Ostatnio przeczytane

Czytałeś ostatnio ciekawą książkę bądź komiks? A może ciekawy artykuł w gazecie? Podziel się tym z nami. Rozpocznij dyskusję na temat ulubionych dzieł literackich i nie tylko.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1490
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Obrazek

tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
autor: Gavin Extence
tłumaczenie: Łukasz Małecki
tytuł oryginału:The Universe Versus Alex Woods
wydawnictwo : Wydawnictwo Literackie
data wydania : 3 kwietnia 2014
ISBN : 9788308053423
liczba stron : 424

Opis: Fenomenalny debiut sprzedany do 16 krajów, doceniony zarówno przez krytyków, jak i czytelników. Pokochaliście bohaterów Sekretnego dziennika Adriana Mole’a, Lotu nad kukułczym gniazdem, Buszującego w zbożu oraz Życia Pi? Poszukujecie jedynych w swoim rodzaju książek, tryskających dowcipem, ale i prowokujących do myślenia? Z pewnością pochłonie was powieść Gavina Extence’a — wschodzącej gwiazdy literatury.

Pewnej deszczowej nocy celnik zatrzymuje poszukiwanego Alexa Woodsa. W jego samochodzie znajduje kilogram marihuany, sporą ilość gotówki i… urnę z ludzkimi prochami. Nie pierwszy raz chłopak trafia na czołówki gazet — od czasu, gdy przed laty uderzył w niego meteoryt, zna go każdy. Właśnie tak rozpoczyna się znakomita debiutancka powieść Gavina Extence’a, nagrodzona w plebiscytach Amazon Best Book oraz Writers’ Guild Best Book.

Wydawać by się mogło, że w życiu Alexa Woodsa wyczerpał się już limit niespodzianek. I chociaż matka tarocistka oraz wypadek z udziałem spadającego meteorytu stanowią spory bagaż doświadczeń, prawdziwym zwrotem w jego życiu okazało się przypadkowe spotkanie pana Petersona…

Wszechświat kontra Alex Woods to utrzymana w dowcipnym, brytyjskim stylu opowieść o zawiłościach życia. Słodko-gorzka refleksja o dorastaniu oraz pierwszych zderzeniach z rzeczywistością. Inspirująca lekcja walki z własnymi słabościami, a także miniwykład astronomiczny. Historia przyjaźni młodego człowieka z emerytowanym żołnierzem pacyfistą, a przede wszystkim zapis niełatwej podróży , w którą bohaterowie postanawiają wyruszyć…


Moja opinia: Przyznam szczerze, że książka mnie zaskoczyła. Bardzo pozytywnie. Autor przez cały czas prowadzi czytelnika do jednego, bardzo konkretnego punktu, w którym ten musi zmierzyć się z decyzjami bohatera. Dokładnie. To czytelnik musi zmierzyć się z decyzją bohatera, a nie on sam, ponieważ Alex - o którym mowa - jest pewien swoich czynów. Zna konsekwencje. Wszystkie za i przeciw. Podejmuje decyzję. A biorąc pod uwagę, że teraz jest to jeden z najbardziej spornych tematów, jakie można tylko znaleźć, to właśnie odbiorca radzi sobie z wydarzeniami opisywanymi w powieści i zadaje pytanie: Czy na pewno mam rację? Czy byłaby/ byłbym do tego zdolny?

[spoiler] Do przeczytania powieści Gavina byłam całkowicie przeciw eutanazji. I nie tylko dlatego, że jestem katoliczką i uważam, że odbieranie sobie życia to grzech. Uważam po prostu, że to tak bardzo ostateczne rozwiązanie, którego możemy żałować. Nie ta osoba, która umiera tylko my - rodzina, znajomi, przyjaciele - my, którzy przykładamy do tego swoją rękę. Czyż to nie jest zbyt wieli ciężar? Pozwolić popełnić komuś samobójstwo? Samemu odłączyć go od maszyny? Ta osoba umiera, ale my żyjemy nadal. Pytanie tylko, jakie będzie po tym nasze życie.

A autor zrobił coś niesamowitego i postawił mnie po stronie bohatera, który dokonuje takiej decyzji. Pisarz zrobił coś, do czego nie byłam zdolna, ponieważ nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. I sądzę, że zmienił moje zdanie na ten temat, a przynajmniej zasiał ziarenko wątpliwości. Bo czy mamy prawo decydować za kogoś? To nie jest nasze życie, nasz wybór czy nasza droga. Nie przeżyliśmy tego, co dany człowiek/ bohater. Nie znamy do końca emocji, wydarzeń, które przeważyły. Czynników, które sprawiły, że człowiek postanowił tak, a nie inaczej.

[/spoiler]

Z jednej strony żałuję, że nie możecie przeczytać tego, co napisałam w spoilerze, aby przekonać się po sięgnięcia po książkę. Wtedy niestety popsulibyście sobie przyjemność z czytania z góry wiedząc, do czego to wszystko prowadzi. Autor przedstawia nam prawie całe nastoletnie życie Alexa, wiodąc do jednego, głównego celu, który potrafi zdezorientować i zadać czytelnikowi setki pytań. Nawet wtedy, kiedy odbiorca sądzi, że zna na nie już odpowiedzi. I właśnie to jest najlepsze w tej powieści. Nawet długo po jej przeczytaniu nie potrafię przestać o tym myśleć, chociaż sądziłam, że znam już odpowiedź na to pytanie.

Teraz tylko kwestia czy wy ponowie, bądź po raz pierwszy, je sobie zadacie. ;-)
Ostatnio zmieniony 18 wrz 2014, 19:59 przez Blair, łącznie zmieniany 1 raz.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Tropiciel
Autor: Orson Scott Card

Tytuł oryginału: The Pathfinder
Cykl: Tropiciel
Tom: 1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Kamil Lesiew, Maciejka Mazan
Data wydania: 28 czerwca 2011
ISBN: 9788376487663
Liczba stron: 512
Cena detaliczna: 39,90 zł

Opis:
Rigg potrafi zmienić przeszłość, ale nic nie może go przygotować na to, co dopiero nastąpi…

Gruntowne szkolenie nauczyło Rigga dochowywać tajemnic. Tylko jego ojciec zna prawdę o niezwykłym darze syna – talencie widzenia ścieżek przeszłości. Lecz gdy ojciec ginie, Rigg ze zdumieniem dowiaduje się, jak wiele sekretów przed nim zataił. Tajemnic o przeszłości syna, jego tożsamości i przeznaczeniu. A kiedy Rigg odkrywa, że jego dar pozwala mu nie tylko widzieć przeszłość, ale również ją zmieniać, przyszłość nagle staje się co najmniej niepewna.

Przyrodzone dziedzictwo pcha go ku pokrętnej drodze, mimowolnie wikłając w rozgrywki dwóch stronnictw. Jedno pragnie wynieść go na tron, drugie pozbawić życia. Chcąc nie chcąc, musi podać w wątpliwość całą nabytą wiedzę, przezwyciężyć ograniczenia swojego talentu… i wyrzec się wpływu na własne przeznaczenie.

„Tropiciel” to niezwykle ekscytujący, świetnie napisany i fascynujący początek nowej serii.
King of the Nerds

Komentarz:
„Tropiciela” kupiłam wieki temu, ponieważ bodajże potrzebowałam czegoś jeszcze do darmowej wysyłki. Zapytałam wtedy w SB, co mam w takim razie wziąć – odpowiedziała Kometa „bierz Carda”. No i wzięłam, opis mi się wtedy spodobał, ale gdy książka do mnie dotarła, trafiła na półkę i kwitła tam do tej pory, ponieważ nigdy nie składało się, bym w końcu po nią sięgnęła. Zdecydowałam się samą siebie przechytrzyć – zamówiłam w bibliotece drugi tom, więc siłą rzeczy musiałam przeczytać pierwszy, zanim tamten się u mnie pojawi. :-P

Powiem tak, na początku mnie nie zachwyciło – miałam problem z przebrnięciem przez więcej niż kilkanaście stron na raz, poruszałam się wręcz w ślimaczym tempie, starając się przedrzeć przez kolejne rozdziały, czekając na lepsze czasy. Nie wiem, dlaczego tak było – chyba nic mnie nie zaciekawiło, bohaterowie jakoś mnie nie zachwycili ani ich szczególnie nie polubiłam; do tego niby działo się dużo, ale jakoś nie mogłam dać się porwać. W zasadzie już w którymś momencie straciłam nadzieję na polepszenie sytuacji, jednak wtedy coś się zmieniło, około połowy, jak sądzę, choć nie zwróciłam na to szczególnej uwagi, i zaczęłam wciągać na raz coraz dłuższe fragmenty i to z prawdziwą przyjemnością. Ostatnie rozdziały wciągnęłam praktycznie od razu, parę godzin i po wszystkim, kiedy to początki zajmowały mi kilka dni. A dlaczego tak się stało? Myślę, że wszystko dlatego, że wreszcie porwał mnie pomysł. Na samym początku też oczywiście mamy, jednak nie jest on w pełni przedstawiony, jeszcze nie niesamowity, dopiero trzeba dokopać się do tajemnic – chłopak widzi ścieżki żywych istot z każdych czasów, w zasadzie widzi przeszłość zapisaną w ruchach, z której co nieco może odczytać; jego dar ma ograniczenia, ale pozwala na ogólnikowe wnioski, co jest tylko jeszcze większą zaletą. Potem jednak dowiadujemy się więcej o tym, dlaczego tak jest, co się stało prawie dwanaście tysięcy lat wcześniej, co pozwoliło mi się wciągnąć. Do tego też akcja przyspieszyła, co pewnie było nawet istotniejsze niż te odkrycia.

