzynarodowego Instytutu Cywilizacji Pozaziemskich, którego filie wyrastają jak grzyby po deszczu w okolicach Stref. Jednakże co nielegalne kusi, a czarny rynek kwitnie. Ze Stref wynoszenie są nielegalnie przedmioty. Osoby które się tego podejmują nazywane są stalkerami. Stalkerzy to zuchwalcy, którzy na własne ryzyko przekradają się do Sfery i wynoszą stamtąd wszystko, co wpadnie im w ręce. Pokażcie im tylko forsę, a za forsę stalker zahandluje własnym życiem. Jeśli stalker wróci ze Strefy z towarem mówi się, że to cud boski. Jeśli ujdzie z życiem – powinien dać na mszę. Jeśli postrzeli go patrol – miał farta, a cała reszta – jak los zdarzy. Mimo tego nowi stalkerzy wciąż się pojawiają, a przecież ryzykują nie tylko życiem. [spoiler]Ich potomstwo to potwory.[/spoiler]
Strefy są intensywnie badane przez naukowców, na ich temat powstają liczne teorie, ale wszystkie pozostają w sferze domysłów, gdyż nauka nie jest w stanie wyjaśnić przeznaczenia (zastosowania) występujących w niej artefaktów (pustak, świerzb, agrafka, pierścień, gąbka, gazowa glina, czarna bryzga, bransoletka, akumulator, owak, Złota Kula) i anomalii. Anomalie są to miejsca, w których prawa fizyki nie oddziaływają naturalnie, np. kwasy wychodzące poza ziemską skalę kwasowości. Oto one: ognisty puch, diabelska kapusta, morska trawa, wędrująca anomalia, łysica, pajęcza sieć, czarci pudding, lampa śmierci, wyżymaczka, wyładowania, żar, wesoły upiór. Na przykład jedna z hipotez naukowców mówi, że Ziemia była miejscem chwilowego pobytu obcych, a owe tajemnicze przedmioty i anomalie to zwykłe odpadki, których ludzkość nie jest w stanie zrozumieć - tak jak owady nie są w stanie zrozumieć pozostałości po pikniku człowieka.

Głównym bohaterem książki jest stalker Red Shoehart. Fabuła opisuje jego niektóre wyprawy do Strefy w pobliżu angielskiej miejscowości Harmont oraz ich konsekwencje. Jedną odbywa mając 23 lata, kolejną 28, a ostatnią 31. Celem tej ostatniej jest odnalezienie mitycznej, legendarnej Złotej Kuli, która spełnia najskrytsze marzenia.

Po przeczytaniu książki wiem już dlaczego powstało wiele gier w tym UNIWERSUM. Scenariusz powieści, występujące w niej artefakty i anomalie są wprost stworzone dla gry. Wszystko podane na srebrnej tacy. Pozostało mi jeszcze obejrzeć film Andreja Tarkowskiego, który powstał na motywach powieści.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 258
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

Hlu, widzę, że sięgasz do klasyki gatunku s-f ;-) Co po Strugadzkich? Kurt Vonnegut i Syreny z Tytana czy bardziej słowiański S Lem? A może warto trochę sobie odpuścić i wyluzować się jakąś lżejszą urban-fantasy?

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Majster pisze:Hlu, widzę, że sięgasz do klasyki gatunku s-f ;-) Co po Strugadzkich? Kurt Vonnegut i Syreny z Tytana czy bardziej słowiański S Lem? A może warto trochę sobie odpuścić i wyluzować się jakąś lżejszą urban-fantasy?

