Fate's Edge

Trzecia książka z serii The Edge.

Moderatorzy: Administratorzy, Moderatorzy, Junior Admini

Kitikejt

Fate's Edge

Post autor: Kitikejt »

Obrazek

Even bad guys have to be heroes…

What do you get when you take the best conman in the world and make him into a secret agent? You get Kaldar Mar. Clever, ruthless, and lethal, Kaldar is the ultimate spy, who uses his wits, his magic, and his looks to serve his country and avenge his family. There is no man he can’t con, no woman he can’t seduce, no scheme he can’t pull off.

And then he meets his match. And she isn’t buying any of his snake oil.

Awatar użytkownika
hlukaszuk
Nadworny Smok
Posty: 1696
Rejestracja: 29 sie 2010, 19:22

Post autor: hlukaszuk »

Jestem świeżo po lekturze. Do końca nie wiem czy Bayou Moon podobało mi się bardziej czy Fate's Edge. Po prostu nie jestem obiektywna kiedy bohaterem jest ktoś kto wychowywał się w zamknięciu (Will) a Moczary były świetne. W trzeciej części mamy standardowo nową parę. Znany wszystkim z drugiej części Kadlar Mar i jego "kopia" w spódnicy Audrey Callahan. Kadlar należał do moich ulubieńców w drugiej części, choć był postacią drugoplanową. Teraz wiem, że był to celowy zabieg Ilony. Najciekawsza drugoplanowa postać, gra pierwsze skrzypce w kolejnej części. Kiedy para oszustów się spotyka, uwierzcie mi, robi się ciekawie, a gdy dołączają Jack z Georgem robi się mieszanka wybuchowa, a jak tego jest za mało pojawia się Will z Cerise i dopiero jest rozpierducha. Jeśli rozpierducha to oczywiście i Ręka. Moja konkluzja po przeczytaniu 3 części jest następująca. [spoiler]Zwierciadło odkryło, że najlepsi agenci rekrutują się z Rubieży. Dlaczego? Jak to ujął George - choćby byli najbogatsi i weszli do najlepszych rodzin, zawsze będą pogardzani przez błękitnokrwistych, a jako agenci mogą być najlepsi i nikt nie będzie nimi gardził. Zwierciadło zrekrutowało już super fajną grupkę. Działania tej grupki mogą zrobić nielichą rozpierduchę i obserwacja tej grupki w działaniu była by świetna, bo przecież wojna pomiędzy Księstem Luizjany a Adrianglią toczy sie od lat, a jest to wojna cicha, podstępna i toczona w tajemnicy przez szpiegów, bez reguł i bez litości.[/spoiler] Zakończenie oczywiście jak zwykle przesłodzone, ale ten typ tak ma. Nowością jest miejsce akcji. Do tej pory najwięcej akcji działo się na Rubeży. Trzecia część to zmienia. Akcja skacze: Dziwoziemia, Rubież, Niepełna. Pojawia się nowe państwo Dziwoziemi - Zachodni Egipt i Pazury Bast. Mam przeczucie, że będą wiodły prym w 4 części. Podobają mi się też zabawki szpiegów, wypisz wymaluj arsenał James'a Bonda. Chyba ze względu na wielomiejscową akcję, mnogość super bohaterów oraz nowe moce (do tej pory nikt takimi nie dysponował) Rubieżników Fate's Edge jest takie dobre.
Kto wie, może Śmierć sypia z pluszowym misiem? Nigdy w życiu.

Awatar użytkownika
Blair
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 1488
Rejestracja: 26 mar 2011, 23:24

Post autor: Blair »

hlukaszuk pisze:Jestem świeżo po lekturze. Do końca nie wiem czy Bayou Moon podobało mi się bardziej czy Fate's Edge. Po prostu nie jestem obiektywna kiedy bohaterem jest ktoś kto wychowywał się w zamknięciu (Will) a Moczary były świetne. W trzeciej części mamy standardowo nową parę. Znany wszystkim z drugiej części Kadlar Mar i jego "kopia" w spódnicy Audrey Callahan.

Zgadzam się jak najbardziej! :-P Ta część wymiata tak samo, jak poprzednia.

Po pierwsze - niesamowicie podobają mi się nawiązania do poprzednich części. To, że możemy w tej najnowszej spotkać starych bohaterów. Czasami spojrzenie oczami innej postaci na drugą (na przykład to, jak Audrey podsumowała Cerise i Williama) jest zabawą samą w sobie.