Podobało mi się rozłożenie tej książki na dwie historie – Rama i Rigga. Były ułożone tak, by odpowiednim momencie Ram ujawniał nowe fakty, bo to jego opowieść zdradzała tajemnicę umiejętności i otoczenia Rigga. Bardzo się cieszę, że autor zdecydował się na taką budowę – najpierw w sumie nie wiadomo, co łączy te dwie historie, można się tylko domyślać, ale nie wyjdą z tego raczej zbyt konkretne wnioski; na początku to po prostu dwie, niekoniecznie silne związane opowieści. Potem jednak widzimy związki, po trochu, po kawałku, nie za dużo na raz. Super. W którymś momencie jednak może dowiadujemy się nawet za dużo, przez co tożsamość ojca Rigga nie jest już żadnym zaskoczeniem.

Krótko mówiąc, super, świetna książka, pomimo trudnych początków, pod koniec bardzo wciągająca, pomysły są rewelacyjne, przemyślane i bardzo dobrze do siebie pasują, a bohaterowie są niecodzienni i ciekawi. Nic tylko czytać. Jestem ciekawa drugiego tomu – mam tylko nadzieję, że będzie rozwijał się szybciej. :-)
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Kometa
Psychodeliczne Ciało Niebieskie
Posty: 2622
Rejestracja: 10 wrz 2009, 20:44

Post autor: Kometa »

Card niestety ostatnio tak robi coraz częściej - długo rozgrywa akcje i dopiero tak od połowy akcja dostaje kopa. Sama niekiedy mam problemy przez przebicie się przez początki jego książek, ale kiedy się już wkręcę gubię kapcie z wrażenia. Na początku zwyczajnie trzeba się trochę zmusić. A potem już samo idzie.
I read a book about the self, Said I should get expensive help.

To są właśnie rzeczy
jakie przychodzą mi do głowy
kiedy siedzę w domu podczas burzy,
czekając na telefon od kuratora sądowego

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Ryzykowny układ
Autor: Caitlin Kittredge

Cykl: Black London / Czarny Londyn
Tom: 1
Ilość stron: 392
Cena: 37,90 zł
Blair pisze: tłumaczenie: Tomasz Illg
tytuł oryginału: Street Magic. A Black London Novel
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: 30 lipca 2013

Opis książki:
Londyn. Miastem wstrząsa plaga porwań dzieci. Sprawą zajmuje się twarda i mocno stąpająca po ziemi Pete Caldecott, nieodrodna córka detektywa Scotland Yardu. Kiedy śledztwo utyka w martwym punkcie, Pete nieoczekiwanie wpada na Jacka Wintera - faceta, który dwanaście lat wcześniej zginął na jej oczach. Okazuje się, że Jack nie tylko żyje, ale posiada również informacje, które mogą pomóc ocalić zaginione dzieci. Problem w tym, że Winter ma dość własnych problemów i nie ma najmniejszego zamiaru nadstawiać karku dla sprawy, która nic a nic go nie obchodzi. Wiedza, którą posiadł jest śmiertelnie niebezpieczna. Inspektor Caldecott będzie musiała użyć całego swego uroku, by wyciągnąć mężczyznę z dziupli, w której się zaszył.

Pete i Jack to prawdopodobnie najgorzej dobrana para w historii. Możliwe również, że najbardziej skuteczna...


(Komentarz Blair znajduje się na stronie 11).
Komentarz:
Tytuł i tematyka zaciekawiły mnie już dawno temu, na długo przed wydaniem, gdy jeszcze powieść miała się ukazać nakładem jakiejś mniejszej filii Jaguara. W którymś momencie pierwsze dwa tomy kupiłam, ale jak większość moich nabytków zostały odłożone na półkę, czekając na swój moment. Tenże nadszedł ostatnio i niestety nie jestem zachwycona.

To wszystko jest zbyt chaotyczne, nieładnie napisane, tudzież przetłumaczone – miałam wrażenie, jakby akapity były urywane, nie raz zabrakło między nimi ładnego połączenia. Poza tym sam styl był dość oporny i utrudniał czytanie kolejnych rozdziałów, a do tego zdarzało się, że sama i akcja się nie kleiła.

Bohaterowie też nie byli szczególni – ot, po prostu, zjadliwi, ale nie zachwycający swoją budową, charakterem czy czymkolwiek. Tylko trochę interesujący, głównie mam tu na myśli Jacka i jego przemilczenia, tajemnice i fakt, że nie wiadomo, co mu chodzi po głowie (i nie mam na myśli wszy, których mam nadzieję, że nie ma). Pete z drugiej strony była zbyt łatwa, nieskomplikowana, niby się stawiała, ale coś mi tu nie grało – nie mówiąc już o tym, jak łatwo odnalazła się w świecie magii, nie musząc nawet ćwiczyć, doczytywać czy pytać o radę w niektórych kwestiach, by sobie poradzić. Autorka nie dbała zupełnie o wykreowanie bohaterów drugoplanowych, więc cała reszta to nudne tło, które zupełnie nie przykuwa uwagi.

Akcja była taka sobie – średnio na jeża ciekawa, niekoniecznie wciągająca, ale niepozwalająca się nudzić. Cały czas się coś działo, choć wielokrotnie odniosłam wrażenie chaotyczności i robienia przez bohaterów niektórych rzeczy na siłę – nie najłatwiej, ale tak, żeby ładnie wyglądało dla publiczności (a zakładam, że osobnik zagrożony stara się problem załatwić jak najszybciej, jeśli tylko może). [spoiler]Poza tym niektóre rzeczy – jak pokazanie tych snów, majaczeń czy co to tam było w świecie między życiem a śmiercią uważam za nieodpowiednie, naciągane i bezsensowne, a w dodatku niewiele wprowadzające, choć bohaterka stała wtedy przy przełomowym momencie powieści. Myślę, że można by to spokojnie wywalić, bo zawartość tego fragmentu zupełnie nie gra, nie pasuje i według mnie kłóci się ze zdrowym rozsądkiem (również powód, dla którego Pete się tam znalazła, czyli przebicie się nożem, żeby... no właśnie, żeby co? Nie rozumiem tego, zwłaszcza że niczego nie mogła być pewna i nie znała swoich umiejętności).[/spoiler]
Ogólnie nie jest ani dobrze, ani źle. Przeciętnie. Zbyt chaotycznie i nieuważnie, by mówić o porządnie skonstruowanej fabule. Klimat w sumie był, ale myślę, że i w tej dziedzinie mogłoby być lepiej. W skrócie, można przeczytać – daleko tej powieści do bycia świetną, ale może kontynuacja będzie lepsza, bardziej przemyślana i zadbana.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Amelia Hutchins - Fighting Destiny (The Fae Chronicles #1)

Opis: Have you ever heard of the old Celtic legends of the Fae - beautiful, magical, and deadly creatures that have a love of messing with humans just for kicks and giggles?

Welcome to my world.

What started out as a strange assignment, lead to one of the most gruesome murder mysteries of our times. My friends and I are set and determined to find out who is killing off Fae and Witches alike.