Jak już wcześniej pisałam czasem wpadam w ciąg i katuję podobną tematykę. Próbowałam przeczytać Przez ocean czasu, ale na razie odpuściłam, bo bohaterowie popełniają błąd na błędzie jeśli chodzi o nie ingerencję w przeszłość do jakiej jestem przyzwyczajona, nie uznając tego za naruszanie continuum czasu. Może później jeszcze do tego wrócę. Kurt Vonnegut to chyba nie moje klimaty, Lemem zaczytywałam się w szkole. Co do urban-fantasy - to co polecasz, czego jeszcze nie czytałam z tego gatunku? Czekam na propozycje. :-)
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 258
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

hlukaszuk pisze:Co do urban-fantasy - to co polecasz, czego jeszcze nie czytałam z tego gatunku? Czekam na propozycje. :-)
Może nie jest to do końca typowe urban-fantasy, ale wydaje mi się ,że nie czytałaś "Amerykańskich Bogów" lub "Chłopaków Anansiego" Neila Gaimana. Jak dla mnie rewelacja, no ale nie wszystkim musi podobać się to samo. Ciekawy jestem twojej opinii.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Cóż Neil Gaiman jest dla mnie niestrawny, choć zakończenie Chłopców Anasiego mi się spodobało. Niby fabuła, pomysł i bohaterowie są ok, ale... książka była nudna. Dopiero ostatnie 50 stron mnie wciągnęło. Amerykańscy bogowie zaczynają się w podobnym stylu. Przeczytałam z 50 stron i oddałam do biblioteki. Stwierdziłam, że dla samego zakończenia nie warto tracić czasu na resztę. Trudno powiedzieć czemu wydały mi się nudne, po prostu coś nie zaskoczyło.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Czarownica
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2714
Rejestracja: 23 cze 2010, 17:52

Post autor: Czarownica »

Szczerze, to i ja za Gaimanem nie przepadam. Ale taka fantastykę, w starym stylu lubię i czasem do niej wracam. a z rosyjskiej to uwielbiam Bułyczowa, choć to niby nieaktualne. Opowieści o Wielkim Guslarze sa zabójcze.

Awatar użytkownika
Majster
Starszy Asystent Balsamisty
Posty: 258
Rejestracja: 10 lut 2010, 09:06

Post autor: Majster »

Czarownica pisze:Ale taka fantastykę, w starym stylu lubię i czasem do niej wracam. a z rosyjskiej to uwielbiam Bułyczowa, choć to niby nieaktualne.
Co nieaktualne, co nieaktualne - pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają ;-) , właśnie dlatego nazywamy je klasyką. Ciekawe czy jak by dzisiaj dać naszym światłym obywatelom (a nawet od niedawna członkom szacownej Unii Europejskiej) nieograniczoną moc sprawczą życzeń, czy w kranach nie popłynęłaby wódka? Śmiem twierdzić, że różnica byłaby taka, że prawdopodobniej byłoby to piwo zamiast wódki :mrgreen: Jakby nie dostrzegam wielkich zmian jakościowych. Bułyczow, śmiejąc się z przywar swego narodu i wad systemu w którym przyszło mu żyć, dotknął ogólnych, uniwersalnych ułomności ludzkich, stąd myślę, że tak całkiem jego twórczość nie odejdzie do lamusa.

A że nie przypadł wam Neil Gaiman do gustu - no cóż, szkoda, ale jak mówiłem, nie wszystkim musi się podobać to samo.

Awatar użytkownika
attra
Posty: 99
Rejestracja: 27 mar 2013, 16:51

Post autor: attra »

Imperium wampirów

Autor: Clay Griffith, Susan Griffith


Opis z okładki:
Zakazana miłość w samym środku wielkiej wojny ludzi i wampirów
Brawurowa akcja w podzielonym pomiędzy śmiertelników i nieumarłych futurystycznym świecie dwojga młodych bohaterów połączonych uczuciem, walką i tajemnicą
Wyłącznie pozytywne oceny czytelników na Goodreads i Amazonie

Wielka Rzeź skończyła się sto pięćdziesiąt lat temu – śmiercią milionów ludzi i zwycięstwem wampirów.

W ich ręce wpadł cały świat. Kwitnące metropolie zmieniły się w zrujnowane, cuchnące rozkładem miasta epoki pary i stali, a śmiertelnicy – w niewolników nieśmiertelnych barbarzyńców.

