Strona 2 z 2

: 06 lip 2013, 13:40
autor: Oksa
Przeczytałam i ja, potwierdzam, książka jest świetna, ale to już nie to samo. Największy mój zarzut to brak napięcia, ekscytacji przygodami bohaterów, brak silniejszych emocji wobec ich losów. Z tego powodu końcówka wyjątkowo mi się dłużyła. Nie byłam po prostu w stanie w wystarczający sposób przejąć się tym, że
[spoiler]Andrea może utracić swoje ciało i życie oraz, że zostanie powołany do życia wielgachny wąż. Nie czułam też większych emocji w związku z członkami kultu tego gada. Była to dla mnie jakaś tam anonimowa grupka ludzi chcąca ożywić swojego guru, nikt szczególnie nie zapadł mi w pamięć, zresztą ginęli tak szybko albo w dużej odległości od naszych bohaterów, że trudno było o jakąś wymianę zdań i opinii.

Wiem, wiem, poznaliśmy lepiej Anubisa, ale i on był jakiś taki nijaki. No chciał ożywienia tej swojej legendy i bla bla bla, ale za mało mnie irytował. Za mało było w tym nienawiści z mojej strony. A ja lubię, kiedy bohaterowie, zarówno pozytywni, jak i negatywni, wzbudzają we mnie silne uczucia. I to mi się właśnie podobało w Kate. Konfrontacja z wrogiem, a także wcześniejsze z nim sceny, zawsze powodowały we mnie poczucie, że ludziska stoją przed prawdziwym, takim z krwi i kości, zagrożeniem. To zagrożenie ma plan, ma uczucia, przeszłość, zestaw cech i sprawia, że mam ochotę sięgnąć mu do gardła i wyrwać mu serce.

Właściwie to draugr stanowił bardzo ciekawego przeciwnika, ale on tak naprawdę pochodzi z opowiadania Magic Gifts i gdyby nie ono, to też nie poświęciłabym mu głębszej myśli.[/spoiler]

Obwiniam o to wszystko zajebistą piątą część przygód Kate. To nie jest tak, że Gunmetal mi się nie podobało, ale było dla mniej o wiele mniej satysfakcjonujące i pasjonujące. Na pewno przyjemnie było zajrzeć do głowy Andrei i dowiedzieć się tylu nowych rzeczy. Dokładnie poznać jej przeszłość, losy Ascanio, więcej informacji o początkach Pierwszych, a także jej opinię na temat pozostałych bohaterów. Tajemnicza Kate z szalonymi oczami wymiata :-D Ucieszyłam się na większą ilość scen z Ciotką B, bo imponuje mi ta postać. Taka niepozorna, psychotyczna i niezwykle przebiegła kobietka w średnim wieku. Czego tu nie kochać? XD

Być może chodzi też o Raphaela. Nie należy on do czołówki moich ulubionych postaci i poza tym, że jest on pracowitą oraz odpowiedzialną osobą, to niestety ta wymiana zalet przez Andrewsów nie ukryje tego, że jest straszliwie rozpieszczony. Obawiam się przez to o charakter Ascanio, bo jego akurat bardzo polubiłam.

A skoro jesteśmy przy Ascanio, to rozwala mnie myśl, że oto wielki, zły bouda oraz urodzony uwodziciel wymięka w obliczu złośliwości Julie, która bezczelnie wykorzystuje swoją pozycję podopiecznej Alfy XD I oby tak dalej! Myślę, że bardzo dobrze wpłynie na jego charakter okresowe zgnębienie psychiczne serwowane mu przez młodszą od siebie dziewczynę :twisted:

Nie spodobał mi się za to pewien zabieg autorów.
[spoiler]Już w momencie, kiedy Andrea opowiadała o tym, że nie udało się jej dopaść swojej największej dręczycielki, Michelle, wiedziałam, że nie tylko Andrea ją spotka, ale że jej również nie zabije, ponieważ jakieś tam okoliczności na to nie pozwolą. Nie dziwota więc, że byłam naprawdę rozczarowana, że Andrewsowie poszli w tym przewidywalnym kierunku.[/spoiler]

Poza tym scena z Kate i Curranem w domu Raphaela - miodzio, czytałam ją kila razy XD

Tak w kilku zdaniach - jak pisałam, Andrea jest spoko, ale rzadko spotykam bohaterkę, z której decyzjami oraz przemyśleniami zgadzałabym się niemal w 100%, a Kate jest dla mnie właśnie taką postacią. Było i smutno i zabawnie, ale to nie ta sama skala emocji, co w głównej serii. Przekomarzania Andrei i Raphaela nie dościgną niestety udawanej czasami dworskości pomiędzy Kate i Curranem, która za kilka sekund przeistacza się w bardziej "potoczną" mowę, wulgarność albo rękoczyny XD Wiem, że strasznie porównawczo to wypadło, może tak nie powinnam, może lepiej było się odciąć myślami od narracji Kate, ale tak się absolutnie nie da. Gunmetal, choć bardzo przyjemna książka, pozostanie już dla mnie gorszą siostrą cyklu o Kate.

PS. Doolittle pod koniec ujawnia swoje bardziej, hmm, zdecydowane oblicze
[spoiler]I sprowadza Raphaela do parteru ciosem z łebka.[/spoiler]
Doolittle, my master! :mrgreen:

: 16 lip 2013, 20:30
autor: wiedźma z bagna
I przez Was przeczytałam. Do pierwszej wczoraj siedziałam, a Jeż jak zwykle wstał o 6 i oczywiście w nocy jeszcze 2 przebudki zaliczył. Wasza wina, Wasza wina, Wasza wielka, wielka wina...

Podobało mi się, naprawdę bardzo. Mimo braku specyficznego poczucia humoru, mimo braku tego znamiennego napięcia w relacji między głównymi bohaterami. To po prostu inna historia, inni ludzie, inne charaktery. Jasne, że wolę Kate. Kate jest najlepsza (i Curran of course), ale Andrea też ma swój urok. Faktycznie jakby mniej napięcia w tej książce i do paru kwestii bym się przyczepiła.
[spoiler] Dla mnie ta cała michelle, czy jak jej tam było, wyskoczyła jak przysłowiowy Filip z konopii. Cała scena ni przypiął, ni wypiął. Absolutnie zbędna i bez sensu. Żeby jeszcze laska brała czynny udział w obecnej sytuacji, chociaż nie, też nie pasi. Jak dla mnie wpierdzielona w akcję zupełnie bez sensu. Powinna sobie zostać mrocznym Nemezis Andrei.

I końcówka - no po prostu zbyt słodziaśno-oczywista, za mało energetyczna, zbyt hollywoodzka. [/spoiler]
Ale całość - przeczytałam z czystą przyjemnością. Ja tam akurat lubię Rafaela - właśnie za to, że jest rozpieszczonym dupkiem :twisted: (takie skrzywienie). Doktorek - normalnie siła perswazji. Niby taki spokojny, milusi, a na swoim postawi, a i przytentegować nieźle potrafi :mrgreen:
Ja po prostu lubię styl Andrewsów. Chciałabym mieć taki talent. Póki co, pozostaje mi mieć nadzieję, że wydawnictwo się ulituje i zamiast wznawiać co i rusz stare kawałki, zacznie wydawać porządną świeżą (przynajmniej na polskim rynku) fantastykę.