Couple of problems in the way – I hate the Fae and the Prince of the Dark Fae is bound and determined that I work for him. He’s a rude, overbearing egotistical ass with a compulsive need to possess, dominate and control me. Oh – did I mention that he is absolutely sex-on-a-stick gorgeous and he makes me feel things that I never ever wanted to feel for a Fae...every time he touches me or looks at me with those dangerous golden eyes he seems to pull me further in under his spell, despite my better judgment.

My friends and I can’t trust anyone and nothing is as it seems on the surface – not even me.


Komentarz: Ja chyba czegoś nie rozumiem. Po pierwsze, jakim prawem ta seria jest określana na goodreads i przez czytelniczki jako urban fantasy, a po drugie - jakim cudem dostaje takie wysokie noty?

Przyznaję, skusiła mnie okładka. No i w wielu komentarzach natykałam się na peany w stronę hardości głównej bohaterki, świetnej fabuły i mroczno-erotycznej historii. Myślę sobie, o, chyba trochę Kroniki Mac O'Connor. Aha, yhy, jasne.

Seria została wydana na zasadzie self-publiszingu, co bardzo dobitnie widać. Nie wspominając o korekcie oraz o kolejnych częściach, bo nie czytałam, to pierwszy tom wręcz błaga o dobrego edytora. Użycie w jednym zdaniu co najmniej 3 razy słowa "fuck" i jego wariacji zdecydowanie umniejsza jego moc, liczne powtórzenia wkurzają, a narracja ze strony bohatera jest zwyczajnie żałosna i ogranicza się głównie do tego, co zrobi bohaterce, kiedy już będzie ją miał na własność i będzie mógł ją wypieprzyć na każde możliwe, wymyślone i dziwne sposoby. Serio.

Intryga została wymyślona tylko po to, żeby Ryder mógł zawrzeć kontrakt z Syn, który praktycznie oddaje mu dziewczynę na własność. Dla jej dobra naturalnie. A ona podpisała go bez przeczytania. Zaraz, wróć, że co? Zrobiła to pomimo ciągłych utyskiwań, jak to strasznie nienawidzi Fae? Wszelkie poszukiwania dążące do odkrycia tajemnicy sprawcy morderstw itp. leżą gdzieś tam odłogiem, bo główne skrzypce odgrywa chory taniec pomiędzy głównymi bohaterami. Naprawdę nie mam nic przeciwko niektórym skrzywieniom, potrzebie dominacji czy kontroli, ale Ryder jest zwyczajnym sukinsynem i to wcale nie w uroczy Jericho Barronowski sposób. Tak z ciekawości przeczytałam w recenzjach, co się dalej działo z Syn, czy naprawdę shardzieje, ale nie, jest jeszcze gorzej. Rzadko spotykam się u bohaterki z tak pokrętnym tokiem myślenia, pełnym sprzeczności i hipokryzji. To może i nawet do siebie pasują.

Nazywajcie po prostu rzecz po imieniu, a nie UF. I te wszystkie piątki w ocenach... Jestem zażenowana.

A wspominam o tej pozycji dlatego, że po niej przeczytałam coś godnego miana UF, co mi się spodobało. I miało o wiele mniej najwyższych not.

______________________________________________________________


Obrazek

Eileen Wilks - Tempting Danger (World of the Lupi #1)

Opis: Lily Yu is a San Diego police detective investigating a series of grisly murders that appear to be the work of a werewolf. To hunt down the killer, she must infiltrate the clans. Only one man can help her--a were named Rule Turner, a prince of the lupi, whose charismatic presence disturbs Lily. Rule has his own reasons for helping the investigation--reasons he doesn't want to share with Lily. Logic and honor demand she keep her distance, but the attraction between them is immediate and devastating-and beyond human reason. Now, in a race to fend off evil, Lily finds herself in uncharted territory, tested as never before, and at her back a man who she's not sure she can trust.

Komentarz: Po pierwszej części czuję zdecydowanie pozytywne wibracje co do tej serii. Części jest już 10, 11 niedługo wyjdzie, a wciąż ma całkiem dobre opinie. Dość często przewija się zdanie, że z każdym tomem jest coraz lepiej. Wątpię, żeby to była moja druga Kate Daniels, ale jeśli seria utrzymuje przyzwoity poziom, a nawet się polepsza, to tylko czytać.

Jedynka naprawdę mi się podobała. Wiadomo jak to bywa z pierwszymi częściami, dopiero zapoznają nas ze światem i bohaterami, a jeśli autor przewidział mocną ewolucję postaci, to mogą nawet odrzucić początkowych czytelników (jak to jest w przypadku Moning). Wilks wciągnęła mnie od razu w swój świat wilkołaków i magii, fajnie połączyła z polityką, uprzedzeniami wobec magicznych istot oraz przejawami takiego podejścia. Intryga odgrywa tu główną rolę, a czytelnik podąża wraz z Lily Yu po nitce do kłębka rozwiązania morderstw. Sama bohaterka to osoba, którą łatwo polubić. Ma głowę na karku, analityczny umysł i nie działa pod wpływem emocji. Jako policjantka szuka dyplomatycznych rozwiązań i słów, nawet jeśli ma ochotę kogoś trzasnąć po gębie. Fajnie, że nie jest właśnie taką roztapirzoną osobą, która nie myśli o konsekwencjach swoich wybuchów złości (bo przecież każda bohaterka UF musi być pyskata i nie powinna być w stanie opanować złotej sztuki milczenia bądź ugodowego podejścia).

Z księciem klanu Nokolai, Rulem, połączy ją dość specyficzna więź - nie należy ona do moich ulubionych, ale została na tyle rozsądnie przez bohaterkę przedstawiona i umotywowana, że nawet raz nie zazgrzytałam zębami. Trudno kłócić się ze swoim bóstwem. :-)

Sprawa z pierwszej części ma się przewijać bardziej lub mniej w kolejnych, więc zapowiada się dość mocno rozbudowany wątek. Zobaczymy jak to będzie, jedynka na pewno nastroiła mnie pozytywnie. :-)
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Upadła
Autor: Liz Braswell

Cykl: Dziewięć żyć Chloe King
Tom: 1
Tytuł oryginału: The nine lives of Chloe King. The Fallen
Tłumaczenie: Bożena Jóźwiak, Michał Jóźwiak
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: marzec 2013
ISBN: 978-83-63622-14-5
Cena: 34,90
Format: 130x200
Liczba stron: 290

Opis:
Chloe King to normalna nastolatka, chodzi do szkoły, interesuje się chłopcami, kłóci się z mamą. Do czasu. W okolicy swoich 16-tych urodzin Chloe orientuje się, że ma bardzo szczególne zdolności… Zrobi wszystko żeby odkryć prawdę. Musi się spieszyć bo jej prześladowca cały czas czai się w cieniu, żeby znów zabić. Bo Chloe ma dziewięć żyć, ale czy one jej wystarczą…? Pierwsza część trylogii znanej...

Komentarz:
Ta powiastka to jeden wielki koszmar. Jest paskudna i okropna na tak wiele sposobów, że trudno to wszystko wypisać.

Największym problemem jest podstawowy element każdej książki, od którego często zależy najwięcej, czyli bohater. Tutaj postacie są tragiczne. Główna bohaterka, tytułowa Chloe King, jest typowym przedstawicielem marysuizmu, dla ułatwienia tak ją będę teraz nazywać. Mary Sue ma wszystkich w nosie, nie szanuje matki, która ją adoptowała, obraża ją i zupełnie się nią nie przejmuje przez większość książki, jest arogancka, egocentryczna, chytra i pusta. W szufladzie trzyma mysz, którą złapała w domu i którą teraz ukrywa, ponieważ „ta niedobra matka” jej nie pozwoliła na zwierzaka – powtórzę: trzyma w szufladzie mysz, która nie ucieka, choć w normalnych warunkach by tak zrobiła. Ale przecież przed Mary Sue nikt nie ucieka! O nie, do niej wręcz garną się wszyscy przystojniacy. Dla wyjaśnienia warto też wspomnieć, że dziewczyna skończyła właśnie szesnaście lat i już jest weteranką imprez (naprawdę nie chcę wiedzieć, jaki rodzic/ochroniarz pozwala piętnastoletniej lub mniej letniej smarkuli wchodzić do klubów). Mary Sue jest takim obiektem westchnień, że wchodzi do klubu i bach!, od razu jakiś starszy kolega jej się trafia, z którym zaraz idzie się lizać na parkingu. Tak, tak, nasza Mary Sue jest, nie przebierając w słowach, łatwa – ma tłumek facetów i z prawie każdym się liże. Szesnastoletnia Mary jest też dość często pijana (i nikt tego oczywiście nie wyczuwa!), matka nawet sama jej nalewa (w dodatku matka, która na początku książki stwierdza: „masz nie pić kawy, bo zaczniesz brać narkotyki – tak mi powiedzieli w telewizji”). Centrum świata Mary Sue jest ona sama, ewentualnie ona sama i jej gromadka adoratorów, wobec których jest nieuczciwa, gdyż umawia się z nimi równolegle i jeszcze jest z tego niezmiernie zadowolona, wręcz pławi się w ich zainteresowaniu. Wszyscy oczywiście są od niej gorsi, tylko ona jest jasną gwiazdą wśród tej całej hołoty. Jej przyjaciele, którzy akurat zaczęli się ze sobą spotykać, muszą rzucić wszystko i ruszyć ją wspierać i jej pomagać. Dziewczyna w sumie nie liczy się z ich związkiem, najważniejsze dla niej jest to, że jej przeszkadza, że przyjaciółka nie ma dla niej czasu.