Mrok nowego imperium nie ogarnął tylko Cesarstwa Ekwatorii i Republiki Amerykańskiej. Teraz, w roku 2020, te dwa państwa zjednoczą się przeciwko wspólnemu wrogowi, kiedy księżniczka Ekwatorii poślubi władcę Republiki.

Adele nie kocha mężczyzny, który ma zostać jej mężem, lecz jest zdecydowana się poświęcić. Ale nieprzyjaciel krzyżuje te plany, porywając księżniczkę. W samym sercu imperium żądnych krwi potworów Adele odkrywa, że nie jest zupełnie sama. Lecz czy jej tajemniczy obrońca to przyjaciel czy wróg? Człowiek czy wampir? Jej zguba czy miłość na wieki…

Moja opinia:
Gdy idzie o książki o tematyce wampirzej jestem już bardziej niż ostrożna...Niestety niewaiarygodny wręcz wysyp ksiązek o tych istotach zepsuł, że tak powiem ten temat w literaturze.
Dlatego jakież było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać tę książkę.

Ale do rzeczy.

Jak sama nazwa wskazuje mamy w fabule ziemię opanowaną przez wampiry, które w pewnym momencie postanowiły sie ujawnić i przy okazji zniszczyć ludzi i ich cywilizację.
Wampiry w tej książce to istoty w większości bezrozumne, egoistyczne i absolutnie złe.
Nie ma w nich ani krzty honoru czy innych "ludzkich" uczuć.
I to jest w tym naprawdę swietne.
Na tle tego swiata poznajemy młodą księżniczkę z jednej z nielicznych krain, które oparły sie atakowi wampirzej hordy.
Ma ona polecieć do odleglych krain aby przygotować pole pod walkę z wampirami.
I oczywiście jak można sie spodziewać, zostaje ona napadnięta przez wampiry, ratuje ją tajemniczy obrońca, który walczy z wampirami i...
Dalej z fabuły zdradzać nie będę, bo poznawanie losów głównych bphaterów to czysta przyjemność.
Ksiażka jest bardzo dobrze napisana, postacie są swietnie ukazane, pióro lekkie przez co bardzo szybko człowiek sie wciąga w fabułę, aż cieżko sie oderwać.
Akcja toczy sie ani nie za szybko ani za wolno. Coraz lepiej poznajemy naszych bohaterów, ich motywy i decyzje.

No i oczywiście wątek miłosny - bo mimo wszytsko i ta ksiażke sie przed nim nie uchroniła...Jest on bardzo naturalny i wcale nie schemtatyczny. Autorzy ukazują uczucie, które wg wszystkich znaków na ziemi i niebie nie ma szansy na spelnienie, chociazby dlatego, ze ksieżniczka jest zaręczona z władcą Republiki, co ma pozwolić na wspólne działania oby krain przeciwko wampirom.

Ksiażka kończy się w sposób jawnie wskazujacy, ze to nie koniec i będą dalsze części.
Wyjątkowo - bo na fali mody na trylogie lub całe serie zmęczyło mnie czytanie książek, które mają więcej niż jedną część, max. dwie - nie mogę sie doczekać na dalsze części i napewno sięgnę po nie z czystą przyjemnoscią.
książki to mój jedyny nałóg

Moje czytanie
http://miszmasz79.blogspot.com/

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

W Perseuszu. Część 2 serii Ludzie jak bogowie.

Obrazek

Siergiej Sniegow
Wydawnictwo: Solaris
Rok wydania: 1988
Wznowienie: 09-04-2013
Gatunek: Space opera

Opis z okładki

W Perseuszu to druga część epopei Ludzie jak bogowie. Potężna flota Ziemian wyrusza do skupiska gwiezdnego Perseusza, by rozprawić się z Niszczycielami – biomechaniczną rasą, która opanowała do perfekcji sztukę manipulowania polami grawitacyjnymi. W Perseuszu, schowana za orbitalnymi bastionami z potężną bronią, mieszka też wysoce rozwinięta rasa Galaktów, którzy wydaja się być naturalnymi sojusznikami Ziemi.
Czy ludzie poradzą sobie z potężnym wrogiem? Czy załogi floty są w stanie podołać psychicznej presji, jaka na nich ciąży? Czy odnajdą wśród Galaktów sprzymierzeńców? Ludzie jak bogowie to najlepsza radziecka space opera.