Rodzina Mar - śmietanka sama w sobie. Mogłabym czytać kolejne części, w których główne skrzypce graliby następni kuzyni, bracia czy siostry i podejrzewam, że bawiłabym się tak samo świetnie, jak z Cerise czy Kaldarem. Jest to bardzo dobrze przemyślany i rozwinięty wątek. Niby szczury z Moczarów to biedacy, którzy nie mają nic poza sobą, ale gdy dojdzie co do czego, wychodzi nam z worka zbiór indywiduów z niesamowitymi mocami, możliwościami i charakterkami. :mrgreen:

George i Jack.
Ich wątek wciąż jest przeplatany z głównym, wciąż wspominany, lecz dla mnie to trochę za mało. Chciałabym, żeby dostali pierwszoplanowe role, ale to już tylko takie moje biadolenie. Chłopcy są naprawdę niesamowici. To jak się zmieniają z biegiem tych wszystkich lat (jeśli dobrze skojarzyłam, każda następna historia ma miejsce dwa lata po poprzedniej); dorośleją i rozwijają swoje talenty.

A skoro o talentach mowa - magia Kaldara jest jedną z tych, które najbardziej mnie zafascynowały. To oraz sprytny sposób, jak za pomocą małych zakładów Kaldar już na starcie kładzie na łopatki swoich przeciwników. 8-)

Poza tym Kaldar - Richard, wypisz wymaluj George - Jack. Nie wiem czy Ilona zrobiła to specjalnie i jeszcze nie jestem do końca pewna, czy mi się to podoba. W końcu nie każda braterska relacja jest taka sama.
One prerson's craziness is another person's reality
- Tim Burton

Awatar użytkownika
Sophie
Zaawansowany Stopień Zupiorzenia
Posty: 2933
Rejestracja: 24 sie 2010, 17:24

Post autor: Sophie »

Zabrałam się za nadrabianie serii o Rubieżach, żeby wziąć się za „Sweep in Peace”, w którym pojawiają się bohaterowie Edge (wykorzystanie własnych postaci z innych książek to ciekawy zabieg, swoją drogą). W sumie nawet nie wiem, dlaczego nie przeczytałam tego wcześniej tak po prostu, żeby się dowiedzieć, co u chłopców… Ale najważniejsze jednak, że zaczynam nadrabiać. I tak właśnie trzeci tom za mną.

Niestety jestem deczko rozczarowana, książka bowiem nie wciągnęła mnie tak, jak na to liczyłam – „Clean Sweep” chyba sobie lepiej z tym poradziło. Oczywiście „Fate’s Edge” to nadal świetna powieść, z ciekawymi, świetnie skonstruowanymi bohaterami, którzy są tak żywi, że niemal wychodzą z kart. Do tego dochodzi interesująca, wciągająca akcja bogata w różnorodne wydarzenia, a także rewelacyjne pomysły. Czyli wszystko w stylu Ilony Andrews. Niemniej po tych autorach spodziewałam się jednak deczko więcej; miałam nadzieję, że nie będę się mogła oderwać od książki, tylko czekając na to, co zaraz się zdarzy. Ale niestety nic takiego się nie miało miejsca, chociaż oczywiście byłam zainteresowana akcją i nie miałam problemu z przeczytaniem książki. Po prostu nie porwała mnie tak, jak na to liczyłam.

Kaldar i Audrey są świetnym duetem, o którym dobrze się czyta i który zabawia swoimi sprzeczkami i jest w stanie pociągnąć każdą akcję. W dodatku mają bardzo ciekawe talenty, rewelacyjnie urozmaicające fabułę.

Trochę przeszkadza mi ta cała sprawa z „wyjdę za Ciebie, chociaż znamy się tylko kilka dni”. To samo było w „Na krawędzi”. Czy naprawdę nie można ich połączyć bez całej tej hecy z małżeństwem po kilku dniach znajomości? No ogólnie – jak wspomniała hlu – zakończenie przesłodzone. Niemniej z reguły bohaterowie trzymali fason i mniej sobie słodzili, a bardziej dogryzali i sprzeczali.

Mimo wszystko książka bardzo dobra. :-)
Oh yes Daddy is home and he ain't happy. :twisted:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fate's Edge”