Nasza Mary Sue jest aż tak zajebista, że umie walczyć bez nauki, powali faceta kilkoma ruchami, poskacze po dachach, używając nowo odkrytych umiejętności, i wszystko, autentycznie wszystko od razu jej się uda. Na co komu odkrywanie własnych zdolności, ćwiczenie ich i opanowywanie – Mary Sue jest na to zbyt wspaniała – ona już, teraz wszystko potrafi, wie wszystko, choć nic nie wie. Jest też zbyt cudowna, by się zastanawiać głębiej nad tym, co się dzieje. Spadła z prawie siedemdziesięciometrowej wieży? Hm, pogada z przyjaciółką, ona na pewno coś wymyśli, a tym czasem luzik, nie ma co się denerwować.

Akcja jest koszmarna. O ile założymy, że to, co tu mamy, można w ogóle w ten sposób nazwać. Na trzystu stronach mamy mniej więcej to (uwaga, „spoilery” do końca zdania): problemy z matką, dziewczę spada z wieży, problemy z matką, odkrycie umiejętności, problemy z przyjaciółmi, problemy z chłopcami, problemy z chłopcami, atak na bohaterkę przez menela, problemy z chłopcami, problemy ze sobą i z chłopcami, atak na bohaterkę, problemy z chłopcami, zakończenie atakiem na bohaterkę (kolejność może nie być dokładna). Tu w zasadzie NIC się nie dzieje. Gdyby zebrać wydarzenia, które miały większe znaczenie (czyli nie były problemami z przyjaciółmi/matką/chłopcami/samą sobą), z tych trzystu stron zostałoby nam może z 50? Tam totalnie nic się nie dzieje poza zdzirowatymi przygodami bohaterki, która liże się z kim popadnie, pławi w zajebistości i podziwie otaczających ją jej na-wiele-sobie-pozwalających chłopców, a także narzeka, jak to jest jej źle, jak to przyjaciele nie mają dla niej czasu, jak to musi sobie biedna radzić ze swoimi hormonami. O, jaka biedna, jaka biedna. Takie małe, smarkate, a myśli, że dorosłe i wszystko jej wolno.

Pomysł na „główny wątek” (bo zakładam, że są nim jej nowo nabyte zdolności) jest równie słaby jak reszta. W dniu szesnastych urodzin Mary Sue odkrywa swoje tajemnicze drugie ja, które nie może umrzeć, ma pazurki i lubi skakać po dachach. Taka niedorobiona Kobieta-Kot, jak z tego filmu – tyle że stukrotnie bardziej głupia, pusta i łatwa. No i fabuły tu w zasadzie nie ma – nie licząc tego, że ktoś podejmuje próbę pozbycia się bohaterki, a to i tak dopiero po kilkunastu rozdziałach.

Jest w tej książę jedna bardzo śmieszna rzecz. W opisie autorki znajduje się coś takiego: „Wśród swoich ulubionych pisarzy wymienia m.in. Georg'a R.R. Martina, Neila Gaimana, Cormaca McCarthy'ego i Williama Goldinga.” Jak na fankę takich autorów Liz Braswell pisze tragicznie, nie miała nawet w miarę normalnego pomysłu, a stworzona przez nią bohaterka jest po prostu koszmarna. Powinna wziąć przykład z swoich idoli albo nie pisać w ogóle.

Nie czytajcie tego chłamu.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

The Keepers (Alchemy #1)

Opis: Two days ago, Jo Davids was a waitress by night and a college kid by day, with the unnerving problem of things floating around her.

One day ago, Jo's sexy boss, Cormac, noticed her for all the wrong reasons when she witnessed a man transform into a monster in the basement of his casino.

Today, Cormac ordered her shot. If he's real lucky, she won't die. Because if she does, all hope is lost.

Keepers and Killers (Alchemy #2)

Opis:
[spoiler] The Alchemy Series, Book #2: The story of Jo and Cormac continues on in this fast paced drama.

It's very hard to work with someone who tried to murder me. But when the mysterious senator reappears on the scene, I'm desperate enough to take whatever help I can get, even if it is from Cormac. Dealing with him is nothing compared to losing a few hundred lives and that's the best case scenario. Worst case? I lose them all.[/spoiler]

Shattered (Alchemy #3)

Opis:
[spoiler] I thought I could be a hero. That was before I helped destroy the world. Now, as I stand among the rubble of what used to be, I wonder how we're ever going to pick up the pieces.

Everyday is a struggle, and people are getting desperate. Creatures that never should have existed are picking away at the dwindling numbers of the human race. And the knowledge that could be our salvation lies with the senator who reigns supreme on the other half of the globe.[/spoiler]

Redemption (Alchemy #4)

Opis:
[spoiler] I’ve done everything wrong, until now. Feeling more alone than ever, I need to lead my people in this new barbaric world, defend them against the power hungry senator, and shield them even from themselves.

Sometimes redemption is found in your darkest moments.[/spoiler]

Komentarz: Krążyłam wokół tej serii już od jakiegoś czasu. Pewnie dlatego, że opis pierwszej części jest aż do bólu przeciętny i raczej nie napawa zachwytem. Skoro jednak wyskakiwała mi jako pozycja polecana do niektórych książek, które akurat mi się podobały, to w końcu się poddałam. I rzeczywiście nie żałuję. Jest coś w stylu pisania Augustine oraz w sposobie kreacji jej bohaterów, że nawet jeśli mnie wkurzają, to nie jestem w stanie na dobre ich znielubić. Jo miała swoje wzloty i upadki, a przez to była największą wadą tej serii. Z jednej strony siła jej woli, która pozwalała jej podnieść się z samego dna, wzbudzała mój podziw oraz sympatię, ale z drugiej strony były takie momenty, kiedy miałam ochotę nią potrząsnąć. W pewnych sprawach, jak np. wobec Cormaca, funkcjonowała na zasadzie zdartej płyty, nieustannie wmawiając sobie i innym te same utarte teksty. I to mnie w niej niesamowicie wkurzało, ten głupi upór, przez który podejmowała nieraz idiotyczne decyzje. Cormac przy niej wyglądał jak święty. Była w nim stanowczość i inteligencja, które mi się podobały, chociaż pod koniec zastanawiałam się, ile jeszcze będzie za Jo latał i znosił jej wymówki.

To tyle na temat miłostek. Trzeba przyznać, że Augustine ma ciekawe pomysły na świat. To samo się tyczy jej drugiej serii Karma (którą już oczywiście przeczytałam :) ). Być może nie obyło się bez dziur logicznych w jej koncepcji, ale przyznaję – umknęły mi. Chyba za bardzo wczułam się w akcję i wyłączyłam śledzenie szczegółowych elementów składowych. :-P Aczkolwiek były takie sytuacje, kiedy bohaterka wykazując minimalnie większą potrzebę uzyskania informacji, mogłaby uzyskać ich więcej, no, ale wtedy to już nie byłoby takiej tajemnicy. W tym świecie nic nie dzieje się bez konsekwencji, najczęściej nieprzyjemnych, nie każda historia kończy się szczęśliwie, ale takie zakręty życiowe dodają tylko całości smaku. Problemy postaci pierwszo, drugo i ileś tam dalej planowych nie były na pewno wydumane (poza pewnymi akcjami ze strony Jo). Sama Jo mogła się pochwalić całkiem niezłym wachlarzem możliwości, ale nie wzięło się to z powietrza i miało swoje sensowne podstawy. Ponadto lepiej by już jej było bez nich. Z wielką siłą przychodzi odpowiedzialność i takie tam, ale z Jo życie naprawdę się nie patyczkuje. W takich momentach odnoszę wrażenie, że autorki albo nie lubią swoich bohaterek albo uwielbiają przytłaczać je ogromną ilością tragicznych zwrotów (przykład – Katy z Lux).