Moja opinia

Długo się zbierałam do przeczytania drugiej części Space opery Ludzie jak bogowie z powodów podanych przy opinii do pierwszej części. Nie lubię jednak mieć nie przeczytanych serii i lubię wiedzieć co było dalej. Moje pierwsze wrażenia po przeczytaniu są takie, że druga część jest znacznie gorsza. W Dalekich szlakach Galaktowie i Niszczyciele urośli do bardzo potężnych obcych. Poznanie ich bliżej trochę mnie rozczarowało. Galaktowie okazali się zgnuśniałą rasą, która nie widzi dalej niż koniec własnego nosa, a Niszczyciele wcale nie byli tacy Niszczycielscy i podobni do siebie jak jeden mąż. Może moje postrzeganie innych ras ma coś wspólnego z tym, iż kiedy byli odlegli stworzyłam sobie ich wizerunki, którym wizja autora nie sprostała. Runął też mit lub teoria o podobieństwie Ziemian do Galaktów. Za to pojawili się Ramerzy. Coś jak mityczni Atlantydzi na ziemi. Właśnie takimi zagwostkami Sniegow potrafi wzbudzić moje zainteresowanie do sięgania po kolejne jego książki. Po prostu musze przeczytać o Ramerach. Odniosłam też wrażenie, że autor nie potrafi pisać o uczuciach pomiędzy dwojgiem ludzi. Już w Dalekich szlakach nagła miłość Eli do prawie nieznanej kobiety była dziwna, a w Perseuszu jeszcze się pogłębiła. Ich wzajemne relacje wyglądały jak relacje psa z kotem, jedno wiecznie fuczało, a drugie przyjmowało to za dobrą monetę. Jakieś to było strasznie sztuczne. Druga część Ludzie jak bogowie była o wiele gorsza niż pierwsza. Wszystkie nowości i fascynacja nimi minęły, a nic nowego się nie pojawiło, ale jak wspomniałam muszę dokończyć serię.
Ostatnio zmieniony 22 lip 2014, 19:34 przez hlukaszuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Złomiarz

Obrazek

Autor: Bacigalupi Paolo
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 288
Data premiery: 06-03-2013

Opis z okładki:

Na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, gdzie cięte są na złom osadzone na piasku wielkie tankowce, nastoletni Nailer pracuje w lekkiej ekipie, wydobywającej z wraków miedziane kable. Codziennie musi wyrobić normę - i liczyć, że przeżyje do następnego dnia. Kiedy jednak, zrządzeniem losu, czy też przypadkiem, odkrywa na skałach rozbity przepiękny kliper, staje przed najważniejszą decyzją w swoim życiu: zrabować ze statku wszystko co cenne czy uratować jedyną ocalałą osobę, piękną i bogatą dziewczynę, która mogłaby zapewnić mu lepsze życie
W tej mocnej powieści Paolo Bacigalupi, zdobywca wielu nagród, snuje porywającą i pełną tempa opowieść przygodową, osadzoną w prawdopodobnej, barwnej i niepokojącej przyszłości.

Moja opinia:

Sięgnęłam po tą książkę ponieważ bardzo podobał mi się świat Nakręcanej dziewczyny oraz przeróżne, nowatorskie wizje przyszłości ze zbioru opowiadań Pompa Numer sześć tegoż samego autora. Po wygoglowaniu okazało się, że wszystko co napisał autor zostało w Polsce wydane w niedługim czasie aż przez 2 różne wydawnictwa. Postanowiłam najpierw sięgnąć po Złomiarza, ponieważ gdzieś usłyszałam, że poniekąd jest to pierwsza część Zatopionych miast, a że zostało wydane odwrotnie trochę zeszło zanim mogłam w końcu przeczytać Złomiarza. Cóż Bacigalupi Paolo tworzy naprawdę świetnie przemyślane postapo. Do wykreowanego przez niego świata nie ma znów się do czego przyczepić. Oba światy (Nakręcanej dziewczyny i Złomiarza) mają kilka wspólnych mianowników. Pierwszym jest brak surowców naturalnych takich jak np. ropa. Inne natomiast jest rozwiązanie tego problemu przez ludzi. W Złomiarzu szabruje się truchła statków rozbierając je na czynniki pierwsze, nawet najmniejsze części z miedzi, niklu, aluminium czy stali są przydatne i na sprzedaż, a ropa jest na wagę złota. Jak to zawsze bywa na świcie są biedni (złomiarze) i ci bogaci (tym co zawsze żyje się lepiej), właściciele nowej generacji kliperów z żaglem spadochronowym. Jestem laikiem w dziedzinie żeglarstwa, ale nigdy nie słyszałam o tego typu żalach. Nie będę opisywać ich działania, bo jeszcze coś przekręcę… he he :mrgreen:. Drugim wspólnym mianownikiem są genetycznie modyfikowani ludzi. Te klimaty lubię. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na książce, w której tacy osobnicy byliby opisani. Półludzi można rozpoznać na pierwszy rzut oka. Mają spłaszczone twarze z wyglądu przypominające psa o nakrapianej skórze. Ludzkie było tylko jajeczko (handel nimi kwitnie), a potem genetycy zmiksowali geny człowieka, tygrysa, psa i hieny. Takie osobniki były silniejsze, szybsze i… inteligentniejsze od swych panów, chodź ich panowie nie dawali temu wiary. Wszyscy zdawali się wierzyć, że półludzie poddani tresurze są nierozerwalnie związani temu komu służą. Ślepe posłuszeństwo aż po grób. Kiedy umiera pan umiera i półczłowiek. Ze względu na ich umiejętności używano ich w ochronie, do zabijania i na wojnie. Tylko bogatych było stać, żeby ich kupić. Najwspanialsze jest zawsze to, że wyjątki potwierdzają regułę. Ludzie kiedy mają do czynienia z półczłowiekiem, który nie ma pana i tak nie mogą w to uwierzyć ani zaakceptować. Tyle o świecie. Bacigalupi Paolo nigdy dokładnie nie zagłębia się w problem kto, co i dlaczego spowodowało postapo. Raczej bawi się detalami nowego świata. To dzięki szczegółom życia ludzi na planecie poznajemy obraz sytuacji nowej rzeczywistości, a nie jej rozmiar i przebieg. Główni bohaterowie to nastolatki. Chłopak ze świata złomiarzy (Nailer Lopez) i bogata lalunia z klipera (Nita - nie zdradzę jej nazwiska, bo to istotna sprawa dla fabuły). Niszczycielski sztorm krzyżuje ich drogi. Może sytuacja potoczyłaby się całkiem inaczej, ale kilka dni przed spotkaniem chłopak cudem uchodzi z życiem z pułapki na tankowcu. Inaczej zaczyna postrzegać świat i swoją przyszłość. To zmienia jego stosunek do Nity. Widzi w niej szansę na nowe życie, a zarazem dopada go pierwsza szczeniacka miłość (chodź on sam się do tego nie przyznaje). Bacigalupi Paolo nie byłby sobą gdyby nie wprowadził wielu ciekawych drugoplanowych postaci. Jest ich jak zawsze kilku. Zaczynając od Młota (półczłowieka), a kończąc na kapitanie handlowego klipera. To nie są przypadkowe postacie, a ich poglądy i sposób działania są kluczowe dla fabuły.

To wspaniała młodzieżówka. Bardzo lekka, napisana prostym językiem. Polecam wszystkim, bez względu na wiek.

Teraz zostały mi już tylko Zatopione miasta. Ze Złomiarza mogę się domyślić, że chodzi o Nowy Orlean I i Nowy Orlean II. Nie mogę się już doczekać, ale pewnie minie trochę czasu zanim je przeczytam, bo stosik oczekujących jest spory. Z opisu Zatopionych miast wynika, że bohaterami będzie kto inny, ale uniwersum to samo.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”