Seria miała swoje wady, głównie związane z Jo, czasami były przestoje w akcji, ale myślę, że bez nich całość wypadłaby zbyt płytko, bez wiarygodnego tła. Augustine ma lekkie pióro i bardzo łatwo jest się poddać opowiadanej historii. Na pewno warto przeczytać i samemu ocenić.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

hlukaszuk pisze:Obrazek
Chłopcy
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 319

Opis z okładki
Rykiem silników, hukiem wystrzałów i głośnym: BANGARANG! – tak zwiastują swoje przybycie Zagubieni Chłopcy, najbardziej niezwykły gang motocyklowy na świecie. Niegdyś wierni towarzysze Piotrusia Pana, dziś odziane w skórzane kurtki zakapiory pod wodzą zabójczo seksownej Dzwoneczek. Zrobią wszystko, by przetrwać… i dobrze się przy tym bawić. Bez względu na cenę.
Jakub Ćwiek powraca z nową wystrzałową historią! Przekonajcie się, co wyjdzie z połączenia ciężkiego klimatu rodem z popularnego serialu Sons of Anarchy z bajkowymi postaciami klasycznej powieści Jamesa M. Barriego Piotruś Pan. Ilustracje do książki wykonał Robert Adler.
Mój komentarz:
W moim przypadku nie chwyciło.
Może i jest tam coś więcej, ale niestety banda plujących na lewo i prawo motocyklistów, których priorytetem jest bójka, niebezpieczna zabawa lub panna w łóżku (albo własna rączka…), mnie to nie kręci. Nie cierpię plujących ludzi, a gdy musiałam o tym czytać, jeszcze gorzej mi się zrobiło.
Taki pomysł z takim efektem końcowym do mnie absolutnie nie przemawia i nie jest to moja tematyka, choć trzeba przyznać, że sposób w jaki zostało to wszystko wyprowadzone, czyli wywodzenie się tej historii z Piotrusia Pana (normalnie prawie jak fanfick – i mający dokładnie tyle samo wspólnych elementów z oryginałem co przeciętny przedstawiciel tych fanowskich tworów, czyli konkretnie brak podobieństw, pomijając imiona niektórych postaci :-P ). „Chłopcy” są bardzo przerysowaną historią, której za nic nie można traktować na serio, bo wtedy można się tylko i wyłącznie zawieźć. Jeśli się o tym pamięta, można się dobrze bawić, ponieważ zbiorek ten jest dość zabawny, a także czyta się go bardzo szybko. Warty zauważenia jest też fakt, że mamy tu wiele nawiązań do popkultury.
Jednakże szowinistyczna, miejscami obrzydliwa historia nie jest w moim typie i mnie nie przekonała. Fakt, że są to luźno powiązane opowiadania, również nie powinien mnie zachwycać, ponieważ nie przepadam za tą formą, choć z drugiej strony w jakiś sposób do tej opowieści pasuje taka postać – nie jestem pewna, czy z tego pomysłu na bohaterów mogłaby w ogóle wyjść przyzwoita powieść.
Tak czy siak, „Chłopcy” mnie nie zachwycili, choć trochę rozbawili. Nie jestem jeszcze do końca pewna, co o tym myśleć.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Eileen Wilks - Mortal Danger (World of the Lupi #2)

Opis jest za bardzo spoilerem do pierwszej części, ale macie:
[spoiler]Former cop Lily Yu has her sister's wedding to attend, a missing magical staff to find, and now must deal with her grandmother's decision to return to the old country. Lily could turn to the man she's involved with for advice, but for all the passion that flares between them, she doesn't really know Rule Turner--she's just bound to him for life. Rule happens to be a werewolf, and Lily wonders just how far she can trust him.[/spoiler]

Moja opinia: A oto i seria, która coraz bardziej zdobywa moje uznanie. W sumie to nie rozumiem, o co chodzi z tymi wszystkimi mniej pochlebnymi opiniami na goodreads - że za dużo niewiadomych na końcu (ludzie, drugi tom cyklu), że się zrobiło za bardzo fantastycznie (ugh), że miejscami było zbyt zagmatwane (to jest negatyw?), że za mało romansu... pominę komentarz.

Mnie się podobało bardzo, na dość podobnym poziomie do jedynki. Przede wszystkim bohaterowie. Nie za bardzo byłam przekonana do narracji w trzeciej osobie, która przeskakuje nie tylko z Lily na Rule'a, ale także i ich wrogów oraz niektóre z postaci drugoplanowych. Myślę, że za bardzo przyzwyczaiłam się do "ja" w narracji, a tymczasem u Wilks ta druga forma sprawdziła się świetnie. Dzięki temu mam jeszcze większy szacunek dla Rule'a - to nie jest jakieś bezmózgie i aroganckie maczo, ale mądry facet z uczuciami oraz bardzo prostymi obawami, które dotyczą większości porządnych przywódców. Wgląd w myśli Cullena (uwielbiam skurczybyka), Cynny czy innych osób daje możliwość spojrzenia na wiele różnych postaci z różnego punktu widzenia, ale co najlepsze, daje mi jako czytelnikowi odczuć, że ci bohaterowie są ważni, że w którymś tomie może chodzić głównie o ich sprawy, a dzięki takiej narracji będę wiedziała dokładnie, co im po głowie chodzi, a nie co myśli na ten temat tylko protagonistka. Lubię kiedy poza parą główną bohaterów ci wszyscy w jakiś sposób z nimi powiązani są nie mniej ważni.

Jeszcze bardziej polubiłam charakter Lily. Śledztwo w tym tomie jest zdecydowanie magiczne, na pewno reszta też taka będzie, ale Lily sprawia, że nie jest to puste poszukiwanie jakiegoś magicznego mambo jumbo, lecz wciąż policyjna, metodyczna robota. Yu jest osobą, która musi wszystko dokładnie sobie uporządkować, znaleźć odpowiedzi, dla niej nie istnieje coś takiego jak "moja bogini tak sobie życzy" - dlaczego tak sobie życzy i jakie to będzie miało konsekwencje? - tak zapewne brzmiałaby jej odpowiedź. Autorka w wielu kwestiach nie rzuca się z odkrywaniem kart, ale nawet na takie pierdoły, jak czemu Lupi są tak rozwięźli, Lily musiała to jakoś racjonalnie sobie wyjaśnić.

Więź pomiędzy Lily a Rulem nie jest wcale taka idealna, znają się przecież kilka tygodni. Nieustannie się docierają, dowiadują o sobie nowych rzeczy - nie zawsze im się ta wiedza podoba - i próbują osiągnąć jakiś kompromis. To Lily tutaj odgrywa osobę, która ma wątpliwości i potrzebuje czasu oraz miejsca tylko dla siebie. Rule ma w pewnym sensie łatwiej, zarówno ze względu na swoją wiarę, jak i wiedzę na temat ich więzi. Generalnie nie jest wcale tak kolorowo, a ich związek został ukazany w tej części bardziej w wymiarze duchowym i emocjonalnym, niż seksualnym.

Fabuła była na przyzwoitym poziomie, chociaż odkrycie prawdy zeszło na drugi plan na rzecz bardziej palących poszukiwań, co umożliwiło niewątpliwie autorce pociągnięcie wątku w kolejnej części, ale muszę przyznać, że to nie przeszkadza. Zawsze jakaś dawka wiedzy zostaje przekazana, takie po nitce do kłębka. Jak choćby babcia Lily. To jest dopiero enigma, a także zajebista postać, czuję, że w którymś tomie będzie ta sprawa zgłębiona. Na pewno pochodzenie Lily daje Wilks spore pole do popisu, bo Chiny mają bardzo ciekawą kulturę.

Kolejny plus to sposób, w jaki Wilks przekazuje zasady rządzące światem istot magicznych. W niektórych aspektach, jak choćby świat demonów, ukazała mi trochę inne podejście do tych bestii, wilkołaki fajnie związała z wiarą w bóstwo oraz z konkretnym powodem ich stworzenia, a ludzi obdarzyła wieloma przeróżnymi Darami. Nic nie dzieje się jednak bez przyczyny i każda magia, spirytyzm, obrzędy - wszystko to ma swoje takie lub inne pochodzenie, ograniczenia i możliwości. Podoba mi się to, że Wilks stara się podejść do tej wiedzy metodycznie. Nie ma czegoś takiego, że jakiś Filip z konopi wyskakuje z gotowym zaklęciem czy wiedzą, ale bohaterzy często jej poszukują i porównują (a raczej wykłócają się o nie, jak Cullen i Cynna :-P ) własne zasoby informacji.

O, zapomniałabym! Strasznie lubię czytać o tym, jak Rule wspomina o swojej wilczej naturze. O tym, jak jest związany z księżycem oraz Ziemią, w jaki sposób odbiera świat jego wilk, a jak mężczyzna, czy też o informacjach, jakie uzyskuje dzięki zapachowi. Może zabrzmi to śmiesznie, ale są to dla mnie bardzo sentymentalne fragmenty. Rule po prostu mówi o tym tak ładnie i emocjonalnie. :-)

No to teraz przerwa na coś innego i zabieram się za trójkę. :-)
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Ruiny
Autor: Orson Scott Card

Seria: Tropiciel
Tom: 2
Tytuł oryginału: The Ruins
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 18 czerwca 2013
Tłumaczenie: Maciejka Mazan, Kamil Lesiew
Cena detaliczna: 35,00 zł
ISBN: 978-83-7839-532-4
Format: 140 mm x 205 mm
Liczba stron: 384

Opis:
Przygoda, emocje i podróże w czasie znalazły swoją kontynuację w drugiej części bestsellerowego cyklu Carda.

Gdy Rigg z przyjaciółmi przeszedł Mur oddzielający jedyny znany im świat od świata, którego nie potrafią sobie wyobrazić, miał nadzieję, że prowadzi ich w bezpieczne miejsce. Ale zagrożenia, jakie niesie ten świat, nie tak łatwo dostrzec. Rigg, Umbo i Param wiedzą, że nie mogą ufać Vadeshowi – maszynie w ludzkiej postaci, stworzonej po to, by oszukiwać i zwodzić – ale teraz stracili też pewność, że mogą ufać sobie nawzajem. Jednak nie mają wielkiego wyboru. Rigg potrafi odczytać ścieżki przeszłości, ale jeszcze nie dostrzega czekającego ich niebezpieczeństwa: w stronę Ogrodu zmierza niszczycielska, śmiertelnie groźna siła. Jeśil Rigg, Umbo i Param nie zdołają działać wspólnie, by zmienić przeszłość, nie będzie już przyszłości…

Komentarz:

O ile „Tropiciel” sprawiał mi z początku problemy i nie mogłam się przebić przez więcej niż kilkanaście stron na raz, o tyle „Ruiny” wchodziły mi bardzo gładko już od samego początku. Nie miałam problemów z sięganiem po kolejny rozdział, nie musiałam się do tego zmuszać, a wręcz przeciwne – zostałam wciągnięta i chętnie zgłębiałam kolejne wydarzenia. Paradoksalnie jednak ten tom podobał mi się chyba nieco mniej – miałam problem z odnalezieniem się z tych ciągłych przeskokach w czasie, a potem nawet w którymś momencie z nadążeniem za tym. Wielokrotnie też wydawało mi się, że coś tu nie gra, że chyba znajduje się w danym miejscu błąd logiczny, ale nie byłam w stanie zmusić się, by to przeanalizować – kopanie głębiej byłoby wyzwaniem, więc postanowiłam uwierzyć autorowi na słowo, choć wspomniane uczucie i tak gdzieś majaczyło. Nie zrozumcie mnie źle, są tu świetne pomysły, bardzo ambitne i dobrze wykonane, ale ten zachwyt nad nimi, który miałam po pierwszym tomie, tutaj już trochę zbladł, a ogrom przeskoków, równoczesnego istnienia kilku wersji samego siebie, wpływania na wydarzenia wprowadzał zamieszanie. Sporo tu zalet, ale z jakiegoś powodu całość odbieram słabiej niż ostatnio.

Jeśli chodzi o postacie, bohaterowie u Carda (przynajmniej ci, z którymi się spotkałam) zawsze są bardzo inteligentni, przenikliwi i spostrzegawczy – czasem aż za bardzo – w jakiś sposób bardzo zaciekawiają, ale z drugiej strony mam problem z obdarzeniem ich sympatią – lubię o nich czytać, ale raczej nieszczególnie polubiłam ich samych.

Jestem naprawdę ciekawa, jak bohaterowie poradzą sobie z zadaniem w ostatnim tomie – w „Ruinach” poszli bardzo naprzód, zdobyli ogromną wiedzę o sobie, swoich umiejętnościach i technologii, którą teraz, w trójce na pewno wykorzystają. Ale jak? Jak to zrobią? Jestem ciekawa kolejnych wrażeń i mam nadzieję, że nie będzie to rozwiązanie banalne.

W skrócie – pomysły świetne, skomplikowane i zawiłe, akcja wciągająca, bohaterowie niecodzienni; powieść czyta się szybko, choć ogarnięcie tych wszystkich przeskoków może być wyzwaniem. Polecam.
Kometa pisze:Card niestety ostatnio tak robi coraz częściej - długo rozgrywa akcje i dopiero tak od połowy akcja dostaje kopa. Sama niekiedy mam problemy przez przebicie się przez początki jego książek, ale kiedy się już wkręcę gubię kapcie z wrażenia. Na początku zwyczajnie trzeba się trochę zmusić. A potem już samo idzie.
Ja aż kapci z wrażenia nie gubię, ale doskonale rozumiem, co masz na myśli.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Julie Kagawa - The Immortal Rules (Blood of Eden, #1)

Opis: Allison Sekemoto survives in the Fringe, the outermost circle of a walled-in city. By day, she and her crew scavenge for food. By night, any one of them could be eaten. Some days, all that drives Allie is her hatred of them—the vampires who keep humans as blood cattle. Until the night Allie herself dies and becomes one of the monsters.

Forced to flee her city, Allie must pass for human as she joins a ragged group of pilgrims seeking a legend—a place that might have a cure for the disease that killed off most of civilization and created the rabids, the bloodthirsty creatures who threaten human and vampire alike. And soon Allie will have to decide what and who is worth dying for… again.

Enter Julie Kagawa's dark and twisted world as an unforgettable journey begins.


The Eternity Cure (Blood of Eden #2)

Opis: In Allison Sekemoto's world, there is one rule left: Blood calls to blood

She has done the unthinkable: died so that she might continue to live. Cast out of Eden and separated from the boy she dared to love, Allie will follow the call of blood to save her creator, Kanin, from the psychotic vampire Sarren. But when the trail leads to Allie's birthplace in New Covington, what Allie finds there will change the world forever—and possibly end human and vampire existence.

There's a new plague on the rise, a strain of the Red Lung virus that wiped out most of humanity generations ago—and this strain is deadly to humans and vampires alike. The only hope for a cure lies in the secrets Kanin carries, if Allie can get to him in time.

Allison thought that immortality was forever. But now, with eternity itself hanging in the balance, the lines between human and monster will blur even further, and Allie must face another choice she could never have imagined having to make.


The Forever Song (Blood of Eden #3)

Opis:
[spoiler]Vengeance will be hers.

Allison Sekemoto once struggled with the question: human or monster? With the death of her love, Zeke, she has her answer.

Monster.

Allie will embrace her cold vampire side to hunt down and end Sarren, the psychopathic vampire who murdered Zeke. But the trail is bloody and long, and Sarren has left many surprises for Allie and her companions - her creator Kanin, and her blood brother, Jackal. The trail is leading straight to the one place they must protect at any cost - the last vampire-free zone on Earth, Eden. And Sarren has one final, brutal shock in store for Allie.

In a ruined world where no life is sacred and former allies can turn on you in one heartbeat, Allie will face her darkest days. And if she succeeds, her triumph will be short-lived in the face of surviving forever alone.
[/spoiler]

Moja opinia: Autorka na pewno nie zaprezentowała żadnego nowatorstwa w zakresie wampirologi, ale naprawdę rzadko któremu autorowi się to teraz ma szansę udać. Na szczęście w przypadku Kagawy broni się sama historia oraz sposób jej opowiedzenia. Bardzo trudno było mi się oderwać zarówno od jedynki, jak i od dwójki, bo napięcie jest świetnie stopniowane, a chęć odkrycia odpowiedzi na niektóre z pytań pcha czytelnika do przodu.

Widziałam sporo psioczenia na temat Allison, że jest emo-wampirem i różne takie, ale zdecydowanie ich nie podzielam. Sorry, ale jeśli nienawidzę wampirów, to po tym, jak stanę się jednym z nich jest bardzo dużo prawdopodobieństwo, że nie odkryję w sobie miłości do tego stanu w ciągu kilku miesięcy. Najlepsze jest to, że Allie wcale nie płacze po kątach z tego powodu i nie uprawia samobiczowania. Ma po prostu kryzys tożsamości, z jednej strony ciężko jest postępować wbrew jej nowym instynktom, z drugiej nie chce zrezygnować ze swoich ludzkich odruchów. W pełni ją rozumiałam, nie zawsze pochwalałam jej decyzje, ale pod tym względem owszem. Starała się jak mogła pogodzić obydwie swoje osobowości i powiem Wam tylko, że na pewno nie jest z niej żaden mięczak i ma w sobie sporo ognia i samozaparcia. Zeke, człowiek, którego spotyka na swojej drodze, wypada przy niej na idealnego i pomocnego misia. Nie mam nic do niego, szczerze mówiąc to chciałabym go spotkać żyjąc w takim świecie, ale trochę mało w nim było tego "czegoś", co powoduje, że nie możemy o danej postaci literackiej zapomnieć. Gdybym miała określić, którzy bohaterowie najbardziej zapadli mi w pamięci, to byliby nimi totalnie nieludzki, niepoprawny i cholernie świetny Szakal oraz mentor Allie, Kanin. U tego drugiego może trochę za dużo zapędów poświęceniowych, ale coś mnie w nim ujęło.

Fabuła naprawdę przyzwoita, a dwójka jest jeszcze lepsza. Obydwie książki rzeczywiście są utrzymane w dość mrocznym i poważnym tonie, w dwójce dodatkowo postać Zeke'a nabiera mniej idealnego wymiaru, dzięki czemu jego charakter jest bardziej wyrazisty. Kończy się takim cliffhangerem, że ho ho, a ja wciąż nie przeczytałam trójki. Jakoś tak mam, że kiedy coś sobie na dłużej odpuszczę, to później trudno jest mi wrócić do danego cyklu, a już w ogóle do ostatniego tomu. Czasami to niechęć przed zakończeniem dobrej serii, tym razem trochę obawa wobec tego, co się będzie działo w trójce. Zaniepokoiły mnie niektóre opinie na goodreads - bo wiecie, kiedy piszą, że Szakal jest tam głosem rozsądku, to znak, że coś stanęło na głowie, położyło się, a potem jeszcze obróciło o 180 stopni.

Myślę, że warto przeczytać, bo mimo tego, że to kolejny cykl o wampirach i wirusach, to przyjemnie się śledzi losy bohaterów, a autorka ma bardzo przystępny sposób pisania. Dodatkowo fabuła jest ciekawa, parę razy byłam zaskoczona albo niecierpliwie obracałam kolejne strony, tak więc jest to wciągająca lektura.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Świat Rocannona
Autor: Ursula K. Le Guin

Tytuł oryginału: Rocannon's World
Cykl: Ekumena/Hain
Tłumacz wydania: Danuta Górska, Lech Jęczmyk
Wydawnictwo: Książnica
ISBN: 9788324577866
Ilość stron: 200
Data wydania: marzec 2010

Opis:
Na planetę Fomalhaut II, po ponad stu latach od daty jej odkrycia, dociera pierwsza Misja Etnograficzna, aby uporządkować i pogłębić wiedzę o istotach rozumnych zamieszkujących ten świat. Statek Etnografów zostaje zniszczony, a załoga zabita. Pozostały przy życiu kierownik Misji, Rocannon, bezbronny i pozbawiony możliwości kontaktu z bazą, w towarzystwie kilku przyjaznych mieszkańców planety wyrusza na spotkanie najeźdźcom.

Komentarz:
Po ledwo dwustu stronach nie spodziewałam się takich problemów, ale niestety muszę przyznać, że ta powieść to była trudna przeprawa. Początek opisany jako prolog, a będący opowiadaniem „Naszyjnik Semley” był mordęgą – dwadzieścia stron czytałam przez pół dnia, a i tak nie wiedziałam, co się dzieje, zupełnie nie mogłam się skupić, a skupienie w przypadku tej książki to podstawa. Gdy doszłam do właściwego „Świata Rocannona”, było o niebo lepiej, ale wciąż nie wystarczająco. To zdecydowanie nie jest pozycja dla mnie.

Ze względu na niewielką objętość, a dużą ilość treści, książka została napisana bardzo, ale to bardzo zwięźle – trzeba skupiać się przy każdym akapicie, inaczej z łatwością można się pogubić. Jest tak oszczędnie w słowach, że czasami między jednym a drugim akapitem bohater przenosi się do zupełnie innego miejsca, choć nigdzie nie jest wspomniane, że się gdzieś rusza, że robi coś, co powoduje przetransportowanie – ot, w jednym akapicie jest tu, a drugim tam. Autorka dbała o treść, o kolejne zdarzenia, ale nie o formę, w jakiej to zostało podane – w efekcie mamy do czynienia z czymś, co przypomina streszczenie, wzbogacone o dialogi.

Niestety nie znalazłam tu nic, co by mnie wciągnęło, a choć sama historia była całkiem ciekawa, to podanie jej czytelnikowi pozostawia wiele do życzenia. Trzeba się przy niej bardzo skupiać, nie wolno odpływać myślami, a to niestety mi się nie udało – książka nie przykuła mojej uwagi wystarczająco. Fabuła nie płynęła, ale szarpała się jak w streszczeniu, wykorzystując minimum słów. Nie wątpię, że wielu osobom spodoba się „Świat Rocannona”, ale nie mnie.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Oksa
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1824
Rejestracja: 07 lut 2010, 14:34

Post autor: Oksa »

Obrazek

Kelly Oram - Being Jamie Baker (Jamie Baker #1)

Opis: An accident that should end in tragedy instead gives seventeen-year-old Jamie Baker a slew of uncontrollable superhuman abilities. To keep her secret safe Jamie socially exiles herself, earning the title of Rocklin High's resident ice queen. But during a supercharged encounter with star quarterback Ryan Miller she literally kisses anonymity goodbye. Now the annoyingly irresistible Ryan will stop at nothing to melt the heart of the ice queen and find out what makes her so special. Unfortunately, Ryan is not the only person on to her secret. Will Jamie learn to contain her unstable powers before being discovered by the media or turned into a government lab rat? More importantly, can she throw Ryan Miller off her trail before falling in love with him?

Obrazek


More Than Jamie Baker (Jamie Baker #2)

Opis: Jamie Baker, the only girl in the world with superpowers, has now accepted who she is and learned to control her power. Not to mention she has the best boyfriend on the planet. Life is finally looking good. But the day she witnesses an accident and decides not to save the guy out of fear of being exposed, she realizes that simply being Jamie Baker isn't enough.
After seeing Jamie so wrecked with guilt, the ever-helpful Ryan Miller decides it's time to make all of his fantasies about turning his girlfriend into an honest-to-goodness superhero become a reality.

Of course, coming up with a decent Super Name and fending off all of Ryan's attempts to get her into spandex aren't the only problems Jamie faces. The more her alter ego starts to make headlines, the harder it becomes for Jamie to hide her extracurricular activities from her best friend, the government, radical scientists, and the mysterious new guy who is determined to steal her from her boyfriend.


Obrazek

Remember Jamie Baker (Jamie Baker #3)

Data wydania: tego nie wie nawet autorka, ponieważ zmieniła jej się koncepcja trzeciej części. Trochę spędziła czasu na pisaniu historii od nowa i dobra wiadomość jest taka, że w końcu znalazła kierunek, w który chce pójść. To co ją jednak wstrzymuje to masa obraźliwych maili, jakie otrzymuje w związku z przedłużającą się datą premiery. Także nie jest do tego projektu już tak super nastawiona...

Kissing Jamie Baker (Jamie Baker #1,5)
A short story that retells Jamie and Ryan's first kiss from Ryan's point of view. Link -> https://www.goodreads.com/book/show/138 ... amie-baker

Moja opinia: Kelly Oram jeszcze mnie nie zawiodła ze swoją twórczością, a przeczytałam większośc jej książek. Zawsze kiedy mam ochotę na coś młodzieżowego i lekkiego, ale jednocześnie bez tandety i głupoty bohaterów (no, może nie nadmiernej), to sięgam po Oram. Ma bardzo sympatyczny sposób pisania oraz talent w tworzeniu postaci, które łatwo polubić. Nie wszystkie podpasowały mi tak samo, ale ogólna moja ocena danej pozycji jest zawsze pozytywna. Nie inaczej jest w przypadku jej trylogii, Jamie Baker. Bohaterka w wyniku wypadku weszła w posiadanie szeregu zdolności, które na pewno nie ułatwiają jej życia w liceum (kolejna część - studia). Wątek ten nie jest jakoś strasznie zgłębiony ani bardzo, bardzo poważnie ujęty, ale nie jest również żenująco prosty i odgrywa istotną rolę. To samo w dwójce. Wiemy, że gdzieś tam istnieje organizacja, która zagraża Jamie, i fakt ten nie pozostaje oczywiście bez wpływu na rozwinięcie fabuły, ale nie jest to też bardzo zawiła intryga.

A jednak sympatycznie mi się te książki czyta, Jamie to silna osobowość, a Ryan trochę może zbyt idealny, ale to taki miły chłopak, że mu wybaczę :-) Także jeśli ktoś miałby ochotę na coś lekkiego i łatwo przyswajalnego, to polecam. Szkoda, że trójka szybko nie nadejdzie, bo kurde zostawiła mnie w napięciu. Domyślam, że i tak wszystko skończy się szczęśliwie, ale jestem ciekawa jak do tego dojdzie.
The problem with reading a good book is that you want to finish the book, but you don't want to finish the book.

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2949
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Obrazek
Tytuł: Zbuntowana
Autor: Veronica Roth

Cykl: Niezgodna
Tom: 2
Tytuł oryginału: Insurgent
Wydawnictwo: Amber
Tłumaczenie: Marta Czub, Ewa Ratajczyk
Data wydania: październik 2012
ISBN: 9788324143801
Liczba stron: 368

Opis:
Jeden wybór może cię zmienić.
Jeden wybór może cię zniszczyć…

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) – to pięć frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony. Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest NIEZGODNY – i musi być wyeliminowany...

Dzień, kiedy szesnastoletnia Tris dokonała wyboru, powinien zostać uczczony świętowaniem przez frakcję, do której przystąpiła – jednej z pięciu, jakie istnieją w zniszczonym katastrofą Chicago. Zamiast tego zakończył się tragedią. Przejście z Altruizmu do Nieustraszoności zburzyło jej świat, pozbawiło rodziny, zmusiło do ucieczki, ale i połączyło z Tobiasem – Nieustraszonym o stalowych oczach.

Od tamtej chwili walka frakcji przerodziła się w otwartą wojnę. A podczas wojny trzeba stanąć po jednej ze stron. Wybory są jeszcze bardziej dramatyczne – i jeszcze bardziej nieodwołalne. Zwłaszcza dla Tris, NIEZGODNEJ, która wciąż zmaga się z natrętnymi pytaniami o konsekwencje swojej decyzji, z żalem i wyrzutami sumienia, swoją tożsamością i lojalnością, polityką i miłością. Lecz wstrząsające nowe odkrycia i zmieniające się sojusze sprawią, że musi ujawnić prawdę o sobie. Nawet jeśli miałaby stracić wszystko. A żeby ocalić tych, których kocha, musi złamać niewzruszone reguły swojego bezwzględnego świata…

Komentarz:
Adaptacje filmowe to zło. A przynajmniej przed skończeniem serii. Sprawiają, że zaczynamy widzieć aktorów zamiast własnych wyobrażeń bohatera, a nawet zmieniają podejście do tychże postaci. Tak właśnie dzieje się w moim przypadku z drugą częścią "Niezgodnej", czyli "Zbuntowaną". Wyobrażałam sobie aktorów, a ponadto nie byłam w stanie porządnie zezłościć się na bohaterkę (co w sumie można też odbierać jako zaletę, bo przynajmniej się nie irytowałam przesadnie) – widziałam przed oczami Shailene Woodley zamiast Tris, a przecież nie mogę się wkurzać na Hazel!

W każdym razie, gdy oceniać tę książkę samą, to nie wychodzi z tego nic niezwykłego, czego można było się spodziewać po kontynuacji nieszczególnie zaskakującej "Niezgodnej". Ot, do poczytania, lekkie i niewymagające. Całkiem ciekawe, ale nie powalające, czasem do granic możliwości naginające logikę i zdrowy rozsądek. Nie będę wypominać wszystkich głupot w budowie świata, które już wspomniałam w poście do pierwszej części – tutaj powtórzone są te same błędy, a także dodane nowe. Autorka chyba niekiedy nie czytała tego, co napisała, i nie sprawdzała, jak to brzmi, w jak nieludzki sposób bohater musiałby powyginać swoje ciało, by zrobić daną rzecz, albo jak naiwny i łatwowierny miałby być człowiek, którego spotyka Tris, by uwierzyć w to, co ta mówi. W skrócie braki w pomyślunku są widoczne. Dziwactwa z frakcjami, z systemem wyboru – o tym już było, o tym że dowódcą Nieustraszoności był bodajże 18-latek też. Ale że starsi oddali tyle władzy dzieciakom, i to w czasie konfliktu, gdy potrzebne jest doświadczenie? Ludzie polegają na szesnastolatce i jej kolegach – sami niby coś tam robią, ale bardziej można się tego domyślać niż zobaczyć. Jakoś mnie to nie przekonało. Podobnie jak "tylko Ty się nadajesz", "tylko ty możesz to zrozumieć/wymyślić", "tylko ty wiesz, jak oni myślą" mówione do Tris... Pfffyyy, już to widzę. Mary Sue jak nic, ale na szczęście nie ten najgorszy rodzaj.

Problemy sercowe autorka porządnie wyeksponowała i nasiliła, bo przecież lepiej, żeby się bohaterowie dusili, wynajdywali, o co mogą się pożreć, niż żeby pogadali. A potem ot tak niech się pogodzą. Bo to przecież młodzieżówka, blablabla. Relacja Tris i Cztery wydawała mi się o wiele bardziej sztuczna i wymuszona niż ostatnio.

Zresztą cała ta książka jest sztuczna – postacie, wydarzenia, zachowania. Bohaterowie działają na ślepo, ale oczywiście mają rację. Przecież zacząć walkę można na podstawie mglistych przypuszczeń, osądów i oczywiście nie zostać uznanym za idiotę czy szaleńca. Bo oczywiście na końcu musi się okazać, że mieli rację – inaczej bohaterka przestałaby być heroską.

Coś mi w tej powieści porządnie nie gra. Historia naciągana, przewidywalna, mało oryginalna (choć kilka interesujących pomysłowa się pojawiło). A jak baba w pociągu mi zaspoilerowała kolejne części, gdy znałam tylko pierwszą, to już w ogóle nie byłam zaskoczona odkryciami z końca książki. Porównania do "Igrzysk śmierci" zupełnie nietrafione, bo łączy te tytuły je przede wszystkim gatunek, a poziomem zupełnie się różnią – "Igrzyska" też nie były jakoś szczególnie rewelacyjne, ale przynajmniej bardziej przemyślane. Tutaj tego zabrakło. Było jednak całkiem ciekawie i przyjemnie, a także szybko się czytało.
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1490
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

Sophie pisze:Wyobrażałam sobie aktorów, a ponadto nie byłam w stanie porządnie zezłościć się na bohaterkę (co w sumie można też odbierać jako zaletę, bo przynajmniej się nie irytowałam przesadnie) – widziałam przed oczami Shailene Woodley zamiast Tris, a przecież nie mogę się wkurzać na Hazel!
Hahahahah, tak bardzo mnie tym rozłożyłaś. <3
Ale logika jest. Ja też wcześniej wyobrażałam sobie Jenny Lawrence, kiedy po ekranizacji wróciłam "na chwilę" do książki. Film coś bezodwrotnie zmienia. :-P

Jeśli chodzi o cała trylogię "Niezgodnej", to po ekranizacji pierwszej części (która nie była aż taka zła, jeśli porównać ją do książki), wróciłam z ciekawości do książek, żeby dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy. Odpadłam w "Zbuntowanej" po kilku pierwszych rozdziałach i tak bardzo w swoim stylu przeczytałam potem kilka ostatnich rozdziałów "Wiernej". 8-)
Chociaż zakończenie bardzo melodramatyczno-druzgocąco-miażdżące. To wciąż tylko "Niezgodna", czyli zawsze dno totalne i ostateczne. :mrgreen: :roll:
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

ODPOWIEDZ

Wróć do „Literatura”